Musisz zainstalować flash player pobierz instalator









MAIL REDAKCJI: miedzynami3@gmail.com ADRES SZKOŁY: Zespół Szkół Ponadgimna-zjalnych im. Władysława Bro-niewskiego ul. T. Kościuszki 28 78-300 Świdwin STRONA INTERNETOWA SZKOŁY: http://zspswidwin.pl/


Oto przed Wami zupełnie nowa odsłona naszej szkolnej gazetki. Pożegnaliśmy się z Między nami varia - tami i mamy przyjemność zaprezentować Wam pierwszy numer Wingapo. Znajdziecie w nim relacje ze szkolnych imprez, recenzję Galerianek, artykuły doty-czące nadchodzących świąt, szkolne plotki i wiele innych. Życzymy miłej lektury. REDKACJA WINGAPO Chcecie obejrzeć naszą gazetkę w internecie? Nic prostszego! Wystarczy wejść na stronę mam.media.pl i odszukać naszego Qmama, Wingapo. Serdecznie zapraszamy! STOPKA REDAKCYJNA SPIS TREŚCI
p. Małgorzata Olszewska opiekunka gazetki Katarzyna Fijołek redaktor naczelna Laura Świś zastępca redaktor naczelnej
Wingapo

Damian Seredyn Justyna Panasz Mateusz Warianka grafik dziennikarz dziennikarz Kacper Borowczak Justyna Pograniczna Kinga Brodziak grafik dziennikarz dziennikarz Kornelia Dziwik Ania Nagrabska zdjęcia: dziennikarz dziennikarz Sandra Galczak Justyna Pograniczna Paulina Staniaszek Piotr Stapurewicz dziennikarz dziennikarz Mateusz Żebryk Sandra Galczak dziennikarz dziennikarz Paulina Samiczak Anita Kasprzyk dziennikarz dziennikarz Ewa Paciorek Agata Borowy dziennikarz dziennikarz str. 4-5 Newsy str. 6-9 Spotkanie obieżyświa-tów str. 10-11 "Jest listopad czarny, czasem złoty..." str. 12-15 Dzień niepodobny do innych str. 16-17 Niezapomniany wie-czór str. 18-20 Podbój Berlina!!! str. 21 Szkoła, Szkoła, Szkoła... str. 22 W zdrowym ciele zdro-wy duch str. 23-26 Ksiądz, jakiego nie znacie... str. 27-28 Glosolalia str. 29-31 "Coraz bliżej święta..." str. 32-34 Świątecznie str. 35-37 Święta str. 38-39 Niepoprawne tipsy str. 40-41 Plotki, ploteczki... str. 42-43 Skąd się wzięły Galerianki? str. 44 Nóż w sercu str. 44 Przmijam Newsy
W naszej szkole ostatnio bardzo dużo się dzieje:


1.12.2009 roku odbyła się Olimpiada Teologiczna. Pierwsze miejsce zajęła Joanna Jabłońska z klasy 2b, drugie Magdalena Kot z klasy 2c, a trzecie Beata Goźlińska z klasy 2c. Do piątku 4.12.2009 ro-ku zbieraliśmy pieniądze na akcję Góra Grosza. Pie-niądze zbieraliśmy przez około miesiąc, a zaanga-żowanie uczniów było, jak co roku, ogromne. 1.12. i 3.12. br. ucz-niowie naszej szkoły wzięli udział w corocz-nej Olimpiadzie Przed-siębiorczości. W dniach 24-27 listo-pada tegoroczni matu-rzyści pisali próbne ma-tury przygotowane przez wydawnictwo Operon i Gazetę Wyborczą. 11.12.2009 roku od-będzie się konkurs ję-zyka angielskiego. Oso-by, które zakwalifikują się do następnego eta-pu pojadą wraz ze swo-imi nauczycielami do I LO im. St. Dubois wa-lczyć o pierwsze miej-sce. 14.12.2009 roku bę-dzie miał miejsce kon-kurs o UE - „Krąg”. Chętni uczniowie mogli się zgłaszać do wzięcia udziału u swoich nau-czycieli historii. 18.12.2009 roku od-będzie się loteria fan-towa, z której dochody zostaną przeznaczone na cele charytatywne. Światowy Dzień Walki z AIDS Kobieta ofiarą mobbingu



1 XII obchodzony jest Światowy Dzień Walki z AIDS. W związku z tą datą uczniowie naszej szkoły wzięli udział w uroczystym spotkaniu, które miało miejsce 4 grudnia w Świdwińskim Ośrodku Kultury. Przed-stawienie, opowiadają-ce prawdziwe historie ludzi, którzy cierpią na tę straszną chorobę, przygotowali młodzi ar-tyści Szkolnego Koła Teatralnego, którego o-piekunem jest p. M. Fa-bianiak. Następnie, o wi-rusie, sposobach zaka-żeń, profilaktyce i lecze-niu opowiedziała p. E. Galińska - Gruchała – przedstawicielka Po-wiatowej Stacji Sanita-rno - Epidemiologicznej w Koszalinie. Zostały także przyznane na-grody laureatom kon-kursu literackiego Kar-tka z pamiętnika.... Dwie najlepsze prace zostały odczytane. W internecie można znaleźć artykuły napi-sane przez absolwentkę naszej szkoły, Magda-lenę Przepiórkę, na te-mat dyskryminacji ko-biet ze względu na płeć i mobbingu. Obok po-dajemy ich tytuły i a-dresy internetowe, na których należy ich szu-kać. "Roszczenia pracownicy związane z mobbin-giem" "Dyskryminacja kobiet ze względu na płeć" "Kobieta ofiarą mobbin-gu" gazetka współfnansowana ze środków: Spotkanie obieżyświatów



Od początków historii ludzie wiedzą, że podróże kształcą. Mogą być stylem życia, ciekawą przygodą lub, dla niektórych, nieprzy-jemnym doświadcze-niem. Ale tak naprawdę wszyscy odbywamy po-dróże, mniejsze i wię-ksze. Każda wycieczka wzbogaca nas o nową wiedzę, doznania, oby-wa w świecie, inspiruje, czy skłania do refleksji. Warto się dzielić i o tym opowiadać, jak to czy-nią uczniowie naszej szkoły na corocznym Spotkaniu Obieżyświa-tów. Inicjatorką tego wspaniałego przedsię-wzięcia jest pani Joan-na Kurlapska – nauczy-cielka języka niemiec-kiego, która mówi o nim jako o szkolnej tradycji dostarczającej wiele ro-zrywki, a także uczącej i zachęcającej innych do uczestnictwa w za-bawie. W tym roku szkolnym spotkanie od-było się w szkolnej czytelni, dnia 13 listo-pada. Sześciu uczniów naszej szkoły: Małgo - rzata Kleszcz, Nicole Piaskowska, Weronika Kuzio, Bartosz Ow-siak, Patryk Lis, Anna Możdżeń oraz Mateusz Cierpiał wystąpiło w roli obieżyświatów, a pro-wadzącymi były dwie uczennice trzeciego roku: Kornelia Dziwik oraz Natalia Kiszkiel. Do-wiedzieliśmy się m.in. jak żyją, jedzą i bawią się ludzie z Włoch, Chorwacji, Hiszpanii i Togo. Nicole Piaskowska, uczennica klasy 1 a, opowiadała o zwycza-jach na Czarnym Lądzie. To co ją zachwyciło, to sposób życia tamtejszych ludzi. Mieszkańcom Togo za-wsze towarzyszy u-śmiech i zadowolenie. Nie zamartwiają się, nie stwarzają proble-mów – taki widok mu-siał napawać optymiz-mem i wręcz koić, bo jak wiemy, w Polsce nierzadko jesteśmy narażeni na zgryzotę i nieuprzejmość innych. W Hiszpanii natomiast prawdziwe życie rozpo-

"Apetyt rośnie w miarę jedzenia przekonywał nas Bartek (...)"

czyna się dopiero wie-czorem. W czasie tzw. sjesty zamiera ono na kilka godzin, najpraw-dopodobniej z powodu wysokiej temperatury, jaka panuje w tej czę-ści Europy w godzinach popołudniowych. Ania Możdżeń wraz z Bart-kiem Owsiakiem z wy-piekami na twarzy o-powiadali o nocnym życiu Barcelończyków: tamtejszych dyskote-kach i klubach, czy ma-gicznym pokazie gra-jących fontann, który mogliśmy zobaczyć na zdjęciach przyniesio-nych przez Anię. Ważnym elementem każdej podróży są po-siłki, a jak wiadomo każdy kraj chawli się jakąś mniej lub bardziej sma-czną narodową potra-wą. Gosia Kleszcz za-chwalała włoskie maka-rony – pasty, do tego podaje się pieczeń, którą popija się winem. Ale to, co dla nas Pola-ków – zwolenników trzech głównych posił-ków dziennie – może wydać się dziwne, to że śniadania we Wło-szech traktowane są bar-dzo po macoszemu. Ja- kaś kawa, herbata, a do tego kawałek cias-ta. Bardziej zaskakują-cy zwyczaj panuje w A-fryce. Nie ma tam wy-znaczonej pory na po-siłki, każdy je wtedy, kiedy mu to odpowia-da. Nicole zajadała się egzotycznymi owoca-mi, ale poleciła też pewną potrawę przy-pominającą nasze pu-ree, ale zrobione na bazie mąki kukury-dzianej. Danie nazywa się pat i pewnie dla wielu bardziej niż sam jego smak, zainteresuje sposób przyrządzenia. To niemal obrządek, a w Europie raczej się z czymś podobnym nie spotkamy. W Katalonii koniecznie trzeba spró-bować tapo. "Apetyt ro-śnie w miarę jedzenia" przekonywał nas Bartek, któremu niezwykle za-smakował ten rodzaj szynki, jednak jak póź-niej przyznał brakowa-

"Aby dostać się z domu do domu lub gdziekolwiek indziej trzeba wsiąść do łódki (...)"

ło mu domowego pol-skiego obiadu. Inni po-twierdzili jego słowa, więc można wywnio-skować, iż polskiej ku-chni trudno doorównać. Każdej wycieczce nieodłącznie towarzy-szy zwiedzanie. Jakie miejsca warte obejrze-nia znajdują się w Hisz-panii? Mateusz Cierpiał wraz z Bartkiem i Anią zgodnie mówią, że ko-niecznie trzeba zoba-czyć przepiękny kościół Sagrada Familia. Jako ciekawostkę powiedzieli nam, iż budowla tak naprawdę nie została jeszcze ukończona, chociaż zaczęto jej bu-dowę w 1882 roku. Za-gorzałym fanom piłki nożnej Bartek poleca Stadion Camp Nou, na którym rozegrało się wiele ważnych meczy. We Włoszech nie moż-na przegapić Watyka-nu, Pompei czy zadzi-wiającej Krzywej Wieży w Pizie. A co nas może zaciekawić w Togo? Na pewno wioska na palach, zbudowana na rzece. Aby dostać się z domu do domu lub gdziekolwiek indziej trzeba wsiąść do łódki



i po prostu popłynąć. Dużym zainteresowaniem cieszą się także domy - baobaby. W końcu nieczęsto ktoś urządza sobie mieszkanie w drze-wie. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej – po-wiedzenie znane wszy-stkim doskonale. Czy naszym tegorocznym obieżyświatom brako-wało czegoś za grani-cą? Patryk Lis twierdzi, że za niczym nie tęs-knił. Nicole w gorącym, afrykańskim państwie marzyła o klimatyzacji i lepszych drogach. Bar-tek najbardziej wycze-kiwał domowego obia -du. Jak się mówi: cudze chwalicie, a swego nie znacie. Tak wiele pię-knych rzeczy mówimy o odbytych zagranicz-nych podróżach, zapo-minając jednocześnie o tym, co zostawiamy za sobą. Polska mieści w sobie wiele fanta -stycznych miast, wie-kową tradycję, obfitą paletę kulinarną. Kraj Popiela, to przecież kraj legend i baśni, które tworzą naszą bogatą kulturę. Myślę, że warto by było orga-nizować także spotka-nia promujące naszą ojczyznę. Stojąc i bacznie obserwując zebranych, pomyślałam, że my w tym czasie również od-bywamy pewnego ro-dzaju podróż. Ale bar-dziej mistyczną i zupełnie nienamacal-ną, bo w głąb samego siebie. Wszystkie myś-li, które się w nas ko-tłowały, wypływały na wierzch lub, nadal tkwiąc w naszych u-mysłach, pobudziły do refleksji nad własną o-sobą. Bo w końcu to, co jest dla nas najwa-żniejsze w drodze, jest takie i w codziennym życiu, czyż nie? Zosta-wię tu miejsce na Wa-sze przemyślenia, dro-dzy czytelnicy. Mam nadzieję, że będą one równie owocne jak mo-je. LAURA ŚWIŚ, 1B Relacja z wieczorku poetyckiego
„Jest listopad czarny, czasem złoty...”


"Jest listopad czarny, czasem złoty...". Właś-nie tymi słowami Marii Pawlikowskiej -Jasnorzew-skiej pani Małgorzata Pluta powitała gości przybyłych na Wieczo-rek Poetycki, który odbył się 26 listopada br. w naszej szkole. Uro-czystość swoją obecnością zaszczycili: p. K. Wojnic-ka – członek Zarządu Powiatu, dyrektor ZSR CK – p. A. Muchorowski, p. R. Muchorowska i p. B. Pińczuk – polo-nistki ze świdwińskiego gimnazjum, rodzice mło-dych artystów oraz dy-rektorzy - p. E. Wójcik i p. K. Mrowiński, nau-czyciele i uczniowie. Już po wejściu do sa-li, w której miało odbyć się uroczyste spotka-nie, odczuwało się wy-jątkową atmosferę. Wszystko dzięki orygi-nalnej scenografii, przy-gotowanej przez Mag-dalenę Kot i Dominikę



Gumowską, imitującej ozłocony jesienią park. Podłoga usłana liśćmi, kasztanami, a wśród drzew ukryta ławka... Całości dopełniały – dające je-dyne światło – świece. Kiedy p. Pluta wpro-wadziła gości w uro-czysty nastrój, rozległa się muzyka. To Pode-ptane kwiaty Michała Bajora. Zaraz po tym, nastąpiły pierwsze re-cytacje. Na ustach wy-konawców najczęściej po- jawiały się utwory Marii Pawlikowskiej - Jasno-rzewskiej, Krzysztofa Ka-mila Baczyńskiego, Leo- polda Staffa i Kazimie-rza Przerwy - Tetmaje-ra. Tego wieczoru kil-kakrotnie oglądaliśmy układy taneczne w wy-konaniu Dominiki Lip-kowicz i Wojciecha Brą- czyka. Całość efektow-nie dopełniały wokale Małgorzaty Gibert, An-ny Błażejczyk, Marty Kruczkowskiej i Beaty Goźlińskiej, przy akom-paniamencie gitary Aleksandry Skowron. Dziewczęta zaśpiewały piosenki takie jak: Wspom-nienie, Czas nas uczy pogody, Moja i Twoja nadzieja czy Kasztany. Występyn nawiązy-wały do jesiennej nos-talgii, melancholijnych chwil, a jednocześnie przypo - minały, że mimo wszy-stko w tym świecie za-wsze znajdzie się czas na miłość. Ona nadaje sens życiu i rozjaśnia nawet pochmurne dni… "Choć nie zawsze nam miłość swe uroki od-krywa, jednak jakby nie było jest po prostu prawdziwa (...) taka miłość, taka miłość w sam raz idealna..." Wieczorek Poetycki zo-stał przygotowany przez p. Małgorzatę Pluta – polonistkę i nauczy-cielkę wiedzy o kultu-rze - oraz Szkolne Koło Animacji Kultury. Nato-miast scenariusz napis-ała uczennica Anna Na-grabska. Aby przedłużyć te  mile spędzone chwile, goście zostali zapro-szeni na słodki poczę-stunek. AGATA BOROWY

Dzień niepodobny do innych 6 listopada 2009 r. w nowym obiekcie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Wł. Broniewskiego w Świd-winie odbył się SZKOLNY DZIEŃ SUBKULTUR zorga-nizowany przez Koło Ani-macji Kultury, którego o-piekunem jest pani Małgo-rzata Pluta  nauczyciel ję-zyka polskiego i wiedzy o kulturze. Tego dnia uczniowie przyszli do szkoły w stro-jach charakteryzujących subkultury młodzieżowe i inne. Uczestniczyli w happeningu pod hasłem Każdy inny, wszyscy równi. Zajęcia lekcyjne odbywały się według planu, w normalnym trybie. Podczas przerw obiektywne jury kon-kursowe dokonywało wyboru klas, których przebrania były najbar-dziej pomysłowe i zgo-dne z charakterem pre-zentowanej subkultury.





Nagrodą dla zwycięz-ców było uzyskanie możliwości zgłoszenia zbiorowego nieprzygo-towania o lekcji w wy-branym dniu, w I se-mestrze bieżącego roku szkolnego. Kategorie wylosowane przez klasy: 1a - MODA "CZERWO-NEGO WYBIEGU" 1b - HIPISI 1c - EMO 1d - BLOKERSI 1e - BLACK&WHITE 2a - PUNK 2b - HIPHOP 2c - BARBIE i KEN 2d - BOLLYWOOD 2e - PRL, czyli "chłop z Mazur" Uczniowie oceniani byli według pięciu kry-teriów: zgodność z wy-losowaną kategorią, o-ryginalność, stopień za-angażowania się klasy w realizację zadania, ku-lturalne zachowanie się podczas lekcji i przerw oraz wrażenie ogólne. Jury w składzie: pani Dorota Chojnacka, pani Danuta Lachowicz, pani

""Parą subkultury" spośród wychowawców klas zostali pani Katarzyna Gulczyńska i pan Andrzej Sawka. "

Ewa Szeredy i pan An-drzej Słowik najwyżej oceniło klasy 2a i 2c. Drugie miejsce zdobyli blokersi z 1d, trzecie - uczniowie klasy 2 d. "Parą subkultury" spo-śród wychowawców klas zostali pani Katarzyna Gulczyńska i pan An-drzej Sawka. Impreza oprócz wa-lorów wychowawczych i rozrywkowych miała na  celu zwrócenie uwagi na fakt, iż tolerancja mu-si być nieodzowną wa-rtością w życiu klasy, szkoły, społeczeństwa. MP, MO i KF Niezapomniany wieczór



Przekraczając próg liceum miałem wiele o-baw dotyczących tego etapu edukacji. W gim-nazjum każdemu szko-ła ponadgimnazjalna ko-jarzy się z setkami go- dzin spędzonych z zeszy-tem, wkuwaniem na bla-chę bardziej lub mniej potrzebnych rzeczy, cięż-ką harówką i tym sa-mym brakiem czasu na przyjemności. Jednak te stereotypy, bo tak te-raz mogę je nazwać, znikają tuż po zamknię-ciu drzwi liceum. Mam wrażenie, że od pierw-szych godzin w nowej szkole, jednymi z najważ-niejszych tematów są po łowinki i studniówka. Pierwsza klasa jest je- szcze w miarę ustabi-lizowana pod wzglę-dem emocji wywoły-wanych tymi wydarze-niami. Natomiast praw-dziwy „szał” zaczyna się na początku drugiej klasy. Dziewczyny pod-czas przerw rozmawiają o sukienkach, fryzurach, paznokciach etc. Po-między drugoklasistami zaczynają się „boje” o da-tę i miejsce organizo-wania półmetka, cate-ring, o to, która klasa ma przygotowywać za-proszenia, a która two-rzyć dekoracje. W tym roku było podobnie, przygotowaniom tej wy-jątkowej uroczystości to-warzyszyło mnóstwo kon-struktywnych dyskusji. W ostateczności, w po-rozumieniu z rodzicami, ustalono, iż Połowinki 2009 organizowane przez na-szą szkołę, odbędą się 21 listopada w Zespole Szkół Rolniczych. Uroczystość rozpo-częła się – zgodnie z  planem – punktualnie o godzinie 19 00. Sandra Galczak, przewodni - cząca Samorządu Ucz-niowskiego i reprezen-tantka klas drugich, po-witała dyrekcję i innych zebranych gości. Szcze- gólne słowa podzięko-wania w swym krótkim, aczkolwiek treściwym przemówieniu, skiero-wała do naszych wy-chowawców i rodziców, którzy wkładają duży trud w kształtowanie



naszych umysłów. Głos zabrał rów-nież dyrektor, p. Edward Wójcik, ży-cząc wszystkim udanej zabawy. „Po-łowinki w tym roku były bardzo fajne: wszyscy tańczyli, dobrze się bawili, a niektórzy nawet za bardzo” , „Było super, szkoda tylko, że tak krótko” – to jedynie cząstka pozytywnych o-pinii na temat tego wieczoru, ale nie zabrakło również tych mniej przy-chylnych: ”Może orkiestra trochę fał-szowała, może jedzenie nie było naj-smaczniejsze…” Pomimo tak zróżni-cowanych wypowiedzi można stwier-dzić, że tegoroczny bal połowinkowy był udany, a dowodem tego jest fakt, iż parkiet ani przez chwilę nie był pusty... STX
Podbój Berlina!!!


Dnia 10 listopada br. uczniowie klas pierw-szych LO pod opieką na-uczycieli -  p. K. Brdyś, p. J. Pawlosa, p. K. Mro-wińskiego -  udali się do stolicy Niemiec - Berlina. Po czterogodzinnej podróży grupa dotarła do celu. Wszystkich za-dziwił fakt, że tak wielu ludzi porusza się tam za pomocą jednośla-dów, jakimi są rowery, a budowle urzekały nas nowoczesnością i monu- mentalizmem. Pierwszym punktem programu wycieczki by-ło zwiedzanie Reichsta-gu niemieckiego parla-mentu. Oszkloną windą dotarliśmy do tarasu wi-dokowego na dachu bu-dynku, gdzie znajduje się się szklana kopuła. Stam-tąd można było podzi-wiać panoramę stolicy naszych zachodnich są-siadów. Niektórzy na pa-miątkę robili zdjęcia na tle widoku Berlina.

"Największe wrażenie robi szkielet dinozaura, który mieści się w centrum muzeum."

Następnie ucznio-wie udali się do Muse-um für Naturkunde. Jest to jedno z pięciu największych muzeów na świecie o tematyce przyrodniczej. Posiada po- nad 30 mln ekspona-tów. Największe wra-żenie robi szkielet di-nozaura, który mieści się w centrum muze-um. Można również po-dziwiać eksponaty przed-stawiające życie naszych przodków. Dzięki nim możliwe jest przenie-sienie się do odległych epok, przyjrzenie się organizmom żyjącym w zamierzchłej przesz-łości. Uwagę przyku-wały także różnego ro-dzaju skały, które ucz-niowie poznają na lek-cjach na geografii. Po zwiedzaniu mu-zeum natury przyszedł czas na wizytę w mu-zeum techniki oraz Spectrum, które mieszczą się w sta-rym dworcu kolejowym i w dobudowanych do nie-go pawilonach. Tam



możliwe było podziwianie m.in. lo-komotyw z różnych lat, poznanie his-torii filmografii, wykonywanie doś-wiadczeń z dziedziny fizyki i techniki. Ostatnim celem wycieczki był po-byt w centrum handlowym. Niektórzy wyruszyli na podbój sklepów, inni natomiast skierowali się na posiłek. Kilka minut po 18.00 grupa wyruszyła w powrotną drogę. KINGA BRODZIAK, 1A
Szkoła, Szkoła, Szkoła ...


Chcąc nie chcąc czas leci szybko, tak szybko, że myślami jestem na  wakacjach, jednak ciałem przy ul. Koś-ciuszki lub jak kto woli - w szkole. Z myślą, ze nie tylko ja wykupiłem swojej bystrej głowie niekończące się jak dotąd wczasy, zasiadam (dostoj-nie), wciskam klawisze ... O! I piszę. Czasem mam wrażenie, że każdy dzień w tej szkole bez jedynki jest darem od Boga! Wow! Przyznam szcze - rze, że jestem nie mile zaskoczony nadmiarem "wiedzy" która próbuje we mnie wejść, ale tylko próbuje, bo  napotyka opór, którego sforsować nie zdoła, a mianowicie MNIE!  Poziom wysoki ... Przynajmniej tak mi sie wydaje. Troszkę irytują już mnie stwier-dzenia (słuszne zresztą) nauczycieli typu "Jak Ci nie pasuje, to co Ty ro-bisz w Liceum?! W zawodówce są wo- lne miejsca". I wszystko byłoby w po-rządku gdybym sam wiedział w 100% co tu robię. Powoli zaczynam się przyz-wyczajać do tego, co nie przychodzi lekko. Ale jak ma przychodzić to lekko osobie która podczas 9-letniej "karie-ry naukowej" nie spędziła więcej niż 10 minut nad książką czy zeszytem?!  Znajome uczucie? Pewnie dla nie-których tak, ale co zrobić... Im czło-wiek jest starszy tym więcej wyma-gają, choć to nie koniecznie musi iść w parze z inteligencją, czy wiedzą, jak kto woli. Ale radziłbym nie zostać takim dwudziestolatkiem sikającym do nocnika ... Chciałbym być dalej głupi jaki by-łem i pewnie jestem, aczkolwiek, nie potrafię! Musze się uczyć! Uczyć się!  No proszę, jaka przemiana? Jakby mi ktoś kiedyś powiedział, że zacznę się choć trochę uczyć, to grzecznie i czu-le wyśmiałbym daną osobe fizyczną. A nowa szkoła? No ładna jest... MATI WARIANKA, 1E W zdrowym ciele zdrowy duch
Sukcesy sportowe naszych uczniów


Świdwin jest dość rozpoznawalnym miastem w kraju i nie tylko jeśli cho-dzi o zapasy. Uczniowie naszego li-ceum również mają w tym swój u-dział. W ostatni weekend października, w Gorzowie Wielkopolskim odbył się Ogólnopolski Turniej Klasyfikacyjny Juniorów do mistrzostw Europy, które odbędą się w przyszłym roku. W za-wodach tych udział wzięli nasi za-wodnicy, Mateusz Cholawo (kl. III b) i Piotr Piórkowski (kl. III c). Obaj opuś-cili Gorzów w dobrych nastrojach, bo-wiem turniej zakończyli z medalami. Mateusz zdobył dwa brązowe w (kat. 80 i 90 kg), zaś Piotr wywalczył brąz (w kat. 100 kg) i srebro (w 100+ kg). Warto dodać, że zarówno jeden, jak i drugi byli debiutantami na tej im-prezie. Gratulacje! Jeśli chodzi o zawody drużynowe, tutaj też są sukcesy. Mniejsze i wię-ksze. W zawodach rejonowych piłki ko-szykowej dziewcząt, nasze zawod-niczki regularnie od kilku lat stają na podium. W 2006 roku zdobyły drugie miejsce, zaś później, dwa lata z rzę- du – przypadło im miejsce 3.  Chłopcy systematycznie biorą u-dział w rejonowych mistrzostwach pił-ki nożnej. W 2008 roku zajęli 3. miejsce w regionie koszalińskim. W bieżącym roku, niestety, nie udało się im po-wtórzyć tego sukcesu, skończyli za-wody na etapie eliminacji. Nasi pływacy również osiągnęli sporo sukcesów. Przez ostatnie kilka lat nie ma mocnych na ekipę Liceum ze Świdwina. Regularnie zajmują pierwsze miejsce w Mistrzostwach Po-wiatu Świdwińskiego. Z nadzieją czekamy na kolejne zwycięstwa. MATEUSZ WARIANKA, 1E KSIĄDZ, JAKIEGO NIE ZNACIE...
W tym wydaniu gazetki, chcemy przybliżyć Wam sylwetkę księdza Mariusza Ambroziewicza. Podróż-nik z zamiłowania, kapłan z powołania. Kibic Lecha, którego ulubionym superbohaterem jest Gladiator.


Jakie było najwię-ksze życiowe wyz-wanie, którego ksiądz się podjął? Studia doktoranckie, które trwały cztery lata. Wy-magały ode mnie wiele cierpliwości, wytrwałoś-ci i uporu. Wykłady trwały całe dnie. Musiałem po-święcić na naukę każdy wolny dzień. Jest ksiądz szcze-gólnie znany ze  swo-ich wypraw rowero-wych. Czy mógłby ksiądz nam opowiedzieć, jak one przebiegają? Do- kąd ksiądz najdalej dojechał? Jak przebiegają? Wsia-da się na rower i je-dzie. Oczywiście trzeba się przygotować odpo-wiednio. Ja to robię we-dług dwóch zasad. Pie-rwsza to „dobra dusza, dobry rower”, czyli do-bre nastawienie czło-wieka, zaufanie Panu Bo-gu oraz dobre przygo-towanie fizyczne i od-powiedni sprzęt. Druga zasada to „dzieci mają wszystko”. Wiadomo, że  każdy z nas jest dziec-



kiem Pana Boga, więc mając zaufanie do Nie-go, otrzymujemy po-moc, która pozwala nam dojechać wszędzie, na-wet bez dokładnych planów i przygotowania. Jeśli chodzi o najdalszą moją wyprawę... naj-dalej dojechałem do Ma-roko. Przejechałem pięć tysięcy kilometrów. Na-tomiast jedna z najcie-kawszych wypraw, to po-dróż do Istambułu, gdzie mieszkałem po stronie azjatyckiej. Równie cie-kawa wyprawa miała miejsce w tym roku, do Izraela. Zaskoczyła mnie specyfika Ziemi Świętej, Świętego Mias-ta, mieszanka kultur chrześcijańskiej, islamskiej i judaizmu. Czym się ksiądz in-teresuje? Sportem, kibicuje Legii. Poza tym moją pasją jest fotografia. Co ksiądz najczęściej fotografuje? Zależy od czasu. Kiedyś pracowałem jako foto-graf, w seminarium i ro-biłem zdjęcia na zamó-wienie, utrwalałem życie diecezji. Obecnie dokumentuję swoje wy-prawy. Lubię też foto-grafować miasto nocą. Czy towarzyszyły księdzu chwile zwąt-pienia przed święce-niami kapłańskimi? Jeśli tak, to co zade-cydowało, że je ksiądz przyjął? Chwile zwątpienia były przed i po święceniach. Trudno określić, co zde-cydowało o tym, że jednak je przyjąłem... Jan Pa-weł II powiedział kie-dyś: „Powołanie to dar i tajemnica”. Gdy Pan Bóg kieruje to powoła-nie do człowieka, to trosz-czy się o to, żeby udało się je utrzymać. Pozna-łem wielu ludzi, którzy nadają temu mojemu powołaniu sens i dzięki nim czuje się potrze-bny. Czy od zawsze czuł ksiądz to powołanie i wiedział, że kapłań-stwo to ta właściwa dla niego droga? Nie, tego się nie wie tak po prostu, od razu. To się odkrywa w ciągu życia. Zanim odkrył ksiądz swoje powołanie, to kim chciał ksiądz być? Zaraz po maturze, chcia-łem iść do Akademii Ma-rynarki Wojennej. Chcia-łem pływać i być w armii.



Kapłaństwo wiąże się ze zmianą parafii. Gdzie ksiądz wcześniej pracował i uczył religii? Wcześniej pracowałem w Białogardzie i uczyłem w technikum. Jeśli miałby ksiądz porównać te dwie szkoły, to w której się lepiej pracuje? Tutaj. Wynika to z charakteru szkoły, ponieważ jest to typowe LO. Młodzież wie, po co przychodzi do szkoły. Na-tomiast lekcja religii to nie tylko spot-kanie z Panem Bogiem i człowiekiem, ale także konkretne zdobywanie wie-dzy. Wiele ksiądz osiągnął w życiu, ale z pewnością ma ksiądz jeszcze in-ne postawione przed sobą cele? Tak, muszę skończyć pisać pracę do-ktorską. To jest cel na teraz, a gdybyśmy mogli wybiec bardziej w przysz-łość? Chcę być szczęśliwym człowiekiem i uszczęśliwiać innych, zobaczyć świat.... chcę być święty i pójść do nieba. Jak sobie ksiądz radzi z porażka-mi? Jeśli coś mi nie wychodzi, to staram się przetrwać do następnego dnia, w któ-rym liczę, że coś się uda. Często też idę popływać. Jak wyglądało życie księdza jako nastolatka? Wydaje m się, że standardowo. Wy-pełniałem je swoimi zainteresowaniami, radościami, przyjaźniami.

"Przejechałem pięć tysięcy kilometrów"

Był ksiądz kiedyś za-kochany? Oczywiście. I miał ksiądz dziew-czynę?  Tak. Jak ksiądz wspomina te chwile? Wspaniale, coś wspania-łego. Pamięta ksiądz jej i-mię? Magda. I to była ta pierwsza miłość i jedyna, czy jedna z wielu? Pewnie jedna z wielu, ale taka najbardziej kon-kretna. Proszę dokończyć zda-nie. Z domu nie wy-chodzę bez... Telefonu. Książka, którą osta-tnio przeczytałem... Pismo Święte. Ulubiony superboha-ter… Gladiator. Kibicuję... Lechowi, oczywiście. Motto życiowe to… Pokój i dobro. Pozdrawiam... Czytelników oczywiście. DWA FARFOCLE
Glosolalia


Zajmując się Kościołem zielono-świątkowym, nie sposób nie zainte-resować się zjawiskiem glosolalii. Na czym polega? Odpowiedzi udziela opisowo Maria, która jest członkiem ruchu zielonoświątkowego: „Podczas modlitwy otrzymujemy dar. Duch Święty pozwala nam poznać słowa, które są fragmentami modlitwy w o-bcym języku. Bóg obdarzył mnie i moich czterech synów glosolalią.” Etymologii słowa „glosolalia” do-szukujemy się w zasobach języka greckiego, otóż lalo oznacza „mówię”, glossa – „język”, mamy więc do czy-nienia ze zjawiskiem „mówienia ję-zykami”. Okazuje się, iż nadzwyczaj-ne umiejętności lingwistyczne nie są w tym przypadku efektem żmudnej nauki niemieckiego/rosyjskiego/su-ahili… – osoby, które twierdzą, że zo-stały obdarzone tego typu talentem, zaznaczają, że jest on zainicjowany działaniem Ducha Świętego. Czytamy w Dziejach Apostol- skich: „Et repleti sunt omnes Spiritu Sancto et coeperunt loqui aliis linguis prout Spiritus Sanctus dabat eloqui illis.” A dla znajomych (którzy nie po-siedli jeszcze umiejętności glosolalii): „I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi języ-kami, tak, jak im Duch poddawał.” Znajdujemy w Nowym Testamen-cie więcej fragmentów, które stano-wią dla chrześcijan fundament wiary w dar języków, między innymi liczne listy św. Pawła. „Mówienie językami” jest według Pawła najskromniejszym z darów Ducha Świętego, pełni jed-nak ważną funkcję modlitewną, po-zwalając na naturalną, spontaniczną ekspresję uwielbienia dla Boga. Samo pojęcie glosolalii możemy rozumieć jako umiejętność wyrażania się w języku wymarłym (najczęściej antycznym), co jest ujęciem tradycyj-nym, lub jako zdolność do porozu-miewania się w obcym języku współ-czesnym bez uprzedniego przygoto-wania w tym kierunku – tego typu



dar nazywamy ksenolalią. Niektórzy dopatrują się w oracji glosolalicznej tajemnych znaków od Boga w postaci zakodowanej informacji - klucza lub też postulują istnienie nieznanego ję-zyka, do którego dostęp mają jedynie „obdarowani”. Interesujące jest odmienne postrze-ganie glosolalii przez teologów i języ-koznawców. Teologowie dopatrują się działania sił nadprzyrodzonych, wy-raźnie akcentując, że mamy do czy-nienia z darem JĘZYKÓW. Badania lingwistów dowodzą jednak, że osoby „dotknięte” rozpatrywaną przez nas „przypadłością”, wykazują co najwy-żej umiejętność do wyrzucania z sie-bie pozbawionego gramatycznego sensu potoku słów. Tego typu za-chowania nie nazwiemy jednak arty-kułowaniem JĘZYKA. Zazwyczaj są to quazizdania w postaci zlepku morfe-mów zasłyszanych ze współczesnych języków obcych lub efektownie brzmiących, aczkolwiek niepoprawnie odmienionych tematów z łaciny. Nie chciałbym jednak od tak przesądzać sprawy, być może naukowcy nie na-trafili po prostu na właściwy przypa-dek, tym bardziej, że sam byłem świadkiem takiej modlitwy w płynnie wypowiadanej, egzotycznie brzmiącej mowie. Naturalnie zawsze istnieje możliwość, że stałem się ofiarą mi- styfikacji. Nie jest przecież proble-mem nauczenie się na pamięć kilku strof po aramejsku lub w innym an-tycznym języku. Pamiętajmy, że jeszcze nie tak dawno msza katolicka była o-dprawiana jedynie w języku łaciń-skim, a byłoby co najmniej przesadą stwierdzenie, że wszyscy wierni ucze-stniczący w nabożeństwach dukali wyuczone formułki pod wpływem Spiritus, to znaczy, Ducha Świętego. Gdziekolwiek leży prawda, za-chęcam do samodzielnego poznawa-nia języków obcych, trzeba podobno nie lada znajomości „tam, na górze”, by otrzymać dar glosolalii. MATEUSZ ŻEBRYK, 3A „Coraz bliżej święta…”



W szkole czuć już zapach mandarynek, a „3 Marca” przystrojone lampeczkami. W telewi-zji między Faktami a  Superkinem weseli mikołaje pakują paczki z prezentami do wielkich worów. Święta już za pasem. Jak co roku stacje telewizyjne zapowia-dają „świąteczne hity”, czyli wedle tradycji Kevin sam w domu i try-logia Powrotu do prze-szłości. Korzystając z oka-zji, chcę opowiedzieć Wam, jak to się dzieje, że w ten piękny czas tracimy głowę. Tuż po 1. listopada media rozpoczęły swą, jakże już dobrze nam znaną, kampanię. Po-cząwszy od reklam o za-barwieniu świątecznym (kultowa już reklama Coca - Coli), a skończyw-szy na prognozach po-gody na „białe święta”. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, iż na po- zór tak męczące rekla-my są niczym innym jak manipulacją, na ja-ką jesteśmy - nota be-ne - bardzo podatni. Za-stosowany zabieg to „te-chnika aktualizacji”, do-brze znana np. w śro-dowisku biznesu. W ciągu dnia trafia do nas olbrzy-mia liczba informacji: o zasadach dziedziczenia genów, o tym że „Bo-ryna” to nie kobieta, o promocji w Biedronce i wartości odżywczej w 100g kremu czekoladowego Gumiś. Jednak tylko niewielka ilość tych in-formacji jest trwale przy-swajana przez naszą pa-mięć, o czym doskonale wiedzą producenci i spe-cjaliści od reklam. Ko-rzystają oni z naszego czasu na relaks przy telewizorze, aby przy-pomnieć o produktach, które czekają na nas na półkach sklepowych.

"Jest to denerwujące, ale działa! "

„Aktualizacja oznacza proces powtarzalnego przywoływanie sobie w w czyjejś pamięci*” , a działanie tej techniki ma ścisły związek z funk-cjonowaniem mózgu. Reklamodawcy, wyku-pując czas w stacjach telewizyjnych, starają się się w jak najczęstszy spo-sób przypominać o swo-ich produktach, przez co  „stabilizują się neuro-nowe wzory w mózgu, co powoduje, że łatwiej i szybciej jest przy na-stępnej okazji przypom-nieć sobie konkretne zdarzenie, osobę czy temat**”. W efekcie, gdy chcemy kupić jakiś „za-kręcony”, „wyczesany” czy „w dechę” prezent, nie mamy wątpliwości, co to miałoby być. Stąd też bierze się tak duża częstotliwość emitowa-nia reklam podczas tych najciekawszych filmów. Jest to denerwujące, a-le działa! Sama - do-brze rozwijająca się bran-ża reklamowa -  może być tego dowodem (w ro-ku 2006 na reklamy wy-dano 5,6 mld zł co sta-nowi liczbę o 10% wię-kszą niż w roku 2005)***. Producenci szukają wszel-kich sposobności na kontakt z odbiorcą re-klamy. Kluczowym po-jęciem w tej technice jest „regularna styczność”. Co ciekawe p. Agniesz-ka Burska–Wojtkuńska przedstawia wynik pe- wnego prostego bada-nia, które wykazało, iż  znajomość danych ma-rek, będąca wynikiem wcześniejszego rozre-klamowania, długotrwale oddziałuje na odbiorców: „firma może się nie reklamować w danym okresie i nadal być wy-mieniana jako ta któ-rej reklamę widziano”. Czy wobec mani-pulacji, jesteśmy zdol-



ni do obrony? Przecież często działa na naszą podświadomość. Czy świadomość problemu uchroni nas przed tymi działaniami? Nie wiem, wiem natomiast, że wa-rto edukować się i poz-nawać coraz to nowe chwyty erystyczne, so-cjotechniki i techniki ma-nipulacyjne. Choć sto-sowanie ich jest moralną zagadką, znajomość tej czarnej sztuki może zmniejszy naszą podatność na nią. I tak, polecam „Zakazaną re-torykę” Glorii Beck, o-raz „Erystykę, czyli o sztuce prowadzenia sporów” Arthura Scho-penhauera. PAULINA STANIASZEK, 3A * Gloria Beck, Zakaza-na retoryka, wyd. Se-nus ** Gloria Beck, Zaka-zana retoryka, wyd. Se-nus ***http://fakty.interia.pl/newstroom/news/stare - i - nowy - chwyty - reklamowe,918307 Świątecznie…



Święta Bożego Naro-dzenia tak naprawdę roz-poczynają się już czte-ry niedziele wcześniej a-dwentem. W starym ka-lendarzu kościelnym trwa-ły one 40 dni. W tym o-kresie pobożni częściej się modlą, poszczą, przy-stępują do spowiedzi i komunii świętej. Nadal w kościołach odprawia-ne są poranne msze - roraty. Zwyczajem roratnim jest zapalanie lampionów, czy świec, zwanych inaczej roratkami i rogatnica-mi. Są one symbolem Jezusa - „najpiękniejsze-go światła przyniesio-nego przez Maryję”. To raczej spokojny okres, który ożywiają dni po-święcone uczczeniu trzech świętych: św.Barbary (04.12), św. Mikołaja (06.12. tzw. mikołajki), św. Łucji (13.12.). Święty Mikołaj dziś przypomina grubaska z siwą brodą w czerwo-nym stroju, z zaprzę-giem reniferów, jednak wcale nie jest podobny do legendarnego biskupa z Miry. Za życia zyskał moc cudotwórcy. Bardzo popularne jest podanie o św. Mikołaju, który podrzucał worki wypeł-nione złotem trzem sio-strom, których ojciec nie miał środków ani na posag, ani na utrzy-manie, więc dziewczę-ęta miały zarabiać nie-rządem. Od tego wyda-rzenia pochodzi dzisiej-sze darowanie prezen-tów „pod poduszkę” czy „pod choinkę”. Do nie-których dzieci Mikołaj przychodzi dwukrotnie – 6 i  24 grudnia. W Wiel-kopolsce nazywa się go  Gwiazdorem. Niegrze - czni muszą liczyć się z otrzymaniem rózgi. Bardzo interesującym – związanym z 6 grudnia   - zwyczajem, o którym przeciętny Pomorzanin nie słyszał, są Mikołaje Beskidzkie. Po wsiach cho-dzą dwie grupy prze-bierańców - czarna i bia-ła. Biali to oczywiście przedstawiciele dobra,

"Od święta św. Łucji do Bożego Na-rodzenia było 12 dni, które wróżyły, jakie będą kolejne miesiące nowego roku."

czarni - zła. Wszyscy żartują, śpiewają, choć w zabawie przoduje grupa czarna. Ostatnim z adwen-towych świąt jest tzw. dzień św. Łucji. W  Skandynawii najbardziej znane są pochody dziew-cząt z wieńcami na gło-wie, z zapalonymi świe-czkami. My zapożyczy-liśmy z Niemiec zwyczaj zapalania świec – w każdą niedzielę adwentową – na udekorowanym wieńcu. Niegdyś prze-sądem było to, że 13 grudnia wzmagała się aktywność czarownic, które spotykały się na sa-batach. Tego dnia matki musiały baczniej pilno-wać dzieci, bydła, do-bytku, nie można było wychodzić z domu po  zapadnięciu zmroku. Go-spodynie okadzały obo-rę ziołami i wypowia-dały przy tym zaklęcia. Od święta św. Łucji do Bożego Narodzenia by-ło 12 dni, które wróży-ły, jakie będą kolejne miesiące nowego roku. Właściwe Boże Naro-dzenie rozpoczyna się Wigilią. Na naszych sto-łach wystawiane jest 12 potraw (bezmięsnych). Tego dnia modlimy się i dzielimy opłatkiem, skła-dając życzenia. Tuż po pokazaniu się pierwszej gwiazdki, otwieramy pre-zenty. O północy rozpo-czyna się długo wycze-kiwana pasterka. Jest to specyficzna msza, głosząca nadejście Pa-na. Z łac. VIGILIA ozna-cza czuwanie, straż no-cną, wartę, dlatego w Kościele katolickim na-zywa się tak każdy dzień poprzedzający ważne święto. Wigilia Bożego Naro-dzenia, według wierzeń naszego ludu, miała być przepełniona przeróżnymi znakami. Ludzie mogli zobaczyć rożne cuda, np. wodę w strumie-niach i rzekach prze-mieniająca się w płyn-ne złoto, ze studni mo-żna było zaczerpnąć



miodu, czy wina, zmarli przychodzili do swoich dawnych domów pod postacią żebraków, dla których zostawiane by-ło wolne miejsce przy stole. Do dziś wierzymy w rozmowy zwierząt, a przy stole zostawia-my puste nakrycie. Przebieg dnia wigilij-nego ma wpływ na wy-darzenia związane ze zbli-żającym się nowym ro-kiem. W każdym domu ubie-rana jest choinka. Zielone gałązki są symbolem życia, zdrowia, sił wi-talnych i pomyślnej we-getacji roślin. Stoły wigilijne pięknie dekorujemy, pod obrus kładziemy sianko – symbol żłóbka Jezusowego. Pa-nny i kawalerowie cią-gną źdźbła, aby poznać swoją przyszłość. Ka-wałek słomki zielonej oznacza szybki ślub z ukochaną osobą, żół-tej - czekanie, sczer-niałej - śmierć. Pod naszymi sufitami wieszamy jemiołę. Prze-sąd mówi, że kto poca-łuje się pod jej liśćmi, spędzi całe życie z tą osobą, z którą przeka-zywał czułość. Ważniejszy jednak jest pierwszy dzień świąt. Gromadzimy się przy jed-nym stole, kolędujemy. Świętujemy aż do 26 grudnia. Później zosta-je nam tylko odliczanie tych 5 dni do Sylwestra i witamy Nowy Rok. MONIKA KSIĄŻAK
Święta


I znowu upłynął rok od poprzednich świąt. Czas mija nieubłaganie i wcale nie jest dla nas łaskawy. Co zmieniło się w moim życiu od po-przedniego Bożego Na-rodzenia? Czy znowu to  tylko będzie ogromny szał zakupów, wyścig szczurów w kolejkach po po prezenty. Przygoto-wywanie potraw, do-mów, a nawet i może naszych serc. Ale czy tylko idziemy do koś-cioła, do spowiedzi, bo wypada na pasterce przyjąć komunię świę-tą? Dzieci, sądząc po  mojej młodszej siostrze, jedynie czekają na u-pominki. Niekiedy jest płacz przeplatany z za-mętem: „Bo Kasia ma fajniejsze i lepsze pre-zenty”. Dziś, w XXI w. tak postrzegane są święta. Nikt nie zwraca uwagi, że rodzi się Syn Boży... Co będzie za 10, 20 lat? Czy nie będziemy pa-miętali, z jakiej okazji mamy dzień wolny od



pracy i szkoły oraz dlaczego świętu-jemy? Nie tylko młodzież źle pojmuje symbolikę Bożego Narodzenia. Idzie-my na pasterkę, bo? Właśnie… Bo trzeba pokazać się innym, jak nieźle wyglą-damy, jaką jesteśmy przykładną ro-dziną. Przecież na takiej mszy jest o-grom ludziobserwatorów, którzy mają tematy do plotek i rozmów. Nie możemy jednak traktować Bożego Narodzenia jako tradycji i tyl-ko tradycji. A przecież jest to wielka radość, szczęście, miłość. Atmosfera unoszącą się w powietrzu powinna być przyjazna i ciepła, bez zbędnych pre-tensji i żalu. Ktoś mógłby zauważyć, że pod-chodzę do tej sprawy bardzo sce-ptycznie i możliwe, że nie lubię Boże-go Narodzenia, bo nie zauważam ża-dnych plusów. Ja je widzę. Na przykład szykujemy i staramy się, aby zadowolić innych (altruistycznie?). Łączymy się razem przy jednym stole, wspólnie dzielimy się opłatkiem, wspominamy różne historie, opowiadamy pewne - mniej lub bardziej śmieszne - ane-gdoty. Spędzamy czas z najbliższymi. Często też dzwonimy do dalekich kre-wnych, aby życzyć im tylko Wesołych Świąt. Myślimy także o zmarłych z naszych rodzin, śpiewamy kolędy, ucztujemy. W większych miastach ludzie wy-chodzą na ulice i jednoczą się we wspól-nym śpiewie, czy modlitwie. Często



podejmowane są ważne decyzje, któ-re mają skutki w przyszłości. Są i też tacy ludzie, którzy prze-żywają święta Bożego Narodzenia z Bogiem. Oczyszczają swoją duszę i czekają na powtórne narodzenie Pana. Życzę Wam wszystkim, drodzy Czytelnicy, aby Wasze życie i święta były przepełnione radością, miłością i szczęściem, byście pamiętali o sym-bolice Bożego Narodzenia i... abyście nie przejedli się w te święta. Weso-łych Świąt! MONIKA KSIĄŻAK Niepoprawne tipsy



tipsy -> z ang. 'tip' koniec, czubek; w ang. forma liczby mnogiej tips Polacy dodali jeszcze ty-pową dla swojego (na-szego) języka końcówkę liczby mnogiej "y". Angielskie słowo "tipsy" znaczy "podchmielony". Nie możemy być zatem zaskoczeni zdziwieniem Anglików, gdy widzą ty-le ogłoszeń, reklam i szyl-dów z napisem "TIPSY". Era tipsów przemi-nęła? Wgląda na to, że tak! Po dość długim cza-sie królowania w tren-dach tipsów i paznokci akrylowych nastąpiła era naturalności. W tym se-zonie modne są natu-ralne, krótko przycięte, ładnie spiłowane. Sekre-tem sukcesu jest także dobrze dobrany kolor lakieru, odpowiednia od-żywka i utwardzacz. Sa-ma się o tym przeko-nałam. Teraz jednak nastał czas połowinek i studnió-wek, w którym większość dziewcząt, mimo wszy-stko decyduje się na zro-bienie, kolokwialnie mó- wiąc, żelowych. Ale czy naprawdę warto? Oto odpowiedzi na najczę-ściej zadawane przez Was pytania: Czy tipsy mogą zniszczyć naturalne paznokcie? Tipsy same w sobie nie uszkadzają paznokcia. Niegdyś do ich nakła-dania stosowano szko-dliwy płyn MMA, który obecnie jest zakazany. Jedyne zagrożenie sta-nowić może stylistka, której czasem zdarza się zbyt mocno zmato- wić płytkę paznokcia lub źle nałożyć tipsy, co prowadzi do pojawia-nia się zapowietrzeń. Czy pod tipsem może rozwinąć się grzybi-ca? Tak, to całkiem realne! Zdarzają się takie przy-padki, ale jeśli „pazno-kieć” został dobrze za-łożony, zgodnie z za-sadami higieny, to nie ma takiej możliwości. Dobrej stylistce raczej nie zdarzają się takie zapowietrzenia, w któ-rych zbiera się wilgoć,

"Należy liczyć się się z tym, że gdy przy-padkowo paznokieć połamie się czy pęknie to razem z naturalną płytką, co jest bardzo bolesne."

brud i bakterie. Jeżeli jednak zauważysz niepo-kojące zmiany, natych-miast udaj się do der-matologa! Oczywiście wią-że się to ze zdjęciem ti-psów i rozpoczęciem le-czenia. Trzeba pamiętać ta-kże o tym, że gdy już mamy tipsy, to trzeba uważać podczas wyko-nywania czynności co-dziennych. Należy liczyć się się z tym, że gdy przy-padkowo paznokieć po-łamie się czy pęknie to razem z naturalną pły-tką, co jest bardzo bo-lesne. Dziewczęta! Biorąc pod uwagę wiadomości na temat tipsów, zasta-nówcie się, czy warto w nie inwestować? Trzeba też zaznaczyć, że taki "za-bieg" kosztuje w grani-cach od 70zł do ponad 100zł. Ze względu na cenę, spo-ro dziewczyn decyduje się na robienie tipsów u koleżanek, ponieważ wte-dy zapłacą "po znajomoś-ci", czyli o wiele mniej niż u profesjonalnej sty-listki. Warto, więc prze-myśleć taką decyzję, chociażby ze względu na w/w możliwą grzy-bicę pod źle założonym paznokciem. MODA I URODA Plotki, ploteczki...
Ostatnio zdjęciowy portal photoblog stał się miejscem krytyki i plotek społeczności naszej szkoły. Idąc ich śla-dem przedstawiamy najciekawsze plotki ostatniego czasu:


Trzecioklasista o ksywce znanego piłkarza prze-szedł szokującą meta-morfozę i od początku roku szkolnego jest po-śmiewiskiem całej szkoły, ze względu na swoje prowokujące zachowanie i szum, jaki wokół siebie sztucznie wywołuje. Pewna uczennica hu-mana podkochuje się w swoim rówieśniku z mat - infu z matinfu, który wzdycha do młodszej od siebie ko-leżanki. Miłosny trój-kąt? W naszej szkole nastała moda na okulary, w czar-nych dużych opraw-kach. Nosi je większość uczennic bez względu na to, czy określa to ich styl, czy też nie. Dzie-wczyny, darujcie sobie ten modny trend, jeśli to nie jest wasz styl. Rudowłosa biochemi-czka budzi sporo kon-trowersji. Na pb ogni-sta i szalona, w szkole zmulona i przygaszona. Jaka jest naprawdę nie wie nikt? ;)



Uczeń pierwszej klasy mat - infu podrywa sta-rszą koleżankę z klasy językowej. Czy szykuje się kolejny szkolny ro-mans? Pewna drugoklasistka A.  jest w stałym związku z naszym kolegą z trze-ciej klasy technikum. Gratulujemy i życzymy szczęścia. Rozstania i powroty… tak właśnie wygląda o-statnio związek przy-stojnego trzecioklasis-ty i uroczej brunetki z drugiej klasy. Kłótnie to ich już półroczne dziecko. Haha W pewnym humaniście podkochuje się jego najlepsza koleżanka. Choć odwzajemnia on  jej uczucie, boi się ja-kiegokolwiek ruchu. Kolego, nie wstydź się swoich uczuć, zaufaj sercu! Dwie bardzo nie lubiące się dziewczyny ostat-nio sprawiają wrażenie, jakby były najlepszymi przyjaciółkami. Czy za ich zachowaniem kryje się jakiś podstęp??!! Skąd się wzięły Galerianki?



Galerianki to trzy-dziestominutowa etiuda filmowa Katarzyny Pro-słaniec. Powstała kilka lat temu. Otrzymała wiele nagród i wyróżnień, m.in. Na Festiwalu Fil-mów Fabularnych w Gdyni. Na jej podstawie pow-stał film o tym samym tytule. Temat filmu jest niewygodny i ciężki - to życie nastolatek spę-dzających większość cza-su w galeriach handlo-wych i świadczących u-sługi seksualne w za-mian za prezenty (per-fumy, torebki, telefony, kolorowe skarpetki). Świat przedstawiony w dziele jest zepsuty, kręci się wokół seksu i spraw materialnych, dąży ku zagładzie, a ludzie tego nie widzą. Młodzież to ograniczone umysłowo darmozjady, które nie potrafią poradzić sobie z problemami. Rodzice są parą zasiedziałych i obcych sobie zgredów w kapciach, krytykują-cych swoje pociechy i lekceważących ich po-trzeby. Wychodzi na to, że dzieci muszą płacić za błędy swoich rodzi-ców, dla których często są po prostu pionkami w wojnach domowych. Natomiast koleżanki i ko-ledzy (bo przyjaciół tu brak) „służą” jedynie do wspólnych biesiad z alkoholem i prezerwa-tywą. W tym chorym świecie istnieje miejsce głównie dla dręczycieli i zbzikowanych nauczy-cieli. Rzeczywistość przy-pomina pole bitwy. Główna bohaterka to samotna trzynasto-latka, która żyje w tzw. pełnej rodzinie. Jej ma-tka jest kobietą, która

"Rzeczy-wistość przypo-mina pole bitwy."

mówi, że kocha swoje-go męża (a jak mówi, że kocha, to kocha). Po-trafi ona jedynie sta-wiać warunki swojej có-rce, pogrąża ją prosząc o zachowanie tajemnicy „słabości” mamusi. Ge-neralnie jest zajęta swoimi sprawami. Sio-stra głównej bohaterki to bezwzględna egoistka, a ojciec zainteresowa-nie córką ogranicza je-dynie do pytania: "Co w szkole?". W życiu boha-terki nie ma przyjaciela (prawdziwi przyjaciele, według Diogenesa La-ertiosa, to „jedna du-sza w dwóch ciałach”). Przecież to przyjaciele ratują nas z najwię-kszych opresji i poma-gają znosić przeciwno-ści losu. Często dzięki nim i dla nich żyjemy, Wiadomo, że w pewnym sensie każdy człowiek jest skazany na samot-ność, przynajmniej do  ja-kiegoś stopnia, bo są w nas sprawy, których nie zrozumie absolutnie nikt, a i my nie umiemy wszystkich spraw wy-powiedzieć i wyjaśnić. Samotność głównej bo-haterki została – według mnie – wyolbrzymiona, bo przecież świat jest przeludniony. Nie uwa-żam filmu Galerianki za wartościowe kino. Nie podobały mi się dialogi, muzyka. OLGA ŁOSOWSKA, 3E



Nóż w sercu I znów to poczułam ostry przeszywający ból wycisnął łzy z moich oczu pamięci wspomnienia zranił Teraz gry patrzę w niebo jego kolor sprawia mi ból zadaje ciosy pamięci wspomnieniom po tobie Dziś cierpię dziś płaczę dziś przeżywam co wczoraj zdarzyło się nie chcę iść nie chcę biec do przodu to przytrzymuje mnie Upadam bo nie mam już siły rozum szarpie wspomnienia me umieram bo nie chcę znać jutra umieram bo nóż w mym sercu tkwi Anu Przemijam Pamiętam jeszcze te chwile kiedy nosiliście mnie na rękach miałam z tego radości tyle żeby nie myśleć o życia lękach Teraz przechodzę trudną życia drogę zdobywając oceny wzbogacając wiedzę muszę znosić ciągłą szkolną niedolę ucząc się coraz więcej i więcej Później będę stać przy kołysce opiekując się swym słodkim potomkiem mieszając łyżką zupę żyć w szczęściu ze swoim małżonkiem Jednak gdy dotknie mnie już starość będę musiała się w trumnie położyć zostawiając za sobą swą przeszłość by móc się znów w niebie narodzić Anu