Musisz zainstalować flash player pobierz instalator









OD OBRAZU DO SŁOWA


Wśród gimnazjalistów jest wielu młodych ludzi niezwykle czułych na piękno sztuki i słowa, dlatego też pomyślałam o stworzeniu okazji ku temu, by mogli oni dzielić się z innymi swą wrażliwością i wyobraźnią. Zadaniem uczestnika konkursu „Od obrazu do słowa” było napisanie pracy literackiej w dowolnej formie, a inspirację stanowiły wybitne dzieła malarstwa polskiego takie jak: „Babie lato” Józefa Chełmińskiego, „Zachód słońca na morzu” Stanisława Witkiewicza, „Majowe słońce” Józefa Mehoffera, „Kompozycja” Stanisława Ignacego Witkiewicz, „Pejzaż malarski” Władysława Strzemińskiego oraz „Rynek krakowski” Józefa Mehoffera. Wprawdzie zadanie konkursowe nie było łatwe, a dodatkowa trudność polegała na tym, iż uczeń samodzielnie formułował temat, który rozwijał, ale gimnazjaliści sprostali wyzwaniu. Z przyjemnością przeczytałam ich prace. Elżbieta Szeleszczyk - pomysłodawczyni konkursu
WYNIKI KONKURSU


7 STYCZNIA 2010r. ZOSTAŁ ROZSTRZYGNIĘTY MIĘDZYGIMNAZJALNY KONKURS LITERACKI. OTO LAUREACI: I. MIEJSCE Marlena Szeligowska kl. II a Zespół Szkół w Rogowie Karolina Sztuka kl. II d Zespół Szkół nr 1 w Koluszkach II. MIEJSCE Monika Szelest kl. I a Zespół Szkół w Gałkowie Dużym Katarzyna Frydrych kl. II a Zespół Szkół w Gałkowie Dużym III. MIEJSCE Karolina Kuczkowska kl. II d Zespół Szkół nr 1 w Koluszkach WYRÓŻNIENIE Roksana Szelgowska kl. III b Gimnazjum nr 2 w Koluszkach KOMISJA KONKURSOWA Dyrektor Zespołu Szkół w Gałkowie Dużym mgr Katarzyna Czapnik nauczycielki języka polskiego: mgr Jolanta Czerwińska mgr Joanna Karasek mgr Elżbieta Szeleszczyk Kocham cię, życie!



Patrzę na obraz Józefa Mehoffera „Letnie słońce”. Owo słońce jest widoczne w każdym pociągnięciu pędzla. Jego promienie, wpadając przez otwarte okno, za którym widać kwitnący ogród, rozjaśniają wnętrze werandy i odbijają się od złotego samowara. Obok niego stoją, jakby czekając na użycie, dwie pięknie zdobione filiżanki. Całe wnętrze prezentuje się w słonecznych barwach: żółci, beżu, ecru… I tylko drzewko różane, obsypane czerwonym kwieciem, stanowi ciemniejszą, bardzo wyrazistą plamę. W dodatku te wspomniane kwiaty… Czerwone, różowe, niezwykle nasycone… Drzewko wydaje się być częścią ogrodu, tak jakby za mało mu było miejsca na zewnątrz. Moją uwagę przykuwa stojąca w tle kobieta w sukni oblanej tym letnim słońcem. Wyraźnie na kogoś oczekuje. Kim jest, o czym myśli…? * * *  Wszystko już gotowe, a jego jeszcze nie ma. Przyjedzie? Mam nadzieję, że tym razem się na nim nie zawiodę. Dlaczego wszyscy uważają, że zależy mu tylko na moim bogactwie? Przecież my jesteśmy dla siebie stworzeni. Kochamy się i będziemy razem wbrew całemu światu. Na pewno zaraz przyjedzie i udowodni, co do mnie czuje. Przecież mi to obiecał! A jeśli nie! Jeśli nie przyjedzie? Dlaczego jestem w niego tak zapatrzona? Może naprawdę jest zupełnie innym człowiekiem. A jeśli go nie obchodzę…



Nie, nie wolno mi tak myśleć. To moje życie i muszę walczyć o swoje szczęście. Ile to już minut czekam pełna nadziei, że mój wybranek wkrótce się zjawi? Niestety, nie przyjeżdża! Niebo pochmurniało. Słońce skryło się za nieprzebytą gęstwiną. Żaden z jego promieni nie dociera już na ziemię. Nastała ciemność. Pada! Otoczenie zdaje się rozpaczać razem ze mną. Moim łkaniom towarzyszy płacz przyrody. Deszcz nieprzerwanie uderza o dach. Co jakiś czas pioruny demonstrują swoją moc. Wiatr pogwizduje w zakamarkach domu. Czy człowiek może zaczarować przyrodę, sprawić by współodczuwała razem z nim?! * * *  Gdzie ja tu zobaczyłam burzę…Chyba wyobraźnia spłatała mi figla! Przecież na tym obrazie każda linia, każda plama jest jakby przesiąknięta słońcem, które oznacza źródło radości życia. Gdzieś przeczytałam, że Józef Mehoffer, posługując się symbolami i ekspresyjnymi zestawieniami kolorów, wyrażał stan duszy malowanej osoby. Tak jest chyba w wypadku widocznej na obrazie damy. Dobór kolorów, kompozycja obrazu dowodzą afirmacji życia i oczarowania bogactwem świata. Na tym obrazie nie ma miejsca na burzę! Jednak przywiązałam się do tej koncepcji! Przecież latem pogoda tak szybko się zmienia, burza szybko mija, a po niej znów świeci słońce… * * *  Piękny poranek nie wskazywał na wcześniejszą ulewę. Promienie letniego słońca odbijały się od wody, która jeszcze nie zdążyła wsiąknąć w ziemię i pozostała na powierzchni w postaci kałuż, przy których ptaki odbywały swoją poranną toaletę. Byłam już na werandzie i patrzyłam w stronę furtki. Stałam tu kolejny raz, jakby oddając hołd gasnącemu płomieniowi mej miłości… Skupienie przerwał mi nadchodzący listonosz. Przyniósł pismo z banku. Otworzyłam kopertę i ogarnęłam wzrokiem papier znajdujący się w środku. To była informacja, że wszystko, co miałam na koncie zostało wypłacone. Zrozumiałam, że mężczyzna, którego darzyłam miłością okazał się po prostu oszustem. Choć już wcześniej mogłam uważać to,  co nas łączyło, za skończone, to teraz przestałam mieć jakiekolwiek nadzieje. Zależało mu tylko na moich pieniądzach. Jak mogłam być taka ślepa i tego nie zauważyć. Niestety, takie jest życie i mogę mieć pretensje tylko do siebie. W jednej chwili straciłam wszystko, ale nie płakałam. Chyba dojrzałam do odpowiedzialności za swoje życie. Teraz czułam się silna jak nigdy

Autorką pracy jest Marlena Szeligowska uczennica kl.II c Gimnazjum w Zespole Szkół w Rogowie Opiekun- nauczycielka języka polskiego mgr Barbara Kubicka

przedtem. Już nie tak emocjonalna i  naiwna, stawiałam czoło życiowej tragedii, jaka mnie spotkała! Nie mogę rozpaczać. Mam dom, wspaniały ogród, spokój, otacza mnie piękno przyrody. Czegóż chcieć więcej? Może tylko miłości, tej szczerej, bezinteresownej, ale i ona się zjawi, kiedy przyjdzie na to czas. * * *  Życie często powoduje, że upadamy. Jednak nasza wiara sprawia, że możemy się podnieść i iść dalej. Zrozumienie tego, co było złe, pomaga dążyć do lepszej przyszłości. Właśnie afirmacja pozwala osiągnąć szczęście i radość życia. A życie jest piękne, intensywne i pełne emocji jak czerwone róże na obrazie Józefa Mehoffera. Mam nadzieję, że kobieta w żółtej sukni doczekała się na swoje szczęście, i wierzę, że mnie również ono nie ominie.



*** U szczytu lata, gdy horyzont goni za Słońcem, a zmrok światłość rozprasza… Dzień mija. Już tylko chwila… Gdy ostatni promień kłos zboża spotyka i jak kochankowie – ukradkiem złączeni – chwytają jasność pełnymi garściami przez resztę świata zapomnieni. Ludzie się modlą o zatrzymanie pędzących wskazówek. Uszczelniają klatki, w których więzią wolność. Lecz ta wciąż umyka im; ulotna, krucha… Nie ma zamkniętej wolności. Nie szukaj. Lecz wtul się w ziemię, niech Słońce spływa po powiekach od jego ciężaru drżących, gdy po ich wewnętrznej stronie wyświetlasz własne historie. Pozwól myślom odlecieć na czystych skrzydłach zapomnienia, tam, gdzie dzień nie ma końca, gdzie nie przyciąga ziemia. Odciąż nieco percepcję, a obarcz wyobraźnię. Abstrakcją czyniąc rozwagę – łap chwilę! Póki żyje. W iskrzącym blasku ludzkiego niechcenia tęczowym łukiem wykreśl granicę, przez którą nostalgia się nie przedrze. Uwierz w rzeczywistość marzeń i wytrwaj w tej wierze. A na jesienne wieczory zatrzymaj garść wspomnień ponętnych; o woni cytrusów i smaku swobody w babie lato zaklętych. Inspiracją dla tej pracy jest obraz Józefa Chełmińskiego „Babie lato” Autorką pracy jest Karolina Sztuka uczennica kl. II d Gimnazjum nr 1 w Koluszkach Opiekun- nauczycielka języka polskiego mgr Urszula Chachulska - Tomaszczak W podwodnym królestwie Herling



Opowiadanie zainspirowane obrazem Stanisława Witkiewicza pt.”Zachód słońca na morzu” Słońce skłania się ku zachodowi. Niedługo zniknie w wodach pięknego, ogromnego jeziora Aiking, które okoliczni mieszkańcy nazywali morzem. Po tafli wody płynie łódka z powracającym z połowu rybakiem Danem. W oddali widać kołyszący się na falach kuter i łódkę z pozostałymi kolegami oraz łupem zdobytym w czasie połowu. Rybacy wracają do domów znajdujących się w miejscowości Riving. Jest to piękne i malownicze miasteczko położone nad brzegiem jeziora Aiking. Mieszka w nim rybak Dan wraz z żoną Janet i córką Kirą. Ich dom znajduje się blisko brzegu. Żyją spokojnie jak wiele innych rodzin. Jednak życie dziewczyny gwałtownie się zmieniło, gdy skończyła piętnaście lat. W nocy po swoim urodzinowym przyjęciu nie mogła zasnąć. W pewnym momencie usłyszała dziwnie wołający ją głos. Dobiegał on od strony jeziora. Kira wstała i zaczęła iść w kierunku, skąd do jej uszu bezustannie dobiegało – Kira! Kira! Stanęła nad brzegiem jeziora. To  co słyszała, wychodziło z jego głębi. Ona odważnie szła dalej. Zaczęła zanurzać się w wodzie. Nie czuła strachu, tylko ciekawość. Podświadomie wyczuwała, że nic jej nie grozi. Kiedy całkiem zanurzyła się w wodzie, mogła swobodnie oddychać. Wołający głos był coraz wyraźniejszy, więc zrozumiała, iż zbliża się do celu. Po kilku minutach na dnie jeziora zobaczyła jasne światło. Jej oczom ukazało się niezwykłe, lśniące, podwodne miasto. Na placu, w środku miasta zobaczyła dziwną postać przywołującą ją do



siebie. Kiedy się zbliżyła, usłyszała, że bardzo długo na nią czekano. Kirze wszystko wydało się bardzo tajemnicze, dlatego była zszokowana i zdziwiona tym, co wcześniej zobaczyła i teraz usłyszała. Poprosiła więc o wyjaśnienia. Postać powiedziała, że jest Duchem Wody, a miejsce, w którym się znajdują, to królestwo Herling. Dostała się do niego dzięki podwodnemu portalowi. Z wyjaśnień wynikało również, że na wezwanie z królestwa miała odpowiedzieć zaginiona księżniczka w dniu swych piętnastych urodzin. Kira uznała, to za niemożliwe, gdyż nie uważała siebie za żadną księżniczkę. Duch rzekł, iż tylko prawowita następczyni tronu mogła usłyszeć jego wezwanie oraz że kiedy czarodziej zawładnął królestwem, król i królowa wraz z małą księżniczką byli zmuszeni uciekać na Ziemię. Do tej pory mag nie mógł ich znaleźć. Teraz ona otrzymała moc swego królestwa Herling i wszystko może się zmienić na jej korzyść. Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć i mówiła, że nie ma żadnej mocy. Duch Wody zapytał ją więc, jakim cudem mogła oddychać pod wodą. Sama była tym zdziwiona! Twierdziła, że to tylko dziwny sen i jak się obudzi, wszystko wróci do normy. On jednak kazał jej iść do domu i spytać rodziców, czy to  co dzisiaj usłyszała, jest prawdą. Powiedział jej również, że aby obronić się przed czarownikiem, musi jak najszybciej nauczyć się korzystać ze swej mocy. Posłusznie przeszła przez portal. Kiedy wróciła do domu, był już ranek. Rodzice jeszcze spali. Poszła więc do swojego pokoju i czekała, aż się obudzą, a jednocześnie zastanawiała się nad tym, co wydarzyło się ostatniej nocy. Kiedy usłyszała, że mama i tato już wstali, wbiegła do pokoju i opowiedziała im o wszystkim, co jej się przytrafiło. Na koniec spytała, czy, to co przekazała jej podwodna istota, jest prawdą. Oni potwierdzili słowa Ducha Wody. Powiedzieli jej również, dlaczego musieli uciekać oraz że postać, którą spotkała, jest strażnikiem portalu i ma potężną moc. To dzięki niej czarodziej nie może opuścić Herling, aby podbić inne królestwa, ponieważ ona mu to uniemożliwia. Dowiedziała się też, że po jej narodzinach wróżka przepowiedziała im, że będzie to najsilniejsza i najpotężniejsza księżniczka, a swoją moc otrzyma w piętnaste urodziny. Potem wyzwoli swoich poddanych spod panowania złego czarownika. Zdumiona dziewczyna pytała rodziców, czemu dotąd jej o niczym nie powiedzieli i czy jest jeszcze coś, o czym powinna wiedzieć. Oni rzekli, że wie już o wszystkim, a teraz musi jak najszybciej nauczyć się korzystać ze swojego daru. Od tej pory księżniczka pilnie uczyła się pod okiem rodziców, aby wkrótce wypełnić swoje przeznaczenie. W tym czasie w królestwie mag zobaczył we śnie młodą władczynię. Od tej pory był bardzo niespokojny, gdyż wkrótce czekała go wielka bitwa o władzę. Zaczął zbierać swoją armię, ponieważ był pewien, że zwolennicy rodziny królewskiej staną przeciwko niemu. Po kilku tygodniach Kira osiągnęła szczyt swej mocy. Była gotowa do bitwy.

Autorką pracy jest Katarzyna Frydrych - uczennica kl.II a Gimnazjum im. A.Mickiewicza w Gałkowie Dużym Opiekun- nauczycielka języka polskiego mgr Jolanta Kruś

Razem z rodzicami przeszła przez portal i udała się do Ducha Wody, aby pomógł im zebrać sprzymierzeńców. Większość poddanych zgodziła się pokonać maga i przywrócić tron prawowitym władcom. Ruszyli więc na zamek. Kira sprowadziła na niego ogromną burzę. Żołnierze czarodzieja pochowali się. Kiedy sprzymierzeńcy króla zbliżyli się do zamku, nikt nie ostrzegł rywala o niebezpieczeństwie. Księżniczka wraz z oddziałami bez przeszkód zajęła niestrzeżoną twierdzę. Z pałacu wybiegł czarodziej. Gdy zobaczył, co się dzieje, natychmiast wezwał swych rycerzy. Lecz zanim zdołali przybyć, dziewczyna zalała ich ogromną ilością wody tak, że nie byli w stanie ruszyć dalej. W zamku został tylko mag. Strzelił w stronę Kiry kulą ognia, lecz ta używając strumienia wody ugasiła ją i jednocześnie zalała wroga. Czarodziej był zmuszony poddać się. Zwycięstwo odniosła Kira i jej ludzie. Wszyscy zaczęli świętować i cieszyć się z tego, że na tron znów powrócą król i królowa z córką, a w Herling zapanuje spokój. Mag został pozbawiony mocy i wraz ze swymi ludźmi wtrącony do więzienia. Mieszkańcy z ochotą zabrali się do odbudowy królestwa, które już po krótkim czasie wyglądało wspaniale. Król i królowa sprawiedliwie i mądrze nim rządzili. Księżniczka była szczęśliwa, że poznała wreszcie prawdę o sobie i swojej rodzinie oraz że wróciła do zamku w podwodnym królestwie. Rodzice spędzali z córką i swoim ludem cały wolny czas. Panowały wśród nich radość i zabawa. Odtąd wszyscy żyli zgodnie i szczęśliwie. Tak oto skończyła się niezwykła przygoda młodej, na pozór zwyczajnej dziewczyny, która w rzeczywistości okazała się księżniczką pięknego królestwa Herling. Spełniła swe przeznaczenie i przywróciła tron swojej rodzinie.



Szatan Junior i Skarpeta Praca inspirowana obrazem „Kompozycja” Stanisława Ignacego Witkiewicza Co czuł diabeł niższego kręgu szybując nad ognistą, niesprzątaną najprawdopodobniej nigdy piekielną posadzką? Strach? Złość? Frustrację? Cokolwiek to było, padając pod kątem ostrym na twarde podłoże, demon określił to nieprzystojącym żadnemu z mieszkańców piekła zdaniem:  A niech to wszyscy święci! Po wygłoszeniu tej krótkiej kwestii został uraczony piorunem od Stwórcy. Siedział z naelektryzowaną czupryną zarówno na głowie, jak i na ogonie, po czym postanowił podnieść swoją szanowną osobę z niewygodnego siedziska. Powstał, a niewnikliwy obserwator nie zauważyłby różnicy. Był niewiele wyższy od przeciętnej kaczki. Miał na sobie czarną, opinającą mu się na całkiem sporym brzuchu koszulkę z napisem głoszącym wszem i wobec, że nie jest gruby, tylko spodziewa się dziecka, które nazwie Bonifacy Hipolit Zdzisław Filip Michał Bożydar Dar. Spod koszulki widać było wściekle różowe spodenki gimnastyczne oraz czarne skarpetki, które kiedyś szczyciły się bielą oraz niewyczuwalnością na kilometry. Owe skarpetki egzystowały jako znak rozpoznawczy demona znanego jako Wielki Straszny Skarpetkowy Potwór, w skrócie zwany Skarpetą lub Skarpetczastym. Skarpeta podniósłszy się, jak to często zdarzało mu się w takich sytuacjach, zaczął mówić do siebie, gdyż tylko on wydawał mu się osobą na odpowiednim poziomie do prowadzenia dyskusji.



Przysięgam, jeśli jeszcze raz mnie kopnie, to rzucę tę pracę i zostanę pulchnym, słodkim Kupidynkiem, który do wszystkich strzela swymi miłosnymi pociskami i najczęściej nie trafia! Skarpeta wiedział, że ten prawdziwy Kupidyn szykuje jakąś „broń masowej miłości”, aczkolwiek nie interesował się tym. Zawsze są przecieki, więc prędzej czy później ludzkość użyje tej broni po swojemu i jeśli żaden z tych „z góry” nie zareaguje, nie będzie na kogo zsyłać głodu, zarazy czy innych kataklizmów, bo po prostu nie będzie kogo zabijać. Skarpeta łypnął niewidzącymi oczyma po piekielnej przestrzeni i ruszył ku komnatom Władcy. Stanął przed masywnymi, okutymi drzwiami, na których sprayem było wypisane „Nie wchodzić, bo zjem, strawię, a kości wrzucę rybkom do akwarium”. Skarpeta zawsze chciał otworzyć te drzwi kopnięciem, lecz mógłby co najwyżej uszkodzić sobie kopyto. Nakreślił nad drzwiami pentagram, a te otworzyły się, skrzypiąc. Pan Ciemności, posiadacz ogromnych, anielskich skrzydeł w odcieniu krwi i półdługich, ciemnych włosów, siedział ubrany w pidżamkę w uśmiechnięte helikoptery i pochylał się nad klawiaturą komputera, zezując nań perfekcyjnie czarnymi, ślicznymi oczkami. Powoli odwrócił głowę w stronę lekko przerażonego Skarpety.  Czy ja cię stąd raz już nie wyrzuciłem? – spytał niskim, dźwięczny głosem, po czym spadł z obrotowego krzesła, zwinął się na podłodze w kulkę i chrumkając od czasu do czasu jak świnka, zaśmiewał się z miny biednego Skarpety. Diablik próbował przekrzyczeć napad śmiechu Władcy Ciemności. Jak tak można? Tak do starszego! Niech no się tylko twój tata dowie, że pod jego nieobecność zaginasz czasoprzestrzeń i przenosisz się do XXI wieku, żeby kupować gry komputerowe! – krzyczał. Władcy piekła lekko zrzedła mina na wspomnienie jego ojca.  Więęęc? Co tam chcesz? – spytał zaspanym głosem.  Kazano mi informować o każdej próbie przedstawienia waszej Diabelskości na płótnie, toteż mam przyjemność przedstawić obraz niejakiego Witkacego ukazujący waszmość – powiedział uroczystym tonem Skarpeta i wyjął z kieszeni różowych spodenek pomiętą kartkę. Ciemnowłosy przyjrzał się jej, po czym rzekł:   - Cóż, to raczej nie jestem ja. Śmiem twierdzić, że nie jestem koloru czapki świętego Mikołaja. – Oddał kartkę zdezorientowanemu Skarpecie.

Jjak to? Więc co ja mam zrobić z tym obrazem? – wybełkotał.  Jak to co? – odparł ze stoickim spokojem ciemnooki – Zanieś tacie. Skarpecie oczy wyszły na wierzch.  Ale przecież twój ojciec jest na wyprawie daleko… bardzo daleko! – niemal krzyknął.  Cóż – był łaskaw odpowiedzieć Pan Piekieł – to ja życzę udanej podróży. Złapał diablika za ogon i kopnął go całkiem mocno, a ten przeleciał przez otwarte drzwi. Pan Ciemności zasiadł przed komputerem, podczas gdy Skarpetczasty podnosił się po upadku.  Ach, te diabły, nie myślą wcale. A ten obraz to nawet ciekawy, choć lekko surrealistyczny – pomyślał Wielki i Zły. W tej samej chwili Skarpeta mówił sam do siebie:  Ach, te dzieci. Zero szacunku dla sztuki i mojej szanownej osoby… Autorką pracy jest Monika Szelest - uczennica kl.I a Gimnazjum im. A.Mickiewicza w Gałkowie Dużym Opiekun- nauczycielka języka polskiego mgr Jolanta Czerwińska

KWIATY
Opowiadanie inspirowane obrazem Józefa Menhoffera pt. „Majowe słońce”


Eliza od zawsze lubiła kwiaty. Kiedy była jeszcze małą dziewczynką, jej największym marzeniem było posiadanie domu z pięknym ogrodem. Uwielbiała lekkość kwiatów, ich delikatne piękno, wszystkie kolory. To właśnie kwiaty towarzyszyły jej w najważniejszych momentach życia. Pielęgnowała ogród, gdy poznała Edwarda, swojego ukochanego. Na wszystkie okazje dostawała od niego najpiękniejsze bukiety. Tak było i tamtego dnia… Pamiętała to  jakby to było wczoraj, jakby od tamtych chwil nie dzieliło jej kilka lat. Edward uwielbiał walczyć. Był bohaterski i odważny niczym średniowieczny rycerz, zawsze gotów wstawić się za słabszym. Raziła go niesprawiedliwość życia, jego skrywanym marzeniem była śmierć na polu walki. Wiosna była w pełni, ogród Elizy rozkwitał i pokazywał się w całej okazałości, kiedy wróciła do domu z porannych zakupów. Zastała męża ze spakowaną walizką, przywdziewającego mundur – podarek od dziadka, weterana wojennego. „Musimy porozmawiać, kochanie”- rzekł wtedy. Usiadła i przez pół godziny słuchała jego opowieści o wojnie gdzieś za oceanem, o cierpieniu ofiar, brutalności armii wroga i o swoim współczuciu. Wiedział, że musi walczyć, a ona, mimo lęku o ukochanego, rozumiała go. Tylko kilka łez spłynęło po jej jasnych policzkach, kiedy Edward całował jej dłonie i obiecywał, że wróci żywy. Dla niej. Pamiętała wyraz jego twarzy, kiedy wstał i z sąsiedniego pokoju przyniósł jej malutki, różany krzew zasadzony w glinianej doniczce. Nie chciała odprowadzać go już dalej, nie chciała widzieć udręczonych, zapłakanych oblicz innych żon, matek i córek. Wiedziała, że Edward wróci, nigdy nie złamał obietnicy. Przez pierwsze dwa lata listy przychodziły co dwa tygodnie. Temat nigdy się nie zmieniał.

Edward pisał, jak jego wojska posuwają się do przodu, opisywał ludzi, którym pomagał, zapowiadał rychły koniec wojny, zapewniał Elizę o swojej miłości. Kiedy, po ponad dwóch latach, kobieta nie otrzymała listu w terminie, w jej sercu narodził się niepokój. Zaczęła uważniej poszukiwać wieści z frontu, pozostała w kontakcie z żonami innych walczących. Niestety, informacje z terenów ogarniętych wojną były coraz gorsze. Wojska wroga z każdym tygodniem rosły w siłę. Niszczyły sprzęt i bezlitośnie mordowały wszystkich przeciwników.Eliza z całej duszy nie chciała poddać się powszechnej panice. Opowiadanie inspirowane obrazem Józefa Menhoffera pt. „Majowe słońce”



Szkolny Peryskop

Nie dopuszczała do siebie myśli, że odwaga jej męża czasem ocierała się o brawurę i że to właśnie mogło zaprowadzić go do grobu. Ratowała się pamięcią o niebywałych umiejętnościach strzeleckich Edwarda.Tak dobrze, jak dzień wyjazdu męża na wojnę pamiętała pewne wiosenne popołudnie, dwa lata później. Roznosiciel listów z ponurą miną odwiedził jej dom. „Najszczersze kondolencje, szanowna pani”, powiedział i podał jej elegancko zalakowaną kopertę. Nie musiała nawet jej otwierać, wiedziała już, co znajdzie w środku. Napisany ładnym, pochyłym pismem list obwieszczał, że Edward zmarł w wyniku eksplozji materiału wybuchowego. Na eleganckiej papeterii widniał delikatny, kwiatowy wzorek. Ciało uległo zniszczeniu, pogrzeb miał nigdy się nie odbyć. Kobieta usiadła. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy płakała z powodu śmierci ukochanego.Dokładnie sześć lat minęło od wyjazdu Edwarda na wojnę. Eliza, ubrana w suknię od niego – żółtą, w jego ulubionym kolorze   stoi na tarasie i wpatruje się w rozmazaną linię horyzontu. Mieszka sama w swoim wielkim domu, w ogrodzie pełnym kwiatów.Na stole stoją dwie filiżanki z herbatą, ulubionym napojem męża. Co roku są dwie. Krzew czerwonej róży, najważniejsza po nim pamiątka, po dziś dzień kwitnie mnóstwem kwiatów. Autorką pracy jest Karolina Kuczkowska uczennica kl.II d Gimnazjum nr 1 w Koluszkach Opiekun- nauczycielka języka polskiego mgr Urszula Chachulska - Tomaszczak



PIEŚŃ BABIEGO LATA Tyś prześliczne jest na świecie, Swym oddechem grzejesz ziemię. Swymi łzami rosisz glebę, A swą ręką pleciesz nić pajęczą, Tęczą malowaną w blasku Twego słońca. Tobą zachwyca się wiejska dziewczyna, Zatopiona wśród oliwkowej zieleni. Chce schwytać nić pajęczą, Swą spoconą dłonią objąć ją. Wtem wiatr się lekki zrywa I pajęczą nić porywa. Co tam za pagórkiem, Co za urokliwą łąką jest? Czy to sen babiego lata, Czy marzenia me? Za nicią pajęczą, Za oliwkową zielenią Za gołębim horyzontem Usnęło słońce babiego lata. Com widziała, com słyszała, Tom wam zaśpiewała. Autorką pracy jest Roksana Szelgowska uczennica kl.III b Gimnazjum nr 2 w Koluszkach Opiekun- nauczycielka języka polskiego mgr Małgorzata Woźniak Inspirację stanowił obraz Józefa Chełmonskiego "Babie lato"

18 marca br. w naszej szkole odbyło się uroczyste podsumowanie konkursu i wręczenie nagród autorkom nagrodzonych prac. Uroczystość zaszczycił swoja obecnością Pan Burmistrz Sławomir Wochna. Pani Dyrektor Katarzyna Czapnik gratulowała gimnazjalistkom veny twórczej i życzyła dalszych sukcesów. Podziękowała także władzom gminy za sponsorowanie konkursu „Od obrazu do słowa” i życzliwą pomoc.