Musisz zainstalować flash player pobierz instalator




Dziennikarzem się nie jest, dziennikarzem się staje...



Tym krótkim hasłem możemy opisać warsztaty odbywające się w Wiśle, zorganizowane dla młodych przyszłych dziennikarzy. Na pierwszych zajęciach odpowiedzieliśmy sobie na najważniejsze pytanie: „Kto to jest dziennikarz, jaki powinien być?” Myślę, że obiektywizm, inteligencja, błyskotliwość, asertywność, to jedne z najważniejszych cech, jakie powinien posiadać dobry reporter. Zdajemy sobie sprawę, że w redakcji najważniejsza jest praca w  grupie. Współpraca, wzajemne słuchanie się, kreatywność, to główne zalety charakteryzujące zgraną, dziennikarską ekipę. Bez tekstów nie ma gazety, natomiast bez podstawowej wiedzy nie ma tekstów. I koło sie zamyka. Dlatego na jednych z zajęć animatorzy poszerzyli naszą wiedzę na temat poszczególnych gatunków oraz ich tematyki. Wywiady, felietony, reportaże, newsy to tylko niektóre z najważniejszych gatunków dziennikarskich, które poznaliśmy. Powinniście wiedzieć, że to właśnie dzięki tym zajęciom stworzyliśmy gazetę „Quick”, do której czytania gorąco zachęcam. Ania Zachciał Redaktor Naczelny Warsztaty dziennikarskie
Całkiem inaczej je sobie wyobrażałam, sądząc, że niczego nowego się nie dowiem. Przypuszczałam raczej, że będę maglowała to  co w szkole, a w rzeczywistości warsztaty są bardzo ciekawe i pouczające. Myślę, że mogłabym przebywać na nich częściej, ale dobrze by było, gdyby znalazł się czas na krótkie przerwy. Sądziłam, że animatorzy będą sztywni i nudni, ale jest całkowicie inaczej. Są wyluzowani, uśmiechnięci, a przede wszystkim bardzo ciekawie prowadzą zajęcia dbając o to, aby każdy miał co robić. Na pierwszym spotkaniu ułożyliśmy wspólnie zasady, których mamy przestrzegać będąc na zajęciach. Według mnie najważniejszą z nich jest prawo do swojego zdania. Warsztaty odbywają się po kilka godzin dziennie. Zależy to od rozkładu zajęć, który każdego dnia jest inny.


Z każdego zadania wyciągamy wiele wniosków - jak napisać reportaż, news, przeprowadzić wywiad czy jaki powinien być dziennikarz. Zwykle pracujemy w  różnych grupach (od 4 do 8 osób), choć nie zawsze się to wszystkim podoba. W każdej grupie, w której jestem czuję się nieswojo - mówi Przemek; chyba nigdy nie miałam nic przeciwko grupie, w której byłam- twierdzi Zuza. Warsztatom towarzyszy również wiele śmiechu, który zapewniają nam zarówno animatorzy, jak i my wszyscy opowiadając dowcipy czy zabawne historie. Jestem bardzo zadowolona z tego, że tu jestem. Zajęcia te, to nie to samo, co lekcje języka polskiego lub nawet koła dziennikarskie w naszych szkołach. Tutaj dowiaduję się wszystkiego, co tak naprawdę jest mi potrzebne. Tego, jak zabrać się do pisania reportażu, wywiadu, jakie informacje muszę mieć na dany temat. Dzięki temu mam szansę, aby po powrocie do szkoły bardziej urozmaicić gazetę tym wszystkim, czego się tu nauczyłam i czego dowiem się na kolejnych warsztatach dziennikarskich. Żaneta Zielińska Walentynki



14 lutego, walentynki. Co o nich sądzimy? Dla mnie jest to idealny dzień do wyznania uczuć ukochanemu, wiedząc, że przyjmie je w pełni jako szczere. Żaneta, lat 15. To dzień, w którym można sobie wyznać uczucia, licząc na to, że nie zostaniemy wyśmiani. Asia, lat16. Jedyne święto, w którym bez żadnych niechcianych gestów, można komuś wyznać swe uczucia. Przemek, 15 lat. Jest to magiczny dzień, w którym spełniają się marzenia, związane ze swoją drugą połówką. Zuza z Cegłowa. Dla mnie to dzień, jak każdy inny. Michał, 16 lat. W tym dniu zakochani potwierdzają swe uczucia, dając kwiaty, składając życzenia, dając walentynkę czy nawet cytując, mówiąc własny wiersz. Ania, 15 lat. Zebrała: Żaneta Zielińska 2016 znaków



W drzwiach łazienki z sarkastycznym uśmiechem wita mnie monstrualna, głęboka po kostki kałuża wody. Nierzadkie wysepki błota i brudu na tym spokojnym morzu, rządzą niepodzielnie już od samego rana, zostawiając pianę mydlaną daleko w tyle w toaletowym wyścigu szczurów. Niespokojna woda, kapiąca z zepsutej spłuczki, bezlitośnie wystukuje swoje szamańskie rytmy w obolałą podłogę, a destrukcyjny odpływ kanalizacyjny bulgocze prastare zaklęcia w nieznanym mi języku. Przechodzą mnie dreszcze, jednak szybko ustają, gdy kończy się ten mistyczny koncert. Oto bowiem wentylacja bez cienia zażenowania przerywa muzykę i dyszy, i pluje, oddycha – zabiera mi powietrze, które, uwolnione z kwadratu łazienki, dudni złowrogo, ponuro w szybie wentylacyjnym, gdzieś za ścianą i nad sufitem. Chwilę mojej nieuwagi podstępnie wykorzystuje rolka papieru toaletowego, która z niebywałą wręcz siłą obwiązuje się wokół mojej szyi. Serce bije mi coraz szybciej, z sekundy na sekundę gwałtowniej. Resztkami sił pompuję do płuc tlen; dławię się, krztuszę, kaszlę. A niczym rój strzał, przenikliwy do granic możliwości pisk szczoteczki do zębów kaleczy moją błonę bębenkową. Lustro, dotychczas zajęte oddawaniem się swoim narcystycznym fantazjom, chyba też to słyszy, bo jak gdyby w odpowiedzi na tę okropną kakofonię, rozpada się w drobny pył, który pokrywa bez reszty posadzkę. Obudzony tym całym zamieszaniem kran wpada w istną ekstazę i rozpoczyna swój taniec. A ja za to, jak w amoku, miotam się dziko po pomieszczeniu, szukając swojego azylu. Zasłona prysznicowa wyciąga w moja stronę swoje długie, obślizgłe macki. Zrywam się i uciekam, i walczę, i odskakuję gdzieś na bok w akcie desperacji. Zupełnie jałowym, jak okazuje się chwilę później. Nie muszę jednak daleko szukać pocieszenia – nie jestem sam. Małe pluskwy kąpią się razem ze mną. Michał Piotr Awdankiewicz Zwykła przejażdżka?



Zapala się zielone światło. Wchodzę. Czuję wilgoć, jest ślisko. Bez ryzyka nie ma zabawy - myślę i uśmiecham się do siebie. I co w tym strasznego? - zwykła rura, w niej trochę wody i ja. Jadę, nabieram prędkości. Obijam się o zjeżdżalnię, to z lewej, to z prawej strony. Zaczynam krzyczeć. Nagle pojawia się przede mną wielka dziura, od której nie ma ucieczki. Zaczynam się okręcać. Przewracam się, to na brzuch, to na plecy. Moje ciało odmawia mi posłuszeństwa. W wyobraźni widzę mój pogrzeb, siebie jako kalekę, współczujących mi i moim złamanym kończynom ludzi. Trudno umrę, jak bohaterka. Jak bohaterka spadająca ze zjeżdżalni. Lecę w dół. Przeżyłam? - zastanawiam się - raczej tak. Chyba, że w niebie dookoła czuć chlor, a aniołowie to panowie w czerwonych koszulkach z napisem ratownik. Ania Zachciał (fot. polkowice.com.pl) Początki są trudne



Pierwszy raz na nartach jest najtrudniejszy. Rozpoczyna się od wkładania na nogi ciężkich butów i dwóch prostokątnych 'desek'. Już od tej chwili zaczynają się pierwsze problemy. Aby założyć narty i buty trzeba dokładnie je oczyścic ze śniegu. Dopiero potem można wszystko 'docisnąć' do siebie. Kiedy się już z tym uda uporać czas na wjazd wyciągiem  Nie możecie usiąść na tym, tylko musicie mocno trzymać sznurek – mówi p. Ula i można już spróbować. Tylko najlepszym udaje się załapać za pierwszym razem, o co w tym chodzi. Tym, którym się nie udało, pozostaje jeszcze poćwiczyć – Najbardziej pomogła mi Zuza – mówi Bernadeta – wszystko mi wytłumaczyła i pojechałam. Kiedy już wszyscy znajdą się na stoku, mogą spróbować jazdy. Instruktorka tym razem tłumaczy, jak hamować i skręcać. Początki są trudne, raz po raz się upada. - opowiada jeden z początkujących narciarzy na stoku Sarajewo w Wiśle Malince. Ale nie warto się zniechęcać. Nie od razu wszystko wychodzi, ale przecież „Trening czyni mistrza”. Bernadeta Szybisty Ars bene vivendi



Tereny Śląska Cieszyńskiego już od schyłku XIII wieku stanowiły obszar sporny i w przedziwny sposób pożądany. Sytuacja szczególnie zaostrzyła się w 1919 roku, po zakończeniu I wojny światowej, kiedy to ówczesna Rzeczpospolita i Czechosłowacja wysunęły roszczenia dotyczące przejęcia ziem cieszyńskich. Pomimo wcześniejszych ustaleń co do podziału tego rejonu wzdłuż granic etnicznych, wojska czechosłowackie przekroczyły linię demarkacyjną i zaatakowały oddziały polskie. Był to czas obfitujący w liczne powstania patriotyczne ludności polskiej i agresywną kontrofensywę opozycji czeskiej, co w dużej mierze przyczyniło się do rozłamu Cieszyna między Rzeczpospolitą i Czechosłowację w 1920 roku. Szczęście w nieszczęściu. Rozłam na stronę czeską i polską umożliwił wykazanie się kreatywnością i pomysłowością. Teatr Cieszyński, to w sumie dwie osobne filie, dwa oddzielne kraje, jedno wspólne założenie. dwa zbliżone oczekiwania. Widownia bywa różna – wymagająca, drętwa, otwarta. Tutaj przede wszyskim polska i czeska. Bo mimo że wszelkie podziały odeszły niejako w zapomnienie, pozostaje dystans i poczucie odrębności narodowej, historycznej i kulturalnej. Niepisana misja Polskiej Sceny w czeskiej części miasta polega na propagowaniu polskości i reklamie teatru nadwiślańskiego zagranicą. Do tego dochodzi trudne zadanie wypełnienia swoistego ars bene vivendi polskoczeskiego. Scena Polska rozpoczęła swoją działalność w połowie XX wieku premierą sztuki Aleksandra Maliszewskiego „Wczoraj i przedwczoraj” w reżyserii Władysława Deląga. W początkowym okresie istnienia teatr współpracował z aktorami wywodzącymi się z licznych miejscowych zespołów amatorskich. Świeże pomysły, całkiem nowy punkt widzenia, niewyczerpane pokłady energii, zapał i chęci do zmian. Zmian na lepsze, to było właśnie to,  czego Cieszyn potrzebował najbardziej. Połączenia miasta ponad podziałami, zabezpieczenia na wypadek, gdyby handel i powiązania ekonomiczne nie wystarczyły. Repertuar cieszyńskiego teatru zawiera dzieła klasyczne, jak szekspirowski „Makbet”, "Dziady” Adama Mickiewicza, „Mistrz i Małgorzata” Michała Bułhakowa czy zainspirowane doświadczeniami urzędowymi „Odejścia” Václava Havla. Najważniejszym jednak spektaklem Sceny Polskiej była szczególnie popularna w latach 70. i 80. śpiewogra „Na szkle malowane” Ernesta Brylla. Początek bieżącego roku zaowocował milowym krokiem w nawiązywaniu międzynarodowego dialogu teatralnego. Prawdziwą furorę robi czeskopolski spektakl muzyczny „Cieszyńskie Niebo” reżyserstwa Radovana Lipusa. Jest to nostalgicznohumorystyczna próba spojrzenia na ziemię cieszyńską i jej mieszkańców przez pryzmat minionych lat i zdarzeń. Jakkolwiek próby realizacji stricte polskoczeskich spektakli teatralnych zakończyły się fiaskiem. Na naszym terenie ciągle istnieje, chociaż już w o wiele mniejszym stopniu niż kiedyś, niechęć wynikająca z bolesnych faktów historycznych - relacjonuje reżyser Karol Suszka, dyrektor teatru w Czeskim Cieszynie. Jednak najtrafniej temat uchwycił uwielbiany za podszyte ciepłym absurdem Teatr im. Adama Mickiewicza w Cieszynie.



obrazy reżyser i scenograf, Petr Zelenka, w adaptacji filmowej „Braci Karamazow” Fiodora Dostojewskiego. Rzecz o polskoczeskich odniesieniach i relacjach, a także o sposobie widzenia świata. Roztrząsa odwieczne dylematy ludzkości – istnienie wolnej woli, Boga, pojęcia dobra i zła. To powieść, w której Dostojewski brutalnie, bezpardonowo penetruje mroczne zakamarki duszy ludzkiej i targające człowiekiem namiętności. Opierającemu się na inscenizacji teatralnej Evalda Schorma, Petrowi Zelence udało się sprytnie uciec od banału i nadmiaru komplikacji podczas zamykania Dostojewskiego w  ramach twórczości filmowej. Udało się już przez ekranizację samą w sobie, a może z czystego przypadku, poruszyć problem jedności polskoczeskiej. Udało się również zorganizować wybitnie międzynarodową ekipę filmową – Słowacy, Chorwaci, Serbowie, Ukraińcy, no i oczywiście Czesi i Polacy. Michał Piotr Awdankiewicz Ciekawostki o Cieszynie
Według legendy Leszko w roku 810 miał proroczy sen. Śniły mu się trzy gwiazdy świecące w różnych rejonach nieba. Kiedy się obudził wiedział, że ten sen coś musi oznaczać. Miał trzech dorosłych synów, więc postanowił wysłać ich na wędrówkę, żeby poznali góry i życie w innych krajach. Każdego z synów wysłał w inna stronę, w stronę każdej ze świecących gwiazd. Synowie bardzo długo wędrowali, byli narażeni na różne niebezpieczeństwa. Nadszedł jednak dzień, w którym wszyscy trzej bracia się spotkali. Z powodu tej radości i tego szczęśliwego spotkania postanowili


wybudować miasto, które nazwali Cieszynem. Cieszyn jest miastem powiatowym, w województwie śląskim. Leży na Pogórzu Śląskim, na granicy z Republiką Czeską. Największą rzeką przepływającą przez miasto jest Olza. Do czasu wprowadzenia postanowień Układu Schengen (21 grudnia 2007) było tam zlokalizowane największe drogowe przejście graniczne południowej Polski. Według ostatnich statystyk Cieszyn zamieszkuje 35 642 mieszkańców. Żaneta Zielińska Jeden czy dwa?



Dawniej jedno miasto. Jedna kultura. Jeden naród. Bez granic. Bez ograniczeń. Bez podziału. Dziś wszystko jest podwójne. Różne. Podzielone. Dwa miasta. Dwie kultury. Dwa narody. Przedzielone granicą. Co je różni? W Czechach jest taniej. – Dawniej, aby zaoszczędzić, po wszystko chodziło się do Czech, jednak teraz korona zdrożała, organizm się zestarzał i nie warto już kombinować – mówi pan Tadeusz z Polski. Ale lepsza jakość życia jest w Polsce – U nas jest czyściej, jest lepsza komunikacja miejska, i ludzie są kulturalniejsi – wyjaśnia pani Zofia z Polskiego Cieszyna. W Polsce jest więcej zabytków – Po podziale Cieszyna granicą, w polskiej części, niestety, pozostała większość zabytków tego miasta. – mówi Helena z Czech. W Czechach jest nowszy styl zabudowań, bo jest to nowsza część Cieszyna, która przypadła czeskiej stronie - mówi pani Rózena z Czech. To najwyraźniejsze z różnic między dwoma Cieszynianami. Większość z nich zatarła się po 1989 roku i po wejściu Polski do strefy Shengen. Otwarcie granic, pozostałwiło już tylko wizualne różnice między tymi dwoma miastami. Przemek Bugała Pałac Prezydencki
Aby wejść do Pałacu Prezydenckiego w Wiśle trzeba okazać legitymacje, oddać do koszyka metalowe przedmioty, dać torbę do prześwietlenia i przejść przez bramkę. Dopiero po przebyciu tych środków bezpieczeństwa można rozpocząć zwiedzanie. - Cały czas ja idę pierwszy. Za nami będzie szedł ochroniarz. Można robić zdjęcia, ale nie obiektów strategicznych. – to jedne z pierwszych słów, jakie wypowiada przewodnik. Rozpoczynamy wizytę w Pałacu Prezydenckim. W środku znajdują się meble wykonane ze szlachetnego drewna -


komody, stoły, krzesła, na ścianach wiszą cenne obrazy miejscowych artystów. Można podziwiać wystrój poszczególnych pokoi, salonu łazienkowego, z oryginalną armaturą i gabintu prezydenta Mościckiego. Podczas zwiedzania przewodnik opowiada o tym, jak przebiegała budowa tego pałacu i o rodzinie Habsburgów, która wcześniej go zamieszkiwała. Na terenie zamku znajduje się także zabytkowy kościół, w którym w niedziele odbywają się msze święte i nabożeństwa ewangelickie, na które można wejść z zewnątrz. - Czy można tu wziąć ślub?   - pada pytanie uczestników wycieczki. - Można wziąć ślub, jak i ochrzcić dziecko.   - odpowiada przewodnik. - Wycieczka była udana, bo przewodnik ciekawie o wszystkim opowiadał - podsumowała Agata, jedna z uczestniczek wycieczki. Bernadeta Szybisty Wiernikowska o dziennikarstwie



Reportażystka Polskiego Radia i Telewizji Polskiej, była dziennikarka Gazety Wyborczej, BBC i RFI, korespondentka wojenna i publicystka zarazem. Z drugiej strony zawzięta obrończyni ważnych racji i przekonań. Zwariowana na punkcie walki z zepsuciem i korupcją. Stara się zawsze być gotowa do działania we właściwym czasie i na odpowiednim miejscu. Nieustannie poszukująca nowych wyzwań. Maria Wiernikowska odwiedziła warsztaty dziennikarskie w Wiśle, udzielając rad młodym dziennikarzom. Maria Wiernikowska: "Zawód dziennikarza jest atrakcyjny ponieważ można porozmawiać, spotkać się z ciekawymi ludźmi. Dziennikarstwo, moim zdaniem, powinno być subiektywne a zarazem obiektywne. Dziennikarz nie powinien podporządkowywać się pod publikę, lecz wybierać ciekawy dla niego temat." Asia, Zuza i Michał Nasza redakcja



Poznaliście już naszą gazetę, a teraz przedstawimy Wam nasz skład. Oto my:  Nazywam się Ania Zachciał. Pochodzę z Drezdenka. W tym roku skończę 15 lat. Moje hobby to muzyka, literatura i teatr. Moje motto życiowe brzmi „Poznaj siebie i pozostań sobą”. Michał Piotr Awdankiewicz. Literata niezależny, bezwzględny krytyk otaczającej go rzeczywistości. Ceni prawdę, lubuje się w grotesce, surrealizmie i szeroko pojętej popkulturze. Praktykuje wolność i liberalizm – czyli całkowite przyzwolenie na wszystko, zawsze i wszędzie. Mam na imię Bernadeta i mam 14 lat. Od niedawna zaczęłam jeździć na nartach, co bardzo mi się podoba. Ponadto lubię czytać książki i jeździć na rowerze. W wolnych chwilach chodzę na basen i słucham muzyki. Jestem Przemek, mam 15 lat. Uwielbiam aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Interesuję się muzyką oraz filmami. Najbardziej lubię horrory i kryminały. Lubię podróżować i poznawać nowych ludzi. Jestem Żaneta, dla znajomych Żabcia. Kocham biegać, pływać oraz od tygodnia jeździć na nartach. Uwielbiam tańczyć i w wolnych chwilach słuchać muzyki. Mam psa, którego bardzo kocham. Moje hobby to imprezowanie z przyjaciółmi. Lubię zawierać nowe znajomości. Jestem Zuza, pochodzę z Cegłowa. Chodzę do klasy I gimnazjum. Moje hobby to sport, zwłaszcza  lekkoatletyka. W wolnym czasie spotykam się ze znajomymi. Jestem Asia. Chodzę do 3 kl. gimnazjum. Kocham konie, lubię siatkówkę. W wolnym czasie słucham muzyki. Redakcja