Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Hej! To znowu My! Przedstawiamy wam drugi numer QLTu!
Specjalnie dla Was przygotowaliśmy niezwykłe artykuły. Opisaliśmy wam smak „Gnoju” i historię kobiety. Pan Grzegorz Turnau udzielił nam wywiadu, którego fragment możecie wysłuchać, a i polityka nie pójdzie w kąt! Tyłki też wam skopiemy, superombanka musi być! Za to muzyka… ach muzyka... trochę jej u nas będzie. Ale to i tak nie wszystko. Mamy dla Was niespodziankę! Ktoś tu kogoś wyszydzi. Uważajcie na końcu… Pzajdak nigdy nie śpi:D Ochh… Prawie zapomniałam: „Nasz magazyn to nie tylko zwykła szkolna gazetka. To lektura obowiązkowa!”
Redaktor naczelna
Donata Popławska SPIS TREŚCI
4 Sylwetki- czyli krótko o niektórych z nas
5-6 Wnikliwy Szyderca
7-11 Wywiad z Grzegorzem Turnauem
12-13 Jak postrzegamy młodzież?
14-15 Kobiety - historia prawdziwa
16-17 Smak "Gnoju"
18-20 W pogoni za legendą- Ryszard Kapuściński
21 Partie polityczne od kuchni
22-23 Debata – pośmiewisko czy poważna dyskusja?
24 Tankian polubił Polską publiczność
25 Kick Ass- superombanka
26-27 Muzyczne wydarzenie w Sopocie
28-29 Eurowizja – z muzyką przez Europę
30 PZAJDAK
ROŹDZIEŃ!!!
Sylwetki- czyli krótko o niektórych z nas
Magda Machowiak- najlepszy przyjaciel człowieka
Magda Machowiak to 16-letnia uczennica. Zyskała niezwykłą popularność dzięki „przykładnej” i „otwartej” postawie wobec swoich rówieśników.
Prawdziwą pasją Magdy jest fotografia. Jej największym marzeniem jest podróż do Australii, ulubiona muzyka rockowa stanowi uzupełnienie jej „łagodnego” charakteru. Najbliżsi przyjaciele Magdy ciepło wypowiadali się o swojej koleżance: „Jest miła, koleżeńska i pracowita, ale łączą ją niezdrowe stosunki z Borysem.” – powiedział Robert Chaś ; Donata Popławska – „Jest kobietą. Lubię ją za mózg.”. Sama o sobie mówi:,, Nie lubię wątróbki. Jestem dość nerwowa”.
Po „pozytywnej” rozmowie z Magdą Machowiak jestem przekonany, że stoi przed nią świetlana przyszłość.
Jakub Nowak Krótkie włosy- znak rozpoznawczy Sadowskiej
Aleksandra Sadowska ma 17 lat. Na pytanie, „Dlaczego interesuje się dziennikarstwem i mediami?” Odpowiedziała, że lubi pisać i według niej jest to ciekawy zawód, w którym może się spełnić.
Mateusz Cios, kolega z klasy powiedział o swojej koleżance: „ Uważam, że Ola jest bardzo sympatyczna, pomocna oraz, że nadaje się na dziennikarza ze względu na swoją odpowiedzialność i fryzurę”. Jak mniemam po zwierzeniach Mateusza Ciosa, Ola jak najszybciej będzie pragnęłaby podrosły jej włosy, nie wywołując u reszty kolegów podobnych skojarzeń.
Wiktoria Klimczyk
OD REDAKCJI
Oto zapowiedziany wcześniej gość specjalny... Powitajmy Wnikliwego Szydercę
Truizmem byłoby twierdzić, że człowiek jest istotą omylną czy, że nie popełnia błędów tylko ten, co nic nie robi, ale…Ale śmieszność, którą niektórzy osiągają, popisując się swoiście pojętą erudycją, jest bezgraniczna jak Wszechświat czy głupota ludzka otóż
Rodzynki uczniów, czyli ostatnia wolna EREKCJA
Lapsusy, przejęzyczenia czy oczywiste błędy nie zdarzają się tylko i wyłącznie uczniom. Sam bardzo często przekręcam nazwiska swoich wychowanków czy zapominam ich imiona, z tego powodu mówię czasem wszystkim dziewczynom w klasie – Kaśka, i o dziwo czasem…trafiam.
Z rachunku prawdopodobieństwa wynika niezbicie, że wspomniane rodzynki usłyszymy czy przeczytamy na lekcji częściej od tej „delikatnej struktury”, jaką jest niewątpliwie uczeń. Ale nie o statystykę tu jedynie chodzi.
Na każdej lekcji tzw. „organizacyjnej” we wrześniu proszę, błagam, zwracam uwagę na to, aby używać pojęć w ich odpowiednim kontekście, nie przekręcać słów czy nazwisk, a o sprawy niezrozumiałe zapytać lub jeszcze lepiej samemu je wyjaśnić.
I tak oto, po takiej lekcji, na początku mojej drogi zawodowej z ust przemiłej uczennicy o imieniu nomen omen Kasia usłyszałem, że EREKCJA Stanisława Augusta Poniatowskiego odbyła się pod czujnym okiem Katarzyny II. Cała klasa wybuchnęła śmiechem. Kasia – nie.
Ten casus zmotywował mnie do zintensyfikowania działań, mających na celu wyeliminowanie takich nota bene stwierdzeń niepożądanych. Przypadek Kasi opowiadałem kolejnym rocznikom,
,,EREKCJA Stanisława Augusta Poniatowskiego odbyła się pod czujnym okiem Katarzyny II"
aby rzeczonych stwierdzeń niepożądanych już nie było. Daremnie.
Kilka lat później usłyszałem, że prawo do EREKCJI w XVI wieku posiadała tylko szlachta. Na moje pytanie, skąd zatem tak dużochłopów było w Rzplitej szlacheckiej, odpowiedzi nie usłyszałem a śmiało się… już pół klasy. Uczeń – nie. Dzisiaj, gdy opowiadam o tych dwóch przypadkach, śmieją się tylko nieliczni. Ja już nie.
Swoją drogą nie tylko semantyka i semiotyka są kulą u nogi uczniów. Okazuje się, że fonetyka również.
Na jednym z testów z historii przeczytałem wyjaśnienie pojęcia: Noc Św. Bartłomieja – sześć partyzantów. Po moim wnikliwym śledztwie okazało się, że uczennicy podpowiadała wyedukowana koleżanka : „rzeź protestantów, rzeź protestantów…” i stało się… cudowne przemienienie na sześć partyzantów.
Powoli przestaję zwracać uwagę na takie szczegóły jak Implanty zamiast Inflanty, konstytucja okrojona zamiast oktrojowana, kolaborant, który zawsze zachodzi od tyłu.
Nie bawią mnie już nawet dochody i odchody z budżetu, województwo kurpiowskie ze stolicą w Zakopanem, Sąd Ostateczny jako najwyższy w hierarchii sądownictwa w Polsce, purytanie czyli miłośnicy puree ziemniaczanego, a i laska marszałkowska jako Druga Dama Rzeczpospolitej przestała robić na mnie wrażenie.
Nie obchodzi mnie też, że Polska, Niemcy czy Rosja czytam napisane małymi literami, bo i tak wiadomo, o co chodzi, a nazwisko francuskiego filozofa Jana Jakuba Rousseau fonetycznie. Bo przecież nie każdy musi umieć po francusku (pisać oczywiście).
Przyczyn tego zjawiska pewnie jest wiele. Ale to już obszar badań lingwistów – humanistów [dopisek wydawcy], socjologów czy psychologów społecznych.
Ergo : Joł ziomale, spox :]
PS. Ale nie ma zmiłuj się…będę walczył dalej ;)
Wnikliwy Szyderca
Już w następnym numerze Szyderca znów wyszydzi
Spotkanie z Grzegorzem Turnauem - znanym muzykiem, pianistą, poetą i wykonawcą tzw. poezji śpiewanej – oraz przeprowadzenie wywiadu z artystą było głównym punktem wycieczki do Krakowa grupy uczniów klas dziennikarskich licealnych i gimnazjalistów.
Wywiad z Grzegorzem Turnauem
Kto jest dla pana autorytetem muzycznym? Kogo i jakiej muzyki Pan słucha?
G.T: W różnych okresach to różnie bywało, wiesz, bo to człowiek nie ma teraz na całe życie jednego - zresztą chyba dobrze.Zdecydowanie najbliżej mi zawsze było do Jana Kantego Pawluśkiewicza. Przede wszystkim kojarzony jest (i słusznie) z genialnych piosenek, które współtworzył najpierw z Markiem Grechutą, a potem również, jako formacja Anavar. Ja nie umiem wybrać jednego nazwiska. Jakbym już musiał zabrać jedną słynną płytę na bezludną wyspę to bym sobie wziął jakiegoś Jareta –-Keith Jarrett pianista i kompozytor. A najchętniej jeszcze tę jego płytę z Janem Garbarkiem - saksofonistą – taką płytę z przed lat, na której są najśliczniejsze melodie.
Skoro poszedł Pan do skory muzycznej na fortepianie, czy również ma Pan jakiś ulubionych kompozytorów, ulubione dzieła czasów młodzieńczych?
Pyta pan o klasykę?
Tak, o ulubioną klasykę.
G.T: Ja byłem bardzo kiepski z tego. Nigdy nie chodziłem do filharmonii z własnej woli. Ja nie jestem człowiekiem, który się oddaje bez przerwy słuchaniu muzyki klasycznej. NIie jestem człowiekiem, który się tak naprawdę inspirował kiedykolwiek ściśle muzyką klasyczną. Mam tego sporo i słucham, ale nie uważam za melomana pod tym względem. Raczej słucham tego analitycznie i po tym, czasem zrzynam jak mi coś jest potrzebne do moich własnych idei.
Co pana tak szczególnie zachwyciło w Grechucie?
G.T: Wie pan, co- jak ma się do czynienia z kimś osobnym, z kimś bardzo orginalnym,
który po prostu emanuje swoja własną osobnością to się czuje. Tego nie da się opowiedzieć no to był talent połączony z ogromną pewnością siebie, z pewnością w środku, z umiejętnością zagarniania uwagi słuchacza. On był władcą swojej krainy, na niego się patrzyło jak na świadomego władcę absolutnego swojego własnego królestwa – to robiło wrażenie! Świetny głos, fantastyczny głos i tyle, no wiele osób ma świetny głos i umie śpiewać, ale nie tworzy to takiej aury. On był po prostu dziwny – to był też rodzaj jego życiowego cierpienia.
Czy za pomocą swoich piosenek chce Pan przekazać coś specjalnego?
G.T: Nie, nie che przekazać niczego specjalnego, ponieważ ja nie wiem, co jest specjalne. Ja po prostu śpiewam to co mnie samego zastanawia bądź zachwyca, co powoduje, że ja sam jestem zaciekawiony tym, co śpiewam i zakładam, że być może ktoś podziela moje zaciekawienie. Nie mam żadnej misji.
Co pana inspiruje? G.T: Jak by to powiedzieć żeby nikogo nie urazić? Ja nie bardzo wierze w inspirację, jako… Nie mam mistycznego stosunku do inspiracji. Inspiracja to jest dla mnie pewna dyspozycja, pewien stan równowagi bądź wręcz odwrotnie- dramatycznej dysharmonii, która powoduje możność konstruowania w moim przypadku muzyki, harmonii, utworu, formy a nie traktuje tego, jako łaski spływającej na mnie z jakiś nieokreślonych powodów. Myślę, że inspirującym jest przede wszystkim świadomość, że to jest komuś potrzebne. Pisanie tylko po to, aby pisać a wszyscy by byli odwróceni plecami to ja się do tego bym nie nadawał, to wolałbym jednak być kierowcą autobusu.
Z jakich nagród jest Pan najbardziej dumny?
G. T: ojej. A z jakież to ja mam znowu nagrody, poza Fryderykami i kilka miłych rzeczy. Nie przygotowałem się, nie wiem. Mam wrażenie, że nagroda to powiem teraz tak może jednym z utartych słów: nagrodą jest to że grupa młodzieży chce ze mną spędzić 40 minut – no to jest w jakimś sensie nagroda. Jeślibym nic nie robił i się nie starał, bo byście może nie chcieli, ale się staram żebyście chcieli.
Jeśli miałby Pan określić współczesną muzykę
„Śpiewam to co mnie samego zastanawia i zachwyca, co powoduje, że ja sam jestem zaciekawiony tym, co śpiewam i zakładam, że być może ktoś podziela moje zaciekawienie”
polską jednym słowem, albo jednym zdaniem, co by to było?
G.T: Wiesz to jest szerokie pojęcie. Mówisz o muzyce popularnej takiej, która leci w radiu?
Tak
No to znowu zależy, w jakim radiu. Ja jestem zwolennikiem- naprawdę- wielu kolorów i wielu odcieni i różnorodności i w związku z tym nie przeszkadza mi że ktoś słucha, znaczy przeszkadza mi że czasem trochę za głośno, ale że słucha sobie muzyki, która mnie nie jest do szczęścia potrzebna. Wydaje mi się, że w Polsce jest za dużo – zawsze zresztą za duża była taka chęć do równania albo wręcz odwzorowania to co jest w ogóle w Ameryce czy w Anglii mówiąc szeroko na zachód. Za mało wiary w to, że to, co oryginalne, co niekoniecznie musi powielać pewne - w tej chwili schematy. To niechybny problem, dlatego cenie takie przedsięwzięcia chociażby jak Gaba Kulka, która zupełnie od sasa do lasa bierze sobie z powietrza ze swoich własnych jakiś tam fascynacji różne rzeczy. Można ją porównać z tym z tamtym, ale to wszystko jest cały czas ona. Czy Ania Jopek, która się bardzo skoncentrowała na źródłowych jakiś takich ludowych, technicznych sprawach i w to idzie, inwestuje bardzo. To mnie ciekawi – a mnie ciekawi bardzo wokalistki, które starają się być o takie.
Weszłam na Pana stronę internetową. Jest tam przedstawionych kilku muzyków, którzy z Panem współpracują i chciałam się spytać, kiedy i w jakich okolicznościach narodził się pomysł powstania tego zespołu?
G.T: Bardzo ważna rzecz, to są ludzie, dzięki którym to wszystko funkcjonuje tak, a nie inaczej. Zaczęło się od innego składu po tym z różnych powodów. Przeważnie zmiany następowały wtedy, kiedy ja sam zmieniałem trochę pomysły na kolejnej płycie.
Po prostu zmieniałem trochę swoje myślenie o utworach i wtedy potrzebowałem trochę innego też partnerstwa wśród kolegów i to tak latami się zmieniało. Skąd się wzięli ci – a nie inni? Po pierwsze, że to są świetni muzycy i zawsze staram się współpracować z ludźmi, którzy są lepsi ode mnie, że mają większy warsztat, większą wiedzę, więc w związku z tym ja się też podciągam, bo nie trudno jest zaangażować sobie kogoś tam, żeby bywał i w takim pełnym spokoju już pielęgnować tylko to co się ma. Równie ważne to to, że to są zawsze ludzie, z którymi jest mi po drodze poza sceną i poza studiem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zespół miałby być grupą obcych ludzi także to są wszystko moi dobrzy koledzy, przyjaciele.
Jaka będzie nowa płyta, nad którą Pan zaczął już pracować?
G.T: Tak, no zaczęliśmy wreszcie, bo to już strasznie czas goni, a było mnóstwo nowych przez te lata rzeczy, które mnie od tego odciągały? Płyta jest gdzieś w połowie. Jaka będzie, co to będzie? W maju będę nagrywał orkiestry smyczkowe do tego, co już jest nagrane w studio. Na razie w nagraniach wziął udział wybitny perkusista – Pan Cezary Kondrat, który już raz był na jednej z moich płyt, a jest wiadomo w czołówce polskich jazzowych właśnie perkusistów, ale udzielając się również w innych muzycznych kręgach – wziął udział również Marek Napiórkowski- wybitny gitarzysta, z którym do tej pory współpracowałem tylko przy okazji płyt Doroty Miśkiewicz. Płyta jest na razie, jeżeli w ogóle mówić, – bo nie chce mówić o tekstach, ponieważ teksty to jest osobny temat, ale jest praktycznie nagrywana live. Brzmienia są akustyczne, fortepian jest
akustyczny. Mam wrażenie, że ona ma ciepłe brzmienie – takie trochę jak by była grana jeszcze na taśmie. Nie znaczy, że jest gorsza jakość – chodziło o pewnego rodzaju inną aurę dźwięku. Na płycie na 99% nawet na 100% będę miał duet Sebastiana Karpiela. Oprócz tego raczej proszę się nie spodziewać płyty, która będzie mogła konkurować z utworami z najnowszej płyty zespołu Feel na przykład - co nie znaczy, że uważam, że jest coś źle – po prostu ja mam teraz… może trochę starzeje się, więc wracam do korzeni.
Mówił Pan na początku, że nie obraca się Pan w mediach. Jak się panu to udaję będąc tak wybitnym muzykiem?
G.T: No bardzo dziękuję za to określenie: wybitny. Być może się czymś wyróżniam, bez przesady myślę o moich możliwościach a w mediach owszem czasem się pojawiam, ale jak mówię to nie jest wynikiem moich zabiegów. Nie chodzę na premiery i bankiety, bo szczerze mówiąc mnie to okropnie męczy. Wolę w tym czasie spędzić czas w małym gronie przyjaciół, czy w domu
Sympatycznie jest czasem usłyszeć, że ktoś widział mnie w „Kawie czy Herbacie” i po to warto tam być, ale po to żeby się jakoś specjalnie lasnować to…
Jest coś, co zmieniłby Pan w swoim życiu?
G.T: Jak chyba wszyscy normalni ludzie chciałbym mieć na koncie mniej straconego czasu, ale to w przód można ewentualnie tylko reperować.
Redakcja
Jak postrzegamy młodzież?
W kółko przez świadomość przebijały mi się obrazy grupek młodzieży palących papierosy i pijących alkohol, którym nie zależy na szkole, rodzinie i życiu. Z drugiej strony widziałam moich znajomych i ludzi, z którymi obcuje, na co dzień, którzy chcą być jak najlepsi i którym zależy na każdej ocenie. I obserwowałam ten ogromny kontrast, który mnie przerażał.
Każdy człowiek dorasta i przechodzi przez okres, w którym się buntuje. Jest to nieuniknione. Niestety wielu dorosłych tego nie rozumie. I idąc ulicami często możemy usłyszeć starsze panie, które narzekają na swoje wnuczęta czy ich kolegów. Ale prawda jest taka, że one były takie jak my ciekawe świata. Chciały zasmakować czegoś nowego, czegoś, co pomorze im być inne od wszystkich.
W tym krótkim tekście mam zamiar przedstawić dwie strony bycia nastolatkiem. Uświadomić wam, że okres dojrzewania to czas, w którym wiele rzeczy się zmieni i jest nowych. W który tak naprawdę zaczynamy decydować o naszej przyszłości. Przekonać, że od tej pory możecie zmienić swoje życie. Pamiętajmy, że nasz przyszłość leży w naszych rękach. I możemy te szanse wykorzystać albo w przyszłości żałować, że tego nie zrobiliśmy.
W dzisiejszych czasach mówi się tylko o tych złych rzeczach, gdy włączymy wiadomości słyszymy o wypadkach, aferach gwiazd czy niewyjaśnionych katastrofach. A przecież na świecie dzieje się tyle dobrych rzeczy, o których się nie mówi. Tak samo jest z nastolatkami. Ludzie mówią tylko o złym zachowaniu młodzieży. A to, co dobre jest pominięte. Przecież wiele nastolatków biernie uczestniczy w życiu szkoły, chodzi na konkursy, warsztaty czy udzielają się, jako wolontariusze. A pomimo tego ciągle mówimy tylko o tych nieodpowiednich postępowaniach. Sądzę, że to zachowanie jest promowane przez media. Przekazują nam one tylko złe rzeczy i uczą robić to samo. Musimy jednak zacząć odróżniać świat
,,Okres dojrzewania to czas, w którym zaczynamy myśleć i dostrzegać wady tego, co nas otacza"
w telewizji od rzeczywistości.
Zdaje sobie jednak sprawę, że wiele nastolatków jest przeciwieństwem tego, co napisałam powyżej. Myślę jednak, że na te zachowania wpływa wiele czynników choćby, np. sytuacje rodzinę czy chęć zwrócenia na siebie uwagi.
Ostatnio rozmawiałam na ten temat z moim bratem, którego teoria usprawiedliwiająca to zachowanie bardzo mnie zaciekawiła i jednocześnie zdziwiła i dlatego chciałabym podzieli się z wami jego stwierdzeniem. Powiedział on, że okres dojrzewania to czas, w którym zaczynamy myśleć i dostrzegać wady tego, co nas otacza i w tym, momencie załamuje się nam światopogląd, bo okazuje się, że to, co wcześniej wydawało nam się idealne wcale nie jest takie różowe. Zaczynamy się przeciwko temu buntować i stwarzamy problemy dorosłym, którzy przez całe swoje życie zdążyli, się już do tego przyzwyczaić. Ale pamiętajmy, że wszystko zależy od nas, bo od tej pory to my jesteśmy panami naszego życia.
Daria Gryń
Kobiety - historia prawdziwa
Jeśli wierzyć wikipedii jesteśmy osobnikami płci żeńskiej z rodzaju Homo. Od mężczyzn różnimy się budową morfologiczną i anatomiczną. Czy to nie wspaniale być przeciwieństwem mężczyzny?
Kobiety mają skomplikowaną konstrukcję. Jesteśmy gruboskórne, nieuczuciowe, kłótliwe, zmienne i niezdecydowane a to tylko nieliczne z naszych wspaniałych cech. Ale to, że jesteśmy materialistkami musiał powiedzieć jakiś zawiedziony kochanek. I z przykrością muszę przyznać mu rację. Podam przykład. Barbie, niby lalka, ale wyidealizowała stereotyp idealnie zbudowanej blond piękności, która zdobyła serce mega przystojniaka w tym przypadku Kena. Każda mała dziewczynka chciała mieć przy sobie wspaniale zbudowanego i zadbanego mężczyznę, który jeździł różowym porsche. I od razu widzimy, że Barbie chodziło tylko o pieniądze Kena. Chociaż ta para jest siebie warta oboje są puści w środku.
My kobiety lubimy przepych, bez dodatków nie wychodzimy z domu, a wszystkie te przedmioty, które mamy na rękach, szyjach i nadgarstkach nazywają się biżuterią. Faceci tego nie potrzebują pytanie, dlaczego? Jeśli nie dbacie o to czy dziewczyna na ulicy ma kolczyki w uszach - czyżbyście doceniali nasze jakże wspaniałe wnętrze? Błąd! Nie dbacie o nasze wnętrze. Widzicie różnice, gdy jesteśmy w samej bieliźnie i w tedy zauważajcie, że zdecydowanie lepiej wyglądamy bez zbędnego odzienia. Śmiejecie się, że płaczemy na filmach, a sami potraficie uronić łezkę przy hymnie narodowym podczas meczu piłki nożnej. Jak dla mnie, nic w tym wzruszającego. Ewidentnie wolałabym urozmaicić ten sport.
Gdy zapytałam
,,O kobiety! Wyście naszym szczęściem i nieszczęściem. Świat o was mówi z pogardą, a jednak ciągle hołdy składa"
Robert Beauvais
przyjaciela o wymienienie 5 negatywnych cech kobiety wymienił je bez problemu a gdy poprosiłam o te pozytywne zaczął się śmiać i odpowiedzi nie dostałam. Nie poczułam się nawet urażona, bo z każdą wymienioną wadą zwyczajnie się zgadałam. To, że nie usłyszałam żadnego komplementu skierowanego w stronę płci pięknej dowiodło temu, że mężczyźni XXI w nie potrafią wypowiedzieć żadnego dobrego słowa na nasz temat. Waszym przeciwieństwem jest Romeo, nie dość, że poeta to jeszcze bezgranicznie zakochany, teraz takich mężczyzn można spotkać tylko pod monopolowym, taki to zawsze powie Ci coś miłego, a jak dasz mu pieniądze to i wierszyk powie, ba zaśpiewa nawet. Ale z przykrością muszę stwierdzić jak na moje wymagania nie dałby rady mnie materialnie utrzymać. Ale krótko mówiąc to my jesteśmy te złe. Mimo wszystkich naszych wad jesteśmy wyjątkowo ważne w tym wszechświecie.
Anna Pietrzak
Smak "Gnoju"
Jedną z książek, po którą sięgnąłem w ostatnim czasie, był „Gnój” Wojciecha Kuczoka.
Generalnie nie lubię książek o smutnej tematyce, tak więc do tejże książki nastawiłem się ironicznie, i dopiero po obejrzeniu powstałego na jej podstawie filmu „Pręgi” zrozumiałem, że bynajmniej śmieszną ona nie jest. Utwór literacki opowiada o niedolach chłopaka mieszkającego gdzieś na Śląsku w rodzinie, którą twardą ręką kieruje ojciec chłopca – stary K. Pierwszy rozdział to zarys rodu ojca bohatera książki i historia domu, w którym mieszka on wraz z rodzicami, rodzeństwem ojca oraz niechcianymi lokatorami z parteru. Akcja drugiego z trzech rozdziałów to okres PRL-u – dzieciństwo chłopaka. Opisane jest w nim (w czasie teraźniejszym), jak ojciec, uznający przedwojenne zasady wychowywania dzieci znęca się nad swoim synem psychicznie i fizycznie. Przeżycia chłopca są tak niewiarygodne, że momentami stają się one nieco komiczne. Należy do nich opis sytuacji, gdy ojciec zmuszał syna do zjedzenia jego ulubionej potrawy - żurku. Stary K. powiadał, że „z żuru chłop jak z muru” i pilnował swego potomka by ten zjadł całą zawartość talerza. Syn
,, Książka ta to zbiór przemyśleń i opis życia, w powszechnie pojmowanej patologicznej rodzinie"
poniżany przez ojca, nazywany przez niego „zdechlakiem” zjadał posiłek, który zaraz potem zwracał w ubikacji. Musiał jednak uważać, gdyż przyłapany na wymiotowaniu po zjedzeniu żurku mógł ściągnął na siebie gniew ojca, który zwykł karać go za pomocą boleśnie uderzającego pejcza.
Ostatni rozdział to opis wydarzeń następujących już po opuszczeniu domu chłopaka.
Książka to zbiór przemyśleń i opis życia, w powszechnie pojmowanej patologicznej rodzinie. Kuczok, będący zdaniem krytyków mistrzem narracji,w charakterystycznym dla siebie stylu wspaniale oddaje „historię rodzinnego piekła, opowiadaną przez dziecko, które już to wszystko ma za sobą, ale z jakichś przyczyn dzieckiem być przestało”.
Na podstawie wciągającej i według mnie, świetnej książki powstał wcześniej wspomniany film - „Pręgi”, który tylko po części przedstawia zawartą w książce fabułę. Ten utwór literacki jest jak najbardziej warty polecenia. Jedyną jego wadą jest to że po około 200 stronach historia się kończy.
Mateusz Kostka
W pogoni za legendą- Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuściński- nie tylko wybitny reporter, wspaniały dziennikarz, publicysta, poeta i fotograf, ale przede wszystkim niesamowity człowiek. Skromny- posiadający niezwykłą ,,zdolność obserwacji i spostrzegania tego, co dla innych niewidoczne".
Kapuściński urodził się w Pińsku 4 marca 1932 roku, w rodzinie nauczycielskiej, na Polesiu. Swą karierę rozpoczął w wieku 17 lat, w tygodniku ,,Dziś i Jutro''.
W 1950 zdał maturę w gimnazjum im. Stanisława Staszica w Warszawie. Później, w latach 1953- 1958 był członkiem PZPR. W tym czasie ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego i rozpoczął pracę w redakcji Sztandaru Młodych- gdzie już wtedy zauważono u niego zdolności reporterskie. W 1956 otrzymał nagrodę- Złoty Krzyż Zasługi- za reportaż o Nowej Hucie, który bardzo spodobał się ówczesnym władzom. Wkrótce po tym udał się w podróż do Pekinu, skąd jednak wrócił przedwcześnie (przez zamieszki w 1956), niszcząc w ten sposób relacje z redakcją ,,Sztandaru Młodych'', skąd został wydalony.
Przeniósł się do „Polityki'', gdzie został redaktorem działu krajowego. Tygodnik zapewnił mu warsztat pracy- w tym czasie Kapuściński dużo podróżował, pisał. Jego reportaże zapewniły mu wielką popularność. Jednak prawdziwą sławę przyniosły mu dopiero relacje z ogarniętego wojną domową Konga w 1958 roku. Następnie, jako pierwszy polski dziennikarz, wyruszył na ,,Czarny Ląd''.
Podróż do Afryki rozbudziła w nim zamiłowania reporterskie. Był jednym z tych wielkich ludzi, których rozpala chęć zrozumienia tego, co dzieje się na naszym- jakże zróżnicowanym- świecie. Debiutancka książka znanego i cenionego wówczas reportera to
,,Busz po polsku'' - cykl reportaży o tematyce krajowej.
W 1962 Kapuściński został pracownikiem Polskiej Agencji Prasowej, skąd został wysłany na sześć lat do Afryki. Bezpośrednim efektem tej podróży były książki ,,Czarne gwiazdy" i ,,Gdyby cała Afryka".
Kapuściński zasłynął, jako człowiek ,,obdarzony absolutnym wyczuciem informacji, klimatu i wydarzeń''. Posiadał, bowiem instynkt prawdziwego reportera, prowadzący go tam, gdzie dzieje się coś istotnego i ważnego. Potrafił doskonale obserwować i analizować otoczenie, a dzięki swojej neutralności potrafi w pełni obiektywnie ocenić to , co widzi- „był tam gdzie inni bali się być''.
Ryszard Kapuściński często ryzykował własnym życiem i zdrowiem. Groziło mu spalenie żywcem, ukamienowanie, rozstrzelanie. Pokonał rzadką formę malarii mózgowej i gruźlicę. Zwiedził ponad 100 krajów. Był świadkiem 27 rewolucji, wielu powstań i wojen. Starał się nie stać z boku, ale uczestniczyć i poznawać- gdziekolwiek się znalazł, stawał się częścią świata, o którym pisał. „Potrafił w doskonały sposób przewidzieć to , co ma się wydarzyć, i uprzedzić pewne wydarzenia''. Zawsze starał się zrozumieć i poznać. Oglądał i dostrzegał każdy szczegół. Jak często powtarzał „Żyjemy w świecie, który jest fascynujący, który jest taką wielką zagadką, wielką tajemnicą, wielką niewiadomą i próba dotarcia do tej istoty tego, co się dzieje na świecie jest przygodą niezwykłą''.
Kapuściński był otwarty na ludzi, kochał ich, wydobywał to, co najlepsze. W każdym doszukiwał się dobra, nie wypominał, nie wytykał błędów. Jak mówili jego bliscy „nie był zdolny do krytykowania innych''. Wszyscy zachwycali się jego naturalnością i prostotą w zadawaniu pytań- „dziecięcą ciekawością, brakiem cynizmu, ciągłym zdziwieniem''.
Patrzył na ludzi nie umieszczając ich w kategoriach , biedny i bogaty. Traktował wszystkich tak samo. „Potrafił z bardo prostym, nieznanym człowiekiem siedzieć i nie mówić tylko słuchać''. Dać mu swą uwagę- tak łączył się z ludźmi. „Jeżeli nie będziesz szanował innych, wszystkie drzwi zamkną się przed tobą''- mówił. Dla niego liczyła się osoba, z którą rozmawiał- reportaż powstawał, jako „dzieło uboczne''
Ryszard Kapuściński często podkreślał, że świat, w którym żyjemy, jest światem wielu kultur i religii. Cenił inność sam wyrabiał sobie opinię na każdy temat. Pisał jedynie o tym, co sam przeżył i doświadczył.
Dbał o język i jego rozwój, martwił się, że język przestał być oparciem, busolą, instrumentem rozpoznania i orientacji; że myli „bałamuci''. Mówił, że ,, w momencie jak język zaczyna ginąć, jak zaczyna tracić swoje wartości, swoją oryginalność, swoje bogactwo, swoją precyzję, to zamiera również kultura. A kultura jest warunkiem istnienia społeczeństwa.''
Kapuściński nie był rezydentem wielkich hoteli, podróżował z
,,Kapuściński był otwarty na ludzi, kochał ich, wydobywał to co najlepsze. W każdym doszukiwał się dobra, nie wypominał, nie wytykał błędów"
najbiedniejszymi z biednych. „Dzielił z nimi strach i głód''. Nie wywyższał się- chciał wszystko zobaczyć, wczuć w życie osób, z którymi przebywał. Być traktowanym na tych samych prawach i warunkach.
Nie lubił głupoty a nade wszystkim bolało go cierpienie innych- fakt, że gdy my budujemy statki, samoloty, tworzymy sztuczne inteligencje, gdzieś na ziemi umierają ludzie. „Chodząc gdzieś zaniedbanymi ulicami i widząc odrapane domy, wybite szyby, brudne podwórka, zaraz chciałbym wszystko porządkować, naprawiać, mocować. Chore otoczenie odczuwam, jako chorobę własną, między mną a otoczeniem istnieje związek fizyczny''.
Jego twórczość była wyczulona na los współczesnego człowieka. Definiowała problemy, ukazując to, co jest nowe- inne. („Ten obcy'')
„Dawał nam możliwość uczestniczenia w dyskusjach dotyczących świata. Jego pisarstwo otwierało nam oczy na problemy społeczeństw dalekich krajów i budziło poczucie odpowiedzialności za los ludzkości.''
Książki i reportaże Ryszarda Kapuścińskiego cieszą się popularnością na całym świecie- poza Stanisławem Lemem był najczęściej tłumaczonym polskim autorem.
Do najbardziej znanych książek Kapuścińskiego należą: „Cesarz'', „Podróże z Herodotem'', „Heban'', „Imperium'', „Ten Obcy'' i „Lapidarium''.
Kapuściński był również poetą. Oto przykład jednego z wierszy:
***
Odszedłem tak daleko od siebie
Że już nie umiem nic powiedzieć
Na swój temat.
Ani co czuję
Kiedy moknę na deszczu.
Ani kiedy zamieniam się
W źdźbło suchej trawy,
Wypalonej słońcem.
Nie umiem odnaleźć
Samego siebie,
Opisać tej postaci,
Nazwać jej,
Zapewnić,
Że istnieje
Człowiek wielkiego serca, pokory i wiary w człowieka
Aleksandra Kruk
Partie polityczne od kuchni
Polityka to zjawisko, które towarzyszy nam na co dzień. Niby wiemy co oznacza określenie "partia polityczna", ale gdyby ktoś kazał nam je zdefiniować zapewne mielibyśmy problem. Ale zacznijmy od początku...
Partia polityczna jest to dobrowolna organizacja społeczna, posiadająca własny program polityczny i mająca na celu zdobycie i utrzymanie władzy. Każda z nich ma inne poglądy, inne spojrzenie na świat. Właśnie z powodu różnic w poglądach są ?podzielone? wg najprostszego podziału na lewicę, centrum i prawicę.
Lewicowe formacje takie jak Sojusz Lewicy Demokratycznej, Socjaldemokracja Polska, Unia Pracy walczą o równość, wolność i sprawiedliwość społeczną. Idee lewicowej myśli można poszerzyć o rozdział kościoła od państwa, szeroko pojętą politykę socjalną, wolność w sprawach osobistych oraz demokratyczne socjalne państwo dobrobytu. Ruchy lewicowe dzielą się m.in. na centrolewicowe, socjaldemokratyczne, komunistyczne i socjalistyczne.
Po drugiej stronie politycznej barykady jest prawica, którą na polskiej scenie politycznej reprezentują takie partie jak: Platforma Obywatelska czy Prawo i Sprawiedliwość. Prawica przywiązuje wagę do tradycji, religii, hierarchii społecznej a jakiekolwiek zmiany nie mogą dokonywać się na drodze rewolucji. Prawicowe poglądy mówią o tradycji, rodzinie, gospodarce wolnorynkowej. Prawica sprzeciwia się organizacją homoseksualnym i feministycznym. Ze względu na różnorodność ideową ruchy prawicowe dzielą się na prawicę konserwatywną, liberalną, nacjonalistyczną, skrajną prawicę i centrową. Pomiędzy lewicą a prawicą, znajduje się centrum. Partie centrowe w swoich programach mają coś z lewicy i prawicy. Po lewej stronie centrum znajduje się centrolewica, w Polsce reprezentują ja m.in. takie partie jak Zieloni 2004 i Inicjatywa RP. Centroprawica to Polska Plus. Niektórzy jako centroprawicę uważają PO i PiS. W samym centrum są partie centrowe, takie jak Polskie Stronnictwo Ludowe, które jako partia centrowa ma możliwość współpracy z każdym. Przykładem są koalicje, które ta partia tworzyła po 1989 roku, z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i obecnie z Platformą Obywatelską.
W krajach totalitarnych jak np. w III Rzeszy, partia była jedna i masowa. NSDAP doszła jednak do władzy w demokratycznych wyborach. Po dojściu do władzy stała się partią totalitarną. W okresie PRLu, system polityczny naszego kraju teoretycznie był wielopartyjny, ale tak naprawdę władze sprawowała PZPR a polityczne ?przystawki?: ZSL (obecnie PSL) i SD (istniejące do dzisiaj) były fasadą demokracji. W USA partii jest wiele, jednak liczą się tylko dwie: demokraci republikanie. System ten nazywamy dwupartyjnym. W Polsce od 1989 roku istnieje wielopartyjność. Partii jest wiele i każda ma szanse w demokratycznych wyborach zdobyć władzę, a następnie dąży do jej utrzymania.
Aleksandra Sadowska
Dawid Pudło
Debata – pośmiewisko czy poważna dyskusja?
Jak za każdym razem, przed wyborami, każdy z niecierpliwością wyczekuje debaty politycznej przy udziale kandydatów na prezydenta RP. Niedawne, tragiczne okoliczności przyspieszyły ją o kilka miesięcy do przodu. Czy znów będzie ona prowokować śmiech? Czy też politycy staną na wysokości zadania i odbędzie się ona w sposób dystyngowany?
Niedawno mogliśmy wysłuchać, a mianowicie 21 marca 2010r., debaty pomiędzy posłem Radosławem Sikorskim a marszałkiem sejmu Bronisławem Komorowskim. Była ona nie dość że nudna, to i „bez ognia”.
Usiadłam rozleniwiona wygodnie w fotelu, poklikałam parę razy myszką i po dość krótkim czasie znalazłam treść debaty. Gdy przeczytałam kilka pierwszych wypowiedzi poczułam się dziwnie senna. Radosław Sikorski wciąż powtarzał tylko jedno: Ja konfrontacji się nie boję. W porównaniu z Komorowskim - którego wypowiedzi zazwyczaj były przyjazne i wyluzowane - wypadł dość kiepsko.
Zbulwersowana postawą obu polityków – nudziarza i samochwały – zaczęłam poszukiwania debaty w formie wizualnej. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bordowo-czerwony krawat w kropki pana Sikorskiego. Spójrzmy na jego postawę po kilkunastu minutach debaty – siedzi pewny siebie, z nogą założoną na nogę... czy to aby nie kojarzy Wam się z typowym dla kobiety sposobem siedzenia? Nie próbujmy jednak odnajdywać żadnych kobiecych cech u pana posła. Pan Komorowski założył taki krawat, który nie tylko pasował mu do koloru garnituru – w ciemnych barwach, ale
,,Tak, wiele kwestii dotyczyło patriotyzmu, wolności, odwagi, samodzielności, marzeń, polityki zagranicznej.... Ziewnęłam"
również posiadał kropki! Reprezentował on sobą postawę otwartą – bliską Nam, szarym ludziom z betonowych miast i blokowisk. Nie bał się jednak okazywać tremy – widać to po jego nerwowym pocieraniu dłońmi kolan. Czy to jakaś moda na kropki? To szaleństwo.
Pierwszy wypowiedział się Radosław Sikorski opowiadając o wspólnych, swoich marzeniach grubo powiązanych z marzeniami Bronisława Komorowskiego – o Polsce niepodległej, bez cenzury. Jak to podkreślił pan Sikorski: od trzydziestu lat. Cała ta debata ciągnęła się spokojnie, z grzecznością i... patosem. Tak, wiele kwestii dotyczyło patriotyzmu, wolności, odwagi, samodzielności, marzeń, polityki zagranicznej.... Ziewnęłam. Było to drążenie jednego tematu, można by rzec – lanie wody. Jedną rzecz, jaką mogę zarzucić panu Komorowskiemu to rzadko utrzymywany kontakt wzrokowy, jego żółte kartki lekko rażą mnie po oczach.
Jeśli chodzi o gust mężczyzn, to najciekawszą niespodzianką dla nich były zapewne odkryte nogi posłanki Joanny Muchy. Nie żebym była zazdrosna czy coś, ale odczuwam pewien dyskomfort (i zapewne nie tylko ja ale również moje koleżanki), gdy ciągle słyszę: Ale ona ma nogi! Z ust płci męskiej w gronie znajomych oglądając debatę.
Obaj należą do PO... Przecież to nie ma żadnego, logicznego sensu. Jak to ujął Sikorski – on głosował na Bronka. Komorowski zrobił analogicznie – głosował więc na Sikorskiego. I czym tu teraz się kierować w głosowaniu? Zdrowym rozsądkiem, czy może dać się zmanipulować mediom? Jeśli waszym faworytem jest jeden z tych kandydatów, z całego serca proszę Was, czytelnicy, sami zinterpretujcie tę debatę, oglądając ją w serwisie youtube.com dostarczając sobie, ironicznie mówiąc – masę ciekawostek, emocji i dramatycznych scen niczym w horrorze.
Drastycznie zmęczona, wyprosiłam gości, wyłączyłam komputer, zrobiłam sobie gorącą herbatę i zanurzyłam się w świecie mediów słuchając, co aktualnie można usłyszeć o kandydatach.
Angelika Podkowa
Tankian polubił Polską publiczność
Już za miesiąc polscy fani Serja będą mogli posłuchać go na żywo. 20 czerwca w Amfiteatrze w Parku Słowińskiego wystąpi wraz z Orkiestrą Polskiego Radia. Występ w naszym kraju będzie częścią trasy zatytułowanej “Elect the Dead Symphony”, a koncert będzie promował najnowszą płytę Tankiana “Music Without Borders”, która najprawdopodobniej latem będzie już w sprzedaży.
Serj Tankian jest Ormianinem urodzonym w Libanie w 1967r., ale w latach 70 przeprowadził się z rodzicami i bratem do Los Angeles gdzie mieszka do tej pory. Tam w latach 90 założył wraz Daronem Malakian’em zespół Soil, jednak po jakimś czasie nazwa została zmieniona na System of a Down. Następnie do zespołu dołączył poprzedni menadżer zespołu Shavo Odadjian, który gra na gitarze basowej oraz Ontronik Khachaturian, którego z czasem zastąpił John Dolmayan - perkusista. Serj i Daron są wokalistami zespołu oraz grają na gitarze elektrycznej. Wszyscy członkowie zespołu są Ormianami. W 1998r. grupa wydała swój debiutancki album o nazwie „System of a Down”, natomiast ich ostatnia płyta „Hypnotize” wyszła w 2005r.
Po zawieszeniu działalności SOAD’u, Tankian rozpoczął karierę solową. W 2007r. wydał swoją pierwszą płytę Pt. „Elect the Dead”, a w tym roku „Elect the Dead Symphony”, gdzie znalazły się piosenki z wcześniejszego albumu nagrane z towarzyszenie orkiestry symfonicznej.
W tym roku odbędzie się drugi koncert Tankiana w Polsce. Dwa lata temu wystąpił w warszawskiej Stodole. W czasie koncertu wyraził podziw dla Solidarności oraz wygranej walki z sowietami. Dodał również, że to w Polsce odbył się najlepszy koncert w tej trasie.
Magda Machowiak
Kick Ass- superombanka
„Musze wydać publiczne oświadczenie, że zgrywanie superbohatera szkodzi zdrowiu”
Mówią, że „Kick Ass” to komedia. Film wyreżyserował Matthew Vaughn, który wspólnie z Jane Goldman napisał scenariusz. Jedyną mocną stroną tej produkcji jest Nicolas Cage, który gra maniakalnego, „dobrego” bohateraBig Daddy’iego opętanego wizją zemsty. Obok niego występują m. In. Aaron Johnson, jako główny bohater Dave Lizewsky, znany również, jako Kick Ass i Chloe Moretz- Hit Girl, 11-letnia dziewczynka bawiąca się nożami, wytrenowana na zabójcę.
Dave, jest niewyżytym sexualnie nastolatkiem, który spędza czas na czytaniu komiksów. Skłania go to do kupienia obciachowego, zielonego kostiumu, w którym chodzi po mieście, próbując zwalczyć przestępców, mimo że nie ma żadnych super mocy, ani nie potrafi się nawet dobrze bić. Już popierwszej jego interwencji trafia na OIOM, gdzie ledwo uchodzi z życiem. Gdy po jakimś czasie wraca do normalnego życia, z metalowymi płytkami w kościach, wraca do swojego alter ego- Kick Ass’a i tym razem wplątuje się w gorsze tarapaty- przekręty narkotykowe. Na szczęście na swojej drodze spotyka Hit Girl i jej ojca, Big Daddy, którzy chcą zabić w zemście szefa całej narkotykowej działalności. W pierwszej scenie z ich udziałem możemy zobaczyć kochającego i czułego ojca, który spędza czas na świeżym powietrzu z córeczką… testując na niej kamizelkę kuloodporną „Nic ci nie będzie koteczku [strzela do niej] (…) Zabawnie, co? Teraz już wiesz, jakie to uczucie.”
Cały film jest jedynie brutalną sieczką. Najbardziej gorsząca jest scena, gdy dorosły mężczyzna kopie leżącą dziewczynkę… chociaż 5 min później ona go zabija to i tak nie jest to zbyt miłe. Może niektórym się podobają takie filmy, ale komedią tego nazwać nie można. Każdy kogoś zabija, podpala, zdradza. Standard… nic oryginalnego. „Batman” był chociaż ciekawy, bo miał pełno fajnych gadgetów. Zakończenie filmu… może być. Jest jak cebula- płaczesz, bo musisz. Ktoś umiera, ktoś tęskni i płacze. Też nic oryginalnego, ale wszyscy od zawsze płaczemy w takich momentach, to, czemu akurat przy tym nie? Film nie wnosi nic od życia... odmóżdża.
Donata Popławska
Muzyczne wydarzenie w Sopocie
Od 28-30 maja 2010 roku zostaniemy poddani trzem dniom przedniej zabawy. W związku z remontem Opery Leśnej, wydarzenie odbędzie się na sopockim hipodromie. Na scenie zabłysną m.in. Agnieszka Chylińska czy Feel. Miejmy nadzieje, że pogoda dopisze występom artystów.
W dniach 28-30 maja już po raz ósmy odbędzie się Sopot TOPtrendy Festiwal. Ludzie zgromadzeni przed telewizorami oraz widzowie, którzy zasiądą przed sceną w Sopocie na koncercie TOP zobaczą złotą dziesiątkę artystów.
Zwycięzcami są ci, którzy w ostatnim roku sprzedali najwięcej płyt. W pierwszym (tj. 28 maja) dniu Festiwalu obejrzymy wystąpienie Macieja Maleńczuka, który podsumuje 25 lat swojej działalności scenicznej w koncercie "Pan Maleńczuk - tak to ja". Maleńczukowi będą towarzyszyć jego goście oraz przyjaciele m.in. Wojciech Waglewski, Patrycja Markowska oraz Andrzej "Pudel" Bieniasz. Nad koncertem będzie czuwać Agata Młynarska. Pierwszego dnia również w Sopocie zagoszczą gwiazdy, które są dziesiątką najlepszych artystów. Na scenie zobaczymy: Agnieszke Chylińska, Feel, Hey, Kayah, Kasia Kowalska, Maciej Maleńczuk z zespołem, Paulla, Andrzej Piaseczny, Piotr Rubik i Tomasz Stańko. Tą część imprezy poprowadzą dwie pary: Katarzyna Cichopek wraz z Krzysztofem Ibiszem oraz Edyta Herbuś z Darkiem Maciborkiem.Drugiego dnia
,,Agnieszka Chylińska, Feel, Hey, Kayah, Kasia Kowalska, Maciej Maleńczuk z zespołem, Paulla, Andrzej Piaseczny, Piotr Rubik i Tomasz Stańko"
festiwalu Top Trendy zaprezentują się utalentowani, młodzi artyści. Są to ludzie wybierani przez jury ze zgłoszeń wysłanych do konkursu „trendy''. Najlepiej zaprezentowana osoba otrzyma nagrody, zwycięzcę wybiorą widzowie przez głosowanie smsowe. Nadzór nad tą częścią programu będą pełnili Maciej Rock i Maciej Dowbor. Ostatniego dnia festiwalu Top Trendy odbędzie się noc kabaretowa, podczas której zaprezentują się polscy kabareciarze oraz satyrycy. Wystąpią między innymi: Łowcy.B, Andrzej Grabowski, Jerzy Kryszak, Grzegorz Halama, Kabaret Skeczów Męczących, Kabaret Młodych Panów, Kabaret HRABI, Grupa Rafała Kmity, Kabaret Ciach, Kabaret Limo, Kabaret Smile, Kabaret NeoNówka, Kabaret Nowak i Kabaret pod Wyrwigroszem. Noc kabaretową będą prowadzić Piotr Bałtroczyk i Magdalena Mleczak.
Festiwal Sopot Trop Trendy jest już organizowanych po raz ósmy. Miejscem wydarzenia jest Sopot- Opera Leśna. Widzowie szybko pokochali to wydarzenie, które odbywa się już od 2002 roku.
Martyna Gawrońska
Eurowizja – z muzyką przez Europę
Konkurs Piosenki Eurowizji, potocznie znany, jako Eurowizja powstał w 1956 roku. Wzorowany był na Festiwalu w San Remo. Pierwsza Eurowizja odbyła się w 1956 roku w szwajcarskim Lugano. W 1961 roku Festiwal odbył się w sobotę, od tego momentu stało się to już tradycją konkursu. Kolejnym rokiem, który w sposób wyjątkowy został zapamiętany to rok 1969, kiedy to po zwycięstwo sięgnęły aż 4 kraje. Jedna ze zwyciężczyń, która reprezentowała Hiszpanię, wystąpiła w stroju z porcelany i ruszała się na scenie, co wówczas było zabronione. Rok później przed występem artysty zaczęto emitować pocztówki promujące dany kraj i przedstawiające każdego artystę. Od 1971 roku wprowadzono pewne zmiany w regulaminie konkursu, które mówiło tym, że na scenie może wystąpić maksymalnie 6 osób. Od 1990 roku obowiązuje bariera wiekowa. Wykonawca musi mieć ukończone w dniu finału 16 lat. Jeśli jest młodszy nie może wystąpić.
Lata 90-te to rozpad Jugosławii, która już wcześniej brała udział w ESC, a także przystąpienie do konkursu krajów z b. bloku państw socjalistycznych. Polski debiut to rok 1994. Na Konkursie w Dublinie reprezentowała nas wtedy Edyta Górniak, która dzięki piosence „To nie ja” zajęła 2 miejsce. Nikt z reprezentantów naszego kraju do tej pory nie powtórzył tego sukcesu. Kolejną z ważną datą jest rok 1999. Podczas Konkursu wystąpiła, artystka, która wczesnej była mężczyzną i wygrała, przełamując pewne tabu.
Następny rozkwit Eurowizji to Eurowizja w Stambule, gdzie odbył się półfinał i finał, było to spowodowane coraz większa ilością uczestników. Od 2004 roku w finale zagwarantowane miejsce miał zwycięzca, 10 krajów, które rok wcześniej uzyskało najlepszy wynik i tzw. „Wielka czwórka” (Niemcy, Francja, Hiszpania i Wielka Brytania). Popularność konkursu i coraz większa liczba krajów w nim uczestnicząca wymusiła kolejne zmiany. Od 2008 roku Konkurs Piosenki Eurowizji, odbywał się na nowych zasadach. Organizowane były dwa półfinały. W finale automatycznie znajdowało się 10 najlepszych krajów i
„wielka czwórka” oraz 20 krajów z półfinałów, po 10 z każdego. Rok później nastąpiły kolejne zmiany. Miejsce w finale maja zagwarantowane tylko kraje „wielkiej czwórki” i zwycięzca. O 20 miejsc finałowych walczy się w półfinałach, ale to nie jedyne zmiany od 2009 roku, które wprowadzono. Istotna zmianą było głosowanie w finale i półfinale. Finał to głosowanie 50/50, Jury/telewidzowie. A zmiana półfinałowa polegała na tym, że z półfinału przechodzi 9 państw z najlepszym wynikiem i jeden kraj wybrany przez jury. Wprowadzenie jury było spowodowane tym, że polityka zaczęła dominować w konkursie. Nie ważne były piosenki a sąsiedzkie układy.
Zmian w Eurowizji nie widać końca. Obecny rok też je przyniósł. Dotyczą one półfinału, gdzie wprowadzono głosowanie 50/50 i automatycznie zrezygnowano z wyboru jednej piosenki przez jury. Konkurs Piosenki Eurowizji zmienia się, zmienia się także muzyka, która przez wielu uważana jest przez kicz. Krytyka poda także pod adresem zlikwidowania orkiestry w 1999 roku. Przed tegoroczną Eurowizją pojawiały się pogłoski, że orkiestra zostanie przywrócona, jednak wiemy, że tak się nie stało. Porównując zeszłoroczny pełen przepychu konkurs, który odbył się w Moskwie, z tegorocznym widać minimalizm, który powinien współgrać z piosenką. Złym wyjściem było by dalsze pchanie konkursu w totalną komercje. Bo zamiast muzyki, będziemy mieli tylko światełka, półnagie piosenkarki, a muzyka zostanie zepchnięta na drugi plan.
Dawid Pudło