Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Śmierć, ból, łzy...
Katastrofa prezydenckiego samolotu w drodze na obchody 70-tej rocznicy zbrodni katyńskiej. Błąd pilota czy zła pogoda? Klęska czy może fatum? Co doprowadziło do najtragiczniejszego wypadku w historii Polski współczesnej? 96 osób zginęło, w tym Lech Kaczyński i jego małżonka Maria Kaczyńska. Miliony Polaków we łzach. Kraj pogrążony w żałobie.
96 osób- tyle ofiar zginęło w katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Dnia 10 kwietnia 2010r. o godzinie 8.56 straciliśmy głowę państwa i wielu innych wybitnych polityków. W tamtej chwili dla Polaków czas ‘stanął’ w miejscu. Oczekiwanie na jakiekolwiek informacje z miejsca katastrofy podsycały zdenerwowanie i niepewność, co doskonale dało się odczuć. Pojawiała się nadzieja, ale szybko znikała. Z minuty na minutę do Polski napływały coraz gorsze i dramatyczniejsze informacje o wypadku…Pojawiło się pytanie: Czy Lasek Katyński znowu stanie się miejscem, w którym ginie kwiat polskiej polityki? Odpowiedzi każdy się boi. W obecnych okolicznościach należy zadać jeszcze jedno pytanie, a mianowicie: Czy naród Polski jest gotowy na taką stratę?
Okoliczności tragedii
TU-154 lądował w bardzo złych warunkach przy gęstej mgle, nie udało mu się osiąść na ziemi, więc pilot próbował poderwać samolot do góry. W trakcie zawracania maszyna zahaczyła o drzewa i rozbiła się. Po ujawnieniu zapisów czarnej skrzynki okazało się, że maszyna była sprawna. Więc kto zawiódł?
Pasażerowie
Na pokładzie samolotu rządowego znajdowało się mnóstwo osób. Należy pamiętać, że oprócz Pary Prezydenckiej życie swoje oddali: politycy, posłowie, senatorowie, agenci BOR-u, załoga samolotu, przedstawiciele sił zbrojnych oraz najważniejsi- przedstawiciele rodzin Katyńskich. Ci ostatni lecieli tam by oddać hołd swoim bliskim, a zamiast tego dołączyli do ich podróży w pozaziemskiej wędrówce.
Historia kołem się toczy
Katyń - ta nazwa w sercach Polaków tkwi
już od czasów II wojny światowej. Jako obywatele polscy powinniśmy znać losy zbrodni katyńskiej (zwanej również stalinowską), dokonanej na naszych rodakach w 1940r. Zostali oni skazani na śmierć przez rozstrzelanie z rozkazu Stalina. Ofiary pogrzebano w masowych grobach w okolicach Katynia, Miednoje, Charkowa. Szacuje się, że na terenie byłego ZSRR zamordowano nie mniej niż 21 768 obywateli polskich. Tzw. Lista Katyńska zawiera 17 985 nazwisk (www.katedrapolowa.pl).
Życie po życiu
Od dzisiaj słowo ‘Katyń’ nabiera podwójnego znaczenia. Po raz kolejny podkreśla się jego tragizm, gdyż zginęli tam zasłużeni Polacy, jak i zwykli obywatele. Klęska dla kraju jest niewyobrażalna, lecz nie można zapomnieć o rodzinach ofiar. Co czują, gdy widzą wyprasowany mundur w szafie męża, ulubiony kubek żony, czy książkę otwartą na przedostatniej stronie? Jak żyć, kiedy nie ma nadziei, a całe życie obraca się w ruinę?... Pamiętajmy, że jedyną wartością, jaka nam wtedy pozostaje jest wiara…Wiara w to, że nasi bliscy kontynuują swoją służbę w lepszym miejscu, że mogą dokończyć po śmierci to czego nie dokonali za życia.
Patrząc przez pryzmat katastrofy można po raz kolejny stwierdzić, że jedyna rzecz pewna w naszej ziemskiej wędrówce to śmierć. Najczęściej przychodzi w najmniej spodziewanym momencie i zabiera tych, których najbardziej kochamy.
"Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
Zostaną po nich buty i telefon głuchy
Tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
Najważniejsze tak prędkie że nagle się staje(…)"
ks. Jan Twardowski
Marta Kopczyńska
Zdjęcia z
Uroczystości Pogrzebowych
na Placu Piłsudskiego
w Warszawie
autor: Magdalena Roguszczak
Wywiad z Łukaszem Łenskim
MF: Jest sobota, 10 kwietnia, 2 godziny temu miała miejsce katastrofa samolotu pod Smoleńskiem, jak odebrałeś wiadomość o wypadku Prezydenta RP?
ŁŁ: Na początku, kiedy usłyszałem o wypadku samolotu prezydenckiego, myślałem, że jest to tylko zwykły wypadek, że On tak naprawdę jeszcze żyje, że uda się uratować, ale kiedy doszły do mnie informacje, że wszyscy zginęli, to nogi się pode mną ugięły. To było straszne. W tym momencie przestają się liczyć podziały polityczne, to są ludzie, to jest nasz Prezydent, to są przedstawiciele Kościoła, urzędnicy państwowi. Powinniśmy ten czas, teraz przynajmniej, tydzień w żałobie jakoś przeżyć bez żadnych zbędnych, dodatkowych, negatywnych emocji. Nie oskarżać nikogo. Był wypadek, nie szukajmy na siłę winnych, bo to nie będzie dobre. I pamiętajmy też o rodzinach zmarłych osób. Lech Kaczyński zostawił chorą matkę. Ma 84 lata, ciężko choruje i teraz została sama [żyje brat Prezydenta, Jarosław Kaczyński – przyp.red.]. MF: Czy podejrzewasz atak terrorystyczny?
ŁŁ: Jeśli chodzi o spekulacje, podejrzewam, że pojawi się motyw rosyjskich służb specjalnych, motyw kaukaski. Ale doniesienia na razie są takie, że samolot zahaczył o drzewo, upadł na lotnisko i tam spłonął – ludzie płonęli żywcem. Na tym się skupmy i nie szukajmy winnych, bo na razie nie ma sensu. Zostały podjęte pierwsze kroki ze strony władz. Marszałek Sejmu przejął władzę. To chyba pierwsza tragedia tego typu po 1945 roku, a już na pewno po 1989 roku. Ta wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Do tej pory nie mogę zrozumieć tego co się stało, nie dotarło to jeszcze do mnie...
Marta Kopczyńska
Filip Wojciechowski
*Łukasz Łenski (rocznik 1990) jest absolwentem X Liceum Ogólnokształcącego, obecnie studiuje na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK w Toruniu, a także pracuje jako asystent Senatora RP Jana Wyrowińskiego.
Marynara i fryzura – MATURA!
Nieprzespane noce, stosy książek i kserówek na biurku, ciągle rosnące uczucie strachu. Tak, to znak, że zbliża się egzamin dojrzałości!
Ale czy te nieprzespane noce i ciągły strach pozwolą maturzystom dobrze zdać maturę? Na pewno nie! Aby osiągnąć sukces nie należy ciągle przesiadywać nad książkami. Co więc powinno się robić? Na początku trzeba zacząć od własnego ciała. „W zdrowym ciele zdrowy duch”, jak mówi przysłowie. Poprzez dotlenienie organizmu przyswajalność informacji jest o wiele większa. Należy więc wyjść z domu, przejść się po parku i myśleć o wszystkim - z wyjątkiem NAUKI. Maturzysto – odżywiaj się zdrowo, bo to kolejny klucz do sukcesu! Co ciekawe, wskazane jest też jedzenie orzechów, gdyż poprawiają one pamięć i koncentrację. Poszukaj też miejsca, które pomoże Ci w nauce. Stwórz sobie w nim odpowiedni klimat. Słuchaj muzyki, gdy wiesz, że ona Ci pomaga. To musi być miejsce, w którym czujesz się naprawdę dobrze. A przed samym egzaminem... Wyśpij się porządnie!
Największą „zmorą” tegorocznych maturzystów jest matematyka.
– Czy jest jakiś element, który pojawia się prawie co roku? Trudno powiedzieć, co często się zdarza. Powinny być zadania z każdego działu, gdyż matura obejmuje cały materiał z matematyki. W pytaniach zamkniętych zadania są zazwyczaj podstawowe i nie powinny być skomplikowane, tak, by każdy mógł sobie z nimi poradzić – mówi pani prof. Janina Zelek.
Czego jeszcze boją się tegoroczni maturzyści z X LO?
–Ja najbardziej obawiam się pytań na maturze ustnej z języka polskiego, bo polski to dla mnie „kosmos”! Boję się tego przedmiotu – wypowiada się Anita Kęprowska z klasy IIIf. Podobnego zdania jest również Kinga Pietrzak z IIId
– Przeraża mnie historia i polski, gdyż moje umiejętności mogą nie pozwolić mi wpasować się w klucz maturalny, co może doprowadzić do porażki. Magda Przydział z IIIa obawia się innego przedmiotu –fizyki. Najmniej ją umiem, a muszę zdać. Jest dla mnie trudna.
Ile czasu zajmują maturzystom przygotowania do matury? Wyniki zostały przedstawione na wykresie.
Jagoda Szczygielska
Czas na liceum!
Tłumy gimnazjalistów z regionu odwiedziły 10 kwietnia nasze liceum. Nic dziwnego, organizowane były „Drzwi Otwarte” Dziesiątki.
Uczniowie, którzy już od września rozpoczną swój pierwszy rok nauki w szkole średniej, przybyli w sobotni poranek do naszego liceum. Pomimo fatalnej pogody, zainteresowanych było wielu. Gimnazjaliści sprawdzali ofertę szkoły, dowiadywali się odnośnie rozszerzonych przedmiotach na poszczególnych profilach, a także szczegółowo zwiedzali mury dziesiątego liceum w Toruniu, oprowadzani przez jego obecnych uczniów. Trzecioklasiści pytali również o panującą w szkole atmosferę.
- Szkoła bardzo mnie zainteresowała. Są bardzo mili ludzie i jest naprawdę przyjemnie. Mam nadzieję, że się tu dostanę. Będę o to walczyła! – deklaruje Marta, uczennica jednego z toruńskich gimnazjów.
Po ilości odwiedzających wnętrza naszej szkoły można było wywnioskować, że jesteśmy
interesującą placówką z wysokim poziomem nauczania.
- W tym roku frekwencja jest nieco większa, niż w latach poprzednich.
Chętnych do nauki w naszej szkole jest dużo, a nawet trochę więcej - potwierdza nasze spostrzeżenia Dyrektor Zespołu Szkół nr 10, prof. Andrzej Drozdowski.
Gimnazjaliści z ciekawością oglądali pokazy i prezentacje przygotowane przez nauczycieli oraz uczniów z klas pierwszych. Dociekliwość przyszłych licealistów sprawiła, że wyszli z naszej szkoły bogatsi o wiedzę dotyczącą X Liceum Ogólnokształcącego.
- Najczęściej zadawane były pytania o przedmioty kierunkowe, wyposażenie klas, a także o poziom przygotowania do matury – tłumaczy prof. Joanna Stachowiak, nauczyciel geografii.
Zdania o naszej szkole były jednomyślne – wszystkie pozytywne.
- Słyszałam, że wszyscy uczniowie są zgrani i tolerancyjni. To bardzo miłe. Poza tym macie ładne wnętrza – mówi Olga z toruńskiego Gimnazjum nr 24. Wydarzenie, które miało miejsce w naszym liceum, przebiegało częściowo w przykrej atmosferze. Kilkanaście minut po godzinie dziewiątej dotarła do nas smutna informacja o katastrofie samolotu rządowego z Parą Prezydencką i ważnymi osobistościami. Wszyscy uczestnicy „Drzwi Otwartych” byli w szoku. Nikt nie był w stanie komentować tragicznej wiadomości.
Marta Kopczyńska
Jagoda Pomastowska
Filip Wojciechowski
"Chciałbym żeglować" – zwierzenia nauczyciela i kosmicznego pasjonata. Zastanawialiście się kiedykolwiek, czy nauka fizyki w młodości przychodziła mu z taką samą łatwością, z jaką teraz o niej opowiada? Jakie jest jego największe marzenie?
Oto rozmowa z
prof. Bogdanem Sobczukiem.
Król asteroid
AK: Jako jeden z nielicznych jest Pan uważany przez uczniów tej szkoły
za nauczyciela z pasją. Ile lat pracuje Pan w tym zawodzie i jak to się
zaczęło?
BS: W zawodzie pracuję 15 lat, a do szkoły trafiłem zupełnie przez
przypadek. Po prostu musiałem iść do pracy, żeby zacząć na siebie
zarabiać i akurat pierwszą instytucją, która mnie przyjęła, była szkoła.
Rozpoczynałem pracę w Golubiu Dobrzyniu i po pięciu latach zacząłem
uczyć w Toruniu. Myślę, że w tej szkole jest więcej nauczycieli z pasją,
ja jestem po prostu jednym z licznych przypadków ludzi, którzy
poświęcają część swojego czasu na to, żeby realizować swoje pasje i przy
okazji zarażać nimi młodych ludzi.
AK: Czy nauka fizyki w młodości przychodziła Panu łatwo?
BS: Nie. Bywało lepiej, bywało gorzej.
AK: A co Pan lubi w swojej pracy? Czy kontakt z młodzieżą sprawia Panu
przyjemność i daje satysfakcję?
BS: Gdyby nie sprawiała mi satysfakcji, to nie byłbym nauczycielem.
AK: A jednak jest wielu nauczycieli "bez powołania".
BS: Praca z uczniami jest bardzo interesująca, bo to jest praca z takim
materiałem, który zasadniczo nigdy nie jest taki sam. On może być
podobny, faktycznie, jeśli się na niego spojrzy w takiej dużej skali, bo to są zachowania charakterystyczne dla danych grup wiekowych. Ale to nigdy nie będzie wyglądało tak samo. Nawet jeśli pracuje się w jednym
roczniku z różnymi klasami, to w jednej klasie sprawa zawsze wygląda
inaczej, niż w drugiej. Jest to praca z żywym człowiekiem, a nie ma chyba nic bardziej interesującego, niż wymiana poglądów z kimś, kto
jeszcze jest bardzo "świeży" i w miarę niezmanierowany. Niestety teraz
jest już z tym coraz gorzej, te młode pokolenia coraz wcześniej mają
kontakt z mediami, które w jakiś sposób, moim zdaniem, wypaczają ich
sposób postrzegania świata.
AK: Dlaczego zajął się Pan odkrywaniem asteroid?
BS: Bo to jest moja pasja, ja w ogóle chciałem być zawodowym astronomem.
Z różnych względów skończyłem fizykę, a jak się okazało, że można
uprawiać astronomię na poziomie szkolnym, to zacząłem to robić, tak,
żeby zajmować się swoją pasją i jednocześnie tą pasją dzielić się z innymi. Dlaczego akurat asteroidy? Bo kiedyś taki, emerytowany w tej
chwili, jeden z wzorów nauczycieli, z pasją – Juliusz Domański – powiedział, że nieżyjący profesor Astrofizyki, Bogdan Paczyński, rozdaje
kamery internetowe. Szkoła może sobie zbudować własne obserwatorium astronomiczne, kamera internetowa, do tego obiektyw od Zenita, i można
robić zdjęcia nieba. Pan Domański powiedział, że coś takiego może mieć
miejsce, dał mi adres profesora Paczyńskiego… Wtedy szkoła przystąpiłado programu, który nazywa się "Hands On Universe". Potem do wszystkich
jego uczestników (dziesięciu czy piętnastu szkół w Polsce) zostały
rozesłane zaproszenia, że amerykański uniwersytet szuka współpracowników
do poszukiwania asteroid – to było w 2006 r. – no i myśmy na to
odpowiedzieli. W tej chwili jesteśmy najbliższą, pierwszą szkołą,
biorącą udział w tym projekcie. Projekt nazywa się International
Asteroid Search Collaboration. Jest sześć szkół ze Stanów, z Teksasu, i jedna z Polski. Obecnie szkoła ma 11 asteroid na koncie.
AK: Czy pracuje Pan teraz nad jakimś nowym wydarzeniem astronomicznym?
BS: Cały czas bierzemy udział w wymienionym już projekcie, ale
przygotowujemy się też do nowego przedsięwzięcia. Amerykanie pozwolą
uczniom przejść cały cykl odkrywania asteroid, tzn. otrzymamy zdjęcia
nieba do prac badawczych. Jeśli zobaczymy na nich, że coś się rusza i stwierdzimy, że to może być nowy asteroid, to musimy wysłać
zapotrzebowanie do obserwatorium w Kalifornii. Tam zdjęcia zostaną
wykonane automatycznym teleskopem. W dalszej kolejności zdjęcia te ściągniemy do siebie, złożymy je i jeśli raz jeszcze zobaczymy to co na
poprzednim zestawie, to będziemy mieli zamknięty cykl. Później wyślemy
dwa raporty do Harvardu i wtedy sami zobaczymy i sami potwierdzimy to odkrycie, czyli będzie ono w stu procentach nasze. Mamy na myśli nowe
obiekty - małe ciała w układzie słonecznym. Oczywiście zobaczymy, co przyszłość pokaże. Na razie Amerykanie pracują nad tym, aby w ramach
tego projektu była możliwość poszukiwać gwiazd supernowa.Jeśli będzie taka możliwość, spróbujemy wejść we współpracę z teleskopami Faulkesa. Są to potężne maszyny, choć nasze też nie są złe.
Obecnie pracujemy z teleskopami, które mają 60-70 cm. Natomiast
teleskopy Faulkesa mają ponad 2 m zwierciadła. Uważane są za solidne i profesjonalne narzędzia. Są to jak na razie jednak tylko plany na przyszłość.
AK: Jeśli nie fizyką, to czym chciałby sie Pan zajmować?
BS: Chciałbym żeglować. Najlepiej tak, by wcale nie schodzić na ląd.
Musiałbym tylko uzupełnić zapasy słodkiej wody i pożywienia.
AK: I obserwować gwiazdy z pokładu?
BS: Też. A w innym wypadku chciałbym zamieszkać gdzieś w górach.
AK: Czy planuje Pan napisać książkę lub nakręcić film na temat asteroid? BS: Wydaje mi sie, że nie ma powodu, aby angażować się w dokumentowanie
dotychczasowych prób naszych odkryć na niebie. Doskonale wiemy, że dużo
książek o asteroidach zostało juz napisanych. Jeśli chodzi o konkretny
kierunek tematu, czyli o poszukiwanie asteroid, to zetknąłem sie z wieloma wartościowymi pozycjami. Może, w przyszłości, jak już będę
kończył karierę; wtedy zbiorę doświadczenia, nie tylko swoje, ale także
kolegów i może powstanie jakiś podręcznik. Na dzisiejszy dzień jednak
nie planuję nic konkretnego.
AK: Dziękujemy bardzo za wywiad i życzymy kolejnych sukcesów związanych
z odkrywaniem asteroid!
Agata Kwiatkowska
Katarzyna Stopyra
Tanio, smacznie i... blisko X LO
Dycha i styka!
Nasza szkoła jest położona w bezpośrednim sąsiedztwie Starówki. Dzięki temu możemy korzystać z usług wielu lokali gastronomicznych, które znajdują się w tej części Torunia. Wybraliśmy tylko kilka z nich.
Najbliżej Zespołu Szkół nr 10 jest przyczepa kempingowa przerobiona na bar szybkiej obsługi. Lokal specjalizuje się w różnego rodzaju kebabach. W menu znajdują się także frytki, cheeseburgery, czy hamburgery. Potrawy przygotowywane są zaraz po złożeniu zamówienia w budce.
- Jesteś głodny to idziesz zjeść kebaba do budki pod X LO - mówi Szymon Maciejewski, uczeń klasy IB - jest blisko, tanio i smacznie.
Nieco dalej, gdy skierujemy się w stronę Rynku Nowomiejskiego znajdziemy inny bar oferujący podobny asortyment – Mc Kebab. Jednak ten lokal znajduje się dalej od budynku szkoły, a niektóre produkty są droższe niż w budce. Na dodatek na podanie posiłku czeka się nieco dłużej.
Idąc następne kilkadziesiąt metrów w tym samym kierunku mijamy cukiernię Zyska. Ten sklep oferuje wiele rodzajów drożdżówek i innych łakoci. Często możemy natknąć się na sporą kolejkę przed kasą, ale za to otrzymujemy świeży, doceniany przez wielu torunian produkt.
Mając troszeczkę więcej czasu możemy wybrać się na ulicę Szeroką do
Mc Donald'sa. Jaki asortyment oferuje Mc Donald nikomu nie trzeba mówić. Typowy, sieciowy fastfood. Lokal ciągle jest pełen i niestety prawie zawsze trafimy na kolejki przy kasie. Nie czekamy ani chwili na swoją potrawę. Wszystkie oferowane produkty czekają gotowe, a kasjer nakłada tylko nasze zamówienie na tackę.
We wszystkich opisanych przez naszą gazetkę lokalach za kwotę 10 zł można się najeść. Różnią się one od siebie diametralnie. Wybrać najlepszy nie sposób, gdyż jest to kwestia gustu – a jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje.
Łukasz Łukaszewski
Motoserce – krwiodawcy na dwóch kołach
Niemalże równo o godzinie 11 Nowy Rynek na toruńskiej Starówce zapełnił się motocyklistami z całego regionu. Warkot motocyklowych silników przyciągną uwagę pieszych - oprócz standardowego czytania ulotek mieszkańcy mieli okazję porozmawiać z najszybszymi ludźmi na polskich drogach. Impreza ma przyciągnąć uwagę ludzi i przekonać ich do udzielania pomocy i oddania krwi.
- W akcji nie chodzi o promowanie nas – motocyklistów, facetów w skórach - mówi Robert „Sauron" Majewski, organizator imprezy „Motoserce" w Toruniu. - Naszym celem jest namówić ludzi do oddawania krwi. W ogóle, a nie tylko w trakcie trwania akcji.
Niestety, ze względu na niespodziewaną tragedię pod Smoleńskiem oraz z powodu ulewnego deszczu, pierwszy dzień „Motoserca" nie przebiegł zgodnie z planem. Odwołano część rozrywkową imprezy - koncert, spotkanie integracyjne i inne atrakcje.
- Źle byśmy się czuli na imprezie rozrywkowej przy tragedii narodowej - tłumaczy jeden z motocyklistów.
Mieszkańcy miasta niemal jednomyślnie komplementują imprezę:
Pozytywna akcja. Nie pomagam „na ulicy", bo nie wiem, na co idą oddane pieniądze. Tutaj, mam pewność, że krew trafia do potrzebujących - mówi Krzysztof, który decyzję o oddaniu krwi podjął spontanicznie, na ulicy.
Pomocy motocyklistom organizującym „Motoserce" udzieliło miasto. Bez tego wsparcia, akcji by prawdopodobnie nie było, przynajmniej na skalę ogólnokrajową.
- Pomoc władz Torunia była niesamowita, przyjęli
nas z otwartymi rękoma - mówi Sławek, szef jednego z regionalnych klubów motocyklowych. - Niestety w innych miastach było gorzej. Przychodzi facet w skórze do urzędu i stwarza problemy, tylko dlatego, że czegoś chce...
Nie wystarczyło to jednak do wyeliminowania najprostszych problemów, jak chociażby brak miejsc do siedzenia, czy tylko jednej pielęgniarki pobierającej krew. Mieszkańcy jednak widząc istotę całości nie zrażają się:
Za rok też oddamy krew, jeśli tylko będziemy mogli... - mówią krwiodawcy zmotoryzowani i piesi.
Mikołaj Lisewski
Jestem Porządny
"JP jestem porządny, JP jestem prawilny,
JP jesteś piękna,
To morał i puenta’’
- oto słowa jednej z piosenek Firmy JP .
O zespole Firma słyszał chyba każdy. Jest to hiphopowy projekt założony w 2000 roku w Krakowie. Inicjatorami byli m.in. Bosski Roman, Kali i Tadek. Ich naczelnym hasłem jest j***ć policję (JP). Niektórzy ukazują JP jako pewną filozofię określającą uliczne zasady szacunku
i honoru.
Inni jako wulgarną modę, która kojarzy się z agresywnymi, zakapturzonymi młodymi ludźmi, wykrzykującymi co rusz obraźliwe hasła skierowane z reguły w kierunku policji. Żeby dowiedzieć się, która definicja jest poprawna postanowiliśmy porozmawiać z jednym z "wyznawców" JP. Nasz anonimowy rozmówca ma 19 lat i afiszuje się powyższym sloganem między innymi na portalach społecznościowych.
Zapytany o to, co według niego znaczy JP, odpowiada:
- JP oznacza dla mnie ‘’jestem porządny’’. Podobnie myśli wielu moich kolegów. A więc, w czym wyraża się "porządność"? Tak naprawdę wyrażam tym niechęć do policji. Moją nienawiść noszę w sercu. Policjanci nie są porządni. Wyrządzają krzywdę nam,
naszym rodzinom i znajomym. Temu się właśnie sprzeciwiam - wyjaśnia Sebastian.
Chłopak o JP dowiedział się m.in. z piosenek hiphopowych Firmy. Podziela on zdanie wszystkich ‘’wyznawców JP’’.
Uważa, że policjanci często stoją ponad prawem. Podkreśla fakt, że wiele mówi się o funkcjonariuszach, którzy zginęli w potyczkach z kibicami,
a nie o zmarłych kibicach.
- Przede wszystkim darzę ich nienawiścią przez mojego kolegę. Zginął podczas pościgu. Policja nic nie
zrobiła. Bezkarność - dodaje. Podczas przesłuchania traktowali mnie jak śmiecia. Z ust przesłuchującego usłyszałem:"Mów co wiesz k****’’ – wspomina.
JP spotyka się również z oczywistą dezaprobatą i niechęcią nie tyle ze strony władz, co ze strony normalnej młodzieży. Krytykowana jest prostota i głupota tej chwilowej mody. Zarzucić można również brak
fundamentalnych zasad etycznych. Młodzież skrót ‘’JP’’ rozwija w sposób cyniczny. Jestem przeciwny, ponieważ stało się to nudne. JP myślą, że bez policji byłoby lepiej, a to nie jest prawdą. Wystarczy, że coś by im ukradli czy pobili i wtedy przypomnieliby sobie o policji - mówi 17-letni Emil. Rozumiem ich złość, ale uważam ją za przesadną- dodaje.
Emil uważa JP za modę zapoczątkowaną przez zespół Firma.
Tworzą rap, za którym nie przepadam. Zaczęli również produkować koszulki i bluzy z ich logiem JP – wtrąca.
Zapytany skąd pochodzi ta nienawiść do policji tłumaczy ,że konkretnego powodu nie ma. Po prostu wielu młodych ludzi chce należeć do tej ‘’elitarnej’’ grupy, aby przypodobać się kolegom. Uważa także, że moda jeszcze trochę potrwa, aczkolwiek skrót może ulec kolejnej metamorfozie.
(kam)
(mod)
Matura - I co dalej?
Ilu licealistów zadaje sobie pytanie co robić w po maturze, jaki kierunek studiów wybrać. Bez wątpienia większość uczniów nie tylko naszej szkoły nie jest jeszcze zdecydowana jaką drogą pójść w dorosłym życiu. Proszą o rady grono nauczycielskie, rodziców, ale nadal nie uzyskują satysfakcjonującej odpowiedzi. Pomocą w takiej sytuacji ma służyć Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej.
Centrum jest wyspecjalizowaną jednostką Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Toruniu zajmującą się poradnictwem zawodowym.
Osoby pełnoletnie, które podejmują decyzję o wyborze zawodu i dalszego kształcenia mogą skorzystać z poradnictwa indywidualnego, czyli z bezpłatnych, indywidualnych rozmów, które są przeprowadzane z doradcą zawodowym z wykorzystaniem różnych narzędzi, takich jak testy czy ankiety, w celu badania predyspozycji zawodowych, zainteresowań i talentów.-mówi doradca zawodowy.
W Centrum można znaleźć wiele informacji, zarówno w formie multimedialnej, jak i drukowanej. Są to przede wszystkim przewodniki po zawodach, w których znajduje się charakterystyka około 300 profesji: opis zadań, umiejętności, środowiska pracy, wymagań, jakie trzeba spełnić, aby w danym zawodzie móc pracować.
W informatorach tych mieści się również
dokładny opis ścieżki edukacyjnej, czyli informacja, jaką drogę szkolną, edukacyjną należy przejść, aby zdobyć uprawnienia do wykonywania danego zawodu.dodaje doradca.
W Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej dostępne są dla ucznia również informatory, które dotyczą szkół policealnych, pomaturalnych, wyższych i studiów podyplomowych. Znajdują się tam dane odnośnie tych instytucji kształcących.
Chcąc poszerzyć swoje umiejętności można obejrzeć prezentowane w Centrum filmy o zawodach oraz z zakresu psychologii społecznej. Do dyspozycji klientow są również wzory życiorysów i listów motywacyjnych, poradniki z zakresu autoprezentacji czy przeprowadzania rozmowy kwalifikacyjnej.
Aby skorzystać z pomocy należy przyjść do Centrum w godzinach od 8.30 do 15.30.
Na pierwszym piętrze znajduje się doradztwo zawodowe i to jest pierwsza osoba, z którą należałoby się skontaktować i przekazać informacje, w jakim celu dana osoba przyszła. Wówczas ma miejsce indywidualne spotkanie.-informuje doradca zawodowy.
Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej w Toruniu znajduje się przy ulicy Szpitalnej 6, można również skontaktować się telefonicznie dzwoniąc pod numer telefonu
(0-56) 621-01-67.
Renata Tokarska
Maria Duszyn
E-uzależnienie
Jestem nałogowcem. W sklepie nikt nie powstrzyma mnie przed zakupem śmietankowego ptasiego mleczka.
Chyba jednak mam szczęście. Ciała przybywa, ale się nie truję. Przynajmniej wtedy, gdy nikt przy mnie nie pali. Palacze, jesteście gotowi na e-kompromis?
Od papierosów nie da się uciec, praktycznie w każdym miejscu, w którym się pojawiam to szare uzależnienie daje znać o swoim istnieniu. Osoby niepalące szczególnie odczuwają obecność tej niezbyt przyjemnie pachnącej substancji. Za każdym razem, przez cały rok szkolny, po długiej przerwie uczniowie wracają z wypraw w tajemnicze miejsca, roznosząc za sobą ten „piękny zapach”. Jest jakieś wyjście z sytuacji? Otóż jest i można nawet powiedzieć, że istnieje sposób, który pomoże zarówno palaczom jak i ludziom stroniącym od szarego dymku.
Epapierosy. Brzmi kosmicznie i w sumie jest w tym dużo kosmosu. Ten ciekawy wynalazek jest chyba w stanie całkowicie zastąpić nałogowcom ich ukochaną używkę, ponieważ od
prawdziwych papierosów różni się właściwie tylko tym, że nie zawiera żadnych substancji smolistych, dlatego jest o wiele zdrowszy od tradycyjnych fajek. Jeśli chodzi o finanse też wychodzi na plus, oczywiście po jakimś czasie. Gadżet kosztuje około 200-300zł, a kartridże około 20zł (1 kartridż odpowiada 1 paczce papierosów). Parę miesięcy i w portfelu masz kasę na inne rzeczy. Epapierosy to świetny
kompromis. Podczas spotkania palacza z nie-palaczem zabawka ta nie stawia murów a raczej buduje mosty pomiędzy rozmówcami – wilk cały i owca syta. Można też powiedzieć, że to zjawisko staje się pewnego rodzaju modą. Dostępne są różne modele epapierosów, szeroka gama kolorów - od tradycyjnego, przez czarne, czerwone czy różowe – zadowoli każdego użytkownika, do tego dostępne są różne aromaty, może to być kawa, wiśnia lub jabłko, chociaż każdy podobno jest bardzo zbliżony do aromatu prawdziwych papierosów. Brzmi interesująco. Nałogowcy czy może raczej amatorzy nikotyny, jeśli nie jesteście w stanie odstawić papierosów, ale możecie je czymś zastąpić pomyślcie nad umileniem i ułatwieniem życia sobie, a przy okazji innym.
Karolina Chatłas
Slam poetycki
Liczy się performance
Wygląda to jak pewnego rodzaju protest. Ludzie na scenie krzyczą, ci pod sceną nie pozostają dłużni - wołają, klaszczą, gwiżdżą. Ten swoisty manifest to... poetry slam.
Slam to impreza, w czasie której scena zamienia się w prawdziwe pole walki. Bitwę wygrywa ten, który ma więcej charyzmy, a jego poezja połączona z performancem powali publiczność na kolana. Może nawet w dosłownym znaczeniu, ponieważ publika w trakcie slamu ma prawo, a nawet jest zachęcana do tego aby w żywiołowy sposób odbierać słowa artystów i to nie tylko podczas ich występów, ale i w trakcie. Zasady imprezy są proste: performer wygłasza wyłącznie swoje teksty. Każdy poeta otrzymuje trzy minuty czasu na scenie, a jedynym rekwizytem jakiego może używać jest jego własne ciało. Za pomocą gestykulacji i głosu w ciągu tak krótkiego czasu, musi przekonać widzów i słuchaczy do swojej poezji.
Ważne jest oczywiście to jak potrafisz się zaprezentować, w sumie jest się zdanym na samego siebie - żadnej muzyki ani rekwizytów. – mówi uczestnik dwóch edycji toruńskiego slamu oraz uczeń klasy II b, Konstanty Mierzejewski. - Trzeba czymś ująć, zaczarować publiczność.
Bardzo ważną regułą
łączącą wszystkie slamy na świecie jest powierzenie widzom i słuchaczom funkcji członków jury. To publika wyraża swoje opinie głosując na poetów, dlatego istotne jest by czymś jej zaimponować.
Slam to wydarzenie dla wszystkich. Każdy może wziąć w nim udział, wystarczy tworzyć własną poezję. Może się wydawać, że skoro nie ma żadnej selekcji przy wyborze uczestników, w rywalizacji najdalej zajdzie zawsze performer z największym dorobkiem artystycznym, znany lub popularny. Jednak ci którzy przywłaszczają sobie prawa do wygranej tylko ze względu na to, że istnieją na scenie poezji dłużej od reszty „amatorów”, równie dobrze mogą pożegnać się ze zwycięstwem na rzecz domniemanych laików żywiołowo operujących słowem i ciałem. Konstanty jest tego doskonałym przykładem - na pierwszej poetyckiej bitwie przeszedł przez do „półfinału”, konkurując z toruńskim raperem "Małpą".
Przedstawianie swojej twórczości publice łączące się z niepewnością, jak ją przyjmie oraz czy zrozumie przesłanie, to ważne wydarzenie dla każdego poety. Konstanty twierdzi, że nie odczuwa tremy ani stresu, natomiast martwi się o jakość tego, co ma do zaprezentowania.
- Ze względu na małą publiczność, stresu jako takiego nie ma z tego samego względu jest też duża interakcja między występującym poetą a słuchaczami, widać ich twarze, reakcje na to, co mówisz. Jestem zwierzęciem scenicznym, bardziej obawiam się o poziom swojej twórczości, o poziom przygotowanych tekstów.
Podczas slamu artyści ukazują swoje oratorskie oraz aktorskie umiejętności. Nie ma tu miejsca na schematyczne, odtwórcze recytowanie, stoicki wyraz twarzy czy bezbarwne i tym samym bezcelowe posługiwanie się głosem. Na typowych wieczorkach poetyckich autorzy przedstawiają swoje wiersze w cichej, spokojnej atmosferze, podczas gdy z wyrazem skupienia krytycy bądź inni poeci słuchają tekstów nie wyrażając przy tym żadnych emocji. Konwencją slamu jest stworzenie swoistej więzi pomiędzy performerem a słuchaczami, głęboko zaangażowanymi w to, co aktualnie dzieje się na scenie.
- Bardzo cieszę się że taka rzecz w ogóle się odbywa, buduje to we mnie jakąś taką wiarę w to, że ktoś jeszcze wierzy w sztukę słowa, w moc słowa, w jego plastyczność - twierdzi Konstanty - szczególnie gdy przy pomocy tych słów artysta ma coś naprawdę sensownego do przekazania - nawet, jeśli ktoś występuje tam z pewnego rodzaju humoreskami.
Bitwy poetyckie nie mają określonej formy. Na jednym slamie można zobaczyć ludzi deklamujących wiersze miłosne, po których na scenę wkracza osoba bawiąca się groteskami lub wygłaszająca cięte satyry. Slammerzy nie mają narzuconego schematu, wg którego muszą przygotować się do występu. Teksty pisane są na dowolny temat, poeta tworzy w stylu do jakiego jest mu najbliżej, w którym czuje się najlepiej, ale też eksperymentuje, jeśli tylko ma taką ochotę. Taka struktura imprezy może sprawiać wrażenie chaotycznej, jednak działa to tylko na jej korzyść. Właściwie nie wiadomo, co za chwilę się wydarzy.
Poetry slam obala dotychczasową wizję spotkań poetyckich. Zamiast stłumionych głosów hermetycznie zamkniętych w czarnych golfach i smutnych twarzach, widać charyzmatycznych ludzi w kolorowych strojach, głośno krzyczących o swoich przekonaniach. Właśnie to sprawia, że ta forma performance'u cieszy się coraz większą popularnością.
Karolina Chatłas
Korek? Przekleństwo!
„Jeżdżę autobusem,
nie korkuję ulic”.
Piąte przez dziesiąte
Takie hasło widnieje na tylnych szybach kilkudziesięciu pojazdów naszego miejskiego przewoźnika. Tak, jeżdżę autobusem. Dziennie „wykonuję” kilka kursów. I szlag mnie trafia, gdy dojechać nie mogę. A to autobus się spóźni, a to w ogóle nie przyjedzie. Przez takie działanie MZK Toruń, wielokrotnie już spóźniłem się do szkoły. Z trudem, ale tolerowałem to aż do pewnego momentu. Ostatnio kropla przelała czarę goryczy. Mieszkam w prawobrzeżnej części Torunia, jednak musiałem udać się za Wisłę, w okolice Dworca Głównego. Przez Most im. Piłsudskiego. Sytuację znałem z gazet i radia, ale nie miałem okazji, jak dotąd, poczuć jej na własnej skórze. Jak wiadomo, toruński most to temat – „rzeka”. Zanim dojechałem do Wisły, przede mną ciągnęła się rzeka. Samochodów, oczywiście. Pomyślałem – pięć, dziesięć minut i jakoś pójdzie. Myliłem się. Razem z pełnym autobusem ludzi (jak widać, wzięli sobie do serca hasło z szyby autobusu), stałem, bo nazwać jazdą się tego nie da na Alei Jana Pawła II. Stojący niedaleko mnie mężczyzna w sile wieku przeklinał pod nosem całą sytuację. Śpieszył się na pociąg. Minęło kilkadziesiąt przekleństw, niemiłych słów i nieco więcej kropel potu. W końcu dobiliśmy do portu „Plac Rapackiego”. Drzwi się otworzyły i niemalże zostałem stratowany przez tłum ludzi. Z nawet wygodnej pozycji stojącej, musiałem przestawić się na inną. Mianowicie: jedna noga na podłodze (ktoś zresztą na nią
co chwilę stawał), druga gdzieś pod sufitem, lewa ręka z trudem sięga poręczy, prawa, trzymająca plecak, znikła gdzieś pośród ludzi. Wszyscy ściśnięci jak sardynki w puszce. Zacząłem się zastanawiać, czy nie warto utworzyć połączenia promowego pomiędzy brzegami Wisły. Byłoby na pewno luźniej w autobusach. I zdecydowanie szybciej.
Autobus zaczął toczyć się ku swojej destynacji. Tym razem poszło nieco lepiej i po kilku minutach dotarł do celu. Wyszedłem z pojazdu wyczerpany, jakbym przebiegł maraton. Podróż spod Cinema City do Dworca Głównego (niespełna 3 kilometry) zajęła, bagatela, dokładnie godzinę. Niedaleko mnie szedł mężczyzna, który wcześniej przeklinał. Nie biegł. Nie miał na co się już śpieszyć.
Fatalnie pomyślana organizacja ruchu drogowego i brak drugiego mostu drogowego sprawiają, że mają miejsce tego typu rzeczy.
A drugiego mostu, jak na razie, na horyzoncie brak. Obietnice urzędników i zapewnienia, że wszystko idzie w dobrym kierunku, na pewno nie przyśpieszą powstania nowej przeprawy drogowej na wysokości ulicy Wschodniej. Plany już są, makieta jest, pieniądze - nie do końca, a czasu coraz mniej... Do tego czasu musimy radzić sobie z obecnym mostem lub z mostem autostradowym, który jest niejako udogodnieniem dla kierowców zmierzających w kierunku Łodzi. Co jednak z mieszkańcami Torunia?
Jeśli macie jakiekolwiek pomysły na poprawę obecnej sytuacji – prosimy o kontakt na adres mejlowy redakcji: piateprzezdziesiate@gazeta.pl
Filip Wojciechowski
Internat po godzinach
Wszyscy mają ciekawe osobowości, własne zdania na każdy temat, interesują się tym, co dzieje się dookoła. Rodzą się tutaj nieprzeciętne znajomości i wielkie przyjaźnie, a nawet szczególniejsze uczucia. Panuje tu niesamowita atmosfera. Uczniowie mieszkujący w internacie uczą się samodzielności i odpowiedzialności, co bardzo przydaje się w ich życiu.
Pewnego dnia wybrałam się do Internatu, aby dowiedzieć się o nim czegoś więcej. W celu zebrania kilku ważnych, a zarazem ciekawych informacji o tym miejscu przeprowadziłam rozmowę z jednym z wychowawców internatu nr 2 – Panią Katarzyną Makuch.
D.Sz: Ile osób mieszka w internacie?
K.M: Na terenie szkoły znajdują się dwa budynki, tworzące jeden internat. Mieszka tutaj ponad 140 uczniów - licealistów i gimnazjalistów. W internacie znajdują się pokoje dwu i trzyosobowe. Zawsze jest komplet mieszkańców.
D.Sz: Jak wygląda weekend w internacie?
K.M: Weekend nie wygląda w internacie. W piątek o godzinie 16 kończymy pobyt tutaj, a w niedzielę o 16 zaczynamy. Wieczorem wszyscy się zjeżdżają.
D.Sz: Czy w internacie panuje sympatyczna atmosfera ? K.M: o to trzeba zapytać młodzież! Ale …myślę, że tak! Czasami na początku niektórzy mają problem aby się zaklimatyzować, aby wyjść naprzeciw innym, ale to się szybko zmienia. Są pokoje 3 osobowe wiec w tej
grupie trzeba jakoś funkcjonować, chcąc nie chcąc. Ale tutaj są bardzo życzliwe, otwarte osoby. Nawet jeżeli komuś jest ciężko się przełamać, zagadać, to starsi mieszkańcy wyciągają pierwsi rękę. Każdy ma tutaj charakter, jakąś osobowość, kolosalnie się czasem różnią. Bywa też tak, że ścierają ze sobą dwie osobowości, kompletnie różne w jednym pokoju.
D.Sz: Jak wygląda sprawa nauki? Wiem, że istnieje coś takiego jak nauka własna
K.M: Tak. Jest coś takiego. Jak nauka własna. Na początku każdy ma naukę własną. Trwa ona w godzinach od 17 do 18:30. Natomiast po 1 semestrze jeżeli uzyska się średnią powyżej 4, 3 jest się z niej zwolnionym, czyli można dowolnie tym czasem dysponować i uczyć się w takich godzinach kiedy komuś to odpowiada.
D.Sz:W jakich godzinach trwa cisza nocna ?
K.M: Od godziny 22 do godziny 6 30 jest cisza nocna. Wtedy mamy zapalone światło nocne, gasimy górne lampy w pokojach. Młodzież uczy się przy lampkach. No wiadomo, trzeba zachować ciszę i nie przeszkadzać innym. Nie ma wtedy odwiedzin między pokojami.
D.Sz: Nasza szkoła jest wyjątkowa i pełna tajemnic, czy podobnie jest z budynkiem internatu ? K.M: Trzeba przyjść koniecznie i sprawdzić. Zachęcam. Nie będę zdradzała tajemnic!
D.Sz: Co pani zdaniem jest najfajniejszego w internacie?
K.M: Młodzież!
D.Sz: Gdyby miała pani opowiedzieć o najfajniejszych momentach, podczas pracy w tym miejscu, co by to było?
K.M: Ojej. Na pewno kiedy wychowankowie, którzy już skończyli szkołę, wyszli z internatu wracającą. Wracają po roku, po dwóch latach. Opowiadają, jak tam im się powodzi, to jest bardzo przyjemne, bo to jest taki sygnał, że pamiętają o nas, że chcą przyjść, porozmawiać.
D.Sz: Wielu jest takich absolwentów?
K.M: Tak. Wielu, wielu.
D.Sz: Czy zdarzało się, że w tym miejscu poznawały się osoby, będące później parą?
K.M: Zdaje się, że jakieś pary są. Natomiast jak to wygląda dalej to nie zawsze mamy jakąś informację. Nie zawsze mamy ze wszystkimi z nich kontakt. Pamiętam jedną parę , która poznała się podczas pobyt tutaj w internacie i w szkole była razem . No i myślę, że dalej są razem.
D.Sz: Jak organizowany jest czas wolny po południu. Czy organizowane są jakieś atrakcje dla mieszkańców internatu?
K.M: Oczywiście. Na przykład Pani Ewa zorganizowała ‘kino na ścianie’. Są to takie wieczorne spotkania, zawsze są wywieszone informacje z propozycjami różnych filmów. Młodzież, potem głosuje. Z reguły jest to spora grupa . Mamy już też stałych kinomanów. Wybierają film który chcą obejrzeć i . .. tak to wygląda. Czasem jest tak, że grupki, osób, które razem się trzymają, sami sobie organizują czas. Chłopcy przywieźli sobie ostatnio konsolę do gier, razem ten czas spędzają grają. Oglądają mecze, wychodzą na boisko gdzie grają w piłkę, pomijając też
wspólne wyjścia do miasta.
D.Sz: Jak zachęciłaby pani przyszłych kandydatów do naszej szkoły, tych którzy chcieliby tutaj zamieszać do podjęcia właśnie takiego wyboru?
K.M: Przede wszystkim tym, ze mammy tutaj naprawdę wspaniałą atmosferę. Bardzo fajną i twórczą młodzież. Myślę, że są to największe atuty. Mamy też tutaj swoje zasady , których się trzymamy, wiec to jest takie miejsce przyjazne, bezpieczne też przede wszystkim !
Jak się dostać do internatu? Jeśli zdecydowałaś lub zdecydowałeś, by uczyć się w Toruniu, internat otwiera przed Tobą swoje drzwi.
Wszystkim zainteresowanym zamieszkaniem w naszej placówce mogą dowiedzieć się więcej na stronie naszej szkoły: www.xlo.torun.pl. Kolejna część artykułu w kolejnym wydaniu "Piąte przez dziesiąte".
Dorota Szydłowska
Kulturalia – co gdzie, kiedy?
OFF FESTIVAL
5-8.08.2010 (Katowice)
Jest to piąta edycja festiwalu, który do tego roku odbywał się w Mysłowicach. Niestety, brak porozumienia z władzami tego miasta spowodowały, że festiwal został przeniesiony do Katowic. Głównym organizatorem festiwalu jest Artur Rojek – wokalista i gitarzysta popularnego zespołu rockowego Myslovitz. Jak co roku zadziwia on nas bardzo ciekawymi pozycjami światowej alternatywy.
W tym roku wystąpią między innymi takie zespoły jak: The Flaming Lips, The Horrors, Lali Puna, Mew, Atlas Sound, The Tallest Man on Earth.
Ceny biletów: karnet na trzy dni – 120 PLN
bilety jednodniowe – 69 PLN
AUDIORIVER
6-8.08.2010 (Płock)
Impreza ta ma na celu przedstawienie wykonawców muzyki elektronicznej z całego świata. Międzynarodowy portal Rewident Advisor umieścił festiwal Audioriver w zestawieniu 10 najlepszych festiwali na świecie. Tegoroczna odsłona jak co roku odbędzie się na plaży w Płocku.
Tegorocznymi artystami są między innymi: Hybrid, Hadouken!, Ellen Allien, Way Out West, Laurent Garnier, Sub Focus, Plastikman, Noisia, Krazy Baldhead.
Ceny biletów: karnety dwudniowe – 100 PLN,
bilety jednodniowe – 70 PLN
SMOOTH JAZZ FESTIVAL
22.05.2010 (Bydgoszcz)
Smooth Jazz Festival pod patronatem radia Złote Przeboje organizowany jest od dwóch lat. Głównym organizatorem jest agencja SNAP i miasto Bydgoszcz. Festiwal ma za zadanie promowanie muzyki jazzowej w naszym kraju. W tym roku w Wyspie Młyńskiej można zobaczyć : Cesária Évora, Vaya Con Dios, Maria Peszek, Ive Mendes oraz Marię Peszek
Ceny biletów: 50 – 150 PLN
W kolejnym numerze: Jarocin Festiwal, Coke Live Music Festival, Festiwal Turon Nowa Muzyka.
Z przykrością informuję, że CoCArt festival został odwołany z powodu żałoby narodowej.
Monika Ziemba
Piąte przez dziesiąte Stopka redakcyjna
Redaktorzy naczelni:
Filip Wojciechowski
Mikołaj Lisewski
Dziennikarze:
Karolina Chatłas
Monika Daranowska
Anna Dragan
Maria Duszyn
Małgorzata Grabska
Katarzyna Gurzyńska
Marta Kopczyńska
Agata Kwiatkowska
Katarzyna Mieszczańska
Ewelina Obrębska
Jagoda Pomastowska
Agnieszka Rakoczy
Kamila Ratajczak
Magdalena Roguszczak
Karolina Rudzka
Katarzyna Stopyra
Wiktoria Stoszek
Jagoda Szczygielska
Dorota Szydłowska
Renata Tokarska
Andżelika Topolewska
Monika Ziemba
Łukasz Łukaszewski
Radosław Pindral
Korekta:
prof. Oliwia Godlewska
prof. Jolanta Serocka
Skład i łamanie:
Filip Wojciechowski
Kontakt z czytelnikami:
Marta Kopczyńska
Projekt okładki:
Anna Dragan (foto)
Filip Wojciechowski (logo)
Redakcja gazetki
działa na terenie
Zespołu Szkół nr 10
w Toruniu przy
Placu św. Katarzyny 9 Redakcja gazetki szkolnej
"Piąte przez dziesiąte" Masz pomysł na artykuł i chcesz, abyśmy się tym zajęli?
Posiadasz własne sugestie, spostrzeżenia?
Skontaktuj się z nami przez adres mejlowy:
piateprzezdziesiate@gmail.com
Dalsze rozpowszechnianie treści zamieszczonych w niniejszym wydaniu, bez zgody autora, zabronione.