Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Nowe atrakcje w szkole!
Zapraszamy do zabawy.
str. 9 "Siła jest w nas",
czyli w kim?
str. 10
Odpowiedzialność i konsekwencje A co nam do wyborów? Za dużo zakazów w szkole! Manga i anime Rozmowa z najzdolniejszą Supraśl Pasja do sportu
Zszywka Co warto przeczytać?
Czy wizyta w Policyjnej Izbie Dziecka może nas czegoś nauczyć? str. 4 Jakie mamy oczekiwania
w stosunku do władz!
str. 9 Jakie zasady, reguły wprowadzilibyśmy gdyby było można? str 5 Bleach, czyli historia pewnej Truskawki.
str. 14-15 Świetne wyniki w nauce to ciężka praca czy zdolności?
s. 7-8 Z cyklu "Młodziez tworzy" drugi rozdział opowiadania
str. 18-20 Uczeń klasy Ie
kolega, przyjaciel zwierząt,
maszer. Co o nim wiemy?
str. 11-13
NAPISZ DO NAS! :)
ADRES NACZELNEJ:
dominika-241@wp.pl
ADRES REDAKCJI:
gazetazszywka@wp.pl
Słówko od naczelnej
Mam nadzieję, że nie trzeba Was namawiać do lektury naszej gazety.
Przeczytajcie co zamieściliśmy
w tym numerze
Zszywka
Listopad, miesiąc kojarzący się głównie z Świętem Wszystkich Zmarłych, które obchodzą zarówno katolicy, jak i prawosławni.
Nie zapominajmy również o jesiennej nudzie, deszczowej pogodzie, zachmurzonym niebie i złym samopoczuciu. Najważniejsze jest oczekiwanie na ŚwiętaBożego Narodzenia.
Ten numer "Zszywki" skupiać się będzie głównie na sporcie i pasjach. Nie zabraknie również poważnych tematów, chociażby dotyczącego Policyjnej Izby Dziecka.
Dużą część gazetki zajmuje twórczość uczniów naszego gimnazjum, którzy wyraźnie pokazują, że jesienna nuda i niewygoda pozytywnie wpływa na wenę.
Ad rem, czyli do rzeczy - mam nadzieję, że spodoba się Wam bieżący numer. Życzę udanej i przyjemnej lektury :)
Dominika
Odpowiedzialność i konsekwencje
Czym jest odpowiedzialność? Wiele osób zna odpowiedź na to pytanie, ale są też tacy, którzy nie mają o tym pojęcia.
Zszywka
Za co możemy być odpowiedzialni? Za swoje czyny, słowa, a nawet myśli. Dla części z nas to uczucie jest obce. Nasi rówieśnicy często popełniają błędy. Niektórzy z nich dopuszczają się nawet wykroczeń i przestępstw. Nie są świadomi konsekwencji swoich działań.
Czym jest Policyjna Izba Dziecka?
Jest to miejsce, do którego trafia młodzież, która popełniła przestępstwo
lub wykroczenie. A za co możemy tam trafić?
Jest wiele możliwości: za bójki, pobicia, kradzież, niszczenie mienia, picie alkoholu, za palenie papierosów, posiadanie narkotyków i wiele, wiele innych. Mówiąc jednym słowem , do Izby Dziecka trafia zdemoralizowana w jakikolwiek sposób grupa ludzi poniżej 18 roku życia. Skutki pobytu w tym miejscu mogą być straszne. W dalszym postępowaniu można trafić do zakładu poprawczego lub mieć na karku kuratora. Na pewno nie jest to przyjemna sprawa.
Kiedy już niestety trafimy do Policyjnej Izby Dziecka, wszędzie chodzi za nami policjant, wszystko musimy robić w ustalonym czasie, siedzimy w jednym miejscu, po budynku przemieszczamy się zapięci w coś na kształt kajdanek. Musimy niestety oddać wszystkie nasze rzeczy do przechowalni i chodzić w policyjnej piżamie. Cały czas ktoś nas nadzoruje.
Jak widać, nasza prywatność jest w dużym stopniu ograniczona.
Konsekwencje naszych czynów są różne. Mogą być błahe, ale i bardzo poważne. Niech każdy zada sobie pytania: Czy jestem odpowiedzialny/odpowiedzialna z swoje czyny? Czy przewiduję ich konsekwencje? Czy opłaca się być lekkomyślnym?
Patrycja Kryńska
Za dużo zakazów w szkole!
Na początku roku szkolnego dowiedziałem się jakie mam prawa i obowiązki.
A ja wprowadziłbym inne zasady...
Zszywka
Jako uczeń:
pozwoliłbym rozmawiać szeptem na lekcjach;
dopuściłbym używanie własnoręcznie zrobionych ściąg przez 5 minut na każdym sprawdzianie, gdyż robiąc ściągi uczymy się;
zezwoliłbym na nienotowanie materiałów z lekcji do zeszytów, byleby uczniowie to umieli;
chciałbym, by nauczyciele nie sprawdzali zeszytów oraz nie zwracali uwagi na charakter pisma;
pragnąłbym, by nauczyciele nie zadawali prac domowych;
wolałbym, by wszystkie kartkówki były zapowiadane. Jako nauczyciel:
pozwalałbym rozmawiać szeptem na lekcjach, jednak uczniowie musieliby na nich uważać;
kartkówki i sprawdziany robiłbym jak najrzadziej, gdyż to kolejne zadania do domu dla mnie;
nie pozawalałbym jeść ani pić, sam także bym tego nie robił;
nie zwracałbym uwagi na charakter pisma, gdyż wiem, że niektórzy piszą ładnie, a niektórzy brzydko.
To w skrócie wszystkie zasady, które ułatwiłyby życie i uczniom, i nauczycielom.
Michał Ostrowski
Rozmowa z najzdolniejszą
Maria Banel, ucz. klasy III D naszego Gimnazjum, niewiele się ucząc zdobywa laury, wśród nich stypendium dla najzdolniejszej.
Porozmawiajmy o jej sposobie na naukę i zainteresowaniach...
Zszywka
Jakie stypendium otrzymałaś?
Otrzymałam stypendium w ramach projektu "Wsparcie stypendialne dla uzdolnionych uczniów 2010", finansowane ze środków Funduszu Społecznego Unii Europejskiej.
Jak się czułaś w gronie wyróżnionych i najzdolniejszych?
Było to bardzo miłe uczucie, kiedy marszałek zwracał się do nas, jako do przyszłości naszego województwa i kraju, jednak pomimo to wcale nie czułam się wybitna. Wiem, że jest dużo o wiele zdolniejszych osób ode mnie, nawet na Podlasiu.
Kiedy po raz pierwszy uświadomiłaś sobie, że nauka przychodzi Ci łatwo? W jaki sposób się tego dowiedziałaś?
Myślę, że było to już w podstawówce, kiedy wszyscy dużo się uczyli, a niewiele z tego wychodziło. Ja nie uczyłam się wcale, a miałam piątki i szóstki, mimo że wtedy jeszcze nie tak bardzo zależało mi na ocenach.
Jaki jest twój sposób na naukę?
Ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie, gdyż nie mam żadnego specjalnego sposobu. Po prostu przed sprawdzianem czy kartkówką czytam kilka razy to co mam napisane w zeszycie, czasami przeglądam podręcznik.
Zszywka
Czy dużo czasu poświęcasz na naukę?
Pewnie wszyscy tak myślą, że jak się ma takie oceny, to trzeba ślęczeć nad książkami dniami i nocami, ale to nie prawda. Ja uczę się tylko przed sprawdzianami i kartkówkami, i to nie wszystkimi. Poświęcam na to maksymalnie godzinę.
Czy masz inne zainteresowania poza nauką?
Oczywiście, że mam. Bardzo lubię sport, szczególnie siatkówkę, koszykówkę, piłkę ręczną i jazdę na rowerze. Oprócz tego czytam książki, głównie kryminały. Moją ulubioną pisarką jest Agatha Christie.
Czy myślałaś już o tym, na co przeznaczysz stypendium?
Jeszcze nie jestem pewna, ale pewnie będzie to jakiś obóz naukowy.
Jakie są Twoje marzenia, jakie masz plany na przyszłość?
(Marzeniem każdego rodzica jest mieć zdolne dziecko, marzeniem nauczyciela jest mieć zdolnych uczniów, a jakie jest marzenie najzdolniejszej uczennicy?)
Chciałabym się dostać do dobrego liceum, a później zdobyć wykształcenie i pracę, do której będę chodziła nie z przymusu, ale z przyjemności.
Dziękujemy za rozmowę i życzymy wielkich osiągnieć!
A co nam do wyborów? Piłkarzyki
Zszywka
Dnia 21.11.2010 roku odbyły się wybory samorządowe. Wybieraliśmy burmistrza naszego miasta. Po raz kolejny został nim Pan Antoni Pełkowski. Został wybrany, ponieważ bardzo wiele osób na niego głosowało, myślę, że wielu osobom podobał się jego program. Jako młoda obywatelka oczekuję od burmistrza między innymi kanalizacji dla pobliskich wsi, gdyż sądzę, że jest to problem w wielu miejscowościach. Mam nadzieję także, że doświadczenie i zgromadzona wiedza pozwoli mu znaleźć optymalne rozwiązanie wielu problemów nie tylko naszej gminy, ale także ludzi zamieszkałych w niej. Wymagam także od burmistrza uwagi, rozwagi i rozsądku, powinien dostrzegać biedę i beznadziejną sytuację niektórych rodzin. Starsi, chorzy powinni otrzymywać dosyć wysokie zasiłki, gdyż osoby starsze są zazwyczaj schorowane i pieniądze wydają na leki, które są drogie. Roboty interwencyjne powinny być przede wszystkim zarezerwowane dla dłużników, ponieważ bezrobocie coraz częściej wynika z lenistwa. Oczywiście, mam nadzieję, że zostanie zrealizowany przedstawiony wcześniej program. Pan Antoni Pełkowski jest burmistrzem naszego miasta już 18 lat. Myślę, że nadal będzie dobrze sprawował władzę w naszej gminie.
Sandra Naumowicz W naszej szkole pojawiły się stały do gry w piłkarzyki. Większość uczniów uważa, że to świetny pomysł. Jednak stołów jest stanowczo za mało. Wiele osób chce grać jednocześnie, przez co tworzą się kolejki, a nawet dochodzi do bójek. Zakup większej ilości może by rozwiązał ten problem, lecz pojawi się nowy. Nauczyciele już teraz denerwują się, że hałas na korytarzach przeszkadza w prowadzeniu lekcji. Trzeba by znaleźć miejsce, w którym stałyby te stoły. Dodatkowo większość uczniów uważa, że to typowo męska gra.
Aby zadowolić uczniów i nauczycieli, trzeba by zakupić większą ilość stołów, jednocześnie ustawiając je z dala od sal lekcyjnych. Byłoby też dobrze, gdyby samorząd szklony ustalił reguły korzystania.
Piotr Ozorowski Jak dopaść do stołu?
Zasady korzystania
z nowej atrakcji.
Moja pasja
Pasja do sportu
Rozmowa z Łukaszem Czerniawskim
Kto to jest maszer?
Czy wiecie, że mamy wśród nas maszera?
Kto to taki?
Zszywka
Od ilu lat uprawiasz ten sport,
Sport psich zaprzęgów uprawiam od około półtora roku. Ten sport w Polsce jest mało znany. W naszym kraju jeszcze kilka lat temu maszerzy byli postrzegani jak dziwacy, dziś jest już lepiej. Psie zaprzęgi w Polsce są sportem oficjalnym. Maszerzy mają takie same prawa i obowiązki jak inni sportowcy.
Ten rodzaj sportu, który sobie wybrałeś zmusza Cię do współpracy ze zwierzętami. Czy łatwo się z nimi współpracuje?
Ze zwierzętami mam kontakt od dziecka, związana jest z tym praca mojego taty. Ojciec jest weterynarzem. Z psami trzeba wejść w symbiozę. Psy zaprzęgowe znają komendy. Porozumiewam się z nimi za pomocą kodu. Komenda „Gee” oznacza, że zwierzęta mają skręcić w prawo, natomiast „Haw” - w lewo. Okrzyk „Haik” sygnalizuje psom, by biegły prosto. Te komendy w zaprzęgu perfekcyjnie powinien znać Lider, który prowadzi zaprzęg i znakomicie rozumie się z właścicielem. Współpraca z psami zaprzęgowymi nie jest łatwa, ale ciężka, lecz cierpliwość popłaca.
Jaką rasę psów trenujesz, ile ich masz?
Gdy pomyślimy o psich zaprzęgach od razu w głowie wyobrażamy sobie psy ras północy np.: Syberian Husky lub Alaskan Malamute. Przed wojną zaczęto krzyżować te psy z rasami myśliwskimi, czyli chartami, wyżłami, seterami. Wyfodowano w ten sposób psy szybkie, które teraz ścigają się w zawodach. Psy Północy są bardziej wytrzymałe, ale ich szybkość jest taka, jak skutera przy motocyklu wyścigowym. Rasy tych psów to między innymi Greystery i Alaskan Husky. Wbrew nazwie, nie jest to krzyżówka alaskan malamute z syberian husky. Te zwierzęta są przede wszystkim bardzo wytrzymałe i szybkie. W sumie mam trzy psy, w tym jednego zaprzęgowego rasy Alaskan Husky, jest znakomitym wyścigowcem i nazywa się Lundi.. Psy wyścigowe kochają biegać. Stare Maszewskie przysłowie brzmi „zmęczony husky , to szczęśliwy husky".
Zszywka Uczeń klasy Ie
Łukasz Czerniawski .Jadąc na pierwszy trening, nie wiedziałem, jak to wszystko będzie wyglądać. Potem już nie było odwrotu byłem pewien, że ten sport jest dla mnie. Teraz mam już jednego psa zaprzęgowego, myślę, że to nie koniec i, że będę rozwijał się w tym sporcie.
Co byś powiedział tym, którzy nie wiedzą, co robić w wolnym czasie?
Ludziom, którzy nie wiedzą, co robić w wolnym czasie , a mają psa obojętnie jakiego, proponuję kupić mu szelki i zaopatrzyć siebie w linkę i pas.
Twój największy dotychczasowy sukces?
Niedawno startowałem w zawodach w Zkroczymiu. Jechałem tam, by wystartować w konkurencji bikejorging, jest to jazda na rowerze z liną podłączoną to szelek psa. Wystąpiły pewne komplikacje i wystartowałem w konkurencji canicross jest to bieg z psem. Miałem najlepszy czas w tej konkurencji. Stanąłem na podium i dostałem nagrodę. Ciężka praca opłaciła się. Były to moje pierwsze zawody i pierwszy sukces, lecz na pewno nie ostatni.
Co ci daje ten rodzaj aktywności?
Nie wyobrażam teraz sobie mojego życia bez treningów z psami. Dzień bez treningu jest dniem zmarnowanym. Sport ten uczy mnie cierpliwości i niepoddawania się w trudnych sytuacjach. Jest to moja pasja. Dzięki niemu mam chęci do wszystkiego, zarówno do nauki, jak i ciężkiej pracy, by osiągnąć cel.
Ile godzin tygodniowo/dziennie trenujesz?
Trenuje z psami co drugi dzień. Moja suczka dzięki temu ma znakomitą kondycje. Jeżdżę z jednym psem na rowerze, ale trenuje też z innym maszerem z Podlasia, który ma stado psów zaprzęgowych. Codziennie poświęcam swój czas psom, nie tylko wtedy, gdy jadę w teren. Każdy trening zajmuje około 3 i pół godziny. By psy mogły dobrze biec, musi być odpowiednia temperatura, nie przekraczająca 10 stopni. Trenuje zarówno po szkole około godziny 18 jak i rano przed szkołą około
godziny 5. Kto cię zaraził pasją do tego sportu?
Mając 9 lat obejrzałem film Pt „Śnieżne Psy”. Ukazane w nim były psy ras północnych. Od tamtej pory zacząłem się nimi interesować. Czytać o psich zaprzęgach i ich historii. Kiedy skończyłem 12 lat i dużo wiedziałem o psich zaprzęgach zacząłem razem z tatą poszukiwać na Podlasiu ludz, którzy zajmują się tym sportem. Okazało się, że niedaleko Wasilkowa mieszka maszer, który ma stado psów wyścigowych
Zszywka
Bieganie z psem jest aktywną formą spędzania wolnego czasu ze sowim pupilem. Jest to najprostsza dyscyplina sporu zaprzęgowego.
Kto jest Twoim wzorem/mistrzem do naśladowania?
Moim wzorem do naśladowania jest Lance Mackey. Amerykański maszer. Trzykrotny zwycięzca najtrudniejszego na świecie wyścigu psich zaprzęgów Yukon Quest (w 2005, 2006 i 2007 roku) i zwycięzca wyścigu Iditarod w 2007 roku. Jest pierwszym zawodnikiem, który wygrał obydwa wyścigi w jednym roku.. Poświęcił całe swoje życie zwierzętom i ciężką pracą osiągnął te tytuły. Jest on dla mnie mistrzem.
Co byś chciał osiągnąć w swojej dziedzinie?
W swojej dziedzinie sportu chciałbym wygrywać wyścigi średnio i długodystansowe. Których trasa wynosi od 50 km do paruset km.. Również zamierzam dostać się do kadry narodowej sportu psich zaprzęgów i reprezentować kraj na zawodach międzynarodowych.
Jakie jest Twoje największe marzenie, czy jest ono związane ze sportem?
Moim największym marzeniem jest wygrana największych dwóch wyścigów na świecie, które co roku odbywają się w Ameryce Północnej na Alasce. Wyścigi te to Iditarod mierzący 1850 kilometrów i najniebezpieczniejszego wyścigu Yukon Quest.
Naszemu koledze gratulujemy pasji
i zyczymy spełnienia marzeń
W bibliotece szkolnej można
oglądać wystawę
"Pasje moich bliskich",
na której prezentujemy hobby rodziców, dziadków, rodzeństwa naszych uczniów.
Zachęcamy do jej obejrzenia
"Pasje moich bliskich" O zwoich zainteresowaniach opowiada nam
Pani Ewa Żadziłko mama uczennicy klasy Ib
Zszywka
Jestem wokalistką w zespole weselnym o nazwie âMisterâ. Śpiewam w nim od 17 roku życia z kilkuletnią przerwą, w czasie której założyłam rodzinę i urodziłam dzieci. Z muzyką jestem związana od dawna, praktycznie od dziecka. Już w szkole podstawowej z wielką ochotą uczęszczałam na chór szkolny, potem w szkole średniej na zespół wokalny. Brałam udział w kilku konkursach piosenki.
Śpiewam w zespole weselnym, bo lubię klimaty weselne, mają one swoją specyficzną wymowę, nieodparty dla mnie urok. Realizuję się w pewien sposób muzycznie, odpoczywam psychicznie od trosk dnia codziennego, obserwuję ludzi w najważniejszych dla nich chwilach życia, cieszę się ich radością.
Nie mam pojęcia, skąd wzięła się u mnie pasja do śpiewania.
Moja mama ładnie śpiewa, prowadziła kiedyś zeszyty z tekstami piosenek. Pomysł spodobał mi się i w wieku młodzieńczym również miałam podobne zeszyty. Niestety pożyczyłam je i nie odzyskałam, a miałabym teraz pamiątkę z młodzieńczych lat.
Muzyka towarzyszyła mi
w pracy, której na wsi zawsze było sporo.
Ja jestem tylko amatorką, śpiew jest moim hobby, zazdroszczę tym, którzy mieli możliwość rozwoju w kierunku muzycznym. Fascynuje mnie osobowość i głos Pani Beaty Kozidrak. Jest moją idolką.
Nigdy nie myślałam tak naprawdę o występowaniu na jakiejś większej scenie. Cieszę się, że mogę robić to co naprawdę kocham, to co daje mi wiele radości i chęci do życia. Gdyby to było możliwe, to chciałabym zaśpiewać razem ze wspaniałym zespołem Universe. Niestety tragiczny los wokalisty tej grupy nigdy nie pozwoli mi na realizację tego marzenia.
Oprócz muzyki niezwykle lubię czytać. Ten rodzaj zamiłowania daje wiele pozytywnych rezultatów.
Dziękujemy za podzielenie się z nami tym,
co dla Pani jest ważne
„SIŁA JEST W NAS” Przegląd sportowy
Zszywka
W naszej szkole sporty zespołowe mają się coraz lepiej.
Nasze koszykarki zdobyły wicemistrzostwo powiatu, przegrywając, najmniejszą ilością punktów w historii, z renomowanym zespołem z gimnazjum w Łapach. Nadmienić należy, że zawodniczki z Łap znajdują się w czołówce województwa.
W półfinale grupy południowej nasze dziewczyny z łatwością pokonały zespoły z Bielska Podlaskiego i Hajnówki, tym samym awansując do finału grupy.
Mistrzem powiatu w piłce ręcznej chłopców w tym roku zostali nasi reprezentanci.
Sukces „ręczników” jest tym większy, że mistrzowie są w klasie drugiej, a rywalizowali ze starszymi zawodnikami innych gimnazjów. W turnieju chłopcy z łatwością rozgromili drużynę z Supraśla 21 : 3. A o pierwsze miejsce zagrali z odwiecznym rywalem Turośnią Kościelną i zwyciężyli.
Na tych mistrzostwach pożegnaliśmy się na dobre z „syndromem Turośni”. Trenerzy i jednocześnie autorzy tego artykułu są dumni ze swoich podopiecznych i wierzą w dalsze sukcesy.
g
Bo gdzie jest siła? w NAS!
Sylwia Żukowska,
Tomasz Czech
Bleach
Zszywka
Bleach,
czyli historia pewnej Truskawki.
Kurosaki Ichigo (Ichigo z jap. „truskawka” lub „ten który chroni”) jest zwyczajnym piętnastolatkiem, uczęszczającym do liceum. Fatum bohatera są pomarańczowe włosy. Widzi on duchy i stara się im pomagać w miarę możliwości ( więc może wcale nie jest taki zwyczajny ). Wszystko zmienia się, gdy spotyka Kuchiki Rukię, która okazuje się być shinigami, czyli bogiem śmierci. Jej celem jest zachowanie równowagi dusz, oczyszcza złe dusze hollowów i odsyła dobre do Społeczności Dusz. Jednak wraz z jej pojawieniem się przybywają problemy. Ichigo w wyniku splotu wydarzeń musi „przyjąć” moc Ruki i stać się shinigami, aby chronić swoją rodzinę. Od tego momentu będzie musiał przejąć wszystkie obowiązki dziewczyny.
Z wcześniejszego opisu można by wywnioskować, że to shonen jakich wiele. Owszem czytamy dużo opisów scen walk, jednak są one rozsądnie równoważone z zabawnymi gagami i spokojną akcją.
Dodatkowo intrygi knute przez pewnego kapitana całkowicie odbiegają od typowego schematu z innych shonenów. Sami widzowie dopiero na końcu dowiadują się, co tak naprawdę chciał on zrobić.
Największą zaletą tego shonenu są chyba postacie. Każda z nich ma własne aspiracje i charakter. Nawet bohaterowie trzecioplanowi mają swoje pięć minut co sprawia, że lepiej ich rozpoznajemy. Wszystkie są wprowadzane powoli, by przyzwyczaić widza/czytelnika.
Tak więc na początku poznajemy rodzinę Kurosaki’ego, a potem na scenę wkraczją jego nieprzeciętni przyjaciele. Słodka do bólu Orihime Inoue, milczący i spokojny Sado Yastora, oraz Ishida Uryuu będący Quicy, który również zajmuje się eliminacją hollowów. Po pewnym czasie mamy również przyjemność poznać innych shinigami z Seireitei. Mimo iż są oni strażnikami równowagi świata, często zachowują się jak zwykli ludzie.
Niewątpliwie warto wspomnieć też coś o kresce, która może nie powala, ale jest niezwykle charakterystyczna. Szczupłe postacie,
Zszywka Szczupłe postacie, kanciaste, dobrze ukazujące emocje twarze. Wspaniale nałożone rastry i ciekawy sposób cieniowania. To wszystko jest wizytówką pana Tite Kubo, autora mangi.
kanciaste, dobrze ukazujące emocje twarze. Wspaniale nałożone rastry i ciekawy sposób cieniowania. To wszystko jest wizytówką pana Tite Kubo, autora mangi. Rzecz jasna w Bleach nie brakuje dynamicznych scen, idealnie ukazywanych w pojedynkach. Jednak nie musimy się zastanawiać, którą część ciała bohatera akurat widzimy, gdyż całość jest niezwykle przejrzysta.
Muzyka skomponowana do anime podkreśla wagę niektórych scen. Jak do tej pory chyba najgorszym endingiem jest Happy People w wykonaniu „Skoop on Somebody”, który okazał się być kompletną pomyłką.
Teraz pozostała już chyba najtrudniejsza część: Komu można polecić Bleach? Nie można tego jasno określić. Pomimo tego, że z założenia jest to shonen, przyciąga on do siebie zarówno chłopców jak i dziewczęta. Więc najlepszą odpowiedzią na te pytanie będzie: Wszystkim, którzy mają ochotę odpocząć od dzieł wybitnych, ale i nie chcą oglądać/czytać czegoś dennego, a stawiają na lekkość.
Luiza Radziszewska
Coolturalia
Malowany człowiek
The Painted Man – pierwszy z pięciu tomów cyklu Demonów amerykańskiego pisarza Petera V. Bretta
Zszywka
Wyobrażaliście sobie kiedyś średniowieczny świat? Miecze, łuki, jazda na koniu... To wyobraźcie to sobie znowu z kilkoma różnicami. Każdej nocy zjawiają się krwiożercze bestie i uciekając przed słońcem, rozpływają się w otchłani. Demony górują nad ludźmi, lecz pewna trójka się temu sprzeciwia.
O tej trójce nie powiem nic. To zbyt ciekawe i skomplikowane na streszczanie. Mogę wam jedynie wyjawić imiona tych osób: Arlen, Leesha i Rojer. A teraz coś o świecie tych ludzi. Istnieją runy różnego rodzaju: bitewne i obronne. Bitewne zostały zapomniane, istnieją tylko w starożytnym mieście kilka tygodni drogi przez pustynię. Obronne są wszędzie: na domach, budynkach rolniczych, tarczach, ogólnie wszyskim ważnym. Dzieci od najwcześniejszej młodości uczą się je rysować. Często od zapamiętanych run zależy życie. Każdej nocy otchłańce się materializują. Demony głodne krwi zabijają wszystkich na swojej drodze. Gdy tylko liść zakryje jeden run, cała bariera ulega zniszczeniu. Ochrona znika. Twarda skóra demonów jest nie do przebicią. W większości przypadków spotkanie z bestią kończy się śmiercią. Jeśli ktoś przeżyje, to zazwyczaj nie może się podnieść po stracie bliskich. Otchłańce to czyste zło. Po każdej nocy nastaje pełen pracy, ale i zabawy dzień. Książka "Malowany człowiek" opowiada o odwadze, wytrwałości, poświęceniu. Nie ma tutaj ludzi bez wad, nie ma superbochaterów. Kto chce stać się potężnym, musi wiele poświęcić. Serdecznie polecam tą książkę. Zdziwicie się jak szybko możecie czytać.
Adam Kozłowski
Młodzież tworzy
Supraśl - rozdział II część 1
Stanu chłopskiego nie zdobędziesz, mówiąc, że jak będzie Polska, każdy z nich otrzyma mnóstwo ziemi i bogactwa. Oni myślą, że w Polsce dobrze będzie tylko panom, a nie im.
Zszywka
ROZDZIAŁ DRUGI - cz. 1
Nazajutrz była niedziela. Dzień był jasny, cudny i nastrój panował świąteczny. W Burczewie, w dworze trwała napięta atmosfera. Niby mieli przybyć do Burczewskich starzy znajomi, ale niepokój ogarniał duszę Bernarda Burczewskiego. Chciał przecież pokazać się Mikołajowi radkiewiczowi z jak najlepszej strony
Dwór państwa Burczewskich stał w brzozowym gaju, otoczony cienkimi
drzewkami, prostymi jak świece. Budynek był drewniany ale miał podmurowanie.
Na środku, z przodu dworu stał ganek, z czterema kolumnami, porośnięty zielonymi pnączami dzikiego wina. Przy fundamentach tysiącami kolorów błyszczała tęcza przepięknych kwiatów. Dach, pokryty czerwoną dachówką, migotał w słońcu. Z drugiej strony dworu znajdowała się weranda, również porośnięta dzikim winem. Pnącza wężowe tej rośliny były tak gęste, że zasłaniały plecioną konstrukcję werandy.
Był poranek. Dzień wstał rzeźwy, niby człowiek dobrze wyspany, chętny do roboty i wesoły. Słońce lało żar z nieba, który chłodził lekki wiaterek. Połączenie tych dwóch żywiołów tworzyło bardzo przyjemny nastrój.
Na werandzie, przy porannej kawie siedziało kilki ludzi: jeden stary już, w archaicznym stroju i z twarzą pokrytą zmarszczkami oraz dwóch. Towarzyszyło mu dwóch młodych. Prowadzili bardzo kulturalną konwersację.
Panowie twierdzicie – rzekł stary – Że o wolność mamy walczyć poprzez edukowanie chłopów i najbiedniejszych warstw społeczeństwa. Macie w pewnym stopniu rację. Ale ja wam mówię: jak prowadzić tę edukację?
Stanu chłopskiego nie zdobędziesz, mówiąc, że jak będzie Polska, każdy z nich otrzyma mnóstwo ziemi i bogactwa. Oni myślą, że w Polsce dobrze będzie tylko panom, a nie im.
Na to odrzekł jeden z młodych ludzi:
Prawda, chłopi są bardzo nieufni. Niewielu też stanęło do powstania, mimo iż namawiali ich
Zszywka
dziedzice i miomo obietnic. Chłopi nie chcą walczyć w sprawach dziedzica: kata i ciemiężyciela. Dla nich Polska kojarzy się z bezprawiem wobec chłopów, z pańszczyzną i tak dalej. To poczucie jest właśnie hamulcem akcji niepodległościowych. Musimy im pokazać, że my, szlachta to też dobrzy i współczujący ludzie.
Na to dodał drugi młody:
Chłopi są ciemni i głupi jak barany. Nie mają poczucia przynależności do jakiegokolwiek kraju. Dlatego nieważne, czy to Niemiec, czy Moskal, a powie takiemu chłopu, by był Niemcem czy Moskalem, to taki chłop ta natychmiast uczyni.
Pogląd twój, Edwardzie – wtrącił pierwszy młody – Jest po części prawidłowy, ale nie do końca. Nawet ludzie z naszego stanu, albo jeszcze wyższego mogą się zrusyfikować lub zniemczyć.
Mój drogi Piotrze – przerwał mu Edward – Do zniemczenia lub zmoskwiczenia Polaków, zaborcy używają rozmaitych metod – tu dodał szeptem – Mój znajomy oddawał syna do gimnazjum. Wielkie nieba! Tam nawet po polsku nie mogą między sobą mówić. Uczą się niby polskiego, ale wyobraźcie sobie panowie: uczą się polskiego po rosyjsku! Jestem tym przerażony. Jeszcze póki były polskie stancje, jakoś po naszemu tam mówiono, ale jak wprowadzili moskiewki, co oni zwą internaty, to Rany Boskie. I jest coraz gorzej.
Pani Gertruda Burczewska przysłuchiwała się rozmowom prowadzonym na werandzie. Sama mało rozumiała z tego, o czym konwersowano. Była to kobieta lat pięćdziesięciu, o zmęczonyj twarzy, z wielkimi i pełnymi nudy oczyma. Od lat wielu nie ruszała się z dworku. Jej życie zawiewało nudą. Usiłowała więc je sobie umilić poprzez kupowanie nowych sukien, rozmaitych ubrań, perfum, cacek i innych rzeczy, na które kobiecy gatunek zawsze łakomy. Była żoną Bernarda Burczewskiego. Ten zaś rujnował się dla niej. Dzień zwykły pani Gertrudy przemijał na spacerach po dworze: z łóżka do stołu, od stołu na kanapę w salonie, z kanapy do stołu, od stołu na kanapę, z kanapy do stołu i od stołu do łóżka. Jedyną jej pociechą i urozmaiceniem żywota, była córka Martyna. Mimo pewnego podobieństwa w wyglądzie do matki, była całkowicie inna. Ona cieszyła się życiem, wędrowała po okolicy i korzystała ze świata. Tak więc styl życia Martyny pocieszał jej starą matkę. Martyna była jedynym dzieckiem Burczewskich, ale to nie znaczy, że w Burczewie brakowało domowników. Siostra Bernarda, stara już, schorowana i na wpół obłąkana kobieta, dała pod opiekę brata dwóch synów, Edwarda i Piotra, uczonych młodzieńców, którzy całe dnie wiedli jałowe dyskusje ze starym Kleofasem. Kleofas był to gruby i bardzo wesoły staruszek, jakiś krewny albo przyjaciel Bernarda. Bardzo dużo za młodu zwiedził i zjeździł. Był bardzo wykształcony.
Gdy właśnie Kleofas, Edward i Piotr o czymś rozmawiali, a ich dyskusja
coraz bardziej upodobniała się do kłótni, na werandę weszli Porzeccy: Władysław i jego żona Elżbieta. Władysław był to człowiek trzydziestoletni, elegancko ubrany, niezwykle wysoki i roznrośnięty. Elżbieta była kobietą niską, ale straszliwie grubą i gderliwą.
Tak rozmawiacie panowie, że aż na zewnątrz was słychać – powiedział
Porzecki.
A tak – odrzekł Kleofas – Tak żeśmy się zatracili na rozmowie, że nie usłyszeliśmy jak pan wchodzisz.
Rozmowa... dyskusja... - powiedział Porzecki – Nie ma nic przyjemniejszego, niż długa pogawędka w męskim gronie. Musicie panowie wiedzieć, że ja, Władysław Aleksander Porzecki, jestem bardzo, ale to bardzo rozmowny.
Aż za bardzo – burknęła Porzecka.
Porzecki nie zdążył odpowiedzieć żonie, bo akurat przyjechali Nowakowicze. Wuj Marcin, Teodor i Łukasz weszli do dworku. Na ich spotkanie wyszedł sam gospodarz, Bernard Burczewski. Był to wysoki człowiek, lat czterdziestu ośmiu, o twarzy czerwonej, z wąsami i czarną bródką. Sprawiał wrażenie mężczyzny wesołego, ale też zapalczywego.
Towarzystwo rozpadło się na dwie gromady. Kobiety zasiadły w swoim gronie. Marysia rozmawiała z Martyną, Gertrudą i Porzecką.
Zszywka
Dosłyszeć można było strzępy rozmowy o ubiorach, wystrojach domu, mężczyznach i innych rzeczach, którymi interesują się kobiety. Mężczyźni natomiast rozprawiali o rzeczach typowo męskich, czyli zarządzaniu gospodarstwem, kobietach, polityce, interesach i innych rzeczach, którymi męski gatunek się interesuje.
Porzecki zaś krążył między gromadami. Właśnie był przy kobietach i rzekł:
Widzą aż trzy muzy – powiedział zachwycony, ale nie wiadomo było, kogo miał na myśli. - Chciałbym was wszystkie objąć i całować.
Patrzcie, czego staremu się zachciewa – burknęła Porzecka. Na jej słowa, mąż usiadł koło niej, objął ramieniem i dodał:
Ale ty i tak jesteś moją, najpiękniejszą muzą.
Kobiety zachichotały cicho.
Ale pan zalotny jesteś – powiedziała Marysia.
Zalotny, niezalotny – odrzekł Porzecki – Ale żona zawsze na pierwszym miejscu.
Bernard w owej chwili przeprosił gości i udał się do kuchni, znajdującej się po lewej stronie od werandy. Towarzystwo zaś, przeniosło się do salonu. Burczewski wpadł do salonu i zapytał tonem zniecierpliwienia:
Czemu jeszcze nie ma obiadu?
część II Z kuchni wychyliła się kobieta, chuda jak anorektyczka i odrzekła:
Będzie zaraz. Czy to już wszyscy goście zjechali?
Wszyscy... nie... zaraz... Nie ma jeszcze pana Mikołaja Radkiewicza. - powiedział Bernard – Karolino, mogłabyś się pospieszyć? Nie można tak zwlekać, bo wiesz... co goście sobie pomyślą...
Nie martw się. Wszystko będzie gotowe na czas – odrzekła i krzyknęła na jakiegoś chłopaka służącego – Waldek, bierz talerze, sztućce i rozkładaj w jadalni.
Bernard wyszedł z kuchni, zaprosił gości do jadalini i przeprosił za zwłokę z obiadem. Jadalnia była największym powieszczeniem we dworze. Przez całą jej długość biegł stół, nakryty cienkim i białym obrusem. Na stole stały nienagannie ułożone porcelanowe talerze z pozłacanymi brzegami, takie też filiżanki na spodkach o tym samym deseniu, co talerze, szklanki z czystego szkła oraz przeróżne butelki, flaszki i inne naczynia. Chłopak już kończył rozkładać sztućce, a potem wybiegł, bo z kuchni rozległ się piskliwy głos Karoliny:
Waldek, rusz się w końcu i wynieś tę wazę z barszczem!
Goście zasiedli, a chłopak uwijał się i nosił to jakieś półmiski, to przeróżne tacki, patery i inne naczynia.
Anonimus
Publikujemy Wasze prace - zachęcamy do prezentacji swojej twórczości na łamach naszej gazety
Jesień chlupie w butach
Gra jesienna nuta
Wszyscy smutni przygnębieni
Nienawidzą tej jesieni
Na zimę czekamy
Mrozu świąt wyglądamy
Mikołajek w końcu chcemy
Przez jesienny mrok gaśniemy
Zimna woda chlupie w butach
Nadal gra jesienna nuta
W kółko płyną strugi deszczu
I chcą długo kapać jeszcze
Ale jednak jest nowina radosna
W moim sercu panuje wiosna!!
Justyna Gołębiewska
Rozdział II Nieproszony gość
- Anthemoessa Devereaux. And you...?- Artia Rougemont. Miło mi. Ruda już zamierzała coś odpowiedzieć, gdy nagle na jej ramię wskoczyło... no coś.- Co to ma być?! - zawołała zdegustowana Artia.- No jak to co? Mój lemur!
Zszywka
Wreszcie ranek. Artia z ulgą wyskoczyła z łóżka. Należała do rannych ptaszków, więc nic dziwnego, że w sobotę, i to ostatnią, kiedy można się wyspać (w poniedziałek rozpoczynał się rok szkolny) wstała o 5.30 z rana. Był to jedyny czas, kiedy panowała w domu cisza i spokój. Jak zwykle o tej porze zajęła się czytaniem książki, z którą wieczorem zasnęła w łóżku.
Już miała ucieszyć się, jaki to piękny, leniwy dzień się szykuje, gdy przypomniała sobie o TYM. Od razu zrzedła jej mina. Dziś do domu obok miała wprowadzić się równa jej wiekiem siostra cioteczna z rodzinką, w której skład wchodziła ona, rodzice, 3 koty persy i bernardyn. O tak, tak. Artia została o wszystkim dokładnie poinformowana.
Jej rówieśniczka była, krótko mówiąc, ruda, wredna i chora psychicznie. To przynajmniej można było wywnioskować z opisu rodziców...
- Córeczko, proszę cię, bądź dla niej miła.
- Zawsze jestem, przecież wiesz, mamo.
- No tak, ale... - te słowa najbardziej wbiły się dziewczynie w pamięć - ona i bez tego jest... ekhm... dość trudnym dzieckiem. Lecz jestem pewna, że wszystko się ułoży i szybko zostaniecie przyjaciółkami... Tak...Wieczna optymistka.
Około pięć godzin później Artia nie wierzyła, jak jej matka była w stanie zachować taki optymizm. Wystarczyło jej jedno spojrzenie i wiedziała, że jej świeżo upieczona sąsiadka nie zostanie jej nową najlepszą przyjaciółką. Nie chodziło wcale o wygląd - była tolerancyjna, i wiedziała, że nie można oceniać "książki po okładce". Za to ocenianie po wypadnięciu z samochodu z głośnym "łiiiiiii", wylądowaniu z hukiem na ziemi i złowrogim wyszczerzeniu się było jak najbardziej sprawiedliwe.
Dziewczyna wstała, otrzepała się, i wyciągnęła w stronę Artii rękę, nie zrażona jej niechętnym spojrzeniem.
Anthemoessa Devereaux. And you...?
Artia Rougemont. Miło mi.
Ruda już zamierzała coś odpowiedzieć, gdy nagle na jej rmię wskoczyło... no coś.
Co to ma być?! - zawołała zdegustowana Artia.
No jak to co? Mój lemur!
Dziewczyna wydawała się szczerze zdumiona jej niewiedzą.
Myślałam, że macie tylko trzy koty i psa...
Zszywka
o potworach nie było mowy. - mruknęła z podejrzeniem, wpatrując się w zwierzę
Monstrum horrendum, informe, ingens, cui lumen ademptum? Przykro mi nie ta bajka.
- Mam nadzieję... - zaczęła.
- Spes mater stultorum - przerwała jej dziewczyna, minęła ją i skierowała się w stronę domu.
- Ja tam wolę francuski- rzuciła czarna, po czym oddaliła się w stronę swojego mieszkania
Gdyby ktoś spojrzał na jej twarz, nie zobaczyłby żadnych emocji. Lecz Artia była... hm... delikatnie mówiąc, zdenerwowana. Taki typ ludzi, jakim była jej siostra cioteczna, działał na nią, jak płaszcz na byka. Nienawidziła wprost nachalnych, popisujących się osób.
Kiedy weszła do kuchni, mama z niepokojem zapytała ją
No i jak, córciu? Spodobała ci się Anthemoessa?
Dziewczyna uznała, że na razie nie ma sensu denerwować matki. Wyszczerzyła się wymuszenie i odparła
No jasne. Wydaje się bardzo miła.
Och, to wspaniale! Bo uzgodniliśmy z Yvonne i Claude`m, że urządzimy u nas na podwórku powitalnego grilla!- wykrzyknęła radośnie
O mały włos, a Artia przestałaby grać grzeczną córeczkę i wybuchłaby. A miała takie wspaniałe plany na popołudnie!
Eee ... to fajnie! Będziemy miały okazję, aby sie bliżej poznać!- powiedziała i czym prędzej poszła do swego pokoju
Zuzanna Oszmian, IC
Gabriela Siemińska, IC
Kącik psychologa
Czym jest manipulacja?
Manipulacja wykorzystuje mechanizmy wzbudzania emocji, które wpływają na naszą ocenę danej sytuacji oraz na to jak się dalej zachowamy.
Zszywka
Czym jest manipulacja?
Jest takim rodzajem działania na drugą osobę, którego nie jest ona świadoma, nie wie, że jest poddawana wpływowi. Korzyści z ewentualnych zmian, decyzji, zachowania wyciąga głównie manipulator. Manipulacja wykorzystuje mechanizmy wzbudzania emocji, które wpływają na naszą ocenę danej sytuacji oraz na to jak się dalej zachowamy. To działanie nieetycznie i nieuczciwe, bo wykorzystujemy drugą osobę, jej niewiedzę, czasem naiwność czy właśnie to że przeżywa określone emocje.
Każdy z nas wywiera wpływ na drugą osobę, każdemu też zdarzyło się manipulować innymi, chociaż może to robić nieświadomie. Poniżej opiszę kilka najpopularniejszych metod wpływu. Niech ta wiedza służy czytelnikom, aby, na co dzień skuteczniej bronić sie przed manipulacją... a nie ją stosować.
Które z sytuacji opisanych uznałbyś za manipulację wykorzystującą troskę o zdrowie, lęk przed leczeniem zębów u dentysty?
a) Reklamę pasty do zębów, która przytacza rzetelne badania nad jej skutecznością w walce z próchnicą.
b) Reklamę pasty do zębów, w której grają aktorzy podający się za dentystów, polecających swoim pacjentom konkretną pastę.
Oczywiście druga opowieść mówi o manipulacji, która wykorzystuje nasze naturalne dążenie, aby swoje decyzje także zakupowe oprzeć na zdaniu profesjonalisty. Pierwsze zdarzenie pokazuje sytuację wpływu, gdy producent chce nas zachęcić do zakupu określonego produktu, ale robi to uczciwie.
W której z sytuacji będziesz bardziej chętny do spełnienia prośby, osoby, która wie, co aktualnie przeżywasz?
a) Gdy czujesz się winny, bo np. skrzywdziłaś kogoś, a nie masz możliwości zadośćuczynienia.
b) Gdy czujesz się bardzo zawstydzona np. wygłupiłeś się w towarzystwie.
c) Gdy usłyszałeś wcześniej kilka bardzo przyjemnych pochwał.
Wszystkie odpowiedzi pokazują manipulację, która wykorzystuje emocje: poczucie winy, wstyd oraz dumę i samozadowolenie.
Przechodzisz przez ulicę w niedozwolonym miejscu. Słyszysz gwizdek. Przerażony odwracasz głowę, ale z ulgą stwierdzasz, że to nie policjant. Za chwilę podchodzi do Ciebie ankieter i prosi o wypełnienie kwestionariusza.
Czy:
a) Bardziej jesteś skłonny
Zszywka
spełnić jego prośbę.
b) Zdenerwowany jesteś mniej chętny do pomocy.
c) Wcześniejsza sytuacja nie ma wpływu na Twoją gotowość do wypełnienia.
Jest to technika „huśtawki emocjonalnej”, kiedy to wzbudzona zostaje silna emocja np. lęk a następnie zostaje ona wycofana. Okazuje się, że jesteśmy pod zadziałaniem takiej huśtawki bardziej ulegli.
Zapraszasz kolegę, żeby u Ciebie przenocował, macie oglądać filmy i grać na komputerze. Jest mały problem: mama wymaga od Ciebie, abyś zagrabił liście w ogrodzie, zanim zajmiesz się przyjemnościami.
Co robisz?
a) Zapraszasz kolegę i mówisz, jaki warunek postawiła mama, prosisz go o pomoc w uprzątnięciu ogrodu.
b) Zapraszasz kolegę, opowiadasz, jakie masz nowe gry i filmy, gdy się zgodzi mówisz o konieczności uprzątnięcia ogrodu wspólnie.
c) Zanim zaprosisz kolegę mówisz, jaką masz pracę do wykonania i że potrzebujesz jego pomocy.
Ten, kto choć raz zastosował drugi wariant z wyżej wymienionych w podobnej sytuacji, użył technikę „niskiej piłki”. Na drugą osobę działa poczucie zobowiązania: skoro kolega się zgodził, to trudno mu będzie odmówić pomocy przy sprzątaniu. W technice niskiej piłki ważne jest, że oferta wydaje się nie do odrzucenia, a potem jak się zgodzimy pokazuje się „drugie dno”, a ponieważ już się zgodziliśmy to trudno jest się wycofać.
Jedziecie z klasą do kina, chciałbyś dostać od rodziców 10 zł na wydatki. W rozmowie z nimi:
a) Mówisz wprost, że chodzi Ci o 10 złotych.
b) Domagasz się 30 złotych, kanapek, batoników oraz coli na wyjazd, a gdy rodzicie się nie zgadzają prosisz przynajmniej o 10 zł na drobne wydatki.
c) Nie mówisz, o jaką kwotę Ci chodzi, ale zapewniasz, że ostatnio zachowywałeś się bez zarzutu.
Osoby, które wybrały drugą odpowiedź zastosowałyby technikę „drzwi zatrzaśnięte przed nosem”. Polega ona na tym, że najpierw prosi się o wiele więcej niż jest to możliwe do zaakceptowania „duża prośba” a potem prosi się o wiele mniej, na dodatek druga prośba przez kontrast wydaje się o wiele bardziej atrakcyjna, a rodzice już czują się trochę winni, że nie spełnili pierwszej prośby.
Przedstawiciel Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami poprosił Cię o podpisanie petycji, nawołującej do troski nad zwierzętami- zgodziłeś się. Za kilka dni organizowana jest zbiórka pieniędzy na ten cel. Poproszony o datek:
a) Bardziej skłonny jesteś dać pewną kwotę.
b) Mniej jesteś skłonny
do dawania- już zrobiłeś cos dla zwierząt.
Zapewne wybrałeś odpowiedz a gdyż zastosowano sprytną technikę: „stopa w drzwiach”. Najpierw zostałeś poproszony o coś, co nie było kosztowne ani trudne- mała prośba a potem, ponieważ mamy tendencję, aby być konsekwentnymi i postępować zgodnie z tym, co o sobie myślimy np. „dbam o zwierzęta” ulegamy tzw. dużej prośbie.
Joanna Zdanowicz
Co po gimnazjum? 1 czerwca w Warszawie odbyło się szkolenie dla uczestników rejsu, czyli blisko 60 studentów. W czasie kilku godzin dowiedziałam się, jak wygląda dobowy rozkład zajęć na statku, jakie będą moje obowiązki
i w jaki sposób mam reprezentować nasz kraj.
Zszywka Rozmaitości
Koledzy zadają nam pytanie - co dalej, jaką szkołę wybierasz? Co chcesz robić w przyszłości? Dobrze jest dowiedzieć się jakie mamy możliwości. Oto opowieść naszej absolwentki. Przeczytajcie jakiego dokonała wyboru... zorganizowany z okazji obchodów 200 rocznicy urodzin kompozytora Fryderyka Chopina. Żeby wziąć udział w konkursie, należało stworzyć 1 minutową prezentację pokazującą mój wkład w turystykę. Uzupełniłam formularz zgłoszeniowy, potwierdziłam znajomość języków obcych, nagrałam prezentację i wysłałam.
STS Fryderyk Chopin. Żaglowiec o długości 55 metrów, wysokości 37 m i szerokości 8 m. Ale 8 marca jeszcze o tym nie wiedziałam. Mgr Anna Bogucka, która prowadziła moje zajęcia z zagospodarowania przestrzennego, zapytała, czy chciałabym reprezentować swoją uczelnię, Politechnikę Białostocką oraz Polskę, biorąc udział w rejsie żaglowcem Fryderyk Chopin. Nabór na załogę ogłosiła Polska Organizacja Turystyczna. Rejs promujący Polskę został Wyniki ogłoszono 17 maja – dostałam się i… zaczęłam zastanawiać, czy sobie poradzę. 7 tygodni na morzu, 7 tygodni z dala od bliskich, 7 tygodni ciężkiej pracy w słońcu i deszczu, w dzień i w nocy. To rozwiało moje wątpliwości. To będzie mile spędzony czas, dam sobie radę.:) Ale im bliżej było do wyjazdu, tym więcej miałam wątpliwości. Termin rejsu zbiegał się z egzaminami wstępnymi na uczelnie w innych miastach Polski, gdzie zamierzałam aplikować na studia magisterskie, przepadały mi wyjazdy na kolonie z dziećmi. Namawiana przez rodziców, znajomych i grono nauczycieli akademickich przyznałam, że taka okazja nie zdarzy mi się zapewne nigdy więcej. Tak więc 12 lipca w samo południe stawiłam się na dworcu kolejowym w Poznaniu wraz z całym swym bagażem, którego nawiasem mówiąc nie byłam w stanie sama udźwignąć:) W drodze do niemieckiego Rostocku poznałam większość z 22 studentów (z całej Polski), z którymi miałam spędzić najbliższe tygodnie, a którzy okazali się mieć fantastyczne poczucie humoru. Jakie były początki żeglugi? Kilkudniowe szkolenie w morzu przy ponad 35 stopniach ciepła, spalona twarz, piekące od wiatru oczy, ból wszystkich możliwych mięśni na skutek ręcznego stawiania i składania żagli, mycia pokładu, brasowania, niewyspanie od ciągłego wstawania na alarmy i wachty, bąble na dłoniach. Do tego tęsknota i myśl – mam wakacje, a zgodziłam się pracować za darmo, gdzie ja miałam głowę?! Tak było przez pierwsze 2 tygodnie. Wraz z początkiem
Zszywka Gratulujemy fantastycznej przygody radości rodaków, którzy odwiedzali nas na statku i wielu wielu innych.
Gorąco zachęcam do brania udziału w konkursach. Nie tylko takich, gdzie gra toczy się o tak wielką stawkę. Najmniejsze sukcesy także cieszą. Nawet jeśli na początku nie jesteśmy pewni swoich możliwości. Warto wierzyć, próbować i grać!
Karolina Kędzierewicz
Studentka Turystyki i Rekreacji
kolejnego coś zaczęło we mnie pękać. Dlaczego zdecydowałam się zostać do końca, mimo iż nie wszyscy wytrzymali (2 osoby wróciły do domu). Na początku chęć pokazania wszystkim, że mimo swoich niewielkich gabarytów jestem silna i nie poddaję się. Potem urok miast portowych, które znalazły się na trasie statku. A najbardziej ludzie, którzy ze mną płynęli. Wsparciem, doświadczeniem i cierpliwością zaskarbili sobie moje przywiązanie. To właśnie z nimi spotykam się od momentu zejścia ze statku przynajmniej raz w miesiącu. A ponieważ pochodzą z różnych zakątków kraju, za każdym razem widzimy się w innym mieście. To niesamowite, że ten rejs wywołuje u mnie tak silne uczucia – nie ma dnia żebym nie myślała o tych 7 tygodniach na morzu! Podróż po krajach Europy takich jak Niemcy, Belgia, Holandia, Wielka Brytania i Francja to był tak na dobrą sprawę mój pierwszy wyjazd za granicę. Rozrywkowy Amsterdam, zabytkowa Brugie, bajeczne wybrzeże La Palais, deszczowe Brixham czy po prostu urocze uliczki Saint Malo. W czasie całego rejsu odwiedziliśmy 12 portów. W każdym z nich mieliśmy określone działania do wykonania. Należały do nich codzienne tańczenie poloneza oraz lekcje tańca dla turystów, oprowadzanie chętnych po statku (można się było wykazać znajomością przynajmniej 3 języków obcych), rozdawanie upominków, zapraszanie na wieczorne koncerty i show baletu na rejsach, czy zachęcanie do wzięcia udziału w warsztatach na temat Polski i kompozytora Fryderyka Chopina. Jeśli doliczyć do tego wachty i służbę kambuzową (w kuchni) czasu zostawało całkiem niewiele. Ale w sam raz, by zejść na ląd i pozwiedzać…
Nie da się opisać w tak krótkim artykule tak wielu zdarzeń. Kilka zdań nie odda klimatu tego rejsu, tego strachu w czasie sztormu nocą, gdy trzeba było wejść na wysokość 35 metrów i złożyć żagle. Klimatu zachodów i wschodów słońca, uśmiechu na twarzy załogi, gdy pobiliśmy rekord w ilości zwiedzających w ciągu jednego dnia,
Święci Cyryl i Metody
W ikonografii święci bracia są przedstawiani w strojach biskupich
Zszywka
Święci Cyryl i Metody urodzili się w Tesalonikach. Metody urodził się w 815 albo 820 (dokładna data nie jest znana) zaś Cyryl w 826 roku. W 847 roku obaj otrzymali święcenia kapłańskie.
Cyryl był bibliotekarzem przy Cerkwi Hagia Sophia, doradcą, sekretarzem patriarchy Ignacego oraz nauczycielem filozofii w akademii cesarskiej. W 850-860r. został wraz z Metodym wysłany z misję dyplomatyczną do arabów i Chazarów.
Święci bracia wysłani przez cesarza Michała III udają się do Chazarów na Krym, aby rozwiązać spory religijne miedzy Chrześcijanami, Żydami i Saracenami.
W 863 roku na prośbę księcia Morawskiego Rościsława układają język staro-cerkiewno słowiański (głagolicę). 14 lutego 869 roku święty Cyryl umiera. W 870 roku Metody przyjmuje sakrę biskupią i zostaje metropolitą Sirjum w państwie Wielkomorawskim (obecnie jest to Mitrowica w Kosowie). 6 kwietnia 885 roku w Welehradzie umiera święty Metody.
W ikonografii święci bracia są przedstawiani w strojach biskupich. Czasami trzymają w rękach model kościoła. Cyryl ukazywany jest w todze profesora. W ręku ma księgę pisaną cyrylicą. Atrybutami świętych są krzyż, księga, kielich i rozwinięty zwój z alfabetem cerkiewno-słowiańskim. Rodzeństwo dało początek edukacji wszystkich narodów słowiańsko–języcznych.
Uczniowie Cyryla i Metodego dotarli do polskich ziem chrystianizując południe Polski w obrządku bizantyjskim..
Klaudia Ambrozewicz
Zszywka
Nasza szkoła realizuje projekt „Szkole z klasą 2.0” .
którego celem jest ustalenie zasad korzystania
z nowoczesnych technologii informacyjno-komunikacyjnych.
W ramach programu wypracujemy kodeks dobrych praktyk, dotyczących korzystania
z nowych mediów w szkole
i w całym procesie nauczania.
Główne punkty kodeksu to:
* bezpieczeństwo w sieci,
* korzystanie ze źródeł
* prawa autorskie,
* wykorzystywanie sieci
do komunikacji w szkole.
Obecnie w naszej szkole odbywają się debaty klasowe dotyczace kodeksu, później zorganizujemy debatę szkolną
O opinię poprosiliśmy również rodziców.
Materiały dotyczace projektu umieściliśmy na szkolnej stronie www oraz
w dzienniku elektronicznym.
Zapraszamy wszystkich do wyrażanie opinii na ten temat.
Mozna to zrobić również na blogach uczniowskich pod adresem:
http://www.ceo.org.pl
* TIK - technologia
informacyjno - komunikacyjna
Barbara Kołcz
Oto przykładowy koeks jednej klasy naszego Gimnazjum
1. W czsaie sprawdzianu, egzaminu uczeń ma prawo na jednokrotne 5 minutowe korzystanie z urządzeń technologii informacyjnokomnikacyjnej
2. Korzystamy z zasobów Internetu, które są legalne 3. Zwracamy uwagę
i reagujemy na przejawy rasizmu … i dyskryminację innych ludzi. Powinniśmy być tolerancyjni.
4. Powinniśmy mieć możliwość korzystania
z komputera codziennie
przez około 10 min
5. W wyznaczonych dniach
i godzinach sale komputerowe powinny być udostępniane w celu
rozrywkowym
Tysiące drobiazgów
Zszywka Nasza redakcja
Redaktor naczelny - Dominika Chmielewska Dziennikarze: Adam Kozłowski, Zuzanna Oszmian
Zastępca redaktora - Klaudia Ambrożewicz Luiza Radziszewska , Patrycja Kryńska
Sekretarz - Agnieszka Chomutowska Justyna Gołębiewska. Gabriela Siemińska
Grafik - Daniel Matejczyk, Patrycja Marchel, Współpraca: Michał Ostrowski, Maria Banel
Patrycja Różak Sandra Naumowicz, Piotr Ozorowski,
Korekta - Klaudia Czech Łukasz Czerniawski
Łamańce językowe
* Dżdżystym rankiem gżegżółki i piegże, zamiast wziąć się za dżdżownice, nażarły się na czczo miąższu rzeżuchy i rzędem rzygały
do rozżarzonej brytfanny
*Dziewięćsetdziewięćdziesięciodziewięciotysięcznik
*Na wyrewolwerowanym wzgórzu przy wyrewolwerowanym rewolwerowcu leży wyrewolwerowany rewolwer wyrewolwerowanego rewolwerowca.
* Nie pieprz Pietrze wieprza pieprzem, bo przepieprzysz wieprza pieprzem
* Spadł bąk na strąk, a strąk na pąk. Pękł pąk, pęk strąk,
a bąk się zląkł.