Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






























„TEAM” - wymiana młodzieży we Francji





W dniach 5 – 11 października wielicka biblioteka i wolontariusze z Młodzieżowej Rady Powiatu Wielickiego już po raz drugi uczestniczyli w projekcie międzynarodowej wymiany młodzieży. Tym razem spotkanie odbyło się we Francji, a tematem przewodnim było marnowanie żywności. Projekt „TEAM – Think before Eating Angoulême Meeting” został zainicjowany przez francuski Komitet Miast Partnerskich w Angoulême w związku z Europejskim Rokiem Walki z Marnotrawieniem. Do projektu zaproszone zostały miasta partnerskie Angoulême – Turda (Rumunia) i Vitoria Gasteiz (Kraj Basków, Hiszpania) oraz Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Wieliczce. Punkt wyjściowy do spotkania stanowiła chęć wspólnej refleksji nad marnotrawieniem żywności w naszych krajach, a także pragnienie znalezienia dobrych rozwiązań, wymiany praktyk i odpowiedzi na pytanie o to, co każdy z nas może zrobić, żeby temu zjawisku zapobiec. Jak się przekonaliśmy do zrobienia jest jeszcze bardzo wiele… Marnowanie żywności obok głodu jest jednym z największych problemów współczesności. Niestety zjawisko to nadal rośnie, w krajach Unii Europejskiej każdego roku marnuje się prawie 50% żywności nadającej się do spożycia, podczas gdy 79 milionów obywateli żyje na granicy ubóstwa. W Polsce, co roku do kosza trafia 9 milionów ton żywności, co daje nam mało zaszczytne 5 miejsce wśród krajów unijnej wspólnoty. W naszych rozwiniętych społeczeństwach nadprodukcja dóbr czy marnowanie żywności stały się normą i trudno wyobrazić sobie dokonanie natychmiastowych przemian społecznych. Trzeba jednak zacząć od siebie, tak jak zaczęła dwudziestka młodych ludzi, którzy spotkali się w ramach wymiany „TEAM”.































"Pomiędzy" Tara Hudson



Amelia jest duchem. Wie tylko jak ma na imię, ile ma lat, i że jest martwa, ale nie wie dlaczego umarła. Jest samotna i zrozpaczona, bo nikt jej nie widzi. Pewnego dnia ratuje tonącego chłopaka, który wraz z samochodem wdał do rzeki. Od tego momentu ich życie zmienia się diametralnie.Chłopak nagle zaczyna widzieć dziewczynę... Nastolatek to człowiek z krwi i kości, a Amelia jest duchem - „przeźroczystą nicością”. Mimo to razem poznają wiele tajemnic, które dotyczą życia dziewczyny i jej śmierci. Na początku myślałam że, „Pomiędzy” będzie „banalną historią” o nadnaturalnych istotach i zakazanej miłości. Na szczęście myliłam się. Pomysł na książkę okazał się bardzo ciekawy. „Pomiędzy” od pierwszych stron zaciekawia, zachęca i wciąga. Fabuła książki jest interesująca oraz zawiera wiele zabawnych scen. Autorka ma przyjemny styl pisania. Myślę, że książka jest warta przeczytania. Ubolewam nad tym, że nie przetłumaczono kolejnych tomów "Pomiędzy". Agnieszka Wandas












Od razu to powiem. Kocham Agathę Christie i wszystkie jej książki! Christie to mistrzyni trzymania w napięciu i bogini nieoczekiwanych zakończeń.


Jakaż była moja radość, kiedy dowiedziałam się , że jedna z jaj książek, z moim ulubionym detektywem - Herculesem Poirotem jest lekturą szkolną. Wszystko zaczyna się w salonie Poirota, który razem ze swoim przyjacielem dyskutują na temat znaczenia imienia detektywa. Aby dowieść, że jest godny noszenia imienia po wielkim greckim herosie Poirot przyjmuje wyzwanie od swojego przyjaciela. Musi rozwiązać 12 spraw przypominających, choć w pewnym stopniu, prace herosa. Czy mu się uda? Jak zwykle nie zawiodłam się na „królowej”. Książka jest po prostu peerfekcyjna, a ja mogłam się łam się pobawić w detektywa i zgadywać sprawców. Intrygi we wszystkich 12 opowiadaniach są świetne i choć to trochę dziwne, na prawdę można znaleźć podobieństwa pomiędzy mitem a książką. Na prawdą polecam nie będziecie żałować ani minuty poświęconej tej książce. A po jej przeczytaniu koniecznie sięgnijcie po „Morderstwo w Orient Express” lub „I nie było już nikogo” to są dopiero arcydzieła! Anna Kawaler „Kamienie na szaniec” Aleksander Kamiński
„Posłuchajcie opowieści o Alku, Rudym, Zośce i kilku innych cudownych ludziach, o niezapomnianych czasach 1939-1943 roku, o czasach bohaterstwa i grozy.”


Książka w pierwszych rozdziałach opowiada o życiu warszawskiej młodzieży tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Głównymi bohaterami są trzej harcerze o pseudonimach: Rudy, Zośka i Alek. Po rozpoczęciu wojny zaczynają od działalności w Małym Sabotażu, a z upływem czasu biorą udział w coraz poważniej-szych niebezpiecz-niejszych akcjach. Zacznę od przestrogi, nie czytajcie wstępu! Ja popełniłam ten błąd i zniechęciłam się do całej książki, a w rzeczywistości była bardzo ciekawa i pouczająca, na tyle na ile cokolwiek może pouczać młodzież w wieku gimnazjalnym. Nie będę mówić, że jest fajna, bo jak opowieść o wojnie i zabijaniu może być fajna? Po prostu dobitnie przedstawia ówczesną rzeczywistość. Jeśli chodzi o film, bardzo różni się od książki, chociaż zawiera to, co najważniejsze. Młodzi aktorzy dobrze poradzili sobie z rolami, ukazując zapał ówczesnych warszawiaków, postawili się na ich miejscach, co w dzisiejszych czasach wolności nie jest łatwe. Film jest wartościowy, jednak niektóre sceny są ukazane nad wyraz dobitnie i może nie powinny ich oglądać osoby skłonne do wzruszeń. Najbardziej „twardym” łezka może zakręcić się w oku. Angelika Wrona



Z górnej Pólki: „ Wściekłe Psy”
Czasem wstyd mi jako kobiecie przyznać się, że uwielbiam kryminały, thrillery oraz filmy „ociekające krwią”.


Czy kobiety nie powinny być delikatne i wrażliwe, marzące o wielkiej miłości? Eeee… niekoniecznie. Filmy tego typu uważam za fajną rozrywkę i nie wpływają na mój sposób postrzegania świata. Mistrzem w tworzeniu właśnie takich filmów jest amerykański reżyser, scenarzysta i aktor – Quentin Tarantino. Zrobił on wiele genialnych filmów, ale moim numerem jeden są zdecydowanie „Wściekłe psy”. Fabuła filmu nie jest jakoś szczególnie skomplikowana otóż: Po nieudanym napadzie na sklep jubilerski kilku jego uczestników, dowiedziawszy się o zdradzie, spotyka się w opuszczonym magazynie, by ustalić kto zdradził policji ich plan. Wszyscy uczestnicy napadu to nieznający się wzajemnie najemni gangsterzy



o kolorowych pseudonimach „Pan”: pomarańczowy, biały, różowy, brązowy, blondyn oraz pan niebieski. Ich zleceniodawcami są Joe Cabbot oraz jego syn Eddie. Prowadzone przez nich wewnętrzne śledztwo polega na rzucaniu wymyślnych przekleństw, wzajemnym oskarżaniu oraz torturowaniu pewnego porwanego policjanta. Co mogę powiedzieć… po prostu uwielbiam ten film. Ma wszystko czego potrzebuję do szczęścia zaczynając od świetnej, trzymającej w napięciu akcji do świetnego scenariusza. Wszystkie kwestie i sceny są niesamowite. Scena, która mnie „rozbroiła” to scena początkowa, kiedy Pan Brązowy tłumaczy znaczenie jednej z piosenek Madonny „Like a Virgin” - do dziś, kiedy słyszę tą piosenkę w radiu śmieję się sama do siebie. No i nie wolno zapomnieć o śmietance aktorów tam grających zaczynając od Harveya Keitela, Michaela Madsena poprzez Steve’a Buscemi’ego kończąc na Timie Rothcie. Choć tak jak powiedziałam film czasami jest brutalny i nie każde słowo jest „ładne” nie przeszkadza to w odbiorze całości. Nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć, że go polecam. 10/10 Anna Kawaler







Przemyślenia kinomana:

W zasadzie nie mogę znaleźć żadnych dobrych stron tego filmu, bo po prostu ich nie ma począwszy od kiepskiego scenariusza przebrnąwszy przez marną fabułę, a zakończywszy na przerażającej grze aktorskiej. Muszę jednak przyznać, że oglądanie „Zmierzchu” sprawia mi nie lada radochę, ponieważ mogę się bez problemu naśmiewać i krytykować, a to jest coś, co lubię najbardziej. Zacznijmy może od najbardziej rażącego problemu, czyli złego aktorstwa. Na pierwszy ogień idzie Kristen Stewart, otóż co jest w jej aktorstwie złego? No więc Bella grana przez pannę Stewart jest najbardziej nudną i denerwującą postacią w całym filmie. Miała być pokazana jako zwykła nastolatka, ze zwykłymi problemami. Niestety nie wyszło... Dlaczego? Ponieważ ona nie ma żadnych problemów. Wszyscy ją lubią, dwóch facetów zabiega o jej względy, wszyscy starają się ją chronić, ale za każdym razem pokazana jest jako ta wiecznie umęczona. Ona nie posiada żadnych emocji. Przypomina bardziej kukłę, skórę niż człowieka (Siadanie na krześle zajmuje jej 5 minut filmu!). Poza tym Bella się nigdy nie uśmiecha! Nawet w dniu własnego ślubu. W moim przekonaniu wygląda to mniej więcej tak: „Wychodzę za mąż. No spoko”.

Czy „Zmierzch” jest rzeczywiście tak zły? Filmy, książki i cały fenomen znanej na całym świecie historii miłosnej czy „Zmierzch” naprawdę jest aż tak zły w porównaniu do tych wszystkich kiepskich filmów, jakie teraz powstają? Co do tego mam mieszane uczucia, ale nie uprzedzajmy faktu. Od początku.



Pamiętacie „Księżyc w nowiu”, kiedy „Boski Edziu” zrywa z Bellą? Jest wiecznie załamana i nieszczęśliwa. W końcu pojawia się mający alergię na koszulki Jackob , który oferuje jej pocieszenie i oparcie w sobie, ale nie, po co. Bella zauważa, że gdy skacze jej poziom adrenaliny to widzi „Boskiego Edzia”. Tak dziewczyno! Jeśli zerwie z Tobą chłopak skocz z dachu może akurat zobaczysz ducha swojego ex. Ze wszystkich postaci Jackob jest najbardziej uczuciową i normalną postacią w całym filmie. Natomiast Edward pomimo, że żyje ponad 100 lat, dalej nie wyrobił sobie osobowości. Nie będę już rozpisywała się o innych aktorach, ale powiem, że grają równie źle, choć patrząc po innych produkcjach z ich udziałem, potrafią wykrzesać z siebie trochę talentu. Następnym problemem jest nudna akcja. W całym swoim życiu nie widziałam tak nudnej akcji i fabuły. Przepraszam, że to powiem, ale muszę… Chyba „Gumisie” – bajka dla dzieci ma lepszą fabułę niż „Zmierzch”. Ten film jest tak oczywisty, jak niejedna komedia romantyczna, po co w takim razie rozciągnąć je do 5 nudnych filmów? Oglądanie tego filmu boli, ale próbuję zrozumieć ludzi, a w zasadzie dziewczyny, które lubią tę sagę. Jest to historia miłosna, a kto w takim wieku nie marzy o cudownej, wiecznej i prawdziwej miłości. Może Stephanie Mayer próbowała stworzyć coś nowego i trzeba przyznać, że dla niektórych ta marka to fenomen, ale dla niektórych to czysty idiotyzm. Głównym problemem jest bezpłciowość bohaterów, a w tych czasach bohaterowie pozbawieni charyzmy i osobowości nie mają prawa bytu. Muszę przyznać, że w porównaniu do niektórych filmów „Zmierzch” nie jest najgorszą rzeczą na świecie, ale o arcydziele filmowym nie ma tu mowy. Anna Kawaler