Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Gorajskie Zielone Roztocze
Znajdziesz tu piękne widoki, dzikie, nieodkryte tereny, zapierające dech w piersiach wąwozy.


„Na grzbiecie Roztocza, po wyciętych lasach po wypalaniu popiołów, węgla i potażu, powstały enklawy, w których założono wsie: Gródki i Tokary (1780), Gilów, Hosznia Ordynacka, Kondraty, Średniówka i Zagrody.” To krótki fragment o gminie Goraj, jaki możemy znaleźć w książce Jana Buraczyńskiego „Roztocze. Dzieje osadnictwa”. Gmina Goraj położona jest w północnej części powiatu biłgorajskiego. Jej powierzchnia wynosi 67 km2, a zamieszkuje ją 4 787 osób. Jest to bardzo malownicza roztoczańska przystań dla wielu turystów. W każdej naszej wiosce daje się odczuć bliskość natury. Wszędzie jak okiem sięgnąć jest zielono. W tym rejonie się wychowałam, dlatego z przyjemnością państwu przedstawię kilka miejscowości. Gmina ma mnóstwo wyżyn z licznymi wzgórzami, wąwozami i jarami. Można znaleźć tu jeszcze nieodkryte zakątki, gdzie uwagę przyciągają dziewicze krajobrazy, jakie ciężko jest odnaleźć w innych częściach naszego kraju. Takie wzgórza jak Wielka i Mała Jeżówka, Łysa Góra czy Grabowa góra stanowią wyzwanie dla każdego turysty. Gmina Goraj jest położona nad brzegiem rzeki Biała Łada. Na początek Zastawie. Jest to wioska położona na wzniesieniach, niedaleko Goraja. Mimo że jest niewielka, można tam znaleźć wiele turystycznych „skarbów”. Najbardziej znane są tam źródła. Legenda głosi, że św. Augustyn idąc z Janowa przysiadał, żeby odpocząć. Wszędzie tam gdzie się umył powstawało źródło. Woda ta ma wapienny smak, będący wynikiem rozpuszczenia się skał wapiennych w wodzie. Rosną tu glony nitkowe i mięta nadwodna. Następnym zakątkiem na Zastawiu są „Księże Pagóry”. Są to wzgórza lessowe porośnięte lasem mieszanym. To wspaniałe miejsce do wypoczynku. Jest tu także cmentarz żołnierski z okresu I wojny światowej, który znajduje się na wzniesieniu zwanym „Kamienną Górą”. Następną wioską są Zagrody. Można tam znaleźć mnóstwo pięknych widoków krajobrazowych zapierających dech



w piersiach, znajduje się tam las liściasty, występują tam bardzo rzadkie rośliny oraz czasem spotyka się sarny i głuszce. Wspaniale jest również posłuchać odgłosów jakie wydają tam ptaki np. sójki czy dzięcioły. Starszyzna z tamtego rejonu mówi jeszcze miejscową gwarą i śpiewa ludowe piosenki, które stara się przekazywać młodszym pokoleniom. Kolejną wsią należącą do gminy Goraj jest Hosznia Ordynacka, w której znajdują się ruiny starego bunkru z okresu II wojny światowej. W miejscowości tej znajduje się jedno z najwyższych wzniesień w gminie zwane Łysiec. Z Hosznią Ord. związana jest również postać pana Zbigniewa Sławiana Orlińskiego, poety i autora piosenki „Rozkwitały pąki białych róż”. Pan Orliński napisał epitafium dla żołnierza Armii Krajowej spoczywającego w mogile na wzgórzu „Łysiec”. cdn. Magdalena Mękal

Goraj w obiektywie Magdy M.

Budują i odnawiają



-W tak małej miejscowości jak nasza, nie spodziewałem się utrudnień na trasie do pracy, ale wszystko idzie do przodu...Na razie jest to do zniesienia. Dobrze, że się coś dzieje- opowiada nam kierowca. - Będziemy mieli chodniki z prawdziwego zdarzenia, równe, piękne - mówi mieszkanka Goraja. Urząd Gminy Goraj pozyskał fundusze na odbudowę dróg, budowę chodników, termomodernizację budynków Szkoły Podstawowej w Goraju i w Hoszni Ordynackiej. W planach jest odbudowa dróg: dojazdowej do gospodarstw rolnych w miejscowościach Kolonia Średniówka, Hosznia Ordynacka - Niwa, Zagrody - Okrąglak, budowa boisk sportowych w ramach budowy Moje Boisko - Orlik 2012 przy Gimnazjum i Szkole Podstawowej w Goraju, termomodernizacja budynku Szkoły Podstawowej w Goraju: boisko do piłki nożnej o nawierzchni syntetycznej, boisko wielofunkcyjne o nawierzchni poliuretanowej, oświetlenie boisk, ogrodzenie oraz chodniki, a także odnowa Centrum Miejscowości Goraj: budowa placu przy Bednarskiej, przebudowa i budowa chodników. mol 71 rocznica II wojny światowej Boże uchroń od takich czasów!
Opowiadania starszyzny o tym co było, a nie powinno się wydarzyć w Goraju.


W czasie II wojny światowej Polska była w centrum uwagi. Nasi żołnierze z różnych stron kraju szli na bój za ojczyznę. Lecz nikt nie wie, co miało miejsce tu  w zwyczajnych wioskach, u zwyczajnych ludzi. W celu poznania szczegółów minionych lat, czyli jak wyglądała wojna w środowisku podwórkowym, poprosiłam o rozmowę Pana Jana Bielaka i  jego żonę Bronisławę oraz Panią Mariannę Gołębiowską. - Kiedy szedł front niemiecki, u nas w domu panowało zamieszanie. Musieliśmy szybko schować gdzieś żyto, jęczmień i zboże. Oni darmo nie przychodzą. Przyjdą, ale będą do wojska zbierać. A jakby się paliło? Na podwórze nie wyniesiesz bo i u sąsiada może się palić. Wykopali w sieni dół i taką mieliśmy skrzynię wielką, miała trzy przegrody. I deskami się przykryło, zawaliło. Przyszły Niemcy zrobić rewizję, sprawdzali, czy broni nigdzie nie ma. I na górę poszły. Jeden do domu, drugi po drabinie, a trzeci stanął na dworze. Coś do taty pokiwał, uśmiechnął się i czekał, aż tamte zlazły z góry i poszły za nim z powrotem. Kiedy wracałem ze szkoły w czasie rewizji, wszystko w sieni było porozrzucane, ponieważ jak jest wszystko na widoku to oni widzą, że nic nie ukrywamy. Najadłem się i zaraz do sieczki rżnąć poszedłem. A był tam taki mały Jaś, który mnie zawołał, poszedłem, a on mi pokazuje broń. No i chodziły Niemcy sprawdzać. Wtedy to był strach dopiero, przecież oni i bez przyczyny mogli do obozu wziąć, czy na rozstrzelanie. Boże uchroń od takich czasów! A był też



ksiądz Wielgosz, który był na czarnej liście Niemców, ale on się ich nie bał. Mówił, że się nie poczuwa do tego. Tylko rozmawiali" „Albo jak zabili Olesia Banacha… moja mama mówiła mu wtedy: Oleś nie idź, dzisiaj nie idź, a on na to: Ciotka, kogo ja się tu będę bał, co ja komu winien? i tyle było. Ostatni raz go wtedy widziała. Zabili go wartownicy koło młyna, i tylko dlatego, że szedł.” „Każdy miał też psa, bo trzeba było mieć, a jak w nocy zaczęły szczekać to mnie aż uszy bolały. Nawet i w dzień tak było, i palce nie pomagały. A jak psy szczekały to już wiadomo było, że coś się we wsi dzieje." „A kiedy przyszedł rozkaz, to wszystkich Żydów do Frampola wzięto we wrześniu chyba, gdzie kto mógł nawet po 5 rodzin w jednym domu, bo przecieź nic swojego nie mieli. Wiem, że w listopadzie, kiedy jeszcze szarówka była, słychać było strzelanie. Który Zyd uciekał, Niemcy łapały i strzelały. Dużo pouciekało. Była taka rodzina co ich czworo było, to córkę im zabito, a reszta uciekli." Tak to wyglądało. A to jeszcze nie koniec! W następnym numerze ciąg dalszy nastąpi. Magdalena Mękal Policjant z powołania
Jak wygląda praca policjanta na postarunku w Goraju? Jak bardzo jest niebiezpieczna? O tym rozmawialiśmy z Mariuszem Żołynią.


- Jak to się stało, że został Pan policjantem? - Podobała mi się praca w policji. Mój ojciec był policjantem, więc w dużej mierze chciałem podtrzymać rodzinną tradycję. Wiedziałem, że w ten sposób będę pomagał ludziom, poza tym podobał mi się charakter tej pracy. - Nie żałuje Pan swojej decyzji? - Nie, ponieważ jest to bardzo interesująca praca, w której się realizuję. Przynosi mi ona dużą satysfakcję. Daje mi możliwość pomocy ludziom. Nie jest monotonna, gdyż codziennie dzieje się coś nowego. - Jak rodzina zareagował na to, że chciał Pan zostać policjantem? - To była moja decyzja. Podjąłem ją sam. Wynikała ona z mojego zainteresowania tą pracą.. - Jakie trzeba mieć predyspozycje do wykonywania tego zawodu? - Trzeba posiadać predyspozycje psychiczne, sprawność fizyczną, umiejętność pracy w zespole oraz łatwość nawiązywanie kontaktów z ludźmi. - Czy trudno Panu pogodzić pracę z życiem osobistym? - To się wzajemnie nie wyklucza. Po prostu trzeba to jakoś ze sobą pogodzić. Jak na razie mi się to udaje i jestem z tego bardzo zadowolony. - Co się Panu nie podoba w tej pracy? - Utrudnieniem jest to  że pracujemy w weekendy i święta, ale jestem w stanie się z tym pogodzić. - Gdzie pracował Pan przed pracą na posterunku w Goraju? - Wcześniej pracowałem w Janowie Lubelskim z psem patrolowo -tropiącym, przez okres 9 lat. Znalazłem z nim kilka zaginionych osób. Brałem również udział w poszukiwaniu przestępców, którzy m.in. włamywali się do samochodów. - Jak przygotowuje się takiego psa do pracy w policji? - Pies musi zostać specjalnie wyszkolony pod fachowym okiem instruktorów. Szkolenie trwa cztery miesiące, w jedynej szkole w Polsce, która znajduje się pod Warszawą. - Jak wygląda zwykły dzień policjanta? - Przychodzę do pracy, zgłaszam rozpoczęcie służby mojemu dyżurnemu. Następnie sprawdzam co się dzieje na posterunku i czy się jakieś zadania do wykonania. Potem wyjeżdżam w teren i wykonuję zlecone czynności. - Z jakimi trudnościami spotyka się Pan w codziennej pracy? - Największą trudnością jest częsty brak współpracy z ludźmi i sposób, w jaki nas postrzegają. Dla mnie ważne jest to  żeby być dobrze odbieranym przez ludzi, niestety często bywa inaczej. Nieprzyjemne są wypadki



drogowe ze skutkiem śmiertelnym, a to zdarza się coraz częściej na polskich drogach. Jeździmy coraz lepszymi samochodami, a nasze drogi nie są do tego przystosowane.  Kto sprawia więcej problemów, młodzież czy dorośli podczas różnych akcji policyjnych ?  - Zarówno młodzież, jak i dorośli sprawiają tyle samo kłopotów. Natomiast młodzież z gminy Goraj nie sprawia nam wielu kłopotów. Czasem zdarzają im się drobne wybryki, które można zakończyć na rozmowie, która uświadomi młodym ludziom ich złe postępowanie. Cieszę się, że rozmowa w większości przypadków się sprawdza. Dużo radości dostarczają mi spotkania z młodymi ludźmi m.in. w szkołach i w świetlicy środowiskowej PCK.  Czy jest to praca niebezpieczna? Każda praca jest niebezpieczna, a moja jest szczególnie niebezpieczna. Wiąże się z nią pewne ryzyko. Jadąc na interwencję mamy do czynienia z trudnymi sprawami. Niektórzy ludzie są bardzo agresywni w stosunku do funkcjonariuszy, zwłaszcza wtedy, gdy są pod wpływem alkoholu. W Goraju jest jeszcze w miarę bezpiecznie, ale zależy to głównie od nastawienia mieszkańców i różnych sytuacji, które niekiedy ich przerastają.  Jaka jest współpraca z mieszkańcami Goraja?  Bardzo fajnie układa nam się współpraca z Polskim Czerwonym Krzyżem, z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej, z Panem Wójtem. W tej sprawie należą mu się podziękowania za wspieranie nas w  niektórych działaniach. rozmawiały: Maria Smyk i Paulina Król „Witaj” szkoło
Koniec wakacji to czas niezwykle smutny dla dzieci, ponieważ kończy się późne wstawanie, beztroskie zabawy i lenistwo. Zanim jednak rozpocznie się kolejny, dziesięciomiesięczny etap edukacji naszych pociech, trzeba udać się do kilku sklepów.


Rozpoczęcie roku szkolnego to prawdziwa „próba sił” dla rodziców dzieci w wieku szkolnym, a dokładniej dla ich portfeli. Mówi się, że edukacja nie kosztuje. Z punktu widzenia prawa owszem, lecz jak to jest od strony uczniów i ich rodziców. Jak się okazuje na przygotowanie kompletnej wyprawki dla dziecka trzeba wydać niebagatelną sumę pieniędzy. Zapytaliśmy Panią Anię, mamę czworga dzieci, jak ona przygotowuje się do nowego roku szkolnego: „Na początku musimy udać się do księgarni. Dzieci pod koniec poprzedniego roku szkolnego otrzymały spis książek, ale nie wszystkich. Pozostałe zostaną podane na początku roku szkolnego. Niekiedy, tak jak w przypadku mojego najmłodszego syna, kupuje się gotowe zestawy z podręcznikami i ćwiczeniówkami, Jest to koszt ok. 80 zł. Moja najstarsza córka niektóre książki odkupuje od starszych koleżanek, wtedy ceny są o wiele niższe i udaje nam się coś zaoszczędzić. Tak powinno być zawsze. Uważam, że szkoły zbyt często zmieniają podręczniki. Wtedy co roku trzeba kupować nowy zestaw książek. Najdroższe są podręczniki do nauki języków obcych np. angielskiego. W takich książkach oferowane są płyty i kasety, co podnosi koszt podręcznika. Prawdę mówiąc książki to zaledwie cześć wydatków. Potrzebne są zeszyty, piórniki, czy przybory szkolne. Dzieci potrzebują też nowego obuwia szkolnego i stroju na lekcje wychowania fizycznego. Szkoła organizuje wyjazdy na basen, które wiążą się z dodatkowymi kosztami.” Jak Pani sobie radzi z tymi wszystkimi wydatkami?: „Na szczęście nauczyciele są wyrozumiali. Nie trzeba mieć całego kompletu książek od razu na pierwszego września. Poza tym wakacje to doskonały



moment na zarobienie dodatkowych pieniędzy, mam na myśli pracę przy zbieraniu owoców. Zachęcam do tego dzieci, gdyż później trudno jest zebrać całą sumę od razu.” Jak się okazało Pani Ania na kompletną wyprawkę dla jednego dziecka musi ponieść koszt 200-250zł. Są to ogromne koszty i warto zastanowić się nad tym, co możemy zrobić, aby ceny wyprawki nie były tak duże. W ostatateczności pozostaje nam wcześniejsze zbieranie funduszy na edukację naszych dzieci. W końcu jest to inwestycja na lata, a nawet na całe życie, która zwróci się, gdy będą dorosłe. dominik.smyl "Jeśli doczekam jutra" Schapelle Corby, Kathryn Bonella
Wstrząsająca opowieśc kobiety skazanej na dwadzieścia lat ciężkiego więzienia na Bali.


To miał byc dwutygodniowy wypad do raju. Dla Schapelle Corby skończył się tragicznie. Na lotnisku w Denpasar (miasto w Indonezji) w jej pokrowcu na deskę surfingową znaleziono marihuanę. Kobieta została aresztowana w kraju, w którym kary za przemyt narkotyków są najsurowsze. Wymarzone wakacje dla 27-letniej Australijki kończą się koszmarem. Za znalezienie w jej bagażu 4 2 kg marihuany niewinna dziewczyna zostaje skazana na 20 lat. Za sprawą niesprawiedliwego wyroku trafia do brutalnego indonezyjskiego więzienia, gdzie przechodzi prawdziwą szkołę przetrwania. Mimo zaangażowania rodziny i przyjaciół, zainteresowania mediów pokazowym procesem nie udało się uniewinnic Schapelle. Kathrym Bonella przeprowadziła jako pierwsza wywiad ze skazaną. Potem relacjonowała proces z sali sądowej. Aby napisac książkę, spędziła dziesięc miesięcy na Bali, rozmawiając z Corby w pokoju widzeń więzienia Kerobokan. mol



Z kulturą bez nudy W tej miejscowości dzieci nie błąkają się po ulicach podczas gdy rodzice pracują. Spędzają one za to czas w Gminnym Ośrodku Kultury. Jego pracownicy starają się w interesujący sposób zapełnić czas wolny. Pewnie nasuwa się wam pytanie: skąd tam tyle dzieci, przecież w innych miejscowościach domy kultury to zwyczajne miejsce pracy. Otóż nie w Goraju! Funkcjonuje w nim między innymi Świetlica Środowiskowa PCK pod czujnym okiem Pana Andrzeja Szarlipa. Dzieci mogą w niej skorzystać z internetu, pouczyć się angielskiego lub uzyskać pomoc w lekcjach. A także dzięki niej znaczna część osób może wyjechać na 2 tygodniowe kolonie. Istnieje tam także: chór młodzieżowy „ Bel canto” prowadzony przez panią Dianę Adamską. Należy do niego głównie młodzież z gimnazjum. Odbywają się tam również zajęcia plastyczne, które prowadzi Pani Henryka Widz, zajęcia taneczne prowadzi Maja Paczos i kółko dziennikarskie. - GOK to wspaniałe miejsce, w którym młodzież może się spotkać. Jest on bardzo potrzebny w naszej gminie. uczęszczam na zajęcia z chóru i dzięki temu mogę pracować nad głosem również w wakacje, a nie tylko podczas lekcji muzyki- mówi Anna Kiełbasa Młodzi „dziennikarze” kształcą tam swoje umiejętności i wydają gazetę Cebulanka pod czujnym okiem Pani Marty Miszczak, dyrektora Gok-u. wszyscy pracownicy tej instytucji wkładają w swoją pracę wiele serca. Magda Łukaszczyk magda251095