Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
TERAZ TYLKO W WERSJI ELEKTRONICZNEJ !!!
Ferie tuż, tuż Sudoku - konkurs Krzyżówka Polecamy Jestem sailor Kolorowanka - pobierz Co tam u Was słychać ?
Co warto zobaczyć, a czego nie... ;)
s. 03 s. 09 s. 04 s. 10 s. 07 s. 11 Konkurs na...
Co planujecie robić w ferie, co porabialiście podczas świątecznej przerwy. Prace możecie zostawić w portierni z podpisem i zdjęciem z tych zajęć. Za najciekawszy pomysł należy się nagroda.
Życzę miłego czytania oraz zapraszam na stronę redakcja.mam.media.pl/szkolnik - mam, by zobaczyć nie wydrukowane wydanie grudniowe.
Ku przestrodze Przykład gry
Ferie tuż, tuż
Szkolnik mam
W związku z tym, iż zbliżają się ferie chciałbym przekazać Wam kilka cennych porad oraz sposobów na zabicie powszechnie nie chcianej nudy.
Będąc na stoku narciarskim uważajcie na innych narciarzy - oni mogą Was nie widzieć, gdy będziecie zjeżdżali bardzo szybko z górki.
Rzucania śnieżkami nikt jeszcze nie zabronił, lecz starajcie trafiać od klatki piersiowej wdół - nie w twarz - napewno będzie przyjemniej.
Sanki - niby wyszły z mody, choć ja wcale tak nie uważam. Uwielbiam zjeżdżać z górek, ale najbardziej lubię kuligi, są super!
Lepienie bałwanów w cieplejsze dni może przynieść nawet nagrodę. Zróbcie mu zdjęcie i zostawcie z podpisem i klasą w portierni.
Ale co robić, gdy śnieg nie spadnie?
W długie zimowe wieczory polecam gry planszowe, kalambury oraz zabawy jak chowanego, ciuciubabka itp.
Można też pójść na spacer po lesie -
tam zazwyczaj śnieg utrzymuje się najdłużej.
Piotr Nycz Dzieło sztuki w harmonijce
(co najmniej 2 graczy)
Kilka osób wykonuje jeden rysunek, przy czym gracze nie wiedzą, co narysowali poprzednicy. Osiąga się to w ten sposób, że narysowany fragment zagina się do tyłu. Kolejny gracz widzi tylko końcówki linii, do których musi nawiązać, rysując kolejny fragment postaci. Każdy z graczy dodaje do rysunku coś nowego, własnego. Na koniec naszym oczom ukazuje się np. krokodyl w kąpielówkach z nogami księżniczki.
Książka:
Ołówkiem po papierze
Herbert Schwinghammer
Kacper Tumulec
JESTEM SAILOR
© by Piotr Nycz & SZKOLNIK mam
Ja, Tomek mieszkam w Piszu Pewnie wiecie gdzie to jest… Powiem Wam. To małe miasteczko, można powiedzieć, że nawet duża wieś. Leży ono nad jeziorem Roś, na Mazurach. Urodziłem się tu i gniję w tym miejscu do dziś. Mam tu co prawda kilku kumpli, ale...
Chciałbym zamieszkać gdzieś nad morzem, koło portu. To wszystko marzenia nie do spełnienia.
Przejdźmy do rzeczy.
Teraz jestem u babci, właśnie skończyłem lekcje (a, zapomniałem jeszcze dodać, że jestem w ostatniej klasie liceum). Często tu bywam, bo do domu mam jakieś piętnaście kilometrów, a moim tempem, jeszcze sam. Phi, chyba jakieś żarty. Babunia mieszka zaraz obok szkoły, więc do niej idę po lekcjach. Odrabiam zadania domowe, a potem idę na moją łajbę. Robiłem ją razem z tatą całą zimę. Uwielbiam pływać. To moje całe życie. Ostatnio nawet…
- Tomku, obiad czeka!
- Już idę, tylko skończę rozmowę!
- Nie wygłupiaj się, nikogo u ciebie nie ma.
- Wiem, żartowałem. Skaczę za minutę.
To właśnie moja babcia. Ma bzika na punkcie jedzenia. Nie to żebym ją obrażał, ale jedzenie to jej hobby. To znaczy raczej gotowanie, bo sama nic z tego nie je.
Właśnie wybieram się na wodę. Czekajcie, tylko dryndnę do kolegi…
- Cześć Stachu, co u ciebie?
- Nic, idziemy pływać?
- Tak, właśnie po to dzwonię.
- Za pięć minut.
- O. K.
Siedem minut później…
- Siema.
- Cześć, łódkę już przygotowałem. Jest koło, dwie kamizelki, bosak. Tylko pagaja nie ma. Wziąłeś
może?
- Nie, ale zaraz skoczę.
- O jest. Leży w kadłubie, pod koją.
- Oki. To wypływamy! - Przygotuj cumy i szpringi do oddania!
- Jest. Przygotuj cumy do oddania
- Cumę dziobową oddaj! Cumę rufową oddaj!
- Oki, płyniemy Staszek.
Ze Stachem pływam wszędzie. Opływaliśmy razem całe Mazury. To właśnie z nim chcę uciec. Jemu ufam, a on ufa mi. Wiemy, że razem możemy wszystko.
Teraz płyniemy. Naszym celem jest mała wysepka na jeziorze Śniardwy. Dopłyniemy tam
w jakieś… czterdzieści minut.
- Stachu, uważaj. Zabijesz się. Pomału. Zadzwoń, proszę, do mojej mamy. Zostawiłem kartkę
i powiedziałem babci Zosi, ale lepiej, żeby ona też wiedziała.
- Dobra, już dzwonię.
Płyniemy tak sobie przez wodę wielką. Pogoda nam sprzyja, jest ciepło, wysokie ciśnienie. Wszystko jest, jak być powinno.
- Dopływamy do połowy trasy, Tomek. Za pięć mil zwrot o 23° na zachód.
- O. K. Dzięki. Przyjąłem.
- Patrz jaka piękna wysepka. Tamten las. Cudownie Tomku.
- Gdzie, nie widzę. Drzewa mi zasłaniają.
- Nie bądź głupi.
- No, dobra. Rzeczywiście pięknie. Sprawdź na mapie jakie głębokości.
- 2,5 metra, 3; 1,9. Śmiało, możesz płynąć. Aż dziwne, że nigdy tu nie byliśmy!
- Nom.
Dopłynęliśmy, zobaczyliśmy. Wyspa wprawdzie ładna, lecz nie ma na niej nic do roboty. Nawet pola biwakowego nie ma.
Trochę przywiało, chmur troszkę naszło. Trzeba wracać!
- Aaah! Aaah! Aaaaaaaaahh!
- Co się stało Staszek?!
- Mapa zwiała!
- Co?! Nie histeryzuj! Znajdziemy dom. Odbiliśmy od pomostu. Wiatr się zerwał na dobre. Łódką majtało, bujało i huśtało
na maksa. Mamy wprawdzie 60 koni pod pokładem, ale…
Jachcik niekoniecznie chce przetrwać.
Znosi nas. Nie możemy utrzymać kursu.
Płyniemy w zupełnie inną stronę. Wszystkie namiary i kierunki Neptun bierze. Nie mamy nic. Nic nie możemy też zrobić.
Trach! – łamie się ster
Ciach! – łódka wchodzi na kłodę, a ona robi dziurę w pokładzie
Bach! – wali się maszt flagowy, który mógł posłużyć za pomoc
- Toniemy Staszek…
- Wiem, bierz koło, i skacz. Ja wezmę styropian z koi.
- No, do brzegu blisko, która godzina?
- Nie wiem, mój zegarek też się zerwał i poszedł w cholerę!
- Płyniemy, inaczej zamarzniemy!
- Wskakuj, złożyłem jakoś te styropiany.
- Czekaj, do cumy przywiązuję czerwoną bojkę.
Po półgodzinnej samo akcji ratowniczej dotarliśmy do lądu. A co później się okazało – to kolejna mała wysepka. Musimy teraz rozpalić ogień i przygotować miejsce do spania.
Dzisiaj jest już poniedziałek, a wnioskując po słońcu, coś koło szóstej. Zaczynamy budowę łajby. Na szczęście jest tu coś do zjedzenia. Chyba jest to jakaś prywatna wysepka, bo pełno na niej grusz i jabłoni. Nie da się żyć na samych owocach, ale jakby coś dłużej zeszło, będziemy kombinować. Najważniejsze: Nie panikować…
- Stachu, podaj proszę tą deskę. Za jakieś dwa tygodnie, powinniśmy wypłynąć w powrotny rejs.
Dwa tygodnie później.
- Mamy już łajbę, przybij tu jeszcze dwa drewna tamtymi grubymi drewniakami.
- O, już gotowa. Głodny jestem, choć, zjemy tego zajączka z ogniska, co został ze śniadania.
- Już idę. Czekaj, bo myślę, czy ta bojka tam jeszcze jest. Oby…
- Smacznego Stasiu.
- Dzięki, nawzajem. A tak a propos, to zaraz pójdę i poszukam jakiegoś kawałka drewna, czy czegoś, by zatkać tę dziurę. Jakaś deska też by się przydała na ster. Kurczę, dlaczego nie mamy piły? Wszystko drewnem trzeba ciąć.
- No, to ja idę na wodę. Trzymaj ze mną kontakt. Narka.
Dopływam do bojki, którą tu zostawiłem. Dla tych, co nie w temacie. Miałem na celu zabezpieczenie jachtu przed ewentualnym wypadkiem, co mogłoby zniszczyć nasz statek,
a drugim celem – tym ważniejszym – było to, bym wiedział, gdzie szukać jej teraz.
Jest ciężko, pracowałem pięć godzin, by ją teraz ujrzeć. Jest w dobrym stanie, bo stała w końcu tylko dwa tygodnie po wodą. Całe szczęście, że jest drewniana. Można ją łatwo naprawić.
Naprawę zaczynamy od dna. Staszek zatyka dziurę, a ja biorę się za ster. Qmpel dobrze się sprawdził. Znalazł idealną dechę, a gdy już skończyliśmy dno, przeszliśmy do porządkowania kokpitu i nawigowni. Większość urządzeń takich jak UKF, które i tak już było nadpsute przestało całkiem działać.
- Całe szczęście, że sterociągi działają.
- Tomek, zauważyłem, że w dziobowej części kadłuba jest skrzynka z jedzeniem. Myślisz, że nadaje się do zjedzenia?
- Wiesz co? Te śledziki w puszce na pewno, a resztę trzeba sprawdzić. Ale wydaje mi się, że tak, bo były w końcu w zimnej wodzie.
Pracę zakończyliśmy powodzeniem. Spuściliśmy łódkę na wodę, sprawdziliśmy pod względem szczelności i wypłynęliśmy.
Rejs powrotny zajął nam pięć dni. Gdy dopłynęliśmy, na brzegu siedział ojciec, który żałował, że dopuścił mnie do łodzi i ogólnie żeglarstwa. ŻAŁOWAŁ, ale gdy zobaczył mnie, zbliżającego się do portu, jego myśli zmieniły się. A gdy powiedziałem mu, jak radziliśmy sobie ze Stachem – utwierdziłem go w tym przekonaniu.
Ktoś niezainteresowany powie mi, że to głupstwo, ale umówiliśmy się na kolejny rejs. Z tą tylko różnicą, że tym razem na morzu. Żeglarze już tak mają…
IM WIĘCEJ PRZEŻYJE – TYM MNIEJ SIĘ LĘKA I CHCE WIĘCEJ, CHCE SIĘ WGŁĘBIAĆ
dlatego żeglarzem trzeba się urodzić, lub bardzo pragnąć nim zostać, to nie taniec[...]
Polecamy
Reżyser:
Michael Apted
Scenarzysta:
Stephen McFeely
Trzecia część słynnej książki C.S. Lewisa. Trzymajaca w napięciu opowieść o wyprawie rodzeństwa Pevensie i księcia Kaspiana, którzy na pokładzie statku zwanego "Wędrowcem do Świtu" docierają do krainy, z której pochodzi Aslan - wielki lew.
Stopka redakcyjna O nas
Redaktor Naczelny
Nycz Piotr
JESTEŚ ZAPALONYM PISARZEM, LUB CHCIAŁBYŚ/ABYŚ
NAUCZYĆ SIĘ CZEGOŚ
Z TEJ DZIEDZINY ?
WSTĄP DO NAS, SZUKAMY CIĘ !!! Redakcja
Opiekun
pani Bogumił - Felbur Marta
Pracownia SZm
s. 4 (1 piętro)
Kontakt
506 473 119
szkolnik - mam@wp.pl Około dwa dni przed rozdawaniem gazety na tablicy ogłoszeń, koło sekretariatu wywieszona zostanie informacja o terminie
rozdawania naszych egzemplarzy.
W wydaniach będą różne dodatki, np. kupony na nie pytanie, słodycze, plakaty.
Zapraszam do współpracy, redaktor naczelny – Piotr Nycz !
Miłego czytania!
życzy redakcja