Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Wywiad ze zwyciężczynią pewnego konkursu - Pauliną Rumińską. Testy, testy i po testach... 3 gimnazjum finiszuje.
Jak każdy dobrze wie, trzecia klasa testem kończy się. Czy jakoś tak. Pozwólcie, że opowiem wam, co działo się w czasie "do testów", "podczas testów" i "po testach".
Egzaminy, egzaminy i po egzaminach...
Od 12-14 kwietnia 2011 roku obecne trzecie klasy pisały egzaminy gimnazjalne, które są niezbędne do ukończenia gimnazjum. Przez całą trzecią klasę byliśmy pracowicie przygotowywani przez naszych nauczycieli, którzy powtarzali z nami materiał (za co serdecznie dziękuję w imieniu wszystkich trzeciogimnazjalistów). I nadeszły te wielkie dni, które wielu z nas pozbawiły snu przez conajmniej kilka nocy. Nastał mroczny(dla większości) wtorek i humanistyczna część egzaminu. Ubrani galowo zebraliśmy się w swoich salach, gdzie została sprawdzona obecność. Następnie przeszliśmy na hol przed salą gimnastyczną, ustawiliśmy się według numerów z dziennika i czekaliśmy na końcowe przemówienia dyrekcji, które miały dodać nam otuchy. I rzeczywiście dodały. Po kolei, każda z klas wchodziła do sali gimnastycznej, gdzie były ustawione rzędy stolików. Każdy z nas miał dokładnie przypisane swoje miejsce. Zostały przedstawione nam procedury, rozdano testy i cóż...musieliśmy zabrać się do pracy! W części humanistycznej musieliśmy zmierzyć się z dużą ilością historii, wielu z nas przekonało się, czy zna hymn własnego narodu, a także
dokonania kilku patriotów- przywódców. Drugi dzień testów był zdecydowanie większą przerażającą zagadką, w porównaniu do testu humanistycznego. W tamtym roku nasi poprzednicy spotkali się z wielką chemiczną zagadką- radioaktywnymi robaczkami, których w tym roku, obawialiśmy się i my. Jednak, ku uldze wszystkich, nic takiego się nie pojawiło! Zmierzyliśmy się z fizyką, chemią, geografią i matematyką. Uważam, że byliśmy bardzo dobrze przygotowani do testu. Trzeci i zarazem ostatni dzień(dla wielu dzień bardzo spokojny) przyniósł nam test z angielskiego. Tym razem pisaliśmy go w salach lekcyjnych, co stwarzało przyjemniejszy, przede wszystkim bardziej swobodny klimat. Test nie był trudny- był na miarę naszych możliwości.
Tak i oto, dnia 14 kwietnia 2011 roku trzecie klasy nieodwracalnie przebrnęły przez egzaminy, które jeszcze tak nie dawno, bo przecież w pierwszej klasie gimnazjum, wydawały nam się tak odległe. W tym tygodniu przechodziliśmy przez chwile, których wielu z nas nie zapomni(później zostaje już tylko matura :)). Jestem pewna, że wszyscy cieszymy się, że mamy już to za sobą i możemy iść już dalej w zwolnionym tempie. Bo wiem, że przed testami niejednemu z nas było ciężko. Również w trakcie. Ale teraz...teraz pozostało nam się cieszyć czasem, który nam pozostał w gimnazjum.
Aleksandra Puszko
Jest historia, nie ma testu!
Rozwijanie uzdolnień i zainteresowań uczniowskich oraz zdolności stosowania zdobytej wiedzy w praktycznym działaniu, pobudzanie twórczego myślenia i promowanie osiągnięć uczniów, ich nauczycieli i szkół, motywowanie szkół do podejmowania różnorodnych działań w pracy
z uczniem zdolnym – to cele organizacji konkursów przedmiotowych dla uczniów gimnazjów.
Biorą w nich udział także uczniowie Gimnazjum nr 1 w Lubiczu,
przygotowywani przez swoich nauczycieli - panie Dorotę Fydrych i Mariolę Kordowską. W tym roku szkolnym do konkursu z historii zgłosiło się 7 uczniów, którzy zdecydowali się sprawdzić swoją wiedzę i umiejętności w zakresie edukacji
historycznej. Każdy z nich musiał rozwiązać trudny test konkursowy, przygotowany przez przewodniczącego komisji powołanej przez kuratora. O stopniu trudności mogą świadczyć liczby - spośród kilku tysięcy uczniów biorących udział w konkursie tylko ponad trzystu z nich zakwalifikowało się do udziału w kolejnym etapie. Nasi gimnazjaliści: Arkadiusz Lubak, Klaudia Myślińska, Dominika Sękowska i Tomasz Warczykowski znaleźli się nie tylko w grupie uczestniczącej w etapie rejonowym, ale i wśród 68 uczniów, którzy poradzili sobie z kolejnym testem na tyle dobrze, że awansowali do etapu wojewódzkiego. Rozległa wiedza historyczna i umiejętności, które zdobyli w trakcie nauki uczniowie Gimnazjum nr 1 w Lubiczu pozwoliła im odnieść spektakularny sukces. Wszyscy czworo: Arkadiusz Lubak, Dominika Sękowska i Tomasz Warczykowski - podopieczni pani mgr Doroty
Fydrych oraz przygotowywana przez panią mgr Mariolę Kordowską Klaudia Myślińska - zostali laureatami konkursu, co jednocześnie dało szkole pierwsze miejsce w województwie. Tytuł ten - poza zwolnieniem z części humanistycznej egzaminu gimnazjalnego - gwarantuje im możliwość wyboru miejsca kontynuacji nauki wśród szkół średnich cieszących się najlepszą opinią w regionie.
Czwórka laureatów konkursu przedmiotowego stawia Gimnazjum nr 1
w Lubiczu wysoko w rankingu szkół, których uczniowie brali udział w konkursie, świadczy też o wysokim poziomie edukacji historycznej.
Tekst pochodzi ze strony: http://zs1.lubicz.pl/aktualnosci.html#KONKURS HISTORYCZNY
Nie taki diabeł straszny
Wywiad z nauczycielem specjalistą, z wykształcenia również nauczycielem historii i WoSu, panią Alicją Regent.
Redakcja: Jakie jest pani najskrytsze marzenie?
Pani: Mam wiele marzeń. Na tą chwilę marzy mi się zdanie prawo jazdy (po czwartym podejściu) , a następnie dokończenie wyprawy na południe Włoch.
R: Ma pani jakieś wyjątkowe zainteresowania?
P: Oczywiście, śpiewam w zespole kościelnym. Do tego należę do bractwa rycerskiego, w którym zajmuję się przygotowywaniem posiłków i wybijaniem monet.
R:Jakie ma pani plany na przyszłość?
P: Chciałabym założyć szczęśliwą i kochającą się rodzinę.
R: Cieszy się pani, że ma swoją klasę?
P: Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, umożliwia mi to pracę z dzisiejszą młodzieżą o różnych charakterach i zachowaniach, jestem bliżej ich problemów i pragnień.
R: W dzieciństwie chciała być pani nauczycielką?
P: Jako mała dziewczynka bardzo chciałam być zakonnicą, byłam zauroczona w habitach. Chęć pracy w szkole pojawiła się u mnie w około 4 liceum.
R: Jakie cechy według pani są potrzebne w zawodzie nauczyciela?
P: Uważam, że najważniejsza jest sprawiedliwość oraz cierpliwość.
R: Czy praca z młodzieżą (również niepełnosprawną) sprawia pani trudności?
P: Na początku odczuwałam pewną blokadę pomiędzy mną, a osobami niedosłyszącymi. Musiałam nauczyć się z nimi porozumiewać, co nie było takie łatwe.
R: Czy jest coś, co chciałaby pani zmienić w szkole?
P:Tak, a mianowicie zmniejszenie ilości biurokracji, co w dzisiejszych czasach jest wręcz nierealne.
R: Pani motto życia? P: Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą – Jan Twardowski.
R: Co sądzi pani o ściąganiu? Została pani na nim przyłapana?
P: Myślę, że jest to bardzo nieuczciwe. W przeszłości zdarzało mi się ściągać, jak się okazuje umiejętnie, ponieważ nigdy nie zostałam na nim przyłapana. R:Serdecznie dziękuję pani za wywiad.
Patrycja Bejgier
Wywiad ze zwyciężczynią II edycji międzyszkolnego Konkursu Piosenki Miłosnej w Języku Obcym, który odbył się w 1.03.2011 r. w IX Liceum Ogólnokształcącym im. Kazimierza Jagiellończyka w Toruniu - Pauliną Rumińską.
Główną nagrodę, pokonując prawie pięćdziesięciu uczestników w kategorii szkół gimnazjalnych, wyśpiewała piosenką „Stop” z repertuaru Sam Brown. Oto, co nam powiedziała:
Redakcja:Czy śpiew od dziecka sprawiał ci przyjemność?
Paulina:Od najmłodszych lat cieszyłam się na wszystkie występy, więc raczej tak.
R: W jaki sposób znajdujesz czas na naukę i śpiew?
P: Myślę, że jeśli ma się w życiu wyznaczony cel i chęci robienia czegoś ambitnego, to znajdzie się czas na obydwie rzeczy.
R: Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?
P: Zdecydowanie muzyka, rodzina oraz przyjaciele. Bez nich nie wyobrażam sobie swojego życia.
R: Twoje plany na przyszłość są związane z muzyką?
P: Tak, aczkolwiek nigdy nie mam stuprocentowej pewności, że wszystko pójdzie zgodnie z moimi myślami.
R: Czy rodzina jest z ciebie dumna?
P: Myślę, a przynajmniej mam nadzieję, że tak.
R: Na scenie jesteś zestresowana?
P: W ostatnim czasie stres jest minimalny, ale zawsze jest mała trema, która jest bardzo motywująca.
R: Masz kogoś, kto zawsze cię wspiera?
P: Tak, są to moi przyjaciele, na których zawsze mogę polegać.
R: W jakim byłaś wieku, gdy pierwszy raz zaśpiewałaś na scenie?
P: To było w zerówce, podczas jakiegoś przedstawienia, aczkolwiek nie śpiewałam tam solo. Mój pierwszy solowy występ miałam w wieku 8 lat.
R: Czy ktoś cię do tego namawiał?
P: Nie, to była moja osobista decyzja.
R: Przed koncertem dużo ćwiczysz, czy koncert odbywa się bez przygotowań?
P: Zależy od tego, jakie są warunki. Zawsze staram się rozśpiewać choć przez kilka minut.
R: Masz jakieś inne hobby oprócz muzyki?
P: Myślę, że wiele by się znalazło, ale nie mam czasu na ich realizację.
Serdecznie dziękuję za wywiad.
Patrycja Bejger
Pokolenie JP – dawniej i dzisiaj
JP – litery, które są inicjałami największego Polaka XX i początku XXI wieku – papieża Jana Pawła II. Dziś spotykane z całkiem innym znaczeniem.
Pokolenie Jana Pawła II (Pokolenie JPII, Pokolenie JP2, Pokolenie '78) – nazwa mająca określać istniejący, wedle jego zwolenników, fenomen pokolenia osób (zwłaszcza młodzieży) z całego świata, skupionego wokół nauk papieża Jana Pawła II. O pokoleniu JP2 zaczęto mówić w mediach w kwietniu 2005 r. aby opisać żywą reakcję młodych ludzi na śmierć papieża. Jednak zwrot JP2 po raz pierwszy pojawił się dużo wcześniej, podczas Światowych Dni Młodzieży w Paryżu w 1997 roku. Funkcjonuje również inna nazwa, Pokolenie '78, która pochodzi od roku wyboru na papieża Karola Wojtyły. Wiąże się z 27 latami pontyfikatu, podczas którego papież przywiązywał szczególna wagę do spotkań z młodzieżą. Określenie JP2 pojawiło się w ruchu oazowym, i jak się okazuje, nie tylko - skorzystali z niego kibice, uliczni wandale, mlodzi-gniewni, ale w negatywnym znaczeniu.
Dziś spotykamy się często z napisem „JP” lub "JP 100 %" na ścianach budynków, na odzieży, w Internecie. Rozszyfrowanie tego skrótu, niestety, dla wielu nie jest trudne, skwitujmy, że chodzi tu o wulgarne obrażenie policji. Hasła te wyparły znane głównie z graffiti inne wulgarne skróty, tylko dlatego, że nie można w nim zrobić błędu ortograficznego. Symbol „JP” wylansował zespół „śpiewający” rap - „Firma” w konkretniej w piosence pt. „Reprezentuje JP”. Od tego momentu każdy "szanujący" się gangster musi mieć
Szkoda również, że ów znak tak bardzo przypomina określenie ludzi, którzy chcą w ten sposób wyrazić swój duchowy związek z papieżem Janem Pawłem II. Jest to rażąca opozycja znaczeń, których wzajemne kojarzenie wyrządza krzywdę wszystkim ludziom, ponieważ godzi w pamieć największego Polaka. Walczmy więc z szerzeniem negatywnego wydzwięku znaku JP.
ocenzurowany
plecak, kurtkę, czapkę lub dresik z tym symbolem, nie mówiac juz o tym, że "ozdabia" tym akronimem ściany blokowiska. Bunt jest naturalnym elementem procesu dojrzewania, ale wydaje się, że panuje dziś swoista moda na ideologię wandalizmu, przejawiającą się m.in. oczernianiem instytucji (policji, szkoły, rządu) oraz nie przestrzeganiem prawa. Co gorsze, zjawisko to dosięga nie tylko zdegenerowanych jednostek i podejrzanych środowisk, np. tzw. "kiboli", ale przecietnych, kilkunastoletnich dzieci z podwórka. W ten sposób chcą one zaznaczyc swoją siłę, pozycję, nieustraszoność, przynależnośc do wiekszej, agresywnej grupy starszych - idoli. Postepowanie takie pokutuje zwątpieniem w praworządność państwa, utrwala negatywną postawę, podważa autorytet policji (szkoły, rządu), ukazując ją jako organ represji. Ciekawe jest to w jaki sposób zareagują te same osoby, jeżeli właśnie dzięki policji, zostaną wyciągnięte z jakiejś groźnej i niebezpiecznej sytuacji?
Sukcesy Reprezentacji Gimnazjum w piłce nożnej!
W końcu mamy Reprezentacjie Gimnazjum, która może walczyć o najwyższe laury.
Po pogromie Grębocina (aż 10:0) szkolna Reprezentacja udała się na Zawody Powiatowe w futsalu, które odbyły się w Kowalewie Pomorskim. Nie jechalismy jako faworyci, a jednak. Drużyna w składzie: Arek Lubak, Maciej Rumiński, Piotr Przewięźlikowski, Wojciech Łaziński, Kamil Kowalski, Szymon Zmudziński, Damian Sodkiewicz, Krzysztof Peplau, Michał Kukowski, Mateusz Krauze i pan Tomasz Dolega (trener) zajęła II miejsce! To najlepszy wynik w historii szkoły. W finale niestety uległa drużynie ze szkoły z Głuchowa. Na szczęście to nie był ostatni turniej dla tej drużyny. W marcu team miał okazję rywalizować w zawodach Coca Cola Cup z Grębocinem i Tucholą. Jednocześnie mecz z Grębocinem był meczem o Mistrzostwo Gminy na Orliku. Drużyna w prawie nie zmieniomym składzie, miejsce M. Krauze (kontuzja) zajął Sebastian Domżalski. Było dobrze. Spokojnie wygraliśmy te dwa mecze i możemy czekać na koloejne etapy, które odbędą się już niebawem. Niestety przydarzyła się nieprzyjemna sytuacja, a mianowicie nasz zawodnik Krzysiu Peplau doznał poważnej kontuzji - złamanie ręki. Podczas meczu upadł tak niefortunnie, że interweniować musiał lekarz. Krzysiu nie zagra już pewnie w tym roku, co jest niewątpliwie ogromną stratą dla drużyny. Jednakże cały czas mamy power i damy radę.
Mam prośbę do was. Jako kapitan tej drużyny mam nadzieję, że zapamiętacie ten rok szkolny, jako rok, w którym drużynę z Lubicza w meczach piłki nożnej trzeba się obawiać!
W hołdzie Lubiczowi!
Arek Lubak
Pasjonujący wykład dr. Wincjusza Drozdowskiego
Ciało stałe, co to za zwierz?
„Ciało stałe, co to za zwierz?”, czyli tytuł ostatniego już wykładu z serii „Spotkań z fizyką”, wygłoszonego przez dr. Winicjusza Drozdowskiego, które odbyło się dnia 11 marca 2011 roku. Aby móc zacząć rozmawiać o ciałach stałych, należy przede wszystkim poznać przedmiot badań fizyka ciała stałego. Są to właśnie kryształy i elektrony w kryształach. Nauka ta jako oddzielna gałąź fizyki, powstała stosunkowo niedawno, bo w 1940 roku. W 1912 roku Max von Laue zauważył, że ciała stałe zawierające regularny układ atomów, mogą stanowić naturalną, trójwymiarową siatkę dyfrakcyjną dla promieniowania X. Warto przypomnieć sobie, że promienie X są falami elektromagnetycznymi o długościach fal rzędu 0 1 nm. Stąd widać, że dyfrakcja tego
promieniowania jest metodą doświadczalną w badaniu rozmieszczenia atomów w kryształach. Ciała stałe to ciała wyróżniające się uporządkowanym układem atomów (cząsteczek), które tworzą trwałą strukturę, zwaną siecią krystaliczną. Więc nie wszystkie ciała są kryształami. Stanem skupienia materii, w którym nie występuje uporządkowanie jest substancja amorficzna, czyli, np. szkło, tworzywo sztuczne, ceramika.
Powszechnie wiadomo, że w przyrodzie występują 3 stany skupienia. Często jednak, podaje się tylko dwa, kwalifikując ciecze i substancje lotne do kategorii płyny. Procesy zmiany stanów skupienia są bardzo powolne, aczkolwiek i tu występują odstępstwa od reguły. Trisiarczan sodu to substancja, która szybko i efektownie zamienia się w kryształ. Często pomijanym faktem podczas zjawiska topnienia jest chwilowe zatrzymanie wzrostu temperatury substancji- faktycznego momentu zmiany stanu skupienia.
Z fizyką ciała stałego ściśle związany jest Polak, Jan Czochralski – twórca metody otrzymywania kryształów o ogromnych rozmiarach. Jego fenomen polega na tym, ze jest on najczęściej pojawiającym się w publikacjach oraz wszelkich wiadomościach polskim naukowcem. Wydawać by się mogło, że to miejscu przypada Kopernikowi, który „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemie”. Wynika to z faktu, że metoda ta wykorzystywana jest do dnia dzisiejszego, a wszelkie otrzymane giganty, o butelkowatym kształcie, są właśnie jej zasługą.
Omawiając zagadnienie ciała stałego nie można zapomnieć o efekcie fotoelektrycznym. Polega on oświetlaniu elektroskopem substancji, która traci swój ładunek. Promienie przekazują swoją energię elektronom i znikają. Zjawisko to wyjaśnij Albert Einstein, znany głównie z teorii względności. Otrzymał w 1921 roku Nagrodę Nobla. W czasie rozdania nagród, Einstein w ramach manifestacji, wyjaśnił właśnie teorię względności. Zjawiskiem ściśle związanym z ciałem stałym jest także efekt termoelektryczny. Zakłada on że połączenie dwóch metali o różnych temperaturach w obwodzie spowoduje płynięcie prądu elektrycznego. Ma to zastosowanie m.in. w termostatach.
Czy można wywołać emisję światła inaczej niż w skutek podgrzewania? Okazuje się, że tak. Zjawisko to nosi nazwę luminescencji. Wyróżniamy katodoluminescencje , radioluminescencje, chemilumluminescencje. Nie jest to jednak proces przynoszący korzyści, gdyż ilość energii potrzebnej do wywołania emisji światła jest znacznie większa od tej otrzymanej. Owocem fizyki ciała stałego są więc diody elektroluminescencyjne (ang. LED), znacznie wydajniejsze niż tradycyjne żarówki.
Spotkanie było już ostatnim z serii zaplanowanej na rok szkolny 2010/2011. Spis tematów kolejnych wykładów już niedługo pojawi się na stronie www.ptf.fizyka.umk.pl.
Dominika Sękowska
Fizyka na wesoło
Anegdoty o sławnych fizykach
Isaac Newton otrzymał za naukowe zasługi tytuł lorda. Przez 26 lat nudził się na posiedzeniach izby lordów. Tylko raz poprosił o głos, co wywołało sensację wśród obecnych.
- Panowie - zwrócił się do zebranych - jeśli nie będą panowie mieć nic przeciwko temu, to prosiłbym o zamknięcie okna. Bardzo wieje i boję się, że się przeziębię.
Po czym Newton z godnością zajął swoje miejsce.
Poprawka do Newtona.
Newton źle sformułował prawo powszechnego ciążenia. Powinno ono brzmieć: ciała zawsze spadają w ten sposób, że powstaje jak największa szkoda. 89% kanapek spada masłem na dół, a liczba ta wzrasta proporcjonalnie do wartości dywanu, na który spadają.
B. Purdue, fizyk
Pewnego razu Newton zaprosił na obiad przyjaciela, ale zapomniał o tym uprzedzić służbę. Gdy gość się zjawił, zobaczył na stole jedno nakrycie, a stwierdziwszy, że Newton akurat dokonuje obliczeń, zjadł obiad i - nie chcąc przeszkadzać - wyszedł.
To dziwne - rzekł uczony skończywszy pracę. - Gdyby nie dowody rzeczowe, które stoją na stole, mógłbym sądzić, że nie jadłem dziś obiadu...
André Ampére, francuski fizyk i matematyk (1775-1836), miał dwa koty - dużego i małego - które bardzo lubił. Przeszkadzały mu jednak ciągłym drapaniem do drzwi, więc
w końcu wpadł na doskonały pomysł. Kazał wywiercić dla kotów dwa otwory w drzwiach: jeden duży - dla dużego, drugi mały - dla mniejszego.
Jeden z polskich matematyków zauważył w oknie berlińskiej księgarni książkę Kurta Meissnera Nieskończoność w matematyce. Zapytał o nią Edmunda Landaua (1877-1938) - profesora w Getyndze.
Nie czytałem jej i nie zamierzam czytać.
Dlaczego?
Meissner był nauczycielem domowym u hrabiego Arco i pewnego poranka uciekł do Włoch z hrabiną Arco i podręczną kasą hrabiego. Skoro tak źle zachował się w skończoności, nie przypuszczam żeby w nieskończoności umiał zachować się lepiej.
Dlaczego właśnie ja sformułowałem zasadę względności? Ile razy zadaję sobie to pytanie wydaje mi się, że przyczyna jest następująca: Normalny dorosły człowiek w ogóle nie rozmyśla nad problemami czasu i przestrzeni. W jego mniemaniu przemyślał to już w dzieciństwie. Ja jednak rozwijałem się intelektualnie tak powoli, że czas i przestrzeń zajmowały moje myśli nawet wtedy, gdy stałem się już dorosły. Albert Einstein
Einstein, kiedy był studentem, nie był zbyt lubiany przez profesorów. Pewnego razu jeden z nich zwrócił się drwiąco do niego:
Jak pan sądzi, czy skutek może wyprzedzać przyczynę?
Może - odparł Einstein - na przykład taczki popychane przez człowieka.
Zapytano kiedyś Einsteina, z jakich zagadnień będzie egzaminował studentów. Profesor odpowiedział:
Pytania będą takie same, jak w ubiegłym roku.
Ależ, profesorze, przecież to szalone ułatwienie!
Nic podobnego. Pytania są wprawdzie takie same, ale prawidłowe odpowiedzi zupełnie inne.
Einstein objeżdżał uniwersytety amerykańskie, gdzie miał wykłady o swej teorii względności. Podróżował w limuzynie z kierowcą. Pewnego dnia, w czasie jazdy kierowca rzekł do uczonego:
Panie doktorze, ja już słyszałem pana wykład ze trzydzieści razy. Znam go na pamięć i słowo daję, sam bym mógł go wygłosić.
Świetnie! Można spróbować. Tam, dokąd teraz jedziemy, nikt mnie osobiście nie zna. Ja włożę pana czapkę, pan przedstawi się za mnie i wygłosi wykład - odrzekł Einstein. Gdy kierowca skończył wykłąd i zbierał się do odejścia, zatrzymał go jeden z profesorów obecnych na wykładzie, prosząc o odpowiedź na wielce skomplikowane pytanie, pełne wzorów matematycznych. Kierowca bez namysłu odpowiedział:
Odpowiedź na to pytanie, profesorze, jest tak prosta, iż nie mogę się nadziwić, że je pan zadał. Aby pana przekonać jak bardzo prosty jest ten problem, zwrócę się do mego kierowcy, aby go rozwiązał.
Spytano kiedyś Einsteina:
Co myśli pan o ewentualnościach trzeciej wojny światowej i jaka broń będzie dla tej wojny charakterystyczna?
Postęp w tej dziedzinie jest tak zadziwiająco szybki, że nie mógłbym uczciwie odpowiedzieć na to pytanie - rzekł uczony. - Natomiast z całą pewnością mogę stwierdzić, że czwarta wojna światowa odbędzie się na maczugi i kamienie.
Einsteinowi zdarzyło się, że nie mógł znaleźć okularów. Odnalazła mu je dziewczynka.
Dziękuję Ci moje dziecko, jak się nazywasz?
Klara Einstein, tatusiu
Spotkawszy przyjaciela Einstein powiedział:
Niech pan przyjdzie jutro do nas na obiad. Będzie profesor Smithson...
Ależ profesorze, przecież Smithson to właśnie ja!
Nic nie szkodzi, niech pan przyjdzie
A. Podsumowanie roku 2010
(top 10 gier zdaniem internautów)
B. Podsumowanie roku 2010
(top 10 gier moim zdaniem) A
1. StarCraft II
2.Mafia 2
3.Bioshock 2
4.Mass Effect 2
5.Gran turismo 5 6. Rock Band 3
7.Fallout: New Vegas
8. Minecraft
9. Civilization v
10.Call of duty Black ops B
1. Fifa 2011
2. Assassin Creed Broterhood
3. Gran turismo 5
4.Call of duty Black ops
5. Splinter cell conviction
6. Mafia 2
7.Battlefield Bad company
8.Just cause 2
9.NBA 2K11
10.Sniper ghost warior Dziś chciałbym wam polecić grę związaną z obecną porą roku.
Jeżeli lubicie snowboard, ale nie macie pieniędzy na sprzęt i wyjazdy na profesjonalne stoki, to gra „ Shown White snowboarding” jest właśnie dla was. Ta gra jak można się domyślić jest o snowboardzie. Ten tytuł nie należy do najświeższych pozycji, bo powstał w 2008 roku, ale gwarantuję, że warto w nią zagrać. Przyciągnąć do tej gry może cena(70 zł na Xboxa). Opiszę wersję konsolową(konkretnie Xboxową) może ona odrobinę różnić się od wersji na PC lub PS3.
Gra nie ma konkretnej fabuły, naszym celem jest przypodobanie się Shownowi, czyli mistrzowi snowboardu, poprzez zbieranie dla niego specjalnych monet. W grze dostępne są cztery stoki: Park City, Europa, Japonia, Alaska a w wersji limitowanej jeszcze Target. Najbardziej przyjaznym stokiem dla początkujących graczy jest: Park City, bardziej zaawansowanym graczom polecam Alaskę, na której znajdują się maksymalnie ekstremalne stoki. Sterowanie jest bardzo intuicyjne i będzie przyjemne dla osoby, która ma w ręku pada, jak również dla hardcorowyh graczy. Ciekawym momentem w grze jest przygotowanie ubrań, sprzętu i w końcu stworzenie własnego zawodnika, którego możemy wyposażyć wg swojego uznania.
Gra jest bardzo wciągająca i moim zdaniem warto wydać na nią te 70zł.
„ Oczywiście nie jesteś idiotą. To jest gra wideo i zdajesz sobie sprawę , że gdybyś spróbował większości z tych rzeczy w prawdziwym świecie, szybko byś się zabił. Ale koniecznie spróbuj snowboardu, to świetna zabawa.
Marcin 100rozum
Trylogia Nocnego Anioła – Brant Week
Merkuriusz pragną w życiu jedynie mieć dość siły by obudzić się następnego poranka. Jednak nie jest to łatwe w norach – slumsach dla dzieci niewolników, gdzie każdego dnia musiał okradać ludzi w burdelach i tawernach, by móc opłacić swoją gildie. A stowarzyszenie to oprócz dziurawego dachu nad głową nie dawała mu zbyt wiele. Idolem Merkuriusza był Durzo Blint, najlepszy siepacz (zabójca obdarzony magicznymi mocami) w kraju – miał wystarczająco dużo siły i odwagi by móc zabić każdego, a takie umiejętności przydałby się młodemu bohaterowi. Przydałyby się ponieważ kolejny raz osoba z gildii nie uzbierała wystarczająco pieniędzy, a za to czeka manto. Ten jedyny raz Merkuriusz pragnął stać się taki jak słynny Durzo i na swoje nieszczęście znalazł wystarczająco odwagi by sprzeciwić się szefowi gildii o zacnym imieniu „szczur”. Szef jak to szef – nie pozwoli dmuchać sobie w kasze byle dzieciakowi, więc zapowiedział okrutną zemstę i taka tez była. Najlepszy przyjaciel Merkuriusza – Jarl został brutalnie pobity i zgwałcony na jego oczach, ale gorsze było to że na drugi ogień miał pójść największy skarb chłopca – jego mała, śliczna przyjaciółka laleczka, która wiecznie milczała. Oczywiście i tym razem mały chłopiec, musiał znaleźć siłę – musiał stać się uczniem Durzo Blinta! Oczywiście! Ale ktoś taki jak najsłynniejszy siepacz nie będzie uczył byle kogo, argumenty chłopca wzbudziły w nim jedynie litość, bo zaproponował mu że opłaci studia w innym zawodzie by mógł zapomnieć o przeszłości, choć mógł to tez być wyraz troski…. Lecz czy stać na to seryjnego zabójcę, którego oddech pachnie czosnkiem, a jego tożsamość to jedna wielka zagadka? Sprawdź czy Merkuriuszowi uda się zasłużyć na uznanie dużo, czy uratuje swoją małą laleczkę i jakie będzie późniejsze życie Jarla. Przekonaj się czym są tajemnicze Kakari dające niegraniczoną
władzę i siłę, kto je posiada , a także jaki sekret nieudolnie próbuje ukryć Durzo. Odkryj kto stanie się miłością młodego Kylara Sterna, jak wygląda więzienie paszcza – jego najgorsza część dno i mieszkańcy którzy gołymi rękami rozrywają zbyt słabych towarzyszy by nie zginąć z głodu a także poznaj metody najazdu na sąsiednie państwa KrólaBoga i poświęcenie z miłości, choć druga strona go nie odwzajemnia. Pełna wartkiej i zawiłej akcji książka, w której każdy rozdział odkrywa nowy wątek i tajemnicę – gdzie los głównego bohatera jest ściśle związany z przyszłością jego kraju i przyjaciół, gdzie każda kolejna decyzja niesie nowe konsekwencje i komplikacje, ale w końcu nikt nie powiedział, że życie jest łatwe.
DO KUPIENIA W KSIĘGARNIACH MATRAS ZA 39ZŁ
Sandra Czerniawska
Konkurs frazeologiczny rozstrzygnięty
Nauka nie poszła w las.
Kolejna edycja międzyszkolnego konkursu frazeologicznego pod hasłem „Licz się ze słowami” odbyła się dnia 10 marca 2011 roku w Gimnazjum nr 3 w Toruniu.
Kolejna edycja międzyszkolnego konkursu frazeologicznego pod hasłem „Licz się ze słowami” odbyła się dnia 10 marca 2011 roku w Gimnazjum nr 3 w Toruniu. Etap ten poprzedzały zmagania szkolne, które odbyły się miesiąc wcześniej. Naszą szkołę reprezentowała Dominika Sękowska, uczennica klasy III E, która konkurowała z kilkoma uczennicami z toruńskim szkół. Konkurs poprzedzał, stwarzający miłą atmosferę, poczęstunek przygotowany przez dziewczęta ze Gimnazjum nr 3. Konkurs oficjalnie rozpoczęto krótką przemową, obfitującą w związki frazeologiczne, którą wygłosiła pani dyrektor. Pierwszy etap był 30-minutowym sprawdzeniem wiedzy na temat prawidłowych połączeń, podziału frazeologizmów, a także polskiego znaczenia sentencji łacińskich. W momencie kiedy uczennice udały się w celu przygotowania krótkiej prezentacji, komisja rozpoczęła sprawdzanie prac. Wyniki pierwszego etapu ogłosiła, wchodząca w skład komisji, pani Dorota Bock-Weber. Wreszcie rozpoczęła się część wywołująca największe emocje, a mianowicie kilkuminutowy monolog „naszpikowany” największą ilością związków frazeologicznych dotyczących żywności. Wśród uczestniczek pojawiała się m.in. tematyka szkolna, zdrowego żywienia, podróży kulinarnych, wiadomości ze świata. Dominika przygotowała historię kucharza, który niespodziewania stracił pracę. Scenografią, strojem i gestykulacją oczarowała jury, które przyznało jej największą ilość punktów. Kolejny etap, tym razem arcytrudny, wymagał znajomości przysłów. W każdym spośród podanych w kolejności wyrazów, należało wybrać dwie sąsiadujące ze sobą głoski i połączyć w jedną całość. Zadanie wykonała tylko jedna osoba. Następnym wyzwaniem było wyjaśnienie znaczenia frazeologizmów ukrytych we fragmentach książek. Na zakończenie jury przygotowało zaskakujące, ale dość przyjemne ćwiczenie. Uczestniczki wylosowały jednego z polskich sportowców i wykorzystując jak największą ilość związków, przedstawiły zgodny z prawdą życiorys. Werdykt ogłosiła przedstawicielka jury, wręczając tytuł pierwszego dudka, który nie dał się nabić w butelkę Dominice Sękowskiej. Szkoła otrzymała także kryształową statuetkę. Ze względu na jej przechodni charakter, w przyszłym roku nasza szkoła ponownie będzie musiała walczyć o tytuł dudka. Miejmy nadzieje, że zwyciężymy ponownie!
DS
Dbajmy o zwierzęta, bo przecież one czują to, co my!
Codziennie kilkadziesiąt, a nawet kilkaset ludzi postanawia zakupić jakieś zwierzątko, przyjaciela człowieka np.: pieska, kotka itp. Będąc młodym osobnikiem jest ono rozpieszczane, pielęgnowane, przez swoich właścicieli lecz po pewnym czasie gdy stanie się większe, urośnie często się już nikomu nie podoba, nikt nie chce się nim opiekować i zostaje porzucone, katowane lub głodzone.
Możemy spotkać się zwierzętami przywiązanymi do słupów, drzew, znaków drogowych, a najczęściej po prostu błąkają się po świecie szukając ciepłego kąta, pożywienia. Najczęściej te błąkające po prostu zdychają z zimna czy też z głodu. Więc, gdy spotkamy takie zwierzątko porzucone na pastwę losu, to przygarnijmy je do siebie lub oddajmy do schroniska. Schronisko jest to miejsce, w którym ludzie opiekują się takimi zwierzętami. W Toruniu jest także taka placówka w której zwierzęta czują się bezpiecznie, mają swój własny ciepły kąt. Adres pod który możecie je przywieźć to: Miejskie Schronisko dla Zwierząt w Toruniu
ul.Przybyszewskiego 3
87-100 Toruń
lub skontaktować się:
tel.: (0-56) 622-48-87
email: torun@schronisko.net
Paulina Janczewska
Ciesząc się Zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa, życzymy spokoju, radości i zdrowia z okazji Wielkiej Nocy, a także powodzenia w życiu osobistym i zawodowym, realizacji marzeń, planów, zadań życiowych, pomyślności oraz życzliwości najbliższych, aby wspólnie spędzony czas przy Wielkanocnym stole wynagrodził trudy codziennego życia,
Dyrekcja,
Rada Rodziców,
nauczyciele
Jeżeli macie jakieś problemy czy pytania, chcecie się z nami skontaktować, bądź też dołączyć do redakcji, piszcie:
redakcja.spokopoko power@gmail.com
Redaktor Naczelny:
Aleksandra Puszko
Zastępca Redaktora Naczelnego:
Arek Lubak
Dziennikarze:
Agata Rybińska, Dominika Sękowska,Oliwia Gołembiewska,
Aleksandra Kwiatkowska, Patrycja Bejger, Sandra Czerniawska, Agata Zakrzewska
Opiekunowie:
Violetta Chmurzyńska, Magdalena Łukaszewska, Dorota Ratkowska