Musisz zainstalować flash player pobierz instalator










Wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, kiedy weszłam na stronę z artykułami, które powinny zostać wysłane przez moich kochanych kolegów( i koleżanki) dziennikarzy przed 20 marca, a tam… pusto! Już chodzą o mnie legendy, jakobym miała biegać za nimi po korytarzu szkolnym z siekierą w ręku! Tak naprawdę horror zaczął się dopiero 3 dni temu, kiedy zdesperowana i wściekła biegałam rzucając książkami w spóźnialskich. Ale jak widzicie, mimo mini problemów i niestety z opóźnieniem gazetka POWSTAŁA! Zapraszam do czytania już 10 numeru!!! Redaktor naczelna Donata Popławska Dołącz do nas na facebooku Redaktor naczelna: Donata Popławska Zca redaktora: Mateusz Kostka Sekretarz redakcji: Aleksandra Kruk Grafik: Borys Brodowicz Dziennikarze: Magda Machowiak, Angelika Podkowa, Anna Pietrzak Wydawca: Magda Adamczyk Gościnnie: Konrad Kaczmarczyk

Wypas owiec - czyli rzeczywistość obywateli Rzeczpospolitej



Jakiś czas temu potrzebny był mi paszport. Przeszukałem więc pudełko z dokumentami, znajdując przy okazji wiele rzeczy, które dawno zostały uznane przeze mnie za bezpowrotnie stracone, a z ich stratą już dawno się pogodziłem, oraz takie, co do których zacząłem powątpiewać, że kiedykolwiek istniały. Wyjąłem z  szkatuły brązową książeczkę, na której ku mojemu zdziwieniu, „w tytule” jest napisane wielkimi literami „UNIA EUROPEJSKA”. Dopiero pod spodem czytamy „RZECZPOSPOLITA POLSKA”. Jakoś wcześniej nie raziło mnie to tak bardzo jak teraz, że w pierwszej kolejności jestem obywatelem Unii, a dopiero potem Rzeczpospolitej – może dlatego, że gdy dwa lata temu ostatni raz trzymałem paszport w ręku, jakoś nie specjalnie zależało mi na tym. Poirytowany sięgnąłem więc do Internetu. Odkryłem, że podobnie wyglądał paszport takiej... Gujany Brytyjskiej. U góry czytamy bowiem „BRITISH PASSPORT” a dopiero poniżej jest informacja o tym, że to jednak dokument należący do kogoś, kto zamieszkuje całkiem inny kontynent; kraj, który jest jedynie KOLONIĄ Wielkiej Brytanii. Pozostając w UE, i to jest tego kolejny dowód, utraciliśmy suwerenność – nasz kraj jest jedynie częścią jakiejś większej struktury. Bierze zatem nasz paszport jakiś celnik na końcu świata, gdzieś w Boliwii czy Bangladeszu, gdzie o Polsce wiadomo tyle, co my wiemy o koloniach zamorskich Wybrzeża Kości Słoniowej i już na okładce widać, że coś z nami nie tak. Przynajmniej na pewno, nie jesteśmy obywatelami Stanów Zjednoczonych – symbolem pieniędzy i wolności. To jeszcze nic. Celnik otwiera paszport, przewraca kartki a tam.... galeria radosnej twórczości, z której pewnie czegoś się dowiemy o tym

Celnik otwiera paszport, przewraca kartki a tam.... galeria radosnej twórczości

dziwnym kraju „UNIA EUROPEJSKA RZECZPOSPOLITA POLSKA”. Na stronie pierwszej celnik dostrzega klasyczną polską drogę – kamień na kamieniu pośród pagórków leśnych i łąk zielonych. Na stronie drugiej widzimy klasycznego polskiego człowieka – chłopa bez butów idącego po drodze, podpierającego się kijem. Na stronie piątej, siódmej i czternastej seria: wozy drabiniaste zaprzężone w konie – przecież wiadomo, że to najpopularniejszy w Polsce środek lokomocji. Nie dotarły do nas jeszcze samochody (chociaż na trzydziestej pierwszej jakaś dziewiętnastowieczna prowizorka przypominająca trabanta...). Ale za to, na stronie dwudziestej pierwszej mamy ciuchcię z kominem. A czym Polacy się zajmują? A wypasaniem owiec (str. 23). Taką zrobiono wizytówkę Polsce – państwu kolonialnemu, no  ale w ramach Unii Europejskiej. Mateusz Kostka Potęga środków masowego przekazu



Internet- źródło piękna, dobroci i życiodajnej miłości. Nie ważne- w modemie czy kablu, zawsze niezawodny, gotowy i chętny do pracy; wszechronny towarzysz egzystencji, którego potęgi nie da się w żadnym stopniu przedstawić, a jego zalety są dla przeciętnego śmiertelnika wręcz nie do przecenienia. Wystarczy pomyśleć, jak często wspiera nas w trudnych chwilach, np. kiedy przegramy mecz, albo stracimy życie w GTA. On zawsze zrozumie, pozwoli zacząć od początku. Nie przejmuje się naszymi wadami- możemy być pulchni i nerwowi, nie mieć zamku w Grepolis, najnowszego miecza świetlnego czy nierozgarnięte, prymitywne plemię... Internet nas kocha, co więcej sam jest wszechogarniającą miłością. Jednak- i tu uwaga- musimy pamiętać ,aby odwdzięczyć się naszemu cudownemu wynalazkowi i zawsze przestrzegać kilku prymarnych zasad: 1. Interenet potrzebuje miłości, opieki, zaangażowania. Powinieneś zastanowić się, jak wygląda wasz związek, czy poświęcasz mu wystarczająco dużo uwagii, czy go szanujesz, dbasz o modem/kabel. Pamiętaj, że internet to też człowiek. Nie bądź egocentrykiem- zainteresuj się jego potrzebami, uważaj aby wasza relacja nie opierała się na jednostronnym wyzysku. 2. Wschód słońca- idealny krajobraz aby rozpocząć codzienną przygodę z internetem. Gdy już daliśmy mu się trochę wytchnienia i regeneracji po pracowitym dniu, czas by przypomnieć mu  że jest kochany i potrzebny. 3. Rozpieszczaj internet przy każdej możliwej okazji. Pamiętaj, że każdy dzień jest inny, a wasza relacjia może się modyfikować. Nie pozwól rutynie wejść w progi naszego związku. Zapamiętaj również, że internet to nieprzeciętny



romantyk, urozmaicaj więc wasze wspólne posiłki, komplementuj szatę graficzną różnych stron, czy włączaj wasze ulubione seriale online.. 4. Rodzice i tzw. przyjaciele nie zawsze rozumieją twoje potrzeby. Nie przejmuj się negatywnymi komentarzami środowiska, w którym żyjesz. Niezrozumienie ze strony rodziny często dotyka osoby wrażliwe, a każdy kochający człowiek jest niczym artysta. Artysty nikt nie zrozumie. 5. Internet jest nieomylny. Niczym księga życia odpowie ci na twe pytania, rozwiąże problemy, pomoże ukoić ból i strach. Internet jest twym przyjacielem, rozumie cię bez słów, spełnia twe oczekiwania, wymogi... Aleksandra Kruk
Wpływ dziury ozonowej na miesiączkowanie pingwinów cesarskich i cykl rozwojowy...


"Zapewne po części to prawda, ale dobrze wiemy, że każdy na swój „rozum” i mniej więcej potrafi dokonywać własnych wyborów." Na początku planowałam napisać o „wpływie dziury ozonowej na miesiączkowanie pingwinów cesarskich” ale kompletnie nie mam na ten temat żadnego pojęcia. Potem przez myśl przeleciały mi słowa: „cykl rozwojowy bruzdogłowca szerokiego”. Uznałam, że i ten nie do końca mi odpowiada. Zajmę się może tym, co mnie ciekawi. Sekta. Cóż to takiego jest? Jak wyglądają ludzie należący do sekty? Jakie motywy rządzą ludźmi – guru? Każde słowo, które jest tutaj napisane to moje własne zdanie i przemyślenia. Jeśli się z nimi nie zgadzasz – masz prawo, jeśli się zgadzasz – zacznij pracować nad własnym zdaniem. Uważam, że sekta to coś w rodzaju zamkniętej, „elitarnej” grupy ludzi kierujących się własnym kodeksem, zasadami,



prawami. Mogą one liczyć 5 osób, a mogą 100 i więcej. Do sekty może należeć każdy normalnie, bądź nienormalnie wyglądający i zachowujący człowiek. Nie wiem, czy inni zdają sobie z tego sprawę, że każdy z Nas należy do „jakiejś” sekty. W przypadku moim są to „dobre” sekty o nazwie Rodzina, Przyjaciele etc. Ale są sekty, w których składa się ofiary ze zwierząt, wychwala się nadmiernie Boga (lub innych bogów), demonstruje się miłość do Lucyfera i tym podobne. Ale według mnie najciekawszym pytaniem jest: Co rządzi (jakie chęci, pragnienia) ludźmi – guru, założycielami sekt, mistrzami ceremonii? Czy to chęć władzy nad innymi? Zapędy ustawodawcze i sądownicze? Pragnienie... właśnie. Czego oni mogą pragnąć? To wiedzą tylko oni sami. Ich umysły potrafią manipulować ludźmi, więc są to osoby silne psychicznie. Często mówi się, że „ofiarami” takich ludzi są osoby słabe, o łamliwej psychice, którzy nie posiadają własnego zdania i często łatwo je sobie podporządkować. Zapewne po części to prawda, ale dobrze wiemy, że każdy na swój „rozum” i mniej więcej potrafi dokonywać własnych wyborów. Ostatnio prawie nic w mediach nie słychać o sektach - tych „złych” sektach - a przecież one istnieją. Myślę, że powinno się uświadamiać społeczeństwo. Ale to już nie należy do moich kompetencji. Gdzieś w Afryce, jest takie plemię, które w trakcie obrzędów wywija małego chomiczka (uprzednio rozcinając mu jego brzuszek) na drugą stronę... Można by nazwać ich pewnym rodzajem sekty, tyle że tak to zwyczajna tradycja. A sekta „prawdziwa”, jak na nasze czasy sama wymyśla sobie obrządek. Ciekawą kwestią jest również przyjmowanie „nowych”. W szkole jest to na przykład „kocenie” – kici kici, marker, zadania. W sekcie wygląda to podobnie, ale zapewne używa się innych określeń, innych „zadań” i ogólne – tak mi się wydaje - wygląda to mniej zabawnie niż w szkołach. Podsumowując... Nie, nie ma podsumowania. Każdy powinien wyciągnąć wnioski z mojego króciutkiego tekstu. Angelika Podkowa Hollywood nie śpi, nigdy nawet nie zamyka oczu, nie mruga. To sześcian,gdzie ściany mają uszy, podsłuchy, pluskwy i lunety. W tych ścianach są dziury, pełno dziur. Dziury na wylot, tak jak w duszach ludzi sprzedanych dla Miasta Aniołów. Dla tych którzy nie kryją swojej twarzy za okularami wiatr wieje w oczy, bo Los Angeles latem jest pustynią. Ktoś musi kiedyś powiedzieć, że Ameryka jest odrażająca.
Wszyscy wiedzą a nikt nie mówi


Lata 50 i 60 XX wieku. Ktoś marzy o miłości i kołysze się z kieliszkiem Dom Pérignon do piosenki Franka Sinatry "night and day". Później połknie sporą dawkę tabletek nasennych. Zaśnie i obudzi się na plaży. Tak, ona tak by właśnie chciała. Chce i zawsze to dostaje. Sceneria się zmienia, ale wciąż słychać Sinatre. Widać dwa cienie na piasku. Kobietę i mężczyznę. Jest zachód słońca, na około tyle wody. To romantyczne, bo trzymają się za ręce. Niczym się nie przejmują są tacy beztroscy. Długi pocałunek i znowu łapią się za ręce. Ona jest chyba pijana. Gazety mówią, że to nic nowego. Za kochankami stoi domek. Jak z bajki, bo na plaży. Pełno w nim ludzi. Przed domem stoi nikt inny tylko Sinatra do niego podchodzi Peter Lawford i podaje mu cygaro i szklankę drogiego trunku.Oni organizują ich schadzki. Oboje patrzą. Nie patrzą na zachód. Chociaż jest taki piękny. Oni patrzą na cienie. To one są piękniejsze. Ona jest filmowana. On nagrywany na taśmy. Ona to Marilyn Monroe, on John Fitzgerald Kennedy. FBI, CIA, mafia, przyjaciele, znajomi, policjanci, gangsterzy, oszuści, sąsiedzi i Bóg jeden wie kto jeszcze notuje, spisuje, i śledzi perypetie amerykańskiego kochanka oraz



szalonej sexbomby. Łyk szmapana i tabletka, łyk szampana i tabletka. Czynność powtórzyć. Spóźnić się na plan filmowy. Czynności powtórzyć. MM spędza weekend na jachcie Sinatry, czekając na JFK. Sinatra kocha mafię, mafia kocha Sinatrę, ale do czasu. JFK, ma taki piękny uśmiech. Właśnie został prezydentem i uśmiecha się do fotografów, współpracowników, braci, ojca, Sinatry i do żony. Ma taką piękną żonę. Jacqueline wie, wie o kobietach. Biały Dom się nie zamyka, a drzwi otwierają i zamykają kobiety. Materace w pokojach są takie miękkie. Kennedy to lubi. Marilyn lubi zamykać oczy w jego ramionach. Anielski wiatr przywiewa wiadomość o niepewnej przyszłości obojga. Jeśli wiatr wie? To wiedzą wszyscy ale nikt nic nie mówi. Pewnego razu Monroe ucieknie z planu "Something's Got to Give" w samolocie będzie nucić "Happy birthday" Jest pijana. Ale to pewnie wina wysokości. "Przed państwem spóźniona Marilyn Monroe " A atmosfera na urodzinowym party przypomina kiermasz. Na scenie wreszcie pojawia się MM. W idealnej sukni i włosach jak wata cukrowa. Spiewa, gardłowym głosem, bardzo seksownym "Happy Birthday Mr. President..." Tłum krzyczy - "co za tyłek! ", Marilyn skacze jak mała dziewczynka, sukienka jest taka ciasna, że się rozpruwa. Tej nocy będzie tańczyć naga z opadającymi na ramiona włosami. W pokoju zrobi się ciemno. Tak jak ciemno zrobi się po raz ostatni przed jej oczami. I rok później przed oczami JFK. Ona połknie o jedną tabletkę za dużo i wypije o jeden kieliszek za dużo, a on zostanie postrzelony kulą, która zostawi otwór o średnicy trzynastu centymetrów. Kto wie czy nie spacerują teraz po plaży podczas nocy kołysanych falami Pacyfiku ?  Anna Pietrzak MUSE, muse, muse, muse, muse, muse, muse, muSe, muse, muse, muse, muse, MUSE, muse...



Jedyni, niepowtarzalni, wyróżniający się … Mowa oczywiście o angielskim zespole rockowym Muse, który ostatnimi czasy wystąpił w naszym kraju dwukrotnie. Pierwszy raz zagrali na Openerze w 2007 roku, a po raz drugi na ubiegłorocznej edycji Coke Live Music Festiwal. Są bardzo popularnym zespołem w rodzinnej Anglii czego dowodem jest to  że ich przedostatnia płyta „Black hole and Revelations” po tygodniu od wydania trafiła na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów. Odnoszą sukcesy także w innych państwach o czym może świadczyć zdobycie MTV European Music Awards dla najlepszego zespołu alternatywnego. Zespół powstał w 1994 roku w Teignmouth w Anglii i na początku nosił nazwę Rocket Baby Dolls, jednak po wygraniu przez chłopaków lokalnego konkursu muzycznego, podjęli pracę nad zespołem i zmienili nazwę na Muse. Band tworzą: wokalista Matthew Bellamy, gitarzysta Chris Wolstenholme oraz perkusista Dominic Howard. Muzycy łączą ze sobą rock alternatywny i progresywny, muzykę klasyczną, funk i elektronikę – coś niesamowitego. Fani ich muzyki z pewnością wiedzą o czym mowa. Ich piosenki są połączeniem oryginalnej muzyki z niebanalnymi tekstami, w których często wokalista Matthew porusza kwestie teologiczne oraz istnienia człowieka i apokalipsy. Swój pierwszy album „Showbiz” wydali w 1999r. Dzięki kolejnym płytom stawali się coraz bardziej sławni i coraz więcej koncertowali. „Origin of Symmetry” został wydany już dwa lata później. Jak dla mnie najlepszą piosenką na płycie jest Bliss” do którego nagrano ciekawy teledysk. Kolejny krążek nosił nazwę „Absolution” i został wydany w 2003roku. Z albumu pochodzą hitowe

I want to reconcile the violence in your heart I want to recognise your beauty's not just a mask I want to exorcise the demons from your past I want to satisfy the undisclosed desires in your heart

single – „Time is running out” oraz „Hysteria”. Trzy lata później nareszcie ukazała się nowa płyta zespołu! „Black Holes and Revelations” jest jak do tej pory najlepszą moim zdaniem płytą Muse, ponieważ znajdują się na niej jedne z najlepszych piosenek: „Starlight” oraz „Map of the problematique”, w której wokalista śpiewa, że chce być wolny od strapienia i rozpaczy, a strach i panika krążą w powietrzu. W 2009 roku Muse wydał jak na razie swój ostatni krążek Pt  „The Resistance”. Piosenka „Undisclosed desires” jest zdecydowanie numerem jeden tej płyty! Muzyka Muse absolutnie do mnie przemawia. Można nawet powiedzieć, że „kupili mnie” swoją prawdziwością i oryginalnością. Teraz tylko czekamy na ich kolejną płytę. Chcemy więcej, więcej, WIĘCEJ! :D  Magda Machowiak SKARB NIEUMARŁYCH



Wiał zimny wiatr. Nad stepem unosiła się gruba warstwa deszczowych chmur. Syriusz III, zwany także Nekroplanetą nie rozpieszczał swoich mieszkańców. Morze traw uginało się przy silniejszych porywach wichury. Kawałki roślin fruwały w zakolach powietrza, by zniknąć w oddali. Przez ten pusty krajobraz jechała grupa poszukiwaczy skarbów. Surowe oblicza żołnierzy, weteranów setek bitew, spoglądały w dal. Ich wierzchowce kiwały głowami, próbując osłonić oczy przed latającym pyłem. - Tam, na wschód. – dowódca grupy, w skórzanej zbroi z ćwiekami wskazał ręką w step. - Jeszcze jakiś dzień marszu. – powiedział stojący obok jeździec. Miał na sobie długi brązowy płaszcz z kapturem. Przy siodle wisiał jego karabin. - Oby tylko. – stwierdził dowódca- Naprzód. – rozkazał. Grupa siedmiu ludzi uderzyła ostrogami swoje konie i ruszyli dalej. Miasto Altiena zostało opuszczone przed trzystu laty. Wtedy kataklizm na zawsze zmienił Syriusza III, kiedy satanistyczna sekta przyzwała najplugawsze z istot. Demony i potwory zasiedliły planetę, masakrując jej ludność. Po wielkich niegdyś miastach zostały ruiny. Taka stała się Altiena. Licząca ponad trzysta tysięcy mieszkańców stała się ich cmentarzyskiem. Wysokie wieżowce spoglądały w step, przypominając maszty dawnych statków. Powybijane okna szczerzyły swoje złowrogie uśmiechy. Reszta budynków pogrążała się w brudzie, zniszczeniu i starości. Natura odzyskiwała wyrwane jej tereny, zmieniając ulice w parki. Rdzewiejące wraki samochodów straszyły swoim postaciami. Krzyże i nagrobki



były praktycznie na każdej wolnej przestrzeni w obrębie miasta. Kurhany usypywane w parkach i na trawnikach znaczyły miejsca masowych grobów. Śmierć wisiała w powietrzu… Tym królestwem rządzili nieumarli, pragnący krwi żywych. Ukryci w grobach i tunelach metra tylko czekali, aż nieostrożny podróżnik wejdzie i obudzi ich z przeklętego snu… - Stójcie. – wskazał ręką jeździec. Reszta zatrzymała się. - Co jest Szary? – zapytał młodszy jeździec swojego dowódcę. - Warko – zwrócił się poszukiwacz do podwładnego- weź Igora i Sneta i sprawdźcie to wejście do tunelu. - Robi się. – odpowiedział młody Warko. Trzej mężczyźni zsiedli ze swoich wierzchowców. Przeładowali karabiny i sprawdzili, czy ich miecze dobrze wychodzą z pochew. Ostrożnie mijali samochody. Brudne i osmolone ściany budynków napawały ich grozą. Dziesiątki, setki grobów mroziło im krew w żyłach. Zwyczajnie przestraszeni podchodzili do wylotu tunelu metra. Żelazne elementy wejścia dawno przeżarła rdza, a schody popękały ze starości. Czarne wejście nie zachęcało do wejścia. Trójka poszukiwaczy zapaliła pochodnie i weszła kilka metrów w ciemność. Mdłe światło nie pozwalało na dostrzeżenie szczegółów, ale przynajmniej nie zobaczyli tam wrogów. - W porządku, Szary. – zapewnił Warko dowódcę, gdy podchodził do niego. - Z koni. - polecił wszystkim najemnik. Ludzie zeszli i przywiązali swoje

Trzej mężczyźni zsiedli ze swoich wierzchowców. Przeładowali karabiny i sprawdzili, czy ich miecze dobrze wychodzą z pochew.

wierzchowce do dawnych latarni- Weźcie broń, pochodnie i narzędzia. Może się to nam przydać. Ludzie bez szemrania wykonywali polecenie. Sprawdzali, cze zamki ich karabinów były dobrze naoliwione, czy rewolwery nie zatną się podczas walki oraz czy miecze były odpowiednio zaostrzone. Gdy byli gotowi ruszyli. Ciemny i zimny tunel zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Echo niosło kroki poszukiwaczy bardzo daleko. Kamienne ściany odbijały każdy odgłos, jakby był tuz obok idącego człowieka. Pochodnie oświetlały zbutwiałe podkłady torów i przerdzewiałe szyny. Poszukiwacze skarbów wyczuwali rozkład i starość, jakby były namacalne. Mężczyźni zastanawiali się, w jaki sposób funkcjonowała nekropolia. Musiała robić wielkie wrażenie. Zapomniana cywilizacja skrywała swoje tajemnice, które zawzięcie strzegł czas i martwi mieszkańcy miasta… Konrad Kaczmarczyk