Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








OD REDAKCJI



To już ostatni tydzień szkoły. Każdy z nas nie może się doczekać tych dwóch miesięcy lenistwa! Tym numerem gazetki chcemy was rozluźnić. Zastanowimy się czy eBooki są lepsze niż zwykłe książki, kto wygra wybory i jaką książkę najlepiej przeczytać w wakacje. Będziecie mogli wziąć udział w naszej politycznej zabawie, stworzycie kandydata idealnego. Opisaliśmy również życie największej seksbomby wszechczasów - Marilyn Monroe. NAPRAWDĘ jest, o czym poczytać. Miłej lektury! I pamiętaj… Nasz magazyn to nie tylko zwykła szkolna gazetka, ale przede wszystkim lektura obowiązkowa! Redaktor naczelna Donata Popławska A w następnym numerze (20 sierpnia): Wnikliwy Szyderca, wakacje, czyli wspomnień czar, oraz Pzajdak ROŹDZIEŃ!!!
Sylwetki - czyli krótko o niektórych z nas!


Martyna "Gawron" Gawrońska - (ur. 6.03.1993r) Jest sympatyczna i zawsze uśmiechnięta, taktowna i spokojna, ale również kreatywna i spontaniczna, Gdy jest smutna idzie na długi spacer z psem, którą ją rozwesela. Lubi oglądać filmy… WSZYSTKIE. Martyna ma obsesję na punkcie błyszczyka do ust:)! Rówieśnicy się o niej wyrażają bardzo optymistycznie. Bartosz Jasiński powiedział: „Jej żarty są zaskakujące i często przechodzą najśmielsze oczekiwania, nieraz zaskoczyła mnie swoją spostrzegawczością i szybką analizą otoczenia wokół niej. Wśród znajomych podejmuje status matczyny poprzez emocjonalne przyłączenie się do osoby branej pod uwagę" Ostatnią opinią jest komentarz Mateusza Kostka: „Marynia - nie ma się, co czarować - jest człowiekiem mądrym i obytym, jej kreacje, w których uczęszcza na salony a także do szkoły zapewne projektowane są przed forresterów z <mody na sukces>” Uwaga! Marynia nie może pić colacoli w puszce ze sklepu na rogu, gdyż istnieje możliwość zachwiania się na schodach i buuum! Gawrony, mimo że mają rozpiętość skrzydeł 99 cm to w sytuacjach ekstremalnie spadających ze schodów lecą jak piłeczka. Dominika Więcławek Ania Pietrzak (23.11.1993r) Jako mała dziewczynka była drobniutką blondyneczką z kręconymi włosami. "Wyglądałam jak chłopiec" wspomina po latach "skakałam po drzewach i po trzepakach, trzymałam się głownie z chłopcami". "Ma zawsze pełno energii, czasem nie wie gdzie ją ulokować, więc np. śpiewa i skacze. Nie raz w jej wykonaniu widzieliśmy spontaniczne tańce na ulicy" mówią o niej jej przyjaciele. Często atakują ją humorki "Oni mnie nienawidzą za zmiany nastrojów " odpowiada, gdy pytam ją o jej wady "chwała im za to, że zawsze potrafią mnie rozśmieszyć, nawet, gdy mam wyjątkowo podły dzień, poza tym jestem histeryczką i generalnie zapominam o wszystkim." Znam ją już bardzo długo, zawsze mogę na nią liczyć i nigdy jeszcze się na niej nie zawiodłam. Może będzie zła, że to na koniec napiszę, ale ogarnij się czasami Anka, ale TYLKO czasami! ;) Magda Kocerba OD REDAKCJI
Wcześniej zapowiedziany Wnikliwy Szyderca!


Jak najlepiej nie być innym inaczej, czyli każdy coś w sobie ma Wnikliwy Szyderca cierpi na brak weny, lecz obiecał, w wakacje na plaży spłodzić kolejny tekst. Błogie, długie lenistwo
Wakacje rozpoczynają się wraz z zakończeniem roku szkolnego, a kończą się z pierwszym dniem nowego roku szkolnego. Trwają dwa miesiące, w których wiele się może zdarzyć. Poznajemy nowych ludzi, zwiedzamy nowe miejsca, oglądamy zabytki.


Wakacje wszystkim kojarzą się ze słońcem i wspaniałą atmosferą spędzoną z rodzicami, dziadkami czy znajomymi. To czas, który możemy wykorzystać na wypoczynek, aby przemyśleć sobie nasze dotychczasowe życie oraz przeżyć wspaniała przygodę. Przez cały rok szkolny czyli przez 1o miesięcy siedzimy nad książkami i zeszytami, przyswajając jak największą ilość wiedzy.A gdy przychodzi upragniony dzień zakończenia roku, otrzymujemy świadectwo zakończenia danej klasy, wychodzimy z murów szkoły i myślimy tylko o błogim lenistwie. Każdy ma swoje plany jak miło i przyjemnie spędzić te dwa miesiące laby. Dla jednych udanymi wakacjami jest gorąca morska woda, a dla innych wspinanie i zdobywanie jak największych szczytów górskich.Nastała również moda u młodych ludzi na wyjazd z kraju do pracy. Wakacje jest to również czas na przeczytanie dobrej książki lub podszlifowaniem języka obcego. Każdy człowiek ma wpływ na to, co spotyka go w życiu oraz jakim jest. Czy potrafi żyć w zgodzie z naturą i innymi ludźmi?



Wakacje jest to czas słodkiego lenistwa, poznawania różnych ludzi, zauroczenia. Formą rekreacyjną może być obcowania z naturą, wycieczka do lasu, obserwacja zwierząt, ptaków i  roślin . W czasie takich spacerów można zaobserwować zmiany, jakie zachodzą w przyrodzie. Można oczywiście przedłużyć sobie czas wakacji. We wrześniu las zadziwia nas bogatą ofertą grzybów. Mamy w naszym kraju zakątki nazwane kolebką historii. Takie miejsca przyciągają kulturą, zabytkami i opowieściami z dawnych czasów. Lecz coraz więcej ludzi wyjeżdża za granicę. Sugerując się tym, że jest o wiele taniej niż w Polsce. Po częsci jest to prawdą, ale u nas jest wiele piękniejszych miejsc niż gdziekolwiek. Podsumowując można powiedzieć, że czas wakacji to chwile spędzone na zabawie, wypoczynku i także nauce, lecz nie w szkolnej ławce tylko na łonie natury. Każdy młody człowiek, który uczęszcza do szkoły nie może doczekać się wolnego, czasu odpoczynku od codziennego zgiełku jakie panuje w szkole. Dorośli ludzie też chcą odpocząc od swojej codzienności, pracy i zajmowania się swoimi ukochanymi pociechami. Bardzo lubimy te wspaniałe chwile, lecz niestety przychodzi wkońcu czas powrotu do szkołyi obowiązków z tym związanych. I po raz kolejny czekamy 10 miesięcy na kolejne wakacje spędzone w miłym towarzystwie. Martyna Gawrońska Szczęście czy przekleństwo?



Żyjemy w dobie komputerów i ciągle rozwijającej się techniki. W czasach, w których wszystko jest ulepszane i poprawiane. Ciągle słyszymy o jakiś dopiero, co opatentowanych nowinkach czy wynalazkach, które mają za zadanie umilić i ułatwić nam egzystowanie na tym świecie. I tak również w przypadku książek. Otóż istnieją książki elektroniczne, którym prawdę mówiąc są dużym ułatwieniem. Szybko i prawie bez żadnych kosztów możemy uzyskać różne publikacje, które nas w danym czasie interesują. Ponadto zawsze możemy je mieć przy sobie i bez problemu powiększać dany fragment, co jest bardzo pomocne szczególnie dla osób starszych. Nie zajmują wiele miejsca, więc nie ma problemu z kolekcjowaniem ich na pułkach. Ale jak wszystko i one mają swoje wady choćby np. Czytając je zawsze musimy mięć przy sobie sprzęt elektryczny a z wiadomych powodów może to być czasami niekomfortowe. Dodatkowo studiując je szybko się meczymy oraz niszczymy nasz wzrok. Ale pomimo tego książki elektroniczne cieszą się coraz większym powodzeniem a ostatnio w szczególności audiobooki.(Są to książki czytane i nagrywane na różnych rodzaju nośnikach) Myślę jednak, że należy znać pewne granice, jeśli chodzi o rozwój techniki. Nie możemy wszystkiego ulepszać, bo czasami stare rzeczy są po prostu lepsze. Jeśli chodzi o audiobooki to wiadomo jest to ogromne ułatwienie dla osób, które z różnych przyczyn niemogących czytać, ale również jest to wielka szkoda dla tych, którym po prostu się nie chce. „Czytając” w ten sposób różne publikacje zacieramy używanie tradycyjnych książek, które przecież przynoszą nam wiele korzyści np. sprawność językową czy ortograficzną Daria Gryn Szkolne wybory Wybory prezydenckie 2010, czyli jeden z dziesięciu
20 czerwca...


Prawybory na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej odbyły się w naszej szkole 8 czerwca. W głosowaniu mogli brały udział I i II klasy liceum. Z pośród dziesięciu kandydatów uczniowie wybierali tego, który najbardziej przypadł im do gustu. Zwycięzcą w wyborach okazał się popularny, zwłaszcza wśród młodzieży i studentów Janusz Korwin-Mikke, który zdobył niemal 1/3 głosów. Tuż za nim, o nieco mniejszym wyniku, był Bronisław Komorowski. Na kolejnych miejscach znaleźli się ex aequo Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski. Pozostali kandydaci zdobyli poniżej 5% poparcia wśród licealistów. Mateusz Kostka Obecny rok to kolejny rok wyborczy w Polsce, a co za tym idzie, czas kampanii wyborczej. Jednak wybory prezydenckie 2010 są inne niż poprzednie. Jest to spowodowane tragedią rządowego Tu-154, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Na pokładzie samolotu byli m.in. Prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, przedstawiciele parlamentu, wojskowi i załoga samolotu. Z powodu przedwczesnego opróżnienia urzędu Prezydenta, wybory odbędą się wcześniej. 20 czerwca Br. wybierzemy czwartego Prezydenta Polski od 1990 roku. O urząd Prezydenta RP ubiega się dziesięciu kandydatów: Marek Jurek, Jarosław Kaczyński, Bronisław Komorowski, Janusz KorwinMikke, Andrzej Lepper, Kornel Morawiecki, Grzegorz Napieralski, Andrzej Olechowski, Waldemar Pawlak oraz Bogusław Ziętek. Kandydaci promują się jak mogą. Jeżdzą do zalanych regionów kraju, promują się na wiecach wyborczych a także, wykorzystują darmowy czas w mediach publicznych jaki im przysługuje. To co kandydaci mówią w spotach wyborczych jest mdłe, żeby nie powiedzieć, nudne i monotonne. Jest to na pewno spowodowane katastrofą w Smoleńsku, która spowodowała, że kampania jest bez wyrazu i na pewno zapisze się w historii jako

Jarosław Kaczyński Bronisław Komorowski Janusz KorwinMikke Andrzej Lepper Kornel Morawiecki Grzegorz Napieralski Andrzej Olechowski Waldemar Pawlak Bogusław Ziętek Marek Jurek

szczególna. Porównując wybory z poprzednich lat widzieliśmy tam spoty w których kandydaci lub partie polityczne atakowały się wzajemnie, a teraz wszystko jest nijakie. Na przykład Janusz Korwin-Mikke nie wysilił się przy swoim haśle wyborczym, którym jest nazwa jego partii. Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński są na tle drzew lub pod nimi. Andrzej Lepper promuje się na targowiskach. Waldemar Pawlak mówi, że OSP, którą kieruje jest pierwsza na miejscu powodzi, która nawiedziła nasz kraj. Andrzej Olechowski chcę, żeby Polacy wybrali swój dobrobyt sam mając na koncie 10 mln. złotych. Bogusław Ziętek nie posiada hasła wyborczego i jak mówi przekazał pieniądze przeznaczone na kampanię powodzianom. Ciekawy choć już wykorzystywany chwyt ma w swojej kampanii Grzegorz Napieralski, który promuje się dzięki spotom ale też dzięki teledyskowi, w którym zespół 2Sisters śpiewa piosenkę pt. „Są nas miliony”. Piosenka ta pierwotnie miała inny tekst i została zgłoszona do eurowizyjnych preselekcji. Jeśli 20 czerwca żaden z kandydatów nie uzyska wyniku 50% + 1 głos, to wtedy 4 lipca odbędzie się druga tura pomiędzy dwoma kandydatami, którzy w pierwszej turze zdobyli największą liczbę głosów. Jak to w kampanii bywa pojawiają się sondaże wyborcze, które faworyzują Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego, następnie w sondażach pojawia się kandydat lewicy Grzegorz Napieralski a z resztą kandydatów jest różnie. Wiedząc, że te wybory są specyficzne a w spotach nie dowiadujemy się praktycznie o żadnych konkretach najlepiej sprawdźmy na stronach internetowych kandydatów co chcą zrobić dla Polski. Obecnie czekamy na wyniki pierwszej tury, które będą najlepszym sondażem zaufania dla polityków, którzy chcą być głową państwa. Dawid Pudło Chłopaki ze Śląska
„Wieczorami chłopcy wychodzą na ulicę,Marzą o życiu w dalekich krainach.Spoglądając w puste lornetki butelek,dyskutują o amerykańskich filmach…”


Dwudziestoletni niegdyś ‘chłopcy’ z małego miasta Mysłowice, którzy zaszli tak daleko są jednym z najbardziej znanych polskich rockowych zespołów. Swoją przygodę z muzyką większość z nich rozpoczęła w 1992 roku, kiedy to właśnie powstał zespół MYSLOVITZ. Początkowo grupa występowała jako The Freshmen. Założycielem zespołu był Artur Rojek, który jest wokalistą Myslovitz do tej pory. Na początku istnienia zespoły skład był całkiem inny niż teraz, oprócz Rojka i Wojtka Powagi (gitara). Innymi członkami byli Marcin Porczek, Rafał Cieślik oraz Majorek. Po jakimś czasie Marcina Porczka i Rafała Cieślika zastąpili bracia Jacek i Wojtek Kuderscy, którzy wcześniej tworzyli sekcję rytmiczną (Jacek bas, Wojtek perkusja) zespołu DKT (Der Kinder Träger). Ważnym wydarzeniem dla zespołu było spotkanie i zapoznanie się z fotografem Jackiem



Kowalczykiem, który zaproponował chłopakom sesje zdjęciową. Znajomość z Jackiem Kowalczykiem zaowocowała w późniejszym czasie także sesją nagraniową w pomieszczeniu gospodarczym Estrady Śląskiej. W kwietniu 1994 roku, The Freshmen wystąpił na festiwalu Garaż’94 gdzie zajął 2 miejsce. Nagrodą była sesja nagraniowa w Radiu Łódź. Pod koniec roku zespół wziął udział w Mokotowskiej Jesieni Muzycznej, gdzie wystąpili już pod nazwą Myslovitz. Mimo silnej konkurencji, chłopaki wygrali całą imprezę. 1995 rok był dla zespołu bardzo przychylny. Po pierwsze, nagrali swój debiutancki album „Myslovitz”, po drugie Myslovitz zagrał na Przystanku Woodstock w Czymanowie koło Żarnowca, a po trzecie, zespół dostał nominacje do nagrody Fryderyk’95 w kategorii „Nowa twarz”. Wprawdzie nie otrzymali nagrody, ale sama nominacja była ogromnym sukcesem. Rok później pojawiła się druga płyta zespołu „Sun Machine”. W tym roku do zespołu dołączył czwarty gitarzysta –Przemek Myszor. To właśnie na tej płycie znalazły się bardzo znane piosenki Myslovitz np. "Z twarzą Marilyn Monroe" czy „Peggy Brown”. W 1997 roku, zespół wydał kolejną płytę „Z rozmyślań przy śniadaniu”. Jak mówią członkowie zespołu, piosenki do tej płyty były inspirowane filmami. Inspiracja musiała być naprawdę mocna, bo aż trzy utwory noszą tytuły filmów: "Wielki błękit", "Do utraty tchu" i "Myszy i ludzie". Dwa lata później wychodzi kolejny album „Miłość w czasach popkultury”. Płyta była promowana singlem "Długość dźwięku samotności", a w następnej kolejności na singlach ukazały się jeszcze: "My" i "Chłopcy", a także "Dla Ciebie". Płyta rozeszła się w ponad 150 tysiącach egzemplarzy i uzyskała status platynowej. W 2002 roku Myslovitz wydał następny krążek. Tytuł zaczerpnięty został z filmu „Mechaniczna pomarańcza” i brzmi „Korova Milky Bar”.

,,Kochałem swój cień Ja nie liczyłem się Widzę jak, mój cień dogania mnie"

Pierwszym i promującym singlem z tej płyty był „Acidland”. Innymi znanymi utworami z tej płyty były „Chciałbym umrzeć z miłości” oraz „Sprzedawcy Marzeń”. Pod koniec października zespół ogłosił także tytuł swojej następnej płyty. Psychodeliczny materiał, który został nagrany podczas sesji "Korova Milky Bar", zostanie wydany jako "Skalary, mieczyki i neonki". Jak na razie ostatnią płytą Myslovitz, wydaną w 2006 roku jest „Happiness is Easy”. Jednak zespół pracuje nad najnowszym krążkiem. Na początku tego roku grupa zakończyła pracę nad demo do nowej płyty. Materiał na album najprawdopodobniej został nagrany w kwietniu, ale całości możemy się spodziewać na sklepowych półkach dopiero pod koniec tego roku. Zespół założył swojego oficjalnego bloga na którym informują fanów o swoich poczynaniach w związku z nową płytą. Producentem nowej płyty jest Marcin Bors, który współpracuje z takimi gwiazdami jak: Hey, Pogodno, Biff i NO! NO! NO!. Magda Machowiak Na wakacje z „Gringo”



Ludzie, zarówno fani, jak i również ci nie cierpiący Wojciecha Cejrowskiego za poglądy (o czym łatwo można się przekonać przeglądając fora internetowe na temat tej książki), zgodnie twierdzą, że „Gringo wśród dzikich plemion”, to jedno ze współczesnych, polskich arcydzieł literatury podróżniczej. Patrząc na długą listę nagród dla tej książki (m.in. Bursztynowy Motyl 2003, Bestseller wg Empiku 2008) można z całą pewnością wywnioskować, że jej ponad 250 tys. sprzedanych egzemplarzy, spodobały się Polakom, i na stałe zagościły na ich pułkach. Ja sam, gdy sięgnąłem po „Gringo...” kilka lat temu (znając wówczas Cejrowskiego jedynie z telewizji) spodziewałem się odkrycia czegoś nowego i wspaniałego. Nie zawiodłem się. Pozycja jest zbiorem opowiadań, które często nawiązują do kolejnych rozdziałów, jednak cała książka, nie jest dziennikiem z konkretnej podróży. Zawierają się w niej śmieszne, lecz także mrożące krew w żyłach historie z dotychczasowego dorobku podróżnika. Należy do nich wątek o schwytaniu podróżnika przez mafię, czy zagnieżdżonej pod skórą larwie amazońskiego owada. Niezwykłą funkcję w utworze pełni tłumacz. Wtrąca on dodatkowe, własne spostrzeżenia, wplata się w wypowiedzi autora. Czytelnik miewa czasem wrażanie, że w rolę tłumacza wcielił się sam Wojciech Cejrowski. Sposób, w jaki tytułowy Gringo – bo tak w Ameryce Łacińskiej jako człowiek rasy białej nazywany był autor książki – ubrał w słowa przeżycia i wspomnienia ze swoich podróży, powoduje, że czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w luźnej rozmowie, że słucha Cejrowskiego, który siedzi i wspomina dalekie lądy tuż obok. „Gringo wśród dzikich plemion” jest, obok pozycji „Rio Anaconda” najlepszym dziełem Cejrowskiego. Książka jest wzbogacona szeregiem barwnych fotografii, dzięki czemu możemy w jeszcze głębiej przenieść się za ocean, do dżungli amazońskiej i znaleźć się wśród dzikich Indian. Dzięki temu, jest to wspaniała, lekka i przyjemna lektura, którą mógłbym polecić na wakacje dla kogoś, kto jedynie może sobie pomarzyć o dalekich lądach, krajach tropikalnych. Mateusz Kostka Siedem miliardów murów



O nietolerancji słyszy się wiele. Jednak nie oszukujmy się. Temat ten po prostu dobrze prezentuje się na kolorowych afiszach, wspieranych przez jakąś gwiazdę, najlepiej znaną aktorkę czy modelkę. Akcje mówiące o szacunku dla bliźnich wzbudzają prestiż gazety a wsparcie celebryty po prostu dobrze o nim świadczy. Mówiąc wprost- lanie wody, by zapełnić lukę w gazecie. Podobnie sytuacja ma się w szkołach. Lekcje tego typu traktowane są raczej jako zapychacz godzin wychowawczych niż poważny, ciągle aktualny temat, z którego należałoby coś wynieść. Choć szczerze powiedziawszy o tolernacji nie ma co mówić, kiedy żyjąc z innymi dzielimy się na białych- kolorowych, biednych czy bogatych. Gdy na szkolnych korytarzach, forach internetowych czy ulicach słyszymy o ,,Wrednych Żydach, , Czarnuchach'' Gejach'' czy 'PiSiorach'. Nie mówie że od razu mamy wszystkich kochać i na wszystko przystawać. Jednak skoro uważamy się za wolny, tolerancyjny naród, czemu oceniamy ludzi jedynie po ich zewnętrznej warstwie? Dlaczego dyskryminujemy czyjeś przekonania, skoro mają prawo istnienia? Nasza opinia nie jest ważniejsza. Mamy taką samą rację bytu co inni, nie zależnie od pochodzenia czy statusu społecznego. Ostatnio czytałam historię pewnego bardzo pokrzywdzonego małżeństwa. Para Włochów nie mogąca mieć dziecka starała się o adopcję. Jednak, w swoich prośbach wyraźnie zaznaczała że życzą sobie dwójkę o rysach europejskich. Gdy zapytano ich o te preferencję i dyskryminację czarnoskórych dzieci odpowiedzieli, że woleli by już kulawe. Gdyż: ''Czarne są gorsze od niepełnosprawnych. W końcu 'Jak takie pokazać sąsiadom?!''. Nie muszę chyba dodawać, że moje ogólne wrażnie było porażające. Mogli zarządać jeszcze dwóch helikopterów i czerwonego ferrari. No ale tak to już jest. To samo tyczy się dyskryminacji religijnej. Pewnie słyszeliśmy o prześladowaniach za czasów

,,Wredne Żydy" ,,Czarnuchy" ,,Geje" ,,PiSiory"

Nerona, w których wielu Chrześcijan poniosło okrutną śmierć- zrzucenie na areny dzikim zwierzętom, bądź palenenie żywcem. Jednak do niedawna nie było lepiej. Według raportu Niny Shea w 1996 roku na całym świecie zginęło (wskutek prześladowań) ok 200 tys. ludzi jedynie ze względu na swoje przekonania religijne. I mimo iż sytuacja ta miała miejsce przeszło czternaście lat temu, wciąż zdarzają się spięcia na podłożu religijnym. Oczywiście- nagłaśniane są tylko niektóre sytuacje, pogwałcające dzielone przez nas prawa, taki czubek góry lodowej. Dziś za przykład może posłużyć chociażby Izrael, od lat znany ze sporu między Żydami a Arabami. Lecz tu powstaje pytanie. Czy tak mamy działać? Walczyć z tym co odstaje od naszych przekonań? Czy właśnie tak, mamy się odnosić się do obcych, nie poznanych społeczności?... Niestety, przykrą prawdą jest że od zawsze walczymy z innością. Jednak gdy już w miarę uporaliśmy się z uprzedzeniami, podążamy w następną skrajność. Ujednolicamy się , ulegamy globalizacji. Zamazujemy to nad czym pracowali i czemu poświęcali swe życie nasi przodkowie. Pozwalamy by ich śmierć była bezsensowna. Ponieważ po co ludzie gineli za naród, skoro teraz obrzucamy go mięsem? Dlaczego odczuwa się jedność i bliskość jedynie w obliczu wojen i katastrof? Czy na prawdę tylko w czasie zagrożenia możemy liczyć na czyjąś pomoc?... Już po kilku tygodniach katastrofy pod Smoleńskiem, ludzie powrócili za swoje fosy i bramy. Wrócili do dawnego oblicza, krytykującego wszystko i każdego. Lecz co z tymi, którzy płakali, czuwali, wypowiadali piękne słowa? Czy to na prawdę tylko mistyfikacja? Nie zdziwiłabym się gdyby teraz podpisywali się pod głupimi kometarzami na różnych forach. Obawiam się tylko, że gdy przyjdzie co do czego, ciężko będzie nam przekroczyć dzielące nas granice. Obalić siedem miliardów murów, każdy inny. Kiedy więc było lepiej?- pytam. Gdy zabijaliśmy tych, którzy nie podzielali naszego zdania, czy teraz, kiedy zabijamy patriotyzm i ukształtowane setkami lat tradycje? Aeksandra Kruk ZABAWA - "Stwórz własnego kandydata"
Proponujemy zabawę w skonstruowanie – jak z elementów układanki – kandydata idealnego


Kampania przed wyborami prezydenckimi jest wyidealizowana dzięki wszystkim „rodzinnym” spotom kandydatów, którzy nawet nie wybiegają poza sztampę. Nie ma też debaty merytorycznej o wizji przyszłości naszej ojczyzny. Dlatego proponujemy czytelnikom ciekawą i intelektualną zabawę: stwórzmy wizerunek kandydata, który najlepiej odpowiadałby naszym wizjom. Które cechy poszczególnych kandydatów szczególnie przypadają Wam do gustu? U którego cenicie doświadczenie, a u którego dynamizm? Którego cenicie za charyzmę, a którego za obycie w świecie? Z profilu, którego kandydata można wybrać poglądy gospodarcze, a z którego społeczne czy polityczne? Proponujemy zabawę w skonstruowanie – jak z elementów układanki – kandydata idealnego. Najlepszy sposób, w jaki można stworzyć idealnego prezydenta to wypisanie konkretnych cech na kartce i przeanalizowanie wszystkiego. Który z kandydatów najbardziej pasuje do tego, którego sam stworzyłeś? Zastanów się, co będzie najlepsze dla Ciebie jak i naszego kraju. Weź pod uwagę i bogatych, i biednych, tych, którzy popierają lewicę, lub prawicę. Możesz również podać, czego od niego oczekujesz – spokojnej polityki, burzliwych skandali czy też prawdy. Poniżej znajduje się niezupełny, aczkolwiek dobitny opis charakteru kandydujących o fotel prezydencki. „Swojego” prezydenta możesz porównać z tymi, których opis sama przygotowałam w oparciu o znajomość tych postaci ze spotów, książek i Internetu: Bronisław Komorowski przewyższa wszystkich pochodzeniem, życiorysem i działalnością opozycyjną. Wywodzi się z rodziny opartej na tradycjach tj. patriotyzm, miłość. Na samym początku był dyrektorem gabinetu ministra Aleksandra Halla (w rządzie Tadeusza Mazowieckiego), później zasiadł na stanowisku wiceministra i ministra obrony, skończywszy na funkcji wicemarszałka i marszałka Sejmu. Jarosław Kaczyński – cechuje go upór w działaniu i umiejętność planowania kroków politycznych. Nie posiada specjalnie dużych pokładów charyzmy, ale prawdopodobnie to właśnie on wykazuje



się nią najbardziej spośród kandydatów. Grzegorz Napieralski – najmłodszy. Pracowitość i pomysłowość wykorzystuje w prowadzeniu kampanii. Jest w tym skuteczny – poparcie dla niego powoli, ale systematycznie rośnie w ostatnich dniach przed wyborami. Najbardziej liberalny w podejściu do kwestii obyczajowych. Andrzej Olechowski to z kolei jeden z najstarszych kandydatów i bez wątpienia najlepiej zorientowany w sprawach międzynarodowych i ekonomicznych. Były minister finansów i szef dyplomacji, pracował również w międzynarodowych instytucjach finansowych. Zna języki obce, co nie jest silną stroną pozostałych pretendentów. Waldemar Pawlak – najmocniej akcentuje potrzebę przeprowadzenia elektronicznej rewolucji w Polsce. Ten punkt programu prezesa PSL ma jednak zasadniczą wadę – jak na razie istnieje tylko i wyłącznie na papierze. Jeśli tylko chcecie swoje prace można wysyłać na maila: ktonaprezydenta@poczta.fm - oczekuję podania przynajmniej imienia autora tekstu. Najlepsze prace porównam w przyszłym numerze do [zapewne] wybranego już prezydenta, konfrontując to  co robi i to, czy jest to zgodne z oczekiwaniami obywateli. Życzę miłej zabawy. Angelika Podkowa „Lepiej złamcie mi nos niż serce”
Była za głupia i za banalna na zrobienie kariery. Sztucznie wyglądający blond kolor włosów, operacje plastyczne, szerokie biodra. Jej wizerunek był kontrowersyjny, ale jak widać na długo pozostał w naszej pamięci. Alkohol, narkotyki i wiele romansów a jednak została uznana za jeden z cudów XX w


Norma Jeane Baker urodzona 1 czerwca w Mieście Aniołów, córka montażystki filmowej Gladys Baker. Jako, że jej matka nie była całkowicie zdolna do opieki nad prawdopodobnie nie jedynym dzieckiem, mała Norma spędziła swoje dzieciństwo w różnych sierocińcach i rodzinach zastępczych. W  wieku 16 lat szara myszka - Norma poślubiła Jamesa Dougherty’ego, syna sąsiadów. Z początku ich małżeństwo przypominało zabawę w dom. Ona była panią domu a on pracował. Para nastolatków, która wcale nie darzyła się uczuciem. Ich małżeństwo trwało niespełna 2 lata, gdy James został powołany do wojska i na długi czas wysłany na wojnę poza granicę Stanów. Uroczą Normę odkrył fotograf wojskowy David Conover, w czasie gdy pracowała w fabryce amunicji. Conover poradził jej by spróbowała pracy modelki. I tak o to właśnie z rudobrązowej nastolatki stała się blondynką po kursie makijażu, która podpisała swój pierwszy w życiu kontrakt, kontrakt z agencją Blue Book. Dopiero w 1946 wytwórnia Twentieth



Century Fox otworzyła przed Normą drzwi na salony Hollywood. Wytwórnia stworzyła w ten sposób ikonę naszych czasów Marilyn Monroe. James Dougherty okazał się pierwszym ale nie ostatnim mężczyzną w jej życiu. Wpływowy agent Marilyn Johnny Hyde, koledzy z planu James Brown, Mickey Rooney, nauczyciel śpiewu Fred Karger, i wielu, wielu innych mężczyzn, którzy przewinęli się przez jej życie a może i łóżko zanim poznała gwiazdę bejsbolu. Joe DiMaggio, zobaczył pewnego dnia jej zdjęcie, a jego przyjaciel znał młodziutką Marilyn i zorganizował im randkę. O ich romansie pisały wszystkie gazety. Marilyn kochała nie tylko samego Joe ale i to, że otaczał ją bezpieczeństwem, którego nigdy wcześniej nie zaznała. W roku 1953 przy kręceniu filmu „Jak poślubić milionera” Marilyn nadal spotykała się z Joe ale bejsbolista wolał trzymać się z dala od świateł sławy swojej partnerki i rzadko był widziany przy jej boku. Joe był bardzo zazdrosny i nie potrafił się pogodzić z  prowokacyjnym wyglądem i flirtowaniem na prawo i lewo, mimo to chciał ją poślubić ale wymagał od niej by porzuciła karierę i całkowicie oddała się życiu u boku DiMaggia. Po ukończeniu filmu „Rzeka bez powrotu” w styczniu 1954 Marilyn zgodziła się na ślub z Joem, ale nie porzuciła aktorstwa. Niestety, ich szczęście miało się okazać nietrwałe. Podczas miesiąca miodowego poleciała wraz z Joe do Japonii, a tam zaśpiewała dla tysięcy żołnierzy amerykańskich, którzy podziwiali drżącą z zimna Marilyn. Na koniec powiedziała im  że jest wdzięczna za to, że rozwieszali kalendarze z jej zdjęciami na ścianach namiotów, gdyż uważała, że wparli ją na początku kariery. Jej kariera aktorska była u szczytu a jej małżeństwo z DiMaggio właśnie się rozpadało. Podczas kręcenia „Słomianego wdowca” skąd pochodzi słynna scena, w której Marilyn stoi nad szybem wentylacyjnym metra i pozwala by podmuch wiatru uniósł jej białą sukienkę, DiMaggio został zaproszony na plan filmu i po obejrzeniu kręcenia właśnie tej sceny, nerwy męża Marilyn nie wytrzymały a scena w której Marilyn pokazuje tysiącom wiwatującym fanom bieliznę przyczynia się do rozpadu ich małżeństwa. Po szybkim rozwodzie Marilyn doczekała się podpisania kilku nowych kontraktów. Jej życie ponownie zapełniło się mężczyznami, którzy nie mogli oprzeć się jej urokowi. Tom



Ewell, Donald O’Connor, Laurance Olivier, Don Murray, Joshua Logan, Milton Greene, Lee Strasberg, oraz dramaturg Arthur Miller, którego Marilyn była skora poślubić w roku 1956. Podobnie jak jej poprzednie małżeństwo z początku było rzeczywiście szczęśliwe ale Miller nie potrafił zrozumieć złożonej psychiki aktorki. Marilyn wiciąż oddawała się psychoterapii i zażywała środki uspokajające. Stres, praca i bezsenne noce spowodowały, że Monroe poroniła pierwsze dziecko. Wtedy zaczęła ratować swoje małżeństwo. Jeśli nie chciała by ją rozpoznawano, zakrywała twarz, ale gdy jednak nie potrafiła się oprzeć spowrotem zmieniała się w Marilyn. Miała w sobie przełącznik. Pstryk- uwalniała swój czar, a kiedy była przy Millerze, pstryk – był idealną żoną. Na planie filmu „Pół żartem pół serio” w roku 1958 praca z Marilyn była nie do wytrzymania, spóźniała się na plan filmowy nieraz i godzinami, a potem długimi godzinami malowała się w swoim pokoju. Na planie kolejny raz poroniła i to była jej druga i ostatnia próba zostania matką. Nie można było powiedzieć, że Marilyn wciąż była wierna Millerowi. Ich małżeństwo zmierzało ku końcowi. Scenariusz do filmu „Skłóceni z życiem” napisany przez Millera specjalnie dla Marilyn stał się ich pożegnaniem, wkrótce po ukończeniu filmu para się rozwiodła. W filmie partnerował jej ulubiony aktor Clark Gable, o którym fantazjowała w dzieciństwie. Jako, że mała Norma nie miała ojca wyobrażała sobie w jego roli właśnie Gabla, co stało się zabawnym faktem kiedy kilkanaście lat później

,,To publiczność zrobiła ze mnie gwiazdę - jeśli w ogóle nią jestem - publiczność, nie wytwórnia, ani żadna pojedyncza osoba... publiczność"

właśnie z nim miała romans. Po zakończeniu zdjęć Clark Gable zmarł na atak serca i był to jego ostatni film. A wkrótce miało się okazać, że jest to również ostatni ukończony film Marilyn. Słabe zdrowie wymagało od Marilyn pobytu w szpitalu psychiatrycznym, ze szpitala odebrał ją Joe DiMaggio, który był jej przyjacielem i trzeba też dodać na dobre i złe. Podczas kręcenia filmu „Something’s Got to Give” Marilyn urywa się z planu by zaśpiewać Kennedy’emu „Happy Birtday” występ okazuje się jej ostatnim występem publicznym, a film który powinna dokończyć zostaje niedokończonym. Dnia 5 sierpnia 1962 roku w Los Angeles Eunice Murray jej opiekunka znajduję na łóżku rozebraną i trzymającą w ręku słuchawkę Marilyn. Tu się urodziła i tu odeszła od nas Monroe, nie dowiemy co było powodem jej śmierci. „Nie chciałam umrzeć, jedynie prowokowałam śmierć. Nie otrułam się. Bóg umiera jeśli go nie kochamy, ale ja nie umarłam, choć nikt mnie nie kochał” wypowie te słowa podczas ostatniego wywiadu. Wszyscy dobrze wiedzieli, że Monroe już nie raz próbowała ze sobą skończyć, duże dawki leków nasennych i alkohol stały się prawdopodobną przyczyną śmierci. Słuchawka, którą miała w ręku utrzymuje nas w pewności, że chciała się pożegnać. Aczkolwiek była na szczycie życiowej kariery i ponownie miała poślubić DiMaggia. Możemy przypuszczać, że nie planowała śmierci. Nie bez powodu napisałam, że DiMaggio stał się jej przyjacielem na dobre i złe, to on zorganizował pogrzeb i to on do końca stał nad jej grobem. Może to on był prawdziwą miłością Normy Jeane Baker. W roku 1988 jej imieniem i nazwiskiem nazwano jedną z gwiazd a teraz patrząc na niebo nocą, będziemy się zastanawiać: Czy to migoce gwiazda, czy to Marilyn Monroe puszcza do nas oko? Hollywoodzka sex bomba odeszła od nas w wieku 36 lat, ale jej legenda stała się nieśmiertelna. Anna Pietrzak Wywiad z Mikołajem Dziewiatowskim
W naszej szkole odbyły się warsztaty public relations, które poprowadził p. Mikołaj Dziewiatowski. Naszej redakcji udało się porozmawiać z panem Mikołajem na osobności. Oto wyniki naszego stresu :D


Jak zaczęła się Twoja przygoda z public relations? W czasie studiów uczestniczyłem w paru szkoleniach i bardzo mnie ten temat zafascynował. Szczerze powiedziawszy, tak trochę rzucając się z motyką na słońce pomyślałem - ‘'Może to moja droga… Ciekawa i interesująca'’. Skończyłem socjologie i zarządzanie więc w zasadzie wszystko łączy się z tym czym obecnie się zajmuje. Po skończeniu studiów złożyłem projekt do Unii Europejskiej o dofinansowanie mojej działalności, który przeszedł. I tak się właśnie zaczęło. A co myślisz o studiach public relations? Nie lepiej zacząć już od tego? Jest to rzeczywiście bardzo ciekawy kierunek, jednak musimy liczyć się z tym, że mieszkamy na Zagłębiu Dąbrowskim, a tutaj jak narazie istnieje bardzo mało instytucji, firm, gazet i mediów. Wybierając taką drogę życiową trzeba pamiętać, że bardzo często wiąże się ona z przeprowadzką. Często zdarza się również, że ludzie po dobrym kierunku nie mogą znaleźć pracy… To przykre.



Czy Twój zawód to jednocześnie Twoja pasja? Tak. Bardzo interesuje mnie budowanie wizerunku i z całego szeregu szkoleń, które prowadzę, ten temat jest moim ulubionym. Każde zajęcia są inne. Nigdy nie wiem jaka jest grupa, co powie, jak zareaguje i jaki materiał do oceny zaprezentuje. To pozwala mi się cały czas kształcić i rozwijać w tym kierunku. To znaczy, że nie lubisz rutyny? Wydaje mi się, że byłoby to tragiczne, gdyby np. przyjść z warsztatem i robić non stop identyczne ćwiczenia i tematy. To by było strasznie nudne. Tutaj za każdym razem występuje inny temat i inni ludzie. Jest to na swój sposób dynamiczne. Czy każdy może uczestniczyć w takich warsztatach? Prowadziłem już warsztaty dla młodzieży, polityków, studentów dla osób dorosłych dla przedstawicieli różnych organizacji pozarządowych dla zarządów dużych organizacji i instytucji publicznych. Powiem szczerze że poziom wiedzy jest bardzo zróżnicowany np. politycy, toże są osobami publicznymi nie znaczy, że ich kompetencje komunikacyjne oraz umiejętność porozumiewania są większe. Niejednokrotnie okazywało się że uczniowie Roździenia są bardziej przygotowani merytorycznie do pełnienia roli komunikatorów, czy też w przyszłości rzeczników prasowych niż osoby, które pracują w mediach czy polityce i są z tym bezpośrednio związane. Pracujesz także w reklamie, czy jedynie pomagasz kreować wizerunek? Nie, nie, nie… Reklamą się nie zajmuje raczej marketingiem i kreowaniem wizerunku. Polega to bardziej na komunikacji interpersonalnej. Podpowiadam czyto rzecznikom prasowym , czy osobom mającym jakieś kontakty z mediami, w jaki sposób mówić, jak mówić jasno, skutecznie i efektywnie oraz w jak przekazać coś w sposób zgodny z naszymi intencjami. Z kim współpracowałeś? M.in. z Fundacją im. Stefana Batorego, Fundacją im. Friedricha Naumanna, Fundacją Przestrzenie Dialogu, Fundacją Ochrony Środowiska, NGO ze Spłódzielniami mieszkaniowymi, studentami. Zapotrzebowanie na szkolenia jest bardzo duże… i to mnie cieszy. A czy znasz może jakieś triki na poderwanie dziewczyny/chłopaka? Niestety jeszcze nikt nie wynalazł na to przepisu. Donata Poplawska Borys Brodowicz