Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








OD REDAKCJI Skład redakcji



To już ostatnie dni tego roku. Przed nami Boże Narodzenie, zabawa sylwestrowa, a to wszystko, podczas tylko tygodniowego odpoczynku. Na rok 2011 szykujemy dla Was wiele pomysłowych tematów. Mam nadzieję, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy i bogatszy o wspaniałe przeżycia. Ten numer w 100% poświęciliśmy świętom. Zapraszamy do czytania. WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! Redaktor naczelna Donata Popławska Redaktor naczelna: Donata Popławska Z -ca redaktora: Mateusz Kostka Sekretarz redakcji: Aleksandra Kruk Grafik: Borys Brodowicz Dziennikarze: Aleksandra Sadowska, Magda Machowiak, Angelika Podkowa, Anna Pietrzak Wydawca: mgr Magda Adamczyk O świętach przed świętami
Skubany był na tyle dobry i tak mu się co roku śpieszyło, że widziałam go raz w przedszkolu


Były liście nie ma liści, jest śnieg, były wakacje nie ma wakacji – uwaga! Od września mamy rok szkolny i za dwa tygodnie święta. A teraz pytanie, Polacy potrafią poczuć święta oglądając telewizję, wystawy sklepowe i reklam ich produktów? Osobiście nie wyobrażam sobie bez tych przykładów świąt. Chociaż gdy byłam nieświadoma sprawy z św. Mikołajem wierzyłam, że do supermarketu moi rodzice jadą po karpia, a kiedy wychodziłam szukać pierwszej gwiazdki siwy facet w czerwonym szlafroku podrzucał prezenty, skubany był na tyle dobry i tak mu się co roku śpieszyło, że widziałam go raz w przedszkolu. Nie muszę wspominać, że magia świąt się zmienia, zmienia się z wiekiem i z czasem. Z wiekiem? Gdy byłam mała, czekałam na święta, wyczekane święta były wspaniałe, wspaniałe były prezenty i słodycze, jedzenie na stole nie było słodkie a karp miał oczy a to, że kolejny rok nie spotkałam Mikołaja doprowadzał mnie do histerii. Z czasem? To tradycja, moja mama wciąż pamięta zapach pomarańczy



i czekolady, oraz radość, jaką przynosiły takie prezenty, a teraz jest tak, że możesz iść do sklepu za rogiem i kupić i dla nikogo to nie będzie wyjątkowe. Kiedyś też nie było telewizji gazet i dnia w supermarkecie w dzień przed Bożym Narodzeniem. W listopadzie miałam urodziny, dostałam pieniądze nie obeszło się bez zakupów. Wchodząc do sklepu, jak co roku zdziwiło mnie, że na środku stoi wielka choinka, jest jeszcze miesiąc do świąt, ale dobrze, że mi ktoś o tym przypomniał, bo mogłabym zapomnieć i przegapić. Lidl i Biedronka informują mnie, że mają już karpia, takie rzeczy kupuje się na ostatnią chwile, bo przecież długo pływające w wannie karpie przywiązują się do właścicieli. Smutno zabijać potem ukochanego zwierzaka. Święta są wszędzie. Koniecznie muszę się odwołać do przedmiotu, który natchnął mnie do napisania tego tekstu. Po powrocie ze szkoły przechodzę pod długim przejściem podziemnym. I zawsze, ale to zawsze stoi tam mężczyzna z zabawkowymi szczekającymi pieskami, które chodzą i z białymi króliczkami ze wścieklizną (mają czerwone świecące oczy), które kicają. Za każdym razem jak widzę to piekielne zabawki mam ciarki. Mam ochotę podeptać je. Są przerażające. Ale wrócę do tematu. 6 grudnia jak zawsze przechodziłam pod przejściem, stał tam ten sam mężczyzna z świąteczną wersją moich ulubionych zabawek. Chodzący renifer a na reniferze siedział Mikołaj! Co zabawniejsze święty Mikołaj był z trzy razy większy od zwierzaka. Fantastyczną sprawą w tej zabawce okazała się świąteczna melodyjka „Last Christmas” w wersji polifonicznej. To był moment, w którym poczułam – tak rzeczywiście za chwile święta. A renifer z Mikołajem na grzbiecie chodził mi po pokoju, śnił mi się tej nocy. Nie mogę być jedyną osobą, która widząc reklamę ciężarówki coca-coli czy kobietę reklamującą barszcz w saszetce, czuje, że za chwilę usiądzie przy stole i podzieli się opłatkiem z bliskimi, a potem będzie się martwić o tą niechęć, która ogarnia nas po świętach o to, że trzeba będzie wrócić do pracy i do szkoły. Reklamy, wystawy, kolędy w radiach i śnieg (którego często nie było w wigilię) w XXI wieku sprawiają, że odczuwamy ten świąteczny nastrój chcąc czy nie miesiąc przed Bożym Narodzeniem. Media mają na nas taki czy inny wpływ. Ale czy to nie o to przypadkiem chodzi, żeby magia i świąteczny nastrój trwał jak najdłużej? Anna Pietrzak Płytkie święta



Boże Narodzenie. Czyli tak naprawdę narodziny Jezusa Chrystusa, Boga w Kościele katolickim i całym chrześcijaństwie. Jak je obchodzić by przeżyć istotę świąt? Może najpierw należy się zastanowić czy w ogóle powinniśmy. Od pewnego czasu zastanawiam się, dlaczego obchodzone są przez osoby niewierzące? Przez osoby, które swoim działaniem wykluczyły się z wspólnoty chrześcijańskiej. Chociażby nawet takim niby drobnym, niepozornym znakiem, jakże często obecnym na profilach poszczególnych osób na popularnym portalu facebook. Jestem zdumiony, gdy pamiętam jakąś osobę, że razem szliśmy do Pierwszej Komunii, a teraz czytam na jej profilu „ateista”. Co gorsze, od czasu do czasu spotykam się tam z określeniem samego siebie, jako „satanista”. W tym drugim przypadku nie pozostaje mi nic innego jak usunąć ją jak najszybciej ze znajomych. Czytałem gdzieś ostatnio, że pani Doda (również ostatnio nazwana w rozmowie z panią Basią z klatki B „Dodka - srotka”) spędzi święta w szpitalu razem z panem Nergalem - satanistą, znanym z tego, że publicznie podarł Biblię. Co ci państwo będą wówczas świętować? Narodziny Jezusa Chrystusa? Podzielą się opłatkiem? A może jeszcze zaśpiewają kolędę? Jaki jest sens obchodzenia świąt, ubierania plastykowej chociażby choinki plastykowymi bombkami i zasiadania przy wspólnym stole dzieląc się opłatkiem pospiesznie zakupionego u „aniołka” sprzedającego andruty w Tesco i jedząc filety z pangi czy mintaja, przez osoby nieczującej jakiegokolwiek związania z religią? Może lepiej wyjechać sobie w tym czasie na narty? Albo, jak ktoś nie lubi śniegu gdzieś do kraju arabskiego pozwiedzać? Gdy już dojdziemy do wniosku, że jednak nie na narty i nie do Sudanu wypadałoby wziąć się za „rzeczy najważniejsze” – zakupy, by te 12 potraw jakoś wykalkulować. Jedziemy w tym celu do Auchana, wychodzimy z całym wózkiem jedzenia, które ledwoledwo wtaszczamy na czwarte piętro. W czasie, gdy w kuchni

,,Jeszcze karp dochodzi i pierogi nieugotowane, więc włączamy telewizor. Tam Lubiczowie już po Wigilii zdziwieni, że pojawiła się Monika"

krojona jest kapusta w radiu słychać, że gdzieś tam RMF rozdaje żywe choinki. Przecież to bardziej świąteczne od tej plastykowej z plastykowymi bombkami, jednak szkoda tych kilkudziesięciu złotych. Jeden z domowników zostaje wysłany po darmową choinkę, przyjeżdża przemarznięty z choinką w autobusie i ot – MAMY ŻYWE DRZEWKO (po świętach, nie chcąc zasypać klatki schodowej igliwiem, sprytnie i przebiegle wyrzucimy ją przez balkon). W międzyczasie ktoś jeszcze skoczy niby po karpia a i po prezenty, który potem pływa w wannie ciesząc świętujących, że Wigilia tuż tuż. W przeddzień Bożego Narodzenia atmosfera w domu robi się gorąca. Pospiesznie obwiązujemy naszą zdobycz łańcuchami z kolorowego papieru, które nasz najmłodszy domownik własnoręcznie wykonał w przedszkolu. Trochę siana z 5 kilowej paczki kupionej w sklepie zoologicznej za 5zł (żeby było ekonomicznie i starczyło na jak najdłużej) ląduje pod „nieplamiącym” żółtym ze swej natury obrusem, na stole świeczka komunijna czy jakaś gromnica ucięta w pół, bo  „po co taka długa”, z głośników wierzy leci już kolęda (j)Eleni. Jeszcze karp dochodzi i pierogi nieugotowane, więc włączamy telewizor. Tam Lubiczowie już po Wigilii zdziwieni, że pojawiła się Monika, świąteczna, „Jaka to melodia” i ksiądz z Plebanii szykujący się na Pasterkę. W całym zgiełku ktoś jeszcze krzyknie, czy kompot ze śliwek też liczymy, jako potrawę. Gdy na zachmurzonym niebie wypatrzymy pierwszą gwiazdę (wysłani do innego pokoju by w tym czasie inni mogli podłożyć pod naszą piękną choinkę prezenty) sprawiamy, by (j) Eleni śpiewała nam trochę głośniej, składamy sobie życzenia: „żeby ci Rysiu w tej robocie dobrze szło”, „żeby ten zasiłek temu twojemu Mańkowi podnieśli”, „zdrowia, zdrowia mamusiu i jeszcze raz pieniędzy”.... Gdy już wszystkiego sobie nażyczyliśmy zasiadamy przy naszej ławie, na której część potraw niestety się nie zmieściła i przechodzimy do konsumpcji. „Halina, gdzie

,,Na twarzy jednych szczera radość, na drugich sztuczny uśmiech"

są pierogi?” – słychać pośród odgłosów mlasku i stukania widelcami. „Tu, tu Zeniu, na miejscu dla gościa niezapowiedzianego...” - odpowiada matrona. Po napełnieniu się do syta i niejednym kieliszku „pod tego Jezuska” oraz wychwaleniu, że w tym roku bardzo dobre pierogi „z kapustą i grzybem” w Realu sprzedawali przechodzimy do rozdawania prezentów. Wówczas można już włączyć telewizor, bo przecież dobre filmy dzisiaj lecą. W tym miejscu zderza się zachwyt z rozczarowaniem, panują skrajne emocje, bo spodziewaliśmy się nie tego, co akurat dostaliśmy. Na twarzy jednych szczera radość, na drugich sztuczny uśmiech. No to co  zapalimy po całym? – Kończą obrzęd wieczerzy głowy rodzin. Wieczerzy płytkiej jak smak w zupach doprawianych inną wegetą niż Winiary. Jeśli tak ma wyglądać Boże Narodzenie – a bardzo zbliżenie jest w wielu naszych domach. To również proponuję wyjechać na narty czy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zastanówmy się, więc czym tak naprawdę są Święta Bożego Narodzenia – Narodziny Jezusa Chrystusa. Mateusz Kostka Trochę realizmu, czyli ciemna strona świąt...



Pędzisz niczym Robert Kubica pośród przedziałów ze świątecznymi ozdobami. Dookoła toczy się prawdziwa rewolucja. Pani z wypchanym do pełna wózkiem kłóci się z mężem o kolor bombek (''Czerwone będą nam pasować do serwetek!''), dzieci w radosnym amoku przewracają metrowe misie, a jakiś pan z poirytowaniem próbuje odszukać niezniszczonego zestawu kosmetycznego. Ty zaś, zerkając raz za razem na wskazówki zegarka, starasz się przedostać przez połowę swojego miasta (zgromadzonego na ''świątecznych zakupach'') w celu odnalezienia skrawka wolnej przestrzeni. O tym nie ma jednak mowy, więc, bez emocji patrzysz jak kolejkę do kas tworzą kilometrowe skupiska zdenerwowanych ludzi. Czujesz się zmęczony... Kalkulujesz, czy pięć soków pomarańczowych wystarczy na przyjęcie licznej rodziny, czy zdążysz jeszcze kupić świeżego karpia i czy pies znów nie przewrócił choinki. Z roztargnienia zapominasz kupić połowy produktów, albo, że wydałeś już wszystkie pieniądze... Po ciężkich bojach przeciwko śnieżycy, zamarzniętym szybom, albo spóźnionemu autobusowi, docierasz do domu. Przebijając się przez stertę rupieci rozpostartych w przedpokoju, zapominasz o ''spokoju domowego ogniska'' i doszukując się powodu bałaganu potykasz się o psychodelicznie uśmiechniętego Mikołaja. Walka trwa. Grubasek w podartych czerwonych spodenkach prowadzi 1: 0, jednak nie zamierzasz się poddać. W bojowym nastroju wpadasz do kuchni, chwytasz mopa i grozisz podłodze, że jeśli nie zobaczysz w niej swego odbicia, to kupisz jakiś sterylny dywanik. Tu znów doczekujesz się buntu ze strony martwej natury, która w żaden sposób nie pomaga ci w osiągnięciu idealnego ładu i porządku. Gdy jednak doprowadzasz nieposłuszną podłogę do względnej czystości, patrzysz na swój pokój i czujesz jak uginają się pod tobą kolana. Załamujesz się, ale mimo wszystko nie chcesz rezygnować ze słodkiego



zwycięstwa nad wrednym, czerwonym grubaskiem. Zbierasz więc wszystkie myśli, wyciągasz zdezelowany odkurzacz i rozpoczynasz walkę z Armagedonem. Tym razem to ja utrę Mikołajowi jego przyrumieniony nos!- myślisz wykonując szaleńczy taniec z odkurzaczem, wycierając kurze i sprzątając w najbardziej odległych zakątkach swojego pokoju. Gdy już padasz z sił, czujesz, że przechytrzyłeś samego Toma Cruisa, a z twoją ''Miszyn imposybol'' nikt nie rozprawiłby się tak jak ty. Gdy już myślisz, że wszystko pójdzie z górki, rodzice nadają ci premię świąteczną w postaci nadgodzin. Bez narzekań kroisz więc tony marchewek, obierasz tysiące worków z ziemniakami i mieszasz hektolitry obrzydliwego kompotu. W komplecie świątecznym otrzymujesz jeszcze filmy akcji gratis, tj. spory i świąteczne kłótnie w wykonaniu każdyzkażdym. . Po drżeniu okien pod wpływem bardzo świątecznych pretensji („Dlaczego kupiłaś tylko dwie puszki śledzi?'', „Chyba żartujesz, że w Wigilię, będziesz mył choinkę!''), nadchodzi czas na kolędy- „Nię będę tego słuchać'', „Przecież ten utwór leciał już 17 razy!''... Wręcz czujesz jak ogarnia cię świąteczna atmosfera. Migocząca w każdym kolorze choinka oświeca ciągle poddenerwowane twarze i dodaje otuchy w trakcie dzielenia się (często) nieszczerymi życzeniami. Przychodzi i czas na prezenty. Udajesz, że cieszysz się z przymałego golfiku w reniferki i ze sztucznym grymasem udającym uśmiech dziękujesz za przyjemną kolację i udajesz się do swojego pokoju. W obawie przed zaburzeniem delikatnej struktury porządku, na palcach skradasz się do łóżka- chcesz odpocząć przed pójściem do kościoła... Kolejne dni mijają na zajadaniu czasu przesłodzonymi, babcinymi ciastami i złudzeniu, że na pewno jeszcze coś pożytecznego w te święta zrobisz. Kilogramy świątecznych dań, co chwile wmuszane przez rodzinę, sprawiają, że czujesz się ociężały, a wkrótce nie mieścisz się w spodnie, które jeszcze tydzień temu z ciebie spadały. Resztę świąt zajmują ci  więc przemyślenia, jak poszerzyć sylwestrową kreację o dwa rozmiary i dalszym jedzeniu ciast- w końcu teraz, to  co mi zależy!... Hm... Czyżbym o czymś zapomniała?... Ach, tak- Wesołych Świąt! Aleksandra Kruk

QLT Boże Narodzenie w Hiszpanii W Hiszpanii, Boże Narodzenie zaczyna się 22 grudnia. W dzień loterii jest dniem wielkich emocji, ponieważ niemal wszyscy hiszpanie czekają na wylosowanie pierwszej nagrody w loterii Bożego Narodzenia. 24 grudnia jest Wigilia. Rodzina zbiera się na kolację przy stole. Jedzą m.in., owoce morza, ryby, mięso i słodycze (nugat, marcepan, ...). 25 jest Boże Narodzenie. Obchodzone jest specjalnym posiłkiem oraz toastem szampanem. Resztę dnia spędza się z rodziną. Każdy ma w domu szopki i piękne choinki. Rodzice umieszczają pod nimi prezenty. W nocy z 31: Kolacja w tym dniu jest bardzo popularna, ale nie tak ważna, jak w Wigilie Bożego Narodzenia. Wielu ludzi nosi czerwoną bieliznę. Uważa się, że przynosi szczęście w nadchodzącym roku. Ludzie oglądają, Puerta del Sol w Madrycie 11:45 w telewizji, ponieważ jest tam duży zegar. Kiedy zegar zaczyna wybijać północ, każdy je jedno winogrono na jeden gong. Po północy wszyscy idą na spotkanie z przyjaciółmim a zabawa trwa całą noc. Dzień 1- Nowy Rok: Rodziny często gromadzą się na wspólny posiłek. Dzień 5- wieczór Trzech Króli Jest to święto dzieci. W nocy, dzieci spodziewają się prezentów .

Diagnoza: gorączka przedświątecznych zakupów



Coraz bliżej nas Święta Bożego Narodzenia… Już od połowy listopada na wystawach sklepowych zobaczyć można bożonarodzeniowe dekoracje typu choinki, bombki, kolorowe światełka czy uśmiechnięte bałwanki w różnobarwnych szaliczkach. Ale czy my nie przesadzamy? Czy ponad miesiąc przed Wigilią to odpowiedni czas na zakup prezentów? Niestety w ostatnich latach Święta Bożego Narodzenia rozpoczynają się coraz wcześniej. Centra handlowe wykorzystują ten okres, by zwabić jak największą ilość klientów i powiększyć swoje zyski. Nie powiem, że nie lubię świątecznej atmosfery, bo byłoby to nieprawdą. Widząc w sklepach zielone, choć sztuczne choinki, przystrojone pięknymi bombkami, uśmiechniętych panów przebranych za świętego Mikołaja czy migoczące przy suficie gwiazdki, człowiek od razu czuje się jakoś lepiej. Ale bez przesady! W połowie listopada kupować karpia, prezenty?! To może podzielmy się od razu opłatkiem! Ludzie przesadzają z przedświąteczną „gorączką zakupów”. Czy adwent nie powinien być czasem zastanowienia się nad samym sobą? Czy nie powinien być to czas refleksji nad własnym życiem, planami na przyszłość? Niestety… W XXI wieku miesiąc przed Świętami Bożego Narodzenia to miesiąc szalonych zakupów. Jest to okres gorączkowego szukania prezentów, „polowania” na świąteczne promocje. Oczywiście ważne jest podarowanie bliskiej nam osobie mniejszej lub większej paczuszki. Ale czy pomysłu na jej zawartość musimy wypatrywać już w listopadzie? Czy dziś nie wystarcza nam już możliwość złożenia sobie życzeń, spędzenia ze sobą kilku miłych chwil? Pomyślmy jednak, co jest dla nas ważniejsze: zakup miksera, który jest nam niepotrzebny, gdyż posiadamy już dwa (ale przecież to bożonarodzeniowa promocja i cena jest niby 15 % mniejsza, a cioci Zosi nowy robot kuchenny z pewnością się przyda) czy spędzenie czasu z bliskimi, cieszenie się każdą chwilą spędzoną w tak miłej atmosferze? Zostawiam Was z tym pytaniem. Odpowiedzcie sobie na nie sami… Aleksandra Sadowska



Od siebie Patrzę na świat z lekkim poczuciem winy, I uśmiecham się doń pomimo wszystko I spoglądam w chmury, tak bez przyczyny A słońce na niebie w pył się rozprysło. Na ulicy zapanowała ciemność, gdzieś w oddali słychać głośną muzykę na powiekach tylko senność i senność gwiazdy zaś tworzą nieziemską okrywę. Towarzyszy mi mój przyjaciel – psisko, leżąc obok mnie cicho pomrukuje, gdy go potrzebuje jest nagle, blisko Pomoże mi, poradzi, poratuje. Czasem się ze mną kłóci i nie zgadza, a gdy jestem zła – zostawia w spokoju. Jest wierny, pomocny i mnie nie zdradza. Piszę wiersz, siedząc sama w swym pokoju. Angelika Podkowa Cierpliwość Bo gdy tylko światło z okiennic domów, Bezlitośnie padało na ziemię nocą czarną, Jak tęcza błyskało z jasnych, strasznych gromów, I tworzyło poświatę, cichą, lekką, marną. On, taki niespokojny niczym podmuch wiatru jesiennego, Swym spojrzeniem oślepiał jak blask jutrzenki, Wpuszczał w świat promienie serca zauroczonego, Choć sprawiało mu to tyle bólu, udręki. Bezszelestny jak dziki krzyk na pustyni, Głośny jak otumaniona wiatrem dusza, Spotkał prawdziwą ludzkich serc znawczyni, Co najtwardsze w ludziach uczucia skrusza. Uwodzicielska jak kwiat w alei różanej, A dotykiem wyzwolić strumień życia potrafi, On z nią gra, w tej grze, dawno przegranej, Dla niej serce, życie, dusze diabłu by zatracił. Byli razem, jak Demon i Panna piękna, Drogą w ciemnych czeluściach ziemi krążyli, Ona taka śliczna, słodka, ponętna, Na dziedzictwo zła, grzech śmiertelny się zgodzili. Lecz to wieczność obiecaną nie trwało, Odeszła, ta jedyna, idealna kobieta, Teraz sam, otulony ciszą mroku, uczuć mu brakowało, Zniknęła ta, co spełniała jego pragnienia. Samotny, choć tak piękny, że dorównywał słońcu, Tak bardzo nikły jak echo wśród skał, Jego historia nigdy nie dobyła szczęśliwego końcu, Wszystko co chciał, w zasięgu swej silnej dłoni miał. Czekał, z nadzieją, że ona kiedyś powróci, Skamieniało jego niekochane serce, Szczęście się zjawi, zły los odwróci, Tkwi tak na wzgórzu tysiące lat... w spokoju i ciszy męce.