Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Spis treści:

Ciekawostki ze świata musztry W pierwszym tygodniu maja nasza Drużyna Reprezentacyjna nie miała lekko! Maj bogaty w uroczystości patriotyczne zachęca nas do poznania tajników musztry. Okazuje się, że odpowiednia musztra może zastąpić parogodzinną gimnastykę. Wagabunda na Intercampie w Nysie Ziewając przy powtarzaniu angielskiej gramatyki możecie zerknąć na malowniczą relację z Intercampu. Harcerze z naszego hufca, przeżyli niesamowitą przygodę biorąc udział w grze terenowej po Nysie, skacząc przy muzyce WBH, a co najważniejsze mieli okazję poznać harcerzy z całego świata. Motywujemy do nauki języków obcych, aby móc się sprawdzić na Intercampie 2016. Rzeka Liwie i tajemnice jej początku Zapewne rzeka Liwiec nie jest Ci zupełnie obca, bynajmniej nie powinna. Jeżeli wypoczywanie nad jej brzegiem zmusza Cię do rozmyślań wszelakich, idź z nami po harcersku do źródła, poznaj historię otaczającego Cię świata i poznaj głębiej to, co bliskie. Zachęcamy do odkrywania.

Od redakcji ............................str.3 Ciekawostki ze świata musztry ............................str.4 Najlepsza jest idea harcerstwa ............................str.7 Intercamp 2015 ............................str.9 Tajemnice Liwca ..........................str.15 Gotuj z nami - harcerzami ..........................str.18 Od redakcji



Wakacje czuć w powietrzu, lekcje wydaję się trwać wieczność, plany wyjazdowe zaczynają nabierać ostatecznego kształtu, a maturzyści opuścili mury monotonnych szkół. Maj dobiega końca, dla niektórych na pewno był niezapomniany. Zapraszamy Was do lektury kolejnego wydania Podlaskiej. W tym miesiącu zachęcamy do założenia plecaka i wygodnych butów, aby ruszyć ścieżką harcerskich przygód, najlepiej z nurtem Liwca. Postaramy przybliżyć się Wam chrześcijańską stronę harcerstwa oraz, jak zwykle przekazujemy ciekawe, domowe przepisy. Nie zapominajcie o przeglądzie Podlaskiej mimo ostatecznych terminów poprawy ocen. Miłej lektury! Redakcja Podlaskiej „Ciekawostki świata musztry”
Maj jest miesią-cem pełnym uroczy-stości i podniosłych chwil.


W końcu w maju obchodzimy Dzień Flagi RP czy Święto Uchwalenia Konstytytytucji ji Trzeciego Maja. Tam gdzie uroczystości tam i musztra, więc zaczynamy. Przyj-rzyjmy się dziś musztrze nie łatwej albowiem takiej która wymaga rozciągnięcia i zastępuje dobrą gi-mnastykę. Będzie ró-wnież akcent rozry-wkowy. Co roku 9 maja na Placu Czerwonym przed moskiewskim Kremlem odbywa się Parada Zwycięstwa (Parad Pobiedy). Po wstępie można wyłapać że zaraz zacznę pisać o rosyjskich żołnierzach. To co zwraca uwagę to rosyjski krok defilado-wy. Nogi podnoszone są bardzo wysoko tak że tworzą prawie kąt prosty. Wygląda to efektownie i dostojnie a wymaga od żołnie-rza dużego skupienia, giętkości i wyczucia równowagi. Na co dzień ten popis mo-żna oglądać przy zmianie warty przy wiecznym ogniu pod murami wyżej wymi-enionego Kremla. Żołnierze z Pułku Kremlowskiego (nazyzy-wanego Prezydencnc-kim) czyli odpowieded-nika naszego Batalio-nu Reprezentacyj-nego WP muszą speł-nić szereg surowych wymagań by móc służyć w tejże jednos-tce. Czy widział ktoś doping przy zmianie warty i zamknięciu granicy? Nie? No to

"Dyscyplina to największa siła największych."

poniżej zmiana warty na pakistańsko - in-dyjskiej granicy. Wyo-braźcie sobie zmianę warty z tymi okrzy-kami w Polsce. „Daj-esz Zbyszek mocno przybijaj! Be Be Be Be eR eR eR eR Wu Wu Wu Wu Pe Pe Pe Pe (BRWP)”. Po za tym że ma to chara-kter publiczny z „dopingiem” jest rów-nież bardzo ekspre-syjne a sama musztra jest jeszcze bardziej wymagająca niż mu-sztra w wykonaniu rosyjskim. Nogi nie tworzą kąta 90 st. lecz można powie-dzieć szpagat czyli kąt 180 st. (patrz zdjęcie). Wykonanie takiej „pozycji” to nie lada sztuka możliwa po dobrej gimnastyce i godzinach treningu. Zostawiam was z wy-jątkową zmianą warty w wykonaniu Hindusów. Filmy: Zmiana warty w Moskwie Zmiana warty w Pakistanie dh Eryk „Ługi” Ługowski



,, Najlepsza jest idea harcerstwa!"
Przytoczone słowa wypowiedział ks. Stefan Wincenty Felichowski, błogo-sławiony patron harcerstwa polskiego. Był męczennikiem, całym życie służył Bogu, Polsce i bliźnim.


Stefan Wincenty Frelichowski urodził się 22 stycznia 1913r w Chełmży .Przy-rzeczenie harcerskie złożył w 1927r. Po zdaniu matury wstąpił do Wyższego Semi-narium Duchownego, już jako dziecko pisał ,,Muszę sobie wyrobić silny charakter, wolę nieugiętą. Będę uparty, tak uparty, jak byli święci. Muszę dążyć do cząstki świętości, być dobrym chrześcijaninem.". W seminarium prowadził szeroką działalność w różnych organiza-cjach, zdobył stopień podharcmistrza, był harcerzem Rzeczy-pospolitej. W 1937r otrzymał święcenia kapłańskie. Do dziś wielu pamięta jego gorliwość apostolską wśród dzieci i cho-rych, jego posługę jako kapelana Cho-rągwi Pomorskiej ZHP, czy redaktora Wia-domości Kościel-nych parafii św. Maryi Panny. Mimo swojej ambitnej ścieżki du-chowej, jego serce nosiło harcerskie ideały, o których nie zapominał. Lubił po-wtarzać - ,,zawsze będę harcerzem!". Już 11 września 1939r został zaare-sztowany przez Gestapo i więziony w różnych obozach koncentracyjnych. W trudnych warunkach więziennych po kry-jomu służył posługą kapłańska współ-więźniom, organizując spotkania modlite-wne, pogadanki i słuchając spowiedzi. W grudniu 1940r został prze-niesiony do obozu Dachau, który był skupiskiem ducho-wieństwa z całej Europy, ale głównie z Polski. Tam też po-tajemnie organizował życie religijne, a czasem odprawiał Mszę Świętą. Ota-czał opieką chorych i słabych. Na przełomie 1944/45 roku wybuchła w obozie epidemia tyf-usu plamistego. Ks Wincenty zaanga-żował się pomocą chorym, do której włączyło się jeszcze 32 innych kapłanów. Zaraził się tyfusem i zmarł w opinii świę-tości 23 lutego 1945r. Podczas nabożeń-stwa czerwcowego w Toruniu w 1999 roku,



Jan Paweł II nazwał go „heroicznym świa-dkiem miłości pas-terskiej”. Do ostatnich swoich dni pozostał kapłanemharcerzem. Nawet w tak nie-ludzkim miejscu czu-wał przy Bogu i drugim człowieku. Jego kult rozpoczął się spontanicznie w samym obozie, wszyscy byli przekonani, że oto odszedł od nich do Boga człowiek święty. Błogosławiony Wincenty został wy-brany na patrona wszystkich polskich harcerzy. Oto słowa druha, o których war-to pamiętać szcze-gólnie nosząc harcer-ski mundur : (...) ,,Wierzę mocno, że państwo, którego wszyscy obywatele byliby harcerzami, byłoby najpotężniej-sze ze wszystkich. Harcerstwo bowiem, a polskie szczególnie, ma takie środki, pomoce, że kto przejdzie przez jego szkołę, to jest typem człowieka, jakiego nam teraz potrzeba. A już najdziwniejszą, ale najlepszą jest idea harcerstwa. Wychowanie młodzie-ży przez młodzież. I ja sam, jak długo tylko będę mógł, co daj Boże, aby zawsze było, będę harcerzem i nigdy dla niego pracować i popierać go nie przestanę. Czuwaj!" dh. Emilia Zachoszcz Intercamp 2015, czyli kolejna przygoda siedleckich harcerzy
Od jakiegoś miesiąca nie myślałam o niczym innym. Na biurku leżała karteczka z listą rzeczy do spakowania, plecak grzecznie czekał pod ścianą, aby wypchać go mniej i bardziej potrzeb-nymi rupieciami, a gitara i śpiewnik powoli nastra-jały się na umilanie wie-czorów przed namiota-mi. Intercamp zbliżał się wielkimi krokami.


Nasza długo wyczeki-wana przygoda rozpo-częła się wieczorem w czwartek 21. maja. Zeb-raliśmy się przed dwor-cem z plecakami turys-tycznymi na ramionach i uśmiechami na twarzy. Ekscytację czuć było w powietrzu – w końcu ty-le miało się zdarzyć przez następny wee-kend! Uzbrojeni w bilety ru-szyliśmy w drogę. Pierwsza część podróży kończyła się w War-szawie Zachodniej, tam odbyliśmy przesiadkę i pojechaliśmy do Opola, a stamtąd już prosto do Nysy. Łącznie pokona-liśmy około pięciuset ki-lometrów. Mimo że noc była nieprzespana, wszyscy byliśmy radoś-ni, gdy nasze stopy wreszcie stanęły na peronie w Nysie. A gdzie kierują się harcerze prosto przed biwakiem? Po jedzenie, rzecz jasna! Kiedy więc kupiliśmy wszystko to, co miało doładować nasze żołąd-kowe baterie, od razu skierowaliśmy się do obozowiska. Gdy na-szym oczom ukazało się pole namiotowe, wie-dzieliśmy, że dobrze tra-filiśmy. Olbrzymią polanę ota-czał ciągnący się chyba



w nieskończoność sad pełen kwitnących drzew. Porastały one pagór-kowaty teren, którego granicę wyznaczał pięk-ny, gęsty las. Pod na-szymi butami chrzęściły kamyki na ścieżce, czu-liśmy zapach świeżości i późnej wiosny, a do na-szych uszu docierał śmiech harcerzy wymie-szany z radosnym śpie-wem ptaków. Namioty rozstawiliśmy szybko, a zaraz potem zabraliśmy się za bar-dzo wczesne, piątkowe śniadanie przy dźwię-kach gitary i harcerskich piosenek. Gdy nasze brzuchy były już pełne, ruszyliśmy na obchód po obozowisku. Przed oczami migały nam ko-lorowe chusty, wsłuchi-waliśmy się w mnogość języków obcych, a w powietrzu unosił się de-likatny zapach zupek chińskich. Na naszych twarzach od razu poja-wiły się szerokie uś-miechy – jeszcze nigdy nie widzieliśmy tylu skautów w jednym miejscu! Sad również był piękny. Trawa lekko łaskotała kostki, dookoła białych koron drzew fruwały ptaki, tak samo wolne, jak my, a w tle słychać było ciche brzęczenie owadów. Między drze-wami ciągnął się labirynt porośniętych mchem murków i schodków, a my zastanawialiśmy się, co też mogło się tam wcześniej znajdować. Popołudniu ruszyliśmy na spacer po Nysie i przekonaliśmy się, w jak urokliwym mieście za-gościliśmy. Poruszając się labiryntem brukowa-nych uliczek śledziliśmy oczami przepiękne, ko-lorowe kamienice ozdo-bione gzymsami i malo-widłami. Małe sklepiki zapraszały do środka otwartymi drzwiczkami, słońce świeciło, a



chodzący dookoła lu-dzie wydawali się rów-nie radośni, jak my. Tak się złożyło, że trafiliśmy na obchody Dni Nysy, dzięki czemu udało nam się zagrać w rundkę Twistera. Obiad zjedliśmy w przy-tulnym i dość intymnym lokalu „Piec”, a zaraz potem skusiliśmy się na przepyszne lody. Po powrocie do obozo-wiska posiedzieliśmy przed namiotami, weso-ło gawędząc o minio-nym dniu. Kolację zjed-liśmy po harcersku – przed namiotami i pod gwiazdami. 23 maja 2015: Wstaliśmy z samego rana i od razu zabra-liśmy się za śniadanie, aby jak najszybciej na-ładować baterie na cze-kającą nas grę tere-nową. Pomysł na za-bawę był intrygujący – oparto ją o historię Dok-tora Who, a my grając w nią mogliśmy przeżyć prawdziwą podróż w czasie, od średniowie-cza, aż po czasy współczesne. Gdy otrzymaliśmy handbooki i plany Nysy z oznaczonymi punk-tami, stworzyliśmy pat-rol łączony wraz z dru-żyną „Rysi” z Czech, którą opiekował się bar-dzo sympatyczny druh Roman. Do rywalizacji przys-tąpiliśmy z szerokimi uśmiechami na twarzach i tryskający energią. Odwiedziliśmy aż 20 punktów, zarówno w centrum przepięknej Nysy, jak i w okolicach. Strzelaliśmy piłkami do kartonowego miasta,



bombardując je, graliśmy w wiele gier, trenowaliśmy szermierkę, przechodziliśmy przez leśny labirynt z zawiązanymi oczami... Cóż, dzień był pełen wrażeń. Przy okazji mogliśmy sprawdzić swoją znajomość angielskiego i w pełni przekonaliśmy się, że znajomość języków naprawdę ułatwia życie. W ciągu dnia udało nam się znaleźć czas na pizzę, lody i zabawę z naszymi nowymi przyjaciółmi zza granicy. Zmęczeni, ale szczęśliwi wróciliśmy do obozu, wieczorem uczestnicząc w niesamowitym koncercie WBH. Gdy kładliśmy się spać, czuliśmy, że nasze harcerskie akumulatory są do końca napełnione pozytywną energią. 24 maja 2015: Dziś z żalem musieliśmy złożyć swe namioty i spakować plecaki. Po wymeldowaniu się i po-żegnaniu naszych przyjaciół z Czech ruszyliśmy na dworzec. W drodze powrotnej zjedliśmy obiad w Opolu, przy okazji poznając nieco miasto. Obóz minął szybko, jak zresztą wszystko, co miłe i przyjemne. I choć to był już koniec, z pociągu w Siedlcach wysiedliśmy pogodni – w końcu przy-wieźliśmy ze sobą nie tylko koszulki i brudne skarpetki, ale też masę pięknych wspomnień, które stały się cudownym wprowadzeniem do tego-rocznego lata. dh. Kamila Woźniak



Rzeka Liwiec i tajemnica jej początku



„Tutaj, gdzie Liwiec swój bieg zaczyna, Roztacza się piękna, zielona kraina. „ Gdzie zaczyna się rzeka? Jak wyglą-da jej początek? Od pewnego cza-su te pytania drę-czyły mnie niemi-łosiernie, dlatego osiągając kulmi-nację zaciekawie-nia podjęłam się rozwiązania tej zagadki. Wyruszyłam na wyprawę ku grani-com województwa mazowieckiego. Celem wędrówki stała się mała miejscowość w gminie Zbuczyn, a mianowicie Sobi-cze. Sobicze to malo-wniczo położona wieś, pełna spoko-ju i swoistego uro-ku. Legenda mówi, że jej nazwa pochodzi od dzielnego ryce-rza Jana Sobicza, który w XVI wieku podczas wojny z Moskwą o Inflanty bezpośrednio przyczynił się do zdobycia twierdzy w Pskowie. Stefan Batory z wdzię-czności nadał ry-cerzowi część swoich ziem króle-wskich, które



właściciel nazwał Sobiczami. Dodam również, że według tego podania osoby o nazwisku Sobi-czewski/Sobiczewska są potomkami rycerza Sobicza. Moją ekspedycję rozpoczęłam od oceny topografii tego miejsca. Rze-ka znajdowała się około 100 metrów od zabudowań. Odnalezienie po-czątku Liwca nie było jednak takie łatwe jak począ-tkowo myślałam. Na przeszkodzie stanęło… błoto. Wobec tego faktu bezradne są wszy-stkie środki loko-mocji. Bieg rzeki szcze-rze mnie zaskoczył. Liwiec niby wstęgą otacza mały lasek. Nie było tam żadnych bagien, a woda w pewnym momencie znikała z koryta. Dostrze-głam jednak kilka rowów melioracyj-nych, z których woda sączyła się małymi strużkami do pustego wgłę-bienia. To impo-nujące, jak na odcinku kilku met-rów na względnie suchym terenie powstaje rzeka, która rozlewa się



później szerokim pasmem do Bugu. Warto również wspomnieć o tamtejszej rośln-ności. Teren wokół początku Liwca jest położony na obszarze „Natura 2000”, który obej-muje tereny o szczególnej war-tości przyrodni-czej. Pobliskie łąki są pełne chronionych w Polsce kaczeń-ców, a duża prze-strzeń i naturalne zalesienie wpływa pozytywnie na roz-wój dzikich zwie-rząt. Nie porzucę teraz Doliny Liwca. Wkrótce wyruszę razem z jej bie-giem ku okolicom Mordów, Mokobód i Węgrowa, na Liwie kończąc. Liczę na to, że rzeka jeszcze nie jednym mnie zas-koczy. dh. Beata Radzikowska Gotuj z nami Harcerzami!



Pogoda dopisuje, robi się coraz cieplej więc czas na kolejna dawkę przepisów godnych najlepszego biwakowego kucharza :) Zapiekanka z dołka - W metalowym kociołku wysmarowanym tłuszczem układamy warstwami: surowe ziemnia-ki pokrojone w cienkie plastry, plasterki kiełbasy (boczku, mortadeli, itp), pomidory, cebulę, plasterki żółtego sera, znów ziemniaki i tak dalej na przemian. Każdą warstwę lekko solimy i posypujemy przyprawami. Kociołek wypełniamy po brzegi, przykrywamy folią aluminiową i dobrze przylegającą pokrywką. Całość wkładamy do wypełnionego żarzącymi się węglami dołka w ognisku i szczelnie przykrywamy darnią. Zapiekanka jest gotowa po około godzinie. Wyjmujemy ostrożnie, żeby się nie poparzyć. Zamiast slodkich napojów polecam spróbować zrobić napój wzmacniający - Garść świeżych, umytych liści pokrzywy zalać w kubku szklanką wrzątku, dodać kilka liści szczawiu i babki lancetowatej lub zwyczajnej. Poczekać chwilę, niech "naciągnie". Całość przecedzić i posłodzić do smaku cukrem lub miodem. Słodkie picia i napoje energetyczne i izotoniczne nie pomagają ukoić pragnienia ponieważ zawierają dużo ilości cukru i środków słodzących pod nazwą ASPARTAN. Odradzam ich picie. ZAWSZE WARTO TEZ MIEC ZE SOBA TABLICZKE CZEKOLADY!, która zmotywuje nas do dalszej wędrówki :) Polecam, dh Patrycja Egier