Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






Gimnazjum nr 9 im. św. Jadwigi Śląskiej Podławek Sprawki spod szkolnej ławki W numerze: Książki na wakacje Dziennik z podróży Bezpieczne lato Anioły Wrocławia Kibic przez wielkie K

Wywiad Sentymentalne Dziennik Wizyta Recenzje Polemika

PODŁAWEK W numerze

z panią Małgosią Paluszkiewicz podróże szlakiem wrocławskich aniołów z obozu naukowego we Włoszech na Dworcu Głównym ksiązek na wakacje z obiegowymi opiniami na temat kibiców Kochani! Kolejny rok szkolny już za nami! Życzymy wszystkim udanego i bezpiecznego wypoczynku - w górach, nad morzem, nad jeziorami, w Polsce i zagranicą, u rodziny czy też na miejscu - we Wrocławiu. Oby humory wszystkim dopisywały! BAWCIE SIĘ I ODPOCZYWAJCIE! Redakcja Dworzec to czy pałac?

PODŁAWEK Perły Wrocławia

W związku z trwającym już w najlepsze Euro 2012 chciałbym opowiedzieć o wrocławskim Dworcu Głównym, który z myślą o tej imprezie wreszcie został poddany gruntownemu remontowi. Remontu tego wymagał już bowiem od dawna. Perony, hol, okolica. Pierwsze zetknięcie turysty przyjeżdżającego do Wrocławia pociągiem z powodu widoku tego zniszczonego, zaniedbanego obiektu musiało być jak najbardziej negatywne. A przecież główny dworzec Wrocławia to zabytek! Dworzec Główny powstał on w latach 1855-1857 w związku z wybudowaniem linii kolejowej łączącej Wrocław z Poznaniem. Został wybudowany w stylu neogotyckim na podstawie projektu niemieckiego architekta Wilhelma Grapowa. Budynek nawiązywał do modnego wówczas stylu Tudorów. Dzięki budowie dworca miasto nabrało ogromnego tempa rozwoju. Stało sie zatem jasne, że dotąd nieduży obiekt trzeba przebudować. I dlatego już w latach 1899 – 1904 r. dokonano przebudowy. Podczas prac dobudowano nowe obiekty oraz nowe trasy łączące ze sobą wiele dzielnic Wrocławia. Podczas drugiej wojny światowej pod dworcem wybudowano sieć schronów dla ludności cywilnej, jednak sam budynek podczas oblężenia w 1945 r. zbytnio nie ucierpiał. W roku 1949 został całkowicie naprawiony. Warto wspomnieć, że 8 stycznia 1967 r. znany aktor Zbigniew Cybulski, wracając z planu zdjęciowego, próbował wskoczyć do odjeżdżającego pociągu, co jednak mu sie nie udało i w wyniku odniesionych obrażeń aktor zmarł. W latach 80. i 90. dokonywano wielu zmian na terenie dworca. Podczas powodzi w 1997 r. cała ulica wzdłuż dworca została zalana, jednak sam obiekt został zabezpieczony (oprócz części podziemnej). Dzięki temu ruch kolejowy na terenie miasta nie został wstrzymany. Remont dworca był nie lada wyzwaniem. Jako zabytek architektoniczny musiał być

Perły Wrocławia PODŁAWEK

odrestaurowany tak, by nie stracić swojego historycznego charakteru. Inwencja twórcza architektów była najmniej pożądana cechą. Należało doprowadzić obiekt do stanu sprzed ponad wieku. Po niedawno ukończonym remoncie zdania na temat wyglądu samego obiektu są jednak podzielone. Są tacy, którym nie podoba się zbyt żywy kolor elewacji lub neon z napisem „Kasy biletowe”, który pochodzi z czasów PRLu i jako taki nie pasuje do pałacowego wyglądu dworca. Pozostali uważają jednak, że dworzec nawiązuje do pierwotnego stylu, w jakim był budowany i uważają go za ozdobę miasta. I tych jest zdecydowana większość. Wrocławski dworzec nie prezentuje zdobyczy współczesnej myśli architektonicznej, ale jest ciekawym obiektem historyzmu w sztuce. Szkoda, że już w pobliżu tak zacnej budowli znajdują się inne – straszące swym wyglądem budynki. Ale może i o nie ktoś w końcu zadba. Dworzec odwiedził: Maciek Magiera

PODŁAWEK

Z aniołami nad Wrocławiem W tym roku szkolnym w kolejnej edycji konkursu krasomówczego odbywającego się w ramach Wielkiej Nagrody Wrocławia zwyciężyli uczniowie naszego gimnazjum: Agnieszka Godula zajęła pierwsze miejsce, natomiast Miłosz Maćków – drugie. Agnieszka snuła opowieść o kilku wrocławskich aniołach, Miłosz w przejmujący sposób opowiedział natomiast o czarnym Aniele Śmierci. Zapraszamy do lektury tych pięknych, poruszających tekstów o wrocławskich aniołach. Na początek prezentujemy wiersz Ani Kaśków podejmujący tę samą tematykę. Anna Kaśków "Nie, nie z tej ziemi" Pewien stary człowiek rzekł, To, co sam zapewne wiesz, Że anioły, to boskie stworzenia, Że miejsce ich osiedlenia Przestworzami niebieskimi się zwie. To budzi we mnie sprzeciw i mówię:”Nie”. Przecież anioł także gości W kwiatach, drzewach, zieloności. Czy patrząc w biel chmur w błękicie tonących Nie dostrzegasz ich loków z wiatrem falujących? W twarzy przyjaciela, twarzy twego druha, W twarzy matki płaczącej za synem drogim, W twarzy dobrodzieja, co opiekuje się ubogim? Czy tam nie dostrzegasz oblicza anielskiego, Twarzy anioła stróża, posłańca Boskiego? Bo nie jest powiedziane jeszcze do końca, Że anioły są w niebie, gdzieś tam, blisko slońca. Niekoniecznie też mają skrzydełka i suknie, Że grywają na harfie i śpiewają cudnie. Szukaj ich w swoim mieście, dookoła siebie, Nie spoglądaj w niebo,popatrz tu bliziutko. Szukaj ich w gwarnym tłumie, w twarzy krasnoludka, Posłuchaj, jak o Wrocławiu śpiewają cichutko. Do wędrówki szlakiem wrocławskich aniołów zachęca Agnieszka Godula
Pragnę Wszystkich zaprosić na niezwykłą wędrówkę po Wrocławiu wraz z aniołami, które stanowią jeden ze znaków rozpoznawczych stolicy Dolnego Śląska
Podławek

Pomniki aniołów na cmentarzu są symbolem duchowości. Pilnują grobu i są uważane za posłańców między Bogiem a człowiekiem. Anioł, czyli "wysłannik Boga", może pojawiać się w różnych pozycjach, każdy we własnym rozumieniu człowieka. Anioł z otwartymi skrzydłami reprezentuje lot duszy do nieba. Aniołowie podpierający w ramionach człowieka prowadzą zmarłego do nieba. Płaczący symbolizuje smutek z powodu przedwczesnej śmierci. Anioł grający na trąbce może przedstawiać dzień sądu. Często określane są przez instrumenty, które używają - Michał przez miecz i Gabriel przez róg. Nie inaczej jest we Wrocławiu. A mnogość owych „wysłanników” Boga skłania do refleksji nad kilkoma. Pomnik ofiar zbrodni katyńskiej. Miejsce o tyle niezwykłe co i budzące szacunek, oraz respekt wobec ofiar tragedii. Spoglądając na mroczną postać anioła, budzą się we mnie skrajne uczucia, miesza się wzruszenie z złością, rzeźba wzbudza we mnie smutek, ale także szacunek dla rodaków, którym niesłusznie odebrano życie. Anioł Śmierci należy do tych pomników, obok których nie przechodzi się obojętnie. Jest mroczny a wielkie rozpostarte skrzydła i miecz, który dzierży w dłoni, ukazują władzę, potęgę i olbrzymie okrucieństwo. Pod nim bezbronna matka ojczyzna. trzymająca jeńca i przerażona czeka na mój ruch. Wie ,że i tak dokonam zbrodni... Anioł śmierci jest symbolem zła, okrucieństwa i ogromnej tragedii. I tylko czy przyszłe pokolenie będą pamiętać? Czy właściwie skorzystają z tej monumentalnej lekcji historii? „Memento Mori” zdaje się szeptać postać anioła… ”Memento Mori”. Kolejny monument, który również łączy się w swej symbolice ze śmiercią to Anioł z Urną, znajdujący się w Parku Zachodnim, ale jeszcze przed II wojną światową miejsce to było jedną z największych nekropolii wrocławskich. „Auch der Schmerz ist Gottes Bote”. Również cierpienie jest posłańcem Boga – taka inskrypcja widnieje na cokole pomnika przestawiającego anioła – posłańca śmierci – z symbolem urny węża. Na początku XX wieku zdecydowano w przedwojennym Breslau o założeniu komunalnego cmentarza „Coseler Friedhof”. Znalazł się on w bezpośredniej bliskości

PODŁAWEK

cmentarza żydowskiego oraz cmentarza komunalnego. Wszystkie trzy nekropolie otoczono parkiem, zaprojektowanym przez Hugo Richtera , znanego bardziej jako twórcę Parku Południowego. Pod koniec II wojny światowe cmentarz komunalny w dużej części uległ zniszczeniu. Jednak największe spustoszenie przyniósł czas powojenny. W roku 1967 zadecydowano o likwidacji cmentarza i rozszerzeniu o jego teren Parku Zachodniego. Płyty nagrobne powyrywano, fundamenty przysypano grubą warstwą ziemi, zaś ruiny dwupiętrowej kaplicy wysadzono w powietrze. Ten smutny los spotkał również cmentarz katolicki. Co przetrwało do naszych czasów? Niewiele… Betonowe fontanny, przepiękny pomnik anioła oraz kościół św. Jadwigi. Poza głównymi traktami można gdzieniegdzie dostrzec porozrzucane w bezładzie płyty nagrobne, a jedynym świadkiem historii jest cmentarz żydowski. Czy napis : „Również cierpienie jest posłańcem Boga” nie ma symbolicznego odniesienia do tragicznego losu tej nekropolii? Spoglądając na to miejsce i niezwykły pomnik przychodzi mi na myśl kolejna łącińska maksyma „ Omnia subiecta sunt naturea” . Wszystko podlega naturze. Następnym ważnym miejscem w mej sentymentalnej wycieczce po Wrocławiu jest kościół dominikanów we Wrocławiu, w którym znajduje się grobowiec błogosławionego Czesława Odrowąża – patrona stolicy Dolnego Śląska. To co zwróciło moją uwagę, to przepiękne rzeźby aniołów zdobiące grobowiec. Czuwają, by nikt nie zakłóci wiecznego snu błogosławionego. Gdy po drugiej wojnie światowej Dominikanie polscy powrócili do Wrocławia, zastali ze swego kościoła tylko ruiny i zgliszcza. Ale wśród tych ruin pozostała nienaruszona, cudownie ocalała z pożogi wojennej, kaplica z grobem Błogosławionego Czesława. Kim był błogosławiony Czesław? Urodził się w Kamieniu Śląskim. Zmarł we Wrocławiu. Na samym początku był kustoszem kolegiaty sandomierskiej. Dopiero gdy w 1218 roku udał się do Rzymu wstąpił do zakonu Dominikanów. Wpływ na te decyzje miało poznanie św. Dominika, który zrobił na nim ponoć ogromne wrażanie. Czesław założył 3 klasztory. W Austrii, Czechach oraz we Wrocławiu. W roku 1241 wspierał duchowo Polaków podczas najazdów tatarskich. Błogosławiony najczęściej przedstawiany jest z ognistą kulą lub słupem nad głową. Wg jednej z legend pojawiła się ona w trakcie jego modlitwy, siejąc przerażenie wojsk tatarskich i doprowadzając tym samym do ich odwrotu. Dla Wrocławian jest postacią szczególne ważną ponieważ w roku 1963 został mianowany patronem tego miasta. Uważam, że słowa „Bonum ex malo non fit” ( Dobro nie rodzi się ze zła) wspaniale wpisują się w biografię tego zacnego człowieka. Następnym ważnym miejscem w mej sentymentalnej wycieczce po Wrocławiu jest kościół dominikanów we Wrocławiu, w którym znajduje się grobowiec błogosławionego Czesława Odrowąża – patrona stolicy Dolnego Śląska. To co zwróciło moją uwagę, to

PODŁAWEK

przepiękne rzeźby aniołów zdobiące grobowiec. Czuwają, by nikt nie zakłóci wiecznego snu błogosławionego. Gdy po drugiej wojnie światowej Dominikanie polscy powrócili do Wrocławia, zastali ze swego kościoła tylko ruiny i zgliszcza. Ale wśród tych ruin pozostała nienaruszona, cudownie ocalała z pożogi wojennej, kaplica z grobem Błogosławionego Czesława. Kim był błogosławiony Czesław? Urodził się w Kamieniu Śląskim. Zmarł we Wrocławiu. Na samym początku był kustoszem kolegiaty sandomierskiej. Dopiero gdy w 1218 roku udał się do Rzymu wstąpił do zakonu Dominikanów. Wpływ na te decyzje miało poznanie św. Dominika, który zrobił na nim ponoć ogromne wrażanie. Czesław założył 3 klasztory. W Austrii, Czechach oraz we Wrocławiu. W roku 1241 wspierał duchowo Polaków podczas najazdów tatarskich. Błogosławiony najczęściej przedstawiany jest z ognistą kulą lub słupem nad głową. Wg jednej z legend pojawiła się ona w trakcie jego modlitwy, siejąc przerażenie wojsk tatarskich i doprowadzając tym samym do ich odwrotu. Dla Wrocławian jest postacią szczególne ważną ponieważ w roku 1963 został mianowany patronem tego miasta. Uważam, że słowa „Bonum ex malo non fit” ( Dobro nie rodzi się ze zła) wspaniale wpisują się w biografię tego zacnego człowieka. Ostatnim punktem mojej wędrówki jest cmentarz znajdujący się na Muchoborze Wielkim przy kościele św. Michała Archanioła. Ta późnogotycka budowla została wzniesiona na miejscu starszego, wymienianego w 1347r. około 1400 r. Dlaczego wybrałam to miejsce? Moją uwagę zwróciły anioły zdobiące groby mały dzieci. Śmierć zawsze jest bolesna, ale śmierć dziecka dla wielu bywa niewytłumaczalna, stąd moje wzruszenie i chwila zadumy. Całość otacza mur obronny, z którego zachował się tylko niewielki fragment Na placyku przed kościołem znajduje się kompozycja rzeźbiarska "Bóg blisko", ufundowana w 1975 r. przez miejscowego proboszcza ks. Aleksandra Oberca, a wykonana ze sztucznego kamienia przez Jadwigę Skomorowską. Tota vita discendum est mori – przez całe życie trzeba się uczyć umierać. Czyż w zetknięciu ze śmiercią dziecka te słowa nie pomogą nam odkryć istoty cierpienia? Anioły,aniołki, amory stanowią symbol Wrocławia, ale opowiadają również niezwykłe historie o osobach i wydarzeniach, które warto oraz należy pamiętać.

PODŁAWEK

Miłosz Maćków snuje opowieść o Czarnym Aniele Śmierci z Pomnika Ofiar Zbrodni Katyńskiej Jest w moim mieście dużo miejsc szczególnych, ulicami przemykają krasnoludki, uśmiechając się do przechodniów,figlarnie,czasem złośliwie , z pomników spoglądają zamyśleni wielcy. Moje miasto, jak pewnie i inne także, ma swoje anioły. Fruwają w kościołach pyzate amorki,czuwają dostojne Archanioły, inne pochylają się w zadumie nad grobami na miejskich cmentarzach, zdobią ściany niektórych budynków, pokryte kurzem historii, patyną czasu, rezydują w muzealnych salach, w dzień cichutko, dyskretnie przygladają się zwiedzającym, stoją w ogródkach przykościelnych, przyszpitalnych...anioły, anioły. Anioł, który szczególnie wpisuje się w krajobraz miasta, jest w nim od niedawna, bo dopiero od roku 2000,a jeśli choć raz popatrzy się na jego ogromne, rozpostarte skrzydła, nie sposób o nim zapomnieć. To czarny anioł śmierci pochylony w zadumie, a może w boleści i rozpaczy, wsparty na mieczu, o twarzy pooranej zmarszczkami, przeszywającej grozą .Na głowie ma czarny kaptur, ubrany jest w czarny habit,spoglada na Pietę Katyńską , Matkę Polskę, trzymającą w ramionach zamordowanego żołnierza.Beznamiętne spojrzenie budzi strach, ale i nie pozostawia obojętnym.I choć , jak

PODŁAWEK

wspomniałem, wiele, bardzo wiele aniołów fruwa nad moim miastem, to ten wyjątkowo zapada w pamięć, nie pozwalając zapomnieć o ofiarach zbrodni katyńskiej, ale nie tylko. Zmusza do zadumy nad tym, dlaczego wciąż tak dobrze się trzyma w naszym suleciu nienawiść,dlaczego człowiek człowiekowi wilkiem, i chciałoby sie powtórzyć słowa poety - „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Czarny anioł śmierci w Alei Pomordowanych, w Parku Juliusza Slowackiego, przyciąga spojrzenia dlatego,że jest duży,że jest czarny,że ma się wrażenie,iż słychać łopot jego skrzydeł, fascynuje, przeraża, zastanawia. Nad nim szumią drzewa, niedaleko siedzi na swoim pomniku romantyczny wieszcz , zadumany szepcze „smutno mi , Boże”, nieopodal także, w rotundzie ,Kościuszko wiedzie kosynierów do bitwy, a on, ten, który zazwyczaj pojawia się w momentach masowej śmierci, może szumem swych skrzydel przestrzega przed nienawiścią, która rodzi zło, może spod swego kaptura przyglada się tym, którzy przystają u stóp pomnika, aby się pomodlić, podumać; starzy, młodzi ,poważni, smutni,czasem to chłopak z dziewczyną, czasem para starszych ludzi...czasem, przypadkiem, zbłądzi dziecko, które zapewne w domu,, usypiając , mówi wierszyk do swojego Anioła Stróża- „Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój...” I ten anioł także, choć nie w błękitnej, lecz czarnej szacie, choć jego skrzydła są także czarne i rozpostarte złowrogo, ciężko wsparty na mieczu,stoi na straży tych, którzy odeszli nagle, choć tak bardzo chcieli żyć, choć to nie ten błekitny przeprowadził ich bezpiecznie przez kładkę, a właśnie czarny stał przy nich, gdy umierali od strzału w tył głowy. Obok, ruchliwą ulicą ,suną samochody, biegną zaaferowani codzienną gonitwą przechodnie, spokojnie po niebie przesuwają się chmury, szemrze cicho Odra , skrywająca w swych wodach historie dawne i współczesne.Żyje moje miasto, miasto spotkań, miasto krasnoludków, miasto mostów, miasto aniołów.Również takich,którzy nie mają wprawdzie żadnych skrzydel, lecz ich serce jest bezpiecznym portem dla wszystkich będących w potrzebie. „Aniele Boży, Stróżu mój, Nie odchodź, choćbyś myślał, że o tobie zapomniałem, W cieniu swych skrzydeł ukryj mnie, daj sercu łyk wytchnienia, Bo jeszcze wiele trudnych chwil i wiele do zrobienia”. W pułapce uczuć - rzecz o pierwszej miłości
Chociaż nie przepadam za twórczością Ewy Nowak, popularnej współczesnej autorki książek dla młodzieży, polecam lekturę „Bardzo białej wrony”, gdyż porusza niezwykle ważką tematykę. Mianowicie - dotyczy wiecznie aktualnego problemu toksycznych związków.
PODŁAWEK Qlturalnie

Powieść zaczyna się jak najbardziej niewinnie. Ona, spokojna i cicha, choć marzy i wielkiej miłości, początkowo zupełnie nie zwraca uwagi na niewysokiego sportowca, a On wprost przeciwnie – popada w dziwną manię na jej punkcie. Jednak po wielu zabiegach dziewczyna zaczyna się nim interesować, aby w efekcie całkowicie stracić dla niego głowę. Związek głównych bohaterów - nastoletniej Natalii i jej rówieśnika Norberta – przez pierwsze tygodnie jego trwania nie budzi prawie żadnych zastrzeżeń. Czasami chłopak wydaje się być aż nazbyt opiekuńczy, wręcz wścibski, ale każdy ma przecież swoje wady. Dopiero później Natalia odbiera sygnały, że dzieje się coś nie tak… Książka opowiada o walce młodej dziewczyny z samą sobą, o walce rozsądku z sercem i sumieniem, o walce poczucia godności z poczuciem winy i z prawdą, podawaną na talerzu przez najlepszych przyjaciół. Jest świetną propozycją dla nastolatek, które zagubione w chaotycznym czasie dorastania potrzebują drogowskazu dotyczącego rzeczy tak ważnych, jak związki, miłość i wolność. Ocena? Warto sięgnąć. Gabriela Wrona Fantasy ma się dobrze. Bardzo dobrze! Rafał Topoła z kl. I a poleca serię książek o zwiadowcach
Twórcą cyklu powieści pod wspólnym tytułem „Zwiadowcy” jest australijski pisarz John Flanagan. Napisał on już jedenaście części tejże sagi. Wszystkie są powieściami spod znaku fantasy, których akcja osadzona jest w świecie fantastycznym stylizowanym na średniowiecze. Ale równie dobrze sytuują się one w kategorii powieści przygodowych.
Qlturalnie PODŁAWEK

Pierwszą częścią, a zarazem wprowadzeniem w życie bohaterów i nieistniejący świat, są „Ruiny Gorlanu”. Głównym bohaterem jest czeladnik Will, chłopiec cichy i niepozorny, który dostaje się na nauki do ponurego, posępnego zwiadowcy Halta. Tam, pod okiem mistrza, uczy się sztuki zwiadowczej. A czym zajmują się tajemniczy zwiadowcy? Pilnują porządku, szpiegują, aby tylko zdobyć informacje na temat zewnętrznych zagrożeń. Ich zadania są zatem niebezpieczne, często zagrażające życiu. Całą akcja powieści opiera się na przygodach Willa oraz jego młodych przyjaciół: Horace’a, Alyss, Cassandry, Giliana. A przygody to często mrożą krew w żyłach. Seria książek o zwiadowcach odniosła oszałamiający sukces na całym świecie, nie tylko wśród wielbicieli fantasy. Cały czas znajduje się liście bestsellerów opinotwórczego „New York Timesa”. Także w Polsce ma całe rzesze fanów, którzy niecierpliwie czekają na kolejne tomy. Ja przeczytałem już wszystkie dostępne na polskim rynku i wyczekuję jedenastego tomu. Uważam, że są to świetne książki, które mają moc hipnotyzowania czytelnika. Polecam całą serię, gdyż jest bardzo wciągająca i pobudza naszą wyobraźnię. Według mnie jest to najlepsza seria fantasy, jaką kiedykolwiek czytałem! Stadiony nienawiści?

PODŁAWEK Kontrowersje

Ostatnie tygodnie dla prawie każdego Polaka były niezwykłe. Cały kraj zalała fala entuzjazmu w związku z rozpoczęciem ME 2012. My, wrocławianie, mieliśmy okazję być świadkami sportowych wydarzeń, a dostarczyły one wielkich wrażeń. Polacy naprawdę stanęli na wysokości zadania. Już na kilka dni przed pierwszym meczem w sklepach roiło się od ludzi kupujących flagi, koszulki, szaliki, czapeczki. Większość samochodów miała do szyb poprzypinane biało-czerwone chorągiewki. Ludzie w dzień meczu trąbili w tuby, klaksony samochodów. Niestety, już po pierwszym meczu zagraniczne stacje podały do publicznej informacji, że polscy kibice podczas treningu poniżali holenderskich zawodników, używając rasistowskich okrzyków. Ogromne rozgoryczenie ogarnęło tych, którzy mistrzostwa traktują jako możliwość wypromowania naszego kraju, a także możliwość uczestniczenia w niepowtarzalnym wydarzeniu. Natychmiast podniosły się głosy sprzeciwu. Dziennikarze obecni na treningu holenderskich piłkarzy zaprzeczali, że coś takiego miało miejsce. Niestety zła opinia o polskich kibicach poszła w świat i zaczęła żyć własnym życiem, a do tego jeszcze kilka dni później podczas pokojowej parady zostali zaatakowani Rosjanie… Jacy faktycznie są polscy kibice? W mojej opinii obraz kreowany przez media, dla których sensacja jest sprawą ich „być albo nie być”, jest mocno przesadzony. Moim zdaniem polscy kibice są pełni entuzjazmu, a przede wszystkim wierni swojej drużynie nawet wtedy, gdy ponoszą porażkę. Świadczą o tym słowa Kuby Błaszczykowskiego, który po meczu z Czechami wielokrotnie dziękował kibicom. Nie spodziewał się, że będą tak wspaniale ich wspierać. Ci, którzy chodzą na mecze lokalnej drużyny - Śląska, nie raz widzieli fantastyczną oprawę spotkania pełną patriotycznych akcentów. Samo się to nie zrobiło, ktoś musiał zebrać pieniądze do puszek, poświęcić swój czas i bardzo zaangażować. A wszystko po to, by podczas meczów stworzyć wyjątkową atmosferę. Oczywiście na meczach nie brakuje wulgaryzmów i ordynarnych okrzyków pod adresem rywali. I to jest przykre. Ideałem byłoby dopingowanie swojej drużynie, ale też nagradzanie oklaskami po prostu świetnych akcji nawet w wykonaniu

Kontrowersje PODŁAWEK Fakt, że polscy kibice najszybciej zbliżyli się do Irlandczyków, dobrze rokuje na przyszłość. Może i my przejmiemy ten radosny model kibicowania. Piotr Tocicki

drużyny przeciwnej. Może to utopia, nierealna mrzonka? Na stadionach są setki kulturalnych ludzi zafascynowanych piłką nożną. Opinie o polskich kibicach często wypowiadają tacy, którzy w ogóle nie chodzą na mecze. Powielają po prostu obiegowe sądy. Myślą i kategoryzują świat stereotypami. I często są to opinie po prostu krzywdzące, a oskarżenia wyssane z palca. To oczywiste, że podczas tak wielkiej imprezy jak Mistrzostwa Europy mogły zdarzyć się niemiłe incydenty, jednak nie mogą one wpływać ogólnie na ocenę Polaków. Podczas różnych imprez gromadzących tysiące wielbicieli zawsze znajdzie się garstka zadymiarzy. I nieważne, czy jest to mecz piłki nożnej, czy koncert. Tak działa prawo wielkich liczb. Tylko dlaczego oceniać tysiące ludzi przez pryzmat dziesiątek. Wśród kibiców na całym świecie zdarzają się czarne owce, nie trzeba szukać daleko – oto były kapitan reprezentacji Anglii pozwolił sobie na rasistowskie wyzwiska, które skończyły się zresztą sądowym wyrokiem. Jak na ironię to właśnie Anglicy rozpowszechniali opinię, że polskie stadiony to miejsce nienawiści i odradzali przyjazd do Polski, strasząc swoich kibiców nawet wizją śmierci. Czyżby widzieli drzazgę w czyimś oku, a nie dostrzegali belki w swoim? Myślę, że Polacy wcale nie wypadają gorzej w stosunku do kibiców innych narodowości. Podczas obecnych mistrzostw w Polsce na pewno jednak bardzo pozytywnie wyróżnili się Irlandczycy, którzy mimo totalnej klęski ich drużyny pozostali ze swoimi piłkarzami do końca, śpiewali patriotyczne pieśni, płakali. Świętowali! Zrobili tym wielkie wrażenie na pozostałych nacjach. Pokazali, że można kibicować bez chamstwa, wulgarnych przyśpiewek czy gwizdów, szanując przeciwnika.

PODŁAWEK Wywiad

Aby wakacje były bezpieczne Różne mamy pomysły na spędzenie nadchodzących wakacji. Jedni będę leniwie wypoczywali na plaży, inni wędrowali po górach do utraty tchu. niektórzy wyjadą w egzotyczne miejsca, a są i tacy, którzy wolą Polskę i jej atrakcje turystyczne. O tym, jak zadbać o bezpieczeństwo w czasie wakacji, porozmawiam z panią Małgosią Paluszkiewicz, która uczy w naszej szkole nowego przedmiotu – edukacji dla bezpieczeństwa. Jest więc niekwestionowanym ekspertem w kwestiach bezpieczeństwa. Nina Pawelec: : Jak podczas wakacji wystrzec się niebezpieczeństw? Małgorzata Paluszkiewicz: Wyjeżdżając na wakacje, pamiętajmy o naszym zdrowiu. Uprawiając sporty wodne, przestrzegajmy zaleceń ratowników. Wybierając się w góry, musimy zadbać o odpowiedni sprzęt. Każdy wyjazd wymaga innego rodzaju przygotowań. N.P: Jakich rad zatem może Pani udzielić osobie wybierającej się w góry? M.P.: Na pewno powinna zabrać ze sobą plecak z żywnością, napojami – najlepsza jest woda mineralna. Wędrówki są meczące. Należy więc systematycznie uzupełniać płyny, aby się nie odwodnić. Do górskich wędrówek trzeba też mieć odpowiednie buty trekkingowe, najlepiej chroniące kostki przez urazami. Pogoda w górach jest zmienna, więc nawet przy upale pamiętajmy o cieplejszym odzieniu, kurtce przeciwdeszczowej. W górach poruszajcie się tylko oznaczonymi szlakami, nie zbaczajcie z nich, bo możecie zabłądzić. Z tego też powodu warto mieć ze sobą mapę oraz telefon z wpisanym numerem GOPRu. N.P: A jeśli plaża to… M.P.: Ręcznik, czapka lub kapelusz chroniące przed słońcem ,woda dla ugaszenia pragnienia oraz oczywiście kremy z filtrem przeciwsłonecznym. Im skóra jaśniejsza, tym bardziej podatna na oparzenia. Tym wyższy faktor powinien mieć krem do opalania. N.P: Jak jeszcze ustrzec się poparzeń? M.P.: Na słońcu nie powinno się być dłużej niż trzy godziny i nie w godzinach, kiedy jest najmocniejsze, a więc między 11. a 14. Powinniśmy też pamiętać o głowie, chroniąc ją nakryciami. Jeśli jednak przesadzimy ze słońcem, na oparzenia stasujmy maść Penatol. I w najbliższym czasie nie narażajmy na działanie promieni podrażnionej skóry. I dla wielbicieli kąpieli wodnych jedna podstawowa zasada: wypoczywajcie tam, gdzie są ratownicy. W razie zagrożenia zawsze możecie liczyć na fachową pomoc. N.P: Ostatnio do łask wróciły jednoślady. Co należy mieć ze sobą na całodziennej wycieczce rowerowej? Na pewno kask . To dla bezpieczeństwa. Trzeba pamiętać też o odblaskach i światłach zamontowanych na rowerze, jeśli wybieramy się na dłuższą wycieczkę i możemy wracać późnym wieczorem. Dzięki tym drobiazgom będziemy widoczni dla innych uczestników ruchu. Pamiętajmy też o pompce, wodzie, jedzeniu i telefonie. Mierzmy siły na zamiary. Oceńmy realnie, ile kilometrów możemy przejechać, by nie nadwyrężyć mięśni i nie doznać żadnego urazu. N.P: Wakacje to czas grillowania. Czy we Wrocławiu są specjalne miejsca przeznaczone na grilla? Tak, są takie w każdym parku. Najbliżej naszego osiedla - w Parku Zachodnim. N.P: No właśnie. Jeśli park, las to i widmo kleszczy. Co należy zrobić, gdy znajdziemy na ciele kleszcza? Jak go usunąć? M.P.: Podstawowa zasada, o której należy pamiętać: kleszcza nie smarujemy tłuszczem! Najlepiej udać się do lekarza, wtedy usunie on nam go fachowo. N.P: Dziękuję za wywiad. M.P.: Ja również dziękuję, życząc udanych i bezpiecznych wakacji. Przede wszystkim bezpiecznych. Rozmawiała: Nina Pawelec Viva Italia! Dziennik z podróży
Italia. Słońce, morze, wspaniałe zabytki, pyszna kuchnia. Italia - kolebka europejskiej kultury. Italia - i my w tym raju przez niemal tydzień. Z dala od pochmurnej i kapryśnej pogody. Zapowiada się cudowny tydzień...
Dziennik PODŁAWEK

Sobota, 19.05.2012 r. Na miejsce, do ośrodka wypoczynkowego „Mare e Pineta” , dotarliśmy w samo południe. Italia przywitała nas piękną pogodą. Słońce ukazało się w całym majestacie. Szybko rozpakowaliśmy się i od razu poszliśmy na plażę. Chcieliśmy jak najszybciej tylko zobaczyć morze (tak powiedzieliśmy opiekunom), ale nie obeszło się bez pierwszych kąpieli. Woda była cieplejsza niż w naszym Bałtyku i pływało w niej mnóstwo krabów. Nocą bawiliśmy się w przejęcie flagi. Chłopcy zrobili flagę i na zmianę jej pilnowali, a dziewczyny miały za zadanie ją ukraść. Ubaw po pachy! Niedziela, 20.05.2012 r. Drugiego dnia pogoda pokrzyżowała nam plany. Było pochmurno. Zostaliśmy więc w ośrodku, ale pomysłów na gry i zabawy nie brakowało. I my, i nasi opiekunowie wykazywaliśmy się niesamowitą inwencją twórczą. Tej nocy to dziewczyny pilnowały flagi, a my mieliśmy ją wykraść, tyle że z powodu deszczu mieliśmy naprawdę utrudnione zadanie. Los jednak jest niesprawiedliwy. Zawsze sprzyja dziewczynom! Poniedziałek, 21.05.2012r. Dziś mieliśmy odwiedzić największy park rozrywki we Włoszech. Pogoda jednak znów zrobiła nam psikusa, zmuszając do zmiany planów .Zamiast Mirabilandii odwiedziliśmy Comacchio, mały rybackim kurort położony nad Adriatykiem. Zwiedziliśmy tam najważniejsze miejsca miasta, tj. zabytkowy targ rybny, który ma kamienne stoły, czyszczone , a raczej zlewane po prostu wodą z węża do kanału. Oprócz tego przeszliśmy przez piękny ciąg kolumn Portyków Kapucynów, składających się ze 142 łuków podtrzymywanych prze marmurowe kolumny oraz zwiedziliśmy śliczną katedrę San Cassiano, w której najbardziej niezwykły był ołtarz: sprawiał wrażenie trójwymiarowej rzeźby. Było to jednak złudzenie optyczne, gdyż centralna część ołtarza była obrazem! Coś niesamowitego!

PODŁAWEK Dziennik

Wtorek, 22.05.2012r. Pogoda dopisywała, słońce znów nam zaświeciło mogliśmy więc zrealizować wczorajsze plany. Celem Cel wyprawy - Mirabilandia, największy park rozrywki we Włoszech. Położona jest niedaleko Rawenny. Zajmuje niemal 30 ha! Kolos! Nie ma się co dziwić, że spędziliśmy tam prawie cały dzień. W Mirabilandii jest mnóstwo atrakcji dla każdego: są kolejki górskie, atrakcje wodne (woda to kolejne 10 ha powierzchni miasteczka), tradycyjne wesołe miasteczko, plaża z basenami i zjeżdżalniami, atrakcje rodem z krainy Majów, Adventureland i tak dalej. można się było i zmęczyć i porządnie najeść strachu, korzystając z niektórych propozycji parku. Środa, 23.05.2012r. Cóż się dużo rozpisywać? Powtórka z rozrywki. Mirabilandia po raz drugi. Czwartek, 24.05.2012r. Pogoda dopisała. Było słonecznie i upalnie. Co można we Włoszech, nad morzem robić w tak piękny dzień? Oczywiście – wylegiwaliśmy się na plaży, kąpaliśmy w morzu… Potem znów wylegiwaliśmy się na plaży, kąpaliśmy w morzu, od czasu urozmaicaliśmy sobie pobyt grami i zabawami plażowymi. Ale ogólny schemat wyglądał następująco: plaża - morze - plaża - morze… Piątek, 25.05.2012r. Dziś to nam dopiero wymyślili zadanie. Musieliśmy biegać po całym terenie, rozmawiać z różnymi ludźmi – rzecz jasna obcokrajowcami - i wykonywać różne zadania, np. poprosić nieznajomego o przetłumaczenie kilku słów na język włoski. W końcu jesteśmy na obozie naukowym. A nie samą zabawą człowiek żyje… Choć większość nie miałaby nic przeciwko temu. Sobota, 26.05.2012 r. Byliśmy w Wenecji. To była cudowna wyprawa! Naprawdę, nie ma w tym żadnej przesady! Zaparkowaliśmy w porcie i od razu poszliśmy na przystanek tramwaju wodnego. Wsiedliśmy w ten jakże niezwykle ciekawy środek transportu i ruszyliśmy na plac św. Marka. Na miejscu spotkaliśmy się z panią przewodnik, ale co było najciekawsze? Ona była rodowitą Włoszką, ale bardzo biegle porozumiewała się w języku polskim. To za sprawą tego, iż podczas wakacji poznała kilku Polaków, spodobał się jej nasz język i postanowiła go studiować, a jako że była jedyną chętną na uniwersytecie, miała do swojej dyspozycji dwóch profesorów z naszego kraju. Opanowała więc nasz język biegle. Wracając do tematu: na placu panował straszny kocioł. Gwar był nieznośny. Wyglądało to gorzej niż zatłoczone ulice Tokio czy Nowego Jorku. Dlatego też dostaliśmy od pani przewodnik słuchawki i radia, byśmy mogli dobrze ją słyszeć. Zwiedziliśmy katedrę św. Marka oraz największy parking gondol, najstarszą kafejkę w UE, która nadal pełni te same funkcje co kiedyś i wyglądem pasuje do dawnych czasów. Wiążą się z tym duże koszty, za wypicie filiżanki kawy przy barze na stojąco trzeba zapłacić 4 euro. Nie skorzystaliśmy. Tego dnia wieczorem przyszło nam pożegnać się ze słoneczną Italią. Wracamy do Polski, do Wrocławia, do naszych rodzin. Dziennik pokładowy prowadził Krzysztof Burnicki

Dziennik PODŁAWEK



PODŁAWEK Wolontariat

Nakrętkowy zawrót głowy! Koniec roku już na wyciągnięci ręki, a to pora podsumowań. W tym roku Szkolne Koło Wolontariatu przeprowadziło wiele akcji na rzecz innych. W tym miejscu chcielibyśmy przedstawić krótkie sprawozdanie z naszego ostatniego działania. Przez cały rok szkolny, od września do maja, prowadziliśmy akcję zbiórki nakrętek dla Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci, z którym współpracujemy do wielu lat. W akcji uczestniczyły wszystkie klasy, włączyli się w nią także pracownicy naszego gimnazjum. I tak oto przez cały rok udało się nam zebrać niemal 500 kg nakrętek, a najbardziej skuteczna w zbiórce okazał się klasa II b, której udało się zebrać aż 130 kg. 2. miejsce przypadło w udziale klasie III c (85 kg), trzecie miejsce zajęła klasa I d, która na swe konto mogła zapisać 70 kg zebranych nakrętek. Nakrętki zostały wywiezione ze szkoły dzięki życzliwości jednego z rodziców. Wyrazy wdzięczności kierujemy w stronę pana Artura Huby. Dziękujemy też uczniom i pracownikom szkoły za udział w akcji. SKW

Na wesoło PODŁAWEK Redakcja: Krzysztof Burnicki, Maciek Magiera, Nina Pawelec, Piotr Tocicki, Gabriela Wrona. Opiekun: Marlena Borowska Gimnazjum nr 9 im. św. Jadwigi Śląskiej we Wrocławiu ul. Sarbinowska 10

Uśmiechnij się! Jaka jest liczba mnoga od słowa "niedziela"? - pyta nauczyciel. - Wakacje. Tato, czy dzisiaj jest piękny dzień? - pyta się mały Jaś ojca. - Raczej nie. A dlaczego pytasz? - Bo pani od polskiego powiedziała wczoraj: "Pewnego pięknego dnia przez ciebie zwariuję". Skończył się rok szkolny. Spotykają się dwaj koledzy. - I jak u ciebie? - Ojciec zlał mnie dwa razy. - Dlaczego dwa razy? - Pierwszy raz, jak mu pokazałem świadectwo ukończenia trzeciej klasy, a drugi - jak się zorientował, że to jego stare świadectwo. Mały Jaś wybrał się na mecz. Siedzący obok mężczyzna pyta go: - Jak tu wszedłeś, synku? - Miałem bilet. - Sam go kupiłeś? - Nie, tata kupił. - A gdzie jest tata? - W domu, Sszuka biletu.