Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






GIMNAZJUM NR 9 IM. ŚW. JADWIGI ŚLĄSKIEJ Podławek Sprawki spod szkolnej ławki W numerze: Wywiad z panią Dyrektor Rzecz o blogach Anime i manga Koniec świata Święta, święta Sonda uliczna

WYWIAD FELIETON HOBBY BIOGRAFIE (?) QLTURALNIE KONTROWERSJE Drodzy czytelnicy!

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki W numerze

25 lat minęło… - wywiad z panią Dyrektor Co nas czeka w święta? Moda na blogowanie Szukamy prawdy o Mikołaju Manga i anime Koniec świata Niech Święta Bożego Narodzenia i wigilijny wieczór upłyną Wam w szczęściu i radości przy staropolskich kolędach i zapachu świerkowej gałązki. Redakcja 25 lat minęło… jak jeden dzień?
Ćwierć wieku minęło od momentu, kiedy na Sarbinowskiej zabrzmiał pierwszy szkolny dzwonek.
PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Mury szkoły opuściło już kilka pokoleń wrocławian. Do tej szkoły chodzili nasi rodzice, starsze rodzeństwo, teraz my codziennie przekraczamy jej progi. O tym, jak szkoła na Kuźnikach zmieniała się na przestrzeni lat, rozmawiamy z pierwszą dyrektor placówki – panią Ireną Deptuszewską. W tym roku szkolnym mija 25 lat od momentu, kiedy na Sarbinowskiej rozbrzmiał po raz pierwszy dzwonek. Jak zapamiętała Pani 1 września 1987 roku? Bardzo dobrze pamiętam to wydarzenie. Nie zapomnę ogromu dzieci czekających na wejście do szkoły oraz zaangażowania rodziców i nauczycieli. A pierwsze dni w murach nowej szkoły? Ponoć nie obeszło się bez kłopotów? Pierwsze dni rzeczywiście były ciężkie. Na początku pracowaliśmy na dwie zmiany. Szkoła była duża, o czym świadczy choćby liczba pracujących nauczycieli: 105. Szczególnie trudny był pierwszy rok, gdyż nie mieliśmy jeszcze oddanej do użytku sali gimnastycznej. Wuefiści świetnie sobie jednak radzili. Zajęcia sportowe w ciepłe dni odbywał się na dworze, organizowane były biegi na przełaj, gry terenowe, ścieżki zdrowia, a zimą lodowisko. Na początku nie istniało również zaplecze kuchenne. Czy jest prawdą, że na początku istnienia szkoły uczyło się tutaj zdecydowanie więcej uczniów? Tak, to prawda. Na początku uczyło się tutaj aż… 1800. Dodam tylko, że szkoła była przygotowana na 850.

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Co jest powodem, że w latach 80. zdecydowano się utworzyć szkołę podstawową na Kuźnikach właśnie? Powodem z pewnością była duża liczba mieszkających w okolicy dzieci, które wymagały nauczania. Jak doszło do tego, że została Pani pierwszą dyrektor nowo utworzonej szkoły? Byłam wtedy bardzo młodą osobą. W oświacie pojawiła się propozycja zajęcia tego stanowiska. Potrzebowano dynamicznej osoby, która uniesie na swych barkach ogrom pracy, jakiej wymagało zarządzanie szkołą. Zgłosiłam swą gotowość i …udało się. Jak wspomina Pani 13 lat urzędowania w SP 37? Wspominam je bardzo dobrze, gdyż pracował ze mną świetny, wykształcony zespół pedagogiczny. Szkoła była chwalona wśród mieszkańców i cieszyła się wielką sympatią. Co było dla Pani najtrudniejszym doświadczeniem na tym stanowisku? Poradzenie sobie z tak dużą liczbą uczniów, uporządkowanie i zadbanie o najważniejsze sprawy szkoły. Kiedy jednak w 1999 roku przeprowadzono reformę edukacyjną, zdecydowała. Dlaczego? Uważałam, że to, co było do zrobienia w szkole podstawowej, już zrobiłam. W pracy na nowym stanowisku widziałam zaś wyzwanie. Trzeba było stworzyć szkołę od podstaw, a ja chciałam się tego podjąć. Wiemy, że wśród nauczycieli naszego gimnazjum są osoby które pracują w szkole na Sarbinowskiej od początku jej istnienia, najpierw w SP, a teraz w naszym gimnazjum… Tak, jest wśród naszego grona wiele osób, które pamiętają początki szkoły. Na pewno to pan Leszek Ubowski, panie Bożena Łasińska, Bożena Broś, Stanisława Dudek, Ewa Alfut, Małgosia Marczewska, pani Krzysztofa Głazowska, Maria Wrzeszcz, Ludwika Jagodzińska, pan Mirosław Jagodziński i pani Genowefa Baczyńska. Całkiem spore grono. Niektórzy w przeszłości uczyli innych przedmiotów niż obecnie. Szkoła podstawowa za patrona obrała sobie postać kardynała Wyszyńskiego, a patronką Gimnazjum nr 9 jest św. Jadwiga Śląska. Skąd pomysł na taki patronat właśnie? Padało wiele propozycji dotyczących patrona naszej szkoły. Rozpatrywano między innymi postać Janusza Korczaka. Jednak wybraliśmy św. Jadwigę - głównie ze względu na jej barwną osobowość oraz możliwości programowe, jakie otwierał przed nami ten patronat. Na koniec chciałybyśmy zapytać o uczniów. Czy dostrzega Pani różnice między pierwszym pokoleniem uczniów a współczesnymi nastolatkami? Nie dostrzegam diametralnych różnic, aczkolwiek dziś macie większe możliwości, jesteście lepiej ubrani, macie telefony, komputery, telewizory, tablety itp. Czy ma Pani jakieś szczególne marzenie, pragnienie dotyczące funkcjonowania szkoły? Chciałabym, by szkoła była bogatsza w sprzęty elektroniczne oraz udogodnienie związane ze sportem. Dziękujemy za rozmowę. Rozmawiały Ola Kisielewska Julia Mazur Moda na blogowanie
Justyna Papuga jest uczennicą naszego gimnazjum. Na pewno widujecie ją na korytarzach naszej szkoły. To filigranowa dziewczyna o niebieskich oczach i ciemnych blond włosach. Wyróżnia się też ciekawymi stylizacjami - ubiera się stylowo, gdyż zawsze wie, co jest na topie i co w modzie piszczy. Prowadzi bowiem swój blog na temat mody. Nie wierzycie? Zajrzyjcie na stronkę: http://mintsaturday-fashion.blogspot.com
PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

MINT… SATURDAY… FASHION… Blog Justyny istnieje już od roku i od tego czasu systematycznie zamieszczane są tam stylizacje lub ciekawe pomysły na własnoręcznie wykonane gadżety, np. biżuterię. Pomysł na założenie własnego bloga – jak przyznaje jego autorka - był bardzo spontaniczny, to był po prostu impuls. Justyna od samego początku miała dokładny plan dotyczący tematyki bloga i jego realizacji. Sama też wymyśla stylizacje oraz wyszukuje ciekawe miejsce do sesji. Zdjęcia zaś wykonuje jej dobra koleżanka. Co oznacza tajemnicza nazwa? Zabawna historia - na nazwę złożyły się pierwsze trzy słowa, które Justynie przyszły do głowy, gdy rozmyślała o blogu. Cóż, angielski jest już chyba tak powszechny, że nawet myśleć zaczynamy w tym języku. MODA TO JEST TO "Moda jest moją pasją. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze zwracałam szczególną uwagę na ubiór. Zainteresowanie modą zaraziła mnie moja mama. Wcześnie to ona była dla mnie inspiracją. W tej chwili role się nieco odwróciły – teraz to mama zawsze bierze moje zdanie dotyczące jej ubioru pod uwagę" -opowiadała Justyna, ciesząc się jednocześnie z tego, że mama liczy się z jej zdaniem i szanuje jej oceny. Próbuje sama szyć nie są to doskonałe stroje, wciąż się uczy. STWÓRZ WŁASNY BLOG! Według Justyny prowadzanie bloga to nie

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

tylko frajda, ale też ciężka praca. Przygotowanie sesji, wybór miejsca, ubioru, następnie sama sesja oraz czas poświęcony na obróbkę zdjęć i napisanie tekstu (oraz przetłumaczenie go na język angielski ) zajmują prawie cały dzień. Nadmieniamy, że nasza koleżanka chodzi do klasy trzeciej, więc egzaminy gimnazjalne już wkrótce! Poza tym jest aktywną działaczką Samorządu Uczniowskiego. Jak pogodzić obowiązki z przyjemnościami? Rzecz niełatwa, ale jak udowadnia Justyna – możliwa. Jak natomiast założyć bloga? Justyna twierdzi, że to rzecz banalnie prosta. Nie trzeba być informatykiem czy programistą. Wystarczy znaleźć odpowiednią stronę (np. blogger), przeczytać instrukcję i postępować zgodnie z jej wytycznymi, zakładając własną stronę. W MODOWYCH KRĘGACH Własny blog to świetna sprawa – przekonuje Justyna. Dzięki niemu nawiązała bowiem wiele nowych przyjaźni, nawet z poza granicami kraju. Uczestniczyła w wielu pokazach mody. W czasie spotkań modowych miała możliwość poznania osób zawodowo zajmujących się stylizacją i modą, np. Joannę Horodyńską, Adę Fijał, Dorotę Wróblewską czy Karolinę Malinowską. Nie trzeba być chyba stałym czytelnikiem pudelka czy babskich pisemek, by kojarzyć te nazwiska. INSPIRACJE Czasopisma, filmy, inne blogi i moda z ubiegłych lat - to jedne z wielu rzeczy, które ją inspirują. Przegląda magazyny modowe, które są dla niej skarbnicą wiedzy dotyczącej obecnych trendów. Ulubionymi projektantami Justyny są : Alexander McQueen, Alexander Wang, Karl Lagerferd, Isabel Marnat, Krzysztof Sfrozyna oraz duet Paprocki&Brzozowski. Inspiracji szuka też u innych blogerek. Najchętniej lubi przeglądać blogi zagraniczne, takie jak: - The Blonde Salad - Gary Pepper Vintage - Song of Style - Amlul A spośród polskich blogerek z uwagą przygląda się dwóm: - Charlize Mystery - Jemerced. BĄDŹ TRENDY Korzystając z okazji, zapytałyśmy naszą szkolną ekspertkę, co będzie modne w najbliższym czasie. Uwaga! Zdradzamy - jesienią 2012/13 na fali będą klasyczne kolory, takie jak: biel czy czerń. Wielkim hitem tego lata były pastele i nadal możemy zostawić je w szafie, gdyż trend przyjął się także na ten sezon. Oprócz tego trendy jest przepych iście barokowy, złoto, kolor burgundowy także. Warto zaopatrzyć się we wzorzyste koszule w stylu lat 70. Ewelina Musiał Hania Płuska

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Poznaj belfra swego W cyklu Poznaj belfra swego prezentujemy tym razem nasze szkolne specjalistki od języków obcych: panią Teresę Strobel (język angielski) oraz panią Agnieszkę Kapłońską (język niemiecki). Jak poradziły sobie wzięte w ogień przedziwnych pytań i proszone o dokończenie przedziwnych zdań? Przeczytajcie. Być może informacje tu zawarte uda Wam się wykorzystać w czasie lekcji języków obcych ;) Pani Teresa Strobel 1.Moim prywatnym odrzutowcem poleciałabym do Australii, aby zobaczyć, jak wita się Nowy Rok latem. 2.Kubuś Puchatek to smak dzieciństwa. 3.Biały… czerwony, zielony. 4.Boję się pająków. 5.Kiedy byłam nastolatką, dużo czasu spędzałam z przyjaciółmi. 6.Na bezludną wyspę zabrałabym dużo książek. 7.Wysokie obcasy są bardzo niewygodne. 8.Moda na sukces - brak czasu na wąchanie kwiatków i patrzenie na gwiazdy. 9.Gdybym wygrała wycieczkę na Biegun Północny, bałabym się, że zamarznę. 10.Tablica, kreda ,gąbka… książka, zeszyt, długopis. 11.Gdybym nie była nauczycielką, byłabym malarką. 12.Dzieciństwo kojarzy mi się z beztroską, radością. 13.Zapach Bożego Narodzenia to opłatek, kutia, choinka. 14.Do kina chodzę na komedie romantyczne. 15.Kiedy słyszę dzwonek do drzwi, biegnę otworzyć. Pani Agnieszka Kapłońska 1.Moim prywatnym odrzutowcem poleciałabym daleko w nieznane, gdyż mam ochotę znaleźć się gdzieś, gdzie nikt nic ode mnie nie chce. 2.Kubuś Puchatek - mały, głupiutki obżarciuch. 3.Biały - pochodzę z regionu, gdzie w zimie po ulicach biegają białe niedźwiedzie. ;) 4.Boję się pająków i w ogóle wszystkich małych żyjątek(gdy je widzę, zdarza się, że krzyczę). 5.Kiedy byłam nastolatką, największym hitem była "Bania u Cygana". 7.Wysokie obcasy - uwielbiam, jestem niska i nie chcę być mylona z gimnazjalistkami. 8.Moda na sukces - matko, miałam 10 lat, gdy zaczęli ją emitować. 9.Gdybym wygrała wycieczkę na Biegun Północny, ucieszyłabym się. Może udałoby mi się spotkać niedźwiedzia polarnego. 10.Tablica, kreda ,gąbka - śmierdząca sprawa, szorstkie dłonie, dużo pisania dla uczniów. 11.Gdybym nie była nauczycielką, miałabym mniej szkoleń. 12.Dzieciństwo - a kiedy to było ? 13.Zapach Bożego Narodzenia to gotowana kapusta(ależ smród). 14.Do kina chodzę na horrory. Ale po ostatnim bałam się wyjść z kina. 15.Kiedy słyszę dzwonek do drzwi, myślę sobie: "znów cos chcą sprzedać". Oprac. Martyna Mazurek Maja Majerczyk
Gulliver ’s Travel
PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Dnia 19 listopada 2012 r. uczniowie Gimnazjum nr 9 brali udział w spektaklu teatralnym angielskich aktorów, pod tytułem „Gulliver ’s Travel”. Sztuka opowiadała o podróżach marynarza, kapitana statku, Guliwera. Podczas swych wojaży odwiedził kraj liliputów, olbrzymów i gadających koni, które okazały się znacznie mądrzejsze od ludzi. W każdym miejscu traktowano go inaczej. Jedni się z niego śmiali, inni się go bali, ale wszędzie był obcy. Najbardziej pouczającym spotkaniem była rozmowa z koniem, który wyjaśnił mu, co jest złego w Europie. Ciekawe było zakończenie, gdy Guliwera, po jego powrocie, ludzie uznali go za wariata po tym. jak opowiedział im swoje przygody. Gulliver leaves the English port of Bristol, Captain of the trading ship, Antelope in 1704. His crew mutinies and forces him overboard – they do not wish to be respectable traders but pirates and have total contempt for any human values. They threaten a sailor who tries to defend Gulliver. Gulliver is left swimming in the ocean and lands, exhausted on a beach in an unknown land: Lilliput. Lilliput is inhabited by small people who cannot believe a great giant has landed on their island. They call parliament to discuss the matter. They tie down the giant and consider killing him but when

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Gulliver wakes up and breaks free they scatter in terror. Swift (and TNT) parody parliament and selfserving politicians without moral scruples who love the sound of their own voices. The ministers of Lilliput try to persuade Gulliver to join they attacking their deadly enemies –the Brobdignags. The only reason they hate them is that they eat their eggs from the bottom, while in Lilliput they eat them from the top. When Gulliver says he eats his eggs from the top he is told he can join the ruling party and is made an admiral. Gulliver reluctantly agrees but refuses to hurt anyone in Brobdignag. The Lilliputians start to become suspicious of the Giant, if he will not kill their enemies he must be a traitor. They hatch a plot to kill Gulliver by setting him on fire with the hot air from their speeches. The plan seems to work but in fact there is so much hot air they set fire to the parliament. They call on Gulliver to help and he puts out the fire by urinating on the ministers. They are angry and shocked at this affront to their dignity. They exile Gullliver who is anyway sick of their pettiness and swims to Brobdignag. In Brobdignag he expects to be met by more little people but instead is almost killed by a huge wasp, then a giant woman appears – it is Gulliver who is tiny now. The girl and her father sells onions. The girl captures Gulliver and ties him up, first they force him to sell onions with them but when they see that people are more interested in their tiny captive than onions they start to exhibit Gulliver for money. They care nothing for Gulliver’s feelings or dignity. An aristocrat from the court arrives to see the new attraction. He loves Gulliver and offers to take him to court to show the Queen. The girl is delighted but drives a hard financial bargain. She then cruelly sends her father away – he can have no part of her triumph or profit. The Royal Court of Brobdignag is in fact a giant bank. The aristocratic banker persuades the girl to take a million ducats of credit rather than 800 ducats of gold. Then Gulliver is presented to the Queen – a giant coin of the Queen’s head. This is the figure that rules Brobdignag. Gulliver is humiliated and forced to perform for the Queen but seizes his chance to escape on wings of giant banknotes – he soars away. The girl is left horribly in debt without her “asset”: tiny Gulliver. Gulliver flies on and lands in the sea, he almost drowns until he is rescued by a flying island – the island is piloted by a scientist and his servant. The scientist is so wrapped up in his own thoughts that he has to be hit by the servant to pull him back to reality every few minutes. The servant takes Gulliver aboard and they fly to the academy of the kingdom, called Laputa – a land rules by science and philosophy. The servant explains that the scientist are maintained by ignorant people below who feed them in exchange for horoscopes and other superstitions. Gulliver questions why people need horoscopes if they are plainly nonsense and is told it is to fill the empty space in people’s heads and stop them considering the ethics of science. Gulliver arrives at the academy. He finds scientists involved in useless experiments such as spinning carpets from spiders webs and inventing electric toothbrushes. He questions the scientists and forces them to reveal their true secret – they intend to merge a mushroom with a cloud and create a bomb that will destroy the whole world. Gulliver is appalled and breaks up the academy racing away into space – they ignorant hail him as a liberator and beg him to lead them – but he refuses – rejecting even the love of women as corrupt he is starting to hate humanity for the ignorance, foolishness

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

and immorality. Gulliver passes through space and lands back on earth in a beautiful field – he worships nature without humans – praising the simple virtue of a flower. Then he sees disgusting apelike humans being whipped by an intelligent horse. The protohumans are Yahoos and he has landed in the kingdom of the “noble” horses or Houyhnhnms. The horse is amazed to meet Gulliver – the horse has never met a rational Yahoohuman before – or one who wears clothes. He invites Gulliver to his barn-house and shares food with him. The horse explains that the Yahoos are truly disgusting – very like the humanity that Gulliver now despises. Gulliver sleeps – happy to have found such an ordered world free from human control. But his hosts are playing a trick – they release a Yahoo woman into Gulliver’s room. She tries to kiss Gulliver – Gulliver wakes and tries to escape the attentions of the disgusting Yahoo – but it is clear the Yahoo is attracted to Gulliver. This proves that Gulliver is indeed a Yahoo. The Horse Police have been watching and they arrest Gulliver. Gulliver is accused of being a Yahoo – but he trial is more important than that – it also concerns the final solution of the Yahoo problem – the Horses have decided that Yahoos are so terrible they all must die – and only Gulliver will be spared and sent into exile. Gulliver begs to stay but his request is refused. He is given a Yahoo skin to cover himself and sent away. Gulliver is in despair – he wanted to live forever among the “noble” horses. Swift reveres his parody cleverly. In the final scene poor Gulliver is forced to reenter the human world but is quite mad, convinced that horses are superior to humans. The Showman treats his captive with cruelty throughout the story and tries to take the sting out of the satire – at the end of the performance the actors rebel and take Gulliver away, treating him at last with kindness. The showman is helpless. His story and Gulliver’s travels are over. Manga i anime

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Czym właściwie jest manga i anime? Pewnie większości na dźwięk tych słów przychodzą do głowy charakterystyczne postacie o dużych oczach i nienaturalnym często kolorze włosów. I pewnie jeszcze "Naruto" - jednak jest to tylko jeden z bardzo wielu japońskich seriali animowanych. Zanim jednak przejdę do kwestii anime, wyjaśnię, czym jest manga. Słowo to jest połączeniem japońskich wyrazów man (niezatrzymujące się, niepohamowane) i ga (obrazy). Początki mangi sięgają bardzo dawnych czasów. Najpierw nazywano tak rysunki wykonywane na drewnie, natomiast dzisiaj japońskie komiksy. Od europejskich i amerykańskich odróżnia je to, że są czarno-białe i czyta się je od strony prawej do lewej. Mangę w takiej formie rozpowszechnił Osamu Tezuka. Jego pierwszym dziełem, a zarazem pierwszą mangą w historii, było "Shin Takarajima", na podstawie którego powstało jedno z pierwszych anime, choć Japończycy eksperymentowali z animacją już w latach 1917-1918. Pierwszą serią telewizyjną było "Tetsuwan Atom" liczące ponad 190 odcinków. W tedy jednak anime miało inną formę niż teraz. Większość z nich była dramatami, w których jedno nieszczęście goniło drugie. Natomiast dzisiaj aż roi się od komedii, przygodówek i romansów. W Polsce nie ukazało się zbyt dużo anime, a duża część z tego, co zostało u nas wydane, to bajki dla dzieci i stąd błędne przekonanie wielu ludzi, że anime występuje tylko i wyłącznie w takiej formie. Zostało jednak wydanych kilka tytułów, które mogą zainteresować starszych widzów. Z mangami jest na odwrót. Z czasem zaczęło wychodzić ich coraz więcej. Pierwsza manga wydana w Polsce to "Aż do nieba". Dzisiaj co roku wychodzi kilka tytułów, a mangowych wydawnictw jest coraz więcej. Jak juz wspomniałem wcześniej, wielu ludzi uważa mangę i anime za bajeczki przeznaczone jedynie dla dzieci. Nie jest to prawda. Wśród bardzo wielu japońskich komiksów tylko nieliczne przeznaczone są dla dzieci, a większość jest kierowana do młodzieży i dorosłych. Do niektórych wydawane są nawet ograniczenia wiekowe. Tematyka jest bardzo różnorodna, więc jeśli komuś nie przeszkadza sam fakt, że coś jest animowane, może poszukać czegoś dla siebie i obejrzeć jakąś pozycję. Aleksy Sykuła Koniec świata … z tym końcem świata
Wszyscy wyczekujemy już nadchodzących świąt Bożego Narodzenia i zastanawiamy się, w co się ubrać na imprezę sylwestrową… Pytanie: czy warto, czy w ogóle doczekamy? Wielu z nas z niepokojem przyjmuje informacje o kolejnym końcu świata. Tym razem jako feralną datę wskazuje się 21 grudnia.
PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Wszystko za sprawą Majów, a raczej ich kalendarza, który na tej właśnie dacie się urywa. Co prawda potomkowie Majów, skuszeni promocyjną ofertą pewnego koncernu samochodowego, przepowiednię odszczekali, koniec świata tymczasowo zawiesili, ale kto ich tam wie. Uczą nas przecież w szkole, by reklamie to akurat nie wierzyć. Jak to jest w końcu z tym końcem świata - będzie czy też nie? Jeśli tak – to kiedy, kwestia lat czy milionów lat? Jeśli już nastąpi, to po czym go poznamy i czy w ogóle poznamy? Da jakieś wcześniejsze objawy, pozwoli się przygotować, pozamykać wszystkie sprawy czy też zaatakuje znienacka i bez ostrzeżenia? Tematu końca świata nie należy chyba traktować zbyt poważnie. Wystarczy bowiem poszukać informacji na ten temat, by dowiedzieć się, że tych wieszczonych końców świata było już mnóstwo i w gruncie rzeczy towarzyszą człowiekowi od początku. Zajrzyjmy choćby do Biblii. Czy Apokalipsa św. Jana nie jest właśnie wizją zagłady świata? Jeśli wierzyć tej Księdze – miło nie będzie: spalona ziemia, krwiste morza, zatrute źródła, miliony jeźdźców zabijających ludzi. Ta tajemnicza biblijna Księga nie daje tylko odpowiedzi na pytanie: kiedy. Ludzie od dawna bali się liczb okrągłych lub tych, którym przypisywali symboliczne znaczenie. W 999 roku, kiedy Polska była ledwie dziecięciem w kolebce, ludzie jak diabeł święconej wody bali się zagłady świata, której upatrywali właśnie w rozpoczynającym się kolejnym milenium. Podobnie zresztą było nie tak dawno, gdy kalendarze pokazać miały rok 2000. Spodziewano się całkowitego chaosu

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

komunikacyjnego – systemy komputerowe miały oszaleć. Ludzie wybierali pieniądze z banków, bojąc się utraty dorobku życia w związku ze „śmiercią” Sieci. Paść miał też Internet – dla niektórych byłby to rzeczywiście wirtualny koniec świata. Koniec świata miał nastąpić też w 1666 roku. Powód związany był również z magiczną datą. W dacie dopatrzono się trzech szóstek – a jak wiadomo tę kombinację cyfr przypisuje się mocom szatana. Jako znak Bestii, zaprzeczenie Boga, znajdujemy tę liczbę we wspomnianym wyżej Objawieniu św. Jana. Przepowiedni dotyczących końca świata ludzie doszukują się także w proroctwach Nostradamusa – szesnastowiecznego lekarza, matematyka, astronoma, proroka i okultysty. I przepowiednie jego traktuje się bardzo poważnie. A to za sprawą tego, iż wiele z jego proroctw rzeczywiście stało się faktem. W jego pismach (Uwaga! Zapowiedź konkretnej katastrofy nigdy nie jest nazwana po imieniu) ludzie znaleźli proroctwa, które nawiązywały do: wielkiego pożaru w Londynie, dojścia do władzy Hitlera, dwóch wojen światowych, śmierci księżnej Diany itp. Wedle Nostradamusa koniec świata poprzedzony zostanie kolejnym konfliktem zbrojnym o światowym zasięgu – niektórzy z niepokojem patrzą na Bliski Wschód. Poza tym na niebie ma się pojawić „ogień ciągnąca za sobą iskrzący się ogon” – niektórzy z uporem maniaka wypatrują na niebie niebezpiecznej komety. Przed końcem świata na czele Kościoła ma też stanąć papież o oliwnej skórze. Zwolennicy teorii spiskowych, którzy w osobie obecnego papieża nie doszukali się niczego podejrzanego, już odkryli, że w herbie Ratzingera znajduje się głowa czarnego człowieka, a symbolem benedyktynów, do których przez imię odwołał się papież, jest gałązka… oliwna.

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Teraz nadszedł czas na kalendarz Majów: 21 grudnia 2012 roku ma się odbyć ten najbliższy nam koniec świata. Jak miałby wyglądać? Prawdopodobnie czekałaby nas seria katastrof naturalnych, na przykład trzęsienia ziemi czy wybuchy wulkanów. Mogłoby nastąpić wtedy zderzenie z innym ciałem niebieskim, a nawet … inwazja kosmitów. Wyobraźnia ludzka nie zna w końcu granic. Jest jeszcze jedna dość ekstremalna teoria, która zakłada, że obecny świat i nasze życie są częścią jakiegoś wielkiego systemu. Systemu na wzór Matrixa. Nasze życie jest snem, a w 2012 ma zadzwonić budzik, który z tego snu wszystkich wybudzi… Gdyby jednak przepowiednia Majów okazał się chybiona - kolejna okazja na (nie)przeżycie końca świata już w 2034 roku. Gdyby i ta data okazała się fałszywym alarmem, będziemy musieli poczekać do 2060, na który to rok koniec świata przewidział niby sam Izaak Newtona. Czy powinniśmy zatem przejmować się tym, że 21 grudnia br. nastąpić ma koniec świata? Tyle wcześniejszych dat okazało się przecież chybionych. Pokazując, że takie przepowiednie spływają po nas jak woda po kaczce, my postanowiliśmy 21 grudnia opublikować kolejny numer Podławka. I wierzymy, że zdążycie go przeczytać. ;) Jeśli jednak wierzycie w koniec świata i chcecie się na niego jak najlepiej przygotować, zamieszczamy dla Was porady, jak przetrwać, jeśli się koniec świata jakimś cudem przeżyje. Jak zrobić dom z folii? 1. Rozłóż równy kawałek folii na ziemi, a na jej środku połóż niewielki kamień. Kamienie według amerykańskich naukowców, powinny bez większych problemów przetrwać. 2. Zwiąż folię sznurem lub kablem tuż nad kamieniem. Nie martw się, jak przetrwał koniec świata to na pewno się nie udusi. 3. Przywiąż sznur do wysokiej gałęzi na drzewie. 4. Ustaw kamienie na folii tak, by wiatr lub węże nie dostały się do środka Twojego domu. Boisz się węży? 5. Rozłóż trochę liści na podłodze i zaproś innych, którzy przetrwali na parapetówkę. Jak przetrwać na pustyni? 1. Namiot to podstawa przetrwania po końcu świata. Podstawą jest, że do namiotu nie wchodzi się w butach. Niestety, do butów wchodzą skorpiony i inne robale. Pamiętaj, zawsze po końcu świata wytrząsaj napastników z butów! 2. Pij 3,5 litra wody dziennie, jeśli uda ci się aż tyle znaleźć. 3. Trzymaj wszystkie swoje zapasy w zacienionym miejscu, jeśli nie chcesz, by zaczęły chodzić albo żeby zamieniły się w śmiercionośną broń obuchową. 4. Nie ustawiaj wejścia do namiotu na wschód, bo obudzi cię wschodzące słońce. A wyspać się trzeba – nawet po końcu świata! Karolina Miliszewska Co nas czeka w święta? Proroctwo na miarę Nostradamusa
Co nas czeka w święta? No właśnie… Pytanie, na które odpowiedzieć mogą nawet najmłodsi członkowie naszego społeczeństwa. A dlaczego? Wszyscy na hasło Boże Narodzenie mają raczej podobne skojarzenie.
PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Maluchy zapewne odpowiedzą, że jest to czas wędrówek starszego pana z siwą brodą, ubranego w czerwony strój, którego ze względu na widoczną gołym okiem otyłość posądzać można o to, że odżywia się pewnie w fast foodach typu KFC. Przydałoby mu się więc delikatnie zwrócić uwagę, że jeśli nie przejdzie na jakaś zdrową dietę (warzywka na parze, mięsko wyłącznie gotowane) - długo nie pociągnie. Mógłby też zacząć uprawiać jakiś sport, bo samo powożenie saniami jakoś mu nie służy i efektów nie daje. Młodzież także pamięta o prezentach, ale – umówmy się – nie oczekujemy już na żadnego Świętego. Raczej już na kilka dni przed Wigilią przeszukujemy wszystkie domowe zakamarki, szukając miejsca, w którym rodzice schowali przed naszymi wścibskimi nosami prezenty. I modląc się w duchu, by nie dostać kolejnej nudnej książki z cyklu „Gdy byliśmy w twoim wieku zaczytywaliśmy się w tym” . Albo kolejnej pary ciepłych skarpetek/ kapci, których i tak nigdy nie założymy. Jeszcze bardziej obawiamy się jednak odwiedzin dawno niewidzianych krewnych. Nie lubimy mieć mokrych policzków od radosnego witania przez cioteczki czy dawno niewidzianych wujów. I do tego te irytujące komentarze: jaka to już pannica, jaki

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

z niego mężczyzna. A niedawno w pieluchach biegała, na barana się nosiło… Niedobrze się robi od samej myśli o tych wymuszonych uprzejmościach. Ubieranie bożonarodzeniowej choinki bawiło nas tak mniej więcej do 6. roku życia. Co z tego, że pięknie pachnie, pięknie wygląda i ogólnie być musi, bo co prezentami? Na samą myśl o rozplątywaniu metrów poplątanych przewodów od choinkowych światełek mamy ochotę wstąpić w szeregi nawiedzonych ekologów i walczyć o prawo do życia dla każdej prawdziwej i sztucznej choiny. Jesteśmy przekonane, a przekonanie nasze graniczy niemal z pewnością stuprocentową, że w wigilijną wieczerzę zapuka do naszych drzwi gość niezapowiedziany, który od lat kilku z upodobaniem uprzykrza nam wigilijny wieczór. Tak jest – prosto z ulic Nowego Jorku – natręt Kevin. Po raz enty zostanie sam w domu, w dodatku w naszym domu! Zakupy przed świętami – opcja tylko dla wytrwałych lub lubiących sporty ekstremalne. My odradzamy… Stanie w kilometrowych kolejkach do kasy to udręka, kolizje wózkowe w sklepowych alejkach nie do uniknięcia, a kłopoty z miejscem parkingowym odczuwalne są już od tygodnia. Wszystkie sklepy (zwłaszcza sieciówki) walczą o każdego klienta. A klient walczy o każdy w promocji do kupienia produkt: mak na makowiec, bakalie do sernika, grzyby do pierogów, buraki na barszcz. Żal nam też biednego karpia. Dla wielu święta bez karpia to święta spisane na straty. Ale kiedy się patrzy na to stworzenie błogo pływające w wannie, zupełnie nieświadome swego przeznaczenia… Serce się kraje, apetyt na święta jakoś już nie ten. Czy warto jednak narzekać? Po cóż zastanawiać się nad świętami, skoro według kalendarza Majów święta Boże Narodzenia roku 2012 uznać należy za nieaktualne? Tak czy inaczej, każdy z nas czeka na ten świąteczny czas, by potem ze zmęczeniem i smutkiem stwierdzić: „Święta, święta i po świętach”. Na święta krytycznie spojrzeć próbowały Dominika Durda Julia Mazur PS Mimo tych wszystkich mankamentów my tak naprawdę też lubimy święta. Bardzo lubimy :) MADE IN ... COCA - COLA
Święty Mikołaj to całkiem spoko facet – na tyle fajny, że chce się w niego wierzyć nawet tym .. niewierzącym. Słysząc słowa Święty Mikołaj, wyobrażamy sobie bowiem gościa od prezentów - grubego, starego i siwego pana w czerwonym kubraczku i tego samego koloru czapce z pomponikiem, w towarzystwie reniferów i zielonych skrzatów. Ale kim był on naprawdę i skąd pochodził? Dlaczego właśnie tak wyobrażamy sobie postać tego świętego?
PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Święty Mikołaj (podobno) z Miry był (podobno) biskupem, który (podobno) po bogatych rodzicach otrzymał w spadku znaczny majątek i (podobno) chętnie dzielił się nim z ubogimi. Podobno też brał udział w soborze nicejskim. Podobno – gdyż listy obecności nie podpisał. Legenda – spisana przez Jakuba de Voragine’a - głosi, iż swego czasu żyły trzy panny, których rodzina była bardzo biedna. Z braku pieniędzy rodzice oddali je do domu publicznego. Gdy Św. Mikołaj dowiedział się o tym, w nocy, gdy spały, wrzucił im do domu po trzy mieszki złota. Dzięki takiemu posagowi mogły bogato wyjść za mąż. To tylko jeden z wielu przykładów będących dowodem, że ten biskup odznaczał się miłością i dobrodziejstwem. Szybko stał się patronem uczonych, piekarzy, lombardzistów, żeglarzy, małych chłopców, kancelistów parafialnych, podróżnych, a także złodziei oraz dziewic pragnących wyjść za mąż. W ikonografii Kościoła w niczym nie przypomina faceta, z jakim my go kojarzymy. Skąd takie nasze mylne wyobrażenie? Pierwszy raz wizerunek grubego pana w czerwonym ubranku został spopularyzowany w 1930 przez firmę CocaCola. Rok później nowy wizerunek św. Mikołaja przygotował, także na zlecenie CocaColi, Huddon Sundblom. Jakie są kolory Coca – Coli? Czerwony i biały oczywiście. Nie dziwcie się zatem, że Mikołaj od stóp po czubek głowy tymi właśnie kolorami jest przyozdobiony: biała broda, czerwony

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

kubraczek, czapka czerwona, pomponik biały… Przypadek? Biznesem i kasą przypadki nie rządzą. Zresztą biedny Huddon Sundblom, który ów wizerunek rozpowszechnił, malował i powielał te wzory Mikołajów przez lat z górką trzydzieści. Dziś ta ikona jest tak powszechna, że na słowa święty Mikołaj, każdemu w głowie uruchamiają się te same skojarzenia. Cóż – reklama dźwignią handlu. Nie wszędzie jednak to Mikołaj prezenty rozdaje. W innych rejonach świata czy też Polski zamiast Mikołaja do dzieci przychodzi Gwiazdor albo Dziadek Mróz. Obie te postacie nie różnią się zbytnio od siebie. Dziadek Mróź pochodzi z Rosji i obdarowuje tamtejsze dzieci prezentami razem ze swoją żoną Staruchą Zimą oraz ich wnuczką - Śnieżynką. Od Mikołaja różni go to, że jego sań nie ciągną renifery, tylko trojka oraz to, że podróżuje po ziemi, a nie po niebie. Do domów nie wchodzi przez komin. Preferuje wygodniejsze wejście, jakim są drzwi. Prezenty wręcza osobiście, podczas gdy Mikołaj zwykł się zakradać i niewidziany podrzucać prezenty. Gwiazdor zaś głównie pojawia się na terenie Wielkopolski, Lubuskiego i Kujaw. Była to postać ubrana w baranicę i futrzaną czapę, z twarzą ukrytą pod maską lub umazaną sadzą. Gwiazdor nosił ze sobą wór z podarkami i rózgę. Odpytywał on dzieci z pacierza, znał dobre i złe uczynki i w zależności od wyniku wręczał prezent lub bił rózgą. Współcześnie na skutek migracji oraz wpływu mass - mediów i działalności centrów handlowych część mieszkańców Wielkopolski i Kaszub porzuciło tradycję Gwiazdora na rzecz św. Mikołaja – i pewnie również jest to Mikołaj „Made in Coca – Cola”. Karolina Durkacz Boże Narodzenie – w poszukiwaniu korzeni
Wigilia - geneza Wigilia to wieczór prawdziwego zbliżenia ludzi, czas miłości, wieczór zadumy i refleksji. Jest to na pewno jedno z bardziej rodzinnych świąt. Nazwę wigilia Kościół katolicki przejął z terminologii starożytnego Rzymu (łac. vigiliae - nocne czuwanie), w którym nazywano tak czwartą część nocnego czuwania straży.
PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

We wczesnym chrześcijaństwie wigilią określano nabożeństwa nocne lub wieczorne przed ważniejszymi świętami kościelnymi. W Polsce jest to przede wszystkim dzień poprzedzający Boże Narodzenie, przy czym wigilią lub wilią nazywa się także samą wieczerzę. Słowem wigilia określa się również dzień przed każdym większym świętem bądź uroczystością - w tym znaczeniu używa się go czasem w języku potocznym, na przykład: wigilia imienin. Boże Narodzenie Święta Bożego Narodzenia chrześcijanie obchodzą od I wieku na pamiątkę narodzenia Chrystusa. W kalendarzu słowiańskim święto przesilenia zimowego przypadające na 25 grudnia zajmowało poczesne miejsce jako pierwszy dzień nowego roku. 24 grudnia obchodzono pogańskie święto zmarłych, będące zarazem ostatnim dniem roku i wigilią zimowego przesilenia dnia z nocą. Kościół wprowadził wprawdzie własny cykl świąt zimowych: Boże Narodzenie, Nowy Rok i Trzech Króli, lecz usytuował je dokładnie w dniach uroczystości pogańskich. Wierzenia Wierzenia związane są szczególnie z nocą wigilijną. W wierzeniach ludowych jest to noc, w czasie której błąkają się duchy, jest to więc czas czarów, dziwów, niesamowitych zjawisk i nadprzyrodzonych mocy. Ptaki rozmawiają ludzkim głosem, mówią także zwierzęta domowe: woły, krowy i konie. Nawet martwe kamienie ożywają.
Obrzędowość Już domy rzymskie dekorowano zielenią, a do wnętrza wnoszono zimozielone drzewko. Święto miało charakter radosny, beztroski i hałaśliwy.
PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Zapewne w tym starorzymskim święcie należy szukać korzeni zwyczajowych psot robionych podczas nocnego nabożeństwa wigilijnego, czyli Pasterki. Zszywano kobietom sukienki, dolewano atrament do wody święconej, związywano sznurkiem modlących się. Ubaw był po pachy… Silny wpływ na obrzędowość naszych świąt Bożego Narodzenia wywarły też pogańskie święta na cześć zmarłych. Duchy stanowiły istotny element obrzędów: po wieczerzy zostawiano więc jadło do rana, aby dusze mogły się najeść. Wigilia Wierzono, że jaka Wigilia, taki cały następny rok. Do tradycji wigilijnych należy dopilnowanie, aby do wieczerzy zasiadała parzysta liczba osób, nieparzysta wróżyć miała rychłą śmierć jednego z biesiadników. Przy stole siadano zwykle według wieku, aby - jak mawiano - "tymże umierać porządkiem". Wieczerza rozpoczynała się wspólną modlitwą i do końca miała charakter uroczysty i poważny. Liczba osób przy stole powinna być parzysta, natomiast liczba obrzędowych potraw wigilijnych - nieparzysta: 5 lub 7 u chłopców, 9 u szlachty, 11 lub 13 u arystokracji. Nieparzysta liczba potraw miała – magicznie - zapewnić urodzaj w następnym roku. Ten zwyczajowy wymóg liczby potraw tłumaczono rozmaicie: 7- bo tyle jest dni tygodnia, 9 - na pamiątkę dziewięciu chórów anielskich. W zamożnych domach staropolskich istniał zwyczaj przyrządzania 12 dań rybnych - na pamiątkę 12 apostołów. Pod obrusem układa się siano będące przypomnieniem miejsca narodzin Chrystusa i siana w żłóbku. Wierzono, że kto w Wigilię kichnie, ten zdrów będzie przez cały rok. Po porannej modlitwie pocierano sobie zęby czosnkiem, wierząc, że dzięki temu przez cały rok nie będą bolały. Najważniejszym momentem wieczerzy wigilijnej jest dzielenie się opłatkiem.

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Tego nie wolno! Z wieczerzą wigilijną związane były różnorakie zakazy: nie wolno było na przykład niczego robić po zachodzie słońca. Nie należało też w tym dniu niczego pożyczać, bo kto z własnego domu coś swojego wydaje, ten się niczego nie dorobi. Pilnowano też, aby do domu pierwszy wszedł mężczyzna – to pomyślna wróżba zdrowia na cały rok. Wejście kobiety przynosiło choroby. Wróżby, wróżby… Wigilia to czas wróżb – zwłaszcza tych dotyczących zamążpójścia i ożenku. Pochmurne niebo wróżyło zamążpójście starym i bogatym, pogodne zaś – młodym i biednym. Wróżono z siana. Wyciągano na przykład ziarna z kłosów: liczna parzysta oznaczała szybkie małżeństwo, nieparzysta – samotność. Rzucano też kutią – jeśli rzucona w górę łyżka tej potrawy przylgnęła do sufitu – suknię ślubną szyć można. Zastanawiam się, czy istnieją jeszcze rejony w Polsce, gdzie wróżby dalej stanowią istotną część wigilijnego wieczoru. Choinka Jedną z najmłodszych tradycji wigilijnych jest strojenie choinki, od XVIII w. obecne jest w Polsce. Kościół nie akceptował początkowo tego zwyczaju, ale potem nadał mu chrześcijańską wymowę: i tak świece na drzewku przypominają narodziny światłości świata - Jezusa Chrystusa. Rozwieszone łańcuchy to wąż - kusiciel, jabłuszka rajskie przypominały legendarne owoce grzechu z drzewa w raju. Potrawy wigilijne O potrawach słów kilka sklecić jeszcze chciałam, ale na samą myśl o pierogach nadziewanych kapustą i grzybami, uszkach maczanych w barszczu czerwonym, karpiu pieczonym… Zgłodniałam… Myślami będąc już przy wigilijnym stole, Wesołych Świąt życzę więc wszystkim! Do siego! Ewelina Musiał kl.1d
Boże Narodzenie – co o świętach sądzą mieszkańcy Kuźnik?
PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

W pewien mroźny, zimowy poranek wyszliśmy z naszą opiekunką na osiedle, by przeprowadzić wśród mieszkańców osiedla sondę uliczną na temat zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Zapytaliśmy przypadkowo spotkanych ludzi, czy lubią Boże Narodzenie, w jaki sposób spędzają święta, jakie zwyczaje bożonarodzeniowe pielęgnuje się w ich domach. Pytaliśmy o ulubioną potrawę i kolędę. Czy wyniki sondy były dla nas zaskoczeniem? Hmmm – okazuje się, że raczej większość z nas ma do Bożego Narodzenia taki sam stosunek i lubi te święta dokładnie za to samo: rodzinną atmosferę, pięknie ustrojoną choinkę, smacznego karpia i wzruszające kolędy. Zachęcamy do lektury. Bardzo lubię święta Bożego Narodzenia, a najbardziej w tych świętach uwielbiam nastrój świąteczny. Święta tradycyjnie spędzam z rodziną, która liczy 12 osób. To magiczna liczba, prawda? Jest mnóstwo świątecznych zwyczajów, które staramy się pielęgnować. Należy do nich z pewnością śpiewanie kolęd. Choinkę ubieram dzień przed Wigilią, a na stole znajduje się zawsze 12 potraw wigilijnych – wedle tradycji. Ta liczba symbolizuje ponoć 12 apostołów. Moja ulubiona potrawa wigilijna to karp i barszcz czerwony, a moją ulubioną kolędą jest „Lulajże, Jezuniu”. Iwona, asystentka stomatologiczna

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Bardzo lubię święta Bożego Narodzenia, najbardziej świąteczne spotkanie z rodziną. Święta spędzam z rodziną, która liczy 8 osób. Zwyczaje bożonarodzeniowe pielęgnowane w moim domu, to tradycyjne spędzanie Wigilii oraz 12 potraw podawanych w wigilijny wieczór do stołu. Choinkę ubieram w wigilijny poranek. Na stole znajduje się 12 potraw wigilijnych. Moja ulubiona potrawa to karp, a moją ulubioną koledą jest „Wśród nocnej ciszy”. Waldemar, emeryt Święta Bożego Narodzenia lubię, a najbardziej w tych świętach podoba mi się atmosferę. Święta spędzam z rodziną w moim domu. Zwyczaje bożonarodzeniowe, które są pielęgnowane w moim domu, to: dzielenie się opłatkiem oraz śpiewanie kolęd, a tytuł mojej ulubionej kolędy to „Przybieżeli do Betlejem”. Choinkę ubieram w Wigilię. Na stole wigilijnym staram się umieścić 12 potraw, ale zdarza się, że jest ich mniej. Moją ulubiona potrawa wigilijna to karp. Krystyna, emerytka Bardzo lubię święta Bożego Narodzenia, a szczególnie pyszne jedzenie. Święta te spędzam w domu z rodziną. W moim domu pielęgnowane są świąteczne zwyczaje, takie jak: śpiewanie kolęd czy dzielenie się opłatkiem. Choinkę ubieram 3 dni przed Wigilią. Na wigilijnym stole zawsze jest 12 potraw. Moja ulubiona to pieczony karp. Najbardziej lubianą przeze mnie kolędą jest natomiast „Cicha noc”. Renata, ekspedientka Moim zdaniem święta Bożego Narodzenia są najwspanialszym świętem. Najbardziej w ów świętach lubię śnieg oraz choinkę. Choinkę ubieram tydzień przed Wigilią. Święta spędzam z rodziną w 6-7 osób a zwyczaje bożonarodzeniowe, które pielęgnuję w domu, to: śpiewanie kolęd, dzielenie się opłatkiem, rozdawanie prezentów oraz Adwent. Na moim stole zazwyczaj znajduje się tradycyjne 12 potraw, z których ulubioną jest groch z kapustą. Uwielbiam śpiewać kolędy tą ulubioną jest „Cicha noc”. Agnieszka, nauczycielka j. niemieckiego Przepytywały: Wiktoria, Ania, Karolina D., Martyna, Hania, Ewelina, Karolina M.

PODŁAWEK Sprawki spod szkolnej ławki

Zapytaliśmy wybranych uczniów naszego gimnazjum o ich postanowienia noworoczne. W otrzymanej ankiecie gimnazjaliści mieli zakreślić jedną najbardziej pasującą odpowiedź. Pytaliśmy, czy ich postanowieniem jest: o Znaleźć miłość o Bardziej przyłożyć się do nauki o Być milszym dla rodzeństwa o Pomagać w domu o Ograniczyć czas spędzony przed komputerem i telewizorem o Poświęcić więcej czasu dla przyjaciół ... czy też nigdy nie robią postanowień. Czy wyniki są zaskakujące? Okazuje się, że większość z nas postanowień nie robi, a jeśli już planujemy - za cel numer jeden stawiamy sobie znaleźć miłość. Gimnazjum nr 9 im. św. Jadwigi Śląskiej ul. Sarbinowska 10 54-320 Wrocław Redakcja: Dominika Durda, Karolina Durkacz, Wiktoria Gonera, Anna Kośmider, Ola Ksielewska, Maja Majerczyk, Martyna Mazurek, Julia Mazur, Karolina Miliszewska, Ewelina Musiał, Hania Płuska, Aleksy Sykuła. Opiekun: Marlena Borowska