Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 w rytmach zorby strona 7 gdy tajemnica zaczyna uwierać... strona 9 "i iść będziemy w Polskę szarymi szeregami" strona 12 300: początek imperium strona 16 co z tymi filmami? strona 18 ach, gdzie się podziały tamte kobiety? strona 21 "świątecznie" na każdy dzień strona 24 debata debatę debatą pogania - czas s na Poznań! strona 28 zegarek jak z filmów o Bondzie? strona 32 zwycięstwo debiutanta strona 38 KŁOPOTLIWE ATRYBUTY KOBIECOŚCI

Outro ISSN: 2299 - 5242 Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl Redaktor naczelny: Paulina Zguda Zastępca: Marek Suska Sekretarz redakcji: Ilona Chylińska Zastępca sekretarza redakcji: Klaudia Maciejewska Koordynator: Monika Toppich Redaktor prowadzący: Agnieszka Nowak Korekta wydania: Agata Hajduk Fotoedycja: Jaklub Dudek Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Agnieszka Kracla (społeczeństwo), Maciej Dziubiński (sport), Anna Maciejończyk (korekta), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy) Korekta: Agata Andrzejak, Sabina Błaszczok, Agnieszka Dydacka, Kinga Gintowt, Dominika Głowacka, Maria Gołaszewska, Agata Hajduk, Anna Maciejończyk, Kamil Morawiec, Adrianna Szczodrowska, Klaudia Wesołowska, Monika Węgrzyn, Wojciech Żywolt Graficy: Patryk Skoczylas, Jarosław Stępień, Magdalena Kosewska Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: AnnieAnniePancake (CC BY 2.0)

Jak wygląda kobieta, wie każdy. Okazuje się jednak, że z kobiecymi kształtami może być pewien problem (lub, paradoksalnie, brak kłopotu staje się kłopotem). Biust zawsze wzbudzał zainteresowanie, ale skąd jego wszechobecność na portalach społecz-nościowych, w rozmowach i całkiem po-ważnych dyskusjach? Czy coś się w nim zmieniło, nabrał jakichś nowych, magicznych właściwości, a może my zaczynamy postrzegać tę kwestię z dystansem, czy też z zupełnie innej strony: swoboda (i, nie ukrywajmy, często niewybredny poziom) rozmów o biuście świadczy o pewnym upadku wartości w naszej kulturze? To nie wszystko w najnowszym numerze Outro - polecam lekturę tekstu o nietypo-wych świętach. Czy warto obchodzić każdy dzień w inny, wyjątkowy sposób, czy może celebrowanie nawet najbardziej absurdal-nych propozycji sprawia, że prawdziwe święta tracą na znaczeniu? A co powinno decydować o wyróżnieniu? Praktyczność czy przyjemność? Lepiej obchodzić Dzień Płynu do Mycia Naczyń czy warto wpro-wadzić do kalendarza Dzień Przytulania? Zastanówcie się, być może macie własne propozycje ciekawego/przydatnego święta. Ja wysuwam swoją: postuluję o ustano-wienie każdego poniedziałku Dniem Czy-tania Outro. Paulina







W RYTMACH ZORBY
Teatr Polski w Bielsku Białej znowu pokazał klasę i po raz kolejny udowodnił, że może równać się z największymi. Premiera pierwszego musicalu na bielskiej scenie odbiła się głośnym echem, a kolejne spektakle przyciągają tłumy widzów.
KULTURA: RECENZJA SPEKTAKLU

Najnowszy musical w reżyserii Witolda Mazurkiewicza zatytułowany „Zorba” przy- ciąga doborową obsadą, rewelacyjną grą aktorską (Tomasz Lorek w roli Greka Zorby nie ma sobie równych) oraz niesamowitą – chociaż chciałoby się rzec minimalistyczną – scenografią, ograniczającą się do scho- dów, podestów, dzwonnicy kościoła (imi- tujących zabudowę miasteczka). Nie spo- sób nie wspomnieć również o ludowych tańcach w rytm greckiej muzyki, śpiewach młodszych i starszych rozbrzmiewających po całej sali oraz przewijających się przez cały spektakl refleksjach na tematy życia, śmierci, namiętności, miłości, poszukiwania własnej tożsamości i swojego miejsca na Ziemi. Spektakl otwiera i zamyka utwór „Życie to jest to!”, stanowiący niejako motto głów- nego bohatera, które realizuje spersoni-fikowany Los (Wioleta Malchar) wraz z mieszkańcami wyspy. Zorba to lekko- duch, poszukujący przyjemności hedonista, człowiek przekonany o swojej wartości, dla którego taniec służy do wyrażania uczuć i emocji od radości po rozpacz. Pewnego razu spotyka on w kawiarni swoje przeci-wieństwo – smukłego, rozważnego i ost-rożnego w swoich poczynaniach Niko (w rolę wcielił się Rafał Sawicki), po czym razem wyruszają do małej miejscowości na Krecie, aby wznowić prace wydobywcze w opuszczonej kopalni, którą Niko odziedzi- czył po zmarłym krewnym. Bohaterowie stają się nie tylko partnerami biznesowymi, ale również przyjaciółmi starającymi się pokonać piętrzące się trudności. W całym spektaklu na scenie pojawiła się niezliczona liczba postaci, które stworzyły atmosferę

KULTURA: RECENZJA SPEKTAKLU

prawdziwie głośnej, radosnej, rozśpiewanej i roztańczonej Hellady. Każda z odgrywa-nych postaci była bardzo wyrazista i sta- nowiła intrygujące indywiduum. Wszyscy aktorzy zademonstrowali niezwykle szero-kie spektrum swoich możliwości. Trudno wyróżnić tu jednego czy dwóch spośród nich – każdy wykreował indywidualną, za-padającą na długo w pamięć rolę. Rów-nież artyści grający drugo– i trzeciopla-nowe role poprzez swój taniec i żywioło-wość stworzyli niezwykłą atmosferę sztuki. To głównie dzięki nim akcja była niezwykle dynamiczna i barwna. "W całym spektaklu na scenie pojawiła się niezliczona liczba postaci, które stworzyły atmosferę prawdziwie głośnej, (...) rozśpiewanej i roztańczonej Hellady." Zastosowana przy realizacji sztuki sceno- grafia, której autorem był Grzegorz Poli- ciński, w swojej prostocie idealnie dopeł- niała żywą akcję. Wspomniane imitacje pagórków, kamiennych wzniesień i scho- dów tworzyły użyteczną przestrzeń dla aktorów, a zarazem stanowiły tło i cent-rum rozgrywających się wydarzeń. Warto wspomnieć również o ogromnym, roz- żarzonym słońcu, które wschodziło i zacho- dziło nad grecką wyspą, a nocą przemie - niało się w księżyc bijący srebrzystym blaskiem. "Zorba to lekkoduch (...), człowiek przekonany o swojej wartości, dla którego taniec służy do wyrażania uczuć i emocji (...)" Wybrana do opowiedzenia historii Greka Zorby forma teatralna, jaką jest musical, idealnie wpasowała się w klimat przedsta-wienia. Muzyka i taniec nie sprawiały wrażenia elementów, które zostały dodane niejako „na siłę” w celu uzyskania dosad-niejszego efektu. Akcja w sposób płynny przechodziła z formy dialogów w taniec i w śpiew. Wszystko tworzyło dobrze zgraną i przemyślaną całość. Nie bez znaczenia jest też to, że miejscem, w któ-rym rozgrywają się wydarzenia, jest Grecja – kraina muzyki, tańca i śpiewu, a tego w sztuce nie brakowało. To właśnie wspomniane wyżej elementy pomagają przenieść się tłumnie zgroma- dzonym widzom wprost na rozgrzaną słońcem grecką wyspę, z której żal wracać po skończonym spektaklu. Alicja Wojtas−Herok Historie z życia wzięte już niejednokrotnie gościły na ekranach kin, ale w ostatnim czasie przeżywają prawdziwy renesans. Tym razem mamy do czynienia z filmem powstałym na podstawie książki „The Lost Child of Philomena Lee” autorstwa Martina Sixsmitha. Przedstawia ona losy kobiety, która została zmuszona do oddania swojego dziecka i po latach postanawia je odnaleźć.
GDY TAJEMNICA ZACZYNA UWIERAĆ…
KULTURA: RECENZJA FILMU

„Tajemnica Filomeny” opowiada historię Irlandki – religijnej starszej pani, która przez całe życie skrywała pewien sekret. Przychodzi jednak moment, kiedy dłuższe trzymanie pewnych spraw w tajemnicy staje się dla tytułowej bohaterki nie do zniesienia. Wtedy to jej córka niespodzie-wanie dowiaduje się, że ma przyrodniego brata. Filomena w młodości przypadkowo zaszła w ciążę, za co została wyklęta przez rodzinę. Oddano ją do zakonu, gdzie miała zostać wychowana i nauczona dyscypliny, zaś dziecko, które tam urodziła, przeka-zano do adopcji. Po pięćdziesięciu latach kobieta postanawia odnaleźć syna, a w po-szukiwaniach pomaga jej znany londyński dziennikarz – Martin Sixsmith, który po stracie dotychczasowego stanowiska pos-tanawia napisać artykuł będący historią z życia wziętą. I chociaż motywacje obu bohaterów, podobnie jak ich charaktery, są całkiem różne, to od tego momentu łączy ich wspólny cel.

KULTURA: RECENZJA FILMU "Jestem pewna, że widz nie zawiedzie się najnowszym obrazem Stephena Frearsa."

O poziomie filmu zazwyczaj decydują aktorzy. W tym przypadku zdecydowanie warto obejrzeć „Tajemnicę Filomeny” właśnie dla nich. Judi Dench – wcielająca się w tytułową Filomenę Lee – zdecy- dowanie zasłużenie została nominowana za tę rolę do Oskara. Z nieszczęśliwej, ma-jącej wyrzuty sumienia matki Dench zmie-nia się w asertywną, chociaż pogodzoną już z losem kobietę, która nie pragnie zemsty na swoich winowajcach. Doskonale oddaje cichość i pokorę bohaterki gotowej na wybaczenie wyrządzonych jej krzywd. Charakter drugiego z głównych bohaterów – Martina Sixsmitha, w roli którego zobaczyć możemy Steve’a Coogana – dia-metralnie różni się od Filomeny. Grana przez niego postać pochodzi z tak zwanego „wielkiego świata”, stroni od religii, poch- walić się za to może dyplomem Oxfordu. Relacje zachodzące między tymi dwoma osobami, wywodzącymi się z zupełnie różnych światów i klas społecznych, są kluczowym elementem filmu. Ich dialogi stanowią jego główną atrakcję. Dzięki nim obraz ten nie stał się jedynie łzawą historią, bowiem przeplatany jest komicz-nymi sytuacjami, które ukazują różnice po- między poszczególnymi klasami brytyj-skiego społeczeństwa. Reżyser Stephen Frears i Judi Dench nie po raz pierwszy spotykają się na planie filmu. Owocem ich współpracy były takie filmy, jak „Pani Henderson” czy „Królowa”. Wi-sienką na torcie tego duetu jest kreacja Dench w „Tajemnicy Filomeny”. Autorami scenariusza do tego niezwykłego filmu są

KULTURA: RECENZJA FILMU

odtwórca roli Martina Sixsmitha – Steve Coogan oraz Jeff Pope, nominowani do Oscara. Kompozytor Alexandre Desplat przyznał, że bardzo emocjonalnie odebrał historię Filomeny Lee i wczuł się w nią, co zaowocowało szóstą w jego karierze nominacją do Oskara za muzykę do obrazu. "Reżyser Stephen Frears i Judi Dench nie po raz pierwszy spotykają się na planie filmu." Oglądając „Tajemnicę Filomeny” ma się do czynienia nie tylko z filmem poczciwym i zabawnym, ale także z tragiczną historią o próbie odnalezienia utraconego w prze- szłości dziecka. Jestem pewna, że widz nie zawiedzie się najnowszym obrazem Ste-phena Frearsa. Warto przekonać się o tym, że sześciu nagród filmowych oraz trzydzie-stu nominacji nie dostaje się przez przypadek. Natalia Gładyś Fot.2 ToastyKen (CC BY 2.0) Ostatnio powstaje wiele produkcji opowiadających o wojnie. Teraz w kinach królują „Kamienie na szaniec”. Wybierając się na ten film, miałam duże wątpliwości. Czytałam książkę, widziałam „Akcję pod Arsenałem” z 1977 roku i znam historię trójki bohaterów. Po obejrzeniu zwiastuna i przeczytaniu niezbyt głębokich wypowiedzi aktorów w jednym z wywiadów bałam się, że produkcja okaże się chałą, robioną pod młodzież i wypaczającą realia wojny. Na szczęście się pomyliłam.
„I IŚĆ BĘDZIEMY W POLSKĘ SZARYMI SZEREGAMI”
KULTURA: RECENZJA FILMU

Alek, Rudy i Zośka to harcerze, bohate- rowie powieści Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”. Wsławili się akcjami dla Małego Sabotażu, takimi jak zrywanie flag z niemieckich budynków, gazowanie kin czy wybijanie szyb w wystawach sklepowych. Najbardziej znanymi działania- mi tego typu są narysowanie przez Rudego Kotwicy Walczącej na Pomniku Lotnika czy odsłonięcie polskiej tablicy na pomniku Mikołaja Kopernika przez Alka, za co zyskał on honorowy pseudonim „Kopernicki”. "Dzisiejsze pokolenie nie interesuje się historią, uważa ją za nudną, a co najważniejsze niewiele o niej wie. " Film Roberta Glińskiego oddaje atmosferę wojny i ludzi, którzy mimo panującego wo-

KULTURA: RECENZJA FILMU

kół chaosu pragnęli zachować ważne dla nich wartości. Główni bohaterowie i ich przyjaciele nie chcieli być bierni wobec krzywdy narodu polskiego. Reżyser jednak ich nie gloryfikuje – nie są to sztuczni, wyidealizowani herosi, tylko zwyczajni, młodzi ludzie, mający wątpliwości i nie zawsze podejmujący słuszne decyzje. Jedynym co można zarzucić filmowi, jest marginalizacja postaci Alka, który w pro- dukcji praktycznie nie występuje. Taki zamysł reżysera można wytłumaczyć długością filmu, który musi mieścić się w pewne ramy. W trwającej prawie dwie godziny ekranizacji nie zmieściłby się wszystkie historyczne wątki – byłaby ona za długa i zbyt rozdrobniona. Dzisiejsze pokolenie nie interesuje się historią, uważa ją za nudną, a co naj- ważniejsze - niewiele o niej wie. Każdy zna datę bitwy pod Grunwaldem, ale niewiele osób jest w stanie przypomnieć sobie, kie- dy wprowadzono stan wojenny. Alarm pod- noszą dziennikarze, historycy czy nauczy- ciele, ale mało to daje. W szkołach organi- zowane są wyjścia do kina na historyczne filmy, lecz młodzi ludzie traktują to jedynie jako okazję do nieprzyjścia na lekcje. Pro -dukcje są traktowane powierzchownie, a ich treść i przekaz są szybko zapomi- nane. Jednak „Kamienie na szaniec” wyła- mują się z tego schematu. Większość osób, które oglądały film, przeżywała emocje razem z młodymi harcerzami, a ich drama- tyczne wybory były bliskie widzowi poprzez

KULTURA: RECENZJA FILMU

pokazanie bohaterów jako ludzi, nie he- rosów. Najwięcej emocji budziły zwłaszcza brutalne przesłuchania Rudego, które wy- woływały płacz u wielu osób na sali kino- wej. Ci, którzy liczyli, że film przybliży im treść książki Kamińskiego, będą zawiedzeni. Obraz z powieścią jest związany dość luźno. Niektóre różnice wynikają z faktu, że Kamiński nie znał wszystkich okoliczności dotyczących poszczególnych wydarzeń, jak choćby powodów poznania adresu Rudego przez Gestapo. Inne zaś mogą być własną interpretacją zdarzeń przez twórców, może wysnutą na potrzeby filmu. Historia II wojny światowej sama w sobie jest fascynująca. Ludzie przecież tacy podobni do nas, stawali w obronie kraju, nie dbając o miłość, rodzinę, życie – myśląc jedynie o potrzebie wolności. Film pokazuje jednak, że tymi młodymi osobami targały wątpliwości, że nie zawsze byli oni zgodni co do tego, jak należy postąpić, kłócili się z przełożonymi i krytykowali AK, które nie chciało dostarczyć im broni. Takie sceny również nie pojawiają się w książce. "Dzisiejsze pokolenie nie interesuje się historią, a co najważniejsze - niewiele o niej wie." Młodzi aktorzy odnaleźli się w rolach swoich rówieśników sprzed kilkudziesięciu lat. Moim zdaniem potrafili zagrać przeko- nująco i wiernie oddać uczucia nieobce

KULTURA: RECENZJA FILMU

bohaterom, takie jak przyjaźń, strach, determinacja i zimna pewność siebie. Zdjęcia scen akcji o kryptonimie „Meksyk II” (akcja pod Arsenałem) nakręcone zostały w Lublinie, ponieważ obecnie w miejscu Arsenału w Warszawie stoi Pań– stwowe Muzeum Archeologiczne, a ulica nie wygląda tak, jak w czasach wojny (znajduje się tam podziemne przejście i duży przystanek autobusowy). Sceno-grafom bardzo dobrze udało się odtworzyć wygląd drogi, która została wybrana przez harcerzy ze względu na dwa następujące po sobie zakręty, na których więźniarka musiała zwolnić. "Ci, którzy liczyli, że film przybliży im treść książki Kamińskiego, będą zawiedzeni." Osoby, które interesują się historią, wyłapią z filmu pseudonimy przyjaciół Rudego, Alka i Zośki, jak choćby Jana Rodowicza „Anody”, dzięki którego archi- wum powstała inna książka Kamińskiego pod tytułem „Zośka i Parasol”. Film polecam wszystkim – nieważne czy interesują się historią, czy nie. Jest to przystępna, a jednocześnie dobrze przed- stawiona opowieść o ludziach, „którzy po- trafią pięknie umierać i pięknie żyć”. Agnieszka Nowak Fot.2,3 _gee_ (CC BY 2.0) Porzucicie wszelkie nadzieje wszyscy, którzy liczycie na coś więcej niż rozpryski krwi podane w zwolnionym tempie. Rozczarują się także ci, którzy liczą na dobre dialogi, bowiem Temistoklesowe „Za wolną Grecję!” nigdy nie przeksz- tałci się w Sapkowskie „Na pohybel skurwysynom!”.
300: POCZĄTEK IMPERIUM
KULTURA: RECENZJA FILMU

Niecałe dwie i pół godziny wystarczyły re- żyserowi Noam Murro, aby opowiedzieć hi- storię długotrwałego konfliktu pomiędzy Persją a Grecją. Na ile to mu się udało? To kwestia sporna. Film rozpoczyna się przy- pomnieniem bitwy pod Maratonem, w któ- rej król Dariusz ginie z rąk Temistoklesa i właśnie to wydarzenie stanowi wprowa dze- nie do dalszej akcji. Do władzy dochodzi Kserkses, który pod silnym wpływem Ar-temizji odradza się jako bóg zemsty. Dos-łownie na moment wracamy do wydarzeń znanych nam z pierwszej części „300”, czyli bitwy pod Termopilami, gdzie dzielny Leonidas ginie wraz ze swoim oddziałem tytułowych trzystu żołnierzy. W drugiej części filmu „Początek imperium” czyn ten odzierany jest z heroizmu, niszczy tym samym piękny mit. Po klęsce Spartan dochodzi do ostatniej (przedstawionej w fil- mie) bitwy, a mianowicie tej stoczonej w 480 r. p.n.e. pod Salaminą.

KULTURA: RECENZJA FILMU

Dynamiczny obraz walki, skąpany morzem krwi i latającymi w każdą stronę ekranu odciętymi kończynami to jedyne, co może zaoferować nam reżyser po ośmiu latach od powstania pierwszej części. Nie ma tutaj przemyślanych, dobrych dialogów, wyra- zistego kultu fizyczności i wszystkiego innego, co kojarzy nam się z „300”. Mimo to film nie jest nudny. Idealnie dopa- sowana ścieżka dźwiękowa oddaje w pełni jego klimat, a mnogość scen dynamicznych (zaledwie kilka zostało ukazanych sta- tycznie) dostarcza nieograniczonej rozryw- ki. Przerysowane, wręcz karykaturalne efekty specjalne jak przedawkowany slow- –motion działają na korzyść filmu i za-chęcają do obejrzenia tego samego widowiska w trójwymiarze. "Nie ma tutaj przemyślanych, dobrych dialogów, wyrazistego kultu fizyczności i wszystkiego innego, co kojarzy nam się z »300«" „Początek imperium” jednak lekcją historii nie jest i nigdy o to miano nie zabiegał. Poza dobrze nakreślonym tłem historycz-nym nie możemy liczyć na więcej. Seans nie dostarczy nam nowej wiedzy, nowego spojrzenia na wojny perskie czy ogólnie sytuacji ówczesnych państw. Z jednej strony mamy tło historyczne, a z drugiej wyrwaną z kontekstu opowieść, której jednym zadaniem jest bawienie widza, w czym z pewnością pomaga usytuowanie akcji w świecie perswazji i zbrodni, gdzie po przeciwnej stronie barykady stoją w zasadzie dwie kobiety – Artemizja i Gor-go – a dopiero potem dzielny Temistokles i Kserkses. "Seans nie dostarczy nam nowej wiedzy, nowego spojrzenia na wojny perskie czy ogólnie sytuacji ówczesnych państw." I chociaż trzystu poległo już dawno, to czy- telniku idź i wiedz, że film jak najbardziej polecam wszystkim, którzy wierzą lub nie wierzą, że Grecy prócz demokracji nieśli pot, krew i łzy, czego dowód dostarczył Noam Murro na dużym ekranie. Ilona Chylińska CO Z TYMI
FILMAMI?
SPOŁECZEŃSTWO

Codziennie tworzy się ponad 50 milio- nów stron internetowych oferujących użytkownikowi przeróżne usługi. Każ- dego dnia także tysiące z nich są usu- wane. W internetowym świecie wiecz- nych zmian mało kto się tym w ogóle przejmuje. Była jednak jedna strona, której likwidacja wywołała falę dys- kusji. Mowa tutaj o portalu kinoma-niak.tv, serwisie internetowym, któ-rego niespodziewane zamknięcie wręcz wstrząsnęło rynkiem filmowym, a mnóstwo internautów zostało od- ciętych od kinowego źródła nowości. Jak to możliwe, że jedna strona, zwłaszcza nielegalna, zdobyła aż taką popularność? Zasady działania Kinomaniaka były raczej proste: serwis nielegalnie udostępniał filmy i seriale dodawane przez użytkowników, nie pobierając za to żadnych opłat. Nie była tam konieczna rejestracja, nie obowiązy- wały też limity czasowe. Dlatego po nagłym zamknięciu tego serwisu internauci poszu- kiwali innego miejsca do oglądania nowości kinowych i swoich ulubionych seriali. Konkurencja jednak nie śpi i szybko wyko- rzystała sytuację, aby przyciągnąć w swo- je, co prawda skromniejsze, progi osie- roconych widzów. Dlatego też, mimo mniejszego komfortu oglądania, kinoma- aniacy znaleźli sposób, aby znów cieszyć się możliwością robienia sobie darmowych uczt kinowych. Aktualnie aktywnie działa kilkanaście, jeżeli nie kilkadziesiąt podob- nych serwisów, które wcale nie wymagają od użytkowników wykupywania kont pre-mium czy wypełniania różnych „darmo- wych” ankiet. Warto się jednak zastanowić, dlaczego w ogóle takie serwisy cieszą się aż tak ogromną popularnością? Przecież film lepiej ogląda się w kinie, przy dobrym nagłośnieniu, dużym ekranie i z kubełkiem popcornu. Mimo to liczba osób ogląda-jących dany film w kinie w stosunku do tych, którzy zobaczyli go dzięki nielegalnym kopiom, jest mała. Coraz popularniejsze stają się również witryny internetowe, które umożliwiają bezpłatne oglądanie nie tylko poszczegól- nych filmów i seriali, ale całych kanałów telewizyjnych 24 godziny na dobę. Nie cho-dzi tutaj jedynie o ogólnie dostępne progra-

SPOŁECZEŃSTWO

gramy niekodowane, ale cyfrowe stacje, za których legalne oglądanie należy zapłacić ok. 100 zł miesięcznie. Z danych stowarzy-szenia Sygnał wynika, że jednego legalnie oglądającego widza przypada średnio dwóch nielegalnie oglądających. Dla przyk-ładu: ostatni mecz FC Barcelona – Manc-hester City oglądało dzięki internetowym źródłom 160 tys. osób. Zapytałam członków szkolnego kółka fil-mowego w mojej szkole, co sądzą o oglądaniu filmów w kinie i internetowo przez serwisy. Mimo że wszyscy zgodnie przyznali, że przeżywanie filmu razem z całą salą wpatrzonych w ekran ludzi zdecydowanie rożni się od samotnego siedzenia przed monitorem, to jednak kiedy rozmowa przeszła do tego, ile razy do roku wybierają się oni na seans kinowy, okazało się, że żadna osoba nie odbyła więcej niż dziesięć takich wypadów. Jak sami przyznali, wszystkie filmy, które chcą zobaczyć, bez problemu znajdują w Inter- necie. Jeżeli ma się do czynienia z zagra-nicznymi produkcjami, czasami można je nawet szybciej zobaczyć online niż na ekranach polskich kin, co jeszcze bardziej przyczynia się do popularności serwisów działających jak nieistniejący już Kinom-aniak. W czasach, kiedy bilet samolotowy do Paryża można kupić za około 200 zł, zwykłe wyjście do kina z rodziną wydaje się być rozrywką dla bogaczy. Dlatego też nic dziwnego, że wielu młodych ludzi zamiast tego woli zaprosić znajomych do domu i w luźnym towarzystwie cieszyć się dobrym filmem przy paczce chipsów.

SPOŁECZEŃSTWO "Oglądanie filmów przez Internet ma jeszcze jeden duży plus. Wyrabia widzowi własny, niezależny gust filmowy."

Oglądanie filmów przez Internet ma jeszcze jeden duży plus. Wyrabia widzowi własny, niezależny gust filmowy. Niewielu młodych ludzi ogląda te pozycje, które oferuje nam program telewizyjny, mimo że są przecież darmowe i w dobrej jakości. Często wolimy przemęczyć się z zacina- jącym się obrazem i głosom jak ze studni, żeby obejrzeć film, który naprawdę nas interesuje. Dostęp do szerokiej bazy filmowej umożliwia nam wyrobienie własnego gustu, a nie tylko wzorowanie się na ostatnich nowościach. Przeciwnicy nielegalnych metod oglądania filmów maja jednak swoją rację. Przemysł internetowych serwisów powoduje coraz mniejsze dochody wytwórni filmowych, twórców, reżyserów itd. Być może nie zda- jemy sobie z tego sprawy, ale za kilka, kilkanaście lat odbije się to na jakości og-lądanych przez nas filmów. Im gorsze i mniej zachęcające do obejrzenia filmy będzie się tworzyć, tym mniej osób będzie oglądało je z legalnych źródeł. To jeszcze bardziej zmniejszy dochody, przez co jesz-cze mocniej nakręci się spirala strat – za-równo dla widzów, jak i dla producentów. Można powiedzieć, że w naszym interesie jest płacić za oglądanie filmów, dopóki są jeszcze warte naszych pieniędzy. Karolina Wojtal Fot.1 Shmector (CC BY 2.0) Fot.2 lowjumpingfrog (CC BY 2.0) Fot.3 porschelinn (CC BY 2.0) O tym, że najwięcej idiotów znajdzie się w Internecie, wiadomo nie od dziś. Aby zanadto się w internetowym chaosie nie pogubić, utrzymuję kontakt jedynie z osobami, które faktycznie znam i które raczej stanowią swoistą gwarancję dobrego smaku. W mniejszym lub większym stopniu, rzecz jasna. Zaintrygowały mnie jednak rozmaite linki, które wrzucali na facebookową tablicę. W ten oto sposób zapoznałam się z internetowymi hyde parkami – Kwejkiem i Demotywatorami. I wieloma innymi o mniejszej popularności.
ACH, GDZIE SIĘ PODZIAŁY TAMTE KOBIETY?
SPOŁECZEŃSTWO

Internet jest zbieraniną różnych informacji i szaleństwem byłoby wymagać w tej zbieraninie wyłącznie informacji sensow- nych i wartościowych. Szczególnie, jeśli chodzi o portale zajmujące się szeroko pojętą rozrywką. Wraz ze wzrostem popularności tychże, na tablicach znajo- mych jak na odpustowych jarmarkach nagle zaczęło pojawiać się dosłownie wszystko. Cytaty z amerykańskich komedii mieszają się ze zdjęciami słoików Nutelli, zza których wygląda kot mówiący, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. W międzyczasie ktoś jeszcze zdąży zauważyć, że już piątek i trzeba iść na piwo. Myszka aż sama najeżdża na błękitne „f”, nieprawdaż? Ale to, co mnie najbardziej poruszyło, zdziwiło, zszokowało, to dziwna moda na fascynację kobiecymi atrybutami, czyli piersiami. Nie, jakoś nie brzmi to najlepiej w kontekście tego, co chcę napisać. Cycków. O tak, dużo lepiej. Oczywiście fakt, że cycki są dla męskiej części populacji istotne, jest niepodważalny. Ale dotąd na sposób przedwojenny myślałam, że to dość intymna część ciała i raczej nie idzie rozmawiać o niej publicznie. Otóż nie. Spośród moich znajomych ten i ów, o któ-rych zawsze myślałam, że są szarmanccy, i X przepadający za Kubrickiem i Y, który czytuje Dostojewskiego – także z ich profili dowiedziałam się, że kobiety kłamią, ale mają cycki, cycki są po to, by je dotykać, cycki są fajne, a jeśli mężczyzna pamięta po randce kolor oczu kobiety, to znaczy, że miała za małe cycki. Najciekawsze było w tym wszystkim to, że wszystkie te smakowite cytaty "lubiły" również dziew-czyny. Dziwne to było, a biorąc pod uwagę, że kobiety zawsze starannie dbały o swoją godność i intymność, czasami popadając w śmieszność, w przesadę – ale zawsze starając się zachować klasę. Tym-czasem fala protestów pojawiła się dopie-

SPOŁECZEŃSTWO

ro, gdy jakiś przedstawiciel płci męskiej rozpoczął lansowanie dnia bez stanika, co najwyraźniej było już przekroczeniem pew-nej granicy. Dziewczęta burzyły się, że mężczyznom tylko jedno w głowie, że nie chcą być traktowane przedmiotowo i że gdzie ci mężczyźni prawdziwi tacy, że one chcą dżentelmena, Humphreya Bogarta i tak dalej, i tak dalej. Zdarzali się też męż- czyźni, którzy mówili, że nie te atrybuty są ważne w urodzie i nie to stanowi o wartości dziewczyny. Patrzyłam na ich posty z uśmiechem, który jednak nieco przybladł, gdy zaczęłam się zastanawiać, czy to szczerość, czy kolejna część wielkiej hipokryzji. "Ale to, co mnie najbardziej poruszyło (...) to dziwna moda na fascynację kobiecymi atrybutami, czyli piersiami." Jeśli zaś zagłębimy się w cycatą kulturę jeszcze dalej, odkryjemy multum fanpejdży mających ogromną popularność. Podziwiać możemy już „Dupeczki z Francji”, Warsza- wy, Krakowa, Pcimia Dolnego, Swornych- gaci, a ciąg dalszy zapewne nastąpi. Lajkowanie stron i kreowanie image’u „dziewczyny na luzie” nie wystarczyło i zabawa wyewoluowała na wyższy poziom. Na wspomniane strony dziewczyny same przesyłają zdjęcia w zamierzeniu seksow-

SPOŁECZEŃSTWO

ne, a w efekcie wyglądające jak z anonsów pań do towarzystwa. Była też strona „Olej feministki, pokaż swe cycki”, gdzie były już same cycki – żeby nie rozmieniać się na drobne. Ciekawskich muszę rozczarować – strona została zamknięta. Jakie to dziwne, że w XXI wieku doczekaliśmy się, że kobiety na własne życzenie pozbawiają się szacunku. Poru- szyłam tu, owszem, tylko jedną kwestię, ale te nieszczęsne cycki są częścią całego ogromnego zjawiska społecznego. Kobiety niebezpiecznie zbliżają się do postaci pań spod latarni, najwyraźniej uważając, że tyl-ko takie emanują pięknem, seksem i uwo-dzą mężczyzn. Tak bardzo pragną przed-stawiać się jako odważne i niegrzeczne, tak bardzo chcą kusić, podniecać i łamać serca, że zapominają o własnej godności. No tak, godność nie jest zbyt seksowna. Zacierają się różnice pomiędzy femme fatale, fascynującą kobietą zła a cukierkiem w pozłacanym papierku, który ma każdy mężczyzna na każde zawołanie. Nagle po dokonaniu tysięcy ewolucyjnych rzeczy, po wywalczeniu tylu wolności i praw człowiek moralnie zaczął cofać się w rozwoju? Jedne piszą, że mają małe cycki i są z tego dumne. Inne, że mają duże cycki i są z tego dumne. A ja jestem dumna z tego, że nikomu nie mówię nic na temat wymiarów swoich cycków. Ewentualnie pani ze sklepu bieliźnianego. Lena Janeczko Fot.1 nikkibusty (CC BY –SA 2.0) Fot.2 J. Lightning (CC BY – SA 2.0) „ŚWIĄTECZNIE”
Nie tak dawno wielu Polaków udawało się do sklepów, by kupić pysznego pączka. Nawet odchudzające się panie nie odmówiły sobie słodyczy, był przecież Tłusty Czwartek. „Takie święto mogłoby być codziennie” – usłyszałam wtenczas od koleżanki, która uwielbia łakocie.
SPOŁECZEŃSTWO

NA KAŻDY DZIEŃ Nie każdy dzień przynosi nam przecież tak wiele radości, jak przykładowo wyczeki-wany przez zakochanych Dzień Świętego Walentego. W zasadzie wiele otaczających nas zjawisk, przedmiotów, zwierząt czy na-wet postaci z bajek ma zarezerwowany dzień w ciągu wszystkich trzystu sześć-dziesięciu pięciu dni na przypominanie o so- bie społeczeństwu w sposób czasem poważny i pouczający, częściej jednak zabawy i spędzany na wesoło. Kalendarz ciekawych świąt znaleźć można pod linkiem http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Kalendarz_%C5%9Bwi%C4%85t_nietypowych. 5 lutego – Światowy Dzień Nutelli Chyba mało kto przyzna, że jej nie lubi… Nutella – słoiczek, którego zawartość sta-nowi pyszny orzechowy krem. Jest on naj-popularniejszym smarowidłem na świecie i przekonał do siebie miliony ludzi. Święto ma niedługi staż, obchodzimy je dopiero od

SPOŁECZEŃSTWO

2007 roku. Właśnie wtedy Sara Rosso i Mi-chelle Fabio, amerykańscy pisarze miesz-kający w Italii, skąd wywodzi się wspom-niana bomba kaloryczna, wpadli na pomysł pamiętania o niej nie tylko wtedy, gdy jesteśmy głodni. Właśnie w ten dzień – szczególnie we Włoszech – gospodynie domowe rywalizują w kon- kursie na krem oddający cały smak Nutelii. W tym czasie także na polskich blogach kulinarnych nie zapomina się o kulcie kremu czekola-dowego. Internautki szaleją z przepisami na słodkości, w których wykorzystać mo-żemy aksamitną słodycz. "Chyba mało kto przyzna, że jej nie lubi… Nutella – słoiczek, którego zawartość stanowi pyszny orzechowy krem." 31 stycznia, 24 czerwca – Światowy Dzień Przytulania Ostatnio dostrzegłam mnóstwo ubrań nawiązujących do… przytulania! Bluzki z napisem „Hug me” w szkole, do której chodzę, zauważam już u co trzeciej osoby. Nawet chłopcy skusili się na „modne” w dzisiejszych czasach święto. Największy zysk z tego wszystkiego przypada – jak wiadomo – supermarketom. Okazywanie sobie uczuć w wybranym dniu, zapocząt- kowane za oceanem, tak bardzo spodobało się społeczeństwu, że postanowiło ono obchodzić je dwukrotnie w ciągu roku.

SPOŁECZEŃSTWO

„Święto przypada mi do gustu, każdy jest dla siebie milszy. Tak powinno być zawsze. Jednak przesadne „HUG”, które słyszę coraz częściej według mnie jest już nieco niesmaczne… W końcu ile można?” – mówi 16-letnia Klaudia z Białopola. Sporo osób twierdzi jednak, że dzień taki warto organizować jak najczęściej. Jak twierdzą naukowcy, dotyk i bliskość działa pozytyw-nie na nasz organizm, samopoczucie i psychikę. "W zasadzie wiele z otaczających nas zjawisk, przedmiotów, zwierząt (...) ma zarezerwowany dzień (...)" 20 maja – Międzynarodowy Dzień Płynów do Mycia Naczyń Jak najbardziej należne płynowi! To przecież dzięki niemu nasze naczynia są pozbawione tłustych osadów, lśnią i pach-ną. Nie ma złudzeń – płyn do mycia naczyń pretenduje do miana wynalazku. Każda rodzina przeciętnie trzysta sześćdziesiąt pięć razy w ciągu roku toczy walkę z brud- nymi naczyniami, a w tym wszystkim sku-teczną bronią okazuje się właśnie on. Są jednak głosy, które nie tolerują celebro-wania takich świąt. Internautka na forum familie.pl mówi: „Niedorzeczne jest to, by tworzyć takie dni jak dzień płynu do naczyń. Dla mnie to coś wyjątkowego, by ktoś lub jakieś zjawisko miały swój dzień. Świętuje się dzień urodzin, Dzień Babci, Dziadka itp. Nie postawiłabym w tym samym szeregu płynu do naczyń. Wiem, że

SPOŁECZEŃSTWO

należy to traktować z przymrużeniem oka, jednak boli mnie już powieka od tego przy-mrużania”. Zdania dotyczące celebrowania zabawnych świąt są więc podzielone. Jedni uważają, że to świetna zabawa, inni wprost przeciwnie. "Jak twierdzą naukowcy, dotyk i bliskość działa pozytywnie na nasz organizm, samopoczucie i psychikę." Warto zwrócić czasem uwagę na datę w kalendarzu. Dzień Pluszowego Misia, Dzień Pocałunków czy Dzień bez Palenia Papierosów – możemy przeżyć bez takich okazji, ale ich obchodzenie sprawia, że choć na chwilę poświęcamy więcej uwagi rzeczom dotychczas zapomnianym. Cześć wydaje się być tylko humorystyczną atrakcją lub czystym absurdem, część przypomina nam o rzeczach, o których w codziennej rutynie łatwo zapomnieć. Może warto więc choć niektóre z nich na stałe włączyć do swojego kalendarza? Agnieszka Gryglicka Fot.1 smedero (CC BY - SA 2.0) Fot.2 ginnerobot (CC BY - SA 2.0) Fot.3 jessleecuizon (CC BY 2.0) Fot.4 außerirdische sind gesund (CC BY 2.0) Środowisko debatanckie nie odpuszcza – po zeszłorocznym sukcesie Mistrzostw Polski Debat Oksfordzkich dla licealistów nadszedł czas na kolejną edycję. Uniwersytet Adama Mickiewicza wraz Z Klubem Debat Oksfordzkich ponownie zapraszają najzdolniejszych mówców do stolicy Wielkopolski. Turniej rozpoczyna się 28 marca trzema dniami eliminacji, wielki finał odbędzie się 9 kwietnia.
DEBATA DEBATĘ DEBATĄ POGANIA – CZAS NA POZNAŃ!
SPOŁECZEŃSTWO

„Matura to bzdura”, „Suwerenna Ukraina to warunek suwerennej Polski”, „Internet powinien być wyłączany w niedzielę” to tylko niektóre z tematów przygotowanych na tegoroczne zmagania. Czteroosobowe drużyny tydzień po otrzymaniu tez spotykają się, by rywalizować o miejsca w wielkim finale. W jednej debacie biorą udział dwa zespoły – losują one strony w debacie (propozycja, opozycja) i w ciągu piętnastu minut starają się przekonać jurorów oraz publiczność do swojego zdania. Nad porządkiem debaty czuwa marszałek, nad poprawną formułą – ekspert, a o wyniku rozstrzyga trójka jurorów. "Cała Polska chce debatować!" „Szanowny Panie Marszałku, drodzy adwersarze, wspaniała publiczności” – w formacie oksfordzkim duży nacisk obok

SPOŁECZEŃSTWO

merytorycznych argumentów kładzie się na nienaganne maniery i pełne poszanowanie rywala. Jeżeli wszyscy uczestnicy stosują się do zasad, o roz- strzygnięciu decyduje sama treść argumentów i zdolność przemawiania. Ucztę dla oczu stanowią eleganckie i stonowane stroje wyróżniające poszczególne drużyny – na najlepiej ubra-ną drużynę czeka nagroda. Cała Polska chce debatować! W tym roku to drugi turniej po „Kraków Debatuje 2014”, gdzie po dwóch dniach zmagań wyłoniono zwycięzców z warszawskiego SGH. Do Poznania przybędą liczne rep-rezentacje ze stolicy, Krakowa oraz Białegostoku. Poza tym silna obsada z Wielkopolski – Kościan, Leszno, Konin. Łącznie do trzydniowych eliminacji przystą-pi aż pięćdziesiąt sześć drużyn. Trzy otrzymają dzikie karty i będą to zwycięzcy lokalnych lig: Krakowskiej Szkoły Debaty, Śląskiego Turnieju Debat Oksfordzkich oraz Warszawskiej Ligii Debatanckiej. "Nad porządkiem debaty czuwa marszałek, nad poprawną formułą – ekspert, a o wyniku rozstrzyga trójka jurorów." Obrońcą tytułu jest II LO z Krakowa, które w wielkim finale pokonało SLO Bednarską z Warszawy – teza „Dążenie do celu jest ważniejsze od jego osiągnięcia” była jedyną, którą finaliści poznali zaraz przed debatą. Puchar każdego roku uzyska kolej- ną etykietkę z nazwą zwycięzcy. Dodat-kowo każdy mówca ma szansę na nagrodę indywidualną – w zeszłym roku otrzymał ją Filip Zelek (I LO w Lesznie) po pas-jonującej dogrywce z Piotrem Talikiem (II LO w Krakowie). "Obrońcą tytułu jest II LO z Krakowa, które w wielkim finale pokonało SLO Bednarską z Warszawy (...)" Tegoroczni faworyci? Trudno wskazać zespoły już teraz, bo młodzi ludzie stale się rozwijają. Z pewnością warto wspomnieć o zeszłorocznych finalistach oraz zwycięzcy konkursu „Zrozumieć historię” – I LO w Lesznie. Jednak nie powinno się tworzyć zakładów bukmacherskich – poprzednie lata pokazały, że faworyzowane zespoły często nie dochodziły nawet do ćwierć- finałów. Dodatkowe atrakcje turnieju? Przepiękne miasto, jeden z najładniejszych wydziałów w Polsce (Wydział Nauk Społecznych i Dziennikarstwa) i wspaniała obsada. To jedno z wydarzeń, na którym kluby debat

SPOŁECZEŃSTWO

z polskich miast mogą się spotkać, zintegrować i porozmawiać o planach na przyszłość. Jak widać te spotkania są niezwykle owocne – debatującej młodzieży wciąż przybywa, szczególnie w mniejszych ośrodkach. Trenerzy jeżdżą po całym kraju i zarażają innych swoją pasją. Walczą o kulturę słowa, merytoryczną dyskusję, której tak brakuje w polityce i w życiu. "Dodatkowe atrakcje turnieju? Przepiękne miasto, jeden z najładniejszych wydziałów w Polsce (...) i wspaniała obsada." Dzięki ich zaangażowaniu już wkrótce nie trzeba będzie tłumaczyć obowiązujących zasad, a licealiści przestaną bać się publicznych wystąpień. Niejeden powie „Stres przed maturą ustną? Przecież chodzę do klubu debat”. Co po Poznaniu? Kolejne mistrzostwa, tym razem również dla studentów i w Warsza- wie – już po raz ósmy studenci i licealiści staną do rywalizacji w formacie brytyjskim. Jak widać debatanci nie próżnują, wciąż planują więcej i więcej. W tym roku na Mistrzostwach Europy w Zagrzebiu Polskę reprezentować będzie aż pięć uczelni (absolutny rekord), a co będzie dalej? Klaudia Maciejewska Fot.2 Gleyshon (CC BY - SA 3.0)



Telefony komórkowe, smartfony, iPhone'y, table-ty… Firmy elektroniczne cały czas idą do przodu, prezentując swoim klientom najnowsze gadżety. Po budzących kontrowersje okularach Google Glass przyszła pora na inteligentne zegarki.
ZEGAREK JAK Z FILMÓW O BONDZIE?
NAUKA NAUKA

Swoje modele zaprezentowało już kilku producentów, między innymi Samsung czy Sony. Ich funkcje oraz wygląd nieco się od siebie różnią, jednak ich główne przezna-czenie pozostaje to samo – za pomocą zegarka na ręce można połączyć się ze smartfonem oraz wyświetlić powiadomienia i inne tego typu informacje na cyferblacie. "Google zdecydowało się pójść o krok dalej i oprócz swojego modelu zegarka stworzyło projekt Android Wear (...)" Sony smartwatch 2 SW2 To już druga wersja zegarka Sony. Urządzenie jest wyposażone w ekran o przekątnej 1,6 cala i rozdzielczości 220x176 pikseli. Gadżet może współpra- cować z każdym smartfonem z Andro- idem w wersji 4.0 lub wyższej, jednak najwięcej możliwości prezentuje w po– łączeniu z telefonem producenta. Do komu–

NAUKA "Zegarek ma umożliwić odbieranie połączeń i rozmowę przy pomocy zestawu słuchawkowego oraz wyświetlanie wiadomości tekstowych(...)"

nikacji między zegarkiem a smartfonem wykorzystana została technologia blue-tooth. Zegarek ma umożliwić odbieranie połączeń i rozmowę przy pomocy zestawu słu-chawkowego oraz wyświetlanie wiado-mości tekstowych i wysyłanie przygoto-wanych wcześniej szablonów odpowiedzi. Sprzęt pozwala także nawiązać połą-czenie przez wybranie kontaktu z listy adre- sowej bezpośrednio na ekranie zegarka. "To nowa, bardziej sportowa wersja galaxy gear, przeznaczona dla osób aktywnych." Samsung galaxy gear Posiada ekran tej samej wielkości co urządzenie firmy Sony (1,6 cala), ma jednak zdecydowanie lepszą rozdzielczość od swojego konkurenta (320x320 pikseli). Jego główną zaletą jest prostota obsługi – dotykowy ekran i maksymalnie uproszczo- ne sterowanie pozwalają na bezproblemo- wą nawigację. Wystarczy opanować kilka podstawowych gestów, by sprawnie poru-szać się po menu. Za pomocą zegarka (wbudowano w niego mikrofon i głośnik) można swobodnie rozmawiać bez wyjmo-wania smartfonu z kieszeni czy torebki, a na tarczy urządzenia pojawiają się powiadomienia o przychodzących wiado-mościach; nie można jednak przeczytać ich treści bezpośrednio na zegarku. Dodat-kową funkcją samsunga galaxy gear jest

NAUKA

fotografowanie i filmowanie za pomocą 1,9-megapikselowej minikamery znajdu- jącej się w pasku. Materiały są rejes- trowane na wewnętrznej karcie pamięci o pojemności 4 GB. "Obecnie prezentowane zegarki są tylko gadżetami, które mogą wspomóc nasze smartfony, opierając się na połączeniu z nimi." Samsung gear fit To nowa, bardziej sportowa wersja galaxy gear, przeznaczona dla osób aktywnych. Posiada czytelny 1,84-calowy wyświetlacz Super AMOLED i na bieżąco przekazuje na ekran zegarka powiadomienia ze smartfona galaxy (informacje o połączeniach, e−ma- ilach, SMSach i alarmach). Dodatkowo umożliwia korzystanie z terminarza i apli- kacji oferowanych przez innych producen- tów. Wersję fit od poprzednika odróżnia głównie to, że może funkcjonować w dwóch opcjach: jako dodatek do smartfona (tak jak galaxy gear) lub jako samodzielne urządzenie – osobisty trener. Zegarek posiada bowiem krokomierz, pulsometr, stoper, czasomierz; monitoruje też sen. Ponadto na bieżąco pokazuje indywidualne rady i podpowiedzi dotyczące ćwiczeń, które właśnie wykonujemy.

NAUKA

Co na to Google? Google zdecydowało się pójść o krok dalej i oprócz swojego modelu zegarka stworzyło projekt Android Wear, który łączy system operacyjny Google i tzw. elektronikę ubraniową. Android Wear pozwala na wyświetlanie na inteligentnych zegarkach (a wkrótce pewnie i na innych częściach garderoby) powiadomień z aplikacji: o no- wych postach w sieciach społecznościo-wych, o promocjach w sklepach itd. System umożliwi też korzystanie z zegar- ków za pomocą głosu, dzięki czemu możliwe będzie dyktowanie wiadomości, zarezerwowanie stolika w restauracji czy zamówienie taksówki. Co ważne, Android Wear, w przeciwieństwie do wcześniej- szych wersji Androida (zastosowanych w zegarkach Sony czy Samsunga), pozwala nie tylko na łączenie się zegarkiem ze smartfonem, ale też z innymi urządzeniami – w tym z odtwarzaczami multimedialnymi czy sterowanymi elektronicznie bramami. Jedną z największych zalet tego systemu jest fakt, że jest on otwarty dla twórców aplikacji, co sprawia, że każda z nich może zostać dostosowana do nowej platformy. "Całkiem możliwe, że nadejdzie moment, gdy te urządzenia przejmą wszystkie funkcje telefonów (...)" Pierwsi producenci już deklarują stworzenie urządzeń kompatybilnych z tym systemem. Motorola zapowiedziała swój najnowszy inteligentny zegarek – motorola moto 360,

NAUKA

który, jak ogłaszają producenci, będzie pierwszym okrągłym smartwatchem z fun-kcją Android Wear. Zegarek ma łączyć ekran dotykowy z możliwością rozpozna-wania głosu, co wedle producenta sprawi, że użytkownik będzie mógł z niego korzystać w każdej sytuacji. "Pierwsi producenci już deklarują stworzenie urządzeń kompatybilnych z tym systemem." Inteligentne zegarki zastąpią telefony? Obecnie prezentowane zegarki są tylko gadżetami, które mogą wspomóc nasze smartfony, opierając się na połączeniu z nimi. Fani nowych technologii już teraz zastanawiają się jak daleko posuną się firmy, które je projektują. Patrząc na oga-niający je wyścig technologiczny można sądzić, że każdy nowy zegarek będzie coraz bardziej dopracowany. Całkiem więc możliwe, że nadejdzie moment, gdy te urządzenia przejmą wszystkie funkcje tele-fonów i z gadżetów dla wybranych staną się dobrą alternatywą dla wszystkich użytkowników smatfonów. Na to jednak trzeba jeszcze trochę poczekać. Justyna Książek Fot.1,2,5 Janitors (CC BY 2.0) Fot.3 pestoverde (CC BY 2.0) Fot.4 tedeytan (CC BY SA 2.0) ZWYCIĘSTWO
DEBIUTANTA
SPORT: SIATKÓWKA

Ten sezon PlusLigi był dla Sebastiana Świderskiego z pewnością czasem wyjątkowym. Jeden z lepszych pol-skich siatkarzy, zdobywca wicemis-trzostwa świata w 2006 roku, wcielił się w rolę trenera Zaksy Kędzierzyna - Koźla i poprowadził drużynę do zdo- bycia Pucharu Polski. W finałowym pojedynku zawodnicy Zaksy Kędzierzyna Koźla, broniąc tytułu zdoby- tego w zeszłym sezonie pokonali drużynę Jastrzębskiego Węgla 3:1. Droga do tytułu z pewnością nie była prosta, a szczególną uwagę warto zwrócić na półfinałowy poje- dynek ze Skrą Bełchatów, zespołem, z którym zawsze należy się liczyć ze względu na wielkie osiągnięcia w prze- szłości czy choćby postać kapitana tego klubu, jednego z lepszych atakujących – Mariusza Wlazłego. Kędzierzynianie po trzech godzinach pokonali sportowców z Bełchatowa i mogli już myśleć o przy- gotowaniach do wielkiego finału. Niegdyś niezwyciężeni zawodnicy Skry nie byli już tak trudnym przeciwnikiem, co w po- przednich latach. Zaksa w tym sezonie postawiła na polskich zawodników, chociażby Marcina Możdżon- ka, który doskonale współpracował z Łu- kaszem Wiśniewskim na środku siatki. Atakujący Dominik Witczak także pokazał się od dobrej strony, a gdy brakowało mu sił, w pogotowiu był Grzegorz Bociek. To właśnie mocni zmiennicy stanowili zna- czący atut drużyny w bitwie o obronę tytułu wywalczonego przed rokiem. Oczy- wiście nie wolno pominąć Pawła Zagum- nego, który po raz kolejny udowodnił, że im jest starszy, tym lepszy. Polskie naz- wiska w składzie zdecydowanie przyczyniły się do sukcesu zespołu oraz udowodniły, że kibice mogą z nadzieją obserwować rozwój wydarzeń w perspektywie zbliża- jących się rozgrywek drużyn narodowych. Jastrzębski Węgiel, który przed finałem pozostawał drużyną od kilkunastu meczów niepokonaną, musiał tym razem przyznać rywalom wyższość. Michał Łasko próbował co prawda kilkoma zrywami dorównać kędzierzynianom, ale ostateczny wynik nie pozostawia złudzeń, kto był lepszy. Potwierdzają to również nagrody indywidu- alne przyznane po finałowym pojedynku:

SPORT: SIATKÓWKA

najlepszym blokującym został wspomniany już przeze mnie Łukasz Wiśniewski (odkryty przez Anastasiego i dający duże nadzieje w kontekście rozgrywek repre- zentacyjnych), najlepiej zagrywającym okrzyknięty został holenderski przyjmujący Dick Kooy, natomiast tytuł najlepszego rozgrywającego powędrował do Pawła Zagumnego. "Jastrzębski Węgiel, który przed finałem pozostawał drużyną od kilkunastu meczów niepokonaną, musiał tym razem przyznać rywalom wyższość." Dla trenera zwycięskiej drużyny, Sebas- tiana Świderskiego, był to trudny rok. W zeszłym sezonie był drugim trenerem klubu z Kędzierzyna Koźla, wspierającym Daniela Castellaniego. Tym razem to on poprowadził drużynę i już teraz można przyznać (choć sezon jeszcze się nie zakończył, a Zaksę czeka walka o mistrz- ostwo Polski), że jest na najlepszej drodze do kolejnych sukcesów. W wywiadzie dla portalu gazeta.pl powiedział: „Miałem chwi- lę zwątpienia, ale nie po tych wymienio-nych meczach, tylko po porażce z Gala-tasaray Stambuł, kiedy odpadliśmy z Ligi Mistrzów. Dostałem jednak wsparcie od kil- ku ważnych dla mnie osób i postanowiłem się nie poddawać”. Dopingujący kędzierzy-nian kibice z pewnością cieszą się, że Świd-erski nie zrezygnował ze swojej funkcji, a sukces, jaki osiągnęła Zaksa, może na-pawać optymizmem nawet sympatyków innych klubów, którzy czekają na początek sezonu reprezentacyjnego. Okazało się, że – jak na razie – trener, który jeszcze nie-dawno sam występował na najwyższym światowym poziomie (reprezentował m.in. włoską Maceratę) i kolegował się z za-wodnikami, których teraz trenuje (np. Za-gumnym), może odnieść sukces. Miejmy nadzieję, że podobnie będzie ze Stepha-nem Antigą. Francuski zawodnik Skry Beł-chatów poprowadzi naszych kadrowiczów przez Mistrzostwa Świata 2014 organi-zowane w naszym kraju, a w trakcie sezo-nu występuje z tymi zawodnikami na boiskach PlusLigi. Choć najważniejsze rozstrzygnięcia doty-czące mistrzostw Polski dopiero przed nami, ten sezon już teraz zaliczyć możemy do grona ciekawszych – może dlatego, że brak dominującej drużyny czyni rywalizację ciekawszą. Oby kibice mieli się z czego cieszyć i po wrześniowych występach reprezentacji Polski. Julia Tobolska Fot. Miala (CC BY - SA 2.0) Od Redakcji: w niedzielnym meczu o trze-cie miejsce Ligi Mistrzów Jastrzębski Węgiel zwyciężył Zenit Kazań i zdobył brązowy medal rozgrywek.