Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








REDAKCJA

SPIS TREŚCI Wywiad z p. Mirosławem Augustynem, internowanym w grudniu 1981r. ...................................................... 3s. Boże Narodzenie w Japonii.................................................................. 6s. TOP 5 Świąteczne hity....................................................... 8s. Opowieść przedświąteczna.................................. 9s. Poznań vs. Warszawa, czyli wielka bitwa sylwestrowa............................. 11s. Rozmowa z laureatem Must Be The Music.............. 12s. To się ogląda!........................................................... 15s. Gorączka rymów..................................................... 17s. Flash - XXV LO......................................................... 18s. Gigabajty bzdur...................................................... 19s. Gadżety - czy warto inwestować?....................... 20s. Kryzysowy poradnik survivalowy........................... 21s. Euro 2012 bez polskich sędziów!!!......................... 23s. Muszki owocowe, czyli intruz w naszej kuchni.... 24s.

REDAKTOR NACZELNY Adam Nyczke REDAKTORZY: Edyta Krajewska Sandra Afek Karolina Paluch Agnieszka Haściło Agnieszka Stradowska Maria Zarzycka Julia Pakuła Anna Obst Paulina Węgielska Gabrysia Pieprzyk Jagoda Urban Dominika Łyczykowska Jan Pyska Maria Stańczewska Marta Duralska Krystian Urbanowicz Bartosz Dobrowolański Artur Kraśniwski Marcel Czabajski KONRAD BUSZA KOREKTOR: Karolina Paluch WYDAWCA: Aleksandra Pepińska Internowanie zamiast choinki...
Wywiad z p. Mirosławem Augustynem, internowanym w grudniu 1981r.


Edyta Krajewska: Z JAKIEGO POWODU ZOSTAŁ PAN INTERNOWANY? Mirosław Augustyn: Z powodu działalności przede wszystkim w Solidarności i w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Karolina Paluch: W JAKICH CODZIENNYCH SYTUACJACH, W CZYM SZCZEGÓLNIE, PRZESZKADZAŁ STAN WOJENNY W OKRESIE INTERNOWANIA? M.A: To były jakby dwie fazy. Jedna faza, kiedy władzom komunistycznym wydawało się, że mogą sobie pozwolić na wiele, bardzo rygorystycznie przestrzegano regulaminu pobytu w ośrodku internowania, który był regularnym więzieniem, więc stosowano metody traktujące internowanych jak zwykłych więźniów,stwarzało to wiele sytuacji konfliktowych. K.P: WIEDZIAŁ PAN,CO GROZI ZA SPRZECIWIENIE SIĘ WŁADZY? M.A: Oczywiście, że tak. Każdy miał świadomość, że władza jest nieobliczalna. Wiadomo było, że się ryzykuje nawet utratą studiów, już nie mówiąc o takich sytuacjach,jak na przykład znany wam przypadek Pijasa, który w Krakowie został zamordowany przez SB . Sandra Afek: CZY MIELIŚCIE PAŃSTWO, PAŃSKA ŻONA I PAN, WSPARCIE ZE STRONY KOŚCIOŁA? M.S: Tak. Wsparcie na pewno nie tylko kościoła, ale przede wszystkim przyjaciół, znajomych i tych, którzy nie zostali internowani. Starali się pomagać jak tylko mogli. S.A: CZY CZYTAŁ PAN PODZIEMNĄ GAZETĘ, TAK ZWANĄ "BIBUŁĘ"? M.A: Przed internowaniem wręcz uczestniczyłem w jej tworzeniu, więc również czytałem. K.P: CZY JAKAŚ SZCZEGÓLNA SYTUACJA, ZARAZ PO INTERNOWANIU, ZAPADŁA PANU W PAMIĘCI?



M.A: Pierwszy dzień, kiedy nas zwozili do tego ośrodka w Gębarzewie. Jechaliśmy tzw. "suką", taką budą, w której nie ma okien, był tylko taki wywietrznik w dachu. Jak udało nam się go uchylić, to byliśmy w stanie się zorientować, w którą stronę jedziemy. Wszyscy zaczęli podejrzewać, że zawożą nas do Powidza, gdzie było lotnisko wojskowe. Baliśmy się, że nas wywiozą. W pierwszych dniach w  Gębarzewie trafiłem do izolatki. A izolatka, muszę powiedzieć, wyglądała jak cela 2 na 3. Dodatkowo były jeszcze kraty w oknach i przy wejściu. Możliwość ruchu była prawie całkowiecie ograniczona. Jeśli się chciało skorzystać z toalety, to trzeba było zawołać tak zwanego "klawisza", żeby otworzył wewnątrz tej celi kraty. S.A: JAK DOWIEDZIAŁ SIĘ PAN O WPROWADZENIU STANU WOJENNEGO, Z TELEWIZJI CZY RADIA? M.A: Ani z telewizji, ani z radia. Nas wtedy internowano i robiono to w różny sposób. Niektórym wyłamując drzwi, niektórzy zdążyli je otworzyć, zanim oni to zrobili i drzwi zostały tylko lekko nadłamane, ale ten proces internowania już się rozpoczął około godz. 11 poprzedniego dnia, czyli dwunastego.Dowiedzieliśmy się o tym dopiero z takiej szczekaczki więziennej już w Gębarzewie. E.K: CZY UWAŻA SIĘ PAN ZA SZCZĘŚCIARZA, W KOŃCU POMIMO TAMTYCH ZDARZEŃ RADZIŁ SOBIE PAN W ŻYCIU? M.A: Tak, po takich zdarzeniach bardziej się ceni życie. Jak się przetrwało komunę, widziało z bliska stan polskiej gospodarki,realia choćby lat 70-tych, a potem przeżyło stan wojenny i biedę lat 80-tych, to w wolnej europoejskiej Polsce widzi się różnice. Ten świat naprawdę inaczej smakuje. S.A: CZY MUSIAŁ PAN TEŻ PODPISAĆ TZW. LOJALKĘ? M.A: Nikt nie musiał jej podpisać, tylko należało mieć świadomość tego, co się robi. Proponowano podpisanie lojalki właściwie wszystkim, niektórzy się decydowali, bo byli zastraszani. Podpisanie tego dokumentu miało znaczenie propagandowe, w ten sposób pozbywano się ewentualnej opozycji. K.P: MYŚLI PAN, ŻE W CZASACH KIEDY ZAGROŻONA JEST WOLNOŚC OSOBISTA LUDZIE SZUKAJĄ POMOCY W KOŚCIELE? M.A: Jak mówi porzekadło :"jak trwoga to do Boga” , pewnie coś w tym jest…Bo taka jest ludzka natura, że  szuka się wsparcia, chociaż często takiego mistycznego i trochę irracjonalnego. Na pewno w latach 80- tych Kościół odgrywał bardzo pozytywną rolę. Był on organizacyjnie świetnie



przygotowany, np. salki katechetyczne wykorzystywano jako miejsca spotkań opozycji. Pomagał on także charytatywnie. Na pewno w tych czasach rola Kościoła była bardzo znacząca. K.P: KIEDY PAN WYSZEDŁ Z ,,WIĘZIENIA” W GĘBARZEWIE? M.A.: 28 kwietnia, w dość dużej grupie, bo zwolniono wtedy ok.40 % internowanych. Mnie zawieziono prosto do szpitala, bo ten pobyt na internowaniu żle wpłynął na moje zdrowie, szczególnie na uklad nerwowy. Tamte codzienne sytuacje potrafiły zestresować, na przykład, kiedy spaliśmy, strażnik przejeżdżał prętem po kratach naszej celi, czasem wyrzucano nas na korytarz i stosowano tzw. kipisz S.A: CO PAN MYŚLI O CENZURZE W TAMTYM OKRESIE? M.A: Cenzura była skuteczną formą ograniczenia dostępu do informacji. Jest mnóstwo anegdot dotyczących cenzury…Gdy organizowałem studencki rajd, potrzebne były mi materiały, np. piosenki do śpiewania, zabawy o charakterze poetyckim, coś w rodzaju informatora radiowego, który też musiał zgodnie z tamtymi przepisami mieć akceptację cenzury, więc trzeba było pójść do cenzora a on nawet poprawiał takie śmieszne teksty rajdowe, m.in."szedł Stasiu na rajd i wziął dwie kanapki, bo na trzecią nie było go stać”, niewyobrażalne, ale zdanie "na trzecią nie było go stać" wykreślono, tak na wszelki wypadek. E.K: A CZY MYŚLI PAN, ŻE MŁODZIEŻ W DZISIEJSZYCH CZASACH POTRAFIŁABY, TAK JAK PAN, WALCZYĆ? M.A: Myślę, że tak. Nie uważam, że dzisiejsza młodzież jest zepsuta, że w głowie im tylko ciuchy, piwo i piłka nożna…Myślę, że dalibyście sobie radę. Młody człowiek jest trochę nieobliczalny i chce się wykazać, często nie kalkuluje do końca ryzyka zagrożenia. My wiedzielismy od pooczatku, że nie zapiszemy się do SZSP (Socjalistyczny Związek Studentów Polskich ), ani do ZSMP(Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej), ani do Towarzystwa przyjaźni polsko- radzieckiej. Nie przystąpiliśmy też do PZPR (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza)…Myślę, że nie poszlibyście na łatwiznę, stanęlibyście na wysokości zadania. Im człowiek jest młodszy, tym jego poglądy są klarowniejsze. Młodość jest gotowa do poświeceń. Problemy zaczynają się, gdy mamy rodzinę i martwimy się o jej przyszłość… To chyba wyjaśnia, dlaczego inni podpisywali lojalki. Boże Narodzenie w Japonii... Gambatte Święta!
Kolęda „Cicha Noc” zapisana w japońskiej hiraganie


Święta Bożego Narodzenia (Kurisumasu) nie należą bynajmniej do japońskiej tradycji, ale oczywiście znają je wszyscy Japończycy. Już od połowy listopada wszystkie sklepy, hotele, restauracje, stacje kolejowe i lotniska w Japonii są uroczyście przystrajane lampkami,sztucznymi sosnowymi wieńcami, kołyszącymi się w sankach Mikołajami i aniołkami dmącymi w trąby. Popularność tego szczególnego czasu w Kraju Samurajów jest dość zaskakująca. Przepychem dorównuje Walentynkom i Halloween. Nieznajomość religijnego znaczenia Świąt zupełnie tutaj nie przeszkadza, bo Japończycy z charakterysty- cznym dla siebie indywidualizmem przerobili wszystko na swój sposób. Jak widać bóstwa buddyjsko- - shintoistyczne nie mają nic przeciwko temu, by obok nich pojawił się Św. Mikołaj, Jezus, Matka Boska czy Aniołowie. Bożego Narodzenia nie obchodzi się jak u nas – rodzinnie, O północy w Paryżu... ...spotkajmy się w kinie



przy jednym stole, razem z najbliższymi osobami. Jest to taka sama okazja, jak wspomniane wcześniej Walentynki. Rodzice wracają do domu z pracy (w Japonii nie jest to dzień wolny) i robiąc codzienne zakupy, dorzucają do koszyka kurismasu keeki (christmas cake) – bardzo słodkie, tortowe ciasto z tonami kremu i grubą warstwą czekolady oraz drobne prezenty dla dzieci. Świętują głównie ludzie młodzi i to oni przeważnie napędzają komercyjną machinę, kupując prezenty, rezerwując miejsca w hotelach i restauracjach. Tak oto typowo chrześcijańskie święto wkradło się w serca obywateli Nipponu i stało się częścią ich życia – szansą na odnowienie więzi ze swoimi rodzinami, jak i pobudzenie nadziei na osobiste szczęście. Tak więc: GAMBATTE ŚWIĘTA! („gambaru”: popularny japoński czasownik, zachęcający inną osobę do wykonania trudnego zadania). Mephisto Pheles Woody Allen znów zachwyca swoją wyobraźnią! Charakterystyczna jest dla niego nutka ironii zgrabnie wplątana w fabułę i poczucie humoru. Jego najnowszy film „O północy w Paryżu” miał premierę 26 sierpnia, lecz można go oglądać o każdej porze roku. Głównego bohatera, Gila, zagrał Owen Wilson. Wcielił się w rolę pisarza, który przez przypadek przenosi się do pierwszej połowy XX wieku. Poznaje tam znane postaci, które wówczas przebywały w Paryżu.Sam Ernest Hemingway zaprowadził Gila do Gertrude Stein, aby oceniała jego książkę. Adrien Brody i Kathy Bates doradzają mu w sprawach sercowych. Gill zakochuje się w zmysłowej Adrianie. Film czaruje pięknym wizerunkiem Paryża i bije rekordy oglądalności od lat! Polecam! Marysia & Julia TOP 5  Świąteczne piosenki
Święta już za pasem, sklepy rozpoczęły promocje, a radia i stacje muzyczne znów grają wszystkim znane piosenki świąteczne.


Bing Crosby i jego "White Christmas'" (znane nam już od niemal siedemdziesięciu lat!) nadal wywołuje świąteczną nostalgię. Słuchając tej piosenki, trudno nie poddać się atmosferze Świąt. Na ważnym miejscu plasuje się także przebój popularnej artystki Mariah Carey "All I Want For Christmas Is You", który jest równocześnie jednym z jej największych przebojów. Utwór ten przez długi czas zajmował najwyższe miejsca w rankingach singli w niemalże wszystkich krajach. Jedna ze scen kultowego filmu "Kevin sam w domu", uwieczniła na długie lata kolejny świateczny przebój "Rockin' Around The Christmas Tree" Brendy Lee - nagrała ona ten utwór, mając zaledwie trzynaście lat. Sam John Lennon powiedział o pani Lee :'She has greatest rock and roll voice of them all' (Ona ma najwspanialszy rockandrollowy głos z nich wszystkich). Natomiast kultowe "Last Christmas", już nieistniejącego zespołu Wham,rozbrzmiewa we wszystkich domach i centrach handlowych w okresie Bożego Narodzenia. Święta bez tej piosenki dla wielu osób mogą nie być kompletne. Pozostaje jeszcze napisać o utworze autorstwa Johna Lennon'a i jego żony Yoko Ono "Happy Xmas (War Is Over)".Utwór powszechnie uznawany jest za świąteczny , ale tak naprawdę dotyczy wojny w Wietnamie. Tekst był częścią kampanii prowadzonej przez Yoko i Johna , która polegała na umieszczeniu napisu na plakatch w 11 miastach świata (m.in Nowy Jork, Rzym, Tokio, Ateny, Amsterdam i Toronto),który brzmiał: "WAR IS OVER! (If You Want It) Happy Christmas from John and Yoko". Możemy mieć 100% pewności,że każdy z tych utworów zabrzmi w naszych odbiornikach radiowych , czy w telewizji i to nie tylko w tym roku,ale także w kolejnych, ponieważ wszystkie są nieodłącznym elementem Bożego Narodzenia. A.A.A/P.E.M Opowieść przedświąteczna...



Ze snu wyrwały mnie promienie słońca wpadające do pokoju przez lukę w okiennych zasłonach. Przeciągnęłam się, wstałam z ciepłego, wygodnego łóżka i wsunęłam stopy w miękkie kapcie, aby wejść do salonu, w którym od razu można było wyczuć świąteczny nastrój. Od progu przywitała mnie pięknie przyozdobiona choinka, a w powietrzu wyczułam zapach świeżo upieczonych pierniczków. Pijąc poranną kawę, przegryzaną jednym ze świątecznych ciastek, wyjrzałam przez okno. W końcu wyczekiwany przez cały rok śnieg zawitał w moim ogrodzie, oblepiając szczelnie wszystko, co się w nim znajduje. W pośpiechu ubrałam ciepły płaszcz i owinęłam szyję grubym szalem, wyszłam na ulicę i udałam się w stronę najbliższego centrum świątecznego. Od samego wejścia rozglądam się za prezentami dla najbliższych osób, jednak trudno było mi się skupić, bo otaczały mnie ze wszystkich stron świąteczne dekoracje. Z każdego sklepu uśmiechał się Święty Mikołaj lub anioł, z sufitu zwisały pęki jemioły,a zewsząd słychać było świąteczne piosenki, które wszyscy doskonale znamy i po cichu nucimy. Udałam się do najbliższego sklepu z zabawkami. Szukałam wymarzonych prezentów, które



znajdą się pod choinką w Wigilijny Wieczór. Zmęczona moimi poszukiwaniami, wyszłam z centrum na obsypaną białym, miękkim puchem ulicę. Z uśmiechem przebiegłam pięknie oświetloną drogą, trzymając w dłoni kubek z gorącą kawą. Nic nie mogłoby zepsuć mi świątecznego nastroju - pomyślałam. Mijałam zakochane pary pochowane w ciepłych, przytulnych kawiarenkach, starsze panie, które z zapałem poszukują zabawek dla swoich ukochanych wnucząt i roześmiane grupki przyjaciół obrzucające się śniegiem. Pozbywam się resztek śniegu, które jeszcze chwilę temu szczelnie oblepiały podeszwy butów, zamykam za sobą drzwi i ściągam płaszcz. Od progu słyszę kolędy, a w nozdrza wkrada się subtelny, wprost wypełniony świątecznym aromatem zapach. Znajome mrowienie policzków wskazywało na to, że temperatura pokojowa powoli eliminuje skutki oddziałowywania na mnie mroźnego, zimowego powietrza. Nie przekroczyłam nawet progu dużego pokoju, kiedy nie wiadomo skąd wybiegła moja młodsza siostra, obejmując wątłymi ramionami okolice moich ud – ponieważ tylko tam sięga.  Wysłałaś już list do Świętego Mikołaja? Mam nadzieję, że tak, bo mój już zniknął…na pewno byłoby Ci przykro, gdyby Gwiazdor pominął twoje prezenty – powiedziała z dobrze wyczuwalną nutką trwogi w głosie. Muszę przyznać, że widok tej ufnej, zupełnie bezbronnej i przyciśniętej do moich nóg istotki wywołał we mnie falę poruszenia? Tak, z pewnością poczułam coś podobnego. Pochyliłam się więc i zamknęłam siostrzane ramiona w delikatnym uścisku.  Nie martw się, napisałam list już dawno i na pewno Mikołaj go nie pominął – odpowiedziałam poważnym głosem, mimowolnie się uśmiechając. Oczy dziewczynki rozwarły się nieznacznie, ukazując całą gamę pozytywnych uczuć, które prawdopodobnie kłębiły się teraz w jej mizernym ciałku.  No dobrze, to teraz mogę być spokojna. Chodź, zobaczymy, co z ostatnią partią pierników! – zarządziła, chwytając moją dłoń i ciągnąc w stronę kuchni. „Te święta będą niezapomniane…” pomyślałam.  Jak zawsze...- dodał ktoś trzeci... Gabi & Jagoda Poznań vs. Warszawa, czyli wielka bitwa sylwestrowa.
Pojedynek dwóch stolic, czyli która oferta sylwestrowa jest bardziej atrakcyjna?


W tym roku na Placu Wolności w Poznaniu odbędzie się koncert, podczas którego wystąpią gwiazdy, takie jak: Małgorzata Ostrowska, Paweł Stasiak wraz z Papa D., Grzegorz Markowski z zespołem Perfect oraz amerykańska grupa R&B Londonbeat. Przewidywany jest też występ gwiazdy niespodzianki, której tożsamości nie chcą zdradzić jeszcze organizatorzy koncertu. Tematem przewodnim imprezy będą lata 80-te, a poprowadzi ją dziennikarz Marek Sierocki. Na placu zamontowanych zostanie ponad 100 punktów oświetleniowych, a do tego kurtyny i ekrany ledowe o wymiarach ponad 50 m kw. Organizatorzy zapewniają, że dzięki nagłośnieniu usłyszymy muzykę w każdym miejscu placu. Impreza "pod chmurką" rozpocznie się o godzinie 20 00, później tak, jak w poprzednich latach, punktualnie o godzinie 00:00 będziemy mogli obejrzeć pokaz sztucznych ogni, którego koszt wyniesie około 2 tys. złotych. Ciekawe, jaką sumę zapłaci miasto za zorganizowanie całej zabawy, biorąc pod uwagę kryzys i fakt, że prezydent Poznania zamierza ciąć teraz koszty. W Poznaniu można też znaleźć mnóstwo ofert balów sylwestrowych. Średnia cena takiej zabawy to ok. 200 zł za osobę. Tymczasem w Warszawie zbliża się wielkimi krokami "Sylwestrowa Moc Przebojów". Na scenie rozbłysną gwiazdy, takie jak: Ania Wyszkoni, Norbi, Dżem, discopolowy zepsół Boys, Kora, Iwona Węgrowska, Golec uOrkiestra oraz uczestnicy polsatowego programu "Must Be The Music". Koncert poprowadzą Krzysztof Ibisz, Kasia Cichopek, Paulina Sykut - Jeżyna i Agata Młynarska. Wydawać by się mogło, że Warszawa, z racji tego, że jest ogromnym miastem, będzie proponować najdroższe zabawy i bale sylwestrowe. Nic bardziej mylnego. Przeglądając różnego rodzaju oferty, można znaleźć wiele propozycji, ceny wahają się już od ok. 100-150 zł do ok. 250 zł od osoby, a jest jeszcze wiele wolnych miejsc. Miłej zabawy :) Dominika Łyczykowska i Jan Pyska "Zawsze chciałem pokazać szerszemu gronu ludzi to, co robię..."
Fot. AKPA kultura.dziennik.pl


Rozmowa z Tomkiem Dolskim, skrzypkiem, który zdobył III miejsce w programie rozrywkowym - Must Be The Music. Marysia Stańczewska: Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Tomek Dolski: Przygoda z muzyką zaczęła się 10 lat temu. Moja siostra przyniosła podanie ze szkoły muzycznej do domu, sama grała już na pianinie, więc wraz z rodzicami wybraliśmy skrzypce. A dokładnie siostra wybrała mi skrzypce. Chciała, żebyśmy kiedyś mogli grać razem. Tak też się stało. Razem gramy teraz koncerty w całej Polsce, jak i za granicą, gramy muzykę poważną i rozrywkową. MS  Początki były trudne, czy nauka przyszła Ci raczej łatwo? TD Początki były bardzo trudne, ponieważ nie bardzo rozumiałem, co robię, gdy zaczynałem grać, miałem 7 lat. Kiedy koledzy mieli czas wolny, ja musiałem popołudniami jechać do szkoły muzycznej i ćwiczyć. Trwało to jakiś czas. Na 3 roku szkoły muzycznej I stopnia miałem ochotę już



zrezygnować. Mama powiedziała mi wtedy, abym skończył ten rok honorowo, a nie przerywał w połowie. Wtedy zacząłem poświęcać więcej czasu grze, przynosiło to rezultaty, postanowiłem, że nie rzucę szkoły. Właśnie wtedy pomału zaczęła przychodzić miłość do muzyki. Na 1 roku 2 stopnia szkoły muzycznej coś we mnie drgnęło i zacząłem grać muzykę rozrywkową. Miałem dość drwin ze strony kolegów, że gram na nudnym starym instrumencie. Pokochałem muzykę elektroniczną i od tamtego czasu zaczęła ona dla mnie wiele znaczyć. W tej chwili nie wyobrażam sobie mojego życia bez muzyki, zajmuje ona 90% mojego czasu. MS  Ile mniej więcej czasu w tygodniu poświęcasz grze? TD  Staram się dziennie ćwiczyć 2 godziny. Ważne jest to, by ćwiczyć chociaż 1 godz. dziennie, a nie np. co dwa dni,bo efekt jest wtedy gorszy. MS  Komponujesz swoje własne utwory? TD  Tak, komponuję. Mam w tej chwili sześć własnych kompozycji, które są już gotowym materiałem na moją pierwszą debiutancką płytę. MS  Czym był dla Ciebie udział w Must Be The Music? TD  Zawsze chciałem pokazać szerszemu gronu ludzi to, co robię. Moim głównym celem było to, aby udowodnić ludziom, że skrzypce wcale nie są nudnym instrumentem, a muzyka poważna wcale nie musi być nudna, ponieważ każdy człowiek jest w stanie ją zrozumieć, tylko każdemu trzeba ją inaczej przedstawić, stąd też pomysł na aranżację techno utworu „Lacrimosa” W. A. Mozarta. Udział w programie był dla mnie olbrzymią szansą, pokazałem się szerszej publiczności i osiągnąłem swój cel: przekonałem moich rówieśników do muzyki skrzypcowej. To jest piękne, że mogę się realizować w tym,co kocham i sprawiać radość ludziom swoją muzyką. MS  Spodziewałeś się tego,że zajdziesz tak



daleko? TD  Dla mnie najważniejsze było to, żeby dać z siebie wszystko i zrobić swoje. Dlatego na każdym etapie starałem się oddać całkowicie muzyce. Nie myślałem wtedy o tym czy przejdę dalej, czy nie. MS  Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas pierwszego występu na żywo? TD  Mieliśmy dwa dni prób na scenie przed emisją każdego odcinka na żywo. Pierwsze zetknięcie się z tą olbrzymią sceną było niebywale trudne. Był to ogromny stres, później już podczas głównego występu nie miałem takiej tremy, bo byłem obyty z tą sceną. MS  Co program zmienił w Twoim życiu? TD  Gram teraz koncerty w całej Polsce, a także za granicą, realizuję się. Spełniam marzenia i moje życie jest bardziej barwne. Kiedy gdzieś jadę, to bywa tak, że ludzie mnie rozpoznają i proszą o autograf lub wspólne zdjęcie, co jest bardzo miłe, ponieważ wtedy wiem, że to, co zrobiłem, zostało docenione i że to, co robię, ma sens. MS  Jakie masz plany na przyszłość? TD  Najbliższa przyszłość to nagranie płyty, dalsza to zdanie matury i ukończenie studiów muzycznych. MS  Jakbyś opisał siebie w trzech słowach? TD  Rozmowny, z poczuciem humoru, kochający muzykę. MS  Dziękuję. To się ogląda!
Nudzisz się ? Szukasz sposobu na jesienną chandrę ? Chcesz choć na chwilę oderwać się od szarej rzeczywistości ? Włącz telewizor lub komputer i obejrzyj serial z naszej listy.


„Misfits” to stanowczo jeden z najbardziej oryginalnych i zaskakujący seriali, jakie udało mi się obejrzeć tej jesieni. Widzowie często porównują go do uwielbianych przez młodzież „Herosów” i „Skinsów”, co uważam za trafne. Bohaterami tej brytyjskiej produkcji są młodociani przestępcy, którzy wykonują prace społeczne. W wyniku wyładowania atmosferycznego otrzymują niezwykłe moce, które jak się później okazuje, są swego rodzaju przekleństwem. Kelly, agresywna chav* z charakterystycznym akcentem, zaczyna słyszeć myśli innych ludzi, atrakcyjna i uwodzicielska Alisha może pobudzać ludzi do seksualnej gorączki za pomocą jednego dotyku, były sportowiec Courtis cofa się w czasie, Simon, czyli najbardziej tajemnicza postać, może stawać się niewidzialny, a przezabawny Nathan wydaje się niewzruszony burzą i usilnie próbuje odkryć swoją nadprzyrodzoną umiejętność. „I fookin' luv ya!”** Bohaterowie mimo różnorodnych osobowości zaprzyjaźniają się ze sobą, choć początki były bardzo trudne. Przyznam jednak szczerze, że ja również nie polubiłam wszystkich od razu. Przykład? Kelly wraz z  jej drażliwym akcentem, stylem i złowrogim nastawieniem sprawiała, że miałam ochotę wyrzucić laptop za okno. Jednak z każdym kolejnym odcinkiem poznajemy postacie na nowo – dowiadujemy się, co zrobili, czego żałują, co chcieliby



zmienić. Po jakimś czasie każdy może utożsamić się z jednym bohaterów, bo mimo supermocy nadal są nastolatkami i dręczą ich codzienne problemy. „Save me  Barry!”*** Ogromną zaletą serialu jest tempo akcji i budowane napięcie, dzięki czemu widz nie jest w stanie usnąć przed ekranem. Rzecz jasna, pojawiają się też postacie drugoplanowe, które wprowadzają naszych bohaterów w ogromne kłopoty. Czarny i ironiczny humor, który stał się nieodłączną częścią tej produkcji, na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Tak samo będzie z ciągłymi wygłupami, wulgaryzmami i podtekstami na tle seksualnym. Mimo wszystko, nie wyobrażam sobie filmu bez tego, ze względu na wiek postaci -  kto w młodości nie zachowywał/wuje się jak oni? Bawi mnie specyficzny humor Nathana, który być może nie spodoba się osobom starszym. „The city bereathing.The people churning.”**** Kolejnym ogromnym plusem jest soundtrack. Nie brak w nim, rzecz jasna, brytyjskich kapel, ale znajdzie się też miejsce dla największych hitów ostatnich lat i kilku perełek, które wciągają od pierwszych dźwięków, np. czołówka, która nie zmienia się w kolejnych sezonach. Jedyną wadą dla niektórych może być ilość odcinków ( 1 sezon – 6 , 2 – 7, trzeci jest aktualnie emitowany, ale planowanych jest aż 8 ), ale dzięki temu nie mamy do czynienia z przeciaganiem danego wątku na siłę. Mam nadzieję, że zachęciłam Was, a przede wszystkim miłośników Wielkiej Brytanii, makabrycznego humoru i science fiction do oglądania, bo naprawdę warto. *chav - pogardliwie: dres, dresiarz (potocznie) **  "I fookin' luv ya!" - najbardziej rozpoznawalny tekst Kelly *** "Save me  Barry" - tekst Nathana do Simona **** - fragment tekstu piosenki z czołówki serialu Marta Gorączka rymów
Mowa o "Terrorym Fever 2",  czyli o festiwalu dla miłośników muzyki rap.


Impreza odbyła się 5 listopada na MTP w Poznaniu. Jest to druga edycja eventu spod szyldu Slums Attack. Peja i DJ Decks zapewnili uczesnikom wiele godzin dobrej zabawy pod sceną przy rapie na najwyższym poziomie. RePreSentanci Na scenie wystąpili wszyscy reprentanci z wytwórni Peji - RPS Enterteyment tj. Kobra, który zaprezentował swój materiał z "Na żywo z miasta grzechu", Gandzior z "Gorącymi Wersami", Vixen, potrafiący "Rozpalić tłum". Wystąpił także najmłodszy członek stajni RPS - Śliwa, który zagrał utwory z najnowszej płyty, która ukaże się w przyszłym roku - "Pełen etat". Także syntetycznie i hardkorowo Na Terrorym Fever pojawił się także kolejny przedstawiciel poznańskiej sceny - Paluch. Zagrał on swój najnowszy projekt  "Syntetyczna Mafia". To nowatorskie, newschoolowe, syntetyczne brzmienia, które nie wszyscy lubią, ale pod sceną wszyscy doskonale bawili się przy rapie Palucha. Ponadto zagrał RY23, który świetnie rozruszał publikę przy swoim hardkorowym rapie z płyty - "Uliczny folklor", a także zaprezentował kawałek premierowego albumu. Nie tylko Poznań... Poza raperami z Poznania festiwal uświetnili także wykonawcy z innych miast. Do Poznania zjechali reprezentanci brudnych brzmień (crunku), czyli ekipa z Torunia PTP, a także białostocka Fabuła. Oprócz nich zagościł także Kubiszew z Wrześni oraz Kali z Krakowa. Na koniec koncertu wystąpiła gwiazda, na którą czekali chyba wszyscy. Osoba, która słynie ze swojego doskonałego rapu oraz freestyle'u - O.S.T.R. Publika wprost oszalała, kiedy około godziny 0:30 pojawił się i zagrał swój koncert. ... i nie tylko Polska Swój koncert dali nie tylko polscy wykonawcy. Główną atrakcją festiwalu był występ aż czterech wykonawców zza oceanu! Jako pierwszy pojawił się J Cab, który rozgrzał publiczność swoimi kawałkami, a także próbował mówić po polsku ;). Kolejnym zespołem, który zagrał, był Cali Agents z Kallifornii. Zaprezentowali oni muzykę ze swoich wszystkich płyt - od "How the West Was XXV LO im.Generałowej Jadwigi Zamoyskiej
Flash dobrek


One" do "Close to cash pt.1". Po Agentach pojawił się Lil Dap, członek znanej grupy z USA - Group Home. Zagrał najlepsze numery ze swoich wszystkich albumów. Pod koniec imprezy wystąpił rapper, który także zagrał na Redukacji (nowej płycie Slums Attack) tj. Jeru The Damaja, członek legendarnej formacji GangStarr Foundation. Uświetnił on festiwal swoimi kawałkami, a finiszował utworem "Oddałbym" wraz z Peją i Ostrym. Było gorąco 5 listopada z pewnością zapadanie fanom rapu w pamięci. Wszyscy doskonale bawili się przy muzie w różnych stylach, zarówno polskich, jak i zagranicznych rapperów. Teraz pozostaje nam tylko czekać na trzecią edycję festiwalu, który już stara się przygotowywać Peja. Krychu *III Europejskie Spotkanie Młodzieży (wrzesień) *Wybory Przewodniczącego Rady Samorządu Uczniowskiego (wygrała Magdalena Prymula z klasy IId, wrzesień) *Wymiana polsko- litewska ( Soleczniki, październik) *Dzień Patronki, wręczenie Jadwisiek 2011 (październik) *Otrzęsiny pierwszych klas (wygrała klasa I d, październik) *Spotkanie z Panem Prezydentem RP B.Komorowskim w UAM (październik) *Warsztaty dziennikarskie w WSNHID z Jarosławem Kuźniarem, dziennikarzem TVN 24  oraz dziennikarzami: GW Lechem Bojarskim i Aleksandrą Przybylską(październik,listopad,grudzień) *Zbiórka żywności, zabawek i pieniędzy dla Rodaków na Ukrainie (listopad) Gigabajty bzdur.
"...Jesteśmy odważni, ciekawi, radośni, łatwo nawiązujemy przyjaźnie, mamy setki znajomych, ciekawe przeżycia… ale na ile jesteśmy prawdziwi,na ile w internecie jesteśmy sobą?..."


Bo „… cały nasz dialog to gigabajty bzdur…”. Większość relacji dzisiejszej młodzieży opiera się na rozległych możliwościach internetu i choć nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, to może poważnie wpływać na nasze bezpośrednie spotkania z  ludźmi. Czy jest ktoś, kto się nie zgodzi z tezą, że przez łącze internetowe łatwiej mówić o sobie? Choć nie da nam to poczucia bliskości drugiej osoby, to potrafimy otworzyć się na kogoś, o kim nie wiemy nic. Czujemy się anonimowi i bezkarni. Możemy wszystko. Kochać, krytykować, nienawidzić, uwielbiać albo po prostu być. Ale czy internet i wirtualne przestrzenie potrafią pokazać nam, że jesteśmy? Czy nie lepiej być dla innych w realnym świecie? W końcu rozmowa polega na wyrażaniu swoich uczuć, opiniii również poprzez gesty, mimikę twarzy i ciała oraz ton głosu, czego niestety nie da się zrobić przez internet. Niejaką pomocą są dla nas emotikony, jednak nawet i one nie oddadzą spojrzenia w oczy drugiemu człowiekowi. Słowo napisane nie może równać się ze słowem wypowiedzianym. Wszystkie portale społecznościowe, chaty i blogi dają nam poczucie odwagi i bezpieczeństwa. Zasiewają w nas ziarno egoizmu oraz nawyk do stawiania swojej osoby przed innymi. Jesteśmy odważni, ciekawi, radośni, łatwo nawiązujemy przyjaźnie, mamy setki znajomych, ale na ile jesteśmy prawdziwi? Na ile w internecie jesteśmy sobą? Możemy pisać i wymyślać, co tylko chcemy. Nikt nie będzie sprawdzał naszej wiarygodności. Możemy tworzyć swój wymarzony świat, który zamyka przed nami perspektywy tego prawdziwego. Zatapiamy się w rozmowach bez uczuć, życiu bez wspomnień i świecie bez przyszłości. Jedyną prawdziwą przyszłością są ludzie w realnym świecie. Kto jest dla Ciebie ważniejszy,  koledzy, których spotykasz każdego dnia, czy ludzie, których prawdopodobnie nie spotkasz nigdy? Kuroi Akumo~ Gadżety - czy warto inwestować?
Wygląda jak szyba o lekko zielonkawym zabarwieniu, a w rzeczywistości to dotykowy, ciekłokrystaliczny ekran, z możliwością podłączenia go do komputera.


Technika z każdym dniem idzie naprzód, każde kolejne odkrycie powoduje serie następnych, ten proces następuje jak lawina zasypująca nas dzień w dzień różnymi niespodziankami, które z założenia mają pomóc, ułatwić życie. Jednakże część z nich stanowią jedynie "bajery", gadżety, które na chwilę obecną nie są ani trochę konieczne, a i nie zawsze przydatne. Racja, taki aparat, który robi zdjęcia w 3D, oczywiście fajna sprawa, ale co komu po takim aparacie (którego cena waha się w okolicach 1100zł) jeżeli, aby czerpać radość z oglądania tychże zdjęć z głębią trzeciego wymiaru, potrzebny jest kolejny sprzęt, na którym można wyświetlić te zdjęcia w 3D. Natomiast koszty takiego monitora 3D to kolejne trzy- cztery tysiące nowych polskich złotych. Dopada wtedy myśl: po co to komu? Dlaczego wydawać taką masę pieniędzy na coś, co jest w tej chwili wymysłem, zachcianką, zupełnie niepotrzebną i do tego kosztowną. Podejrzewam, że z czasem ulegnie to zmianie, biorąc pod uwagę fakt, iż w ostatnim roku powstał prototyp urządzenia, które wygląda jak szyba o lekko zielonkawym zabarwieniu, a w rzeczywistości to dotykowy, ciekłokrystaliczny ekran, z możliwością podłączenia go do komputera. "Szyby" takie mają być montowane w samochodach, ażeby dzieci, na przykład podczas długich podróży,mogły się czymś zająć, a kiedy już się zmęczą - będzie można sprawić, że ekran stanie się całkowicie nieprzezroczysty niczym roleta. Ciekawe... Coraz bardziej popularne stają się dzisiaj tablety, które powoli zaczynają wypierać netbooki i laptopy z rynku, między innymi dlatego, że istnieje możliwość zakupu stacji dokującej do takiego tabletu, w którą wbudowana będzie klawiatura, co razem utworzy coś w rodzaju laptopa. Tak naprawdę gadżety z dnia na dzień są coraz bardziej "odjechane" , szkoda, że nie coraz tańsze... arturo Bądź zawsze dobrze przygotowany, bo nigdy nie znasz swojego przeznaczenia... ...najważniejsze w sytuacji, kiedy zastały nas złe warunki, bądź nieplanowany biwak, jest myślenie...
Kryzysowy poradnik survivalowy...


Coraz wiecej osób spędza aktywnie wolny czas, zimą jednak warunki pogodowe mogą zaskoczyć nieprzygotowanych turystów, zatem warto znać podstawowe zasady przetrwania, szczególnie teraz, gdy poogoda zmienia się szybciej, a to powoduje większe zagrożenie dla życia człowieka. Zawsze warto mieć przy sobie: termos z ciepłą herbatą, skarpety na zmianę,nóż lub scyzoryk, zapalniczkę,coś do zjedzenia o wysokiej wartości energetycznej. Bardziej zaawansowani zdobywcy gór powinni zaopatrzyć się w  łopatę lawinową,sondę i detektor. Mimo wszystko, najważniejsze w sytuacji, kiedy zastały nas złe warunki, bądź nieplanowany biwak jest myślenie, nic nie zastąpi nam najważniejszego "sprzętu", jakim ludzki umysł. JEŚLI WIEM, ŻE PRZETRWAM, TO PRZETRWAM!!! W sytuacjach kryzysowych najważniejsze jest szybkie



rozpoznanie sytuacji i podjęcie odpowiednich kroków, w celu zapewnienia sobie bezpiecznego i komfortowego noclegu. Jeżeli doszło do tego, że jest już ciemno, to mamy dwa wyjścia. Jeśli posiadamy latarkę (czołówkę), możemy kontynuować wędrówkę, jeśli tylko nie zagraża to zdrowiu bądź życiu. Wybierając tę opcję, powinniśmy szczególnie zwracać uwagę na to, czy nie jesteśmy narażeni na ewentualne zejścia lawin. Jeżeli ocenimy, że szlak jest bezpieczny, to nie możemy dopuścić do nadmiernego spocenia. Przepocenie jest równoznaczne z hipotermią, której można ulec już przy temp +4C. Podczas schodzenia, co 100m, temperatura podnosi się o kilka stopni (wyjątkiem jest np. dolina miedzy szczytami, gdzie zbiera się zimne powietrze.) Jeśli dojdzie się do linii drzew, możliwe staje się rozpalenie ognia i  wysuszenie ubrania. Jeśli natomiast nie zdecydujemy się na dalszą wędrówkę, powinniśmy poszukać schronienia najlepiej na stoku wschodnim, ponieważ od samego rana będzie nas ogrzewało słońce. Schronienie można stworzyć, wykopując jamę śnieżną. Do wykonania takiego schronienia potrzebny jest dość duży nakład pracy (ułatwić ją może łopata lawinowa.) Wykopanie jamy w sprzyjających warunkach zajmuje ok 30min. Jej wymiary powinny być o 0,5m dłuższe niż nasz wzrost, szerokość to 1,6m (w przypadku 1 osoby). Wewnątrz powinno się wykopać mały rowek, w którym osiądzie zimne powietrze i gdzie można schować sprzęt. Przed położeniem się spać warto wygładzić sklepienie jamy, by nie obudzić się z kapiącą na twarz wodą . Po odpowiednim przygotowaniu noclegu bez większego problemu przetrwa się do rana. Następnego dnia można ruszać w dalszą drogę. Konrad Busza Euro 2012 bez polskich sędziów!!!
Piłkarska reprezentacja,Polski jako gospodarz, ma zapewniony udział w turnieju Euro 2012. Niestety na boiskach nie zobaczymy polskich sędziów. Jest to powód do wstydu. Byłby to pierwszy przypadek w historii, że gospodarz nie ma swojego przedstawiciela z gwizdkiem.


Europejska Federacja wyznaczyła 12 trójek sędziowskich z grupy elite, które będą prowadzić mecze podczas Euro 2012. Tymczasem Polska nie ma swojego przedstawiciela ani w grupie elite, ani w premier, która stanowi bezpośrednie zaplecze. Dopiero w trzeciej grupie mamy dwóch sędziów: Roberta Małka i Marcina Borskiego. Trudno jednak oczekiwać,że zanotują awans o dwie klasy i poprowadzą mecze na Euro. Wielu uważa, że winnym jest szef kolegium sędziów PZPN Janusz Eksztajn. Największe zarzuty? Bardzo wiele błędów w ekstraklasie oraz likwidacja zawodowych trójek sędziowskich. Jeszcze trzy lata temu mieliśmy nadzieję, że pewniakiem będzie Paweł Gilewski. Sędziował nawet mecze Ligi Mistrzów, został wyznaczony jako czwarty sędzia na Euro 2008. Był również na liście kandydatów na Mundial w RPA w 2010 roku. Jego karierę przerwało podejrzenie o korupcję i zatrzymanie przez CBA w grudniu 2008r. W lutym 2010 wrocławska prokuratura umorzyła śledztwo, ale Gilewski nie powrócił na boisko. Można przywołać kwoty, jakie polscy sędziowie otrzymują za swoją źle wykonywaną pracę, Główny sędzia zarabia 12 tys zł brutto na miesiąc, plus 1500 zł za mecz, liniowy sędzia 10 tys zł brutto na miesiąc, plus 750 zł za mecz. Czy kwoty są adekwatne do poziomu sędziowania ? Trudno się z tym zgodzić. Oglądając mecze w TMobile Ekstraklasie można zauważyć brak wyszkolenia takiego sędziego. Często też widać, że polscy arbitrzy nie podchodzą do swoich obowiązków poważnie. Kibice odnoszą takie wrażenie,że polski arbiter jak najszybciej chce skończyć mecz i zabrać swoją wypłatę.Polscy sędziowie mogą zapomnieć o Euro 2012, ale również o Mistrzostwach Świata w Brazylii w 2014 roku. Dlaczego? FIFA stosuje specjalny cykl przygotowań dla sędziów. Do pierwszej selekcji już doszło podczas MŚ do lat 20 w Kolumbii oraz U-17 w Meksyku. Na tych dwóch imprezach zabrakło polskich arbitrów. Nie ma co się spodziewać,że FIFA nagle przypomni sobie o naszym kraju.... dobrek Muszki owocowe, czyli intruz w naszej kuchni.
Nikt nie wie, skąd biorą się muszki owocowe... sprawa nie jest wcale tajemnicza...


Do XVII wieku istnienie takich stworzeń, jak muszki owocowe, czy gryzonie, wyjaśniano za pomocą teorii samorództwa, której autorem był Arystoteles. Twierdził on,  że organizmy mogą powstać z materii nieożywionej, np. szczury miały powstawać ze szmat, myszy z siana, a insekty z jedzenia. Dzisiaj jednak wiadomo, że tak nie jest. Muszki owocowe trafiają do naszych domów z supermarketów i sklepów warzywnych. Powierzchowne umycie owoców nie usunie do końca jaj złożonych przez samice. Z tych jaj po około 12-15 godzinach wykluwają się larwy, odżywiające się mikroorganizmami, a także cukrem pochodzącym z owoców. Larwy potrzebują kilku dni (w sprzyjających warunkach ok. 4 ), by przejść przemianę i stać się osobnikami dorosłymi. Wówczas zdolne są do rozrodu. To powoduje, że po kilku dniach leżenia owocu na talerzu, pojawiają się muszki. A w jaki sposób dostają się one do owoców? Otóż muszki te posiadają bardzo dobry węch, jak na swój rozmiar. Najważniejszą umiejętnością muszek, wytworzoną na drodze ewolucji, jest zdolność do selektywnego wyróżniania zapachów. Muszka potrafi „wyłączyć” inne zapachy i skupić się na tym jednym. Owad ten nie jest szkodnikiem upraw, odżywia się tylko owocami już dojrzałymi, które trafią do sklepu lub na kuchenny stół. Muszkę przyciąga także zapach wina, dżemu, konfitur i innych przetworów owocowych. Muszki są roznosicielami wielu groźnych bakterii i wizrusów, które mogą być niebezpieczne dla zdrowia człowieka. Marcel Czabajski