Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
str. 5-9 str. 14-19 str. 10-11 str. 22-24 str. 12-13 str. 25-28 O realiach PRLu
Spis Treści
Igrzyska PRLu Okruchy PRLu Historia braci Kowalczyków Upiory PRLu Wywiad z Andrzejem Nowakiem Manifestacja wiary zaczynamy myśleć już tylko jako o przeszłości. A przecież to wszystko działo się tak niedawno! Dlatego ten specjalny numer ŁOSIA poświęcamy w całości tamtym czasom, szczególnie zaś wydarzeniom z Śląska opolskiego. Bo nie możemy pozwolić, aby to wszystko odeszło w zapomnienie....
Redakcja
Jak zdobywano (dziki) zachód
Śląsk Opolski, Dolny Śląsk, Pomorze Zachodnie, Prusy Wschodnie. Ziemienazywane "odzyskanymi", przez wielu uważane za bezprawnie zagarnięte. Co działo się na tych terenach?
Czy dobrze się stało, że zostały przyłączone do kraju? Na jakich podsta- wach? Straciliśmy, czy zyskaliśmy na zamianie Kresy Wschodnie na te- reny Zachodnie? Są to trudne pytania, które od lat intrygują pokolenia historyków.
Zacznijmy od początku
Po zakończeniu wojny, na konferencji pocz- damskiej oddano tereny na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej polskiej jury sdykcji. Spory trwały przez wiele lat, a swoje początki miały już w okresie międzywojen- nym. Dlaczego wszystko nie było jasne?
Otóż obie strony - Polska i Niemiecka - przerzucały się argumentami histo- rycznymi, mającymi udo- wodnić przynależność do jednego z narodów. Nie bez powodu - Ziemie Odzyskane przez
wiele, wiele lat były Polskie. Państwo za takich władców jak Bolesław Chrobry czy Krzywousty
obejmowało bez wyjątku całe te terytoria. Trzeba tutaj krótko podkreślić - przez pięć wieków
wszystko to było Piast- owskie, potem Jagielloń- skie. Na skutek różnych zabiegów i wydarzeń poli -
tycznych, ziemie te od Polski oddzielono i zger- manizowano.
Przed II wojną światową
mieszkało na tych tere- nach parę milionów Niemców.
Ich liczba zmalała w trak- cie drugiej wojny świa- towej, a zostali nieliczni po 19 stycznia 1945 roku, kiedy to ludność Niemie- cka musiała uciekać w głąb, na Zachód, w obawie przed Armią Czerwoną.
Mimo to najbardziej kon- trowersyjnym procesem było przesiedlanie milio- nów Niemców, Polaków, Litwinów i Białorusinów. Polska po II wojnie światowej utraciła ogromne obszary na wschodzie, zwane Kresami Wschodnimi. Zyskała także liczne ziemie na zachodzie, z których
trzeba było ( a może nie było to naprawdę konie- czne? ) wysiedlić ludność
niemiecką. Rozpoczęła się wielka migracja. Domy i prace straciły miliony.
Podstawowymi kierunkami
i trasami tych przemie- szczeń były: Kresy Wschodnie -> Ziemie Odzyskane -> Państwo Niemieckie.
Ludzie wchodzili do cia- snych pociągów z najważ -niejszymi, najbardziej wartościowymi rzeczami i jechali w nieznane.
Walka trwa
Walka o te regiony nie była jednak zakończona. NRD uznało ich Polskość w 1950 roku, a RFN
dopiero w 1970. Do końca XX wieku, liczne zachodnie mapy ukazywały te ziemie
jako "tereny obecnie pod zarządem Polskim". Liczne Niemieckie ruchy nacjo- nalistyczne do dzisiaj do- magają się przyznania terytoriów nad Nysą i Odrą ich Państwu. To sa- mo robią Polskie ugru- powania, roszcząc sobie prawa do Kresów Wscho- dnich. Na Śląsku ruchy separatystyczne żądają odłączenia od kraju.
Często pojawia się wątek Polskości tych ziem. Czy Wrocław jest mniej Polski od Lwowa? Czy
Kijów jest sercem narodu Polskiego? Można patrzeć na tereny, regiony, województwa.
Ale i tak najważniejsi są ludzie - tam gdzie są oni, tam istnieje Polska.
Jakub Gabryś
Igrzyska PRLu
Amfiteatr w dziurze po wykopaliskach? Szczęśliwy przypadek sprawił, że Opole jest dziś stolicą polskiej piosenki, a spontaniczna akcja przerodziła się w jedną z największych polskich imprez.
Opolski festiwal
Pierwszy festiwal odbył się w 1963 roku, z inicjatywy dwóch dziennikarzy Pol- skiego Radia - Mateusza Święcickiego i Jerzego Grygolunasa. Jednak nie udałoby im się, gdyby nie Karol Musioł, znana opolska postać, który wpadł na pomysł wybudo- wania amfiteatru, nazwa- nego później „Amfiteatrem 1000-lecia”, w dziurze po wykopali- skach.
Nocne granie „Pod Pająkiem”
Kiedy w radiu zaczęły się pojawiać wpływy muzyki zachodniej, rozwinął się rock i jazz, powstało zapotrzebowanie na fes- tiwal wzorowany na świa- towych, gdzie można by było pokazać również naszą rodzimą muzykę. Na wezwanie odpowie- dzieli głównie młodzi artyści, związani z ruchem studenckim. Cudem udało się uniknąć cenzury i nadzoru władz. Panowało ogólne rozluź- nienie i wolność słowa. Artyści, w przeciwieństwie do tego, co dzieje się teraz, rozmawiali z widzami i byli bardziej otwarci na kontakt. Poza sceną toczyło się życie towarzysko-artystyczne. Artyści do rana bawili się w słynnej hotelowej restauracji, gdzie siedzieli do rana śpiewając. Bez żadnego specjalnego dopingu, za to pełni zapału dzielili się swoją muzyką z ludźmi. Dzisiaj już takie rzeczy się nie zdarzają. W restauracji „Pod Pająkiem” do rana wybitni literaci, znakomici twórcy, bawili się
Opolski festiwal
bądź też zasiadała przed odbiornikami, by spędzić czas na lekkiej rozrywce. Opole miało pełnić funkcję oderwania się od PRLowskiej rzeczywistości. Władza dbała o to, aby repertuar był tak dobrany, by nie pobudzał do refleksji, nie stawiał trudniejszych pytań, nie zmuszał do myślenia. Całkowita cenzura nie wchodziła jednak w grę – trzeba było zachęcić ludzi do oglądania tego wydarzenia, inaczej festiwal nie przynosiłby żadnych dochodów. Jedynym wyjściem było zapraszanie do Opola znanych zespołów, lubianych przez młodzież.
Portal do sławy
Dzięki powstaniu różnego rodzaju plebiscytów,
Opolski festiwal
w sposób dowcipny i kulturalny. Bez nich festiwal byłby czymś zupełnie innym, to oni kreowali jego atmosferę.
Do fryzjera!
Pierwszy wolny fes- tiwal z Opolu. Amfiteatr rozbrzmiewa oklaskami publiczności, zespół Kaczmarski - Gintrowski -Łapiński odbiera nagrodę za piosenkę „Obława”. A w transmisji radiowej i telewizyjnej… szum. Gwar publiczności.
Dyżurujący w radiu mieli świadomość bezsensowności tego typu cenzury, wiedzieli,że
wycinając utwór z trans- misji zawiodą całą Polskę. Żeby ratować honor radia postanowiono przetrans- mitować głosy rozentuzjazmowanej publiczności. Nikt nie zorientował się, a chwilę potem pojawiło się pytanie przez telefon z Radio- komitetu, dlaczego nie było przerwy w programie.
Cenzura zgodziła się na „Obławę”, ale jedynie na scenie amfiteatru – transmisja na całą Polskę to było zbyt dużo. Taka sytuacja nie była wyjątkiem. W całej historii festiwalu zdarzyło się wiele przypadków „wycinania” piosenek lub zmieniania tekstu pod naciskiem cenzury. Szyka- nowano artystów za styl odmienny od przyjętych norm, zmuszano do ścinania włosów (Skal- dowie). Było ciężko, a jednak festiwal z roku na rok stawał się coraz bardziej popularny.
Władza tryumfuje
Mimo oporu zabiegi rządu odniosły skutek - repertuar był z reguły lekki, łatwy i przyjemny. Przeważały głównie piosenki o miłości, zabawach, tańcu czy podróżach. Publiczność przychodziła na festiwal,
fot. T. Krałnierski z archiwum Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu
Opolski festiwal
w których wybierano najlepszych artystów, festiwal zaczął kreować idoli. W stosunku do skali wydarzenia, nagród przyznawano zaskakująco dużo. W czasie pierwszej edycji przyznano nagrody w kategoriach: nagrody indywidualne, nagrody zespołowe, wyróżnienia dla wykonawców ,wyróż- nienia za teksty piosenek wojskowych oraz innych etc. Łącznie aż 36 wyróżnień, co w porów- naniu z dzisiejszym festi- walem stanowi naprawdę dużą liczbę.
Dzięki Opolu na polskiej scenie muzycznej pojawiły się nowe, wielkie indywidualności, dla któ - rych występ na festiwalu był przełomowym momen- tem w ich karierze. Wy- stępowali między innymi: Ewa Demarczyk, Wojciech Młynarski, Agnieszka Osiecka, Bohdan Łazuka, Jonasz Kofta, i Czesław Niemen, który zaśpiewał swój pierwszy wielki przebój Pod Papugami. Wykonawcy, którzy zigno- owali Opole (Sława Przybylska, Irena Dziedzic) wiele na tym stracili.
Imieniny Pana Janka
Oprócz zespołów muzycz- nych, na opolskiej scenie występowało również wiele kabaretów, które stały się odskocznią od codzienności i pozwa- lały spojrzeć z dystansem na szarą, peerelowską rzeczywistość. Mistrzem w tej dziedzinie okazał się kabaret Pod Egidą, założony przez Jana Pietrzaka. Tradycja kaba- retów na festiwalu zacho- wała się do dziś, jednak poprzeczki postawionej przez najsłynniejszy z nich ikonę festiwalu opolskie- go, nikomu dotąd nie udało się przeskoczyć.
Ewolucja przez lata
Począwszy od drugiego festiwalu sytuacja zaczęła się powoli zmieniać. Od 1964 roku finałowy koncert, w którym występowali nagrodzeni artyści, transmitowany jest przez Telewizję
Opolski festiwal
Polską. W ten sposób nabrał charakteru imprezy masowej, a z biegiem lat zaczął być uważany za czołowy festiwal polskiej muzyki rozrywkowej.
Na przykładzie opolskiego festiwalu widać wyraźnie, na czym polegała specyfika kultury masowej w PRL. Artyści potrzebowali aprobaty państwa by zaistnieć na scenie rozrywkowej, państwo zaś potrzebowało obecności artystów, nawet tych, których nie aprobowało do końca.
Asia Kalemba,
Paweł Andrejczuk,
Krzysiek Matkowski
Bunt, który wstrząsnął Polską
Jedno z najspokojniejszych miast. W uczelnianej auli miała się odbyć akademia z okazji Dnia Milicjanta. Jednak plany pokrzyżowało dwóch braci. O eksplozji
dowiedziała się cała Polska.
Nieznana historia PRLu
W grudniu 1970 roku na Wybrzeżu wybuchły zamieszki, które zostały krwawo
stłumione przez władze. Cała Polska była w buntowniczym nastroju. Opole uchodziło za spokojne miasto. W auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej MO i SB miały obchodzić swoje
święto, planowano też odznaczyć milicjantów, którzy pomogli w walce z protestującymi
robotnikami. Nikt się nie spodziewał takiego aktu sprzeciwu, który nastąpił w nocy z 5 na 6
października 1971 roku.
Dwaj bracia, jeden cel
Ryszard (ur. 1937) i Jerzy (5 lat młodszy) Kowalczykowie już od dziecka byli
przyzwyczajeni do oporu. Ich ojciec naprawiał broń dla antykomunistycznych partyzantów.
Wczesne lata wpłynęły zapewne na późniejsze losy rodzeństwa. Ryszard był pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Pedagogicznej (miał doktorat w dziedzinie fizyki), a Jerzy – pracownikiem technicznym.
Dzień przed obchodami Dnia Milicjanta w uczelnianej auli podłożyli bombę.
Właściwie zrobił to Jerzy, ale za wiedzą starszego brata. O godzinie 0 40 nastąpił wybuch. Nikt nie odniósł obrażeń. Eksplozja zniszczyła aulę, uczelniane archiwum i część biblioteki.
Nieznana historia PRLu
Braci zatrzymano bardzo szybko - zdemaskował ich przewód, który Jerzy pozostawił po zdetono- waniu bomby.
Wyrok i sprzeciw obrońców
Sąd Wojewódzki w Opolu 8 września 1972 roku skazał Jerzego na karę śmierci, a Ryszarda na 25 lat więzienia, mimo że nie starszy z braci nie brał w zamachu bezpośrednio
udziału. Jednak całej sprawy nie dało się zatuszować i szybko pojawiły się protesty
obywateli, zgromadzono ponad 6000 podpisów o złagodzenie wyroku. Pod naciskiem Rada Państwa PRL złagodziła wyrok Ryszarda do 25 lat pozbawienia wolności. W latach osiemdziesiątych trwała kampania pod hasłem „Uwolnić braci Kowalczyków”. Zorganizowano nawet strajki głodowe. Jednak dopiero po zakończeniu stanu wojennego braci zwolniono przedterminowo (Ryszarda w 1983,Jerzego w 1985). Mimo to nie mieli potem łatwego życia.
Dopiero prezydent Lech Wałęsa umożliwił im po-wrót do pracy na uczelni.
W 2010 roku uhonorowa- no Kowalczyków tablicą na ścianie pamięci przy Pomniku Poległych Stocz- niowców w Gdańsku. I bez tego społeczeństwo wciąż pamięta dwóch braci,
którzy ośmielili się wyrazić swój bunt.
Krzysiek Matkowski
Dawno temu w Polsce
W szarych czasach PRLu władze gnębiły "brudasów" z "długimi" włosami, a muzyka rockowa rodziła się w podziemiu.
Rozmowa z Andrzejem Nowakiem
Ale mimo tego nie udało się zatrzymać tego żywiołu jakim była muzyka rockowa, a żywym tego przykładem jest Andrzej Nowak - założyceil zespołów TSA i Złe Psy legenda polskiego rocka.
Gdy na scenę w Jarocinie w 1981 roku weszła grupa młodych mężczyzn z długimi włosami, a wśród nich Andrzej Nowak (bez koszulki i w krótkich spodniach), nikt nie spodziewał się tego, co miało się za chwilę wydarzyć.
"Daliśmy takiego czadu, że cała szanowna komisja i akustycy wymiękli i się zamknęli, a publiczność oszalała" - wspomina Andrzej. I tak to się wszystko zaczęło. TSA stało się gwiazdą, kultowym i niepowtarzalnym zjawiskiem polskiej sceny rocka.
To co zadecydowało o sukcesie TSA - Andrzeja Nowaka i pozostałych muzyków - to ich autentyczność, żywiołowość, niekłamana pasja. Muzyka, rock, były dla nich drogą życia a nie tylko sposobem bycia na scenie.
Rozmowa z Andrzejem Nowakiem "Komuna była niesamowicie straszna. Byliśmy gnębieni z każdej strony - za wygląd, długie włosy, za to, że graliśmy na gitarze..."
I taki pozostał Andrzej do dzisiaj. Jak mówi w naszym wywiadzie - "siebie wypracowałem trudem, pięścią, miłością, nienawiścią. Jestem sobą, ja się nigdy nie zmienię"
Zresztą, zobaczcie sami - przedstawiamy wam jedyny taki wywiad z Andrzejem Nowakiem!
Okruchy PRLu
Wspomina Zbigniew Górniak, notował Alex Dulak
Wspomnienia...
Początki dziennikarstwa...
Studiowałem polonistykę i miałem nieodpartą chęć pisania. W Opolu była Trybuna Opolska, która miała dodatek studencki i tutaj zacząłem się realizować dorywczo na III roku studiów a na IV roku dostałem etat reportera. To był koniec lat 80-tych.
Cenzura...
W każdej redakcji była cenzura. Przychodził pan. To był bardzo miły pan, na ogół wykształcony, bardzo oczytany, opowiadał dowcipy, anegdoty, znał świetnie język polski. To nie był jakiś cenzor-tępak z głupkowatą twarzą, tylko to był inteligentny cenzor.
Media – sztuka paraboli...
Media – można powiedzieć, że wszystko się różniło. Wszystko było takie przaśne – fotografie, tytuły, same gazety były
Wspomnienia...
brzydkie. Nie można było krytykować władzy, podważać sojuszów. Przede wszystkim była ubogość mediów, ale nie było takiego pośpiechu jak dzisiaj, takiej gonitwy; bo nie było konkurencji więc nikt nie musiał się ścigać. Były dwa programy telewizji, trzy programy radiowe, jedna lokalna gazeta. Unikano pokazywania, że tutaj źle się żyje, że to jest rzeczywistość bez sensu. Można było krytykować ale tylko do pewnego pułapu. Wtedy powstała tzw. polska szkoła reportażu – pisanie o rzeczywistości w sposób paraboliczny, które wymierzone było w PRL ale opisywało np. historie jakiejś rodziny i z tej historii wychodziła analogia i oskarżenie rzeczywistości PRLu.
Czym Opolszczyzna się wyróżniała...
Było tutaj tak samo szaro, były takie same kłopoty z zaopatrzeniem, mieliśmy te same kartki na żywność czy talony na benzynę. Takie same absurdy ekonomiczne czy polityczne. Żyliśmy tak samo jak cała reszta Polski. Ale mieliśmy kilka wyróżników, które mamy i dzisiaj. Mieliśmy mniejszość niemiecką, która nie nazywała się oficjalnie mniejszością; ale byli tu ludzie, którzy pochodzili stąd, urodzili się jeszcze w Niemczech, poczuwali się w mniej- szym czy większym stopniu do niemieckości. Była tutaj wynikająca z tego gospodarność,
Wspomnienia...
trochę większy porządek niż w innych regionach Polski.
Mniejszość niemiecka, której
nie było...
Na opolszczyźnie w ogóle nie uczono języka niemieckiego, nie było go w szkołach. W innych częsciach kraju tak – na przykład już we Wroclawiu – a tutaj nie. Zmieniano nazwiska osób z pocho- dzeniem niemieckim, oficjalnie nie mieli oni żadnej swojej repre- zentacji społecznej czy politycznej. Pozwalano im wyjeżdzać do Niemiec, jeździli do swoich rodzin i dzięki tym możliwościom żyło im się czasem trochę lepiej, bo mogli wyjeżdzać i pracować na Zachodzie
Siła dolara...
Ktoś kto przyjechał z Zachodu i przywiózł na przykład sto dolarów to żył tutaj za te sto dolarów rok. Mógł się dobrze zabawić i poszaleć. Gdy byłem młodym mężem, to za obrazem miałem schowane właśnie sto dolarów jako takie zabezpieczenie życiowe. Dzisiaj sto dolarów to mniej niż trzysta złotych – czasem zostawia się to przy kasie przy jednych weekendowych zakupach w super- markecie. Wtedy można było pojechać na dwa miesiące do pracy na Zachód i za zarobione pieniądze kupić sobie auto po powrocie. A za pół roku pracy kupić tu mieszkanie
Szpan...
Na pewno kurtka skórzana. W zależności od mody – albo „cinkciarska” – krótka, brązowa, z cienkiej skórki; albo później ramoneski
Wspomnienia...
– czarne kurtki, z wieloma zamkami. Papierosy pracy – zagraniczna marka to już był prestiż i luksus; piwo w puszce – oczywiście zachodnie, bo w Polsce było tylko w butelkach. Samochód zachodni, choćby nie wiadomo jak kiepski, to był szpan. Cokolwiek z Zachodu, jakikolwiek przedmiot z Zachodu – zapalniczka, długopisy, pisaki, nie mówiąc o większych przedmiotach. Wystarczył sam napis na koszulce w obcym języku – a mogła to być koszulka do pracy z jakiegoś warsztatu naprawczego. W latach 80-tych posiadanie wideo, a kilka lat wcześniej posiadanie kolorowego telewizora.
Młoda moda...
To nie było tak, że wszyscy młodzi ludzie wyglądali szaro i źle. Chcieli się modnie ubierać i szukali na to sposobów. W latach 70tych były to spodnie dzwony, długie włosy, pólhippisowskie stylizowanie. Później pojawiły się inne style. Ludzie starali się ubierać fajnie ale robili to we własnym zakresie – sami sobie szyli lub chodzili do krawca i pokazywali zdjęcia z zachodnich gazet. My na przykład szyliśmy sobie spodnie dzwony –wąskie u góry, szersze od kolana - kto miał szerszy dzwon to większy szpan. Potem były szwedy – rozszerzały się już od uda. Człowiek wyglądał w nich jak zasłona. W sklepach oczywiście takich spodni nie było – wszystko szyto. W koszulach obcinało się rękawy, doszywało duże kołnierze – było dużo przeróbek, pomysłów. Teatr, kino...
Do teatrów chodzono bardziej namiętnie niż teraz, ponieważ nie było takiej alternatywy, takiego wyboru jak dzisiaj. Teraz model kultury sie zmienił, mamy w telewizorze 500 kanałów, internet, otwarte granice. Można robić wiele rzeczy i jechać gdzie się chce. W kinach był gorszy repertuar, znacznie spóźniony – porządne filmy przychodziły nawet z kilkuletnim opóźnieniem. Niektórzy mówią, że było więcej kin, ale to były kiepskie kina. Teraz w jednym kinoplexie jest więcej sal niż wtedy we wszystkich kinach w mieście. Bywały wydarzenia wręcz kultowe, jak wejście do kin Czasu Apokalipsy (Francis Coppola) - pod kinem tłumy, po kinie dyskusje w grupkach, na drugi dzień w szkole. Ludzie byli spragnieni – nawet jeżeli film nie był wart tego czasami, to chodzili na wszystko co pachniało Zachodem.
Prywaciarze...
Prywatne przedsiębiorstwa to zbyt duże słowo. To były takie małe biznesy - ktoś miał szklarnię, ktoś budkę z lodami czy warsztat. Można było się dorobić sporych pieniędzy – postawić dom, kupić samochód. Ponieważ państwo nie potrafiło wyprodukować wielu rzeczy, zawsze w państwie czegoś brakowało, to właściwie na wszystko był popyt. Czegoby się nie zrobiło prywatnie – ktoś wychodował pieczarki, ktoś miał kwiaty czy warsztat, ktoś był krawcem czy szewcem - to mu szło, po prostu szło.
Wspomnienia...
Tylko oczywiście niewiele rzeczy można było sobie otworzyć. Państwo łupiło kontrolami, domiarami, karami. Prywaciarz nie mógł za bardzo sie chwalić, pokazywać ze swoim majątkiem. Państwo było zazdrosne, łatwo było podpaść jakiemuś urzędnikowi, który mógł zarządzić różne kontrole i potem nałożyć na niego wysokie kary – „paragraf zawsze się znalazł”. A jak był spokojny, cicho żył to mógł na boku sobie robić te pieniądze
Podatki?
Jakie podatki?...
Nie płaciło się żadnych podatków. Jeśli na przykład kupiłem telewizor i sprzedałem go drożej to mogło to być przestępstwo ale nie musiało. Jeśli państwo chciało to mogło mnie ukarać jako spekulanta - jeśli uznało, że ten telewizor to jest towar deficytowy, którego jest niedobór. Ale nie karało za to, że nie zapłaciło się podatku od tego. Można było cokolwiek wyprodukować i sprzedawać bez podatku Byli sobie badylarze...
Określenie badylarz wzięło się z tego, że ktoś hodował zieleninę, pomidory, ogórki czy kwiaty. Wszystko to ma łodygi. Czyli hoduje „badyle” więc jest badylarzem Taksówkarze...
Taksówkarze byli kiedyś bardzo zamożnymi ludźmi. Świetnie im się powodziło. Kiedyś to była elita zarobkowa i towarzyska. Być taksówkarzem to znaczyło być kimś I cinkciarze...
Natomiast określenie cinkciarz wzięło się od mocnego spolszczenia zwrotu „change cash?”. Cinkciarze stali pod sklepami Pewex, w ktorych płaciło się dolarami, albo w innych turystycznych miejscach, i jak przyjeżdzali obcokrajowcy to szeptali „Change cash? Change cash?” i oferowali wymiane dolarów na złotówki
Czekanie na sygnał...
Na telefon czekało się kilkanaście lat. Na wszystko się czekało. Dla
Wspomnienia... Było tutaj tak samo szaro, mieliśmy te same kartki na żywność czy talony na benzynę. Takie same absurdy ekonomiczne czy polityczne. Żyliśmy tak samo jak cała reszta Polski. Ale mieliśmy kilka wyróżników, które mamy i dzisiaj.
mnie było wielkim przeżyciem i luksusem jak już w wolnej Polsce zamontowano mi telefon.
Cztery dni i noce dla indyka...
W 1984 roku żeniłem się i w domu chcieliśmy zrobić poprawiny. Mięso wtedy było na kartki ale indyki były bez kartek – absurd zupełny. Żeby podjąć gości na tych poprawinach jakimś porządnym mięsem, staliśmy z ojcem cztery dni w kolejce po indyka, bo wiedzieliśmy, że przyjdzie do sklepu drobiarskiego. Wiedzieliśmy, że przyjdzie tych indyków kilka, bo tak nam powiedziała pani sprzedawczyni. Pięć,sześć, może siedem – na cały sklep, na cały miesiąc. Więc ludzie się ustawili już na pięć dni przed przyjściem indyków i trzeba było się zmieniać w kolejce, bo cały czas ktoś musiał być przy sklepie. Byliśmy na trzecim miejscu.
Po telewizor jak po dzieło sztuki...
Po telewizor kolorowy jechałem do Bytomia, gdzie mój kuzyn miał kolegę górnika, który mógł kupować w sklepie dla górników, do którego nie mogli wchodzić normalni ludzie. Każdy górnik miał talon na dwa telewizory w roku. Ponieważ ten kolega już sobie jeden kupił to drugi talon postanowił przeznaczyć dla swojego przyjaciela, który był moim kuzynem. Z kolei kuzyn już miał kolorowy telewizor, więc ten talon przypadł na mnie i ja mogłem kupić sobie wymarzony telewizor, oczywiście po dużo wyższej cenie. Czyli nie dość, że reglamentowany, to po wyższej cenie, i nie w Opolu a w Bytomiu. Jechalem małym fiatem po taki zwykły, wielki, kolorowy telewizor do Bytomia i byłem ogromnie szczęśliwy. Później jedliśmy jeszcze uroczysty obiad z tym człowiekiem, który odstąpił mi ten talon. Czułem się jak kolekcjoner dzieł sztuki który pojechał po jakiś rzadki obraz, który mu się trafił na drugim końcu świata. Czymś takim był zwykły, olbrzymi, ważący chyba 40 kg telewizor. Miał 4 programy. Naprawdę. I to było 25 lat temu.
Opole na fotografii Opole na fotografii Opole na fotografii
zdjęcia pochodzą ze zbiorów
Biblioteki Uniwersytetu Opolskiego
Upiory PRLu
O realiach PRLu myślimy już tylko jako przeszłości. Choć ślady tamtych czasó powoli znikają z ulic, to PRLnadal istnieje w umysłach wielu Polaków. Zapraszam na podróż po Polskiej
Rzeczpospolitej Ludowej AD 2011.
Wolność nie jest dana raz na zawsze
Architektura przeszłości
Wiele osób dobrze pamiętających tamte czasy (a więc nasi rodzice i dziadkowie) z utęsknie -niem wspomina PRLowską estetykę (częściej dziad- kowie). Wszystkie rzeczy codziennego użytku, choć na fotografiach są szare, były proste i kolorowe. Nie powinniś -my wyobrażać sobie tamtych czasów jako czasów szarości – wtedy drzewa też miały kolor zielony. Mimo to ciężko
było zauważyć jakąś fantazyjną, niesztampową rzecz. I bynajmniej nie było to wadą. W XXI wieku zaczyna brakować prostoty – współczesny świat przesycony jest modernizmem i przesadą.
Niestety, większość betonowych bloków zbudowanych w tamtych czasach straciło swój urok, i bardziej szpeci niż cieszy oko.
Szczęśliwe dzieciństwo czy komunistyczny koszmar?
Ten, kto spędził dzieciństwo w czasach PRLu dobrze pamięta zabawy w piaskownicy,
huśtawkę zrobioną przez tatę, słuchanie kaset produkcji Stilon Gorzów i wymienianie się nimi z kolegami. Wie także zapewne, jak bardzo różniło się to od dzisiejszej rzeczywistości. Odtwarzacze mp3, komputery, gry, Internet sprawiły, że wszystkie te symbole młodości PRL znikły. Młodzież nie czuje już tak wielkiej potrzeby spotykania się z innymi.
Wolność nie jest dana raz na zawsze
Teraz muzyką, doświadczeniami i emocjami może wymieniać się w Sieci. Przez to młodzież jest uboższa o prawdziwe
uczucia i doznania związane z bezpośrednim kontaktem. Jedyną nadzieją są rodzice, którzy sami ich doświadczyli i mogą przekazać to na- stępnym pokoleniom.
Nieudolne do kwadratu
aaaaaW PRLu nie było jednak całkiem różowo. Największą klęską był ustrój i polityka.
Powszechnie spotykane zniewolenia polityczne i gospodarcze, zbrodnie komunistyczne, faktyczny
brak suwerenności oraz bieda nieodwołalnie koja- rzą się nam z przeszłością Polski. Ogrom zaciągnię - tych pożyczek trafiał na konta partyjnych dzia- łaczy oraz służył utrzymaniu społeczeństwa w niewiedzy o faktycznym stanie gospodarki pań- stwa. Skutki tych nietra- fionych decyzji odczu-
wamy do dzisiaj – wiele pożyczek spłacamy nadal, uniemożliwiając przezna- czenie tych pieniędzy na nowe inwestycje. Gdyby tylko pieniądze z pożyczek zostały mądrze wykorzystane na odbudo- wanie kraju po zniszcze- niachawojennych! To jednak się nie stało, i nadal musimy wydawać
mnóstwo pieniędzy aby dogonić kraje zachodu. Tę podwójną gospodarczą klęskę my Polacy, odczu-
wamy nadal.
Polski patriotyzm dzięki... komunizmowi
Niewątpliwie czasy PRLu zahartowały młodych Po- laków żyjących w tamtym okresie. W końcu gdyby nie ich odwaga, upór, samozaparcie i umiło- wanie ojczyzny nie widzielibyśmy Polski taką,
jakąajestateraz.
Wydarzenia od 1954r. do 1979r, a zwłaszcza sierpień '80 ukształtowały pokolenia Polaków i spra- wiły, że są podziwianym i szanowanym narodem na świecie. To co zyskali
uczestnicy tamtych wyda- rzeń, przekazują dzisiaj młodym Polakom, kształ- tując ich na mądrych,
konsekwentnych patriotów. Ma to jeszcze jeden pozytywny efekt – doświadczając w prze- szłości braku choćby najpotrzebniejszych
Wolność nie jest dana raz na zawsze
rzeczy (nie mówiąc już o luksusowych), potrafimy dzisiaj docenić dostatni świat, w którym żyjemy.
Zbrodnia bez kary
Oczywiście byli też ludzie, którym w czasach PRL żyło się wygodnie - z reguły byli to ci, którzy związani byli ze struktu- rami władzy ludowej. Tym wcale nie egzystuje się gorzej i dziś.
Wielu z nich szybko dostosowało się do zmian, które były wynikiem które były wynikiem transfor- macji i zrobiło błyskotliwe
kariery w polityce czy biznesie lub nadal otrzymuje emeryturę kilka razy wyższą niż przeciętna. Według niektórych, ci ludzie nadal wierzą w idee socjalizmu i tylko czekają, aby wyjść z cienia.
Co nam z tego zostało?
PRL wywarł bardzo duży wpływ na Polski naród – ukształtował go i zmusił do rozwoju.
Nie powinniśmy jednak uważać Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej za zdarzenie pozytywne – w jej
sprzeciwie zginęło wielu wybitnych Polaków. Ślady PRLu możemy zobaczyć na każdym kroku,
wystarczy tylko rozejrzeć się dookoła. Aby wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość, wystarczy
wytężyć wzrok.
Łukasz Mielczarek
Manifestacja wiary
Mieszkańcy Brzegu stoczyli w 1966 roku bitwę z oddziałami ZOMO. Była to wyjątkowa manifestacja. Wiary.
Brzeg 1966
„Bądź czujny wobec wroga narodu” – to chyba jedno z ulubionych haseł władz Polskiej Rzecz- pospolitej Ludowej. Nic dziwnego – trudno wymy- śleć hasło bardziej uniwersalne, szczególnie, że „wroga” można definio- wać zależnie od potrzeb. Ale chyba najpopularniej- szą definicją „wroga” był przeciwnik socjalizmu - a właśnie takim nieprzy-jacielem był Kościół katolicki, który otwarcie krytykował system komu- nistyczny, a na dodatek miał ogromny wpływ na ludność polską. Władze jednak postępowały ostrożnie, bo Kościół był zbyt potężnym przeciwni- kiem aby go drażnić. Zaczęto więc od ściągania krzyży, konfiskat mienia i wyrzucania religii ze szkół (zwykle od razu razem z księżmi). Nie poskutkowało to jednak – wiara była zbyt mocno wrośnięta w tożsamość Polaka... A przecież musiał pójść jasny sygnał na Kreml, że walka o laicką Polskę trwa na dobre.
Dlaczego Brzeg?
Wybrano więc miejsce, z którego sygnał ten miał nadejść – Opolszczyznę. Czemu właśnie to tak niepozorne województwo? Odpowiedź wbrew pozo- rom jest dość prosta. Po pierwsze, to tam stacjonował kilkunasto tysięczny garnizon Armii Czerwonej, a po drugie był to jeden z najbardziej katolickich obszarów Polski, bo aż 86% ludności była wierząca. Wojewódz- two to było więc dobrym miejscem na ekspery- mentalną walkę z wiarą Polaków. Ale chyba nikt nie był w stanie przewi- dzieć, jaki efekt te próby mogą przynieść.aaaaaaaaaaaaa
Brzeg 1966
Przygotowanie ataku
Brzeg to kilkunasto tysięczne miasto leżące 30km od Opola. W centrum miasta stoi kościół, w którym w tamtych czasach stanowisko proboszcza piastował ks. Kazimierz Makarski. Ten wiecznie uśmiechnięty człowiek był też zagorzałym patriotą, otwarcie sprzeciwiającym się istniejącemu ustrojowi. I to właśnie do niego 16 maja 1966 roku przyszedł nakaz przekwate- rowania ze stojącej przy kościele wikarówki, podpisany przez Wojewódzką Radę Narodową w Opolu. Uzasadnieniem decyzji było, że jest to obiekt „wyższej użyteczności publicznej” i miał być przekazany pod przychodnię zdrowia (choć oczywiście nikt nie wspomniał, że taka inwestycja byłaby droższa niz wybudowanie nowego budynku). Księża wikarzy otrzymali jednak nakaz przeprowadzki do ks. Kazimierza Makarskiego, który mieszkał w domu przy kancelarii parafialnej. W związku z tym złożyli odwołania, które zostały przez ówczesne władze miejskie odrzucone. 17 maja wręczono wikarym zarządzenia egzekucyjne. Brzescy kapłani poinformowali parafian o zaszłych wydarzeniach, prosząc o modlitwę i duchowe wsparcie. Wierni zaś szybko zorganizowali grupki ludzi, które dzień i noc czuwały u drzwi kościoła, modląc się i śpiewając pieśni religijne. Umówili się też, że na odgłos kościelnych dzwonów przybędą pod budynek, by zademon- strować swe poparcie dla Kościoła i wpłynąć w ten sposób na władzę, by ta wycofała się z podjętych decyzji. Konfrontacja
Nadszedł 25 maja. W godzinach wczesno popołudniowych, gdy mężczyźni byli w pracy a pod budynkiem stały jedynie kobiety z dziećmi, młodzież i starsi, pod wikarówkę podjechał radiowóz, z którego szybko wysiadło kilku zomowców. Zaczęli przepychać się przez tłum, każąc się rozejść i drwiąc. Wtedy kilkanaście kobiet podbiegło do pojazdu i wspólnymi siłami przewróciło go na bok. Zdezorientowani funkcjonariusze prędko wycofali się i zniknęli. Władze przekonały się, że tak łatwo nie uda im się usunąć księży, więc zaczęto ściągać kompanie ZOMO z Opola, Wrocławia i Katowic, zmobilizowano funkcjonariuszy SB z Brzegu i Opola oraz Straż Pożarną. W stan gotowości postawiono karetki pogotowia w brzeskim szpitalu. W więzieniu opróżniono 100 miejsc dla ewentualnych aresztantów.
Tymczasem 26 maja o godzinie 6 15 rano cała parafia uczestniczyła we mszy odprawianej przez księży. W trakcie eucharystii z tyłu kościoła podniosła się wrzawa – to dwie osoby ubrane po cywilnemu wdarły się na wieżę i odcięły sznury od dzwonów, aby duchowni nie mogli zasygnalizować, ze potrzebują pomocy. Także tym razem sprawy w swoje ręce wzięły kobiety, samowolnie „linczując” wroga. Młodzież zaś zaczęła bić w dzwony, kołysząc bezpośrednio ich sercami. Księża tymczasem zabaryka-dowali się w mieszkaniu ks. Makarskiego, które znajdywało się przy kancelarii parafialnej.
Brzeg 1966
Na dźwięk dzwonów na placu Zamkowym przy kościele zebrało się w godzinach od siódmej do ósmej około 2000 osób – w tym nie tylko wierzący. Z kościoła wyniesiono krzyż i sztandary, śpiewając pieśni religijne i patriotyczne. Okolo godziny 8 30 ZOMO rozpoczęło pacyfikację – według późniejszych raportów było tam 676 funkcjonariuszy, co na tak małe miasto stanowiło naprawdę ogromną siłę. Rozpoczęła się kilkunasto godzinna walka.
Za pomocą tarcz i pałek zaczęto spychać obrońców wikarówki w głąb ul. Chrobrego. Choć na ulicach znajdowały się niemalże tylko kobiety, dzieci i osoby starsze, zomowcy bili ich z niespotykaną dotychczas nienawiścią, nie oszczędzając nikogo, nawet kobiet ciężarnych.
Stopka redakcyjna
Redaktor naczelny: Alex Dulak
Skład reakcji:
Łukasz Mielczarek, Krzysiek Matkowski, Rafał Bzowy, Paweł Andrejczuk, Asia Kalemba, Jakub Gabryś, Michał Krupa
Szczególne podziękowanie dla Pana Przemka Adamowicza, za serdeczność, wsparcie, poświęcony nam czas i motywowanie do działania.
Bez Pana by się nie udało!
Brzeg 1966
Rzucali petardy z gazem - jedna z nich wpadła do wózka z małym dzieckiem. Straszliwie rozwścieczyło to ludzi – na zamowców posypały się kamienie i cegły, z okien leciały klucze, butelki, kwas a nawet maszynki do mięsa. Na ulicach kobiety sypały w twarze funkconariuszy solą i pieprzem. Około godz. 9 00 ZOMO zdołało rozpędzić tłum z Rynku. Wtedy wyłamano drzwi wikarówki, a ekipa robotników wyrzuciła księży wikarych. Nowe zamieszki rozpoczęły się w godzinach popołudniowych. Zostały wywołane prowokacyjnym zachowaniem zomowców, którzy bili ludzi, zwłaszcza młodych. Gdy zaś wieczorem z zakładów wyszli mężczyźni, niemal od razu rozpoczęły się nowe walki, jeszcze intensywniejsze niż dotychczas. Włączyli się do nich także ludzie wychodzący z wieczornego nabożeństwa i mszy. Powstanie ogarnęło całe miasto - zamieszki przeniosły się do innych części miasta, aż do dworca PKP. Na ul. Polskiej młodzież zbudowała prowizoryczną barykadę z kubłów na śmieci i zatrzymała nią kolumnę samochodów milicyjnych. Zniszczono jeden samochód.
Przegrana?
Walki ucichły dopiero po zmroku – księży eksmitowano, oficjalnie zatrzymano 82 osoby, choć mogło być ich znacznie więcej, o czym świadczy fakt, że wiele osób wywieziono kilka kilometrów poza Brzeg, skąd musiały wracać pieszo do miasta gdyż było za mało miejsca dla zatrzymanych w pojazdach i więzieniu. Siedmiu z aresztowanych skazano na karę więzienia za „wybryki chuligańskie”. Ponad 300 osób zgłosiło się na pogotowie z obrażeniami od pałek i gazów.
Możnaby powiedzieć, że tego dnia miesz-kańcy Brzegu ponieśli klęskę. Ale dali też władzom i rodakom niezwykłą demon-strację swych przekonań i pokazali, że łatwo z nich nie zrezygnują. A tego nie da się przecenić.
Alex Dulak