Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








str. 3-5 str. 21-23 str. 7-10 str. 28-29 str. 10-12 36-37

Nowy Łosiu Spis treści

Kłamstwa PRL - u Z. Zamachowski: "To była łamigłówka" On, Edward Poradnik uciekiniera Niedźwiedzie na ulicach Kaowiec i spółka Łosiu powraca znów w peerelowskiej odsłonie. Tym razem cały numer poświęciliśmy codziennemu życiu obywateli z tamtych czasów. Pamiętają je Wasi rodzice i dziadkowie, ale nikt nie opowie Wam o nich tak, jak redaktorzy Łosia! Redakcja Kłamstwa PRL - u
Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej.
Kłamstwa PRL - u

„Idzie o wielką sprawę – o to, aby w obrębie życia jednego pokolenia zbudować drugą Polskę.” – Edward Gierek Z początku gierkowskiej dekady Polska była szybko rozwijającym się krajem. Przemysł powiększał wz-rost PKB, rozpoczęły się wielkie inwestycje, a to-warzysząca temu wszyst-kiemu wielka kampania propagandowa oznajmiała budowę nowej, zamożniej-szej,nowocześniejszej oraz oczywiście lepszej „drugiej Polski”. Przez jakiś czas ludzie w tę propagandę wierzyli, a opozycja prak-tycznie nie istniała. Jed-nak z czasem wszystko zaczęło się zmieniać … „Nie było jak za komuny!” – ten slogan najlepiej świadczy o ulotności ludz-kiej pamięci, o czasach PRL - u, o tym, jak trzeba było natrudzić się, aby zdobyć produkty codzien-nego użytku, ale i o tym, jak władza manipulowała oczywistymi rzeczami, lu-dzkimi umysłami, czy też, jak próbowała zatuszować niewygodne dla swojej polityki fakty. Najbardziej znaczącym przykładem publicznej manipulacji był wybuch epidemii stonki ziemniaczanej. „Mocno sypie, towarzysze?” – E. Gierek kontroluje żniwa w jednym z podwarszawskich PGR– ów. Według komunikatu Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych zamie-szczonego w 1950 roku w Trybunie Ludu, chrzą-szcz ten miał zostać zrzu-cony w masowych iloś-ciach przez amerykańskie samoloty do Bałtyku, skąd wypełzł na wybrzeże i rozprzestrzenił się na cały kraj, rozpoczynając

Kłamstwa PRL - u

wymierzone w socjalisty-czną Polskę działania dywersyjno - sabotażowe, polegające na zachłannej konsumpcji upraw ziem-niaczanych. Było to oczy-wiście wielkim kłam-stwem. Owszem, zaobser-wowano ruch chrząszczy z zachodu na wschód, ale było to zjawisko zupełnie naturalne. Władze od razu wypowiedziały stonce bez-litosną wojnę. Problemem zainteresowały się najwyż-sze czynniki partyjne i rządowe. W 1951 r. sto-nką zajęło się nawet UB. Jeszcze przed rozpowsze-chnieniem się chemicz-nych środków walki z owa-dami organizowano akcje społecznego zbierania chrząszczy i larw stonki. „Dziś żądają związków, utworzą siłę, a potem przypuszczą szturm na partię, na rząd, na Sejm.” – E. Gierek Tuszowanie odbywało się najczęściej na zrzucaniu swoich win na kogoś lub coś, co systemowi przesz-kadzało. Chodzi tu nie tyl-ko o obarczanie winą opo-zycjonistów, ale grup społecznych, np. górni-ków. Działo się to na zasadzie – najlepszą obro-ną jest atak. Przykładem takiego działania było w 1980 r. twierdzenie, iż przez strajki górników w kopalniach, wzrosły ceny mięsa. Był to oczy-wiście nonsens, bo nawet dziecko wie, że w kopalni nie produkuje się mięsa, masła czy jajek. Władze wiedząc już od dawna, że ceny produktów trzeba będzie podnieść, czekały tylko na dobrą okazję, aby to zrobić. Podniesienie cen żywności bez wyraźnego powodu mogłoby przecież ukazać nieudolność w zar-ządzaniu gospodarką lub spowodować strajk, a na-wet doprowadzić do utraty władzy. Ukrywanie przed ludźmi braku wystarcza-jącej ilości produktów tuszowało się po prostu wprowadzaniem kartek na kolejne artykuły. Jednak to, że sklepy oprócz octu

Kłamstwa PRL - u

nie miały na półkach nic, doprowadziło w końcu do  handlu wymiennego nie tylko między ludźmi, ale także i fabrykami. Zakłady produkujące np. gumkę do majtek mogły wymienić się jej resztkami z producentami papierosów na  tzw. szkarpy, czyli odpady, które nada-wały się jeszcze do palenia. Te z kolei można było wymienić na np. sprzedawa-ne w dużych workach połamane wafle. „Partia kieruje, a rząd rządzi.” – E. Gierek Wprowadzenie stanu wojennego umożli-wiało władzy swobodne działanie, czyli np. wprowadzenie podwyżek. Tak więc w 1982 r. nastąpiła drastyczna podwyżka cen żywności (o 241%) oraz opału i ener-gii (o 171%). Miał być to element kolejnej reformy gospodarczej, która zakończyła się jednak fiaskiem. Zadłużony już wtedy kraj pogrążył się w głębokim kryzysie ekonomicznym. „Jeśli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć... Jak? Pomożecie?” – E. Gierek Na nic nie pomogły wielkie inwestycje, takie jak budowa Rafinerii Gdańskiej czy Huty Katowice, która owszem zwiększyła możliwości produkcyjne polskiego hutnic-twa, jednak nie było to do niczego potrze-bne. Był to po prostu kolejny zabieg pro-pagandowy i mydlenie ludziom oczu, że Polska jest w budowie. Dziś mimo, że żyjemy już w wolnej Polsce, dalej mamy do czynienia z manipulacjami. Każda partia i każdy polityk stara się ukryć swoje błędy, np. poprzez atak na opozycję, a za to jak najbardziej uwy-puklić to co się dokonało, nawet jeśli nie jest to nikomu do niczego potrzebne i nie ma żadnego znaczenia. W tym przypadku manipulatorem stają się także media, które przekazują nam „złote myśli” polityków. Pozostaje nam jedynie zastanowić się nad tym, jak nie dać się oszukać i pomimo wszystko dążyć do prawdy. Paweł Andrejczuk Co dwie głowy, to nie jedna

Co dwie głowy, to nie jedna

"W podróży tylko kanapki z masłem roślinnym!" "Do pracy najlepiej orzeźwia i wzmacnia piwo." "Nie używaj grzejników elektrycznych od zmroku do godz. 21." To tylko niektóre hasła okresu PRL - u, który budzi wiele kontrowersji. Dla jednych jest to czas, który na szczęście już przeminął, z kolei dla drugich jest to czas świetności. Codziennie można usłyszeć z ust staruszki jak to dobrze im się żyło. Dzisiaj jest beznadziejnie, nie ma pracy… Wielu młodych ludzi nie może pracować w swoim zawodzie, tylko wykładają chemię w Biedronce. Jednak należy pamiętać, że miejsca pracy w PRL - u były sztuczne! Jeden pan trzymał śrubkę, a drugi ją wkręcał. Ale wszyscy byli zadowoleni i nic w tym dziwnego. W końu nie jest istotne za co, ważne, że płacą… Niestety taka sytuacja jest obecnie prawie niemożliwa. Można powiedzieć, że uznawano wtedy zasadę: co dwie głowy, to nie jedna. Faktycznie, jedna pilnuje wspomnianej już śrubki, żeby się nie przekrzywiła, a druga z doskonałą precyzją musi ją wkręcić. Przecież nikt nie jest w stanie zrobić tego sam. Nie oczekujmy zbyt wiele. W końcu to nie jest matematyka, gdzie wszystko samo wychodzi. Wystarczy mieć tylko na to sposób. Tu nie jest potrzebna zręczność, czy zdolności manualne. Śrubka to wyższa szkoła jazdy. W PRL - u bardzo dbali o swój naród, żeby się nadmiernie nie przemęczał. W końcu zdrowie jest najważniejsze! Poza tym wpływało to na poprawę stosunków międzyludzkich. W końcu praca w grupie zbliża. Ówcześni pracodawcy mieli naprawdę złote serce. Dbali o swych pracowników do tego stopnia, że woleli zatrudnić więcej osób niż zbytnio obciążyć jedną, czy dwie. Obecni powinni się tego od nich uczyć. Naprawdę, godne podziwu… Bo kto dzisiaj zgodziłby się na taką rozrzutność? Myślę, że jest to szukanie igły w stogu siana. Dzisiejszy świat jest niezwykle oszczędny i liczy się z każdą złotówką. W końcu ona jest ważniejsza niż człowiek i jego zdrowie. Jego utrata nie wiąże się przecież z wydatkami finansowymi - przynajmniej państwa. Wręcz przeciwnie; ma wpływy z leków. Więc jest to chyba lepsze rozwiązanie niż zatrudnienie kolejnego pracownika. W końcu dobro kraju jest najważniejsze i to dla niego najpierw się poświęcamy. O siebie zadbamy później. Albo wcale. No bo i po co? On, Edward
Gierek odwiedza szpital psychiatryczny. Wita się z pacjentami, którzy już niedługo mają wyjść na wolność.  Jestem Edward Gierek, pierwszy sekretarz KC PZPR. - Spoko, kolego! Ja jak tu trafiłem pierwszy raz, to myślałem, że jestem Napoleonem.
On, Edward

Przecież musimy być wiecznymi altruistami - nie egoistami. Bierzmy przykład z dawniej obowiązujących zasad. W końcu niektórzy uważają, że były to czasy mlekiem i miodem płynące… Ania Zamojcin Jak? Pomożecie? Jeśli o Gierka chodzi, to skomplikowana z nim sprawa. Zjawia się nagle. Po pięćdziesiątce, wysoki, elegancki, pachnący. Wykwintny, starannie ogolony, bardzo zachodni – a to się ceni. Mówi płynnie po francusku, po flamandzku trochę gorzej – pracował jako górnik w Belgii i Francji, na zachodzie, a zresztą górnik to dobry zawód, ciężki zawód. Zjawia się zatem, znienacka, zaraz po słynnych robotniczych protestach w Szczecinie i Trójmieście. On, syn tragicznie zmarłego górnika z Sosnowca, którego tam, w Zagłębiu, pamiętają wszyscy, nie pierwszy raz odgrywa rolę partyjnego mięsa. Pamiętasz? Strajki górników, kopalnia KazimierzJuliusz, a on, w garniturze, zjeżdża na dół i przemawia. Co mówił? Tego się nie dowiemy. Ale udowodnił, że potrafi być przekonujący, nawet charyzmatyczny, jeśli chce. Bo protest uspokoił. Dlaczego się pojawia? Do odpowiedzi na to pytanie trzeba by było dotrzeć do najtajniejszych matactw i machlojek PZPR. Nie tylko PZPR zresztą, musimy pamiętać, że całość napędzała płaska wschodnia machina sowiecka, która już od jakiegoś czasu zaczynała być zmęczona Władysławem Gomułką. A Gierek? Ktoś go zauważył, ktoś się o nim dowiedział, ktoś

On, Edward

dotarł do jego papierów i tak się zaczęło. Mocno sypie, towarzysze? Ludzie przyjmują nowego sekretarza bez szemrania. Są nawet zadowoleni – chyba nie może być już gorzej. Zresztą imponuje zwykłym szarym obywate-lom – zagraniczny, wysoki, dbający o manie-ry, jak go nie kochać? Nawet prasa zachodnia jest nastawiona entuzja-stycznie. Zresztą Gierkowi to odpowiada – robi wszystko, żeby lud nie kojarzył go z Gomułką. Gomułka był prowincjo-nalny, nosił śmieszne okulary, nie wyjmował łyżeczki ze szklanki, pijąc herbatę. Gierek jest inny. Nietrudno się domyśleć, kto łoży na organizowanie awantur w Warszawie i kraju. Różni pogrobowcy starego ustroju - rewizjo-niści, syjoniści, sługusi imperializmu. On, Edward, wychodzi do ludzi. Jeździ do fabryk, spotyka się z robotnikami. Jego portretów nie wieszają w szkołach czy urzędach, nie chce się tak kojarzyć. Ale to nie wystarczy. Ludzie się buntują. Ceny mięsa muszą spaść, wtedy się uspokoją. Idzie o wielką sprawę – o to, aby w obrębie życia jednego pokolenia zbudować drugą Polskę. Gierek jeszcze nie wie; że za czterdzieści kilka lat ówczesna młodzież będzie go wspominać z rozrzewnieniem. Jeszcze nie wie, że po chudych latach Gomułki to on będzie tym, który wyniesie PRL na wyżyny. Że jego idee – stworzenia z Polski rozwiniętego państwa – kiedyś się spełnią. Jeszcze nie wie, że poziom życia w Polsce w porównaniu z okresem gomułkowskim poprawi się o lata świetlne. Ale tak się stanie. W jaki sposób? Edward planuje długo, co zrobić. Chce być dobrym przywódcą, bo zaznał biedy. A plany wciela w życie. Wprowadza system premii za godziny nadliczbowe – wysokość wynagrodzeń wzrasta średnio o 5%, PKB – z 25% do 40%. Za zachodnie pieniądze buduje bloki mieszkaniowe. Za jeszcze więcej zachodnich pieniędzy buduje drogi – obwodnice wokół dużych miast i drogi szybkiego ruchu (w tym pierwszą autostradę w Polsce - gierkówkę, łączącą Warszawę i Śląsk). Wytwarzane są „zacho-dnie” produkty. Zużycie sztucznych nawozów i użycie maszyn w rolnictwie znacznie rośnie, a polscy budowlańcy stają się cenieni w krajach arabskich (m.in. w Libii i Iraku). Ale Edwardowi to nie wystarcza. Musi być lepiej. I będzie. Więc Gierek liberalizuje politykę paszportową i rozwija kontakty z Zachodem – tyle o ile, tyle ile może, blok wschodni wciąż go kontroluje. Ale on się nie poddaje. Kapitalistyczne kraje go cenią. Spotyka się z zachodnimi przywódcami – z prezydentem Francji rozmawia swobodnie po francusku, z niemieckim kanclerzem widuje się wiele razy, spotyka trzech amerykańskich prezydentów – Nixona, Forda i Cartera. Jest dobrze.

On, Edward

Ale to wciąż PRL... Zrobiliście taką rozróbę i chcecie, by to łagodnie potraktować? Ludzie wciąż się buntują. A Gierek, za którego żyje się tak wspaniale, wciąż jest komunistycznym działaczem. Powiedz tym swoim radomianom, że ja mam ich wszystkich gdzieś i te wszystkie działania też. Zrobiliście taką rozróbę i chcecie by to łagodnie potraktować? To warchoły, ja im tego nie zapomnę. -  mówi, gdy sekretarz radomskiego KW PZPR zapewnia, że protestujący uspokoją się. Jest czerwiec 1976 r. Trzeba załodze tych czterdziestu paru zakładów, które strajkowały, powiedzieć, jak my ich nienawidzimy, jacy to są łajdacy, jak oni swoim postępowaniem szkodzą krajowi. Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem (...) - tym lepiej dla sprawy. (...) To musi być atmosfera pokazywa-nia na nich jak czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami, że w ogóle na świecie chodzą. I w końcu, po dziesięciu latach miłościwego panowania, rząd Gierka spotyka klęska. Dlaczego? Poszło o „Solidarność”, o letnie zamieszki, i o chorobę serca. Następcą Gierka zostaje Stanisław Kania, ale niewielu go zapamięta. Nie tak, jak Edwarda. Dziś żądają związków, utworzą siłę, a potem przypuszczą szturm na partię, na rząd, na Sejm. We wczesnych latach osiemdziesiątych to jego, Edwarda, będzie atakowała propaganda. Będą mówić, że to on sprowadził kryzys na polską gospodarkę. O jego nadużyciach krążyły legendy. 2 grudnia 1980 r. usunięto go z Niedźwiedzie na ulicach

Niedźwiedzie na ulicach

Komitetu Centralnego PZPR, rok później wyrzucono go z samej partii, w okresie stanu wojennego internowano go, bo Jaruzelski chciał pokazać, że są surowi też dla swoich. Potem, w okresie represji, odbiorą mu emeryturę. Do końca życia będzie utrzymywał się z renty, którą otrzymał jeszcze jako górnik. Umiera w lipcu 2001, na samym początku nowego tysiąclecia. Zabiły go następstwa pylicy płuc, której nabawił się jeszcze jako górnik. Pieniądze przysyłali mu z Belgii. "Ja zawsze i wciąż kierowałem się dobrem tego państwa i dobrem tego narodu." - E. Gierek Rok 2011, wybory parlamentarne w demokratycznej, nowoczesnej Polsce. Adam Gierek, syn komunisty, dawnego przywódcy znienawidzonego przez Polaków państwa, podporządkowanego Związkowi Radzieckiemu – ech, długo by wymieniać! A zatem Adam Gierek postanawia kontynuować rodzinną tradycję. Startuje w wyborach do Sejmu. Tu, na Śląsku, zdobywa najwięcej głosów. Mówi się o Polakach, że są pamiętliwi. Można to sformułować inaczej – mają dobrą pamięć. Muszę powiedzieć jedno, że ładnie to wygląda. Kasia Jaroszewicz Jest rok 1976. Do Polski przyjeżdża drużyna koszykarska ze Stanów Zjednoczonych. Czarnoskóry Kent Washington pierwszy raz w życiu widzi czarno - biały telewizor. Dziwi go brak towarów w skle-pach. Mimo to, po trzech latach przeprowadza się do Polski na dłużej i jest pierwszym czarnoskórym zawodnikiem w lidze. Znany jest przede wszystkim z epizodycznej roli w kultowym filmie „Miś”. Różni ludzie, różne cele, jedna komuna. To tylko jeden z przykładów ludzi z zagranicy, którzy zdecydowali się przyjechać do komunistycznego kraju w środkowej Europie. Choć ustrój polityczny raczej odstraszał, nie brakowało ludzi, którzy kierowani różnymi przesłankami postanowili

Niedźwiedzie na ulicach

zawitać do Polski. Kent Washington dostał propozycję od lubelskiego trenera. Co spowodowało, że ludzie tacy, jak on  zechcieli zawitać do socjalistycznego państwa? „Podjąłem tę decyzję, by kontynuować nowe wyzwania, poza tym nęciły mnie nowe wyzwania” – mówił potem czarnoskóry koszykarz. Nieraz cudzoziemcy przyjeżdżali, by zdobyć wykształcenie. Polska w porównaniu z innymi krajami bloku wschodnie-go oferowała o wiele lepsze warunki edukacji. Jednak nie zawsze był to wolny wybór przyjezdnych. Przykładowo osoby z Iraku studiowały w kraju nad Wisłą, ponieważ tak rozkazały im władze. W przeciwnym wypadku ich rodziny mogłyby spotkać pewne problemy. Nie brakowało też ludzi, którzy tutaj po prostu pracowali (w ambasadach lub zagranicznych firmach). Jeszcze inni odwiedzali nasz kraj, by zobaczyć jak właściwie wygląda miejsce, w którym niedźwiedzie chodzą po ulicach… Po drugiej stronie muru Z różnych państw, z różnych powodów – i tak ostatecznie trafiali do Polski. Szybko przekonywali się, że to nie kraina mlekiem i miodem płynąca. Na ulicach niewiele samochodów, zewsząd ponure, betonowe budynki, przechodnie w szarych, niewyraźnych ubraniach. Z pewnością największy szok musieli przeżywać „goście” z Zachodu. Pierwsze wrażenie raczej nie nastawiało przyjezdnych pozytywnie. Szybko przekonywali się, na czym naprawdę polega socjalizm. Przepaść między nim, a kapitaliz - mem była ogromna i nawet po latach władze miały trudności ze zlikwidowaniem jej. Jeszcze w 1992 r. pewien wykładowca prowadził kilka zajęć w Warszawie. O swoim pobycie w Polsce nie poinformował rodziców, żeby się nie martwili. Mięso, pociągi i cała reszta szarej rzeczywistości. Przenieśmy się jednak trochę w przeszłość. Ze Stanów przylatuje John, by studiować w Polsce medycynę. Z lotniska w Warszawie usiłuje dostać się na dworzec kolejowy. Nie

Niedźwiedzie na ulicach

potrafi go odnaleźć, ponieważ droga nie została odpowiednio oznakowana, a nikt nie potrafi mówić po angielsku. Błądzi po betonowej stolicy i w końcu wchodzi do sklepu, by kupić coś do jedzenia. Okazuje się, że półki świecą pustkami i ludzie używają jakichś dziwnych kartek. Ostatecznie idzie do restauracji, niezadowolony, że będzie musiał dużo zapłacić. Gdy kończy jeść smaczny obiad, patrzy na rachunek i nie może uwierzyć, jak tanio to wychodzi. Ale tylko w dolarach. Gdy dociera na dworzec, nie może dostać się do pociągu. Ludzie wchodzą oknami, w środku panuje ścisk. Jakiś student, który zna nieco obcego języka, „załatwia” miejsce u konduktora. Przez całą drogę John stoi w przejściu obok toalety. To nie koniec jego zaskoczeń. Mija wiele dni, lecz kolejne rzeczy wciąż zadziwiają Amerykanina. Chce urządzić mieszkanie, więc pyta kogoś, gdzie może najtaniej kupić meble czy telewizor. Polak nie rozumie pytania. Przecież ceny są wszędzie takie same. „Nie mogłem pojąć, jak funkcjonuje rynek, skoro nie istnieje w nim konkurencja.” Ostatecznie przy pomocy drugiego obiegu jakoś się udaje. John włącza telewizor. O dziwo, czarnobiały. W dodatku istnieją tylko dwa programy telewizyjne. Przez długi czas jada w restauracjach. Jego znajomi z Polski rzadko widują mięso. Powoli tłumaczą mu, na czym polega ustrój, ale Amerykanin nie potrafi tego zrozumieć. Po latach wciąć mówi „Socjalizm to system, który nie ma prawa bytu, ale mimo to istnieje”. Długo można by mówić o niespodzian-kach, które czekały na nowo przybyłych. Cudzoziemcy po powrocie do ojczyzny mogli opowiadać swoim rodakom o dziwnym, nieco przerażającym kraju… Egzotyka znad Bałtyku. Często właśnie tak wyglądał odbiór Polski przez ludzi z zagranicy. Ci  którzy przyjeżdżali z kapitalistycznych państw w celach turystycznych, przeżywali niezapomnianą przygodę. Po powrocie do swoich własnych krajów byli traktowani jako odważni, a może nawet lekkomyślni. Ich opowieści na pewno nieraz zostały uznane za mocno przesadzone, choć i tak nie oddawały prawdziwych realiów komuny. Nie można też zapominać, że w Polsce nie panowały najtrudniej-sze warunki. Musieli być ludzie, którzy odbierali kraj znad Wisły, jako coś lepszego od ich ojczyzny. Z pewnością należeli oni do mniejszości. Zdecydowana większość przeżywała szok, gdy widzieli szarą, komunisty-czną rzeczywistość. I chwilami przekony-wali się, że są gorsze i dziwniejsze rzeczy od niedźwiedzi grasują-cych w centrum miasta. Krzysiek Matkowski Kwiaty we włosach potargał wiatr
Glany z Rumunii zamiast prawdziwych Martensów? Strasznie niewygodne, zimą zimno, latem gorąco, a jednak, w imię wyższych ideałów, tysiące młodych „metalowców” w czasach PRL - u nosiło je dumnie. W czasach, kiedy po wszystko stało się w kolejkach, przedstawiciele przeróżnych subkultur wykazywali się niezwykłą pomysłowością, starając się nadążyć za zachodnimi wzorcami.
Kwiaty we włosach...

I chociaż światu mogło się wydawać, że młodzież za żelazną kurtyną sumiennie przyczynia się do budowania socjalisty-cznego społeczeństwa, rzeczywistość okazywała się zupełnie inna. Młodzież żyjąca w PRL - u wbrew pozorom wcale nie odstawała od swoich zachodnich kolegów, a znienawidzony system wręcz zachęcał do buntu, tworzenia grup i manifestowania swojej odrębności. W tamtych czasach Polska pełna była przeróżnych subkultur, barwnych i zróżnicowa-nych, tak bardzo odmien-nych od szarej rzeczy-wistości. Skowyt w kieszeniach. Podczas gdy w Ameryce rzesze „dzieci kwiatów” protestowały jawnie przeciwko wojnie w Wietnamie, organizując zjazdy, w Polsce młodzież nosiła wpięte w klapy kurtek oporniki, jako symbol cichej walki przeciwko władzom, a narkotyki zastępowano uzyskiwanymi z domo-wych leków specyfikami. Ciężko było palić karty mobilizacyjne i uciekać od służby wojskowej, czy

Kwiaty we włosach...

też organizować manifestacje na ulicach. Dlatego skupiano się na konspiracyjnej działalności, treściach wyrażanych przez muzykę, sztukę czy poezję. Hymnem polskich „dzieci kwiatów” stał się utwór „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena. "Przyszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie.” - Czesław Niemen Rozpoznać hippisa na ulicy nie było trudno. Długie włosy, niezależnie od płci, oraz zwiewne, kolorowe ubrania wyróżniały ich z tłumu. Subkultura ta przeniknęła do Polski pod koniec lat sześćdzie - siątych wraz z modą na muzykę rockową. Organizowano zloty, tworzono komuny, obowiązkowo noszono przy sobie tekst wiersza pt. "Skowyt" Allena Ginsberga (proroka pokolenia hipisów i lidera ruchu beat generation, a także jednego z największych poetów XX wieku.). Ikoną polskich hippisów był Marek Garztecki, który w latach 60. współtworzył polski ruch kontrkultu-rowy. Zarówno w Polsce, jak i w ZSRR jeszcze przed rokiem ’68 (kiedy to na Zachodzie miała miejsce rewolucja seksualna), odbywały się wielokrotnie wielkie zloty hippisowskie. Ruch, naturalnie, spotkał się z krytyką ze strony Partii, Milicji i starszej części społeczeństwa. Od 1969 r. zaczęto tępić środowiska hippisowskie, rozpoczęły się aresztowania na większą skalę pod zarzutami szerzenia narkomanii. Elitka w spodniach w kancik Zamożniejsza młodzież

Kwiaty we włosach...

nie ze strony świata nie popychają ich do pokory i bierności, wręcz przeciwnie. Są motywacją do buntu, ale nie rewolucji. „Anarchia w samym środku mojej głowy Mój mózg pracuje niezależnie I nikt mi nie może zakazać myślenia Anarchia w głowie to początek wyzwolenia” – Dezerter „Anarchia” również wykształciła odrębną subkulturę, zwaną „popersami”. „Popersi” wyróżniali się spodniami w kancik i długimi grzywkami, zarówno u chłopców, jak i dziewczyn. Ubierani przez bogatszych rodziców w pewexach byli znienawidzeni przez „punków” i regularnie przez nich gnębieni. Muzyką wiążącą się z tą subkulturą są utwory takich zespołów, jak Depeche Mode, czy The Cure. Agrafki w uszach Korzenie punków sięgają lat 70., kiedy wśród stałych bywalców klubów Nowego Jorku kształto-wały się grupy, które później przekształciły się w „punk”. Młodzi, agresywni, zbuntowani, często pochodzący z najbiedniejszych warstw społecznych, pełni uprzedzeń rasowych. Odrzucają wszelkie kryteria moralne, noszą swastykę na szyjach, nie identyfikując się z ideologią faszystowską. Samotność i niezrozumie - Do Polski ruch ten dotarł w końcu lat siedemdzie-siątych i zadomowił się na dobre, jako ruch antykomunistyczny. Wzorem punków z Zachodu noszono czarne kurtki i pasy z ćwiekami, ciężkie buty i agrafki w uszach. Włosy farbowano na kolorowo i czesano w czub. Ruch sedno swojej ideologii odnajdywał w muzyce, gatunku zwanym punk-rockiem. Słuchano głównie Sex Pistols i The Clash, które inspirowały i motywowały do dalszej

Kwiaty we włosach...

działalności. Gitludzie i reszta świata Ta rdzennie polska subkultura powstawała w środowiskach robotniczych. Jej człon-kowie tworzyli grupki silnie związane z miejscem zamieszkania. Ich ideologia opierała się na podziale społeczeństwa na „frajerów” i „gitludzi”, do których zaliczali między innymi siebie samych. Tymczasem „frajerów” można było gnębić bez ograniczeń. Wyznawali kult niezłomnego charakteru i siły fizycznej, a co za tym idzie ze szczególną brutalnością odnosili się do hippisów, którzy skłaniali się ku naturze i delikatności. Co ciekawe, „gitowcy” wykształcili własną, specyficzną mowę - gypserę, która wyróżniała „gitludzi” z tłumu. PRL - owskie czarne msze Jako wielokrotnie wiązana z satanistycznymi ruchami subkultura, „metalowcy” nie mieli łatwego życia. Do Polski dotarła w latach 80., wraz z modą na muzykę metalową i wszelkie jej odmiany. Rozwijała się prężnie i istnieje do dzisiaj wciąż zdobywając nowych sympatyków. „Metalowcy” nigdy nie wykształcili wspólnej ideologii, łączyły ich za to podobny gust muzyczny i strój - przeważnie czarne ubrania, skórzane płaszcze, glany, a u mężczyzn długie włosy. Czasem postrzegano ich jako satanistów, nie zawsze słusznie. Jednak były to skrajne przypadki, a większość z nich, zafascynowana ciężką muzyką, więcej czasu spędzała na koncertach niż w piwnicach, pochyleni nad „Biblią Szatana”, jedząc koty. Mnogość subkultur pozwalała młodym odnaleźć taką, w której mogli by wyrazić siebie. Mimo represji ze strony władz, subkultury wcale nie znikały, wręcz przeciwnie – tworzyło się ich coraz więcej, dodając barw rutynowej rzeczywistości. Asia Kalemba PRL na szpilkach
Hippisi, punkowcy, ortalionowe kurtki, buty „Bitelsiaki”, koszulki Non Iron itd.
PRL na szpilkach

Moda PRL - u w dużym stopniu wzorowała się na ikonach muzycznych tamtego okresu, a także z braku możliwości i pieniędzy. Ówczesny człowiek musiał się wykazać nie lada błyskotliwością i inwencją twórczą, żeby zdobyć "modny ciuch". „Chcę ubrać cały świat” Osobą uważaną za jedną z najlepszych projektantek w czasach PRL - u była Barbara Hoff. Założyła ona firmę Hoffland, która współpracowała z niemal wszystkimi centrami handlowymi. Jednym z najbardziej znanych projektów Pani Hoff były tak zwane trumianki, czyli tenisówki z wyciętym przodem. Kolejnymi trendami PRL - u były spódnice, bananówki znane po dziś dzień, a także spodnie biodrówki i muchy - okulary. Wbrew pozorom współczesna moda w dużej mierze opiera się na modzie komuni-stycznej. Lecz czym był ubiór wtedy? Cenzura mocno dawała się we znaki. Swoje racje i wierzenia można było wyrażać przez ubiór. O ile wystawy sklepowe przedstawiały najróżniejsze odcienie szarości, to stroje ludzi aż mieniły od barw. Rosnące zainteresowa-nie trendami można było zauważyć w róż-nych czsopismach. W latach PRL - u można było dostrzec ciągle zmieniające się style.

PRL na szpilkach

Ludzie inspirowali się swoimi idolami, jak na przykład zespołem "The Beatles". Każdy chciał być taki jak oni. Stąd też wzięły się różne nazwy ubrań i gadżetów. Choćby Lenonki - rodzaj okularów noszonych przez członka Beatels’ów - Johna Lennona. Ostatecznie, dzięki „eksperymentalnej modzie” tamtych czasów, dzisiejsi projektanci mogą czerpać natchnienie z różnych fasonów i stylów. Mimo ograniczonego wyboru towarów w sklepach, ludzie znajdywali sposoby na wyrażanie siebie, swojej oryginalności. Przedstawiciele nowych subkultur omijali cenzurę, wprowadzając własne, oryginalne rozwiązania. To oznaczało początek różnorodności w modzie, która wciąż się rozwija. Maria Czernik
Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o gwiazdach PRL - u
Gwiazdy PRL - u

Słysząc słowo „komuna” najczęściej przed oczami mamy tylko jedno – metrowe kolejki, produkty na kartki i sklepy Pewex. „Nie mogę ci wiele dać, bo sam niewiele mam” W czasach PRL - u była symbolem buntu i wyzwolenia. Pomagała w najgorszych chwilach, a dzięki niej ludzie patrzyli na wszystko co działo się w naszym kraju trochę łaskawszym okiem. W muzyce dostrzegaliśmy różnorodność – pop, rock, reggae, blues, rock’n’roll. Do dzisiaj możemy słuchać przebojów ikon PRL - u, takich jak „Małgośka” Maryli Rodowicz, „Whisky” Dżemu, czy „Kwiat jednej nocy” Alibabek. I choć wielu artystów na dobre zeszło ze sceny, to pozostało po nich najważniejsze - piękne wspomnienia. Bo komu nie zakręci się łezka w oku, gdy w radiu znów puszczą „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena? „Piłka jest okrągła, a bramki są dwie” O tym mówiła cała Polska. Wydarzenie uznane za symbol polskiego sportu w czasach PRL - u. Mimo lata był to chłodny dzień. Gorący zrobił się dopiero po niespodziewanym incydencie. Zwycięstwo Polaka nad Rosjanami oraz dwukrotnie skierowany w stronę

Gwiazdy PRL - u

radzieckiej publiczności „gest Kozakiewicza” wywołał oburzenie rosyjskich widzów, skutkiem czego była nieudana próba odebrania złotego medalu naszemu rekordziście. Władysław Kozakiewicz przeszedł do historii. W tym momencie trzeba wspomnieć także o polskich piłkarzach, słynnej Sarence (Kazimierzu Górskim), czy legendarnym Bońku. To dzięki nim Polska wygrała wiele meczy i turniejów, a Polska piłka nożna stała się sportem narodowym. „Oczko mu się odlepiło, temu misiu” Co łączy takie filmy jak „Miś”, „Rozmowy kontrolowane” czy „Poszukiwany, poszukiwana”? Odpowiedź jest prosta. To Stanisław Bareja - wybitny reżyser i aktor. Jego filmy - głównie przez cenzurę – w czasach PRL - u nie cieszyły się dużą popularnością. Za to w dzisiejszych czasach zostały uznane za dosko-nałe odzwierciedlenie komunistycznej Polski. A kto nie pamięta Ireny Kwiatkowskiej „kobiety pracującej, która żadnej pracy się nie boi”? Jest jeszcze Daniel Olbrychski, Beata Tyszkiewicz, Stanisław Tym. Bo przecież „wszystkie Ryśki to porządne chłopaki”. „Brunner, ty świnio!” Telewizja w czasach PRL - u nadawała jeden – dwa kanały w malutkim odbiorniku. Oglądanie telewizji było czymś niezwykłym, z czasem jednak stało się codziennością. Jednym z najchętniej oglądanych programów oprócz wszelkiego typu dobranocek (np. „Jacek i Agatka”, „Miś uszatek”) był „Dziennik Telewizyjny”, często jedyne źródło informacji. Chyba każdy pamięta choć jednego prezentera, a było ich wielu – choćby Janusz Świerczyński lub Grzegorz Woźniak. Znane, choć nie z „Dziennika” były także Edyta Wojtczak oraz Irena Dziedzic. Nie można także pominąć historii polskich seriali, „Stawki większej niż życie”, z której wciąż można usłyszeć najsłynniejsze cytaty: „Nie ze mną te numery Brunner” czy „W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle”. Kolejnymi znanymi serialami PRL - "To była łamigłówka"

Gwiazdy PRL - u

znanymi serialami są „Czterej pancerni i pies” oraz „Czterdzie-stolatek”. Do dzisiaj cieszą się one niesłabnącą popularnością. I co dalej? Czy oglądając dzisiejsze gwiazdy możemy wierzyć, że jeszcze kiedyś powrócą czasy PRL - u? Bardzo wątpliwe. Wszystko musi się kiedyś skończyć. A czasy Hansa Klossa i Alibabek już dawno minęły. Karolina Szewczyk Laureat wielu nagród, kompozytor. W życiu osiągnął chyba wszystko. Mowa o Zbigniewie Zamachowskim. Urodzony w Brzezinach, koło Łodzi, pierwszy raz zadebiutował w 1981 r. w filmie Krzysztofa Rogulskiego „Wielka majówka”, gdzie zagrał główną rolę kontrowersyjnego bohatera. Kolejne lata były dla Zbigniewa Zamachow-skiego równie udane. Coraz częściej dostawał role w filmach. Na pewno każdy z Was zna lub chociaż kojarzy serial komediowy wyreżyse-rowany przez Stanisława Bareję „Zmiennicy”. Ta popularna opowieść również pochłonęła aktora. Grał tam pośród takich gwiazd jak: Irena Kwiatkowska, Ewa Błaszczyk czy Artur Barciś. Jeśli mówimy o PRL - owskiej karierze Zbigniewa Zamachow-skiego, należałoby wspomnieć o filmie „Zabij mnie glino” wyreżysero-wanym przez Jacka Bromskiego. W tym kryminalnym filmie grał on współwięźnia. Warto zobaczyć ten film chociaż z uwagi na jego obsadę aktorską. Wystąpiły tam takie gwiazdy jak: Bogusław Linda, Jan Machulski czy Andrzej Grabarczyk. Kolejnym filmem z PRL - owskiej filmografii aktora jest produkcja „Niezwykła podróż Baltazara Kobera”. Jest to film fabularny, w reżyserii Wojciecha Hasa, przedstawiający postać Baltazara, widzącego postacie

Gwiazdy PRL - u

z zaświatów. Zbigniew Zamachowski grał w tym filmie postać Mathiasa. Mając na uwadze osiągnięcia naszego bohatera, postanowiłem spotkać się z nim i przeprowadzić wywiad. Udało się to dzięki organizowanemu cyklicznie Festiwalowi Filmowemu - Opolskie Lamy. Zbigniew Zamachowski był tam jednym z wielu gości. Marcin Sowa: Z czym kojarzy się Panu PRL? Zbigniew Zamachowski: Z czym mi się kojarzy? Z wieloma rzeczami… z absurdem, z jakimś totalnym, barejowskim poczuciem humoru, ale też i z młodością, no bo całe moje dzieciństwo i młodość przypadała na PRL. Ja wtedy nie myślałem, że to jest PRL, czy to jest jakiś inny system, po prostu cieszyłem się tym życiem. Dyskontując może w nieco późniejszym czasie, kiedy zacząłem co nieco rozumieć z tego świata, te właśnie absurdy, o których można by mówić długo, ale naprawdę odsyłam do filmów Stanisława Barei. M.S.: Czy przyjaźnie z czasów PRL - u różnią się od przyjaźni z czasów dzisiejszych? Z.Z.: W ogóle się nie różnią. Przyjaźń nie jest naznaczona ani polityką, ani czasem, ani ustrojem. Przyjaźń jest przyjaźnią, ja mam do tej pory mnóstwo przyjaciół w moim rodzinnym miasteczku i to w jakim ustroju funkcjonujemy nie nic do rzeczy. M.S.: Czy w czasach PRL - u dało się przeżyć z aktorstwa? Z.Z.: Dało się, natomiast nie można było myśleć o budowaniu fajnego życia. Tak, dało się dość Gra w skojarzenia z komunizmem
Pralka „Frania”, woda sodowa i wyroby czekolado-podobne – kiedyś ludzie stali po nie w kolejkach, dziś zniknęły z półek sklepowych.
Symbole PRL - u

dostatnio żyć, jeśli się pracowało. M.S.: Czy w czasach PRL - owskich teatrów, emocje trzeba było wyrażać inaczej niż dzisiaj? Z.Z.: Zupełnie inaczej, ale naprawdę to jest temat na dłuższą rozmowę, bo sztuka w PRL - u była sztuką metafory, sztuką przemycania treści, puszczania oka do  widzów, częstokroć pod okiem cenzorów, którzy nawet puszczali różne rzeczy, których puścić nie powinni, taka to była łamigłówka. Marcin Sowa W dzisiejszych czasach – wolności słowa, trójwymiaru i zaawanso-wanej technologii, trudno wyobrazić sobie świat gdzie na każdym kroku jesteśmy szpiegowani i sprawdzani, żeby coś kupić, trzeba wystać swoje 8 godzin w kolejce, a całe miasto pije oranżadę z jednej szklanki. I chociaż twierdzimy, że sami mamy trudne życie i strasznie irytuje nas wypowiadane przez rodziców i dziadków – „Kiedy byłem w twoim wieku …” – jednak gdyby bliżej się przyjrzeć, zobaczymy, że może jest to zajmująca opowieść, której warto posłuchać. Co najbardziej zapadło im w pamięci z czasów ich młodości? Nowinki techniczne z Maluchem na czele Dzisiaj płaski telewizor to norma, ludzie nie mogą przeżyć dnia bez komórki czy komputera. Kiedyś markami były takie przedmioty jak pralka "Frania", czy "Mały Fiat". "Frania" była świetna – w tamtych czasach uchodziła za najlepszą rzecz” – wspomina pani Irena, - „Jak już pralka wyprała na górze była tzw. wyżymaczka, dzięki niej nie trzeba było potem w rękach wykręcać prania – chociaż były i bardziej gorliwe gospodynie domowe, które nawet po "Frani" poprawiały”. Kolejnymi niezapomnianym ikonami były samochody – "Mały Fiat" i "Syrenka". „Jak ktoś miał Malucha, to był

Gwiazdy PRL - u

super gość” – śmieje się pani Helena – „Na Syrenkę mój szwagier poderwał moją siostrę, a to też była marka” – opowiada. Trzeba się było jednak sporo natrudzić, żeby zdobyć auto – pretendenta do miana kierowcy Malucha czy Syrenki obowiązywała przedpłata (czyli wpłacanie pieniędzy na auto w ratach) i wyczekiwanie od trzech do czterech lat w kolejce. „Z technicznych osiągnięć tego okresu pamiętam jeszcze radiomagnetofon "Kasprzak" – taśmowy odtwarzacz muzyki, nie każdy mógł sobie na niego pozwolić, albo telewizor "Rubin" – szczyt radzieckiej technologii – strasznie wściekłe kolory i mała ostrość wodzenia – jak się za długo w taki patrzyło, to oczy zaczynały boleć” – opowiada pani Helena. Do szeregu! Jak mowa o PRL - u od razu cisną się na myśl kilometrowe kolejki pod sklepami. „Kiedyś sąsiad szedł o 4 rano do kolejki za kiełbasą, to zgarnęła go Milicja, za chodzenie po mieście w czasie godziny policyjnej” – opowiada ze śmiechem pani Irena. „Nie ma!” W sklepie mięsnym – mięsa brak – „Mięso i słonina dla Stalina, a kości dla polskiej ludności” – tak się kiedyś mówiło – wspomina pani Zofia, która pracowała wtedy jako sprzedawczyni w sklepie spożywczym. Jeśli komuś się poszczęściło mógł dostać salceson – zwany w tym czasie cwaniakiem, ponieważ ludzie z zagranicy nie chcieli go,

Gwiazdy PRL - u

więc zostawał on w Polsce. „Na półkach był tylko ocet, musztarda, zapałki, herbata „Madras” i zielone kubańskie pomarańcze. W sklepach było też pełno słonego masła w blokach, które niezbyt dobrze schodziło, więc żeby się nie zepsuło, bardzo często robiło się z niego ciasta na wesela.” – mówi pani Zosia. Może nie uwierzycie, ale papier toaletowy był wtedy uznawany za prawdziwy skarb. „Pamiętam, jak kiedyś sąsiad jechał do domu na rowerze z przewieszonymi oberemami papieru toaletowego – wtedy to nie był wcale wstyd, on był wręcz z siebie dumny, że udało mu się zdobyć dwie rolki papieru toaletowego.” – śmieje się pani Helena. Handel wymienny Kartki – kolejna nieodłączna ikona związana z czasami komunizmu. Dosłownie każdy możliwy towar, był sprzedawany na kartki – jak ktoś dostał kartkę na papierosy, a nie palił, to kombinował z kim i na co może się wymienić – inaczej kartka przepadała. Można to podsumować tak, że każdy miał pieniądze, ale nie mógł nic za to kupić, ponieważ nic nie było wtedy dostępne. Dżinsy = luksus Pewex – najwyższa ekstrawagancja tamtych czasów. Nie każdy mógł oczywiście pozwolić sobie na zakupy w tym sklepie – trzeba było mieć specjalne talony – wtedy można było kupić takie rzeczy jak: krem Nivea, dżinsy, czy firanki. (nie taka znowu) Czysta przyjemność Nic tak nie daje ochłody w upalny dzień, jak woda sodowa z sokiem malinowym, pita z tej samej szklanki, z której piła ją połowa mieszkańców miasta. Jednak jest to rzecz bardzo pomysłowa – nie szkodząca środowisku, higieniczna, bo przepłukana przez saturator, jak również doskonała, jeśli chodzi o walory smakowe. Chociaż z ulic zniknęły saturatory z wodą sodową, w sklepie nie kupimy wyrobu czekoladopodobnego, a zamiast starej dobrej "Frani" w łazience stoi inteligentny automat z osiemnastoma programami prania, historia wciąż jest żywa. Zapytacie – gdzie? Po tamtej epoce nie został ani ślad. W sercach tych ludzi – odpowiem – oni wciąż pamiętają jak się wtedy żyło, jak trzeba było sobie radzić, jaki był czarno - biały świat PRL - u. Paulina Wójcik Ciemna strona PRL - u
Kto kogo śledził i za co ? - czyli techniki PRL - owskich agentów i Służb Bezpieczeństwa.
Ciemna strona PRL - u

Za czasów komuny w Polsce wielu rzeczy zakazano: podważania lub krytykowania działań władzy, okazywania niechęci co do osób zarządzających państwem i ustroju w naszym kraju. Jednak znaleźli się patrioci, którzy zdecydowali się złamać te zasady dla dobra ojczyzny. O tym jak Polak przechytrzał władzę Polacy nie mogli wyrazić tego, co tak naprawdę czuli, gdyż było to zakazane. Wszystkie gazety, książki czy artykuły prześwietlane były przez cenzorów. Jednak Polacy mieli swoje sposoby przekazywania informacji społeczeństwu - stosowali wszelkiego rodzaju aluzje, sprytne sztuczki, w wielu miastach działało także "podziemie" Wolność, która była ukryta Wprawdzie cenzorzy usuwali z tekstów wszystko, co uważali za niesłuszne, jednak patriotom nie zabrali myśli - wolny naród dla naszych potomków. Od miej wszystko się zaczęło. Spotykali ludzi, takich samych jak oni - dążących do lepszego jutra dla Polski. Ciężko było odróżnić wroga od przyjaciela, człowieka godnego zaufania od zdrajcy. Tajni współpracownicy, czyli postrach Polaków Inaczej zwani agentami, byli wszędzie i mogli być każdym. Mogła to być miła sąsiadka lub dziwny kolega z pracy. Mógł to być przyjaciel albo przypadkowy przechodzień. Świadomie śledzili, podsłuchiwali, wypytywali. Na początku zmuszano agentów do współpracy za pomocą wymyślnych tortur i zastraszeń, lecz zaprzestano korzystać z tych działań, gdyż były one mało efektywne. O wiele lepiej tajni współpracownicy funkcjonowali, gdy uzyskiwali za swoją pracę wynagrodzenie w formie pieniężnej, awansu w pracy czy paszportu. Gdy Kontakt Operacyjny, czyli agent wykonał zlecenie przekazywał wszystkie zebrane informacje funkcjonariuszowi SB, który podejmował odpowiednie kroki. Doniósł i co dalej ?  Po uzyskaniu odpowiednich informacji, Służby Bezpieczeństwa bez zbędnych procedur aresztowali oskarżonego.

Ciemna strona PRL - u

Przesłuchania odbywały się nieraz kilka dni. Właściwie człowiek aresztowany i przesłuchiwany prawie w ogóle nie miał szans na uniewinnienie. Potem czekało go już tylko więzienie. Ludzie w tamtych czasach znikali i już nie wracali... Dążąc do wolności Tylko najwierniejsi swojej idei, najwytrwalsi w swojej wierze, przetrwali ten trudny okres i teraz dzięki nim, możemy się cieszyć wolnością czynu i słowa. Wielu z ówczesnych patriotów poświęciło zdrowie, rodzinę czy życie, abyśmy mogli czerpać z egzystowania w naszym państwie radość i nie czuć coraz bardziej zaciskającej się pętli zawieszonej przez władze PRL - u na szyi naszych przodków. Julia Kaszucka Poradnik uciekiniera
Czy ktokolwiek myśli, żeby ze swojego kraju uciec? Nielegalnie? Kradzioną motorówką zamiast własnym samochodem?
Wielkie ucieczki

Dopuszczane były także kradzione samoloty wojskowe. Ewentualnie paralotnie. Bądź wpław. Można także było uciekać podczas zakupów. Oczywiście, w Berlinie Zachodnim. Ucieczka – świetna rzecz, pewnie wielu z Was tak pomyśli. To zastanówcie się jak cudowna musi być, gdy uciekać będziecie spod ambasady amerykańskiej w Warszawie, w dodatku amerykańską ciężarówką. Jakby tego było mało – ukryci pod amerykańskimi mundurami. Szczęśliwi i zadowoleni jedziecie nad morze. Jedyne, co psuje Wam humor to groźba wyroku śmierci. Na szczęście perspektywa długich kąpieli w Bałtyku zupełnie odwraca Waszą uwagę. Niestety, dowiadujecie się, że kąpiele zabronione. Wasz umysł znów zwraca uwagę na możliwość rychłej utraty życia. Jednak nie zajmujecie się tym długo, ponieważ w porcie już czeka amerykański statek. Wsiadacie do niego i po kilku godzinach

Wielkie ucieczki

znajdujecie się na Zachodzie. Polski już nie naprawicie. Grunt, że żyjecie. W ten właśnie sposób z PRL - u uciekł legendarny działacz Polskiego Stronnictwa Ludowego (od czasów Piłsudskiego aż po pierwsze lata Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej) Stanisław Mikołajczyk. Po jego ucieczce, PSL połączyli z komunistycznym SL – powstało z tego, pod silnymi wpływami komunistycznymi - ZSL. Urozmaicić podróż można także ucieczką z Berlina Wschodniego do Zachodniego, np. podczas wizyty dyplomatycznej. Po takowym czynie we własnym państwie zostanie się oskarżonym o bycie zdrajcą, ale już poza jego granicami – bohaterem. Do Berlina Zachodniego najlepiej uciec podczas zakupów ze współtowarzyszem. Następnie do ambasady amerykańskiej, ciężarówką (amerykańską) do Frankfurtu, a stamtąd już tylko kilka kroków na lotnisko – i do Waszyngtonu. Józef Światło (vel Izaak Fleischfarb) – wysoki działacz partyjny w okresie stalinowskim, aresztował Gomułkę oraz Ministra Obrony Narodowej – Rolę – Żymierskiego. Do Berlina poleciał w celu „uciszenia” Wandy Brońskiej. Po ucieczce Józef Światło zaczął prowadzić audycje w Radiu Wolna Europa – „Za kulisami partii i bezpieki”. Do dziś nie jest znany powód jego ucieczki – historycy zastanawiają się nad współpracą z wywiadem zachodnim, ewentualnie wyjazdem na Zachód w celu szpiegowania dla radzieckich służb specjalnych. Trzecia teza mówi po prostu o strachu przed własnym aresztowaniem. Nieznana jest także data jego śmierci. Kolejnym świetnym pomysłem na uprzyjemnienie sobie weekendu jest zbudowanie własnego samolotu, próba zdobycia odpowiedniej ilości paliwa, a następnie bezpieczny lot do miejsca przeznaczenia. Eugeniusz Pieniążek po prześladowaniach przez UB za miejsce przeznaczenia (także z przyczyn politycznych) uznał Jugosławię. Po krótkim pobycie w jugosłowiańskim więzieniu zdecydował, że czuje jednak niczym nie zachwianą chęć wizyty w Szwecji, do której udał się z obietnicą, że w żadnym kraju socjalistycznym nie pojawi się już nigdy więcej. Z Polski można wyjeżdżać także z miłości (i tym razem nie chodzi tu o miłość do Ojczyzny). Jeśli do ucieczki potrzebujecie właśnie tego, najlepiej zacząć od znalezienia sobie kapitana sowieckiego statku. Ewa Góra – studentka stomatologii – poznała kapitana radzieckiego niszczyciela - Nikołaja Artamonowa. Nie chciała wyjechać z nim do ZSRR, więc oboje wyemigrowali do Ameryki. Jak widzicie sposobów ucieczek było wiele – przez góry, kradzionymi samolotami – głównie tymi wojskowymi, statkami, motorówkami… Podczas wakacji w NRD – piwnicami z Berlina Wschodniego do Zachodniego. Miłej ucieczki! Ola Wójtowicz Jutro znów będzie dziś
Spory o to, gdzie żyje się lepiej nie są dla nas żadną nowością. Jedni uparcie bronić będą tego, że w mieście standard życia jest wyższy, drudzy argumentować będą przewagę wsi czystym powietrzem i ciszą.
Miasto a wieś

Ale czy kiedykolwiek zastanawialiście się jak to wszystko wyglądało w PRL - u? Czy choć przez chwilę pomyśleliście czym różniło się życie bogatego polityka od przeciętnego rolnika? Polityka może zostawmy w spokoju, niech zajmie się sprawami państwa. Ale jego sąsiad, którego ładnie nazwiemy Panem Szarym, idealnie nadaje się na obiekt obserwacji. Godzina siódma rano, nasz bohater wstaje, idzie do łazienki się umyć po czym zakłada swój nudny garnitur. Pan Szary jest żonaty, dlatego też przed wyjściem do pracy je z małżonką skromne śniadanie: kanapki z białym serem, bez rzodkiewki. Po czułym pożegnaniu opuszcza mieszkanie i rusza na piechotę do pracy, ponieważ nie stać go na takie luksusy jak samochód. To w końcu szary obywatel. Kolej(ka) rzeczy Nasz bohater pracuje w urzędzie, gdzie całymi dniami wypełnia druczki. Chociaż chwila… Jakie druczki? Nie ma żadnych druczków, przecież ludzie całymi dniami stoją w kolejkach. I jego żona, dorosła córka, podstarzały sąsiad, żywiołowa kuzynka. Wszyscy. Po przepracowaniu wyznaczonej liczby godzin, Pan Szary wraca z powrotem do domu, też na piechotę. Na szczęście dzisiaj ominie go przyjemność stania w kolejce, ponieważ żona zgodziła zrobić się to za niego. W domu czeka na niego dziwnie obfity obiad, Pani Szarej udało się zdobyć mięso. Cóż za nowość. Jedyną rozrywką Pana Szarego jest oglądanie telewizji, jednak to szybko mu się nudzi. Co prawda nie jest typem buntownika, ale ma dość chorej ideologii wpajanej mu przez władzę w każdy możliwy sposób, dlatego wyłącza sprzęt. Różne miejsca, wspólny system Słychać pukanie. To jego kuzyn ze wsi, który poświęcił swój cenny czas, żeby przyjechać po Pana Szarego i zabrać go na weekend do swojego domu znajdującego się kilkadziesiąt kilometrów od smutnego, brudnego miasta. Tam, na wsi, wszystko wyglądało inaczej – od jedzenia po codzienne prace. Kuzyn Pana Szarego jest rolnikiem. Ma duże dochodowe gospodarstwo. I sporą gromadkę dzieci, które w przeciwieństwie do już dorosłej córki Pana Szarego nie mają tyle czasu na

Miasto a wieś

oglądanie telewizji. Nie chodzi tu nawet o to, że telewizora nie posiada, jednak każda wolna chwila musi być wykorzystana na coś pożytecznego. Na przykład wspólne sprzątanie domu, robienie zapasów na zimę, zbieranie owoców w sadzie… Żyć, nie umierać. Codziennie od nowa Polska Ludowa! Minęła sobota, minęła niedziela, Pan Szary wrócił. Bohater wstaje, idzie do łazienki ładnie się umyć, po czym zakłada swój nudny garnitur, je śniadanie, wychodzi do pracy... Ten sam scenariusz co zawsze. Nudne druczki nadal są nudnymi druczkami, kolejki kolejkami, wszystko wygląda identycznie. Na wsi również nic się nie zmieniło – równo z wybiciem godziny piątej rano dzieci idą pasać krowy i zabierają je na łąkę. Następnie dojenie, dopiero później mogą sobie pozwolić na odrobinę przyjemności przy rodzinnym śniadaniu. I Pan Szary i jego kuzyn z rodziną żyli tak przez kolejne długie lata, aż do roku 1989. Wtedy wszystko diametralnie się zmieniło. Nasi bohaterowie również. Madzia Adamowicz PRL - owska zaraza
W mieście szaleje epidemia. Wrocław objęty kwarantanną. Informacje, zamiecione przez władze pod dywan, ujrzały światło dzienne dzięki zapomnianym dziennikom.
PRL - owska zaraza

22 marca, 1963 r. Dzisiaj do naszego szpitala przybył oficer z Indii. Miał gorączkę, nietypowe zmiany trądzikowe, bóle mięśni oraz drgawki. Wszyscy „obstawiali” malarię, po wykonaniu odpowiednich badań okazało się, że faktycznie jest zarażony. Podaliśmy mu odpowiednie leki i wypuściliśmy do domu. Niepokoi mnie jednak ta wysypka, powinniśmy go przebadać dokładniej… 29 kwietnia, 1963 r. Nie wzięliśmy pod uwagę ospy! Mężczyzna z Indii jest zarażony jej wirusem. Wypuszczenie go do domu było kompletnie nieodpowiedzialne. Jestem sfrustrowana naszym niedopatrzeniem. Obecnie oficer znajduje się w izolatce pod stałym nadzorem. Nawet nie chcę myśleć, ile osób mógł zarazić. 21 maja, 1963 r. Do naszego szpitala przybywa coraz więcej osób

PRL - owska zaraza

z podejrzeniami ospy, rośnie niepokój. Mam obawy, że grozi nam epidemia. Do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy wystarczającej ilości szczepionek. Jakiś tydzień temu u salowej rozpoznaliśmy lekką odmianę ospy, jej córka także może być zarażona. Niedawno ślub brała córka salowej, która pracowała przy oficerze. Wiele osób na pewno zostało zarażonych. 15 lipca, 1963 r. Z dniem dzisiejszym Wrocław został ogłoszony miastem objętym kwarantanną. Szaleje epidemia ospy. Aby wydostać się z miasta mam obowiązek okazania dowodu szczepienia oraz blizny na ramieniu. Wracając to samo. Córka salowej nie żyje, zmarła poprzez błędne rozpoznanie. Orzekli białaczkę, chorowała na ospę. 21 lipca 1963 r. Byłam dziś w urzędzie, musiałam złożyć wniosek o większą ilość szczepionek. Na korytarzu przywitały mnie miski z chloraminą (środek odkażający), klamki owinięte są bandażami. Tak teraz wygląda znaczna większość instytucji państwowych w tym mieście. 26 lipca 1963 r. Razem z kolegami byliśmy dzisiaj świadkami bardzo przykrego i przerażającego incydentu. Schodząc do piwnicy po leki usłyszeliśmy niepokojące krzyki. Przecież nikt poza nami nie ma tutaj wstępu. Jak się okazało była to kobieta, na której próbowano dokonać linczu z powodu zapalenia skóry, które objawia się wysypką podobną do ospy. Jestem przerażona, ludzie oszaleli. Są zdolni zrobić wszystko, by nie zostać ponownie zarażonymi. 1 sierpnia, 1963 r. Odwiedziłam dzisiaj jedną z grupowych izolatek, wszak jestem jedyną lekarką odwiedzającą te „tereny”. Inni się boją, podstępem wyjeżdżają na tzw. „wakacje”, a do domu przywożeni są  z powrotem przez Milicję. Słyszałam o lekarzu, który przed pójściem do pracy bronił się siekierą! Na nic jednak te wyczyny, przysięga lekarska, którą złożyliśmy jednak zobowiązuje. Wracając do izolatki, ludzie przebywający w środku lepiej znoszą chorobę niż Ci poza szpitalem. Ostatnio byłam świadkiem wieczorku zakrapianego przemyconym alkoholem! Nie był to jednak najbardziej absurdalny wyczyn naszych pacjentów. W dniu dzisiejszym do jednej z izolatek chciała dostać się miejscowa prostytutka zaproszona właśnie przez pacjenta. Czy oni naprawdę nie mogą się powstrzymać od czerpania przyjemności? Przecież takie kontakty powodują jeszcze większe rozprzestrzenienie się wirusa! 12 sierpnia, 1963 r. Sytuacja ulega znacznej poprawie, do pracy wraca coraz to więcej lekarzy. Przeglądałam także dzisiaj papiery – zaszczepiliśmy 400 tysięcy osób w samym Wrocławiu! To spore osiągnięcie. Chorzy powoli opuszczają izolatki. Mam przeczucie, że uda nam się doprowadzić tę epidemię do końca. 19 września, 1963 r. Wrocław ogłoszono dzisiaj miastem wolnym od ospy. Tak bardzo się cieszę, że nam się udało! Nie-różowy cud polskiej motoryzacji
Pogoda pochmurna jak zwykle, a ja wracam do domu krańcem drogi. Nagle, obok mnie, na światłach, zatrzymuje się wyjątkowy samochód.
Cud polskiej motoryzacji

Podczas epidemii ospy zaszczepiono 8,2 miliony osób, w tym 2 miliony na Dolnym Śląsku. Zarażonych ospą było 99 osób (86 leczono w Szczodrem, 18 km od Wrocławia). Zmarło 7 osób, z czego 4 zgony dotyczyły personelu medycznego. Natalia Sawicka Charakterystyczna smukła linia kontrastuje ze zmysłowymi obłymi kształtami. Piękny kolor kremowego beżu wyraźnie odcina się od tła ciemno-szarego nieba. Niespotykane przetło-czenia na karoserii sprawiają, że nie da się go pomylić z żadnym innym. Światło zmienia się na zielone, a ja słyszę rasowy turkot wydechu, który sprawia, że ciarki przechodzą mi po plecach. I teraz Drogi Czytelniku pewnie myślisz, że opisuję jakiś najnowszy model Ferrari czy Porsche. Nic bardziej mylnego. Widzę jeden z cudów polskiej motoryzacji – Warszawę. W latach 50’ - 80’ XX wieku nastąpił rozkwit polskiej motoryzacji. Zaczęło się od Warszawy - samochodu dla elit. Potem na polskich drogach można było zobaczyć Syrenę – przez wielu uważaną za synonim samochodowego piękna. Pod koniec lat 70’ Polskę zaczęły przemierzać kultowe dziś Fiaty – 125p i 126p. Jak dotąd wszystko wygląda bardzo różowo. Ale takie nie było. Tak naprawdę, to mało kogo stać było na kupno samochodu. Wiele razy rodzinę było stać, ale bardzo długo czekały na przydział. Jakikolwiek samochód był przedmio-tem zazdrości na ulicy, choćby dlatego, że najczę-ściej stał na niej sam. Mała dostępność samochodów sprawiała, że używane samochody były droższe od nowych. Samochód w PRL - u był luksusem, pewnie także dlatego uważany jest dziś

Cud polskiej motoryzacji

za tak wyjątkowy. Wokół samochodu na ulicy kręciło się całe życie osiedla. On i jego właściciel byli przedmio-tem plotek wszystkich gospodyń domowych. Samochody były bardzo awaryjne, ale ich niesamowicie prosta konstrukcja sprawiała, że nawet dziecko mogło poradzić sobie z małą awarią. Chociaż pewnie szczęśliwy posiadacz samochodu musiał spędzać czas wolny po pracy na naprawianiu, dbaniu i czyszczeniu swojego oczka w głowie. A miało to zasadniczo dwa cele: żeby plotki były w miarę pozytywne i po to, żeby w niedzielę przewieźć gromadę uchachanych dzieciaków po osiedlowej drodze. Mimo to auta produkowane w Polsce, na Żeraniu, cieszyły się dużą popularnością w całej Europie. Włoski koncern Fiata założył fabrykę, której najjaśniejszym punktem byli, a jakże, Polacy. W systemie komunisty-cznym nie trzeba było płacić im wysokich zachodnich pensji, a solidność pracy Włochów czy Francuzów nie mogła równać się z zacięciem Polaków. W końcu za granicę wyeksporto-wano ok. 6 milionów gotowych samochodów, które dla nas drogie, na Zachodzie uchodziły za bardzo tanie i prostej konstrukcji. Z tego tylko 400 tysięcy trafiło na rynek krajowy. Myślę, że śmiało możemy powiedzieć, że polska motoryzacja to najjaśniejszy punkt czasów PRL - u. Choć nie każdego było na nie stać, skupiały wokół siebie życie całego osiedla, co na pewno nie udaje się setkom dzisiejszych pospolitych samochodów. Jak zwykle pozostaje tylko nostalgia. Łukasz Mielczarek Kaowiec i spółka

Kaowiec i spółka

W epoce PRL - u bezrobocie teoretycznie nie istniało, o czym może świadczyć np. popularne przysłowie „Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”. Czym więc w tamtych czasach zajmowali się nasi dziadkowie? Mówiąc o szkolnych latach w dawnej Polsce, nie sposób nie wspomnieć o powszechnym, jednak niezbyt prestiżowym zawodzie - nauczyciela języka rosyjskiego. Nauka języka naszych wschodnich sąsiadów rozpoczynała się w IV klasie szkoły podstawo-wej. Nie można było przed nią uciec również w liceum. Dopiero na studiach możliwa była zmiana, pod warunkiem, że znało się dobrze jakiś inny język. W dzisiejszych czasach zainteresowanie językiem rosyjskim ma już wyłącznie podłoże ekonomiczne i turysty-czne. Innym przykładem jest zawód telefonistki, teraz już tylko wspominanym. Zapewne nikomu, kto posiadał rodzinę lub znajomych w innym mieście, nie jest obce słynne hasło: „Międzymiastowa, proszę czekać?”. W samym Opolu, przy każdej ulicy były ich zakłady - teraz jest ich zaledwie sześć. O kim mowa? O szewcach jak i krawcach, których w naszym mieście jest już niewielu. W PRL - u spotykano także panie zajmujące się repasacją rajstop. „Dla cenzorów pracy nie ma” Aby wydać jakiekolwiek „dzieło”, czy publikację należało oddać je do cenzury, tak więc tutaj Król PRL-u mógł być tylko jeden...

Król PRL - u

także narodził się charakterystyczny zawód „cenzor”. „Niedozwolone” treści były zastępowane kropkami lub usuwane. Kontrolowano także korespondencję (w szczególności z poza kraju) oraz rozmowy telefoniczne. Gdy w miarę upływu lat, książki ulegały zniszczeniu, oddawano je  do częściowo zapomnianego już, introligatora. „Kaowiec, czyli pan od rozrywki” Wspomniany już wcześniej zawód kaowca, zastępowano często skrótem k.o. tzn. kulturalno - oświatowy. O tym, że w ogóle istniał taki zawód, dowiadujemy się m.in. z filmu „Rejs”. Czym zajmowali się kaowcy? Ich zadaniem było organizowanie imprez zakładowych, wieczorków zapoznawczych i wycieczek. Dostarczali uczestnikom rozrywki – z różnym jednak skutkiem. Dbałość o kulturę była bowiem wpisana w status każdego socjalistycznego przedsiębiorstwa. Dla wielu, przedstawione powyżej zawody są tylko reliktami przeszłości, lecz dla naszych dziadków są one wspomnieniem ich lat młodości. Beata Janiak Szary, sztywny, szorstki, a jednak przez wszystkich uwielbiany. Był władcą, panem, klasą samą w sobie. Mi dopisało szczęście - dane mi było zamienić parę słów z tym jakże niezwykle pożądanym, rozrywanym osobnikiem i przeprowadzić z nim krótki wywiad: A.O. : Witam, Panie Papierze. To wielki zaszczyt, spotkać Pana. P.T. : Ma się rozumieć, że wielki zaszczyt. Ja również Panią witam. Ale, nie mam czasu na głupoty, więc może od razu przejdźmy do rzeczy. Jestem pewien, że ma pani jakieś pytania. W końcu nie zawsze spotyka się takie cuda, jak Ja. A.O. : Oczywiście, rozumiem, że jest Pan niezwykle rozrywany, będę się więc streszczać. Jak radzi sobie Pan z tak

Król PRL - u

wielką popularnością wśród ludzi? P.T. : Nie jest łatwo, lecz znoszę to z podniesionym czołem. Gdy nie tak dawno wybrałem się na deptak w Wygwizdowie ludzie wprost rzucili się na mnie. Bili się, by tylko mnie dotknąć, uszczknąć choć kawałek. Byłem zaskoczony aż TAK wielkim powodzeniem. Do szału związanego z moją osobą, ze mną, zdążyłem się już przyzwyczaić. P.T. : Nie jest łatwo, lecz ta reakcja wręcz mnie zaskoczyła. Chociaż, w sumie nie ma się czemu dziwić, wszakże jestem nadzwyczaj potrzebną, a nawet niezbędną osobistością. A.O. : A jak odnajduje się Pan w PRL - owskiej rzeczywistości? Nie przytłacza Pana ta ciągła sława? P.T. : Szczerze mówiąc, panujące teraz zasady, realia PRL - u bardzo mi odpowiadają. Przecież, gdyby nie teraźniejsza sytuacja nie byłbym tak wielką gwiazdą. Nie, moja sława zdecydowanie mnie nie przytłacza. Cieszę się, będąc w centrum uwagi, tym bardziej, że w zupełności zasłużyłem na uwielbienie, jakim wszyscy mnie darzą. A.O. : A nie boi się Pan konkurencji? Że niedługo okaże się Pan tak niedostępny, że aż nieosiągalny? Że zastąpi Pana zwyczajna, szara, wygnieciona, nędzna gazeta? P.T. : Konkurencji się nie obawiam. Czymże jest marna gazeta w porównaniu ze mną -

Król PRL - u

Papierem Toaletowym, królem PRL - u? Pod każdym względem jestem lepszy, nie powoduję zatkania toalet, w porównaniu do gazety. Jestem modny. To mnie się pożąda, mnie się pragnie. Można by rzec, że jestem wręcz niezastąpiony. A więc odpowiedź brzmi: "nie, konkurencja mnie nie martwi". A.O. : Zostaje mi jeszcze tylko jedno pytanie, a mianowicie - jak czuje się Pan po wykonaniu swojej pracy? P.T. : Czuję się wspaniale. Pomagam ludziom. Jestem im potrzebny. Wykonuję swoją pracę, a oni są mi za to wdzięczni. Są szczęśliwi, mając mnie. A ja jestem zadowolony pomagając im. A.O. : Dziękuję bardzo za cierpliwość. To był wielki zaszczyt, spotkać Pana, Panie Papierze. P.T. : Nie ma za co dziękować, w końcu powinienem poświęcać trochę czasu moim fanom, jest to dla nich przecież wielkie szczęście, spotkać tak wspaniałą osobistość, jak ja. A teraz żegnam Panią, nie mam więcej czasu do zmarnowania. A.O. : Do zobaczenia, miłego dnia. I dziękuję raz jeszcze. Ala Operacz W kotka i myszkę z cenzorem
Z czego śmiali się nasi rodzice? Dlaczego ich żarty już nas nie śmieszą?
Cenzura w PRL - u

W okresie komunizmu każde publiczne wystąpienie musiało zostać poddane cenzurze. W przeciwieństwie do obecnych czasów, satyrycy, bohaterzy tego artykułu, musieli bardzo uważać na słowa. Mimo to kabarety istniały, występowały i rozśmieszały ludzi. Jedne z najbardziej znanych kabaretów w czasach PRL - u to: Kabaret Starszych Panów, Kabaret Tey, Kabaret Elita, Kabaret Dudek i Kabaret pod Egidą. Satyrycy w PRL - u, aby jednocześnie zachować przekaz oraz polityczną poprawność, musieli używać aluzji. Artyści posługiwali się w tym celu różnymi symbolami, niedomówieniami, nawiązywali do codzienności. Świadczy o tym np. fragment dialogu ze skeczu Kabaretu Tey: „- Sama jak siądę i robię…to zrobię gdzieś tak 283! - To jest norma dzienna. - A dla kogo ten wywiad? - To dla telewidzów dziennika wieczornego. - O, to bez kozery powiem pińćset! A co ja durna baba, 10 tysięcy! 50! Milion sześćset!!! ”  Większość tekstów była niejednoznaczna i zawierała komunikaty dwuwarstwowe, w których pierwsza warstwa była podporządkowana cenzurze, a dopiero druga łamała tabu. Dobrym przykładem takiej aluzji jest piosenka Wojciecha Młynarskiego „Po co babcię denerwować”. Piosenka opisuje

Cenzura w PRL - u

stosunki między babcią, a innymi domownikami. W rodzinie dzieje się wiele niewesołych rzeczy, o których nikt nie zamierza informować babci: „Lecz dokładniej informować babci nikt nie spieszy. Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy!”. W czasach PRL - u środki masowego przekazu nie mówiły o niepowodzeniach czy przykrościach, co jest przedmiotem satyry w tym utworze. Innym sposobem na rozśmieszanie tak, aby cenzura nie miała się do czego przyczepić było używanie języka ezopowego. Używał go m.in. Kabaret pod Egidą. Parodiował on w skeczach przede wszystkim realia polityczne i społeczne kraju, dlatego władza uniemożliwiała im popularyzację wielu swoich utworów. Kabaret pod Egidą wykształcił iście ezopowoaluzyjny język. "Mówiło się "obok", a publiczność i tak doskonale wiedziała o co chodzi" – tak opisuje to Jan Pietrzak, w jednym z udzielonych wywiadów. Oprócz kabaretowych skeczów powstały w tym okresie liczne komedie. Najbardziej znanym reżyserem był Stanisław Bareja. W swoich filmach przedstawiał peerelowską rzeczywistość w krzywym zwierciadle, pokazuje to chociażby znany cytat z „Misia” – Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta – Lądyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój - tak mówiła urzędniczka na poczcie, podczas wysyłania telegramu. Błękitny teatr

Błękitny teatr

Reżyser pokazywał w komediach różne absurdy tego okresu, dlatego były one bezlitośnie traktowane przez cenzurę. Jego najsławniejszym filmami były m.in.: "Poszukiwany, poszukiwana", "Nie ma róży bez ognia", "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?" i "Miś". Bareja nakręcił także kilka seriali, najbardziej znanymi są  „Alternatywy 4” i „Zmiennicy”, dzięki którym możemy ujrzeć Polskę za czasów Jaruzelskiego. Polacy przez długi czas nauczyli się wyszukiwać drugie dno w tekstach kabaretowych. Wyczuwali aluzję do aktualnych realiów w każdym utworze satyrycznym. Dzisiejszy dowcip różni się od tego peerelowskiego tym, że teraz o pewnych rzeczach można nareszcie mówić wprost. Sylwia Janowska Ten spektakl miał być czymś wykraczającym poza ramy systemu socrealistycznego. Miał poruszyć polskość Krakowa uśpioną w murach miasta i sercach ludzi. Od samego początku tego piekła, jakim było ocenzurowanie wszelkich form sztuki, każdy czekał na chwilę jak ta nadchodząca. Chwilę ukazania własnych, długo tłumionych emocji. Miesiącami aktorzy „Sabotażu” ćwiczyli w teatrach, w garażach, na strychach, w kawiar-niach, ciągle zmieniali miejsce spotkań, aby tylko nikt się nie dowiedział. Tym razem miało się udać. Kolejne sceny, kolejne akty powtarzając za Julianem Tuwimem: „Dzisiaj cisi, strudzeni i skromni, W prozie dnia pogrążeni szarej, Ale tli się już płomyk nadziei Co wybuchnie błękitnym pożarem. ”Nadzieja miała kolor błękitny. Oklaski.

Błękitny teatr

Po zakończeniu przedstawienia skandowanie – „Chcemy kultury bez cenzury”, „Niepodległość bez cenzury”. Towarzysze wychodzą. Warszawa, rok 1968. Wykreślenie „Dziadów” z programu przez cenzurę wywołuje silne emocje wśród studentów. Manife-stują pod pomnikiem Adama Mickiewicza, dopóki nie pojawia się Milicja Obywatelska, która rozpędza protestujących. Przez tę akcję Adam Michnik i Henryk Szlajfer zostają relegowani z uczelni. Cenzura nie raz wycinała kilka zdań z artykułów, ściągała całe książki z półek bądź wykreślała spektakle z repertuarów. Tak również było w przypadku Adama Mickiewicza. Dziady powrócą jednak do teatrów po dwudziestu jeden latach, a wtedy sztuka znów będzie wolna. A Nadzieja miała kolor błękitny. Z każdym dniem cały kraj oblekał się w błękit coraz odważniej, by w końcu rozniecić pożar wśród zabarwionych błękitem dusz Polaków, którego nie ugasiłaby „szeroka rzeka mądrości Stalina”. A może nie byli tak dyskretni jak im się wydawało? Może dali się zbytnio ponieść emocjom? Może powiedzieli coś za dużo? Nie, tym razem byli ostrożni, tym razem nikt nie powinien się dowiedzieć. Doświadczenie nauczyło ich, że zbytnie uleganie emocjom wcale nie pomoże w realizacji planu. Wniosek nasuwał się sam. Ktoś ich wydał. Ta myśl nie dawała im spokoju, boleśnie wwiercała się w serca, w umysły. Gniew szybko przytłumił rozczarowanie, chcieli tylko jednego – krwi zdrajcy. Nie dosłownie oczywiście, jednak błyskawicznie opracowali plan ukarania ich własnego Judasza. Sprzedał nie tylko swoją duszą, swoją dumę, ale także ich marzenia, ich całe życie! Zapamięta to do końca swego marnego żywota. Mimo wszystko, to i tak na nic. Zemsta nie dawała ukojenia. Tym razem wszystko skończone, raz na zawsze. Kolory spłynęły. Przedstawienia nie będzie. Służby wygrały. Teatr zamknięty. Pamela Piniaś ŚWIATŁO W CIEMNOŚCI
Niektórzy ludzie kojarzą PRL z długimi kolejkami, inni ze stałą pracą. A czy są wśród nas tacy, którzy zdają sobie sprawę z wielkich dokonań naukowych tamtego okresu?
Światło w ciemności

Pierwszy Polak w kosmosie „Pamiętam dokładnie ten dzień. A szczególnie ostatnie pięć minut, gdy zakończono procedury przedstartowe. Słyszałem tylko własny oddech i bicie serca”. 27 czerwca 1978 r. był pierwszym z ośmiu dni podróży kosmicznej generała Mirosława Hermaszew-skiego. Głowa w chmurach Urodzony w Lipnikach od dziecka zafascynowany był lataniem. „Intereso-wało mnie wszystko, co latało. Jak dostawałem 50 gr na bułkę, kupowałem Skrzydlatą Polskę. W zeszytach na ostatniej stronie rysowałem samoloty. Na strychu urządziłem warsztat, w którym robiłem modele. Do dziś pamiętam przykry zapach kleju kostnego”, opowiada po latach dla National Geographic. „Wysoko szybuje polski orzeł” Zaczęło się od szybowców w Aeroklubie Wrocław-skim. Następne były samoloty w Grudziądzu, a od 1961 r. Dęblińska Szkoła Orląt, w której M. Hermaszewski opanował pilotaż samolotu TS - 8 Bies, a także uzyskał kwalifikacje pilota myśliwskiego 3. klasy na samolocie odrzutowym MiG - 15. Po ukończeniu szkoły wstąpił do 62.

Światło w ciemności

pułku Lotnictwa Myśliwskiego OPK im. Powstańców Wielkopolskich 1918 - 1919 w Poznaniu. Tam zdobył uprawnienia pilota 1. klasy i został przeszkolony w pilotażu samolotów ponaddźwiękowych MiG - 21. Hermaszewski ukończył również Akademię Sztabu Generalnego w Warszawie. W 1976 r. został kandydatem do lotu kosmicznego w ramach realizacji radzie-ckiego programu kosmicznego utworzo-nego na przełomie lat 60 i 70 XX w. - Interkosmos. Od godziny 17:27 27 czerwca do 16:31 5 lipca 1978 r. odbywał lot na statku Sojusz 30. Lądowanie miało miejsce w Kazachstanie, a w czasie misji dokonano 126 okrążeń Ziemi. Generał wspomina: „Zdarzały się momenty piękne i trudne. Czasem satysfakcjonujące, gdy wykonywałem eksperymenty naukowe. Ale też wywo-łujące zachwyt, np. gdy oglądałem Pol-skę”. Twierdzi także, że „Po powrocie życie inaczej smakuje. Docenia się proste wartości: rodzina, dom, przyjaźń. Nawet w czymś złym łatwiej znaleźć dobro”. Hiperjądro, czyli jak mała cząsteczka atomu zmieniła oblicze fizyki jądrowej Przełom lat 40. i 50. był okresem wielkich odkryć w nowo narodzonej dziedzinie badawczej - fizyce cząstek elementarnych. Małe kalendarium z tamtych lat prezentuje się następująco: 1947 r. - C.F. Powell przy użyciu emulsji fotograficznych naświetlanych promienio-waniem kosmicznym odkrywa mezon pi - nośnik oddziaływań jądrowych; G.D. Rochester i C.C. Butler obserwują w oddziaływaniu promieniowania kosmicznego nowe cząstki o tak niezwykłych własnościach, że nadano im miano cząstek dziwnych. 1949 r. - H. Yukawa otrzymuje Nagrodę Nobla za sformułowanie pierwszej teorii sił jądrowych, w której przewidział istnienie pionu. 1950 r. - C.F. Powell za swoje odkrycie otrzymuje Nagrodę Nobla. W 1952 r. wracający z pobytu w najważniejszym wówczas ośrodku badawczym fizyki cząstek elementarnych w Bristolu, Marian Danysz przywozi do Polski emulsję fotograficzną naświetloną promieniami kosmicznymi (stanowiły one główne źródło informacji o nowych cząstkach). W Instytucie Fizyki Doświadczalnej Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego wraz z Jerzym Pniewskim i zespołem badawczym, oddaje się pracy nad badaniem cząstek elementarnych. Pod koniec tego roku dochodzi do największego polskiego odkrycia fizyki 2. połowy XX w., które zapoczątkowało w ośrodku warszawskim badania eksperymentalne w tej dziedzinie, rozwijające się z powodzeniem po dziś dzień - odkrycia hiperjąder. „Nasza interpretacja czyniła właściwie tę cząstkę trzecim składnikiem jądra atomowego, obok protonu i neutronu” - napisał później Pniewski w swoich "Wspomnieniach autobiograficznych". Odkrycie polskich naukowców stanowiło zasadnicze rozszerzenie pojęcia materii jądrowej i wpisało na zawsze ich nazwiska w historię fizyki, a stworzony przez nich

Światło w ciemności

nowy dział badań stał się na wiele lat specjalnością fizyków warszawskich, jak pisze w artykule opublikowanym w 1996 r. w Wiedzy i Życiu Janusz A. Zakrzewski (Instytut Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego). Polacy mogą być dumni z wkładu, jaki wnieśli w rozwój światowej nauki, tym bardziej, że dokonali tego za czasów, gdy ich kraj oddzielony był od rozwijającego się Zachodu. I tutaj potwierdza się powiedzenie, że „ jak Polak chce, to potrafi”. Asia Przybył
Kącik młodego ścisłowca - dawno temu za granicą…
Kącik młodego ścisłowca

... pewien człowiek spojrzał na płatek śniegu i zobaczył tam trzy krzywe Kocha. Zamyślił się tak bardzo, że wpadł na drzewo, które też okazało się być fraktalem. Przyjemny starszy Pan, łysy, z odstają-cymi uszami. Francuz, żydowskie korzenie, urodzony w Polsce. Ma trochę śmieszne imię i modne okulary. Nazywa się Benoît Mandelbrot i jest jednym z najzdolniejszych matematyków w ostatnim pięćdziesięcioleciu. To on opisał fraktale, które, choć jednoznacznie matematyczne, są niejednoznacznie piękne. Ten miły, uśmiechnięty Pan urodził się w 1924 roku w Warszawie. W 1936 r. wyemigrował z rodziną do Paryża, co młodemu uczonemu przyniosło wiele korzyści. Jego edukacją matematyczną zajął się stryj Szolem Mandelbrojt. Jednak Benoît szybko doszedł do wniosku, że nie podoba mu się podejście stryja do królowej nauk, gdyż był on zwolennikiem wysoce abstrakcyjnej, teoretycznej matematyki. Młodzieniec wolał intuicyjne rozważania, które mogły zostać zastosowane w praktyce.

Kącik młodego ścisłowca Kącik młodego ścisłowca

Marzenia spełniają się w Ameryce Z tego powodu w 1958 r. wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie podjął pracę na Wydziale Badawczym IBM. Specyfiką tego miejsca była możliwość prowadzenia własnych badań, bez względu na opinię innych naukowców, co nie byłoby możliwe w ówczesnej Polsce. Mając dostęp do nowoczesnych komputerów mógł zająć się tym, co naprawdę go interesowało: zastoso-waniem matematyki abstrakcyjnej w praktyce. Jego przeczucie sprawdziło się, prace jego poprzedników (często określane jako „matematyczne dziwolągi”), były idealnym narzędziem do opisania skomplikowanej rzeczywistości (bo tak naprawdę wokół nas jest bardzo mało kształtów idealnych - kul, kwadratów, stożków. Większość form występujących w przyrodzie możemy określić jako nieregularne). Mandelbrot wprowadził do matematycznego słownika pojęcie fraktala. Sam odkrył zbiór nazwany jego nazwiskiem (określany też czasem jako „żuk Mandelbrota” lub „odcisk palca Pana Boga”). Czym właściwie są matematyczne dziwolągi? I dlaczego Mandelbrot tak się nimi fascynował? Otóż odpowiedź nie jest taka prosta, bo fraktale nie mają jeszcze jasno sprecyzowanej definicji, ale zaliczamy do nich kształty, które np.: są bardzo skomplikowane i nietypowe, są samopodobne (każda część figury wygląda jak pomniejszona całość) albo można je wyznaczyć za pomocą dość prostego, rekurencyjnego algorytmu. Ze względu na ich złożoność najlepszym narzędziem do badania fraktali są komputery. Do popularnych fraktali możemy zaliczyć: Krzywą Kocha, dywan Sierpińskiego i trójkąt Sierpińskiego. Za pomocą tego ostatniego postaram się przybliżyć Ci sposób, w jaki powstają fraktale. Zaczynamy od zwykłego trójkąta równobocznego. Następnie łączymy środki jego boków i dostajemy 4 małe trójkąty równoboczne. Teraz usuwamy środkowy trójkąt, a z pozostałymi trzema figurami robimy dokładnie to samo (czyli dzielimy każdy z nich na 4 jeszcze mniejsze trójkąciki i wycinamy ten środkowy). Podobnie postępujemy z nowopowstałymi

Kącik młodego ścisłowca

trójkątami. Jeśli będziemy powtarzać te czynności w nieskończoność, otrzymamy fraktal. Tak naprawdę nie można dokładnie narysować fraktala (bo przecież nie możemy usuwać trójkącików w nieskończo-ność - w pewnym momencie będą zbyt małe, żeby cokolwiek z nimi zrobić), dlatego możemy narysować tylko jego przybliżoną formę. I właśnie to jest główną ideą tej dziedziny matematyki: figury, które tworzy się poprzez ciągłe powtarzanie danego ruchu. Z tego powodu fraktali nie możemy opisać za pomocą tradycyjnej geometrii, o której każdy z nas uczy się w szkole. Na zdjęciach możecie zobaczyć trójkąt oraz dywan Sierpińskiego w trzech wymiarach, czyli odpowiednio ostrosłup i sześcian. Wracając do omawianego przed chwilą fraktala: trójkąt od którego zaczynamy całą zabawę nie musi być równoboczny, może być jak najbardziej dowolny. Zachęcam do samodzieln-ego sprawdzenia tego faktu. Mandelbrot jednak nie był pierwszą osobą, która rozwijała swoje zainteresowania w tym kierunku. Wspominane dzieła polskiego matematyka Wacława Sierpińskiego, zostały stworzone przed opublikowaniem swoich prac przez Mandelbrota. Jeszcze wcześniej została odkryta krzywa Peano czy zbiór Cantora (który konstruujemy w dość prosty sposób: bierzemy odcinek, dzielimy go na 3 części i rysujemy ten odcinek jeszcze raz pod spodem, ale bez części środkowej, czyli na dole otrzymujemy dwa krótsze odcinki, z którymi postępujemy tak samo - dzielimy każdy z nich na 3 części i przerysowujemy niżej bez środkowych odcinków. Oczywiście postępujemy tak

Kącik młodego ścisłowca

w nieskończoność). Fraktale a prognoza pogody… Chociaż fraktale mogą wydawać się czystą abstrakcją matematyczną, to tak naprawdę mają bardzo szerokie zastosowanie w życiu codziennym. Wykorzystujemy je na przykład do kodowania obrazów cyfrowych, czyli po prostu kompresji zdjęć i obrazów. Są one także stosowane przy projektowaniu krajobrazów w grafice komputerowej. Dzięki fraktalom naukowcy mogą dokładniej opisywać układy dynamiczne, czyli wykresy z reguły bardzo dziwnych i skomplikowanych funkcji, na podstawie których są w stanie np. podać prognozę pogody na najbliższe dni. Fraktale znajdują także zastosowanie w przyrodniczych naukach, gdzie służą np. do opisania zjawisk biologicznych, czy budowy organizmów - sekwencje kodu w DNA (kwasie deoksyrybonukleinowym) wykazują samopodobieństwo. Dzięki temu możemy odtwarzać historię ewolucji poszczególnych gatunków lub szukać ich wspólnych przodków. Patrząc na niezwykłość fraktali i geniusz Mandelbrota, trudno sobie wyobrazić, że dokonałby tych odkryć, gdyby mieszkał w zacofanym PRLu. Niestety, prawda jest taka, że nauka nie miała w ludowej Polsce zbyt wielkiego pola do popisu. Artykuł o polskiej nauce tamtych czasów znajdziesz tutaj. A jeśli chcesz sam pobawić się fraktalami, polecam program Cinderella, który można pobrać ze strony cinderella.de. Może i Ty dokonasz kolejnego, przełomowego odkrycia. Dominika Bakałarz Kwaśna przeszłość

Kwaśna przeszłość

PRL kojarzy nam się z długimi kolejkami i produktami “na kartki”. Zamknięty rynek owocował dużą ilością pieniędzy w każdym domu i niemożliwością ich wydania. A jednak życie toczyło się swoim torem i ludzie sobie radzili. Powszechnie wiadomo, że w czasach komuny o żywność było trudno (przynajmniej przez pierwsze kilka lat). Stało się w kilometrowych kolejkach, nie wiedząc po co, gdyż najczęściej pojawiającym się produktem na sklepowych ladach był ocet. Zdobyć kawałek mięsa, wędliny było nie lada wyzwaniem. Należało albo odstać parę godzin w kolejce, licząc na to, że na jej końcu będzie można się załapać na ten przysmak. Każdy dostał kartkę z wyznaczoną ilością produktów, które mógł kupić przez miesiąc, o ile akurat były, rzecz jasna. Wszelkie organizowanie sobie produktów żywnościowych ze źródeł innych niż sklepy było zakazane (np. ubój świń lub ich sprzedaż). Jak podaje gazeta “Przyjaciółka”: Umieję-tność przygotowywania doskonałych dań z tego, co akurat mamy pod ręką, Polki opanowały perfekcyjnie, szczególnie w latach 80. ubiegłego wieku. Kuchnia kryzysowa to przede wszystkim wszelkiego rodzaju placki, pierogi i inne dania mączne. Nie brakowało też ryb - na co dzień był to filet z ryby morskiej, panierowany w cieście naleśnikowym i koniecznie serwowany z surówką z kiszonej kapusty. Od święta podawano natomiast rybę po grecku. Ważnym elementem menu były warzywa strączkowe, zwłaszcza te suszone. Przebój barów mlecznych

Kwaśna przeszłość

i dworcowych stanowiła fasolka po bretońsku. Młodzież gustowała w zapiekankach, które były nie lada przysmakiem. Nic dodać, nic ująć. Może tylko tyle, że na święta każda rodzina dostawała kwaśne, zielone pomarańcze, które robiły furorę wśród dzieci i były symbolem całego PRL - u. Nie wyrzucało się jedzenia, ludzie byli bardziej oszczędni, a samo jedzenie było zdrowsze. Co najciekawsze, w czasach PRLu, pomimo problemów ze zdobyciem jedzenia, nikt z głodu nie umarł... A teraz? Daria Matyja Nie takie dziennikarstwo straszne jak je piszą, czyli relacja z warsztatów dziennikarskich
Mówi się, że dziennikarstwo to nie taki łatwy kawałek chleba, jednak grupa uczniów naszej szkoły (gimnazjum i liceum), uczestnicząca w warsztatach dziennikarskich, przekonała się, że nie jest to trudne zajęcie, wręcz przeciwnie - przyjemne.


Warsztaty trwające dwa dni (29 i 30 września) przybliżyły nam nieco tę profesję i wprowadziły w tajniki pracy reporterskiej. Pierwszy dzień był swoistym zapoznaniem się z przedmiotem zajęć – w grupach zgłębiliśmy zagadnienia reportażysty i reportażu historycznego. Nasze prace przedstawione za pomocą schematów, rysunków, definicji i wielu innych niezbadanych dotąd metod skonsultowaliśmy z Panem Przemysławem Adamowiczem – animatorem Fundacji Nowe Media, prowadzącym zajęcia. To właśnie on starał się przez ten czas przekazać nam całą swoją wiedzę, niezbędną w późniejszym czasie do stworzenia Qmama – czyli gazetki poświęconej czasom PRL - u. W tym celu przeprowadziliśmy ćwiczenie polegające na wcieleniu się w postaci żyjące wówczas – każdy miał wykreować siebie i swój stosunek do państwa, władzy i życia w tamtych czasach. Wykazaliśmy się nie lada pomysłowością, co było widać w wynikach naszych prac - pojawili się tu między innymi: właściciel Pewexu, studenci różnych dziedzin, sprzedawczyni ze sklepu mięsnego, a nawet właścicielka zakładu produkującego skarpetki. W tym samym dniu, zostały nam przekazane wskazówki dotyczące opisywania sytuacji. Pod koniec zajęć podsumowaliśmy naszą wiedzę spisując elementy składające się na reportaż. Z zajęć wyszliśmy uśmiechnięci, zadowoleni i bogatsi o nowe doświadczenia. W drugim dniu Pan animator pokazał nam, jak stworzyć intrygujący tytuł oraz lead. Poprawiał nasze błędy i starał się wytłumaczyć nam, jak



powinniśmy postępować, aby zaciekawić czytelnika. Czas upłynął nam na poznawaniu historii PRL - u i przygotowaniu do tworzenia naszych artykułów. W grupach wypisywaliśmy potencjalne tematy i kiedy już każdy wybrał swój, powoli zaczynaliśmy zarysowywać pomysły na ich tworzenie. Grupa z większym stażem zajęła się pisaniem scenariusza do filmu poświęconego tej samej tematyce co gazetka. Biorą oni bowiem udział w drugim etapie konkursu (PRL w Quamie), na który zakwalifikowali się w zeszłym roku szkolnym, jako jedna z pięciu wyróżnionych gazetek w Polsce. Zajęcia można podsumować jako interesujące doświadczenie, które z pewnością przyniesie owoce w przyszłości. Należy podkreślić wielką rolę Pana Przemysława Adamowicza, który na każdym kroku starał się służyć nam swoją wiedzą i doświadcze-niem. Dzięki niemu posiedliśmy umiejętności, które na pewno wykorzy-stamy w tworzeniu gazetki multimedialnej, która weźmie udział w głosowaniu online. Kolejne spotkania z dziennikarstwem przewidziane zostały na koniec października, wtedy powstanie ostateczna wersja naszego dzieła zebrana w całość, którą potem przedstawimy w konkursie, więc trzymajcie za nas kciuki. Już 12 listopada w naszej szkole będzie miało miejsce niezwykłe wydarzenie – pierwsze z pięciu wideokonferencji z ekspertami, dziennikarzami i historykami. Ale o tym, napiszę później. Paulina Wójcik Redaktorzy naczelni: Paweł Andrejczuk i Łukasz Mielczarek Skład redakcji: Paweł Andrejczuk, Łukasz Mielczarek, Krzysiek Matkowski, Asia Kalemba, Madzia Adamowicz, Dominika Bakalarz, Maria Czernik, Sylwia Janowska Beata Janiak, Kasia Jaroszewicz, Julia Kaszucka, Daria Matyja, Ala Operacz, Pamela Piniaś, Asia Przybył, Natalia Sawicka, Marcin Sowa, Karolina Szewczyk, Paulina Wójcik, Ola Wójtowicz, Ania Zamojcin.
Opiekun: mgr Anna Szczęsna Domagała Ponownie składamy szczególne podziękowania dla Pana Przemysława Adamowicza za motywację, wsparcie i cenne rady oraz za warsztaty. Bez Pana by się nie udało!


Cytaty z ksiąg skarg i zażaleń sklepów PSS Społem oraz listów do radia, telewizji i prasy. Pisownia oryginalna. „Na wystawie są wystawione różne sery żółte, ale w sklepie nie ma ich w sprzedaży. Co to za zwyczaj reklamowania towaru, którego nie ma w sklepie. Proszę o wyjaśnienie – S. K. Wyjaśnienie kierownika: Sklep bierze udział w konkursie. Zrobiono więc wystawy konkursowe na których umieszczono atrapy towarów. Samych towarów od dłuższego czasu niestety brak w sprzedaży” „Kolejka zaczyna się już przed sklepem, a obsługa odmawia uruchomienia drugiego stoiska kasowego, mimo że w sklepie są 4 pracownice. 2 siedzą sobie na zapleczu i pija sobie herbatę. Ponadto kierowniczka ubliżała mi przy wpis... (tu książka skarg jest nieco pomięta i naddarta jakby ktoś ją klientowi z całej siły wyrwał) Wpis kierowniczki: NIEPRAWDA!!! KŁAMSTWO!!! Jako kierowniczka oświadczam, że w sklepie była duża kolejka spowodowana dużą dostawą tak atrakcyjnych towarów jak: olej, margaryna, cukier. Ekspedientki nie nadążały z donoszeniem towaru. Ponadto klient ten jest wyjątkowo konfliktowym klientem, który to wiecznie ma dużo nieuzasadnionych pretensji. „Sprzedawano dywany podgumowane. Ekspedientki poinformowały, że będą wpuszczały kolejno z obu kolejek. Mimo że stałam na początku kolejki uprzywilejowanej, dywanu mi nie sprzedano. Ekspedientki zachowywały się bardzo brzydko. Zostałam przez jedną popchnięta z całej siły, a kiedy upadłam siłą mi dywan wydarła. Dopisek kierowniczki: Serdecznie panią przepraszamy za zaistniały incydent. Ekspedientce zwrócono uwagę o nietakim stosunku do klienta – W.”