Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Nr 6
Kwiecień 2010
Wydanie
wielkanocne
cena: 1zł
Łaknący
Otwarcia
Szkolny
Informator
Uczniowski
str. 3-5 str. 10-11 str. 6-7 str. 12 str. 8-9 str. 13-14
Spis treści
O Wielkanocy Świąteczny Żółtodziób Symbole wielkanocne Prawa człowieka Jajko czy kura? O optymizmie
Wiersz Oddajemy w Wasze ręce kolejny numer ŁOSIA. Tym razem tematyka typowo wielkanocna, ale dla każdego znajdzie się coś interesującego. Właśnie z okazji zbliżających się świąt Wielkanocnych chcielibyśmy życzyć Wam wszystkim trochę wytchnienia od szkoły w ciągu najbliższych wolnych dni. Do tego radości, uśmiechu i szybko schnącego ubrania w poniedziałek.
Redakcja ŁOSIA
O wielkanocy
Religijne Święto Zmartwychwstania obchodzimy u progu wiosny. Już sama natura pokazuje, że nadszedł niezwykły, magiczny czas,
gdy wszystko nagle budzi się do życia
Najbarwniejszym świętem religijnym poprzedzającym Wielkanoc jest Niedziela Palmowa, obchodzona uroczyście w kościołach całego kraju na pamiątkę triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Głównym atrybutem święta są palmy, które jednak niewiele mają wspólnego z gałązkami palmowymi, jakimi witano Chrystusa w Świętym Mieście. Najczęściej są to bukiety z bukszpanu i suszonych kwiatów oraz gałązek wierzbowych. W niektórych regionach Polski robi się palmy osiągające wysokość kilku metrów. Zdobi się je kolorowymi wstążkami, barwionymi trawami, kwiatami suszonymi lub sztucznymi, wykonanymi z kolorowej bibułki. Dawniej wierzono, że poświęcone w czasie mszy świętej palmy nabierają szczególnych właściwości, np. zapobiegają chorobom. Po mszy świętej uderzano się nimi nawzajem, życząc sobie zdrowia, bogactwa i urodzaju. Potem palma powinna powędrować do wazonu lub za obraz, by chronić dom przed nieszczęściem, pożarem i złośliwością sąsiadów. Podczas burzy stawiano ją w oknie - pomagała ujarzmić żywioł i ochronić dom oraz jego mieszkańców przed piorunami. Wetknięcie palmy w róg pola uprawnego chroniło je przed suszą, szkodnikami i gradobiciem. Palma pomagała też odejść z tego świata. Wkładano ją nawet do trumny - miała zapewnić spokojny sen na wieki.
W Wielki Piątek, aby zapewnić pomyślność, gospodarz domu musi wstać wcześnie i całą rodzinę obudzić rózgą. Potem trzeba umyć się w najbliższej rzece lub strumieniu - wierzono dawniej, że taka kąpiel zapewni urodę i gładką skórę, a także ochroni przed złem. W ten dzień pieczono także ciasta, bo potem nie wolno już było palic w piecu - miało to zapobiegać letniej suszy. Stare przysłowie nakazywało: "W Wielki Piątek rób początek, a w sobotę kończ robotę."
W Wielką Sobotę wierni przychodzą do świątyń, w których kapłani błogosławią pokarmy przeznaczone na świąteczny stół, czyli tzw. święcone - kończy się czas postu. W Polsce tradycje święcenia pokarmów sięgają XIV stulecia. Najpierw święcono tylko pieczonego z ciasta chlebowego baranka, dziś w wielkanocnym koszyku powinno znaleźć się co najmniej siedem rodzajów pokarmu, z których każdy coś symbolizuje.
Chleb, gwarantujący dobrobyt i pomyślność, jest dla chrześcijan przede wszystkim symbolem Ciała Chrystusa.
Jajko to znak odradzającego się życia, zwycięstwa nad śmiercią, zapewnia miłość, płodność i siłę.
Sól to minerał życiodajny, dawniej wierzono w jej odstraszającą wszelkie zło moc, chroni przed zepsuciem.
Wędlina zapewnia zdrowie, płodność i dostatek. Baranek chroni przed niebezpieczeństwem.
Ser jest symbolem przyjaźni między człowiekiem a siłami przyrody.
Chrzan symbolizuje wszelkie siły i fizyczną krzepę, wypala wszystkie grzechy.
Ciasto (przede wszystkim wielkanocne baby, kołacze i mazurki) weszło do święconego koszyka jako ostatnie i jest symbolem umiejętności i doskonałości. Zgodnie z tradycją powinien to być wypiek domowy.
Zgodnie z tradycją, poświęcone pokarmy spożywa się podczas uroczystego śniadania po niedzielnej mszy rezurekcyjnej. Zasiada się wówczas przy suto zastawionym stole, na którym królują szynki, kiełbasy, pasztety, rolady, schaby, drób przyrządzany na różne sposoby, jajka oraz ciasta. Z ciepłych dań podaje się m.in. żur na białej kiełbasie lub na wywarze z wędzonki, zupę chrzanową z jajkiem lub biały barszcz. Przykryty śnieżnobiałym obrusem stół zdobią kolorowe pisanki, wiosenne kwiaty, bazie, barwinek, zielone kompozycje z rzeżuchy i oczywiście wielkanocny baranek z ciasta bądź lukru. Śniadanie rozpoczyna dzielenie się poświęconym jajkiem. Trzeba zjeść po kawałku wszystkiego, by żadne przyjemności nas nie ominęły. Zanim jednak zasiądziemy do śniadania wielkanocnego warto powróżyć sobie z ... kolorowych pisanek. Kolor pisanki odkryje przed nami przyszłość.
Żółty wróży życie duchowe. Dla młodego człowieka może oznaczać życie zakonne lub kapłaństwo.
Różowy przepowiada ci wielki sukces.
Niebieski jest gwarancją dobrego zdrowia.
Fioletowy wskazuje siłę i wytrwałość w dążeniu do celu.
Zielony to znak, że nie zabraknie ci pieniędzy przez najbliższy rok. Skorupki trzymaj w portfelu.
Czerwony przepowiada szczęście w miłości, w pracy i wszelkie powodzenie. Wręczone ukochanej osobie zagwarantuje ci jego miłość na zawsze.
Po sniadaniu miłym wielkanocnym zwyczajem ulubionym przez dzieci jest szukanie zajączka, czyli małej niespodzianki dla każdego malucha.
Poniedziałek wielkanocny upływa pod znakiem śmingusa dyngusa, który nakazywał chłopcom oblewanie dziewcząt wodą. Trudno dzisiaj powiedzieć, jaki był pierwotny sens tego bardzo chętnie podtrzymywanego do dziś zwyczaju. Możliwe, że chodziło tu o akt oczyszczenia i wzmocnienia sił rozrodczych. W wielu okolicach w drugi dzień świąt wielkanocnych oblewano nie tylko kobiety, ale i ziemię, by spowodować większe plony, oraz krowy, by dawały więcej mleka. Ze świętami wielkanocnymi łączyły się także różne lokalne zwyczaje. W Krakowie bardzo popularny był (i jest nadal) tzw. Emaus, ludowa zabawa urządzana na pamiątkę drogi Apostołów do miasteczka Emaus. Kramarze rozkładali swe stragany pełne błyskotek, piszczałek i słodyczy. Krakowscy czeladnicy, a także parobkowie przybywający z pobliskich wiosek na Emaus, zaczepiali dziewczęta, uderzając je gałązkami wierzby i staczali między sobą popisowe walki na kije. Tłumy gromadzące się przy kościołach obserwowały procesję bractw religijnych, idącą w całym rynsztunku, z bębnem, chorągwią bracką i świętmi obrazami.
Dziś na straganach, obok tradycyjnych zabawek i wyrobów rękodzielniczych pojawia się niesety sporo nowoczesnych, plastikowych gadżetów, ale i tak Emaus to nadal duża uciecha.
Paweł Andrejczuk,
kl. 2gB
Symbole wielkanocne
Wielkanoc. To święto jest niewątpliwie najważniejszym świętem chrześcijań-skim. Chrystus umarł, aby zmyć z nas grzech, a następnie zmartwych-wstał. Świętujemy to wydarzenie przez 4 dni, kultywując tradycje chrześcijań-skie, ale nie tylko. Z Wielkanocą związanych jest wiele symboli, których historii nawet się nie domyślacie.
Na pewno najbardziej rozpoznawaną, głównie przez dzieci, postacią wielkanocną jest Zajączek Wielkanocny. Jego wizerunek jest powszechnie znany: jest on najczęściej puszysty, z koszykiem jajek w łapce. Sam zając już w kulturze starożytnych Rzymian był symbolem płodności, odrodzenia oraz potęznych sił przyrody. Dopiero w XVII wieku zaczęto kojarzyć to miłe zwierzę ze świętami Wielkiej Nocy. Z kolei jajko symbolizuje nowe życie, płodność oraz nas samych, którzy odradzamy się po przyjęciu sakramentu chrztu czy pokuty. Dawniej dzieci na Wielkanoc jako prezenty otrzymywały kolorowe jajka, a po dziś dzień zajączek i jajko są już nierozłączne.
Kolejnym symbolem ściśle związanym z tradycją chrześcijańską jest palma, którą przynosimy do kościoła w Niedzielę Palmową. 2000 lat temu ludzie oddawali hołd i witali Jezusa palmowymi gałązkami kiedy na osiołku wjeżdżał do Jerozolimy, a dzisiaj
palmy robi się z gałązek wierzby, która jest znakiem zmartwychwstania i nieśmiertelnośći duszy, lub z barwionej słomy. W symbolice arabskiej palma jest symbolem czci, hołdu i pokoju, a w greckiej – światłości.
Baranek jest niezbędnym elementem w każdym koszyku wielkanocnym. Symbolizuje on samego Jezusa, to przez jego krew uzyskaliśmy wyzwolenie od śmierci. Jest on też przypomnieniem Starego Testamentu, w którym drzwi pomazane krwią zabitego baranka mówiły Bogu, że mieszkają tam Żydzi.
Paschał, zrobiony tradycyjnie z pszczelego wosku, stoi w kościele w okresie Wielkanocnym. Zapala się go na początek wigilii paschalnej, a od jego płomienia zapalają swoje świece wszyscy zgromadzeni wierni. Widnieje na nim 5 czerwonych kulek, które symbolizują 5 ran Chrystusa. Wyryte na nim litery alfa i omega symbolizują czas i wieczność, początek i koniec. Ogień symbolizuje też światło, którym Jezus oświetla nam drogę podczas życia.
Chleb pojawia się podczas każdej Eucharystii.
Symbolizuje on to, czego nam najbardziej potrzeba, coś niezbędnego. To właśnie dlatego w symbolice Kościoła właśnie chleb symbolizuje ciało Chrystusa, które przyjmujemy podczas Mszy Świętej.
Święta Wielkanocne już bardzo blisko, dlatego zastanówmy się nad tym, dlaczego właśnie tę rzecz wybieramy, aby towarzyszyła nam podczas celebracji świąt Wielkanocnych. Nie zapominajmy o tym, że jest to święto upamiętniające śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Musimy cieszyć się i starać, aby te święta spędzić w radosnej, rodzinnej atmosferze.
Wesołych Swiąt!
Łukasz Mielczarek,
kl. 2gB
Jajko czy kura?
Często słyszanym
filozoficznym pytaniem jest „Co było pierwsze: jajko czy kura?”. Odpowiedź jest bardziej oczywista i naukowa niż się wydaje.
Czasami, kiedy pojawia się różnica zdań w sprawie tego, co było pierwsze, używamy powiedzenia „Co było pierwsze: jajko czy kura?”. Przyjęło się, że to trudne do uzgodnienia i może być filozoficznym pytaniem, paradoksem jak choćby „Każde wypowiedziane przeze mnie zdanie jest kłamstwem” czy wąż pożerający swój ogon.
Sprawę powinno się przede wszystkim rozpatrzyć pod kątem widzenia nauki. Jak podaje cenne źródło informacji jakim jest Wikipedia: „Kura - to nazwa większości samic ptaków z rzędu grzebiących, np. bażanta, cietrzewia, głuszca.” Mamy tu do czynienia nie z gatunkiem, lecz z pojęciem podobnym do „matki”, tylko odnoszącym się do ptaków. Nie dotyczy więc tylko gallus gallus, ale równie dobrze wszystkich stworzeń, rozmnażających się drogą płciową. Życie takich zwierząt rozpoczyna się od poczęcia (od momentu powstania jajka czy zarodka). Dopiero potem zmieniają się w dorosłe osobniki (kury lub koguty).
Proste? Proste. Ale tu pojawia się niuans. W którym momencie ewolucji kura stała się kurą i przestała być czymś innym? Pytanie to można przyporządkować do obu wyjaśnień pojęcia „kura”. Sinice, od których podobno pochodzimy, chyba nie były kurami? Więc, w którym momencie kura stała się kurą? Ale moment, nazwa kura odnosząca się
do ptaków grzebiących jest tylko wymysłem ludzi. Dla ułatwienia wykluczmy to i pozostawmy jedynie gatunek kury domowej – wspomniane już wyżej gallus galuss.
Mamy dwa gatunki ptaków. Żaden z nich nie ma jeszcze nic wspólnego z kurą. Oznaczmy je samiec A i samica B. Kod genetyczny każdego z nich nie klasyfikuje się pod bycie gallus gallus. Ale samiec A i samica B w pewnym momencie spotykają się. Połączenie obu kodów genetycznych daje nam kurę lub koguta (C). Oczywiście najpierw w jajku, ale to już wtedy należy do szukanego gatunku. Materiał genetyczny tworzy się jako embrion, a po wykluciu nie ulega przemianie. Chyba, że ktoś wierzy w obcych, którzy przybyli dawno temu na Ziemię i z nieznanych nam powodów zmienili kod genetyczny dorosłego osobnika. Kto wie, może i znajdą się zwolennicy takiej teorii.
Istnieją też tacy, którzy twierdzą, że kura była pierwsza. Patrząc w internecie, sporo osób tak uważa. Niektórzy piszą nawet, że osoby wierzące powinny powiedzieć: kura. Tak mogli uważać w średniowieczu. Jak napisałem w moim innym artykule, teorię ewolucji da się pogodzić z wiarą, ponieważ Księga Rodzaju i duża część Biblii ma znaczenie symboliczne mające ułatwiać rozumienie pewnych rzeczy. Co by pomyśleli pierwsi chrześcijanie, czytając o jakimś DNA czy rzeczach, których my sami jeszcze nie znamy? Chyba rozwiałem wszystkie wątpliwości. Pytanie jest prostsze niż się wydaje. A jeżeli ktoś ma wątpliwości to szczerze zachęcam do przeczytania Biblii, przestudiowania filozofii i zostania genetykiem, który obali moją teorię.
Powodzenia. Mnie wystarczyła logika i parę informacji.
Krzysiek Matkowski,
kl. 2gB
ŻÓŁTODZIÓB odświętnie
Jajeczka, kurczaczki i trawki zielone, pisanki, baranki, do tego majonez...
Idą święta, proszę państwa, nie ma lekko.
Idą święta, należy
więc się gruntownie do nich przygotować.
Także radzę: jajeczka,
kurczaczki i trawki zielone, pisanki, baranki, do tego majonez … pozostaje jednak pewien duchowy dylemat, a zatem kwestia zgoła nierozstrzygnięta: Hellmann’s czy Winiary? Oczywiście, do wielkich
słoików Dekoracyjnego jesteśmy przyzwyczajeni, króluje on na naszych
stołach wśród jajek na twardo; czy jednakże nie warto dać się uwieść
powiewowi tropików i zamiast jajka podzielić się krewetką? A do
krewetki, jak nam mówi telewizja publiczna, niepubliczna zresztą też w tych sprawach jej hołduje, to tylko majonez Hellmann’s, wykonywany
z tego i tego. Bo tradycja zawsze może być jakoś zmodernizowana, jakoś znowelizowana,
jakoś poprawiona. A ustaw to im się poprawiać nie chce, a potem się dziwią, że
siostra Basen ("Daleko od noszy" się kłania po pas) i koleżanki ustawiają się pod urzędem tym a takim. Tymczasem słuchaj, narodzie żądny
informacji: tradycja w rodzaju dzielenia się jajem nie powinna
zostać zmieniana na rzecz krewetek, i to nieświeżych. Bo załóżmy
– człowiek zje nieświeżą, nie wie o tym nawet, zaraża się cholerą
albo jakąś inną tropikalną zarazą, ląduje w 116. szpitalu wojskowym z przychodnią (nawiasem mówiąc, z korytarza tego szpitala zniknęło kultowe
"Chcesz być zdrowy, odwiedzaj szpital wojskowy". Do czego to dochodzi…) i nagle pojawia się w NTO w rubryce "Odeszli".
Tymczasem zauważy nieświeże jajko, powącha, zaśmierdzi mu, skrzywi się i pisanka wyląduje w koszu i na kompost pójdzie. Patrzcie, nawet
ekologicznie będzie. Czasami mój geniusz zadziwia nawet mnie.
A właśnie, na pewno zauważyliście, że dziś wyjątkowo trzymam się
jednego tematu. Może mam gorączkę? Możemy pohulać sobie więc na nieco inne tematy.
Mój dziadek (autor "Ku chwale teściowej" – ci, co znają, niech solidarnie zaśpiewają) słowa "pohulać" używa w kontekście "mocno
zakrapiana impreza" (czytaj: osiemnastka. Moją dziadziuś już
starannie zaplanował. Dwa lata temu.). Jednakże my będziemy trzymać się
wersji "rozpisać się". Nie wiem właściwie, co niektórzy ludzie mają do tego rozpisywania. Ja na przykład nigdy nie
mieszczę się w ryzach. Jak mi zadadzą
wypracowanie na 150-200 słów, to raz mnie nie dopilnować, a już będzie trzysta osiem. Potem to trzeba ciachać i ciąć, to bardzo żmudna robota. Albo kopanie rowu, też żmudna robota. Ktoś kiedyś
powiedział tak à propos równouprawnienia, że ono będzie dopiero
wtedy, jak kobiety zaczną rowy kopać. Toteż proszę mi te wszystkie
warszawskie manifestacje natychmiast zatrzymać, dziewczyny, ściągamy
płaszczyki, kradniemy łopaty i rowy na wsiach kopiemy. Co to jest,
żebyśmy chodziły po kałużach, botki zamszowe moczyły i brudziły w tym
błocie, nie, my będziemy mądrzejsze, zaoszczędzimy pieniądze i dopiero
będziemy sobie mogły pohulać w jakimś markowym sklepie, powiedzmy w Tesco. A tam to dopiero będzie majonezów! Szukając tego od krewetek,
nadziejemy się na takiego do jaj i odwrotnie (kiedyś wymyślą nawet
majonez do lodów i do czekolady). I dopiero jak znajdziemy ten po dwa
pięćdziesiąt, zadzwonimy pod ministerstwo i powiemy:
- Halooooo, tu ________, rów wykopałam.
- A łopata gdzie? – zapyta ostro sekretarz sekretarki sekretarza
głównego.
- Łopata? Co za łopata?
- No czymże ten rów ty wykopała?
Tu się zastanawiamy, spoglądamy na kupę żelastwa w kanale Ulgi
(ciekawe, jak się tam znalazła…) i z uśmiechem odpowiadamy: - Rączkami. Mam bon do manikiurzystki.
Sekretarz sekretarki sekretarza głównego odetchnie z ulgą (kanału?) i powie, kończąc jednocześnie naszą dzienną dawkę Żółtodzioba:
- W takim razie, jakżeś taka zdolna, to słuchaj mnie ty tera uważnie.
Eliminacje do "Mam talent!" się tu u nas niedługo zaczynają. Weź
przynieś trochę ziemi, lakier z pazurów zmyj i przed Chylińską rów
wykop. W końcu jej się należy być dumną z kobiecego rodu.
Następnego dnia w kanale Ulgi znaleziono zemdlone dziewczę dryfujące na łopacie…
Kasia Jaroszewicz,
kl. 1gA
Wszyscy mamy
swoje prawa
Wszyscy mamy swoje prawa –
jako ludzie,
jako uczniowie
oraz jako… dzieci.
Niestety często zdarza się, że ludzie młodzi nie znają nawet ich części. Na szczęście teraz nie
będziemy już mieli takiego problemu – 23 marca br. mieliśmy okazję poszerzyć swoją wiedzę na ten
temat. Zaproszono nas do auli, gdzie dwie uczennice liceum przedstawiły prezentację dotyczącą historii praw dziecka. Pierwsze z nich powstały dzięki różnym organizacjom pod koniec XIX w. i miały na celu ochronę dzieci przed nędzą i wykorzystywaniem.
Następnie Międzynaro- dowy Związek Pomocy Dzieciom ogłosił w 1920 r. w Genewie I. Deklarację Praw Dziecka. Została ona przyjęta w 1924 r. przez Ligę Narodów i znana jest pn. Deklaracji Genewskiej. W 1948 r. powstała Pow- wszechna Deklaracja Praw Człowieka. A co z Konwen- cją Praw Dziecka, która obowiązuje do dzisiaj? Otóż jej inicjatorem była Polska, zgłaszając projekt w 1978 roku.
Po prezentacji i krótkiej przerwie, odwiedzili nas pani Wizytator oraz
Rzecznik Praw Dziecka. Dowiedzielismy się wiele ciekawych szczegółów dot. egzekwowania praw
dziecka obecnie. Dobrze, że szkoła organizuje takie akcje – dzięki nim mamy możliwość poszerzyć swoje horyzonty.
Nikt mnie nie ma prawa zmuszać do niczego,
a szczególnie do zro-
bienia czegoś niedo- brego. Mogę uczyć się wszystkiego, co mnie zaciekawi i mam prawo sam wybierać z kim się będę bawił. Nikt nie może moich listów czytać bez pytania, mam też prawo do tajemnic i własnego zdania. Jeśli mama albo tata już nie mieszka z nami, nikt nie może mi zabronić spotkać ich czasami. Nikt mnie nie ma prawa krzywdzić, bić, wyzywać i każdego mogę zawsze na ratunek wzywać. Mogę żądać, żeby każdy uznał moje prawa, a gdy różnią się od innych, to jest moja sprawa.
Asia Kalemba,
kl. 2gB
Optymizm? Proszę bardzo
Jedno jest pewne: optymiści żyją dłużej i niewątpliwie szczęśliwiej.
Dlaczego, więc tylko część z optymizmu korzysta? A to wytłumaczenie, że jest się pesymistą, albo, że świat nie jest taki kolorowy, jakim się wydaje. To sprowadza się do pozerskiego bycia emo. Każdy kształtuje swój charakter samodzielnie, i jeżeli przyjmiemy, że coś się nie uda, podświadomie będziemy dążyć do tego, żeby faktycznie się nie udało.
Proszę Państwa, od ponad tygodnia mamy wiosnę! Ot, chociaż powód do zmiany nastawienia do świata. W ciągu najbliższych dni zapewne pojawią się liście na drzewach i od razu zrobi się weselej. Chyba, że dla kogoś synonimem wesołości jest to paskudne wszechobecne błoto. Jednak póki owych liści nie widać, mamy trawę. Też zielona jakby nie patrzeć. I do tego słońce! Świeci średnio przez połowę dnia, co niewątpliwie sprawia, że chce się żyć.
Co wtedy, gdy jednak komuś nasza cudowna wiosenna pogoda nie poprawi humoru? Oczywiście jest to wielce możliwe, wystarczy zawalić przykładowo ze dwa sprawdziany w ciągu jednego dnia, zostać ochlapanym przez samochód i zgubić klucze do mieszkania. Jednak tą opcję odrzucamy i szukamy dalszych rozwiązań na lepszy humor.
Można zrobić coś, na co ma się ochotę. Bez zbędnego marudzenia, że nie ma się czasu czy coś. Zakupy, film, mecz,
Wiersz
koncert. Cokolwiek, co sprawia, że poprawia się humor. Warto by też przestawić tok myślenia na ‘’spróbuję’’ zamiast "nie ma sensu". Z czasem "spróbuję" zamieni się na "mogę" a to na ‘’potrafię’’. Jak więc widać, warto spróbować.
Kolejna alternatywa to po prostu czekolada. Pobudza wytwarzanie endorfin i ta dam! Mamy humor taki jak przy zakochaniu. Wystarczą 3 kostki ulubionej czekolady a już czujemy się lepiej.
Możemy jeszcze oszukać nasz mózg i uśmiechnąć się do swojego odbicia w lustrze. Podobno nawet nie mając dobrego humoru zostaje to odebrane przez mózg jako dobry humor, czego efektem jest poprawa nastroju.
Jeżeli jednak na nic starania, spróbujmy chociaż sprawić by innym było lepiej. Uśmiech do kogo popadnie na ulicy, a tamtej osobie na pewno będzie milej. Starajmy się dostrzegać pozytywy każdej sytuacji, mimo że to bywa trudne. Czasami nawet bardzo.
Na koniec jeszcze życzę Wam odnalezienia swojego optymizmu chociażby pod kapslem z Tymbarka.
Dagmara Gątkiewicz,
kl. 3gB Rozdarli ogon
wypalili łuski
co do ostatniej
tak przecież będzie dla mnie najlepiej
jednym szarpnięciem wyrwali skrzydła
są ważniejsze rzeczy
woń gnijących piór nie odpuści
człapie niestrudzenie
wołali, że mam wzbić się w powietrze
szybować
płynąć w kałuży łez niewylanych
wciąż czekają
i ciągle dziwi ich, że pełznę
Asia Kalemba, kl. 2gB
Opowiadanie
Najpierw był jej przeraźliwy krzyk, który przerwał mu w połowie zdania. Jasnoniebieskie auto zahamowało z piskiem opon. Odgłos uderzenia... i cisza.
W uszach ciągle słyszał ten krzyk, przed oczami wciąż miał ten sam obraz: chwilę, w której potykała się, odbijała niczym lalka od maski samochodu i upadała na asfalt. Przypadł do niej nie zważając na wołania gapiów i przekleństwa kierowcy. Delikatnie odwrócił, żeby nie leżała twarzą do ziemi. Nie mógł nic zrobić. Z przerażeniem wpatrywał się w purpurową plamę wykwitającą na jedwabnej bluzce.
Wbrew temu, co czytała, ból wcale nie kojarzył się z czerwienią. Ból był biały, zaś czerwona była krew płynąca z ran. Głosy, które jeszcze przed chwilą słyszała, cichły. Ktoś pochylał się nad nią, trzymał za rękę. Mówił coś... szeptał ze łzami w oczach... Jakaś potężna siła zamykała jej powieki. Chciała widzieć tamtą twarz, chciała słyszeć słowa... mogła tylko jedno. Zapaść się w otchłań. Białą otchłań bólu.
Któryś z przechodniów litościwie zadzwonił po karetkę. Kierowca wściekły oglądał zniszczony samochód. Tłum falował. Starali się go od niej odciągnąć - na próżno. Mimo, że zamknęła oczy, on dalej mówił. Mówił i trzymał jej brudną, zakrwawioną dłoń. Wciąż ciepłą.
Asia Kalemba,
kl. 2gB
Humor
Skład redakcji:
Dagmara Gątkiewicz, Alexander Dulak, Paweł Andrejczuk,
Katarzyna Chotomska, Kuba Gabryś, Justyna Kaczmarek, Asia Kalemba, Krzysztof Matkowski, Łukasz Mielczarek, Monika Renkas, Ola Wójtowicz,
Opiekun:
mgr Anna Szczęsna - Domagała
Trzy blondynki po śmierci stają przed bramą niebios. Św. Piotr wita je słowami:
- Możecie dostać się do nieba, jeśli odpowiecie na jedno proste pytanie: Czym jest Wielkanoc?
Pierwsza blondynka:
- Wielkanoc to takie święto, kiedy odwiedzamy groby naszych bliskich...
- Źle! Odpowiada Święty Piotr. Nie przestąpisz bram królestwa niebieskiego!
Druga blondynka:
- Ja wiem! To takie święto, kiedy stroi się choinkę i rozdaje prezenty!
Święty Piotr załamany patrzy na trzecią blondynkę.
- Wielkanoc to święto zmartychwstania Jezusa Chrystusa. Trzeciego dnia Jezus...
- Świetnie! - Wykrzykuje Święty Piotr.
Blondynka nawija dalej:
- ... zmartwychwstał i tak historia powtarza się co roku, Jezus w czasie Wielkanocy wychodzi z groty, patrzy na swój cień i jeśli go zobaczy, to zima będzie dłuższa...