Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
ŁOSIU
Numer 5.
Marzec 2010 r.
Spis treści:
Cena: 1zł
Wiosna.....................1
Ocieplenie czy ochłodzenie?..........3-4
Okrągły Stół...........4-5
Vancouver 2010.....6-9
Chopin...............10-11
Książka czy komputer?..........12-13
O geniuszach......14-15
7403 AD cz.2...................16-17
Recenzja koncertu.................17
Kryminał............18-19
Wiosna
Wiosna już oficjalnie się rozpoczęła. Za oknami widzimy już tylko zieloną trawę, a już za kilka tygodni zaczną kwitnąć drzewa i kwiaty. W powietrzu wyczuwa się już ten radosny nastrój, ale nie wszystko jest tak piękne...
Pierwsze, na co zwracam uwagę idąc po ulicy to psie kupy. Są dosłownie wszędzie: na chodniku, w trawie, na murkach. Nie dość, że wygląda to
obrzydliwie, to do tego śmierdzi niemiłosiernie. Nie umiem zrozumieć, że ludzie nie poczuwają się do tego, aby posprzątać po swoim pupilu (wyobraźmy sobie, co by było, gdyby wszyscy ludzie załatwiali się na środku ulicy). Całe to
zachowanie można usprawiedliwić: tylko w niektórych parkach znajdują się specjalne kosze na psie odchody, a nawet jak są to nigdy nie widziałem, aby ktoś ich używał. Mimo to powinno się podjąć radykalne środki aby to ograniczyć, bo było mi naprawdę przykro, kiedy mój nauczyciel (anglik) narzekał na brud na ulicach...
Inna sprawa to śmieci, walające się we wszystkich zakątkach Opola. Nie raz widziałem już ludzi wyrzucających śmieci na ulicę, nawet gdy w pobliżu był kosz na śmieci. Mam wrażenie, że te papierki, butelki, puszki nie będą leżeć tam wiecznie, ale miasto poczuje się do tego, aby to uprzątnąć. Można by było do tego zaprosić choćby bezdomnych, żebrających na ulicy, którzy mieliby co robić i zarobiliby na swoje życie.
Nie wiem, czy tylko ja odniosłem takie wrażenie, że nasze Opole staje się coraz brudniejsze. Pomijając to , że wiele kamienic jest remontowanych, to śmieci walają się po ulicach a choćby przystanki autobusowe są zdewastowane i po prostu – brudne.
Nie chcę wam obzydzać tej pięknej pory roku, jaką jest wiosna, dlatego kończę ten ponury wywód. Mimo to mam nadzieję, że wy będziecie dbać o swoje otoczenie i myśleć też o innych ludziach. Tymczasem cieszcie się świeżym powietrzem, wiosna czeka...
Łukasz Mielczarek, kl. 2gB
Ocieplenie czy ochłodzenie?
Jeszcze jakiś czas temu, nim nastąpił kryzys gospodarczy, media straszyły nas globalnym ociepleniem.
Czy jest ono realnym problemem, a nie kolejnym sposobem na przykucie uwagi? Patrząc na tegoroczną zimę, wydaje się to
wątpliwe. A może wkrótce nastąpi ochłodzenie klimatu?
Naukowiec Don Easterbrook twierdzi, że ocieplenie, które zaczęło się właściwie w 1977 r. właśnie dobiegło końca. Wielu naukowców sądzi podobnie. Nowe dane pokazują, że średnia temperatura spada.
Dokładne obserwacje pogody zaczęto prowadzić stosunkowo niedawno. Nie potrafimy dokładnie stwierdzić, jak wyglądały średnie temperatury na przestrzeni tysięcy lat, dokładniejsze zapiski pochodzą dopiero z XIX wieku. Przypatrując się bliższej historii, możemy stwierdzić kolejne rzeko-me ocieplenia i ochłodze-nia. W 1895 r. ludzie panikowali z powodu ochłodzenia. Z kolei w 1920 r. obawiano się ocieplenia, które trwało aż do 1975 r. Po sześciu latach „zimna” rozpoczął się wzrost temperatury na „bezprecedensową skalę”. Wielu naukowców poświęciło się badaniom na ten temat. Ich zdania są dość podzielone. Al Gore za swoją działal- ność dostał nawet Nagrodę Nobla. Możliwe, że cała sytuacja została rozgłoszona w celu zainteresowania ludzi.
Skąd więc wzięło się owe ocieplenie? Badania na skalę światową zaczęły się dopiero w minionym wieku. Jednak zawierają wiele błędów i są dość niekompletne. Pomiary satelitarne nie mogą być regularne z powodu chmur. Niejednolitość danych nie pozwala na rzetelne wyniki. Naziemne stacje meteorologiczne
są głównym źródłem infor-macji o temperaturze. Problem w tym, że są położone głównie w mia-stach, gdzie zaobserwo-wano wyższe temperatury – efekt miejskiej wyspy cieplnej. Usuwa się stacje na niezurbanizowanych terenach. Podsumowując, metody pomiarowe mają dużo braków przestrzen-nych i czasowych. Poza tym nie wszędzie są
jednoznaczne. W jednym mieście temp. może wzrastać, w innym spadać.
Naukowcy starają się wyjaśnić sytuację. Ocieplenie miało zwięk-szyć liczbę huraganów, ale od 30 lat spadła do
najniższego poziomu. W latach 70’ i 80’ XX wieku naukowcy przestrzegali przed epoką lodowcową. Jak na razie nie sprawdziło się to zamiast tego wyprowa-dzono inną teorię.
Może to tylko media chcą zwrócić uwagę. Sensacje przyciągają zainteresowanie. Jak na razie mamy dobry przykład, że człowiek jeszcze wszystkiego nie wie i popełnia błędy. Długa droga czeka tych, którzy będą chcieli zrozumieć siły otaczającego nas świata. Wydaje nam się, że mamy wpływ na naturę – emisja dwutlenku węgla, zatruwanie atmosfery. W rzeczywistości dużym czynnikiem są też wulkany i aktywność słoneczna. Nie znamy dokładnej sytuacji w przeciągu tysięcy lat, więc nie wiemy do końca, jakie znaczenie ma emisja gazów cieplarnianych. Jednak nauka podaje, że w historii Ziemi były ochłodzenia i ocieplenia na przestrzeni wielu tysięcy lat. Czynnikiem nie był jeszcze człowiek, lecz jedynie natura. Różnice były ogromne, a dzisiejsi badacze zmieniają decyzję na przestrzeni zaledwie kilkudziesięciu lat.
Jak widać człowiek wciąż nie jest nieomylny. Nie należy też wierzyć we wszystko co podają media. Lepiej zaufać własnemu rozsądkowi i zachować się stosownie do pogody, jaką widzimy, niż przygotowywać na ocieplenie.
Krzysiek Matkowski, kl.2gB Okrągły Stół
Jak zapewne wiecie, w piątek 19 lutego odbyły się obrady przy „okrągłym stole”. Przedstawiciele klas spotkali się z panią dyrektor Stecką, panem Szymczakiem, no i oczywiście naszym szkolnym samorządem. Pani dyrektor wytłumaczyła wszystkim, że samorządu nie zmienimy, co najwyżej zlikwidujemy zupełnie. Kolejne wybory i aklimatyzacja naszych nowych reprezentantów trwałyby po prostu zbyt długo. Dyskusja skupiła się więc wokół tego, co samorząd robi źle i co mogliby poprawić.
Pierwszą sprawą były same wybory. Niepubliko-wanie wyników, plotki o pustych kartkach i subiektywności komisji liczącej głosy bardzo zaniepokoiły uczniów. Jednak wybory już zostały przeprowadzone i tego nie da się zmienić. Wyjaśnione zostało więc, że rzeczywiście istnieje podejrzenie, że ktoś dorzucił fałszywe głosy,
ale ich liczeniem zajmowały się osoby bezstronne z obu klas drugich. Na przyszłość więc postanowiono wprowadzić kilka ulepszeń, m.in. drukowanie głosów i ustanawianie komisji z członków każdej klasy.
Kolejną wątpliwością była praca sekcji. Wyszło na jaw, że niektóre z sekcji miały tylko jedno spotkanie (w październiku), inne takich spotkań nie organizowały wcale. Sam przewodniczący stwierdził, że nie pracują. Dyskusja na ten temat zakończyła się postanowieniem wznowienia zapisów do sekcji i ustanowienia terminów regularnych spotkań ich członków i przewodniczących klas. Rozmowa skupiła się też wokół numerków niepytanych. Pan Szymczak stwierdził, że ich brak nie jest winą samorządu, co najwyżej jego. Numerki te, jak powiedział losuje zawsze w poniedziałki, jednak uczniowie zdejmują je lub fałszują, co prowadzi do ich unieważnienia. Wraz z panią Stecką pan Szymczak postanowił jednak nie zamieszczać numerków w internecie. Nie tylko ze wyglądu na to, że byłoby to mało praktyczne, ale też po to, by nauczyć wszystkich odpowiedzialności za swoje czyny. Jeśli sytuacja się nie zmieni, numerki niepytane zostaną zlikwidowane.
Wiele osób ma też pretensje do samorządu o mało imprez i ich kiepską jakość, czego przykładem jest pamiętne Halloween. Jak okazało się w piątek, na żadną z niedogodności nie miał wpływu samorząd. Koncert nie odbył się, gdyż na kilka godzin przed występem zadzwo-nili członkowie zespołu z informacją, że nie przyjadą. Gdyby nie interwencja samorządu, Halloween nie odbyłoby się wcale. Na ich usilne prośby pani dyrektor postanowiła zwolnić uczniów choć z jednej godziny lekcyjnej.
Na koniec samorząd obiecał poprawić się, zmienić swój stosunek do uczniów na przyjaźniejszy i starać się pomóc wszystkim. Więc jeśli macie jakiś problem, zgłoście go do któregoś członka naszego zarządu i cierpliwie oczekujcie jego rozwiązania
Monika Renkas,
kl.1gA
Vancouver
Vancouver - miasto w zachodniej Kanadzie (Kolumbia Brytyjska), leżące przy ujściu rzeki Fraser do Pacyfiku.
Jest trzecim co do wielkości miastem Kanady po Toronto i Montrealu. W 2010 miasto było gospo-darzem Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Vancouver rozwinęło się jako miasto spośród wielu innych małych przystani, baz wielorybników i osad drwali zachodniego wybrzeża Kanady. Zade-cydowało o tym dogodne położenie portu i poprowa-dzenie linii kolejowej. Również współcześnie port jest najważniejszym miejscem i sercem całej aglomeracji.
XXI Zimowe Igrzyska Olimpijskie odbyły się w kanadyjskim mieście Vancouver w dniach 12-28 lutego 2010 roku. Zawody, oprócz Vancouver, odbyły się również w Whistler oraz w Richmond.
Były to trzecie igrzyska, które odbywały się w Kanadzie. W 1976 roku organizatorem letnich igrzysk był Montreal, a w 1988 roku – Calgary. Równocześnie były to szóste zimowe igrzyska olimpijskie, które odbędą się w Ameryce Północnej. Ostatnie takie wydarzenie w tej części świata odbyło się w 2002 roku, kiedy to organizatorem zimowych igrzysk olimpijskich było Salt Lake City. Rozgrywane dyscypliny:
· Biathlon
· Biegi narciarskie
· Bobsleje
· Curling
· Hokej na lodzie
· Kombinacja norweska
· Łyżwiarstwo figurowe
· Łyżwiarstwo szybkie
· Narciarstwo alpejskie
· Narciarstwo dowolne
· Saneczkarstwo
· Short track
· Skeleton
· Skoki narciarskie
· Snowboard
Właśnie zakończyły się Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Vancouver. Dla Polaków ogromny sukces – dwa srebra Adama Małysza; drugie, trzecie i w końcu pierwsze miejsce Justyny Kowal-czyk oraz niespodziewany brąz sztafety panczeni-stek. Nie wszyscy są
jednak zadowoleni z organizacji Olimpiady, rozpoczętej tragiczną śmiercią saneczkarza.
Na tegorocznych Igrzyskach gospodarze mieli kilka wpadek. Najpoważniejszą był oczywiście wypadek Gruzina. Tor okazał się źle zabezpieczony i saneczkarz uderzył w słup. Na oficjalnym otwarciu imprezy z czterech wielkich zniczy wysunął się tylko jeden. Oprócz tego brak barierki na trasie biegowej spowodował upadek Petry Majdic. Przewijały się drobniejsze niedociągnięcia, jak np. niebezpieczne górki na stoku narciarskim.
Justyna Kowalczyk określała trasy mianem „ohydnych”. Mówi, że nienawidzi tego miejsca. Wprawdzie zdobyła trzy medale, w tym upragnione złoto w biegu na 30 km techniką klasyczną, ale narzekała na atmosferę. Narobiła niemało zamieszania ze sprawą astmy wśród zawodniczek. Sportowcy, którzy posiadają zaświadczenie o tej chorobie, mogą zażywać leki wspomagające, czyli doping, który w normalnych warunkach jest nielegalny. Okazało się, jak wielu ma „astmę”. Wielu próbowało się tłumaczyć, ale powinno być jasne, czy coś jest dozwolone. Astmatycy niech nie zdobywają się na taki wysiłek, jeśli nie zostanie rozstrzygnięty. Biegaczka ukazała też „rogatą duszę”, udzielając dość ostrych odpowiedzi natrętnym dziennikarzom. Czasami, aż się o to prosi, słysząc pytania reporterów.
Przeciwieństwem jest łagodniejszy Adam Małysz. Skoczek z Wisły zrobił wszystkim niespodziankę, zajmując dwukrotnie drugie miejsce. Jednak Szwajcar Simmon Ammann oddał bezkonkurencyjne skoki. Niezadowoleni są zapewne Austriacy. Czterech z nich jest w pierwszej piątce Pucharu Świata, lecz zdobyli jedynie dwa brązowe. Jednak w konkursie drużynowym nie mieli sobie równych. Polacy mieli pewne nadzieje na medal, ale Małysz jest tylko jeden i na razie o następcy możemy tylko pomarzyć.
Niespodziankę sprawiły trzy panczenistki: Katarzyna Bachleda - Curuś, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska. W ćwierć-finale pokonały Rosję. W półfinale uległy Japonkom o 0.19 s. O trzecie miejsce ścigały się z Amerykan-kami. Początkowo było dobrze, w końcu pojawiła się strata. W końcu jedna z przeciwniczek zwolniła i Polki wygrały ze sporą przewagą. W sztafecie łyżwiarstwa szybkiego biegnie trójka sportowców na raz i liczy się czas ostatniego. Dodatkowym zaskoczeniem jest, że w naszym kraju nie ma żadnego toru, na którym mogłyby trenować. Radość naszych panczenistek była niezwykła. Złoto wywalczyły Niemki o trzy setne sekundy. Możemy śmiało stwierdzić, że ta Olimpiada jest dla nas jak najbardziej udana. Polacy mieli dotychczas osiem medali, z czego dwa Małysza i jeden Kowalczyk. Przez długi czas Wojciech Fortuna był jedynym posiadaczem złotego medalu Igrzysk Olimpijskich w Polsce. Na przełamanie czekaliśmy do przedostatniego dnia
Igrzysk. Piętnaste miejsce w klasyfikacji medalowej jest dobre, ale zawdzięczamy je głównie dwóm osobom. W innych konkurencjach sprawujemy się trochę gorzej, ale często zapominamy, że już sam występ jest sporym osiągnięciem. Wielu dyscyplin sportowych po prostu nie możemy uprawiać, bo nie ma odpowiednich warunków. Sukcesem jest choćby czternasta pozycja polskich bobsleistów.
Pozostaje tylko liczyć, że poziom sportu rozwinie się i za cztery lata w rosyjskim Soczi, Polacy spiszą się równie dobrze. Oby za sprawę większej ilości sportowców, a nie tylko Kowalczyk i Małysza. Niech łzy radości naszych panczenistek będą mobilizacją do trenowania.
Najlepiej bez astmy.
Paweł Andrejczuk,
Krzysiek Matkowski,
kl. 2gB
"To będzie mój rok. Chopin"
"Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel." C.K.Norwid
www.chopin.pl
www.chopin2010.pl
www.chopin.info.pl
www.pl.chopin.nifc.pl
www.chopingame.pl
Warszawa
- na trasie spaceru szlakiem Fryderyka – począwszy od ulic Koziej i Miodowej, przez Trakt Królewski, pałac Kazimierzowski, po Łazienek – stanęło 15 multimedialnych ławek. Zawierają opis wybranej lokalizacji w języku polskim i angielskim i odtwarzają fragmenty utworów Chopina,
- na jednym z placów stanie 200 fortepianów, na których równocześnie zagrają młodzi pianiści z Polski i Chin,
- w stołecznym Zamku Ostrogskich otwarto najnowocześniejsze muzeum w Europie. Pięknie odrestaurowane XVIII wieczne mury naszpikowano instalacjami multimedialnymi, stacjami dźwiękowymi, ekranami LCD do 65 cali, wideo-ścianami i czujnikami ruchu. Zwiedzający zaopatrzony w bilet czipowy RFID będzie mógł poznać życie i twórczość Chopina na 32 profilach zwiedzania, 4 poziomach merytorycznych i w 8 językach. Dzieci odnajdą gry komputerowe i ściany dotykowe, a fachowcy na specjalnych ekranach przejrzą rękopisy kompo-zytora. Dla wszystkich: 430 eksponatów w światłoczułych gablotach,
- koncert gwiazd firmy Sony „I love Chopin - Songs to Remember”
Kraków
- od Rynku Głównego po Nową Hutę ma stanąć tuzin naturalnej wielkości replik fortepianu Chopina – Pleyela z 1874 r. Pomalowane zostaną one przez tuzin artystów
- półgodzinny taniec fontann wysokich do 8 m i długich do 34 m, tańczących do scherza bmoll opus 31. Fryderyka Chopina.
Katowice
- odbędzie się Międzynarodowy Konkurs Wiedzy o Chopinie organizowany na wzór Narodowego Dyktanda
Arktyka
- w norweskim mieście Tromso podczas Festiwalu Zórz Polarnych zabrzmi muzyka Chopina. Zagrają m.in. Leszek Możdżer i Andrzej Jagodziński Trio.
Austria
- w jednym z parków Wiednia stanie nowy pomnik Chopina. Odbędzie się także XXV. Chopin Festival, na którym pojawi się nasza Orkiestra Garnizonowa Marynarki Wojennej.
Belgia
- odbędzie się festiwal pt. „Czy Polacy lepiej grają Chopina?”. Trójka naszych pianistów – Zimerman, Blechacz i Olejniczak zmierzy się z belgijskimi muzykami.
Chiny
- wystawy i koncerty podczas EXPO 2010.
Francja
- w legendarnej sali, w której Chopin dał swój pierwszy paryski koncert w 1832 r. wystąpią z recitalami najlepsi pianiści świata.
- odbędzie się także cykl recitali pt. „Chopin Europejczyk”. Czołowi pianiści wykonają wszystkie dzieła mistrza w porządku chronologicznym, na instrumentach z epoki i ich kopiach. Koncertom towarzyszyć będą wydarzenia specjalne np. czytanie tekstów George Sand i Chopina.
- w Ogrodzie Luksemburskim na wzór recitali chopinowskich w Łazienkach odbędą się koncert plenerowe. Hiszpania
- w willi Chopina i George Sand na Majorce, będą trwać recitale chopinowskie w ramach organizowanego tam nieprzerwanie od 1981 r. Festivals Chopin de Valldemossa.
Włochy
- w słynnej sali Accademia di Santa Cecilia muzykę Chopina promować będzie Rafał Blechacz.
Ponadto w sierpniu bieżącego roku pojawi się w kinach pierwsza w Polsce pełnometrażowa animacja 3D inspirowana muzyką Chopina. Film opowiada historię dwojga dzieci, które za pomocą magicznej latającej maszyny – pianina – przeżywają przygodę życia. Podróżują śladami Chopina, a dzięki jego muzyce przenoszą się w świt magii. Na ścieżce dźwiękowej gra Lang Lang.
Godnym zwieńczeniem wydarzeń muzycznych jubileuszu zarówno w Polsce i na świecie będzie XVI. Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny imienia Fryderyka Chopina, jeden z najbardziej prestiżowych konkursów muzycznych na świecie. Konkurs będzie trwał od 2 do 23 października 2010 r. Specjalna komisja na podstawie nadesłanych materiałów DVD wyłoni 160 pianistów, którzy będą brać udział w publicznych eliminacjach do właściwego konkursu. Tylko 80 wybrańców weźmie udział w podzielonej na trzy etapy rywalizacji. Do finału dopuszczonych zostanie sześciu uczestników. Zwycięzca otrzyma 30 tysięcy euro i zloty medal.
Paweł Andrejczuk,
kl. 2gB
Książka kontra komputer
Konflikt znany nam raczej z codzienności, nawet i z doświadczenia. Komputer, urządzenie obowiązkowe w każdym domu. Niewątpliwie głównym pożeraczem naszego czasu przy komputerze jest Internet. Pełni funkcję informacyjną, komunikacyjną, rozrywkową.
"Książka? Chodzi ci o tą grubą z biologii?’’ W wielu kręgach to powód do śmiechu, obciachu, kojarzy się głownie z nauką i bandą kujonów siedzących pod ścianą. Lepiej spędzić godzinkę czy dwie przeglądając kolorowe fotoblożki znajomych z całej Polski, gdzie połowa zawiera treści w stylu , Jestem smutny/smutna. Jest do kitu.’’ Plus gratisowo dołączone jakieś zdjęcie z oczkiem umazanym czarnym tuszem w lewym rogu.
Powstaje pytanie jednak, co nam daje takie ślęczenie przed monitorem bez konkretnego celu. Kolejny blog, kolejny "pudelek’’, kolejna gierka, w którą i tak się przegra. Ja sama z komputera często korzystam. Książki jednak czytam. Nie uznaję wymówki "w Internecie jest przecież wszystko’’. Otóż nie! Nie ma zapachu i szelestu kartek, nie można wziąć komputera ze sobą na tygodniową wędrówkę po górach, bo i tak padnie po kilku godzinach, nie można poczytać sobie z niego w wannie, bo a nóż wpadnie do wody i wtedy sami wiemy jak to się skończy... Książka jest o wiele wygodniejsza. Zawsze i wszędzie. Nudne imieniny u cioci? Długa podróż pociągiem? Nadmiar wolnego czasu w deszczowe popołudnie? Aż się prosi, żeby sięgnąć po książkę stojącą na jednej z półek.
Co jednak gdy na pólkach nie ma już książek? To niestety coraz częstsze zjawisko, młodzież coraz rzadziej
je kupuje. Nawet gdyby chcieli coś przeczytać to i tak nie mają czego, bo do księgarni "za daleko’’ a komputer jest bliżej. A książki pobudzają wyobraźnię, wzbogacają słownictwo, uczą nowych rzeczy o świecie, pozwalają nam się na chwilę oderwać od rzeczywistości.
Czytaliście Jacka Londona? Ja nie. Niegdyś jeden z popularniejszych pisarzy, czytały go całe pokolenia. Czy w takim razie nasza znajomość literatury ogranicza się do Rowling i jej słynnego Harry’ego Pottera, Tolkiena no i ...Stephanie Meyer? Jakby nie patrzeć ta ostatnia z pewnością ostatnimi czasy bije rekordy popularności i dla wielu nastolatków jest jedynym powiązaniem ze światem książek. Większość z nich zapewne wymieni "Zmierzch’’ jako ulubioną książkę, ale czy przeczytały coś poza tym (kontynuacja się nie liczy)? Gdyby nie ich ogromna popularność pewnie by nawet na nie spojrzały. A raczej gdyby nie pseudo przystojny aktor odgrywający główną rolę w filmie. Czy w takim razie czytamy coś więcej poza lekturami obowiązkowymi?
Ja sama czytam całkiem sporo, moi znajomi zresztą też, co jednak nie oznacza, że wszyscy inni również. Niektórym wystarczy obowiązek przeczytania tych "nieszczęsnych’’ sześciu lektur w roku. Faktycznie ta liczba jest taka "przerażająca’’. To smutne, ale z roku
na rok naprawdę jest coraz gorzej z czytaniem wśród młodzieży.
A może sposobem byłby powrót do drukowania książek na papierze toaletowym, bo przecież jego internetowej wersji jeszcze nie wymyślono, chyba...?
Dagmara Gątkiewicz kl. III gB
O geniuszach
"Jesteś genialny!" - mówisz do kolegi, który wpada na rozwiązanie jakiegoś wyjątkowo trudnego zadania.
W takim razie, co powiedziałbyś do człowieka, który potrafi wyrecytować z pamięci 12 000 książek? Jak nazwałbyś człowieka, który nigdy nie grając na pianinie, po usłyszeniu koncertu Piotra Czajkowskiego potrafił zagrać go od początku do końca, bez żadnych nut, naturalnie? Geniusz, to zbyt małe słowo. W większości przypadków, ludzie tak niezwykle uzdolnieni są zarazem upośledzeni, posiadający iloraz inteligencji w granicach 40-70. Takich ludzi nazywa się sawantami.
Pierwszym, naukowo opisanym przypadkiem sawantyzmu (w 1789r.) jest Thomas Fuller, który mając znikomą znajomość matematyki, zapytany o liczbę sekund, które przeżył człowiek w ciągu 70 lat, 17 dni i 12 godzin, po nie całej minucie udzielił prawidłowej odpowiedzi - 22105008009 (uwzględniając w tym 17 lat przestępnych). Najbardziej znani - Leslie Lemke (cierpiący na porażenie mózgowe i niewidomy) - to właśnie on wykazywał niezwykłe zdolności muzyczne, do dzisiaj potrafi bezbłędnie zagrać parę tysięcyutworów, nawet te które słyszał tylko raz; Kim Peek, (zmarł w grudniu 2009r.) , był mocno upośledzony, - znał na pamięć 12 000 książek, potrafił wymienić nazwy wszystkich miast, autostrad przechodzących przez każde amerykańskie miasto, miasteczko i okręg a także wszystkie numery kierunkowe, kody pocztowe. Znał historię każdego kraju, każdego władcy, jego daty panowania, małżonka i historię. Na podstawie
podanej daty urodzenia, w ciągu kilku sekund obliczał dzień tygodnia, w którym dana osoba skończy 65 lat. Rozpoznawał ze słuchu większość utworów muzycznych, podając jednocześnie datę i miejsce ich powstania oraz datę urodzenia i śmierci kompozytora; Alonzo Clemons - (niepełnosprawny i cierpiący na zaburzenia rozwojowe) rzeźbiarz amerykański, w ciągu 20 minut potrafi uformować z wosku wierną podobiznę każdego zwierzęcia, które widział przez kilka lub kilkanaście sekund. Rzeźby Clemonsa są niezwykle realistyczne, ukazują każdy szczegół anatomiczny i doskonałe proporcje.
Na dzień przed swoimi piątymi urodzinami Francis Galton ujął pióro i napisał do siostry: "Droga Adelo, mam 4 lata i czytam już wszystkie książki angielskie. Znam wszystkie rzeczowniki i przymiotniki łacińskie i czasowniki w stronie czynnej, a ponadto 52 linijki łacińskich wierszy. (...) Trochę czytam po francusku i znam się na zegarze." List ten był dla Adeli tylko spisem inwentarza, nie rewelacją, bo to właśnie ona nauczyła brata wszystkich 26 liter, bo mógł je pokazywać, zanim jeszcze potrafił mówić.
Nie mieści się w głowie przeciętnego człowieka, jak można być aż tak utalentowanym. Jednak przeglądając biografie tych, których my nazywamy geniuszami, zauważamy, że nie zawsze przejawiali nienaturalne zdolności. Wielu z nich, w szkole nazuwano tępymi i nadzwyczaj głupimi. Albert Einstein sprawiał kłopoty w szkole, Walter Scott uchodził za osła, Darwin wykazywał "niewielkie postępy". Podczas gdy Karol Dickens, Mark Twain i Maksym Gorki nie osiągnęli nawet poziomu gimnazjum. Wydawałoby się to niemożliwe - w końcu to wielcy ludzie. Ludzki umysł lubi robić nam niespodzianki. Kiedy przeczytałam rozdział poświęcony geniuszom w "Umyśle" Anthony'ego Smith'a, byłam pod wielkim wrażeniem. Jak to możliwe, żeby Norbert Wiener wstąpił w wieku 11 lat do collegu, gdzie stworzono dla niego osobny cykl wykładów, ponieważ żaden z istniejących dotychczas nie odpowiadał jego umiejętnościom? Ukończył tę szkołę w mając 14 lat, 'cum laude" (z najwyż-
szym wyróżnieniem).
Nigdy nauka nie będzie w stanie do końca wyjaśnić zagadek, które stawia przed nami ludzki umysł. Jednak czasami nasuwa się myśl: Może lepiej nie wiedzieć...?
Asia Kalemba,
kl. 2gB
7403 AD cz.2
Kroczyli powoli otoczeni przez ciemność. Widzieli tylko delikatnie zielone zarysy skał w podczerwieni noktowizorów. Broń w gotowości, palce na spustach. Dobrze wyćwiczone zmysły. 74. pluton był jednym z elitarnych.
To, że zostali wysłani na takie odludzie było zapewne czystym zbiegiem okoliczności – znajdowali się najbliżej.
Im niżej schodzili, tym bardziej zwiększał się poziom wilgoci wyświetlany na szklanych hełmach tuż przed oczami marines.
Woda…. Nie posiadamy żadnych informacji o jej występowaniu w tym miejscu… - zabrzęczały hełmofony głosem Jacksona – inżyniera i radiooperatora.
Poinformuj o tym sztab – odpowiedział Coll po chwili zastanowienia.
Jackson odczepił od pancerza prostopadłościan wielkości cegły, wysunął antenę, która po włączeniu urządzenia rozłożyła się jak parasol.
Rozległo się kilka-naście dziwnych dźwięków wywoływanych przez urządzenie, podczas gdy radiooperator manewrował przy panelu kontrolnym doskonale zdając sobie sprawę z tego co się dzieje i z tego co robi. Po chwili skrzywił się zdziwiony.
Nie…. Nie mamy łączności ze sztabem.
Żołnierze wzdrygnęli się. Nie słyszeli, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek stracił kontakt z dowództwem. Sygnał był tak silny, że odbierało się go zazwyczaj nawet w jądrach planet.
Radiooperator sprawdził parę rzeczy i wyszeptał jakby do siebie, w zamyśleniu:
Hmm.. Sekunda…. Sekunda….
Wziął w rękę garść pyłu. Wysypał go powoli z ręki. Mimo braku jakiegokolwiek wiatru, piasek poleciał w głąb jaskini.
Silne pole magnetyczne. Wręcz ogromne. Nie podoba mi się to – stwierdził.
Idziemy dalej. Broń w pogotowiu – zakończył postój Coll.
Ruszyli dalej. Niektórzy, ci młodsi szczególnie zaczynali się denerwować.
Przestali słyszeć wichurę na górze. Do ich uszu docierały tylko ich własne oddechy i ciche stąpanie kilkunastu butów.
Spokojnie żołnierze. Pamiętajcie, że imperator czuwa nad wami – odezwał się Brzęczyk – jeden ze starszych żołnierzy, bardzo religijny i doświadczony życiem. Miał duże, piwne oczy, wystające kości policzkowe, i długie, białe wąsy – Nic nie powstrzyma…
Z ciemności przed nimi wystrzelił długi, szpikulec i niczym stalaktyt wbił się w tułów starca, przeszedł przez całe ciało masakrując wnętrzności i wyszedł z drugiej strony, by po chwili błyskawicznie się cofnąć. Oczy marine zaszkliły się i straciły jakikolwiek wyraz. Z jego ust zaczęła ciec krew. Zerknął na wielką dziurę pośrodku klatki piersiowej i padł na ziemię.
Zareagował wyćwiczony instynkt żołnierzy. W ułamku sekundy przywarli do ścian i otworzyli ogień. Po paru krótkich seriach dowódca wzniósł dłoń na znak przerwania ostrzału. Czekali, oddychając głęboko i powoli. Po paru niepewnych chwilach z otchłani dobiegło nieludzkie zawodzenie. Z mroku wyłoniło się zniekształcone ciało, które kiedyś zapewne należało do człowieka. Z licznych dziur po kulach płynęła czarna posoka. Zamiast jednej ręki poczwara miała wielki kolec. Nie miała szczęki, ani oczu. Z wielu miejsc na ciele odpadały kawały mięsa. Na plecach znajdował się wielki garb. Stwór padł na ziemię. Narośl zaczęła pękać. Z jej środka wypełzało na wierzch mnóstwo larwopodobnych stworzeń.
Na pierwszych imperatorów… Co to jest?!
Kuba Gabryś,
kl.2gB Recenzja koncertu
Trudne jest życie ucznia. Sprawdziany przeplatają się z kartkówkami, zadania domowe z odpytywaniami. Dlatego dobrze, że są takie dni jak 14 lutego, bo właśnie z okazji Walentynek Samorząd Szkolny zorganizował koncert. Odbył się on 18 lutego w auli. Wystąpił jeden ze szkolnych zespołów. W jego skład wchodził wokalista, perkusista i trzech gitarzystów. Zaprezentowali nam cztery utwory, a później poproszeni o bis zagrali jeszcze trzy. Solista wciąż namawiał uczniów do wspólnej zabawy.
Zespół przedstawił dużą różnorodność utworów cieszących się uznaniem publiczności. Brakowało mi jednak wystroju sceny i odrobiny nastroju. Jakosć muzyki była dobra jednak, według mnie trochę za głośna. Nie dało się przez to zrozumieć śpiewanych słów. Gdyby gitarzyści na przyszłość zagrali nieco ciszej byłoby ok. Może to nie była ich wina tylko zbyt blisko ustawionych mikrofonów? Nie wiem. W każdym bądź razie cichsza muzyka jest lepiej odbierana. Poza tym występ był bardzo ciekawy. Mimo głośnego akopaniamentu dało się słyszeć, że wokalista obdarzony jest dobrym głosem. Wszyscy dobrze się bawili, o czym świadczy tańczący pod sceną całkiem spory tłum i liczne owacje.
Żywię nadzieję, że tego typu imprez będzie znacznie więcej, ponieważ są one szansą dla młodych talentów, a dla publiczności okazją, by móc oderwać się od codzienności.
Justyna Kaczmarek,
kl.1gA
Morderstwo w Czarnej Czapce
Rozdział 3.
Czerwone ściany. Zielony płot. Dwie białe ławki. Brudna (kiedyś była w kolorze podobnym do ławek…) furtka. Małe, czarne kruki siedzące na licznych parapetach. Kałuże. Wielkie, głębokie i szarobure. Dookoła rozsypane drewno. A wszystko przepełnione historią, starymi wierszami schowanymi pod schodami i tym, co się działo przed Elisabeth.
Stary dom Ronalda. Nie byłoby w tym
nic dziwnego, gdyby to Ron tam pojechał po śmierci Ellie. Ron, a nie On. Jednak to właśnie On przybył do zapuszczonego miejsca zamieszkania Ronalda. Wszedł powoli po starych kamiennych schodkach, obejrzał się dookoła i poszedł. Przed siebie, jak najdalej od świata. Od tych rzeczy, które go tak zmieniły, do czasów, gdy był tylko biednym, miejscowym złodziejem. Nikim więcej. Bez zbędnych wspomnień na karku. Bez swojego nieszczęścia. Chciał tylko uciec. Nie musieć wracać do nie zakończonych spraw. Zacząć jeszcze raz, od początku.
W tym samym czasie Ronald schował się za najdalszym stolikiem w barze. Chciał żeby śmierć Elisabeth nie zmuszała go do odnalezienia mordercy, dowiedzenia się prawdy o Nim i myślenia o niej, o tym jak kiedyś im było dobrze. Siedział, pił i tak rozmyślał aż do zmroku, do późnej nocy, po raz pierwszy, od paru miesięcy, gwieździstej. Gdy w końcu wyszedł miał ochotę krzyczeć, cofnąć czas, wrócić do szczęśliwych chwil przed morderstwem i przeczuciem, że coś z Elisabeth jest nie tak.
Następnego dnia nie zdążył nawet otworzyć drugiego oka, bo przy drzwiach pokoju stał inspektor z niewyraźnym wyrazem twarzy. Po prostu idealny aktor do reklamy Rutinoscorbinu.
- Mam nadzieję, że dobrze się panu spało…- Ironię w głosie policjanta wyczułoby nawet pięcioletnie dziecko.
- Czy coś ze mną nie tak, sir?
- Bo wie pan, wszedł pan do prywatnego pomieszczenia bez nakazu i nawet bez pukania. Niech pan nie robi takiej krzywej miny. Drzwi były otwarte na oścież.
- To i tak nie jest wytłumaczenie, żeby budzić mnie wcześnie rano… - Irytacja Rona powiększała się z sekundy na sekundę. - Bez przesady. A poza tym kim pan jest?
- Nadinspektor Jones do usług. Za godzinę chcę pana widzieć w salonie gotowego do przesłuchania. - Do widzenia.- Mówiąc to wyszedł i zostawił Ronalda sam na sam z klejącymi się oczami, samobójczymi myślami i kawą. Mocne espresso wyraźnie poprawiło mu humor- przynajmniej na chwilę. Jedna pozytywna rzecz w szykującym się dniu. Na nieszczęście jedyna. Kiedyś można by za pozytywne uznać wieczorne przedstawienie, ale nie tym razem. Godiva budziła w nim tylko najgorsze wspomnienia. I wielką chęć do rozwiązania zagadki.
- Witam panie inspektorze. Czyżbym był podejrzany? Ron ubrał się w czarny garnitur - porządnie wyprasowany i uprany.
- Nie, jak na razie nie. Co nie znaczy, że nagle to nie może się zmienić. - Detektyw Jones uśmiechnął się drwiąco.
- Coś ze mną nie tak?
- Nie, nie… Ja widzę, że pan na odświętnie, lecz dlaczego ubrał pan zamiast krawatu różowe rajstopy, a z kieszeni wypadają panu spleśniałe mandarynki? Jest pan głodny?
- Może darujmy sobie uprzejmości i przejdźmy do rzeczy. Przesłuchanie czas zacząć.- Cała rozmowa wydawała się Ronaldowi nierealna, zainscenizowana.
A On szedł przed siebie, z dala od rzeczywistości, aby zapomnieć… I nigdy już nie wrócić.
Cdn.
Ola Wójtowicz,
kl.1gA
Przyjście wiosny
Skład redakcji:
Dagmara Gątkiewicz i Alexander Dulak, Paweł Andrejczuk,
Katarzyna Chotomska, Kuba Gabryś, Justyna Kaczmarek, Asia Kalemba, Krzysztof Matkowski, Łukasz Mielczarek, Monika Renkas, Ola Wójtowicz,
Opiekun:
mgr Anna Szczęsna - Domagała
Naplotkowała sosna
że już się zbliża wiosna.
Kret skrzywił się ponuro:
- Przyjedzie pewno furą...
Jeż się najeżył srodze:
- Raczej na hulanodze.
Wąż syknął: - Ja nie wierze, przyjedzie na rowerze.
Kos gwizdnął: - Wiem cośo tym, przyleci samolotem.
- Skąd znowu - rzekła sroka - ja z niej nie spuszczam oka i w zeszłym roku w maju widziałam ją w tramwaju.
- Nieprawda! Wiosna zwykle przyjeżdża motocyklem.
- A ja wam dowiodę, że właśnie samochodem.
- Nieprawda bo w karecie!
W karecie? Cóż pan plecie?
Oświadczyć mogę krótko, że płynie właśnie łódką!
A wiosna przyszła pieszo.
Już kwiatki za nią spieszą,
już trawy przed nią rosną i szumią - Witaj wiosno.
Jan Brzechwa