Musisz zainstalować flash player pobierz instalator










Nikomu Ani Słowa

SPIS TREŚCI > KRP - kulisy pracy w Katolickim Radiu Podlasie 4-9 > "umrzeć - tego nie robi się kotu" 10-11 > wywiad z ks. Wiesławem Nestorukiem 12-13 > backmasking 14-15 > myślę że będę kimś, więc kimś będę! 16-17 > metalowiec i jego miejsce w kanonie stereotypów 18-19 > Mc0_KaEs 20-25 > m jak metal 26-27 > William Szekspir - czyli być albo nie być figurantem 28-29 > lunatycy - czyli sen na jawie 30-32 Opiekun: prof. Jarosław Zabielski Redaktor prowadzący: Rafał Wiśnioch Technik składowy: Aleksandra Tomaszek Dzieł foto i grafika: Milena Mądra, Jan Urawski Korekta: Karolina Glica Katarzyna Stoń Natalia Wójcik Dziennikarze: Aleksandra Łapacz Renata Ślesicka Karina Nabor Katarzyna Wieczorek i inni ....................................... kontakt: nikomuanislowa@gmail.com Słów kilka od Redaktora Prowadzącego



Witam, Przedstawiamy wszystkim kolejne wydanie N.A.S.y! Po raz kolejny obsypujemy was szeregiem faktów mogących wzbudzić zaciekawienie. Na wstępie chciałbym podziękować wszystkim fanom na facebook’u oraz tym w realnym świece za monitorowanie naszej pracy i interesowanie się gazetką. Z przyczyn kadrowych władzę nad bieżącym numerem przejąłem ja i muszę przyznać, że było całkiem fajnie! Niestety (dla mnie) od następnego numeru wszystko wróci do normy, a na swoje stanowisko powróci redaktor naczelna Aleksandra Tomaszek. Za dłuższą przerwę w publikacji przepraszamy i mamy nadzieję, że zrekompensujemy to większą liczbą artykułów. Oczywiście nadal istnieje możliwość podesłania nam na maila propozycji tematu - do czego gorąco zachęcamy. Gorliwie nakłaniam do przeczytania całego wydania i nadesłania nam swojej opinii, wrażeń lub propozycji. Życzę miłego czytania. Z poważaniem Rafał Wiśnioch N.A.S Nikomu Ani Słowa Za kulisami Katolickiego Radia Podlasie czyli o tym jak? gdzie? i czy trudno?
W celu poznania szczegółów pracy „po drugiej stronie” radia przeprowadziłem wywiad z pracownikami tej rozgłośni: z Anną Kaszczyc – prezenterką radiową, oraz Tomaszem Goską – realizatorem dźwięków.


Ile osób pracuje w radiu i jak wygląda praca? Tomasz Goska: Nie jestem pewien, ile osób dokładnie pracuje, ale jest także wielu współpracowników, którzy np. nie pracują na etacie, a przygotowują różne tematy i audycje. Anna Kaszczyc.: W Radiu Podlasie zatrudnionych jest około 40 osób. Sporo osób nie pracuje w siedzibie Radia w Siedlcach. Mamy reporterów terenowych w takich miastach jak: Łuków, Międzyrzec Podlaski, Radzyń Podlaski, Biała Podlaska, Garwolin, Węgrów, Drohiczyn i Sokołów Podlaski . To osoby, które codziennie przysyłają nam informacje z tych terenów i można je usłyszeć między innymi w serwisach informacyjnych. Spora liczba osób nie pracuje w radiu, ale współpracuje z naszą rozgłośnią. Do kogo są kierowane audycje? Do osób w jakim przedziale wiekowym? T.G.: Przede wszystkim dla słuchaczy w wieku

" KRP nie jest stacją typowo muzyczną, więc nie jest dedykowane ludziom w całej Polsce.

30 - 60 lat, ale to też w zależności od tego, jaka jest forma audycji. Na przykład audycja „Najlepsza Dziesiątka” Nie powiedziałbym, że ta audycja jest skierowana do starszych słuchaczy, ponieważ jest to prezentacja najnowszych utworów muzycznych, które zaistniały na rynku i są kierowane raczej do młodego pokolenia. A.K.: Trzeba przyznać, że jest też sporo audycji na naszej antenie, ukazujących się dla starszego pokolenia. Emitujemy przez całą dobę program informacyjno – muzyczny. W naszym programie mówimy przede wszystkim o sprawach, które dotyczą mieszkańców regionu, czyli np. o wydarzeniach samorządowych, kulturalnych i sportowych. Nasze radio łączy lokalność z treściami religijnymi i modlitwą. Są także audycje



poradnikowe, a wieczorem mogą Państwo na naszej antenie usłyszeć rozmowy na ważne dla każdego człowieka tematy, związane z duchowością i relacjami międzyludzkimi. Myślę, że każdy w jakimś temacie się odnajdzie. Staramy się po prostu towarzyszyć naszym słuchaczom 24h na dobę. T.G.: Weźmy pod uwagę, że KRP nie jest stacją typowo muzyczną, więc nie jest dedykowane ludziom w całej Polsce. Jest to radio przybliżające to,  co dzieje się tutaj - w regionie. Audycje tematyczne, które są tutaj prowadzone, w jakiś sposób potrafią zainteresować ludzi nowymi zagadnieniami. Jaką drogę trzeba przejść, aby zasiąść na stanowisku spikera radiowego? Jakie wykształcenie należy mieć? A.K.: Kiedy ja trafiłam do radia w 1998 roku, trochę trwała droga zanim usiadłam w studio przed mikrofonem jako spikerka. Najpierw pracowałam jako reporterka, potem prezentowałam serwisy informacyjne i dopiero po kilku latach zaczęłam prowadzić program. Myślę, że nie jest to kwestia wykształcenia dziennikarskiego. " Nie wszystkiego da się wyuczyć. Liczy się także to, czy radio się czuje. Większość z nas kończyła zupełnie inne studia i ma za sobą inną drogę. Tak naprawdę nie wiem, czy pracy dziennikarza można się nauczyć na studiach. To jest bardziej kwestia praktyki. Żeby stać się dobrym reporterem trzeba np. nauczyć się robienia sond ulicznych, gdzie trzeba podejść do kogoś kogo się nie zna, przełamać swoje opory i zadać jakieś pytanie tak, aby odpowiedź była potem interesująca dla odbiorcy. Ważna jest też umiejętność wyboru tego co najistotniejsze. Np. z rozmowy 10 minutowej trzeba wybrać 30 sekund dźwięku do informacji, która nie może być za długa. To także kwestia umiejętności przeprowadzania wywiadów - potrzeba czasu, aby zrobić dobry wywiad, aby zadać interesujące pytania i by wywiad nikogo nie nużył. W pracy dziennikarza trzeba też nauczyć się obiektywizmu. T.G.: Nie wszystkiego da się wyuczyć. Liczy się także to, czy radio się czuje, czy jest się zainteresowanym tym, co się robi i czy człowiek ma faktycznie pasję w tym kierunku. Ja jako historyk z wykształcenia, jeśli chodzi o pracę radiową, nie miałem z nią nic wspólnego. Interesowałem się dźwiękiem, jak jest montowany, przetwarzany, ale z taką prawdziwą pracą z dźwiękami spotkałem się tutaj. Dopiero po pewnym czasie



to wszystko się weryfikuje, czy ma się to „coś”. Nawet jeżeli pracujemy tutaj kilka lat, to i tak nie znaczy, że posiedliśmy całą wiedzę na ten temat. Ciągle uczymy się czegoś nowego. Często nam się zdarza wiele dziwnych sytuacji od strony technicznej, które wpływają na to czy w danym momencie kończymy emisję programu. Dla przykładu, mieliśmy wiele problemów z burzami. Często dochodziło do takich sytuacji, gdzie dyrektor decydował o tym by wyłączyć sprzęt, bo istniało duże zagrożenie uderzeniem pioruna, po czym spalić się może cały sprzęt. Jeżeli spaliłby się cały sprzęt, praca zostaje zawieszona na około 2 miesiące. Więc wiele czynników jest branych pod uwagę. Najważniejszym jest chyba to, że trzeba to czuć. A.K.: To jest też kwestia opanowania stresu i to zarówno tego kto pracuje na antenie jak i realizatora, a żadna szkoła tego nie nauczy. Czy ciężko było dostać się do tej pracy? A.K.: Kiedy przyszłam do radia, by spróbować swoich sił, nie miałam pojęcia jak naprawdę wygląda ta praca i czy sobie poradzę. Poza tym miałam konkurencję. W pewnym stopniu trzeba było udowodnić, że się nadaję do tej pracy. Ale przede wszystkim trzeba sprawdzić, na jakim stanowisku można pracować, jakie ma się predyspozycje.



" To jest też kwestia opanowania stresu i to zarówno kogoś kto pracuje na antenie jak i realizatora, a żadna szkoła tego nie nauczy. A.K.: W moim przypadku początkiem była praca jako reporter. Ale ponieważ, jak się okazało, mam tzw. „radiowy głos” i opanowanie stresu na antenie było dla mnie osiągalne, przyszedł moment, że znalazło się dla mnie stanowisko wydawcy wiadomości. T.G.: Po raz kolejny wychodzą predyspozycje. Jeżeli ktoś nawet bardzo chce, a nie ma tego czegoś w sobie, to nic z tego nie będzie. Jakimi cechami powinna odznaczać się osoba pracująca w radiu? A.K.: Z mojego punktu widzenia, kiedy obserwuję realizatora Tomka, mogę powiedzieć, że ważną cechą na jego stanowisku pracy jest umiejętność szybkiego działania. Opanowanie techniki to też ważna sprawa, ale przede wszystkim opanowanie stresu. W przypadku realizatora wymagane jest skupienie, koncentracja i podzielność uwagi. Kiedy coś sie sypie, to właśnie realizator reaguje jako pierwszy i ratuje sytuację. Jeżeli chodzi o pracę na antenie to na pewno barwa głosu, odpowiednia wymowa, opanowanie warsztatu dziennikarskiego i umiejętność radzenia sobie w sytuacjach stresujących. T.G.: Sporo umiejętności nabywa się na miejscu. Nawet jeżeli ktoś wychodzi z realizacji dźwięku i zaczyna pracę w radiu, czy telewizji, to i tak dopiero na miejscu wychodzi, czy się do tego nadaje czy nie. Tym bardziej, że technika ciągle się zmienia. Dziś mamy taki sprzęt, a za kilka lat może się pojawić coś całkiem nowego, o czym na studiach nie było mowy. Ważnym aspektem jest to,  aby ciągle poznawać swoją pracę. Jakie rady mają państwo dla naszej gazetki, dla nas – młodych amatorów dziennikarstwa? A.K.: Ważne jest, żeby chcieć robić coś ciekawego. Warto mieć swoje zainteresowania, bo one pomagają, np. w przeprowadzaniu wywiadów. Warto mieć je jak najszersze, bo łatwiej się rozmawia o czymś, o czym się ma tzw. zielone pojęcie. Istotna jest też dociekliwość w tym zawodzie, żeby nie ograniczać się do banałów. Trzeba wiedzieć, do kogo chce się trafić z artykułem i szukać takich tematów, które zainteresują. T.G.: Nie bójcie się podejmować jakichś



wyzwań, jeżeli znajdziecie na coś sposób, to podejmijcie się tego jak najlepiej. A.K.: Jak robisz to co lubisz i możesz to wykorzystać jako osoba pracująca w gazecie lub radiu masz podwójną satysfakcję, że możesz się z tym podzielić. Ważne jest to  aby orientować się, co się dzieje w świecie, żeby kiedyś nie być zaskoczonym swoim brakiem informacji. T.G.: Demotywatory i Kwejk to nie wszystko! Właśnie podstawą jest, aby wiedzieć o czym się pisze, bo jeżeli się pisze o czymś, o czym się nie wie, to wszystko odwraca się przeciwko osobie piszącej i nietrudno wtedy o kompromitację. A.K.: Pisząc lub zbierając informacje warto jest także zasięgnąć opinii wszystkich zainteresowanych stron danej sprawy, bo w zawodzie dziennikarza ważna jest obiektywność. Starajcie się pisać tak, jak piszą Ci, których lubicie czytać. Rafał Wiśnioch Jako przedstawiciel Nikomu Ani Słowa, z pracownikami KRP rozmawiał Rafał Wiśnioch. " Jeżeli masz zdolności dziennikarskie i robisz to co lubisz, to wykorzystaj to pracując w gazecie lub radiu, a zyskasz podwójną satysfakcję. "Umrzeć - tego nie robi się kotu..."
Niesamowity charakter, ciepło, pogoda ducha, ta niepowtarzalna skromność do granic - to wszystko czyniło ją kimś wyjątkowym.


Genialna poetka, felietonistka, eseistka, tłumaczka, krytyk literacki - zmarła 1 lutego 2012r - dla nas - wczoraj, dla przyszłych pokoleń - „kiedyś, dokładnie nie pamiętam, nie było mnie jeszcze na świecie”. Pustka? Zabrakło kogoś,kto robił dla nas, nieświadomych, tak wiele. Jej wiersze, z pozoru proste, opisujące najzwyczajniej ludzkie życie, w głębi niewyobrażalnie wspaniała melodia słów. W 1996r wydarzyła się jej największa ‘katastrofa’ - otrzymała literacką Nagrodę Nobla. Stała się artystką skończoną. Poeci nazywają tę nagrodę ‘Pocałunkiem śmierci’. Pewnie nie bez przyczyny. " Była kobietą zdystansowaną, stanowczą, pełną werwy. Wisława Szymborska nie czuła się mistrzynią swego fachu. Wręcz przeciwnie, pisała, bo to było jej życiem. Nie oczekiwała nadmiernych pochwał. Nagrodę Nobla



schowała głęboko do szafki, ale i do swego serca. Była kobietą pełną dystansu do siebie i do świata. Kochała ironię, którą wypełniała swoją poezję. Nigdy nie lubiła podniosłych uroczystości czy gali. Wolała spędzać czas w gronie najbliższych przyjaciół. Była kobietą zdystansowaną, stanowczą, pełną werwy. Kochała podróże. Przywoziła z nich drobne upominki dla siebie i bliskich. Pasjonowała się boksem, była fanką Andrzeja Gołoty; tworzyła wycinanki, którymi obdarowywała przyjaciół. Z pewnością nie byłaby zadowolona z tego światowego zamieszania, jakie wywołała jej śmierć. Gdyby to od niej zależało, pewnie nie dowiedziałby się o tym nikt spoza jej najbliższych... "Trzy słowa najdziwniejsze" Kiedy wymawiam słowo Przyszłość, pierwsza sylaba odchodzi już do przeszłości. Kiedy wymawiam słowo Cisza, niszczę ją. Kiedy wymawiam słowo Nic, stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie. "Nagrobek" Tu leży staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup nie należał do żadnej z literackich grup. Ale też nic lepszego nie ma na mogile, oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy. Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę. Wisława Szymborska Aleksandra Łapacz Wywiad z ks. Wiesławem Nestorukiem



W związku z wiadomością o odejściu ks. Wiesława z kadry nauczycielskiej naszej szkoły, przeprowadziliśmy z nim wywiad... Jak Ksiądz wspomina czasy dzieciństwa i początki nauki? Dzieciństwo i nauka? *śmiech* Byłem dobrym uczniem w dzieciństwie. Moja mama zawsze dumna wychodziła z wywiadówki. Na koniec roku zawsze dostawałem nagrody. Jedną z książek, którą szczególnie pamiętam, to Robinson Crusoe. Była to nagroda za naukę i dobre zachowanie - tak napisali. Można powiedzieć, że moje dzieciństwo było bardzo spokojne, zrównoważone. Mówili, że byłem najlepszym uczniem w klasie, ale to mówili oni - mam na myśli nauczycieli. Czyli ksiądz był grzecznym dzieckiem? Zasadniczo byłem grzecznym dzieckiem. W niektórych przypadkach zdarzało mi się - myślę, że jak każdemu - robić rzeczy, których dzisiaj prawdopodobnie nigdy bym nie zrobił. Wynikało to trochę może jeszcze z takiej życiowej naiwności, a może po prostu z takiej chęci zaimponowania innym, takiego małpiego rozumu. A jak wspomina ksiądz czasy licealne? Uuu… Czasy licealne. Specyfika szkoły, kilkunastu chłopaków i prawie osiemset dziewczyn. Trudno się było skupić na nauce, czego wyrazem było pierwsze półrocze szkoły średniej. Konkretów nie



pamiętam, ale wiem, że rozmowa z moimi rodzicami po wywiadówce była dosyć długa i nie przypominam sobie, żeby należała do najprzyjemniejszych. A co z powołaniem? Jak to się stało, że ksiądz jest teraz tym, kim jest? Był taki życiowy zakręt. Życiowy zakręt, po którym był to bardzo przemyślany, konkretny wybór, a nie przypadek. Choć myślę, że gdyby nie było tego życiowego zakrętu, moje życie potoczyłoby się inaczej. Oczywiście nie żałuję, że jestem tym, kim jestem. Może powie ksiądz kilka słów na temat naszej szkoły? Przede wszystkim nie oceniam szkoły jako budynku. Dla mnie szkoła to ludzie. Przyznam, że o ile na pewno będzie wiele takich sytuacji, których będzie mi brakowało w mojej przyszłej pracy, to ludzi z tej szkoły, zarówno kolegów i koleżanek nauczycieli, jak również uczniów, czy pracowników szkoły, będzie mi brakowało w sposób szczególny. To jest niesamowita atmosfera, nieporównywalna do rzeczywistości, którą przeżywałem wcześniej. Jeśli użyję słowa fantastyczna, to myślę, że będzie to najlepsze słowo, które może to oddać. Nie zdarzyło się żebym szedł do tej szkoły z przymusu, a niemal zawsze szedłem tutaj z przyjemnością. To jedyny komentarz, który teraz przychodzi mi do głowy. Każdy już doskonale wie, że ksiądz niestety przestaje już nas uczyć, czy ma ksiądz jakieś rady dla naszych czytelników? No pewnie, że mam! Macie się uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć! Zdać maturę, skończyć studia, najlepiej elitarne, na piątkę! Przynajmniej połowa z was powinna zrobić doktoraty. Studia powinni skończyć wszyscy. To takie marzenia. A tak naprawdę moi drodzy, nie zmieniajcie się na gorsze, bądźcie sobą, cieszcie się swoją młodością. Pamiętajcie o takich słowach, które teraz przychodzą mi na myśl : ‘nie wolno deptać przeszłości ołtarzy, choć nowe piękniejsze zamierzamy wznieść. Myślę, że to jest ważne, że trzeba iść do przodu i mieć w głowie i w sercu skąd wychodzimy, rodzinę i zasady moralne; wiarę w Pana Boga i to wszystko, na czym wyrośliśmy, co dodaje człowiekowi jakości. Niech to idzie w dalsze pokolenia. I bądźcie radością. Dla mnie zawsze będziecie moimi uczniami. Renata Ślesicka Karina Nabor Backmasking
Mag Magik, Led Zeppelin, The Beatles – co chcieli „ukryć” w swoich utworach? Jak, po co i dlaczego, czyli backmasking bez tajemnic.


Zerknijmy, co nam o tym powie Wikipedia: „Backmasking (ang. tylne, wsteczne maskowanie) to wykorzystywana głównie w muzyce metoda ukrywania wiadomości, możliwej do odczytania tylko przy wstecznym przesłuchaniu utworu (tekstu).” Propagatorem tej zagrywki stał się zespół The Beatles w swoim albumie Revolver. Zespół zawarł w kilku utworach z tej właśnie płyty coś, co wielu nazywa „przekazem podprogowym”, czyli oddziaływaniem na nasz mózg informacjami, których nie jesteśmy świadomi. Zastanawiające może być to,  w jaki sposób da się tego dokonać. Nie jest to bynajmniej magia ani szatańskie dzieło. Stworzenie takiego przekazu wymaga wiele energii, czasu i poświęcenia. Trzeba nagrać instrumenty od tyłu i dobrać tekst w taki sposób, aby w wersji „normalnej” miał jakiś sens. Polskim przykładem tego typu działań jest znany już w węższym gronie ludzi Magik (Kaliber 44  Paktofonika). Utwór „plus i minus” po przesłuchaniu od końca, odkrywa przed słuchaczem inną płaszczyznę. W tym wypadku tekst jest trudny do zrozumienia, jednakże w wersji normalnej, Magik też śpiewa bardzo niewyraźnie. Zdaniem jednego z internautów, to tekst tej ukrytej wersji miał dla autora większe znaczenie, a wersja normalna była jedynie przykrywką. Istnieje teoria, że backmasking może być używany jako



sposób kontrolowania ludzkiej psychiki. Otóż kiedy świadomie przyjmujemy informacje i bodźce, nasz mózg kwalifikuje je albo jako coś złego, albo dobrego. W momencie kiedy jakikolwiek przekaz zawarty będzie w utworze, który się nam podoba, nasza psychika doda go do kategorii "dobry" i podświadomie zaczniemy szukać argumentów na poparcie tego wyboru. Zdaniem wielu, za tym wszystkim stoją sataniści i masoni, a backmasking kojarzy się im jedynie z metalem i modlitwami do szatana. Niestety, przez taką barierę trudno będzie się przebić komukolwiek, a tym bardziej człowiekowi, który pod podstawową wersją utworu umieszcza wołanie o pomoc. Do każdego, kto grzmi na cały głos, o tym co jest dobre, a co złe, powinno dotrzeć, że nie wszystko złoto, co się świeci. Natalia Wójcik Myślę, że będę kimś -  więc kimś będę!
Nie trudno zauważyć, że gdy powtarzamy sobie coś regularnie, zazwyczaj zaczynamy w to wierzyć. Niczym buddyjską mantrę wmawiamy sobie, że będziemy w czymś lepsi - chociaż nie zawsze tak jest. To jest właśnie autosugestia.


Autosugestia to technika umysłowa pozwalająca na pracę nad ograniczeniami umysłowymi osoby jej stosującej. Można wykorzystać ją na wiele sposobów: w celach edukacyjnych, aby wyleczyć swojekompleksy, aby przez wyobrażenie sobie zwycięstwa, zmotywować się w dążeniu do celu. Stosowana przez dłuższy okres czasu daje wymierne efekty udowodnione badaniami. Nie tylko kłamstwo powtarzane wiele razy może stać się prawdą. KAŻDE stwierdzenie, wypowiadane po kilka razy dziennie, przybiera na swej autentyczności. Tak działa nasza podświadomość. Dlaczego by więc nie wykorzystać tej cudownej umiejętności do samorozwoju swej zacnej osoby? Jeżeli wstając z łóżka powiemy na głos: "Tak, jestem zadowolony/a z siebie pod każdym względem"  nawet, gdy niekoniecznie tak myślimy - i będziemy



regularnie powtarzać sobie takie "dzień dobry" z rana, z czasem wejdzie nam w nawyk myślenie o sobie w samych superlatywach. Autosugestia jest także niesamowitym narzędziem w "rękach" uczniów. Wystarczy, że podmiot zamierzający się uczyć zrelaksuje się i zacznie sugerować swej podświadomości, że on tak naprawdę chce się uczyć i chce dostać dobrą ocenę; że potrafi się świetnie skoncentrować i wszystko zapamiętać już po pierwszym przeczytaniu materiału. Po regularnym stosowaniu takiego zabiegu na swoim umyśle, z czasem - z czysto teoretycznego punktu widzenia - nie powinno być problemów z zapamiętywaniem. Dla osób, którym nie chce się wymyślać "formuły szybkiej nauki" proponuję ten oto filmik z YT: [link]. Podczas stosowania autosugestii bardzo ważny jest stan zrelaksowania. Wtedy bowiem nasz mózg jest mało aktywny, a do podświadomości dociera więcej komunikatów. Fenomen autosugestii polega na tym, że stosując ją mamy możliwość wykreowania w sobie cech, umiejętności etc., których nigdy dotąd nie posiadaliśmy. Możemy stać się bardziej śmiali, odważni czy też bystrzy. Cokolwiek sobie zażyczymy. Wystarczy tylko dużo dobrych chęci i wytrwałość, aby to wszystko mieć w zasięgu ręki. Magia? Cud? Nie, ludzki umysł. Aleksandra Tomaszek Metalowiec i jego miejsce w kanonie stereotypów.
Człowiek w glanach, spodniach moro, skórzanej kurtce z ćwiekami i z plecakiem „kostką” na ramieniu - czy jest dla niego miejsce w polskim kościele? Jak potraktuje go grupa zagorzałych propagatorów białych kołnierzyków i kokardek we włosach?


Ten kto patrzy przez pryzmat stereotypów, zamyka postrzeganych ludzi w twardych ryzach, do których zazwyczaj nie pasują. Gdzieś w Polakach zaszył się stereotyp metalowca - satanisty, który nocami biega na czarne msze, gdzie razem z kolegami satanistami pali dziewice i zjada koty (lub odwrotnie). Kogoś, kto słucha „wycia z piekła rodem”, wielu będzie widzieć jako narkomana, a w najlepszym wypadku ateistę i … dziwaka - bo kto normalny chodzi w ciężkich, wysokich butach latem? Wyobraźmy sobie jak zareaguje społeczność katolicka, kiedy ktoś o takiej opinii pojawi się na niedzielnej Mszy. Bynajmniej nikt go nie wyprosi, jednakże spotka się on z, delikatnie mówiąc, nieprzychylnymi spojrzeniami. Nieistotne w tym momencie staje się to, że człowiek ten, jest bardziej pobożny niż połowa tych, którzy piętnują go wzrokiem. Niestety dla wielu ludzi nie liczy się zachowanie człowieka, tylko jego wygląd, a wielu chętniej widziałoby w kościele pijaczka, który na co dzień bije żonę i dzieci, niż metalowca. Od wielu lat znany jest problem negowania tego, co nieznane i inne, jednak było to głównie szerzone przez ludzi 'ciemnych' (czyt. mało inteligentnych). Większość tych, którzy najwięcej wypowiadają się na temat metalowców, nie ma o



nich najmniejszego pojęcia. Do pogłębienia negatywnego wizerunku metalowca przyczynił się (przez bardzo głośną sprawę z porwaniem przez niego Biblii podczas koncertu), między innymi Adam "Nergal" Darski. Fakt ten, został odpowiednio mocno nagłośniony przez pewne instytucje, co spowodowało, że metalowcy zostali kojarzeni właśnie z tym człowiekiem. W gruncie rzeczy, gdyby sylwetkę Nergala przedstawić obiektywnie i z taką właśnie postacią kojarzyć metalowców, jawiliby się oni jako grupa ponadprzeciętnie inteligentnych ludzi, którzy jak wszyscy, mają swoje większe, bądź mniejsze wady. Oczywiście metalowcy mogą nie „razić w oczy” swoim ubiorem, mogą ubierać się tak, jak wszyscy, w eleganckie dresy, bądź stylowe rurki i „słitaśne” różowe topy, jednak to nie zmieni ich mentalności i upodobań, a wręcz przeciwnie - spowoduje negatywne odczucia w stosunku do osób, które poniekąd ich do tego zmusiły. Mimo, że nie szata zdobi człowieka, to każdy lubi zakładać na siebie to,  w czym czuje się dobrze i to, co w pewien sposób odzwierciedla jego osobowość. Natalia Wójcik " A no kręcą się tacy po wsi. Raz jak oberwańcy chodzą, raz w tych spodniach, co to jak wojskowe wyglądają. I ja się pytam, gdzie jest matka i ojciec, żeby ich wsiąść za te kudły i nauczyć normalności? Nie przystoi tak się ubierać (zapytany spojrzał z potępieniem). Co do tego metalu, jak to mówią, mają pstro w głowach te dzieciaki, od tego Internetu. Nic dobrego z tego nie ma. Nasłucha się taki tego rzępolenia, co w głowie mąci, a potem idzie i spokojnych ludzi napada! " Osobiście nie identyfikuję się ze stereotypami, bo po prostu do nich nie pasuję. Zapewne jest to problem, ale mnie nie dotyka. Nigdy "w łeb" nie dostałem za włosy, ani za wygląd, ale jest problem z dresiarzami. Chociaż to zdarza się rzadko. Jeśli miałbym wybór, to chciałbym, żeby nie kojarzyć metalowców z konkretnym zachowaniem, ale z muzyką, bo to ona się liczy. mc0_KaEs
Młodzi i pełni zapału. Robią, to co kochają, pomagając przy tym innym. Przedstawiamy mcO_KaEs, czyli hiphopowy duet uczniów naszej szkoły - Jacka Makowicza z klasy IIIb i Kasi Parzyszek z klasy IIIa.


Kiedy i jak narodził się pomysł stworzenia projektu mcO_KaEs? mc0: Pewnego razu natchnąłem się przypadkiem na jakieś pierwsze demówki KaEs i zaproponowałem jej pomoc przy miksowaniu kawałków. Miałem w tamtym czasie już pewne doświadczenie i co najważniejsze - sprzęt. Zrobiłem kilka podkładów, a później wziąłem mikrofon wraz z mikserem do szkolnego internatu. W takich warunkach nagraliśmy wspólnie dwie piosenki. Remix jednej z nich "Pozwól a uwierzę" znajduje się na naszym krążku. To było coś ciekawego, więc zaproponowałem nagranie całej płyty i tak jesienią 2010 roku zaczęliśmy pracę nad projektem. KaEs: Jak powiedział mc0, inicjatywa narodziła się pod koniec 2010 roku. Bardzo wiele zawdzięczam Jackowi. Głównie to,  że mi pomógł na samym początku, a jak dobrze wiemy - początki są najtrudniejsze. Zaczęliśmy nagrywać w internacie jakieś pierwsze dwa kawałki w tym "Pozwól a uwierzę". Wyszło dość fajnie, więc przyjęłam propozycję nagrania albumu. Pomyślałam, że może wyjść coś naprawdę ciekawego. I tak zaczęliśmy współpracę, która trwa aż do dziś. Dlaczego akurat hip-hop? KaEs: Dlaczego hiphop? Hmm.. Bo chyba to wychodzi mi najlepiej. Nie biorę się za śpiewanie, bo wtedy miałabym na sumieniu wielu słuchaczy (śmiech). Pisząc teksty staram się przekazać emocje, uczucia, które we mnie dominują. Cieszy mnie też fakt, że ludzie potrafią interpretować to, co przekazuję. mc0: To jest najprostsze, co może być - jesli chodzi o stronę techniczną. Wystarczy mikrofon, komputer i... i pomysł na siebie. Kto lub co inspiruje Was przy tworzeniu tejże muzyki? Szczególnie jeśli chodzi o teksty? KaEs: Jak już w jednym wywiadzie



powiedziałam, inspiruje mnie noc. Jest ciemno, ja zaczynam. Wtedy mam spokój, ciszę, mogę się skupić na tym, na czym chcę. Nie lubię, gdy ktoś mi przeszkadza. mc0: Czasami jest to czyjaś rozmowa, film. Bywa tak, że cały dzień chodzi mi po głowie jakiś wers lub melodia. Wtedy przydaje się telefon, na którym mogę zapisać lub nagrać swój pomysł, żeby nie uleciał mi z głowy. Jak wygląda proces ich tworzenia? mc0: Ciężko powiedzieć... Czasami przez miesiące nie potrafię zebrać się w sobie by coś stworzyć. Aż w końcu nadchodzi taki dzień, kiedy piszę po 4 teksty dziennie. Wtedy ciężko się skoncentrować na innych sprawach. Bardzo podobnie jest ze stroną muzyczną utworów. KaEs: Tak jak powiedziałam wcześniej, jest noc, wtedy zbieram myśli i tworzę. Nie zasnę dopóki nie skończę. To działa jak jakiś mechanizm. Trzeba czuć w sobie to,  co chce się przekazać szerszej publiczności. To musi być prawdziwe, płynące z Ciebie. Jakie trudności napotkaliście podczas nagrywania „Zamknij swe oczy”? mc0_KaEs - W kwietniu miała miejsce niemiła sytuacja. Spalił nam się komputer wraz z dyskiem zawierającym cały nagrany material,







w związku z czym cały album ukazał się z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Niektóre kawałki trzeba było tworzyć praktycznie od początku... To na prawdę wybiło nas z rytmu i odebrało chęć do dalszego tworzenia. Łącznie nagraliśmy ponad 50 utworów z czego na albumie ukazało się 19. Większość z nich powstała w lipcu i sierpniu. Na Waszym krążku znajduje się dwadzieścia utworów opowiadających o niespełnionych ambicjach, samotności, fałszywości i innych aspektach współczesnego świata. Łatwo wyrażać własne emocje i poglądy szerszej publiczności? mc0: Bardzo często słyszymy na temat naszych tekstów opinie w stylu: "Gdy tego słucham, to tak jakby o mnie". Wydaje mi się, że pisząc nie wypowiadamy się tylko i wyłącznie we własnym imieniu, lecz pewnego grona osób myślących i czujących podobnie. KaEs: Powiem tak, jeśli wiesz, co chcesz przekazać, to przekażesz to. Nic na siłę. Ja pisząc staram się opowiedzieć o tym, co mnie boli, co mnie cieszy. Przy tym właśnie przekazuję emocje, które mi towarzyszą. I staram się to robić tak, jak najlepiej potrafię. Nie powiem Ci czy to łatwe czy nie. To zależy od wielu czynników. Aby poznać odpowiedź, trzeba tego samemu doświadczyć, spróbować. Od premiery Waszej debiutanckiej płyty minęło już pięć miesięcy. Co możecie

„Każdego dnia czuję prawdziwe szczęście. Mimo, że mam go tyle, to chcę go jeszcze więcej…” mcO_KaEs – Szczęście

powiedzieć o wydarzeniach z tego czasu? mc0_KaEs: Hmmm... Trudno powiedzieć. Dzięki temu, że wydaliśmy płytę, udało nam się w końcu zainwestować w dużo lepszy sprzęt do tworzenia muzyki. Mamy nadzieję, że nowy album, nad którym pracę niedawno rozpoczęliśmy, nie będzie odbiegał jakością od mainstream'owych produkcji. Poza tym oczywiście otrzymujemy dużo więcej propozycji w związku z koncertami i występami gościnnymi, na które obecnie niestety brakuje nam czasu... Słyszałam, że daliście kilka charytatywnych koncertów, np. dla chorego Mikołajka. Opowiedzcie o tym. mc0_KaEs: Tak, to prawda. Graliśmy dla Mikołaja Janeczko już dwa razy i w gruncie rzeczy to dla nas zaszczyt, że chociaż w taki sposób możemy pomóc. Pierwszy koncert odbył się w Rykach 10 grudnia 2011 roku, drugi w Puławach 3 lutego 2012 roku. Pragniemy z tego miejsca przypomnieć o „AKCJI KOREK”, która odbywa się również w naszej szkole, a więc kto tylko może, niech przynosi korki! Graliśmy również charytatywnie dla dzieci z domu dziecka w Siedlcach na Festiwalu PRS (Pojednanie Rodzi Siłę). Cieszymy się, że robiąc to co kochamy, możemy pomagać innym. Ostatnie pytanie, gdzie i kiedy można Was usłyszeć? mc0_KaEs: Na obecną chwilę trudno nam powiedzieć kiedy i gdzie w najbliższym czasie można będzie nas usłyszeć. Wszystkie informacje na temat najbliższych koncertów będą pojawiać się na naszym oficjalnym



fanpage’u: http://www.facebook.com/pages/mc0_KaEs/229380787108712 Na dzień dzisiejszy wiemy, że będzie można nas usłyszeć na żywo bliżej wakacji w Siedlcach na Festiwalu PRS2 (Pojednanie Rodzi Siłę 2) organizowanego przez zaprzyjaźnioną z nami wytwórnię Darkonia Records. Jeśli chodzi o sieć, usłyszycie nas na naszych oficjalnych kanałach m.in. YouTube.com czy muzzo.pl. http://www.youtube.com/user/ApelRecordsTv Milena Mądra "M jak metal...



Stalkerzy w „Metrze 2033” są jedynymi postaciami, którzy wychodzą na powierzchnię, by przynieść pozostałym coś, co ma jakąkolwiek wartość po wojnie atomowej. Nie wiem, czy idea muzyków z zespołu S.T.A.L.K.E.R. jest podobna, ale na pewno wybijają się spośród grup wykonujących przyjemnego dla ucha, rodzimego rocka. Kuba Rutkowski (uczeń kl. Ib naszego LO), Damian Kwiatkowski (absolwent murów LO Sobolew) oraz Kamil „Fox” Lis i Daniel Brzeziński to z pewnością wyjątkowy kwartet. W obecnych czasach niewiele osób decyduje się na granie tak ciężkiej i trudnej muzyki. Sami o sobie mówią, że nie potrafiliby grać niczego innego. Potwierdzenie tych słów można zobaczyć i usłyszeć na ich koncertach (do tej pory dwóch). Pierwszy odbył się 8 stycznia w Sali Widowiskowej przy Urzędzie Gminy w Sobolewie, kiedy to zagrali na rzecz WOŚP. Wieść o tym nadchodzącym wydarzeniu, rozniosła się bardzo szybko, zaś na samym koncercie pojawiło się wiele osób spoza Sobolewa – głównie z Garwolina i okolic. Trzeba przyznać, że fani S.T.A.L.K.E.R.a wzbudzali mały popłoch wśród zwykłych obywateli, zapewne przez swój wygląd i zachowanie - pogo i headbanging mogą wydawać się dość brutalną zabawą. Kolejny koncert miał miejsce 27 stycznia w OSP Maciejowice, jako Pożegnanie Ferii (tak, właśnie takie



wydarzenie dane było zobaczyć na faceboooku). Wówczas S.T.A.L.K.E.R., a zgrał obok innych okolicznych zespołów rockowych: Whisky, The Shoes i Cegła. To właśnie ostatni występ opisywanego kwartetu, spotkał się z największym uznaniem publiczności. Przez ponad godzinę zdążyli zaprezentować covery znanych heavy/thrash metalowych grup, takich jak Slayer, Metallica czy Running Wild. Popis chłopców ze S.T.A.L.K.E.R.a wywołał wśród zebranych wiele emocji, którym dawali upust w tzw. „ścianie śmierci” albo pogo. Niewątpliwie "Stalkerom" należą się wielkie brawa za tę moc, która płynie z ich gry. Szczegolnie na owacje na stojąco, zasługuje Kuba Rutkowski - laureat nagrody specjalnej IV Festiwalu Kolęd i Pastorałek -  „Kolędowe Serce Mazowsza” dla wyróżniającego się gitarzysty. GRATULUJEMY! Milena Mądra William Szekspir



Czyli być albo nie być figurantem. Angielski poeta, dramaturg, aktor - uważany za jednego z najwybitniejszych pisarzy literatury angielskiej oraz reformatorów teatru”- takich informacji udziela nam Wikipedia. Jednak im bardziej zagłębiamy się w jego biografię, dochodzimy do wniosku, że „coś tu nie gra. Wiliam Szekspir, bo o nim mowa, urodził się w 1564 roku w Stratfordupon Avon. W wieku 14 lat porzucił szkołę łacińską. Przez następne 4 lata chwytał się prac dorywczych. Następnie jako osiemnastolatek, ożenił się z o osiem lat starszą Anne Hathaway. Mieli trójkę dzieci, z których jedno zmarło. Nic nie wiadomo o siedmiu latach jego życia, które nastąpiły po tym wydarzeniu. Można snuć tylko domysły. W 1592 roku Szekspir przeniósł się do Londynu. Tu rozpoczął swoją karierę, a 21 lat poźniej powrócił do Stratford. Umarł w wieku 52 lat. Przypisuje się mu zaledwie 38 dramatów. Dla porównania - inni twórcy renesansu „dorobili się” ich ponad 700. Nie ma dowodów na to, że po porzuceniu szkoły kontynuował naukę. Jednak na podstawie jego dzieł można wywnioskować, że dysponował słownictwem kilkunastokrotnie bogatszym, niż ówcześni ludzie. Czy osoba, która

Nikomu Ani Słowa "Otrząście z siebie sen, tę maskę śmierci (...)

rzekomo nigdy nie uczestniczyła w życiu królewskim i politycznym, może je tak dokładnie opisywać? Skąd ktoś, kto nigdy nie „wynurzył nosa” poza granice swojej ojczyzny, może znać zagraniczne miasta i zwyczaje? Historycy uważają, że William Szekspir był tylko figurantem dla autora, który chciał pozostać anonimowy. Najbardziej prawdopodobnym kandydatem jest hrabia Oksfordu Edward de Vere. Otrzymał on świetne wykształcenie, bywał na dworze królewskim, był zaangażowany w politykę, a także wiele podróżował. Co więcej, po śmierci Vere’a w roku 1604 nie ukazała się już żadna sztuka Szekspira. Biografia mówi, że nie zachował się ani jeden rękopis poety. Tak jakby nigdy nie miał pióra w dłoni… "Życie jest tylko przechodnim półcieniem, Nędznym aktorem, który swą rolę Przez parę godzin wygrawszy na scenie W nicość przepada - powieścią idioty, Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą." Katarzyna Wieczorek Lunatyzm, sen na jawie?
Lunatyzm, to wykonywanie różnych czynności w czasie snu. Osoby dotknięte tą przypadłością, mają zwyczaj wędrować w tylko sobie znanym celu, jednak bez udziału świadomości, utrzymując pionową postawę ciała i – co bardziej zdumiewające – nie gubiąc kursu.


Dosyć często występuje u dzieci i, w sporadycznie występującej formie, uznawany jest za niegroźny. Występując regularnie u dorosłych, jest już chorobą. Szacuje się, że skłonności do chodzenia we śnie, posiada 18% populacji. Najciekawszym faktem jest to, że somnambulizm (bo tak to się fachowo nazywa), nie pozostawia po sobie wspomnień. Wynika z tego, że lunatycy nie zawsze wiedzą, że nimi są. Niedawne badania wykazały, że osoby, u których występuje somnambulizm, często cierpią także na różnego rodzaju, czasem subtelne, zaburzenia oddychania w czasie snu. Z badań wynika, że na przykład astmatycy, bądź osoby z przerośniętymi migdałami, są bardziej podatne na lunatycyzm. Widząc lunatyka można się nabrać. Oczy takiej osoby są otwarte, więc mijając somnambulika,



możemy wcale się nie zorientować, że jest on w TYM stanie. Jednak jego reakcje na pytania innych osób, mogą być powolne albo może nie być ich wcale. Lunatyk może ubierać się, przesuwać przedmioty, jeść, gotować, w najgorszym wypadku nawet jeździć samochodem! Zapoznajmy się z kilkoma ciekawymi i śmiesznymi historiami związanymi z tym zjawiskiem. „Kilka lat temu, w środku nocy obudziła mnie mama. Niby nic szokującego, po za tym że stałam na korytarzu. Kiedy spytałam mamy co się stało, ona odparła, że chodziłam po całym domu i otwierałam wszystkie drzwi. Nie wierzyłam, że lunatykowanie może wystąpić u mnie. Ale to nie wszystko! Jak twierdzi mama, przy otwieraniu drzwi gadałam jakieś głupoty o smarowaniu krawędzi. Do tej pory nie wiem co miałam na myśli.”Ada 16l „Którejś nocy chciałam wyjść na taras, żeby pohuśtać się na huśtawce. Jedyne co z tego pamiętam to to, że śniła mi się huśtawka z dzieciństwa. Kiedy szłam, moja mama zapytała mnie co robię, a ja na to, że chcę się pohuśtać. Oczywiście nie pamietam, że z nią rozmawiałam. Dopiero za parę sekund zaczęłam się budzić i rozmawiać z nią bardziej świadomie, choć wypowiadane zdania nadal nie miały

"Lunatycy chodzą, jeżdżą samochodami, a nawet dyrygują orkiestrą - jak na przykład muzyk Harry F. Rosenthal." źródło: http://nasygnale.pl/gid,13807408,img,13807469,title,Lunatycytle,Lunatycy

sensu, a dobrze pamiętam, że je mówiłam. Kiedy już tak naprawdę się obudziłam jedyna myśl jaką miałam w głowie to "co ja tutaj robię?!" i wracałam do łóżka. Jak byłam młodsza ciągle lunatykowałam, teraz już chyba z tego wyrosłam. Chyba…” Karolina l.17 „Kiedyś przez sen wstałam i poszłam do kuchni. Zaczęłam kroić chleb i po skrojeniu całego bochenka przerzuciłam kromki chleba do garnka, na szczęście przyszła mama i mnie obudziła. Ciekawa jestem co bym zrobiła, gdyby nie mama. Jeszcze innym razem zasnęłam podczas oglądania filmu w TV (zasługa nudnych reklam na Polsacie). Mama kazała mi iść już spać do swojego pokoju i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że założyłam kurtkę i chciałam iść na dwór. Po raz kolejny mama mnie „ocaliła” przed samą sobą i odprowadziła mnie do samego pokoju.” Magda l.16 Rafał Wiśnioch Masz ukończone 18 lat? Możesz Pomóc!
Ech ta dorosłość! Osiemnaście lat, dowód w kieszeni i cały świat stoi otworem.


Niestety, (chociaż może i dobrze?) dorosłość niesie też pewne obowiązki. Trzeba podejmować decyzje, odpowiadać za swoje czyny i zachowywać się tak, jak przystało na dorosłego i dojrzałego obywatela. Krwiodawstwo to szlachetny i wspaniałomyślny czyn, na który stać niewiele osób. Dlaczego? Większość ludzi zwyczajnie nie czuje potrzeby pomagania innym, oddania cząstki siebie, cząstki, która po czasie sama się zregeneruje, bez szkody dla organizmu. Każdego, kto chce być wspaniałomyślny, zapraszamy do wzięcia udziału w akcji HONOROWEGO KRWIODAWSTWA. Warto nadmienić, że z bycia Honorowym Krwiodawcą płynie kilka korzyści: • brak kolejek w szpitalach, przychodniach, laboratoriach, etc. • smakowite czekolady, zupełnie za darmo, po każdym oddaniu krwi • powód do dumy. Krew to życie. Bez niej nikt nie jest w stanie funkcjonować. Oddając krew ratujesz czyjeś życie. Akcja honorowego Krwiodawstwa odbedzie się 14 marca 2012 roku, w godzinach 9-13, przy ZSP w Sobolewie. Udział może wziąć każda pełnoletnia osoba. Wystarczy wziąć dowód osobisty. Ambulans do poboru krwi pojawi się przy szkole. Dla każdego krwiodawcy 8 tabliczek czekolady! Nie ważne kim jesteś – uczniem, nauczycielem, rodzicem czy kimś nie związanym z naszą szkołą – możesz się przyłączyć! Możesz uratować komuś życie!