Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Od redakcji
Szanowni Państwo Mamy ogromną przyjemność zaprezentować Państwu numer specjalny naszej gazetki szkolnej, poświęcony w całości historii Świdnika, obejmującej czasy Polski Ludowej.
NewBronxTimes PRL

Gazetka jest rezultatem naszej pracy w ramach projektu historycznego Zaqmaj PRL Fundacji Nowe Media, której partnerami są Stowarzyszenie Wolnego Słowa oraz Dom Spotkań z Historią. Nasza publikacja powstała jako owoc współpracy młodzieży z dwóch kół działających w szkole – koła dziennikarskiego, prowadzonego przez panią Dorotę Jaśkowską oraz koła historycznego, prowadzonego przez panią Elżbietę Derek. W numerze specjalnym znajdą Państwo wiele inte-resujących artykułów. Zachęcamy do zapoznania się ze wszystkimi tekstami. W tym specjalnym numerze zajęliśmy się takimi sprawami jak życie codzienne miasta, zakład produkcyjny WSK, jak i kościół. Oczywiście nie zabrakło niezwykle ważnych wydarzeń dla miasta jak strajki i "Świdnickie Spacery". Autorzy pokazują jak mieszkańcy sprzeciwstawiali się formie rządów PRL i walczyli z ustrojem. Na koniec, jako podsumowanie, proponujemy naszym czytelnikom obejrzenie ankiety przeprowadzonej wśród Świdniczan na temat tego, jak zapamiętali czasy PRLu naszym mieście. Pokazaliśmy w  materiale także „szerszy plan” – widok współczesnego miasta. Ankietę przeprowadzili: Zuzanna Nowakowska, Sylwia Królik oraz Marcin Ołdakowski. Pisząc teksty staraliśmy się brać pod uwagę jak najszerszy materiał faktograficzny, ikonograficzny, dokumentalny. Każdy artykuł wzbogacony przez nas został relacjami świadków historii. Ogromną pomoc stanowiła dla nas strona internetowa sprzężona z powstającą właśnie Izbą Pamięci – Świdnik na kartach historii. Dziękujemy za pomoc także Panu Aleksandrowi Suskiemu, radnemu miasta, byłemu działaczowi solidarnościowemu, który prowadził nas przez zawiłości historyczne naszego miasta. Życzymy Wam przyjemnej lektury. Redakcja Spis treści:

NewBronxTimes PRL Miasto robotnicze i solidarność -Reportaż Marcina Ołdakowskiego poświęcony jest powstaniu i rozwojowi miasta, które miało być wzorcowym miastem robotniczym, powstałym przy zakładzie WSK. Kolejny ważny tekst  tego samego autora, dotyczy Świdnickiego Lipca i czasów Solidarności. Zwracamy uwagę na to, iż strajki robotnicze rozpoczęły się właśnie w Świdniku, ponieważ w historiografii króluje błędne przekonanie o tym, że wszystko rozpoczęło się w Lublinie. Świdnickie Spacery -O Świdnickich Spacerach, które rozsławiły miasto w całej Polsce napisano i powiedziano już wiele. Autorzy tego tekstu – Wioleta Bełdowska i Marek Wawrzyszko starali się ukazać wyjątkowość tego zjawiska. Pokojowa forma protestu, jaką były spacery mieszkańców miasta w czasie emisji Dziennika Telewizyjnego wzbudziły bardzo szybką i zdecydowaną reakcję władz. WSK Świdnik -Następny ważny tekst – Michała Gwardy i Kamila Chudego, dotyczy historii „duszy tego miasta”, a więc zakładu WSK PZL Świdnik. Powojenna historia miasta jest bardzo ściśle powiązana z dziejami fabryki, której budowa rozpoczęła się w 1950 roku. Zakład działa do dziś, choć już pod inną nazwą i zarządem. Radio Solidarność -Składany „domowym sposobem” nadajnik radiowy, który posłużył do stworzenia pierwszego nielegalnego Radia Solidarność na stałe przeszedł do historii. Zagadnienie to analizowały Zuzanna Nowakowska i Sylwia Królik. Ich tekst, połączony z wywiadem z emiterem radia – panem Franciszkiem Zawadą, stanowi bardzo interesujące studium sprzeciwu mieszkańców miasta. Kościół i jego problemy -Problemem bardzo ważnym w historii miasta –  relacjami władz i Kościoła katolickiego oraz problemami, jakie czyniła partia rządząca, by nie dopuścić do budowy pierwszego w Świdniku kościoła, zajął się Wojciech Stachyra. Autor starał się przybliżyć sylwetkę ś.p. ks. Jana Hryniewicza, duchowego ojca świdnickiej wspólnoty parafialnej i głównego budowniczego nowego kościoła.

-str.2 Od redakcji- prolog -str.4 Świdnik jako wschodnia Nowa Huta -str.9 Świdnickie spacery -str.14 Podziemne radio solidarność -str.17 Izba tradycji miasta Świdnik -str.21 Relacje państwo kościół w robotniczym mieście -str.24 Świdnicki Lipiec i Solidarność -str.28 Miasto kiedyś i dziś. -str.30 WSK PZL Świdnik+ wspomnienia -str.35 Sonda uliczna Stopka redakcyjna: Opieka: Dorota Jaśkowska, Elżbieta Derek Redaktor naczelny: Marcin Ołdakowski Grafika: Marcin Ołdakowski, Zuzanna Nowakowska Okładka: Zuzanna Nowakowska Korekta: Dorota Jaśkowska Dziennikarze: Zuzanna Nowakowska, Sylwia Królik, Wioleta Bełdowska, Marek Wawrzyszko, Wojciech Stachyra, Kamil Chudy, Michał Gwarda Świdnik jako wschodnia Nowa Huta.
Historia Świdnika, jako miasta zakładowo - robot-niczego sięga jeszcze lat czterdziestych ubiegłego wieku. W roku 1949 mini-ster przemysłu i handlu skierował już słynną wy-powiedź „Należy wykopać 2 hektary kartofli i wyka-rczować pobliski las na-leżący do miejscowych rolników, gdyż tereny te są niezbędne do zbudo-wania osiedla robot-niczego”. Właśnie te słowa zdradzają swoistą genezę zakładu, a co za tym idzie i miasta.
NewBronxTimes PRL

-’’Kiedy myśmy tu przyjechali, stało zaledwie kilka bloków. Wszystko było w budowie, to  był jeden wielki plac budowy. Budowano i osiedle i zakład równolegle. (...)Wszystko od-bywało się w tempie ekspre-sowym. Na miarę dzisiejszego tempa. Wtedy nie było takich urządzeń jak teraz. Były furmanki, a  końmi dowożono materiały..” -  Z wypowiedzi Karola Sczotki i innych świadków historii wynika, że prace budowlane miały ogromne tempo. Miasto powstawało bardzo szybko, a budowniczych ściągano z ró-żnych zakątków Lubelsz-czyzny. Władzom zależało na  szybkim wybudowaniu zakła-du i udało się to. Zamierzenia te wchodziły w zakres Planu Sześcioletniego. Lubelski ok-ręg nie był już jedynie strefą rolniczą, ale i placem budowy nowych fabryk. Wszystko szło zgodne z socjalistycznymi ideami przemysłowymi. Zak-ład musiał mieć oczywiście pracowników. Z tym nie było dużego problemu. Wielu ludzi chciało zdobyć pracę i lepsze miejsce zamieszkania. WSK miała produkować samoloty oraz szybowce. Do tego do-chodziły również motocykle i części samochodowe. Zakład był nowoczesny i prężnie dzia-łał. O jego innowacyjności świadczą chociażby prototypy motocykli, jak i „Gacek”

NewBronxTimes PRL

prototyp samochodu. Taka praca zdecydowanie wymagała kwalifikacji. ” Tutaj w roku 1952, z nakazu pracy trafiło nas 120, czy nawet więcej.(...) To  że wszyscy kończyli technikum w Bielsku białej, nie oznacza, że byli z tamtego regionu(...) Było tam kilka wydziałów.(...) W 1952 roku, to technikum wypuściło 650 absolwentów. Do Mielca, do Rzeszowa, Świdnika, Kalisza i chyba jeszcze do Gorzyc.”- mówi Karol Szczotka.To miasto powstało dzięki zakładowi i nie da się tego zakwestionować. Świdnik miał stać się wzorowym przyzakładowym miastem. Szybki rozwój początkowej osady przyfabrycznej pociągnął za sobą konsekwencje admi-nistracyjne. 7 października 1954 r. Świdnik otrzymał prawa miejskie. Napływało tutaj coraz więcej przyjezdnych. Rosło więc zapo-trzebowanie na mieszkania. Budowano hotele robotnicze i bloki przeznaczone dla całych rodzin. Świdnik stawał się coraz większym ośrodkiem, już nie tylko przemysłowym, ale i miejskim oraz rodzinnym. Powstawało jedno osiedle za drugim. Jeszcze w 1987 roku powstało ponad 175 mieszkań i 35 domów. Miastu trzeba było zapewnić odpowiednie warunki, wybudować szkoły, ośrodki kultury, placówki medyczne oraz miejsca odpoczynku. W mieszkańcach szybko zrodziły się potrzeby działań kulturalnych, sportowych oraz edukacyjnych. W 1952 roku otworzono budynek Szkoły Ogólnokształcącej Stopnia Podstawowego i Licealnego, aktualnie jest to I Liceum Ogólnokształcące. Szkoła posiadała wówczas 18 sal i 3 pracownie. To był ważny moment dla Świdnika, bo dawał możliwość powszechnej i bezproblemowej edukacji. Rok 1960 to kolejny kamień milowy świdnickiej eduakcji. Otworzona została Szkoła Podstawowa nr 1. Budynek znajdował się na dzisiejszej ulicy Kopernika. Na początku swojej działalności, placówka kształciła aż 1700 uczniów. Taka liczba dobitnie pokazuje, jak szybko rosła populacja przyzakładowego miasta. W szkole działał

NewBronxTimes PRL

również Związek Harcerstwa Polskiego. W tamtych czasach, był on bardzo popularny. Wielu Świdniczan wspomina lata spędzone w harcerstwie. Stanowiło to odskocznię od  codzienności i możliwość po-znania kraju. Kolejnym oś-rodkiem była biblioteka publiczna. Powstała w 1955 roku i pozwalała wszystkim mieszkańcom obcować z lite-raturą. Z czasem powstała również lokalna gazeta. „Głos Świdnika” powstał w 1956 roku i dawał mieszkańcom in-formacje o mieście, powiecie i kraju. Pierwszym redaktorem naczelnym gazety był Mie-czysław Kruk. Pismo ukazuje się od tamtego czasu prawie nieprzerwanie (wyjątkiem była półroczna przerwa w czasie stanu wojennego). Obecnie wychodzi jako tygodnik i jest jednym z najstarszych w wo-jewództwie lubelskim. W 1952 roku zarejestrowany został także aeroklub. Jego człon-kami byli min. Janusz, Stanisław i Ryszard Kas-perkowie. Mistrzowie akrobacji samolotowej. Sport również był bardzo popularny .„Sport cieszył się ogromnym zainteresowaniem miesz-kańców miasta. Na mecze siatkówki, bokserskie i mecze piłkarskie przychodziło mnós-two osób. Sport odgrywał bardzo dużą rolę.”- wspomina Karol Szczotka. W 1969 roku powstała pływalnia, a zaraz potem hala sportowa. Jeszcze wcześniej powstało boisko, które z początku było tylko klepiskiem. Ale dawało to nie-samowite możliwości. Świd-nickie drużyny sportowe od-nosiły sukcesy, a wielu spor-towców znajdowało zatrud-nienie w czołowych klubach sportowych. Ośrodki sportowe były finansowane przez zak-ład. To kolejny argument pot-wierdzający jego olbrzymią rolę w budowie miasta. Fab-ryczny Klub Sportowy „Avia” był bardzo dużym ośrodkiem sportowym jak na takie miasto. Działało wtedy wiele sekcji sportowych. Drużyna siatkarska odnosiła ogromne sukcesy na arenie narodowej. Tomasz Wójtowicz, do dziś wspomina grę w drużynie. Grupę koszykarską zaczęto tworzyć już w 1953 roku.

NewBronxTimes PRL "Klub sportowy tworzył również sekcje szermierki, kolarstwa, a nawet hokeja na lodzie i narciarstwa."

Kierownikami sekcji byli wtedy Wacław Kosz i Wojciech Tyczyński. Dużym sukcesem koszykarzy był udział w półfi-nałowym turnieju mistrzostw Polski Federacji „Stal” w Radomiu. Po tym, sekcja zrobiła sobie przerwę, aż do 1962 roku. Wtedy to z inicjatywy Jerzego Burdziń-skiego i Karola Szczotki, a także ówczesnego prezesa Avii Józefa Jabłońskiego udało się zgłosić drużynę do roz-grywek klasy B. Trenerem został lublinianin Jerzy Sewe-ryński, a na parkiecie wystę- powali min: J. Burdziński, J. Rejban, T. Władysiuk, L. Pruszkowski,. Coraz więcej młodzieży zaczęło angażować się w grę. Sekcja została zlikwidowana w 1979 roku. Kolejną była sekcja lekko-atletyczna. Pierwszym trene-rem był Józef Szewczuk. Najwięcej chętnych dostawało się do grupy biegaczy. Klub sportowy tworzył również sekcje szermierki, kolarstwa, a nawet hokeja na lodzie i narciarstwa. Wśród wielu świdniczan popularnym spor-tem był również boks. Na początku, korzystano z hal w Lublinie, lecz po wybudo-waniu ośrodków w Świdniku, wszystko działo się już na miejscu. W parku powstały również korty tenisowe. Do dziś są wspominane z nostalgią przez wielu miesz-kańców, z którymi rozma-wiałem. Działają nadal, choć lata świetności maja już za sobą. Na terenie miasta w latach siedemdziesiątych, znajdowały się trzy resta-uracje: Świdniczanka, Lotnicza i Kosmos. Ostatnia z nich nie zapisała się pozytywnie w historii PRL. Przez wielu uważana jest za miejsce pi-jaństwa, a nawet często na-zywana była „speluną”. W ciągu dnia, gotowa była przyjąć nawet 1500 osób i słynęła z bardzo niskich cen. Z Lotniczą i Świdniczanką, każdy ma jednak dobre wspo-mnienia. Ceny były nie-wygórowane, a jedzenie stało na wysokim poziomie. Takie miejsca pozwalały odprężyć się po ciężkim dniu pracy. „Kino na początku było w bu-dynku klubu „Iskra”, później przeniesiono jej do obecnego miejsca i tak powstało kino „Lot”. Istniał też dyskusyjny klub filmowy. Do niego ścią-gane były filmy, które nie były odtwarzane w miejskim kinie. Dawało to możliwość obej-rzenia filmów zza granicy. Ale w kinie oglądało się też Pancernych.”- mówi z uśmiechem Jarosław Ołdakowski. Kino powstało w 1953 roku, a w 1966 przeniesione zostało do nowego budynku. Do kina

NewBronxTimes PRL

chodziło wówczas bardzo wielu świdniczan. Filmy nie były jednak jedyną atrakcją. W niedzielę dzieci przychodziły na „Teleranek”, odbywały się projekcje bajek, tj. „Myszka Mickey” i inne. Istniały również zakładowe ośrodki wczasowe. Największymi z nich była min. Relawia w Polańczyku, Okuninka nad jeziorem Białym oraz ośrodek w Darłówku. Wówczas ośrodki oferowały wczasy pracow-nikom za niewygórowaną ce-nę. W zimie, rodziny wybierały się chętnie w Bieszczady, a latem można było korzystać z uroków morza, lub odpocząć nad jeziorem.Miasto posiadało również ognisko muzyczne, gdzie mógł zapisać się każdy, kto rozpoczynał przygodę z muzyką. W mieście wybu-dowano również kościół, choć nie odbyło się to bezpro-blemowo.Świdnik ma również ciemniejsze karty w swojej historii. Lata świetności mu-siały kiedyś się skończyć. W latach osiemdziesiątych kartki na jedzenie nie miały pokrycia, a strajki zakładowe i PZPR odcisnęły piętno na  mieszkańcach. Miasto przes-tawało być wzorcowym okrę-giem przemysłowym. Bunt zaczął się od podniesienia cen na kotlety w stołówce. To był początek upadku socja-listycznych wizji. Potem utworzono komitet „So-lidarność” w Świdniku, który jeszcze bardziej napędzał strajki i idee upadku rządów lat osiemdziesiątych. Zakład również przestał działać tak intensywnie jak kiedyś. „Prob-lemy z zakładem pojawiły się pod koniec lat osiem-dziesiątych. Nie było juz ta-kiego zainteresowania pro-dukcją. W 1984 zaniechano produkcji motocykli, ale ów-czesna dyrekcja liczyła na bardzo duży eksport śmig-łowców do Ameryki Połud-niowej, Kolumbii i Wenezueli”- wspomina były pracownik Karol Szczotka. WSK skupiło się na produkcji helikopterów W-3 „Sokół” oraz PZL „Kania”. Po przemianach ustrojowych, zakład przestał już odgrywać tak znaczącą "Świdnik ma również ciemniejsze karty w  swojej historii. Lata świetności musiały kiedyś się skończyć. " rolę w mieście. Wielu wspó-łczesnych mieszkańców jednak nie wie, jak bardzo pozytywnie wpłynął on  na  budujące się, młode miasto. Marcin Ołdakowski Spacery formą protestu przeciwko władzom
"Główna brama została zabarykadowana, użyto do tego celu pojazdów znajdujących się na terenie zakładu. 16 grudnia o godzinie 1 00 wojsko wkroczyło na teren zakładu, rozbijając strajk."
NewBronxTimes PRL

Po II wojnie światowej Polska była uzależniona od ZSRR. Nadzieje na odzyskanie wolności pojawiły się w 1980 roku, kiedy w wyniku ogólnopolskich strajków utworzono Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Pierwsze miesiące po utworzeniu „Solidarności” były okresem wielkiego entuzjazmu wśród Polaków (tzw. „Karnawał Solidarności”). Jednak gen. Wojciech Jaruzelski, w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku wprowadził stan wojenny. Wielu działaczy Solidarności internowano. W proteście przeciwko strajkowi wojennemu wielu robotników w całej Polsce rozpoczęło okupację swoich zakładów, domagając się zniesienia stanu wojennego i zwolnienia osób internowanych. Do złamania oporu wojsko i milicja używały gazu, pałek, a także niejednokrotnie broni palnej. Do najdra-matyczniejszych wydarzeń doszło w katowickiej kopalni „Wujek”, w której zginęło dziewięciu górników. W Świdniku także doszło do okupacji zakładu WSK. Przygotowania do protestu rozpoczęły się już o godzinie trzeciej nad ranem, zaś sam strajk o godzinie 8 00. Pierwszym Krokiem było włączenie syren, następnie na hali Nr 1 zwołano Wiec Załogi. Produkcja stanęła. Robotnicy protestujący przeciwko stanowi wojennemu powołali Komitet Strajkowy. Władze na wieść o strajku zdecydowały się na jego zdławienie. Główna brama została zabarykadowana, użyto do tego celu pojazdów znajdujących się na terenie zakładu. 16 grudnia o godzinie 1 00 wojsko wkroczyło na teren zakładu, rozbijając strajk. Warto w tym miejscu wrócić uwagę, jak wyglądało „powitanie” Zomowców próbujących wtargnąć do zakładu przez robotników.  Kiedy wojskowy czołg znalazł się na terenie zakładu, na spotkanie z żołnierzami wyszła z wielkim bukietem róż w dłoniach kwiaciarka. Miał to być gest pokojowy, lecz został źle odebrany.  Wojskowi chcieli ją zaatakować, lecz pracownicy zakładu zdążyli ją uratować. Co prawda odbyło się bez rozlewu krwi, ale 40 osób zostało

NewBronxTimes PRL

aresztowanych, w tym dyre-ktor Czogała. Wspomnienia świdnickich spacerów Po wprowadzeniu stanu wojen-nego Dziennik Telewizyjny – najważniejszy program in-formacyjny władzy ludowej, był prowadzony przez pre-zenterów w wojskowych mun-durach. Mieszkańcy Świdnika w porze głównego wydania Dziennika Telewizyjnego roz-poczynającego się o godzinie 19 30 wychodzili na ulicę pokazując społeczeństwu i władzy dezaprobatę i brak tolerancji dla kłamstw i fałszu w mediach, które były w sposób propagandowy wpajane ludziom jako rzetelne informacje. „4 lutego 1982 roku mieszkańcy Świdnika po raz pierwszy wyszli na  spacer w czasie emisji Dzien-nika Telewizyjnego o godzinie 19 30.Była to dość nieliczna grupa. 5 lutego o tej samej porze główna ulica –Sła-wińskiego, tętniła życiem. W okolicach pojawiły się odwrócone przodem do ulicy wygaszone telewizory i zapa-lone świeczki. Spacerowano w tę i z powrotem.Następnego dnia maszerującym asysto-wały już krążące ulicami milicyjne radiowozy i tzn. „świetlice”, czyli duże samochody milicyjne. Patro-lami obstawiono także ulice boczne. Już 7 lutego milicja i ubecy zaczęli wyłapywać z tłumu pojedyncze osoby, m.in. dr. Elżbietę Wilhelm, Jurka Szpota i Marka Ma-tejczyka. Zatrzymanych prze-wożono na 48 godzin do  aresztu milicyjnego w Lublinie, lub też wywożono nocą kilkanaście kilometrów od mia-sta i wypuszczano w odległym terenie. 10 lutego w porze spacerów wygaszano oświe-tlenie ulic, potem w całym mieście wyłączono wodę i prąd. 11 lutego przewod-niczący Wojskowego Komitetu

NewBronxTimes PRL

zabronionych przez rząd. Przyłapanie obywatela na słuchaniu radia Wolna Europa groziło sankcjami, więc ukrywano się z tym faktem w obawie przed utratą wolności. To Radio podawało również informacje o wydarzeniach w Świdniku Obecni mieszkańcy Świdnika pamiętają o wydarzeniach z 1981. Corocznie organizowane są wystawy oraz konkursy o tej tematyce. Samo miasto jest pamiątką manifestacji. Na kilku blokach znajdują się graffiti przedstawiające sceny ze stanu wojennego. W głównym parku znajduje się tablica upamiętniająca okupację zakładu. Co roku organizowane są  również happeningi uliczne – młodzież ze świnickich szkół przebiera odtwarza na ulicach i placach miasta wydarzenie z przeszłości. Również media pamiętają o świdnickich spacerach, mowa tu o lokalnych gazetach oraz telewizji, które w każdą rocznice przypominają ludziom o historii robotniczego miasta Świdnik. 3 lata temu z oddolnej inicjatywy wysłano pocztówkę do ówczesnego marszałka sejmu – Bronisława Komorowskiego- z prośbą o reaktywacje spacerów świdnickich. Wioleta Bełdowska, Marek Wawrzyszko

NewBronxTimes PRL NewBronxTimes PRL Pochody pierwszomajowe W czasach PRL odbywały się w mieście regularnie. Dziesiątki mieszkańców miasta szły ulicami niosąc flagi, proporce i transparenty. Młodzież ze szkół miała obowiązek uczestnictwa w pochodach. W dzień pochodu ludzie nie pracowali, a szkoły odwoływały lekcje. Był to dzień ważny dla socjalistycznej wizji Polski Ludowej. M.O.

Podziemne Radio Solidarność

NewBronxTimes PRL

Pomysłodawcą całego przed-sięwzięcia był zmarły w 2008r. Henryk Gontarz, z zawodu technik mechanik, od 1960r. pracownik WSK Świdnik. Nie od razu udało mu się zre-alizować pomysł. Czekał na to półtora roku, aż do momentu pojawienia się Ireneusza Haczewskiego. Bez niego nic by się nie udało. To dzięki niemu powstał jeden z pier-wszych nadajników. Kon-struował i przygotowywał je  do emisji we własnym miesz-kaniu. Był wielokrotnie łapany i przesłuchiwany. Później doszedł cały zespół, w którego skład wchodzili m.in.: Alfred Bondos, który był redaktorem tekstów, Bogumiła Górka wraz z Leszkiem Fijołkiem, którzy byli pierwszymi spikerami oraz Sławomir Łuczak, Franciszek Zawada, Bolesław i Waldemar Kaczmarkowie - operatorzy. Celem podziemnego radia było przekazywanie rzetelnych informacji na temat aktualnej sytuacji politycznej i gospo-darczej. Nareszcie nadeszła ta wymarzona chwila. Dnia 30 kwietnia 1983 roku o godzinie 21 00 wyemitowana została pier-wsza audycja. Rozpoczynała ją melodia z serialu o Michale Strogowie, carskim kurierze. Po niej następowały słowa, które zapierały słuchaczom dech w piersiach:„Solidarność Świdnik na antenie. Na falach eteru witamy i pozdrawiamy mieszkańców naszego miasta w pierwszej audycji wolnej radiostacji. Nie informujemy słuchaczy o dniach nadawania audycji, prosimy radio-odbiorniki włączać codziennie na fali UKF, w paśmie 65 5 do 66 MHz.Prosimy o uwagę. Komunikat Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność Świdnik.W związku ze zbliżającym się świętem robotniczym 1 Maja Komisja Zakładowa wzywa swoich członków, sympatyków i całe społeczeństwo Świdnika do bojkotu wszelkich imprez organizowanych przez władze partyjnorządowe… W godzinach 9-11.30 starajmy się nie opuszczać swoich mieszkań. Niech ulice będą puste… podkreśleniem naszej jedności i protestem przeciw propagandzie reżimowej niech będą wieczorne spacery całych rodzin ulicami mias-ta…” Podczas emisji każdej audycji natychmiast wyje-żdżały na sygnale milicyjne samochody, które krążyły po całym mieście. Śledzono każdy krok Henryka Gontarza. Wkrótce taśmy zostały prze-chwycone przez milicję, a Ireneusz Haczewski został aresztowany. Po aresztowaniu Alfreda Bondosa obowiązek pisania przygotowywania audycji spadła na pana

NewBronxTimes PRL ''Posądzono go o zdradę, aż do ujawnienia przez IPN teczek, w których prawda wyszła na jaw.''

Gontarza. Były one nagrywane w jego mieszkaniu. Pewnego wieczoru, gdy Franciszek Zawada wychodził z mieszkania Henryka Gontarza, został zatrzymany przez milicję i poproszony o pokazanie zawartości siatki, którą miał w dłoni. Znajdował się w niej nadajnik, który został przechwycony przez nocny patrol. Po dwóch tygodniach radio miało już do dyspozycji nowy nadajnik. Henryk Gontarz był w centrum „zaintere-sowania”. Został aresztowany wraz z Andrzejem Sokołowskim, z którym wspólnie nadawał ostatnie audycje. Posądzono go o zdradę, aż do ujawnienia przez IPN teczek, w których prawda wyszła na jaw. Radio zakończyło swoją działalność w 1988 roku. Do tego czasu nagrano 43 audycje. Rozmowa z panem Franciszkiem Zawadą – jednym z operatorów:Jak powstało Radio Solidarność? Od czego to się zaczęło?* No więc tak, powstanie Radia „Solidarność”. Montowaliśmy je z koleżką, Henrykiem Gontarzem Sławkiem Łucza-kiem. Później dołączył Alfred Bondos - jako redaktor, pisał po prostu treść audycji emi-towanych dla mieszkańców miasta. -A jak wyglądały audycje, o czym były?*Audycja wyglądały bardzo różnie, najczęściej zamykały się w trzech, góra pięciu minutach. Na początku nagrywaliśmy materiały co się działo na terenie Świdnika, kto był aresztowany, kto przesłuchiwany. Same wiadomości, bardzo króciutkie. Miejsca emisji audycji były różne. Najpierw w pomie-szczeniach, ale szybko milicja namierzała sygnał, przep-rowadzała rewizje, przepy-tywała. Dlatego zrezyg-nowaliśmy z takiej formy emisji materiału. W międzyczasie dos-taliśmy ze Szwecji nadajniki , jednak musieliśmy je prze-rabiać, ponieważ tam była trzycyfrówka, a u nas było już czterocyfrowe. Ani technicy, ani elektronicy nie mogli się w tym połapać, aż w końcu Haczewski zmontował nam to radio. Trze-ba było w tym celu zdemon-tować magnetofon samo-chodowy. Jakie działania podejmo-waliście, żeby nie zostać złapanym przez milicję? *Co trzeba było robić .. nie dać się namierzyć. 3-4 minuty i szybki odwrót: jeden wziął akumulator, drugi nadajnik i każdy odchodził w swoją stronę. -Czy mógłby nam Pan opowiedzieć kilka słów o debiucie antenowym w prog-ramie drugim TVP*Weszliśmy na 62 czy 65 parametry.

NewBronxTimes PRL

Parametry przestawione były w nadajniku na wejściedo drugiego programu telewizji. Z tym, że Lublin oddalony jest o 18 kilometrów, a ta nasza poprostu miejscowa. Jeżeli będę krzyczał z daleka to nie usłyszy nikt, ale jeżeli będę mówił blisko to  radio-odbiorniki będą odbierać. Mieliśmy jeszcze dostosowaną antenę dipol, ale trzeba było ją co najmniej 15-20 metrów ponad ziemię wyciągnąć. Wypróbowywaliśmy różne sposoby. Najczęściej przez konar na drzewie przerzucało się żyłkę wędkarską i zawie-szało antenę, albo trzeba było wchodzić na drzewo i w ten sposób ją zawieszać. Franciszek Zawada to  współpracownik Henryka Gontarza w podziemnym Ra-diu Solidarność w Świdniku; latem 1983 odebrał i prze-wiózł z Lublina do Świdnika nadajnik pochodzący z Zacho-du; od 29 IV 1983 jako operator nadajnika (kon-strukcja Ireneusza Hacze-wskiego) wyemitował 19 audycji radiowych. 10 XI 1984, przed nadaniem swojej ostatniej audycji, zatrzymany na ulicy ze sprzętem nadaw-czym przez grupę fun-kcjonariuszy MO i ORMO, po nieudanej próbie ucieczki brutalnie pobity (skopany); zatrzymany w RUSW w Świdniku, osadzony w areszcie KM w Lublinie (do 25 XI 1984), nast. w AŚ w Lublinie; w IV 1985 zwolniony ze względu na stan zdrowia; 27 XI 1985 skazany przez Sąd Rejonowy w Lub-linie (wraz z Henrykiem Gontarzem) na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz grzywnę i pokrycie kosztów sądowych; po wyroku wycofał się z pracy pod-ziemnej; wielokrotnie zatrzy-mywany i przesłuchiwany przez SB. Na podst. http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Franciszek_Zawada Zuza Nowakowska Sylwia Królik "wyemitował 19 audycji radiowych. 10 XI 1984, przed nadaniem swojej ostatniej audycji, zatrzymany na ulicy ze sprzętem nadawczym przez grupę funkcjonariuszy MO  i ORMO," Izba Tradycji Świdnika- wywiad
Paulina Niezbecka pracuje w Miejskim Ośrodku Kultury, jest także koordynatorką prac nad Izbą Pamięci miasta, która zostanie otwarta w 2013 roku w budynku Miejskiego Ośrodka Kultury
NewBronxTimes PRL

-Skąd pomysł na stworzenie Izby Pamięci Świdnika? Jest to między innymi pomysł burmistrza naszego miasta, pana Waldemara Jaksona, któremu bardzo leży na sercu ukazanie historii miasta w iinteresujący sposób, a przez to zaciekawienie młodych ludzi. Dlatego tworzymy muzuem, a właściwie izbę, która będzie nazywała się „Izbą Tradycji Miasta Świdnik”. Tworzymy ją  zaczynając od pracy u podstaw. Zbieramy kontakty, nagrywamy wspomnienia, digitalizujemy wszystkie mate-riały, które dostajemy, robimy zdjęcie każdemu przedmiotowi, skanujemy i dokładnie opisu-jemy. Wykonujemy te wszystkie czynności po to, by później móc z tego materiału korzystać w łatwy sposób. Chcemy w ten sposób uniknąć bałaganu. Na naszą izbę będą się składały różne tematycznie sale - na przykład taka poświęcona Solidarności, lotnictwu, motocyklom WSK. Ważne jest dla nas życie sportowe, jak i kulturalne miasta Świdnik. -Czy Świdniczanie chętnie udostępniają własne materiały, jak np. zdjęcia, dokumenty? -Tak, w Świdniku spotykamy się z dużą pomocą i życzliwością ludzi starszych, którzy byli świadkami historii. Chcemy przedstawić te  wydarzenia w sposób ciekawy przede wszystkim młodzieży, ze Świdnika i okolic, ale też pokazać się troszkę szerzej. Współpracujemy z Centrum Solidarności w Gdańsku i z wieloma instytucjami jak IPN, Muzeum na Zamku itd. Tych jednostek, które nam pomagają i nakierowują na pewne działania jest trochę. One też są dla nas życzliwe i podoba im się to  co chcemy zrobić. Oprócz sal, będzie również biblioteka, w której chcemy pokazać regionalne książki, jak również do-kumenty i kroniki. Mamy je w formie

NewBronxTimes PRL NewBronxTimes PRL

zdygitalizowanej, np. kronikę Kościoła N.M.P, prowadzoną jeszcze przez ś.p. księdza Jana Hryniewicza, który robił czasami ilustracje, pisał śmiesze anegdoty.(...) Zbieramy też informacje podczas pewnych wydarzeń stricte kulturalnych np. „Historia pewnego zdjęcia na bis”(...). Z pomocą takiej wystawy, czasami ktoś, kto na nią przyjdzie, podchodzi do nas i podpowiada, że to zdjęcie można opisać, bo pamięta pewną historię, anegdotę. Tak nawiązują się kontakty, kolejna współpraca. -Co znajduje się w Waszych zbiorach poza zdjęciami? Mamy na przykład mundury i ich części. W naszych zbiorach jest ponadto motolotnia. Mamy sprzęt stricte lotniczy, łącznie z kombinezonem lotniczym. Mamy obrazy i bardzo cenne odznaczenia jak Virtuti Militari, na które szczególnie zwracamy uwagę i jest ono najbardziej chronione. Mamy również lotniczą diamentową odznakę, która jest ogromnym wyróżnieniem. Zdjęcia i dokumenty, to jest coś, na czym najbardziej chcemy bazować, dlatego, że zapis rozmowy możemy później wykorzystać, przedstawiając go młodzieży. Historie Świdnika przedstawiamy na podstawie animacji. Zleciliśmy Pawłowi Łuciukowi zrobienie animacji dotyczącej Świdnickich Spacerów i lat osiemdziesiątych w Świdniku. Jest to ciekawa forma przedstawienia. W ten sposób będziemy chcieli docierać do młodych ludzi. Może stworzymy specjalną makietę, którą będzie można dotknąć i „posmakować” tej historii za pomocą zmysłów.(...) Nie może być tak, że gość nie może niczego dotknąć. Będziemy też prowadzić zajęcia edukacyjne dla młodzieży. To znaczy, że Waszą działalność będzie może pokazać młodym ludziom jako coś ciekawego, niestandardowego? Tak, ale oczywiście będziemy zapraszać również starsze pokolenie. Myślę jednak, że najważniejsze jest to młode pokolenie, które będzie mogło przesiąknąć historią i mieć konkretną wiedzę, szczególnie jeśli ktoś jest ze Świdnika, czy okolic. Warto, żeby taka osoba wiedziała, że  nasze miasto, które niewiele lat sobie liczy, to tyle elementów w  polskiej historii - czy to motoryzacyjnych, lotniczych, solidarnościowych, które stały się przełomowe w skali całego kraju.Wiem, że z Izbą powiązana jest również strona internetowa. -Czy wielu internautów z niej korzysta? Był taki okres, na samym początku, kiedy dużo ludzi z niej korzystało. To się rozwijało, a wiele osób współpracowało

NewBronxTimes PRL

ze stroną - oddając swoje zdjęcia, artykuły i udzielając wywiadów. Natomiast teraz, ta strona na nowo zaczyna żyć, ponieważ są nowe informacje. Ona też będzie powiązana stricte z Izbą Pamięci. Umieszczamy na niej również filmiki. Nagrywając wspomnienia na dyktafon, czy kamerę, robimy później multiprezentacje. Wiadomo, że obraz jest teraz bardziej pożądany i lepiej rozumiany niż słowo pisane. -Rozumiem, że każdy mieszkaniec może wnieść swój wkład w tę stronę... Oczywiście, jesteśmy bardzo otwarci. Jeżeli ktokolwiek ma jakieś fajne dokumenty i wie coś na temat osoby, która była bardzo ważna dla Świdnika, to jak najbardziej. Mamy dużą grupę współpracujących, bardzo życzliwych, mających czas. Często są to emeryci, którzy mają na to czas i chęć. Jeżeli oni widzą, że młodzi ludzie się interesują historią, to tym bardziej napawa ich to pewnego rodzaju dumą i mają świadomość, że nie zostanie to zaprzepaszczone. Jest to taka podwójna korzyść i wielu ludzi reaguje spontanicznie. Z Pauliną Niezbecką rozmawiał Marcin Ołdakowski. Relacje Państwo Kościół w robotniczym mieście.
„Nie można tracić nadziei, zwątpić i poddać się złu”
NewBronxTimes PRL

Jeżeli popatrzymy na Świdnik od strony archi-tektonicznej, to doprawdy nie ma się czym zachwycać. Kiedy spojrzeć na Świdnik niejako „przez palce”, eliminując wszystkie elementy zabudowy, które mają niej niż 30- 20 lat, to otrzymujemy socrealizm w swojej czystej, nieskażonej (jeżeli można takiego sformułowania użyć w sto-sunku do stylu, który sam z siebie był skażeniem) postaci. I na tym tle jawi nam się nagle kościół pw. NMP Matki Kościoła. Naprawdę nie sposób go nie zauważyć, bo jego okrągły kształt odcina się wyraźnie od zabudowy miasta. Jak powszechnie wiadomo PRL nie był czasem łatwym dla ludzi wierzących w ogóle. Ideologia komunis-tyczna zakładała postępującą ateizację społeczeństwa i trze-ba przyznać wykazywała w tej kwestii podziwu godny upór i zdecydowanie, wytrwale zwalczając wszelkie inicjatywy zmierzające do wzniesienia miejsc kultu. Nowo pows-tające miasto miało być w zamyśle władz miastem typowo robotniczym, socjalis-tycznym, bez kościoła. W latach 50- tych i 60- tych w całym kraju prowadzona była aktywna propaganda antyreligijna i antykościelna. Pod hasłami nauki i postępu piętnowano „ciemnotę i zaco-fanie" ludzi wierzących, roz-wijając nienawiść do Kościoła i dyskryminację tych ludzi w życiu publicznym. Ważną rolę odgrywały tu m.in. przemiany społeczne polega-jące na migracji ludności ze wsi do miast. Zakładano, że ludność napływowa nie potrafi zintegrować się ze względu na pochodzenie z różnych środowisk i regio-nów kraju. Proces ten nie ograniczył zasięgu oddzia-ływania i moralnego

NewBronxTimes PRL

autorytetu Kościoła kato-lickiego. Mieszkańcy miasta pragnęli w nowym środowisku kontynuować wiarę i tradycję wyniesioną z rodzinnych do-mów. Wiernym ze Świdnika pozostawał kościół parafialny w Kazimierzówce, lub kościoły lubelskie. Do Kazimierzówki można było dojść polną drogą przez las. Jakkolwiek drew-niany kościół w Kazimierzówce podczas większych uroczys-tości stawał się zbyt ciasny. Zdarzały się zasłabnięcia i omdlenia. Wierni zmuszeni byli stać na zewnątrz kościoła, często na deszczu lub na mrozie. W takich warun-kach parafianie ze Świdnika coraz częściej rozważali potrzebę posiadania własnego kościoła. W celu uzyskania zezwolenia na budowę obiektu sakralnego w Świdniku kie-rowano petycje do ówczes-nych władz dwoma nurtami. Z jednej strony z prośbą o pozwolenie na budowę wys-tępowali wierni, a z drugiej strony sprawiedliwego trak-towania potrzeb wierzących domagała się władza diecezjalna kościoła lubels-kiego. Pierwsze próby uruchomienia kaplicy w Świd-niku czynił na początku 1957 r. ks. Franciszek Sysa skierowany z Lublina do nauczania religii w świdnickiej szkole. Ksiądz Sysa próbował wykupić od jednej z firm budowlanych opuszczającej Świdnik zajmo-wany przez nich barak i przeznaczyć go na kaplicę. Niestety, brak przychylności ze strony ówczesnych władz, nie pozwolił na realizację tego zamierzenia. Na początku lat 60-tych negatywny stosunek władz do budownictwa sakralnego osiągnął punkt kulminacyjny. W ten sposób próbowano utrudnić praktyki religijne mieszkańcom nowych osiedli. Napięcie między państwem a Kościołem osiąg-nęło punkt kulminacyjny 27 kwietnia 1960 r. w Nowej Hucie. Doszło tam do roz-ruchów z powodu cofnięcia zezwolenia na budowę koś-cioła i próby usunięcia krzyża



z miejsca przewidzianego na ten kościół. Mieszkańcy Nowej Huty stanowili społeczność podobną do innych nowo powstających miast i osiedli, w tym do społeczności Świdnika. Pragnęli zachowania tradycji i niedzielnej mszy św. we własnym kościele. I to tam w sierpniu 1970 r. pojawił się człowiek, który miał odegrać w Świdniku rolę porównywalną tej, jaką w Nowej Hucie odegrał Karol Wojtyła. Ksiądz Jan Hryniewicz urodził się w 1917 roku w majątku Malinowszczyzna w ziemi wileńskiej. Wybuch II Wojny Światowej przerwał mu studia i zmusił do chwytania się różnych zajęć. Wtedy po raz pierwszy zetknął się z system komunistycznym i jego stosunkiem do wiary. Po zakończeniu wojny podjął studia w Wyższym Seminarium Duchownym, po którego ukończeniu przyjął 25.VI. 1950 r. święcenia kapłańskie. Pracował kolejno w parafii Banew, Piotrawin, Kazimierzówka. Jako proboszcz tej ostatniej otrzymał od biskupa P. Kawy zadanie utworzenia parafii w Świdniku i zbudowania tam kościoła. Poświęcił temu dziełu kilkadziesiąt lat swojego życia. Zmarł 29 października 1999 roku, w wieku 82 lat. W pamięci mieszkańców miasta zapisał się jako ofiarny kapłan oraz gorący patriota. Droga, którą wybrał, stanowiła nie tylko źródło radości dla niego, ale była też wzorem dla innych.
- Ksiądz Jan to nie tylko kapłan, który działał w parafii pw. NMP Matki Kościoła, ale także ojciec wszystkich Świdniczan – podkreśla ks. kanonik Tadeusz Nowak, obecny proboszcz parafii. - Odegrał wielką rolę w naszym życiu religijnym, społecznym i politycznym. Traktuję jako dar z niebios to  że w swoim kapłaństwie wzrastałem u boku tak wspaniałego duszpasterza. O naszym spotkaniu zadecydował przypadek. Pierwszą nominację dostałem do parafii Głusk, w której proboszczem był ksiądz o nazwisku Nowak. Biskup stwierdził, że dwóch Nowaków w parafii to stanowczo za dużo i skierował mnie do Kazimierzówki. Drzwi plebanii otworzyły dwie starsze panie. Za chwilę pojawił się, trochę zaspany, ks. Jan. „To ty do mnie przychodzisz?” – zapytał. I tak zaczęła się nasza prawie 30-letnia współpraca, podczas której dobrze poznałem tego niezwykłego człowieka. W połowie 1977 r. uprzedzając formalne zatwierdzenie planów budowy rozpoczęto prace ziemne pod fundamenty przyszłego kościoła. Należało wywieźć znaczne ilości ziemi. Przy pracach tych udział brali okoliczni rolnicy wykorzystując do transportu wozy konne i ciągniki z przyczepami. Ostatecznie Wydział Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie w oparciu o opracowaną dokumentację techniczną wydał 30.09.1977 r. pozwolenie na budowę kościoła w Świdniku. Po półtora roku prac zakończono pierwszy etap budowy poświęceniem dolnego kościoła. Uroczystość odbyła się podczas pasterki 24 grudnia 1979 r. Poświęcenia dokonał ks. bp Z. Kamiński. Prace budowlane kontynuowano w kolejnych latach. Wznoszeniu murów świątyni towarzyszyło dojrzewanie wspólnoty parafialnej. Dostrzegły to władze diecezjalne, które już w drugim etapie budowy powołały pierwszą, samodzielną parafię w Świdniku. Parafię erygował ks. bp Bolesław Pylak dekretem, określając jednocześnie zasięg terytorialny przez wyłączenie jej z parafii Kazimierzówka. Poświęcenia kościoła górnego dokonał ks. bp B. Pylak w pasterkę 1985 r. Wojciech Stachyra Świdnicki Lipiec i Solidarność

NewBronxTimes PRL „Strajk rozpoczął się na pierwszej zmianie na wydziale 320-tym. Szybko objął całą halę nr 1,"

Były lata siedemdziesiąte. Świdnik wciąż się powiększał i funkcjonował jako wzorcowe miasto robotnicze. To nie były łatwe czasy, często czegoś brakowało w sklepach, ale ludzie przyzwyczaili się do ciągłego deficytu. Prob-lemy pojawiły się w następnej dekadzie. W lipcu 1980 roku, władze PRL postanowiły wprowadzić podwyżkę cen wyrobów mięsnych, w tym min. wędliny. Podwyżka cen miała zostać wprowadzona „po cichu”, tak, aby nikt sobie jej nawet nie uzmysłowił. Dodam, że nie poinformowano nikogo o wysokości tej pod-wyżki. Nawet okres letni miał pomóc łagodnemu obrotowi sprawy. Tak jednak się nie stało. Społeczeństwo zare-agowało bez jakiejkolwiek zwłoki, toteż strajki wybuchły już 1 lipca. Najbardziej prze-łomową datą był jednak 8 lipca. W tym dniu rozpo-czyna się strajk w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku. Ten wtorek jest pamiętną datą dla historii PRL, choć jego początek jest trochę niepozorny. Rano, gdy pra-cownicy zakładu zeszli do sto-łówki, spotkała ich przykra niespodzianka. Ceny kotletów zostały podniesione o około 60%. Mechanicy z Wydziału Obróbki Mechanicznej zaczęli dyskutować. Największym problemem był brak podnie-sienia płac w stosunku do ko-sztów żywności. Pieniądze przecież nie biorą się znikąd. Pół godziny później o prob-lemie wiedziały już trzy wydziały. „Strajk rozpoczął się na pierwszej zmianie na wy-dziale 320-tym. Szybko objął całą halę nr 1, rozprzestrzeniając się na cały zakład. Druga zmiana była bardzo ciążka, pracowników było dużo mniej, niż na pierwszej. Prowokatorzy uruchomili młoty na kuźni, żeby stworzyć wśród nas

NewBronxTimes PRL

wrażenie, że kuźnia pracuje. Wprowadzono na zakład tajną policję, w cywilnych ubra-niach” wspomina Stefan Jaśkowski, uczestnik wyda-rzeń, były pracownik WSK. Gdy wybiła godzina jedenasta, wzburzył się cały zakład, a więc ponad trzy tysiące osób. Ludzie pracujący w WSK domagali się cofnięcia podwyżki, lecz władza wcale nie nosiła się z takim zamiarem. O godzinie trzynastej wysłana zostaje wiadomość do KW PZPR w Lublinie. Treść mówi jasno i wyraźnie, że zakład wstrzy-mał pracę. Rozpoczęło się spotkanie przedstawicieli pra-cowników i członków władz. Mechanicy mieli jasne pos-tulaty i mówili, że chcą obniżki cen, jak i większego importu mleka w proszku i mięsa do sklepów. „Spośród praco-wników wyłonił się komitet strajkowy, który organizował wiece pod biurowcem, w którym siedzibę miała dyrekcja. Każdy wydział miał swoich łączników, których zadaniem było utrzymywanie kontaktu z poszczególnymi wydziałami. Już wtedy widać było samoistne zdyscyp-linowanie się pracowników. Przyjechał do nas na zakład Aleksander Kopeć, minister przemysłu maszynowego, obiecując podwyżki za przer-wanie strajku i podjęcie pracy. Wszyscy czuliśmy się przygnębieni, niepewni. Nas-troje poprawiły się dopiero, gdy władza zaczęła z nami rozmawiać, choć trzeba podkreślić, że nie ufaliśmy ich zapewnieniom” mówi pan Jaśkowski. Po 81 godzinach strajku, sytuacja wydaje się opanowana, zostaje pod-pisana ugoda. Pracownicy wracają na swoje stanowiska, a zakład rusza pełną parą. Na tym mogło się skończyć. Historia pokazuje jednak, że sytuacja znów się zaogniła. Na początku sierpnia życie było bardzo ciężkie. W skle-pach łatwo było dostrzec deficyt towarów, a ludzie masowo kupowali produkty pochodzenia zbożowego. Gdy nadchodzi 2 sierpnia 1980, sprawa jest już bardzo napięta. Część pracowników akordowych, po pobraniu

NewBronxTimes PRL

zaliczek, odmawia podpisania oświadczeń (wymóg formalno-prawny) o wykonanie przypa-dających im zadań. Dwie hale strajkują i odmawiają pracy. Ludzie domagają się zapłaty za wspomniany już czte-rodniowy strajk w lipcu. Napięcie jest wyczuwalne w powietrzu niczym w powie-ści kryminalnej najwyższej klasy. Władza przeczuwa, że opanowanie sytuacji w lip-cu było bardzo iluzoryczne, a pozorny spokój może pęk-nąć niczym bańka mydlana. 11 sierpnia opozycja wypusz-cza serię ulotek o plano-wanych strajkach. Można z nich wyczytać o akcji przeciwstawiania się samoz-wańczej władzy. Ulotki wrzucane są do skrzynek pocztowych w blokach miesz-kalnych. Wcześniej treść instrukcji opublikowana zosta-ła na łamach pisma „Robotnik” oraz w „Biuletynie Informacyjnym KSS KOR”. Do strajku omal nie dochodzi juz 21 sierpnia, lecz akcja zostaje przełożona. Do buntu dochodzi jednak pięć dni później, a więc 26 sierpnia. Tym razem jest to strajk solidarnościowy, jako wyraz poparcia dla protestujących robotników na Wybrzeżu. Protestuje 3000 pracowników. Strajk rozpoczyna się rano i  trwa 2 godziny, ale przynosi efekty. Strajkujący domagają się opublikowania treści wszystkich wysuniętych na Wybrzeżu postulatów. Przedstawiciele robotników z zakładu wręczyli repre-zentantom Komitetu Woje-wódzkiego PZPR wiadomość skierowaną do Komitetu Cen-tralnego PZPR. W petycji zażądano: „Podać do pub-licznej wiadomości w Dzien-niku Telewizyjnym w dniu 26. 08. 1980 r. i w dniu 27. 08. 1980 r. przez prasę centralną w całości postulaty załóg strajkujących z Wybrzeża, z wyjaśnieniem realizacji po-szczególnych punktów postu-latów oraz fakt, że załoga WSK Świdnik solidaryzuje się z Wybrzeżem.” W razie nie ustosunkowania się do pos-tulatu zapowiedziano, że nas-tępnego dnia o godz. 10.00 załoga WSK ponownie rozpocznie „akcję solidarności z Wybrzeżem”. Petycję pod-pisało 23 przedstawicieli załogi. Dyskusje trwały nadal, a władza zasłaniała się nawet kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Dalsze nego-cjacje zakończyło porozu-mienie podpisane przez Prezydium Komitetu Straj-kowego, dyrektora WSK oraz przedstawicieli KW i KZ PZPR. Zgodnie z ustaleniami, do za-kładu przyjechała E. Krajewska, która dyskutowała o postulatach i założeniach. Przedstawiła także stanowisko rządu w sprawie postulatów, strajku, a także całego komitetu strajkowego. 31 sierpnia 1980 podpisano porozumienia w Stoczni Gdańskiej. Był to początek nowej epoki. “Właściwie to u nas, podczas strajku lipcowego narodziły się pierwsze zalążki póź-niejszej Solidarności – więzi międzyludzkiej, życzliwości i okazywanej sobie wzajemnie pomocy” wspomina pan Jaśkowski.Kolejna fala buntu i niezadowolenia przyszła wraz ze stanem wojennym. Tym razem głównym celem stają się działacze „Solidarności”. 12 grudnia, około godz. 23  w Łęcznej aresztowany został pierwszy działacz regionalnej „Solidarności”. Akcje inter-nowania przenoszą się na Świdnik. Po 23.00 telefony i faksy zostają odłączone, a Waldemar Jakson (obecny prezydent miasta) otrzymuje zadanie ostrzeżenia członków „Solidarności”. Siedziba za-rządu jest jednak już otoczona przez milicję. Wszyscy zostają przewiezieni na komendę, ale zwykli mieszkańcy miasta nie wiedzą nic o zajściu. Nocą milicja wkracza po kolei do domów działaczy. Tylko nielicznym udaje się uciec. Po północy, 13 grudnia 1981

NewBronxTimes PRL "Efektem kulminacyjnym są strzały w powietrze z broni maszynowej i czołgu. Rozpylony zostaje gaz łzawiący."

r.  na wieść o aresztowaniach, pierwsi działacze zakładowej „Solidarności” zebrali się w WSK już około godz. 3.00-4.00 w nocy, rozpoczynając przygotowania do strajku okupacyjnego. Włączono sy-renę. Na hali jest kilka tysięcy osób. Świeżo powołany komitet strajkowy liczy 15 osób. Akcja rozwija się bardzo szybko. Bramy zostają zablokowane paletami i wóz-kami, a na dachach pojawiają się ludzie z krótkofalówkami. Syrena ponownie zostaje uruchomiona. Zakład jest w całości zajęty przez związkowców i pracowników. Z czasem lądują wojskowe śmigłowce i przyjeżdżają czoł-gi. Efektem kulminacyjnym są strzały w powietrze z broni maszynowej i czołgu. Rozpy-lony zostaje gaz łzawiący. 15 grudnia, około godz. 4.30, przed bramę zajechał samochód, z którego nadano komunikat wzywający straj-kujących do opuszczenia zak-ładu i gwarantujący im bez-pieczeństwo. Dwie godziny później, pod zakład podjechał ponownie czołg, samochód nysa oraz około dwóch plutonów wojska. Solidarność to nie tylko te akcje, ale też ciągła konspiracja. W piw-nicach drukowano tzw. bibułę. Były to gazetki informujące o strajkach i Polakach. Pojawiały się też w nich wiersze np. Czesława Miłosza. Marcin Ołdakowski "W piwnicach drukowano tzw. bibułę.Były to  gazetki informujące o strajkach i Polakach. "

NewBronxTimes PRL



NewBronxTimes PRL

WSK PZL Świdnik
– fabryka sprzętu lotniczego
NewBronxTimes PRL

Żeby opisać złożoną historię i tradycje lotnicze miasta nie możemy ograniczyć się tylko do mówienia o decyzjach władz PRL-owskich, których owocem było powstanie zakładu WSK Świdnik. Musimy mieć świadomość, że tradycje lotnicze miasta wywodzą się jeszcze z czasów przedwojennych. Lotnisko powstało już w 1938 roku, rok później natomiast odbyło się oficjalne otwarcie i poświę-cenie szkoły pilotów Ligi Obrony Powietrznej i Przeciw-gazowej przy lotnisku w Świd-niku. Niestety już podczas kampanii wrześniowej budy-nek szkoły i hangary zostały zniszczone w wyniku bombar-dowania. W czasie okupacji lotnisko i szkoła były wyko-rzystywane przez Niemców, ale tuż przed ich wycofaniem się w 1944 roku kompleks lotniczy został doszczętnie zniszczony. W oparciu o trady-cje przemysłu lotniczego Lubelszczyzny, a także wyko-rzystując bazę w postaci lotniska, władze państwowe już w 1949 roku podjęły decyzję o lokalizacji i budowie przedsiębiorstwa lotniczego w Świdniku.Wiosną 1950 roku rozpoczęły się intensywne przygotowania do budowy fabryki sprzętu lotniczego – powołano dyrektora budowy

NewBronxTimes PRL "Pierwszym poważnym zadaniem nowopowstałego zakładu było uruchomienie produkcji metalowego samolotu myśliwskiego MIG-15"

(Inż. Konrad Biały), z Krzesin pod Poznaniem przewieziono stare hangary, rozpoczęły się pierwsze prace budowlane. Pojawiły się także osiedla mieszkaniowe dla przyszłych robotników zakładowych – obok torów kolejowych, we Franciszkowie.1 stycznia 1951 roku ministerstwo przemysłu ciężkiego powołało do życia nową fabrykę, która funkcjonowała pod nazwą: Wytwórnia Sprzętu Ko-munikacyjnego Przedsię-biorstwo Państwowe Wyod-rębnione – Świdnik k/Lublina. Pierwszym poważnym zada-niem nowopowstałego zak-ładu było uruchomienie pro-dukcji metalowego samolotu myśliwskiego MIG-15 na li-cencji sowieckiej, poza tym produkowano w nim komp-letne podzespoły dla WSK Mielec. Trzy lata później podjęto decyzję o zaprzes-taniu produkcji na potrzeby fabryki w Mielcu i zaczęto przygotowania do urucho-mienia linii produkcyjnych dla śmigłowców i motocykli. W 1957 roku ruszyła komp-letna produkcja śmigłowców Mi-1, co w bloku państw komunistycznych, w którym funkcjonowała Polska Ludowa, oznaczało imponujące, drugie miejsce zaraz po Związku Radzieckim. Z czasem śmig-łowce na stałe zrosły się

NewBronxTimes PRL Reklama motocykla WSK. (fot: historia.swidnik.net)

z obrazem młodego miasta i właściwie do dziś funkcjonują jako jego symbol. Zakład rozwijał się bardzo szybko i intensywnie, stale doskonaląc swój park technologiczny – w 1965 roku śmigłowiec Mi-2, w latach kolejnych Kania i Sokół. Łącznie zakład wyprodukował ponad 7200 sztuk. W 1955 roku przedsiębiorstwo powiększyło oferowany przez siebie asortyment poprzez uruchomienie nowej linii produkcyjnej -  motocykli np. WSK, Gila, Kobuza, które stały się bardzo popularne w całym kraju. W zakładzie powstawały również prototypy, które mogły zrewo-lucjonizować polska myśl motoryzacyjną. Nadzieje zostały jednak zaprzepaszczone. WSK było przedsiębiorstwem wielo-zakładowym, w jego skład wchodziły: zakład macierzysty w Świdniku z Zakładem Produkcji Lotniczej, Zakładem Produkcji Motoryzacyjnej, Zakładem Usług Agrolotniczych oraz Ośrodkiem BadawczoRozwojowym Sprzętu Komunikacyjnego i powstałym w 1969 roku zakładem terenowym w Tomaszowie Lubelskim. Asortyment zakładu syste-matycznie powiększano m.in. o szybowce, pompy, sprzęgła, odkuwki, wózki inwalidzkie, przyczepki samochodowe. Kamil Chudy Michał Gwarda Śmigłowiec SM-4 Łątka to prototyp wyprzedzający swoje czasy. Z masą własną oscylującą wokół 640 kilogramów był lekką, wielozadaniową maszyną. Helikopter mógł stać się obiektem zainteresowania Amerykanów i Europejczyków. Prace nad projektem rozpoczęto w 1961 roku. Próby naziemne rozpoczęły się w końcu 1962 roku, po otrzymaniu przeznaczonego dla tego śmigłowca silnika WN-6. Śmigłowiec nie trafił do produkcji z powodów rzekomych wad silnika. Wspomnienia z WSK

NewBronxTimes PRL

Wywiad został przepro-wadzony z członkami ro-dziny (w oparciu o infor-macje z pracy dziadka na WSK) -Co Panu wiadomo na temat najstarszej historii przed-siębiorstwa i szkoły pilotów? 04.05.1939 r. otwarto szkołę pilotów. W ceremonii otwarcia uczestniczył sam Edward Rydz Śmigły. Otwarcie było bardzo huczne, przyszło około 10 tys. osób. W tym samym okresie rozpoczęły się szkolenia pilo-tów w nowo otwartej pla-cówce. Lubelszczyzna ma dłu-gie tradycje lotnicze. Narodził się tu niejaki Puławski, którego imieniem nazwano zakłady lotnicze. Wojna zniszczyła wszystko, co zos-tało wybudowane. Lotnisko i obiekty lotnicze jako punkty strategiczne zostały zbom-bardowane w pierwszej kolej-ności. Lotnisko w Świdniku było szczególnie ważne dla Luftwaffe w czasie uderzenia na Związek Radziecki. Przed wkroczeniem Armii Czerwonej i oddziałów Ludowego Wojska Polskiego w lipcu 1944 roku, Niemcy doszczętnie zniszczyli lotnisko, zaraz przed swoim wycofaniem. Dlatego też nie służyło w ostatniej fazie wojny ani lotnictwu radzieckiemu ani polskiemu. W latach drugiej wojny światowej w lasach w pobliżu Świdnika działała prężnie partyzantka, repre-zentowana przez Armię Kra-jową, Armię Ludową. Po woj-nie władza Polski Ludowej postanowiła odbudować lot-nisko. W sierpniu 1949r. wydano obwieszczenie, które pozwalało budować osiedle robotnicze w Świdniku, były to zaczątki dzisiejszego mias-ta.W maju 1950 r. Konrad Biały został powołany na sta-nowisko dyrektora budowy WSK. -Kiedy powstawał Świdnik? Wraz z budową WSK pow-stawano też miasto, budo-wano pierwsze bloki. Po wojnie w 1949 roku rozpo-częto wyrąb lasu pod budowę Wytwórni Sprzętu Komu-nikacyjnego o profilu lotni-czym (rozpoczęto ją rok później), która została otwarta w roku 1951. Pierwsi pracow-nicy wytwórni mieszkali w barakach w obecnym przy-zakładowym parku i na Franciszkowie. Możliwość pra-cy w nowym zakładzie sprawiała, że do Świdnika przyjeżdżało dużo ludzi.

NewBronxTimes PRL

W związku z tym miasto roz-wijało się bardzo szybko. Świdnik należy uznać za mias-to planowane (nie zaś naturalne), które z założenia miało być miastem typowo socjalistycznym. Wraz z rodzi-nami powstały szkoły oraz przyzakładowa szkoła w , której uczono zawodu i podnoszono kwalifikacje. -Jak szybko ruszyła produkcja samolotów? W ciągu dwóch lat ruszyła produkcja, ale podzespołów do samolotów odrzutowych , które były produkowane w Mielcu. W tym samym okresie otworzono sektor tajny, był on chroniony tajem-nicą państwową. Oficjalnie nie istniało takie miejsce, nawet dziś władze zaprzeczają istnieniu tej hali. Między byłymi pracownikami krąży jednak przekonanie, że opra-cowywano tam nowe tech-nologie o przeznaczeniu woj-skowym. Od 1952 r. Świdnik wytwarzał skrzydła i uste-rzenie samolotów o później tylne części kadłuba. -Kiedy ruszyła własna produkcja samolotów? W 1954 r. uruchomiono własną produkcję finalną. W pierwszej kolejności licen-cyjnego śmigłowca, a potem małolitrażowego motocykla. Pierwszy śmigłowiec wzleciał w powietrze w 1956 r. Obla-tywacz Stanisław Gajewski na  śmigłowcu SM-1 ustanowił nawet rekord świata w wysokości lotu, natchnęło to dumą wszystkich pracow-ników. Listem przyszła nawet pochwała od sekretarza. W lis-topadzie 1957 r. ustanowiono również rekord wznoszenia się. Wytwórnia w Świdniku weszła do światowej elity producentów śmigłowców. -Kiedy dokładnie rozpoczęto produkcję motocykli? W 1954 r. uruchomiono pro-dukcję motocykli o pojemności 125 cm3 i 175cm3, stale je modernizowano. Stały się obiektem pożądania wszys-tkich Polaków. Do 1984 r. wyprodukowano 2 miliony egzemplarzy. -Co jeszcze produkowano w WSK? Od 1973 do 1977 produ-kowano szybowce szkoleniowe typu pirat (cenione również za granicą). Od 1960-1961 produkowano zmodernizo-waną wersję śmigłowca SM51 czyli SM-2, również PZL kania w wersji pasażerskiej, trans-portowej , sanitarnej , rol-niczej, PZL sokół (śmigłowiec wielozadaniowy) -Jak zmieniała się przez lata wytwórnia WSK Świdnik? Zakład pracy zatrudniał coraz więcej osób, powiększała się produkcja. Każdy uczestniczył w budowie i zostawał po go-dzinach, ponieważ było to jego miejsce pracy. Rozbudowywano hale, posze-rzono park maszynowy. Powstał ośrodek badawczo-rozwojowy, którego wizytów-ką był oddział prób w locie, który dysponował nowoczesną aparaturą. Sprawdzano nią wytrzymałość poszczególnych elementów śmigłowca. -Jaką rolę odegrało przez WSK w rozwoju miasta? Od początku odgrywała bar-dzo ważną rolę w rozwoju miasta. Dawała zatrudnienie i rozwijała infrastrukturę mias-ta. W uznaniu zasług jakie wzniosło świdnickie WSK w rozwój Lubelszczyzny i prze-mysłu lotniczego rada państwa odznaczyła WSK PZL Świdnik orderu sztandaru pracy II klasy a w 1984 r. orderu sztandaru pracy I klasy. Dziękuję za rozmowę Kamil Chudy

NewBronxTimes PRL Sonda uliczna 11 listopada część ekipy naszego qmama, przeprowadziła sondę uliczną. Młodzi dziennikarze pytali mieszkańców miasta o realia życia w czasach PRL u. Tematem dyskusji były również wspomnienia z tego okresu.