Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Kolejny nr "My o Nas" mam ndzieje, że będzie równie ciekawy jak poprzedni :)
fot. Cormac_Phelan
Spis Tresci:
Lato w skateparku..............2
Follow the Cat....................4
Zalane LO..........................6
Czas zaklęty w
zębatkach..........................8
Dzień Dziecka w
strzelckiej PSM..................14
Dyktando 2010.................16
Letnie premiery.................18
Czas na mlodych
artystów..........................20
Nasi uczniowie w
Boloni.............................22
Trochę rozrywki
dem. superskejcik Stoi Jasiu na holu i powtarza: to bez sensu, bez sensu!
Podchodzi sprzątaczka i pyta:
- O co Ci chodzi Jasiu?
Jasiu na to:
- Jak byłem w klasie pusciłem bąka i pani kazała mi wyjść z klasy a
sami siedzą w tym smrodzie.
Lato w skateparku
Sport! Sport! Po tysiąckroć sport!
Któż z nas chociaż raz w życiu nie widział jakiegoś meczu piłki nożnej lub siatkowej? Dla bardziej zainteresowanych dołóżmy jeszcze skoki narciarskie, piłkę ręczną i może koszykówkę…
Jednak nie o tych sportach będzie ten artykuł. Będzie on natomiast o sportach ekstremalnych. To coś w sam raz dla prawdziwych sportowych „zapaleńców”. Jednym z nich jest Kamil Zalewski, który wykonuje niesamowite ewolucje na rowerze i zgodził się udzielić nam wywiadu:
Ania Laskowska: Jak długo już jeździsz?
Kamil Zalewski: Przygodę z rowerem zacząłem jakieś trzy lata temu.
A.L.: Co skłoniło Cię do uprawiania właśnie tego sportu? Jaka była Twoja myśl przewodnia żeby zacząć go trenować?
K.Z.: Myśl przewodnia? Przede wszystkim nawiązanie nowych znajomości. – A.L.: Jakie są odczucia podczas jazdy?
K.Z.: Odczucia? Wszystko zależy od stylu jazdy. Można jeździć spokojnie, nie odczuwając nic szczególnego, ale można też poszaleć i kręcić różnego rodzaju tricki, które dostarczają tzw. „zastrzyk adrenaliny”.
A.L.: Czy odniosłeś już jakieś kontuzje?
K.Z.:Tak. W życiu miałem tylko jedną poważniejszą kontuzję, a mianowicie skręciłem sobie staw skokowy. Przez dwa miesiące nie chodziłem do szkoły i nazbierało mi się naprawdę sporo zaległości. Poza tym to parę razy skręciłem nadgarstek.
A.L.: Co tak bardzo podoba Ci się w tym sporcie? K.Z.: Hmm… trudne pytanie. To czy sport ma się komuś podobać, czy nie, zależy tylko i wyłącznie od niego samego. Jedni wolą szachy, inni sporty ekstremalne, a jeszcze inni wcale nie lubią sportu. Szczerze mówiąc, sam nie umiem dokładnie określić, co mi się w nim podoba. Ja po prostu to kocham i to jest silniejsze ode mnie.
A.L.: Komu poleciłbyś ten sport?
K.Z.: Dobre pytanie! Na pewno nie osobom, które często odczuwają strach, ponieważ bywają takie
sytuacje, w których chwila zwątpienia może kosztować cię poważną kontuzję lub nawet śmierć, kiedy w grę wchodzą naprawdę trudne i niebezpieczne „ewolucje”. Zatem osoby, które chciałyby się wziąć za ten sport, powinny być zdecydowanie odważne i mieć odpowiednią budowę ciała, gdyż kręcąc niektóre tricki trzeba użyć sporo siły.
A.L.: Czy chciałbyś dodać coś jeszcze na ten temat?
K.Z.: Myślę, że wspomniałem już o wszystkich najważniejszych rzeczach. Zatem, jeżeli chcecie jeździć, wystarczy tylko „skołować” sobie rower i wyjść na dwór. Pamiętajcie jednak o odpowiednich ochraniaczach! Nigdy nie wiadomo, co może się nam przytrafić.
A.L.: Dziękuję Ci za wywiad. Cóż więc nam pozostaje? Czas wyciągnąć rowery i popędzić na najbliższy skatepark! Kto wie, może właśnie to stanie się naszą życiową pasją…?
A. Laskowska
Follow The Cat fot. Paweł Żuchowski
myonas
Follow The Cat to młoda zawadczańska kapela. Została założona w marcu 2009 roku przez perkusistę Piotra Nastała, gitarzystę Tomasza Żuchowskiego oraz basistę Wojciecha Kandefera. Początkowo chłopcy grali muzykę instrumentalną, dopiero po dołączeniu do ekipy gitarzysty i zarazem wokalisty, Pawła Patyniaka zaczęli wplatać w swoją muzykę śpiew. Jakiś czas temu nagrali swoją pierwszą płytę demo z kawałkiem „He is coming”, dlatego postanowiliśmy przeprowadzić wywiad z basistą Follow The Cat. Zapraszamy do lektury!
Marta Michalik: Cześć Wojtek, kiedy wpadliście na pomysł, żeby założyć zespół?
Wojciech Kandefer: Pomysł narodził się sam z siebie, wisiał w powietrzu i wabił nutą przygody...
czyli około trzy lata temu.
M.M.: Skąd nietypowa nazwa zespołu - Follow The Cat? Czyj to był pomysł?
W.K.: Dokładnie nie wiadomo czyj, ale materiały źródłowe wskazują, że idąc ulicą pewnego wieczoru, staraliśmy się wymyślić nazwę, która miałaby to coś. Uznaliśmy, że Follow The Cat zawiera kota i to COŚ.
M.M.: Jak dokładnie można określić rodzaj muzyki, jaką gracie?
W.K.: Można ją nazwać muzyką dla miłośników zwierząt, a także metalem dla astronautów. Jednak wedle powszechnie stosowanego nazewnictwa, jest to rock progresywny z elementami post rocka. Tak nam się przynajmniej wydaje.
M.M.: Co Was zainspirowało?
W.K.: Myślę, że po prostu muzyka sama w sobie jest inspiracją, a także chęć stworzenia czegoś nowego.
M.M.: Dużo czasu poświęcacie na próby?
W.K.: Zależy to od dyspozycyjności każdego z nas w danym momencie, ale możliwie jak najwięcej.
M.M.: Jak słuchacze odbierają Waszą muzykę, jak na nią reagują?
W.K.: Odbierają ją raczej pozytywnie, choć na pewno nie wszyscy, zależy, gdzie wypadnie grać w danym momencie.
M.M.: Kiedy i gdzie będzie Was można usłyszeć w najbliższym czasie?
W.K.: W najbliższym czasie takiej możliwości niestety nie będzie.
M.M.: Dziękuję za wywiad i życzę powodzenia.
M.A.Michalik
fot. fot. Paweł Żuchowski
Zalane liceum
Majowa powódź spowodowała wiele strat w naszej szkole. Zalane zostały piwnice, w skład których wchodzą: kotłownia, pracownia internetowa, siłownia, dolne szafki, studio nagrań, klub '@ctiv@' a oprócz tego również Izba Regionalna. Woda sięgała około 73-74 cm.
Oprócz tego wody gruntowe zalewały także całą ulicę i nie można było się dostać do szkoły.
Przedstawiamy kosztorys strat poniesionych przez szkołę: Straty, spowodowane przez ostatnią powódź, podczas której zostały zalane piwnice naszej szkoły, szacowane są na 132 tys. złotych. Przedstawiamy zestawienie szacowanych kosztów prac remontowych wraz z wyposażeniem oraz materiałami zniszczonymi przez wodę:
- kucie tynków i tynkowanie na powierzchni około 250m2 + materiał - 15tys. zł
- zrywanie i klejenie cokołów na powierzchni około 270mb + materiał - 12 tys. zł
- mycie, gruntowanie i malowanie ścian na powierzchni około 300m2 + materiał - 7.200 zł
- zrywanie i układanie wykładzin podłogowych-PCV na powierzchni około 70m2 + materiał - 6 tys. zł - zrywanie płyt pilśniowych na powierzchni 80m2 + materiał - 1.200 zł
- demontaż i montaż 5-ciu sztuk drzwi podwójnych + materiał - 9.500 zł
- demontaż i montaż 23 sztuk drzwi pojedynczych + materiał - 22 tys. zł
- remont podłogi w Izbie Regionalnej- Pokoju Śląskim - 3.600 zł
- zakup środków dezynfekujących, czyszczących i odkażających - 1000 zł
- szafy (20 sztuk) - 15 tys. zł
- wyposażenie pracowni internetowej - 14.400 zł
- wyposażenie Klubu Młodzieżowego "@ctiv@" - 10.200 zł
- wyposażenie pomieszczeń socjalnych w krzesła i stoły - 2 tys. zł
- wyposażenie siłowni - 7.100 zł
- wyposażenie studia nagrań - 5.300 zł
- książki z biblioteki pozostałe w zalanych szafkach - 500 zł
myonas
Czas zaklęty w zębatkach
Wchodząc do domu pana Józefa Kubilasa, nie słychać dzwonienia i tykania - wyłączając jeden wielki, niemalże dwumetrowy, polski zegar z wahadłem i ciężarkami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to że całe dwie ściany największego z pokojów są zawieszone czasomierzami - i tymi starymi, i tymi młodymi. Nasuwa się pytanie, skąd te niezwykle delikatne i dokładne mechanizmy wzięły się w rękach tego człowieka? Jako osoba, niemająca z zegarmistrzostwem zawodowo nic wspólnego, zdobyła tą imponującą kolekcję, zaliczaną do jednej z największych na Opolszczyźnie? Pytaniem, czy te wszystkie zegary gdzieś kupił i jego pasją jest tylko ich kolekcjonowanie, urażony został do żywego. "Jak to?" - mówi - "Ja i kupowanie zegarów? Ja je naprawiam, daję im nowe życie!". Na potwierdzenie tych słów wyciąga liczne artykuły napisane o nim przez różnych dziennikarzy. Uznawany za złota rączkę w pracy, nie był jednak doceniany przez przełożonych. Choć miał niezaprzeczalny talent, nikt go nie chwalił. Jednak on pomimo wszystko, nie poprzestawał na naprawianiu zwykłych sprzętów. Każdy kolega, mając zepsuty zegar, nie szukał pomocy daleko. Walił do niego jak w dym. Nie istniał zegar, który pan Józef oddałby zepsutym, mówiąc "nie potrafię". "Wszystko, co człowiek zrobił, człowiek może zepsuć i naprawić" - sam mówi ze śmiechem. Na pytanie o początki swojej przygody z zegarami, odpowiada, że od dzieciństwa się w nich lubował. To pan Józef, jako dziesięcioletni chłopiec, przekopał górę siana, by odnaleźć i uruchomić swój pierwszy zegar, wyniesiony do szopy ze stolarni. Tak rozpoczęła się jego kolekcja. Najwięcej z zegarów zdobył po przeprowadzce do Zawadzkiego, w latach siedemdziesiątych. Z czasem rosło zainteresowanie antykami i kolekcja przestała się dynamicznie rozwijać. Ludzie są bardziej zainteresowani naprawą niż sprzedażą. Z bólem serca pan Józef patrzy na piękne mechanizmy, oddawane do naprawy, mając świadomość, że prawdopodobnie już więcej takiego cacka nie zobaczy. Na ścianie wiszą różnorakie zegary. Duże, małe, stare, nowe... Z każdym z nich związana jest jakaś historia. Największą dumą pana Józefa jest jednak średni, niewyróżniający się niczym zegar. Ma on jednak ponad 120 lat, jest również jednym z najrzadszych „okazów”.
"Gdy mówię na giełdzie, że mam Junghansa na ciężarki, wszyscy pukają się w czoło, a on tu wisi u mnie, starzeje się i jest moją dumą. Ma nawet oryginalną wadę fabryczną – wzory wycięte na wahadle nie są symetryczne. Ale i to powiela jego wartość" - opowiada. Na pytanie o najstarszy i o najdroższy dla niego okaz, bez chwili zastanowienia podchodzi do szafy i wyjmuje z niej stary szkielet zegara, w większości wykonany z drewna. Mówi z nieskrywaną dumą: "Ten jest najstarszy. Pamięta pierwszych zawadczan! Tylko nie potrafię znaleźć do niego oryginalnej "twarzy". Chciałem wykonać go w stylu ludowym, ale jak znaleźć jego prawdziwe kształty? Ocaliłem go od zniszczenia. Był napędzany kamieniami, nawet mam oryginalny sznur..." - mówi. "Jednak najbardziej bolą szkody, zrobione przez bezrozumnych właścicieli zegarów. Niszczono korony z niemieckimi orłami przez komunistyczne prześladowania, odrąbywano ozdoby przez modną prostotę jak sam dostawałem skrzynię z zegarem, musiałem szukać oryginalnego wyglądu w katalogach!"- wspomina z goryczą. Przez to pan Józef musiał zabrać się do rzeźbienia. Może się przez to pochwalić licznymi ręcznie wykonanymi zdobieniami czasomierzy. Niejeden okaz zrekonstruował od podstaw, a teraz zdobi on jego dom. Dla wyobraźni nie ma granic. Nawet, gdy życie poprowadzi na szlaki odległe od marzeń, nikt nie zabroni nam realizować tego, co chcemy osiągnąć pan Józef jest tego żywym przykładem. Granice istnieją tylko w nas, tylko te które sobie sami postawimy...
K. Knopik
Dzień Dziecka w Strzeleckiej PSM
Dzień Dziecka- dzień, w którym każdy lubi dostawać prezenty i życzenia, niezależnie od tego, czy jest mały, czy już trochę ‘wyrośniętym’ dzieckiem. A co z tej okazji przygotowała Państwowa Szkoła Muzyczna I-szego stopnia w Strzelcach Opolskich? By uczcić święto dzieci, odbył się piknik. Wzięli w nim udział wszyscy wychowankowie tejże szkoły, jak również dzieci z ich rodzin czy też zaproszeni goście. Impreza, choć pierwotnie miała odbyć się na dworze, była zorganizowana w dużej Sali Koncertowej, ponieważ na zewnątrz zanosiło się na deszcz. Zabawa rozpoczęła się o godzinie szesnastej, choć dzieci zbierały się już wcześniej. Każde z nich musiało się przygotować, powtórzyć rolę… Nauczycielki miały pełne ręce roboty, choć i one wyglądały na zadowolone z takiego przedsięwzięcia. W taki sposób dzieci mogły się pochwalić talentami przed bliskimi. Wchodzących o szesnastej witały krzyki dzieci, biegających po budynku, jak również odgłosy przygotowywania się do koncertu. Przy wejściach stały panie z sekretariatu, które rozdawały batony wszystkim dzieciom – i tym małym, i nieco większym,
i całkiem dorosłym, w myśl zasady, że dzieckiem jest się przez całe życie. Zapraszano też do Sali Koncertowej, na której trwał koncert. Jednak to nie on był w centrum uwagi uczestników. Młodsi o wiele bardziej interesowali się różnymi sportowymi konkursami, starsi – ustawionym na zewnątrz grillem. Obsługiwały go sekretarki szkoły, jak również chętni rodzice. Kiełbaski rozchodziły się jak świeże bułeczki, ponieważ rozdawano je wszystkim chętnym w każdej ilości. Po pokonaniu pierwszego głodu, większość uczestników pikniku wchodziła ponownie na Salę Koncertową, by móc uczestniczyć w różnych konkursach – na przykład, gdy orkiestra przygrywała muzykę ze znanej bajki, dzieci musiały odgadnąć, z której ona pochodzi. W ten sposób orkiestra, na czele z nauczycielem, p. Ruskiem, pokazała, na co ją stać. Zabrzmiały różne znane melodie – takie, jak te z bajki The Flinstons, Czerwona Pantera czy Gliniarz z Beverly Hills. Poza tym wyzwaniem, popis swojej kreatywności dały również nauczycielki. Wymyślały różne sportowe konkursy dla dzieci, a te z przyjemnością brały w nich udział. Zadania były najróżniejsze, na przykład rzucanie piłką do koła, a potem pędzenie po nią na jednej nodze W czasie popisów orkiestry i zabaw w salach nadal trwały zajęcia poszerzające wiedzę uczniów, doskonalące lub pomagające w nauce, choć dzieci, rozochocone zabawami, nieco je utrudniały. Około godziny osiemnastej energia dzieci nieco opadła, ustąpiwszy miejsca zmęczeniu i senności. Rodzice zabierali dzieci, wynoszące z tego pikniku niemalże same pozytywne uczucia. Koniec zabawy nastąpił dopiero około dwudziestej, gdy już wszystkie dzieci wróciły do domów. Impreza udała się znakomicie, o czym świadczyć mogą uśmiechnięte miny wszystkich dzieci.
K. Knopik
Dyktando 2010
„Ojczysty język to coś zupełnie wyjątkowego, coś, o co należy dbać, jak o własne zdrowie.” K. Bochenek
Pod takim właśnie hasłem, dnia 1 czerwca 2010 roku, w PSP w Zawadzkiem, odbyło się V Gminne Dyktando o Tytuł Mistrza Ortografii Gminy Zawadzkie. Jego organizatorami byli państwo Jadwiga i Bogusław Salachna, nauczyciele tamtejszej szkoły. W tym roku wzięły w nim udział 102 osoby, w tym 24 z klas 1-3, 27 z klas 4-6, 16 osób z klas gimnazjalnych, 27 ze szkół ponadgimnazjalnych oraz ośmiu dorosłych. Na konkursie nie zabrakło ważnych osób, pojawili się na nim: p. burmistrz Mariusz Stachowski, który objął patronat nad dyktandem, p. Zbigniew Sworeń- przewodniczący Rady Miejskiej, p. Robert Gwóźdź- dyrektor MOKSiR-u, p. Marek Kaczanowski- kierownik Referatu Oświaty i Wychowania, p. Joanna Spałek- dyrektor Biblioteki Publicznej w Zawadzkiem oraz p. Barbara Młocek- przewodnicząca Rady Rodziców PSP w Zawadzkiem. Autorem dyktand była dr Iwona Konopnicka, pracownik Uniwersytetu Opolskiego.
Jak powiedziała nam p. Salachna, na dyktandzie obowiązuje pewna zasada- najłatwiejsze teksty mają dorośli, najtrudniejsze- licealiści. Wspomniana współorganizatorka mówiła jednak również, że do tekstów trzeba podchodzić bardziej humorystycznie. Zapytana o poziom dyktanda odpowiedziała, że „od pięciu lat są ciągle na tym samych poziomie, lecz z roku na rok troszkę krótsze. Prace sprawdzają komisje, w każdej grupie wiekowej jedna, składająca się z 2-3 osób,
przeważnie nauczycielek języka polskiego lub osób z uprawnieniami egzaminacyjnymi”. W czasie sprawdzania dyktand, na sali gimnastycznej można było zobaczyć występy dzieci z kółka teatralnego, tańce dziewczyn z grupy ''Exodus'' i posłuchać śpiewu szkolnego zespołu ''Nutki''. Nagrodami przewidzianymi na ten rok były książki, koszulki z logo Zawadzkiego, tabliczki, natomiast dla zwycięzcy w kategorii 'dorośli' dodatkiem był również pendrive. O zdanie na temat poziomu dyktanda zapytaliśmy uczestników. Wszyscy odpowiadali zgodnie- były bardzo trudne. I tak Kasia Kusz, uczennica z ZSG w Żędowicach, która po raz trzeci brała udział w dyktandzie, stwierdziła, że dyktando było bardzo trudne i największy problem sprawiły jej słowa „płowowłosa” i „półrealistyczny”, natomiast Mateusz, który również jest uczniem ZSG w Żędowicach, mówi, że poziom dyktanda jest bardzo wysoki w porównaniu z tym, czego uczy się w szkole.
Zwycięzcami zostali:
W kategorii klas IIII- Zuzanna Miksa z PSP w Zawadzkiem
W kategorii klas IVVI- Justyna Maryniak z PSP w Zawadzkiem
W kategorii klas gimnazjalnych- Mirela Wieszołek z PG w Zawadzkiem
W kategorii klas ponadgimnazjalnych- Marta Bury z LO w Zawadzkiem
W kategorii dorosłych- p. Katarzyna Kanoza
Wszystkim zwycięzcom gratulujemy!
M. Bury
M. Klucznik
Letnie premiery w kinach
Zbliżają się wakacje. Każdy z nas będzie miał teraz więcej czasu. Przez te dwa miesiące kino
oferuje nam wiele ciekawych propozycji.
I tak 2 lipca odbędzie się premiera filmu Czwarty stopień. Historia oparta jest na autentycznych wydarzeniach dotyczących nierozwiązanej do tej
pory zagadki tajemniczych zniknięć mieszkańców z małego miasteczka na Alasce, do których dochodziło przez ostatnie 40 lat.
Dla fanów komedii w tym dniu ciekawym może okazać się film Kobieta na Marsie, mężczyzna na Wenus. Opowieść o małżeńskim konflikcie pary, która uważa że współmałżonek ma znacznie „lepiej”. Postanawiają zamienić się na jakiś czas życiowymi rolami. Prawnik pomaga im zamienić się pracą, kontami bankowymi i samochodami. Czy rzeczywiście okaże się, że życie po drugiej stronie małżeńskiego łóżka jest przyjemniejsze?
Dla fanów Shrek’a już 9 lipca premiera kolejnej części Shrek forever.
Shrek jest sławny i wiedzie zwykłe, "cywilizowane" życie pana domu. Jednak jego tęsknota
za życiem zwykłego ogra, przynajmniej przez jeden dzień, skłania go do zawarcia paktu z Rumpelnickim.
Oszukuje on Shreka i przenosi go do alternatywnej rzeczywistości, w której Shrek nigdy się nie urodził. Jego zadaniem jest cofnięcie tej przemiany. Czy mu się uda? Zobaczmy sami.
Dla widzów o mocnych nerwach 16 lipca polecamy horror Koszmar z ulicy wiązów.
Jest to odtworzenie kultowego horroru z lat 80-tych. Nancy miewa koszmary, w których
pojawia się przerażająca istota, nosząca
rękawiczki z nożami zamiast palców. Wkrótce
odkrywa, że jej przyjaciele mają podobne sny...
23 lipca zapraszamy do kin fanów komedii romantycznych na film Pewnego razu w Rzymie.
Agentka nieruchomości z Nowego Jorku nie za bardzo radzi sobie z miłością.
Dziewczyna wybiera się do Rzymu, gdzie jej młodsza siostra chce zawrzeć spontaniczne
małżeństwo. Tutaj zabiera kilka monet ze słynnej fontanny miłości, a po powrocie do domu okazuje się, że nie za bardzo potrafi poradzić sobie z nieoczekiwanym nadmiarem konkurentów czekających u jej drzwi.
Sierpień zapowiada się równie ciekawie jak lipiec.
Już 6 sierpnia na ekrany wchodzi niezwykły dramat historyczny Ja Don Giovanni.
Próbując zaszkodzić karierze Mozarta, Salieri przekonuje cesarza Józefa II by ten zatrudnił
nieznanego libertyna jako autora libretta do „Wesela Figara”. Stanie się jednak inaczej.
Namiętny charakter da Ponte, który znów zakochał się do szaleństwa i jego sentymentalne
spacery po Wiedniu posłużą mu także za inspirację do napisania genialnego libretta do jednego z najpiękniejszych i najmocniejszych dzieł Mozarta – „Don Giovanniego”.
Tego samego dnia w kinach pojawi się Step Up 3D.
Luke jest tancerzem ulicznym. Jego dom to stary magazyn w Nowym Jorku. Miejsce to jest
rajem dla młodych ludzi z całego świata, którzy kochają taniec i muzykę. Jedyną rodziną
Luke’a są członkowie grupy House of Pirates, z którymi codziennie ćwiczy, aby pokonać
swoich odwiecznych rywali z konkurującej ekipy House of Samurai. Nieubłaganie zbliża się
wielki dzień międzynarodowych mistrzostw w tańcu...
13 sierpnia będzie miała miejsce premiera Heartbreaker. Licencja na uwodzenie.
Kobiety w związkach można podzielić na trzy kategorie: szczęśliwe, świadomie nieszczęśliwe oraz te które za nic nie przyznają, że są nieszczęśliwe. Przystojny uwodziciel Alex zajmuje się zawodowo ostatnią z nich. Świadczy płatne usługi polegające na rozbijaniu nieudanych par.
Zapraszamy do kin : ))
myonas
Czas na młodych artystów
CZAS NA MŁODYCH ARTYSTÓW!
Któż z nas nie rysował czegokolwiek na marginesach w zeszycie albo na jego ostatniej stronie? A co by było, gdyby tak z tych „bazgrołów” powstało prawdziwe dzieło sztuki….?
„Odkąd tylko pamiętam zawsze coś rysowałem” – to zdanie bardzo często wypowiadają artyści, którzy zawodowo zajmują się sztuką plastyczną. Jednak wielu z nich swoje powołanie odkryło dużo później.
-Początek mojej przygody z rysowaniem miał miejsce jakieś trzy lata temu.”– mówi uczennica naszego liceum i laureatka powiatowego konkursu plastycznego, Daria Laskowska. -Surfowałam w Internecie i tam znalazłam pracę pewnej dziewczyny, która mnie zainspirowała. Dzięki temu znalazłam mój własny styl.
Otóż to. Aby powstało dzieło, potrzeba kilku bardzo ważnych czynników.
Po pierwsze- zdolności. Artysta musi umieć rysować, bo bez tego, niestety, nie zajdzie daleko w karierze plastyka. Czy jednak ten, kto nie ma talentu, nie powinien próbować swoich sił w tej dziedzinie?
-Każdy, kto che, powinien próbować.– twierdzi Martyna Adamiec, uczennica LO i zdobywczyni drugiego miejsca w ww. konkursie plastycznym. – Jeśli będziemy ćwiczyć, to oczywiście z czasem, będziemy tworzyć coraz to lepsze obrazy. Liczą się przede wszystkim dobre chęci i pomysł.
Drugim bardzo ważnym czynnikiem jest wyobraźnia, ponieważ to ona jest kluczem do tworzenia własnego,
indywidualnego i niepowtarzalnego stylu. Według Darii to właśnie „dzięki niej możemy przekazywać własne emocje, uczucia i wyobrażenie świata”.
Następnym czynnikiem do stworzenia dzieła jest natchnienie. Któż z nas potrafi pracować i tworzyć, kiedy nie ma weny twórczej? Bardzo niewielu.
Innymi elementami składającymi się na powstanie dzieła są wytrwałość, staranność, cierpliwość, dużo wolnego czasu oraz skupienie.
-Dzięki temu możemy doprowadzić naszą pracę do perfekcji.– dodaje początkująca artystka z ZSO w Strzelcach Opolskich, Daria Czempiel aka Darya.
Każde dzieło powinno zawierać jakiś przekaz kierowany przez twórcę do swoich odbiorców.
Jaki powinien on być? To już zależy całkowicie od koncepcji i humoru autora.
-Ja za pomocą moich obrazków chciałabym uszczęśliwiać ludzi. Wiem, że to bardzo idealistyczne podejście, ale taki właśnie jest mój cel. – stwierdziła Darya.
Wielu artystów ma podobne podejście. Dzięki swoim dziełom chcą wywoływać u odbiorców różnorakie emocje, od rozbawienia po wzruszenie. Pragną także, aby ten, kto ogląda ich prace, zastanowił się głębiej nad ich sensem.
Ciąg dalszy w kolejnym numerze.
A. Laskowska
Nasi uczniowie w Bolonii
Dominik Kowalski, Marta Anna Michalik, Paweł Sławski oraz p. dr Arkadiusz
Baron mieli okazję reprezentować Polskę w Bolonii na historycznym seminarium
dotyczącym totalitaryzmu. 22 maja uczniowie naszej szkoły wylecieli z warszawskiego
lotniska Okęcie do Włoszech. Zwiedzili Bolonię, m.in. Uniwersytet Boloński, który jest
najstarszą uczelnią na świecie. Poniedziałek poświęcili na podziwianie pięknej Florencji.
Wieczorem mieli okazję poznać p. Zbigniewa Bujaka, znanego działacza politycznego,
współzałożyciela „Solidarności” oraz wiele innych interesujących osób, z którymi zjedli
uroczystą kolację. Dzień później nasi reprezentanci wygłosili przed studentami oraz profesorami uniwersytetu referaty dotyczące ich prac historycznych. Włosi byli zachwyceni wystąpieniem uczniów naszego liceum. Już dzień później nasi koledzy wraz z nauczycielem wrócili do Polski z nowymi doświadczeniami.
Życzymy im kolejnych sukcesów!
myonas