Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Muariolanza
Debiutancka płyta „Muarioland” ukazała się w 2006 r. Kolejna, „Po drugiej stronie Przemszy”, w 2008 r.  Na lato 2009 r. Muariolanza zapowiada trzeci album „Wszystko będzie inaczej”.


Muariolanza to pierwszy w Polsce przedstawiciel muzyki ambient-jazz, łączącej ambientowe przestrzenie z jazzową improwizacją. W ich muzyce znaleźć też można elementy rocka, reggae, funku i dużo transowego brzmienia. Założycielem zespołu jest Mariusz Orzełowski, absolwent Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach. Zespół wyznaje zasadę klasyka awangardy XX wieku, Johna Cage'a: „Cisza nie istnieje - wszystko to muzyka”, dlatego przy tworzeniu muzyki wykorzystuje nie tylko instrumenty, ale też dźwięki otoczenia. Zespół wydał dwie płyty, które miały znakomity odbiór i recenzje, m.in. w Jazz Forum, Machinie, Gazecie Wyborczej, Dzienniku, Ultramarynie, na muzycznych portalach internetowych (m.in. diapazon.pl), a także na wielu prywatnych blogach (wszystkie recenzje na www.muariolanza.pl ). Muzykę z pierwszej płyty „Muarioland” (2006 r.) wykorzystano w spektaklu Teatru Telewizji „Bezład” Witolda Adamka (z udziałem m.in. Macieja Stuhra, Krzysztofa Stroińskiego, Anny Dereszowskiej, Doroty Pomykały i Kamili Baar). W 2008 r. ukazała się druga płyta ambientjazzowej Muariolanzy: „Po drugiej stronie Przemszy” - zespół nagrał ją w jeden dzień, podczas pięciogodzinnej sesji. Album w recenzjach nazwany m.in. „prawdziwą rewelacją na palecie tegorocznej fonografii” (Piotr Iwicki, Gazeta Wyborcza) uczynił Muariolanzę „najoryginalniejszym młodym projektem jazzowym w tym kraju” (Artur Rojek, Dziennik). Na lato 2009 r. Muariolanza zapowiada nowy album „Wszystko będzie inaczej”. Skład: Mariusz Orzełowski (gitara), Marcin Babko (głos, pogłos), Dominik Mietła (trąbka), Sylwester Walczak (bas), Pierre (perkusja), Zyla (wizualizacje). W przeszłości muzycy współpracowali m.in. z legendą space-rocka, brytyjską grupą Hawkwind, ze Zbigniewem Namysłowskim, Edytą Jungowską, Hansem Peterem Salentinem (Niemcy), projektem Robstar (Wielka Brytania) i grupą Pogodno. ROZMOWA



Zacznijmy standardem: kiedy zaczales grac na gitarze? Mariusz Orzelowski, lider grupy Muariolanza: Miesiac przed pietnastymi urodzinami, miesiac przed skonczeniem podstawowki. Na gitarze grala Agnieszka, moja starsza siostra. To bylo takie granie ogniskowe. Podobalo mi sie, nawet probowalem kiedys nauczyc sie „Oblawy" Kaczmarskiego. Imponowal mi nauczyciel plastyki: na lekcjach kazal nam rysowac, a sam w tym czasie gral sobie na gitarze. Pierwszy utwor udalo mi sie zagrac dopiero w czerwcu 1991 – to byla „Diana". Na Borze, naszym osiedlu, najlepszy na gitarze byl Beton. Gral juz kilka lat, ja zaczalem go scigac. Przegonilem go po roku. Razem z Trollem, wtedy moim najlepszym kumplem, chodzilismy wszedzie z gitarami, nie moglismy sie z nimi rozstac. Moja pierwsza gitara to decha Aster. Pamietam, jak kiedys upadla mi pod sklepem – bylem zalamany. Juz w technikum poznalem kilku gosci, ktorzy grali w  zespolach bluesowych. Hendrix, Stevie Ray Vaughan, Satriani i jeszcze kilku gosci zauroczylo mnie swoim podejsciem do grania. W drugiej klasie dostalem sie do szkoly muzycznej „Nice Noice" (dzis w niej ucze). Po jakichs dwoch latach grania rzucilem boks.  Boks?  Bylem w kadrze Polski juniorow, mialem zostac seniorem. Juz jako junior walczylem z seniorami (trener wpisal mi w ksiazeczce, ze jestem rok starszy). Boksowalem osiem lat. Bylem w czolowce krajowej, kilkukrotne mistrzostwo Slaska, udzial w ogolnopolskich finalach. Bylem silny i dobry technicznie. Bardzo duzo cwiczylem – tak jak potem na gitarze. Dla boksu rzucilem wszystko, m.in. papierosy, ktore palilem od dziesiatego roku zycia. W boksie podobalo mi sie to  ze moge liczyc tylko na siebie. Ze nie przegram tylko dlatego, ze ktos w mojej druzynie jest slaby. W 1991 zdobylem srebrny medal w Mistrzostwach Polski Juniorow Mlodszych – choc nie wydaje mi sie, zeby przegral z gosciem, ktory



dostal zloto. Przestalem, bo zdawalo mi sie, ze tam wszyscy klamia. Ze walki sa ustawiane. Kilka razy ogloszono, ze przegralem, choc tak naprawde wygralem (na punkty). Czesto walki w boksie sa ustawiane. Jak nie zrobisz komus KO  to latwo mozna oszukac. Znam bokserow, ktorzy zyja z tego, ze przegrywaja walki. Przegra raz w miesiacu, dostanie kilka tysiecy i juz. Do tej pory lubie boks. Zawsze chcialem byc taki jak Mike Tyson. Ale w boksie im starszy, tym bede gorszy. W muzyce mozna odwrotnie. Na gitarze mozna sie wyzyc, a nie ma z tego zadnych siniakow. Miles Davis byl muzykiem, ktory uczyl sie boksu. Ja jestem bokserem, ktory zaczal uczyc sie muzyki.  Od razu wiedziales, ze chcesz grac jazz?  Jak uslyszalem pierwszy standard - to byla „Satin Doll". Ale najpierw nauczylem sie grac „Blue Bossa". Moje pierwsze zespoly byly malo jazzowe. Krotko gralem w Frontside – dzis sa gwiazda muzyki metalcore. Wtedy grali hard core, ktory bardzo lubilem; bylem nawet na koncercie Biohazard i Dog Eat Dog w Pradze. Lubilem tez funky w stylu Red Hot Chilli Peppers czy Infectious Grooves. Funkowo grala grupa Growing Tips, do ktorej trafilem na poczatku 1995 roku. Grali tam chlopcy z mojego technikum: Herbata, Kajca i Drezyna. Bylo fajnie, ale poklocilismy sie o wokaliste. Ja chcialem, zeby spiewal z nami Marcin Babko.  Razem zalozyliscie grupe Mlajli, ktorej piosenki slychac na Twojej solowej plycie…  Kiedys podszedlem do Marcina w autobusie. Juz wczesniej widzialem go w Polsce na jakichs festiwalach: dlugie wlosy, broda, pacyfa. Dopiero niedawno przeprowadzil sie do Sosnowca. Okazalo sie, ze obaj mieszkamy na Borze. Spytalem, czy przypadkiem nie gra w jakims zespole. Powiedzial, ze wczesniej,



u siebie, spiewal bluesa i reggae i ma jakies kasety. Z dnia na dzien zostalismy kumplami, bardzo szybko zaczelismy grac. Marcin przyszedl na probe Growing Tips. Po paru dniach ze starego skladu zostal tylko perkusista, Drezyna. Gdy i on odszedl, zmienilismy nazwe. Na Mlajli – to slowo przyszlo mi do glowy na probie. Czesto zmienial sie sklad. W zasadzie tylko sekcja rytmiczna, bo Marcin i jak gralismy razem caly czas. Byl moment, kiedy gralismy na dwie gitary. Ale Robert Stachon, gitarzysta Garden Of Hope, wedlug mnie najlepszej kapeli, jaka kiedykolwiek grala w Myslowicach, powiedzial mi  jak bedzie jedna gitara w zespole, to bedziesz musial bardziej sie starac.  Wiec musiales sie starac…  Zeby na jednej gitarze grac tak, jakby bylo dwoch gitarzystow. Ograniczylismy sklad do minimum: perkusja, bas, gitara i wokal. Walczylismy, ale ciagle cos bylo nie tak. Byli muzycy, co mieli dobre poczucie time'u, ale niefajne poczucie alkoholu. Sekcja zmieniala sie caly czas. Bylismy mlodzi, kazdy mial jakies braki, uczyl sie. Gdybysmy wtedy mieli z Marcinem takich muzykow, z jakimi gramy teraz, to ten zespol wiele by osiagnal. Byly sukcesy: w 1998 Mazzoll zaprosil nas do Gdanska na final festiwalu Yassno. Ale nie wygralismy. Mysle, ze ludzie sie nas bali. I nadal sie nas boja. Nie rozumieja tej muzyki. Dlatego zawsze nas wyrozniali: drugie czy trzecie miejsce, ale prawie nigdy pierwsze. Kiedys bylismy drudzy w konkursie, ktory wygrala para taneczna - a to byl konkurs radiowy! Walczylismy, gralismy, ale mielismy coraz mniej sily. Nasza muzyka byla trudna. Brzmiala dobrze tylko, gdy byla dobrze zagrana. Dziwne rytmy, utwory na 7, mijajace sie glosy, psychodeliczne efekty. Wtedy ta muzyka byla bardzo przodu. Polimetria, polirytmia, numery w ktorym kazdy instrument gra inaczej. I teksty Marcina, z tytulami w stylu „ Pozytyw ujemny" czy „Momentalnie nieobecny". Mielismy ideologie. Nikt wczesniej nie gral tak jak my  wiec wymyslalismy wlasne style: kielbasjazz, muzyka Na5, trudnomusic. Ale w koncu zrezygnowalismy. Stwierdzilem, ze pociagniemy to dalej, jak znajdziemy odpowiednich muzykow. Teraz wizja sie zmienila. Wracamy do starych numerow, ale gramy je inaczej. Jest wiecej przestrzeni, wiecej improwizacji. Formy nie sa juz stale, bazuja na intuicji. Nie widze juz sensu w graniu na pamiec. A czlowiek po koncercie wreszcie wraca zadowolony. Na mojej solowej plycie jako bonus sa dwa utwory Mlajli – maja po 10 lat, ale nagralismy je na nowo. To dobre piosenki, dlatego do nich wracamy. Mam nadzieje, ze ludzie do tego dojrzeli.  Przez caly czas uczyles sie muzyki…  W szkole Nice Noise skonczylem w 1997 r. Poszedlem na Pedagogike Artystyczna na Uniwersytecie Slaskim w Cieszynie. Zdawalem tam tylko dlatego, zeby uczyc sie gry na gitarze u Karola Ferfeckiego. A tam zapisali mnie na akordeon, a potem na gitare klasyczna. W koncu udalo mi sie do niego przepisac - gdyby nie to  zrezygnowalbym z tej szkoly. Mieszkalem w Cieszynie i od rana do wieczora gralem na gitarze. W ogole nie uczylem sie innych przedmiotow, bo to co pokazywal mi Ferfecki bylo tak zaawansowane, ze wszystko inne to przy tym byla latwizna. Ferfecki pokazal mi techniki, jak kto gra. Uczyl mnie tez myslenia o muzyce, ale wtedy bylem na to jeszcze za glupi. Dobrze gralem, ale tylko w jednej tonacji. A Ferfecki nauczyl mnie myslec na jazzowo i pokazal mi najpiekniejsze dzwieki w muzyce. Te piec lat w Cieszynie bardzo mi pomoglo. Skonczylem Cieszyn i dostalem sie na Jazz. Mam taka nature, ze nie lubie sie poddawac. Wiem, jakie mam cele.



Jakie?  Chce robic nowa muzyke. Wymyslac rzeczy, jakich wczesniej nie bylo. Tak jak robil John Cage: powiedzial, ze jezeli trzeba walic glowa w mur, zeby go przebic, to on cale zycie bedzie walil glowa w mur. Po co powielac? Nasza muzyka ma wyznaczac tory, ksztaltowac przyszle pokolenia. To trudne. Ale czasem sie udaje. W Polsce bardzo swieze rzeczy robi Slawek Jaskulke. Fajnie, ze nasze plyty wydaje ta sama firma. Ludzie boja sie odjezdzac, wydaje im sie, ze muzyka musi byc od A do B. Tylko dlaczego rownoczesnie zachwycaja sie Hendriksem? Kiedy muzycy sie nie bali, teraz sa ostrozni. Unika sie przypadkowosci, a czasem przez przypadek wychodza fajne piosenki. Trzeba lamac stereotypy, zyc bez blokad. Moje motto wymyslil kiedys Slawek Sowa: „No i oto chodzi, by szokowac ludzi. Chce muzyki mej ciosem prac w morde jak Bruce Lee". Muzyke gram dla siebie, nie dla kogos innego. Tak jak robil Eno, Cage, Davis czy Coltrane. Ja nie gram jak w telewizji. Zreszta nie ogladam teledyskow, nie slucham radia. Tam i tak wszystkie piosenki sa do siebie podobne. Dobrze, jesli moja muzyka komus sie spodoba. Tyle, ze czasem trzeba troche poczekac.  Kiedy postanowiles nagrac solowa plyte?  Nagrywalem piosenki, nie myslalem o plycie. Byl moment, ze przestalem wierzyc, ze w ogole kiedys uda mi sie wydac cos swojego. Poswiecilem sie nauce muzyki i robieniu muzyki. Niewazne jakie sie robi piosenki. Wazne, zeby zrobic przynajmniej jedna dziennie. W miesiacu jedna dobra na pewno sie uzbiera. Najstarszy utwor na tej plycie to „Czy ty lubisz konia stereo?" - ma 11 lat, zrobilem go jeszcze z Drezyna. „Nie dla psa kielbasa" wymyslilem w Cieszynie. Bylo tam kilku kolegow, z ktorymi nawzajem sie uczylismy. Tam nie bylo zawisci, byl klimat przyjazni i inspiracji. Plastycy i muzycy: jedni nakrecali drugich. A w szkole w Katowicach prawie wszyscy sie scigaja. Ja nie lubie cwaniactwa. Mnie zalezy na muzyce, wielu innym glownie na kasie. Ja moge podzielic sie gaza z kolega, o ktorym wiem, ze gra dobrze i ze jego obecnosc pomoze koncertowi. Co z tego, ze doszedl w ostatniej chwili i nie bylo go na liscie plac?| Jak juz zrobilem jakis kawalek, to zapraszalem kolegow do domu, albo zabieralem minidisc do szkoly i tam ich nagrywalem. Wiekszosc gosci na mojej plycie to ludzie z Instytutu, bo z nimi duzo teraz przebywam. To otwarci, dobrzy ludzie i muzycy. Wszystko zrobione jest domowa robota. Trabki nagrywalismy na sluchawki zamiast mikrofonu. Ta plyta brzmi inaczej niz wiekszosc studyjnych produkcji, jest rozna dynamika. Sa tu numery grozne, psychodeliczne, ale tez rozmiekczacze, rozweselacze. Jacek Peszko, ktory puszcza moja muzyke w londynskim radiu HeyNow, powiedzial, ze dla niego ta muzyka to poukladany chaos.  Na plycie mocno slychac Twoja fascynacje muzyka ambient...  Ambient to moj konik. Pierwszy raz uslyszalem te muzyke kolo roku 1992. Marek Pawlas puscil mi kilka plyt i od razu w to polecialem. Do dzis te plyty to moja klasyka: „Hybrid" i "Aquarium" Michaela Brooka, „Pearl" Briana Eno, "My life In the Bush of Ghosts" Briana Eno i Davida Byrne'a, "Power Spot" i „Possible Music" Jona Hassella. To kanon ambientu, prawdziwe perly. Najlepsze



jest to  ze wszyscy ci muzycy grali nawzajem na swoich plytach, wynajdywal ich i poznawal ze soba Brian Eno. Zreszta Eno jest moim mistrzem – tytul mojej plyty jest nawiazaniem do jego muzyki. W tym czasie spodobaly mi sie tez plyty King Crimson z Adrianem Bellew. Ta muzyka miala na mnie wielki wplyw. Na moj plycie slychac wplywy Brooka, Hassella i Briana Eno, ale jest tez Alec Empire, John Zorn i Santana.  Czym jest dla Ciebie ambient?  To kosmos, przestrzen w muzyce, powietrze, nirwana. Napisalem prace magisterska „Ambient i jego miejsce w muzyce awangardowej". Wiedzialem, ze wczesniej nikt w Polsce o tym nie pisal. John Cage dowiodl, ze cisza nie istnieje. Zamknal sie w dzwiekoszczelnym pomieszczeniu, ale i tak slyszal bicie swojego serca. To bylo jak przelom kopernikowski. Nie ma ciszy. Wszystko jest ambientem. Czasem, jak nie chce mi sie puszczac zadnej plyty, to slucham z balkonu pociagow i samochodow na autostradzie. To trans, ktory mnie wciaga. Dawno temu nagrywalem tez pralke Franie. Kojarzy mi sie z dziecinstwem, uspokaja mnie. Na maxa transowy, nibyindustrial: maszyna caly czas sie kreci, a w srodku pluszcze woda. W ogole kreca mnie wodne ambienty. Lubie sluchac, jak woda kapie do wanny. Robilem juz probki nagrywania pod woda, rejestrowalem tez nocne odglosy osiedla, deszcz, glosy z telewizora. Pojechalem do Amsterdamu, zeby nagrac dzwieki tego miasta. Nagrywam rozmowy ludzi, np. na imprezach. Kazdy mowi cos innego, powstaje z tego piekny szum. Ale tylko wtedy, jak o tym nie wiedza. Bo jak sie zorientuja, to zaczynaja udawac. I efekt nie jest juz dobry. rozmawial Piotr Gibas (2006) Pierwszy numer kończy się tu.



na cały świat muariolanza tak tak tak ta muzyka gra w restauracji na końcu wszechświata ta muzyka gra w kofiszopie universe tam się spotkamy kiedyś tam się spotkamy ale na razie tutaj gramy wrzuć monetę do szafy grającej peelen euro dolara ubika tutaj gra muariolanza muariolanza gra pojawiła się nie znika muariolanza jest tu i teraz to jest ten czas to jest ta pora to nie jest pora na telesfora to nie jest pora na pory w śmietanie kochanie śniadanie ciągłe rymowanie na prawie każdy temat mam zdanie ale nie o tym teraz mówimy teraz tutaj gramy we wszystkich głośnikach z każdego nośnika ta muzyka ma bzika ten rytm możesz pstrykać możesz go grać muariolanza i muarioland ajri młajli inadiferentstajli weź to ogarnij pięć koni z jednej stajni nie ma tu karino pozdrawiamy brian eno