Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Od redakcji Spis treści
Witamy po wakacjach!
Piękne, letnie miesiące (brzmi to trochę ironicznie, biorąc pod uwagę lipcową i sierpniową pogodę, prawda?) odchodzą już niestety w niepamięć. Ale przecież wrzesień też może być udany! Oto pierwsze wydanie naszej gazetki w tym roku szkolnym. Wypoczęci, (albo i nie) jesteśmy gotowi by znowu informować Was o tym, co w trawie piszczy. A w tym numerze, jak co miesiąc: artykuły, wywiady, realcje. Chciałbym zaznaczyć, że w tworzeniu tego numeru brały udział uczniowie z klas pierwszych. Debiut udany, liczę na dalszą owocną współpracę:)
Adrian Tracz, redaktor naczelny * Na dobry początek - Humor............................3
*Plener Malarski...........4
* Adrenalina 2011 w Błoniu.............................8
* Solar/Białas - Z OSTATNIEJ ŁAWKI........9
* Heineken Open'er Festiwal 2011.......................10
* Przystanek WOODSTOCK.................11
* Wywiad: Michał Sobkowski............................12
* Meduzowy szał.................17
* Akwrium w Gdyni..........18
* Szanty.................................21 * Centrum Kopernika......23
* Cimitirul vesel..................24
* Warsztaty Filmowe........27
* Łodzie na wodzie.............28
* Bądź aktywny...................31
* Ecco Walkathon..............32
* Suwlaskie zauroczenie...34
* Rajd integracyjny klas pierwszych............................36
* Prawo jazdy......................38
* Tunezja od kuchni..........40
* Niespodzianka od Ministra Educkacjii...........42
* Centrum Aktywizacji zawodowej............................43
* Walacje na wsi.................44
Na dobry początek
Ja i moja dziewczyna, będąc na Grenlandii, wybraliśmy się na spacer po zamarzniętym jeziorze. W trakcie spaceru zapytała: „Myślisz, że ta kobieta z recepcji jest ładna?”. Odpowiedziałem: „Stąpasz po cienkim lodzie, Kochanie”. „Ooo, czyżby to cię w jakiś sposób zdenerwowało?”
Po chwili wpadła do jeziora i utonęła. Co za zabawne nieporozumienie. Dyrektor szkoły przechodzi korytarzem obok klasy, z której słychać straszny wrzask. Wpada, łapie za rękaw najgłośniej wrzeszczącego, wyciąga go na korytarz i stawia w kącie. Po chwili z klasy wychodzi kolejnych trzech młodzianów, którzy pytają:
- Czy możemy już iść do domu?
- A z jakiej racji?
- No... przecież skoro nasz nowy pan od matematyki stoi w kącie, to chyba lekcji nie będzie, prawda?
Matka pyta syna:
- Co przerabialiście dziś na chemii?
- Materiały wybuchowe.
- Nauczycielka zadała coś do domu?
- Nie zdążyła... Student wraca z wakacji i mówi do kolegi:
- Szkoda że tego nie widziałeś. Jechałem na słoniu, a obok mnie dwa lwy...
- I co dalej? Co dalej?
- Musiałem zejść z karuzeli... Jadą samochodem informatyk, mechanik
i chemik. Nagle staje im auto i mechanik powiada:
Coś z silnikiem!
Chemik na to:
Paliwo jest złej jakości
Informatyk:
Wsiądźmy i wysiądźmy może to coś da...
Konrad Słowik
PLENER MALARSKI
Ostatni dzień września i pierwszy dzień października nasi uzdolnieni artystycznie uczniowie spędzili na II Plenerze malarskim pt.
"Błonie, miejsce, które mijasz". Impreza została zorganizowana przez
Centrum Kultury. Tematem pleneru była przestrzeń miejska Błonia.
Uczestnicy wybierali fragment tej przestrzeni i utrwalali na kartonie,
wybraną przez siebie techniką. Okoliczności złotej polskiej jesieni
bardzo sprzyjały malowaniu błońskich krajobrazów. Cieszę się, że mogłam tam być wraz z Januszem, Natalką, Olą, Iwoną, Klaudią i jej
Kubusiem, Iloną, Karoliną, Pauliną i Majką.
Kochani, dziękuję, że wspaniale reprezentujecie Wańkowicza, poświęcacie czas szkole, a przede wszystkim realizujecie swoje pasje.
Katarzyna Wójcik
ADRENALINA 2011 w Błoniu
4 września na terenie błońskiego Skate Parku już po raz trzeci odbyły się zawody SKATE CONTEST, realizowane w ramach imprezy ADRENALINA 2011. Zawody zostały podzielone na trzy konkurencje: SKATE (konkurencja na zasadzie eliminacji; gdy przeciwnik nie powtórzy zadanego przez ciebie triku dostaje literkę, gdy ułoży cały wyraz SKATE odpada), JAM SESSION (zawodnicy startują czwórkami i na pełne pokazanie swoich przejazdów mają dziesięć minut) oraz BIGGEST OLLIE (konkurencja w której chodzi o najwyższy skok wykonany na deskorolce). Już o godzinie 10:00 rozpoczęły się zapisy zawodników do poszczególnych konkurencji tak, by już godzinę później pierwsi zawodnicy mogli wejść na rampę.
Po długich zmaganiach (także z szalejącym wiatrem) wyłoniony został zwycięzca - Dawid Kruk (reprezentant Grodziska Mazowieckiego, który w tym dniu zdeklasował rywali w każdej konkurencji i zdobył wszystkie najwyższe wyróżnienia). Nagrody zostały wręczone zawodnikom o godzinie 19:00 w amfiteatrze znajdującym się przy błońskim Centrum Kultury.
Z powodów zdrowotnych zabrakło niestety zawodników, którzy reprezentowaliby nasze Błonie.
Gabriel Skabara
1 września.. dzień dla uczniów znienawidzony. Warszawsko/teresiński duet hiphopowy Solar/Białas postanowił w tym roku nam, uczniom wyjątkowo go umilić i tego dnia postanowili, że odbędzie się premiera ich pierwszej legalnej płyty. Panowie wypromowali się w podziemiu, zdaniem zdecydowanej większości zasłużyli sobie na miano „najlepszego polskiego hiphopowego duetu podziemnego”. Mają za sobą długą drogę, to właśnie w podziemiu, wydali dziesiątki płyt/mixtape’ów co za tym setki numerów, które zostały przesłuchane miliony razy. Tak, naprawdę panowie dali nam świetny materiał, na który składa się, m.in.: wspaniałe produkcje beatów, które brzmią w naszych słuchawkach, dzięki: Kazaamowi, MMX’owi, Zbylowi, Szpalkovsky, JH oraz producentowi o nazwie Krycha. Na podziw, zasługują również szaleństwa: Pejota (beatbox), DJ’a Hałasa i Ace, którzy dzieki swoim popisom za konsolami na dobre przenieśli nas w świat polskiego rapu. Od Solara i Białasa spodziewałem, się płyty monotematycznej, lecz otrzymałem płytę bardzo urozmaiconą, co mnie cieszy. To nie przypadek, że płyta została puszczona w obieg akurat 1 września.. w tym materiale znajdziemy piosenkę „Z ostatniej ławki”, w której znajdziemy przemyślenia na temat ich czasów podczas nauki. Płyta, zdecydowanie do sprawdzenia, kupujcie polskie rap płyty!
Kuba Załuski
Wakacje to czas wielkich koncertów na które czeka się praktycznie cały rok. Tym razem najhuczniej obchodzony był Heineken Open’er Festiwal. To najważniejsze wydarzenie muzyczne roku odbyło się w dniach 30 czerwca – 3 lipca na lotnisku Gdynia – Kosakowo. Nie zawiódł żaden z ok. 80 zespołów. Coldplay, który wciąż powtarza swe płytowe nagrania, zaprezentował się naprawdę świetnie i zagrał swoje największe przeboje. Pulp, który po reaktywacji jest w doskonałej formie nie dał się złamać pogodzie i dał żywiołowy koncert w strugach deszczu. Wreszcie Prince, mały człowiek, który porwał tłumy, zgromadził największą publiczność i zagrał niesłychanie porywający koncert.
Wybrano także Złotą Dziesiątkę Open’era. Na pierwszym miejscu uplasowała się Baaba Kulka.
Choć pogoda nie dopisała, wszyscy świetnie się bawili!
Następny Open’er już za rok. Nie możemy się doczekać!
Gosia Augustyniak
Na początku sierpnia (w dniach 4-6.08.2011) odbył się siedemnasty Przystanek Woodstock, gdzie przez trzy dni na dwóch scenach zagrało ponad pięćdziesiąt znanych zespołów. W tym roku padł rekord, ponieważ do Kostrzyna przyjechało około 700 tys. ludzi z całej Polski! Prawdopodobnie powodem dla którego młodzież tak licznie przyjechała do niewielkiej miejscowości nad Odrą był występ prawdziwej gwiazdy - zespołu The Prodigy. Na Woodstocku zagrali także m.in.: Heaven Shall Burn, Chwila Nieuwagi, Podoba Mi Się, Mikromusic, Circle of Bards, Piotr Bukartyk, Apteka, Jahcoustix, Helloween Projekt Republika, Dog Eat Dog, Dikanda, Gentleman & The Evolution, Łąki Łan, Bethel, Balkan Sevdah, Łydka Grubasa.
Podczas Woodstock’owej imprezy w ramach Akademii Sztuk Przepięknych można było również spotkać się z kilkoma interesującymi osobami np. z premierem Markiem Belką, muzykiem rockowym Tomaszem „Titusem” Pukackim, dziennikarzem Bartoszem Węglarczykiem, prezenterem radiowym Wojciechem Mannem, czy aktorami Janem Nowickim i Andrzejem Grabowskim.
Nad bezpieczeństwem uczestników podczas trwania Przystanku Woodstock czuwało ponad tysiąc funkcjonariuszy. Według nich impreza minęła bezpieczniej niż w ubiegłym roku. Zabawa jak zwykle była udana!
Zuzia Kamińska
Michał Sobkowski
Jak w każdym numerze Mechior The Times zajmowałam się wydarzeniami muzycznymi, ten artykuł będzie wyjątkowy, a to za sprawą osoby z którą przeprowadzę rozmowę.
Dwa lata temu, a dokładnie w lipcu 2009 roku w grze, która istniała na stronie eska.pl (Fanta City) poznałam wiele wspaniałych osób z którymi do tej pory mam kontakt między innymi z DJem Radia Eska Michałem Sobkowskim. A tak naprawdę poznaliśmy się na Eska Music Awards w kwietniu 2010 roku można powiedzieć, że to dzięki Niemu zaczerpnęłam inspiracje radiowe i wybrałam LO o profilu dziennikarskim…
Laura : Jak zaczęła się Twoja przygoda z radiem?
Michał : Od… nagrywania tak zwanych autorskich audycji na kasety magnetofonowe w wieku lat ośmiu - dziewięciu? <śmiech> To było jedno z wielu dziecięcych marzeń, ale nigdy nie sądziłem, że właśnie TO marzenie może się spełnić.. Nie myślałem, że moje zawodowe, i nie tylko zawodowe, życie pójdzie właśnie w tę stronę. W podstawówce i liceum słuchałem lokalnych stacji w Toruniu, z którego pochodzę. Słuchałem i… walczyłem o nagrody. Tak na marginesie, kiedyś to nie były iPhony czy netbooki, a kasety magnetofonowe ;) no, jak udało się
zdobyć singiel na CD, to dopiero było szczęście!. Pewnego razu byłem w Radiu GRA po odbiór jednej z nagród i… w drzwiach minąłem Dyrektora Programowego, Tomka Kaczyńskiego, który słysząc, jak pytam, gdzie się odbiera nagrody, zatrzymał się i… zapytał, czy może nie chciałbym mieć czegoś wspólnego z radiem, bo „ten głos jest ciekawy”…… Do tej pory, jak o tym myślę, to nie do końca wierzę w tak zwany „moment chwili”… I kto wie, może kiedyś do radia trafiłbym w inny, mniej magiczny, bardziej tradycyjny sposób, a… a może nie???
Zajmujesz się nie tylko prowadzeniem programu esemeska współpracujesz także z działem promocji warszawskiej Eski na czym to polega?
W dziale promocji zajmuję się patronatami stacji nad warszawskimi imprezami muzycznymi i kontaktami z klubami, z którymi współpracujemy. Wiesz, jeśli organizujesz jakąś fajną imprezę w muzycznym klimacie Eski, daj znać – może ją nagłośnimy w ramach patronatu! <śmiech>
Przed wejściem na antene sporządzasz jakieś notatki?
Z założenia nie – czasem zdarzy się zanotować jakieś słowoklucz lub nazwisko, które mógłbym przekręcić. No ale niektóre rzeczy trzeba przeczytać, np. jaki numer jest dzisiejszą premierą w Gorącej Dwudziestce! Generalnie jednak – staram się wpaść we „flow” i zapamiętać to, co chcę wyrazić.
Gdy byłeś małym chłopcem chciałeś zostać radiowcem? A może było to Twoim marzeniem?
Tak właśnie było! To właśnie dlatego na meeega stary magnetofon z taką dziurką, która była mikrofonem, nagrywałem wywiady i audycje. Moja Babcia nawet śpiewała w tych audycjach! Niektórzy chcą być żołnierzami, niektórzy strażakami, a u mnie to było radio. Ale kto by pomyślał… Kurczę, muszę poszukać tej starej kasety…
Osoby które chciałyby pracować w radiu muszą być otwarte? Ty taki jesteś? Otwarte? Otwarte muszą być na pewno umysły! Nigdy nie wiesz, co może stać się weną do zrobienia czegoś fajnego na antenie – czasem to listonosz z dwiema różnymi skarpetkami, czasem krople deszczu na szybie, które ułożą się w napis „szuwary”. Znam ludzi, którzy na co dzień są raczej milczkami, mijając ich, nie pomyślałabyś nigdy, że codziennie mówią do setek, tysięcy, dziesiątek tysięcy osób! Są spokojni, raczej zamknięci. Ale gdy włączają mikrofon, otwierają się total!!! Każda osoba, która jest na antenie, jest mocno inna od następnej! Ale właśnie ta różnorodność jest chyba w tym tak fajna.
Jakich ludzi sobie cenisz?
Szczerych – to dla mnie najważniejsze. Oddanych w 100% temu, co robią. Niezależnych, ambitnych, ale i… ludzkich – ciepłych i uśmiechniętych!
Gdy jedziesz samochodem słuchasz radia?
Oczywiście! Prawie zawsze! I żeby nie było – nie tylko Eski! Konkurencji w aucie może
nawet częściej! Wychodzę z założenia, że zawsze można się czegoś nauczyć, obserwując czy słuchając innych! Jeżeli coś na antenie było fajne, warto przemyśleć, jak ktoś to zrobił, co ciekawego wymyślił. Jeśli było wręcz przeciwnie – może nawet bardziej warto – tak, by samemu takiego czegoś nie zrobić… Zawsze na antenie zarażasz innych pozytywną energią czy w życiu również jesteś takim optymistą?
Hmmm… nazwałbym się raczej optymistycznym realistą. Uważam, że jeśli może coś się stać gorzej lub lepiej, wierzę, że będzie lepiej – co więcej, trzeba zrobić wszystko, by lepiej się stało. A pozytywna energia? Musiałabyś zapytać nie mnie, a osoby, które są mnie dość blisko – wtedy mogłabyś to ocenić. Ale faktycznie rzadko miewam kiepski humor. Na co dzień raczej sporo się uśmiecham – zęby jeszcze mam, to czemu się nimi nie chwalić ;P no dobra, prawa górna szóstka do remontu ponoć <śmiech>
Twój fanpage na facebooku nabiera kolorów. Pomyślałbyś kiedyś że tyle osób kliknie Lubię to? Już ponad 2 tysiące!
No właśnie nigdy! Zwłaszcza że to tak naprawdę całkiem świeży pomysł na pozaantenową komunikację! To fajne narzędzie – fajny sposób na wyrażanie tego, czego nie można, nie zdąży się przekazać na antenie. Ale… trzeba uważać – Internet nie zapomina. Prędzej antena coś zapomni niż Internet ;)
Zostajesz rozpoznawany na ulicy?
Nie, nie grozi mi to! <śmiech> Radio to jednak przede wszystkim FONIA, a ja się nie drę, jak idą
Adrian Tracz, Ola Śliwińska
Agata Kamińska, Gabriel Skabara, Kuba Załuski, Gosia Augustyniak , Zuzia Kamińska, Laura Kalbarczyk, Justyna Barańska, Iwona Danielewicz, Ada Malik, Katarzyna Wójcik, Emilia Krasna , Sławomir Borek , Paulina Król, Bogumił Hausenplas, Paulina Gladkowska, Paweł Jaśkiewicz, Kamil Gawryszewski, Ada Wójcicka, Monika Konopka, Sylwia Brzywczy, Kasia Podwysocka, Agnieszka Pawlak
ulicą ;) Zdarza się czasem pojedynczo coś takiego - w kinie, w klubach, gdy jestem tam prywatnie, ale to raczej total incydentalny temat – nikt mi jeszcze nie robił zdjęcia, gdy kupowałem w markecie serki homogenizowane ;) No, chyba, że czegoś nie zauważam <śmiech>
Po pracy starasz się odpoczywać czy prowadzisz aktywny tryb życia?
Nie ma przestojów! Kurczę, coraz częściej, na niewesołych niestety przykładach, przekonuję się, że życie jest zdecydowanie za krótkie, by oglądać Klan czy Annę Marię Wesołowską! Trzeba robić jak najwięcej, przeżywać jak najwięcej, być tu, robić tamto, próbować, rozwijać się! TRZEBA! Bo jutro… Mamy pewność, że będzie jutro? Wiesz co? Ostatnio u kogoś przeczytałem, że tylko i wyłącznie to my sami jesteśmy dla siebie ograniczeniem. I tak chyba faktycznie jest. Marzysz o czymś? Zrób wszystko, by to marzenie spełnić, bo bardzo dużo zależy właśnie od Ciebie! Nie ma przestojów! Co radzisz tym którzy chcieliby pracować w radiu? Od czego maja zacząć, co jest podstawą?
Podstawa? Podstawa to zajawka. Jeżeli czujesz, że to może być to, to koniecznie spróbuj! Zwłaszcza że trzeba pamiętać, że w radiu jest miejsce na różne profesje – czymś innym zajmuje się prezenter, czymś innym reporter, a wydawca robi coś jeszcze innego! Są praktyki, staże w większych stacjach, ale przede wszystkim są rozgłośnie studenckie, gdzie zdobywa się pierwsze szlify, gdzie można nauczyć się chyba najwięcej, bo tam uczysz się tego radiowego abecadła. Można. Ale TRZEBA CHCIEĆ – to jest zdecydowanie najważniejsze! Trzymam kciuki za tych, którzy chcą spełnić swoje radiowe marzenia!
Dziękuję za rozmowę .
Laura Kalbarczyk
Meduzowy szał!
Osoby, które odpoczywały nad polskim morzem mogły dość często spotkać niezbyt przyjemnych przyjaciół i nieodłącznych kompanów, a także miłośników przybrzeżnych wód, oczywiście chodzi o meduzy.
Nasze polskie meduzy chełbie Modre składają się z 95% wody kurcząc się i wypychając wodę poruszają się do przodu. Posiadają parzydełka posługują się nimi by zdobyć pokarm. Parzydełka Chełbi Modrej nie są jednak groźne dla ludzi więc bez obaw, nie stwarzają dla nas jakiegokolwiek zagrożenia. Reakcje na te cudowne żyjątka są przeróżne, opowiadając mojej koleżance o tym że widziałam meduzy i kąpałam się z nimi w morzu zareagowała „ Aaaaa ! że co ? z meduzami?! w zyciu!". Zabawne były również tłumaczenia rodziców, gdy ich pociechy wybiegały z wody wołając „Meduzy !” lub „tam jest jakaś „galareta” Mimo wszystko ciekawość brała górę i nieopanowana chęc dotknięcia „tej galaretki” musiała się spełnić. Byli także wielcy znawcy meduz, gdy szłam brzegiem morza z koleżanką napotkałyśmy się na mnóstwo parzydełkowców wyrzuconych na brzeg, z ciekawością przyglądałyśmy się różowej galaretce po
pewnym czasie dołączyło do nas młode małżeństwo oraz starszy pan i wtedy się zaczęło młodociany specjalista zaczął twierdzić, że „ oczywiście zostawają po nich ślady wieźcie na rękę to sami zobaczycie” starszy pan miał jednak inne zdanie mądrze nam tłumaczył, że przecież nasze bałtyckie meduzy nie parzą. Wyniknęła z tego bardzo ciekawa wymiana zdań. Jak się później okazało nie parzą więc spokojnie można było je brać do ręki gdyż meduzy leżące na brzegu są martwe lub prawie martwe. Jednak spotkanie z meduzami w wodzie to jest ciekawe przeżycie… Krzywdy na pewno nam nie zrobią. Niektórzy uważali, że można się z nimi nieźle bawić, szczerze sobie tego nie wyobrażam, ale dzieci bawiące się w wodzie mogą wymyślić przeróżne sposoby na zabicie nudy.
Justyna Barańska
Jak wszystkim wiadomo wakacje są czasem podróży, ale nie koniecznie należy wyjeżdżać gdzieś daleko aby zobaczyć niezwykłe zwierzęta oceaniczne. Wystarczy wyjechać na północ naszego kraju – do miasta Gdyni (a dokładniej do Akwarium w Gdyni).
Iwona Danielewicz
W kulturze żeglarskiej zabawa z muzyką na żywo jest głęboko zakorzeniona, a swoje źródło bierze z czasów, kiedy to na morzach i oceanach panowali piraci… A tak naprawdę, na każdym kliprze instrumenty były wyposażeniem niezbędnym, a nawet istniało oddzielne stanowisko (jakbyśmy teraz to nazwali)- szantymana, którego jedynym zadaniem, było muzykowanie w rytm pracy, wykonywanej przez marynarzy. Stąd też wywodzi się sam gatunek muzyczny, jakim są szanty. Te prawdziwe i klasyczne zazwyczaj wykonywane są acapella z wyraźnie wyczuwalnym rytmem, dzięki któremu żeglarze mieli się zsynchronizować podczas pracy. Zauważalne są również wpływy kultury celtyckiej i irlandzkiej, zaczerpniętej z tawern, gdzie bogaci w zarobione ciężką pracą pieniądze, żeglarze trwonili je na whisky i kobiety, tańcząc i śpiewając do dźwięków dud, fletów, i bandżo. W dzisiejszych czasach trudno jest mówić o prawdziwych szantach, bardziej używa się określenia „piosenki żeglarskiej”. Są to zazwyczaj aranżacje gitarowe, opowiadające o niezwykłych przygodach doświadczonych żeglarzy, o niebezpieczeństwach i przyjemnościach, jakie związane są z przygodą na wodzie. Takie klimaty zazwyczaj towarzyszą wszystkim mazurskim nowicjuszom letniej przygody w portach i przystaniach. Na pewno największym wydarzeniem jest Festiwal Szantowy w Giżycku, który zazwyczaj odbywa się w połowie lipca, czyli w samym środku wakacji. Jest to trzydniowa impreza (piątek, sobota, niedziela), na którą zapraszane są największe sławy sceny szantowej. Wbrew pozorom jest ona szeroko rozwinięta w Polsce, na pewno dzięki obecności kompleksu Jezior Mazurskim, które z roku na rok przyciągają coraz więcej ludzi. Wielu artystów też próbuje własnych sił zaczynając od grania piosenek o tematyce marynistycznej, gdyż łatwiej jest się na niej wybić. Dlatego też podczas tego festiwalu w godzinach popołudniowych zazwyczaj oglądamy debiuty, czasem mniej lub bardziej udane, zespołów przed którymi otwierają się drzwi na przyszłość. Osobiście pamiętam pierwszy występ grupy Banana Boat, pochodzącej właśnie z Giżycka. Przed oczami mam moje zdziwienie jak na scenę wyszło pięciu mężczyzn bez żadnego instrumentu, w czarnych koszulach, gdzie na każdej z nich narysowany
był inny kawałek banana. Pomyślałam: „nie mają czym zabłysnąć, to zwracają uwagę poprzez ubiór”. Szybko zmieniłam zdanie, jak „banany” zaczęły śpiewać. Dzisiaj zespół jest jednym z lepszych, zapraszanych na ten festiwal, towarzysząc tyranom tej sceny. Należą do niech zdecydowanie Mechanicy Szanty, Ryczące Dwudziestki, Stare Dzwony razem z Jerzym Porębskim, którego chyba wszyscy znają dzięki utworowi „Gdzie ta keja?”. Co roku pojawia się też formacja Kochankowie Sally Brown, których twórczość zdecydowanie nawiązuje do kultury celtyckiej wspomnianej wyżej. Uważam, że największą ciekawostką wszystkich edycji tego wydarzenia kulturalnego jest zespół Orkiestra Dni Naszych, której zawierający przynajmniej 6 płyt repertuar, ma może dwie piosenki o żeglarstwie, zresztą i tak śpiewane czymś na wzór gwary góralskiej. Przyznaję się mogę być nieobiektywna, gdyż sama uwielbiam ich twórczość i to, co sobą reprezentują na scenie. Pewnie to jest właśnie tajemnicą ich fenomenu, gdyż zawsze to ich występ gromadzi największe tłumy, to kiedy oni grają pod sceną pogo osiąga wielkości zbliżone do tych, z rockowo-metalowych festiwali. Skoro nie jest to zespół szantowy, to co robi on w Giżycku i w zasadzie co sobą reprezentuje? Bardzo wyraźny bas, gitara akustyczna, perkusja, fenomenalne skrzypce Michała Jelonka, który znany jest z solowej kariery, oraz genialny wokal, łączą się w profesjonalną całość, z której energia wylewa się na scenie, przeplatając się z naturalnością i humorem muzyków. Ten sam zespół często można oglądać na małej scenie w amfiteatrze w największej przystani na Mazurach- w Sztynorcie. Port ten organizuje koncerty w okresie wakacyjnym prawie codziennie. Zazwyczaj w weekendy jest ktoś bardziej znany i wtedy impreza odbywa się na zewnątrz, a w razie braku pogody, czy też innych powodów, niektóre koncerty maja miejsce w niewielkiej i kameralnej tawernie Zęzie. Tak czy inaczej, po każdym koncercie istnieje możliwość osobistego spotkania z wykonawcami, zakupy płyty z autografem za symboliczną cenę oraz zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia. Tak też uczyniłam ja, ze swoją załogą, po jednym z występów Orkiestry Dni Naszych. Wspominam ze śmiechem na ustach dialog jaki odbyłyśmy z basistą, z pewnością zapamiętam go na długo, ale nie wiem czy to samo może powiedzieć Maniek…
Z wielką przyjemnością pojawiałam się w amfiteatrze także wtedy, kiedy miałam okazję posłuchać Andrzeja Koryckiego z Dominiką Żukowską. Pięknie brzmiące ze sobą głosy w akompaniamencie dwóch gitar, za każdym razem czarowały mnie inaczej podczas dwugodzinnych występów. Profesjonalność przeplatająca się z lekkością na scenie budzi szacunek i wprowadza w zadumę.
Każde spotkanie z muzyką na żywo jest na pewno czymś wyjątkowym, zwłaszcza dla pasjonatów. Kiedy do tego wszystkiego dochodzą wspaniałe wspomnienia letnich przygód z przyjaciółmi, budzi się w nas chęć do poznawania tego co nowe i niekonwencjonalne. Żeby zrozumieć i pokochać szanty trzeba znaleźć się na jednym z koncertów, pożeglować a potem wieczorem przy ognisku chęć do zagrania jakieś żeglarskiej piosenki na gitarze przyjdzie sama. Czasami aż miło posłuchać, jak pięknie ludzie śpiewają przy ognisku…Kto wie, może kiedyś ich stopy staną na scenie dla debiutantów?
Ada Malik
Centrum Nauki Kopernik
Centrum Kopernika nasza szkoła miała okazję odwiedzić w zeszły roku szkolnym. Miejsce to jest jednak tak przyciągające uwagę, że kilka dziewcząt z klasy II LO postanowiło wybrać się tam jeszcze raz, na własną rękę. Oto jak wspominają ten dzień.
Za pierwszym razem jak byłyśmy w tym miejscu dużo czasu straciłyśmy na szukaniu siebie nawzajem, odkrywaniu nowych miejsc i atrakcji. Teraz było nam o tyle łatwiej, że wiedziałyśmy przekrojowo, co gdzie się znajduje i czego możemy się spodziewać po danych działach. Strategicznie zwiedzanie zaczęłyśmy od wystaw otwartych niedawno, tych których nie miałyśmy okazji jeszcze zobaczyć. Myślę, że największym zaskoczeniem była cześć budynku, gdzie wstęp miały tylko osoby powyżej 14 roku życia. Mieściło się tam mnóstwo urządzeń różnego typu, które wymagały posiadania pewnej wiedzy, aby zrozumieć ich działanie. Między innymi kilka maszyn poświęconych było redagowaniu gazetki, pracy w redakcji. Gdyby to faktycznie było takie łatwe, jak tam… Same układałyśmy muzykę, chodziłyśmy po księżycu metodą „pojawiam się i znikam”, badałyśmy swoją czułość oraz granicę interpersonalną. Gorąco polecam ten sektor, spragnionym wrażeń i odkrywaniu wiedzy na samym sobie. W naszych planach było także odwiedzenie nowo powstałego planetarium, ale niestety akurat tego dnia, atrakcja była zamknięta. Zawsze mamy pretekst, żeby pojechać tam jeszcze raz. W końcu zabawy w symulatorze jazdy po pijanemu, wchodzenia w bankę mydlaną i bieganiu w kółku dla chomika, nigdy za wiele.
Ada Malik
Cimitirul Vesel
Na wakacyjnych szlakach spotkać można niezliczone atrakcje krajoznawcze. Część z nich posiada unikatowy, niezwykle oryginalny charakter. Właśnie do takich perełek zaliczyć można Cimitirul Vesel, czyli Wesoły Cmentarz w rumuńskiej Sapancie. Jest to jedyna tego typu nekropolia na świecie, gdzie śmierć traktuje się w sposób pogodny, a nawet żartobliwy. Cmentarz pełen jest rzeźbionych w drewnie nagrobków pomalowanych na żywe kolory. Oprócz satyrycznych epitafiów umieszcza się na nich obrazki, pomalowane płaskorzeźby przedstawiające sceny z życia zmarłego, jego pracę, rozrywki, wady, zalety, a także okoliczności śmierci. Początki cmentarza sięgają 1935 roku. Pomysłodawcą i twórcą pierwszych nagrobków był miejscowy artysta, który swą pasję przekazał kolejnym i tradycja przetrwała aż do dziś. Za bramą cmentarza od razu rzuca się w oczy gąszcz kolorowych nagrobków i krzyży. Dominuje jaskrawy kolor niebieski, zachwyca bogata ornamentyka. Uważam, że naprawdę warto zajrzeć do tego zakątka Rumunii i zanurzyć się w tamtejszym folklorze.
Katarzyna Wójcik
„W ciągu tych kilku dni nauczyliśmy się naprawdę wiele i przeżyliśmy prawdziwą przygodę”
W dniach 26-29 lipca w Teresińskim Ośrodku Kultury trwały Wakacyjne Warsztaty Filmowe. Uczestnicy owych warsztatów swą pierwszą przygodę filmową rozpoczęli pod czujnym okiem p. Natalii FijewskiejZdanowskiej. Nie zważając na wszelkie przeszkody i przeciwności losu (a było ich wiele, chociażby te pogodowe) film pt: „Człowiek w żółtej pelerynie” POWSTAŁ i został wyemitowany w TOKu. Piętnastominutowy film spotkał się z wielkim zachwytem ze strony publiki.
Fabuła dotyczy historii grupy młodzieży, która podczas wakacji pozostała w swoich domach i z tego powodu strasznie się nudzi. Kiedy „Młody” (jeden z członków bandy) zostaje wysłany po bułki, znienacka napada go tajemniczy człowiek (co najważniejsze) w żółtej pelerynie… I tu rozpoczyna się zagadkowe śledztwo. Wobec tego grupa organizuje poszukiwania zamaskowanego człowieka. „Człowieka w żółtej pelerynie” polecamy szczególnie nastolatkom o bujnej wyobraźni i zmyśle detektywa.
Liczymy na dalsze premiery tej niebywale zdolnej i młodej grupy filmowej.
Ola Śliwińska
Łodzie na wodzie
W poprzednim numerze „Melchiora” opublikowaliśmy artykuł pt: „Żeglarstwo sposób na wakacje?”. Temat ciekawy, ale teoretyczne przesłanki nie zastąpią praktycznej żeglugi… W tym roku, miałam okazję osobiście przekonać się czy rzeczywiście warto poczuć ten „wiatr we włosach”.
Żeglarski savoir - vivre
Zaintrygowana owym wątkiem postanowiłam wziąć udział w regatach, by wczuć się w ten unikalny klimat, tą niepowtarzalną atmosferę jaka ponoć panuje na wodzie wśród prawdziwych żeglarzy. Dowiedziałam się wielu ciekawych informacji, m.in. tego, co jest ważne dla fanatyków tego sportu. Poznałam szereg zasad, którym należy się podporządkować na statku. Oto niektóre z nich.
Pierwszą z nich są pozdrowienia. Każdy prawdziwy żeglarz powinien pozdrowić sąsiada podnosząc dłoń do góry lub jeśli jest wystarczająco blisko, powinien zaś krzyknąć „ahoj!”.
Także bezpieczeństwo na łódce (choćby najbezpieczniejszej na świecie) jest bardzo ważne. Uczestnicy rejsu zawsze powinni być wyposażeni w kapoki.
Kiedy nazwy wszelkich lin i węzłów mam już w jednym palcu - czas na ognisko. Po skończonym biwaku w dobrym zwyczaju jest pozostawianie drewna na ognisko dla kolejnej załogi.
Acha! I najważniejsze! Pozostały nam jeszcze szanty! Jest to tradycyjny, żeglarski styl muzyczny. Prawdziwi „łapacze przygód” przy szantowych dźwiękach nucą, integrują się, wspominają historie nie tylko z mazurskich wód…
Nie ominęło mnie także sterowanie, które wbrew pozorom nie jest łatwe. Możecie wyobrazić sobie to, że skręcając w prawą stronę, ster trzeba obrócić w stronę przeciwną?! W moim mniemaniu z początku dość mylące, lecz po pewnym czasie czynność do opanowania.
After party
Późne wieczory można spędzać w klimatycznych tawernach, gdzie grają zespoły szantowe lub rockowe. Tańcom i wszelkim zabawom nie ma końca. Tu nie ma mowy o nudzie! W ramach odpoczynku zawsze można pomyśleć nad planem na dzień kolejny.
Na pożegnanie
Wciąż nowe miejsca, nowi ludzie i nowe przygody. Zetknięcie się z całkiem innym życiem sprawiło, że zapragnęłam wiedzieć na temat żeglarstwa jeszcze więcej, więcej i więcej!
Po tak fantastycznych przeżyciach trudno było powrócić do tego realnego, niezbyt kolorowego świata. Szarego, pochmurnego miasta. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy…
Myślę, że doświadczenia i przygody zebrane podczas wakacji pod żaglami (przede wszystkim z grupą dobrych przyjaciół) kształtują nas i poszerzają nasze horyzonty. Życzę każdemu spędzenia wakacji w tak dobrej atmosferze.
*Mam cichą nadzieję, że spotkam się z moją załogą już za rok…
AHOJ!
Emilia Krasna
Bądź aktywny! Zakopane zawsze atrakcyjne! Sztolnia Czarnego Pstrąga
Melchior The Times
Mazowsze: Spływ kajakowy Liwcem
Trasa jest bardzo kręta i malownicza. Wystarczy parę kilometrów z prądem rzeki, aby dostarczyć sobie wielu niezapomnianych wrażeń i porządną dawkę emocji (choćby przy omijaniu powalonych drzew i sterczących pali).
Sławomir Borek Łodzią płynął już prawie każdy, ale łodzią na głębokości 30 metrów płynęło niewielu. Kto nie miał jeszcze okazji uczestniczyć w tego typu "rejsie" powinien udać się do Gór Tarnowskich. Na ulicy Śniadeckiego znajduje się bowiem zejście do Sztolni Czarnego Pstrąga - 600 metrowego, podziemnego i wypełnionego wodą wyrobiska górniczego, które zwiedza się pływając łódkami po długich, tajemniczych korytarzach.
Łyna to rzeka o wielu obliczach - czasami spokojnie niesie kajak i pozwala cieszyć się otaczającym krajobrazem, innym razem zdecydowanie przyspiesza i wymusza silne wiosłowanie. Dzięki temu zróżnicowaniu właściwie każdy może wsiąść na kajak i spłynąć tą rzeką. Wystarczy wybrać odpowiedni, dopasowany do swoich umiejętności Zakopane to idealne miejsce dla turysty spacerowicza jak i tego, który szuka ekstremalnych wrażeń. To tu w czasie sezonu letniego czy zimowego zjeżdżają fani wspinaczki bądź narciarstwa. Zakopane to baza w której praktycznie o każdej porze roku można liczyć na spora dawkę atrakcji. Gubałówka, skocznia narciarska, szereg stoków, Krupówki czekają. Wspaniałe szerokie plaże, mnóstwo lasów i parków oraz okalające miasto akweny wodne zapewniają turystom wiele możliwości wypoczynku. Można tu uprawiać różnego rodzaju sporty wodne: jazda na nartach wodnych, surfing i wiele innych. To dla rozwoju fizycznego (praktycznego), zaś dla doznań naukowych (teoretycznych) watro również odwiedzić Muzeum Rybołówstwa Morskiego.
ECCO WALKATHON, czyli coś dla ciała i dla ducha
W sobotę 10 września 2011r (już po raz siódmy) tysiące ludzi dobrej woli wzięło udział w akcji charytatywnej Ecco Walkathon. Wszystko rozpoczęło się na warszawskiej Agykoli już ok. godziny 9.00. Tłumy ludzi witali ze sceny niezawodni Dorota Wellman, Marcin Prokop i Michał Piróg.
O co tutaj chodzi…?
Ideą przedsięwzięcia jest głównie pomoc potrzebującym osobom poprzez przekazywanie zebranych przez Ecco Walkathon funduszy na rzecz poszczególnych fundacji. Poza tym, by uzyskać owe fundusze, należy spełnić kilka warunków: zakupić bilet uprawniający do wzięcia udziału w Ecco Walkathonie, odebrać specjalny plecak z mapką, prowiantem oraz przejść określoną liczbę kilometrów (przy czym każdy przebyty kilometr jest wart 4zł). Każdy z uczestników wybiera trasę którą chce pokonać (6 lub 10km), a następnie deklaruje któremu ośrodkowi pragnie przekazać swoje „zarobione” pieniądze. To naprawdę proste! To niesamowite, że spacerując po Warszawie możemy przyczynić się np. do zakupu nowoczesnych urządzeń medycznych.
W tym roku uczestnicy Spaceru Dobrej Woli pomogli Fundacji TVN „Nie jesteś sam”, Fundacji SOS Wioski Dziecięce oraz Fundacji Radia ZET, wspierającej Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.
O doskonałą oprawę muzyczną zadbali: Kamil Bednarek, Star Guard Muffin i Sidney Polak. Publiczność była zachwycona ich występami. Oklaski i dobra zabawa nie miały końca.
Wspólnymi siłami udało się zebrać aż 706 800 zł!!!
Paulina Król
Suwalskie zauroczenie
Wakacje to wspaniała rzecz! Wszyscy nie możemy doczekać się ich początku, ale kiedy nadchodzą to tak naprawdę nie ma pomysłu na to co zrobić ze sobą i swoim wolnym czasem. Ja nie mam tego problemu, gdyż moi rodzice zawsze wiedzą co należy czynić w takiej sytuacji. Już w czerwcu „pakują” przyczepę campingową i proponują wycieczkę w Polskę, pełną niesamowitych wrażeń.
Jako weterani, mamy już kilka tzw. „swoich miejsc”, które staramy się odwiedzać właśnie w czasie wakacji.
Najczęściej odwiedzanym przez nas punktem jest zatoka rzeki Cieszkinajki na terenie Wigierskiego Parku Narodowego (na Suwalszczyźnie). Od lat zatrzymujemy się u zaprzyjaźnionej rodziny Jabłońskich. Tam rozbijamy swój obóz i korzystamy z uroków natury (która na szczęście nie została jeszcze dotknięta ingerencję człowieka). Cisza, spokój… Istny cud!
Moim zdaniem najprzyjemniejszą formą wypoczynku nie jest jednak leżakowanie na słońcu, ale wycieczki rowerowe (mimo pagórkowatego terenu i piaszczystych dróg). Oczywiście zaprawieni w bojach mogą pokusić się o dłuższe wycieczki np. dookoła jeziora, ci mniej wytrwali mogą zaś odbyć jazdy krótsze dostosowane do ich możliwości (proponuję więc jazdę wokół obozu ).
Suwalskie lasy kryją w sobie wiele ciekawych zabytków. Należą do nich m.in. klasztor kamedułów, barokowa bazylika i fragmenty dzielnicy żydowskiej nad rzeką Marychą, czy dom samej Marii Konopnickiej we wsi Wigry. Naprawdę trudno jest opisać słowami wszystkie te fascynujące miejsca. To trzeba zobaczyć na własne oczy! Tajemnicze budowle, bagna, „dziki” klimat wyzwalają w człowieku niebanalne odczucia.
Polecam wakacje na łonie natury wszystkim tym, którzy lubią aktywnie spędzać czas, potrafią lub chcą dostrzec piękno przyrody oraz osobom które są urodzonymi skautami :).
Bogumił Hausenplas
21 września o godzinie 8.15 uczniowie klas pierwszych spotkali się przed szkołą. Wszyscy w dobrych humorach i żadni przygód wyruszyliśmy w drogę. Gdy dotarliśmy do miejsca, z którego mieliśmy rozpocząć nasz rajd, parę osób poszło jeszcze do toalety i zaopatrzeni w mapy, każda klasa ruszyła innym szlakiem. Naszemu zespołowi trafił się żółto-niebieki. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie jeden mały szczegół. Zboczyliśmy z drogi i się zgubuliśmy. Wszyscy już zmęczeni wybraliśmy drogę na skróty. Według mapy na końcu lasu, gdzie zaczyna się łąka, powinna być droga. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że dotarliśmy do tego miejsca, a tam droga zalana, a do tego był kanał, w którym było strasznie dużo wody. Postanowiliśmy iść wzdłuż tego kanału. Szliśmy, ale już na początku wiadomo było, że tam są bagna. Niezważając na to, nasza grupa dzielnie przemierzała te tereny. Wody było już po kolana a do tego było mnóstwo mułu i błota. Wszyscy brudni doszliśmy do drugiego krańca lasu. Okazało się, że Pani Śliwa wraz z niektórymi uczniami zawróciła i poszłą inną drogą. Za to Pani Śliwińska z resztą dzielnie ruszyła przez te chaszcze. Gdy dotarliśmy do lasku okazało się, że jest to coś w rodzaju wysepki, a dookoła są tylko łąki i bagna. Wszyscy załamani stwierdziliśmy, że i tak i tak jesteśmy brudni, niektórzy bardziej, inni mniej, i jakoś damy radę. Oczywiście udało się. Gdy już wyszliśmy z tych przeklętych mokradeł przeszliśmy kawałek przez
las i zobaczyliśmy ulicę. Wszyscy byli w siódmym niebie! Okazało się, że mamy jeszcze do przejście cztery kilometry, ale to już nie było wyzwanie. Poszliśmy przed siebie z nadzieją, że zaraz dojdziemy do celu. Wszyscy byli strasznie głodni. W czasie, kiedy my błądziliśmy po bagnach, wiele osób czuło się jak na bezludnej wyspie, lub na obozie przetrwania. Bez wody, bez jedzenia, a wokół żadnej cywilizacji. Gdy dotarliśmy do reszty, czekało na nas upragnione ognisko. Wraz z ludźmi niepełnosprawnymi ze Środowiskowego Domu Samopomocy w Łubcu śpiewaliśmy i graliśmy na instrumentach. Celem tej wycieczki była integracja klas pierwszych. Udział w tym rajdzie zawdzięczamy Pani Psycholog i Pedagog, gdyż to one go zorganizowały oraz naszym wychowawczyniom. Jednym słowem wyjazd integracyjny był naprawdę udany. Słyszałam nawet komentarze niektórych uczniów, że trzeba to jeszcze powtórzyć. To była świetna przygoda! Takich wyjazdów się nie zapomina...
Paulina Gładkowska
Prawo jazdy – czemu nie!?
Dziś co druga osoba w otaczającym nas środowisku posiada już uprawnienia do kierowania pojazdem silnikowym. Na pewno każdemu przeszła przez głowę myśl czy w ogóle warto i czy dam radę…Na jedno i drugie jest pewien sposób. My postaramy się wam pokazać parę wskazówek odnośnie kursu, a także samej jazdy „za kółkiem”. Nie chcemy podawać suchych faktów i zasad, ale chcemy pokazać drugą stronę, mianowicie ta „humorzastą” (bo kurs i sam egzamin nie wiąże się tylko ze stresem).
Niektórzy twoi znajomi na pewno rozpoczęli, bądź zakończyli już kurs (zdając egzamin).
ZASADA 1.Niech ci drudzy (szczęściarze!) będą naszym „materiałem naukowym” (możemy dzięki ich wskazówkom nie popełnić na egzaminie tego błędu co oni).
ZASADA 2. Uwierz w swoje możliwości! Jeśli umiesz jeździć to zdasz!
Na początek zacznijmy od samego kursu. Większość kursantów uznaje czas wykładów za zbędny, a nawet wolny - BŁĄD!
Uwierzcie nam, że same notatki ze spotkań potrafią potem zaowocować np. podczas jazdy w ruchu ulicznym. Już sama obecność na wykładach dużo daje. Kursanci nie są dzięki temu zupełnie „zieloni w temacie”, a notatki są również przydatne do rozwiązywania testów (kto z was miałby ochotę przeczytać szybko ok. 80 stron o samych nakazach itp.?!). Lepiej tego uniknąć i zajrzeć do zeszytu w którym mamy streszczenie tematu oraz najważniejsze informacje.
Prawdziwa „jazda” zaczyna się podczas zajęć praktycznych na mieście wraz z instruktorem. Tu czas mija bardzo szybko. Uczymy się zachowań na drodze podejmując przy tym śmieszne, czasem nieodpowiedzialne decyzje, za które na szczęście jednak nie ponosimy żadnych konsekwencji.
Okiem kursanta…
Pan Marek (kursant).
Czy podczas jazdy samochodem z instruktorem miewał Pan jakieś śmieszne sytuacje?
Oczywiście, że miałem i to bardzo wiele.
Może Pan o nich opowiedzieć?
Oczywiście. Ostatnio jadąc z instruktorem kazał mi się zatrzymać na rondzie, bo chciało mu się palić, albo zamiast patrzeć się na drogę, wypełniał sobie coś w dzienniku i wtedy można było zrobić co się chce… Nawet wjechać w drzewo. On i tak pewnie tego by nie zauważył…. Pan Darek (kursant)
Co Pan nam może powiedzieć o egzaminie praktycznym?
Nie jest taki trudny. Ja jednak zdałem go dopiero za czwartym razem, ponieważ cały czas wmawiano mi, że wymusiłem pierwszeństwo. Choć wiedziałem, ze to nie prawda, to nie miałem w tej sprawie nic do gadania.
A co pan powie na temat samych egzaminatorów?
Cóż, niektórzy są w porządku, ale podejrzewam, że większość z nich specjalnie nie przepuszcza zdających żeby zarobić więcej pieniędzy. Tylko na tym im zależy i szczerze życzę im żeby ich pociąg przejechał.
Oczywiście sami musimy być przygotowani do egzaminu. Testy to chyba dla większości „bułka z masłem”, ale z praktyką już tak „kolorowo” nie jest. Każdy z kursantów dobrze wie co i jak trzeba wykonać, ale bez wątpienia najgorsze jest czekanie na egzamin, sama jazda i stres z tym związany.
Główne grzechy kierowców:
wymuszenie pierwszeństwa
nie włączenie świateł
nie włączanie kierunkowskazów przy skrętach
nadmierne używanie kierunkowskazów
Trzymamy kciuki za wszystkich przyszłych kierowców i życzmy im szczęścia na egzaminie!
Paweł Jaśkiewicz
Kamil Gawryszewski
Tunezja od kuchni Tureckie specjały
Polecanym przez nas i jednym z najpopularniejszych miejsc na spędzenie wymarzonych wakacji jest… Tunezja! To tam dzięki słońcu i doskonałemu mikroklimatowi, urlop spędzony w tym miejscu spełni najbardziej wygórowane oczekiwania każdego globtrotera. Turcja to nie tylko atrakcje turystyczne. Warto zainteresować się również ciekawostkami z życia Tunezyjczyków.
Dla tamtejszego społeczeństwa ważne są cztery etapy w ich życiu: narodziny, obrzezanie, małżeństwo oraz śmierć. Skupiając się na małżeństwie można wspomnieć, że ceremonia zaślubin trwa z reguły kilka dni i zazwyczaj odbywa się latem (należy dodać, że Tunezyjczycy, to bardzo imprezowy naród). Panna młoda ma pomalowane henną stopy i ręce. Ślub odbywa się w domu młodzieńca, a po nim rozpoczyna się huczna zabawa. Dni wolne od pracy Tunezyjczycy spędzają chętnie w restauracjach, barach itp. zajadając przeróżne smakołyki. 1. Loukoum -Zaczynamy od bardzo charakterystycznego dla Tunezji deseru. Sporządza się go na bazie skrobi oraz cukru. Ostatecznie powstaje kleista masa, którą należy pokroić w kosteczkę.
2. Boukha - Alkohol, który powstaje ze sfermentowanych fig, jest to składnik wielu drinków m.in. z białym rumem, kakao i gruszką.
3. Mirqaz - Kiełbaski z jagnięciny. Można je spożywać na gorąco lub zimno.
4. Brochette - Kebab z mięsem lub rybą.
5. Harissa - Bardzo pikantna pasta z suszonej, ostrej papryki. Ufff…
6. Kousha - Jagnięcina przyprawiona rozmarynem, miętą i kurkumą.
7. Makhround - Ciastka z grysiku w miodzie, nadziewane daktylami.
8. Kammounia - Duszone mięso z dużą ilością kminku.
9. Tajine - Omlet z fasolą lub ziemniakami, bułką tartą, siekanym mięsem, serem oraz jajkami.
Co do poglądów kulinarnych, trudno znaleźć wegetarianina w Tunezji.
Tunezja to miejsce w którym po prostu błogo się wypoczywa. Mieszkańcy szczególnie dbają tu o środowisko. Wiedzą, że plaże są ich wizytówką. Mówi się, że najpiękniejsze plaże w są w okolicach Tabarki na północnym wybrzeżu kraju. Co ciekawe, nie ma tu wcale aż tak wielu turystów jak w innych rejonach Tunezji.
Jednym minusem Tunezji jest kultura ludzi (szczególnie mężczyzn), którzy narzucają się i w bardzo gwałtowny sposób nakłaniają ludzi do kupna czegoś. Ale na całe szczęście, nie wszyscy tacy są.
Dlatego jeśli chcesz korzystać z pięknego słońca i nie martwić się o to, co przyniesie nam pogoda następnego dnia - jedź do Tunezji, bo naprawdę warto.
Adrianna Wójcicka
Monika Konopka
Można powiedzieć, że wakacje w normalnym (choć wciąż za krótkim) wymiarze czasu mamy już za sobą… Niestety tych którzy jeszcze nie do końca wrócili myślami z sielankowej, wakacyjnej rzeczywistości należy poinformować, że rok szkolny zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji będzie trwał, aż do 29 czerwca (czyli ostatniego piątku miesiąca). Nie dość, że rok szkolny przedłużył się o kilkanaście dni, to na dodatek dni ustawodawczo wolnych od pracy jest stosunkowo niewiele. Komentarze na ten (jakby nie było) kontrowersyjny temat diametralnie się od siebie różnią. Jedni uważają, że dzięki krótszym wakacjom oceny uczniów ulegną niezwykle pozytywnym zmianom. Drudzy twierdzą zaś, że okres dodatkowego tygodnia w szkolnictwie jest bez znaczenia. Trzecia strona (są to najczęściej uczniowie) uważa to za niewybaczalny czyn Ministra Edukacji. Cóż, już w tym roku przekonamy się jak wiele, bądź jak niewiele znaczy jeden tydzień w roku szkolnym. Dla załamanych tą nowiną dodam, iż to nie koniec ustaw jakie podpisał Minister Edukacji. Od 2011r. do następnej klasy będzie mógł zdać uczeń z jedną jedynką pod warunkiem, że będzie kontynuował naukę „oblanego” przedmiotu w następnym roku. Możliwe, że jest to mizerne pocieszenie dla tych, którzy nie mogą pogodzić się z krótszymi wakacjami. Mimo wszystko lepszy rydz niż nic! Oczywiście uczniów klas pierwszych i drugich liceum oraz pierwszych, drugich i trzecich technikum gorąco pozdrawiają maturzyści, którzy rok szkolny kończą w kwietniu! :)
Sylwia Brzywczy
20 września 2011 roku uczniowie klasy trzeciej liceum wraz z Panią Katarzyną Skierską- Wójcik udali się do Centrum Aktywizacji Zawodowej mieszczącego się w Powiatowym Urzędzie Pracy w Błoniu. Przybyli badali tam swoje ukierunkowania i predyspozycje do wykonywania różnorodnych zawodów w przyszłości. Uczestnicy odpowiedzieli na pytania z kwestionariuszy Wielowymiarowych Preferencji Zawodowych oraz testu osobowości. Pytania dotyczyły różnych dziedzin życia, zaczynając od obserwacji przyrody kończąc na majsterkowaniu. Już w październiku odbędzie się spotkanie z przedstawicielką tejże instytucji, która przedstawi uczniom wyniki przeprowadzonych testów oraz podpowie w jakich zawodach mają szansę zaistnieć. Działania te mają na celu pomóc maturzystom wybrać odpowiednie dla nich kierunki studiów. Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych wypełnieniem takiego testu do Powiatowego Urzędu Pracy w Błoniu przy ul. Grodziskiej. Więcej informacji na stronie internetowej: WWW.pup.blonie.ibip.pl
Kasia Podwysocka
Znane nam wszystkim są słowa: „cudze chwalicie, swego nie znacie”… I chyba nie można powiedzieć, że są nieprawdziwe. Dziś zamiast wypoczywać na terenie Polski, poznawać jej zakątki i kulturę większość z nas woli spędzać wakacje gdzieś dalej, najchętniej w innym (ciepłym) kraju. By zapobiec całkowitemu zapomnieniu o atrakcyjnych miejscach w Polsce APELUJĘ! i proponuję po prostu wakacje na prawdziwej polskiej wsi.
Jestem za! :
+koszty wyjazdu na wieś nie są tak duże jak podróży do innego kraju
+relaks w największym wydaniu
+przede wszystkim atrakcje związane z aktywnością (rower, wędrówki)
+możliwość „podglądania” zwierząt w ich naturalnym środowisku
+osiągnięcie wyciszenia, spokoju
Pamiętajmy, że samotność (np. na łonie natury), to czasem najlepsze wyjście ze skomplikowanej sytuacjiwystarczy tylko chcieć…
Agnieszka Pawlak