Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
NOCE W LUBIATOWIE... I DNIE...
STR. 4-7 STR.8-10 STR.11-14 STR.15-18
Lubiatowo, także ma swoje magiczne miejsca... A MOŻE W LAS.....? ,,Dawno, dawno temu..." Zdjęcia z wystawy KH ZHP "MAZOWSZE" pod MDK
Zdjęcia z Dni Seniora 11.12.09.2010
WIDOK Z LATARNI MORSKIEJ W STILO...;) Lato się skończyło.Wróciliśmy z Lubiatowa, z Krakowa i trzeba rozpocząć nowy rok harcerski. Przed nami nowe wyzwania i zadania do zrealizowania. Mam nadzieję, że i w tym roku nie zabraknie nam zapału i chęci do działania;)
W tym numerze możemy przeczytać o magicznych miejscach, jakie odnalazłam w Lubiatowie, skorzystać z zaproszenia i udać się z drużyną na leśną wędrówkę, zadumać się nad historią druha Rodżera oraz obejrzeć zdjęcia z wystawy promującej nasz hufiec pod MDK oraz z Dni Seniora.
CZUWAJCIE!
MAGIA LUBIATOWA
MAGIA LUBIATOWA
MAGIA LUBIATOWA
MAGIA LUBIATOWA
MAGIA LUBIATOWA
MAGIA LUBIATOWA
Może nie wszyscy wiedzą, ale Lubiatowo, także ma swoje magiczne miejsca...
Jednym z nich jest położony niedaleko Szklanej Huty kurhan z okresu przedchrześcijańskiego. Na pozór to tylko zwykłe porozrzucane niedbale kamienie porośnięte mchem. Ale, gdy zadumać się na chwilę można poczuć coś co pachnie tajemnicą i niepewnością. Nigdy nie odwiedzałam go nocą, gdyż podobno jest strzeżony przez wilkołaki. Byłam tam w tym roku w piekny słoneczny dzień i poczułam jakby to Bóg przez palce, a nie słońce przez drzewa, patrzył na to pogańskie cmentarzysko...
Do Lubiatowa się wraca, nawet wtedy, gdy obieca się sobie, że ten rok jest ostatni, że już się tam nie wróci... i nikt nie potrafi wytłumaczyć sobie dlaczego tak się dzieje. Mimo, że atmosfera na obozie różna, mimo, że pogoda czasem bylejaka, mimo, że kadra nie zawsze nastawiona przyjaźnie to i tak nas tam ciągnie... Może to magia ciszy i spokoju, czy szepty morza, które sennie przywołują nas do siebie, a może magia powykręcanych drzew, samotnych przystani, krętych dróg, które zawsze prowadzą nas w nieznane... Słyszałam taką opinię, że Lubiatowo albo się kocha, albo się go nienawidzi, co nie zmienia faktu, że się do niego wraca. Tak czy owak jest ono jakąś przystanią w naszych harcerskich ścieżkach i pamięta nasze stare zapomniane przez czas historie, uśmiechy i łzy...
W naszym życiu wiele jest przystani, takich jak Lubiatowo. I tak na prawdę to tylko od nas zależy ile w nich będzie magii, a ile prozy życia...
Lubiatowo, także ma swoje magiczne miejsca...
A MOŻE W LAS.....?
Wrzesień rozpoczął czas szkoły, ale....
.....jest jeszcze ciepło, więc może warto by było wykorzystać ten czas na biwak drużyny czy wędrówkę zastepu do lasu. Nie musi to być daleka wyprawa. Przepiękne trasy możemy znaleźć na każdym kroku. Osobiście, jeżeli ktoś nie widział, proponuje szlak w Mieni. Niedaleko, a pomysł na ciekawą zbiórkę jest;) Nie musimy iść pieszo, rower to też fajny pomysł;)
Wybierając się na taką leśną robinisoniadę nie zabiera się dużego ekwipunku. Bo czymże jest parę kanapek, termos z herbatą i obowiązkowo apteczka!? Nie musimy nawet pakować ze sobą kompasu - wszak las sam wskaże nam drogę. To również sprawdzian znajomości przez naszych harcerzy mapy czy wyznaczania kierunków świata po śladach przyrody. Na pewno uczy samodzielności. Warto zabrać ze sobą worek na śmieci, gdyż niestety zdarza się że las jest zaśmiecany. Zrobimy przy okazji zbiórki dobry uczynek. Przed samą wyprawą należy postawić sobie cel. Może być nim dotarcie do jakiegoś zapomnianego miejsca czy grobu, z którym wiąże się tajemnicza historia, odnalezienie skarbu, który wcześniej ukrył, gdzieś w dziupli drużynowy, czy nauka układania ognisk, rozpoznawania jadalnych grzybów, roślin pod ochroną, kierunków świata... Cel nie powinien być niewykonalny, ale zrealizowanie go powinno dawać frajdę harcerzom - muszą być dumni z siebie, że im się udało go zrealizować. Cel powinien być
"Nie ma nic piękniejszego niż wysokie drzewa.."
dostosowany do wieku i zainteresowań harcerzy. Musi posiadać element harcu=przygody=wyczynu. Musi uczyć i bawić;)
Ciekawym pomysłem jest uczenie się lasu. Brzmi dość tajemniczo, ale w gruncie rzeczy jest to bardzo proste. Las jest miejscem magicznym, ale i niebezpiecznym. Łatwo się w nim zgubić. Jeżeli się go nie zna, można nazrywać trujących grzybów czy zatruć się smacznie wyglądającymi roślinami. Jednakże, gdy pozna się pewne leśne triki łatwo można odczytać kierunki świata czy smacznie zjeść. Drużynowy jest w takim nauczaniu leśnym - wzorem i przewodnikiem, dlatego powinien mieć opanowaną mądrość leśną na celujący. Pierwszy i podstawowy stopień uczenia się lasu to rozpoznawanie stron świata. Las roi się od mrowisk, a mało kto wie, że mrówki lubią mieszkać w cieniu, więc ich dom zawsze będzie położony na połudnnie od drzewa czy kamienia, który jest najbliżej. Warto pamiętać również, że od strony północnej mrowisko jest bardziej spadziste niż od południowej. Kolejnym kompasem może być samotnie stojący kamień, mech rośnie na nim od strony północnej, a gdy go nie ma należy dotknąć ziemi, która jest przy nim. Tam, gdzie będzie wilgotna znajduje się północ, a gdzie sucha - południe. Pamiętajmy także, że od strony południowej trawa pod drzewami szybciej żółknie niż po stronie południowej.Kolejnym pomocnikiem w rozpoznawaniu stron świata są same drzewa. Od strony południowej znajdują się na nich kropelki żywicy i zacieki, ponieważ jest on najbardziej ogrzewana przez słońce. Na sośnie od północy zobaczymy wilgotny pas, a kora brzozy będzie od tej strony ciemniejsza. Samotne drzewa od południa są bardziej rozrośnięte i gęściej porośnięte liśćmi.
Drugi krok uczenia się lasu to poznanie darów leśnej spiżarni. Jadalnych roślin jest bardzo wiele, aczkolwiek należy bardzo dobrze znać te które zamierza się zjeść z harcerzami. Najlepiej znane to maliny, poziomki, jeżyny, jagody, żurawina czy orzechy leszczyny. Jeżeli chcemy wejść głębiej w temat darów lasu, należy zaopatrzyć się w niezbędną lekturę, której jest pod dostatkiem w sklepach;) J
Zachęcam wszystkich do wyjścia z dysznych, nudnych harcówek do lasu. Może mało kto wie ale las jest miejscem magicznym. Pełnym tajemnic brzozowych polan, gdzie wystarczy tylko wsłuchać się w szmer wiatru, ażeby poznać je wszystkie. Miejscem zadumy, może być naszą drugą harcówką;)
W ARTYKULE WYKORZYSTAŁAM POMYSŁY Z KSIĄŻKI JANA STYKOWSKIEGO "ZASTĘP-ZBIÓRKA. LATO".
Druhna z LASU
Dawno, dawno...
temu w odległej krainie...
Dawno, dawno temu w odległej krainie, która jest tak stara, że już nikt nie pamięta jej nazwy, mieszkał stary i mądry król. Nazywał się Jerzdna.Jego kadencja na tronie dobiegała końca. Miał problem, gdyż nie miał godnego siebie następcy. Jego synowie, a miał ich trzech, byli skłóceni z nim i nie w głowie im było rządzenie krajem, a zabawy i chulanki. Obcy im był kodeks rycerski i problemy chłopów i mieszczaństwa ich krainy. Król wezwał ich do siebie.
- Synowie, żaden z was nie jest godny mnie i tego kraju, który potrzebuje nowego następcy.
- Ojcze, ależ spokojnie, jeszcze jesteś młody - odezwał się najstarszy z nich.
-Synu mam już 90 lat i ledwo chodze!
-Ojcze chodziło mi o twojego młodego ducha...
Król, gdy to usłyszał złapał się za głowę i szczerze zwatpił w rozum swoich synów. Być może nie byli jego synami. Wszak jego żona Penelopa wiele nocy pozostawała sama w łożu, a rycerzy wielu na zamku było. Te mysli pocieszyły króla i odezwał się do swych synów.
-Synowie moi, wezwałem was tu aby wspólnie zastanowić się, który z was zostanie nowym królem...
- Ojcze - przerwał mu średni syn - w tym momencie król zadrżał, gdyż obawiał się tego cóż to jego synowie wymyślili - po co nam nowy król? Wynalazek stanowiska króla to średniowiecze!
- Owszem, jak słusznie zauważyłeś Marianku, żyjemy w średniowieczu i król wydaje się niezbędny...
temu w odległej krainie...
Dawno, dawno...
-Dobrze, więc ojcze, ale co my mamy niby z tym wspólnego? Nie jesteśmy godnymi następcami i nie chcemy być królami. To trudny, nudny zawód. Filip - najstarszy syn - chce zostać szamanem wioskowym, Marian kowalem wioskowym, a ja wartownikiem przy murach zamku. To dobrze płatne zawody i przyszłościowe. Po co mamy walczyć i męczyć się o tron, który niesie ze sobą dużą ilość obowiązków, groźby zamachów? Spójrzmy prawdzie w oczy, nie nadajemy się by być królami więc ojcze daj nam spokój i szukaj innych głupkowatych kmieci, którzy chcą przejąć To dobrze płatne zawody i przyszłościowe. Po co mamy walczyć i męczyć się o tron, który niesie ze sobą dużą ilość obowiązków, groźby zamachów? Spójrzmy prawdzie w oczy, nie nadajemy się by być królami więc ojcze daj nam spokój i szukaj innych głupkowatych kmieci, którzy chcą przejąć
twoją schedę!
Po tych słwach synowie wyszli. Król zaczął zastanawiać się w którym momencie popełnił błąd. "Trzeba było wychować chociaż jednego pod kątem sprawowania władzy, a nie pozwalać im realizować swoje marzenia, wakacje na wsi, wychowanie bezstresowe, to mnie zgubiło.."- pomyślał król. Na takie gdybanie było jednak już za późno. Niestety za późno też było na wychowanie nowego następcy. Król był za stary, żona za stara, synowie za głupi. Król musiał poszukać następcy w innym miejscu. Na przebieranie się w szaty biedaka było za późno, król mógłby umrzeć w każdej chwili. Jego sytuacja była beznadziejna, a co za tym idzie również sytuacja całej krainy, gdzie szerzyła się bieda, sromota i ubóstwo. Mieszkańcy owej krainy zapomnieli już czym jest przyjaźń. Nikt z nich nie lubił swojego sąsiada, nie spotykano się ze sobą, a obgadywano i zazdroszczono sobie nawzajem. Nie dbano o losy królestwa, nie płacono podatków, wyzyskiwano chłopów i drobne, naiwne mieszczaństwo. Powszechnie szerzyło się złodziejstwo. Król był za stary na to, aby zaradzić coś na te problemy. A poza tym strasznie go to wszystko męczyło, więc położył się spać. Przyśnił mu się taki sen. Otóż, znalazł się na swoim pogrzebie, na który nie przyszedł żaden z jego poddanych. Obudził się spocony i przerażony myślą, że jeżeli szybko czegoś nie wymysli umrze w zapomnieniu i niesławie. Zwołał więc radę królewską - która stworzona była po to by mu doradzać. Spotkanie nie udało się, gdyż członkowie rady pokłócili się o to, który z nich byłby lepszym następcą. Król załamał się i wygonił wszystkich członków rady.Po chwili rozmyślań postanowił urządzić turniej. Nie był to jednak zwykły turniej rycerski, gdyż nie miał wygrać najsilniejszy, a najodpowiedniejszy kandydat na króla.
Dzień turnieju zapowiadał się wspaniale. Słońce świeciło, a zacne grono najmężniejszych rycerzy z całego kraju zjechało, aby dzielnie walczyć o tron jaśnie nam panującego króla.Pierwszym z mężów był sławny w całej krainie don Sialski, zawsze wesoły i uśmiechnięty, który dużo rozprawiał ale mało robił, choć w każdej wsi o nim słyszano...Drugi pretendent to zacny uwodziciel i łamacz serc niewieścich sir Rekdar. Trzecim rycerzem była przebrana w męskie sztaty podstępna kusicielka i wredna żmija hrabina Meduza. Król był zmartwiony, gdyż do turnieju nie stanęło dwóch mężów, co prawda skłóconych ze sobą, acz wartych docenienia. Miał więc problem jak tu przepędzić tę chołotę, bez wzbudzania podejrzeń... Wolał już bezkrólewie niż oddanie swego dobytku tej bandzie...Z dyskwalfikacją Meduzy nie było problemu, gdyż Sialski przez przypadek zrzucił ją z konia i wąsy się jej odkleiły, a co za tym idzie wyszło na jaw, że oszustwem i podstępem chciała zwieść króla, który w geście miłosierdzia skazał ją za ten chaniebny czyn na rok pracy
w kamieniołomie. Pozostało dwóch zawodników. Każdy z nich zobowiązany był do wygłoszenia mowy, jakoby to on był najlepszym kandydatem na króla. Problem był, bo żaden z nich nie umiał pisać, co zmuszało ich do improwizacji... Rekdar rozpoczął tak:"Jo jest piękny i jo bydę dobyry król. Jo zadbam o wszystkie niewiasty. Jo jest mundry i jo jest lepszy od Sielskiego, bo łon się na niczym nie zno jak jo." Lud, jak to lud niewiele zrozumiał, ale jajka miał to rzucał w biednego Rekdara. Ten popłakał się i uciekł w krzaki. Sialski był w mowie ćwiczony więc rozpoczął płynnie:"Rodacy, przezacni mieszczanie i chłopstwo! Ja zmienie ten kraj. Poprawie drogi, mosty. Wszystkim nam będzie się żyło lepiej. I obiecuje to jakiem najzacniejszy z mężów, ja Wincenty Sialski!" Lud wyraźnie poruszony stał chwilę i nie wiedział co ma zrobić, aczkolwiek jajka mu się nie skończyły, więc i Sialskiego nimi obrzucono. Ten obraził się i odjechał na swoim szarym rumaku. Należy, bądź nienależy tu wspomnieć, że jajka kupił sam król, ale nikt o tym nie wiedział, więc nie ma problemu... Tak mijały lata, a król dalej nie miał godnego następcy...
Zapytacie pewnie, co stało się z owym królestwem po śmierci króla? Przepadło...Lud zdziczał i zapomniał o królu, o podatkach...A nauka z tej histori taka, że o naszym następcy powinniśmy myśleć, gdy obejmujemy dane stanowisko, a nie kiedy okazuje się, że nie mamy go komu przekazać. Zapytacie pewnie jeszcze, kim byli owi zacni mężowie, którzy nie stawili się na turnieju? Otóż imion ich król nawet na łożu śmierci nie wymienił, gdyż miał do nich pretensję, że go zawiedli, więc i ja milczeć zmuszony jestem...
A może to Ty, drogi słuchaczu, jesteś godzien bycia królem? Czemu więc nie masz odwagi stanąć do turnieju???
SER RODŻER
Zdjęcia z wystawy KH ZHP "MAZOWSZE" pod MDK 4.09.2010
Zdjęcia z wystawy KH ZHP "MAZOWSZE" pod MDK 4.09.2010
Zdjęcia z Dni Seniora 11-12.09.2010
Zdjęcia z Dni Seniora 11-12.09.2010