Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
NUMER !, LUTY 2010
Artykuł str.3 Reportaż str.16 Relacja str.7 Wywiad str.21 Felieton str.9 Twórczość str. 20, 24 Od redakcji...
Spis treści.
O Otwocku i jego mieszkańcach. "Pierożków łyżeczką się nie jada" Podsumowanie WOŚP w Otwocku Telewizja służy rozrywce, rozmowa z W. Godzicem "Lubię zimę" Teksty piosenek i wiersze Ras Laski Szanowni czytelnicy!
Gazeta internetowa „Młoda Polska” to miesięcznik .
Znajdziecie tu artykuły poruszające istotne problemy społeczne, opisy ciekawych miejsc które wartoodz
Nasza gazeta pokazuje również wydarzenia muzyczne, ale przede wszystkim, co różni nas od innych qmamów, promujemy w niej młode, dobrze prosperujące zespoły muzyczne.
Zapraszamy do czytania.
Z pozdrowieniami
Red. Michał Kaźmierczak
MAZOWIECKA NIRWANA
Do Otwocka można dojechać wzdłuż linii kolejowej autem albo kolejką. Położony jest wśród lasów, na mazowieckich piaseczkach.
Otwock. Miasto pełne atrakcji turystycznych, drewnianych domów w podwarszawskim stylu zwanym „świdermajer” i nieskazitelnej wody. Roz-wija się w szybkim tempie, nie brak pomysłów i fun-duszy na coraz to nowe in-westycje.Warszawiacy chętnie przyjeżdżają do siedziby powiatu otwo-ckiego, by popatrzeć na liczne zabytki, a także by nacieszyć się mikrokli-matem. Otwock to gmina utytułowana. I miejsce na Mazowszu w pozyski-waniu unijnych pieniędzy zdobyła w 2009 roku, a także IV miejsce w Pol-sce. To również Najlepiej Oświecone Miasto – ratusz nocą najlepszym tego przy-kładem. To obraz miasta nakreślony przez urzędni-ków samorządu. Jawi nam się więc to miasto niby raj na ziemi, arkadia, miejsce wiecznego zado-wolenia i radości z życia.
Sami mieszkańcy widzą to inaczej.Arkadia zostaje zastąpiona "nędzą", a zadowolenie zwyczajną niechęcią. Nie widać turystów, te stare domki to po prostu zniszczone przez czas budynki, zapomniane przez administrację miasta,
a plany inwestycyjne pozostają na papierze.
Na prezydencie również nie pozostawia się suchej nitki. Pytani nie popierają rządów prezydenta, prędzej są jego przeciwnikami niż zwolennikami.
Skąd tak nieprzychylne zdanie na temat miasta? Idąc uli-cami Otwocka natkniemy się na wspomniane już świdermajerowskie domy - to nie tylko zwykłe, stare bu-dynki. Opowiadają historię miasta, które dawniej miało charakter uzdrowiska. Ludzie budowali drewniane domki letniskowe, by móc w nich odpocząć i odetchnąć świeżym powietrzem. Dziś większość z nich to domy rodzinne, które niewątpliwie zasługują na uwagę. Są pięknie zdobione, ma-ją swój urok, nie da się przejść obok nich obojętnie. Są wizytówką, wyróżnikiem tego miasta ze względu na niepowtarzalny, pojawiający się tylko w Otwocku styl.
Godny podziwu jest również budynek Urzędu Miasta, nawiązujący bardziej do stylu klasycystycznego. Nocą, oświetlany przez reflektory zyskuje niemalże mistyczny wygląd.
Swoją nietypową przeszłość ma również obecne Liceum Ogólnokształcące im. K. I. Gałczyńskiego - w przedwojen-nych realiach było kasynem.
Warto zobaczyć jedno z największych w Europie drewniane sanatorim przy ulicy Armii Krajowej - pensjonat wybudowany przez Abrama Gurewicza (poprawnie również Górewicza). Od 1906 roku mieściło się tam uzdrowisko, potem szpital i Liceum Medyczne. Teraz budynek jest zniszczony, wręcz zapomniany. Mimo to przykuwa uwagę- zbudowany w typowym jak na ten okres stylu świdermajer. Niedocenienie tego miasta sprawia, że chciałoby się przenieść w czasy świetności Willi Gurewiczanki, móc odpocząć w cieniu sosen, dostrzec piękno Otwocka oraz jego oryginalność. Jako mieszkaniec iść przez nie z podniesioną głową i dumą, że jest się Otwocczaninem.
Urszula Orkisz
DO DOMU MARSZ
Młodzież ma obecnie wiele możliwości spędzania wolnego czasu - może iść do kina, do klubu, na koncert. Często jednak zapomina się o bardziej rozwijających zajęciach, na przykład w Domach Kultury.
Taką instytucję znajdziemy prawie w każdym mieście. Niestety, stosunkowo rzad-ko są odwiedzane przez mło-dych ludzi. Spora ich część uważa Dom Kultury za miejsce nudne i nie-modne.
Zapominają jednak o pod-stawowej funkcji takiej in-stytucji: rozrywka i wypeł-nienia wolnego czasu.
Wbrew pozorom Domy Kultury raczej nie są nudne i sztywne – mają propozyc-je dające możliwość rozwi-nięcia własnych zaintere-sowań albo znalezienie nowych.
Dyrektorzy tego typu insty-tucji z założenia dbają o ich rozwój. Starają się być na bieżąco i wprowa-dzać w życie nowe oferty, z których mogliby skorzystać młodzi ludzie. Otwock ma również swój Dom Kultury. Nosi imię Michała Elviro Andriollego i obchodzi w tym roku swoje czterdziestolecie.
W ubiegłym roku w praco-wniach i kołach zaintere-sowań uczestniczyło około 830 mieszkańców Otwo-cka. To sporo.
Oto, czym interesuje się młodzież: koła dziennikar-sko - medialne, informa-tyczne, taniec nowoczesny, pracownie plastyczne, foto-graficzne. Można tańczyć i śpiewać, a także grać w zespołach muzycznych.
Inna funkcja Otwockiego Domu Kultury wiąże się z wystawiennictwem. Po-dziwia się dzieła nie tylko rodzimych artystów w wie-ku od 5 do 100 lat, ale goszczą tu również wysta-wy artystów zawodowych. Ostatnio wystawiała Kami-la Guzal – Pośrednik, absol-wentka Państwowego Li-ceum Sztuk Plastycznych w Warszawie oraz Wydzia-łu Grafiki warszawskiej ASP.
Urszula Orkisz
Mahoniowy Otwock
Choć na świecie panuje kryzys, Otwock nie poddaje się tak łatwo. Podczas XVIII finału WOŚP miasto wydało 40 tys. złotych na organizację, a zebrali drugie tyle.
Z każdym rokiem imprezy organizowane przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy są coraz to huczniejsze i przyciągają ogrom-ne rzesze ludzi. Bilbordy, ogłoszenia i przede wszystkim wolontariusze, którzy w dniu XVIII finału WOŚP zwracają uwagę przechodniów. Zachęcają do licznych zabaw, przyczyniając się w ten sposób do wspomagania po-trzebujących. Miasta, w których organizo-wane są imprezy Orkiestry, prześcigają się w pomysłach, mających na celu zachęcenie obywateli do działania, a także wzrost pre-stiżu w Polsce.
Będąc w Otwocku (woj. mazowieckie) przez przypadek zostałem gościem posiedzenia podsumowującego XVIII finał WOŚP. Uczestnikami zebrania byli między innymi szef sztabu Tomasz Grodzki, dyrektor Woj-ciech Dziewanowski, prezydent Zbigniew Szczepaniak. Poruszono temat organizacji i przebiegu imprezy. Tomasz Grodzki opowiedział o nowych pomysłach, które w przyszłym roku pomogą usprawnić pracę przy WOŚP.
Warto wspomnieć, że na organizację wydano 40 tys. złotych, natomiast zebrano 77 tys. złotych. Rekordowa suma w jednej puszce wynosiła 2200 zł. Ktoś zrezygnował z mahoniowej boazerii.
iLovemuffin Sound System grający
Lovemuffin Sound System
Lovemuffin
muzykę reggae/ragga/dancehall powstał w marcu 2009 roku w Wolborzu (powiat piotrkowski, woj. łódzkie) ale pierwszy pomysł o powstaniu sound systemu narodził się rok wcześniej.
Sound tworzą obecnie Ras Laska wokalista, tekściarz, aranżeri założyciel, Emkah i Jahnny tworzące kobiecy duet wokalny pod nazwą OneSis, Deejay Boruta - zainspirowany jamajskimi rytmami oraz mocnymi ude-rzeniami hardcore'u, tworzący remixy i bawiący się muzyką w czasie rzeczywistym oraz akustyk i delayman. Ciągle szukają i realizują nowe pomysły, aby dawać publiczności to co w jamajskiej muzyce najlepsze. Mają za sobą wiele udanych koncertów w całej Polsce. Oficjalnie wydali swój pierwszy studyjny kawałek Wanna Flow. Obecnie pracują nad debiutancką płytą "Love Muffin"
Michał Kaźmierczak
Od wydawcy
Lubię zimę
Redaktorzy naszej gazety ponieśli straty moralne, a właściciele pensjonatu - wygląda, że na własne życzenie - materialne. Nasz wydawca ze stoickim spokojem przyjął demolkę jego pokoju.
Zima mnie wreszcie wkurzyła.
Moja ostatnia dwuzłotówka wpada do wielkiej zaspy. Wielkiej i brudnej, bo właś-nie zaświeciło słońce i za-haczyło promieniami o czar-ne cząstki brudu. Kto by szu-kał monety w takim czymś!
Zima mnie wkurzyła, po-nieważ o mało nie straci-łem nosa zagapiwszy sie na warszawskiej ulicy w wy-stawę sklepu z ludowo-ściami z dalekiej Etiopii. Na twarzy została mi mokra karteczka: uwaga spadają-ce sople. Za plecami gruchnę-ło. Musiałem więc wejść w mokrą zaspę, wyszarpać nogę zaklinowaną w pod-nóżek przysypanego kupą śniegu motocykla i wpaść z chlupotem w bryjkę solno- śnieżną.
Gdzie się pchasz łazęgo – usłyszałem z boku od uśmiechniętego kierowcy. Drugi nie był tak uprzejmy. Przejechał szybciutko, a fontanna wodnośniegowa liznęła mi spodnie.
Jednak lubię zimę – pomyślałem, gdy słońce oświetliło otwockie, drewniane domki przyozdobione czapeczkami śniegu. Swidermajer jest piękny.
Zrobiłem małpką parę ladnszawcików i spokojnym kroczkiem udałem się do pewnego pensjonatu, w którym zamówiłem pokój. Pensjonacik - zacny rocznik dwudziesty ubiegłego wieku, drewniany i murowany zarazem z sanatoryjną przeszłością.
Rajcowały mnie w nim drewniane schody, poddasze – jak w starych filmach z Ordonką w roli głównej, albo inną pięknością międzywojnia.
Zima, po zachodzie słońca, zamiast ścisnąć na noc mrozem i powstrzymać topnienie śniegu, zafundowała deszcz. Ja rozumiem, że trzeba uzupełnić zasoby jezior i stawów, przeczyścić rzeczki, zmyć psie gówienka z ulic, ale dlaczego tak gwałtownie!
Dzień wcześniej, zauważyłem w narożniku mojego pokoju mokre plamy. Potem strużki wody na ścianie. Zlekceważyłem oznaki wiosny. Wiara w przedwojennych mistrzów sztuki ciesielskiej i gospodarzy pensjonatu nie pozwoliły mi dopuścić myśli, że dzieje się coś złego. Ot taki sobie
wiosenny przeciek.
Alarm - delikatny - włączył się po śniadaniu. Na wszelki więc wypadek odsunąłem łóżko od ściany, bo w mokrej pościeli spać nie lubię. Chlapało.
Idę zatem wieczorkiem po drewnianych, skrzypiących schodkach na moje drugie piętro. Kłaniam sie jakiejś paniusi z pieskiem – o tej porze na wakacjach? – przebiega pokojówka w czepku, stary Żyd w surducie rozmawia z kimś skrytym w pokoju, a z jadalni rozlega się dzwonek wzywający na kolację. Czuje sie jakbym wszedł w inny świat. Wyobraźnia podpowiada mi że kucharka poda półgęski, kawę z mlekiem i domowe ciasto. Widok, jaki zobaczyłem po otwarciu drzwi przywołał mnie do rzeczywistości jak kubeł lodowatej wody. Natychmiast sprawdziłem w myślach, gdzie zostawiłem kamerę, gdzie komputer, a gdzie moje osobiste rzeczy. Cóż takiego zobaczyłem? Poprzez deski konstrukcyjne sufitu więźbę dachową, bo całe podbicie – gips i karton – leżały u moich stóp, pokrywając podłogę, łóżko, szafkę i wszystko, czego przezornie nie usunąłem z pola rażenia.
Nie lubię zimy, bo zburzyła moje wyobrażenie o przedwojennych cieślach.
Nie lubię zimy, ponieważ wyobraźnia nie podpowiedziała mi że to współcześni majstrowie konserwowali ten stary, piekny dom.
Jurek Trener redakcji i wydawca
Nasza kochana muzyka
Nie od dziś wiadomo, że muzyka jest obecna w życiu każdego człowieka. Spotykamy się z nią wszędzie - w centrum handlowym, w pracy, w szkole, w samochodzie... Sondaż, który przeprowadziłam w Złotych Tarasach, przybliża preferencje muzyczne młodzieży z różnych stron Polski.
s
o
n
d
a
ż
Dla niektórych, muzyka jest czymś niezwykle wyjątko-wym, bez czego nie da się żyć. Jednych motywuje do działania, innych rela-ksuje lub poprawia nas-trój. Jednak bez wątpienia wszystkim dostarcza rozryw-ki. Młodzież lubi koncerty można się na nich wysza-leć, zapomnieć na chwilę o rzeczywistości. Może dla-tego jako jeden z ulubio-nych gatunków młodzież wskazała rock. Ulubionymi zespołami rockowymi są m.in. Happysad, Red Hot Chili Peppers, Green Day. Zaraz po rocku uplasowało się techno i hip - hop -to również wiąże się z roz-rywką zabawą, do których teraz ciągnie młodych Polaków.
Jeżeli chodzi o koncerty mieszkańcy Warszawy są zadowoleni z oferty im-prez. Spośród bogatej listy wykonawców koncertują-cych w Warszawie każdy znajdzie coś dla siebie, artystę, którego szanuje. Jedynie fani hip - hopu na-rzekali na zbyt ubogie kalen-darium. Chcieliby zobaczyć światowej sławy raperów, którzy jeszcze nie koncerto-wali w Polsce.
Gorzej jest z innymi miastami, jak na przykład Lublinem, Gdynią, Łodzią. Według młodzieży odbywa się tam zbyt mało koncer-tów, chętnie dodaliby kilku znanych artystów do kalendarium.
Urszula Orkisz
REGGAE ANTIDOTUM
„Reggae to naturalne uczucie płynące prosto z serca i wielka
wiara wynosząca ducha ponad marność tego świata.” Bob Marley.
Muzyka reggae związana jest nieodłącznie z brzmieniem,
które ma nie tylko wymiar estetyczny, ale również kulturowy.
W tym gatunku liczą się nie tylko typowe jamajskie, barwne dźwięki.
Ogromną i można powiedzieć kluczową rolę pełni przekaz,
czyli słowa autora utworu poruszające problemy społeczne, polityczne czy kulturowe.
Ruch Rastafari mający swoje początki w latach trzydziestych na Jamajce środowiskach walki o równouprawnienie rasowe wywarł ogromny wpływ na muzykę reggae.
To właśnie dzięki temu ruchowi i związanego z nim światopoglądowi, reggae stało się muzyką miłości, szacunku i pokoju. Muzyka ta promuje dobroć, równość, niezależność oraz wolność. Stawia uczucia wyższe ponad dobra materialne które uważane są za wartości złe, ograniczające wolność.
Co ciekawe „muzyka
czarnych”, bo tak często określa się ten gatunek muzyki, staje się świetnie przyjmowana w obecnych czasach globalizmu, nowych technologi, pieniądza, ponieważ tworzy ona niejako jedyne antidotum na postępującą zatratę prawdziwych wartości.
Michał Kaźmierczak.
Zimowy, lutowy poranek i... warszawska Praga. Wśród śniegu i błota spacerowałem po starych ulicach. Klimatyczne kamieczki szarpane są niekiedy zaułkiem. Jeśli wybierzemy odpowiedni, szewc opowie nam historię swojej rodziny. Skręcimy w prawo... trafimy do knajpki, stylizowanej na antykwariat.
Typowa rzeczywistość prawobrzeżnej Warszawy.
Jakub Strzelecki
"Pierożków łyżeczką się nie jada"
Gdy zobaczyli, że jest obrzezanym chłopcem, woleli oddac go innej rodzinie. Do dzis nie zna swoich korzeni.
Droga na cmentarz
Jest godzina 9.30 przygotowujemy się do drogi, mamy nadzieję, że uda nam się zobaczyć coś wcześniej nam nieznanego. Gdzieś w Otwocku znajduje się cmentarz żydowski. Szukamy ulicy Androlliego. Nasze zainteresowanie historią Żydów w tym mieście obudził ośrodek wypoczynkowy, w którym mieszkamy przedwojenne sanatorium warszawskich Żydów, które teraz jest placówką Towarzystwa Społeczno - Kulturalnego Żydów w Polsce. To miejsce skłoniło nas do bliższego poznania ich kultury. Na cmentarzu, do którego docieramy po dwóch godzinach, zachowały się macewy. Droga wcale nie była łatwa – śnieżne zaspy, dzikie psy – to wszystko sprawiło, że wydawała się nie mieć końca. Idąc mijamy stare drewniane domy, wille oraz obojętne ludzkie twarze. Wprowadza nas to w coraz głębsze refleksje, jak żyli pochowani tam ludzie i jak się mamy zachować. Pewnie dlatego nawet nie zauważyłyśmy, że Otwock już za nami. W naszych głowach zaczęły rodzić się pytania. Czy dotrzemy do celu? Czy nasza wędrówka ma sens? Skoro nie wiemy nawet czego mamy się spodziewać po przybyciu na miejsce. Do nekropolii zaprowadziła nas asfaltowa droga biegnącą wzdłuż lasu. Tabliczka z napisem – CMENTARZ ŻYDOWSKI pojawiła się przed naszymi oczami niespodziewanie,
co jest bardzo nietypowym zjawiskiem, ponieważ brak zainteresowania ze strony społeczeństwa powoduje, że nikt nie odwiedza takich miejsc są więc nie oznakowane. Nasza ciekawość rosła z minuty na minutę, popychając do szybszego marszu. Z trudem pokonałyśmy wielkie śnieżne zaspy ciągnące się około trzystu metrów, gdy nagle naszym oczom ukazał się kirkut. To było coś niezwykłego…
O człowieku znikąd
Jego historia jest podobna do wielu, jakie wydarzyły się w okupowanej Polsce. Przebrany za dziewczynkę został wyniesiony z getta Lwowskiego w 1943 roku i przewieziony do Przemyśla, gdzie podczas jakiegoś zamieszania trafił do ochronki. Gdy jego ciocia poszła go odebrać nie było już niczego: ochronki , zakonnic ani dzieci. Tak znalazł się w transporcie do Auschwitz. Podczas przejazdu, w Płaszowie, partyzanci podpalili jeden z wagonów, który został odczepiony od składu. Dzięki temu uratowała się grupa dzieci, wśród nich Michał. Wszystkie trafiły do Krakowa, gdzie był zorganizowany przez biskupa Sapiehę wielki ruch pomocy. Proboszcz ogłosił najbardziej zaufanym parafianom, że są dzieci do oddania – tak został przygarnięty przez ludzi. Jako dziewczynka. Gdy się potem okazało, że to chłopiec, a do tego obrzezany, nie było dla niego miejsca w pierwszej rodzinie. Zaopiekowali się nim kolejni Polacy. Dzięki ich wielkoduszności przetrwał zagładę własnego narodu.
Nigdy nie został adoptowany. Rodził się wiele razy. Jego nazwisko, jak i datę urodzenia nadał mu sąd w 1946 roku. W jego życiu było wiele traumatycznych wydarzeń, odciśniętych piętnem na psychice leciwego już człowieka i dokuczających do dziś. Zofia, żona Michała Kusterskiego, bo to on jest bohaterem tej historii, opowiedziała anegdotę, przekazaną jej przez kobietę opiekującą się nim, gdy był dzieckiem: „Pewnego dnia podałam Michałowi pierożki. Ponieważ był bardzo malutki to dałam łyżeczkę.
Spojrzał na mnie i powiedział: Nie, nie, ja proszę o widelec, pierożków łyżeczką się nie jada”. Nie tylko Michałowi Kusterskiemu, ale również wszystkim dzieciom Holokaustu, teraz już dorosłym ludziom żyje się ciężko. Przeżyli traumy, z których się nie wyrasta. Mówią, że „siedzą w szafie”. Jak mówi pani Zofia, nawet dobrze sytuowanym, wykszta-łconym ludziom, którzy w czasach powojennych osiągnęli wszystko, jest bardzo trudno. Makabryczne przeżycia zostają w nich na zawsze. Żyją bez wiedzy kimw rzeczywistości są.Nie wiedzą jak się naprawdę nazywają i jakie są ich korzenie. Niestety, nawet psychoterapia nie pomaga uciszyć wspomnień. Zdaniem pani Zofii, ślad tego, co się wydarzyło w przeszłości zostaje na zawsze, a z wiekiem nawet pogłębia się. Osią-gnęli bardzo dużo, jednak pamiętając o tym, że za przyznanie się do żydostwa groziły im represje, że musieli się ukrywać, mają rozdwojoną oso-bowość, co nie ułatwia im życia w społeczeństwie.
… Obrośnięte mchem i przysypane śniegiem mecewy wkomponowały się w krajobraz. Widok niezwykły . Rozciągające się na horyzoncie kamienie, które wyglądały na samotne, sprawiały wrażenie czekających na chwilę uwagi. Cisza jaka panowała powodo wała, że wyobraźnia malowała w naszych głowach obraz Żydów odwiedzających w jorcait swoich bliskich, pochowa-nych właśnie w tym miejscu. Wiola Walewska
Ewelin Ewiak
Niepowtarzalny klimat
Ośrodek " Śród-borowianka" - świat kultury ży-dowskiej. Wybu-dowany w 1938 roku w charakte-rystycznym dla Otwocka stylu międzywojennym.
Pośród sosnowych lasów, otoczony zabytkową, drewnianą architekturą mieści się Ośrodek Szkoleniowo – Wypoczynkowy „Śródborowianka” w Otwocku, należący do Towarzystwa Społeczno - Kulturalnego Żydów w Polsce.
Przed wejściem głównym, na trawniku pod sosnami, stoją cztery rzeźby Żydów, nadające styl i charakter posesji.
Wystarczy przekroczyć próg ośrodka by znaleźć się w świecie kultury żydowskiej, choć wnętrze nie wyróżnia się spośród innych domów wczasowych czymś specjalnym. Jedynie zdjęcia na ścianach, świeczniki, kalendarz i fresk w sali konferencyjnej świadczą o tym, że tu spotykają się Żydzi. Przed wojną w Śródborowiance mieściło się sanatorium. Odwiedzający ośrodek Żydzi – nie wymagający koszernego jedzenia – chwalą sobie tutejsze jedzenie. Kobiety, każdego roku, proszą szefową kuchni o przepisy
Ras Laska - Cel
na grochówkę, kapuśniak czy barszcz.
W Śródborowiance organizowane są spotkania społeczności żydowskie, konferencje, zielone szkoły.
Od wielu lat ośrodek odwiedzają goście z Izraela, a już w marcu przyjadą uczniowie na obowiązkowa wycieczkę do kraju przodków.
Co roku w lipcu, organizowany jest kurs języka jidysz, na który może zapisać się każdy, kto ma czas i ochotę.
Ośrodek „Śródborowianka” to nie tylko budynek, to miejsce z duszą, z którego Otwocczanie powinni być dumni.
ilonafeliksiak Ja mam taki cel, ten cel jest wielki
On napełnia me serce, otwiera powieki
On jest wszystkim tym co mam
Daje radę chociaż czuje że w dążeniu jestem sam
Codzień omijam kłam, codzień omijam rzeki
Chociaż umrę to co robie ja zostawie tu na wieki
Pamietały będą potem następne pokolenia
Że był tu taki jeden co świat trochę popozmieniał
Najważniejsze jest to że wierzysz że Ci się uda
Musisz być waleczny jak Lion of Judah
Musisz wierzyć bo wiara czyni cuda
Każdy z nas swój los na wiecznej karcie wykuwa
Ty ominiesz przeszkody
i przeskoczysz wody
i przesuniesz kłody
i przełamiesz lody
Niepotrzebne metody, niepotrzebne kody, ej Słuchaj tego młody
Telewizja służy rozrywce
Dr hab.Wiesław Godzic – medioznawca, filmoznawca oraz socjolog w WSPS.
*Co według Pana należy zmienić w polskich mediach?
Wszystko, dlatego że nie mamy mediów publicznych, a one wyznaczają standardy. Wtedy mogą zająć się tym do czego są powołane. W Polsce tzw. media publiczne są nastawione bardziej na kasę, niż media komercyjne w jakim kolwiek innym kraju. Są dane, które powiadają, że budżet mediów publicznych był tak konstruowany, że ponad 60% tego budżetu stanowiła reklama. Żaden inny kraj europejski nie ma takiej struktury.
Są kraje, jak Wielka Brytania, w których nie ma reklam - u nas jest to ponad połowa. Nasza telewizja i radio to media komercyjne. Tym samym nie mogą one grać roli odskoczni, czegoś innego. Mamy wszystkie media takie same i to jest problem. Pochodną tego jest brak jednej organizacji dziennikarskiej, ogromny chaos, który panuje wśród dziennikarzy.
Dawniej było tak, że mistrz uczył swoich uczniów. W tej chwili młodzi ludzie przychodzą do tego zawodu, są tak zwanymi media workerami, czyli pracują w mediach, natomiast nie są dziennikarzami, nie mają swoich wzorców, zostawieni sami sobie. Możliwość zmiany tego stanu dają media obywatelskie, czyli media po za oficjalnymi strukturami zespołów redakcyjnych.
*Czy uważa Pan, że w przyszłości zmieni się sytuacja polskich mediów?
Wszystko się zmienia, tu nie ma możliwości “niezmiany”. Obawiam się tylko czy jesteśmy przygotowani na te zmiany - wiem, że nie jesteśmy. Najgorszą rzeczą jest zanik zawodu dziennikarza. Dziennikarz przestanie być nam potrzebny, dlatego, że firmy będą tworzyły własne komunikaty o sobie i część tych wizerunkowych danych może być uznana za dziennikarskie. Będzie jeden redaktor, który zrobi tak zwany patchwork
– będzie potrzebny jeden człowiek, który wybiera tysiące informacji. To jest rzeczywiście koniec takiego dziennikarstwa, o którym myślimy.
*Która stacja według Pana niesie najwiecej pozytywnych treści?
To jest fajne pytanie. Ja bym wskazał TVN, dlatego, że jest dostosowany do mojej grupy odbiorczej. To nie jest tak, że telewizja jest dobra albo zła. Ja lubię oglądać tamte seriale, bo trochę znam ten świat. Są to ludzie zadowoleni z życia, patrzą z optymizmem w przyszłość. To grupa z większych miast, beneficjenci zmiany, która się dokonała, ale oczywiście TVN pokazuje to co jest w dole drabiny społecznej. Pokazuje przejmujące materiały, reportaże o tym, jak się ludziom źle żyje. Ja wiem, że istnieją, nie dlatego, że nas kochają, tylko po prostu muszą zarobić. Widzę, że gdy oni zarobią to zbudują nowy serial, z którym lepiej mi się będzie żyło. Jestem przeciwko stacjom takim, które wprowadzaja mnie w sytuację pogłębionego chaosu, pokazujące całe zło tego świata, epatujące tym złem. To są rozmaite stacje, czasem jest to Talewizja Trwam, czasem niektóre programy w Telewizji Publicznej, w której mam rozrywkę na bardzo niskim poziomie. Telewizja przede wszystkim jest rozrywką. W tej rozrywce musi przemycać pewne wartości. Tp wszystko, co może dobrego zrobić. My chcemy od telewizji więcej: żeby zastąpiła nam książkę, powiedziała jak żyć, żeby trudne wybory jakoś osłodziła. Na prawdę to nie jest rola telewizji. Dlatego mamy wiele mediów, możemy skorzystać z Internetu, możemy przeczytać książkę, możemy z kimś pogadać. Nie obarczajmy talawizji odpowiedzialnością za to, że jest telewizją, a nie czymś innym.
Rozmawiała Ilona Feliksiak
Najciekawsze miejsca Otwocka.
Świdermajer - a co to takiego? Żart, maszyna, a może podwarszawskie uzdrowisko...
*Jakie miejsca poleciłby
Pan turystom odwiedzającym miasto?
Prze de wszystkim Liceum Gałczyńskiego - dawne przedwojenne kasyno. Budynek Urzędu Miasta,który znajduje się przy ulicy Armii Krajowej, godna uwagi budowla bardzo charakterystyczna architektura, następnie budynek dworca PKP, Wieża Ciśnin, no i porozrzucane po całym mieście budynki w stylu świdermajer.
*Co to za styl?
Ten styl, któremu nazwę nadał Konstanty Ildefons Gałczyński, powstał w wieku XIX, a zapoczątkował go artysta , który mieszkał na tym terenie nad Świdrem. Nazywał się Michał Elwiro Andriolli, z pochodzenia Włoch, zesaniec syberyjski, wrócił na ziemię polską, i tu zapoczątkował budowę obiektów drewnianych. Największy w Europie drewniany budynek znajduje się w Otwocku. Dawne sanatorium lecznicze, w tej chwili opuszczony.
*Otwock miał kiedyś status uzdrowiska.
Tak, była to kiedyś miejscowość uzdrowiskowa, podwarszawska, weekendowo - uzdrowiskowa.
Rozmawiała Ilona Feliksiak
Michał Kaźmierczak - red. nacz.Wiola Walewska - sekretarz, Ilona Feliksiak - korekta, Ula Orkisz - korekta, Kuba Strzelecki - fotograf, Kamil Jagielski - grafik, Ewelina Ewiak - media
Jurek Boj - trener, wydawca
mlodapolska.mam@gmail.com
Dom
Dom – zbawienna opoka człowieka
Zamknięty słój ludzkich przeżyć, wspomnień, marzeń
O których nigdy nie dowie się świat.
Odejdą w zapomnienie razem ze śmiercią bliskich.
Co to właściwie jest dom?
Czy to tylko cztery ściany oparte na fundamentach wspomnień.
To coś więcej. To niezatarte przez czas przeżycia
Ciepła rodzinna atmosfera, każda inna, niepowtarzalna.
Czas spędzony z rodziną – bezcenny
To miejsce, w którym wszystkie problemy świata odchodzą w zapomnienie
Zostaje rodzina.