Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








WIERSZE O NIEODLEGLOCI



Czesława Janczarskiego Barwy Ojczyste: Powiewa flaga, Gdy wiatr się zerwie. A na tej fladze Biel i czerwień. Czerwień to miłość, Biel – serce czyste. Piękne są nasze Barwy ojczyste. „11 listopada” W historii Polski, tak się składa, był kiedyś ponad wiek niewoli. Jedenastego listopada nasz kraj z niewoli się wyzwolił. I wtedy myśl powstała taka, by przez szacunek dla przeszłości ten dzień na zawsze dla Polaka pozostał Dniem Niepodległości. „Jedenasty listopada” L. Wiszniewski. Dzisiaj wielka jest rocznica jedenasty listopada. Tym co zmarli za ojczyznę hołd wdzięczności Polska składa. Im to bowiem zawdzięczamy wolność – polską mowę w szkole to, że tylko z ksiąg historii poznajemy dziś niewolę. Uroczyście biją dzwony w mieście flagi rozwinięto i me serce się raduje że obchodzę Polski święto. ,,Rozmowa z orłem” Kto ty jesteś? Bialy Orzeł Gdzie kraj Twój leży? Nad Bałtyckim Morzem Skąd przybywasz? Z dawnych pieśni i sztandarów Dokąd zmierzasz? Tam ,gdzie idzie naród. Spis Treści
str.4 Dąbrowskie lato str.8 Józef Piłsudski
str.39 Chcesz do nas dołączyć?

str.10 Znaczenie daty str.11 Ciekawostki str. 12 ,,Dywizjon 303" - Recenzja str.14 Czy konflikt pokoleń jest nieunikniony? str.16 Konflikt pokoleń str.19 Bal w Ranwal - opowiadanie str.28 Kalendarz świąt nietypowych str.30 Święto niepodległości w naszej szkole - fotogaleria Moja mała ojczyzna
„Najbliższe mojemu sercu - dąbrowskie lato”


Nie każdy wakacyjny dzień musi być ciekawy. Nie każdy wakacyjny dzień musi zapowiadać nową przygodę, ale zdarzyć się może, że trafi się taki dzień, którego nie zapomni się do końca życia. Mnie właśnie taki się przydarzył. Kiedy znudzony grą na komputerze wyruszyłem z Michałem na przejażdżkę rowerową do lasu, zauważyłem, że na niebie kłębią się coraz gęstsze chmury. Upał był niemiłosierny, pomyślałem więc, że drobny deszczyk nie zaszkodzi. Bez obawy jechaliśmy leśną aleją w stronę Budzicznej, gdzie chciałem pokazać koledze historyczny dąb o imieniu Teodor. Gdy minęliśmy leśniczówkę, do pomnika pozostał już niecały kilometr. Upał wciąż doskwierał, ale nie zatrzymywaliśmy się, gdyż chcieliśmy być na miejscu jak najszybciej. Wkrótce dojechaliśmy, przed nami stał majestatyczny dąb. Rzuciliśmy rowery i łapczywie, gasząc pragnienie piliśmy wodę. Usiedliśmy pod dębem. Właśnie miałem zamiar opowiedzieć Michałowi historię tego miejsca, gdy zauważyłem, że on zasnął. Pomyślałem, że mnie też przyda się chwila odpoczynku. Do moich uszu zaczęły docierać dziwne odgłosy, świst kul, szczęk broni, a także



krzyki żołnierzy. Usłyszałem także przeraźliwy zgrzyt pocieranych kos. Nie wiedziałem co się dzieje. Wystraszony wszedłem na drzewo. W oddali ukazała się sylwetka niezwykle urodziwego mężczyzny o wysokim wzroście. Tuż za nim podążał oddział składający się z trzynastu powstańców, których głowy zdobiła czapka obszyta czarnym barankiem z środkiem wykonanym z czerwonego sukna. Każdy z maszerujących na swoim ramieniu dźwigał ciężar kosy osadzonej na sztorcu. Usłyszałem wiejskie przyśpiewki wojaków, które brzmiały: „ Dziewczyna z Tyczyna fartuszek zgubiła, chłopaku z Ligoty nie znalazłeś go ty?”. Pewien z wojaków zaśpiewał: „ Ja Kielosek, ty Kielosek, kupma sobie tygielosek! Będziemy se jaja smażyć, będą nam się panny darzyć”. Zrozumiałem, że jeden z nich nazywał się Kielek. W pewnym momencie do moich uszu dotarło głośne pytanie, które jak się później okazało, skierowane było do dowódcy oddziału - „Łuka ile jeszcze?”. Przywódca pogardliwym wzrokiem spojrzał na owego powstańca, lecz nic nie odpowiedział. Niespodziewanie oddział spoczął pod dębem, który był moją ostoją. Teraz mogłem uważnie przyjrzeć się każdemu z powstańców. Ubrani byli stosunkowo skromnie. Ich barki okrywały kożuchy z owczej wełny, a puszyste spodnie wpuszczone były w cholewy skórzanych butów. Przysłuchiwałem się rozmowie weteranów, która przepełniona była lękiem, przed stacjonującymi w Sieradzu Moskalami. Dowiedziałem się również, że maszerowali na punkt zborny do Pyszkowa, gdzie mieli dołączyć do oddziału Makarego Drohomireckiego. Podczas postoju dowódca - Łuka Bakowicz bacznie przyglądał się zachowaniom podległych mu partyzantów, do których obowiązków należało przygotowanie broni kulowej, napojenie koni czy ostrzenie swoich kos. Spiskowcy uważnie rozglądali się po okolicy, obawiali się nadejścia oddziału wojsk cara, gdyż zaledwie trzynastu wojowników nie zdołałoby pokonać znacznie liczniejszych, lepiej uzbrojonych zaborców. Nieoczekiwanie do zmęczonych trudami wędrówki powstańców przemówił Łuka, który poinformował ich o obecności wojsk nieprzyjaciela we dworze ówczesnego dziedzica Dąbrowy Wielkiej - Jarosława Kobierzyckiego. Wojacy przyjęli postawę bojową i szybkim,



narzuconym przez dowódcę, krokiem, ruszyli przez lasy Barczewa do Pyszkowa, gdzie czekał na nich młody dowódca, który niedawno wrócił z Francji, w której uczył się sztuki dowodzenia u boku generała Ludwika Mierosławskiego. Zeskoczyłem z gałęzi drzewa, po czym zupełnie nie spostrzeżenie znalazłem się za maszerującym oddziałem. Próbowałem dotrzymać kroku powstańczemu batalionowi. Poruszając się między krzewami podszytu, odprowadziłem weteranów aż do Zapola, skąd udałem się w drogę powrotną do dębu ,pod którym zamierzałem odpocząć. Przemierzałem leśne zarośla, napotykałem na ślady pozostawione przez dziką zwierzynę, podziwiałem piękno otaczającego mnie krajobrazu. Niespodziewanie moim oczom ukazał się galopujący patrol Moskali, którzy wymachując szablami, podążali śladami oddziału Łukasza Bakowicza. Schowany za krzewem jałowca uniknąłem spotkania z wrogami ojczyzny. Wkroczyłem w lasy dąbrowskiego boru, już tylko dwa kilometry dzieliły mnie od dębu. Niebawem dotarłem na miejsce, oparty o konar ponad stuletniego drzewa, oddałem się snu. Otworzyłem oczy, nade mną spostrzegłem twarz Michała, którego obudziły słowa, wypowiadane przeze mnie przez sen. Kolega poprosił mnie, abym opowiedział mu o swoim śnie. Ja jednak obiecałem to uczynić w drodze powrotnej. Korzystając z okazji, że znajdowaliśmy się pod pomnikiem przyrody, jakim jest dąb „Teodor”, przybliżyłem swojemu kompanowi historię osoby, który urodziła się w naszej małej ojczyźnie. Z wielu opowiadań mojego taty dowiedziałem się o przyjaźni, która łączyła właśnie jego i Pana Teodora. Michałowi opowiedziałem także o listach, jakie pisarz kierował do taty. Nie ukrywam, bardzo go to zainteresowało. Zaplanowaliśmy swoją drogę powrotną przez przysiółek Kozy, gdzie znajduje się dom poety. Teodor Goździkiewicz podczas spotkań z moim rodzicem, opowiadał mu o swoich młodzieńczych latach spędzonych na ziemi sieradzkiej oraz tych późniejszych , które spędził w Łowickiem. Dlatego też pisarz mówił o sobie, że jest obywatelem dwóch ojczyzn „dzieckiem Sieradzczyzny i synem Łowickiego”. Od młodzieńczych lat Teodor objawiał miłość do przyrody, często wraz



ze swoim ojcem Nikodemem, który był gajowym, uczęszczał na leśne wędrówki. Pan Teodor w swoich utworach, takich jak: „ Znajomą ścieżką” czy „ Wyżynka” opisywał piękno umiłowanej ziemi dąbrowskiej i otaczających je sołectw. Ciekawostkę stanowi wyprawa młodego Teodora na zrywanie czereśni do pobliskiej Charłupi Wielkiej, w której za umiejętność czytania od wybitnego polskiego poety Władysława Reymonta (mieszkającego w latach 1912 - 1913 w Charłupi Wielkiej) otrzymał książkę pt. „ Tomek Baran”. Łacińskie słowa „ genius loci”, które oznaczają ducha lub opiekuna danego miejsca, z pewnością można odnieść do okazałego dębu o imieniu „ Teodor”, pod którym poeta szukał wytchnienia, otuchy, ostoi. Tak też się stało Teodor Goździkiewicz podczas pisania powieści pt. „ Sprawy Łuki Bakowicza” tworzył w objęciach tego dębu. Lektura ta jest mi szczególnie bliska, gdyż opisuje wydarzenia, które miały miejsce na ziemi dąbrowskiej, lasy, zagajniki, miejsca opisane w utworze nie są mi obce. Główny bohater książki - Łuka Bakowicz, choć urodził się w Stoczkach, to okres w swoim życiu po powrocie z Pawłowskiego pułku lejbgwardii cara Mikołaja I spędził w pobliskiej wsi jaką jest Sokołów. Moim zdaniem organizowanie już od blisko czterdziestu trzech lat rajdu związanego Teodorem Goździkiewiczem oraz jego powieścią - „ Sprawy Łuki Bakowicza”, a także konkursów poświęconych owemu autorowi jest zacną inicjatywą, gdyż dzięki takim przedsięwzięciom historia o poecie jest wciąż żywa. Jest mi szczególnie miło, że po raz pierwszy w swoim życiu mogę wziąć udział w rywalizacji literackiej poświęconej bliskiemu mojego serca pisarzowi jakim był Teodor Goździkiewicz. *Cytaty zawarte w opowiadaniu zaczerpnięte zostały z powieści Teodora Goździkiewicza pt. „Sprawy Łuki Bakowicza”. Mikołaj Szczęsny Józef Piłsudski- nasz bohater
Dla każdego Polaka dzień 11 listopada jest dniem wyjątkowym. Wywieszone flagi, wielkie uroczystości, apele w szkołach. Powodem tego wszystkiego jest to, że właśnie tego roku obchodzimy 100 rocznicę odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę.


Józef Piłsudski. Każdy powinien znać to nazwisko. To Polak, który zrobił naprawdę wiele dla naszej Ojczyzny. Był twórcą Organizacji Bojowej PPS (1904) i Polskiej Organizacji Wojskowej (1914). 11 listopada 1918 został naczelnym wodzem Armii Polskiej, a w latach 1918–1922 był naczelnikiem państwa. Długo by wymieniać zasłużenia Piłsudskiego dla naszego narodu. Skupmy się jednak na rzeczach, których prawdopodobnie nie wiedzieliście o Józefie. 1. Józef Piłsudski był wielbicielem twórczości Juliusza Słowackiego, którego uważał nawet za największego poetę. Właśnie dzięki inicjatywie Piłsudskiego w 1927 r. dokonano ekshumacji prochów wieszcza, które wówczas spoczywały na paryskim cmentarzu Montmartre i przetransportowano je do Polski, by ostatecznie złożyć w krypcie królewskiej na Wawelu. 2. Ulubiony pies Piłsudskiego wabił się … Pies. Według jednej z anegdot miał on śmiertelnie przestraszyć znaną poetkę Kazimierę Iłłakowiczównę, która przerażona szczekaniem ulubieńca Marszałka, padła przerażona na ziemię i długo nie mogła dojść do siebie, mimo zapewnień Komendanta, że zwierzę jest łagodne i ma przyjazne usposobienie.



3. Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 r. o godz. 20:45 w ulubionym narożnym pokoju w Belwederze, w otoczeniu swojej rodziny. Po śmierci wykonano gipsowy odlew jego twarzy, a ciało zabalsamowano. Pierwsze dwa dni Marszałek spoczywał w otwartej trumnie w zamienionym na kaplicę salonie belwederskim. Przed trumną, na katafalku, wyłożono jego szablę, buławę i szarą maciejówkę z legionowym orłem. 4. W kondukcie żałobnym podążającym ulicami Krakowa dwaj oficerowie prowadzili klacz wydaną na świat przez Kasztankę – Merę, była ona przykryta kirem. Podobieństwo do ukochanego konia Marszałka było tak duże, że wśród zgromadzonego tłumu dało się słyszeć szepty: „Kasztanka!„. W ”Ilustrowanym Kuriera Codziennym” pod fotografiami z pogrzebu znalazło się imię sławnego wierzchowca. Daria Pawlik kl. 3D 11 LISTOPADA ZNACZENIE DATY



Narodowe Święto Niepodległości święto państwowe w Polsce obchodzone corocznie 11 listopada dla upamiętnienia odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918, po 123 latach zaborów (1795–1918). Święto zostało ustanowione ustawą z dnia 23 kwietnia 1937, zniesione ustawą Krajowej Rady Narodowej 22 lipca 1945, przywrócono je ustawą w okresie transformacji systemowej w 1989. Jest dniem wolnym od pracy. Odzyskiwanie przez Polskę niepodległości było procesem stopniowym. Wybór 11 listopada uzasadnić można zbiegiem wydarzeń w Polsce z zakończeniem I wojny światowej dzięki zawarciu rozejmu w Compiègne 11 listopada 1918, pieczętującego ostateczną klęskę Niemiec. Dzień wcześniej przybył do Warszawy Józef Piłsudski. W tych dwóch dniach, 10 i 11 listopada 1918, naród polski uświadomił sobie w pełni odzyskanie niepodległości, a nastrój głębokiego wzruszenia i entuzjazmu ogarnął kraj. Jędrzej Moraczewski opisał to słowami: " Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma „ich”. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. (...) Cztery pokolenia nadaremno na tę chwilę czekały, piąte doczekało. " Czego możesz nie wiedzieć o niepodległości?



Każdy Polak wie, że w tym roku - 2018 przypada setna rocznica odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Jest to bardzo ważne święto świadczące o ogromnej potędze Polski i jej mieszkańców. Po 123 latach życia w niewoli, utraty tak wielu ziem i dóbr narodowych udało nam się podnieść, wyzwolić spod zwierzchnictwa obcych państw. Zwyciężyliśmy w tej ,,bitwie o wolność’’ pokazując wszystkim naszą narodową siłę. Zawsze podczas obchodów tego święta i w tym roku, rzecz jasna, nie obyło się bez przedstawienia historii naszej ojczyzny, jednak każdy patriota zna powtarzalne fakty na ten temat, ale nie wszyscy z nas wiemy o pewnych ciekawych aspektach historycznych związanych z tą datą. Po pierwsze Rada Regencyjna, ówczesny organ sprawujący władze, ogłosiła wiadomość o odzyskaniu niepodległości nie 11 listopada lecz już 7 października 1918 roku. Weszła ona w życie miesiąc później, ponieważ właśnie wtedy Rada przekazała zwierzchnią władzę oraz dowództwo Józefowi Piłsudskiemu. W dniu jedenastym listopada zakończyła się I wojna światowa. Dokładnie wtedy państwa Ententy i Cesarstwa Niemieckiego podpisały rozejm w lesie pod Compiègne we Francji. Co ciekawe pomimo tak dużej wagi i znaczenia tego święta nie obchodzono go podczas PRLu, oczywiście z wyjątkiem czasów Solidarności. Potem oficjalnie pamięć o tym szczególnym dniu przywrócono po obradach Okrągłego Stołu w 1989 roku. Oliwia Sarnacka kl.IIId "Dywizjon 303", czyli o tym jak polscy lotnicy stali się legendą



26.09.2018r. byłam w kinie na filmie "Dywizjon 303". Reżyserem tej produkcji jest Denis Delić, a scenariusz napisali Jacek Samojłowicz oraz Krzysztof Burdza. Muzykę skomponował Łukasz Pieprzyk, a zdjęciami zajął się Waldemar Szmidt. Film miał swoją premierę 31.08.2018r. Jest to ekranizacja książki Arkadego Fiedlera "Dywizjon 303". W rolach głównych wystąpili: Maciej Zakościelny jako Jan "Donald" Zumbach, Piotr Adamczyk jako Witold Urbanowicz, Cara Theobold jako Victoria Brown, Antoni Królkowski jako Witold "Tolo" Łokuciewski, Andrew Woodall jako Thomas Jones oraz Anna Prus jako Jagoda Kochan. Jest to film produkcji polsko - brytyjskiej i zaliczony jest do filmów wojennych, historycznych oraz akcji. Adaptacja ta opowiada o polskich lotnikach, którzy biorą udział w bitwie o Anglię i tworzą elitarną jednostkę Dywizjon 303. Byli oni początkowo niedoceniani i wyśmiewani, lecz stali się legendą. "Dywizjon 303" to bardzo dobra lekcja historii dla młodych i starszych widzów. Film pokazuje ogromny patriotyzm polskich lotników, ducha walki i miłość do swojej pracy. Scenarzyści ujęli tą imponującą historię w zaledwie półtorej godziny. Zapierające dech w piersiach sceny powietrzne, stroje, sprzęt oraz lokalizacja. Ciekawe w scenariuszu jest to, że wydarzenia są przedstawione niechronologicznie. Przy każdej zmianie akcji w lewym dolnym rogu została wyświetlana data, miejsce oraz nazwa przedstawianego wydarzenia. Spodobało mi się również to, że film był przeplatany krótkimi filmikami nagranymi w czasach wojny. Poza bitwami były również przedstawione sceny z życia osobistego oraz piękne sceny miłosne. Obsada została bardzo dobrze dobrana. Aktorzy z wyglądu byli podobni do oryginalnych postaci, co zostało pokazane na końcu filmu. Ich gra aktorska była oszałamiająca. Zagrali bardzo naturalnie, z wielkimi emocjami, idealnie wczuwając się w powierzone role. Największe wrażenie zrobiła na mnie postać Jana Zumbacha zagrana przez Macieja

"Bycie Polakiem to stan umysłu."

Zakościelnego. Był to bohater pierwszoplanowy. Widać było, że aktor włożył mnóstwo serca w swoją rolę. Zapadło mi również w pamięć wystąpienie Piotra Adamczyka, Który wcielił się w rolę Witolda Urbanowicza - dowódcę dywizjonu. Świetnie pokazał to jak rządził oraz nauczał resztę lotników. Muzyka idealnie oddawała emocje przedstawione na ekranie. Kompozytor bardzo dobrze wczuł się w film i oddał dżwiękiem zawarte w nim uczucia. Najlepszą według mnie sceną w filme był moment pod koniec filmu - po wygranej bitwie, kiedy król dziękował lotnikom. Zauważył po nazwiskach, że są oni róznych narodowości, ale oni zaprzeczali i mówili, że są Polaami, więc monarcha stwierdził, że "Polska to stan umysłu". Była to bardzo wzruszająca scena, przepełniona emocjami, przy której pojawiły mi się łzy w oczach. "Dywizjon 303" - przepiękny, pouczający i dający wiele do myślenia film, który powinien zobaczyć każdy Polak i nie tylko. Bez chwili zawahania mogę stwierdzić, że był to jeden z najlepszych filmów jakie w życiu obejrzałam. Ewa Adamczyk 3a CZY KONFLIKT POKOLEŃ JEST NIEUNIKNIONY?



Czy konflikt pokoleń jest nieunikniony? Czy młodzież musi się buntować przeciwko swym ojcom, matkom i czy postęp jest możliwy bez przełamywania utartych schematów i szukania nowych rozwiązań? Nawet pobieżna retrospekcja sięgająca czasów powstawania cywilizacji dowodzi, że kolejne pokolenia próbują urządzić świat po nowemu. Dostrzegają niedoskonałości zastanego porządku. Otton III mając niespełna 20 lat chciał utworzyć swego rodzaju Unię Europejską. On jako cesarz nadzorujący i okręgi władane przez królów. Taki ustrój zapewniałby, według Ottona, pokój wszystkim plemieniom i nacjom. Było to myślenie całkowicie odmienne od poprzednio obowiązującej zasady dominacji siły. Kolejnym przykładem potwierdzającym potrzebę istnienia konfliktu pokoleń jest rewolucyjna myśl filozofów okresu Oświecenia. Dzięki Janowi Jakubowi Rousseau i jego sprzeciwie wobec panującego porządku, dzieci zaczęły być traktowane podmiotowo. Historyczna analiza jest najlepszym dowodem potwierdzającym nieuchronność istnienia Konfliktu pokoleń. Rozwój przemysłu, wynalazki. Kolejne odkrycia, począwszy od koła poprzez osiadły tryb życia, maszyny parowe, promieniotwórczość, elektryczność, Internet zmieniają warunki funkcjonowania społeczności, wymuszają zmiany oddziaływań międzyludzkich. Społeczeństwo przeszło od koczowniczego do osiadłego trybu życia, od systemu feudalnego, poprzez monarchię absolutną



do demokracji. Kolejne pokolenia muszą wyznaczać nowe koleiny społecznych relacji. Muszą na nowo definiować stosunki międzyludzkie. Potrzebę istnienia konfliktu pokoleń potwierdził w swej filozofii Hegel. Według niej duch świata rozwija się w celu lepszego poznania samego siebie. Rozpoznał również mechanizm tych zmian. Pierwszy etap to teza, która wymusza powstania antytezy, czyli zdania przeciwnego. Ścieranie się tezy i antytezy owocuje powstaniem syntezy. Dalej synteza staje się kolejną tezą, która rodzi kolejną antytezę, i tak dalej. Czyli rozwój świata, rozwój społeczeństwa to proces a nie stała, niezmienna. Dlatego każde następne pokolenie musi buntować się (formułować antytezę) do zastałego porządku. W argumentacji o nieuchronności konfliktu pokoleń nie można nie wspomnieć o buncie wpisanym w koncepcję młodości. Młodzi ludzie z natury są przebojowi i chcą zmian. Widzą świat zerojedynkowo. Najpierw działają, później myślą. Ludzie dojrzali inaczej postrzegają świat. Trudniej im podjąć decyzję, ponieważ wiedzą, że każde działanie wywołuje konsekwencje, których nie zawsze można przewidzieć. Często zatem, jako kompromisem, zadowalają się status quo. Bunt młodych i niezgoda na ohydę świata często przynoszą tragiczne skutki, ale jest to kolejny argument na to, jak silnie zakorzeniony jest w młodych sprzeciw wywołujący konflikt pokoleń. Dla idei młodo umierali romantycy, a także nam współcześni: Kurt Cobain, Jimi Hendrix, Chester Bennington, Amy Winehouse. Powyższa argumentacja dobitnie potwierdza tezę zawartą we wstępie. Konflikt pokoleń jest nieuchronny ale i konieczny. Wojciech Jadwiszczak kl.3a KONFLIKT POKOLEŃ?



Podobno każdy dorosły był kiedyś dzieckiem, a każde dziecko będzie kiedyś dorosłym, jednak biorąc pod uwagę niezwykle wyraźną różnicę w zachowaniu obu stron, większość osób w moim wieku może bez chwili wahania zaprzeczyć temu stwierdzeniu. Aż ciężko uwierzyć, że ci odpowiedzialni, nudni i w większości pozbawieni wyobraźni ludzie, byli kiedyś na miejscu rozwydrzonych, lekkomyślnych nastolatków, czy wrażliwych, bujających w obłokach dzieci. Grupy te rzadko kiedy potrafią się porozumieć. Stąd też nasuwa się pytanie: czy konflikt pokoleń jest nieunikniony? W prawie każdej książce da się odnaleźć nieporozumienia i ich skutki. W „Małym Księciu” żaden dorosły tytułowego księcia nie rozumiał. Jego sposób myślenia wydawał im się nienormalny, abstrakcyjny. Narrator również nie potrafił spojrzeć na świat oczami chłopca. Dopiero po czasie zaczął rozumieć, że on postrzegał rzeczy zupełnie inaczej niż osoby pełnoletnie: w porównaniu do nich miał nieograniczoną wyobraźnię, był niewinny, nie rozumiał jeszcze wielu rzeczy, a to, czego nie potrafił logicznie wytłumaczyć (bo przecież nie znał jeszcze pojęcia logiki), interpretował na swój własny, niepowtarzalny sposób. Właśnie brak tych cech u ludzi, którzy z nich wyrośli, powodował problemy. W życiu codziennym, młodzież na



każdym kroku spotyka się z brakiem zrozumienia. Gdy nam się coś nie udaje, zamiast „wiem co czujesz, też kiedyś byłem na twoim miejscu”, od rodziców słyszymy częściej „weź się w garść, życie to nie bajka”. Zdarza nam się cierpieć przez poczucie osamotnienia i świadomość, że nikt nie pomoże nam z naszymi problemami. Tymek zerwał z Kasią i podczas, gdy Kasia przeżywając największą życiową tragedię, płacze do poduszki myśląc, co zrobiła nie tak, dorosła kobieta po prostu wzruszyłaby ramionami i żyła dalej przekonana, że on nie był jej wart. Uważam, że dorośli ludzie, zajęci pracą i wieloma innymi rzeczami, powinni więcej czasu poświęcać na rozmowę ze swoimi pociechami. Zwykle mówią dzieciom, że mogą z nimi porozmawiać o wszystkim, a potem krytykują ich decyzje zamiast mądrze poradzić i tym samym tylko nadszarpują kruche zaufanie. Bywa, że chcąc ostrzec dzieci przed błędami, jakie popełniali w młodości, osiągają zupełnie odwrotny skutek. Wydaje się, że przez fazę dorastania przechodzili tak dawno, że zupełnie zapomnieli, co to znaczy być wrażliwym nastolatkiem w fazie buntu, czyli zagubienia i poszukiwania samego siebie. Zamiast przypomnieć sobie, ile kosztowało ich zakończenie tego etapu życia, wzruszają ramionami i stukają się w głowy, nie mogąc pojąć, dlaczego młodzież po prostu nie wydorośleje. Dorośli ludzie, co również istotne, pragną mieć kontrolę. Bez niej czuliby się niekomfortowo. Zwykle jednak jedyną rzeczą, nad którą mogą sprawować władzę absolutną, są właśnie dzieci. Czują się związane, ograniczone



niezliczoną ilością zakazów i pytań o prywatne rzeczy, o których nikomu opowiadać nie mają obowiązku. Pamiętają, że też w młodości byli ograniczeni, ale nie wiedzą, jak podle się wtedy czuli, więc powtarzają automatycznie te same błędy co ich opiekunowie. Te zaś zachowania napędzają młodzieńczy bunt i są bezpośrednią przyczyną konfliktu. Uważam, że w drodze ku dorosłości niepowtarzalny sposób myślenia młodych ludzi musi się dopasować do z góry narzuconych schematów, by nie odstawać od reszty społeczeństwa. Zatracają oni młodzieńczą wyobraźnię na rzecz logicznego myślenia i na zawsze zapominają, jakie to uczucie być dzieckiem. Moim zdaniem ze względu na to, jeśli nie zdecydują się na ciężką pracę, by na nowo zrozumieć swoje pociechy, konfliktu pokoleń nie uda się uniknąć. Magdalena Osiewała, IIIa
Bal w Rwanwal


Od zarania dziejów cztery, bardzo różniące się, sąsiadujące ze sobą krainy miały problem z dojściem do porozumienia. Najstarsza, a zarazem najpiękniejsza z krain – Rwanwal - należała do elfów, pięknych i długowiecznych stworzeń. Druga zaś zwała się Aphar i została założona przez przyjaznych i pokojowych hobbitów, którzy mogli wieść tam swoje spokojne i farmerskie życie. W następnej krainie żyli ludzie, wróżki i mityczne stworzenia. Miejsce to zwie się Sha’rith. Ostatnią z krain jest Khabar – miejsce dla wyrzutków i wygnańców, założone początkowo przez orków. Z pokolenia na pokolenie konflikt narastał. Napięcie rosło w siłę do czasu, aż Feanor Wielki zasiadł na tronie Sha’rith. Dzięki prowadzonej przez niego polityce cztery krainy doszły do porozumienia i zgodziły się na utworzenie jednego królestwa składającego się z tych czterech krain. Z racji tego, że do kompromisu doszło w dniu Purpurowego Księżyca, królestwo otrzymało nazwę Moondoor, a co pięć lat wyprawiany jest uroczysty bal w jednej z czterech krain. W tym roku nadeszła kolej na bal w Rwanwal. Stuk, puk. Puk, stuk. Amriel obudziły donośne dźwięki stukania dochodzące ze strony drzwi balkonowych. Elfka niechętnie otworzyła swe oczy i rozejrzała się po komnacie. Wszystko było na swoim miejscu; jej książki, łuk i dywan. Wstając, odsłoniła baldachim i zarzuciła na siebie satynowy szlafrok. Przechodząc obok lustra, poprawiła swoje rozczochrane, ciemnogranatowe włosy i podeszła do drzwi balkonowych. Odsłaniając zasłonkę, ujrzała trzepoczącego skrzydłami feniksa próbującego dostać się do środka. Do jego nóżki przyczepiona była mała karteczka. Amriel uśmiechnęła się i otworzyła balkon, pozwalając ptakowi wlecieć do komnaty. Chwyciła karteczkę i przeczytała:



„Już dzisiaj Gala, proszę dopilnuj, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Całusy, Elyon” - Dzięki mamo, jakbym mogła o tym zapomnieć – pomyślała elfka. Amriel wyszła na balkon i ujrzała słońce wyłaniające się znad szczytu wodospadu. Elfy pracujące w ogrodzie królewskim posłały jej pogodny uśmiech i pokłoniły się. Ogród wyglądał nieziemsko – idealnie dobrane kolory i gatunki kwiatów: róże, fiołki, słoneczniki. Amriel od zawsze uwielbiała przyrodę i zwierzęta, czuła z nimi więź – właśnie tam spędza większość swojego czasu czytając książki, bądź pisząc własne, głównie kryminały i zagadki. Elfka wróciła do swojej komnaty i założyła zwiewną, wygodną, fiołkową sukienkę z ozdobnym gorsetem. Uplotła sobie warkocz na czubku głowy i udała się w stronę sali jadalnej. W drodze do komnaty spotkała Shanarrię – aktualną władczynię Rwanwal, a nieoficjalnie – jej ciocię. Była ona wysoką elfką o popielatych włosach i ostrych rysach twarzy. Obok królowej szła jej prawa ręka – Mirla, której królowa ufała bezgranicznie. Mirla była dość niską elfką o kasztanowych włosach i naprawdę szczerym uśmiechu. - Królowo – ukłoniła się Amriel. - Och, dzień dobry Amriel – powiedziała Shanarria z uśmiechem – Dzisiaj święto Purpurowego Księżyca, zapewne nie możesz się doczekać! Tak… – mruknęła. - Tak czy inaczej – powiedziała królowa - Nie chcę cię dłużej zatrzymywać, zapewne masz dużo rzeczy do zrobienia. Elfka uśmiechnęła się i popędziła w stronę kuchni. Amriel nigdy nie przepadała za balem i uczestniczenia w nim. Zawsze czuła się tam troszeczkę niechciana, bo nie była elfką czystej krwi. Jej matka, Elyon, zakochała się w mrocznym elfie mieszkającym w Khabar i musiała ukrywać swój romans. Dlatego Amriel posiada kilka umiejętności, które są typowe dla mrocznych elfów, na przykład umie rzucać zaklęcia, ale tylko wtedy kiedy księżyc jest w pełni. Za każdym razem kiedy zdecyduje się użyć swoich mocy, bardzo ją to osłabia, więc nie korzysta z nich, a poza tym nie miała takiej potrzeby. Kiedy Amriel skończyła posiłek, od razu zabrała się do nadzorowania przygotowań do balu. Pomagała układać bukiety, rozstawiać i nakrywać stoły w sali bankietowej, nadto pomogła rozstawić sprzęt najbardziej prestiżowej elfickiej orkiestry zaproszonej na tą okoliczność. Czas mijał nieubłaganie, ale na szczęście wszystkie przygotowania udało się zrealizować przed czasem. Amriel udała się do swojej komnaty, aby naszykować się na galę. Wybrała długą jedwabną suknię odkrywającą ramiona w kolorze liliowym, z ozdobnym pasem w talii i czymś w rodzaju peleryny z cienkiego i zwiewnego materiału. W warkoczyki z tyłu głowy wplotła kilka świeżo zerwanych fiołków, aby udoskonalić swój strój. Kiedy skończyła wplatać ostatniego kwiatka, do komnaty weszła jej mama. Była bardzo podobna do swojej siostry Shanarri, różnił je tylko kolor włosów – Elyon miała czarne włosy zamiast popielatych. Elyon uśmiechnęła się na widok córki i powiedziała: - Wyglądasz przepięknie! Ten kolor naprawdę podkreśla te twoje błękitne oczy. - Dziękuję – odpowiedziała Amriel, rumieniąc się. - Shanarria i ja będziemy witać przybyłych gości przy wejściu do pałacu, chciałabyś do nas dołączyć? – zapytała. - Chyba sobie daruję – powiedziała – nie przepadam za poznawaniem nowych osób. - Jak wolisz – odpowiedziała łagodnie i wyszła z komnaty. Amriel była już gotowa, a ponieważ do



balu zostało jeszcze trochę czasu, postanowiła usiąść na balkonie i popatrzeć na przyrodę. Słońce kłoniło się ku zachodowi, co sprawiało, że całe lasy i ogrody wyglądały, jakby były ze złota. Ze strony drzew dobiegał przyjemny szelest, a ich korony muskała śnieżnobiała mgła. Po kilkunastu minutach nadszedł czas, by Amriel zeszła do komnaty bankietowej i porozmawiała z gośćmi, jak przystało na rodzinę królewską. Schodząc, miała możliwość zobaczenia komnaty w całej jej okazałości, w tym miejscu widziała każdą osobę przebywającą na sali. Zauważyła kilkunastu hobbitów, w tym króla Aphar – Ribarda Chubba, mnóstwo elfów, w większości jej kuzynostwo, dalsze czy bliższe. Potem całkiem duża grupa ludzi z Sha’rith, w tym królowa – Nilau Evelynn wraz z synem, księciem Thobanem Evelynn, a także zadziwiająco duża ilość przybyszów z Khabar, przez orków, chochliki, aż po mroczne elfy, czy ich przywódcę – Tafara Bolgera. Widok kroczącej Amriel sprawił, że wszystkie oczy zwróciły się w kierunku, kiedy zeszła na parkiet, otrzymała porcję oklasków od obecnych na sali, nie wiedziała dlaczego i trochę ją to onieśmieliło. Amriel witała gości i rozmawiała z nimi na rozmaite tematy - przez politykę na której kompletnie się nie znała, aż po sztukę. Elfka spędzała wieczór ciekawiej, niż myślała, bacznie przyglądała się przybyszom, dzięki czemu mogła dowiedzieć się o nich wielu ciekawych rzeczy. Kiedy zegar wybił godzinę dwudziestą, nadszedł czas na przemowę wygłaszaną przez władcę krainy, w której wyprawiany jest bal. Amriel zasiadła przy podłużnym, ustawionym przy ścianie stole, przy którym zasiadła większość elfickiej rodziny królewskiej. W ogromnej, ozdobionej żywymi kwiatami sali bankietowej zasiedli dookoła okrągłych stołów przedstawiciele wielu różnych gatunków, pokoleń i kultur, a jednak wszyscy dogadywali się jak jedna wielka rodzina. Shanarria rozpoczęła swoją przemowę i wygłosiła wiele pięknych i wyważonych słów. Salę zalała fala głośnych oklasków, a nawet doszło do owacji na stojąco. Aby dopełnić swoją przemowę, Shanarria uniosła swój kieliszek wypełniony winem i wzniosła toast. Wzięła łyk trunku i uśmiechając się, rozejrzała po sali. Nagle poczuła kłucie w gardle, tak jakby zaczynało się ściskać. Czuła, że traci kontrolę nad swoim ciałem, nie mogła ruszyć żadną kończyną. Na sali rozległ się huk – królowa upadła, tracąc przytomność. Amriel zastygła. Nie rozumiała, co się stało. Serce elfki łomotało z nieziemską prędkością. Poczuła mocny ucisk w klatce piersiowej, jakby ktoś owinął jej serce cierniami i zaczął ściskać. Na sali panowała panika i wielki hałas, Amriel nie była w stanie niczego usłyszeć. Jedyną rzecz, którą mogła słyszeć to huk uderzającego ciała królowej, w kółko i w kółko. Amriel zaczęła drżeć a jej oczy napełniały się gorącymi i piekącymi łzami. - Nie, nie, nie, nie, nie – szeptała do siebie – to się nie dzieje naprawdę. W niedługim czasie Amriel nie mogła widzieć już niczego, bowiem łzy całkowicie wypełniły jej oczy. Amriel potrzebowała kilku minut, aby otrząsnąć się z napadu paniki. Wiedziała, że musi postępować mądrze i z zimną krwią, nie może dać się ponieść emocjom. Rozejrzała się po sali i ujrzała mnóstwo zszokowanych twarzy, czasami z łzami na policzkach, a innych nawet nie poruszyło to, co się wydarzyło. Elfka obróciła się i spojrzała na leżące na podłodze ciało Shanarri. Jej popielate włosy zakrywały większość jej twarzy, oczy były wpatrzone w dal, a z uchylonych ust wyciekało coś podobnego do piany. Amriel zmarszczyła brwi i po chwili gwałtownie westchnęła.



- Cyjanek? – powiedziała – Król.. królowa była otruta? Po chwili namysłu Amriel zacisnęła pięść, stanęła na stole i krzyknęła z drżeniem w głosie: - Strażnicy! Natychmiast zamknijcie cały zamek, obstawcie każde drzwi, wejście i wyjście. Nikt nie ma prawa ani opuścić, ani wejść do pałacu. Zdezorientowani wartownicy nie reagowali i patrzyli na Amriel. - Ogłuchliście !? – wrzasnęła – Róbcie, co mówię! Wartownicy pognali, aby zabezpieczyć drzwi. Amriel spojrzała na swoją matkę, po której nie było widać, aby płakała. Dziwne, w końcu były siostrami. Elfka rozkazała dwóm elfom, aby zaniosły ciało królowej do jej komnaty. Zrozpaczoną Mirlę poprosiła o wezwanie lekarza, który mógłby przeprowadzić sekcję i poprzeć tezę Amriel. Elyon zwróciła się do córki, pytając agresywnie: - Co ty wyprawiasz?! Myślisz, że to ty teraz tu rządzisz? - Shanarria została otruta – powiedziała Amriel z drżeniem w głosie – nie żartuję, przy jej ustach zauważyłam ślady cyjanku. Elyon z trudem złapała oddech i spojrzała na bezwładne ciało siostry wynoszone z sali. - Muszę, się dowiedzieć, kto za to odpowiada i dopilnuję, aby sprawca poniósł karę – dodała elfka. Amriel uznała, że trzeba przemówić, a także spróbować dowiedzieć się czegoś od zgromadzonych gości. Każdy znajdujący się dzisiaj na tej sali i w tym pałacu był podejrzany o zabójstwo królowej elfów. - Królowa została otruta – powtórzyła Amriel donośnym głosem – potrzebuję, abyście zachowali spokój i aby każdy z przybyszy pogrupował się w zależności od krainy z której pochodzi. Będziecie po kolei przesłuchiwani w tej sprawie. Zaczniemy od Khabar, później Aphar, Rwanwal, służący w pałacu i Sha’rith. Na sam koniec porozmawiam z władcami każdej z krain. Amriel nigdy nie widziała siebie w roli liderki albo kogoś, kto mógłby czymś lub kimś rządzić, a jednak znalazła się w sytuacji, w której musi poradzić sobie sama, a jest to wielki ciężar. Poddani liczą, że rozwiąże zagadkę tej zbrodni i doprowadzi do ustalenia jej sprawcy lub sprawców. Bała się, że śmierć Shanarri może ponownie doprowadzić do konfliktu, którego tak bardzo nikt nie potrzebował. Dlaczego niszczyć to, na co zapracował Feanor Wielki? Obywatele czterech krain pogrupowali się i udali do czterech różnych komnat. Amriel rozejrzała się po pustej sali i zasiadła przy stole. Wiedziała, że musi opracować strategię, którą będzie się kierować podczas przesłuchiwań i całego śledztwa. Elfka pogrążyła się w myślach, próbując wymyślić najlepszy plan pasujący do zaistniałej sytuacji. - Amriel, dasz radę – motywowała się elfka – Po prostu z nimi porozmawiasz i spróbujesz się czegoś dowiedzieć. Kiedy tylko królewna postawiła stopę w komnacie, w której znajdowali się mieszkańcy Khabar, gwar ustał. Wszyscy posłali swe spojrzenia w stronę elfki i zamienili się w słuch. Amriel poprosiła, aby pojedynczo wchodzili do mniejszej komnaty, w której miały mieć miejsce przesłuchania. Mieszkańcy Khabar zaskakująco szybko stosowali się do poleceń i współpracowali. Po ponad godzinnym słuchaniu, co mają do powiedzenia, Amriel nie wpadła na żaden trop. Większość nie znała królowej osobiście, ani nie mieli żadnego pożytku, czy też korzyści z jej śmierci. Amriel czuła, że przesłuchiwanie hobbitów także nie przyniesie żadnego skutku, ale jednak dla pewności wolała z nimi porozmawiać. Wchodząc do komnaty, w której



przebywali hobbici, Amriel poczuła smutek, ponieważ ujrzała pocieszające się nawzajem niziołki. Hobbici od zawsze byli empatyczni i wrażliwi. Amriel wiedziała, że Shanarria uwielbiała ich gatunek i często wizytowała w Aphar. Elfka uśmiechnęła się łagodnie i zaprosiła pierwszego z hobbitów do mniejszej komnaty. Rozmowa ze wszystkimi gośćmi z Aphar zajęła nie tak dużo czasu, jak Amriel zakładała, jednak nie dowiedziała się niczego – tak jak początkowo myślała. Kiedy elfka zaczęła wątpić w natrafienie na jakikolwiek trop, postanowiła, że zrobi małą przerwę od przepytywania gości i poszuka wskazówek na sali bankietowej. Na sali nie było ani żywej duszy, a sama komnata sprawiała wrażenie opuszczonej. Kwiaty zaczynały więdnąć, a pomieszczenie ziać chłodem. Amriel poczuła mały dreszcz. Zbliżyła się do stołu, w którym zasiadała wraz z rodziną i zatrzymała w centralnym punkcie, czyli tam, gdzie siedziała Shanarria. Bacznie przeanalizowała wszystko dookoła tego miejsca. Jej uwagę zwróciło kilka małych kryształków białego proszku, które rozpoznawała z książki o truciznach i trujących roślinach. Biorąc pod uwagę białą pianę cieknącą po kąciku ust królowej, Amriel była pewna, że to cyjanek potasu. Była to silna trucizna, która mogła zabić nawet w bardzo małej dawce. Tylko dlaczego na obrusie znajdowała się trucizna? Amriel zastygła. - A co jeśli ktoś siedzący przy stole dosypał cyjanku do wina królowej? – pomyślała. Dwiema najbliższymi osobami siedzącymi obok królowej była Elyon, siostra Shanarri oraz kuzyn Amriel – Edwin. Każdy wiedział, że Edwin był ulubieńcem królowej, bo ani on, ani Shanarria tego nie ukrywali. Elfka zaznaczyła go jako podejrzanego. Motyw? Czy Shanarria obiecała mu coś w spadku? Nie miała pojęcia. Jeszcze jakoś do tego dojdzie. Osobą siedzącą z drugiej strony, była jej matka – Elyon. Amriel nie chciała w to wierzyć, ale musiała zachować zimną krew i znaleźć możliwe motywy. Shanarria była tą starszą, bardziej docenioną i faworyzowaną z sióstr. Elyon spędziła większość życia w cieniu siostry i to mogło być frustrujące. Amriel często porównywała je do Thora i Lokiego z mitologii nordyckiej i uważała, że było to trafne. Czy Elyon mogłaby zabić siostrę z zazdrości? Czy pragnęła władzy? Dodając własną matkę do listy podejrzanych, właśnie tego musiała się dowiedzieć. Amriel poczuła czyjś wzrok na sobie i szybko się odwróciła. Zza schodów wychylała się znajoma twarz Mirly, która gdy tylko spostrzegła, że została zauważona, pognała do jakiejś komnaty. - Mirla! – krzyknęła Amriel, ale ta zdążyła już uciec. Elfka zmarszczyła brwi i postanowiła, że to czas, aby przesłuchać resztę uczestników balu. Przesłuchując mieszkańców Rwanwal oraz Sha’rith, nasłuchała się jedynie kondolencji oraz narzekań, że przetrzymuje ich tutaj bez sensu. Jednak Amriel się nie poddawała i zaczęła po kolei przepytywać służbę. Zaczęła od straży, potem kucharzy i na sam koniec kelnerów – nikt niczego nie widział albo nie był wtedy obecny. Jedną rzeczą, która zainteresowała elfkę, było to, że nigdzie nie mogła znaleźć Mirly, ale uznała, że prawdopodobnie przechodzi przez ciężki czas, po stracie królowej i jednocześnie przyjaciółki. Nadszedł czas na przesłuchanie władców oraz rodziny królewskiej. Amriel zawahała się przed wejściem do komnaty i wzięła głęboki wdech. Kiedy otworzyła drzwi ujrzała siedem osób – króla Aphar wraz z żoną, Tafara, króla Khabar, rozmawiającego z jej matką, Elyon. Królowa Sha’rith rozmawiała ze swoim synem a Edwin, ulubieniec królowej, siedział sam przy kominku. Amriel nie mogła być bardziej pewna niewinności dwóch hobbitów znajdujących się w tej



komnacie, więc pozwoliła im udać się do innego pokoju. W ten sposób mogła poświęcić więcej uwagi pozostałej piątce. - Lyre – zwróciła się do strażnika – znajdź Mirlę i przyprowadź ją tutaj, będę chciała zapytać ją o parę rzeczy. Strażnik pokiwał głową i wyszedł z komnaty. Amriel odwróciła się w stronę władców i zmierzyła ich wzrokiem. Jej uwagę przyciągnęła Królowa Nilau, więc postanowiła zaprosić ją na przesłuchanie jako pierwszą. Od wysokiej i dość chudawej blondynki, Amriel nie dowiedziała się za wiele, bowiem Shanarria była Nilau obojętna, obchodziły ją jedynie stosunki polityczne. Amriel westchnęła ciężko i powiedziała: - Dziękuję za współpracę, królowo. Może pani także opuścić tę komnatę, raczej nie będę potrzebowała od pani więcej informacji. Elfka potrzebowała czegoś więcej, jakiejś akcji, czy skandalicznej historii z przeszłości. Miała jeden mały trop, dwóch potencjalnych podejrzanych, a ich liczba mogła powiększyć się w każdej chwili. Amriel zaprosiła Elyon na rozmowę. Jej matka zasiadła przy kominku, położyła nogę na nogę i przeczesała swoje kruczoczarne włosy palcami. - Mamo - zaczęła Amriel – chciałabym, abyś była ze mną szczera. Elyon przytaknęła, lecz jej wzrok był wlepiony w podłogę. - Dlaczego śmierć Shanarri nie spowodowała żadnej twojej reakcji? W końcu była twoją siostrą, spędziłyście całe życie razem, a nie uroniłaś ani jednej łzy? – zapytała elfka. Elyon westchnęła i powiedziała: - Szok. Byłam w szoku. Amriel zmrużyła oczy i powiedziała: - Rozumiem, że nigdy nie miałaś za dobrych rela … . - Miałyśmy dobre relacje – przerwała jej szorstkim głosem Elyon – Po prostu przez naszych rodziców i różne charaktery stosunki między nami stały się trochę napięte. Elyon nigdy nie lubiła rozmawiać o siostrze, zawsze albo zmieniała temat albo nie odpowiadała. - Na stole znalazłam resztkę cyjanku, czyli trucizny, którą została otruta Shanarria, wiesz może, jak to się tam znalazło? – zapytała Amriel, patrząc matce w oczy. - Trucizna? O nie, nie, nie, to nie moja bajka – powiedziała Elyon kręcąc głową – Ale znam kogoś, kto miał ostatnio z królową na pieńku i zna się na czymś takim. - Mów dalej – odpowiedziała Amriel z zainteresowaniem. - Chodzi mi o Edwina – powiedziała, poprawiając fryzurę – Zawsze się do niej przymilał, a jak zareagował, gdy usłyszał, co miał otrzymać w spadku po niej? Stwierdził, że za mało i zaczął się z nią kłócić. Shan groziła, że pozbawi go prawa do dziedziczenia, jeśli będzie się tak zachowywał. Chłopak spanikował i pewnie ją otruł, by nie zmieniła swojej woli, w końcu uczył się chemii i sporządzania eliksirów. Amriel była zaintrygowana tym, co powiedziała jej matka i natychmiast zaprosiła swojego kuzyna na małą rozmowę o ich cioci. Edwin był wysokim i porządnie zbudowanym elfem o śnieżnobiałych włosach, choć jak na elfa, nie był zbyt urodziwy. Amriel zauważyła, że był zestresowany, miał mocno ściągnięte barki i nerwowo ruszał nogą. - Edwin – zaczęła elfka – opowiesz mi może o swojej relacji z Shanarrią? Elf odchrząknął i rzekł: - Królowa i ja byliśmy blisko, bardzo dobrze, było nam w swoim towarzystwie, dzieliliśmy wiele sekretów i wspomnień. - Na uniwersytecie uczyłeś się chemii i sporządzania eliksirów. To prawda? – zapytała Amriel mierząc go wzrokiem. - Owszem – odpowiedział. - Cudownie – powiedziała elfka – dlatego



zapewne rozpoznasz substancję, jeśli opowiem Ci jak działa? Edwin pobladł i niespokojnie rozejrzał się po pokoju, dodając: - Myślę, że tak… Amriel opisała mu działanie cyjanku potasu i elf automatycznie odpowiedział poprawnie. - A czy wiedziałeś, że królowa została otruta właśnie tą substancją? – powiedziała Amriel, przybliżając się w stronę elfa. Edwin przełknął ślinę. - Pozwól, że przedstawię Ci pewną sytuację – powiedziała Amriel wstając z krzesła – Z jakiegoś źródła dowiedziałeś się o spadku przeznaczonym dla Ciebie i uznałeś, że to za mało i zasługujesz na więcej. Zacząłeś się z nią kłócić, a ona zagroziła, że wykluczy cię z kręgu spadkobierców, więc postanowiłeś otruć ją, zanim zmieniła zdanie. Mam rację? Na skroni elfa pojawiła się spływająca kropelka potu. - To… to nie tak – powiedział drżącym głosem. Kiedy dowiedziałem się o spadku miałem wielki dług – powiedział – wierzyciel zaczął mi grozić, że zacznie krzywdzić każdego kogo kocham, jeśli nie spłacę zobowiązania w krótkim czasie. Powiedziałem mu o spadku, on zaś kazał wynegocjować więcej pieniędzy i obiecał, że zajmie się Shanarrią. Zaciekawiona Amriel zapytała: - Kim jest „on”? - Tafar. Tafar Bolger. Elfka uniosła głowę i pozwoliła Edwinowi wrócić do komnaty. Na początku Amriel brakowało tropów, a teraz pojawiło się znacznie więcej. Westchnęła głęboko i pokazując gestem ręki, zaprosiła Tafara do komnaty na przesłuchanie. Był mrocznym elfem o zadziwiająco łagodnych rysach i bardzo ciemnych oczach. Jego długie, czarne włosy były zaplecione w warkocz. - Pozwól, że… – zaczął mroczny elf. - To ja tu zadaję pytania – przerwała mu Amriel. Czy to prawda, że groziłeś Edwinowi, że jeśli nie zdobędzie pieniędzy, to zaczniesz zabijać bliskie mu osoby? - Tak – odpowiedział. - To było proste – pomyślała elfka. - Czy kazałeś Edwinowi wynegocjować większą część spadku i chciałeś zająć się śmiercią królowej, by ten spadek otrzymał? - Coś w tym stylu, tak – odpowiedział niewzruszony. Amriel, obserwując swego rozmówcę, była bardzo zaniepokojona, że gdzieś w głębi również ma w sobie coś z takiego aroganckiego mrocznego elfa. - Tak, tylko powiem Ci, że zrezygnowałem z tego układu i jej nie zabiłem. Nie miałbym z tego korzyści – powiedział – źródło doniosło mi, że królowa zdążyła wykluczyć Edwina z kręgu spadkobierców. Amriel przetarła oczy i mruknęła do siebie: - Dziwny typ, wielu by typowało go jako sprawcę, ale według mnie to nie jest główny podejrzany. Elfka wypuściła Tafara z komnaty i zaprosiła ostatnią osobę na rozmowę – Thobana, księcia Sha’rith. Amriel nie miała już siły, by go przepytywać, bo prawdopodobnie będzie niewinny, ale jednak postanowiła zadać mu parę pytań. Nie znała księcia, jedynie wiedziała, że był kiedyś w związku z Shanarrią, ale nawet tego nie była pewna. Po krótkiej rozmowie z księciem Amriel wyszła z komnaty dowiedziawszy się jedynie, że łączyła ich nastoletnia miłość. Elfka poszła do ogrodu, by zastanowić się nad tym na świeżym powietrzu. Była pełnia księżyca, miała możliwość skorzystania ze swego niechcianego daru... Gdyby skorzystała z niego, zapewne odbiłoby się to na jej zdrowiu i siłach, jednak sytuacja była na tyle poważna, że będzie musiała podjąć to ryzyko. Użycie swych mocy pomoże rozwiązać jej tajemnicę śmierci królowej.



W momencie gdy podjęła tę decyzję, do ogrodu wbiegła Mirla. - Amriel! – powiedziała ledwo dysząc – muszę Ci coś powiedzieć, szybko. Oczy Mirly były zaczerwienione i podkrążone. Pomimo dość jasnej elfickiej karnacji, Mirla wyglądała jak kartka papieru – coś było nie tak. Kiedy elfki dotarły do ogrodów, zasiadły przy wodospadzie i Amriel zamieniła się w słuch. Z okien pałacu sytuację w ogrodzie bacznie obserwował Thoban. Elfka siedziała zapatrzona w wodę spadającą z wodospadu. Amriel dowiedziała się dzisiaj więcej rzeczy niż chciała i powinna. Jej mózg próbował przeanalizować wszystkie informacje dostarczone przez Mirlę w ostatnich minutach. Wszystko łączyło się idealnie, a jednak wydawało się niemożliwe. - Lyre – zwróciła się do strażnika – przyprowadź wszystkich na salę bankietową. Mirla, idź z nim. Mirla zawahała się i spojrzała na elfkę, lecz po chwili zastosowała się do polecenia. Gdy elfy weszły do pałacu, Amriel spojrzała ku górze i zaczęła obserwować księżyc. Elfka nie mogła uwierzyć w to czego się dziś dowiedziała. Dostała dziś ważną lekcję o innych. Wzięła głęboki oddech i policzyła do dziesięciu. Musiała zachować zimną krew i poinformować poddanych, gości i rodziny królewskie, co naprawdę się stało. Amriel wkroczyła do sali, w której panował niezwykły zgiełk. Kiedy zauważono kroczącą elfkę, obywatele ucichli i śledzili ją wzrokiem. Elfka dotarła do stołu, przy którym siedziała i weszła na niego, by wyjaśnić sprawę otrucia królowej. Amriel rozejrzała się po sali i powiedziała: - Drodzy przybysze z czterech królestw. Zebraliśmy się tu dzisiaj, by świętować pokój ustanowiony przez naszych przodków, a jednak jedna z obecnych tutaj osób postanowiła zniweczyć znaczenie tego święta poprzez otrucie królowej Rwanwal. Muszę przyznać, że była to bardzo dobrze zaplanowana i przemyślana. Nie będę trzymać Was w niepewności i od razu powiem, kto jest za to odpowiedzialny. Otóż, panie i panowie – Książę Thoban Evelynn. Lecz on jest tylko mózgiem tej operacji, nie wykonawcą. Zbrodnia dokonała się rękoma Mirli Cralee – znanej i kochanej w całym zamku, prawej ręki królowej i jej najbliższej przyjaciółki. Jak? – pytacie. Już wyjaśniam. Historia ma swój początek już wiele lat temu, kiedy to Shanarria była świeżo upieczoną królową. Na swojej koronacji poznała Thobana – czarującego księcia Sha’rith. Shanarria uwiodła księcia w celu zdobycia pewnych cennych informacji o jego królestwie. Kiedy dowiedziała się wszystkiego czego potrzebowała, złamała mu serce, zostawiając go. Miała nadzieję, że młodzieniec zapomni i zacznie żyć dalej. Och, ale on nie zapomniał. Przez lata dopracowywał swój plan, każdy szczegół, lecz nie przewidział jednej rzeczy – elfickiej natury. Nie wiedział, że sumienie i poczucie winy może wydać nawet najbardziej dopracowaną intrygę. Plan był bardzo prosty mimo tego, że był długo obmyślany. Całe królestwo wie, że elfy są miłośnikami wina, więc to był idealny sposób otrucia – dosypanie trucizny do wina, szczególnie, kiedy wiadomo, że będzie wygłaszany toast. Do królewskiego kielicha został wsypany cyjanek, a naczynie napełnione winem. Tą częścią planu zajęła się zaszantażowana przez księcia Mirla – groził, że wyjawi jej zbrodniczą przeszłość. Muszę przyznać, że Thoban był jedną z ostatnich osób, którą bym podejrzewała, a Mirly nawet nie miałam na liście osób podejrzanych. Nie zrobił tego dla pieniędzy czy władzy – zrobił to, aby wyrównać osobiste rachunki i zemścić się na naszej królowej. Po przemówieniu Amriel, cała sala była zszokowana. Elfka kazała służbie



skuć Thobana oraz Mirlę i zaprowadzić ich przed pałac, gdzie podjedzie po nich powóz i zawiezie ich do więzienia. Z bólem serca patrzyła na oddalającą się Mirlę w kajdanach, bo przecież była ona ważną częścią tego pałacu i jej życia. Czekała razem z nimi na odjazd powozu. Ta noc, jak i ona sama na zawsze zostaną w historii Moondooru. KALĘDARZ ŚWIĄT NIETYPOWYCH
LISTOPAD


4 listopada Dzień Taniego Wina 8 listopada Święto konstytucji Mikronezji 10 listopada Dzień Młodzieży 16 listopada Dzień Tolerancji 19 listopada Dzień Toalet 22 listopada Dzień Kredki 25 listopada Dzień Pluszowego Misia 30 listopada Dzień Białych Skarpetek KALĘDARZ ŚWIĄT NIETYPOWYCH
GRUDZIEŃ


5 grudnia Międzynarodowy Dzień Wolontariusza 6 grudnia Dzień Anioła 13 grudnia Dzień Telewizji dla Dzieci 17 grudnia Dzień bez Przekleństw 20 grudnia Dzień Ryby 23 grudnia Światowy Dzień Snowboardu 26 grudnia Dzień rzucania owsem w wieśniaków 28 grudnia Międzynarodowy Dzień Całowania

GIMboteka FOTOGALERIA ZE ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI





























Chcesz do nas dołączyć?



Lubisz język polski? Orientujesz się w grafikach komputerowych? Twoją pasją jest fotografia? Piszesz wiersze lub opowiadania? Zgłoś sie do nas. Jesteśmy otwarci na Twoje propozycje. Jeśli masz ochotę przyjdź do klasy 208 i zapisz się u Pani Bożeny Waludy. Czekamy na Ciebie