Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






www.gimgig.pl

WOLNOŚĆ KOCHAM …



„Kocham wolność” - ta jedna z najsłynniejszych piosenek grupy Chłopcy Z Placu Broni stała się inspiracją do stworzenia widowiska, w którym trudna droga Polaków do odzyskania niepodległości została opowiedziana tekstami utworów polskich kapel rockowych lat 80-tych i 90-tych. Zespołów, które stały się jednocześnie ikonami Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie. Montaż słowomuzyczny „Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem” towarzyszył gminnym odchodom Święta Niepodległości, stanowił oprawę gali wręczenia nagród im. Stanisława Taczaka – statuetek przyznawanych przez władze Jarocina za zasługi i wybite osiągnięcia w dziedzinie kultury, oświaty, sportu, ochrony zdrowia, środowiska i innych. W tym roku uroczystość po Ra pierwszy odbyła się Jarocińskim Ośrodku Kultury (wcześniej w ratuszu) i była otwarta dla mieszkańców. Całość rozpoczęła się od dźwięków „Mazurka Dąbrowskiego” granego na rockowo na gitarze elektrycznej, co było swoistym nawiązaniem do roku 1969 i kultowego już festiwalu Woodstock i Jimiego Hendrixa (rozpoczynał swój koncert hymnem Stanów Zjednoczonych). Następnie z głośników rozbrzmiał komunikat radiowy mówiący o podziale Polski pomiędzy trzech zaborców. Takich komunikatów była później jeszcze kilka. Każdy przedstawiał jakiś fakt historyczny. W rolę lektora wcielił się Przemysław Szeszuła – dziennikarz „Gazety Jarocińskiej”, kiedyś jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów „JaRadia Jarocin”. Pomiędzy nimi na scenie pojawiali się recytatorzy i wokaliści. Kolejno byli to: Maria Styburska, Klaudia Orpel, Jagoda Nowak, Adriana Pańczak, Mateusz Pluta, Joanna Pietrzak, Wirginia Wojtczak oraz



Zuzanan Kulka, Martyna Gogołkiewcz i Marta Bajaczyk (ta trójka to triumfatorki kolejnych edycji Festiwalu Piosenki Gimnazjalnej). Każdy tekst posiadał ilustrację zdjęciową oraz przygotowaną odpowiednią scenografię (oświetlenie). Na scenie pojawiali się żołnierze – uczniowie I i II klasy liceum o profilu wojskowych Zespołu Szkół Podnadgimnazjalnych nr 2 w Jarocinie. A oto niektóre opinie o widowisku wpisane na facebooku na profilu wydarzenia: Dziękuję za kawał świetnej roboty. I za spełnienie mych marzeń o „akademii ku czci – Ewelina Kubasik (gazeta „O…”) Świetnie opowiedziana historia o odzyskiwaniu wolności – Robert Kaźmierczak Warszawiacy mogą tylko pozazdrościć Jarocinowi obchodów Święta Niepodległości – Elżbieta Królikowska (Federacja Inicjatyw Oświatowych) Wielkie dzięki!!! Wykonaliście kawał świetnej roboty – Stanisław Martuzalski Dawno nie widziałam czegoś tak mocnego. Totalna awangarda, a z taką czcią wobec pięknych wartości. Przemawiało do szpiku kości – Magdalena Bielawska („Życie Jarcina”). Widowisko zostało przygotowane przez nauczycieli golińskiego gimnazjum: Piotra Kowalczyka, Tomasza Jankowskiego i Bartosza Palczewskiego. Święto Niepodległości na terenie Ziemi Jarocińskiej



Jak co roku, także i w tym świętowaliśmy jeden z najważniejszych dni dla każdego Polaka, święto niepodległości, o którą walczyliśmy ponad wiek, czyli 123 lata. Najważniejsze uroczystości związane z tym dniem obchodzone były w Warszawie, na placu Józefa Piłsudzkiego przy Grobie Nieznanego Żołnierza, lecz my także pamiętamy o bohaterach pochodzących z naszych rejonów. Nie zapominamy o tak wielkim wydarzeniu także w Jarocinie i z tego powodu co roku organizowany jest uroczysty capstrzyk. Obchody te na terenie Ziemi Jarocińskiej zaczęły się już 8 listopada w rocznicę utworzenia w jarocińskich koszarach rady żołnierskiej. Rozpoczęto je uroczystą mszą świętą w kościele św. Marcina, którą koncelebrowali ks. prałat Dariusz Matusiak, ojciec Sylwin Wojdanowicz oraz ksiądz Krzysztof Górski, który jest kapelanem 16 Jarocińskiego Batalionu Remontu Lotnisk. Po uroczystej mszy odbył się przemarsz na rynek, w którym uczestniczyły oddziały wojsk, orkiestra wojskowa z Bytomia, kombatanci, harcerze, Bractwo Kurkowe oraz poczty sztandarowe ze szkół z gminy Jarocin, w tym także delegacja ze Szkoły Podstawowej oraz Gimnazjum w Golinie. Na rynku odbył się capstrzyk z Apelem Pamięci, podczas którego wspominano tak ważne dla nas wydarzenie, jak odzyskanie Niepodległości. Mówiono o wszystkich poległych bohaterach - od kosynierów Kościuszki po kapitana Daniela Ambrozińskiego, który zginął trzy lata temu podczas pełnienia służby na misji w Afganistanie. Złożone także zostały kwiaty pod tablicą upamiętniającą uczestników Powstania Wielkopolskiego przez delegacje gminy, powiatu oraz służby mundurowe. Głos zabierali przedstawiciele władz, którzy podkreślali wagę wydarzeń sprzed 94 lat. Na koniec burmistrz Stanisław Martuzalski podziękował wszystkim przybyłym na tę uroczystość, ale akurat w tym roku frekwencja nie dopisała.



Na zakończenie uroczystości odbył się krótki koncert orkiestry wojskowej z Bytomia, która wykonała kilka pieśni patriotycznych. 11 listopada w Koźminie Wlkp. Tegoroczne obchody Święta Niepodległości w Koźminie Wielkopolskim rozpoczęły się o godzinie 11. 15 od uroczystej mszy świętej w kościele pw. świętego Wawrzyńca. Nabożeństwo w intencji ojczyzny odprawiał proboszcz parafii, ks. kanonik Zygmunt Lewandoski oraz ks. wikary Marek Jasianek. We mszy św. brali udział mieszkańcy miasta i gminy, przedstawiciele władz samorządowych i organizacji działających na terenie miasta i gminy. Obchody uświetniły chór im. Czesława Czypickiego oraz Koźmińska Orkiestra Dęta. Po mszy delegacje w asyście harcerzy udały się pod Pomnik Wolności. Tam został odśpiewany hymn. Delegacje złożyły kwiaty, a harcerze przez cały dzień pełnili warty. Aleksandra Kowalczyk (debiut) KAŻDY NOSI BUŁAWĘ W SWOIM PLECAKU Wywiad z Marianem Pilotem, wybitnym pisarzem, laureatem Literackiej Nagrody Nike z 2011 roku. GIGant: Jestem dziennikarką i reprezentuję gazetę GIG-ant. Jest to golińska gazetka szkolna wydawana od 10 lat. Interesujemy się wszystkimi wydarzeniami kulturalnymi na naszym terenie i w najbliższych okolicach. Pana przyjazd do Jarocina jest dla nas ważnym wydarzeniem kulturalnym. Pochodzi pan przecież z naszej bliskiej ojczyzny, bo z Ostrzeszowa. Czy jest pan dumny ze swojego pochodzenia? Marian Pilot: Oczywiście! Bardzo jestem dumny, że jestem… góralem wielkopolskim.



My się czujemy tam góralami. Jesteśmy na najwyższych wzgórzach, jakie istnieją w całej Wielkopolsce. I z tego tytułu jesteśmy dumni ze swojego pochodzenia. W Ostrzeszowie, jeszcze w latach trzydziestych działał poeta, który równocześnie był redaktorem pisma „Okolica Poetów”, która to okolica miała wielki wpływ na polską literaturę. W tej chwili istnieją dwie kontynuacje „Okolicy Poetów” Stanisława Czernika. Jedna w Poznaniu, a druga w Rzeszowie. Więc mamy pewne powody do tego, żeby czuć się kimś nadzwyczajnym. GIGant: Jest Pan honorowym obywatelem miasta Ostrzeszowa. Rodzą się tam mądrzy ludzie. Wspominał pan o Stanisławie Czerniku , założycielu ugrupowania poetyckiego pod nazwą „Okolica Poetów”, działającego w okresie XX-lecia międzywojennego? Jaką ma Pan o nim opinię? M.P.: Nie jestem honorowym obywatelem, lecz dostałem medal honorowy, czyli odznakę za zasługi dla miasta Ostrzeszowa. Ostrzeszów ma taką zdolność przyciągania ludzi twórczych do siebie, bo tutaj rzeczywiście Czernik jest tym takim najwspanialszym przykładem. Wypromował on kierunek literacki, który się nazywał „autentyzm”. A to jest jedynym polskim prądem, programem literackim sformułowanym przez Polaka. Właśnie „autentyzm”, który znalazł swoje gniazdo w piśmie „Okolica Poetów”. Więc Ostrzeszów ma tę jakąś przedziwną zdolność gromadzenia ludzi. Jest tam mnóstwo matematyków, słynny himalaista. Ostrzeszów jest miasteczkiem niesłychanie twórczym, sprzyjającym nowym rzeczom i poczynaniom. GIGant: Jak się panu pracowało nad słownikiem dawnej gwary Siedlikowa? M.P.: Pracowało mi się bardzo szczególnie, dlatego że ja sobie w pewnym momencie zdałem sprawę z tego, że to jest już ostatni moment, kiedy jeszcze żywi są ludzie, którzy w ogóle tę gwarę pamiętają. Zresztą, ja sam należę do nich w jakiejś części, ale najlepiej ją pamiętają jednak ludzie najstarsi. W Siedlikowie tak się zdarzyło, że mamy nawet stulatków. Robiłem, co się tylko dało, żeby od nich wydobyć maksymalnie dużo słów, nazw rzeczy, modlitewek z różną osobliwą terminologią. Bo odkryłem jedną babcię prawie stuletnią, która do dziś dnia boi się wymówić słowa „Bóg”. Zamiast tego słowa używa zwrotu: „Ten Istny”, czyli ktoś, kto jest prawdziwy. Ale nie używa słowa „Bóg”. To jest zresztą bardzo szczególne, bo jak gdyby wzięte z religii żydowskiej, gdzie słowa „Bóg” się nie używa w żadnym przypadku. Bo jest to słowo święte i nie można go użyć. Więc ta bardzo stara kobieta używa tego omówienia. „Ten Istny”, czyli ten prawdziwy, tylko jeden. A taki może tylko być Pan Bóg. GIGant: Pracował Pan w wielu zawodach, ale wszystkie mają związek z dziennikarstwem. Podejmował pan współpracę z różnymi czasopismami. Był pan kierownikiem działu kulturalnego, kierownikiem działu prozy. W której roli był pan najszczęśliwszy? M.P.: Najszczęśliwszy byłem w zawodzie, którego pani nie wymieniła. Przez jakiś czas byłem redaktorem w redakcji filmowej Telewizji Polskiej. No i tam takim moim osiągnięciem jako redaktora było wypromowanie, przeprowadzenie przez takie straszliwe, biurokratyczne zapory



scenariusza serialu „Alternatywy 4”. Jest to jeden z najfajniejszych polskich seriali. Prześmiewczy wobec tamtej rzeczywistości, niesłychanie agresywny, powiedziałbym. Jakimś cudem udało się przeprowadzić przez wszystkie przeszkody serial, a potem nawet zdobyć pieniądze na produkcję, które było zadaniem jeszcze poważniejszym. Bo są to jednak ogromne pieniądze. Z całej mojej kariery dziennikarskiej praca w Telewizji Polskiej wydaje mi się takim czynem najwspanialszym. GIGant: Którą ze swoich książek ceni Pan najbardziej i dlaczego? M.P.: To jest pytanie niesłychanie trudne, bo właściwie każdy pisarz najbardziej chciałby cenić książkę, którą napisze. Jestem przywiązany do książki, którą piszę i która wydaje mi się, że będzie moją najlepszą. No, ale z tych, które napisałem to, najbardziej lubię książkę, która się nazywa „Matecznik”, a której drugie wydanie, pt. „Nowy Matecznik” się właśnie ukazało. Otóż nie jest to ani proza, ani poezja. Jest to esej. Są to opowieści o ziemi ostrzeszowskiej. O różnych wydarzeniach, jakie miały miejsce na przestrzeni wieków. Jest tam nawet opowieść o czarownicach, bo jak wiadomo na ziemi ostrzeszowskiej po raz ostatni w Polsce palono czarownice w miejscowości pod Ostrzeszowem. Jest o bardzo niezwykłej sprawie Kamieni Mikorzyńskich, które w tej chwili znajdują się w muzeum archeologicznym w Krakowie. Są to niezwykłe kamienie (dosyć znacznych rozmiarów), na których wykute są napisy, których do dziś dnia uczeni nie potrafią rozszyfrować. Nie wiadomo, czy są to jakieś starożytne kamienie autentyczne, czy też to jest podróbka XIXwieczna. W każdym razie jest to taka niesłychanie intrygująca wielu uczonych zagadka. I to uczonych wielkiej klasy, chociażby Jana Potockiego, autora rękopisu znalezionego w Saragossie, który napisał powieść, ale był w zasadzie uczonym. I on się między innymi tymi kamieniami zajmował i napisał bardzo obszerne studium poświęcone tym Mikorzyńskim Kamieniom. Jest to książka o moich stronach rodzinnych i jestem dumny nie tylko z tej książki, ale również z jej tytułu. Brzmi ona „Matecznik”. Słowo „matecznik” jest poniekąd moim wynalazkiem, pożyczką z języka pszczelarzy. Wiadomo, że pszczoła żyje w ulu, czyli w mateczniku. W pewnym momencie sobie uświadomiłem, że słowo „matecznik” mogłoby znakomicie zastąpić termin „mała ojczyzna” albo też używany równie często niemiecki termin „Heimat”. Uważam, że to jest całkiem niezły wynalazek językowy i żeby, daj Boże, się upowszechnił. Jest to słowo piękne i czysto polskie, i znaczące właściwie to, co ma znaczyć, czyli to, co człowiek ma od dzieciństwa. To ten okres, kiedy jest pod władzą matki. Ojczyzna jest wtedy, kiedy ojciec przejmuje władzę już nad człowiekiem. Więc dlatego bardzo lubię tę książkę i się cieszę, że jest nowe wydanie z bardzo pięknym obrazem słynnego malarza Henryka Wańka. GIGant: Od roku 2011 jest Pan znaną postacią w polskim życiu kulturalnym także za sprawą Nagrody Literackiej Nike 2011. Jak czuje się pan w towarzystwie wielkich literatów, takich jak Czesław Miłosz, Stanisław Barańczak, Tadeusz Różewicz, Jerzy Pilch, Dorota Masłowska? M.P.: Jak pani widzi, jest tutaj cała harmonia bardzo



różnych pisarzy. Jestem od nich różny i w pewnym sensie też podobny, bo po prostu piszemy w tym samym języku polskim. To nas łączy. A cała reszta jest kwestią różnic poglądów, oczywiście talentów i zasięgu, jakie mają rzeczy poszczególnych uprzednich laureatów. Ja się czuję zupełnie normalnie, bo mam swój obszar, na którym żaden z nich nie umiałby się poruszać w ogóle. To znaczy obszar chłopskości i obszar szczególnie matecznika siedlikowskiego czy ostrzeszowskiego. Są to rewiry zarezerwowane wyłącznie dla mnie. Więc się czuję właśnie równorzędny. Każdy nosi buławę w swoim plecaku. Spośród tych różnych pisarzy też mam taką samą buławę w swoim plecaku. GIGant: Co Pan, jako człowiek doświadczony, może powiedzieć o polskiej młodzieży? M.P.: To jest temat za szeroki... Mogę powiedzieć tyle, że polska młodzież z punktu widzenia swojego interesu coraz mniej czyta i zajmuje się przede wszystkim Internetem. Zamiast książki nosi laptopa. Macie to wszyscy, przecież . Więc to jest trochę smutne, ale ja wierzę w książkę i myślę, że z czasem się jednak nawrócicie na literaturę, znudzicie się po prostu tymi sztucznymi rzeczami i zaczniecie czytać zwyczajne książki papierowe, bo to jest ostoja cywilizacji od wieków i być może nie zasługuje na kasację. Młodzież jest różna. Ja dalej mieszkam w takiej praskiej dzielnicy Targówek. Tam młodzież jest dosyć rozwydrzona, bo jest to taka dzielnica cokolwiek jeszcze od wojny. Jakieś tradycje takie zostały. Więc ta młodzież jest dosyć łobuzerska, ale wcale na to nie narzekam i uważam, że i tacy powinni być oprócz tych, którzy siedzą w Internecie. GIGant: Dziękuję Panu za wywiad. Amanda Pawlicka BLIŻEJ GRUZJI ! 20 listopada 2012 roku odbyło się spotkanie z A i M. Mellerami w Pałacu Radolińskich. Państwo Mellerowie napisali książkę o swoich przygodach w Gruzji i to okazało się głównym tematem tego spotkania kulturalnego. Marcin Meller znany jest z polskiego reality show „Agent”. Pracował razem ze swoją żoną – Anną DziewitMeller w programie „Dzień Dobry TVN”. W 1992 roku Marcin Meller został wysłany do Gruzji, by zrobić swój reportaż. Od tamtego czasu zaczęło się jego zainteresowanie Gruzją. Razem z żoną mają tam bardzo dużo przyjaciół. Państwo Mellerowie opowiadali o kulturze, ustroju i zachowaniach Gruzinów. W Gruzji można jeździć pod prąd i bez prawa jazdy. Mieszkańcy tego państwa są bardzo uprzejmi i z chęcią zapraszają przyjaciół, nawet nieznajomych ludzi, do swoich domków. Przy uczcie gospodarze są zawsze uśmiechnięci i weseli. Najczęściej do picia podają wino. Nawet



najmniejsze dzieci są już przygotowywane na oswojenie się z winem. Dzieciom podaje się je oczywiście w mniejszych ilościach. Przy stole Gruzini zawsze śpiewają pieśni ludowe, gdyż nie chcą, by ich kultura znikła gdzieś w otchłani. Dołączają się do śpiewu również goście. Atmosfera jest niesamowita. Gruzini wierzą, że ich jedzenie jest najlepsze, dlatego restauracje z fast foodami nie przyjęły się tak dobrze jak w Polsce. Są również przekonani, że nie ma lepszego miejsca na świecie niż Sarkatwelo. Państwo Mellerowie poznali bardzo dużo ciekawych ludzi, z którymi narodziła się przyjaźń. To oni oprowadzali ich po najpiękniejszych zakątkach kraju i pokazywali im najpiękniejsze zabytki, opowiadali historię każdego z nich, zawsze z wielką pasją. Są to ludzie niewstydzący się swojego pochodzenia. Mellerowie wzięli ślub w Gruzji. Prezydent Saakaszwili, dowiedziawszy się o ich ślubie, był trochę oburzony, gdyż nikt nie poinformował go o tym, a z miłą chęcią by przyszedł na wesele.... Mimo wszystko Gruzja jest biednym krajem, ale nie jest też bardzo tragicznie. Mellerowie bardzo zachęcają do przeczytania ich książki „Gaumardżos”. Tytuł książki oznacza „Na zdrowie”, ale też „Życzę ci zwycięstwa”. Nie chcieli zdradzać wszystkich historii znajdujących się w tej książce, gdyż nie chcieli psuć zabawy czytelnikom. Spotkanie okazało się bardzo interesujące. Przybliżyło nam kulturę tego dalekiego kraju, jakim jest Gruzja. Została ukazana z perspektywy, która stanowiła jedność między ludźmi tworzącymi tą jedną wielką rodzinę. Amanda Pawlicka Mija 110 lat Kółka Rolniczego w Golinie



Wielkim inicjatorem zakładania kółek rolniczych w naszej okolicy był Maksymilian Jackowski ze Słupi, parafia Witaszyce. 9 marca 1902 roku Proboszcz Goliny, wielki społecznik i patriota ksiądz Szczepan Toboła powołuje do życia Kółko Rolnicze. 12 kwietnia tego samego roku według sprawozdania z pierwszego posiedzenia prezesem zostaje ksiądz Szczepan Toboła, a członkami między innymi Gabriel Patoka, Franciszek Bomarzyński, Marian Kardach, Szczepan Miękus. Łącznie było 54 członków. Celem Kółka była szeroko rozumiana edukacja rolników. W oryginalnych protokółach z tamtych lat zapisano, że tematem spotkań członków były między innymi: melioracja pól, założenie spółki drenarskiej przy Kółku, stosowanie płodozmianu, nawożenie, uprawa ziemi, wychów zwierząt, podnoszenie kultury wsi, wskazanie drogi do różnorakiej spółdzielczości rolniczej. Do niewątpliwych sukcesów pracy Kółka Rolniczego w Golinie w tamtych czasach należy zakup siewnika zbożowego, inicjowane przez prezesa Szczepana Tobołę powołanie Towarzystwa Kobiet Pracujących, Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej, Towarzystwa Robotników. W roku 1920 ksiądz Szczepan Toboła po 18 latach prezesowania złożył rezygnację z funkcji z powodu złego stanu zdrowia. Jak czytamy w protokole, złożył na posiedzeniu wnioski. „Nie wybierać w wprzód nowego zarządu, tylko porozumieć się z gospodarzami z Potarzycy, Noskowa i Siedlemina celem założenia jednego wspólnego Kółka”. Spełniły się marzenia założyciela. Nowym prezesem zostaje Pan Wierzchowiecki z Potarzycy, a rolnicy z okolicznych wiosek wstępują do Kółka w Golinie. Z grona najbardziej aktywnych członków pracujących z ustępującym Prezesem należy wspomnieć Marcina Kulkę, Franciszka Miękusa, Michała Półrolniczaka, Tomasza, Ludwika i Antoniego Śpitalniaków z Potarzycy. Kolejnym Prezesem Kółka Rolniczego został Gabriel Patoka, a członkami zarządu zostali; Marcin Kulka, Franciszek Miękus, Jan Grześczak i Antoni Miękus. Za czasów prezesowania pana Patoki Kółko rozwijało się i rosło w siłę. W 1927 roku zorganizowano jubileusz 25-lecia istnienia Kółka Rolniczego. Na łące pana Patoki zorganizowano zabawę połączoną ze zwiedzaniem kilku gospodarstw. W roku 1937 zorganizowano następny jubileusz - 35-lecia założenia Kółka. Od rana odprawiono Mszę Św. A potem w Mija 110 lat Kółka Rolniczego w Golinie
ogrodzie pana Antoniego Miękusa odbyły się uroczystości jubileuszowe połączone z dożynkami wiejskimi. W 1939 prezesem Kółka został Zbigniew Ciesielski, oddany całym sercem sprawie Kółka. Jego kadencja trwała krótko, przerwał ją wybuch II wojny światowej i zakaz wszelkiej działalności kółkowej pod groźbą prześladowania. Następny rozdział naszej historii to okres powojenny. Wszelkimi siłami ludzi dobrej woli odbudowano kraj od zniszczeń


wojennych. Dnia 27 stycznia 1957 roku złożono wniosek do Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu o zarejestrowanie Kółka Rolniczego w Golinie. Założycielami byli: Regulski Franciszek – Prezes, Miękus Franciszek – Sekretarz, Podemski Wojciech – Skarbnik, Miękus Antoni – członek zarządu. Przy Kółku Rolniczym powstał zespół wyrobów cementowych, który zajął się produkcją pustaków i dachówek. Pierwsze dochody wynikały z urządzenia 3 zabaw i dożynek. Efekt - zakupiono wspólną kopaczkę do ziemniaków. W 1960 roku 16 członków ze środków własnych i udzielonego kredytu zakupiło pierwszy ciągnik i młocarnię. W latach następnych następował szybki wzrost zapotrzebowania na usługi i w 1962 roku Kółko posiadało 3 zestawy ciągnikowe z maszynami towarzyszącymi, zatrudniono pierwszych pracowników - dyspozytora Kazimierza Baszyńskiego i trzech stałych traktorzystów panów Kazimierza Skibskiego, Bronisława Kulkę i Mariana Wyrwasa. W następnych latach rozpoczęto budowę garaży i wiaty do przechowania maszyn z myślą przeniesienia całej działalności z



gospodarstwa przy parku w Golinie do obecnej siedziby na ulicy Wolności. W 1966 roku nastąpił szybki rozwój produkcji materiałów budowlanych, przyniosło to w tamtych latach duże dochody. Kółko Rolnicze było w stanie z wypracowanej nadwyżki udzielić pomocy finansowej przy budowie Szkoły Podstawowej, remizy strażackiej, zakupu sprzętu muzycznego dla młodzieży. W miejscu tym należy zaznaczyć dobrą współpracę ze wszystkimi organizacjami działającymi na wsi, a w szczególności KGW. Pod koniec lat sześćdziesiątych rozpoczęto budowę następnych obiektów - pomieszczeń biurowych, socjalnych, warsztatowych i magazynowych. W 1972 roku dokonano uroczystego oddania do użytku tych obiektów organizując 70-lecie powstania Kółka. W !975 roku, pomimo różnych zdań członków naszego Kółka, dążono do utworzenia Spółdzielni Kółek Rolniczych działających w naszej gminie, tłumacząc lepszą organizacją, lepszym wykonaniem usług rolnikom centralnym zarządzaniem majątkiem wypracowanym przez wszystkie Kółka. 1 lipca 1975 powstała Spółdzielnia Kółek Rolniczych Jarocin, w związku z czym Kółko Rolnicze zaprzestało działalności gospodarczej. W obiektach w Golinie urządzono centralny warsztat remontowy dla wszystkich 5 powstałych zakładów usługowych. W 1977 roku dokonano wyboru nowego zarządu. Po rezygnacji długoletniego prezesa, a był nim przez 19 lat pan Franciszek Regulski, prezesem kółka został pan Stanisław Podemski. Członkowie zarządu aktywnie uczestniczyli w posiedzeniach Rady Nadzorczej powstałej Spółdzielni Kółek. Po roku 1980 zakład obsługowy w Potarzycy obsługujących rolników wsi Golina posiadał 4 kombajny i prasy. W latach tych Zarząd Kółka Rolniczego zaczął prowadzić rozmowy w celu przywrócenia zakładu usługowego do Goliny - z pozytywnym skutkiem. W 1987 roku Zarząd Kółka Rolniczego zorganizował następny jubileusz, a była to 85 rocznica powstania



naszego Kółka. W tym samym roku został wybrany nowy Zarząd, którego prezesem został pan Józef Roszak. Członkowie Zarządu i Kółka nadal aktywnie uczestniczyli we władzach Spółdzielni Kółek, borykając się z coraz większymi trudnościami gospodarczymi i finansowymi. W 1993 roku nowym prezesem Kółka Rolniczego został pan Bernard Wojtczak. W 1994 roku odbyło się nadzwyczajne walne posiedzenie Rady Nadzorczej Spółdzielni Kółek Rolniczych Jarocin, na którym podjęto uchwałę o jej podziale na mniejsze samodzielne Spółdzielnie. 1 września 1994 roku zarejestrowano w Sądzie Gospodarczym w Kaliszu Spółdzielnie Kółek Rolniczych Golina w skład której wchodzą cztery Kółka Rolnicze - Golina, Potarzyca, Roszków i Dąbrowa. Wybrano nowy zarząd, którego prezesem do chwili obecnej jest pan Andrzej Tułaza. Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu rolników oraz przemianom zachodzącym w gospodarce narodowej, zarząd stopniowo poszerzałzakres usług. I tak oprócz usług mechanizacyjnych Spółdzielnia rozpoczęła działalność handlową prowadzącą sprzedaż paliw, pasz i nawozów. W roku 1998 roku prezesem Kółka Rolniczego został pan Henryk Jańczak, który sprawuje tę funkcję do dnia dzisiejszego. W ostatnich latach Spółdzielnia powiększyła swój majątek poprzez kupno nowego sprzętu niezbędnego, do polepszania jakości świadczonych usług. Poważną inwestycję Spółdzielnia podjęła w 2000 roku, była to budowa Stacji Kontroli Opryskiwaczy, która w chwili obecnej świadczy usługi dla rolników całego Powiatu Jarocińskiego. Rada Spółdzielni wraz z Zarządem i pracownikami twierdzą jednoznacznie, ze zdrowa spółdzielczość i zjednoczone rolnictwo może stawić czoła wyzwaniom które nas będą czekały w przyszłości. Informacji i materiałów użyczył pan Andrzej Tułaza, prezes Spółdzielni Kółka Rolniczego w Golinie Marta Łukaszewska Osiągnięcia w konkursach!



Uczniowie naszej szkoły brali udział w wielu konkursach. Niektórym udało się odnieść sukces. Prezentujemy wam niektóre z nich. Projekt Żelkowy W październiku 2012 roku fundacja „Czas Dzieci” ogłosiły akcję konkursową „Zdrowy pomysł na lepszy świat”. Tematem projektu miało być: zdrowie dziecka, edukacja kulturalna, ekologia lub sport. P. Arleta Zdunek oraz p. Renata Mamrot przygotowały projekt. „ Czy stan środowiska przyrodniczego może mieć wpływ na nasze zdrowie?” i zgłosiły go do konkursu. Projekt ten znalazł się na liście 8 najwspanialszych projektów z terenu całej Polski, które zostały laureatami konkursu. Szkoła otrzymała nagrodę w postaci 5 ton żelków (już je jemy!) i mnóstwo książek do szkolnej biblioteki. Konkurs Polonistyczny Laureatami szkolnego etapu konkursu języka polonistycznego zostali: Olga Wojtczak, Angelika Lisiecka i Julia Pospieszna. Udział w etapie szkolnym wzięło 9 uczniów. Etap Rejonowy odbędzie się 1 grudnia w Kaliszu. Konkurs Matematyczny W konkursie brało udział 5 uczestników na szczeblu szkolnym. Do dalszego etapu zakwalifikowali się Grzegorz Łabędzki i Joanna Górnaś.



Konkurs Historyczny W etapie szkolnym wzięły udział 2 osoby – Julia Pospieszna i Krzysztof Bochna. Oboje dostali się do dalszego etapu, który odbędzie się najprawdopodobniej w styczniu. Wojewódzki konkurs recytacji poezji religijnej Odbył się 17 listopada w Luboniu. Z naszej szkoły udział brały Magda Mróz, Natalia Patryniak i Joanna Górnaś. Niestety, nikt z naszego gimnazjum nie stanął na podium. Wojewódzki konkurs recytacji psalmów w Opalenicy. Finał wojewódzki odbył się w dniach 5 i 6 listopada w Opalenicy. Z naszej miejscowości byli Aleksandra Przybylska klasa IV i Natalia Patryniak klasa III a. Uczniowie z Goliny brali udział w tym konkursie po raz pierwszy i już odnieśli sukces zakwalifikowywując się do finałowego etapu. Festiwal piosenki papieskiej w Tarcach Odbył się 17 października w miejscowości Tarce. Przedstawicielką naszego gimnazjum była Agata Piłkowska z III c, która zajęła 3 miesjce. Brawo Anita W przedostatni piątek listopada w Pleszewie odbył się XI Festiwal Piosenki Religijnej. Zmagania konkursowe miały miejsce na scenie w kinie „Hel”.Swoje umiejętności muzyczne prezentowało ponad 40



wykonawców. Reprezentowali oni różne strony naszego województwa. Wszystkich występujących oceniało żeńskie trzyosobowe jury. W tym roku jurorzy przyznali pierwsze miejsce w każdej kategorii wiekowej, pięć wyróżnień ze wszystkich kategorii oraz Grand Prix. Festiwal zakończył się wielkim sukcesem dla Anity Rutki z klasy IIIa uczennicy naszego gimnazjum. Zdobyła pierwsze miejsce w kategorii gimnazjum. – Anita śpiewała rok temu. Przez miniony czas zrobiła niesamowite postępy. Jej dzisiejszy występ wprawił jury w totalny szok, po prostu wbił nas w fotele. Gratulujemy – powiedziała jurorka. Laureatka wykonała dwa utwory „Oczyszczenie” i „Halleluja” (wersja polska). Anita rezultatem była zupełnie zaskoczona. – Ta statuetka będzie stać w moim pokoju na honorowym miejscu, gdyż to moja pierwsza taka nagroda w życiu – stwierdziła. W festiwalu wzięły udział jeszcze dwie uczennice z Goliny: ze szkoły podstawowej Dominika Jarmuż z klasy VI i z gimnazjum Agata Piłkowska z klasy III c. Warto w tym miejscu zaznaczyć dwie sprawy. Agata akompaniowała na gitarze naszej laureatce. Po drugie należy podkreślić zaangażowanie rodziców Dominiki w przygotowania festiwalowe, za co dziękujemy. Religijnie i patriotycznie w kinie 10 listopada w kinie „Echo” w Jarocinie odbył się I Świętomarciński Konkurs Piosenki Religijnej i Patriotycznej zorganizowany przez stowarzyszenie „Schola Tęczowe Nutki” i parafię św. Marcina z Jarocina. Impreza była jedną z wielu atrakcji przypadających w tym czasie Dni Patrona Miasta. Zmagania konkursowe odbywały się w trzech kategoriach: przedszkola, klasy IIII oraz klasy IVVI. W najstarszej (i zarazem najliczniejszej) grupie I miejsce wyśpiewała sobie uczennica kl. IV Szkoły Podstawowej w Golinie – Ania Jelak, która wykonała utwór „Ojczyzna” z repertuaru Marka Grechuty. Wszystkim uczestnikom oraz laureatom, gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów. Krzysztof Bochna



Pisanie to sposób na życie Karolina Król – siedemnastolatka, mieszkająca wraz z rodzicami i siostrami w Rozdrażewie. Uczęszcza do Liceum Ogólnokształcącego im. H. Kołłątaja w Krotoszynie, do klasy o profilu humanistycznym. „Cukierek albo psikus”, jej debiutancka książka, to historia szóstki przyjaciół, którzy w noc Halloween wywołują duchy i ściągają sobie na kark nadprzyrodzoną istotę, która obiecuje im spełnienie ich wszystkich marzeń w zamian za ich dusze. Głównym wątkiem powieści jest walka dobra ze złem, przeplatana z wątkiem kryminalnym, jednak jak twierdzi sama autorka, tak naprawdę dopiero po przeczytaniu można odkryć jej drugie dno. GIG – ant: Skąd narodziła się w tobie pasja do pisania? Karolina Król: Może z tego, że kiedy byłam mała, mama często czytała mi i mojej siostrze do poduszki. Poza tym mam bardzo dużą wyobraźnię, wręcz ogromną, czasami aż mnie przeraża. I chyba ta wyobraźnia sprawiła, że narodziła się chęć, by przelać wszystkie moje myśli na papier. I jak już wspomniałam, byłam bardzo mała, kiedy zaczęłam pisać pierwsze utwory. Pamiętam, jak byłam wtedy niesamowicie dumna. Dzisiaj jak je czytam to tylko się śmieję, bo one raczej do niczego innego się nie nadają. GIG – ant: Czym jest dla ciebie pisanie? K.K.: Wszystkim. Pisanie to sposób na życie, sposób na realizację marzeń, na pokazywanie siebie i swojego wnętrza, tego, co siedzi głęboko w nas. Pisanie to praktycznie psychoanaliza samego siebie. Pisząc, mogę opisać to, co mi się podoba, to, czego się boję. Pisanie daje też wiele radości. Pozwala jakoś znieść tę szarą rzeczywistości, bo buduje zupełnie inny świat, do którego, póki co tylko ja mam dostęp. Mogę tam być kim chcę, mogę robić, co chcę. W pierwszej części to było dla mnie niezwykłe doświadczenie, kiedy mogłam opisywać na przykład działanie telekinezy, tzn. zdolności pochodzącej z psychiki, która pozwala poruszać przedmiotami nie dotykając ich. Zawsze lubiłam science – fiction, było to



dla mnie fascynujące, dlatego w pierwszej części czułam się spełniona w pewien sposób, opisując rzeczy nadprzyrodzone. GIG – ant: Jakie książki lubisz najbardziej? K.K.: Głównie science – fiction, horror. Może też trochę książek młodzieżowych. Fascynuje mnie seria „Gone” Michaela Granta. Ale czytam też książki wybiórcze, z pograniczy różnych styli, typu „Mistrz i Małgorzata” bądź „Rok 1984”. Ale ogólnie właśnie książki, które mają jakieś tam znamiona horroru, przy których można się bać, które działają na wyobraźnię i w których zaciera się granica miedzy światem realnym a tym nadprzyrodzonym. GIG – ant: Trudno było znaleźć wydawcę twojej książki? K.K.: Prawdę mówiąc nie. Polegało to tylko na wpisaniu w Google „jak wydać książkę?”. Wzięłam trzy wybiórcze adresy i wysłałam do nich maile. I to właściwie wszystko z mojej strony. W załączniku umieściłam swój tekst, napisałam, że mam 15 lat i chciałabym dowiedzieć się, czy moja książka jest wartościowa i czy mogę z nią coś zrobić. Jedno z wydawnictw właściwie od razu wysłało umowę, więc z tym nie było problemu. GIG – ant: Duży masz dochód ze sprzedaży swojej książki? K.K.: Nie. Na razie czekamy, aż zwróci się kwota zainwestowana w książkę. Nawiasem mówiąc, ona kosztuje 18 zł, a ja mam z tego 10%, czyli 1,8 zł. Póki co więc za dużo nie zarabiam. Można powiedzieć, że praktycznie wcale nie zarabiam na książce. To jest po prostu dowód na to, że to nie wygląda tak, że pisarz wydaje książkę i od razu staje się milionerem. GIG – ant: Jak twoi rówieśnicy reagują na twoją rozpoczynającą się karierę? K.K: Jest więcej wsparcia niż zazdrości. Zazdrość przejawia się tylko tym, że proszą, abym umieściła ich w książce, bo chcieliby się tam znaleźć. Chociażby żeby gdzieś pojawiło się imię. Ale reakcje ogólnie były pozytywne. Sama byłam zaskoczona. GIG – ant: Kto lub co jest twoją inspiracją? K.K.: Stephen King. Zdecydowanie. Ma niesamowity talent do pisania o rzeczach strasznych w sposób śmieszny. Czasami czytając jakiś przerażający opis, można się po prostu uśmiechnąć. Małgorzata Musierowicz. Może dlatego, że jest bardzo młodzieżowa. Dorota Terakowska i jej głębokie przemyślenia. Inspiracją do drugiej części mojej powieści jest polski rap. Przede wszystkim utwory Słonia i Piha. Pierwsza część była raczej łagodna, druga jest właśnie inspirowana życiem codziennym, życiem na krawędzi. GIG – ant: Jakie masz plany na przyszłość? K.K.: Póki co skończyć liceum, zdać maturę, pójść na studia dziennikarskie. Potem zobaczymy. Najlepiej by było, gdybym mogła pisać i równocześnie pracować jako dziennikarka. Ale w marzeniach, to jest taka moja zupełnie wyidealizowana wizja – mały domek, tylko ja i książki. Mogę czytać, pisać. I wtedy to pisanie daje mi możliwości życia bez jakiejkolwiek innej pracy. Tak teraz wygląda życie Stevena Kinga, który zaczynał pisać w wieku 18 lat. Pisał w pralni, w której pracował, siedząc na pralkach. Wysyłał swoje teksty do gazet, wydawnictw i zaczynał od małych kwot, a na ten moment jest jednym z największych pisarzy Ameryki, który może sobie pozwolić praktycznie na wszystko. GIG – ant: Jakieś rady dla osób, które zaczynają swoją przygodę z pisaniem? K.K.: Dużo czytać. Stephen King powiedział, że nie może dobrze pisać ten, kto mało czyta. Najpierw trzeba przeczytać setki tysięcy książek innych autorów, żeby dobrze napisać coś samemu. To rada numer jeden. Rada numer dwa – nie działać schematycznie,
szablonowo. Czyli nie, że ma się ustaloną godzinę, czyli powiedzmy od szesnastej do osiemnastej piszę, tylko działać pod wpływem emocji, kierować


się tym, żeby w pisaniu była pewna ekspresja. Rada numer trzy – pozwolić działać wyobraźni. Ola i Magda Do Gniezna i z powrotem Gniezno to miejscowość dawnych Piastów, a zarazem pierwsza stolica Polski. Tam również znajduje się siedziba archidiecezji czyli arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski. Właśnie do Gniezna wybrali się w dniu 13 listopada gimnazjaliści klas I i II wraz z opiekunami. W programie naszej wycieczki było obejrzenie przedstawienia w Teatrze im. Aleksandra Fredry pt. „ Zemsta”. Spektakl wywołał wiele emocji i wzbudził duże zainteresowanie. Każdy z uczestników pragnął poznać rozwiązanie konfliktu pomiędzy głównymi bohaterami, bawiąc się przy tym przednie. Po przedstawieniu udaliśmy się do najwspanialszego zabytku Gniezna, jakim jest Katedra Gnieźnieńska wraz z przepięknymi Drzwiami Gnieźnieńskimi. Przedstawiają one życiorys św. Wojciecha. Na uwagę zasługuje też srebrny



relikwiarz tego świętego. Nawa główna otoczona jest 14 kaplicami, w których pochowano dawnych metropolitów gnieźnieńskich. Po zwiedzeniu katedry udaliśmy się na zasłużony posiłek do McDonalda. Ostatnim punktem wycieczki było zwiedzanie Muzeum Początków Państwa Polskiego. Zbiory tego muzeum związane są z wczesną historią Polski oraz Gniezna i okolic. Krótkie filmy 3D przybliżyły nam wiele interesujących faktów z ówczesnych dziejów naszej ojczyzny. Mogliśmy podziwiać wspaniałe eksponaty m.in. naczynia, kafle, płaskorzeźby, stroje oraz bardzo cenne księgi. Cała wycieczka przebiegła w miłej i przyjaznej atmosferze. Do Goliny wróciliśmy pełni wrażeń i, ciekawych informacji. Oto wypowiedzi niektórych z uczestników wycieczki: Wycieczkę zaliczam do udanych... Przedstawienie w teatrze było bardzo interesujące, filmy w muzeum także. Największą atrakcją dla wszystkich był i tak McDonald's – Agata, uczennica klasy II a Była bardzo ciekawa, szczególnie teatr. W muzeum dowiedziałem się wielu ciekawych informacji o początkach państwa polskiego - uczeń klasy II b Wycieczka była bardzo ciekawa. Przedstawienie bardzo interesujące, a katedra przewspaniała. Z wielką chęcią wybrałbym się tam ponownie – uczeń klasy II b Szymon Radziejewski DROGA ŚW. JAKUBA Dnia 14 listopada 2012 roku odbyło się spotkanie z państwem Jańczaków w bibliotece „Pod Ratuszem”. Opowiadali oni o Drodze św. Jakuba i o tym, dlaczego zachęcają na pielgrzymkę prowadzącą do Santiago w Hiszpanii. Ich zainteresowanie pielgrzymką zaczęło się od przeczytania książki Paula Coelha pt. „Pielgrzym”. Znakiem graficznym Drogi św. Jakuba jest symbol muszli z żółtymi strzałkami na niebieskim tle. Unia Europejska funduje te pielgrzymki, dlatego ten znak graficzny ma takie kolory. Państwo Jańczakowie to emerytowani nauczyciele, którzy opowiadali o swoich przygodach, pokazywali zdjęcia i filmiki ze swojej pieszej wędrówki. Droga św. Jakuba (po Polsce) zaczyna się od Lądu nad Wartą, gdzie w klasztorze znajduje się fresk z XVI w., a kończy w miejscowości Lubiń. Wędrówkę zorganizowano tak, by zahaczać o różne miejsca związane ze św. Jakubem. Jańczakowie szli do miasta Santiago i opowiadali o



swojej wędrówce szczegółowo. Byli bardzo zafascynowani Hiszpanią. Na kolejnych slajdach wyświetlano różne cudowne budynki, kościoły i krajobrazy. W kościele w Santiago (gdzie kończy się pielgrzymka) znajduje się największe kadzidło świata, które zawieszone jest na ogromnym sznurze prowadzącym do sklepienia. Każdy pielgrzym idzie w swoim tempie, ma wyznaczone schronisko, gdzie może się wyspać i najeść. Nie trzeba iść na własnych nogach. Można jechać rowerem, konno bądź przyjechać samochodem do Hiszpanii i przejść się 100 kilometrów pieszo po to, by mieć chociaż jakąś satysfakcję. Każdy pielgrzym ma swój „paszport” i „wizytówkę”. Potrzebne są one po to, by móc spać za darmo w schronisku. Być pielgrzymem nie oznacza tylko wędrować i się modlić. Państwo Jańczakowie pokazali różne filmiki, gdzie benedyktyni wyprawiali różne fiesty*. Droga św. Jakuba to przede wszystkim droga, którą powinien kierować każdy z nas. Jańczakowie poznali bardzo dużo ciekawych ludzi. Przybywali oni z całego świata. Bardzo dużo było Koreańczyków i Niemców. Poznali nawet jedną dziewczynę, która z Estonii szła na własnych nogach aż do Santiago. Było też pewne polskie małżeństwo, które napisało humorystyczną książkę, a dzisiaj wychowuje dziecko i razem z nim chodzą na pielgrzymki. Jańczakowie przestrzegali, żebyśmy uczyli się języków obcych. Nie tylko po to, by kupić jakąś żywność w sklepie, lecz o komunikowanie się z ludźmi z innego kraju i o wymianę poglądów czy kultury. Jańczakowie opowiadali również o kulturze i życiu codziennym Hiszpanów. Gdy nadchodzi popołudnie, Hiszpanie



urządzają sobie sjestę, czyli odpoczynek. Omawiali również sprawę posiłków. Na śniadanie pani Jańczakówna piła wino, gdyż chciała zasmakować innej kultury. Jedzenie natomiast trzeba było próbować, gdyż najwięcej było tam owoców morza. Jeśli komuś coś nie zasmakowało, nie musiał tego nakładać kolejnym razem. Był pewny, by tego więcej nie brać. Jańczakowie przedstawili Drogę św. Jakuba w niesamowity i bardzo przekonujący sposób. Nie wątpię, że kogoś już zaciekawili swoimi zainteresowaniami i znajdą swoich następców – pielgrzymów. *fiesta – impreza, przyjęcie Amanda Pawlicka (debiut) NAJLEPSI TURYŚCI TO POLACY Wywiad z Egipcjaninem, który obecnie pracuje w Golinie, w Zakładach Mięsnych Biernacki. Nasza redakcja chcąc poznać trochę Egipt i tamtejszą kulturę przeprowadziła z nim wywiad GIGant: Proszę się przedstawić, krótko o sobie opowiedzieć. Pan Sherif: Nazywam się Sherif Youssef. Urodziłem się w Aleksandrii. Jest to drugie co do wielkości miasto w Egipcie, leżące nad Morzem Śródziemnym . natomiast jest ono najstarszym miastem w całym Egipcie. Jest to stolica Kleopatry. Mój dom leży w okolicach morza. Mężczyźni w mojej rodzinie zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą koni. GIGant: Jak wygląda życie w Egipcie? P. S.: Egipt jest bardziej zbliżony klimatycznie do Włoch czy tam Hiszpanii. Podobne sezony mamy jak we Włoszech. To sobie możecie wyobrazić, że nie



jest tak zimno jak w Polsce, ale nie jest tak gorąco jak w Kairze. Maksymalnie 25 stopni w ciągu roku, zimą 5, 6 stopni na plusie. Nie ma śniegu, jedynie wiosną pada deszcz. Zwyczaje są bardzo zbliżone do zwyczajów Polaków. Zbliżone jest to, że kiedyś my też mieliśmy komunizm tak jak w Polsce. U nas skończył się 5 lat wcześniej niż w Polsce. Egipt i Polska współpracują między sobą, ludzie przyjeżdżają tu studiować i handlują. Nie widzę dużej różnicy pomiędzy ludźmi. Byłem w Holandii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, studiowałem w Teksasie. Mam teraz porównanie, że najbardziej zbliżone obyczaje to są właśnie do Polaków. W przypadku jedzenia jest bardzo duża różnica, jest zbliżony do kuchni tureckiej. Za to polska kawa jest bardzo dobra. GIGant: Mógłby pan opowiedzieć, z czego słynie Egipt? P. S.: Mamy dwa cudy świata spośród siedmiu. Jeden to latarnia, a drugim są piramidy. GIGant: Jakie są egipskie tradycje? P. S.: Na śniadanie jemy coś w rodzaju fasoli brązowej, nazywa się to FULL. Jest to takie utarte jak masa i dodane jest tam na przykład cebula i inne rzeczy. Mamy trzy rodzaje wiary - chrześcijaństwo, Żydów oraz muzułmanów. Najbardziej liczniejszą grupa są muzułmanie. Muzułmańskie kobiety noszą chusty na głowach, ale tylko takie wierzące noszą te chusty. Nie jest to tak restrykcyjnie przestrzegane, jak w innych krajach muzułmańskich, czyli nie muszą, jednak w



większości noszą. GIGant: Czy Egipcjanie podobnie, jak Polacy, wierzą w jakiegoś rodzaju przepowiednie? P. S.: Mamy tego bardzo dużo, ponieważ faraoni wykonywali cos takiego jak magia. Dużo mamy zwłaszcza na szczęście, np. goran, coś takiego jak u was biedronka. Tak jak wy macie czarnego kota, tak my mamy węże. W Egipcie koty są bardzo cenione, toteż nie mogą przynosić pecha, koty są na szczęście. GIGant: Co najbardziej podoba się panu w Egipcie, a co w Polsce? P. S.: W Egipcie podoba mi się wszystko, w Polsce mam też pewne złe doświadczenia, ale nie mogę tego generalizować ponieważ nie jestem tutaj tak długo. Ale ogólnie mi się podoba. GIGant: Co skłoniło pana na przyjazd do Polski? P. S.: Biznes, praca. Specjalizuję się w mięsie, a w Egipcie nie mamy zbyt dużo mięsa. GIGant: Jak wygląda pana życie w Polsce? P. S.: Chciałbym tutaj tysiąc rzeczy na raz zrobić, bardzo lubię zwiedzać. Wykorzystuję każdy moment, by móc zwiedzać muzea, ponieważ bardzo lubię historię, kino, kościoły, zamki. Jestem religijny, dlatego chodzę tu do waszego katolickiego kościoła co niedzielę. GIGant: Co się panu podoba najbardziej w Golinie? P. S.: W Golinie dla mnie najważniejsza jest praca i przyjaciele. Moja firma nazywa się DELTAGOLINA, ponieważ mam tu swoja własną prywatna firmę. Byłem tu kiedyś pracownikiem zakładu, a w tej chwili mam swoja własną firmę, jestem prezesem tej firmy. GIGant: Planuje pan pozostać w Polsce? P. S.: Tak, chciałbym mieć tu swój dom, swoją farmę, rodzinę, ponieważ jeszcze nie mam. GIGant: Czy dalej będzie to Golina i okolice, czy niekoniecznie? P. S.: Najbardziej podoba mi się w Golinie. Byłem też w Koźminie, tam też mi się podoba, szczególnie park. GIGant: Spotkał się pan z dyskryminacją w Polsce? P. S.: Nie, nie spotkałem się w Polsce z dyskryminacją, ale też dużo Polaków odwiedza Egipt i Polacy są najbardziej ulubionymi osobami, jakie odwiedzają Egipt. Najlepsi turyści to Polacy. Angelika i Weronika

„Dlaczego?” Może właśnie dlatego, że w grupie rasiści czują się pewnie, a sami niekoniecznie Angelika & Weronika ; )

Mimo wszystko, nie należy być rasistą! Pomimo tego, że wszyscy ludzie - przynajmniej wg prawa – są równi i wszędzie głośno mówi się o tolerancji, we spółczesnym świecie coraz częściej propaguje się idee, które nawołują do nienawiści do ludzi o odmiennej narodowości, kolorze skóry, poglądach, wyznaniach czy orientacji seksualnej. Rasizm czy inaczej dyskryminacja rasowa – to zespół poglądów głoszących tezę o nierówności ludzi, a wynikająca z nich ideologia przyjmuje wyższość jednych ras nad innymi. Przetrwanie tych "wyższych" ras staje się wartością nadrzędną i z racji swej wyższości dążą do dominowania nad rasami "niższymi". Myślenie takie opiera się na przekonaniu, że różnice w wyglądzie ludzi niosą za sobą niebywałe różnice osobowościowe i intelektualne. Rasiści uważają np. że Polacy są lepsi od – jak to sami określają - „czarnych”, czy „Żydów”. Ludzie tacy czują się silni w grupach, jednak publicznie najczęściej chcą pozostać anonimowi. Rasizm jest jednak jak najbardziej negatywnym zjawiskiem i powinno się go zwalczać już od najmłodszych lat. W Polsce działa wiele organizacji takich jak np. stowarzyszenie „Nigdy więcej” czy „Antifa”, które między innymi organizują wiele akcji społecznych np. „Wykompmy rasim ze stadionów” czy organizują koncerty pod hasłem „Muzyka przeciwko rasizmowi”. Logo tego ostatniego jest opatrzonych wiele wydawnictw muzycznych artystów popierających tą kampanię. Nasz redakcja chciała porozmawiać z kilkoma rasistami, jednak żaden z nich nie chciał nam udzielić wywiadu. Ciśnie się na usta pytanie



Epidemia otyłości w Polsce? Kupowanie słodyczy, przekupywanie przez rodziców czy zabieranie dzieci na obiad do McDonalda – to wszystko skutkuje dodatkowymi kilogramami na wadzę. Jak wynika ze statystyk problemy z utrzymaniem wagi ma co czwarte dziecko. Zwykle to są chłopcy jedynacy, którzy pochodzą z zamożnych rodzin. Porównują nas do dzieci w USA. Jak to możliwe? Okazuje się, że jednym z popularniejszych problemów w Polsce jest otyłość. Jest to problem głównie wśród dzieci, później młodzieży, a także u osób starszych. Przedstawiamy wypowiedź jednego ucznia naszego gimnazjum, który ma problemy z nadwagą: Mam problem z otyłością, ponieważ niewłaściwie się odżywiam i poza lekcjami wfu nie mam styczności z jakimkolwiek wysiłkiem. Nie umiem oprzeć się pokusie. Jeśli w pobliżu pojawią się chipsy, słodycze lub inne niezdrowe rzeczy, które uwielbiam, nie potrafię odmówić. Bardzo mi to przeszkadza. Nieraz usłyszałem na swój temat przykre rzeczy: że jestem otyły, gruby i inne obraźliwe opinie. Kiedy słyszę takie słowa, mam ochotę wziąć się za odchudzanie. Nieraz już mama namawiała mnie, żebym szedł do dietetyka, ale nigdy nic z tego nie wyszło. Chciałbym przejść na dietę, ale brak mi silnej woli, niestety.



Statystyki - Z badań wrocławskiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej: ponad 20% polskich dzieci nie je śniadań codziennie, ale najwyżej trzy razy w tygodniu. Większość każdego dnia wypija około dwóch szklanek coli, fanty lub innego słodkiego płynu i dwa razy dziennie skubie słodkie oraz słone przygryzki. Dorośli prawie zawsze pozwalają im po nie sięgnąć. - Z wykładu dr Magdaleny Makarewicz- Wujec z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego: jeden obiad w fastfoodzie to przeciętnie 187 kcal więcej niż domowy posiłek. Systematyczne zastępowanie obiadów zestawami w Macu, KFC czy podobnej sytuacji daje przyrost 2 kg wagi w ciągu roku. Dzieci, które lubią słodkie picie, łapią dziennie średnio o 200 kcal więcej, niż te, które mogą bez niego żyć. Ale niektóre- tylko na tym piciu- zarabiają nawet 1000 dodatkowych kcal (przeciętny 12-latek zużywa dziennie ok. 2,5 tys. kalorii). - Choć na tym wykresie Polska zajmuje ostatnie miejsce, ale to nie znaczy, że u nas jest lepiej. Tyjemy na potęgę, a wśród krajów Unii Europejskiej wypadamy gorzej niż Francuzi czy Włosi. Większość znalezionych źródeł wskazuje, iż w Polsce osoby otyłe z BMI powyżej 30,00 stanowią od 15-25% populacji... Na powyższym wykresie jest to 19% - czyli co piąty napotkany mieszkaniec Polski będzie mieć wagę wskazującą na otyłość... Idąc dalej tym tokiem rozumowania - na pozostałych czterech Polaków i Polek dwoje z nich będzie mieć nadwagę, a kolejne dwoje wagę w granicach normy. Co wpływa na to, że tyjemy? Rozróżniamy dwa typy otyłości: pierwotną i wtórną. Przyczyną pierwszej są uwarunkowania genetyczne i zły styl życia – szybkie spożywanie pokarmów czy też brak ruchu. Gdy nie mamy co robić, jedzenie, najczęściej wysokokalorycznych pokarmów, staję się sposobem na zabicie czasu. Przebywanie w rodzinie, gdzie ten problem dotyczy



każdego, staje się czymś naturalnym. Krótko mówiąc - otyłość jest zaraźliwa. Niewątpliwie jest to także nasza bezmyślność. Należy nad tym panować, bo gdy przestaniemy to kontrolować, na wadzę będzie przybywało, a nam to po prostu nie będzie przeszkadzać. Nie pozwólmy na to, by porównywano nas do USA! „Zdrowy styl życia przede wszystkim” Zdrowy styl życia i dobra dieta są ze sobą nierozerwalnie związane. Jak więc wprowadzić zasady zdrowego odżywiania w życie i pogodzić je ze swoim, zawsze napiętym, planem dnia? To bardzo proste! Wystarczy: • zamienić białe pieczywo na pełnoziarniste • mięso grillować, a nie smażyć na oleju • kupując w markecie gotowe posiłki, wybierać warzywne mieszanki i surówki • zamiast do budki z hamburgerami, iść do baru sałatkowego • słodycze zastąpić owocami suszonymi lub świeżymi • zamiast czerwonego mięsa przyrządzić na obiad rybę • słodkie musli zastąpić owsianką • tłuste sery zastąpić chudymi twarogami Zapobieganie powstawaniu otyłości: - regularne spacery i ruch na świeżym powietrzu - gimnastyka oddechowa - wykonywanie lekkich prac - stosowanie niskokalorycznej diety Choroby spowodowane otyłością. Cukrzyca typu II, nadciśnienie tętnicze, hiperlipidemia (wzrost stężenia szkodliwego cholesterolu we krwi), choroba wieńcowa, udar mózgu, nowotwory, zaburzenia oddychania, żylaki, powikłania ciąż – to wszystko choroby i schorzenia, do których prowadzi otyłość. Polskie statystyki chorób



związanych z otyłością - codziennie umiera na zawał 200-250 Polaków (co stanowi 50% zgonów - w tej przykrej statystyce zajmujemy 5 miejsce w świecie!!!), - co 5 minut ktoś doznaje udaru mózgu, - 10 mln osób cierpi na nadciśnienie tętnicze (połowa z nich o tym nie wie), - 80 tys. osób umiera rocznie z powodu nowotworów (niestety, wzrost liczby zachorowań na nowotwory jest u nas największy w Europie), - 2 mln osób choruje na cukrzycę (wie o tym połowa z nich), - problem alergii dotyka 25% społeczeństwa, - 8 mln osób jest otyłych, a 66% ma nadwagę. W Polsce 29% kobiet i zaledwie 6% mężczyzn próbuje walczyć z nadwagą i otyłością. A trzeba pamiętać, że każdy zrzucony kilogram odciąża serce! Sandra GIGASPORT - GIMNAZJUM



WICEMISTRZOSTWO POWIATU W BADMINTONA Reprezentacja chłopców gimnazjum zajęła drugie miejsce w powiecie w badmintonie i awansowała do finałów rejonowych Poznań Wschód. 8 listopada w Wilkowyi odbyły się finały powiatowe w badmintonie chłopców. Wystartowało 7 gimnazjów. Nasi reprezentanci w składzie Mateusz Pluta, Sebastian Brugger i Jakub Szymkowiak spisali się bardzo dobrze i zostali Wicemistrzami powiatu. W grupie nasi badmintoniści pokonali kolejno 3:0 Gimnazjum Prusy, 3:0 Gimnazjum 1 Jarocin, 3:0 Gimnazjum 5 Jarocin i po zajęciu pierwszego miejsca w grupie w spotkaniu półfinałowym pokonali Gimnazjum 3 Jarocin także 3:0. Niestety, w finale nie zdołali pokonać gospodarzy i ulegli 1:4 Gimnazjum Wilkowyja i Gimnazjum Golina awansowały do finałów rejonowych, gdzie reprezentować będą powiat jarociński. HISTORYCZNY AWANS DZIEWCZĄT W BADMINTONA Świetnie spisały się dziewczęta z naszego gimnazjum w składzie Natalia Patryniak, Joanna Górnaś i Karolina Marcisz zajmując drugie miejsce ulegając tylko Gimnazjum 1 Jarocin. W spotkaniach grupowych nasze reprezentantki najpierw pewnie pokonały Gimnazjum im. T. Kościuszki w Jarocinie 3:0, w drugim spotkaniu po zaciętej grze pokonały gospodynie Gimnazjum Wilkowyja 3:2. O zwycięstwie z faworytkami zawodów (Wilkowyja w ostatnich latach zawsze uzyskiwała



awans do finałów rejonowych, zadecydowałpojedynek deblowy. W ostatnim pojedynku grupowym nasz zespół uległ 0:3 Gimnazjum 1 Jarocin. W spotkaniu półfinałowym decydującym o awansie do finałów rejonowych nasze zawodniczki pokonały rywalki z Gimnazjum 5 Jarocin 3:0 a w finale uległy ponownie Gimnazjum 1 Jarocin 0:3 Po raz pierwszy w historii reprezentacja dziewcząt awansowała do zawodów na szczeblu rejonowym, a nasze gimnazjum jako jedyne z powiatu jarocińskiego będzie miało swoich przedstawicieli w rejonie zarówno wśród dziewcząt, jak i chłopców. WICEMISTRZOSTWO GMINY W HALOWEJ PIŁCE NOŻNEJ Reprezentacja chłopców z gimnazjum zajęła drugie miejsce w halowej piłce nożnej pechowo przegrywając w finale po rzutach karnych. W piątek 9 listopada w sali przy ZS nr 5 w Jarocinie odbyły się mistrzostwa gminy w halowej piłce nożnej chłopców. Do zawodów przystąpiło siedem gimnazjów podzielonych w wyniki losowania na dwie grupy. Nasz zespół w grupie eliminacyjnej po świetniej i dojrzałej grze pokonał gospodarzy Gimnazjum 5 Jarocin 1:0 po bramce Mateusza Pluty oraz Gimnazjum z Cielczy 2:0 (bramki Krzysztof Gładczak i Mateusz Pluta) i po zajęciu pierwszego miejsca w grupie B awansował do półfinału. W półfinale po kolejnym dobrym spotkaniu nasi piłkarze pewnie pokonali Gimnazjum Wilkowyja 4:2, a bramki zdobyli Krzysztof Gładczak, Mateusz Pluta oraz Jakub i Marcin Szymkowiakowie. W spotkaniu finałowym za przeciwników ponownie mieli gospodarzy Gimnazjum 5 Jarocin. Po zaciętym i emocjonującym meczu w regulaminowym czasie żaden zespół nie zdobył gola i do wyłonienia mistrza gminy potrzebne były rzuty karne. Lepiej wykonywali je przeciwnicy i to oni zajęli pierwsze miejsce, awansując do mistrzostw powiatu. Niestety, pomimo bardzo dobrej gry i nieprzegraniu żadnego spotkania nasi zawodnicy nie awansowali do finałów powiatowych, Golina: Sebastian Brugger (bramkarz), Jakub



Szymkowiak, Krzysztof Gładczak, Marcin Szymkowiak, Mateusz Pluta, Jakub Goździaszek, Adam Gościniak, Marcin Bryll, Szymon Mankiewicz GIGASPORT – SZKOŁA PODSTAWOWA BADMINTONIŚCI Z SP TAKŻE NA POWIATOWYM PODIUM Po sukcesach gimnazjalistów (wicemistrzostwa powiatu dziewcząt i chłopców) w ich ślady poszli także młodsi koledzy. Reprezentacja chłopców zajęła trzecie miejsce w powiecie. W zawodach, które odbyły się 16 listopada w SP 2 wystąpiło pięć szkół. Grano systemem każdy z każdym. W pierwszym swoim pojedynku nasza reprezentacja w składzie Adam Bryll, Szymon Kościelniak, Marcin Walczak uległa gospodarzom SP 2 Jarocin 0:3. W kolejnych dwóch pewnie pokonała 3:0 SP Ludwinów i 3:0 SP Komorze. W ostatnim pojedynku decydującym o tym, która ze szkół zajmie drugie miejsce nasza drużyna uległa pechowo SP 4 Jarocin 0:3, każdy z pojedynków przegrywając minimalnie. Cała trójka naszych reprezentantów debiutowała w zawodach powiatowych w badmintonie. Ostateczna kolejność: I m SP 2 Jarocin, II m SP 4 Jarocin, III m SP Golina, IV m SP Ludwinów, V m SP Komorze.

Redakcja GIGanta: Red.nacz.: Magda Mróz, Dziennikarze: Małgorzata Jelak, Hubert Kucharski, Angelika Lisiecka, Marta Łukaszewska, Szymon Radziejewski, Olga Wojtczak, Sandra Wolicka.

V MIEJSCE W GMINIE NA HALI PIŁKARZY SP W Jarocinie odbyły się mistrzostwa gminy w halowej piłce nożnej. Reprezentanci ze SP w Golinie zajęli piąte miejsce, tracąc szanse na podium… w ostatniej sekundzie meczu. Zawody odbyły się we wtorek 13 listopada. Wystartowało osiem zespołów podzielonych na dwie grupy. Golina wylosowana została do grupy B razem z Witaszycami, Cielczą i 3 Jarocin. W grupie A występowały 2,4 i 5 Jarocin oraz Wilkowyja. Nasz zespół w pierwszym pojedynku po ładnej grze pewnie pokonał Witaszyce 3:0 W drugim swoim spotkaniu uległ po zaciętej rywalizacji Cielczy 2:3, tracąc trzecią bramkę w ostatniej sekundzie meczu (mecze trwały 1x12 min) W ostatnim spotkaniu grupowym ponownie przegrali, tym razem 0:3 z SP 3 Jarocin ( w SP 3 Jarocin prawie wszyscy piłkarze występują w Gromie Golina w zespole młodzików). Niestety, nasz zespół z dorobkiem trzech punktów zajął trzecie miejsce w grupie i nie awansował do półfinałów. Jak się później okazało. do awansu wystarczyłby remis z Cielczą, z którą decydującą bramkę nasi reprezentanci stracili w ostatniej sekundzie. Mistrzem gminy został SP 5 Jarocin, która w finale pokonała SP 3 Jarocin 3:2 Golinę reprezentowali: Jakub Podsadny, Piotr Szymczak, Kacper Radomski, Daniel Łukaszyk, Paweł Soliński, Szymon Kościelniak, Adam Bryll, Marcin Walczak, Adam Pluta, Maciej Kwiatkowski.