Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








JESIENNE ŚWIĘTA
W porze jesiennej można wymienić kilka najważniejszych świąt, przy których można poświętować i się fajnie zabawić.


Kolejność jesiennych świąt: 30 września – Dzień Chłopaka W ten dzień chłopcy mają wolne od obowiązków. 14 października – Dzień Edukacji Narodowej Tego dnia uczniowie dają swoim nauczycielom kwiaty oraz czekoladki, wszyscy ubierają się na galowo. 1 listopada – Wszystkich Świętych Ten dzień jest dniem wolnym. Cała rodzina chodzi na groby swojej rodziny. 11 listopada – Święto Niepodległości Tegoż dnia wszyscy mają wolne. W Warszawie odbywa się defilada, podczas której Prezydent wygłasza mowę o naszym odzyskaniu niepodległości. Maciek Kurzelewski



JESIENNE CIEKAWOSTKI Jesienią temperatura waha się pomiędzy 15 a 5 stopni Celsjusza. Listopad to najbardziej pochmurny miesiąc w roku. Jesień zaczyna się 23 września, a kończy 22 grudnia Jesien to pora roku, w której dni robią się krótsze, a noce dłuższe. W ostatnią niedzielę października przestawiamy czas na zimowy. W listopadzie rodzi się najwięcej seryjnych morderców. Podczas jesieni występuje najwięcej zatruć grzybami. Jesień to czas zbiorów żywności na zimę (u zwierząt). Co roku charakteryzuje się średnio 1700 nowych gatunków grzybów. W religii chrześcijańskiej jesień to czas refleksji. Podczas jesieni występuje u ludzi tzw. „depresja jesienna” czyli czas, w którym ludzie najchętniej zostaliby w łóżku. Modrzew to jedyne drzewo iglaste, które zrzuca igły na jesień. Jesień w innych językach: albański: vjeshtë angielski: autumn azerski: payız baskijski: udazhen białoruski: вoceнь (vosień) bretoński: diskar bułgarski: eceн (jesien) czeski: podzim duński: efterår estoński: sügis fiński: syksy islandzki: haust niemiecki: Herbst norweski: høst portugalski: outono rumuński: toamnă szwedzki: höst ukraiński: ociнь (osiń) walijski: hydvef węgierski: ősz (czyt. ys) włoski: autumno Maksym Goździkowski Bajka o zwierzątkach



Dawno temu, kiedy była jesień, żyły sobie zwierzątka. Jedno z tych zwierzątek, które miało na imię Alfred, poleciało do Afryki i tam go zaatakowały dzikie zwierzęta i teraz jest w zwierzęcym szpitalu. Wszystkie zwierzęta, które go znały, przychodziły do niego i na zmianę przy nim czuwały. Jako pierwsza przyszła wiewióreczka Zosia i przyniosła mu herbaty z miętą. Następnie przyszedł bóbr i powiedział, że następnym razem, przyniesie mu ciuszki i świeżą pościel. Potem przyszedł niedźwiadek i przyniósł pyszny miodek. Znowu przyszedł bóbr i przyniósł Alfredowi ciuszki i zmienił mu pościel na świeżą. Następnie przyszedł tygrysek i dał mu kocyk w pomarańczowo- czarne paski i powiedział, że kiedy następny zwierzak przyjdzie, to Alfred już wyzdrowieje. Tak jak powiedział tygrysek, przyszedł następny zwierzaczek - bocian i dał Alfredowi lekarstwo, po którym od razu poczuł się o wiele lepiej. Potem Alfred posiedział jeszcze kilka dni w szpitalu, a po tych kilku dniach go wypuścili. Wszyscy się ucieszyli, że już wszystko dobrze z Alfredem. Wiewióreczka nagle wpadła na genialny pomysł, żeby pójść do lasu i porzucać się liśćmi z ziemi. Po tej zabawie poszli do baru i napili się po szklance pysznego soku pomidorowego. Iga Kurzelewska
PANI JESIEŃ


Przyszła do nas Pani Jesień w piękny, złoty wrzesień, w szatach strojnych, kolorowych, żółtych, czerwonych i beżowych. Jesień usiadła na łące i szepnęła do ucha biedronce: „Ciesz się, bo to już ostatnie, gorące słońce”. Biedronka w chmury poleciała i wszystkim tak opowiadała: „Liście z drzew opadają, dni coraz krótsze się stają, ptaki do ciepłych krajów wracają, jeże jabłka zbierają, misie gawry szukają i do snu się układają.” Skończyło się lato, jesień także przemija. Za rok znów się spotkamy, Tylko czas srogiej zimy przeczekamy. Filip Gwizda
JESIENNE MARZENIE


Pewna koza miała marzenie, a dokładnie chciała latać na uschniętym liściu klonu. Wiedziała, że to niemożliwe. Była mokra jesień, więc szybko coś zjadła i uciekła do boksu, gdzie miała cieplutko i wygodnie. Nagle poczuła, że jest zmęczona, więc położyła się spać. Nazajutrz się obudziła, lecz zauważyła, że jest malutka, taka jak dłoń ośmioletniego dziecka. Strasznie się przeraziła. Pomyślała, że to dzieje się naprawdę, bo przecież była jesień. Nie wiedziała jednak, czemu jest taka mała. Wyszła z boksu przez szparę na polanę. Lał deszcz i wiał straszny wiatr.Nagle poczuła, że się unosi. Faktycznie, kózkę porwał wiatr i unosiła się nad ziemią. Kózka spanikowała, nie wiedziała, co ma robić. Zamknęła więc oczy i czekała na to, co się stanie. Była bardzo ciekawa co się dzieje i otworzyła oczy. Ujrzała przed sobą miasto, gdzie chodzili ludzie w płaszczach i kapeluszach, trzymając parasole. Kózka nigdy nie widziała tylu ludzi. Nagle spostrzegła, że wiatr ciągnie ją do parku. Wiatr zawiał mocniej i zwiał ją na drzewo klonu, gdzie było pełno gołębi. Zaczęły do niej podchodzić i pytać kim jest. Kózka nie wiedziała, co ma robić, dlatego powoli się oddalała, a po chwili próbowała biec. Niestety, droga ucieczki była zamknięta, bo gołębie ją zagrodziły. Co gorsza, były od niej większe. Nie tak jak kiedyś, kiedy goniła je, gdy próbowały zjeść jej karmę. Dostrzegła, że gołębie się naradzają. Usłyszała werdykt. Najstarszy gołąb, którego już widziała, powiedział: - To ona, ta, co goniła nas na farmie. Ta koza. Moi bracia - ruszajmy ją zjeść! Kózka się przeraziła i pomyślała, że to już koniec. Chciała zamknąć oczy, gdy zobaczyła piękny, wielki, uschnięty liść klonu, który leciał w jej stronę. Gdy już się zbliżył dostatecznie blisko, kózka na niego skoczyła i poleciała w kierunku farmy. Nagle przypomniała sobie o swym marzeniu i zorientowała się, że się spełniło. Wtedy obudziła się i ujrzała, że jest normalnego wzrostu, a ta cała przygoda to tylko sen. Zosia Klink



SPOSÓB NA JESIENNĄ NUDĘ W jesienną pogodę na podwórku jest zimno i nieprzyjemnie, ale to nie znaczy, że trzeba się nudzić! Jednym z ciekawych sposobów jest zanurkowanie w kolorowych, jesiennych liściach czy też załozenie kaloszy i pluskanie się w kałużach. Warto także często wybierać się na spacery z psem lub samemu. Jednak gdy pogoda nie dopisuje, można na przykład poczytać książkę, pójść na basen, do kawiarni, do teatru lub trochę się pouczyć ;). Olaf Helbig



KASZTANOWE LUDZIKI W pierwszym dniu jesieni wybrałam się na spacer, by nazbierać kasztany na figurki ludzików i zwierzątek. Zebrałam aż 20 kasztanów. Obeszłam jeszcze cały park i wróciłam do domu. Potem poszłam do sklepu po zapałki i zaczęłam robić kasztanowe ludziki. Zrobiłam 12 ludzików i 3 zwierzątka. Zapadła noc. Kiedy grzałam się już pod swoją pierzynką, usłyszałam stukanie. Odgłos pochodził z kuchni. Wstałam i ruszyłam do naszej jadalni. Stukot dochodził z szafki na słodycze. Gdy uchyliłam drzwiczki, stukanie ustało i z szafki wyskoczyły moje kasztanowe ludziki. Oniemiałam z wrażenia i uszczypnęłam się, żeby sprawdzić, czy to na pewno nie jest sen! Patrzyłam oniemiała, jak jeden z nich otwiera małe usteczka i zaczyna mówić ludzkim głosem: - A ty co się tak patrzysz, nigdy kasztanowego ludzika nie widziałaś? - Edziu, tak nie można! - krzyknął drugi ludzik, który był mamą Edzia. - Przepraszam za mojego syna. Jeszcze nigdy nie widział wielkoluda. – dodała. - Czego? – zapytałam. - Wielkoluda. - powtórzyła mama Edzia - A tak w ogóle to jestem Stefania, to jest Edzio, a to Ryszard. Mówiąc to, wskazała na rosłego ludzika. - Dzień dobry, a właściwie to noc dobra. - powiedział ludzik. - Chowaliśmy się w szafce. - dodał z dumą Edzio. - A przed czym się chowaliście? –zapytałam. - Przed latem. Jak nas znajdzie, to z nami koniec - odparli. - Co ono może wam zrobić? Ja bardzo lubię lato, przecież wtedy są wakacje! – powiedziałam. - Nas, kasztanowych ludzików, nienawidzi i stara się nas wszystkich zniszczyć, żeby, na świecie nie było już żadnych kasztanów! – powiedzieli chórem. Nagle rozległ się głośny wrzask. Szybko się obróciłam i zobaczyłam mojego brata patrzącego ze zgrozą na wysoką, smukłą kobietę w kolorowej pelerynie. - Jesień! - zawołały moje ludziki. - Witajcie! - powiedziała Jesień - A co wy tu robicie? - Ukrywamy się przed latem. - odparł Edzio - Przypuszczam, że znowu, jak poprzedniej jesieni, chce nas zniszczyć. - Nie mogę na to pozwolić! – krzyknęła Jesień – Muszę z nim poważnie porozmawiać! Zaczęła szykować się do odejścia. - Niech Pani jeszcze nie idzie! – krzyknęły Ludziki. - Niestety, muszę poszukać Lata. – odparła. - My pójdziemy z panią. Boimy się same zostać! - zawołały. - No dobrze. Chodźcie, ale uważajcie, bo z Latem nie ma żartów! – stwierdziła Jesień. Nagle, jak spod ziemi, wyrósł przed nami rosły blondyn w żółtozielonym ubraniu. - Lato… - powiedziała Jesień - Co ty tu robisz? - Poluję na Kasztaniaki i już złapałem kilka pięknych okazów. – odparł pokazując nam trzy albo cztery klatki z biednymi ludzikami z kasztanów. - Och, ty niedobry wielkoludzie! - zaczął krzyczeć Ryszard. - O, Pan też chce wylądować w klatce? – zapytał uprzejmym głosem Lato. - Nie pozwolę Ci!- krzyknęła Jesień. - A właśnie, że pozwolisz! – zdenerwował się Lato - Ja ich nienawidzę! Są znakiem, że muszę zniknąć, a tego nienawidzę jeszcze bardziej! Dlatego masz wybór – albo pozwolisz mi je teraz zniszczyć, albo będę musiał zostać tu na długo, żeby na nie polować! - Nie chcę ani tego, ani tego! – krzyknęła Jesień -



Wolę się z tobą zmierzyć. Zatem zapraszam na próbę, jutro o północy. – powiedział Lato i zniknął. Po chwili zniknęła również Pani Jesień. Kiedy następnego dnia poszłam do szkoły, nie mogłam się skupić na lekcjach. Po lekcjach od razu pobiegłam do domu. - O, Tosia, co tak szybko? - zapytała babcia. - Nieważne, gdzie są moje ludziki? – powiedziałam zdenerwowana. - Nie wiem – powiedziała Babcia. Wtedy ja szybko pobiegłam do swojego pokoju. Nagle obok mnie stanęła Jesień. - Chodź, Lato złapało twoje ludziki!!! – powiedziała. - O nie, trzeba im pomóc. – powiedziałam zdenerwowana. Wtedy Jesień machnęła swą peleryną i wtedy na ścianie pojawiły się drzwi. - Chodź za mną – powiedziała Jesień. Zawahałam się. - Skacz! – krzyknęła. Wystraszyłam się i skoczyłam do przodu. Obok mnie wirowały w szalonym tempie różnokolorowe liście. Nagle zatrzymałam się i miękko wylądowałam na ziemi. Rozejrzałam się dookoła. Na ziemi nie było już ani jednego listka. Była tylko zieloniutka trawa. Było bardzo gorąco. - Witam w moim królestwie - rozległ się donośny głos. To był Lato. - Oddaj mi moje ludziki! - wrzasnęłam. - Dobrze, ale jest jeden warunek. - Mianowicie jaki? – przerwałam mu. - Dostaniesz swoje ludziki, ale zostaniesz tu na zawsze. - Nie zgadzaj się! - krzyknęła Stefania - My jesteśmy tylko kasztanami. - Ale wy jesteście moimi przyjaciółmi i kocham Was! – krzyknęłam. W tej chwili Jesień, która pojawiła się obok nas, cisnęła piorunem w Lato. - Ty oszuście! – krzyknęła - Wiem doskonale, że nie dotrzymasz słowa. Spalisz moje ludziki, a Tosia będzie musiała Ci służyć! - A, właśnie - powiedział Lato - Czy my przypadkiem nie mieliśmy się pojedynkować? - No więc chodźmy – stwierdziła cicho Jesień. Poszli na wielką górę i zaczęło się piekło. Wszędzie latały pioruny, liście, błyskawice. Nagle wszystko ucichło i z góry posypały się kolorowe liście. - Hurra!!! – krzyknęły ludziki. Edzio tak się ucieszył i tak podskakiwał, że jego klatka się przewróciła i rozbiła, uwalniając go. Podbiegłam wtedy do pozostałych klatek i znalezionym drutem otworzyłam wszystkie drzwiczki. - Dziękujemy za ratunek, ale naprawdę nie trzeba było! – powiedziała Stefania. Nagle obok mnie pojawiła się Jesień. A za nią – Lato. – Na szczęście pogodziłam się z Latem i każde z nas ma już teraz swoją wyznaczoną porę. Ustaliliśmy, że na ich granicy możemy troszkę rywalizować, ale niezbyt poważnie. – powiedziała z uśmiechem – Dziękuję Ci za pomoc Tosiu! Wiem, że przyjaciele zawsze mogą na Ciebie liczyć! Ojej!- krzyknęłam – Mama na mnie czeka. Obiecałam jej pomóc robić konfitury, nie mogę jej zawieść! Wtedy Jesień uśmiechnęła się do mnie i machnęła peleryną. Przed nami na skale otwarł się portal. Mogliśmy wracać do domu! - Do widzenia Lato! Do zobaczenia Pani Jesień! – krzyknęliśmy. Kiedy obudziłam się, zobaczyłam na szafce Edzia, Stefanię i Ryszarda. A obok łóżka leżały dwa liście. To najpiękniejszy pierwszy dzień ( a raczej chyba noc) jesieni w moim życiu. Tosia Czapla JESIENNA POEZJA



Jesień to piękna pora roku. Zbliża się do nas krok po kroku. Widać już góry kolorowych liści, na drzewach wielkie jarzębiny kiści. W parku aż roi się od wiewiórek, czekają wytrwale na nasz podarunek. W lasach pojawiają się różnorodne grzyby, borowiki, kurki, muchomory, a na drzewach huby. Kasztany pod nasze nogi spadają, liście kolorami się zamieniają, a pani jesień się w to wszystko wpatruje, i co roku nam to wszystko przygotowuje. Aleksandra Szydło Jesień to piękna pora roku, piękne kolory dotrzymują nam kroku. Liście i jarzębiny spadają nam na głowy, więc kup sobie kask nowy Kasztany chlupają o kałuże, żołędzie chodzą w mundurze. Krople deszczu dudnią o parapety, a wiewiórki gadają do siebie bzdety. Pani jesień patrzy na to zuśmiechem,a jej głos niesie się echem. Magda Dulas



O WIETRZE WYJĄCYM I MNIE PISZĄCEJ Skończył się wrzesień, nadeszła jesień. Wakacje pozostały już tylko miłym wspomnieniem. Za oknem pada, jakby wcale nie miało zamiaru przestać, wiatr uporczywie zdmuchuje chmury tak, by zasłonić słońce. Kolorowe liście przemykają z wielką prędkością za oknami, jakby nie chciały zostać zauważone. Zaszło wiele zmian. Rankiem nie słychać już wesołego klekotu młodych, wiecznie wygłodniałych bocianów. Dynie w ogrodzie przybierają takie rozmiary, że nie zjemy ich do następnej jesieni. Jesień odczuwalna jest wszędzie nawet w domu. Nasz kot właśnie zmienia futro na zimowe tak intensywnie, że cała narzuta na kanapie jest z kociej sierści. Codziennie ktoś musi wyjść na jesienny chłód i wytrzepać narzutę. Ptakom też jest chyba zimno, bo często wpadają nam do kominka. A ja siedzę i piszę, a wiatr wyje za oknem. I tak będzie przez trzy miesiące. Emilia Kasperczyk
Rozmowa zwierząt o jesieni


Pewnej jesieni kilka zwierząt spotkało się na polanie i zaczęło dyskutować o tym, co to właściwie jest jesień. Niedźwiedź powiedział, że dla niego jesień to przygotowanie się do snu zimowego w gawrze. Stwierdził również, że musi zjeść bardzo dużo, by być najedzonym. Wymienił kilka niedźwiedzich smakołyków: - Zajadam grzyby i gruszki, pulchne gąsieniczki i miodek – jednym słowem same przysmaki. Na to sikorka oburzona, że niedźwiedź myśli tylko o jedzeniu, powiedziała: - Jesień nie jest po to, by żerować i żerować, tylko po to, by zastanowić się, czy się leci, czy nie leci do swych afrykańskich przyjaciółek. A wiewiórka na to rzecze: - Ja przepraszam, proszę pani, ale my, wiewiórki, szczycimy się tym, że niektóre z nas też latają. Co pani na to? A jeż mówi: - Stop! Przestańcie, przecież mieliśmy rozmawiać o jesieni, a ta dyskusja dokąd zmierza? Wiewiórka odpowiedziała: - No fakt, więc z mojej perspektywy to jest tak, że trzeba gromadzić różne zapasy – nasiona, owoce, orzechy i żołędzie oraz grzybki do ususzenia. Zimą smakują jak mamusi obiadki. Odparł na to jeż: - Dla mnie jesień jest cudowna. Razem z dziećmi spacerujemy pod liśćmi i też najadamy się muszkami i robaczkami, by - tak jak niedźwiedź - później zapaść w zimowy sen. Niedźwiedź na to rzekł: - Może skończmy to zebranie, bo dziś czeka nas pracowity dzień. Trzeba jeść, gromadzić zapasy i podejmować decyzje. Każdy chyba już wie, że jesień jest wspaniała i każdy widzi ją z innej perspektywy. Tak oto zakończyła się jesienna rozmowa, która uzmysłowiła zwierzętom, jak bardzo są zapracowane jesienią. Nina Maniurka



Jesienny szum drzew Pewnego dnia poszłam wraz z rodzicami do lasu pozbierać grzyby. Las był bardzo piękny. Na drzewa lekko świeciło słońce i las był pełen jaskrawych kolorów. Gdy zaczęliśmy zbierać grzyby, na ścieżce pojawiła się młoda para, która miała pełne kosze. Nagle mój tata zauważył, że w jednym z koszyków był grzyb trujący, chociaż wyglądał jak jadalny. Młoda para serdecznie nam podziękowała i zaprosiła na ciastko i kawkę. Po udanym dniu w lesie wróciliśmy do domu. Gdy zasypiałam to słyszałam jesienny szum drzew. Klara GiereK A ja lubię jesień! Lubię, gdy mgła snuje się nad wodą i gdy grzybów znowu pełno w lesie, drzewa zachwycają nas swoją urodą. Dzieci zachłannie zbierają kasztany, w ogrodach palą pachnące ogniska, a granat nieba jest w deszczu schowany. W kuchni na stole stoi jabłek miska! Kamila Szymańska Zwierzęta jesienią…



Podczas jesieni zwierzęta przygotowują się do zimy. Robią zapasy, tak jak wiewiórki, które zbierają do swoich dziupli orzechy, lub niedźwiedzie, które najadają się, by przez zimę mieć zapasy tłuszczu w ciele. Prawie każde zwierzę ma swoje metody gdy szykują się podczas jesieni do zimy, której bez tego by nie przeżyły. Sposoby są różne. Jedne robią zapasy, inne obrastają w tłuszczyk, a jeszcze inne szykują się do migracji. Ptaki podczas jesieni zbierają się w liczne stada i odlatują do ciepłych krajów. Tam nie zaznają zimna. Niektóre ptaki odlatują do: Afryki - są to drozdy, bociany, jaskółki, wilgi i słowiki. Azji - są to dziwonie, pliszki cytrynowa i wójciki. Europy Zachodniej i Południowej - są to szpaki, zięby i szczygły. Płazy zakopują się w mule na dnie stawów i jezior. Zwalniają swój metabolizm, tak aby wytrzymać całą zimę. Są jednak zwierzęta, które nie zasypiają na zimę. Ptaki, lisy, sarny i jelenie. Praktycznie każde z nich dokarmiamy tylko w inny sposób. O sarny i jelenie troszczą się leśnicy, przywożąc im do lasu wszystkie potrzebne do przeżycia rzeczy. Ptaki może karmić każdy z nas wsypując ziarno do karmników. Lisy potrafią zadbać o siebie same. Najchętniej polują na gryzonie ukryte pod śniegiem. Każde zwierzę ma swój sposób na przeżycie. Każde jest inne, interesujące i chciałabym dowiedzieć się o nich więcej. Ola Jurkowska



Jesienna przygoda jeżyka Maciusia Pewnego dnia jeżyk Maciuś obudził się zakopany pod górą zielonych liści. Nie wiedział, co się mogło stać. Jeszcze wczoraj były to kolorowe, jesienne liście. Postanowił, że pójdzie się dowiedzieć, co się stało. Kiedy dotarł pod dom Pana Liska Jacka, zobaczył, że jest pusty, a okna są wybite. Co tu jest grane, o co chodzi?! - Powtarzał Maciuś. "Pani Jesień, to ona". Doszedł go zapłakany dźwięk głosu Pani Wiewiórki Petuni. - Och! Ależ Petunio, co się stało, czemu płaczesz? - Chodzi o Panią Jesień, nie zauważyłeś, że liście są zielone, jest cieplej, nie ma kasztanów? - Faktycznie, rano obudziłem się pod górą zielonych liści! Gdzie są właściwie wszyscy, o co tu chodzi, bo dalej nie rozumiem. - Nie rozumiesz? Wszyscy uciekli jak najdalej od naszego Kasztanowego Lasu, tylko niektórzy zostali. - Nadal nie rozumiem, czemu? - Chodzi o... Nagle pojawił się mąż Petuni Wiewiór Rafał i złapał ją za rękę. - Zdecydowanie za dużo mówisz, nie uważasz Petunio? - odezwał się rozzłoszczony Rafał. Wciąż zdezorientowany Jeż Maciuś stał, nie wiedząc, co się dzieje. - Rafał! Stój, o co chodzi, co się dzieje? Rafał się zatrzymał i podbiegł do Maciusia: - W skrócie, nasze drzewo siły zatruto jadem, Panią Jesień też. - Słucham?! Jak to? Kiedy? Dlaczego nic nie wiem, przecież to niemożliwe. Kto ją zatruł? Jak?! Maciuś był w takim szoku, że nie wiedział co robić, czy uciekać, czy pomóc. - Na razie nic nie wiadomo, oprócz tego, że jest to sprawka tarantul. - Mogę jakoś pomóc, coś zrobić? - Jedyne co możesz, to uciekać stąd jak najdalej. Bycie tu grozi zatruciem albo nawet śmiercią … - To kto pomoże Jesieni i drzewu? Nie można tak tego zostawić! - O jesień i drzewo się nie martw. Tym zajmą się strażnicy. Martw się lepiej o siebie i uciekaj. Teraz, kiedy Jesień jest chora, a drzewo razem z nią, nie mamy ochrony przed wrogami, więc musisz uciekać. Maciuś spakował się, ale nie potrafił zostawić w potrzebie lasu i przyjaciół. Wciąż myślał o tym, co by się stało, gdyby Pani Jesień i drzewo umarli. Nie chciał o tym myśleć, ale nie potrafił inaczej. Musiał uciekać. Kiedy znalazł się już poza obrębem lasu, nie wiedział, gdzie iść. Nic nie wiedział o innych terenach. Po długich wędrówkach znalazł w końcu las spokojny i piękny. Postanowił się tu usadowić. Znalazł sobie miejsce i zasnął. Rano obudziła go kartka na jego buzi. Ściągnął ją i przeczytał: "Drogi Jeżyku Maciusiu, tu strażnik kasztanowego lasu, piszę do Ciebie w sprawie naszej Pani Jesieni. Znaleźliśmy lek na jej chorobę i na chorobę drzewa, możesz spokojnie wracać. Ochrona się na nowo tworzy. Do zobaczenia." Wreszcie - pomyślał Maciuś i wyruszył w podróż powrotną. Ola Gackowska



PEWNEJ JESIENI. W piątek, pewnej jesieni, niedźwiedź Waldek szedł po liście na legowisko, bo już było coraz zimniej, ale świeciło słońce, był ciepły wiatr, a liście zaczęły zmieniać kolor na brązowy. Spotkał wiewióra Anastazego, który wracał z wycieczki po lesie. Miał przykrą wiadomość dla mieszkańców tego lasu: nadchodziły ogromne deszcze. Anastazy wyszedł na czubek drzewa w poszukiwaniu kasztanów i wtedy zobaczył w oddali wielką czarną chmurę, niebo przecinały pioruny, grzmiało i padał ostry deszcz. Niedźwiedzia nie obchodziło jednak to, że ten las może spłonąć i że niektórym mieszkańcom może zagrozić śmierć. Wiewiór posmutniał, był pewien, że niedźwiedź jak zwykle im pomoże, ale teraz niedźwiedź zajął się przygotowaniem gawry na zimę i nie myślał rozsądnie. Anastazy poszedł smutny w las. Gdy tak szedł, w pewnym miejscu znalazł dziwny przedmiot, podobny do okrągłego głazu, ale był z drewna i miał drzwiczki. Anastazy otworzył wieko i ujrzał wielki zwinięty papier. Rozwinął go, była tam narysowana drewniana wieża, pod projektem był napis: MIESZKAŃCY LASU WYBUDUJCIE WIEŻĘ Z DREWNA, WYSOKĄ JAK NAJWYŻSZY DĄB W TYM LESIE. O PÓŁNOCY WZNIEŚCIE JĄ. Więcej wiewiór nie mógł odczytać, kartka była poplamiona krwią i była rozerwana. Wrócił do domu, a w czasie drogi napotykał różne zwierzęta i każdemu mówił o tym, co znalazł. Tymczasem niedźwiedź wyruszył na dalsze poszukiwania pożywienia. Po drodze do Tajemniczego Jeziora zauważył dziwne płomyki, które ustawiały się w stronę Mrocznej Głębiny na wschód od najwyższego dębu. Poszedł w ich kierunku, doszedł do płytki skalnej, na której były kolumny i wielki głaz, na którym była wyryta: wieża, berło z kryształu i błyskawica. Na głazie była też wyrzeźbiona ręka. Waldek nacisnął ją i głaz pękł, zaczął się otwierać wielki tunel oświetlony latarniami. Waldek wszedł do środka i zaczął schodzić po schodach. Na końcu schodów była sala, a na środku Berło Wartownika Chmury Ewenent. Pisało na nim: UŁÓŻ BERŁO NA SZCZYCIE WIEŻY DREWNIANEJ. Po drugiej stronie jesiennego lasu Anastazy przekonywał zwierzęta do budowy wieży. Gdy niedźwiedź wrócił, wieża już była gotowa! Brakowało tylko jednej rzeczy: Berła Wartownika Chmury Ewenent. Niedźwiedź ostrożnie wszedł na górę i ułożył berło. Było to trudne zadanie, ponieważ był już bardzo ciężki, gromadził przecież tłuszcz na zimę. Ranek następnego dnia był straszny. Nad lasem pojawiła się chmura Ewenent. Zwierzęta w panice zaczęły uciekać. Przy wieży zostali tylko wiewiór i niedźwiedź. Pioruny przecinały niebo jak miecze, ale trafiały tylko w berło na wieży. Wreszcie najgroźniejszy, najjaśniejszy i najstraszniejszy piorun Karmeduaello uderzył w wieżę. Berło zaczęło się trząść, wieża pojaśniała, a z jej czubka wystrzeliła w chmurę smuga światła. Chmura zaczęła się kurczyć, a po chwili była jak ziarenko ryżu. Potem całkowicie zniknęła. Znów nad lasem była ładna pogoda i zwierzęta wracały do przygotowywania legowisk. Szukały pożywienia i układały liście w swoich domkach. Powoli, ale z zapałem, szykowały się do zimowego snu. Emmanuel Więch