Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Spis treści

Od redakcji Przekazujemy do rąk Czytelników kolejny numer gazetki „Górski Today” – tym razem nieco obszerniejszy. Zaczynamy od wywiadu z Panią Anną Kot, opiekunem Samorządu Uczniowskiego w Gimnazjum. Potem -  wiele materiałów związanych z naszymi zainteresowaniami – recenzje książek, płyt, gry komputerowej. Bardzo nam miło donieść, że do naszego zespołu dołączyła graficzka – Blanka – i redaktor działu sportowego – Łukasz. Serdecznie ich witamy w naszej redakcji. Bardzo zachęcamy innych uczniów naszej szkoły do współpracy z nami – można się wyżyć twórczo, napisać o swoich bolączkach i radościach, zamieścić zdjęcia i filmy. Planujemy też warsztaty prowadzone przez profesjonalnych dziennikarzy. A poza tym … pamiętajcie, że media to czwarta władza, a więc może warto sięgnąć po tę władzę… Prosimy o kontakt na adres emailowy redakcji. A najlepsza wiadomość na koniec – przed nami całe dwa tygodnie ferii. Życzymy duuużo śniegu, słońca i dobrego odpoczynku. Do zobaczenia 28 lutego! Redakcja GT

Felieton "Spekulacje z rozmachem" - str. 3 Sport - str. 4 Recenzja "Guitar Hero: Warriors of Rock" - str. 5 Recenzja "Star Guard Muffin" str. 6 Recenzja "Harry Potter i Insygnia Śmierci" - str. 7 Wywiad z Panią Anną Kot - str. 9 Spekulacje z zamachem
Pisząc ten felieton, nie wiem, jakie będą wyniki śledztwa, kto za tym stoi ani co to oznacza.


Jest wtorek 25 stycznia 2011 r.  Wczoraj w wyniku zamachu na Moskiewskim lotnisku Domodiedowo zginęło 35 osób, a ok. 180 zostało rannych. Eksperci szacują, że wybuchło tam od 5 do 7 kg trotylu. Dodatkowo ładunek był wypełniony metalowymi elementami. „- To był akt odrażający w swym okrucieństwie i bezmyślności” - powiedział premier Rosji Władimir Putin na posiedzeniu prezydium rządu, które rozpoczęto chwilą ciszy dla uczczenia ofiar poniedziałkowego zamachu. Premier Rosji stwierdził, że nie wątpi, iż uda się wykryć sprawców „tego przestępstwa odrażającego w swym okrucieństwie”, jak nazwał atak terrorystów. Szef rządu, który złożył kondolencje rodzinom ofiar, wyraził przekonanie, że sprawcy przestępstwa zostaną ujęci i kara ich nie minie.” Dlaczego cytuję fragmenty artykułu z serwisu Onet.pl? Uważam, że sam lepiej tego nie napiszę. Dzisiaj rosyjskie lotnisko funkcjonuje tak jak należy. Wszędzie ochrona, każdy bagaż jest dokładnie sprawdzany. Ludzie jednak - mimo tłoku, zamieszania i utrudnień są zadowoleni. „- Mam nadzieję, że teraz jest bezpieczniej” – powiedział jeden z obywateli Rosji. W hali przylotów, na miejscu tragedii, ludzie składają kwiaty… a media podają nowe fakty: A to, - że wszczęto śledztwo w sprawie naruszenia zasad bezpieczeństwa, i jeszcze - że to przez Dżihad, a na koniec - że to wszystko wina rządu, było ukartowane, wręcz zamówione przez Miedwiediewa i Putina. To ostatnie zasługuje na osobny komentarz. Nasuwa mi się taka mała konkluzja: „Jak w Polsce”. Zamieńcie nazwiska „Putin” i „Miedwiediew” na „Tusk” i „Komorowski”. Dlaczego ludzie zawsze muszą twierdzić, że wszystko, co złe, jest winą rządu? A zaraz w ślad za tym pojawiają się spekulacje, że właśnie „oni” całą rzecz przygotowali. Jaki wypływa z tego wniosek: zamiast spekulować, uczcijmy ofiary minutą ciszy… Dex





Guitar Hero: Warriors of Rock to najnowsza część kultowej serii. Szósta już część została stworzona po to, aby przywrócić serii pozycję lidera na rynku gier muzycznych oraz jest konkurencją dla wydanego również niedawno „Rock band 3”. Więc czym różni się tak naprawdę od poprzedników? Jest to pierwsze połączenie gry muzycznej i kultowego RPG – Głównym zadaniem w karierze jest zebranie godnych wojowników rocka (Warriors of Rock) i walka z bestią. Jeśli pomyślałeś, że to beznadziejna fabuła, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się mylisz. W grze zostały użyte świetne piosenki takich zespołów, jak: Drowning pool, Linkin Park, Muse, Queen, Rammstein czy Rush itd.,itd. Innymi słowy – ponad 90 świetnych piosenek, które umilą grę każdemu. Ponadto ulepszono efekty specjalne, zadbano o trochę lepszą grafikę i o świetny dźwięk! Czegóż chcieć więcej? Otóż są dwie rzeczy, które mnie męczyły podczas grania: Duża powtarzalność animacji „Rockerów” i płatność za kupno dodatkowych utworów. Do reszty nie mam zastrzeżeń. Żeby nie zdradzić więcej, dodam tylko, że w grze spotkamy postacie znane z poprzednich części, poznajemy również ich zupełnie nowe oblicza! Na koniec trochę o nowej gitarze. Wygląda ładnie, jest… naprawdę dopracowana. Wszystkie przyciski chodzą świetnie, a umieszczenie tak wielkiego przycisku back (gram na Xboxie – odpowiednik select na PS3) przy świetnie chodzącej dźwigni, było strzałem w dziesiątkę. Jedyna wada nowego kontrolera to brak dotykowych przycisków, które umieszczano w poprzednich wersjach. Podsumowując: Guitar Hero: Warriors of Rock jest warte swojej ceny (ok. 300zł). Polecam ten tytuł! Naprawdę warto!

"W zasięgu ręki dźwięki te niepowtarzalne..."



Ja również jak miliony dałem się ponieść „Dancehallowemu Ogniowi” i zakupiłem płytę zespołu „Star Guard Muffin”. Był to trafiony zakup. Po przesłuchaniu tej płyty SGM stał się jednym z nielicznych polskich zespołów, których mogę słuchać bez palpitacji serca. Sama płyta (Nazwana „Szanuj”) zawiera utwory zarówno polskie, jak i covery zagraniczne, które Bednarek śpiewał w programie TVNu (Notabene zajął nawet drugie miejsce). Pod koniec nieszczęsnego 2010 roku była to jedna z najlepiej sprzedających się płyt. Teraz trochę minusów. Pierwszym z nich jest niepewnie grająca gitara. Nie jest to dziwne - w końcu to album debiutancki. Po drugie, zespół nie został wypromowany jako „jedna całość”, a jako dodatek do wokalu Kamila Bednarka. Niestety, mam wrażenie, że krążek został nagrany na szybko, żeby zarobić więcej pieniędzy. Na co? Miejmy nadzieję, że na następną płytę. Niestety, nie wszystko poszło po myśli Kamila. Sam wielokrotnie stwierdzał: „Chciałbym zarazić Polaków muzyką reggae”. Jak wyszło? Na koncerty przychodzą rozwrzeszczane trzynasto- , czternastolatki – w większości fanki niedoszłego chłopca znanego jako J.B. (Nie będę pisał jego imienia, gdyż jestem przeciwko jego twórczości – każdy wie, o kogo chodzi) Niestety, Kamil Bednarek stał się „Bożyszczem Polskich Nastolatek” a miał chłopak szansę na międzynarodową karierę. A teraz dziewczynki go nie puszczą… Współczuję mu… Dex Więcej o SGM i Kamilu Bednarku na: fenixmusic.pl/starguardmuffin kamilbednarek.pl Recenzja książki ,, Harry Potter i insygnia śmierci”

Źródło: http://dziutka.blog.onet.pl/HarryPotteriInsygniaSmierc,2,ID288797194,n

Ponad 11 milionów egzemplarzy sprzedanych pierwszego dnia, gdy ta książka trafiła do sklepów. Miesiące oczekiwania jej przez rzesze fanów, ale też zwykłych czytelników. 21 lipca 2007 na rynek księgarski trafiła siódma część serii powieści opowiadających o przygodach Harry’ego Pottera – nastoletniego adepta sztuki magii uczącego się w szkole Hogwart. 26 stycznia 2008 roku ukazało się jej polskie tłumaczenie. „Harry Potter i insygnia śmierci” to całkiem dobre zwieńczenie cyklu, który sprawił, że miliony dzieci na całym świecie wyrobiły w sobie nawyk czytania. I to chyba największy sukces Joanne K. Rowling. Bo książka, choć niesie z sobą wiele elementów zaskoczenia oraz konieczność weryfikacji sądów na temat kilku postaci pojawiających się w poprzednich częściach sagi, choć zamyka wiele wątków (które we wcześniejszych tomach wydawały się zupełnie nieistotne), niestety – rozczarowuje. Przybliżmy zarys fabuły. Po 6 latach nauki w szkole magii i czarodziejstwa Hogwart Harry Potter musi stanąć do ostatecznego pojedynku ze swym śmiertelnym wrogiem – Lordem Voldemortem. Wcześniej jednak wykonać ma misję, powierzoną mu przez Albusa Dumbledore’a – dyrektora szkoły, który poświęcił swe życie, by chronić Harry’ego. Nasz bohater ma znaleźć horkruksy, tajemnicze przedmioty zawierające fragmenty duszy Voldemorta. Dopóki tego nie uczyni, czarnoksiężnik będzie mógł powracać ze świata zmarłych, nigdy tak naprawdę nie umierając. Niestety, Harry nie ma pojęcia, gdzie mógłby znaleźć horkruksy, więcej – nie wie nawet, czym mogą one być. Nie ma żadnego planu, który mógłby wcielić w życie. Zadanie utrudniają mu zwolennicy Voldemorta – Śmierciożercy, którzy zdają się czyhać na Harry’ego za każdym rogiem. Wraz z przyjaciółmi – Ronem Weasleyem i Hermioną Granger – wciąż zmienia miejsca pobytu, przenosi się z miejsca na miejsce, miota się w bezsilności, tocząc kolejne potyczki z przeciwnikami. W międzyczasie dowiaduje się wielu rewelacji na temat swojego mistrza – Albusa Dumbledore’a, które sprawiają, że postać dyrektora Hogwartu przestaje być tak idealna, jak się z początku zdawało. Ponadto Harry jest coraz bardziej wściekły na Dumbledore’a – ten bowiem nie pozostawił mu żadnych wskazówek dotyczących misji. Pierwsza połowa książki zawiera opisy bezskutecznych poszukiwań, ślubu przyjaciół Harry’ego, zgonów



kolejnych bohaterów poprzednich części. Rowling wprowadza również wiele nowych wątków, których początkowo nie można połączyć w spójną całość. Pisarka stara się podtrzymywać napięcie, jednak lektura w pewnych momentach dłuży się i zaczyna męczyć czytelnika – bowiem, gdy wydaje się, że wraz z bohaterami przestąpimy próg zbliżający nas do rozwiązania, gdy wydaje się, że bohaterowie wreszcie odkryją choć jeden z ukrytych przedmiotów, Rowling myli tropy, zwraca uwagę na emocje bohaterów, których zaczynają męczyć bezskuteczne poszukiwania, nakazując im kłócić się i ponownie godzić, czy powraca do wydarzeń z przeszłości. Poszczególne elementy później złożą się na precyzyjnie skonstruowaną układankę, tymczasem jednak, miast podtrzymywać napięcie, zwyczajnie męczą czytelników. Punktem zwrotnym staje się usłyszenie przez bohaterów historii tytułowych „deathly hallows”, insygniów śmierci. Całe szczęście, że Andrzej Polkowski nie zdecydował się przetłumaczyć tego zwrotu, jak początkowo planowano, jako: „śmiertelne relikwie”. „Deathly hallows” bowiem nie są ani szczątkami ciał świętych osób, ani też przedmiotami do nich należącymi – są to trzy przedmioty o potężnej mocy, które - zebrane w ręku jednej osoby -  dadzą jej władzę nad życiem i śmiercią. Harry staje przed pytaniem, czego powinien odtąd poszukiwać – insygniów czy horkruksów. Decyzja, jaką podejmie, okaże się słuszna. Dynamika powieści zaczyna rosnąć, w swych poszukiwaniach bohaterowie odnoszą sukcesy, odwiedzając kolejne miejsca – Dolinę Godrika, bank Gringotta, by w końcu trafić do Hogwartu. To właśnie tu rozegra się finałowa bitwa, która zdecyduje o losach świata, to tu rozstrzygnie się przeznaczenie Pottera i Voldemorta – jak Czytelnicy bowiem wiedzą, dawna przepowiednia głosiła, że żaden z nich nie może żyć, jeśli drugi przeżyje. Z całą pewnością mocną stroną książki są bardzo wiarygodne rysy psychologiczne postaci. Na kartach powieści nastoletni bohaterowie ewoluują, by w końcu dojrzeć do ostatecznej walki z przeciwnikami. Z kolei postaci znane nam z poprzednich części zyskują nowe oblicza. Zupełnie inaczej postrzegamy kuzyna Harry’ego – Dudleya i jego matkę, Petunię. Albus Dumbledore, choć pozostaje wielkim, przewidującym czarodziejem, odbiega jednak od ideału. Z kolei Snape przestaje być demonicznym, nieludzkim nauczycielem. Dużą rolę w powieści odegrają postaci pojawiające się w poprzednich częściach cyklu jako bohaterowie epizodyczni – m.in. domowe skrzaty Stworek i Zgredek. Z kolei szkolny kolega Harry’ego, Neville Longbottom, przestaje być zakompleksionym nieudacznikiem, a okazuje się godnym swych rodziców synem. Na kartach powieści Czytelnicy ponownie spotkają Dolores Umbridge, poznają również nowych bohaterów – na przykład ojca Luny Lovegood czy brata Albusa Dumbledore’a. Nie bez znaczenia okażą się również wydarzenia historyczne – na przykład wspomniana w pierwszej części historia walki dyrektora Hogwartu ze złym czarodziejem, Grindewaldem. Ogromne rozczarowanie budzi rozdział „King’s Cross”. O ile bowiem całość akcji powieści rozgrywa się w planie realistycznym (oczywiście zgodnie z kanonami powieści fantasy), o tyle ta część ma miejsce w przedziwnej przestrzeni pomiędzy sferą ziemską a przestrzenią swoistego sacrum. Przestrzenią, o której wcześniej w powieściach Rowling w ogóle nie było mowy. Tu główny bohater jawi się jako postać tak wyidealizowana, że aż przerysowana. Wydaje się, że należałoby wynieść go na ołtarze. Razi podniosły styl, wszechobecny patos oraz dydaktyczne banały. Zirytowanemu Czytelnikowi zastanawia się, kiedy wreszcie Potterowi wzniosą pomnik w Hogwarcie. Styl książki, podobnie jak w poprzednich częściach, jest raczej jasny i czytelny. Andrzej Polkowski wykonał, jak zwykle, ogromną pracę, bardzo rzetelnie tłumacząc nazwy własne. Momentami pozytywnym zaskoczeniem są sarkazm i ironia zawarte w dialogach, których w poprzednich powieściach było jakby mniej, lecz z drugiej strony – razi patos i nieudolnie ukrywany dydaktyzm, o których już wcześniej wspomniałam. Pozostaje jeszcze problem rozwiązania akcji i zakończenia. Z jednej strony bowiem wydaje się, że po prostu nie mogło być inaczej. Harry, nastoletni chłopiec, We wszystkim trzeba odnajdywać pozytywne strony.
Wywiad z Panią Anną Kot, nauczycielką angielskiego i opiekunką samorządu szkolnego.


zupełnie niedoświadczony, nie może samodzielnie wygrać z czarodziejem najgłębiej przesiąkniętym złem, ale mimo wszystko wielkim. Jednak zdolność przewidywania Dumbledore’a wydaje się wiarygodna. Zakończenie jest więc najzupełniej oczywiste czy wręcz banalne. Mimo wszystko, nie ma w nim elementu zaskoczenia. Okazuje się, że wcześniejsze przewidywania fanów cyklu okazują się słuszne. Ostatnie strony są zbyt idylliczne, zbyt „przesłodzone”. Zupełnie nie pasują do mrocznej - w większej części - powieści. „Harry Potter i insygnia śmierci” to powieść o dojrzewaniu, o dorastaniu do misji, jaką los nakłada na głównego bohatera. To wielka gloryfikacja przyjaźni, rodzicielskiej miłości, lojalności i wierności ideałom. To książka dydaktycznie poprawna do granic, przez co miejscami traci na wiarygodności, oryginalności i literackim poziomie. To całkiem niezłe zakończenie całego cyklu, jednak nie można się oprzeć wrażeniu, że znana dotąd z bezkompromisowości i determinacji w zaskakiwaniu Czytelnika Rowling tym razem poszła na łatwiznę. Po tak dobrym cyklu można było spodziewać się o wiele więcej. Joasia Redakcja: Dzień Dobry. Anna Kot: Dzień Dobry. R: Od ilu lat naucza Pani w tej szkole? AK:  Niecałe dziesięć lat. R: Lubi Pani swoją pracę? AK:  Bardzo. R: Czy rola nauczyciela jest ciężka? AK:  Jest, ale ciężka praca też jest fajna. R: Skąd wzięła się Pani pasja do angielskiego? AK:  Angielskiego zaczęłam uczyć się dopiero w liceum. Jak wiecie, wtedy nie było jeszcze gimnazjów, tak więc od razu ze szkoły podstawowej, szło się do liceum. Miałam tam fajnych nauczycieli, którzy dobrze uczyli. Później stwierdziłam, że warto by było zdawać z tego maturę. R: Będąc dzieckiem, kim Pani chciała być w przyszłości? AK:  Policjantką. Nawet składałam podanie do szkoły policyjnej, ale zabrakło mi dwóch centymetrów wzrostu. Ale może lepiej, że tak się stało. R: Czy w tym roku odbędą się jakieś konkursy związane z językiem angielskim? AK:  Tak. FOX w marcu oraz jak co roku konkurs wiedzy o krajach anglojęzycznych. R:  Jest Pani opiekunem samorządu szkolnego. Czy są przewidziane jakieś akcje na ten rok? AK:  To wszystko zależy od inwencji własnej uczniów. Ja nie chcę niczego narzucać, jeżeli uczniowie mają pomysły na ciekawe akcje, działania na terenie szkoły, a może nawet gminy, jestem otwarta na propozycje. R: A zebrania samorządu są jakoś określone? AK:  Nie, nie są. Zebrania zwoływane są wtedy kiedy jest taka konieczność. W tym roku, rzadziej. R: Pani jest jedną z nauczycielek programu redakcja.gorski@gmail.com



„Zagrajmy o sukces”. O co w nim dokładnie chodzi? AK:  Jest to program dla uczniów klas I i II gimnazjum na całym Mazowszu, nie tylko w Warszawie, który ma pomóc uczniom, mającym trudności w nauce, żeby być może podciągnęli oceny, zapoznali się z nauczycielami, przedmiotami. R: Gdyby znalazł się uczeń, który chciałby się zapisać na te zajęcia, musi czekać do następnego roku szkolnego? AK:  Nie, zapisywać można się jeszcze w tym roku szkolnym. R: Jest wielu chętnych? AK:  Do projektu aktualnie przyłączonych jest 20 uczniów. Maksymalna liczebność grupy, to 25 osób, czyli jest jeszcze 5 miejsc wolnych. R: Jakiej lubi Pani słuchać muzyki? AK:  Rock. R: Co lubi Pani robić w wolnym czasie? AK:  Czytać książki i pracować w ogródku. R: A jakie książki? AK:  W zasadzie to chyba wszystkie. Co akurat wpadnie mi w ręce. W wolnym czasie nadrabiam, w czasie roku szkolnego nie mam zbyt wiele czasu na czytanie. Ale w wakacje czytam, czytam, czytam i kopię w ogródku. R: A Pani ulubieni autorzy? AK:  Jeżeli chodzi o czasy szkolne, to z lektur najbardziej lubiłam Henryka Sienkiewicza. R: Motto życiowe. AK:  Raczej nie mam. Ale moją dewizą życiową jest to  żeby odnajdywać pozytywne, optymistyczne strony i tego się trzymać. R: Dziękujemy. AK:  Również dziękuję. Rozmawiały: Anika, Joasia Redaktor naczelna: Anika Stawicka Redakcja: Dex Joanna Dominiak Łukasz Poszytek Ela Gradziel Grafik: Blanka Skrzymowska Opiekun: Agnieszka Marcinkiewicz