Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Od Redakcji CKG
Drodzy czytelnicy zapraszamy do lektury naszej gazety. Możecie ją śledzić na stronach: http://www.sto.starachowice.org/ckg.html oraz http://mam.media.pl/.


Drodzy Czytelnicy, czerwiec to szósty miesiąc w roku. Je-go nazwa wywodzi się od koloru czerwone-go, barwnika dawniej wyrabianego z owada czerwca, który był zbierany właśnie w tym miesiącu. Czerwiec to dla nas gimnazjalistów niezwykle ważny miesiąc. Właśnie wtedy trzecioklasiści poznają wyniki egzaminów zewtnętrznych, które często decydują o do-staniu się do wybranej szkoły czy klasy. 21 czerwca następuje letnie przesile-nie Słońca, wtedy kończy się wiosna, a za-czyna się lato - a więc tak ulubiona pora przez uczniów i nauczycieli - Wakacje ! Jest to ostatni numer w tym roku. Pi-szemy w nim o Waszych licznych sukce-sach, artystycznych przedsięwzięciach i pasjach. Mamy nadzieję, że zainteresują Was nasze artykuły i przychyllnie je oceni-cie. Życzymy Wam wspaniałych wakacji, pięknej pogody, dużo optymizmu, wielu przyjaciół i przede wszystkim zdrowia. Mamy nadzieję spotkać się z Wami za rok. Justyna Serwicka Uwielbiam biologię... Wywiad z Julią Walkowską
Julia Walkowska - wysoka, smukła brunetka, uczennica II klasy, miłośniczka przyrody, gitarzystka w szkolnym zespole No Name, finalistka konkursu biologicznego.


Dziennikarz.: Gratuluję ogrom-nego sukcesu. Tytuł finalistki konkursu biologicznego w II klasie gimnazjum robi wrażenie. Julia: Dziękuję bardzo. To miło, że doceniliście mój sukces. Uwielbiam biologię. Uczę się jej dla przyjemności w wolnych chwi-lach. Tym bardziej cieszy mnie mój sukces. Zdaję sobie sprawę, że jestem na początku drogi. Biologia to przedmiot fascynujący. Moim zdaniem jedna z najbardziej rozwi-jajacych sie dziedzin nauki. To przyszłość. Bez niej nie wyobra-żam sobie współczesnego świata. Dopiero zaczęłam poznawać tę dziedzinę nauki i zdaję sobie spra-wę, że bardzo długa droga przede mną. Jak sama wiesz, na przed-miot zwany biologią wchodzi wiele dziedzin: genetyka, ekologia, ana-tomia, botanika, zoologia, itp. Żeby je choćby pobieżnie poznać, trzeba lat. Jest to praca ustawiczna. Pod-ręczniki wydane parę lat wcześniej już są nieaktualne. Aby przynaj-mniej powtórzyć sukces z tego ro-ku, planuję systematycznie zwię-kszać ilość czasu przeznaaczoną na poznawanie biologii. Dz.: Słyszałam, że poza biologią masz inne pasje naukowe. Opo-wiedz nam o nich.



J.: Moją drugą pasją jest informaty-ka. Interesuje mnie zwłaszcza bez-pieczeństwo w sieci, dlatego biorę udział w konkursach ,,Szybuj bez-piecznie w internetowej chmurze". Jak sama wiesz, bo byłaś moją pa-rtnerką w tym konkursie, to niezła zabawa i wielkie wyzwanie. Inter-net rodzi jednak wiele niebezpie-czeństw i tym chciałabym w przy- szłości zapobiec. Jak większość młodych ludzi uwielbiam grać w gry komputero-we. Robię to przez internet z przy-jaciółmi z klasy. Wbrew obiegowym opiniom uważam, że w dzisiejszych czasach jest to dobry sposób na poprawę lub zbudowanie relacji między ludźmi w moim wieku. Ja sama dzięki temu nawiązałam bliż-szy kontakt z kilkoma osobami, które są mi teraz bardzo bliskie. Ostatnio zaczęłam też poznawać budowę komputera. Bardzo intere-suje mnie ten temat i chciałabym wiedzieć wszystko o jego parame-trach i częściach. Robię to nie tylko dla przyjemności. Bez dogłębnej wiedzy o budowie, jest się tylko użytkownikiem komputera, a to po-trafi każdy. Dz.: Jesteś osobą niezwykle zorganizowaną i systematyczną. Jak planujesz swoją przyszłość? J.: Wiażę ją z biologią i chemią. Chciałabym zostać lekarzem. Nie wiem jeszcze jakiej specjalności. Tata podpowiada mi, żebym zos-tała ginekologiem, co może się wydawać śmieszne dla niektórych moich rówieśników. Jest to cieka-wa specjalizacja i niezwykle po-trzebna. Kobieta - lekarka - gine- kolog budzi, moim zdaniem, wię-ksze zaufanie niż mężczyzna. Bar-dziej jednak interesuje mnie chirur-gia. Oczywiście inaczej ona wygla-da na ekranie telewizyjnym niż na sali operacyjnej. Wydaje mi się, że poradziłabym sobie. Widok krwi i płynów fizjologicznych czy wydzie-lin nie obrzydza mnie. Mam tez „plan awaryjny”. Gdy-by nie udało mi się z jakichś przy-czyn zostać lekarką, mogłabym zostać informatykiem. Wtedy chcia-łabym tworzyć gry. Na pewno w niektórych z nich wykorzystałabym swoje pasje biologiczne czy zain-teresowania medycyną. Postara-łabym się, aby nie tylko bawiły, ale też uczyły. Wykorzystałabym wie-dzę o człowieku i przyrodzie, co mogłyby być bardziej fascynujące niż gry wojenne. Jak widzisz, mam dużo planów. Dz.: Dziękuję za udzielenie wy-wiadu. J.: Również dziękuję. Było mi bardzo przyjemnie. Wywiad autoryzowany Justyna Serwicka ,,Fizyka jest bardzo ciekawa i logiczna" Wywiad z Piotrem Dądą
Piotr Dąda - uczeń klasy II gimnazjum, spokojny, opano-wany, stateczny brunet, pasjo-nat przedmiotów ścisłych, zwła- szcza matematyki i fizyki oraz miłośnik języka angielskiego.


Dziennikarz: Dlaczego zdecy-dowałeś się wybrać właśnie konkurs z fizyki? Piotr: Przede wszystkim dlatego, że fizyka jest bardzo ciekawa i lo-giczna oraz dotyczy naszego co- dziennego życia. Na niej opiera się wpółczesny świat, więc uważam, że warto się jej uczyć. Poza tym mam bardzo dobrego nauczyciela - pana Przemysława Wolszczaka, dzięki któremu lekcje fizyki są bar- dzo przyjemne i nieraz zabawne. To właśnie on postanowił zgłosić mnie do tego konkursu i to on pier- wszy uwierzył, że już w drugiej kla- sie mam w nim realne szanse, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Dz.: Opowiedz o samym kon-kursie. P.: Uważam, że fizyka wbrew ogólnemu mniemaniu nie jest prze-dmiotem trudnym, czego nie mogę powiedzieć o samym konkursie. Na pewno wymaga mnóstwa pra-cy i ogromnego zaangażowania, zwłaszcza kiedy jest się uczniem II klasy.Trzeba było nauczyć się ca-łego materiału realizowanego w gimnazjum. W tym celu konieczne były dodatkowe lekcje z Panem Wolszczakiem. Spotykaliśmy się o godzinie siódmej rano, co nie było



dla mnie łatwe, zwłaszcza, że do domu wracałem dopiero o 17:00. Poczatkowo wraz z innymi ucznia-mi naszej szkoły brałem udział raz w tygodniu w zajęciach kółka fizy-cznego, później częściej, a nawet kilka razy w czasie ferii. Przygoto-wanie do jakiegokolwiek konkursu to nie tylko praca w szkole, ale przede wszystkim w domu. Godzi-nami rozwiązywałem zadania, cza-sami nie zdając sobie sprawy z upływającego czasu. Kilka razy zdarzyło mi się rozwiązywać je przez niemal całą noc, nie dlatego, że ktoś mi kazał, ale dlatego, że robiąc je, zapominałem o całym świecie. Tak mnie wciągnęły, że kupiłem sobie dodatkowy zbiór i rozwiązałem prawie wszystkie za-dania, jakie w nim były. Dzięki te-mu nauczyłem się robić je na tyle szybko, aby dać sobie radę na fina-le konkursu. Byłem spokojny. Wie-działem przecież jak wiele pracy włożyłem w naukę. Wydawało mi się, że moje tempo jest wystarcza-jąco dobre a ewentualne kłopoty moga wynikać tylko z braku wie-dzy. Jestem przecież drugoklasis-tą. Nie przypuszczałem, że pod-czas finału zabraknie mi czasu, aby odpowiedzieć na wszystkie pyta-nia. Na moje szczęście, nie byłem jedyny i moi konkurenci mieli rów-nież problemy z tempem. D: Czy masz jakieś inne zainteresowania poza fizyką? P: Oczywiście, że tak. Lubię ma-tematykę, co pewnie cię nie zaska-kuje. Bez niej nie mógłbym uczyć się fizyki. Dużą przyjemność spra-wia mi też uczenie się języka an-gielskiego. Mam zamiar w przysz-łym roku sprawdzić się w konkur-sach z tych przedmiotów. Już te-raz się do nich przygotowuję - cho-dzę na kółka zainteresowań. Poza tym, jak prawie każdy chłopak w moim wieku, lubię grać na komputerze. Interesuję się tak-że muzyką. Gram na gitarze już od kilku lat, jestem samoukiem. Jak sama wiesz, gram w naszym szkol-nym zespole No Name. Niestety, zbyt mało czasu poświęcam muzy-ce. Naprawdę lubię grać i wiem, że mogę jeszcze bardziej poprawić technikę. Zazwyczaj poświęcam na to godzinę lub dwie dziennie, ale rzadko kiedy mam ochotę uczyć się grać czegoś nowego i własnie to muszę zmienić. Według mnie gra na gitarze jest nie tylko wyją-tkowym sposobem spędzania czasu, nie tylko daje relaks, ale też mnóstwo radości. Dzięki muzy-ce mogę oderwać się od codzien-ności i przenieść się w rejony, któ-rych nawet nie potrafię nazwać. Bez niej nie wyobrażam sobie ży-cia. Justyna Serwicka „ Porażki często uczą więcej niż zwycięstwa” Wywiad z Wojciechem Chmielewskim
Wojciech Chmielewski- uczeń III klasy gimnazjum, tegorocz-ny finalista Wojewódzkiego Konkursu Języka Angielskiego


Dziennikarz: Zostałeś finalistą tegorocznego Wojewódzkiego Konkursu Języka Angielskiego, co niewątpliwie jest sporym suk-cesem. Do zostania laureatem zabrakło Ci zaledwie kilku pun-któw. Jak zareagowałeś na wieść o tym? Wojciech Chmielewski: Muszę przyznać, że początkowo nie wie-działem, co powinienem zrobić. Siedziałem zmieszany wśród grup-ki przyjaciół, którzy zaczęli mnie pocieszać. Czułem żal i smutek, ale po jakimś czasie uświadomiłem sobie, że nie jest to pierwszy, ani ostatni konkurs, z którym się zmie- rzyłem, a porażki są przecież tram-poliną do sukcesu. W duchu przy-rzekłem też sobie, że następnym razem będę lepiej przygotowany. Pod okiem pani Katarzyny Sasak poprawiłem znacząco po- ziom swojego angielskiego. Przed samym finałem czułem już zmę-czenie, ponieważ każdego dnia wykonywałem ogromną ilość zadań i szlifowałem swoją dykcję. Ponad-to spotykałem się ze znajomym An-glikiem. Dzięki niemu dowiedzia-łem się sporo o kulturze na Wys-pach Brytyjskich, co przydało mi się później w pytaniach z tzw. „kulturówki”.



Dz: Czego nauczyłeś się ? W.Ch.: Tak jak wcześniej wspomi-nałem, poprawiłem znacznie zna-jomość języka. Nie jest to jednak najważniejsza nauka, którą z nie-go wyciągnąłem. Przede wszystkim nauczyłem się godnie znosić pora-żki. Zrozumiałem, że człowiek in-teligentny nie powinien się podda-wać przeciwnościom losu. Przeg-rana jest częścią życia i zawsze wnosi coś dobrego. Uważam na-wet, że zwycięzca, który osiądzie na laurach, zyska mniej niż poko-nany uczący się na własnych błę-dach. Konkurs nie był celem prze-cież samym w sobie. Takim celem jest znajomość języka a ta okazała się wystarczająca, żeby być fina-listą. Sam fakt, że znalazłem się pośród garstki najlepszych uczniów w województwie, jest dla mnie wy-różnieniem i motywacją do dalszej pracy. Tytuł finalisty to przecież zaszczyt. Dz.: Kończysz naszą szkołę. Ja-kie masz plany na przyszłość ? W.C: Wybrałem klasę o profilu hu-manistycznym. Mam nadzieję, że zdobyta w niej edukacja pozwoli mi dobrze zdać maturę i dostać się na wymarzone studia. Chciałbym bo-wiem zostać profesjonalnym tłuma-czem. Aby to osiągnąć, muszę da-lej poszerzać moją wiedzę z języ- ka angielskiego i wreszcie wziać się za język polski. Ponadto obie-całem sobie poprawić mój niemie-cki oraz nauczyć się trzeciego ję-zyka. Marzy mi się np. norweski, francuski czy arabski. Wiem, że czeka mnie sporo pracy. Jestem gotów stawić czoła wszystkiemu, co napotkam i z podniesioną głową iść przed siebie. Dz.: Jakie masz jeszcze inne pasje ? W.Ch.: Jak większość chłopaków w moim wieku jest to muzyka. W trzeciej klasie gimnazjum zacząłem uczyć się nawet gry na gitarze. Idzie mi coraz lepiej i każdego dnia uczę się czegoś nowego. Ponadto uwielbiam czytać książki i ogladać dobre filmy. Nie tak dawno odkry-łem literaturę skandynawską. Lubię kryminały w tym, klasykę Conan Doyle'a, Agathę Christie i popular-ną obecnie norweską i szwedzką literaturę sensacyjną. Jestem miło-śnikiem także ksiażek Andrzeja Sapkowskiego. Uwilbiam historię, poznawać dzieje Polski i świata. Dz: Dziękuję za wspólną rozmo-wę. Życzę Ci, abyś osiągnął to o czym marzysz. W.Ch.: Dziękuję. Miłego dnia. Dz. J.S. Śladem Ikara ?



Dz.: Jesteś finalistą konkursu fizycznego. O ile wiem interesu-jesz się informatyką, elektroniką i konstruowaniem pojazdów lata-jących. Fizyka jest więc dla cie-bie dziedziną przydatną do rea-lizacji marzeń. Opowiedz nam o swoich pasjach i hobby. Jan Wawszczak, uczeń klasy II gimnazjum: Interesuję się informa-tyką (głównie programowaniem) oraz zdalnie sterowanymi samolo-tami i kopterami. Fascynują mnie również rzeczy związane z kosmo-sem i jego odkrywaniem. Moją przygodę z modelami RC zapoczątkował... przypadek. 4 lata temu w sklepie natknąłem się na zabawkę (wtedy myślałem, że to profesjonalny sprzęt) zwaną AR. Drone. Zaintrygowała mnie, więc postanowiłem dowiedzieć się o niej znacznie więcej. Potem podjąłem decyzję, że ją kupię. Po dość dłu-gim czasie uzbierałem potrzebną sumę pieniędzy. Byłem nią całko-wicie pochłonięty. Codziennie wy-konywałem po kilka lotów. Nie oby-ło się też bez wypadków. Czasami zdarzyło mi się złamać śmigło albo uszkodzić zębatkę. W wakacje, zdarzało się, że wstawałem o go-dzinie 6 rano, aby iść polatać, po-nieważ wtedy były do tego najlep-sze warunki pogodowe. Z czasem zacząłem kombinować, zakupiłem wzmacniacz sygnału w celu wyko-nywania dalszych lotów oraz nową baterię, dzięki której dłużej utrzy-mywałem się w powietrzu. Nieba-wem dowiedziałem się, że na rynku Śladem Ikara ? Wielowiernikowiec. Pasja.



pojawiła się 2 genera- cja Ar.Drone. Od razu chciałem ją mieć. By-ła wyposażona w le-pszą kamerę HD, wysokościomierz ciś-nieniowy i wiele in-nych rzeczy, które u-rozmaicały lot. Sprze- dałem posiadaną we-rsję oraz wiele nie-potrzebnyh mi już gier i zabawek na aukcji internetowej. W koń-cu przyszła wymarzo-na wersja II. Jednak radość trwała jedynie pół roku. Wtedy, przy-padkowo natknąłem się w internecie na filmy ukazujące mo-dele zdalnie sterowa-ne oraz loty FPV. Po-legają one na stero-waniu samolotu lub wielowirnikowca tu-dzież samochodu na podstwaie obrazu wi-deo, który jest prze- syłany drogą radiową na ziemię. Odnosimy wrażenienie, że na-prawdę jesteśmy w kokpicie maszyny. Do tego uważam, iż dos-tarcza to znacznie więcej frajdy niż zwy-kłe patrzenie na mo-del. Innym plusem jest też większa moż-liwość ingerencji w nasz zdalnie sterowa-ny pojazd. W AR.Dro- ne nie miałem prakty cznie żadnej możliwo-ści modyfikowania, co zaczęło mnie po pewnym czasie nu-żyć. W przypadku modeli RC możliwo-ści są praktycznie nie-ograniczone. W zasa-dzie, o tym czy kupi-łem swój pierwszy



samolot RC też zadecydował przy-padek. Nabywcy AR. Drone nie mogłem znaleźć. W tym czasie też dużo grałem na konsoli PlayStat-ion, a zbliżała się premiera gry GTA V. Nie potrafiłem podjąć decy-zji czy sprzedać konsolę i kupić sa-molot, czy zostawić wszystko tak, jak było. Postanowiłem, że jeśli do czasu wyjścia GTA nie znajdę na-bywcy, nie sprzedam konsoli. Zos-tało jedynie parę godzin, do zakoń-czenia sprzedaży, gdy okazało się, że ktoś kupił moje PlayStation. Zatem sprawa była jasna - za za-robione pieniądze kupuję model. Dzisiaj uważam, że był to naj-szczęśliwszy przypadek w moim życiu. Parę tygodni później, nare-szcie dotarła do mnie długo ocze-kiwana przesyłka. Gdy ją otworzy-łem, moim oczom ukazały się dwa ogromne (jak wtedy miałem wra-żenie) skrzydła oraz piękny, sta-rannie wykonany kadłub. Od razu wziąłem się do składania. Następ-nego dnia, gdy wszystko było już gotowe, wybrałem się na polanę i przygotowałem samolot do startu. Ani wcześniej ani później nie zda-rzyło mi się, żebym był tak zestre-sowany i zarazem podekscytowa-ny. Serce waliło mi jak młot. Uspo-koiłem się trochę i poprosiłem tatę, żeby na mój znak wyrzucił samo-lot. Na początku bardzo szarpałem sterami, bo nie miałem doświad-czenia ani wyczucia. Pomimo iż lot był bardzo chaotyczny, samolot szczęśliwie powrócił na ziemię. Przez kolejne miesiące dopraco-wywałem swoją technikę lotu, ku-powałem coraz lepsze części za-mienne, wprowadzałem modyfika-cje i bardzo dużo czytałem wszel-kie informacje, które pomogą mi przerobić mój do lotów FPV. W międzyczasie dowiedziałem się, że w Starachowicach od wielu lat istnieje grupa osób zafascynowa-nych modelarstwem, zarówno kla-sycznym jak i FPV. Od tej pory za-cząłem regularnie jeździć na spot-kania. Poznałem tam wielu cieka-wych ludzi, którzy pomagali mi za-wsze, gdy tylko tego potrzebowa-łem. W końcu sprzedałem AR. Drone i za zarobione pieniądze ku-piłem wszystko, co było potrzebne do wykonywania lotów FPV. Po-czątki były bardzo trudne. Wiele miesięcy zajęło mi pozbycie się wszystkich problemów. Miałem czasami momenty, gdy myślałem, że nie ma sensu dalej się w to ba-wić, lecz na szczęście jakoś przet-rwałem ten trudny czas. Od tam-tego czasu wprowadziłem bardzo wiele zmian i dowiedziałem się wie-lu bardzo ciekawych rzeczy. Dzięki temu hobby poznałem też wiele rzeczy związanych z elektroniką i łącznościami radiowymi. Zacząłem odnosić wrażenie, że jeden samo-lot to za mało. Nie chciałem jednak kupować już gotowego modelu.



Moim celem było również zaoszczędzenie dużej ilości pieniędzy. Dlatego postanowiłem zbudo-wać samolot samemu. Ściągnąłem plany z in-ternetu. Kupiłem odpowiedni materiał a następ-nie spędzałem wakacyjne wieczory na wycina-niu części. Jako iż robiłem to po raz pierwszy, wiele części musiałem robić od nowa. Gdy skończyłem wycinać, posklejałem wszystko w całość i następnie wziąłem się za najbardziej czasochłonny etap - oklejanie. Nie chciałem robić tego byle jak, dlatego najpierw nałożyłem jedną warstwę taśmy i następnie ją... zerwałem. Chciałem w ten sposób usunąć wszelkie zabru-dzenia z pianki. Nałożyłem taśmę ponownie i potem jeszcze raz. W ten sposób dokładnie po-kryłem każdą część samolotu. Później zająłem się wyposażeniem modelu w całą elektronikę. Łącznie cała praca wymagała ponad 55 godzin. Gdy samolot oderwał się od ziemi moja radość była nie do opisania. Nie dość, że złożyłem go sam, to jeszcze lata! Czułem wtedy niewiarygo-dnie dużą satysfakcję z mojego dzieła. Była to największa nagroda, jaką za włożony wysiłek dostałem. Jako, iż był to model hydroplanu, trze-ba go było przetestować na wodzie. Miałem wie-le obaw, czy wykonałem go wystarczająco szczelnie, by elektronika nie została zalana. ,,Raz kozie śmierć" - pomyślałem. Położyłem samolot na wodzie, dałem pełny gaz i znowu, ku mojemu zdziwieniu, odniosłem sukces. Maszy-na oderwała się od tafli wody bez żadnego pro-blemu. ,,I tak nie skończysz na jednym ani na dwóch" - wśród modelarzy krąży takie powie-dzenie. Dlatego znowu zacząłem zastanawiać się nad kolejnym modelem. Pomyślałem, że mam juz przecież 2 samoloty, więc to musi być coś innego. Do tego obie maszyny nie były stworzone do lotów akrobacyjnych, których



chciałem spróbować. Do tego w ostatnim czasie był bardzo duży wysyp kopterów klasy 250 - małych, szybkich i bardzo zwinnych wielowirni-kowców służących do wyścigów i szalo-nych manewrów w powietrzu. Bez pro-blemu możemy zna-leźć filmy z kamer pokładowych takich ,,małych wariatów" na youtube. Jakiś czas później kupiłem od ra-zu wszystkie potrzeb-ne części (jako iż nie chciałem jak zwykle kupować ,,gotowca") i spędziłem dwa całe popołudnia na składa-niu i lutowaniu. Sporo czasu zajęła mi rów-nież kalibracja wszys- tkich czujników. W końcu osiągnąłem za-mierzony efekt. Kop-ter lata jak marzenie. Jest niezwykle zwin-ny i szybki. Gdy dam gaz na maksa mo-mentalnie zaczyna wznosić się z olbrzy-mią prędkością. Mam już parę lotów za so-bą, jednak dopiero uczę się opanować całą moc, jaka w nim drzemie. Obecnie czekam na kolejne baterie oraz części, które pozwolą wyko-nywać mi nim loty FPV. Bardzo jestem ciekaw, jak będzie wyglądać przyszłość mojego hobby. Dz.: Dziękuję za wy-czerpującą wypo-wiedź. Myślę, że zainteresowałeś na-szych czytelników swoją niezwykłą pasją. Życzę sukce-sów i czystego nie-ba. J.W.: Dziękuję. Dz.J.S. Pożegnanie z dzieciństwem...
Długowłosa brunetka, którą można było zobaczyć na niemal każdej akademii. Śpiewa, tańczy, próbuje swych aktorskich możliwo-ści i w dodatku dobrze się uczy. Jak ona to robi ? Jak znajduje czas na naukę i pasje ?


W tym roku zostałam laureatką Wojewódzkiego Konkursu Matema- tycznego, co jest dla mnie ogrom-ną satysfakcją i niespodzianką. Nie osiągnęłabym tego sukcesu bez ogromnej pomocy P. Beaty Nowak, mojej nauczycielki matematyki. Tak naprawdę to ona wzbudziła we mnie zainteresowanie matematyką, w takim stopniu, że obecnie wiążę z tym przedmiotem moją przysz-łość. Miałam ogromny dylemat wybierając profil w liceum, gdyż moją drugą ogromną pasją jest bio-logia. Od dzieciństwa interesowa-łam się przyrodą. Pod kierunkiem P. Anny Kamińskiej rozwijałam swoje zainteresowania i dzięki te- mu uzyskałam tytuł finalistki Woje-wódzkiego Konkursu Biologiczne- go. W tym roku również zostałam finalistką Wojewódzkiego Konkursu Chemicznego. Nawet nie sam sukces, lecz praca i przygotowania do konkursu pod kierunkiem P. Grażyny Dańko były dla mnie wiel-ką satysfakcją. Z początku nie by-łam przekonana do tego przedmio-tu, lecz gdy zaczęłam się zgłębiać w chemię, odkryłam jej zupełnie inną stronę. Wraz z moją nauczy-cielką wykonywałam różnego ro-dzaju doświadczenia, co było dla mnie jednocześnie przygotowa-niem do konkursu, ale także świet-ną zabawą. Zawsze starałam się



brać udział we wszystkich możli-wych konkursach. W ciągu tego roku zajęłam również drugie miej-sce w powiatowym konkursie mate- matycznym i w powiatowym kon-kursie biologiczno - chemicznym, a także trzecie miejsce w woje-wódzkim konkursie matematycz-nym. Interesuję się także szeroko pojętą sztukę.malarstwem oraz muzyką. Od ośmiu lat tańczę w zespole. Biorę też udział w obo- zach tanecznych czy warsztatach. Moimi ulubionymi stylami są jazz i klasyka, odnajduję też siebie także w innych stylach. Uwielbiam również śpiewać. Na scenie czuję się jak ryba w wo-dzie, więc zastanawiam się nad zawodem aktorki. Miałam kiedyś okazję być statystką w filmie, więc mogłam obserwować pracę na pla-nie filmowym „od kuchni”. To doś-wiadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że odnalazłabym się w tym zawodzie. Ale to piosnka przyszłości. Czas pokaże czy znaj-dę czas na rozwijanie wszelakich pasji. W wolnym czasie czytam. Naj- bardziej lubię fantastykę, gdyż mo-gę dzięki niej oderwać się od szarej rzeczywistości, pobudza ona moją wyobraźnię. Pozwala mi przenieść się w inny wymiar, do świata smo-ków, elfów, wojowników i rycerzy. Nie jest to świat pozba- wiony zła, ale prosty i najczęściej czarno - biały. O jasnych, moralnych kate-goriach. Mojej codzienności towarzyszy muzyka, najczęściej jest to muzy-ka alternatywna, elektroniczna, rockowa, klasyczna, ale także fol-kowa czy celtycka. Nie preferuje tylko jednego stylu. Uważam, że w moim wieku trzeba poznać wile kierunków, żeby kiedyś móc wyb-rać. Zasklepianie się w jednym zuboża i ogranicza. Interesuje mnie również kultura innych krajów, z tego powodu uczę się tak dla siebie kilku języ-ków oraz przeglądam gazety pod-różnicze czy albumy ze zdjęciami. Moim największym marzeniem jest podróżowanie po świecie. Na szczycie mojej listy są Indie, ale równie chętnie odwiedziłabym Chi-ny, Kenię czy Francję. Jestem zwyczajną nastolatką, która ciekawa jest świata, cieszy się życiem, nie lubi ograniczeń. Stąd wiele pasji i zainteresowań. Uważam, że jest to normalne. Wą-ska specjalizajcja w moim wieku nie jest wskazana. Powoduje jednostronny rozwój i ogranicza nasze możliwości w przyszłości. Ja chciałabym mieć wiele dróg przed sobą, dokonywać wyborów, rado-wać się dniem codziennym. Uwa-żam, że każdy młody człowiek, zwłaszcza gimnazjalista ma czas na pracę nad sobą. Laura Jammoul Krótko i na temat...
Bartek Sikorski - poważny, małomówny, dobry kolega. Laureat dwóch konkursów oraz finalista. Nasz szkolny kandydat na naukowca. Chluba Społecznego Gimnazjum STO w Starachowicach


Jakub Gos: Gratuluję sukcesów. Opowiedz nam o sobie. Bartek Sikorski: Zostałem laurea-tem konkursu z matematyki i fizyki oraz finalistą konkursu z geografii. Interesuję się matematyką i fizyką. Mam wspaniałych nauczycieli i to dzięki nim oraz systematyczności odniosłem swój sukces. Swoją przyszłość wiażę właśnie z przed-miotami ścisłymi. Lubię je, ponie-waż są bardzo logiczne i uporząd-kowane. Fizyka według mnie jest bardzo ciekawa. Dotyczy tego, jak działa i jest zbudowany nasz świat oraz tego, co nas otacza. Bardzo interesującym działem, według mnie, jest astronomia. To jedna z najbardziej rozwijajacych się nauk a pojawiające się coraz to nowe te-orie na temat powstania wszech-świata czy jego budowy, materii i antymaterii sa niezwykle fascynujące. J.G.: Czym się jeszcze interesu-jesz ? B.S.: Interesuję się również histo-rią, ponieważ dotyczy przeszłości i tego jak zmieniały się dzieje róż-nych miejsc, ludzi, narodów i jak to wpłynęło na nas. J.G.: Dziękuję. B.S.: Ja też dziękuję. Jakub Gos Badzo lubię uczyć fizyki Wywiad z Panem Przemysławem Wolszczakiem
Pan Przemysław Wolszczak - nauczyciel fizyki. Jeden z naj-bardziej lubianych pedagogów naszej szkoły, człowiek słynący z poczucia humoru, wychowaw-ca wielu olimpijczyków.


Dziennikarz: Czy trudno było przygotować chłopców do przedmiotowego Konkursu z fizyki ? Pan Przemysław Wolszczak: Przygotowanie tych chłopców nie było trudne, ponieważ oni sami bardzo dużo chcieli pracować. Myślę, że poświęcony im czas dał oczekiwane efekty. Dla mnie to by-ła duża przyjemność. Każdy na-uczyciel lubi pracować z osobami, które mają pasje i otwarte umysły. Nasze spotkania w trakcie lekcji i po lekcjach, a także podczas ferii sprawiały mi radość. Zdaję sobie sprawę, że musieli włożyć dużo pracy i często byli zmęczeni. Zaim- ponowała mi ich wytrwałość i za-pał. Cieszę się, że mogłem im po-móc. Jestem z nich dumny. Mam nadzieję, że nie osiądą na laurach. Bardzo lubię uczyć fizyki, zwłaszcza tych, którzy mają moty-wację do nauki, bo tak naprawdę na siłę nic się nie da zrobić. Dz.: Kiedy zaczął się Pan intere-sować fizyką ? P.P.W.: Będąc w szkole średniej interesowałem się raczej historią. Bardziej mnie ona fascynowała niż fizyka. Ale po maturze, przegląda-jąc oferty uczelni, postanowiłem



wybrać coś trudniejszego, czyli fi-zykę, a historię pozostawiłem so-bie jako hobby. Tak naprawdę w szkole miałem takiego nauczyciela z fizyki, który pytał tylko z teorii i nawet nie robiliśmy żadnych zadań na lekcjach. Niewiele więc umia-łem. Dopiero na studiach pokocha-łem fizykę. Zafascynowała mnie jej logika i tak zostało do dziś. Nie ża-łuję swojego wyboru. Jest to nau-ka przyszłości, szansa na pozna-nie i lepsze zrozumienie wszech-świata. Dz.: Proszę opowiedzieć nam o swoich innych pasjach. P.P.W.: Interesuję się wieloma rze-czami poza fizyką. Jak już wspomniałem, najdłużej fascynuję się historią. Obecnie ra-czej hobbystycznie. Trochę czy-tam: biografie, wspomnienia i po-wieści historyczne, oglądam też fil-my historyczne i programy doku-mentalne. Staram się nie przega-pić żadnego wydarzenia i ciągle pogłębiam swoje wiadomości. Ostatnio interesuje mnie rów-nież turystyka, zwłaszcza rowero-wa, gdyż pozwala się sprawdzić i aktywnie spędzić czas. Muszę się pochwalić, że objechałem dookoła Polskę. W tym roku wybieram się z synem w Alpy. Razem planujemy przejechać je rowerem i w ten spo-sób zdobyć wszystkie najwyższe asfaltowe drogi w Alpach: w takich krajach jak, Austria, Włochy, Fran-cja i Szwajcaria. Lubię też piesze wędrówki po górach. Zdobyłem Koronę Gór Pol-ski, czyli 28 najwyższych szczytów wszystkich gór w Polsce. Nama-wiam wszystkich moich uczniów i znajomych, aby w ten sposób poz-nawali nasz kraj. To nie jest trudne wyzwanie. Trzeba tylko trochę chę-ci, i można z rodzicami jeździć po całej Polsce i stopniowo zdobywać coraz trudniejsze szczyty i w ten sposób stać się członkiem Klubu Zdobywców Korony Gór Polski. Lubię zwiedzać różne zakątki świata, aczkolwiek najwięcej sku-piłem się na Europie. Gdybym wy-grał w toto lotka, na pewno bym zafundował sobie podróż dookoła świata i odwiedził najbardziej egzo-tyczne regiony. Jestem też zapalonym kinoma-nem. Lubię dobre filmy i przynaj-mniej raz w tygodniu jestem w ki-nie. Niestety, ciągle się przekonuję, że dwadzieścia cztery godziny do-by, to strasznie mało i na wiele pa-sji nie starcza czasu. Dlatego też staram się do maksimum wykorzy-stać każda minutę. Dz.: Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów. P.P.W.: Dziękuję. B.S., P.D. J.W. CIEMNO WSZĘDZIE...
Naszą szkolną tradycją jest inscenizacja II cz. ,,Dziadów" Adama Mickiewicza w reżyserii Pani Bożeny Jaskros.


W tym roku w tę tradycję wpi-sała się klasa druga, która przygo-towała uroczystą premierę, na któ-rą zaprosiła rodziców, nauczycieli i kolegów. Spektakl wzbudził tak du-ży aplauz widowni, że po jego za-kończeniu postanowiliśmy poroz-mawiać z reżyserem, aktorami i wi-dzami na jego temat. Oto co nam powiedzieli. Julia Walkowska: W inscenizację włożyliśmy bardzo dużo serca. Chcieliśmy wcielić się w nasze role jak najlepiej potrafimy. Mimo iż sztuka była trudna do interpretacji aktorskiej, chcieliśmy sprostać za-daniu. Mam nadzieję, że przynaj-mniej częściowo nam się to udało. Do końca życia zapamiętam ten spektakl i treść tego dramatu. Celina Serwicka (mama jednej z aktorek): Przesłanie „Dziadów” jest, moim zdaniem, bardzo trudne do odbioru, szczególnie dla ludzi mło-dych, dla których język sztuki jest często zagadką. Aby zrozumieć ten utwór, należy oddać się całkowicie spektaklowi. Moim zdaniem mło-dzież sprostała zadaniu. Jestem pod wrażeniem ich kreacji. To było dla mnie duże przeżycie, nie tylko dla-tego, że występowała moja córka. Przedstawienie było bardzo intere-sujace i ciekawe. Pora odpowiednia, nastrój niezwykły. Czułam się jak w prawdziwym teatrze. Laura Jammoul: Bardzo mi się po-dobała skromna, lecz niezwykle su-gestywna scenografia autorstwa u-czniów klasy II gimnazjum, genial-nie dobrana muzyka przez Anię Po-morską i Karola Kozłowskiego. Mój szczególny podziw wzbudzili: Jakub Stępniewski w roli Guślarza, Norbert Kubik jako Józio, Ania Ra-decka w roli Rózi, Zuzanna Jóźwik jako Pasterka Zosia, Justyna Ser-wicka - sowa oraz Wojtek Bujak występujący jako Widmo Złego Pana. Pani Teresa Rybka: Od wielu lat ogladam inscenizacje ,,Dziadów" przygotowane przez Panią Bożenę Jaskros i jestem za każdym razem



pod ogromnym wrażeniem. Szcze-rze podziwiam oryginalne konce-pcje teatralnei i niezwykłe pomysły inscenizacyjne. Jednorazowe wys-tawienie jakiegoś spektaklu nie jest rzeczą trudną, ale wielokrotne, a za każdym razem inne, to mistrzos- two. Bardzo podobała mi się też peł-na ekspresji gra młodych aktorów. To było wspaniałe przeżycie teatral-ne. Gratuluję reżyserowi i młodym aktorom. Na koniec postanowiliśmy poro-zmawiać z reżyserem - Panią Boże-ną Jaskros. Dziennikarz: Widzowie byli zasko-czeni oryginalnościa przedstawienia. Skąd czerpie Pani pomysły? Pani Bożena Jaskros: Uwielbiam literaturę romantyczną, a zwłaszcza ,,Dziady" Adama Mickiewicza, któ-re uważam za arcydzieło polskiej literatury. Pisałam nawet pracę magisterską na jego temat. Od lat staram się zarazić moich uczniów pasją do tego dramatu i stąd po-mysł, aby wystawiać II cz. ,,Dzia-dów". Staram się zainspirować moich uczniów. Pragnę, aby spektakl był za każdym razem nie tylko insce-nizacją dramatu, ale także wyra-zem kreatywności moich wycho-wanków, którzy wnoszą do spekta-klu swoje pomysły. Uważam, że dobry reżyser inspiruje a nie dyryguje. Staram się, rozwijać tę keatywność i stąd taka różnoro-dność pomysłów scenicznych i brak schematyzmu. W tym roku pierwszoplanowym ,,aktorem" stał się chór, który pier-wszy raz w moich spektaklach przestał być tłem dla aktorów. Ucz-niowie zauważyli w trakcie inter-pretacji dzieła, jak ważna funkcję pełni w dramacie i stąd taka konce-pcja przedstawienia. Wspólnie dobraliśmy tak stroje, że chór po-jawiał się i znikał, mimo iż cały czas był na scenie. Dużym wyzwaniem jest też w każdym z tych spetakli muzyka, zwłaszcza, że jak wiecie, w tym tek-ście Adama Mickiewicza sa partie śpiewane. W epoce romantyzmu dużą rolę odgrywała opera i muzy-ka. Bez nich nie można sobie węcz wyobrazić inscenizacji ,,Dziadów". W każdej inscenizacji tego arcy-dzieła muzykę dobieraja uczniowie, kierujac się własnymi upodobania-mi i gustami. Moja rola sprowadza się do sugestii i rozmów na temat jej charakteru. Bywały takie nasze spe-ktakle II cz. ,,Dziadów" Adama Mickiewicza, w których muzyka odgrywała pierwszoplanowa rolę. Dz.K.G.