Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








"...tylko dzięki rzetelnej pracy można osiągnąć sukces..."
Kinga Tkaczuk - uczennica klasy III gimnazjum, laureatka tegorocznej olimpiady fizycznej.


Julia: Co było twoją główną motywacją do wzięcia udziału w olimpiadzie fizycznej? Kinga: Od dawna marzyłam, aby uzyskać tytuł laureata, niekoniecznie z fizyki. W tamtym roku brałam udział w olimpiadzie z geografii i biologii. Później zajęłam II miejsce w konkursie , ,,Fenomen’’. Uzyskałam w nim maksymalną liczbę punktów z fizyki. Ten wynik mnie bardzo zmotywował. Uświadomiłam sobie, że to właśnie ten przedmiot najbardziej mnie interesuje. Myślę, że jedną z motywacji do udziału w tym konkursie była możliwość zwolnienia z matematycznoprzyrodniczej części egzaminu. Poza tym, uważam, że fizyka jest nauką, która pozwala lepiej poznać i zrozumieć otaczający nas świat. Przygotowywanie się do olimpiady wygląda zupełnie inaczej niż nauka na lekcji. Gdy zaczęłam poznawać nowe, dodatkowe informacje i wyszukiwać róże ciekawostki, uświadomiłam sobie, jak fascynująca jest fizyka. J: Czy masz już jakieś plany na przyszłość? Czy są one związane z fizyką? K: W tym momencie nie mam jeszcze do końca sprecyzowanych planów na przyszłość. Wybieram się do liceum, do klasy o profilu matematyczno - fizycznym. Moim marzeniem jest zostanie architektem i projektowanie nowoczesnych budynków w największych miastach świata. Jednak trudno jest mi stwierdzić, czy moje plany się nie zmienią. Ale uważam, że warto mieć marzenia. J: Mogłabyś nam zdradzić swój



przepis na sukces? K: Myślę, że po pierwsze należy wybrać sobie dziedzinę, którą lubi się najbardziej. Po drugie, lepiej skupić się na dwóch czy trzech przedmiotach niż wybierać dziesięć, bo to może się źle skończyć. Poza tym , wyznaczyć sobie cel i do niego dążyć. Nie przejmować się porażkami. Moim zdaniem, tylko dzięki rzetelnej pracy można osiągnąć sukces. J: Jak radziłaś sobie ze stresem związanym z olimpiadą? K: Myślę, że najlepszym sposobem na odstresowanie się przed konkursem jest posłuchanie ulubionej muzyki, czy obejrzenie dobrego filmu. Najlepiej jest po prostu o nim w tym czasie nie myśleć. Podczas II etapu konkursu matematycznego, bardzo się stresowałam .Myślę, że głownie przez to nie udało mi się zajść do finału. Najważniejsze jest, aby zachować otwarty umysł i maksymalnie skoncetrować się na poszczególnych pytaniach. J: Czym interesujesz się poza nauką? K: W wolnym czasie bardzo lubię szkicować. W tamtym roku chodziałam na ognisko plastyczne i mam zamiar, znów zacząć na nie uczęszczać. Dzięki szkicowaniu zupełnie zmieniłam postrzeganie świata. Zaczęłam zauważać rzeczy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Najcześciej szkicuję portrety. Dzięki rysowaniu zapominam o codziennych problemach i mogę oderwać się od rzeczywistości. Poza tym od niedawna zaczęłam grać w siatkówkę, a od dłuższego czasu gram w tenisa stołowego. Myślę, że najlepszym odpoczynkiem od wysiłku umysłowego jest wysiłek fizyczny. J: Bardzo dziękuję za rozmowę, a także za cenne wskazówki, które na pewno z wielką chęcią wykorzystają nasi czytelnicy. K: Ja również dziękuję. Julia Amroży "Nie trzeba wygrać, aby osiągnąć wewnętrzny sukces" - wywiad z Jakubem Fiegą
Jakub Fiega, uczeń klasy III gimnazjum - tegoroczny finalista olimpiady matematycznej.


Dziennikarz: Co było twoją motywacją do wzięcia udziału w olimpiadzie matematycznej? Jakub: Odkąd pamiętam lubiłem matematykę, chodziłem też na dodatkowe kółko w celu rozwijania swoich umiejętności. Rozwiązywanie zadań sprawia mi przyjemność, więc postanowiłem, że mogę zacząć przygotowywać się jeszcze więcej i wziąć udział w olimpiadzie. Niewątpliwie chciałem też powalczyć o możliwość niepisania części matematycznoprzyrodniczej na egzaminie. Nie udało mi się to niestety. Są to jednak przedmioty, które lubię, więc napisanie tej części było dla mnie całkiem przyjemne. Motywacją było także to, że w liceum do którego pragnę się dostać, laureaci przyjmowani są poza kolejnością, więc miałbym zagwarantowane miejsce, ale mimo wszystko liczę na to że dostanę się do wymarzonej klasy. D: Jak wyglądały twoje przygotowania do konkursu? J: Podstawowym elementem przygotowań było rozwiązywanie rozmaitych zadań z różnych książek i poprzednich edycji konkursów. Miałem także liczne spotkania z Panią Teresą Szklarczyk w celu wyjaśnienia niezrozumiałych dla mnie zadań. D: Czy masz już sprecyzowane plany na przyszłość? J: Raczej tak. W przyszłości planuję



pójść w ślady taty i zostać lekarzem. Idę w tym celu do liceum na profil biologiczno - chemiczny. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z moimi planami, później zamierzam rozpocząć studia w Warszawie, na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Ale wszystko okaże się w ciągu najbliższych kilku lat. D: W jakich innych konkursach brałeś udział? J: W tym roku szkolnym brałem udział w trzech innych konkursach matematycznych. Jednym z nich był konkurs pt. "I ty możesz zostać Pitagorasem". Był to konkurs wojewódzki, składający się z dwóch etapów: jednego korespondencyjnego oraz drugiego pisanego w ŚCKMiD "Uniwerek" w Kielcach. Udało mi się tam zająć I miejsce. Drugim był konkurs "Matematyka i ja w otaczającym świecie". Był to konkurs organizowany przez II LO. Tam również udało mi się zdobyć I miejsce. Brałem także udział w międzynarodowym konkursie "Kangur", jednak nie znam jeszcze wyników. D: Jak spędzasz wolny czas? Czym się interesujesz? J: W wolnym czasie często spotykam się ze znajomymi. Lubię jeździć także rekreacyjnie na rowerze po okolicy. Często jeżdżę w okolice zalewu Lubianka. Jest tam spokój i można pojeździć bez mijających co chwile samochodów. Czytam też książki. Najbardziej lubię powieści przygodowe i akcji. Dotychczas moją ulubioną książką jest "Erebos". Oglądam także różne filmy. Lubię "Wyścig z czasem" i "Grę". W wolnych chwilach słucham też często muzyki. Nie mam dokładnie sprecyzowanego gatunku, który lubię, a słucham piosenek, które po prostu "wpadną mi w ucho". Często są to jednak utwory rockowe. D: Dziękuję za wywiad. J: Ja również dziękuję. Julia Amroży "Per aspera ad astra"
Jan Głowacki, uczeń klasy trzeciej gimnazjum - finalista konkursu biolgicznego, pasjonat historii, zapalony bibliofil.


Kuba Fiega: Gratuluję sukcesu w konkursie biologicznym. Jak dużo czasu musiałeś spędzać na przygotowaniach do olimpiady? Jak one wyglądały? Jasiek: Przygotowania do olimpiad zabierały mi bardzo dużo czasu. Tym bardziej, że w tym samym czasie uczyłem się do konkursu z historii. Być może to był błąd. Z perspektywy czasu wiem, że lepiej było skupić się na jednym konkursie. Historia jest moją pasją, podobnie jak biologia, i nie umiałem z niej zrezygnować. Chodziłem po lekcjach na kółko z biologii. Brałem także udział w zajęciach pozalekcyjnych z historii. Jak sam wiesz nie można wszystkiego nauczyć się na kole czy lekcjach. Oczywiście, musiałem uczyć się w domu, nie tylko powtarzać materiał, ale także go znacznie rozszerzać. Niestety, zabrakło mi jednego punktu, aby zostać laureatem. Trochę żal... ale, jak mówi przysłowie, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni... W przyszłości postaram się uniknąć popełnionych błędów. K: Co chciałbyś przekazać naszym czytelnikom, przygotowującym się do różnych konkursów przedmiotowych? J: Powiedziałbym im: ,,Per aspera ad astra” czyli ,,Przez trudy do gwiazd”. Każdy sukces smakuje słodko tylko wtedy, gdy dużo cię kosztuje trudu i



pracy. Coś co łatwo przychodzi, wcale nie cieszy. K: Jakie masz plany na przyszłość? J: Chciałbym skończyć dobre liceum z klasą biologiczno - chemiczną. Następnie mam zamiar studiować tak jak moi rodzice, na SGGW (Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego) ogrodnictwo. Marzy mi się założenie wielkiego przedsiębiorstwa ogrodniczego, w którym hodowałbym piękne kwiaty i tym samym kontynuował tradycję rodzinną. Może kiedyś nasza okolica zakwitnie kwiatami jak Holandia. Miło by było... K: Jednak szkoła i nauka to nie wszystko. Co lubisz robić w wolnym czasie? J: Jestem molem książkowym. Uwielbiam czytać. Nie wyobrażam sobie dnia bez lektury. Na szczęście moi rodzice popierają tę pasję i sponsorują moje liczne zakupy w księgarniach. Czytam utwory sensacyjne, fantasy i science fiction. W tym momencie moją lekturą jest ,,Hyperion” Dana Simmonsa. Pierwszy raz zetknąłem się z tym autorem, ale myślę że będę czytał jego następne książki. Lubię powieści sensacyjne Toma Clancyego, a zwłaszcza "Tęcza sześć". Bardzo mi się podoba łączenie wartkiej akcji z politicalfiction. Czytam też utwory fantastyczne, zwłaszcza Andrzeja Pilipiuka, autora dwudziestu sześciu powieści. Jak widzisz moje gusty czytelnicze są typowe. W twórczości Pilipiuka urzekła mnie postać Jakuba Wędrowycza - zawistnego, mściwego kmiota, bimbrownika i egzorcysty, jedynego w polskiej literaturze, jak mówią krytycy, rdzennie polskiego superbohatera, który mnie bawi i rozśmieszania do łez. K: Dziękuję za wywiad. J: Ja też dziękuję. Był to mój pierwszy wywiad do szkolnej gazety. Kuba Fiega "Najważniejsze jest dla mnie malarstwo..."
Wiktoria Dobrowolska uczennica klasy trzeciej gimnazjum, laureatka konkursu polonistycznego i ogólnopolskiego konkursu łamigłowy.


Kuba Fiega: Gratuluję ci sukcesu w konkursie polonistycznym i uzyskania tytułu laureata. Wiktoria Dobrowolska: Dziękuję. Muszę przyznać, że ten konkurs był dla mnie wielkim wyzwaniem. Włożyłam wiele pracy w przygotowanie. Musiałam poszerzać materiał omawiany na lekcji, zwłaszcza z historii literatury. Mniej czasu zajęło mi przygotowanie wiadomości z historii sztuki. Najwięcej energii poświęciłam ćwiczeniom kompozycyjnym. Łącznie zapisałam 150 stron wypracowań. Niczego nie żałuję. Wiele się nauczyłam. Oczywiście, sukcesy zawdzięczam nie tylko sobie. Wielkim wsparciem i inspiracją była dla mnie pani Bożena Jaskros, która poświęciła mi wiele swojego prywatnego czasu. Była przy mnie przez cały czas. Motywowała mnie i potęgowała moją determinację. Bardzo pomogła mi także moja siostra. Dodała mi pewności. Dzięki niej uwierzyłam w siebie i pokonałam swoje lęki. K.F: Jakie są twoje pasje? W.D: Najważniejsze dla mnie jest malarstwo. Dzięki niemu wyrażam swoje emocje i myśli. Zaczęłam rysować dwa lata temu. Najpierw przelewałam na kartkę swoje proste wizje. Później zaczęłam pracować nad techniką. Korzystałam z doświadczeń utalentowanych znajomych. Pragnąc



się rozwijać, zaczęłam uczęszczać na zajęcia ogniska plastycznego. Tu poznawałam pierwsze tajniki warsztatu. Cyzolowałam kreskę, plamę, szukałam własnego stylu. Wcześniej już interesowałam się historią sztuki, ale dopiero, gdy zaczęłam sama tworzyć, sztuka stała się moją pasją. Chciałabym w przyszłości zorganizować wystawę swoich prac i zaprosić cię do galerii, Obecnie codziennie wykonuję przynajmniej jeden szybki szkic. Kilka razy w tygodniu biorę udział w dwugodzinnych zajęciach plastycznych. W ciepłe dni wychodzę w plener, rysuję przypadkowo spotkanych ludzi, ciekawe miejsca. Odnajduję inspirację w otaczającym mnie świecie. Przetwarzam rzeczywistość. Jak impresjoniści szybkimi ruchami pędzla dodaję nasyconych barw. Ucieleśniam psychodeliczne, surrealistyczne wizje. Pragnę udowodnić, że za każdym rogiem kryje się niepowtarzalne piękno. Staram się używać symboli i metafor, by tchem podziwiałam jego obrazy. Dali, jako przedstawiciel surrealizmu, swoją twórczość oparł na motywie snu. Zainspirowany teorią Sigmunda Freuda kreował szokujące sceny. Oprócz bujnej wyobraźni artystę cechował również doskonały warsztat. Swoje dzieła dopracowywał do perfekcji. Efektem żmudnej pracy są skłaniające do refleksji obrazy. Malarz, który również inspirował się marami sennymi to zdecydowanie Zdzisław Beksiński. W przeciwieństwie do narcystycznego Salvadora, Polak był skromny i pokorny. Nie wielu ludzi go rozpoznaje. Dla mnie jest on wzorcem artysty godnego naśladowania. Niestety, został zamordowany kilka lat temu w Warszawie. Jego dorobek miałam przyjemność podziwiać w Sanoku. Owa ekspozycja mną wstrząsnęła. Po głębokiej i długiej kontemplacji każdego dzieła byłam pewna, że chcę związać moje życie z malarstwem. K.F: Rozumiem, że swoje plany wiążesz ze sztuką. Jak zamierzasz się kształcić? W.D.: Narazie wybrałam klasę humanistyczną, ponieważ ogólna edukacja jest dla mnie ważna. W przyszłości planuję studia na ASP. K.F: Pasjonujesz się sztuką. Skąd więc twój udział w Łamigłowie i tak wielki sukces? Zdobyłaś przecież pierwsze miejsce. W.D.: Saint de Exupery powiedział "logika zabija sztukę". Ja jednak uważam inaczej. Dzięki logice możńa dostrzec śmieszność, głupotę i nonsens - być prawdziwym człowiekiem, a nie tylko artystą. Ja chciałabym być nie tylko malarką, ale przede wszystkim człowiekiem. K.F.: Dziękuję ci bardzo. Życzę spełnienia marzeń i czuję się zaproszony na przyszłą wystawę. W.D. Dziękuję, było mi bardzo miło. Jakub Fiega "Balladyna"



Niezwykłą ucztę teatralną przygotowała nam klasa trzecia na tegorocznej "Porze na aktora". Uczniowie zmierzyli się z klasyką i zaprezentowali "Balla-dynę" Juliusza Słowc-kiego, w reżyserii pani Bożeny Jaskros. Zasko-czyli wszystkich rozma-chem inscenizacyjnym, otwartą sceną, charak-teryzacją, kostiumami i przede wszystkim fan-tastyczną grą aktorską. Wzruszająca i delikatna Alina (Ola Zatorska) była krucha i dobra, jak chciał poeta. Zła i okrutna Balladyna ( Ola Kłapcia) budziła grozę i fascynację jednocześnie. Surre-alistyczna Goplana (Wiktoria Dobrowolska) czarowała, uwodziła swoją tajemniczością i efemerycznością. Jej fantastyczny orszak śmieszył (Wiktoria Szymkowiak - Chochlik)



i fascynował (KInga Tkaczuk - Skierka). Realistyczna matka (Ola Skwarek), ujmowała ciepłem i promieniowała matczyną miłością. Religijnym skupieniem emanował Pustelnik (Kuba Fiega). Z psychologiczną dokładnością mogliśmy zobaczyć rozterki wewnętrzne Kirkora (Jan Głowacki), wahającego się w wyborze żony. Skrupulatny służący (Kuba Burzyński) mimo epizodycznej roli skupiał na sobie uwagę. Wisienką na torcie był niezwykle oryginalny taniec swatów (Patryk Godziemski, Bartosz Belina, Albert Pater, Krystian Dróźdź). Nic więc dziwnego że widzowie, w tym także uczniowie szkoły podstawowej, bili brawo na stojąco, wyrażając tym samym niekłamany podziw dla przedsięwzięcia pani Bożeny Jaskros i trzeciej klasy. Oto co powiedziały po spektaklu naszej redakcji znane w szkole miłośniczki teatru: "Zabrakło mi słów z podziwu" - powiedziała pani Anna Babicka. "Jestem zachwycona dojrzałością aktorską i pomysłami reżyserskimi, zwłaszcza w spotkaniu świata fantastycznego z realnym." "Spektakl mnie wzruszył" - powiedziała pani Teresa Rybka - "a to rzadko się zdarza na uczniowskich spektaklach. Czułam niedosyt. Chciałam, żeby trwał jeszcze. Jestem pełna uznania dla kunsztu pani reżyser. Otwarcie sceny, wyjście na widownię znacznie poszerzało perspektywę i unowocześniało spektakl. Urzekła mnie minimalistyczno - prymitywna scenografia. Podobały mi się kostiumy. Muzyka, była świetnie dobrana i dobrze ilustrowała zdarzenie, podkreślając punkt kulminacyjny. Najbardziej wzruszyła mnie symboliczna scena wieńcząca spektakl. Wykorzystanie w niej świec i symboliczne pojawienie się wszystkich ofiar Balladyny nadało spektaklowi nowego wymiaru. To było bardzo ciekawe przeżycie teatralne. Cieszę się że mogłam w nim uczestniczyć." Julia Amroży