Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Redakcja w składzie:
Drodzy czytelnicy zaprasza-my do lektury na-szej gazety. Możecie ją śledzić na stronach: http://www.sto.starachowice.org/ckg.html oraz http://mam.media.pl/.


Witamy wszystkich czytelników naszej gazety w nowym roku szkolnym 2013/2014. Wzbogacieni o ubiegłoroczne doświadczenia, zwiększyliśmy skład redakcji o uczniów klasy pierwszej: Karola Kozłowskiego, Justynę Serwicką, Kasię Stefańską, Zuzię Jóźwik i Kubę Stępniewskiego (który dołączył do naszej redakcji tuż przed złożeniem numeru). Redaktorem naczelnym jestem nadal ja, Paulina Popławska, zaś redaktorem technicznym, odpowiadającym za stronę graficzną oraz edycję - Julia Amroży. W tym roku mamy dwóch opiekunów: obok stale towarzyszącej nam pani Teresy Rybki, także panią Bożenę Jaskros. Mamy nadzieję że nasze pismo Wam się spodoba. Zmieniliśmy stronę tytułową. Po ubiegłorocznych poszukiwaniach, zdecydowaliśmy się wreszcie ją ujednolicić. Chcemy, by stała się ona naszym znakiem rozpoznawczym. Planujemy urozmaicić tematykę. Chcielibyśmy poruszyć więcej problemów młodzieżowych. Dlatego też liczymy na Wasze propozycje. Nie obiecujemy rozwiązywać waszych problemów, nie czujemy się kompetentnii, ale chętnie je zasygnalizujemy i weźmiemy udział w dyskusji. Opublikujemy też Wasze próby literackie. Zamieścimy Wasze artykuły, polemiki, zdjęcia, filmy, opowiadania i wiersze. Liczmy na Wasze wsparcie. Czekamy na komentarze, zwłaszcza te krytyczne. Mamy nadzieję, że będziecie nam towarzyszyć przez cały rok. Planujemy wydać więcej niż w ubiegłym roku numerów. Chcemy też uatrakcyjnić nasze pismo. Czekamy na Wasze propozycje. Paulina Popławska i Julia Amroży Cudze chwalicie, swego nie znacie.
Minęły wakacje... Jak co roku, możemy podzielić się wrażeniami i wspomnieniami i tym samym uatrakcyjnić powrót do szarej, szkolnej rzeczywistości.


Tysiące Polaków co roku w czasie wakacji wyjeżdża za granicę. Ciepłe kraje kuszą ich dobrą i przewidywalną pogodą, niezłym standardem hoteli, a nawet niskimi cenami. Tymczasem u nas w kraju mamy już niezłe turystyczne zaplecze: hotele, na europejskim poziomie, pola kempingowe (z nowoczesnymi sanitariatami i dobrze wyposażone kuchnie), na których można swobodnie skorzystać z internetu. Oprócz nich mniej zamożni mogą żyć na łonie natury w ośrodkach agroturystycznych czy sprawdzić swoją wytrzymałość na prymitywnych polach namiotowych. Jak więc widzimy, każdy coś znajdzie dla siebie. Miłośnicy gór mogą się wspinać, bądź wędrować dobrze oznaczonymi szklakami, na których nierzadko można spotkać kozicę lub niedźwiedzia. Zwolennicy sportów wodnych mają do dyspozycji spławne i dzikie rzeki oraz wspaniałe jeziora, na których mogą współegzystować z kormoranami i innym wodnym ptactwem. Możemy też „smażyć się” na piaszczystych plażach nad naszym morzem. Problemem zawsze była tylko nieprzewidywalna pogoda. W tym roku natura mile nas zaskoczyła. Afrykańskie upały i słońce zrekompensowały nam wieloletnie niedostatki. Nic dziwnego, że tysiące Polaków ruszyło do polskich kurortów i ośrodków wczasowych. Nie bez znaczenia był oczywiście kryzys światowy i niepokoje w Afryce. Byłam jedną z nich. Razem z rodzicami postanowiłam sprawdzić, jak zmieniły się ośrodki wczasowe nad morzem. Zdecydowaliśmy się, że odwiedzimy jeden z największych kurortów w Polsce, Kołobrzeg. Jak wiecie, kierowanie samochodem przez kilkanaście godzin jest bardzo męczące. Aby ułatwić sobie życie, postanowiliśmy pojechać autokarem. I tu się zaczęło. Zapchane i rozkopane drogi, nagle kończące się w polu autostrady nie ułatwiły podróży. Jechaliśmy dłużej niż do Egiptu. I to jest odpowiedź, dlaczego preferujemy turystykę zagraniczną nad krajową. Brak dobrych dróg, czy nowoczesnych i szybkich kolei zniechęcają miliony rodaków do letnich eskapad do polskich kurortów. Po bardzo ciężkiej, całonocnej podróży w załadowanym po brzegi autokarze dojechaliśmy do naszej ziemi obiecanej, Kołobrzegu. Kiedy zobaczyłam hotel, byłam bardzo zadowolona. Ośrodek blisko morza z pięknym widokiem na park,



można by powiedzieć że wszystko idealne. Czekaliśmy w kolejce do recepcji dwie godziny (!), walcząc z napieracącym, różnojęzycznym zdenerwowanym tłumem wczasowiczów. Kolejną godzinę spędziliśmy na wypełnianiu umów, regulaminów i podpisywaniu mnóstwa innych papierów, psiocząc na wszechogarniającą biurokrację. W końcu dostaliśmy klucz od pokoju. I tu zaskoczenie. Zamiast spodziewanego wyposażenia w stylu późnego Gierka, nowoczesny wystrój i funkcjonalny układ, które sprawiły, że natychmiast zapomniałam o potyczkach w recepcji. Nazajutrz rano, po smacznym śniadaniu od razu ruszyliśmy na plażę. Pomimo wczesnej pory, jak wszędzie, brakowało wolnych miejsc. Tysiące spoconych ciał wylegiwało się w bezruchu wystawiając, często zbyt puszyste, ciała ku słońcu. W powietrzu unosił się duszący zapach wszelakich olejków do opalania, smażonych ryb, potu i słonej bryzy morskiej. Znaleźliśmy miejsce przy budce z fastfoodami. Nie było to wygodne, ale praktyczne. Zgodnie z polską tradycją mieliśmy ułatwiony dostęp do niezdrowych przysmaków XXI wieku, bez których żaden polski turysta nie wyobraża sobie wakacji. Kolejne dwa dni spędziliśmy więc na plaży, zajadając się lodami, goframi i innymi bombami kalorycznymi, by w końcu, dojść do wniosku, że nie jesteśmy fokami. Postanowiliśmy więc wyruszyć w plener i zobaczyć, jakie zabytki, atrakcje oferuje dla turystów Kołobrzeg. Jako pierwszy odwiedziliśmy rybacki port u ujścia rzeki Parsęty. I tu duże zaskoczenie. Okazało się, że posiada on marinę jachtową i pełni także funkcję pasażerską. Nie dziwne, że wielu turystów korzystało z tej atrakcji. Ich szare twarze po odbytej chorobie morskiej zniechęciły nas do rejsu. Zamiast tego weszliśmy na latarnię morską, powstałą w 1945 roku. Dowiedziałam się, że po raz pierwszy światło zapalane dla celów nawigacyjnych pojawiło się w Kołobrzegu w 1666 roku. Wykorzystywano do tego celu wieżyczkę budynku zarządu portu. Światło to było zapalane tylko okazjonalnie w czasie zawijania statków do portu. W późniejszym czasie zapalano je na falochronie. Spragnieni przeżyć arystycznych udaliśmy się także na wernisaż fotografii Miłosza Kowalewskiego pod tytułem "Kadry kreślone piórem", przedstawiające ptactwo oraz inne zwierzęta zamieszkujące tamtejsze tereny. Na żywo mogłam też zobaczyć prawdziwą legendę, gwiazdę polskiej muzyki rockowej Macieja Maleńczuka. Jego koncert odbył się w kołobrzes-kim, kojarzonym starszym turystom z festiwalem piosenki żołnierskiej, amfiteatrze. Pozytywnie mnie zas-koczył, mimo że nie jestem jego fanką. Jak widzicie moje wakacje nad polskim morzem były ciekawe, bogate w liczne (planowane i nieplanowane) atrakcje, nie gorsze niż zagraniczne. Cudze chwalicie, swego nie znacie. Julia Amroży Przyroda w plenerze

CKG - Reportaż z rajdu

Wszystko zaczęło się niebyt pomyślenie. Stacje pogodowe zapowiadały ulewy, co było równoznaczne z przełożeniem rajdu. Na szczęście los się do nas uśmiechnął. Nie był co prawda trzydziestostopniowego upału (to może nawet lepiej), ale pogoda pozwoliła nam na to, by wyruszyć w plener, na co liczyli wszyscy uczniowie, którzy o szkole i o spędzeniu czasu za szkolną ławką, myślą to samo, co każdy inteligentny 14-letni Europejczyk. O godzinie ósmej rano uczniowie szkoły podstawowej i gimnazjum zebrali się w szkole. Podzieliliśmy się na grupy, sprawdziliśmy frekwencję i wraz z nauczycielami wyruszyliśmy poznać przyrodę od strony praktycznej. Marsz był dosyć wyczerpujący. Najbardziej zapalony piechur, pan Wojtek Gębura, narzucił tempo wędrówki. Myślę, żę jeszcze kilka wycieczek i zabieram się za przygotowania do maratonu. Nie obyło się także bez przystanków, które były nam niezbędne, aby zebrać siły. Grupa gimnazjalna wraz z panem Wojtkiem i panią Agnieszką Makoską, szla początkowo lasem, a następnie ulicą między polami. Mimo średniej pogody miescami było dosyć urokliwie, więc czas wędrówki nie dłużył się, jak jazda pociągiem do Warszawy. Pokonaliśmy drogę Starachowice – Lipie, bardzo okrężną trasą. Harcerze umilili nam czas swoimi piosenkami, które pozwalały zapomnieć o bolących nogach. Niektórym z nas udało się także znaleźć pojedyncze grzyby. Były to głównie maślaki, przynajmniej tak wszyscy sądzili, ale nie było odważnego, który sprawdziłby ich jadalność nadgryzając kawałek. Uważni obserwatorzy widzieli wrzosy oraz paprocie. Uczenie się przyrody w taki sposób jest dużo ciekawsze, niż kucie książkowych regułek. Mieliśmy czas na pogawędki i wymiany poglądów, kawałów. Nauczyciele pomyśleli o nas i zorganizowali ognisko pod wiatą w Lipiu. Każdy z nas przyniósł ze sobą kiełbaskę i upiekł nad ogniskiem. Jedzenie „prosto z ognia” z nutką spalenizny zawsze lepiej smakuje. Tu, chciałabym przytoczyć przysłowie: „Za długie czekanie – dobre śniadanie”. Nie obyło się także bez odkryć, w tym wypadku był to szkielet zwierzęcy, znaleziony przez chłopaków. Wiedziałam, że w Bałtowie byłoby to możliwe, ale tutaj to istotna nowość, która ściągnie w niedługim czasie na te tereny

CKG - Reportaż z rajdu

archeologów oraz hollywood'zkich reżyserów, którzy nakręcą o nas Jurassic Lipie Park". Droga powrotna to było istne szaleństwo: muzyka, śpiew i marzenie o wannie z ciepłą wodą towarzyszyły nam do końca. - Dziesięciu murzynków… - zaczynały Kamila i Laura. - Dziesięciu murzynków… - powtarzaliśmy. … w spodenkach na szelkach, wesołą piosenkę, zaśpiewa wam:… - zaczynały dziewczyny. - … Tam daleko rzeka Nil, gdzie krokodyl mały żył, z papą krokodylem, pływał sobie Nilem. Po to właśnie są organizowane rajdy – by się integrować. Jak najbardziej spełniają swoje zadanie. Większość z nas miała ogrom pozytywnych wrażeń, którymi podzielili się ze swoimi rodzicami, po przyjściu do domów. Edukacja również zaistniała, ponieważ dowiedziałam się, że droga ze Starachowic do Lipia jest dłuższa, niż z Lipia do Starachowic - przynajmniej w moim odczuciu. Z mile zapamiętanymi chwilami, czekam na przyszłoroczny rajd. Paulina Popławska Już gimnazjaliści!
Ślubowanie klasy pierwszej


W piątek 4 października 2013 roku, odbyło się ślubowanie klas pierwszych gimnazjum. Wszyscy przyszli do szkoły odświętnie ubrani w strojach galowych. Spotkanie odbyło się na dol-nym holu szkoły. W popłochu znosiliśmy więc rekwizyty do przedstawienia. Pani Beata Nowak (nasza wychowawczyni) wraz Panem Marcinem Kusiakiem montowali projektor i głośniki. Uroczystość rozpoczęła się piosenką o szkole wykonaną przez uczennice – Laurę Jammoul oraz Julię Smyk. Potem ja i Kuba Stępniewski recytowaliśmy fragmenty wiersza K.Iłakowiczówny pt.: „ Ikarowe loty”. Następnym punktem występu było zapoznanie się z kartą obowiązków i powinności gimnazjalisty. Później przyszła kolej na wyczekiwaną „siódemkę” ( sie-dmiu uczniów), którzy deklamowali piękny i wzruszający wiersz Zbigniewa Herberta „Podróż”. Trzon programu stanowiła symbolika: ziarno rzucane na progi nowej szkoły, „aby dobre nie poszło na marne”. Uroczystość uroz-maicił kaganek oświaty, który „rozpala ducha i oświeca umysły”. Podsumowaniem naszego przedstawienia była piosenka „ W przyjaźni tkwi siła”, którą zaśpiewaliśmy razem. Po części artystycznej przyszedł oczywiście czas na złożenie przysięgi uczniowskiej, która była najbardziej podoniosłym punktem imprezy. Całość starannie przygotowanego programu trwającego około godziny nagrodzono długimi oklaskami. Nie zabrakło również ciepłych słów od Pani Dyrektor Bożeny Jaskros. Następnie nadszedł moment tak długo oczekiwany przez społeczność uczniowską, nauczycieli i rodziców – pasowanie.Uroczystego aktu dokonały Panie Dyrektor dotykając nasze-go ramienia kołkiem brzozowym imitującym szkolny ołówek. Każdy uczeń dostawał również pamiątkowy dyplom oraz legitymację. Wszystko przebiegło pomyślnie. Nie zabrakło również życzeń ze strony przedstawicieli Samorządu Uczniowskiego. W dalszej części uroczystości miały się odbyć otrzęsiny, których wszyscy bardzo się bali. Justyna Serwicka bardzo obawiała się jedzenia obrzydliwych potraw. Z kolei Jacek, wyraził zdecydowaną niechęć do wzięcia udziału w otrzęsinach z obawy przed ośmie-szeniem się, w rzeczywistości jednak przełamał swój lęk. Ale niektóre osoby takie jak Kuba Tkaczuk czy Krzyś Płusa, byli gotowi na nowe wyzwania i niczego się nie obawiali. Uczniowie klasy II gimnazjum zapewniali nas, że nie będzie strasznie. Pani Agnieszka Makoska w tym czasie ogłosiła pięciominutową przerwę na przebranie się. Po tej czynności usiedliśmy na przygotowanej dla nas ławce, po czym przenieś-liśmy się na plan sławnego show „ Top Model”. Każdy musiał pójść do “charakteryzatorni”, gdzie przebierano go w śmieszne stroje typu : strój kąpielowy i czapka zimowa lub rękawice bokserskie i marynarkę żołnierską. Oprócz tego musieliśmy odpowiedzieć na zadawane pytania jednym zdaniem. Tę konkurencję wygrał Krzysztof Płusa. Następnym punktem otrzęsin był taniec na gazecie z losowo wybranym przez jury partne-rem. Po każdym fragmencie piosenki, jury wy-bierało parę, która odpadała z gry i takim to sposobem wygrałam ja i Norbert. Kolejną częścią uroczystości była konkurencja, która prawie wszystkim się podobała, a mianowicie próbowanie obrzydliwych mieszanek produktów spożywczych np. : kapusta kiszona + bita śmietana. Każdy miał inną „potrawę”. Rywa-lizację wygrywały osoby, które odgadły skład tajemniczego dania. Mnie się trafił sok z ogór-ków kiszonych z dodatkiem pieprzu i ... nie wiem czego jeszcze. Tutaj wygrało już kilka osób. Na koniec przygotowano dla nas śmieszną



zabawę, która polegała na zjedzeniu obwarzanka przywiązanego do liny na nitce bez użycia rąk. Ta zabawa wywołała ogółne rozbawienie wszystkich. - "Podobała mi się" – powiedział Norbert. - "Próbowałem wiele nowych smaków. Nie wiedziałem, że tyle istnieje." - oznajmił rozpromieniony Jasiek. - "Jury było bardzo obiektywne. Kacper okazał się sprawie-dliwym sędzią" - powiedział Kuba. Piotrek zaś użył niewerbalnych środków przekazu unosząc kciuk w górę. Ostatnim punktem całej uroczystości była oczywiście huczna dyskoteka i poczęstunek. Z moich obserwacji wynikało,że wszyscy dobrze się bawili i nie podpierali tradycyjnie ścian. Po skończonej imprezie zmęczeni, ale niezwykle radośni udaliśmy się do domów. Byliśmy pozytywnie zaskoczeni całą tą uroczystością. Szkoda tylko, że wszystko tak szybko się skończyło. Na przyszyły rok, wzbogaceni o doświadczenia przygotujemy jescze ciekawsze otrzęsiny. "Drżyjcie" szóstaki! Zuzanna Jóźwik, pełnoprawna gimnazjalistka



We wtorek 15 pa-ździernika 2013 r. uczniowie naszej szkoły pod opieką Pani Agnieszki Makoskiej i Pana Marcina Kusiaka zorganizo-wali uroczystą akademię z okazji Święta Edukacji Naro-dowej. Tego wyjątkowego dnia przyszliśmy do szkoły odświę-tnie ubrani.Na piątej godzinine lekcyjnej zebraliśmy się holu głównym. Po krótkiej przerwie, niezbędnej do zainstalowania na scenie kilku rekwizytów, mogliśmy obejrzeć program artystyczny przygotowany przez uczniów. Była to wesoła inscenizacja przedstawiająca niektóre zabawne momenty z życia naszej szkoły, związane z pracą nauczycieli i naszą nauką. Skecze przeplatały wspólnie śpiewane piosenki, które wzbudziły szczególne uznanie publiczności. Kolejnym punktem pro-gramu był konkurs fotografi-czny. Musieliśmy rozpoznać naszych pedagogów ze sta-rych, często czarno - białych fotografii z ich lat dziecięcych. W tym zadaniu pomagała nam pani Ania Szumilewicz, która ubarwiła prezentację ciekawymi opisami i śmiesz-nymi anegdotami z dzieciń-stwa naszych nauczycieli. Mimo to, nie zawsze nam się udawało rozpoznać wizerunki wychowawców.Cóż, czas robi swoje. Trudno było dostrzec w różowych bobaskach po-ważne twarze naszych peda-gogów. Nic dziwnego, że konkurs ten budził tak dużo emocji, zarówno wśród nauczycieli, jak i uczniów. Był to jeden z ciekawszych pun-któw programu. Całość starannie przygoto-wanej akademii nagrodzono długimi oklaskami. Po uroczystości zebra-liśmy się w swoich klasach. Życzyliśmy Wychowawcom i wszystkim Pracownikom naszej szkoły zdrowia, po-myślności w życiu osobistym, sukcesów w pokonywaniu naszego lenistwa, radości oraz wszystkiego dobrego. Tego dnia uśmiech nie zchodził z ich twarzy, zwłasz-cza że niektórzy z nas pilnie się tego dnia przygotowali do lekcji. Ci, którzy tego nie zro-bili, obiecali solenną poprawę. Mamy nadzieję, że w przysz-łym roku słowa dotrzymają. Justyna Serwicka „Nie liczę godzin i lat…”
Wywiad autoryzowany z panią Jadwigą Płusą
CKG - WYWIADY

Paulina: Witam. Chciałabym przedstawić, a może raczej przybliżyć pani postać uczniom na-szej szkoły. Czy zgodziła-by się pani odpowiedzieć na kilka pytań? p. Jadwiga Płusa: Z naj-większą przyjemnością. P.: Skąd narodził się po-mysł, aby zostać nauczy-cielką historii? p.J.P.: Historia była za-wsze moim ulubionym przedmiotem w szkole. Pasją do historii „zaraziłam się” w domu. Mój tata dużo czytał na temat II wojny światowej, natomiast moja babcia opowiadała mi o swoim życiu podczas oku-pacji. Nic więc dziwnego, że wybrałam historię, jako kierunek studiów. Lubiłam odkrywać tajemnice z przeszłości jako mała dziewczynka, a dzisiaj mogę podzielić się z swoją wiedzą z innymi. P.: Jakie czasy i wydarze-nia z nimi związane lubi pani najbardziej w dziejach historii? p.J.P.: Moim ulubionym okresem w historii jest Rzeczpospolita w XVII wieku, czyli czasy wojen. Mam do niego sentyment za sprawą „Trylogii” H. Sienkiewicza. P.: Jaka postać zapisana na kartach historii jest we-dług pani najbardziej inte-resująca? p.J.P.: Takich postaci jest bardzo wiele. Jednych po-dziwiam za odwagę, in-nych za determinację w dążeniu do obranego celu, jeszcze innych za umiejęt-ność przekonania do swo-ich poglądów rzeszy ludzi. P.: Jakie jest pani motto życiowe? p.J.P.: Są to słowa H. Sienkiewicza: „szczęście jest zawsze tam, gdzie człowiek je widzi”. P.: Jak spędza pani wolny czas? p.J.P.: Niestety, mam go bardzo niewiele. Mimo tego podczas czasu wolne-go czytam. Uwielbiam kryminały, thrillery oraz powieści historyczne. Nie przepadam za romansami. P.: Dziękuję za wyczer-pujące odpowiedzi i miłą rozmowę. Do widzenia. p.J.P.: Ja również dziękuję. Paulina Popławska Moją największą pasją jest muzyka...
Kasia Stefańska jest uczennicą klasy I gimnazjum. Do zaspołu, który zna się niemal od pierwszej klasy szkoły podstawowej, dołączyła w tym roku. Swoimi wrażeniami z pierwszych tygodni pobytu w gimnazjum podzieliła się z naszym dziennikarzem.


Dziennikarz: Dzień dobry. Kasia: Dzień dobry. Dz: Dlaczego wybrałaś nasze gimnazjum ? K: Na początku tak naprawdę wcale nie chciałam iść do naszego gimnazjum. To moi rodzice naciskali, mówili, że tutaj będę miała większą szansę rozwijać swoje zainteresowania. Mnie się ten pomysł nie podobał, bo wolałam iść do szkoły, gdzie byli zapisani prawie wszyscy moi znajomi. Jednak jestem zadowolona ze swojej decyzji, bo w końcu zrozumiałam dobre intencje rodziców, - oto jestem! :) Dz: Jak zostałaś przyjęta w nowej klasie i czy masz już przyjaciół ? K: Zostałam przyjęta bardzo dobrze. Obawiałam się, że koleżnaki i koledzy mnie nie zaakceptują, bo przecież nikogo tu nie znałam i nie wiedziałam, czego się spodziewać. Od początku znalazłam w klasie bratnie dusze i uważam, że to naprawdę wspaniali ludzie. Dz: Co Ci się podoba lub nie podoba w naszej szkole ? K: Najbardziej podoba mi się duży wybór zajęć pozalekcyjnych, ale też dobre wyposażenie klasy. Nauczyciele sprawiają wrażenie osób, z któymi mogę porozmawiać o swoich problemach, nie tylko szkolnych. Jedyną wadą szkoły jest dość mała sala gimnastyczna, ale wszystko inne bardzo mi się podoba. Dz: Czym się interesujesz ? K: Moją największą pasją jest muzyka, ale uwielbiam też czytać książki i fotografować. Dz: Jak spędzasz swój wolny czas po szko - le ? K: Najczęściej po powrocie ze szkoły odrabiam lekcje, później oglądam telewizję. Często zdarza mi się wyjść z przyjaciółmi na spacer, a wieczorem czasem lubię pójść na basen



popływać. Dz: Czy lubisz muzykę, jeśli tak, to czego słuchasz ? K: Muzyka to tak naprawdę moje drugie życie - kocham ją i słucham w każdej wolnej chwili. Moi ulubieni wykonawcy to : Kamil Bednarek, Avicii, Ellie Goulding, Dawid Kwiatkowski i Taylor Swift. Chciałabym także nauczyć się gry na gitarze. Dz: Co rozumiesz przez słowo przyjazń? K: To słowo oznacza według mnie zaufanie, wspierających się nawzajem ludzi, którzy spędzają ze sobą dużo czasu, oraz najcenniejszą rzecz, jaką my, ludzie, możemy posiadać. Przyjaciele są dla mnie największym skarbem na świecie - to oni mnie najlepiej rozumieją, to oni są ludźmi, którzy dają mi prawdziwą swobodę życia, to z nimi mogę iść na koniec świata. Pozwolę sobie przytoczyć tu mój ulubiony cytat : "Przyjaciele są jak gwiazdy na niebie - czasami ich nie widać, ale zawsze wiesz, że są". Dz: Kto dla Ciebie jest w życiu najważniejszy ? K: W moim życiu najważniejszą rolę pełni rodzina, a zwłaszcza rodzice. Wspierają mnie w trudnych chwilach i zawsze przy mnie są. Dz: Jakie są zatem Twoje marzenia i czy już wiesz kim chcesz zostać ? K: Oj, marzeń mam tak wiele, że chyba nie uda mi się ich tu wymienić. Najbardziej interesuje mnie biologia i chemia. To dlatego, że z tymi przedmiotami chciałabym wiązać swoją przyszłość. Chciałabym zostać lekarzem, bo w dzieciństwie często chorowałam i wiele czasu spędzałam w szpitalach. Już wtedy uzmysłowiłam sobie, jak ważna jest praca lekarza. Dz: Dziękuję za udzielenie wywiadu. K: Dziękuję. Było mi bardzo przyjemnie. Wywiad autoryzowany Justyna Serwicka Uniwersalny kod do języka królów, czyli spotkanie z bestsellerową powieścią dla młodzieży.
Kto czyta, żyje wiele razy. Warto to robić, nawet jeśli nikt ci nie każe. Można się wtedy przenieść w inny świat, odciąć od szarej rzeczywistości. Polecam wam "Kod królów" Pierdome-nico Baccalario, jedną z najbardziej cenionych przez młodych czytelników książek literatury młodzieżowej.


Autorem "Kodu królów" jest Pierdo-menico Baccalario, pisarz, pochodzący z Piemontu. Autor ten wcześnie zaczął tworzyć, bo już w liceum. Studiował prawo na renomowanej uczelni we Włoszech. Póżniej pracował w jednym z największych muzeów w kraju przy projektach związanych z kulturą. Powieść "Kod królów" przyniosła mu tak wielką popularność, że przetłumaczono ją na dwadzieścia języków. Akcja utworu rozpoczyna się w Tu-rynie, w antykwariacie "Pod złotym słońcem". Dobrze prosperującym biznesem zajmuje się Glauc, który wkłada całe swoje serce w tę księgarnię. Wyznaje niecodzien-ną zasadę, że lepiej jest nie sprzedać ksią-żki, niż pozwolić, by dostała się w niewłaś-ciwe ręce. Pewnego dnia przybywa do nie-go Francuzka, Audrey, wspólniczka Zakha-ra, zapalonego bibliofila. Prosi o pomoc w znalezieniu wszystkich książek z biblioteki żyjącego przed laty lekarza, związanego z historią "Żelaznej Maski". Od tego momen-tu bohaterowie poszukują klucza do Języka Królów, najstarszego na świecie słownika, którym tylko nieliczni potrafią się posługi-wać. Daje on władzę i dlatego jest pilnie strzeżony. Książka obfituje w niezwykłe zwroty akcji. Ma wartką narrację, która sprawia, że czytelnik staje się uczestnikiem niezwy-kłych, mrożących krew w żyłach poszuki-wań. Dla wszystkich pasjonujących się kryminałami jest niezłą rozrywką, odskocz-ną od nudy dnia codziennego. Zmusza do uważnego śledzenia akcji, uruchamia wyobraźnię i nieżle wpisuje się w gusta młodych czytelników wychowanych na filmach z Indianą Jonsem. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to światowe arcydzieło. Nie mniej jednak gorąco ją polecam. Paulina Popławska We wtorek 15 października 2013 r. na piątej