Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






SPOŁECZNA SZKOŁA PODSTAWOWA NR 12

STRONY 4-5 STRONY 16-17 STRONY 6-8 STRONY 18-20 STRONY 9-14 STRONY 21-22 OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

WYSTAWA Z OKAZJI DNIA MATKI GALERIA BUŁHAZETKI WYWIAD Z LAURETKĄ WARSZAWSKIEJ SYRENKI SPRAWOZDANIE Z ZIELONEJ SZKOŁY OPOWIEŚCI DZIWNEJ TREŚCI LET'S COOK! To juz ostatni przed wakacjami numer naszej szkolnej gazetki. Znajdziecie w nim przegląd najciekawszych informacji z ubiegłego miesiąca i zapowiedź doskonałej zabawy, jaka czeka nas podczas kolejnych Warsztatów Teatralnych. Piotr Szostak STRONY 23-27

DODATEK SPECJALNY

PRZEDPREMIEROWY PRZEGLĄD SZTUK Obrazek, który znalazł się na okładce wykonał Grzegorz Kuć z klasy 6B. Więcej rysunków znajdziecie w Galerii Bułhazetki.
WYSTAWA Z OKAZJI DNIA MATKI


Przedstawione w naszej galerii portrety mam zostały wykonane na zajęciach komputerowych z panią Jolą Bialik przez pierwszaków. Te i inne prace uczniów ozdobiły szkolny korytarz podczas Dnia Rodziny świętowanego w naszej szkole 25 maja. CIESZĘ SIĘ Z SATYSFAKCJI - WYWIAD -
Z Zofią Polnik, laureatką tegorocznego konkursu recytatorskiego Warszawska Syrenka rozmawia Anita Drążykowska z klasy 6A.


Anita: Cześć, Zosiu! Chcia-łabym ci zadać kilka pytań na temat konkursu Warszawska Syrenka. Zacznijmy od tego ile poświęcałaś czasu w tygodniu na przygotowywanie się do tego konkursu? Zosia: Nie poświęcałam na to zbyt dużo czasu. Słuchałam "Bajek Robotów" Stanisława Lemach, których fragment wybrała do recytacji, od dzieciństwa, więc były mi dobrze znane. A.: Czy podczas podczas przygotowań miałaś momenn-ty, w których traciłaś wiarę w siebie? Z.: Myślę, że były takie chwile, ale szybko o nich zapominałam. A.: Dlaczego wybrałaś akurat "Bajki Robotów" Stanisława Lema do wyrecytowania pod-czas konkursu? Z.: Wybrałam taki repertuar, ponieważ, jak wcześniej wspo-mniałam, kiedy byłam mała,

Utwór Stanisława Lema, który zaprezentowała Zosia Polnik podczas konkursu znajdziecie na następnej stronie.

często słuchałam opowiadań Lema, więc były mi dobrze znane. A.: Droga do zwycięstwa była długa - najpierw eliminacje szkolne, potem dzielnicowe, później finał w Mazowieckim Instytucie Kultury. Czy przez cały ten czas myślałaś bardziej o nagrodzie czy o własnej satysfakcji? Z.: Bardziej cieszę się z satysfakcji, ponieważ mam poczucie, że jestem najlepszą recytatorką w mojej grupie wiekowej na Mazowszu. A.: Czy udział w konkursie i nagroda nauczyły cię czegoś? Czy masz zamiar wziąć udział w tym konkursie jeszcze raz? Z.: Jeśli będę miała szansę, na pewno wezmę udział w Warszawskiej Syrence. Udział w niej nauczył mnie wiary we własne siły. A.: Bardzo dziękuje ci za rozmowę, to były już wszystkie pytania, które chciałam ci zadać. Z.: Również dziękuje.



Stanisław Lew BAJKA O KRÓLU MUDASIE (fregment) Wybiła godzina - ścina się rodzina, Brat brata lub ciotkę, a kuzyn kuzyna. Bulgoce saganek - dochodzi bratanek, Żre podagra szwagra, kat mu zaraz zagra. Pociotek przez płotek, wujny, stryjny rojne Idą już na wojnę, oj, będzie łoskotek. Idzie wnuczę, idzie teść, ja cię uczę, jak ich grześć: Lewą tnij, prawą kłuj, bo tu stryj, a tam wuj, Niech ojczyma kto przytrzyma, w łeb pasierba, będzie szczerba. Leży zięć, grobów pięć, pada teść, mogił sześć, Stryk dziadowi, stryk babusi, stryk stryjkowi, tak być musi, Bo krewni, choć rzewni, tylko w ziemi pewni. Wybiła godzina - gadzina rodzina, Na kogo wypadnie, na tego się wspina. Pochowaj go ładnie, sam się ukryj wszędzie, Nie schowasz się wcześnie - pochowają we śnie. Ilustracja: Daniel Mróz NOWE PRZYGODY SINDBADA ŻEGLARZA
Zamieszczone poniżej opowiadanie zajęło I miejsce w szkolnym konkursie literackim na tekst zainspirowany "Przygodami Sindbada Żeglarza" Bolesława Leśmiana.


Rano obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Przeciągnąłem się, a moje stare kości strzyknęły. Minęło 7 lat, odkąd zamieszkałem z żoną w rodzinnym mieście. Niestety mojego wuja już z nami nie było. Ten stary, aczkolwiek kochany szaleniec przegrał z chorobą i starością. Zaś Barabakasen-toryna uciekła z tęsknoty do niego, gdzieś daleko. Przypo-mniałem sobie stare czasy, kiedy jeszcze pływałem po morzu. Tęsknię za morzem, jednak obiecałem Allahowi, że już nigdy nie odbędę morskiej podróży. Wstałem z łóżka, zarzuciłem na siebie aksamitny szlafrok i po-szedłem na dół, na plażę. Kiedy



tylko ujrzałem wodę, fale i morską pianę, coś zmąciło mój umysł. Patrzyłem się tępo na morze. Zrobiłem krok naprzód. Potem kolejny. Wnet usłyszałem krzyk mojej żony. Obejrzałem się w jej stronę, uśmiechnąłem się blado i skoczyłem w morze. Zimna woda odebrała mi na chwilę dech w piersiach. Wynurzyłem głowę nad powierzchnię i zacząłem płynąć. Nie myślałem normalnie. Płynąłem tak może przez kwadrans, kiedy powoli zacząłem słabnąć. Dopiero wtedy zoba-czyłem, co narobiłem. Byłem już gdzieś daleko od brzegu, bez żadnej deski. Mój mózg zaczął już pracować normalnie. Ledwo utrzymywałem głowę nad powie- rzchnią wody. Próbowałem krzyczeć, ale żaden ratunek nie nadszedł. Walczyłem z wodą jeszcze przez chwilę, ale byłem na przegranej pozycji. Zamknąłem oczy, wziąłem głęboki wdech i czekałem. Ocknąłem się na jakimś statku. Leżałem na deskach pokładu i ociekałem wodą, czyli niedawno się tu pojawiłem. Wstałem z podłogi i bez celu spacerowałem po statku. Wszędzie kręcili się marynarze, z kamiennym wyrazem twarzy. Byli bardzo bladzi. Nigdzie nie było kapitana... Wydało mi się to trochę niepokojące. Kiedy chciałem nawiązać kontakt wzrokowy, drętwiały mi kończyny.



Kiedy otwierałem usta z zamiarem powiedzenia czegoś do marynarzy, natychmiast robiło się wokół mnie pusto. Zrozumiałem, że nie jestem na zwykłym statku. Zacząłem szukać kapitana. Szukałem go długo, a to, że statek był naprawdę duży, nie ułatwiało mi zadania. Wreszcie udało mi się go znaleźć. Stał tyłem do mnie, patrząc się na morze. Kiedy podszedłem do niego i chrząknąłem, kapitan obrócił się bardzo powoli. Stanął przodem do mnie... a wtedy zmroziło mi krew w żyłach. Istota była szara, jej dłonie były popękane, a twarz nie przypominała ludzkiej. „Kapitan” miał zielone oczy bez białek, zamiast nosa dwie szparki, a usta były tylko cienką kreską. Stałem sparaliżowany, nie mogąc poruszyć żadnym mięśniem. - Wysadzimy cię na najbliższej wyspie, nie obchodzi mnie twój dalszy los - przemówił nienatu-ralnie głębokim i szorstkim głosem. Przez myśl przemknęło mi pytanie: po co oni mnie zabrali, skoro nie obchodzi ich moje życie? - Mamy obowiązek przyjąć każdą ofiarę morza, jednak nie po to by ją ocalić. Teraz jesteś jednym z nas. Jeśli w ciągu pół roku nie znajdziesz mojej córki, Konstancji, podzielisz los moich marynarzy. Odejdź. Wróciło mi czucie w kończynach. Oddaliłem się jak najszybciej od kapitana. Próbowałem ułożyć w głowie informacje, ale kiedy rozmy-ślałem nad tym co powiedział kapitan, pojawiały mi się mroczki przed oczami i dostawałem drgawek. Postanowiłem po prostu pójść spać. Obudziłem się na wyspie. Powoli podniosłem się do pozycji siedzącej. Rozejrzałem się po okolicy. Zobaczyłem, że piasek wokół mnie był czarny. Przestraszony odsunąłem się od tego miejsca. Jednak wszystko czego dotykałem, robiło się czarne. Postanowiłem pójść poszukać czegoś do jedzenia, ponieważ głód dawał mi się we znaki. Zawędrowałem do lasu tropikalnego. Zobaczyłem na palmach kokosy. Zacząłem wspinać się na palmy, niestety, byłem zbyt zmęczony i ciągle zsuwałem się na dół. Potrząsnąłem więc palmą najmocniej jak umiałem; uderzałem pień czym tylko się dało. Wreszcie kokos spadł na ziemię. Spojrzałem na palmę. Nie było tam więcej kokosów, a pień prawie cały był czarny. Wziąłem do ręki kokos, który natychmiast sczerniał - miałem nadzieję, że nadaje się do spożycia. Myliłem się. Był bardzo kwaśny i zarazem gorzki. Rzuciłem go na ziemię, usiadłem pod palmą i objąłem kolana.



Zacząłem rozumieć. Nie dość, że nie mógłbym znaleźć Konstancji, to przez pół roku nie wytrzymam bez je-dzenia. To pewne, że czeka mnie los gburowatych maryna-rzy... Zacząłem płakać i żałować tego, że w ogóle wysze-dłem z domu. Po jakimś czasie, zmęczony płakaniem, usnąłem. Nie obu-dziłem się. Ciągle śniłem. Nie mogłem się obudzić, bo wiedziałem, że czeka mnie jeszcze większy głód. Niestety nastała ta chwila, kiedy ocknąłem się ze snu. Fala głodu zalała mnie momentalnie. Żeby nie myśleć o głodzie, zacząłem budować szałas, bo uświadomiłem sobie, że spałem na piasku. Na budowie minął mi cały dzień. Zasnąłem w moim szałasie. To by już piąty dzień bez jedzenia. Wiedziałem, że długo nie wytrzy-mam, widać mi było praktycznie wszystkie kości. W dodatku picie morskiej wody nie było najlepszym pomysłem. Skuliłem się i zasnąłem. Obudziłem się. Nie czułem głodu. Otwo-rzyłem oczy. Byłem na pokładzie... czyli jednak doczekałem się ratunku! Szczę-śliwy podniosłem się z desek i poszedłem podziękować moim wybawcom. Zoba-czyłem marynarzy. Podbiegłem do nich. Otworzyłem usta z zamiarem podzię-kowania, ale dostrze-głem, kim są mary-narze. Blade istoty z zielonymi oczami.



Nogi się pode mną ugięły. Jeden z marynarzy uśmiechnął się blado. Zdziwiłem się, bo przecież kiedy ostatnio próbowałem chociażby na nich spojrzeć, nie udawało mi się to. - Witaj - przemówił aksamitnym głosem. Przeraziłem się. Gestem pokazał moją dłoń. Spojrzałem na nią. Była przeraźliwie blada. Podbiegłem do szyby statku i przejrzałem się w niej. Miałem zielone oczy, jak oni. Czyli stałem się jednym z nich. Załamałem się. Podszedł do mnie jeden z marynarzy. - Teraz nie będziesz czuł głodu. Będziesz tutaj mieszkać. Jesteś martwą duszą. Jeszcze nigdy nikt stąd nie uciekł. Kapitan od trzystu lat szuka swojej córki. Witaj. - Nikt nie próbował uciec? - Próbowali. Jednak jeśli nasza stopa dotknie lądu, rozsypujemy się w proch, i odradzamy się tutaj - spojrzałem na jego stopy. Nie miał butów. Nagle wpadł mi do głowy wspaniały pomysł. - A jeśli mielibyście buty ? - Cóż to? - To co mam na stopach. - Nie masz niczego. Jesteś tak samo ubrany jak my. Wtedy zrozumiałem, że mój pomysł nie może się udać. Pożegnałem się z marynarzem i poszedłem pomy-śleć. Zobaczyłem luźną deskę na pokładzie. Patrzyłem się na nią. I do mojej głowy zawitał nowy pomysł. Za godzinę mój pomysł miał ujrzeć światło dzienne. Wytłu-maczyłem mój plan marynarzom, a oni przyznali, że to może się udać. Mieliśmy już przymocowane do stóp deski, a kapitanowi wytłumaczyliśmy, że to do mycia pokładu. Teraz tylko czekaliśmy na odpowiedni moment do wyskoczenia na ląd. Ujrzeliśmy wyspę. Zbliżaliśmy się do niej. Kiedy byliśmy wystarczająco blisko, każdy po kolei wyskakiwał do wody. Ląd był blisko, wystarczyło trochę przepłynąć. Kiedy wyspa była w zasięgu ręki, zatrzymaliśmy się. Spojrzałem na marynarzy i wyszedłem na ląd. Czekałem. Nic się nie wydarzyło. Usłyszałem wiwaty i ujrzałem marynarzy wokół mnie. Razem zbudowaliśmy wioskę, wyspa była idealna. Co prawda, już nigdy nie wrócę do mojego rodzinnego miasta, ponieważ uważaliby mnie za dziwadło i wygnaliby mnie precz, ale teraz mam nowe życie.



Nasza wiosna się rozwija, a kapitan nigdy nas nie znajdzie. Statek ma swój umysł i nikt nim nie kieruje, więc kapitan nie może nim sterować i wyruszyć na poszukiwania. Jest tylko jedna zasada, której nie wilno nam złamać - musimy ciągle chodzić w butach. Aleksandra Jaczyńska i Oliwia Hejduk z klasy 6A Ilustracje: Janusz Stanny





Prace inspirowane "Słonecznikami" Vincenta van Gogha wykonali piąto - i szóstoklasiści podczas zajęć plastycznych z panią Marią Diksą.


ZIELONA SZKOŁA Z BUŁHAKIEM 29.05 - 02.06


Na zieloną szkołę wyjechaliśmy w poniedziałek rano, około siódmej. Towarzyszyła nam wspaniała pogoda i wyśmienite nastroje. Tego dnia po obiedzie, w drodze do ośrodka, w którym mieliśmy spędzić następne cztery dni, zwiedzliśmy zamek Książ. Oprowadzała nas miła przewodniczka, opowiadającA o obrazach, komnatach, a także O życiu pani tego zamku, niezwykle barwnej postaci - księżnej Daisy. Drugiego dnia po śniadaniu wybraliśmy się na Błędne Skały. Podczas tej wycieczki zwie-dziliśmy miejsce, w którym, jak się później dowiedzieliśmy, kręcono kilka scen z "Opowieści z Narnii". Po krótkiej przerwie na drugie śniadanie weszliśmy na szczyt Szczelińca Wielkiego, mijając skały przypominające zwierzęta, takie jak: słoń, wielbłąd, czy mamut. O 15:00 w ośrodku zjedliśmy obiad. Następnie starsze klasy poszły na basen znajdujący się w Ośrodku, a po basenie czekała



na nas kolacja. Trzeciego dnia poje-chaliśmy do wsi Walim. Tam udaliś-my się do hitlerow-skich sztolni, gdzie zwiedziliśmy komp-leks "Riese". Następnie pojecha-liśmy do Zamku Grodno. Potem zjedliśmy obiad i pojechaliśmy do Twierdzy Kłodzko, gdzie ubrana w strój z epoki pani prze-wodnik opowie-działa nam o życiu w twierdzy. Dzień zakończyliśmy przy ognisku, zajadając się pieczonymi kieł-baskami i chlebem ze smalcem. Wspa-niałe zwieńczenie dnia pełnego wra-żeń. Czwartego dnia wy-braliśmy się na Wielką Sowę w Sokolcu. Mieliśmy okazję wejść na wieżę widokową, a także kupić pamią-tki. Po obiedzie udaliśmy się do Kopalni Węgla w Nowej Rudzie. Przewodniczka opowiedziała nam o rozwoju górnictwa oraz o pracy i życiu górników. Wróci-liśmy na kolację do ośrodka świętować Zieloną Noc. W dniu wyjazdu, już spakowani, poje-chaliśmy do Kopalni Złota, gdzie czekało na nas wiele



dodatkowych atra-kcji, takich jak płu-kanie samorodków czy zwiedzanie mu-zeum minerałów. Mogliśmy zobaczyć wykuwanie monet i sztabek złota. Obiad zjedliśmy w resta-uracji obok Kopalni, a potem wzięliśmy udział w krótkich warsztatach, pod-czas których pozna-liśmy działanie róż-nych średniowiecznych mechanizmów i na-rzędzi, takich jak studnia czy młyn. Zmęczeni, ale wciąż pod wrażeniem cie-kawych miejsc, które wspólnie zwie-dzaliśmy, nawet nie zauważyliśmy, kiedy wróciliśmy do War-szawy, do wyczeku-jących nas rodzi-ców. Maja Bronowska z klasy 6C LET'S COOK!
ETON MESS to słodki i pyszny bałagan skryty w szklanych pucharkach.


Tradycyjnie Eton Mess serwuje się w Eton College podczas corocznego meczu krykieta z uczniami Harrow School. Deser składa się jedynie z trzech boskich składników: truskawek, bez i bitej śmietany. Ingredients: - 6 readymade meringues - 570ml double cream (or use half Greek yogurt for a healthier version) - 450g strawberries, washed and hulled



Method: 1. Cut the strawberries in half or into thick slices if they're big. Place in a bowl with the port, kirsch or Cointreau if using, cover and chill for 2-3 hrs. 2. Whip the cream until it forms soft peaks, then fold in the berries and juices. 3. Crush the meringues and fold into the strawberry and cream mixture. 4. Spoon the Eton mess into individual dishes. If you like, you can decorate with extra strawberries. P R Z E D P R E M I E R O W Y PRZEGLĄD SZTUK
DODATEK SPECJALNY


Już wkrótce dwudniowe święto teatru w naszej szkole, podczas którego obejrzymy spektakle przygotowane przez uczniów. Oto jakie atrakcje przygotowały dla nas w tym roku klasy razem ze swoimi wychowawcami! KLASA 1 wych. Marek Pieńkowski Tytuł sztuki: "Żelazne trzewiczki" (na podstawie utworu Hanny Januszewskiej) Trzy siostry, cudowna woda, chory ojciec, oświadczyny, kawaler zaklęty i konieczność wędrówki, żeby odzyskać utracone szczęście. Historia smutna ale można być pewnym, że kiedy Jasna wykuje sobie u kowala saganek na łzy oraz żelazne trzewiki, niemal nie do zdarcia i ruszy w daleką



wędrówkę, uda jej się pokonać wszystkie przeciwności losu. Pomogą jej w tym Słońce, Wiatr oraz Miesiąc. KLASA 2A wych. Brygida Witan Tytuł sztuki: "Co z tym świerszczem?" (na podstawie Mitologii Jana Parandowskiego) Będzie to opowieść o tym co najważniejsze, czyli: początkach, chaosie, przyjaźni i niegasnącej miłości. KLASA 2b wych. Cezary Kielczyk Tytuł sztuki: "„O dwóch takich co … czyli ciemna strona księżyca” (autorzy scenariusza: Cezary Kielczyk i 2B) Czy można przywłaszczyć coś, co należy do wszystkich? Czy coś może należeć do wszystkich? Takie i kilka jeszcze innych pytań zadaje sobie i widzom klasa 2B. Odpowiedzi próbujemy uzyskać przez pracę nad interpretacją klasycznej bajki: „ O dwóch takich co ukradli księżyc”. KLASA 3A wych. Hanna Połom Tytuł sztuki: "Wiersze, że aż strach!" (autor tekstu: Małgorzata Strzałkowska, scenariusz i reżyse- ria: Marta Żak i Hanna Połom, muzyka: Jerzy Kornowicz) Strach ma wielkie oczy. Nic bardziej mylnego. Małgorzata Strzałkowska podjęła udaną próbę oswojenia strachu wierszem. "Wiersze,że aż strach!" wcale nie straszą. Potwory wykreowane przez autorkę są barwne i pełne fantazji. Uczniowie klasy 3A zapraszają na słownomuzyczną opowieść o różnych, ale przyja-znych strachach. KLASA 3B wych. Anna Zduniak Tytuł sztuki: "Kopciuszek" (na podstawie utworu "Bajki Samo-grajki” J. Brzechwy) Czasami wystarczy jedna dobra wróżka, by odmienić życie biednego Kopciuszka! To opowieść nie tylko o złych siostrach, macosze i czarach, ale także o tym, że zawsze trzeba wierzyć, że dobro zwycięża i zostaje nagrodzone. KLASA 4A wych. Katarzyna Słowik Tytuł sztuki: "Kot jest dobry na wszystko" (autorzy: Katarzyna Sło-wik i klasa 4A) Mały, puchaty, mruczący, drapiący, w łatki, prążki, z charakterem. Jest ich tak wiele rodzajów, że nie



sposób zliczyć, a każdy inny, każdy wyjątkowy. Mówi się, że potrafią czytać w ludzkich myślach, widzą duchy, a także potrafią przewidzieć przyszłość lub wykryć niebezpie-czne choroby. Tak, mowa tu o kotach. W tym przedstawieniu będziemy mieli szansę odkryć tajemnicę, jaką skrywają te niezwykłe zwierzęta i to, w jaki sposób pomagają nam na co dzień. KLASA 4B wych. Anna Bujniewicz Tytuł sztuki: "Cztery żywioły" (scenariusz opracowała Zuzanna Przedpełska i klasa 4B) Jest to krótka historia opowia-dająca o wpływie 4 żywiołów: ognia, wody, powietrza i ziemi na życie ludzi. Zoabaczymy, co by się wydarzyło gdyby żywioły się pokłóciły. KLASA 5A wych. Magdalena Bubrowiecka Tytuł sztuki: "Samotny wśród ludzi" Powiedzmy, że ma na imię Tomek. Tak, Tomek to dobre imię - zwykłe, popularne i takie swojskie. Tomek czuje się samotny. Niby od dawna przebywa pośród ludzi, ale jest jakby obok. Pozornie nikt go nie dostrzega, a tłumy przechodzą obojętnie. Jednak ludzie wiedzą o jego istnieniu, skoro starają się go omijać. Czasem ktoś zajęty swoim telefonem wpadnie na niego, jakieś dziecko przypadkiem z nim



porozmawia. Inni przechodzą obojętnie. Mijają Tomka z obrzydzeniem. To nie jest miłe. Ile można to znosić...Czy nie łatwiej stawić nam czoła problemom, kiedy nie jesteśmy sami jak palec i czy można być samotnym wśród ludzi? Klasa 5A spróbuje odpowiedzieć na te pytania w swojej sztuce. KLASA 5B wych. Wojciech Jakubowski Tytuł sztuki: "Smerfy" (na podstawie jednego z odcinków serialu telewizyjnego) Smerfy to bajkowa rasa małych, niebieskich stworzeń, żyjących w domkach o kształcie muchomorów. Przewodzi nimi Papa Smerf, który ma ponad 534 lata. W świecie Smerfów niemal każdy się czymś innym zajmuje. Spotkamy Osiłka, Smerfetkę, Łasucha, Śpiocha, Ważniaka, Marudę, Pracusia, Lalusia, Zgrywusa i wielu innych. Życie Smerfów byłoby doskonałe, gdyby nie Gargamel - zły czarownik i jego kot Klakier, którzy próbują schwytać Smerfy, aby przerobić je na złoto według pradawnego przepisu. Czy im się to uda? KLASA 5C wych. Leszek Lewkowicz Tytuł sztuki: "Koty i ich goście - czyli historie z pewnego podwórka" (na podstawie opowiadań Melanii Kapelusz) Zupełnie zwyczajne podwórko, na którym dzieją się rzeczy tak niezwykłe jak jego mieszkańcy. Bo - sami powiedzcie - czy to nie dziwne, że koty próbują zmienić psa, albo że złota rybka nie chce spełnić trzech życzeń? Choć w kocim świecie, jak to w bajce, zdarzają się niesamowite historie, odnajdziecie w nich wiele znajomych sytuacji. Ale nie myślcie, że będzie to poważna historia! Wręcz przeciwnie! Koty i ich goście - czyli historie z pewnego podwórka powstałe na podstawie opowiadań Melanii Kapelusz uczą i bawią - mamy nadzieję, że nie tylko dzieci! KLASA 6A Martyna Gębska Tytuł: "Kradzież portfela nauczy-ciela" (autorzy scenariusza: Zofia Polnik i Michał Wojciechowski) Akcja sztuki rozgrywa się w pewnej szkole pod koniec roku szkolnego. Na zajęciach pozalekcyjnych zostało popełnione przestępstwo. W zajęciach uczestniczyła grupa uczniów, którzy wszczęli dochodzenie w sprawie tajemniczej kradzieży.



KLASA 6B wych.Konrad Joński Tytuł sztuki: "Harry Potter i kamień filozo-ficzny" (scenariusz na podstawie powieści J. K. Rowling) Harry Potter, sierota, podrzutek spędza dzieciństwo u wujo-stwa - państwa Dursleyów. Chłopiec wierzy, że jego rodzice zginęli w wypadku samocho-dowym. Jego charak-terystyczną cechą jest blizna w kształcie błyskawicy. Przed 11 urodzinami Harry'ego młodzieniec dostaje tajemniczy list i tak rozpoczyna się jego przygoda w krainie magii. KLASA 6c wych. Piotr Szostak Tytuł sztuki: "Wizyta w Hadesie" (scena-riusz na podstawie powieści R. Riordana pt. "Złodziej pioruna") Klasa 6C zaprasza na najbardziej intrygują-cą, zabawną i smutną zarazem sztu-kę tegorocznych War-sztatów Teatralnych. Czy Percy'emu Jeck-sonowi i jego przyja-ciołom uda się przeżyć w królestwie umarłych? Czy od-najdą skradziony piorun Zeusa i pow-strzymają wojnę po-między bogami? . Czy uratują matkę Percy'ego uwięzioną w Hadesie? Przeko-najcie się sami i odkryjcie fascynu-jących bohaterów powieści Ricka Rior-dana pt. "Złodziej pioruna" w adaptacji klasy 6C. * * *