Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Słowem wstępu... Plan lekcji

Bronx

Puk, puk! Pobudka! Ferie się skończyły! Przed nami ponad 40 bitych dni do kolejnej dłuższej przerwy. Przykre, ale prawdziwe. Na szczęście szkolne katorgi przeplatane będą takimi imprezami, jak szkolny Mam Talent czy Dzień Objadania się. Miejmy nadzieję, że ani się obejrzymy, a nastanie wiosna i do końca roku będzie już z górki! Luty. Gdy nastaje, większość par wyczekuje Walentynek. W Empiku od początku miesiąca całe mnóstwo czerwonych balonów, serduszek, kartek i miłosnych bestsellerów. Wszędzie tylko miłość, miłość, miłość... Wszędzie? Duża część Was słyszała zapewne o drugim święcie obchodzonym 14 lutego. Panie i Panowie, nachodzi Dzień Wolnego Autonomicznego Singla! Tak. Wolna część społeczeństwa zbuntowała się przeciw komercyjnemu świętu z Ameryki i postanowiła utworzyć własne. Żeby więc nie pominąć nikogo, wszystkim bez wyjątku życzę... miłości. Zakochanym, by docenili ją i pielęgnowali, a Singlom...no cóż..., żeby ją wreszcie znaleźli! Hanna Przydatek - Zastępca redaktora naczelnego Nowy semestr w Bronku, przyniósł ze sobą KOLEJNE zmiany kształtujące życie uczniów i nauczycieli. Mówiąc zmiany, mam oczywiście na myśli, trzecią już w tym półroczu przeróbkę naszego planu lekcji. Tym klasom, których plan przeszedł korzystne modyfikacje gratuluję szczęścia, a z antagonistycznymi -szczerze łączę się w bólu. Jeśli kiedyś będziecie narzekać na ogrom pracy w jednym dniu, to weźcie się w garść i pamiętajcie, że w klasie obok prawdopodobnie jest ktoś, kto może mieć jeszcze gorzej niż Wy. " Radość pisania. Możność utrwalania..." Zmiana w kadrze

Bronx

"Radość pisania. Możność utrwalania. Zemsta ręki śmiertelnej." -  słowa Wisławy Szymborskiej stały się myślą przewodnią spotkania poświęconego twórczości poetki. 9 lutego br. o godzinie 16.00 w auli szkolnej zebrali się wszyscy, którzy chcieli uczcić pamięć naszej Noblistki, poprzez odczytanie jej utworu. Na scenie można było usłyszeć wiersze, limeryki, a nawet fragmenty wywiadów. Spotkanie zorganizowała klasa I d wraz z wychowawczynią panią profesor Tamarą Aleksandrowicz. Nastrój uświetniła muzyka Tomasza Stańki, herbata, ciastka oraz płonące świece :) Po recytacji, każdy wybrał los, któremu przypisany był upominek. Loteryjka symbolizowała zamiłowanie Wisławy Szymborskiej do kiczowatych przedmiotów. W minionym czasie oddział naszych belfrów opuściła nauczycielka języka polskiego pani profesor Teresa Sławecka. Panią profesor odznaczamy orderem zasług w podzięce za brawurową i uczciwą walkę z głupotą młodzieży i życzymy spokojnej emerytury. Jednocześnie chciałbym przywitać nową polonistkę naszej szkoły. Od II semestru szeregi kadry nauczycielskiej Bronka zasili weteran wojny w Gimnazjum nr 6 pani profesor Karolina Kamińska. Życzymy sukcesów w pracy i serdecznie zapraszamy na front. Sport Walentynki

Bronx

Początek II semestru przeżyliśmy w piłkarskiej atmosferze. Pierwszego tygodnia lutego odbyły się międzyszkolne rozgrywki piłki nożnej, o których więcej na kolejnych stronach "Bronxa". Wszyscy, którzy lubią pograć w nogę, a nie reprezentowali Bronka w zawodach, mają szansę wziąć udział w pozalekcyjnym turnieju klasowym, odbywającym się w czwartki po lekcjach, począwszy od 9 lutego. Jak co roku, wraz z nadejściem dwudziestostopniowych mrozów, nadchodzi również ciepła aura imienin św. Walentego - potocznie zwanych Walentynkami. Tego dnia możemy bez konsekwencji okazywać swoje uczucia, nie tylko poprzez słowa czy gesty, ale również przy pomocy kolorowych chińskich upominków, sercowatych czekoladek i naszego Samorządu Szkolnego, organizującego tradycyjną pocztę walentynkową. Czytelników gorąco zachęcam do skorzystania z tej możliwości. Wszystkim zakochanym życzę przyjemnej celebracji tego wyjątkowego święta, którego, o dziwo, wciąż nie dodano do listy dni wolnych od siedzenia w szkole. Cień Zakończenie

Bronx

Po kilkumiesięcznych przygotowaniach na scenie zaistniał musical „Cień” autorstwa Klaudii Wingert. Szkolną premierę mieliśmy szansę oglądać w przerwie „międzyferiowej”, na deskach teatru, w który na ten czas zamieniła się aula w Bronku. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o tym niewątpliwym arcydziele, zapraszam do przeczytania mojej bezwzględnej recenzji zamieszczonej w trzymanym przez Was numerze Bronxa, a także zwierzeń samej reżyserki. Na koniec chciałbym jeszcze poinformować wszystkich zmęczonych, po dwóch tygodniach chodzenia szkoły, że następna przerwa świąteczna rozpocznie się dopiero 5 kwietnia ;(  Do tego czasu zostaje nam tylko zacisnąć zęby, wychwytywać okazje wyjścia do teatru i każdego ranka patrzeć z nadzieją na kartę zastępstw, jednocześnie kątem oka spoglądając na wylosowane bingo. Mam również nadzieję, że Samorząd Szkolny niejednokrotnie przyjdzie nam z odsieczą, organizując rozmaite szkolne imprezy. Życzę Wam powodzenia, łaskawych nauczycieli i wielu słusznie wykorzystanych nieprzygotowań w nowym semestrze. Cień - okiem reżysera.

Bronx Bronx

Setki włosów w mojej garści, bolące opuszki palców od zbyt mocno obgryzionych paznokci, serce walące w klatce piersiowej i krzyczące: "proszę, wypuść mnie stąd, więcej tego nie zniosę". Nogi, jak z waty i wszystkie myśli, kumulujące się naraz w jednym miejscu, jakby za sekundę miały wybuchnąć. Narastające głosy, sama już nie wiem czy z zewnątrz, czy z mojej własnej głowy. Całość zdawała się nie mieć końca, czułam ból każdej części mojego ciała, ciśnienie w żyłach pędzące w górę, jak oszalałe, błagania, aby to wreszcie się skończyło i nagle...cisza. Światło zgasło. Zapadło milczenie. Kilka sekund tego stanu, aż nareszcie… Na scenę weszli aktorzy, grający w pierwszej scenie. Tak ja  Klaudia Wingert, pamiętam początek szkolnej premiery musicalu "CIEŃ". Stres ogarnął całe moje ciało. Dziś, gdy ochłonęłam już całkowicie, nie potrafię dokładnie przelać na papier emocji, które mną wtedy targały. Na zmianę radość, złość, strach i smutek, chęć ucieczki, duma. Totalny pogrom. Chyba jeszcze nigdy nie przeżyłam takiej ilości różnorakich uczuć naraz. Minął ponad miesiąc od tego wydarzenia. Większość, zajęta sprawami szkolnymi, sercowymi i rodzinnymi, za jakiś czas, o ile nie

Bronx

już, zapomni czym był Cień, jednak w moim sercu wyrył on swoje znamię na zawsze. Każda próba zdaje się być taka jasna i przejrzysta. Taka wczorajsza. Dosłownie. Mam wrażenie, jakby cała sytuacja miała miejsce w przeciągu ostatniego tygodnia. Zdania na temat musicalu są podzielone. Jedni są zachwyceni, chwaląc zarówno scenariusz, jak i aktorstwo niektórych osób, inni natomiast podchodzą do niego z pewnym dystansem. Ok  w porządku, przecież nie wpoimy na siłę komuś opinii, że całość wyszła idealnie i nadaje się od razu na Broadway. Cieszę się z negatywnych słów, krytyka tylko mobilizuje nas do pracy. Zdecydowanie "zabłysnęłam" w mowie końcowej. Mówiąc to chcę, abyście wyczuli największą ironię, jaką człowiek mógł się kiedykolwiek posłużyć. Moje wystąpienie było po prostu naturalne, możne trochę za bardzo... Serce tak szybko waliło... Cieszyłam się z idealnego występu, tak bardzo, że po prostu nie dałam sobie rady z ułożeniem w głowie jakiejś zgrabnej przemowy, która rzuciłaby ludzi na kolana. Litości, nie wszystko na raz. Jestem szalenie dumna, ale nie tyle z musicalu, co z ludzi, tych, bez których nic by nie było. Wszystkich, którzy uważnie słuchali każdego, wypowiedzianego przeze mnie, słowa, którzy sprawili, że ten spektakl nabrał zupełnie nowego znaczenia. Każdy wniósł do niego coś od siebie, swoim potencjałem i zdolnościami oraz zaangażowaniem stworzyli na scenie coś pięknego, coś nie do powtórzenia i opisania osobie z zewnątrz. A na widowni i za kulisami? Wśród tak licznej publiczności: znajomych, nauczycieli, rodziców, znajdowały się wszystkie najważniejsze dla mnie osoby, na ich obecności zależało mi równie mocno, jak na udanym przedstawieniu. To właśnie oni byli w tak ważnym dla mnie, dla nas, dniu, widzieli wszystkie łzy przelane przez widzów i aktorów. Dokumentowali każdy uśmiech, grymas, śmiech, spojrzenie. Widzieli miny moje i aktorów. Miny mówiące: jak bardzo cieszę się, że wszystko poszło dobrze. To osoby, które są przy mnie zawsze i wszędzie, przy których realizuję się, z pomocą których brnę do przodu, nagrywając pseudo-dramaty i parodie polsatowych programów. Być może się kłócimy, czasem nie odzywamy do siebie, robimy afery z błahych powodów, za każdym razem tracąc jakiś maleńki kawałek zaufania, którym się nawzajem darzymy, ale to jednak przyjaciele, a o przyjaciół się dba, przyjaciół traktuje się inaczej. Na przykład tak, iż wspomina się o nich w kolejnym bronxowym artykule. Może to niewiele, ale ja po prostu wciąż w jakiś sposób staram się wyrazić im swoją wdzięczność za  rolę jaką odgrywają. Nie w musicalu. Nie w filmie, ale w moim życiu. Szczególnie chciałam podziękować Jackowi. O nim pomyślałam, jako o osobie, która mogłaby nam "troszkę pomóc przy oświetleniu". A on - stworzył cudowne widowisko. Grą świateł ukazał emocje bohaterów, bitami muzyki rozstroił dusze widzów. Ukazał możliwości techniki, bez której zdziała się o wiele mniej. Nie zapomnę tego do końca życia, jeszcze długo przed oczami będę miała blask świateł i postaci, wyłaniających się z dymu, jedna po drugiej. To była dopiero magia. Magia, o której wspomniałam w musicalu. "Nie miotły,

Bronx

ruchome obrazki, ale wartości naprawdę dla nas ważne". Nie te  które widać gołym okiem, a te, które rodzą się i zostają w sercu oraz duszy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, sztuka zostanie wystawiona jeszcze w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym. Tym też akcentem chcę zakończyć swoją przygodę z teatrem. Wolę zająć się filmem i realizować, dawno postawione przed sobą, cele. Kto wie, być może za parę lat wyjdzie coś w miarę wartościowego z moich nieogarniętych myśli, które na ogół skupiam w kilkustronicowych scenariuszach. Być może coś dzięki temu zyskam. Natomiast jeśli nie, jeśli nie zmieni to mojego życia, a ja sama wyląduję w kiosku z gazetami, bo o pracę po studiach reżyserii trudno w obecnych czasach, to gdy spojrzę na cień jakiegoś zwykłego przechodnia, już zawsze będzie mi przypominać jedno - Was. Jeszcze raz ogromnie Wam wszystkim dziękuję za to, że jesteście współtwórcami historii mojego życia. Szczególne podziękowania kieruję do Pana Daniela Harasyma, który reprezentuje Fundację Jesus Christ Security, zajmującą się działaniami profilaktycznymi z zakresu walki przeciwko agresji, narkotykom i alkoholowi, bez wsparcia którego nie mielibyśmy środków na wynajęcie sprzętu oświetleniowego i nagłaśniającego. Serdecznie dziękuję :) Klaudia Wingert CZARNA LISTA - wywiad z mgr Arkadiuszem Pallem

Bronx

Bronx: Kim lub czym chciałby Pan być, gdyby nie był tym, kim jest ?  prof. Arkadiusz Pall: Kucharzem, lubię gotować i piec. B.:  Główna cecha Pana charakteru? p. A.P.: Jestem bardzo uparty. B.:  Czego nie cierpi Pan ponad wszystko? p. A.P.: Kłamstwa, obłudy. Człowiekowi, który kłamie nie można ufać. B. : Komu chciałby Pan uścisnąć rękę? p. A.P.: Z żyjących byłby to Piotr Fronczewski, natomiast z osób nieżyjących Freddie Mercury. B.:  Najlepszy sposób na odreagowanie stresu? p. A.P.: Gotowanie! B.:  Co było Pana ulubioną zabawką w dzieciństwie? p. A.P.: Kolejka elektryczna. B.:  W jakiej reklamie zgodziłby się Pan wystąpić? p. A.P.: Żadnej! Bardzo źle się czuję przed kamerą. B.:  Pokusa nie do odparcia? p. A.P.: Czekolada mleczna z nadzieniem truskawkowym. B.:  Ulubione zajęcie? p. A.P.: Internet. B.:  Co nosi Pan zawsze na sobie? p. A.P.: …Zegarek! B.:  Kiedy Pan kłamie? p. A.P.: W trudnych sytuacjach, ale w jakich dokładnie to już zostawię dla siebie. B.:  Gdyby miał Pan wybrać epokę, w jakiej chciałby Pan żyć, to jaka by to była? p. A.P.: Zdecydowanie średniowiecze, ludzie wtedy żyli bez problemów. Nie musieli „gonić” za pieniędzmi. B.:  Czego nie powinno być? p. A.P.: Wojen, czynią bardzo złe rzeczy, krzywdzą niewinnych ludzi. B.: Jak chciałby Pan być zapamiętany przez uczniów Bronka? p. A.P.: Nie zastanawiałem się nad tym. Przede mną jeszcze 25 lat pracy! Sonia Pęcherzewska Roxana Szczupska Walentynki po mojemu

Bronx

14 lutego - Święto Zakochanych. W sklepowych witrynach pełno czerwieni, przytulanki, serduszka. W cukierni ciastka w kształcie serc. Aż robi mi się niedobrze, gdy na to patrzę. Dlaczego? Od razu uprzedzam - nie jestem sfrustrowaną singielką, obrażoną na miłość i pary. Denerwuje mnie komercjalizacja miłości. Denerwują mnie „wielkie miłości”, które zaczynają się 14 lutego, a kończą dwa tygodnie później. Denerwują mnie pary, które decydują się być razem, bo ktoś dostał walentynkowy prezent. Cytując happysad „Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty”. Właśnie. Miłość nie jest zjawiskiem, z którego możemy czerpać korzyści w postaci prezentów. Oczywiście jest to miłe, ale nie powinno być wyznacznikiem uczuć - Dał mi kwiaty, to będę jego dziewczyną. Walentynki są może świętem miłym i przyjemnym, ale w większości przypadków nie ma powodu do świętowania. Niestety żyjemy w czasach, gdzie prawdziwa miłość jest bardzo rzadko spotykana, szczególnie w naszym wieku. Oczywiście nie chcę nikogo urazić, bo są przypadki, że licealny chłopak czy dziewczyna to osoba na całe życie. Ale miłość uległa jakiejś dziwnej transformacji. A może to nie wina miłości, a ludzi? Może to współczesna dziewczyna za bardzo liczy na „misia albo kwiaty”? Miłość jest sprawą bardzo delikatną. Trudno jest ją zdefiniować. I niestety w połączeniu z egoistyczną naturą człowieka, staje się niebezpieczna. Ludzie są egoistyczni, a egoizm może doprowadzić do tego, że ktoś nie zauważa, że jest obiektem uczuć drugiej osoby. A wtedy zranione serce krwawi i śpiewa, niczym Freddie Mercury - „Love of my life, you've hurt me”. Ale, skoro jesteśmy już przy muzyce, pamiętajcie o drugiej stronie medalu - „All you need is love”. Walentynki są jednak Świętem Zakochanych. Może nawet ja w końcu się do nich przekonam. Chciałabym, żeby, skoro już są przyczyniły się do powstania nowych związków. A ci bardziej doświadczeni w tych sprawach, niech celebrują swoje święto we dwoje, nie na oczach wszystkich. Singlom życzę, żeby znaleźli swoje drugie połówki (a jeśli nie - pamiętajcie o Waszym święcie 15 lutego). Szczęśliwie zakochanym życzę udanych, długich i szczęśliwych związków, bo przecież miłość jednak to całkiem fajna rzecz ;)  Paulina Rodak W CIENIU KRYTYKA – „Cień”

Bronx Bronx

„Bronek rzeczywiście wspiera talenty i pasje swoich uczniów” – to zdanie było jednym z pierwszych, które przypadkiem usłyszałem wchodząc do zatłoczonej auli naszej szkoły. Jeszcze na długo przed rozpoczęciem przedstawienia, wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Na nierówno poupychanych krzesełkach zasiadło ponad 100 osób. Sponsorzy, VIP-y ze świata kultury, dyrekcja, nauczyciele oraz uczniowie naszej szkoły ze zniecierpliwieniem znosili opóźniającą się chwilę rozpoczęcia tego niezwykłego show. Wśród nich ja  niżej podpisany pan-krytyk, z zapartym tchem notujący wszystko, co przykuwało uwagę, moją lub reszty publiczności. To jedna z pierwszych recenzji pracy, młodej i dobrze zapowiadającej się reżyserki Klaudii Wingert, jednak mogę się założyć, że nie ostatnia… Mijając próg auli nie można było nie zauważyć kolosalnych ilości sprzętu dźwiękowego i oświetleniowego. Zdawać by się mogło, że licealiści nie są w stanie zdobyć takiego wyposażenia, a jednak dzięki pomocy Fundacji JESUS CHRIST SECURITY było to możliwe. Ale nie ma się czemu dziwić. W końcu bez światła nie będzie cienia. „Cień” to historia w całości stworzona przez Klaudię. Opowiada o losach młodej dziewczyny



nieudolnie zmagającej się z trudnościami życia. Leczenie w szpitalu psychiatrycznym nie wystarczyło bohaterce obarczonej chorobą siostry, pracoholizmem matki i zerwaniem z chłopakiem, by normalnie żyć. Fabułę dopełnia zaskakujące i dramatyczne zakończenie, oraz puenta idealnie odnosząca się do nastoletniej publiczności. Bez trudu uchwyciłem tok myślenia autorki. Pomysł jest zdecydowanie wart niejednej nagrody, jednak wykonanie już niekoniecznie. Otwarcie przyznaję, że „Cień” zawierał wszystkie najistotniejsze cechy zdrowego musicalu. Zarówno solowy tancerz Paweł Raczewski, jak Agata Grzegolec i Natalia Piotrowska tworzące duet, ukazali swój talent do porywania publiczności. Wspierani dobrą muzyką i oświetleniem zaprezentowali układy, które nie tylko (laikowi) wydawały się niezwykle profesjonalnie wykonane, ale także zdecydowanie przykuwały więszą uwagę, niż nudnawe i statyczne wystąpienia piosenkarzy. Co prawda utwory

Bronx

wokale zostały starannie dobrane pod kątem fabuły, jednak wokaliści nie oszczędzili widowni przypadków fałszowania lub zgubienia rytmu. Przyglądając się samej grze aktorów uważam, że pilny uczeń szkoły aktorskiej w Warszawie mógłby długo rozprawiać o popełnionych błędach. Niemal dla wszystkich był to pierwszy występ na scenie, więc musiała im towarzyszyć duża trema, która zdecydowanie przełożyła się na całe przedstawienie, które o profesjonalizm nawet się nie otarło. Najwięcej spodziewałem się po roli „tajemniczego nieznajomego,” w którego wcielił się Viktor Holz. Możliwe, że oczekiwałem za dużo, jednak uważam, że ta interesująca postać została zagrana sztywno i nieciekawie. Mimo wszystko, mam w obsadzie również swoich faworytów. Urzekła mnie (drobna, ale zawsze) ekspresja emocjonalna głównych bohaterów zagranych przez Hannę Przydatek i Sebastiana Korzeniewskiego (główna bohaterka i jej partner). Zdecydowanie najlepiej dobranymi do swych ról odtwórcami byli Paula Wolant i Krystian Ziółek. Musicalowa Michalina, młodsza siostra głównej bohaterki, zmagająca się z trudną chorobą, urzekła typową dla takiej roli stylizacją i grą aktorską. Z kolei drugoplanowa postać terapeuty głównej bohaterki zwróciła moją uwagę stoickim spokojem wymaganym od prawdziwych psychiatrów. W swojej mowie końcowej poprzedzonej wielkimi brawami Klaudia nie dowierzała w prawdziwość reakcji publiki i sama zaznaczyła, iż przedstawienie dalekie było od ideału. Nie wypytywałem nikogo o ten aplauz, jednak osobiście uważam, że to nie profesjonalizm dla wszystkich się liczył. Ekipa zdobyła tak intensywne owacje za swoją odwagę i  wytrwałość. To grupa debiutantów, która przy pomocy sponsorów i opiekuna (prof. Anny Pałęgi) odważyła się przedstawić niebywale trudną sztukę przed dużą publicznością. Pokazali nam wszystkim, że marzenia się spełniają i że zawsze pierwszy krok sprawia największy problem, jednak trzeba mieć wiarę w swoje możliwości, by zbyt wcześnie się nie poddać. Ochoczo przyłączyłem się do oklasków, przyglądając się zadowolonym widzom, z których, co poniektórzy, ocierali nawet łzy wzruszenia. Sądzę, że z pomocą przyjaciół Klaudia zaskoczy nas jeszcze niejednym dziełem. Wróżę tej młodej reżyserce duży sukces w przyszłości i liczę na to, że ona też szczerze wierzy w swój talent bo w końcu „ […] kto miałby być lepszy niż Ty”. Aleksander Misztal Nie wszyscy lubią poezję?



Nie wszyscy lubią poezję? Okazało się, że tych, którzy ją lubią jest bardzo dużo. Spora grupa młodzieży przyszła, aby pokazać, że poezja może przemawiać do nastolatków, że przekazuje ważne treści, że uczy mądrości i życia. Ale poezja to też dystans do siebie i świata, poczucie humoru, dostrzeżenie ironii w tym, że istnieję. W tym mistrzynią była Wisława Szymborska. Prawdziwa dama polskiej poezji. Nie było w niej zadęcia, a prawdziwa pokora i zgoda na los. Wzruszająca była jej otwartość na to, co niesie życie, prostota i zdumienie egzystencją. Zabawne były miłości do Andrzeja Gołoty (zupełnie niezrozumiała), do kiczu, do absurdalnych nazw miejscowości. Szymborska mówiła, że tylko "niektórzy lubią poezję", przyznanie jej Nobla nazywała tragedią. Nie szukała rozgłosu, żyła obok obowiązujących prądów niezależna, własna, odrębna. Uwielbiała obdarowywać bliskich kiczowatymi potworkami. Spotkanie wokół poezji Wisławy Szymborskiej zakończyła tak lubiana przez nią loteryjka. Obdarowani "kuriozetkami" popadli w nie lada konsternację. Tamara Aleksandrowicz

Bronx



Bronx

Z pamiętnika Anonimowej Singielki
14 lutego kojarzy się z jednym - nie muszę wspominać z czym. Gdy "...miłoć rośnie wokół nas...", samotna rzeczywistość mnie przytłacza. Koleżanki chwalą się zaproszeniami na romantyczny wypad do kina ( jak kino może być romantyczne?, ciągłe mlaskanie, siorpanie...bleee...); chociaż dobrze wiem, że to one zrobiły zaproszenia. Gdzie się podziała magia Walentynek?
Bronx

Z natury jestem marudą. Gdy wciąż narzekam, że jestem sama, przyjaciółka wtrąca: "Wyciągnij rękę po szczęście". Jasne. O ile te słowa nie oznaczają: "Idź, rzuć mu się na szyję, to może zrobi łaskę i się z tobą umówi". Kiedy mówię, że  powinno być odwrotnie, słyszę: "Żyjemy w XXI wieku!". No to mnie po prostu krew zalewa. To  że żyjemy w nowoczesnych czasach oznacza, że dziewczyna ma się nie szanować? Co lata mają tutaj do rzeczy? Ludzie wszystko tłumaczą sobie tak samo, a to guzik prawda. Hasło: "Żyjemy w XXI wieku" staje się sposobem na życie. Dlaczego próbujemy zmieniać odwieczną mentalność płci przeciwnej? No dobrze, od początku. Kiedyś, za czasów, które nie są tak bardzo odległe, nie było nic dziwnego w tym, że chłopak bez okazji przyniósł dziewczynie kwiatka, nie wspominając, że na Walentynki potrafił wymyślić coś, co przechodziło oczekiwania dziewczyny. Facet, moje drogie Panie, to zwierzę łowne. Nawet jeśli nie pokazuje tego, kręcą go dziewczyny, które nie od razu pokazują, jakie są naprawdę i z biegiem czasu, krok po kroku, odsłaniają kolejną cząstkę zakamarków skomplikowanej, kobiecej natury. Dziewczyna, która od razu pokazuje, jaka jest, nie ma do zaoferowania chłopakowi nic wartościowego, a przecież w związku chodzi o to, żeby nadać rutynie kolory, poprzez zaskakiwanie i odkrywanie siebie nawzajem krok po kroku. Przykro mi to mówić, zarówno paniom, jak i panom, ale facet przyzwyczaił się do tego, by skakać dookoła niego, podlizywać się i go "zdobywać". Taki chłopak jest do niczego. Nie potrafi uszanować kobiety teraz, a co dopiero w przyszłości. A dziewczyny? Powiedzcie mi

Bronx

co o miłości może wiedzieć nastolatka, która idzie na imprezę, poznaje chłopaka, w którym od razu jest "zakochana", a w przeciągu kolejnych dwóch tygodni zamienia go na dwóch innych. Sherry Agov powiedziała: "Największym przymiotem człowieka jest godność". Pozwolę sobie nie skomentować tego, a zostawić Wam do refleksji. Zapewne myślicie sobie: "Głupia, nie miała jeszcze chłopaka i nic nie wie o tych sprawach". Guzik prawda. Każdy ma uczucia, każdy czuje co innego i w innych czasie. Jestem zakochana. Wyznaję zasadę, że chłopaki dojrzewają psychcznie nieco później, niż dziewczyny. Dlatego nie chcę się spieszyć. Nie chcę szpanować na Facebooku zmianą statusu na "w związku". Chcę, żeby uczucie samo dojrzało, żeby On dorósł do "funkcji" chłopaka. I wiecie co? To się rozwija. Raz bardziej, raz mniej. Jeśli to właśnie jest miłość, to warto czekać. Sama

Bronx

Nie usłyszałam jak wyszedłeś Wciąż tu jestem W tym moim-twoim pokoju Niczego nie przestawiam od tamtej pory To mogłoby zmienić wspomnienia Wiesz Nie zacznę oddychać Dopóki nie usiądziesz tutaj ze mną Boję się odebrać telefon Mógłby mnie zbudzić z tego snu Ciągle leżę Staram się nie poruszać Nie chcę zapomnieć ani chwili Wiesz Nie zacznę istnieć Dopóki nie usiądziesz tutaj ze mną A kiedy znów się spotkamy Wszystko co było będzie we mnie nadal Ale powstrzymam słowa Wymuszę uśmiech A ty pomyślisz Że idę do przodu Despair Nie ! Atomowi w Gąskach !!!
Jak dało się słyszeć w mediach, położone 25 km od Koszalina Gąski były jedną z trzech miejscowości typowanych do budowy elektrowni atomowej. Mimo zapewnień specjalistów o bezpieczeństwie takiego przedsięwzięcia, mieszkańcy gminy Mielno działają czynnie przeciw nowemu żródłu energii.
Bronx

Elektrownia atomowa w Gąskach? Stanowcze NIE!!! Ani deszcz, ani porywistyy wiatr nie przeszkodził kilkuset mieszkańcom nadmorskiej gminy manifestować przed urzędem w Mielnie 17.12. 2011r. Także ja udałam się tam w roli obserwatora. Wewnątrz budynku trwały debaty, w których brali udział między innymi: wójt gminy Mielno Olga Roszak - Pezała , parlamentarzyści z naszego regionu – Stanisław Gawłowski (PO), przedstawiciele PGE (Polska Grupa Energetyczna) oraz radni gminy .  Od godziny 10.00 ludzie tłumnie przybywali aby wyrazić swoje zdanie. Policja i straż gminna pilnowały porządku i bezpieczeństwa w czasie manifestacji. Osoby biorące udział w debacie wewnątrz budynku urzędu gminy oświadczyły, że po godzinnej naradzie porozmawiają z manifestującymi .  Większość zebranych zaopatrzona była w transparenty z różnymi hasłami, m.in.: „PRECZ Z ATOMEM”, „Z ATOMEM POD SEJM” . Nie zabrakło też okrzyków, takich jak: „ POLITYCY PRECZ Z ATOMEM” , „CHCEMY DOMY NIE ATOMY ''. Niektórzy mieli przy sobie megafony, gwizdki i inne głośne przedmioty. Mieszkańcom gminy nie zabrakło pomysłów na propagowanie swojego żądania. Za jedyne 20 zł można było nabyć żółte koszulki z symbolem czaszki oraz napisem „NIE ATOMOWI W GĄSKACH” .  W końcu o godzinie 11.00, zgodnie z obietnicą, uczestnicy

Bronx

debaty opuścili urząd gminy i przemówili do manifestantów. Pierwszy zabrał głos Stanisław Gawłowski . „Nie ma ma warunków w Polsce do wybudowania jako takiej elektrowni atomowej .” - oświadczył poseł PO. Tylko, co oznacza w tym przypadku „jako takiej"? Jednak tłum zaczął bić brawa na znak uznania. Następnie głos chciał zabrać przedstawiciel PGE, co jednak nie zakończyło się powodzeniem, gdyż zebrani w jednym tempie wykrzykiwali: „ Z PGE NIE GADAMY”. Tłum nieco zamilkł dopiero, gdy wójt gminy Mielno oświadczyła: „ Bez zgody mieszkańców nie zostanie nigdzie wybudowana elektrownia atomowa”. Rozległy się brawa. „Dziękuję wszystkim za przybycie. Zapewniam, że dołożę wszelkich starań aby elektrowni nie było w naszej gminie” - podsumowała pani wójt, po czym wszyscy uczestnicy się rozeszli. Czy mieszkańcy Gąsek i okolic nie muszą się już martwić tym problemem? Sprawa elektrowni atomowej będzie jeszcze niejednokrotnie poruszana na zebraniach, które odbywają się w różnych nadmorskich miejscowościach. Na pierwszy rzut oka było widać, że manifestacja dodała otuchy obywatelom gminy. angmag0130