Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Wstęp



Od redakcji Świadoma tego, że sama niechętnie czytam wstępy, postaram się streścić w kilku zdaniach. Dwa pierwsze miesiące roku szkolnego mamy już za sobą. Dwa bardzo intensywne miesiące. Nie ma się czym załamywać - początki zwykle bywają trudne. Niestety nadszedł czas, kiedy słońce coraz później wschodzi i coraz wcześniej zachodzi, co nie jest dobrą zachętą do pracy. Późna jesień to czas refleksji nad życiem i przemijaniem. Jest to dobra okazja, by pielęgnować, tak często zaniedbywane relacje rodzinne. Listopad to również spacer po cmentarzu, liściaste confetti, dumnie powiewające biało - czerwone flagi oraz zabawne andrzejkowe wróżby. Życzę Wam więc, żeby jesienna chandra Was nie dopadła i liczę na to, że startowy numer „Bronxa” będzie dla Was niczym kubek gorącej czekolady ... W imieniu redakcji „Bronxa” - Patrycja Więch Coś nowego ze starego, czyli DIY
DIY ( ang. Do It Yourself)- zrób to sam Jest to idea, która polega na tworzeniu nowych rzeczy z wykorzystaniem już nam niepotrzebnych. Cała praca opiera się na samodzielnym przetwarzaniu.


Jest to inteligenty pomysł, gdyż wspiera ekologiczny sposób życia, który nie obciąża naszego budżetu. Bardzo popularne stało się DIY dzięki Internetowi. Tam, na różnych blogach młodzi ludzie zaczęli zamieszczać swoje propozycje. Powstały nawet portale, poświęcone zbieraniu tych pomysłów. Jednym z nich jest www.stylowi.pl. Ta strona ma bardzo bogaty asortyment. Możemy na niej znaleźć porady dotyczące mody, sztuki czy wystroju wnętrz. Na podobnej zasadzie działa blog Kasi Tusk (www.makelifeeasier.pl), która dzieli się z ludźmi własnymi poradami. Zamieszcza na nim zdjęcia z sesji, przygotowanych przez siebie posiłków oraz propaguje zdrowy styl życia. Część bloga również jest poświęcona DIY. Nie są to jedyne portale, jest ich mnóstwo, a to za sprawą zainteresowania młodych. Posumuwując, uważam że to ciekawe rozwiązanie, kształtujące naszą kreatywność i zdolności manualne, które z czasem może stać się pasją. Daria Machowicz

Kotowanie juz za nami! Kotowanie klas pierwszych odbyło się 5 października. Jak co roku pierwszoklasiści w dniu tej imprezy mieli poczuć sie - po raz pierwszy - prawdziwymi uczniami Bronka. Po podsumowaniu punktów ze wszystkich konkurencji okazało się, że zwyciężyła klasa I c. Po trzeciej lekcji najmłodsi uczniowie rozpoczęli ostateczne przygotowania przed kotowaniem. I zaczęło się! Dopracowywanie przedziwnych strojów, ostatnie poprawki w układach tanecznych i wiele innych...



pod dyrygenturą Adama Sztaby. Zanim jednak muzyk stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich kompozytorów, aranżerów i dyrygentów, uczęszczał do Szkoły Muzycznej w Koszalinie. Zapytaliśmy o jego wspomnienia z liceum.

Wszystko po to, by jak najlepiej zaprezentować się w oczach surowej komisji oceniającej wyczyny Kotów. Organizatorzy tegorocznej imprezy zadbali o to, by poszczególne zadania integrowały klasę. Oprócz wcześniej zaplanowanej konkurencji, jaką był układ taneczny, uczniowie musieli zmierzyć się z szeregiem innych trudnych zadań. W trakcie imprezy poznaliśmy wyniki, przeprowadzonego wcześniej, testu o szkole. Nie obyło się bez dogrywek. W ostatniej i zarazem decydującej konkurencji klasy musiały zaprezentować się od strony wokalnej. Ostecznie największą liczbę punktów zdobyła klasa I c, zaraz za nimi znalazła się klasa I b, zaś na trzecim miejscu - klasa I a. Ewelina Koleśnik Koszalin to wspomnienia, młodość, marzenia… – wywiad z Adamem Sztabą. 20 września na nowej hali widowiskowo - sportowej przy ulicy Śniadeckich 4 odbyła się uroczysta prezentacja zawodników AZS Koszalin S.A. oraz zawodniczek AZS Politechniki Koszalińskiej. Organizatorzy zaplanowali mnóstwo atrakcji, wśród których znalazł się występ muzyków Filharmonii



Patrycja Więch: Jak Pan ocenia nową halę, jej akustykę oraz koszalińskich muzyków? Adam Sztaba: Hala jest niezła, ponieważ nie ma takiego dużego pogłosu, który zazwyczaj jest na salach sportowych. W związku z tym lepiej się odbiera i gra muzykę w takim miejscu. Wygląda na to, że będą tutaj fajne koncerty. Bardzo bym życzył miastu, żeby do Koszalina przyjeżdżały gwiazdy. Co do orkiestry, to ja tę orkiestrę dobrze znam, bo zasiadają tam moi nauczyciele. Nie wyobrażacie sobie, jak to jest dyrygować swoimi nauczycielami! Nie jest to najłatwiejsze. W orkiestrze są też moi koledzy z ławy szkolnej, więc wytworzony jest jakby „pomost” pokoleniowy między muzykami. Już trzeci raz dyryguję tą orkiestrą i bardzo miło mi się tu zawsze wraca. Jakie były Pana licealnepasje? Poza muzyką oczywiście. Oprócz muzyki nie miałem za wiele pasji. Zakręcony muzyką stałem się jak miałem lat 13-14, a wcześniej byłem łobuzem i miałem rozmaite bandy. Dokładnie w tym rejonie, gdzie jest ta hala, były bajora. Tu się grasowało, łapało się jakieś ważki, żaby… Rozmaite rzeczy robiło się z tymi żabami - nie będę o tym mówił. W ogóle tutaj toczyło się całe moje życie. Potem pasje były rozmaite - oczywiście zbierałem znaczki, przez chwilę „zachorowałem” też na rybki, a jak zaczęły pojawiać się komputery, totalnie zwariowałem na ich punkcie. W pewnym momencie myślałem nawet, że będę informatykiem. Już mając czternaście lat, tak się zakręciłem muzyką, że przesłoniła mi całe życie. Dosłownie nic innego nie robiłem, tylko pisałem, siedziałem w sali szkolnej, ćwiczyłem do późnego wieczora… Jak przychodziłem o pierwszej w nocy do domu, to mama się zastanawiała, czy nie wpadłem w złe towarzystwo. Dziwiła się, jak to możliwe, żeby dziecko wracało tak późno. A ja po prostu siedziałem i komponowałem. Jak to się dzieje, że Pan wciąż wraca do utworów napisanych w liceum? Nie zawsze wracam. Ostatnio, jak był jubileusz mojej szkoły - trzydziestolecie Szkoły Muzycznej - to rzeczywiście grałem i utwór nowszy, i napisany w wieku 18 lat. Zagrałem to z orkiestrą szkolną, która też była w wieku 18 lat, więc to było takie symboliczne. Dzisiaj na początku zaprezentowałem utwór z filmu „Od pełni do pełni” napisany około trzy lata temu, więc to nie jest tak, że w kółko gram to samo, ale staram się zawsze coś nowego dokładać. Wywiad z Adamem Sztabą
Jakie jest Pańskie najlepsze wspomnienie z liceum? Ja się akurat do tego nie przyczyniłem, ale naszą klasę „nawiedziło” takie zdarzenie, że ktoś spalił dziennik. Niby szkoła muzyczna, niby tacy grzeczni ludzie, a okazuje się, że to nie do końca prawda.
Bronx2

Dziennik został znaleziony na łączce przy szkole taki spalony, że właściwie nie można było nic wyczytać. Pani matematyczka chodziła po szkole i opowiadała, że jest na 78% pewna, kto to zrobił. Dokładnie 78%. W kontekście chuligaństwa - pamiętam jeszcze, że kiedyś na andrzejki szkolne przynieśliśmy kosz jabłek z sali i tym koszem jabłek obrzuciliśmy toaletę. Ale tak dokumentnie, że po prostu następnego dnia malowaliśmy ją z kolegami. Czy miał Pan powodzenie u dziewczyn w liceum? To jest bardzo trudne pytanie. Ja tego w ogóle nie wiem. To znaczy dostawałem jakieś liściki, ale ja w ogóle byłem jakiś dziwny wtedy - miałem długie włosy… Ma Pan zdjęcie w takich długich włosach? Tak, gdzieś tam jest. Zapuszczałem je do 16 roku życia i potem z 6 lat miałem takie naprawdę długie, za pas. A wracając do poprzedniego pytania - naprawdę nie wiem. Mam wrażenie, że nie zwracałem na to uwagi. Ja byłem pod tym względem dziki - dziewczyny mi się podobały, ale jakoś przed nimi uciekałem, byłem bardzo wstydliwy. Ja miałem pierwszą dziewczynę, jak miałem lat 17. Dzisiaj czasy się trochę zmieniły. A jaki był Pana ulubiony przedmiot w szkole? ZPT *. Istnieje taki przedmiot dzisiaj? Tam się



robiło karmniki, uczyło różnych technicznych rzeczy. Wtedy totalnie wkurzaliśmy pedagoga. Do tego stopnia, że on wychodził z siebie i mówił, że ostatni raz do nas przychodzi, bo my go wytrącamy z równowagi. Myśmy chyba też dlatego lubili ten przedmiot. To jednak miał Pan, poza muzyką, jakąś licealną pasję. ; ) Masz na myśli "znęcanie się" nad nauczycielami? Coś w tym jest… Coś w tym było fajnego, żeby rozwalić ten system, zburzyć ten porządek, żeby nie było normalnie. Na koniec zapytam o skojarzenie ze słowem „Koszalin”. Mój debiut sceniczny - musical „Fatamorgana”, który odbył się w Teatrze Dramatycznym. W ogóle Koszalin to wspomnienia, młodość, marzenia… Tak, Koszalin to są marzenia. Dziękuję bardzo. * Zajęcia PraktycznoTechniczne
Recenzja "Jesteś Bogiem"


"Wszystko ma swoje priorytety, niestety.Wszystko ma swoje wady, zalety.Hierarchia wartości, obowiązki, przyjemności,hip hopowa podróż do przeszłości" czyli refleksje dotyczące filmu "Jesteś Bogiem". Fani zespołu Paktofonika niecierpliwie czekali na film "Jesteś Bogiem". Paktofonika jako jeden z pierwszych zespołów zaczęła tworzy polski rap składający się z niezwykle przemyślanych tekstów, dobrych bitów i spajającej to wszystko miłości do rap gry. Skład tworzyli: Magik, Rahim i Fokus - trzech młodych chłopaków, którzy mieli przede wszystkim marzenia i pasje. Fabuła filmu opowiada historię zespołu oraz zmagania życiowe młodych artystów. Oglądamy obraz powstania legendarnej już Paktofoniki, obserwujemy jej rozwój, rozkwit, aż po relacje z ostatniego, pożegnalnego koncertu w katowickim Spodku w 2003 roku. Na początku trzeba docenić niezwykły talent aktorski osób



wcielających się w główne role, ponieważ nie było to łatwe zadanie. Twierdzę, że obsada była znakomita. Aktorzy doskonale odegrali swoje role. Dreszcze towarzyszyły mi niemal przez cały film. Jedną z najlepszych scen filmu była ta odegrana na klatce schodowej, gdy Marcin Kowalczyk wcielający się w role Magika zarapował utwór "Plus i minus" Kalibra 44. Ekspresja z jaką zostały wypowiedziane już pierwsze słowa wprawiły w osłupienie niejednego oglądającego. Świetne zdjęcia i doskaonała oprawa muzyczna zasługują na szczególne uznanie. Maciej Pisiuk napisał znakomity scenariusz, a Leszek Dawid zadbał o ukazanie historii w niesamowity sposób. Dla mnie, jako wielkiej fanki rapu "Jesteś Bogiem" jest bardzo ważnym filmem, na który długo czekałam i który nie zawiódł moich oczekiwań. Historia Paktofoniki jest niezwykła, ponieważ ukazuje, że jeśli czegoś bardzo chcemy i mamy podstawy by to osiągnąć, możemy spełnić marzenia. Liczą się przede wszystkim determinacja i miłość do tego co robimy. Podczas pierwszego koncertu Paktofoniki Rahim i Fokus zeszli ze sceny, ponieważ nie wytrzymali presji oraz braku akceptacji u publiki. Magik pozostał i pokazał swoje świetne flow, odwagę i pewność siebie. Sądzę, że gdy film ten obejrzą zagorzali wrogowie rapu tkwiący w przekonaniu, że " dres nic nie potrafi, "Jesteś Bogiem"

"Oddałbym wszystkie wersy, za jeden Magika... " OSTR

a rap jest dla idiotów" zrozumieją przekaz twórców. Każdy człowiek jest wyjątkowy i nie ma nic gorszego, niż osądzanie innych na podstawie jakże popularnych w dzisiejszych czasach stereotypów. "U stóp bloków, możesz być całe życie i przegonić majątkowo tych, co mają wille - umysłem". (Sitek - Nie zaprzeczysz). Bardzo zaintrygowała mnie postać Magika. Nie znałam wcześniej tak dogłębnie jego historii, choć dobrze wiedziałam w jaki sposób zginął. O czym Magik myślał w momencie wyskoczenia z okna? Jakie uczucia nim kierowały? Dlaczego zrobił to swoim najbliższym? Na te pytania zapewne nigdy nie uzyskamy odpowiedzi, ale patrząc na jego postać zaprezentowaną w filmie można stwierdzić, że w tak zwanym prawdziwym świecie otaczają nas podobne osoby. Zbyt często spotykamy się z takimi wypowiedziami "Nie mogę już tak stary" (Magik do Gustawa w samochodzie) czy "Przysięgam, kiedyś się zabije" ( Magik do Gustawa podczas wyprowadzki od Justyny) i nie zawsze traktujemy je poważnie. Magik niewątpliwie miał "zaburzenia emocjonalne ", jednak nie przekreśliło to jego szansy na zaistnienie i spełnianie marzeń. Nie zawsze udaje się pogodzić życie prywatne z pasją, czego najlepszym przykładem była relacja Magika z Justyną. Bardzo dotknęła ją zdrada oraz to, że męża nie było często w domu. Pomimo to, okazała się silną kobietą. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie cierpienia jakie przeszła, podziwiam ją za to. "Uczę się sztuki życia, hiphop to mój sensei i z pewnością twórczość Paktofoniki pomaga mi w tym. Moje serce jeszcze dla rapu bije" (Małolat, Ajron - Klasyk) i mam nadzieje, że będzie biło zawsze. Osobiście nie wyobrażam sobie życia bez rapu , gdyż mądrości zawarte w nim skłaniają mnie do refleksji



o życiu. Moment, kiedy słyszę bit, a po moim ciele przechodzą dreszcze zrozumieć mogą tylko osoby, dla których ma to takie samo znaczenie. "Gdyby hip hopowe głowy dostawały stopnie, a stopnie wystawiane by nie były pochopnie..." Reasumując, polecam ten film każdemu, kto pragnie spojrzeć na świat z perspektywy rapu, marzeń i pasji. Cała ekipa wykonała świetną prace, za co należy im się wielkie uznanie i szacunek. Żaden z wcześniej obejrzanych filmów nie wywarł na mnie tak wielkiego wrażenia. Jak rap kocham! Weronika Oleksiuk Wrześniowo-październikowe szaleństwo płyt
Jesień.Czyli okres, który wprowadza większość z nas w melancholijny stan przygnębienia ... Za oknem zamiast ulubionego słońca, które nas


pieszczotliwie otulało promieniami, dostrzegamy szarawe chmury, krople deszczu. Stres, złość, a do tego minusowa temperatura,która daje się we znaki podczas porannego wyczekiwania na autobus, irytuje ludzkość Całodziennie siedzenie nad książkami, by sprostać wymaganiom nauczycieli, przygotowywanie się do matur, bądź liczenie delty możemy urozmaicić muzyką. Wie to każdy, nie od dziś, że ta forma sztuki potrafi sprawić, że uśmiech niezwłocznie na naszych twarzach. Muse - 2nd law
Sięgając po tę płytę wiedziałam, że zespołowi ciężko będzie przebić moje sentymentalne upodobania związane z albumem "Black Hole And Revelations" z roku 2006, którym artyści postawili sobie wysoką poprzeczkę. Zadaję sobie pytanie : jak bardzo brytyjskie trio mogło zmienić brzmienie ? Czy plotki głoszące ere dubstepu, okażą się prawdziwe i kolejny zespół ulegnie elektrycznym brzmieniom? Trzymając w ręku nowy krążek,przeglądając go z każdej strony, pełna obawy rozpoczynam słuchanie. I następuje jedno wielkie BUM. Pierwszym utworem okazuje się "Supremacy", czyli utwór który nie został wybrany do promowania nowych przygód Jamesa Bonda w filmie "Skyfall".


Głęboki bas,orzeźwiający głos wokalisty Matta Bellamy okazują się udaną zapowiedzią całego albumu. Druga piosenka to "Madness'' z hipnotyzującym początkiem,na którą możemy trafić w stacjach telewizyjnych, np.VH1. Geniusz MUSE rozbrzmiewa dalej... Utwory, które wywołały u mnie pozytywne emocje to " Save me" oraz "Liquid State" - napisane i zaśpiewane przez Chrisa Wolstenholme'a. Basista opowiada o swoim uzależnieniu od alkoholu. Piosenki są niezwykle poruszające. I to jest muzyczne sedno:dzielenie się własnymi odczuciami, przeżyciami tak, aby zachęcić słuchacza do odbioru i własnej interpretacji. Na płycie znajduje się również " Follow me ", utwór napisany przez Matta po urodzeniu się jego synka Binghama. Tutaj do muzycznej oprawy swoje trzy grosze dorzucił dubstepowa formacja NERO. Mimo całej mody na dubstep muszę przyznać, że magia w głosie wokalisty jest rekompensatą dla wszystkich tych, którzy czują się 'niespełnieni' szóstym albumem zespołu MUSE :) " The 2nd Law " - czyli trzynaście utworów, zawierających dubstepowe elementy ( np. "The 2nd Law: Unsustainable"), ale także utwory, pozwalające sie wyciszyć (np.wspomniane wyżej "Liquid State", "Animals" lub "Prelude").Warto zaznaczyc, że "Survival" to utwor,ktory goscil na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie 2012 roku. Wszystkich tych, którzy chcą usłyszeć zespół na żywo zapraszam 23.11.12r. do łodzkiej Atlas Areny,gdzie muzycy z MUSE znowu zagoszczą w naszym kraju ! ( 30 czerwca 2007 pierwszy koncert odbył się w Gdyni na Opener Festival. Muzycy obecni byli również w 2010 roku na COOKE LIVE MUSIC FESTIVAL w Krakowie) PAPA ROACH - The Connection
Długo czekałam na płytę "The Connection" kalifornijskiego zespołu PAPA ROACH. Kultowe brzmienie zespołu nawiązuje tym razem do elektroniki, tak jak w "Before I Die ". Ale mimo nowoczesnych rytmów, grupa nadal rozwija szczególne brzmienie rocka, którm podbiła serca tysięcy fanów ("Still Swinging"). Cały krążek jest skonstruowany i zaplanowany tak, by nie znudzić. Stanowi wielką odszkocznią od wcześniejszych albumów, aczkolwiek nie uważam, by był najlepszy w dorobku grupy.


Bardzo podobają mi się utwory: "Give my life back " i "Where did the Angels go", ponieważ przypominają o wcześniejszych dokonaniach zespołu i mimo upływu czasu (zauważmy, że Karaluchy na scenie są już od ponad 19 lat !), głos Jacoba Shaddixa nie uległ zmianie. Płyta " The Connection " prezentuje przede wszystkim niezależność zespołu od świata zewnętrznego, muzycy skupiają sie wyłącznie na dobrym brzmieniu, które prezentuje się niesamowicie. Teksty wciąż wyrażają bunt muzyków, który wywodzi się z dawnego, ciężkiego życia. W Polsce ósmy krążek zespołu dostępny jest w trzech wersjach : I edycja - zwykłe cd z trzynastoma utworami II edycja - dwie bonusowe piosenki + cztery teledyski ("Kick In The Teeth", "Burn", "No Matter What" i "Still Swingin" ) III edycja - wersja winylowa Nie ukrywam,że PAPA ROACH to jeden z moich ulubionych zespołów i gdy tylko będę mogła, udam się na kolejny koncert Karaluchów w Polsce, np. ten, który odbędzie się 24.11.12r. w warszawskiej Progresji :) Zespół koncertował u nas m.in. 27.09.2009 roku w Warszawie,która notabene bardzo przypadła muzykom do gustu :"ON ANOTHER NOTE THE EUROPEAN TOUR HAS BEEN A BLAST. WARSAW POLAND HAS BEEN THE BEST CROWD SO FAR. DONT GET ME WRONG ALL THE CROWDS HAVE ROCKED!!!!! BUT, WARSAW WAS MAGIC!!!!!!" (Jacoby Shaddix, 1 października 2009, paparoach.com) oraz w 2010 na przystanku Woodstock. HAPPYSAD - Ciepło/Zimno
HAPPYSAD to zespół do którego bardzo długo musiałam się przekonywać. Ale jednak grupie udało się mnie zaintrygować i powracając z piątym albumem " Ciepło/Zimno" zawróciła mi w gowie. Premiera płyty odbyła się 5.09.12 roku i zawiera dwanaście utworów (za ostatnim znajduje się bonus pt. "Stare miasto"). Krążek był nagrywany w malutkim domku na terenach warmińskich lasów podczas zimy. Jak sami artyści przyznają, otoczenie miało bardzo duży wpływ na ich twórczość. Płyta idealnie nadaje się na zimne wieczory, które wydają się monotonne i melancholijne. Jedną z moich ulubionych piosenek jest "Wpuść mnie ", czyli muzyczne odwzorowanie miłości z krzykami


rozpaczy Jakuba Kawalca, głownego wokalisty. Piosenka stała się wielkim hitem w stacjach radiowych. Polecam również "Nie będziem płakać" z gościnnym występem Marceliny. Trzeba rzec, że jak to na HAPPYSAD przystało, w albumie przeważa tematyka niespełnionej miłości. Dużo metafor, porównań i treści, które trzeba zrozumieć, by całkowicie zakochać się w owej płycie. Przykładowo: piosenka "Most na Krzywej " mówi o samobójstwie, ale oprawa muzyczna stwarza kontrastujący obraz. Można powiedzieć,że wręcz wesoły. Czy to ironia do swiata, samego siebie czy czlowieczenstwa? Album z kompozycjami wesołymi, wolnymi, smutnymi w sam raz na chłodniejsze wieczory. Serdecznie polecam i zachęcam do uczestniczenia w koncercie zespolu HAPPYSAD w koszalińskiej Kresce 25.11.2012r. Wszystkich fanatykow muzyki zapraszam do sluchania mojej audycji METAPUENTA w każdy poniedziałek od 16.30 na stronie www.radiojantar.pl :) Prezentuję utwory rockowe, punkowie, a przede wszystkim takie, jakie sama chciałabym słyszec w stacjach radiowych. Możecie rownież składac swoje propozycje piosenek, pisząc do mnie na facebooku :) Pozdrawiam i życzę miłego słuchania powyższych albumow tej jakże uroczej jesieni :) Marta Borkowska Śmierć w różnych pryzmatach
Niemal wszyscy postrzegamy śmierć jako coś złego, jednak czy mamy racje? Czy słusznie się tego obawiamy ? A może po prostu boimy się nieznanego? Przerasta nas myśl o tym, że kiedyś może nas nie być, a świat dalej będzie tętnił życiem i się rozwijał. A może po prostu boimy się, że nie pozostawimy po sobie niczego i trafimy w zapomnienie?Te wszystkie obawy sprowadzają się do jednej kwestii – boimy się śmierci. Ale czy są pośród nas osoby, które zastanawiał się kiedyś, co będzie potem, po naszej śmierci? Myślę, że robi to nieustannie każdy z nas, gdyż jest wiele wersji na ten temat.


Według kościoła katolickiego: ”Na podstawie nauk i wiary w zmartwychwstanie Chrystusa chrześcijanie wierzą, iż śmierć jest przejściem z doczesności do wieczności, a dusza człowieka zostaje zbawiona lub potępiona. W katolicyzmie rozwijana jest myśl Arystotelesa i św. Tomasza, głosząca, że człowiek to jedność duszy i ciała. (…) Śmierć jest stanem nienaturalnym – stanem rozłączenia duszy i ciała. Zmartwychwstanie polega na przywróceniu naturalnego stanu – dusza na nowo organizuje substancję człowieka mającego zarówno duszę, jak i ciało.” (*1) „Śmierć jest wydarzeniem, jest etapem życia (a nie jego końcem), który stanie się udziałem każdego i każdej z nas. Lęk czy strach przed tą chwilą jest czymś naturalnym i w świetle teologii katolickiej jest efektem grzechu pierworodnego. Grzech Adama i Ewy nie spowodował utraty nieśmiertelności; nawet gdyby pierwsi rodzice nie zgrzeszyli, też by umarli, ale umieraliby bez strachu. (…) Chrystus zmartwychwstając, udowodnił nam, że życie nie kończy się wraz ze śmiercią ciała, ale że śmierć, choć jest trudnym doświadczeniem, jest tylko przejściem do innej jakości życia.” (*2) Z biologicznego punktu widzenia: „śmierć (łac. mors, exitus letalis) – stan charakteryzujący się ustaniem oznak życia, spowodowany nieodwracalnym zachwianiem równowagi funkcjonalnej[1] i załamaniem wewnętrznej organizacji ustroju.” (*3) Jest jeszcze wiele różnych definicji śmierci, jednak uważam, że te są nam najbliższe. Każdy z nas doskonale wie, że umrze, ale nikt nie wie do końca kiedy. Anioł śmierci może nas odwiedzić w każdej chwili, dlatego tak ważne jest korzystanie z każdego momentu życia jak najlepiej. U niektórych istnieje przekonanie, że dusza już przed narodzinami ma ułożony swój „ plan” na życie w najdrobniejszych szczegółach oraz, że to dusza wybiera czas, miejsce a także sposób naszej śmierci. Ma ona całkowitą władzę nad naszym bytem na ziemi, jednak my, podczas naszego porodu o wszystkim zapominamy, a umysł dowiaduje się o wszystkim dopiero, gdy to już się dzieje. Kiedy dusza postanowi o naszej śmierci i człowiek umiera, świadomość dopiero wtedy zauważa, że nadal żyje, a także posiada ciało energetyczne ( fizyczne zostaje na ziemi pochowane ). Dla ludzi śmierć może zostać niezauważone, ponieważ dalej wszystko postrzegamy, czujemy, słyszymy itp.



Jednak dlaczego odczuwamy lęk przed śmiercią ? Bardzo duże znaczenie ma dla nas to co mówią bądź piszą media. Niemal zawsze śmierć jest przedstawiana jako tragedia osoby zmarłej oraz jej rodzin i ciężko nam się pogodzić z tym, że to spotka również nas i naszych bliskich. Boimy się także dlatego, że tak naprawdę nie jesteśmy pewni tego co nas spotka. Boimy się nieznanego. „ Niezależnie od lęku przed próżnią, nieistnieniem, równie przerażające może być to, że w momencie śmierci trafimy w ręce sił potężniejszych od siebie, które za nas zdecydują o naszym losie” (*4) Zdecydowana większość ludzi, w tym też ja, mówi, że nie boi się śmierci tylko samego umierania, czyli przejść ze stanu życia do śmierci.„ Śmierć jest wydarzeniem, o którym bardzo niewiele wiemy - każdy umierający jest tu debiutantem. To zupełnie naturalne, że doświadczenie, z którym stykamy się po raz pierwszy, jest dla nas trudne i obawiamy się go - nie wiemy przecież, jak będzie ono przebiegać” (*5) W kulturze Zachodu, czyli w tej, w której zostaliśmy wychowani mamy do śmierci stosunek paniczno-paranoidalny i za wszelką cenę próbujemy wymazać ją z naszej świadomości. Zupełnie inaczej jest, np. w kulturze Meksyku, ponieważ tam „śmierć jest celebrowana na wiele różnych sposobów, podkreśla się śmiertelność człowieka, a święto zmarłych jest radosnym festynem i ucztowaniem.” (*6) Gdy już chociaż w jakimś stopniu poznaliśmy to co może nas spotkać po śmierci, chciałabym poruszyć równie, a może nawet bardziej, ważny dla nas temat, czyli śmierć innych ludzi, a dokładniej kontakt z nimi. Dla każdego z nas utrata osoby nam bliskiej wiąże się z cierpieniem psychicznym, które moim zdaniem jest o wiele gorsze od fizycznego, ponieważ na to nie ma żadnych tabletek i wiele osób nie potrafi sobie z tym poradzić, więc może dlatego wyobrażają sobie zmarłe osoby, jednak to by nie wykluczało też tego, że duchy naprawdę istnieją. W Internecie, aż roi się od różnych historii na ten temat. Na tej podstawie powstało też dużo książek i filmów, które są niezwykle popularne w tych czasach. Jednak czy te postacie zdarzają się naprawdę, czy może to są zwykłe wymysły umysłu ludzkiego, którego możliwości są niezliczone? Na początek



chciałabym, abyśmy poznali słownikową definicję: „duch – substancja niematerialna; w tomizmie mianem ducha określa się Boga, aniołów, dusze ludzkie; w spirytyzmie i idealizmie wszelki realnie istniejący byt, którego zewnętrznym przejawem lub odbiciem (Platon) są ciała materialne.” (*7) Ale czy każdy człowiek po swojej śmierci zostaje na tym świecie ? Myślę, że nie, ponieważ wtedy nie istniałoby niebo i piekło, o którym tak dużo mówi Biblia. Większość źródeł podaje, że na ziemi zostają tylko duszę zmarłych, które pozostawiły po sobie jakieś niedokończone sprawy, ale też możliwe jest znalezienie innych przyczyn takich jak : - niektóre dusze po swojej śmierci nie wierzą w to, że umarły, - są zbyt oszołomieni m.in. przez środki przeciwbólowe, narkotyki czy alkohol, - boją się kary za swoje uczynki , - nie wierzą w Boga, wiec nie mają, gdzie iść, - za życia byli bardzo przywiązani do ziemskich rzeczy materialnych lub niematerialnych, np. samochodu, bliskiej osoby, jedzenia czy picia.. Przeglądając różne strony internetowe na tematy duchów i życia po śmierci dowiedziałam się również tego, że każdy zmarły może skontaktować się ze swoim bliskim jeszcze żyjącym co by wyjaśniało nam ukazywanie się duchów. Ale czy działa to też w drugą stronę? Czy osoby żyjące mogą skontaktować się ze zmarłymi? Otóż odpowiedzi na to pytanie są dwie. Jedna z nich mówi, że żaden z nas nie może skontaktować się ze zmarłymi, a wywoływanie duchów jest zwykłym narażaniem się na działanie szatana, druga natomiast mówi, że można nawiązać taki kontakt, jednak jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ dusze osób wywołanych zazwyczaj pozostają na ziemi i mogą nas nawiedzać, a ten kto je wywołał może mieć duży problem z uzyskaniem spokoju. „ Kto przywołuje duchy dla zabawy, nie dba o ich spokój, nie ma więc mowy o szacunku. Jeżeli ktoś bawi się kosztem duchów, to i one potrafią skrzywdzić dla zabawy. I nie chodzi tu bynajmniej o drobną nauczkę, ale o poważne konsekwencje, które mogą się ciągnąć do końca życia” (*8) Strona naukowa nie popiera istnienia duchów, ponieważ ich bytu na ziemi nie da się udowodnić żadnymi urządzeniami do pomiaru itp. Obecność osoby zmarłej jest zazwyczaj przez nas wyczuwana intuicyjnie, a jak na razie nie wynaleziono przyrządu, który by to nam zbadał. Nie wymyślono także sposobu na to, aby faktycznie być w 100 % pewnym tego, że takowy duch przebywa w danym miejscu, a nauka wierzy tylko w rzeczy pewne i możliwe do zbadania. Jeszcze jednym bardzo ważnym elementem, który potwierdza teorię życia po śmierci jest śmierć kliniczna: „śmierć kliniczna – stan zaniku widocznych oznak życia organizmu, takich jak bicie serca, akcja oddechowa czy krążenie krwi. Od stanu śmierci biologicznej różni się nieprzerwanym występowaniem aktywności mózgu, możliwej do stwierdzenia za pomocą badania elektroencefalograficznego (EEG). W niektórych sytuacjach u pacjenta znajdującego się w stanie śmierci klinicznej mogą zostać przywrócone oznaki życia.” (*9) Jest wiele opowieść na ten temat od osób, które tę właśnie śmierć przeszły, ale każda z nich mówi o życiu pozagrobowym. Zdecydowana większość opowiadała o tym, że widziała swoje ciało oraz to, co się z nim działo podczas jej „nieobecności „ , niektórzy przechodzili przez tunel, a jeszcze inni mogli się przenosić w inne miejsca i widzieć rzeczy, których normalnie nie byliby w stanie zobaczyć ze względu na swój czasowy stan. Ludzie ci mówili także o tym, że po „wyjściu” ze swojego ciała czuli się bardzo dobrze oraz beztrosko. Nie dokuczały im żadne objawy chorób ziemskich. Niestety nie wiadomo, na ile były słuszne te historie i nikt nie będzie mógł ich potwierdzić dopóki sam czegoś takiego nie przeżyje. Każdy z nas ma odmienne pojęcie o śmierci i tak naprawdę wszystkie poglądy na ten temat mogą okazać się nieprawdziwe. Nikt też nie może dać nam 100 % pewności , że po zgonie istnieje dalsze życie. Wszyscy będziemy musieli zmierzyć się samotnie ze śmiercią i dopiero wtedy będziemy mogli się przekonać jak jest naprawdę „ po drugiej stronie” i żadne opowieści nawet te z najbardziej wiarygodnych źródeł nie dadzą nam ukojenia w strachu, który nosimy względem śmierci. Musimy także pamiętać, że śmierć nie koniecznie jest tak straszna jak mówią o tym media i w rzeczywistości może się ona okazać przejściem do lepszego i piękniejszego życia … Magdalena Gehfeld Talenty w podziemnych tunelach.

Bronx2

Opinie na temat przedstawienia „Ande[R]grand" 25. września, dzień po premierze spektaklu, uczniowie „Bronka” odwiedzili Centrum Kultury i Spotkań Międzynarodowych w Białogardzie, gdzie mieli okazję zobaczyć „Ande[R]grand”- czyli „Metro” w wersji młodych zdolnych- grupy G91. Niemałe role odegrali tam uczniowie naszej szkoły, którzy popisywali się nie tylko wspaniałymi głosami, ale również tańcem. Oto kilka opinii na temat spektaklu: Przedstawienie "Ande[R]grand" Zadzwiło mnie swoim profesjonalizmem i wysokim poziomem gry aktorskiej. W trakcie spektaklu przeżywaąłm chwile wzruszenia i przeniosłam się w czasy mojej młodości. Zupełnie zapomniałam o tym, że oglądam swoich uczniów. Widziałam wiele amatroskich widowisk i musicali, ale żadne nie zdołało wprawić mnie w tak melancholijny nastrój. Z całego serca gratuluję aktorom i ich opiekunom. Oby tak dalej! ~p. Dominika Mielczarek, pedagog szkolny Cały spektakl był w pełni gotowy już w czerwcu. Niestety, na ostatniej próbie przed premierą los obdarował nas złamaną nogą. Po dwumiesięcznej przerwie pozbieraliśmy wszystko jeszcze raz i w pełni gotowi ruszyliśmy na podbój widowni. Do tej pory wystawiliśmy siedem spektakli i mam nadzieję, że na tym się nie skończy.



Jak wyglądało to wszystko "od kuchni"? Z mojego punktu widzenia początkowe występy nie wypadały tak jak być powinny. Śpiewałam z niewyleczonym przeziębieniem, które jak na złość zaczęło ustępować tuż po środowej premierze. Dopiero na ostatnim spektaklu mój głos brzmiał tak jak powinien brzmieć od samego początku..o ironio. Bądź co bądź najlepsza w tym wszystkim była cała ekipa, która tworzyła „Ande[R]grand” -od gimnazjalistów po studiującego w na Akademii Muzycznej w Gdańsku absolwenta Bronka. Wszyscy teraz tęsknimy do wspólnych chwil. Bez prób, choreografii, śpiewania, żartów, siedzenia do późna... czujemy się niekompletnie.Wspominając wszystkie spektakle mam przed oczami duuużo śmiechu i śpiewu...a w przerwach między śpiewem i tańcem, przebieranie z prędkością światła między jedną sceną a drugą i bezbłędne rogaliki, które zrobiła dla nas mama Sebastiana - jednego z głównych aktorów. ~Ada, odtwórczyni roli Maji Nie spodziewałam się, za co przepraszam moich znajomych z G91, takiego poziomu występu. Wszyscy byli przygotowani zaczynając od strojów na wyćwiczonych gardłach kończąc. Efekty i oświetlenie zrobiły na mnie ogromne wrażenie, chociaż nie obyło się bez małych potknięć- i dosłownych i tych technicznych. Moją uwagę szczególnie przyciągnęła choreografia oraz trzy wspaniałe głosy – Ady Kuśmy, Marcina Franca oraz, w szczególności, Natalki Adamczyk. ~Patrycja Musical „Ande(r)grand” uważam za udany. Podobał mi się. Mimo tak młodego wieku aktorzy pokazali, iż dzięki współpracy i zaangażowaniu można stworzyć coś na prawdę dobrego. Niestety, otwarte zakończenie trochę mnie zawiodłobyłam ciekawa, co się dalej wydarzy, ale scenariusz pozostawił mnie w niewiedzy. Gra aktorska była w porządku , wokalnie też było zadowalająco. Przytrafiły się dwie zabawne wpadki jednak nie zdekoncentrowały one aktorów. Spektakl był zmienioną wersją „Metra”, ale udaną. ~Iza Hmm… jak mi się podobał występ. No cóż co tu dużo gadać był rewelacyjny. Widać było, że wszyscy włożyli w to dużo pracy i wysiłku. Najbardziej zapadł mi w pamięci Marcin Franc, który był na scenie powalający. Zachwycał nie tylko śpiewem ale również samą grą. Jeżeli chodzi o żeński repertuar to do dziś wspominam „Litanie” w wykonaniu Natalii Adamczyk. ~Dominika Niestety miałem dość kiepskie miejsce i praktycznie nic nie widziałem, bo zasłaniał mi głośnik. Zwróciłem jednak uwagę na techniczną stronę spektaklu- ciekawe efekty np. dym, podobały mi się tło i stroje. ~Michał Patrycja Więch Gdybym nie była nauczycielem... Wywiad z prof. Elżbietą Gronowską



1. Kim chciałaby Pani być, gdyby nie była Pani nauczycielem? Gdybym nie była nauczycielem, to bardzo chciałabym być podróżnikiem. 2. Zaleta bycia nauczycielem to … Większość społeczeństwa odpowiedziałoby, że zaletą bycia nauczycielem są długie wakacje. Dla mnie nie one są najważniejsze. Pozytywnym aspektem mojej pracy jest to  że przebywając z młodzieżą można wciąż czuć się młodym – oczywiście duchem (bo ciała nie da się oszukać). 3. Wada bycia nauczycielem to … Wadą mojej pracy jest to  że z powodu braku szacunku dla wiedzy, żeby czegoś nauczyć trzeba czasami być katem. Wbrew opiniom psychologów na młodzież bardziej działa system kar niż nagród. Nie na wszystkich, ale niestety na większość… 4. Wada Pani charakteru to … Nie mam wad (śmiech). O to trzeba byłoby spytać moich bliskich. Wymieniliby mnóstwo moich wad. Ale ja ich wam nie zdradzę… 5. Kiedy zaczęła się Pani interesować matematyką? Dopiero na studiach. Do tego czasu matematyka była przedmiotem, który z powodu fantastycznych nauczycieli lubiłam bardziej niż inne. 6. Czy była Pani dobra w szkole z przedmiotów humanistycznych? Z niektórych tak, z niektórych nie. Oceny miałam bardzo dobre lub dobre, ale nie byłam nimi zainteresowana. Wiele zależało od nauczyciela, który zachęcał albo zrażał do swojego przedmiotu. 7. Była Pani kujonem? Nie, nie byłam. Będąc systematycznie w szkole, uważając na lekcjach wiele zapamiętywałam. Z tego powodu w domu nie trzeba było długo siedzieć nad zeszytami czy książkami. Można było ten czas poświęcić na czytanie literatury innej niż lektury szkolne. 8. Czego nie cierpi Pani ponad wszystko? Głupoty i bezpodstawnego zadufania w sobie. 9. Sposób na pozbywanie się stresu to … Spacer, dobre jedzenie lub film. 10. Pani hobby to … Podróże. 11. Rzecz, którą ma pani zawsze przy sobie to … Nie ma takiej rzeczy. Zdarza mnie się nie mieć przy sobie nawet dowodu osobistego czy pieniędzy, szczególnie wtedy gdy są potrzebne. 12. Ulubiona zabawka z dzieciństwa to … W dzieciństwie nie bawiłam się jak większość dziewczynek lalkami. Wolałam z moimi kolegami wspinać się na drzewa czy dachy. Place budów były bardzo fascynujące … 13. W jakiej reklamie zgodziłaby się Pani wystąpić? W żadnej. Reklama ma zachęcać do kupna tego czy tamtego, czasami wcale nie wartego naszych pieniędzy czy zachodu. Nie nadaję się do reklamy. Jestem za wolnością wyboru, bez psychologicznych manipulacji. 14. Komu chciałaby Pani uścisnąć dłoń? Nie ma szczególnej osoby, której chciałabym uścisnąć dłoń. 15. W jakiej epoce chciałaby Pani żyć? Dobrze mi tu i teraz. Więc epoką, w której chciałabym żyć, jest współczesność. Znam zalety i wady obecnego czasu, w innych epokach nie było ani lepiej, ani gorzej. 16. Co zmieniłaby Pani na świecie? Chciałoby się rzec „PEACE for WORLD”. Chciałabym, że ludzie bardziej szanowali drugiego człowieka i przyrodę. Wtedy nie byłoby wojen czy głodu. Kącik rozrywki
Zagadka "Ilu profesorów, w naszej szkole, uczy języków obcych?" Wysyłajcie swoje odpowiedzi na bornx2@o2.pl. Spośród wszystkich poprawnych wylosujemy jedną, a jej autor otrzyma niespodziankę. Macie czas do 23.11.2012 roku. Nie zapomnijcie napisac jak się nazywacie i do której klasy chodzicie!


Naukowcy odkryli, że strach przed matematyką uaktywnia rejony mózgu odpowiedzialne za odczuwanie bólu. Oznacza to, że lęk przed tym przedmiotem może powodować prawdziwe dolegliwości. źródło: bezuzyteczna.pl Przed sprawdzianem nauczyciel oświadcza: - Wierzę głęboko, że dzisiaj nikogo nie przyłapię na ściąganiu. - I my też wierzymy! - odpowiada chórem klasa. Panie władzo! Szybko! Tam za rogiem ulicy... - wołają dwaj zadyszani chłopcy do przechodzącego policjanta. - Co się stało? - Tam... nasz nauczyciel... - Wypadek?! - Nie... on nieprawidłowo zaparkował! Na jednej z uczelni student podchodził do egzaminu w sesji zerowej. Bardzo mu zależało na wcześniejszym terminie, ale też nie przygotował się jak należy. Profesor, zdegustowany stanem wiedzy młodego człowieka, otworzył drzwi i zwrócił się do oczekujących na egzamin: - Przynieście siano dla osła. - A dla mnie kawy! - dodał egzaminowany