Musisz zainstalować flash player pobierz instalator









w numerze:
Bronx

Witamy Was, Drodzy Czytelnicy !  "Oddajemy w wasze ręce nowy a zarazem pierwszy numer "Bronxa" w tym roku szkolnym. Jak zawsze staralismy sie aby w naszej gazetce znalazły się artykuły bardzo zróżnicowane, tak aby zadowolić każdego czytelnika ! Miłego czytania !" Redakcja Bronxa ! Sukcesy, sukcesy, sukcesy...

Bronx

Paweł Wdowczyk z klasy 3E to jedyny uczeń z Koszalina i jeden z 26 nagrodzonych prestiżowym stypendium Ministra Edukacji Narodowej. Takie wyróżnienie otrzymują jedynie najlepsi uczniowie z całej Polski, wygrywają olimpiady i zwyciężali różne konkursy na arenie krajowej i międzynarodowej. Dnia 3 listopada 2011 Paweł odebrał tą zaszczytną nagrodę. Serdecznie gratulujemy ! Paweł Raczewski Marcel Kanarek,uczeń klasy III E zdobył wicemistrzostwo Europy w szachach do lat 18!!! Na swoim szachowym koncie ma także srebrny medal w kategorii do lat 14 w Mistrzostwach Świata juniorów. Jest trzykrotnym medalistą drużynowych mistrzostw Europy juniorów do lat 18  dwukrotnie złotym oraz srebrnym. Serdecznie gratulujemy ! Paweł Raczewski Wywiad z Janem Nowickim.
Jan Nowicki - polski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, pedagog, jeden z najwybitniejszych polskich aktorów. Zdobywca wielu nagród i odznaczeń, juror, oceniający poziom krótkometrażowych filmów, nadesłanych na europejski festiwal ‘Integracja Ty i Ja’, ale przede wszystkim mąż, ojciec oraz wspaniały i niezmiernie sympatyczny człowiek, z którym w wywiadzie dla ‘Bronxa’ zgłębimy największe tajniki jego przygody z aktorstwem oraz filmem.
Bronx

BRONX: Na samym początku chcielibyśmy się Pana spytać, jak rozpoczęła się Pana przygoda z filmem? Jan Nowicki: Z filmem ? Bardzo, bardzo typowo. Jak kończyłem szkołę teatralną przyjechał, pamiętam, Andrzej Żuławski do Krakowa i zapraszał na próbne zdjęcia do ,,Popiołu" Andrzeja Wajdy. Pojechałem i  przeszedłem te próbne zdjęcia. Na początku miałem grać Cedre, potem okazało się, że gram Kapitana Weganowskiego, a także będąc jeszcze w szkole teatralnej nakręciłem swój pierwszy film i nieszczęścia popłynęły, jak z rogu obfitości. Nazbierało się tego bardzo dużo, zacząłem zawodowo. BRONX: Czym jest dla Pana aktorstwo ? Tylko pracą czy również i pasją ? Jan Nowicki: No wiesz, jeżeli ktoś traktuje aktorstwo, jako pracę, to już go nie ma. To nie jest produkcja salcesonu, chociaż i do tego trzeba mieć talent i pasję, żeby to dobrze oraz porywająco wykonywać. To jest moja pasja, to jest moje spełnienie, spełnienie, na które natrafiłem całkiem przypadkowo, bo ja nie bardzo chciałem być aktorem. Miałem problemy z ukończeniem średniej szkoły, potem dyrektorka kazała mi zdawać do szkoły teatralnej w Łodzi, wyrzucili mnie z niej, rok pracowałem w kopalni i znowu trafiłem do szkoły teatralnej w Krakowie, ale nie dlatego żeby być aktorem, tylko żeby mnie do wojska nie wzięli (śmiech). Później, na drugim roku, zorientowałem sie, że to jest zawód absolutnie pasjonujący i zacząłem sie bawić w studiowanie , studiowanie samemu ze sobą, nie na żadne oceny. Zacząłem sam zgłębiać tajemnice tego fachu i już za 4 lata byłem dziekanem tej uczelni oraz prodziekanem. Zaangażowałem sie do starego teatru, gdzie byłem całe życie, bo nie było powodu, żeby sie z Krakowa gdziekolwiek przenosić, dlatego że to było w latach 70-80. Jedna z czołowych scen świata, reżyserował tam Andrzej Wajda, młody Jarocki, Kondrat Świnarski, Aleksander Bartini - najlepsi reżyserzy. Było 40 tys. zrzeszonych miłośników teatru, to bardzo teatralne miasto. Tam przeżyłem całe swoje młode i dorosłe życie,

Bronx " Ja jestem takim gościem, który ,żyje tak, jak niesie go fala. "

co wcale nie oznacza, że nie mógłbym robić czegoś innego. Do końca nie jestem przekonany, czy aktorem powinienem być. Moją pasją było zawsze pisanie i to nie takie pisanie, jak tam aktorzy pieprz,ą co na planie sie dzieje, jakieś anegdoty, tylko prawdziwe pisanie. Jestem autorem 2-3 książek, scenariuszy, tekstów do piosenek, muzyki Grzegorza Turnała i tak dalej, i tak dalej... wiec wydaje mi się, że mógłbym pisać, gdyby moje życie potoczyło sie inaczej, gdybym był mądrzejszy, więcej i lepiej znał języki. Stałbym sie pisarzem, co jest rzeczą ciekawszą, ale zarazem i biedną, bo pisarze to biedni ludzie, zwłaszcza poeci. Jednak to takie pasjonujące - mieć przed sobą pustą, białą kartkę i próbować na niej coś wyczarować. Nie trzeba na to żadnych pieniędzy, niczego, tylko wystarczy Ci Twoja wyobraźnia i umiejętność pisania. BRONX: Odnośnie do poruszonego tematu - jest Pan człowiekiem bardzo ambitnym. Czy ma pan jakieś cele, które chciałby Pan jeszcze osiągnąć, czy czuje sie Pan w 100 % spełniony? Jan Nowicki: Skąd Ci przyszło do głowy, że jestem człowiekiem ambitnym? Ależ nie, nie jestem człowiekiem wcale ambitnym i nigdy nie stawiałem przed sobą żadnych celów. Ja jestem takim gościem, który żyje tak, jak niesie go fala. Nie mam żadnych marzeń aktorskich, zawsze ktoś mi coś zaproponuje i ja miałem szczęście urodzić się w tym czasie, dlatego że komuna była bardzo dobrym okresem dla sztuki. Nie ma lepszego okresu dla sztuki, jak okres zniewolenia. Trafiłem do znakomitego teatru i udało mi sie zagrać ze 4-5 ról, które były wspaniałe i są dziś w encyklopedii.

Bronx

Reszta to są role podobne do tych najznakomitszych. To samo było z filmami. Filmów nakręciłem ponad 200. Podsumowując - po co mi marzenia? Ktoś mi coś zaproponuje, a jak nie zaproponuje to siądę i zacznę pisać. Na szczęście mam z czego żyć. Może wyreżyseruje jakiegoś Czechowa, a może napiszę Halince Młynkowej - żonie mojego syna, kilka piosenek. BRONX: Pomimo tego grał Pan w wielu filmach, który zapadł Panu najbardziej w pamięci? Jan Nowicki: Z różnych powodów różne filmy zapadają w pamięć. Długo przez wiele lat traktowałem film bardzo niepoważnie, bo realizowałem sie w teatrze, a film uważałem za sztukę podrzędna. Najważniejsza gałęzią kultury jest literatura, muzyka, malarstwo. Kino to młoda muza, tu chodzi o biznes, pieniądze itd. Ja grałem bardzo często z rożnych powodów: żeby zarobić jakieś pieniądze. żeby wyjechać w świat. Grałem, bo była piękna partnerka, bo był fajny kumpel, bo reżyserowała to moja żona Mártą Mészáros. Jednak czasami zdarzały sie na szczęście bardzo ciekawe pozycje, dzięki którym mogę dzisiaj spojrzeć na siebie, jako na aktora. Były to takie pozycje, jak ‘Sanatorium pod Klepsydrą’ Wojciecha Hasa czy ‘Spirala’ Zanussiego, wiele filmów Márty Mészáros. Za największą role mojego życia uważam ‘Niepochowanego’ Márty Mészáros z 2004r. na Węgrzech. BRONX: Czy wspiera pan młode talenty ? Mamy tu na myśli młodych aktorów, reżyserów. Jan Nowicki: Zawsze, jeżeli debiutant, np. reżyser, proponuje współpracę, jestem pierwszy, który mu pomaga. Staram się jednak zachowywać się tak, aby im sie nie wydawało, że jest pięknie i łatwo. Nie należę do tych panów, którzy sie odmładzają przy pomocy kochania młodzieży. Jeżeli młodzież jest inteligenta i fajna, to ich lubię a jak jest głupia, to niech spieprza. BRONX: Co Pana skłoniło do przyjazdu tutaj? Jan Nowicki: Basia, dyrektorka jest osobą bardzo operatywną. Są pewne imprezy, tematy, których się nie odpuszcza , nie wolno. Jeśli jest taki festiwal dotyczący integracji Ty i Ja  ludzi niepełnosprawnych, to tam sie idzie. Zdarzało mi sie występować z ludźmi niepełnosprawnymi w teatrze w Krakowie. Są to osoby mi bliskie. Może dlatego, że sam zaczynam być niepełnosprawny. Niepełnosprawność zaczyna sie w dzieciństwie, a kończy na starość. To w środku jest ta chwila, kiedy można przeskoczyć świat. Przyjechałem dlatego, że uważałem, iż to jest mój obowiązek, Bardzo lubię patrzeć i rozmawiać z tymi ludźmi. Niekoniecznie sie do nich uśmiechać (łałałąłałała) i odbierać ich w stylu: jestem miły dla Ciebie, bo jesteś na wózku. Trzeba normalnie traktować tych ludzi. BRONX: W tym festiwalu jest Pan jurorem. Co bierze Pan pod uwagę, oceniając prace konkursowe? Jan Nowicki: Tutaj mam fachowców od tego. Oni nadgryzają moja psychikę. Trzeba patrzeć pod tym kątem: to co pomaga ludziom na wózkach i co wnosi do umysłów tych, którzy chwilowo nie jeżdżą, to co wzrusza, edukuje, ale co jest pięknie i skromnie pokazane. Bez żadnych technicznych nowinek. BRONX: Czy jest Pan za tego typu festiwalami?

Bronx

Jan Nowicki: Oczywiście, że jestem, jak miałbym nie być! Tylko nie chciałbym, żeby te festiwale były alibi dla tych ludzi, którzy sie tym nie zajmują. Taki ochłap rzekomego, chwilowego zainteresowania. Jest to szalenie pozytywne, ale chętnie zrezygnowałbym ze wszystkich festiwali na rzecz tego, żebyśmy rzeczywiście fantastycznie współżyli z niepełnosprawnymi. BRONX: Co by Pan powiedział wszystkim ambitnym, młodym ludziom, którzy planują związać swoją przyszłość z kinematografią? Jan Nowicki: To samo co bym powiedział młodym piekarzom, kierowcom i piosenkarzom. Niech sobie wybierają co chcą, niech sie starają zrobić coś w tej branży. Byle się tylko nie spodziewali, że tam czekają ich jakieś szczególne wzruszenia, chociaż rzeczywiście będą się one pojawiać, ale sami musza to wygrzebać pazurami spod ziemi. Zresztą dzisiaj każdy może być filmowcem. W moich czasach nie mieliśmy takich możliwości, jak obecnie. Teraz wystarczy, że kupisz byle jaką kamerę. Zobacz, np. ona jakieś gówno ma przede mną, co  prawdopodobnie fotografuje i nagrywa. Jak sie ma talent i coś do powiedzenia, to dzisiaj można łatwiej funkcjonować w tym świecie. BRONX: Bardzo dziękujemy Panu za wywiad i życzymy samych sukcesów w dalszej karierze. Jan Nowicki: Ja również bardzo dziękuję, trzymajcie się. Klaudia Wingert Aleksandra Iwan Iza Pankowska Igor Kołodziejek Wiesz, czujesz, rozumiesz – Integracja Ty i Ja.

Bronx

"Europejski Festiwal Filmowy Integracja Ty i Ja  odbywający się w Koszalinie, z roku na rok gromadzi coraz więcej widzów i sympatyków. Głównym celem Festiwalu jest integracja środowisk osób niepełnosprawnych ze społeczeństwem poprzez prezentację filmów o tematyce, problemach i życiu osób niepełnosprawnych." Powyższy tekst to informacja ze strony internetowej, sztywna regułka, która zapoznaje nas z główną ideą festiwalu. W tym roku do wolontariatu zgłosiło się sześć osób z naszej szkoły. Z jednej strony zdaje się,że to tak niewiele, bo w jaki sposób jedna setna uczniów Bronka poradzi sobie z tyloma chorymi ludźmi, potrzebującymi pomocy, dosłownie na każdym kroku? Wtedy zdawało nam się to komiczne, a zarazem trochę przerażające. Nie byliśmy do końca pewni, czy naprawdę chcemy tam iść. Nikt nie komentował głośno podjętej decyzji, ale każdy z nas wciąż zadawał sobie pytania: czy zniesiemy widok tych ponurych twarzy? Tego przygnębienia i smutnych oczu, które zapewne kiedyś tryskające radością, dziś przygasają, ukazując jedynie ból i ogromne cierpienie? Jednak wszystko było już ustalone – zwolnienie wisiało w pokoju nauczycielskim, a my z każdym krokiem zbliżaliśmy się do miejsca, w którym spędzić mieliśmy całe trzy dni. Nie chcieliśmy dać po sobie poznać jak bardzo boimy się wzajemnych reakcji. Zacisnęliśmy zęby i zrobiliśmy, co do nas należy. 10. września 2011r. to dzień zakończenie festiwalu. Biblioteka, kilka straganików, biały namiot, niby naprawdę nic wielkiego. Brak jakichkolwiek szczególnych atrakcji. Z pozoru nudny festiwal, na który poszliśmy ze względu na wyświetlane filmy. Jakiś szczęśliwiec wraca z nagrodą publiczności i pierwszym miejscem za najlepszy film krótkometrażowy, organizatorzy mają sporo do zrobienia, gazety rozpisują się na temat przebiegu całego przedsięwzięcia. Ale jakie oni mają pojęcie o tym, co tak naprawdę się tam działo? Żadne. Opisują to  co zobaczyli przez zaledwie kilka

Bronx " Dziś jestem innym człowiekiem, jesteśmy innymi ludźmi. " czy z niesprawnymi nogami, najważniejsze, co dalej zrobimy ze swoim życiem. Scenariusz został ułożony, nie mamy na to wpływu, jednak tak niewiele potrzeba, aby stać się reżyserem filmu, w którym gramy główną rolę. Nieważne jest jacy się urodziliśmy, ważne do czego w życiu doszliśmy i jakimi staliśmy się ludźmi.

minut, i wciskają ludziom suche fakty, przedstawiają łzawe historyjki o ludziach z upośledzeniem, o ludziach cierpiących i słabych, ludziach, którzy nie znają życia. Jak bardzo się mylą! Czy, mówiąc to  nie jestem hipokrytką? Moje myśli, uczucia wędrowały tym samym szlakiem, co emocje dziennikarzy, zmuszonych napisać artykuł do nudnych gazet. Jest jednak słowo, które różni mnie od nich - "wędrowały". Dziś jestem innym człowiekiem, jesteśmy innymi ludźmi. Być może brzmi to  jak taki tani chwyt marketingowy, ale co innego mogę powiedzieć? Pobyt z niepełnosprawnymi obudził we mnie chęć do życia. Po przyjściu tam, zobaczyłam zupełnie coś innego, niż się spodziewałam. Już od progu przywitały nas radosne okrzyki, szerokie i szczere uśmiechy. Takiego czegoś nie dostrzeże się na ulicy. Krok za krokiem mijaliśmy dorosłych na wózkach inwalidzkich, niewidomych, głuchoniemych, dziewczynki z zespołem Downa. Owszem, widok tego wszystkiego ściskał za serce, ale pierwsze wrażenie było tylko chwilowym złudzeniem. Już po kilku sekundach znikały wszystkie złe myśli, wszystko odchodziło w nicość, liczyła się tylko pozytywna energia, energia tryskająca od tych ludzi. Ich siła, chęć walki, odwaga stała się "wirusem"." Wirusem" zarażającym po kolei każdego, kogo napotkał na swojej drodze. Nigdy w życiu nie przeżyliśmy czegoś tak wspaniałego. Dziesiątki wolontariuszy z całego Koszalina i ci ludzie… "Nie jest ważne, kto kim się urodził, ale czym się stał’ – J.K.Rowling. Nie jest istotne czy urodziliśmy się niewidomi,

Bronx

Organizatorzy postanowili przybliżyć zdrowym osobom, przeżycia "bohaterów festiwalu". Z tego też powodu na niewielkim deptaku rozstawione zostały wózki inwalidzkie i tor przeszkód. Każdy chętny mógł wcielić się w osobę niepełnosprawną. Wystarczyło po prostu usiąść i pojechać. Zobaczyć, poczuć, co codziennie muszą przeżywać chorzy. Kiedy nogi bezwładnie opadają na dolne oparcie, a ty nic nie możesz zrobić. Kiedy wszyscy dziwnie się na ciebie patrzą, z żałością i politowaniem zarazem. Widzisz tę mieszaninę smutku oraz pewnego rodzaju obrzydzenia na ich twarzach i nagle pojawia się ogromna ochota, aby po prostu wstać i pobiec. Pobiec przed siebie, oderwać się od rzeczywistości. Żyć. Ale niestety, czasu cofnąć się nie da  znów pozwraca bezsilność i bezradność, która zdaje się być największym wrogiem…ale jesteś zdrowy. Wstajesz z wózka i po prostu idziesz przed siebie. Cały świat zwalnia tempo, czas płynie bardzo wolno, chcesz teraz wykorzystać każdą sekundę swojego życia, bo masz świadomość , że nie wiesz, co jutro może ci się przytrafić. Mijasz tych wspaniałych ludzi, słyszysz ich, wiesz, co przeżywają, co czują, w jaki sposób patrzą na innych, jak widzą to  co ich otacza, czym jest dla nich życie. Widzisz jak bardzo jest ono ulotne i kruche. Zrozumiałeś, dlaczego tak bardzo cieszą się z każdego najdrobniejszego szczegółu. Jesteś jak oni, jesteś jednym z nich. Tym jest właśnie integracja. Integracja Ty i ja. Klaudia Wingert Dziękujemy Steve !

Bronx

„Z każdą śmiercią człowieka ginie cały nieznany świat”. Wydaje się, że słowa Antoine’a de Saint-Exupéry’ego idealnie pasują do tej smutnej chwili. Odszedł ktoś wyjątkowy, a wraz z nim tysiące niezrealizowanych projektów i wizji, które mogły cieszyć następne pokolenia. Dziękujemy, Steve! "Firma Apple straciła genialnego wizjonera i twórcę, cały świat – wspaniałego człowieka. Ci z nas, którzy mieli szczęście poznać Steve’a i pracować z nim, żegnają wyjątkowego przyjaciela i nauczyciela – był dla wszystkich źródłem nieustającej inspiracji. Steve zostawia po sobie firmę, której nie mógł stworzyć nikt inny. Jego duch zawsze będzie fundamentem Apple’a." Podowem śmierci byłego CEO Apple była niwydolność oddechowa i rak trzustki... Paweł Raczewski „91 lat pó́źniej”

Bronx Bronx

22 paź́dziernika 2011r. uczniowie naszej szkoły wybrali się do kina "Kryterium" na najnowsze dzieło Jerzego Hoffmana „1920 - Bitwa Warszawska”. Film opowiada historię tancerki Oli i jej męża Jana (w tych rolach: Natasza Urbańska i Borys Szyc). Tuż po ś́lubie Janek opuszcza młodziutką żonę i wyrusza walczyć na front polsko - bolszewicki. Tam zostaje błędnie uznany za sowieckiego szpiega i skazany na degradację i śmierć za napaść na żołnierza starszego stopniem. Atak Armii Czerwonej paradoksalnie ratuje Janowi życie. Trafia do niewoli i jest pod władzą bolszewickiego czekisty Bykowskiego (w tej roli fenomenalny Adam Ferency). Później dołącza do grupy Kozakó́w. W tym czasie Ola musi odrzucać́ zaloty szantażującego ją kapitana Kostrzewy. Ostatecznie decyduje się zostać́ sanitariuszką. W czasie bitwy przyłącza się do walki. Czy spotka męża? Tego nie zdradzę, ale zachęcam do wybrania się do kina. Pierwszy polski film w technologii 3D uważam za udany. Choć́ są momenty, kiedy obraz delikatnie się „rozjeżdża”, produkcja zasługuje na pochwałę, głównie dzięki zdjęciom Sławomira Idziaka. Niestety, Natasza Urbańska nie sprawdziła się jako aktorka. Owszem, śpiewa i tańczy bardzo ładnie, ale kwestie wypowiada w sposób wyjątkowo przesadny. A szkoda, bo z tego powodu Ola wzruszyła mnie tylko w jednym momencie; w pozostałych raczej chciało mi się ś́miać. Uznanie należy się Łukaszowi Garlickiemu za  z pozoru mało ważną, rolę księdza. Choć́ postać, w którą się wcielił jest epiozdodyczna, Garlicki zagrał ją świetnie. W filmie nie zabrakło też „starej gwardii”, czyli Daniela Olbrychskiego (Piłsudski), Jerzego Bończaka (kapitan Kostrzewa), Mariana Dziedziela (generał Tadeusz Rozwadowski) czy Ewy Wencel (Ada). Raz jeszcze zachęcam do wybrania sie na „Bitwę...”- naprawdę warto. Warto dla aktorów, warto dla Hoffmana, warto dla muzyki Krzesimira Dembskiego, ale przede wszystkim warto dla wielkiej wagi wydarzenia historycznego, o którym film opowiada... Paulina Rodak Migawka z „Migawek”

Bronx

Obie młode, śliczne, uczennice naszej szkoły i do tego bardzo zdolne. O kim mowa? O Kasi Szostak (klasa II m) i Sarze Szostak (klasa II h). We wtorek, 25 października w Pałacu Młodzieży otwarcie miała wystawa fotografii dziewczyn. Kasia i Sara nie są spokrewnione- łączy je zamiłowanie do fotografowania i obie od 4 lat są wychowankami pracowni fotograficznej Pałacu Młodzieży. Wystawa składa się z czarnobiałych zdjęć. Choć autorki miały takie samo zadanie- uchwycić chwilę z życia- zrobiły to na swój własny sposób, czego efektem jest bardzo ciekawa wystawa. Prace dziewczyn można podziwiać w Pałacu do dnia 31 października, a po autografy zapraszam do klasy IIm i IIh. Paulina Rodak Kasia Szostak Sara Szostak Nowości z Cupertino. Johny English wraca !!!

Bronx

Jakie możliwości daje nam dostęp do internetowego sklepu Apple? Krótko mówiąc, wiele ! Stałymi bonusami dla krajów z dostępem do Apple Store jest możliwość zamówienia ich sprzętu ze specjalnie wygrawerowanym napisem. Dostępną mamy również specjaną edycję iPodów, której nie dostaniemy nigdzie indziej. Zapewne ważnym elementem dla uczniów i nauczycieli jest rabat edukacyjny, który obniża cenę o 6%. Zamówienia nie są realizowane z Polski, wszystko wysyłane jest z najbliższego sklepu Apple, czyli z Irlandii. I tu pojawia się mały problem... Sprzęt na stronie producenta jest strasznie drogi. Związane jest to z opłatami celnymi i innymi urzędowymi sprawami. Tanie produkty giganta z Cupertino możemy znaleźć na przykład w Media Markt. Apple Store to duży krok do przodu i na pewno znaczny postęp w rozwoju sprzętu Apple w Polsce. Mimo wysokich cen, sklep oferuje pełną gamę produktów. Gdy Apple postanowi jednak otworzyś swój oficjalny sklep w Polsce ceny w sklepie internetowym powinny spaść. Ja osobiście czekam na rozwój sytuacji i mam nadzieję, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku. Paweł Raczewski Pamiętacie tego superagenta? Jeżeli nie, to żałujcie! Dziś znowu powraca do nas z kolejną dawką swoich "kocich ruchów i zabójczych min". Kontynuacja filmu z 2003 roku goni najlepsze komedie kina. Pełna śmiesznych sytuacji i charakterystycznych dla głównego bohatera zachowań. Tym razem nasz Johny ma trudniejsze zadanie do wykonania. Nie obejdzie się bez przeszkód na drodze do realizacji jego tajnej misji, a im trudniej, tym weselej :). Dla miłośników płci pięknej też się coś znajdzie - obok Rowana Atkinsona występuje także urodziwa Natalie Imbruglia. Dla wszystkich się coś znajdzie. Myślicie, że tym razem ten słynny agent nie osiągnie zamierzonego celu? O tym już chyba sami powinniście się przekonać. Pełne 108 minut dla każdego! Looney0504 Pierwsze wrażenia...

Bronx

Dryyyyyyyn ! - usłyszałam donośny odgłos, który wydawał budzik w telefonie. Chyba pierwszy raz nie miałam oporów, żeby wstać rano. Nie mogłam się doczekać, kiedy poznam klasę, szkołę i nauczycieli. Chciałam dowiedzieć się jak wygląda nauka w liceum. Starsi znajomi ostrzegali, że będzie o wiele trudniej. Prawdę mówiąc jakoś mnie to nie przeraziło, poza tym przez pół miesiąca mieliśmy okres ochronny. A zatem, wstałam, uszykowałam się, co zajęło mi dość dużo czasu, (wiadomo jak ważne jest pierwsze wrażenie), i z pośpiechem poszłam na busa. Do szkoły spóźniłam się o około 3 minuty. Na holu ani żywej duszy, a ja nie wiem, gdzie mam lekcje. Nie ma to jak pierwszy dzień. Szukam na planie ID  poniedziałek, pierwsza lekcja. Jest! Rosyjski lub angielski, tylko skąd mam wiedzieć, w której grupie jestem? I gdzie mogą być sale o podanych numerach ? Pani na holu poinformowała mnie gdzie szukać. Oczywiście po drodze przerwałam lekcje kilku klasom, myląc numery sal. Biorąc pod uwagę fakt, że w przeciwieństwie do rosyjskiego, po angielsku umiałam powiedzieć „dzień dobry”, udałam się do klasy z angielskim. Jednak pani odesłała mnie na rosyjski. Weszłam nieco speszona i usiadłam do ławki. Nasępne lekcje szybko mijały. W trakcie przerwy odnalazłam bufet, co pozwoliło mi poskromić małego głoda, który prześladował mnie od rana. Niestety nie obeszło się bez mylenia klas, mimo że gimnazjum, do którego uczęszczałam nie było aż tak małe, trudno było mi się odnaleźć w nowej szkole. Dziś, po ponad miesiącu już nie mylę sal i pamiętam imiona nowych znajomych. Jednak musi jeszcze minąć sporo czasu, zanim poczuję się całkiem jak „u siebie” .  Ang . Ten plac zabaw to Teatr.
Wszystko zaczęło się od styczniowych przesłuchań w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym do sztuki "Romeo i Julia" w reżyserii Cezarego Domagały. Zgłosiłam się od razu. Zaśpiewać? Łatwizna. Zadeklamować? Jeszcze łatwiej. Zatańczyć? Kto nie kocha tańczyć? Byłam pewna siebie.
Bronx

Patrząc z perspektywy czasu zbyt pewna. I to mnie zgubiło. Zostałam na lodzie bez roli, zła na cały świat i reżysera, który nie dał mi szansy zaistnieć. Myślałam " Jeszcze wam pokażę!". Z pomocą przyszedł mi pan Rafał Wołyniak - pracownik BTD, niegdyś aktor teatralny - mówiąc: "Przyjdź na "Lato w Teatrze"". Pierwsze, co zrobiłam po przyjściu do domu, to sprawdzenie w Internecie magicznego hasła "Lato w Teatrze" (dalej: LwT). Jak się okazało, były to letnie warszaty teatralne prowadzone przez aktorów z różnych teatrów. Program warsztatów obejmował m.in. :  naukę poprawnej wymowy i  odpowiedniego sposobu oddychania na scenie, naukę ruchu scenicznego i - co najważniejsze - umożliwiał wzięcie udziału w prawdziwym przedstawieniu teatralnym. Pomyślałam "To jest to!" i od razu napisałam maila do pana Rafała z pytaniem, kiedy rozpocznie się nabór na zajęcia. To był styczeń, więc na pierwsze informacje musiałam czekać do maja. Gdy maj minął, nie miałam cierpliwości czekać na informacje w Internecie. Poszłam do BTD, by osobiście się wszystkiego dowiedzieć. Kiedy pan Rafał mnie zobaczył, pierwsze, co powiedział: "O  dziewczyna, która genialnie śpiewała!". Uśmiechnęłam się. Może jednak ktoś mnie zapamiętał. Jak się okazało, chętnych na warsztaty było MNÓSTWO, toteż trzeba było zapisywać się jak najszybciej. Zrobiłam to niezwłocznie. Postało cierpliwe czekanie na odpowiedź. Byłam tym tak podekscytowana, że sprawdzałam maila co 10 minut,

Bronx

a gdy wyjechałam na pewniem czas, gnębiłam moją siostrę telefonami z pytaniem czy już coś wiadomo. A tu nic, nic, i nic... Wakacje. A odpowiedzi z Teatru ani widu, ani słychu. Pod koniec czerwca wyjechałam z moją siostrą na tydzień do pewnej nadmorskiej miejscowości, gdzie z dostępem do  Internetu było krucho. Wreszcie dostałam się do komputera. Wchodzę na pocztę, a tam...... mail z Teatru! Drżącymi rękami kieruję myszką na temat wiadomości "Warsztaty teatralne LwT", otwieram i...... niespodzianka! Wiadomość następującej treści: "Z racji dużego zainteresowania do grupy muzyczno - aktorskiej, chętnych do tej grupy zapraszamy na dodatkowe przesłuchania, po których to instruktorzy wybiorą 12 najlepszych". Zamarłam. W mojej głowie od razu zaczęły kotłować się myśli : "Jak to? Niemożliwe? Nie dostanę się! Jestem za słaba!". Mimo wszystko poszłam. Na castingu zauważyłam wiele znajomych twarzy. Od razu trama odpuściła. Przynajmniej mam jakieś wsparcie. Jako pierwszy wystąpił niewysoki chłopak. Dosyć pewnie powiedział swój tekst i gdy już chciał zejść ze sceny, pani Żanetta Gruszczyńska - Ogonowska - aktorka BTD i nasza instruktorka - kazała przedstawić mu jakieś zwierzę. Po twarzach wszystkich przebiegł cień przerażenia. Przecież w mail-u nie było o tym mowy! Każda następna osoba stawała na scenie ze strachem w oczach i  nogami jak z waty. Wreszcie nadeszła moja kolej. Niepewnie weszłam na scenę, bojąc się, żeby się nie przewrócić. Przedstawiłam się i zaczęłam recytować. Wybrałam tekst Stanisława Barańczaka "NN rzuca w przestrzeń naiwne pytania". Dobry tekst, żeby odreagować stres. Powiedziałam. Czekałam na moje zadanie. Miałam poruszać się w locie. Dosyć nieprawdopodobne, ale możliwe do wykonania. Ogarnęło mnie coś w rodzaju wstydu. "Nie no tak przy wszystkich?". Spojrzałam wtedy po twarzach moich "konkurentów" i doszłam do wniosku, że nie ma sie czego bać. Przecież wszyscy jesteśmy tutaj w tym samym celu i to samo czujemy. Poszło jak z płatka. Na wyniki mieliśmy czekać dwa dni. Czwartek, godzina 10 rano. Otwieram pocztę. "Masz nową wiadomość". Szybko ją otwieram. Widzę listę przyjętych. Szukam swojego nazwiska i.......JEST!!!!! Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłam. Chodziłam nabuzowana do końca dnia. Wreszcie nadszedł 11 lipca. W foyer teatru zebrali się wszyscy "wybrańcy". W pierwszym dniu zostaliśmy oprowadzeni po teatrze, zapoznani z instruktorami, pracownikami teatru i podstawowyni zasadami bhp. Tego dnia mieliśmy również pierwsze ćwiczenia w grupie. Wierzcie mi - mieliśmy przy tym więcej frajdy, niż wysiłku! Po zajęciach nie chcieliśmy wracać do domów, więc całą grupą siedzieliśmy w pobliskim parku lub kafejkach w centrum miasta. Następne dwa tygodnie mijały podobnie. Zaczynaliśmy od rozgrzewki ruchowej z panią Żanettą. Następnie mieliśmy ćwiczenia z dykcji z panem Wojciechem Rogowskim. A później, do końca zajęć, ćwiczyliśmy nasze teksty. Dni były urozmaicone o wypady do Mielna, gdzie ćwiczyliśmy scenę "Bitwy morskiej", potrzebnej do spektaklu. Wreszcie dzień premiery. Wszyscy zjawiliśmy się o godzinie 10  by przeprowadzić próbę generalną. Punktualnie o 12.30, gdy Mała Scena Bałtyckiego Teatru Dramatycznego wypełniła się po brzegi, zdenerwowani, zaczęliśmy grę. Tytuł naszego przedstawienia brzmiał "Cztery strony świata, czyli bajki i baśnie wielu kultur". Były to cztery legendy pochodzące z różnych zakątków świata, zręcznie ze sobą powiązane i zaprezentowane za pomocą czterech różnych form lalkowych: teatru lalki kombinatoryjnej, kukły polskiej, teatru maski i cieni. Nasze baśnie pochodziły z Polski ("Legenda o smoku wawelskim" przedstawiona za pomocą kukły), Indonezji ("Zaczarowana rzeka"- teatr cienia), Chin ("Cesarz i szewc"- teatr maski) oraz Ameryki Indian ("Hanuaute" czyt. Hanute - teatr lalki kombinatoryjnej). Przy tworzeniu naszego przedstawienia mieliśmy naprawdę wiele frajdy. Mój kolega z grupy, z którym udzielałam jednego z licznych wywiadów ; ) określił teatr, jako "jeden wielki plac zabaw, na którym każdy ma jakąś rolę". Nie mógł lepiej trafić. Przecież bawiliśmy się jak na placu zabaw! Występ bardzo się się wszystkim spodobał, szczególnie młodszej części publiczności. Powtarzaliśmy go trzy razy i za każdym przeżywaliśmy to samo: na początku strach, obawa, żeby czegoś nie popsuć, a po skończonym spektaklu ogromna satysfakacja z dobrze wykonanej "roboty". Przez te dwa tygodnie dużo zyskałam. Przede wszystkim nowych znajomych, z którymi wciąż utrzymuję kontakt, nowe zdolności, choćby nawet umiejętność pracy w grupie oraz... zaszczytną ksywkę "Hanuaute" od - jak już wiecie -  głównej bohaterki jednej z naszych baśni. Myślę, że to nie jest mój koniec przygody z teatrem. Kto wie, może zdobędę się na zdawanie egzaminów do szkoły aktorskiej? Na koniec jedna prośba do Was. Zanim pójdziecie do teatru, usiądziecie w fotelu i zaczniecie narzekać, jaka to nudna sztuka, spróbujcie ją zrozumieć i pomyśleć, że za takim prawdziwym spektaklem, są miesiące ciężkich prób. I to dla Was. Ach! Zapomniałabym dodać coś jeszcze! Jeszce o mnie usłyszycie! ; ) Hanka Przydatek Nie na żarty.

Bronx

Myślisz Że mi oczy błyszczą A to tylko światło Odbiło się od widelca i noża Kiedy połykałam mój smutek Patrzę na twoją postać Majaczącą po drugiej stronie Stołu I czekam Aż mi podadzą na tacy Wachlarz twoich rzęs i westchnień Chcę to poczuć Zębami Chcę popieścić nosem Zapach zwęglonych nadziei Ale najpierw się przyznaj Że to mi się tylko śni Despair Dla inteligentnych...

Bronx

Na lekcjach języka polskiego, historii, wiedzy o społeczeństwie, a także na lekcjach wprowadzających do fizyki i geografii pojawia się termin „filozofia”. Czy zastanawiałeś się kiedyś dlaczego tak często się o niej wspomina? Czym właściwie jest filozofia, że pojawia się w skrajnie różnych kontekstach i dlaczego od każdego intelektualisty oczekuje się przynajmniej pobieżnej znajomości filozofii? Zapraszam do przeczytania artykułu, w którym postaram się wyjaśnić, czym jest filozofia i w jaki sposób może ona pomóc rozwiązać problemy nie tylko nauki, ale i życia codziennego. Słowo „filozofia” brzmi dziś dość enigmatycznie i zniechęcająco nawet dla ludzi inteligentnych i wykształconych, ponieważ ma wiele znaczeń i stosowane jest w różnych kontekstach. Głownie używa się go do opisania czyjejś postawy życiowej lub ogółu poglądów i celów. Mówi się na przykład o filozofii Eminema, jako o podejściu do życia Marshalla Mathersa albo o filozofii firmy Apple, jako o strategii rozwoju nowoczesnych technologii. Używanie słowa „filozofia” w takich przypadkach nie ma nic wspólnego z filozofią w pierwotnym i najważniejszym znaczeniu tego słowa, z filozofią z jaką – bez względu na to, jaki kierunek wybierzesz – spotkasz się na studiach. Egzaminy z filozofii muszą zdać m.in. studenci medycyny, prawa, dziennikarstwa, filologii, budownictwa, informatyki, psychologii, ekonomii. Dlatego dobrze jest już teraz zaznajomić się podstawowymi zagadnieniami filozofii. O filozofii mówi się, że jest umiłowaniem mądrości, ponieważ poszukuje ona odpowiedzi na pytanie: jak żyć? Od ponad 2500 lat najświetniejsze umysły zastanawiają się nad

Bronx

tym, czym człowiek powinien się w życiu kierować, jakie decyzje podejmować, aby był szczęśliwy i żył pełnią życia. Może dziwić fakt, że od tylu setek lat filozofowie zastanawiają się nad tymi samymi kwestiami. Dzieje się tak, ponieważ poszczególni myśliciele udzielali na te pytania skrajnie różnych odpowiedzi. Na przykład Arystyp z Cyreny głosił, że celem życia jest doznawanie jak największej liczby przyjemności, zarówno duchowej radości z poznawania świata i kontemplacji piękna, jak też rozkoszy cielesnych. Dlatego należy minimalizować cierpienie i mając wybór, w każdej sytuacji wybierać maksimum przyjemności. Czyż to nie jest oczywiste? Nie, ponieważ ciągle zdarzają nam się sytuacje w których musimy wybrać między przyjemnością a obowiązkiem albo naszą przyjemnością a szczęściem drugiej osoby. W takich sytuacjach zwolennicy Arystypa z Cyreny nie mieli wątpliwości: wybierali przyjemność nawet kosztem cudzego nieszczęścia. Marek Aureliusz z kolei, cesarz Rzymu i zarazem filozof, radził wystrzegać się wszelkich namiętności (w tym przyjemności), które mogłyby zakłócić nasz wewnętrzny spokój i każdą sytuację życiową przyjmować z opanowaniem. Napisał kiedyś, że wewnątrz siebie ma świątynię, w której zawsze może odnaleźć szczęście, ponieważ wstęp do tej świątyni ma tylko on. Któż z nas nie chciałby od czasu do czasu schronić się przed całym światem, przed problemami i trudnymi wyborami? Ma to swoje konsekwencje: uciekając od uczuć negatywnych, uciekamy też od uczuć pozytywnych i niemożliwe staje się doznawanie przyjemności. Co zatem wybrać? Marek Aureliusz wybrał ucieczkę. Poglądy tych dwóch myślicieli są bardzo różne. Dlaczego warto je znać, do czego może przydać się znajomość tego co ktoś kiedyś powiedział lub napisał? Mądrość filozofów jest skarbem przede wszystkim dlatego, że pomaga rozwiązywać problemy. I to nie tylko jakieś odległe „odwieczne problemy ludzkości”, ale problemy, które mamy tu i teraz. W książkach poświęconych filozofii można odnaleźć wskazówki, jak dokonywać w swoim życiu dobrych wyborów, czym się kierować. Jak poznać, co w życiu najważniejsze, wreszcie: jak żyć, aby być szczęśliwym i niczego nie żałować. Poza tym, filozofia dostarcza człowiekowi narzędzi, by mógł lepiej wyrazić siebie i swoje zdanie, by umiał dobrze uzasadniać swoje wypowiedzi i bronić swoich poglądów. Bez zrozumienia podstawowych koncepcji filozofii niemożliwe jest pełne zrozumienie literatury i sztuki. Nie jest tajemnicą, że artyści każdej epoki przestawiali świat takim, jakim opisywali go filozofowie. Osobę, która rozumie filozofię, trudno zaskoczyć jakimkolwiek pytaniem poglądowym albo chociażby pytaniem na maturze z języka polskiego. W ostateczności odpowiedzenie „wiem, że nic nie wiem” jest najlepszym sposobem na przyznanie się do niewiedzy. Pulina Janicka PS Kto odgadnie postać na zdjęciu i jako pierwszy zgłosi się do Pani prof Pałęgi, otrzyma dużąąą czekoladę ;) W lustrze noża.

Bronx Bronx

Zamknęła oczy. Czuła tylko chłód noża przyłożonego do jej gardła... W każdy sobotni wieczór Jade wracała do domu zimnymi, nieprzyjemnymi ulicami Nowego Jorku. Tak opłacała decyzję o powrocie do trenowania tenisa. Grała od dziesiątego roku życia. Niestety, musiała przestać, kiedy podjęła pracę u Johnsona. Po prostu brakowało jej czasu. Teraz, gdy przeniosła się z rodzinnej Oklahomy i została "prawnikiem z wielkiego amerykańskiego miasta", miała trochę więcej czasu na przyjemności. Była to  pewnego rodzaju odskocznia od wszystkich spraw o morderstwa, którymi się zajmowała. Naciągnęła kaptur na głowę i przyspieszyła kroku. Zdecydowaną wadą pracy, którą wykonywała było to  że nie potrafiła oddzielić jej od osobistego życia. Wręcz obsesyjnie wyobrażała sobie, że ktoś ją śledzi i chce zabić, każdy był podejrzany. Mimo to bardzo kochała swoją pracę, która dawała jej powody do dumy. Mama zawsze uparcie powtarzała: "Nasza mała Jade będzie prawnikiem, nie chce przecież sprawić rodzicom zawodu". I nie sprawiła. Była stawiana za wzór swoim siostrom: recepcjonistce i sprzedawczyni obuwia. Wreszcie bezpiecznie dotarła do domu. Zaniepokoiły ją uchylone drzwi. Czyżby zapomniała je domknąć przed wyjściem na trening? Czy nic nie zginęło? Ktoś się włamał? Sprawdziła wszystkie pokoje. Nikogo nie było. W kuchni też nikogo. Utworzyła drzwi łazienki i cofnęła się z przeraźliwym krzykiem. Na brzegu wanny siedział mężczyzna koło trzydziestki, ubrany w elegancki garnitur, uśmiechał się szyderczo.  Witaj, panno Jade. Cieszę się, że wróciłaś -  szepnął ze spokojem w głosie.  Kim jesteś?! Wynoś się natchmiast albo zadzwonię po policję! ciąg dalszy nastąpi... noname Skład redakcji: Redaktor naczelny - Paweł Raczewski Zastepca redaktora - Hanna Przydatek
Korekta - mgr Anna Pałęga Grafika/skład - Paweł Raczewski
Bronx

Artykuły: Hanna Przydatek Paulina Rodak Paweł Raczewski Klaudia Wingert Iza Pankowska Aleksandra Iwan Igor Kołodziejek Paulina Janicka