Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












W życiu wykonywała wiele rżnych zajęć, nigdy nie spoczęła na laurach. Skończyła kilka kierunków studiów, pełniła kilka funkcji społecznych i zawodowych. Zawsze młoda duchem i otwarta na innych ludzi. Nawet na emeryturze nie daje sobie czasu na odpoczynek. To taki wielobarwny ptak, który ma czas dla wszystkich i na wszystko. Pani Danuta Borowiak z Hoszni Ordynackiej, po wielu latach pracy zawodowej, powróciła do swojej rodzinnej miejscowości i od tego czasu trudno jej nie zauważyć. Cebulanka: Jak wyglądało Pani życie tuż po skończeniu liceum pedagogicznego? Wiemy, że wczas były to inne czasy i młodzi ludzie, tuż po szkole średniej zaczynali „dorosłe” życie. Dzisiaj ta granica nieco się przesunęła. Danuta Borowiak: Rozpoczęłam pracę pełna zapału, werwy, oczekiwań i obaw, bo to były moje pierwsze miesiące życia na własny rachunek. Na dobry początek dostałam od rodzic trochę „grosza”. Bo nie wypadało brać więcej. Bardzo interesowały mnie Bieszczady, pokochałam je będąc na obozie. Dlatego też tam znalazłam sobie pracę. Liczyłam, że



dostanę ją w powiecie sanockim, ale zawiodły mnie moje oczekiwania i rozpoczęłam ją w powiecie przesmyckim. Otrzymałam wychowawstwo w klasie VIII. Uczniowie byli ode mnie tylko o 3 lata młodsi. Pracowałam w miejscu gdzie nie było elektryczności i droga do najbliższego przystanku wynosiła 8 km. Lecz ludzie byli tam bardzo życzliwi. Bardzo miło wspominam te lata. Pracowałam tam prawie 5 lat później przeniesiono nas do Leszczawy Dolnej. C: Ile skończyła Pani kierunk studi i jakie? D.B.: Ukończyłam wyższe studia magisterskie z historii, ale wcześnie 3- letnie studia matematyczne. Ukończyłam rnież studia podyplomowe z historii, matematyki, bibliotekoznawstwa, administracji, zarządzania i pedagogiki leczniczej. C. Wiemy, że w wieku 27 lat została Pani dyrektorem Szkoły Podstawowej w Grochowcach. Czym jeszcze zajmowała się Pani w tym czasie? 3.Byłam radną przez 6 kadencji: radną gminną, radną wojewzką (skroną po zmianie ustroju), przewodniczącą rady gminy, 2 kadencje radną powiatową. C: Jakie odniosła Pani sukcesy będąc radną? D.B. Przede wszystkim to był jeszcze inny system. Po roku 1990 dało się zauważyć ogromny wzrost aktywności społecznej. Powstawały wówczas ośrodki kulturalne świetlice środowiskowe i tam właśnie osoby aktywne miały swoją szansę. Byłam członkiem wszystkich komitetów działających na wsi w tym okresie (jako radnej wypadało być). Chodziliśmy od domu do domu i zbieraliśmy pieniądze na telefonizację budowę kanalizacji itp. Nasza szkoła (budynek 3 - kondygnacyjny) jako jedyna w gminie Przemyśl, miała pełnowymiarową salę gimnastyczną, podczas jej budowy pracowałam jako pomocnik. W Grochowcach nie było domu kultury zastępowała go szkoła, tu prowadziliśmy różne



występy. Bardzo wspierałam i kładłam nacisk na działalność harcerstwa i właśnie dlatego w 1999 r. otrzymałam srebrną odznakę przyjaciół harcerstwa, natomiast w 2002 r. złotą. Po wprowadzeniu reformy oświaty zostałam dyrektorem Zespołu Szkół: Podstawowej i Gimnazjum, to też uważam za swój duży sukces. Otrzymałam dwie nagrody ministra i dwie kuratora. Ale moim największym osiągnięciem było otrzymanie tytułu honorowego członka stowarzyszenia LIVER - który gromadzi środki do przeprowadzenia operacji wątroby (wtedy były przeprowadzane tylko w Niemczech) C. Czym zajmuje się Pani teraz na emeryturze? D.B. Obecnie staram się jak najwięcej czasu spędzać z dziećmi, z każdego kontaktu czerpię dużo radości. Założyłam grupę teatralną NOVI, z którą przygotowałam m.in. Jasełka i Dożynki. Jest to bardzo utalentowany zespół. Występowaliśmy w gorajskim GOKu, w Sanktuarium w Radecznicy oraz w Podlesiu. Jeśli chodzi o konkursy to nie braliśmy udziału. Prowadzę kronikę naszej grupy do której wpisali się m. in. pan wójt gminy Turobin, pani dyrektor GOKu Marta Miszczak, proboszcz z Gilowa. Mam nadzieję, że w przyszłości te dzieci godnie mnie zastąpią w pracy społecznej. Oglądając kronikę zrozumieją, że mogą zrobić coś dla społeczeństwa Uczę się także języka hiszpańskiego, strasznie opornie mi to idzie, już nie te lata (śmiech). C. Co skłoniła Panią do powrotu do Hoszni Ordynackiej? D.B..Jest taki moment po odejściu na emeryturę, że człowiek nie wie co ma ze sobą robić. Czułam się zagubiona, nikomu niepotrzebna, stara. Nie chciałam przebywać w środowisku w którym przez 26 lat wychowywałam uczniów, wiedząc, że nie mam na nich już wpływu. Chciałam zająć się moim hobby – kwiatami. Zawsze przyjeżdżając do Hoszni, czułam dobrą



energię swych przodków. Tutaj gdzie teraz mieszkam pasłam krowy i czytałam książki. Podczas jednej z wywiadówek, gdy pracowałam przyznałam się, że pasłam krowy z moją koleżanką. Była bardzo oburzona, że opowiadam takie rzeczy, ale ja nie wstydziłam się tego. Wręcz przeciwnie uważam, że to mój sukces, bo dzieciom ze wsi jest trudniej „wybić się”. Sądzę, że była to dobra decyzja, chociaż brakuje mi teatru, kina. C:.Ma Pani piękny dom, kto go zaprojektował? D.B. Oczywiście plan trzeba było kupić, ale jest to dom moich marzeń. Budowa trwała 5 lat. Mój mąż ma wykształcenie budowlane i pomagał mi w realizacji moich planów. Chociaż nie jest to duży dom, to podczas jednej z prób grupy NOVI zmieściło się tutaj 19 osób. C:.Z tego co możemy zauważyć interesują Panią kwiaty. Pani dom „tonie w kwiatach”. Ile czasu zajmuje ich pielęgnacja? D.B. Samo podlewanie około 2 godzin. Mam jeszcze szklarnię, ktą także często się zajmuję. Cieszą się, że kwiaty mogą upiększyć to miejsce. C: Jakie Pani najbardziej lubi kwiaty i dlaczego? 10. Niezawodne są pelargonie. Zarno zwisające jak i stojące. Pokochałam je ponieważ potrafią się odwdzięczyć za pielęgnację i opiekę, i są po prostu piękne. Podobają mi się białe złocienie i oczywiście słoneczniki! (w tym roku mam ich na działce bardzo dużo). Zresztą zawsze podkreślam, że w swym życiu najbardziej kocham dzieci, kwiaty i oczywiście męża (śmiech) C:.Skąd wzięło się u Pani takie zainteresowanie? D.B..Miłość do kwiat zaszczepiła we mnie moja mama. To ona pokazała mi jak zajmować się nimi. Ja osobiście uważam, że jeśli ktoś ma szacunek do kwiatów to będzie też szanował drugiego człowieka. C: Jakie lubi pani czytać książki? Jaka jest Pani ulubiona?



D.B. Dużo czytam klasyki, oraz publikacji o roku 2012. Moją ulubioną książką jest zaś „Lalka” Bolesława Prusa. To do tej książki najczęściej wracam, ponieważ porusza problematykę nieszczęśliwej miłości na tle szczegłowego przestawienia uwarunkowań czesnego społeczeństwa. C: Dowiedziałyśmy się, że Pani także szyje ubrania na maszynie. Może nam coś Pani opowiedzieć na ten temat? D.B. Dużo czasu poświęcam szyciu lekkich ubrań, ponieważ mam nietypową figurę (nadwaga), a więc trudno jest mi dobrać w sklepach gotowe ubrania, więc sama szyję. Umiejętność ta bardzo mi się przydała, ponieważ moje trzy córki rosły w okresie głębokiego kryzysu w Polsce, a więc dla nich również kiedyś szyłam ubranka. Obecnie szyję dla grupy NOVI. Większość kostium uszyłam sama. Bardzo mi się przydała ta umiejętność. C: Jakie w Pani życiu ma znaczenie muzyka? D.B. Kiedyś grałam na skrzypcach, bo wszyscy musieli, marzę by chociaż w części powriła do mnie ta umiejętność (ale nie wiem czy mi się to uda ) C: Jakie lubi Pani filmy? D.B. Najbardziej lubię filmy przygodowo- historyczne. Jakkolwiek jestem zawiedziona repertuarem w Biłgoraju. C:Jakie ma Pani marzenia? D.B. Marzę aby przynajmniej część grupy NOVI pracowała w przyszłości z dziećmi. Są bardzo aktywni kosztem własnego czasu. Żałuję, że w Hoszni nie ma miejsca gdzie mogłaby się spotykać



młodzież. Jest w prawdzie remiza, ale nie ma stałego ogrzewania ani kanalizacji. C: Bardzo dziękujemy za udzielenie wywiadu. D.B. Dziękuję Rozmawiały : Jolanta Zań, Karolina Mareczko i Mariola Fiedurek Dziś w programie coś na faktach. Horror Story...



W pewnym niewielkim miasteczku stał dawno opuszczony już cmentarz. Ludzie go nie odwiedzali, ponieważ twierdzili, że jest nawiedzony. Do miasteczka sprowadziła się rodzina z dwójką dzieci. Oni również usłyszeli o nawiedzonym cmentarzu od swoich sąsiadów, ale dorośli jak to dorośli jedynie się z tego śmiali. Dzieci ogromnie przejęły się tą historią. Było jeszcze gorzej, gdy okazało się, że ich dom leży niecałe 100m. od cmentarza, a z tylniego okna domu widać ten nawiedzony cmentarz. Rodzice nie wierzyli w tę historię o duchach pojawiających się na cmentarzu, ale dzieci owszem. Pewnego wieczoru rodzice dzieci postanowili wyjść na romantyczna kolację do restauracji za miastem. Dzieci zostały, więc same w domu. Koło 12.00 w nocy Mej i jej brat Jan usłyszeli śpiew kobiety. Wyjrzeli przez okno a na jednym z nagrobków siedziała kobieta w białej szacie i śpiewała. Niespodziewanie odwróciła się do dzieci i szeroko się uśmiechnęła. Rozpłynęła się w powietrzu. Mej wrzasnęła z przerażenia i czym prędzej chciała biec do swojego pokoju. Gdy wchodziła na schody zobaczyła na nich siedzącą postać. Była to ta sama kobieta, którą widziała z bratem przez okno. Wstała ona i podeszła do przerażonej Drodzy czytelnicy! Teraz w naszej gazecie będzie dział poświęcony rzeczom starsznym, zmyślonym lub nie. Więc... jeśli nie lubicie nocy, jeśli przechodzą was dreszcze na myśl o cmentarzu, lub mdlejecie na widok krwi, ta strona nie jest dal was!!!! Fanów nocnych opowiadań serdecznie zapraszam ;) dziewczynki. Położyła jej rękę na głowie poczym szybkim ruchem skręciła jej kark. Gdy chłopak poszedł szukać swojej siostry znalazł jej ciało na łóżku na ścianie pisało ludzką krwią "Niech rodzice lepiej uwierzą". Horror Story...



Kaplica Kaplica w mindsen została zbudowana w 16 wieku, a na początku naszego stulecia wydzierżawiono ją dożywotnie pisarzowi Reginaldowi Hine. Sam Hine był niezwykły. Był on potężnym indywidulalistą, szanowanym pracownikiem i autorem książki "Confessions of uncommon attorneey", a pozatym znanym historykiem i bibliofilem. Najlepszym przykładem jego oryginalnej osobowości jest sprowadzone przez niego ostrzeżenie, że o ile po jego śmierci prochy zostaną - jak tego pragnie - rozsypane na terenie kaplicy w mindsen, to wdzierające się tam bezprawie i bezbożników, z którymi walczył w imię prawa przez całe życie, bedzie prześladował także po zgonie. Kaplica w mindsen uchodziła za nawiedzoną, bo słyszano tam dźwięki słodkiej i melanchonicznej melodii, a od czasu do czasu pojawiała się postać w bieli. Hine zapoznał Petera Underwooda, z legędami między innymi o zamordowanej zakonnicy i o widmie mnicha który znikał gdy rozległy się dzwony kaplicy w mindsen. Za zgodą Hine'a Underwood postanowił spędić wieczór wszystkich świętych w mindsen. Tej nocy podobno pojawiał się duch mnicha. Peter udał się tam w towarzystwie swojego brata niejakiego Toma Browna. Skoro tylko znaleźli się obok kaplicy, Underwood słyszał dźwięki muzyki której pochodzenia nie umiał ustalić, gdyż ruiny kaplicy znajdowały się na odludziu. Reginald Hine też słyszał te dźwięki lecz brat Petera, Tom nie słyszał ich chodź szedł tuz za nimi. Podczas pierwszego wieczoru Wszystkich Świętych spędzonego w mindsen z Tomem Brownem i jeszcze niejakim Derekiem Clarkiem, Underwood i jego towarzysze ujrzeli na murze coś przypominający biały świetlisty krzyż, choć przyznawali że mógł być to złudny błysk księżyca ale pomyśleli że to godne zapisania. Okoliczności śmierci Hine'a były dość niezwykłe. Po tym jak zrezygnował z dalszej kariery prawniczej rozmawiał pewnego razu z paroma znajomymi na stacji w hitchih. W pewnym momencie powiedział poczekajcie chwilę i wszedł na tor prosto pod pociąg. Zginął natychmiast. Kącik poezji ;)
Więc w świat chciał biec co sił (...) Okropnie niedorzeczny Pisaniem wierszy żył. John Keats


O śmierci Czyż śmierć jest snem - gdy życie jest jak sen, Którego każda scena to widziadło Ulatujące sprzed oczu, a cień Nieprzeniknionej śmierci pada grozą nagłą? Dziwne, że błądząc ziemską ścieżką snu, Wśród klęsk i nieszczęść ostrych jak kamienie, Nie śmiemy myśleć, chociaż brak już tchu, Że ten cień, który krese jest - to przebudzenie Nieodczuty, niewidziany, bezsłowy Odchodzę od mojej królowej; Jej ramiona srebrny sen obezwładnił. W ich uścisku, wiążącym przez chwilę, Przyzwolenia lub szaleństwa ile Okrutnego - któż to wie, któż odgadnie? Te powieki gładkie jak z jedwabiu! Te wargi wilgotne, co wabią W dojrzałej ciszy dźwięków słodkimi cieniami! W ucho mej wyobraźni sennej Wsączają prawdy cenne, Że miłość nie zna pełni ani granic. To prawda! Do czułych napomnień, Do waszych nakazów się kłonię: Ten słodki dzień zrodzony dla kochanków! Nic tu już dodać nie trzeba: Niech znów otworzą mi się nieba, Mimo rumieńców śpiesznego poranku. Ta żywa ręka, gorąca i skłonna Do uściśnienia - gdyby była martwa I lodowata w milczeniu mogiły - Byłaby zmorą twoich dni i nocy, A ty, by zgłuszyć wyrzuty sumienia, Serce byś własnej pozbawiła krwi, Byle w mych żyłach znów mogła popłynąć Czerwoną strugą... patrz, oto ma dłoń, Którą wyciągam ku tobie... Nawet Aladyna dziwy, Wszystkie moce sztuk straszliwych Nie zdołały nigdy stworzyć - W śnie czy w jawie - takiej wizji. Nawet Jan, apostoł święty, Co na Patmos, w samym wirze Swojej męki, widział siedem Złotych świątyń, zbudowanych W głębi nieba - nawet on Nigdy w życiu swym nie stanął Pod sklepieniem takich gmachów. I ujrzałem - spał tam ktoś Na marmurze zimnym, nagim, A spienione fale morza Jego stopy obmywały I płaszcz biały się szamotał Wśród posępnych skał, a w górze Bujne włosy drżały w wietrze. "Gdzie ja jestem? Kim tyś jesteś?" - Tak szepnąłem, dotykając Głowy ducha. - "Kim tyś jest? Czyj ten pałac?" - I pragnąłem Ucałować jego rękę, By rozewrzeć jego oczy. Więc się zbudził dziwny duch I rzecze: "Jam jest Lycidas, Sławny w żałobnych balladach. A pałac ten wzniósł swą mocą Potężny Król Oceanu. Tu jego wody ogromne Głuchą organów muzyką Dudnią. I płynął tu zewsząd Płetwiste pielgrzymy, delfiny, W pyszczkach swych perły niosą, By składać dary i hołd. Niejeden dzisiaj śmiertelny,



Zuchwały człowiek śmie wkroczyć I dotknąć dłonią bezbożną Świętej Katedry Morza. Jam był najwyższym kapłanem, Gdzie wody nieukojone Łomoczą ciągle, gdzie zamieć Ptaków, skrzydłami szumiąca, Wzbija się w górę. Proteusz Pomagał mi w tajnych obrzędach Święty nasz ogień ukryłem Przed wzrokiem ludzi śmiertelnych. Lecz oczy ich nierozumne Zdołały jednak się przedrzeć Poza skalistą tę bramę, Więc już na wieki opuszczę Przybytek splamiony, roztrwonię Przepych tutejszych tajemnic. Teraz dla głupców otworem Stoi świątynia, dla kutrów Rybackich, dla modnych łodzi. Krawaty widzisz, spódniczki W świątyni morskiej. Więc morze Zgruchocze ją. Jego chwała Nie będzie kręcić się w rytm Modnego tańca" - rzekł duch. I spojrzał na mnie. I runął W tę ciemną głąb! Do snu Ty, co wonią napełniasz północy amforę Kładąc dłonią troskliwą łaskawe pieczęcie Na oczy zakochane w mroku i nieskore Oglądać światła, śniące w boskiej niepamięci - O Śnie kojący troski, zamknij, jeśli wola, Pośród tych strof o tobie moje chętne oczy Lub zaczekaj na amen, gdy - zdobywca pola - Mak durzącą jałmużną zmysły mi zamroczy. Wtedy weź mnie w obronę, bo dzień, który minął, Wskrzesnąć gotów nad łożem, nową rodząc klęskę; Ocal mnie przed sumieniem, co nocną godziną Jak kret ryjąc narzuca swą wolę - zwycięskie; Przekręć klucz w zamku duszy misternym i czułym I zapieczętuj wieko milczącej szkatuły.

Na wesoło Wesołe jest życie w oborze! Lubi trawę. Nigdy się nie nudzi. Jej ulubionym zajęciem jest siedzenie na łące. Kto to taki? To krasula z pobliskiej obory. Cebulanka: Jak się pani nazywa? Krowa: Jedni mówią na mnie Łysa inni Krasula. Mnie jest to obojętne. C: Jak zmieniło się pani życia w ciągu ostatnich lat? K: Kiedyś chyba było gorzej, ale weselej. Chodziłyśmy z pastuszkami po łąkach. Była to dla nas duża frajda. Czasami żeby się najeść trzeba było przejść kilka kilometrów. Dziś nie muszę wychodzić z obory. Strasznie mi się takie życie nudzi. Dawniej gospodarze mieli po kilka krów i mogłyśmy “plotkować” razem.





C: No a jak jest dzisiaj? K: Dziś trawę zastąpiła pasza. Pastucha zastąpił kołek. Jest nas zdecydowanie mniej niż kilka lat temu. Panuje nuda. Całe dni musimy przesiadywać w oborze. Chciałabym czasami poczuć smak wolności. C: Co śmieszy panią w dzisiejszym świecie? K: Teraz mamy ubaw po pachy. Każą nosić nam jakieś kolczyki. Można się z tego uśmiać. Najzabawniejsze jest to, że mamy paszporty. Ciekawe, czy można by było przejść z nim przez granicę? C: W dzisiejszych czasach słowo ”krowa”, nie kojarzy się najlepiej. Niektórzy tego słowa używają do określenia niemiłej lub niesympatycznej osoby. Jak pani uważa, dlaczego tak jest? K: Myślę, że ludzie są trochę przewrażliwieni. Mnie nie obrażą określenie ”krowa“. Jestem, kim jestem i nie wstydzę się tego. Ludzie nie doceniają krów. Jesteśmy bardzo potrzebne. Dostarczamy wam mleka, które wykorzystujecie do różnych potraw, przetwarzacie na sery, masło, śmietanę, jogurty itp. Nasz wizerunek często wykorzystywany jest również w reklamach np. Czekolady Milka ( jestem taka piękna, fioletowa), mleka przetworzonego: Łaciate itd. Wnioskować można, że jesteśmy tak piękne, że media nas kochają. Mało tego: wszystkie kobiety zazdroszczą nam okazałych I długich rzęs. No i jak można słowa “krowa” używać do określenia niemiłej osoby. Krową powinno się nazywać kobietę zadbaną i piękną, taką królową życia, panią salonów, dostojną damę lub co najmniej boską aktorkę. C: Jak to jest, że w niektórych krajach, krowy uważane są za święte? K: Dzieje się tak w Indiach. Zwierzęta te, postrzegane są jak bóstwa. Nie wolno im



przeszkadzać. Są święte i tyle. Za zabicie bydła grozi nawet kara śmierci. Krowy są tam traktowane z niezwykłą czcią. Może kiedyś wyjadę sobie do Indii.?Tam przynajmniej się nas ceni. C: Największe atuty krowy? K: Jesteśmy samowystarczalne. Potrafimy o siebie zadbać. Są to bardzo piękne zwierzęta, czego sama jestem najdoskonalszym przykładem. Największym atutem krów są wspaniałe rogi, a także ogon. Mogłabym mierzyć się z największymi rycerzami i dałabym sobie radę w tym uzbrojeniu. Szkoda, że nie ma rasy krów obronnych. Chętnie też pojechałabym pod Grunwald w tym roku, na obchody 600-letniej Rocznicy Bitwy pod Grunwaldem. Oj tam bym sobie powalczyła... C: Jakie jest pani marzenie? K: Chciałabym, żeby ktoś pomalował mi paznokcie. Poczułabym się piękniejsza. Marzę też o tym, żeby dostać się za granicę; może do Niemiec albo Irlandii. Mogłabym być modelką. Daleki wyjazd byłby spełnieniem moich marzeń. Jak każdy jedzie, to ja też chcę. C: Czego życzymy Ci z całego serca. Wywiad przygotowały: Katarzyna Borsuk i Monika Kondrat
Poznaj strażaka swego po upodobaniach jego. To kolejny kwestionariusz mający na celu przybliżenie sylwetki strażaka z jednostki OSP Goraj. Tym razem jest nim Szymon Okuniewski.


KWESTIONARIUSZ: Kiedy byłem mały... jeździłem rowerkiem Lubię w sobie... poczucie humoru Chciałbym zmienić... niektóre cechy charakteru Sprawia mi trudność... cerowanie skarpetek Nie rozumiem... niektórych ludzi Jestem ciekawy... dalszego życia Boję się... mojej dziewczyny Denerwuję się gdy... coś mi nie wychodzi Gdybym złapał złotą rybkę... zatrzymałbym ją sobie Uwielbiam... gdy nic nie robię Kocham... ją Szaleję za... szybkimi autami Marzę... o Hawajach Gdybym cofnął czas... zmieniłbym wszystko Żałuję... -Jestem wdzięczny... za to że żyję Nie śmieję się gdy... nie mam humoru



Jestem zdziwiony... oj i to bardzo:) Jest mi przykro... gdy chcę a nie mogę Uśmiecham się gdy... widzę coś śmiesznego Lubię kiedy... wracam z pracy Mówię prawdę jak... z nut Często... marudzę Szczęście dla mnie to... całe moje życie Największy wpływ na moje życie miał/miała... mama i tata Jeśli chodzi o wady to... kilka ich mam Najbardziej zawiodłem się... -



Podziwiam... bohaterów Najbardziej w życiu żałuję... paru rzeczy Moje motto to... być albo nie być Gdybym nie mógł mieszkać w Polsce wyjechałbym do... ciepłych krajów Nie mogę zasnąć bez... słodkiego „Dobranoc” Mój ulubiony bohater z dzieciństwa... Gargamel Jeśli chodzi o pieniądze... to nie wszystko Za swój największy sukces uważam... na razie na niego czekam Przyjaźń... zawsze i wszędzie Gdybym nie był tym kim jestem, byłbym... trzeba zapytać kogoś innego Mam ochotę... na zimne „pifko” Najlepszy relaks to... leżakowanie Nie potrafię obejść się bez.... nigdy nie potrafiłem obejść się Przygotowała Ewa Malec