Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












Przyznam się bez bicia, że dawno nie napisałem nic sensownego, czas najwyższy to zmienić. Mam niezmierną przyjemność powitać was wszystkich z pierwszej strony naszego (kilku)miesięcznika. Czas tym razem nie był naszym sprzymierzeńcem. Niestety musimy was przeprosić za to, że kwietniowy numer ujrzał światło dzienne pod koniec maja, taki mały paradoks. Jednak jak powszechnie wiadomo nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i jesteśmy! Znów zwarci i gotowi, oczekujący wakacji i cieszący się majowym słońcem, tak samo wy oczekujcie tych dwóch miesięcy wolności (maturzyści już prawie są na mecie, z tego miejsca oczywiście ich pozdrawiamy) i cieszcie się zarówno słońcem jak i nowym numerem AlternatywnegoTG. Tomek SPIS TREŚCI Tarnogórskie muzeum skarbcem pomysłów na życie? 3 Kobieta jest zagadką 8 Byliśmy w sali samobójców 15 Dwa tysiące lat 20 SZUKASZ SZKOŁY ? Wybierz najlepszą ! 23 Policzcie sobie... a potem pomyślcie 26 T ty mozesz pomóc ! 29 <3 ? 36 Muzeum Tarnogórskie skarbcem pomysłów na życie?
Zastanawiałeś się już w jaki sposób będziesz zarabiał na życie?


Pewnie nigdy o tym nie myślałeś... Drogi uczniu, przygotowaliśmy dla Ciebie wywiad odkrywający tajemnice dotyczące pewnego zawodu. Tylko przeczytaj, a dowiesz się więcej! Osoba Pani Beaty Kiszel, dzięki spotkaniom z nietuzinkowymi osobistościami, zasługuje na miano wyjątkowej, To właśnie dzięki Pani Beacie, jednej z pracownic Tarnogórskiego Muzeum, poznałyśmy tajniki zawodu muzealnika. - Zaczniemy od oczywistego pytania: czym dla Pani jest historia ? Jest to wielka przygoda, dzięki której można sięgać do ważnych rzeczy, które się kiedyś wydarzyły. Historia bez zacięcia, czy pasji nie satysfakcjonowałaby. - Skąd czerpie Pani pomysły na kolejne wystawy, ponieważ są one dość zróżnicowane... ? Kiedy przygotowujemy wystawy,



planujemy je na kolejne lata. Czasem - podobnie jak w szkole - istnieją pewne rzeczy z góry narzucone, jednak najczęściej możemy wyjść z własną inicjatywą i realizować nasze pomysły. Kiedy muzeum obchodziło rocznicę 50-lecia, wpadliśmy na pomysł przygotowania wystawy dotyczącej tego, co działo się w Tarnowskich Górach pół wieku temu. Nie byliśmy jednak pewni co z tego wyniknie. Najtrudniejsze są wystawy odnoszące się do współczesności, ponieważ jest to sfera wciąż zagadkowa i rozwijająca się. Jednak dzięki zaangażowaniu ochotników wystawa staje się bogatsza o nowe, niezbędne materiały. - A ochotnicy? Czy jest to duża grupa osób? Niekoniecznie. Czasami dołącza się jedna, czy dwie osoby. Ale dzięki nim trafiamy też do kolejnych. - Która wystawa była najliczniej odwiedzana? Ja cały czas próbuję przełamać stereotypy dotyczące muzeów. Najwięcej ludzi gości na wystawach interaktywnych, dlatego też staramy się tworzyć wystawy, które przyciągnęłyby młodych ludzi. - Jest taka wystawa, do której ma Pani największy sentyment? Wystawa o Kazimierzu Nowaku, który przemierzył Afrykę. Ta wystawa była zainspirowana książką, którą kupiłam mojemu synowi - "Afryka Kazika". Najpierw myślałam, że to fikcyjna postać. Potem okazało się, że to osoba autentyczna. Dotarłam do Pana Łukasza Wierzbickiego, który opracował tę książkę.







Zgromadziliśmy później różne materiały na temat wyprawy Pana Nowaka, ponieważ nie chcieliśmy, żeby ekspozycja była "sucha". I tak na wystawie znalazły się: hiena czy rower, które stworzyły typowo-afrykański klimat. - Czyli praca wymaga dużej aktywności oraz wielu kontaktów. Tak? Oczywiście, każdy muzealnik zobowiązany jest współpracować z różnymi instytucjami. Coś, co dało mi wielką satysfakcje to kontakty, ponieważ nie można opierać się wyłącznie na książkowej wiedzy. Dzięki niektórym z nich inaczej postrzegam sprawy dotyczące m. in. religii, wyznań. - Zastanawia nas czy praca nad jedną wystawą wymaga dużo czasu... Tak, to wszystko zależy od tematu. Kiedy planujemy jakąś wystawę, wysyłamy pisma do muzeów z zapytaniem o interesujące nas eksponaty. Następnie przegląda się je i wybiera najodpowiedniejsze. Właśnie jesteśmy w trakcie przygotowania się do następnej wystawy o mitologii greckiej. - To znaczy, że inne muzea chętnie wypożyczają rekwizyty? Niestety nie. Coraz częściej pojawiają się trudności pieniężne, związane z wypożyczeniem. Boję się, co będzie jeżeli to pójdzie dalej i większe placówki będą żądały od tych mniejszych zapłaty, co może stać się poważnym problemem. - W dzieciństwie każdy ma wyobrażenie na temat swojej przyszłości. Czy praca muzealnika była Pani marzeniem , czy może ta wizja stopniowo rozwijała się w Pani? Pamiętam jak goście



przyjeżdżający do mojego rodzinnego domu byli oprowadzani przez tatę po Tarnowskich Górach. Była to swojego rodzaju tradycja, w związku z czym historia przewijała się przez całe moje życie. Jednak nie od zawsze myślałam o pracy w tym zawodzie. - Pytanie, którym chciałybyśmy zakończyć: jakie miejsca uważa Pani jako muzealnik i znawca ziemi tarnogórskiej za najbardziej alternatywne? Zaczynając od rynku, przez budynek Sedlaczka, po Liceum im. Staszica. Zapraszam oczywiście do naszego muzeum. Niedługo odbędzie się wystawa o broni palnej, dlatego też oczekujemy przybycia wszystkich chłopców z "Mechanika" :). Dziękujemy za poświęcenie czasu oraz możliwość przeprowadzenia wywiadu. Życzymy kolejnych sukcesów! KOBIETA JEST ZAGADKĄ



Mechanik to szkoła, w której większość uczniów to chłopcy, co nie przeszkadza w tym, żeby mniejszość świętowała, i to hucznie! Stara tradycja nakazuje, ażeby w mechaniku wszystkie akademie i przedstawienia przygotowywały klasy drugie, jestem 1/30 klasy II IT, więc i na moją gromadę czekało zadanie, pozostała jedynie kwestia jakie? Miałem tylko nadzieję na jedno - nie chciałem żadnego poważnego wystąpienia, sądzę, że w klasie znalazłoby się jeszcze wielu, którzy mają podobny tok myślenia do mojego. No i dyrekcja na szczęście, rozlosowała/przydzieliła nam dzień kobiet. Bez wątpienia pole do popisu mieliśmy spore. Ploteczki, dotyczące uroczystości, którą mamy przygotować, krążyły kilka dni przed jednym z poniedziałków, na którym podczas lekcji wychowawczej, Pan Łukasz uświadomił nas, co mamy zrobić. Kilka osób podeszło do sprawy bardzo ambitnie i nawet sami zaczęli zgłaszać się po role,



oczywiście zostali nagrodzeni tymi najdłuższymi, normalna kolej rzeczy, gdy już wyjdziesz przed szereg to musisz orać za trzech. Ale myślę, że nikt z nich nie żałował. Pozostałe role zostały obsadzone sposobem – „masz i nie marudź”, sprawdza się, nie powiem, po niecałych trzydziestu minutach wszystkie kwestie były już podzielone. Pierwsza próba miała miejsce, o ile dobrze pamiętam, dwa dni po spotkaniu organizacyjnym, w sumie przepraszam, że nazwałem to co się tam działo próbą, bo nie przypominało to jej nawet w kilku procentach, rozgardiasz, tak to dobre słowo, totalny w dodatku. Po kilku takich próbach, akurat to, że po kilku dosyć nas cieszyło, ponieważ jak łatwo wywnioskować, wiązało się to z opuszczaniem lekcji. Tak, każdy minus ma swoje plusy, bez wątpienia. Wracam do tematu, a więc po kilku próbach zaczęło coś się dziać, a mianowicie wiedzieliśmy już kto po kim



wychodzi, sukces, oczywiście nie muszę podkreślać tego, że każdy czytał słowo w słowo z kartki, a czas nie był naszym sprzymierzeńcem i o dziwo nie szedł do tyłu. Mimo, że próba goniła próbę, jakoś styl naszych wystąpień nie poprawiał się zbytnio, dopiero tydzień przed dniem kobiet przypomniało nam się, że tydzień to równe siedem dni, a siedem dni jest to równie mało czasu, co za tym idzie, trzeba wziąć się do roboty. Wzięliśmy się! Dwie przedstawicielki płci odmiennej do mojej przyniosły na poniedziałkową próbę swoje stroje, trzecia zapomniała, jednak ku jej ogromnemu



szczęściu na następnej już miała, dzięki temu mogliśmy już rozmieścić wszystko w czasie i dobrze poukładać. Tak, mogę z całą pewnością powiedzieć, że coś zaczęło już wychodzić, niektórzy, wróć, większość występujących umieli już swoje role na pamięć, zapanował nastrój ogólnego rozluźnienia i uradowania, bo jak można inaczej, gdy wszystko działa jak należy, a i na wszystkich lekcjach nie trzeba siedzieć, bezcenne uczucie po prostu. Dzień przed występem próba generalna wyszła prawie dobrze, tylko jeden osobnik nie umiał nauczyć się swojego wiersza, ale zapewniał wszystkich, że podoła, współtwórcy przedstawienia, na czele z wychowawcą, uwierzyli mu na słowo. Jednak w dzień występu dalej nie umiał, mimo to bractwo klasowe dalej mu wierzyło. Nadeszła ta chwila, na którą wszyscy czekali, zebrała się widownia, co dziwne wśród młodzieży można było dopatrzyć się więcej chłopców niż bardzo



podobało się zaangażowanie całej klasy do tego przedsięwzięcia, bez wątpienia opłacało się. Teraz już tylko czekamy na telefony z Teatru Polskiego.dziewcząt, tą sytuację trzeba jakoś dokładniej zbadać. Ale dobrze, odstawiamy to na bok, wracamy na scenę, gdzie trwa nasz występ. Wszystko idzie jak z płatka, choćby reżyserował to Spielberg, zbliżamy się do momentu, w którym serca wszystkich zamarły… tak! Opisywana wyżej osoba powiedziała pierwszy raz bezbłędnie swój wiersz, wiedziała kiedy. Z minuty na minutę napięcie opadało, każdy element był dopracowany jak na nasze możliwości bardzo dobrze, nawet ja nie pomyliłem się, w sumie nie miałem jak, gdyż czytałem z kartki, mam szczęście ,wiem. Po przedstawieniu pomachaliśmy do zebranej widowni w stylu znanej wszystkim familiady. Udało się! Zostaliśmy nawet pochwaleni przez Panią Turek Twardowską, również inne nauczycielki mówiły nam, że daliśmy radę, gronu pedagogicznemu. Tomek Garus Cd.: Podziękowania należą się klasie II iT, dzięki której lekcje 8 marca, bo o ten dzień chodzi, kończyły się po godzinie 12. Trzeba dodać, że już od rana chłopcy osłodzili nam dzień wręczając lizaki. Później zebraliśmy się w świetlicy, żeby usłyszeć, co klasa informatyczna ma do powiedzenia na temat nas, dziewcząt. Chłopaków dzielnie wspomagał wychowawca klasy pan Łukasz Jonderko. Zaczęło się poważnie, od przypomnienia historii powstania Dnia Kobiet. Usłyszałyśmy wiersze uwielbienia oraz życzenia. Potem nastąpiła część kabaretowa, w której przedstawiono nas, 9 typów



kobiet. I tak oto naszym oczom ukazała się słodka idiotka, herodbaba i wamp. A potem anioł, kura domowa, bluszcz, intelektualistka, świetny kumpel i bogini. W rolach modelek wystąpiły 3 klasowe rodzynki: Kasia Szudlo, Ania Nowak oraz Magda Makowska. Scena przydatna chłopakom. Przynajmniej mogą spróbować rozszyfrować z kim mają do czynienia i jak się zachować. Na koniec zaśpiewała dla nas Magda Makowska przy akompaniamencie Adama Czempika piosenkę "Babę zesłał Bóg". Na koniec panie nauczycielki otrzymały kwiaty i wszyscy usłyszeli piękne słowa: "miłego dnia". Ale to nie koniec naszego świętowania. Wieczorem pod Kopułami na tarnogórskim rynku można było zobaczyć i usłyszeć uczniów naszej szkoły w spotkaniu zorganizowanym przez ZSTiO i Kopuły: "Kobieta jest zagadką".



Wystąpiły dziewczyny z zespołów: tanecznego i wokalnego oraz Szkolne Koło Teatralne "Efekt". Świętowanie przez uczniów Mechanika trwało długo, ale w końcu było co świętować. Kobiet w naszej szkole nie jest wiele. Ale nie liczy sie ilość, tylko jakość! Alicja Ziaja BYLIŚMY W SALI SAMOBÓJCÓW
Dwie recenzje tego samego filmu - różne punkty widzenia, różne opinie, podobny finał. Zapraszamy!


Recenzja Tomka G...: Wybierając się na salę samobójców sami nie wiemy, czego możemy się spodziewać? Bo przecież idziemy na polski film, co już swoje mówi, po drugie fabuła, z którą mamy do czynienia również jest dość zaskakująca jak na polskie realia kinowe, sposób przedstawienie tejże fabuły też zadziwia. Podczas dwugodzinnego seansu znajdziemy jeszcze wiele czynników, które robią z tego filmu dzieło „niepolskie”, bo jakby na to nie patrzeć nie pamiętam podobnej produkcji, powstałej w naszym rodzimym kraju. Sala samobójców w reżyserii Jana Komasy to mroczna, trzymająca w napięciu opowieść o buncie, konfliktach z rodzicami, braku miejsca dla samego siebie, odmienności, poszukiwaniu swojego prawdziwego „ja”. Można zakwalifikować ją do filmów o dorastaniu, jednak sądzę, że byłoby to krzywdzące dla tego dzieła. Opowiada ono bez wątpienia o czymś więcej niż tylko o problemach związanych z wiekiem młodzieńczym. Głównym bohaterem „Sali samobójców” jest mający



prawie, zwróćcie uwagę na słowo prawie, wszystko Dominik (Jakub Gierszał). Pochodzi z bardzo zamożnej rodziny, uczy się w prywatnej szkole, jednak brakuje mu jednej rzeczy – akceptacji. Bohatera pożera głęboka depresja, przez którą wpada w sidła Sali samobójców – internetowej społeczności, łączącej ludzi, który mają w życiu jeden cel – przestać żyć. Przewodniczką Dominika po Sali samobójców jest intrygująca dziewczyna w różowych włosach o imieniu Sylwia (Roma Gąsiorowska). Jak się później dowiadujemy, jest ona swego rodzaju guru owej społeczności. Raz po raz zostajemy przenoszeni z świata rzeczywistego do wirtualnego i odwrotnie, wirtualne życie zostało przedstawione nie jako zwykły czat, lecz prawdziwa, graficzna rzeczywistość. Sprawy rozwijają się naprawdę błyskawicznie i widz nawet nie zdąży się zorientować kiedy Dominik jest już w pułapce, praktycznie bez wyjścia. Akcja skomponowana jest świetnie, nigdy nie możemy być pewni, co wydarzy się za dwie minuty oraz jak film się zakończy i właśnie to jest głównym atutem Sali samobójców. Byłoby co najmniej niekulturalnie z mojej strony, gdybym przybliżył bardziej fabułę filmu. Przecież czołowym jego zadaniem jest ciągłe trzymanie w napięciu i bez wątpienia czyni to bez mniejszych oporów. Ukłony w stronę aktorów tworzących „Salę samobójców”, lepiej niż oni to zrobili przedstawić się tego nie dało, naprawdę kawał dobrej roboty, w wykonaniu w większości dopiero wschodzących gwiazd. Jedną z głównych ról w filmie odgrywa również muzyka, usłyszymy kawałki z przeróżnych gatunków od punk rocka w wykonaniu Billego Talenta aż po muzykę klubową od Wet Fingers. Każdy utwór jest wpasowany idealnie w akcję. Bez wątpienia dla mnie jedna z najlepszych polskich



produkcji ostatnich lat, całkowicie łamiąca stereotypy polskiej twórczości. Jan Komasa zaserwował nam świetny film na „nie” – nietuzinkowy, niezwykły, nieprzewidywalny, niepowtarzalny oraz nie do podrobienia. Nie można wyjść z kina i nie myśleć o nim. Moja ocena w skali od 1-6: 4+



...oraz recenzja Darka Maleńskiego: „Sala samobójców” film, jakiego w polskim kinie nie było od lat! Film, jakiego publiczność oczekiwała od dawna. Nasza kinematografia nie ma zbyt dobrej opinii. Krytyka oraz publiczność przyczepiła twórcom etykietę, z której wynika, że Polacy robią filmy nudne, ciężkie i bez pomysłów. Wydaje mi się, że pomysłów nie brak, lecz sposób realizacji jest mało spektakularny. W filmie Jana Komasy mamy do czynienia z dużą odwagą reżyserską, polotem, inteligencją, wyobraźnią twórczą i z czymś jeszcze... Czymś, co w sztuce jest najważniejsze. J. Komasa debiutuje tym filmem i to jego wielka zaleta. Dzięki temu obraz zyskuje nową formę, dziewiczy kształt i lekkość. Jest nowym głosem polskiej kinematografii, osobiście uznaję to za przełom pokoleniowy. W końcu zrywa się z przerostem tematu nad treścią, ze schematami, z przeszłością. Wreszcie fabuła nie wpisuje się tak mocno w obraz Polski i Polaków. Dzięki temu może być pokazywana i rozumiana na całym świecie, a nie tylko w Polsce. Głównym bohaterem filmu jest dziewiętnastoletni Dominik. To chłopak z dobrego i zamożnego domu. Chodzi do prywatnego liceum, za 100 dni zdaje maturę i nie brakuje mu niczego. Cechuje się inteligencją i wrażliwością. Lubi czytać książki. Jego matka pracuje w znanym domu mody, a ojciec jest



wysoko postawionym urzędnikiem w ministerstwie. Razem tworzą sympatyczne trio, wyglądają na zwyczajną, kochającą się rodzinę. Ale pewnego dnia wszystko zostaje zweryfikowane. Płaszczyzn, na jakich można odczytywać ,,Salę samobójców” jest kilka. Na pewno nie jest to film o ,,dzieciach emo”. Dominik, jeżeli miałbym to rozpatrywać, nie ubiera się jak typowy emo i odczytywanie filmu w ten sposób jest błędne. Nie jest to też film o homoseksualizmie i problematyki z tym związanej. Myślę, że głównym zamysłem reżysera było sportretowanie współczesnych nastolatków, ich świata, uczuć i doznań. Dwoistość fabuły odzwierciedla, gdzie żyją i spotykają się młodzi ludzie. Facebook i inne portale społecznościowe spowodowały, że nie ma już czegoś takiego jak prywatność i intymność. Granice zostały złamane! Dominik staje się ofiarą tego wszystkiego. Po jednym głupim wyskoku jego życie zmienia się w koszmar. Sytuacja, w jakiej się znalazł, to, że w szkole jest pośmiewiskiem, że nie ma nikogo, nawet rodziców, którzy są zajęci robieniem kariery, powoduje zrzucenie masek przez bohaterów. Widzimy, że każdy jest egoistą. Każdy myśli tylko o sobie. Świat bohaterów „Sali samobójców” jest pusty, wyrachowany i cyniczny. Jan Komasa mówi wprost: pokolenie dzisiejszych osiemnastolatków to pokolenie upadłe, bez norm etycznych i moralnych. To ludzie pozbawieni wrażliwości i uczuć. Ale są tacy nie dlatego, że to lubią. Tak ich wychowano. M. Staszczyk śpiewał: ojczyznę trzeba kochać i szanować, nie deptać flagi i nie pluć na godło, trzeba też w coś wierzyć i ufać. Oni nie muszą nic, bo nie kierują się w życiu żadnymi wartościami, nie kierują, bo rodzice nie zaszczepili w nich niczego poza oczekiwaniami... Film prowokuje do myślenia, do refleksji... Jest przestrogą dla młodych wrażliwych ludzi i dla rodziców. Odnosi się do problemów, które są bardzo ważne i, niestety, coraz powszechniejsze. “Sala samobójców” reż. Jan Komasa występują: J. Gierszał, R. Gąsiorowska, A. Kulesza, K. Pieczyński premiera: 4 marca 2011 DWA TYSIĄCE LAT
Dwa tysiące lat tyle trwa nasza nowożytna historia.


W porównaniu do dziesiątek milionów lat istnienia naszej planety, czy nawet setek tysięcy lat istnienia naszego gatunku to tyle, co nic. A jednak jest to okres, w którym, właściwie z dnia na dzień, cały świat staje się coraz bardziej cywilizowany. Ale czy aby na pewno? Dwa tysiące lat – przez wszystkie te lata, nieprzerwanie między naszym gatunkiem trwa wojna. Wojny demograficzne, wojny naftowe, wojny narkotykowe, wojny gospodarcze, wojny na tle religijnym czy te najgorze, napawające nas zdziwieniem i przerażeniem – wojny o wodę i wojny głodu. Nie pytajcie dlaczego, powodów jest jak kropli wody w rzece, niezliczona



ilość. Krwiożercze wojny, tak jak i kiedyś, trwają i dziś. Przykładów jest cały ogrom, najlepiej nam znany jest chyba Irak. Ale czy tylko Irak? Afganistan, Ruanda, Sudan, Liban, Czeczenia, Gruzja, Palestyna, Tybet, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Dwa tysiące lat – a codziennie się słyszy o porwaniach, morderstwach, bombach pułapkach, rzeziach czy ludobójstwach. Z dnia na dzień czyjeś życie nagle staje się horrorem, czy to za sprawą utraty czy tez własnej tragedii osobistej. Jestem Polakiem, historia naszego kraju jest mi bardzo dobrze znana. Jak niewiele narodów na świecie, nasz wylał już oceany łez, wycierpiał niewyobrażalne katusze. W naszej stolicy, wielokrotnie niszczonej, plądrowanej czy bombardowanej każdy kamień krwią płacze. W naszym rodzimym regionie być może wciąż żyją ludzie, którzy przeżyli lub pamiętają bratobójcze walki podczas powstania śląskiego. Dwa tysiące lat – usprawiedliwienia nie ma. Przelanej krwi, ludzi winnych bądź też nie, nie da się wytłumaczyć

Dwa tysiące lat – a świat wciąż nie pojął. Maciej Folek

żadnym argumentem. Bo niby jak wytłumaczyć matce nad grobem syna, że poświecił się by „cywilizować” Irak? Jak można chociaż próbować, co konsekwentnie robią możni tego świata, tłumaczyć taką tragedię czymkolwiek? Dwa tysiące lat – nie da się ich tak po prostu wyciąć z naszej historii i zacząć od nowa. Nie da się wszystkiego ot tak naprawić, nawet skłonny jestem twierdzić, że nie powinno się. Powinien to być mozolny proces zapoczątkowany przez nas samych, ale przede wszystkim przez ludzi, którzy stoją na czele tego świata. W innym wypadku ktoś wciąż będzie miał za nic V Przykazanie. Nie pytam tutaj również, gdzie jest Bóg. Pytam, kim są ludzie, którzy ślepo wierząc w jakieś tylko im znane wyższe dobro założyli knebel na głos swoich sumień, zatracając się w tej ideologii coraz bardziej, stając się tym samym nieczułym na rozpaczliwy płacz małego dziecka, symbolizujący wołanie o pomoc. SZUKASZ SZKOŁY ?
Wybierz najlepszą


„Mechanik” z racji swojej nazwy kojarzyć się może z miejscem kształcącym ściśle w kierunkach technicznych. Otóż jest to rozumowanie mylne – szkoła już od dawna posiada status Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących a dodając do tego zasadniczą szkołę zawodową otrzymujemy placówkę „uniwersalną”. Zakładając już że przyjść do nas może każdy, postaram się teraz ukazać te strony, które warto wziąć pod uwagę przy wyborze kolejnego poziomu na drodze edukacji. Zebraliśmy razem możliwie wszystkie źródła i prezentujemy jako spójną całość. Zacznę od Ogólnopolskiego Rankingu Techników, organizowanego przez dziennik „Rzeczpospolita” oraz serwis „Perspektywy”: - 1 miejsce wśród techników tarnogórskich - 11 miejsce na śląsku - 101 miejsce w Polsce Wynik ten mierzony był wśród szkół na podstawie sukcesów w olimpiadach przedmiotowych i



zawodowych, wyników matur z przedmiotów obowiązkowych i dodatkowych oraz opinii o placówce w kręgach akademickich. Do sporządzenia rankingu użyto danych ze źródeł nie powiązanych z ocenianymi szkołami – jest to więc jak najbardziej miarodajny wynik ! W powiecie Tarnogórskim nasza szkoła zdobyła 1 lokatę! Jako kolejny dowód popierający „wyjątkowość” instytucji przedstawiam film, nakręcony przez „Gwarek.TV”. Program TG.Klasa obejmował większość szkół Tarnogórskich. Mechanik zdobył miano „szkoły na szóstkę” co plasuje nas na 1 miejscu wśród miejsc odwiedzonych przez ekipę Gwarek.TV! (link do programu: http://gwarek.tv/tgklasa) Szkoła ocenę taką otrzymała za przyjazne podejście do ucznia, bogatą ofertę kółek zainteresowań (zespół rockowy, kółka taneczne, filmowe, teatralne, fotograficzne, kabaret itd.) oraz wyposażenie sal: 6 pracowni komputerowych (Windows/Mac/Linux), pracownie elektroniczne, mechaniczne, mechatroniczne, szkolne studio i warsztaty wyposażone m.in. w obrabiarki sterowane cyfrowo wraz z pracownią komputerową. Dzięki rozbudowanej ofercie kół zainteresowań żaden talent nie zostanie zmarnowany. Każdy znajdzie miejsce dla siebie ! Nie martw się jeżeli nie odnalazłeś jeszcze w sobie pasji życia – z pewnością nasza szkoła pomoże i przyczyni się do jej rozwijania. Chciałbym przedstawić także metodę EWD (Edukacyjna Wartość Dodana) – jest to proces pomiaru wyników nauczania podczas przyjścia do szkoły (egz. gimnazjalny) oraz wyników matur, czyli ilość zdobytej wiedzy w stosunku do jej zasobu przy starcie ucznia w szkole.



Prezentuje to efektywność nauczania w danej szkole – jak bardzo jesteśmy w stanie „napompować” ucznia wiedzą i umiejętnościami. W tej dziedzinie nasze technikum oraz liceum znajduje się na pierwszym miejscu wśród szkół Tarnowskich Gór, zarówno z j. polskiego jak i matematyki. (Zachęcamy do zweryfikowania na http://matura.ewd.edu.pl/). Jako uczeń Mechanika na profilu informatycznym mogę powiedzieć że wyposażenie jest takie jak powinno a nawet więcej, nauczyciele niezwykle wyrozumiali, podejście profesjonalne a organizacja bardzo, bardzo sprawna i co ważne – wreszcie można się pokazać, zaprezentować umiejętności i wiedzę. Zapraszamy bo warto ! Policzcie sobie...
...a potem pomyślcie


Piszę ten tekst na zlecenie kogoś postawionego w hierarchii o wiele wyżej aniżeli moja skromna osoba, dokładniej jakiś czas temu zarzucono mi, że moja ostatnia praca była hmm, krótko mówiąc, zbyt smutna, to pomyślałem sobie: „Stary, to nie może tak wyglądać, że będziesz dołował”. Jak można wywnioskować w mojej, niekiedy pracującej głowie, narodziła się myśl, żeby napisać coś szalenie optymistycznego i przepełnionego pozytywnymi emocjami, mówiąc w skrócie, coś radosnego. Dnia dzisiejszego, nieważne jakiego, grunt, że dzisiejszego, o godzinie 23:28 będąc już trochę zaspanym, zabrałem się do, można powiedzieć, tworzenia. Gdy przez głowę przemknęło mi słowo szczęście, od razu przypomniała mi się rozmowa z koleżanką, która na opisie swego komunikatora internetowego miała bardzo dołujący opis. Kiedy to zauważyłem, od razu, jako "wujek dobra rada", napisałem do niej i wcieliłem się na pół godziny w psychologa- jeszcze tego brakowało!!! Tomek-psycholog!!! Żeby już nie przeciągać, po prostu przedstawię wam główną myśl mojego pouczenia - czym dla Ciebie jest szczęście? Arcytrudne pytanie, nieprawdaż? Zastanawiaj się nad odpowiedzią stopniowo, najpierw rozejrzyj się po pokoju i zauważ przedmioty, których używanie uszczęśliwia Cię prawie tak samo jak mnie: pyszny niedzielny obiad, (zaleca się zarówno spożywanie obiadu,



jak i używanie ulubionych przedmiotów). Weźmny na przykład giatrkę, uszczęśliwia Cię? Graj na niej tak długo, aż mama w pokoju obok nauczy się tańczyć do wygrywanej melodii. Perkusja też może być, gdy posiadasz w domu masę szklanek, szklaneczek, kubków, kieliszków i innych, niekoniecznie przeźroczysznych przedmiotów, na ogół mających służyć za pojemniki na ciecze zdatne do spożycia. Możesz spotkojnie tak długo uderzać w bębny, aż nawet babcia będzie zmuszona do picia "z gwinta" , jak za starych dobrych czasów. Sama Ci za to podziękuje. Gdy już urządziłeś w domu namiatskę Przystanku Woodstock, pozwalam Ci wyjść z pokoju. Wróć, najpierw z szuflady wyciągnij słuchawki, później wyjdź i poszukaj swojego telefonu, żyjemy w XXI w., więc założyłem, że posiadasz w sprzęcie, który, jak głosi legenda, miał służyć



do dzwonienia, również odtwarzacz. Jeśli moje założenie się sprawdziło, znajdź w nim ulubione piosenki, posłuchaj ich. Gdy jesteś mężczyzną, a piosenkę wykonuje atrakcyjna wokalistka, w dodatku ku uciesze Twoich oczu masz wideoklip, możesz nie tylko słuchać, ale również patrzeć, piękne,czyż nie? Ale sie zapędziłem, odejdźmy trochę od tematu muzyki, jednak telefon trzymaj dalej w ręku. Trzymasz? Tak, to dobrze, kolejnym etapem naszej terapii będzie otwarcie Twej magicznej listy kontaktów, znajdziesz tam tak naprawdę Twoje największe szczęście – ludzi, dzięki którym na Twojej twarzy lubi malować się uśmiech, czyli jakby na to nie patrzeć, dwa szczęścia w jednym. Gdy już masz włączoną listę kontaktów, jesteś blisko mety, pozostało Ci tylko napisać smsa do Twojego przyjaciela lub przyjaciółki czy nie zechce pozwiedzać z Tobą jakże barwych okolic zamieszkałych przec Ciebie terenów, albo po prostu czy nie wyjdzie pogadać. Pozwalam Wam teraz iść razem na jakiś smakowity soczek, w drodze na spotkanie bardzo możliwe uśmiechniesz się jeszcze wiele razy, z przeróżnych nawet często błahych powodów. Koniec i kropka. Teraz przeczytajcie sobie ten artykuł jeszcze raz, dokładnie, na palcach policzcie wszystkie epicentra szczęścia i zastanówcie się czy ten świat naprawdę jest taki zły, jak to młodzi ludzie pod wpływem emocji zwykli powtarzać? A teraz policzcie jeszcze raz szczęśliwe momenty dla Was, choćby z przeciągu zeszłego tygodnia? Stawiam stówę, że jest ich sporo. Szczęście goni szczęście i przestańcie wreszcie marudzić! Taki mały moralizator od Tomka na zakończenie numeru, dziękuję, dobranoc. Tomek Garus I TY MOŻESZ POMÓC
Wolontariusze w Mechaniku


Wolontariuszy w Polsce nie ma zbyt wielu, a potrzybujących przybywa. Ludzie brzydzą się współpracować z osobami upośledzonymi, bezdomnymi - sądzą, że mają marny los, ale nie przyłożą ręki do tego, by żyło im się lepiej. Wolontariusze udzielają pomocy w formie korepetycji, prowadzą stołówki dla biednych, organizują zbiórki ubrań, wspierają, zbierają datki dla chorych a także zbierają nakrętki. Niektórzy myślą, że zbieranie nakrętek to dziwna forma pomocy innym, ale mimo wszystko jest ona owocna. Pomagający wiedzą, że za każdy zebrany kilogram nakrętek mogą zyskać 1 złotówkę, którą mogą przekazać potrzebującym. W Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Tarnowskich Górach uczniowie pod opieką nauczycieli angażują sie w pomoc. U nas w szkole opiekunkami wolontariatu są pani Monika Szajer i pani Alicja Zajączkowska. Razem z uczniami wymyślają różne formy pomocy. Nie siedzą bezczynnie, cały czas poszukują nowych osób, którym mogą się przydać. Poprosiliśmy panie opiekunki ,,Mechanicznego" wolontariatu o powiedzenie nam kilku słów na temat ich działalności: AlternatywneTG: Kto sprawuje pieczę nad wolontariatem w tej szkole? P. Szajer: W Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących wolontariuszem jest każdy uczeń, który uczestniczy w akcjach dobroczynnych organizowanych w naszej szkole.



Głównie opiekę nad wolontariatem sprawują: Jagoda Grabowska, Oliwia Świętek, Anna Mioscka, Beata Kubiciel, Izabela Olma, Klaudia Piecuch z I a LO, Justyna Gałaszewska i Anna Kwoska z I iT oraz Paweł Szeliga i Tomasz Janeczek z I cmT. Są to młodzi ludzie bardzo przedsiębiorczy i pomysłowi. Potrafią oni zachęcić innych do pomocy i każdą akcję przeprowadzają z wielkim zaangażowaniem. Ja i Pani Zajączkowska pilnujemy tylko, by wszystko odbyło się zgodnie z planem i bez zarzutu. AlternatywneTG: Jak zrodził się pomysł, by pomagać? P. Szajer: Klub Wolontariuszy ZSTiO powstał dopiero w tym roku szkolnym, chociaż "Mechanik" już wcześniej angażował się w pomaganie i różne akcje dobroczynne. Zmieniło się tylko tyle, że mamy grupę uczniów, którzy starają się, by naszych akcji wciąż było więcej i aby przebiegały sprawnie. AlternatywneTG: Jakie działanie prowadzi wolontariat szkolny? P. Szajer: Pomagamy wychowankom Domu Dziecka w Bytomiu Stolarzowicach. W tym roku każda klasa została zaangażowana w zakupienie słodkości dla dzieciaków z okazji Mikołaja. Oczywiście udaliśmy się wraz z Mikołajem i jego świtą do dzieci i zorganizowaliśmy im świetną zabawę mikołajkową. Przy tej akcji pomogli nam wolontariusze z Zespołu Szkół Techniczno - Usługowych. Przeprowadziliśmy również akcję ,,Podziel się sercem z Haiti". Była to zbiórka pieniędzy na rzecz dzieci cierpiących z powodu trzęsień ziemi na Haiti. Obecnie staramy się zaangażować uczniów w akcję ,,Marzycielska poczta". Polegać ona będzie na wysyłaniu listów i pocztówek do dzieci nieuleczalnie chorych. Chodzi o to, by wesprzeć je w tych trudnych chwilach, by dodać otuchy. Wolontariat posiada listę dzieci, które czekają na naszą wiadomość. AlternatywneTG: Jak znajdujecie potrzebujących? P. Szajer: O ,,Marzycielskiej poczcie" jedna z wolontariuszek dowiedziała się podczas wizyty u swojej Pani Doktor, zaś współpracę z Domem Dziecka nawiązaliśmy dzięki pani Szygule



- nauczycielce Zespołu Szkoł Techniczno-Usługowych. Dyrektor Domu Dziecka zwrócił się do niej z prośbą o pomoc w zbiórce ręczników dla maluchów. W pierwszej chwili pomyślałam, jak dzieciakom może brakować ręczników, ale po chwili stwierdziłam, że "Mechanik" też może pomóc. W ten sposób zrodziła się nasza pierwsza akcja ,,Podziel się ręcznikiem". Od dyrektora Domu Dziecka dostaliśmy listę dzieci z imionami i wiekiem. Każda klasa wybrała sobie jedną lub dwie osoby, którym zakupiła ręczniki. W zależności od wieku i płci ręczniki były różne. Zwykle pojawiały się ręczniki ze zwierzątkami i postaciami z bajek. Chłopcy zwykle dostawali ciemne ręczniki, a dziewczynki kolorowe i w pastelowych kolorach. AlternatywneTG: Jaka pomoc zwykle jest oferowana? P.Szajer: Wolontariusze oferują każdą pomoc materialną, wsparcie duchowe oraz finansowe. AlternatywneTG: Jak jest oceniana współpraca z tymi placówkami? P. Szajer: Po każdej akcji spotykamy się z wieloma słowami wdzięczności z nadzieją, że wkrótce przeprowadzimy kolejną akcję. Młodzież zaangażowana w wolontariat szkolny także ma coś do powiedzenia na ten temat: Grabowska: Współpraca z potrzebującymi idzie



dobrym tokiem. Pani Szajer jest bardzo zaangażowana i podsuwa nam pomysły, które otrzymała od innych nauczycieli. Mioscka: Właśnie! Jeśli mowa o pomysłach to ,,Marzycielską pocztę" zaproponowała mi moja Pani Doktor, na co szybko się zgodziliśmy. Piecuch: Podczas tej akcji będziemy wspierać dzieciaki, którym nie da się już pomóc w żaden inny sposób. Poza tym oferujemy pomoc materialną, na przykład poprzez zbiórki ubrań, zabawek czy słodyczy. Pomagamy także finansowo. Kwoska: Tak w ogóle to wypada powiedzieć, skąd ten nasz wolontariat szkolny się wziął. Mnie powiedziała o tym Pani Zajączkowska, reszta dziewczyn najprawdopodobniej dołączyła w ten sam sposób. Pani Zajączkowska razem z Panią Szajer pomagają nam i wysłuchują naszych propozycji zorganizowania akcji. Ohma: W nasze działania staramy się zaangażować jak uczniów naszej szkoły, bo każda pomoc się przydaje. Musimy przyznać, że bycie wolontariuszem to nie jest wcale taka prosta sprawa. Kubiciel: Oczywiście wszystkim uczniom, którzy wspierają nasze akcje serdecznie dziękujemy! Jak już na początku wspomniano, akcji jest wiele, do najbardziej popularnych należy akcja zbierania nakrętek plastikowych. Wielu uczniów przynosi do szkoły nakrętki, ale nie pojedyncze - całe reklamówki! Oczywiście w każdej klasie stoi także pudełko przeznaczone na ten cel z napisem: ,,Dla Oliwii". Bardzo chcemy pomóc tej małej i silnej dziewczynce. Ma ona zaledwie 9 lat i choruje od urodzenia na zespół Westa i dziecięce porażenie mózgowe. Oliwka jest leczona na wiele sposobów. Najczęściej w jej leczeniu stosuje się hospitalizację domową. Polega ona na stałej opiece lekarza i pielęgniarki. Pomagają oni Oliwce przebyć drogę przez bolesną i męczącą rehabilitację. Stale odwiedzają ją także: rehabilitant, logopeda, psycholog oraz nauczyciele, realizujący indywidualne nauczanie. Państwo Krupowies bardzo doceniają



zaangażowanie wszystkich ludzi dobrej woli w życie Oliwki. Jest to w pewnym sensie także pomoc im samym. Mają w tym momencie wsparcie duchowe, które umacnia w nich wiarę w wyzdrowienie córeczki. Zawsze mogą zadzwonić do lekarki Oliwki z każdą obawą. Oliwcia ma szanse na bardziej efektywne leczenie, w którym wykorzystuje się preparaty kwasów aminowych. Są one stosowane w leczeniu schorzeń neurologicznych. Leczenie trwa ok. 18 miesięcy i efekty można zauważyć prawie natychmiast. Już w pierwszych tygodniach widać zmniejszenie napadów padaczkowych. Taka reakcja jest bardzo dobra dla Oliwii. Pozwala na poprawę rozwoju umysłowego i fizycznego. Lecząc się aminokwasami, trzeba zwrócić szczególną uwagę na intensywną rehabilitację. Pomaga to w szybszej i efektywniejszej nauce. Rehabilitacja Oliwki aminokwasami jest bardzo obiecująca, lecz niestety dość kosztowna, co przekracza możliwości finansowe jej rodziców.



Rodzina Krupowies nie ma zbyt wielu funduszy na leczenie córki. Chcąc by miała się coraz lepiej, starają się uzbierać pełną kwotę, by mogła spokojnie jechać do Centrum Rehabilitacyjnego w Pradze. Do zbierania pieniędzy przyczyniło się wielu ludzi. Najpopularniejszym sposobem jest właśnie akcja zbierania nakrętek, ale nie tylko. W sierpniu 2010 roku grupa motocyklistów z Tarnowskich Gór zorganizowała zabawę w barze, w którym zawsze przesiaduje. Było wiele zabaw dla dzieci, jak i koncertów dla starszych. Wstęp na tę imprezę to jedyne 5 zakrętek. Wydaje się tak mało, a tak wiele może zdziałać. Jakiś czas później w Centrum Handlowym M1 odbyła się wielka impreza poprowadzona przez Krzysztofa Ibisza, który przez cały dzień nagłaśniał akcję zbierania nakrętek. Olbrzymią niespodzianką dla Oliwii był podarunek w formie płyty z autografami członków zespołu góralskiego Tekla Klebatnica, która została przeznaczona na licytację. Razem z kolegą miałam zaszczyt uczestniczyć w takim charytatywnym wydarzeniu. Zostało ono zorganizowane w Zespole Szkół w Nakle Śląskim. Podczas koncertu wystąpiła Bernadeta Kowalska ze swoimi śnieżynkami, tarnogórski zespół taneczny TESS, szkoła baletowa z Bytomia. Odbyła się także licytacja. Do wylicytowania było m.in.: akwarium, góralski koszyk ze smakołykami domowej roboty, krzesło prezesa z sekretarką ( lalką Barbie :) ), wielki pluszak klubu piłkarskiego Ruch Chorzów i wiele innych. Pieniędzy zebrała się masa, bo poza licytacją szkoła przygotowała ciasto do kupienia w kawiarence, dla dzieciaków malowanie twarzy (na które ja takze się skusiłam), a także można było kupić sobie rzeczy zrobione własnoręcznie przez uczniów np. aniołki, wieńce adwentowe. Bardzo nam się podobało. Byliśmy wzruszeni tym, jak ludzie mogą bezinteresownie pomagać. Wychodząc stamtąd żałowaliśmy, że nie możemy zostać dłużej. Było fantastycznie.

Otwórz się na innych !

Ludzie! Apeluję do was: pomagajcie! Zbierajcie nakrętki! Przekażcie 1% swojego podatku! Możecie także dofinansować leczenie Oliwki przez wzięcie udziału w aukcjach Allegro, w których zlicytowano autografy m.in.: Lecha Wałęsy, Justyny Steczkowskiej, Szymona Majewskiego i Olgi Bończyk. Ludzie dobrej woli, który potrafią zrozumieć cierpienie Oliwii i jej rodziców, starają się im pomóc. Złotówka do złotówki a leczenie Oliwii może być w pełni przeprowadzone. Magdalena Makowska <3 ???
Miłość w życiu, a może życie w miłości ?


Niejednokrotnie zastanawiam się, jak wiele trzeba, by zrozumieć, czym jest miłość i gdy już prawie docieram do rozwiązania, dochodzę do wniosku, że nie mam czasu, czy też nie mam ochoty dalej się zastanawiać. Tłumaczę to sobie tym, że mam swoją "drugą połówkę" i nie muszę nad tym tyle myśleć, bo skoro jestem z tą drugą osobą, to muszę rozumieć, czym jest miłość... Ale czy na pewno? Czy na pewno wiem, czym jest to uczucie, którego tak wielu z nas pragnie i tak wielu sądzi, że go nienawidzi? Wielu ludzi nawet się nad tym nie zastanawia, bo kto by w dzisiejszym świecie pomyślał, czym jest miłość, przecież to tylko puste słowo, przecież to tylko kilka liter pisanych w esemesie czy też wypowiadanych codziennie lub nieco rzadziej, ale czy na pewno? Ludzie nie myślą nad tym, bo nie mają czasu - ja to rozumiem, jednak czy ta druga osoba w waszym życiu to zrozumie, jeśli poczuje się



niedoceniona, jeśli poczuje, że w waszym związku jest coś nie tak? Dziś postaram się nieco naświetlić tę sprawę. Załóżmy, iż jesteście w związku od ponad roku, czujecie do siebie coś naprawdę wyjątkowego, ale skąd wy macie wiedzieć, co to za uczucie, skoro nawet się nad tym nie zastanawiacie ? Pamiętajcie, nie długotrwałość związku, lecz to, jaki ten związek jest świadczy o uczuciu. Nieraz spotykam się z sytuacją, gdy miłość myli się z zauroczeniem. Pewnie powiecie, że błądzić rzecz ludzka. Owszem, zgadzam się, tylko co, jeśli taka sytuacja zdarza się nie jeden raz i co, jeśli jedna strona naprawdę się zakocha, bo będzie na tyle dojrzała, by zrozumieć sens miłości, na tyle dorosła, by poczuć potęgę tego uczucia, a druga strona po prostu się znów ulegnie zauroczeniu i uznając, że nie ma szans dalej być z tą rzekomo ukochaną osobą, łamie jej serce tylko dlatego, iż jest na tyle dziecinna i niedojrzała, że nie potrafi zrozumieć, jak wielka przepaść dzieli zauroczenie od miłości?



Tak wielu młodych ludzi w dzisiejszych czasach popełnia samobójstwa, szacuje się, że około 40% to śmierć z powodu zawiedzionego uczucia, bezmyślności i niedojrzalości partnera. W wielu książkach, jak i w poradnikach internetowych, a nawet wśród znajomych znajdziemy informacje, iż miłość to potężne uczucie, które raz spływając na człowieka, trwa aż do jego śmierci, jednak moim zdaniem miłość to dla każdego z nas inny temat. Dla mnie jest to sprawa najwyższej wagi, ponieważ nie chciałbym przez swoją głupotę lub też przez brak czasu zranić kogoś bliskiego memu sercu. A wy... jak podchodzicie do tego tematu? Pewnie nie myśleliście o tym w taki sposób, a może jednak? Jeśli tak, to pewnie dlatego, że dojrzeliście do dźwigania odpowiedzialności za kogoś bliskiego, a jeśli nie, to teraz jest najlepszy czas, ażeby nad tym pomyśleć i w końcu poukładać swoje życie.



...a tak bawimy się w Mechaniku!