Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 doskonałość mieści się w xs? strona 7 dwa światy strona 10 geniusz inteligencji FIFA 2012 strona 14 the elder scrolls V: skyrim strona 18 wolne elektrony strona 20 cel: perfekcja, czyli cała prawda o harcerzach strona 26 harcerstwo: relikt przeszłości? strona 30 harcerstwo jest głupie! strona 32 czarodziej harry strona 34 GLOBALNA WIOSKA

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Marta Jeziorek, Julia Kozioł Redaktor prowadząca: Ula Skierkowska Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: kevygee (CC by 2.0) Szefowie działów: Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (kultura), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Patryk Łowicki. Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski

Ostatnio na Facebook'u krążył pewien satyryczny obrazek. Pogrzeb, zmarły leży w trumnie, najprawdopodobniej w kaplicy. Jest tam pełno krzeseł, ale tylko dwie osoby siedzą i rzeczywiście opłakują nie-boszczyka. Dwie kolejne osoby wchodzą do pomieszczenia, jedna z nich mówi: „miał ponad 2 tysiące znajomych na Facebook'u. Spodziewałam się większej frekwencji.” Bajka i satyra prawdę ci powie. Jeden mały obrazek bardzo dobitnie charakteryzuje współczesny świat – spotykamy się inter-netowo, mamy pełno znajomych, wiemy wszystko, ale tak naprawdę nic istotnego, a kiedy faktycznie coś się dzieje, okazuje się, że nie ma nikogo, kto mógłby pomóc nam w rzeczywistym świecie. Globalna wioska, tylko wszyscy jesteśmy samotni. Brzmi apokaliptycznie i nierealnie? To dob-rze. Pytanie brzmi – jak długo? MiK



WOKÓŁ Must have it!

WOKÓŁ KULTURY

Wystawa miniatur stadionów W Łódzkim Centrum Nauki „Experymentarium” dnia 30 stycznia zobaczyć bę-dzie można wystawę mi-niatur stadionów tegoro-cznych Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Modele zbudowane są z niezwykłą precyzją w skali 1:100. KULTURY Festiwal sztuk przyjemnych i nieprzyjemnych 3 lutego w Teatrze Pow-szechnym w Łodzi odbę-dzie się Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjem-nych i Nieprzyjemnych. Te-matem tej edycji będą polityka oraz zaangażo-wanie w nią teatru. Fe-stiwal rozpocznie się od premiery spektaklu „Marsz Polonia” Jerzego Plicha. W programie przewidziane są również wystawy i pro-jekcje filmowe. Trzy niezwykłe spotkania W warszawskim centrum artystycznym „Fabryka”, 5 lutego usłyszymy koncert z cyklu „Trzy niezwykłe spotkania”. Zagrają zespół Pablopavo oraz formacja Świetliki. Zapowiada się więc mieszanka alternaty-wy i reggae. Ferie ze sztuką Tczewska Fabryka Sztuk zaprasza 30 stycznia na wystawę „Wielka wojna w małym mieście” oraz warsztaty z historii komi-ksu, garncarstwa, a także street art. Dla młodszych uczestników przewidziana jest nauka pisania hiero-glifów. 4 lutego w galerii BWA w Bielsku–Białej odbędzie się wystawa pod tytułem „Must have it!”. Autorką prac jest Katarzyna Kmita, wrocławska artystka, która w swoich dziełach śmiało łączy folklor wraz z „top trendami”. Tytuł nawiązuje do ciągłego wpajania młodym ludziom potrzeby bycia na czasie i podążania za modą. Kasia Kmita zabłysnęła swoimi ręcznie robionymi wycinankami z symbolami kultury wschodu. Urszula Konarska–Mikołajewicz
DOSKONAŁOŚĆ MIEŚCI SIĘ W XS?
KULTURA: KSIĄŻKI

Czy anoreksja to choroba duszy? Przedstawiam historię o dziewczynie, która przez przyjaciółkę rozpoczęła pościg za ideałem, o którym po-wiedzieć „niezdrowy” to tak, jakby nazwać dorosłego słonia „słodkim maluszkiem”. Jessica jest główną bohaterką powieści „Chuda” Judith Fathallah. Mając trzynaście lat wyjeżdża z rodziną na wakacje. Jednak zamiast cieszyć się wyjazdem, myśli przede wszystkim o swoim wyglądzie. Czuje się samotna i ciągle krytykowana przez mamę i brata. Powoli zaprzyjaźnia się ze swoją „przyjaciółką” – wewnętrznym głosem – która wmawia jej, że szczupłość to jedyna droga do bycia akceptowaną, szczęśliwą i piękną. Przyjaciółka pojawia się znikąd. Nagle zaczyna dyktować dziewczynie, co ma robić, by schudnąć. Przekonuje ją, że powinna właściwie nic nie jeść i ćwiczyć w każdej wolnej chwili. Wyzywa, gdy waga pokaże kilka dekagramów więcej: „Co?! 50 kilo i 12 dekagramów? Wczoraj było 50,10! Ty świnio, przytyłaś!” Bardzo rzadko

KULTURA: KSIĄŻKI

chwali, ciągle zmusza do pracy. „Mroczny wewnętrzny głos rozwijał się zbyt szybko i czasem nocą ogarniała mnie bezbrzeżna panika, gdy przejmował nade mną kontrolę: Nie bądź głupia – zapewniał mnie opryskliwie. – Potrzebujesz mnie. To dzięki mnie dajesz sobie radę, dzięki mnie trzymasz pion.” Jessica wierzy, że pełna kontrola nad ciałem przyniesie jej poczucie bezpieczeństwa i pełną satysfakcję. Ćwiczy pięć razy dziennie, oprócz tego chodzi na basen i tańczy. Gdy jakieś ćwiczenie wykona niedokładnie, całość zaczyna od początku. Gimnastyka stała się jej religią, waga bogiem, a jedzenie wrogiem. W końcu to straszliwe szaleństwo kończy się pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Jessica ma wybór: albo zacznie się leczyć i przestanie słuchać wewnętrznego głosu, albo umrze… "Gimnastyka stała się jej religią, waga bogiem, a jedzenie wrogiem." Powieść Judith Fathallah jest zarazem biografią autorki. Jako trzynastolatka trafiła na odział psychiatryczny, gdzie stwier-dzono u niej jadłowstręt psychiczny. Będąc dorosłą kobietą, postanowiła opisać tamten trudny okres w jej życiu i pokazać, że z anoreksją można wygrać. Historia opo-wiada o zmaganiu się z chorobą, dokładnie pokazując cały proces walki i sposób "W świecie jasno określonych ideałów piękna nie ma miejsca nadziewczyny w rozmiarze 40. A przynajmniej taki przekaz płynie z mediów. Piękna kobieta to chuda kobieta?" myślenia anorektyczki. Robi to duże wra-żenie, gdyż niełatwo jest zrozumieć taką osobę komuś, kto tego zaburzenia nie doświadczył. Na początku można myśleć, że jest to tylko pusta i głupiutka dziew-czynka, nie widząca nic poza swoim wy-glądem. Nastolatka dążąca do nieosią- galnego celu, dla której nic poza nią samą się nie liczy. Jednak poznając bliżej bohaterkę, czytelnik zaczyna rozumieć, co naprawdę się z nią dzieje. Obsesyjne ćwiczenia przez całą noc, tygodniowe głodówki, odizolowanie się od świata, to tylko część obowiązków dyktowanych przez „przyjaciółkę”. Dlaczego ma ją za swoją sprzymierzeńczynię? Jessica uważa, że z nią jest bezpieczna, dzielą swój mały sekret, o którym początkowo nikt inny nie ma pojęcia. Opowieść znajdzie swoich odbiorców prze-

KULTURA: KSIĄŻKI

de wszystkim u młodzieży. Lekki język, wartko płynąca akcja, słownictwo płynne i dobrze zrytmizowane sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. Pogłębiona analiza psychologiczna anoreksji oraz przedsta-wiony proces leczenia to największa zaleta tej powieści. Książka bardzo wnikliwe przedstawia jeden z problemów współczesnej młodzieży. W świecie jasno określonych ideałów pięk-na nie ma miejsca nadziewczyny w rozmia-rze 40. A przynajmniej taki przekaz płynie z mediów. Piękna kobieta to chuda ko-bieta? Warto zastanowić się, czy idealnie dobrane ciuchy, świetny makijaż i nie-naganny wygląd da nam szczęście. Czy jest nam potrzebny? Czy dążenie do perfekcji ma swój koniec? Gdzie kończy się zdrowy rozsądek, a zaczyna choroba? "Anoreksja (...) to rozpaczliwe wołanie o pomoc kolejnej samotnej i nie-akceptowanej istoty." Anoreksja to wewnętrzna walka, cało-dobowe zmagania z samym sobą, dążenie do idealnej sylwetki bez względu na ból i cierpienie. Przede wszystkim jednak to rozpaczliwe wołanie o pomoc kolejnej samotnej i nieakceptowanej istoty. „Chuda” to książka warta polecenia tym, którzy znają osoby chore na zaburzenia odży-wiania, a także dziewczynom, które tak jak Jessica pragną nosić rozmiar XS. Mariola Lis

DWA ŚWIATY Magiczna opowieść o śmierci i życiu. Czy Suzie Salmon znajdzie „klucz do nieba”? Powieść Alice Sebold pt. „Nostalgia anio-ła” przepełniona jest grozą, smutkiem, miłością i tęsknotą. Opowiada o czternas-toletniej Suzie, zgwałconej i zamor-dowanej szóstego grudnia 1973 roku przez swojego sąsiada, pana Harveya. Miły, starszy mężczyzna chciał pokazać dziewczynce jamę wybudowaną w ziemi. Zaciekawiona poszła z nim i już nie wróciła. Suzie bardzo szybko trafia do Nieba, a ściślej, do miejsca o nazwie Pomiędzy, z którego opowiada swoją historię. Tam spełnia się jej każde życzenie: bliźniaczy dom, delikatny zapach skunksa unoszący się w powietrzu, możliwość posiadania psów wszelkiej rasy…



KULTURA: KSIĄŻKI

Mimo zafascynowania nowym miejscem, dziewczynka obserwuje rodzinę pogrążoną w żałobie, śledząc każdy jej krok. Patrzy na rozsypujące się małżeństwo rodziców, siostrę i trzyletniego braciszka, próbujących na swój sposób pogodzić się z jej odejściem. Uważnie śledzi swojego mor-dercę, którego nikt nie podejrzewa o dokonanie tej straszliwej zbrodni. Mordercę, który wyjeżdżając z miasta zaciera wszystkie ślady. Z upływem lat spogląda na pierwsze zauroczenie siostry, pocałunki, namiętności i wszystko to, czego ona już nie doświadczy. Czy zakończy ziemskie sprawy i będzie potrafiła wyjść z Pomiędzy? Od pierwszych stron powieść naładowana jest emocjami: od napięcia wywołanego przez nierozwikłaną tragedię, przez uniesienia romansu, tęsknotę, chęć zemsty, aż w końcu nadzieję. Sebold z łatwością przenosi nas w świat bohaterów sprawiając, że czujemy dok-ładnie to, co oni. Styl pisarki przepełniony pięknymi, malowniczymi opisami nieba i lekkością sprawia, że historia Suzie, choć pełna okrucieństwa, wciąga nas od pierwszych zdań. Pokazuje, jak śmierć dziewczynki wpłynęła nie tylko na jej bliskich, ale także na przypadkowych ludzi, których praktycznie nie znała. Opisuje zmagania rodziny, wewnętrzne rozterki bohaterów, subiektywne rozmyślania czter-nastolatki nie potrafiącej pogodzić się z własną śmiercią. Nieustające poszu-kiwania ciała zgwałconego dziecka oraz mordercy, który od początku był na wyciągnięcie ręki, sprawiają, że powieść staje się autentyczna. Niestety książka

KULTURA: KSIĄŻKI

"Od pierwszych stron powieść naładowana jest emocjami: od napięcia wywołanego przez nierozwikłaną tragedię, przez uniesienia romansu, tęsknotę, chęć zemsty, aż w końcu nadzieję." wiele traci na wiarygodności, gdy wpro-wadzone zostają elementy nadprzyro-dzone, a zło w należyty sposób zostaje ukarane. Powieść jest godna polecenia tym, którzy pragną zastanowić się, jak śmierć bliskich, a w szczególności dzieci, wpływa na ich życie. Przekaz płynący z książki pokazuje, że czas leczy rany. Cierpienie po stracie bliskiej osoby stopniowo będzie się zmniejszać, a nam nie pozostanie nic innego, jak ułożenie sobie życia na nowo. Mariola Lis GENIUSZ INTELIGENCJI
FIFA 2012
KULTURA: GRY KULTURA: GRY

Staruszek, który po raz kolejny dostał eli-ksir młodości. Wystarczy parę kliknięć i już staliśmy się gwiazdami światowego futbolu. Wystarczy, że odpalisz FIFĘ 12! Gra ukazała się w październiku ubiegłego roku. Produkcją i dystrybucją zajmuję się kanadyjska gałąź Electronic Arts (EA). Jest to kolejna część z serii piłkarskich pro-dukcji. Jak co roku jest ona udoskonalana, wprowadzone zostają nowe rozwiązania. W rezultacie zatraca się poczucie świata wirtualnego z rzeczywistym. Jednak naj-ciekawsze jest to, że zawsze jest wrażenie bycia na boisku i możliwości wymieniania podań z takimi sławami jak Messi czy Ronaldo. FIFA 12 to także nowy silnik gry, zupełnie nowa dynamika rozgrywki. Płynne ruchy, realistyczne gesty zawodników. To jest naj-większa zmiana na korzyść. W poprzedniej części (FIFA 11) były już zapowiedzi takich możliwości – dopiero 12-stka w pełni wykorzystała potencjał. " Płynne ruchy, realistyczne gesty zawodników. To jest największa zmiana na korzyść." Pro Player Intelligence to system kom-puterowy, który wykonuje te wszystkie "cuda". Prace nad nim trwały ponad dwa lata. Długo, ale opłaciło się. Każda akcja, każdy ruch, każde uderzenie może być wykonane na wiele sposobów i z różnymi skutkami. System jest dostosowany do

KULTURA: GRY

każdego zawodnika w sposób indywidual-ny. Wreszcie doczekaliśmy się momentu, gdzie przestała mieć znaczenie szybkość danego piłkarza. Uwzględniono każdy z warunków, takich jak drybling, warunki fizyczne, ukształtowanie techniczne czy wydolność organizmu. Dzięki temu każdy z zawodników upadnie inaczej, skręci kostkę w prawo lub w lewo. Żadna gra naświecie nie posiada czegoś równie ge-nialnego! Grafika to dzieło sztuki – każdy detal dopracowany jest w najwyższym stopniu. Ogromna ilość pracy przekłada się na wymierne efekty. Każdy z nas może podziwiać grymas Ronneya po nieudanej bramce czy szał radości publiczności po udanej interwencji. "Grafika to dzieło sztuki – każdy detal dopra-cowany jest w najwyż-szym stopniu. Ogromna ilość pracy przekłada się na wymierne efekty." Kolejnym ważnym aspektem są możliwości samej rozgrywki – od treningu aż po turnieje wraz z przyjaciółmi. Towarzyskie mecze, rozgrywki klubowe, tryb kariery, gdzie każdy może być trenerem "z nazwi-skiem", po międzynarodową rozgrywkę. Przyznam szczerze, że mecze towarzyskie szybko się nudzą. Zdecydowanie więcej adrenaliny jest przy wyborze kariery lub międzypaństwowych zawodach. Bycie

KULTURA: GRY

menadżerem to coś więcej niż czytanie monotonnych wypowiedzi zarządu – sami prowadzimy politykę transferową i budu-jemy zespół marzeń. Trzeba jednak pa-miętać, by drużyna nie przemieniła się w pełne spectrum indywidualności. Następna nowość to realia telewizyjne. Doczekaliśmy momentu, gdy publiczność okazuje uczucia, gdy piłkarze zaczynają się bić albo sędzia macha kartkami na prawo i lewo – tak jak dzieję się to na praw-dziwym meczu. Komentarze znanych nam Włodzimierza Szaranowicza i Dariusza Szpakowskiego tylko dodają uśmiechu podczas strzelenia kolejnej bramki. Popra-wiono również akcję danego komentarza – w poprzednich edycjach rzadko zdarzało się, że dany tekst nie pasuje do sytuacji – tutaj zostało to naprawione. "Doczekaliśmy momentu, gdy publiczność okazuje uczucia, gdy piłkarze zaczynają się bić albo sędzia macha kartkami na prawo i lewo – tak jak dzieję się to na prawdziwym meczu." Podsumowując, została przekroczona ko-lejna bariera technologiczna, jaką jest gra-fika w Fifie. Do rąk dostaliśmy dzieło całkowicie skończone – oby tak dalej! Michał Fila THE ELDER SCROLLS V: SKYRIM
Piękne krajobrazy, jaskinie, miecze, łuki, topory, kolczugi, szkielety, ma-gia, wiedźmy, no i oczywiście smoki!
KULTURA: GRY

The Elder Scrolls V: Skyrim to wypro-dukowana przez firmę Bethesda Game Studios piąta odsłona popularnego cyklu cRPG. Akcja gry rozgrywa się 200 lat po wydarzeniach przedstawionych w The Elder Scrolls IV: Oblivion. Gracze wcielają się w ostatniego łowcę smoków, którego zadaniem jest powstrzymać Alduina, boga zniszczenia, przed unicestwieniem całego kontynentu Tarmiel. Naszą przygodę za-czynamy od krótkiej scenki wpro-wadzającej i stworzenia bohatera. Gra daje nam do wyboru dziesięć różnych ras, przy czym każda posiada inne umiejętności. Proces tworzenia bohatera może być nawet zabawą na kilka godzin, ponieważ mamy do wyboru bardzo dużo szczegółów zmie-niających wygląd postaci. Najważniejszą zaletą Skyrim jest grafika. Grając czujemy klimat średniowiecza, w którym musimy walczyć ze smokami.

KULTURA: GRY

Kiedy wyruszamy w góry, zaczyna sypać śnieg, wiatr mocniej wieje, przez co powoli tracimy widoczność. Jeżeli spojrzymy w dół, zobaczymy przepiękny kawałek świata, w którym dane jest nam grać. W jaskiniach widzimy mech na ścianach, pajęczyny, rosnące grzyby, a nawet podwodne źródła tworzące małe jeziorka. Wszystkie te elementy sprawiają, że krajobraz świata, który widzimy, jest niezwykle realistyczny. Jedną z bardziej dopracowanych rzeczy jest to, że poza samą główną fabułą jest ponad sto innych ciekawych historii, krótkich i długich. Krótkie misje poboczne polegają głównie na przeszukaniu jaskini bądź zabiciu jakiegoś opryszka. Dłuższe wymagają od nas większego wysiłku. Chociażby w miejs-cu o nazwie labiryntian musimy znaleźć pierwszą maskę, która jest tam ukryta. Misja ta opiera się na zabiciu ośmiu mrocz-nych magów, którzy posiadają maski potrzebne nam do zwycięstwa i odebrania nagrody. Jedną z najbardziej niedopracowanych umiejętności w Skyrim jest skradanie. Wystarczy, że naciśniemy CTRL i włącza się tryb skradania, podczas którego jesteśmy prawie niezauważalni dla prze-ciwników. Wystarczy, że uzyskamy 30-40 poziom tej umiejętności. Po za samą niewidocznością przy strzelaniu z łuku podczas skradania zadajemy dwa lub trzy razy więcej obrażeń, dzięki czemu zabijemy przeciwnika bardzo szybko. Dla graczy jest to oczywiście spore ułatwienie, ale nie "Gra The Elder Scrolls V: Skyrim wywarła na mnie wielkie wrażenie głównie poprzez bardzo dobrą grafikę, która oddaje klimat tego świata, a także fakt, iż możemy wybrać spośród dziesięciu rożnych ras." zmienia to faktu, że jest to element, który psuje rozgrywkę. Gra The Elder Scrolls V: Skyrim wywarła na mnie wielkie wrażenie głównie poprzez bardzo dobrą grafikę, która oddaje klimat tego świata, a także fakt, iż możemy wybrać spośród dziesięciu rożnych ras, gdzie każda specjalizuje się w innych zdolnościach, np. oddychanie pod wodą. To wszystko sprawia, że ma się ochotę pograć choć chwilę, by samemu, na własnej skórze przekonać się, dlaczego Skyrim jest tak ciekawą i wciągającą grą. Tomasz Wiśniowski









TEMAT Z OKŁADKI

Oskarżenia, jakie osoby starsze rzucają w stronę młodzieży, są często niespra-wiedliwe. Skoro już na początku lat dzie-więćdziesiątych nauczyciele narzekali, że: „ta młodzież jest dziś ogolona ze wszy-stkiego; nie ma klubów, a jeśli już (…) są jakieś zajęcia, to tak niesłychanie drogie” , to nie ma się co dziwić, że młodzież nie ma zajęcia i brnie w subkultury, skoro nie każdego rodzica stać na lekcje fortepianu dla dziecka. Jednakże to, że paleta propozycji spę-dzania wolnego czasu (pozornie) skurczyła się, nie oznacza, że młodzi ludzie na-prawdę jedyną alternatywę mają w piciu piwa pod sklepem. Jeśli ktoś uważa, że ta propozycja jest zbyt prymitywna jak na jego oczekiwania, to na pewno znajdzie coś, co pozwoli mu w twórczy sposób spędzać wolny czas. "...to, że paleta propozycji spędzania wolnego czasu (pozor-nie) skurczyła się, nie oznacza, że młodzi lu-dzie naprawdę jedyną alternatywę mają w pi-ciu piwa pod sklepem." - W środowisku, w którym mieszkam, nie ma zbyt wielu grup młodzieżowych, wybór jest bardzo ubogi, ale mimo to, nawet mając tak skromny wachlarz możliwości, młodzież mogłaby znaleźć coś dla siebie – opowiada Łukasz, były harcerz. – W więk-szych miejscowościach, a już w szczegól-ności w miastach, gdzie można wybierać spośród dziesiątek możliwości, młodzież podchodzi do tego z większym entuzja-zmem. Jeśli nie spodoba im się w wolon-tariacie, mogą zacząć angażować się w kółku sympatyków origami albo muzyki folkowej. Pewne jest to, że młodzi ludzie zawsze byli chętni do udziału w grupach, w których mogli spędzać czas i rozwijać swoje zainteresowania wraz z rówieśni-kami. Młodzież pełna pasji i chęci do dzia-łania zawsze będzie szukać czegoś dla siebie; niekoniecznie będzie to jakaś for-malna organizacja działająca przy domu kultury, może to być luźna ekipa ludzi kochających taniec, dobrą książkę czy setki innych rzeczy – podsumowuje Łukasz. Dysproporcja ofert dla młodzieży między wsią i miastem jest widoczna gołym okiem. Kiedy nasi rodzice byli w naszym wieku (brzmi to co najmniej tak odlegle, jak „kiedy Słońce było bogiem”), na wsi można było zobaczyć jeszcze objazdowe kina i teatry, a przyjazd takiej „karnazeli” to było wyjątkowe wydarzenie. Teraz tę funkcję przejął drugorzędny cyrk, który raz na kilka lat przywlecze się w okolice. Mimo to, na wsi też jest co robić. Niezachwianą popularnością cieszą się drużyny sportowe i kluby piłkarskie.

TEMAT Z OKŁADKI

- Od dziecka gram w piłkę. Mając zaledwie pięć lat, już kopałem piłkę ze starszym rodzeństwem – wspomina Szczepan, zawo-dnik lokalnej drużyny sportowej. – Z mie-siąca na miesiąc, z roku na rok, coraz więcej trenowałem. Gdy byłem w trzeciej klasie podstawówki był nabór dzieci i mło-dzieży do miejscowego klubu "Sparta" Jeżowe. Gdy tylko zobaczyłem ogłoszenie, bardzo chciałem się zapisać do drużyny, ale musiałem zapytać rodziców. Bałem się, że mi nie pozwolą. Okazało się, że bez problemu mi pozwolili. Od tej pory gram w „Sparcie”. To już jakieś 10 lat. Poziom jest jaki jest, bo przecież to jedna ze słabszych lig, ale jak coś się kocha, to się nie zwraca uwagi na takie rzeczy. Śmiało mogę powiedzieć, że kocham to, co robię. Oczywiście chodzą po głowie myśli, ma-rzenia, żeby kiedyś zagrać w jakimś lep- szym klubie, w trochę lepszej lidze od tej. Jak Bóg da, to może tak się stanie. Ta drużyna daje mi wiele radości, szczęścia. Bardzo lubię treningi, mecze, rywalizację z kolegami z drużyny. Wysiłek fizyczny jest potrzebny. Jak to mówią "sport to zdro-wie." I dlatego wybrałem klub sportowy, a nie na przykład kółko teatralne. Chociaż często nie mogę znaleźć czasu wolnego, bo mam też inne obowiązki, ale staram się to jakoś ze sobą pogodzić – stwierdza młody piłkarz. Niebywale kuszącą i najpowszechniejszą obecnie propozycją spędzania wolnego czasu dla młodego człowieka stał się kom-puter. Spopularyzowanie Internetu przy-czyniło się do tego, że alternatywy są te-raz mniej oblegane, niż były kiedyś, gdy przed młodym człowiekiem rozciągało się

TEMAT Z OKŁADKI

podwórko i boisko, a nie międzynarodowa sieć, w której jednym kliknięciem można załatwić tak wiele. Dla części nastolatków komputer i Internet są całym światem i wi-dzimy to dobitnie szczególnie teraz, gdy toczy się spór o kontrowersyjne porozu-mienie ACTA. Podobno takich demonstracji młodzieżowych Polska nie widziała od cza-sów PRLu, a co szczególnie ciekawe, mło-dzi ludzie wyszli na ulicę w sprawie In-ternetu, a nie zrobili tego, kiedy zwię-kszano stawkę podatku VAT, kiedy wzrosła akcyza na paliwo czy kiedy przedstawiono projekt podwyższenia wieku emerytalnego. Jak widać, skala priorytetów młodych ludzi uległa przewartościowaniu. Być może to, że młodzież spędza dużo czasu przed komputerem we własnych domach, wpłynęło na taką, a nie inną opinię ludzi starszych o młodym pokoleniu, jaką przedstawiliśmy we wstępie. Wniosek może być bajecznie prosty, a jednocześnie naiwny – skoro młodzieży nie widać na ulicy (bo siedzi w domu), to znaczy, że „nic nie robio”. Czy z tego powodu młodzież zasługuje na potępienie? Okazuje się, że niekoniecznie. Marcin, muzyk, zapytany o to, jaką ma przewagę nad rówieśnikiem, który spędza czas przed komputerem, stwierdza: – Mam tylko taką, że swoją grą na instrumencie staram się budować wrażliwość innego człowieka na wartości i sztukę. Mój rówieśnik nie jest gorszy tylko dlatego, że gra na komputerze. Widocznie taki ma sposób na realizację siebie. Ja mam inny, ponieważ chcę dać coś od siebie innym – podsumowuje. A jak jest z tym dawaniem czegoś od siebie

TEMAT Z OKŁADKI

wśród naszej młodzieży? Na jakie wyrze-czenia byliby w stanie zdobyć się młodzi ludzie w imię zasad grup, do których przynależą? "Nie można jednak przyznać, że każdy młody człowiek, który spędza czas przed komputerem, ogląda wyłącznie filmy przyrodnicze i gra." - Już samo zaangażowanie kosztem czasu czy możliwego spotkania z przyjaciółmi jest jakimś poświęceniem – wylicza Łukasz. – Zamiast uczestniczyć w, przypuśćmy, sobo-tnim spotkaniu harcerstwa, równie dobrze młody człowiek może jechać na dyskotekę. Od czasów Szarych Szeregów wiele się zmieniło, zwłaszcza mentalność ludzi i szczerze wątpię w to, że dzisiaj młodzież równie ochoczo walczyłaby o Polskę, co kiedyś nasi dziadkowie. Znam wielu ludzi, którzy w imię ideałów swoje grupy wyrzekli się tego, bez czego współczesna młodzież nie może się obejść. Mowa tu o Krucjacie Wyzwolenia Człowieka, która jest dobro-wolną abstynencją od alkoholu. Myślę, że jest to doskonały przykład chęci do po-święceń młodych ludzi. Oczywiście nie są do tego zdolni w tak wielkim stopniu, jak nasi rodzice czy dziadkowie, ale zawsze! W każdym pokoleniu znajdą się ludzie, którzy dla wyższych spraw są w stanie zrobić bardzo wiele – kończy Łukasz. Młodym ludziom zmieniły się priorytety, czasy są już inne, niż kiedyś, więc trzeba przyznać, iż czasem niesprawiedliwe jest stwierdzanie, że młodzi „nic nie robio”. Nie można jednak przyznać, że każdy młody człowiek, który spędza czas przed kom-puterem, ogląda wyłącznie filmy przy-rodnicze i gra. Cokolwiek byśmy o mło-dzieży jednak nie napisali, to przecież i wśród naszych ojców było mnóstwo obiboków, którym nie chciało się pracować w polu, a konflikt pokoleń i tak zawsze bę-dzie widoczny. Co najmniej tyle samo nie-uzasadnionych pretensji, ile starsi kierują do młodszych, może skierować i młodzież do pokolenia swoich babć i dziadków. Krzysztof Socha Dlatego najlepszym podsumowaniem tych rozważań, niech będzie trawestacja wiersza poety, który wśród współczesnych sobie czuł się tak obco, jak dzisiejsza młodzież pośród starszych pokoleń: Coś Ty ojczyźnie zrobiła młodzieży, Że w Ciebie, jako w przyszłość naród wierzy, Opluwszy pierwej..? Coście młodzieży zrobili dziadkowie, Że Was, choć żywych, chętnie widzi w grobie, Za w łagrach mękę..? CEL: PERFEKCJA,
CZYLI CAŁA PRAWDA O HARCERZACH
SPOŁECZEŃSTWO: HARCERZE SPOŁECZEŃSTWO: HARCERZE

O życiowych celach harcerza, wadach i zaletach harcerstwa oraz ciekawych „obozowych” zwyczajach i przygo-dach z panią Magdą Necel, harcerką ZHR w latach 90., rozmawia Kamil Aftyka. Dlaczego harcerstwo? Byłam wtedy w pierwszej klasie liceum, a harcerstwo było pewną alternatywą, czymś innym niż tylko szkoła i szkoła. Stwarzało możliwość miłego spędzenia wolnego czasu, poznania nowych ludzi, nowych rzeczy. Mieliśmy obozy w środku lasu. To też mnie w jakiś sposób pociągało, bo mogłam sprawdzić swoje umiejętności pracy w grupie i samemu. ZHR organi-zował często obozy letnie w ten sposób, że był drużynowy, który szedł do nadleś-nictwa i prosił tam o zgodę na organizację biwaku. Wtedy wszyscy rozbijaliśmy na-mioty i zaczynały się wyzwania. Może taki styl nie wszystkim odpowiada, ale ja z wiel-ką radością i entuzjazmem traktowałam to, że sama zbudowałam pryczę, wbiłam drewniane kołki, wzięłam siekierę i porą-

SPOŁECZEŃSTWO: HARCERZE

bałam drzewo, ze sznura zaplotłam po-dłoże pod siennik. Pamiętam, że mama jeszcze przed moim wyjazdem szyła go dla mnie, później jechało się do gospodarza, by wypełnił go sianem. Bardzo lubiłam spać w dziesięcioosobowych grupach, miało się też warty. Jak pani patrzy na współczesną mło-dzież, czy uważa pani, że dużo osób chce zostać dzisiaj harcerzem? Czy bycie harcerzem jest na czasie? Spotykam od czasu do czasu młodych harcerzy, ale to raczej rzadkość. Nie-wątpliwie, na początku lat 90. ta forma spędzania czasu była bardziej popularna niż dzisiaj, ponieważ był to coś nowego, taki świeży powiew. Myślę, że jest to teraz także interesujące zajęcie, ale mamy dzisiaj takie rzeczy jak Internet. To one wypierają wspólne wypady z przyjaciółmi czy obco-wanie z przyrodą. Dodatkowo harcerstwo jest związane z dawnymi zasadami, na przykład byliśmy zobowiązani do absty-nencji nie tylko na zajęciach, ale i na co dzień. Myślę, że dzisiaj panuje zwyczaj pójścia na łatwiznę, nie staramy się pod-nieść wyżej poprzeczki. To załóżmy, że jakaś osoba zapisze się do już harcerstwa. Jakie cele ma taki człowiek? Może posłużę się przykładem: miałam do czynienia z dość trudnym uczniem, który miał problemy w domu, pochodził z wie-lodzietnej rodziny. Został usunięty z nor-malnej klasy, a ja miałam z nim indywidu- alne zajęcia. Kiedy dyskutowaliśmy na te-mat harcerstwa, on nagle się otworzył, stał się jakby innym człowiekiem. Zapisał się do związku harcerskiego, a powierzane mu zadania bardzo dobrze wpłynęły na jego osobowość. Czyli czuł się spełniony? Tak, oczywiście. Raz musiał zająć się grupką dzieci i zorganizować im czas w harcówce. W naszej szkole przeznaczy-liśmy starą piwnicę na miejsce tych zbió-rek, a on umeblował ją, w ogóle bardzo zaangażował się w ten projekt. Dało mu to wiele satysfakcji, widać było, jak z dnia na dzień zmienia się na lepsze. Uważam, że osoby, które zapisują się do harcerstwa myślą, że to forma zabawy, jak na przykład podchody, a nie do końca zdają sobie sprawę z tego, z czym to będzie związane. Wracając do tego chłopaka, harcerstwo spowodowało, że zaczął wierzyć w siebie, został doceniony. Opowiedział mi niesa-mowitą historię, jak na środku jeziora przyznano mu Krzyż Harcerski, co bardzo go poruszyło. Takich odznaczeń nie dostaje się za zwykłe zbiórki, a za wykonane za-dań, które świadczą o samodzielności i od-powiedzialności. Sądzę, że harcerstwo jest niezwykle potrzebne dla rozwoju czło-wieka. Nie jest powiedziane, że do har-cerstwa mają przychodzić stuprocentowi bohaterowie. Chodzi tu o dążenie do dos-konałości. To dążenie jest w tym najważ-niejsze.

SPOŁECZEŃSTWO: HARCERZE

To brzmi bardzo ładnie. A negatywne strony? To zależy, jak kto na to patrzy. Dla osoby, która pije alkohol, abstynencja będzie wiel-kim wyrzeczeniem. Natomiast ja uważam, że harcerstwo daje więcej korzyści, choć, jak wszędzie, zdarzają się tarcia między ludźmi, szczególnie na tych wyższych sta-nowiskach; gdy jest się komendantem obo-zu, ochmistrzem, podharcmistrzem czy osobą dostarczającą jedzenie, ale general-nie jest dobrze. Mimo tych sprzeczek ideał, do którego się dąży, niewątpliwie niesie korzyści dla młodzieży. Harcerstwo przyniosło jakieś rozcza-rowanie? Ja byłam harcerką na etapie, kiedy ZHR jeszcze raczkował. To była nie tyle co od-noga ZHP, który istniał jeszcze w czasach komunistycznych, ale próba odniesienia się do przedwojennej polskiej tradycji harcer-skiej. Myśmy po prostu na samym począ-tku to wszystko tworzyli, a na zażalenia nie było czasu. Dawało to wiele wspaniałych przeżyć i nie przypominam sobie żadnych rozczarowań. Czyli można powiedzieć, że jest pani fascynatką harcerstwa. Fascynatką byłam do pewnego momentu, później człowiek z tego wyrasta. Jednak dalej identyfikuję się z katalogiem zasad, jakie propagowało harcerstwo, chociaż nie uczestniczę już w tych wszystkich zbiór-kach, bo harcerzem formalnie już nie je-stem. Ale te wszystkie rzeczy bardzo miło wspominam, poleciłabym je każdemu i podpisuję się pod tym obiema rękoma! HARCERSTWO –RELIKT PRZESZŁOŚCI?
Czy harcerstwo jest potrzebne? Czy jest na czasie? Poznajmy odpowiedzi ankietowanych.
SPOŁECZEŃSTWO: HARCERZE

Ankiety wypełniały osoby poniżej 20. roku życia (22%), między 20. a 35. rokiem życia (50%) i między 35. a 50. rokiem życia (28%). W większości były to osoby z wy-kształceniem średnim (44%) i wyższym (41%). Na pytania odpowiadało więcej ko-biet niż mężczyzn. Pierwsze pytanie polegało na wskazaniu prawdziwego zdania dotyczącego stosunku danej osoby do harcerstwa. Przeważającą grupę stanowią osoby, które były har-cerzami i tego nie żałują (44%). 33% an-kietowanych nie żałuje tego, że nie jest harcerzem. Nie ma osób, które żałują bycia harcerzami. Kolejna kwestia – czy harcerstwo jest popu-larne, czy jest na czasie? Można nie do-wierzać, ale wszyscy ankietowani odpowie-dzieli, że nie. W drugim pytaniu internauci byli zgodni, ale następny problem wykazał, jak bardzo odmienne są ich zdania. Punkt ankiety o tym, czy harcerstwo jest ważne dla rozwoju człowieka, był na tyle kłopotliwy, że połowa zapytanych osób opowiedziała się za, a połowa przeciw. Ludzie, którzy uznali znaczący wpływ harcerstwa na rozwój człowieka, tłumaczyli to w ten sposób: Harcerstwo „wykształca dobre na-wyki, wychowuje, uczy ciekawych rzeczy, a sami harcerze i harcerki są zazwyczaj bardzo sympatycznymi i otwartymi ludźmi”, „kształtuje charakter, nadaje pozytywne wartości”. Osoby, które nie zgadzają się z tymi twierdzeniami, mówią: „prawidłowy rozwój jest możliwy bez harcerstwa, obecnie jest wiele innych, ciekawszych form spędzania wolnego czasu i rozwoju.” Były harcerz zaznacza, że harcerstwo „jest przeznaczone dla pewnych grup ludzi, którym odpowiada taki styl życia”. Kto inny zauważa, że „życie w kiepskich warunkach, często bez prądu czy wody, może być miejscami trudne, ale okazuje się potem, że jest to szkoła przetrwania. Nie uczy ona życia, ponieważ jest to tylko zabawa. Uczestnik zdaje sobie sprawę, że za dwa tygodnie wróci do domu i będzie miał dostęp do cudów techniki. Nie ma wątpliwości, że harcerstwo może dodać adrenaliny, ale na dłuższą metą nie daje człowiekowi niczego wartościowego”.

SPOŁECZEŃSTWO: HARCERZE

Równie odmienne zdania reprezentują wy-powiedzi dotyczące wad i zalet harcer-stwa. Pewna harcerka pisze o tym zajęciu: „Po pierwsze, stwarza okazję do przeżycia mnóstwa przygód i poznania wielu warto-ściowych ludzi. Uczy pokory, wytrwałości, hartu ducha i ciała, pokazuje wartości, do których warto dążyć, jest modelem życia społecznego. Wyrzeczeniem jest na pewno ilość czasu, którą trzeba poświęcić, wybie-rając drogę harcerstwa. Dla niektórych trudną sprawą jest akceptacja Prawa Har-cerskiego, ale podchodząc do niego jak do serii zakazów, można przegapić jego istotę. Jakoś mniej entuzjastycznie wspominam pracę śródroczną, zbiórki, apele, kwesty. Pewnie z ich względu zrezygnowałam z harcerstwa, nudziły mnie ciągłe zbiórki o tym samym – historia harcerstwa, struk-tura ZHR, szyfry, symbolika...”. Inna osoba twierdzi: „Harcerstwo daje przygodę, oder-wanie się od szkoły, codzienności. Nie ma tu żadnych wyrzeczeń, skoro jest to przy-jemnością”. Padały również głosy, że ustępstwem, na które trzeba pójść, de-cydując się na harcerstwo, jest to, że uznają cię za dziwaka, a sama działalność obija się o stereotypy. Jeden z byłych har-cerzy żali się, że koledzy z hufca pili i palili, wbrew zasadom wcześniej wspomnianego prawa. Zastanawiające jest to ostatnie zdanie. Okazuje się, że harcerstwo nie dość, że nie jest na czasie, to jeszcze nie zawsze uczy dobrych nawyków, wbrew idei. Nie zra-żajmy się jednak – pamiętajmy, że wszy-stko zależy od ludzi, jakich spotkamy na naszej drodze. A spróbować zawsze warto. Kamil Aftyka „Mamo! Nie chcę się zapisywać do harcerstwa! To jest głupie!” – powiedziało dziecko do mamy, która chciałaby, żeby jej synek wyrósł na porządnego człowieka. Trudno oprzeć się wrażeniu, że harcerstwo nie jest czymś, co może spełnić nasze wciąż rosnące wymagania.
HARCERSTWO JEST GŁUPIE!
SPOŁECZEŃSTWO: HARCERZE fot. slollo (CC by 2.0)

Jednak o tym, jak jest naprawdę, wiedzą tylko harcerze, o których również mamy już z góry wyrobione zdanie. Uważamy, że ludzie chodzący na zbiórki są po prostu dziwni, głupi, albo słyszymy, że „mają durne wdzianka”, „to nudne”, „jaki obciach”. Harcerstwo staje się coraz rza-dziej wybieraną formą rozrywki. Wolimy gry komputerowe lub wyjścia z przy-jaciółmi, najczęściej do centrum han-dlowego. Niewielu chce być harcerzem – bo po co? Żeby zrobić z siebie błazna? Wystawiać się na pośmiewisko swoim znajomym? Inaczej twierdzi Karolina Kaliszewska, harcerka 1001. warszawskiej drużyny harcerek (WBH „Rzeka”): „Moim zdaniem harcerstwo na pewno nie jest przestarzałe. Znam osoby, które w tym temacie akurat mają odmienne zdanie, mówią, że to totalny wstyd, obciach, ale sądzę, że są w wielkim błędzie. Bycie harcerzem jest czymś naprawdę wspa-niałym, a ludzie po prostu nie wiedzą, co

SPOŁECZEŃSTWO: HARCERZE

dokładnie tam robimy. Jednak patrząc na takich sześcio- i siedmiolatków, można się przekonać, że naprawdę świetnie się bawią. Im wcześniej się zacznie taką przygodę, tym lepsza zabawa. Wstydzić się tego, iż jest się harcerzem? Bardziej wstydzić się tego, że nie jest się harcerzem albo że wyśmiewa się ich. Harcerze to naprawdę wspaniali ludzie i nie różnią się niczym od innych. W powszechnej opinii wśród młodych ludzi pokutuje tylko jeden wzorzec harcerstwa – wzorowo zachowujące się dzieciaczki w harcerskich strojach, chodzące parami, niosące chorągiewki i wykonujące jakieś dziwaczne zadania dla byle jakiej odznaki. Jednak celem harcerstwa nie jest zrobienie z ludzi cyborgów, a wychowanie przyszłego społeczeństwa, dobrych obywateli, patrio-tów. Pokazanie ludziom świata z innej perspektywy. „Przede wszystkim zmieniło się moje spojrzenie na świat, bo oglądając wszystko z perspektywy harcerza, miałam okazję zobaczyć wiele wspaniałych i niez-wykłych miejsc. Na pewno my, harcerze, poznajemy wiele wspaniałych osób, uczy-my się historii, ale nie na zasadzie siedzenia z podręcznikami, tylko poprzez uczestnictwo w wykładach, odwiedzanie historycznych punktów, gdzie coś się działo. Podróżujemy prawie po całej Pols-ce. Chodzi o zabawę i przyjemną, ciekawą edukację.” Jednak harcerstwo to nie tylko podchody i uczenie się, jak rozpalać ognisko. Har-cerstwo to też udział w wielu akcjach charytatywnych: „Jest ich bardzo dużo. Zacznijmy może od tego, że prawie w każ-dej uroczystości, akcji uczestniczą har-cerze. Aktywnie działają, pomagają w gra-nicach swoich możliwości. Gdy jest święto zmarłych, to sprzedajemy znicze. „Jest bardzo dużo akcji charytatywnych dla krajów ubogich, zbieramy różne rzeczy, w zależności, czego potrzeba i potem zawozimy to np. na Ukrainę. Również podczas takich uroczystości jak beaty-fikacja Jana Pawła II, rozdawaliśmy wodę, prowadziliśmy punkty informacyjne, istnie-je też harcerskie pogotowie ratunkowe. Po katastrofie w Smoleńsku, harcerze stali przed pałacem prezydenckim, zapalali znicze, nosili kwiaty. To naprawdę niez-wykłe, w jaki prosty sposób można pomagać ludziom. Służyć pomocą, to coś przyjemnego. Moim zdaniem to, co robimy jest genialne, wspaniałe i niepowtarzalne. Robimy coś dla kogoś i to chyba jest najpiękniejsze.” Warto przemyśleć i spróbować – har-cerstwo to okazja do oderwania się od szarej, nudnej rzeczywistości. Aby coś ocenić, powinniśmy najpierw spróbować. Jak mówi Karolina: „Żeby zachęcić moich znajomych do harcerstwa, zabrałabym ich zapewne na jedną taką zbiórkę, żeby zobaczyli, co tam robimy, jak wygląda harcerska służba. Najlepiej, żeby kandydat doświadczył tego sam i spróbował wszyst-kiego choć w najmniejszym stopniu. Po-przez czynny udział można najlepiej się przekonać, czy danej osobie pasuje bycie harcerzem.” Monika Frączek CZARODZIEJ
HARRY
SPORT: PIŁKA NOŻNA SPORT: PIŁKA NOŻNA

W trwającym od kilku miesięcy sezo-nie 2011/12 angielskiej Premier Lea-gue mamy wielu bohaterów i wielu przegranych. Ale w cieniu wszystkich ogromnych emocji wywoływanych przez bezpardonową walkę o mist-rzostwo między dwoma drużynami z Manchesteru, paskudnie niepewną grę Chelsea, dziwne menadżerskie posu-nięcia Arsene'a Wengera i dra-matyczne starania o utrzymanie się w lidze Blackburn Rovers, cichutko przemyka jedna z najsolidniejszych ekip, której jeszcze w sierpniu nie podejrzewalibyśmy o nic poza próba-mi trafienia do europejskich pucha-rów. Czym jest trzeci klub tegorocz-nej Premiership i co zrobił ze starym, dobrym Tottenhamem Hotspur? Gdy spojrzymy na czołówkę tabeli, mamy obraz łatwy do wytłumaczenia. City – cóż, chłopakom z Etihad pomógł zastrzyk finansowy od szejków ze wschodu. United? Tak przyzwyczaili się do stawania na podium, że nawet po sprzedaniu Cristiano Ronaldo do mistrzowskiego tytułu zabrakło im zaledwie jednego punktu. Chelsea – jedna z najsolidniejszych drużyn, jakie kiedykolwiek stąpały po światowych boiskach. Jest też Arsenal, od lat prowa-dzony przez jednego z najwybitniejszych szkoleniowców wszech czasów – choć wcale nie pozbawionego dziwactw. Co w tym zacnym gronie robi Tottenham Hotspur? Koguty już od długiego czasu nie zrobiły jakiegoś spektakularnego transferu – najbliżej tego miana było chyba sprowadzenie Rafaela van der Vaarta z Realu Madryt półtora roku temu, ale Holender miał wtedy opinię kolejnego zmarnowanego przez Królewskich talentu i jego przygoda z angielską piłką miała

SPORT: PIŁKA NOŻNA

raczej powoli przygotowywać go do spor-towej emerytury. Wybitnie utalentowanej kadry Spursi nie mają już od bardzo, bardzo dawna – z pewnością powinna ona chować głowy w piasek przed nazwiskami chociażby z Liverpoolu. Ale za tajemniczym tegorocznym sukcesem Tottenhamu – który zresztą już od paru lat konsekwentnie prze w górę ligowej tabeli – stoją chyba nie piłkarze, lecz ponad sześćdziesięcioletni, dosyć gburowaty jegomość o niezbyt pięknej aparycji. Panie i panowie, poznajcie jednego z najlepszych trenerów świata – c. Tak, to wcale nie przejęzyczenie. Były szkoleniowiec Portsmouth, West Hamu i Southampton to zdecydowanie większy „cudotwórca” niż chociażby Pep Guardiola (chociaż trudno odmówić Hiszpanowi oczywistych zasług w budowaniu najlep- szego obecnie klubu na świecie) czy Andre VillasBoas, którego coraz więcej kibiców Chelsea ma serdecznie dosyć. Swoją karierę menadżerską rozpoczął tuż po zakończeniu trwającej siedemnaście lat przygody z piłką nożną w roli zawodnika. Na obydwu frontach trudno mu odmówić sukcesów. Jeszcze jako pomocnik na przełomie lat 60-tych i 70-tych zaliczył ponad 250 występów, z czego większość stanowiły mecze rozegrane w barwach West Hamu (149 razy wychodził na boisko, 7 razy trafił do siatki) i niżej notowanego Bournemouth (102 spotkania, 5 bramek). W 1982 po raz ostatni wyszedł na murawę z zamiarem kopania futbolówki. Już rok później to on dyktował innym, jak mają ją kopać. Zaczęło się od stanowiska we wspom-

SPORT: PIŁKA NOŻNA

nianym już Bournemouth. Redknapp spędził na ławce szkoleniowej na stadionie Dean Court prawie całą dekadę, ale to wcale nie oznacza, że nie został zauważony przez żaden lepszy zespół. Zresztą, trudno było nie zauważyć cudów, jakie wyczyniał Harry na ławce. W spadku od pop-rzedniego, zwolnionego trenera, Dona Megsona, dostał szansę walki o utrzymanie się w Third Division. Wyszedł z tego obronną ręką, a na dodatek wywołał szok po tym, jak jego podopieczni odprawili z kwitkiem obrońców tytułu, Manchester United, w trzeciej rundzie FA Cup. Po paru średnich sezonach po raz kolejny zaskoczył futbolową Anglię – tym razem wprowa-dzając The Cheeries do Second Division, ustanawiając przy tym klubowy rekord w liczbie zdobytych w czasie jednego sezonu punktów (97!) i wyprzedzając faworytów do awansu, Middlesborough. Niedługo potem przyszedł spadek, ale Redknapp już wtedy był jedną nogą w West Hamie. Dodatkowo z poprzednim zespołem wiązały go niezbyt przyjemne przejścia – w 1990 roku, jeszcze za kadencji w Bournemouth, uczestniczył w wypadku samochodowym, w którym zginął dyrektor sportowy jego klubu oraz cztery inne osoby, zaś bohater tego artykułu odniósł tak poważne obrażenia, że początkowo wzięto go za zmarłego. Harry doszedł jednak do siebie, a gdy wykurował złamaną kość czaszki, pęknięte żebra oraz parę pomniejszych kontuzji (prócz braku węchu, który nęka go do dziś) przeniósł się do popularnych Młotów. Jego kariera w West Hamie właściwie nie ma historii – może poza faktem, że to on wypromował do pierwszego składu takich piłkarzy jak Frank Lampard (obecnie Chelsea Londyn), Joe Cole (Liverpool FC), Rio Ferdinand czy Michael Carrick (obaj w Manchesterze United). Wtedy był to raczej typ solidnego trenera, który jeszcze nie ma aż tak ogromnego wpływu na to, jak prezentuje się jego zespół, takiego, który nie zaszkodzi, ale raczej też nie pomoże. Z trofeów zagarnął tylko puchar Intertoto, co jak na siedem lat pracy nie wystarczało ani jego ambicjom, ani am-bicjom szefostwa. Wkrótce więc zdobył posadę dyrektora sportowego, a w 2002 roku także trenera Portsmouth. Pod jego dowództwem Pompeys awansowali do Premier League – w miejsce... West Hamu – i utrzymali się tam przez rok, gdy Redknapp zaczął kłócić się z najważniejszą osobą w klubie – Milanem Mandaricem. Nie wiadomo, czy to właśnie nie z chęci odegrania się na nim Harry przyjął posadę w Southampton, mimo że te dwa zespoły szczerze się nienawidzą. Ze Świętymi spadł z ligi i w roli syna marnotrawnego powrócił do Portsmouth w 2005 roku. Szybko odzyskał nadszarpniętą reputację, wpierw ratując Pompeys przed spadkiem, a nas-tępnie wygrywając z nimi FA Cup 2008, pokonując przy tym chociażby Manchester United. Przy takich osiągnięciach trudno się dziwić, że wzrok rozglądającego się za zastępstwem dla zwolnionego Juende Ramosa szefostwa Tottenhamu Hotspur

SPORT: PIŁKA NOŻNA

trafił właśnie na Redknappa... Jak to się stało, że na początku 2012 roku to właśnie Koguty są faworytami do zajęcia ostatniego miejsca na podium Premier League, tego nie wie nikt. Każdy z pozos-tałych czołowych zespołów robił w czasie letniego okienka transferowego poważne wzmocnienia. Harry tymczasem ze znanych nazwisk ściągnął ponad trzydziestoletniego Scotta Parkera, który w ubiegłym sezonie próbował w pojedynkę ratować West Ham przed spadkiem i mało tego, prawie mu się to udało! Do tego doszedł snajper Emmanuel Adebayor, który kiedyś był talentem na miarę Mario Balotelliego, ale od dłuższego czasu niechętnie to pokazy-wał. No, nie zapomnijmy jeszcze o ściąg-nięciu z Aston Villi czterdziestolatka Brada Friedela, który miał między słupkami zastąpić niepewnego Heurelho Gomesa. W porównaniu do Juana Maty, Sergio Aguero czy Ashleya Younga te wydatki wyglądały śmiesznie. Tymczasem u Red-knappa każdy z nich się sprawdza. Oto tajemnica jego powodzenia – może i nie jest wybitnym taktykiem, może nie potrafi sprawić, by jego piłkarze bawili się w dziadka z przeciwnikami, tak jak robi to Barcelona, ale ma niesamowity zmysł do kupowania. To u niego odżył Rafael van der Vaart i William Gallas. Do tego ma doskonałe oko na młodych graczy, prawie porównywalne z tym, jakie posiada sam sir Alex Ferguson. To jego odkryciem był Gareth Bale, jedna z największych nadziei walijskiej piłki i jedyny człowiek, który może w tamtejszej reprezentacji zastąpić na lewym skrzydle Ryana Giggsa. To on znalazł w Zagrzebiu chłopaka o imieniu Luka Modrić i zrobił z niego gwiazdę, o którą jeszcze w sierpniu bił się Manchester United z Chelsea Londyn. On także odnalazł ukryty talent w młodziutkim defensorze, Kyle'u Walkerze, z którego powoli zaczyna się wykluwać naprawdę poważny pretendent do walki o miejsce w kadrze Anglii. "Ale za tajemniczym tegorocznym sukcesem Tottenhamu – który zresztą już od paru lat konsekwentnie prze w górę ligowej tabeli – stoją chyba nie piłkarze, lecz ponad sześćdziesięcioletni, dosyć gburowaty jegomość o niezbyt pięknej aparycji. Panie i panowie, poznajcie jednego z najlepszych trenerów świata – Harry'ego Redknappa."

SPORT: PIŁKA NOŻNA

Te uzdolnienia – wraz z charyzmą i bardzo niewyparzonym językiem (przez pewien czas hitem było wideo na serwisie Youtube, w którym to Redknapp niezbyt cenzuralnie wypowiada się o graczu rezerw, który trafił go piłką) – czynią go kimś na podobieństwo Fergusona w Tottenhamie. Oczywiście nie wróżę mu aż takiej kariery, jak Szkotowi na Old Trafford, ale Harry ma szansę, by wielkimi literami wpisać się w złote karty historii Kogutów. Ostatecznie, co może pójść nie tak? Jego kadra jest złożona nie z gwiazd świato-wego formatu, ale solidnych piłkarzy, którzy wygrywają z gorszymi od siebie, przegrywają z lepszymi i od czasu do czasu remisują z... kimkolwiek. Jeśli tylko Red-knapp nie zacznie tworzyć na White Hart Lane wymyślnych taktyk, w czym nigdy nie był zbyt dobry, to jego maszyna może spokojnie pozbawić Chelsea miejsca premiowanego bezpośrednim awansem do Ligi Mistrzów. A jeżeli to zrobi – będzie miał pieniądze na dodatkowe transfery. W tym aspekcie myli się bardzo rzadko. Kto więc może wiedzieć, czy już za rok lub dwa Harry nie będzie pierwszym od pół wieku menadżerem, który doprowadzi Spursów do mistrzowskiego tytułu Premier League? Moje ciche, bardzo subiektywne ja trzyma za to kciuki. Jakub Mirowski fot. Simon Kendrick (CC by 2.0) fot. Ian Corry (CC by 2.0)