Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Czym żyje szkolna młodzież?

Mig 13 Zmiany Cóż tu się porobiło? Czy Wy już wiecie ? Nadchodzą zmiany! Wielkie zmiany w redakcji naszej wspaniałej gazetki szkolnej. Mamy zaszczyt poinformować Was, drodzy Czytelnicy, że na ostatnim zebraniu przeprowadzone zostały wybory. W wyniku głosowania na nowo obsadzone zostały takie stanowiska jak: naczelny, wicenaczelny oraz sekretarz (lewa ręka naczelnego). Zatem pozostaje mi jedynie pożegnać się z Wami, najdrożsi mi Koledzy i Koleżanki, ale nie macie się o co martwić. Młoda krew aż wrze z zapału do pracy. Od przyszłego roku Mig 13 dowodzony będzie przez niezastąpioną Ewelinę Węgrzyn, na mostku tuż obok stać będzie Kasia Gisder, natomiast po pokładzie biegać będzie nie kto inny, tylko Ola Mierzejewska - nasza przyszła pani sekretarz redakcji. Jak sami widzicie, historia kołem się toczy. Jedni odchodzą, a drudzy przychodzą. Ach, jaka szkoda, że tak krótko dane mi było pisać do was. Cóż poradzić. Może się jeszcze spotkamy. A swoją drogą ciekawe, kto w przyszłym roku obejmie Obok'a... PS  O mało co nie zapomniałem o najważniejszym! Jak zwykle serwujemy Wam same smakołyki. W dzisiejszej ofercie znajdziecie co nieco o ospie, corocznej wyprawie do Mielna, nie zabraknie również tematów poważniejszych - troszkę rozważań o demokracji i wiele, wiele innych. Obiecuję, że i tym razem się nie zawiedziecie. Oto świeża dawka energii dla Waszych wyczerpanych nauką umysłów. Niech moc będzie z Wami. Niech żyje MIG 13. Ciao! Odchodzący naczelny – Oskar Grajewski

OCENAMI Ambitne postanowienia niektórych osób nie ujrzały światła dziennego. Nasze oceny miały być zadowalające, byśmy odpoczywać mogli zacząć nieco wcześniej. A jednak nic z tego nie wyszło… Na kilkanaście dni przed zakończeniem roku – budzimy się z zimowego snu, wytężamy siły i zaczynamy walkę o swoją reputację. Zaległe sprawdziany, kartkówki – czas najwyższy się tym zająć. „Zarwane” noce, wielokrotnie powtarzane „Dzień dobry!” (by udowodnić, że jesteśmy kulturalni), minimum dwa sprawdziany dziennie i myśli: „W przyszłym roku do tego nie dopuszczę!” – towarzyszą większości z nas przez ostatnie doby. Ale głowy do góry! Będzie dobrze! LATEM Słońce częściej gości za naszymi oknami, dzień jest dłuższy, a my jeszcze bardziej leniwi. Bo który przeciętny gimek w czerwcu, po całym roku intensywnej nauki, myśli logicznie? W głowach już tylko morze i plaża… ach, marzenia. Ale coraz bardziej realne. WAKACJAMI!!! Jeszcze tylko kilka dni! (red.) Sukces w angielskim stylu! Na ostro!

Mig 13

7 czerwca w teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu odbył się VII Przegląd Teatrów Anglojęzycznych, w którym uczestniczyła również nasza szkoła. W tym roku odnieśliśmy duży sukces, zdobywając zaszczytne I miejsce. Aktorzy kółka teatralnego pod przewodnictwem Pani prof. Polak i Pani prof. Krawczyk wystawili przedstawienie pt. „Robin Hood” , któremu - moim skromnym zdaniem -  niewiele brakuje do znanej i bardzo dobrej produkcji o tym samym tytule w reż. Ridley’a Scott’a. Dzięki swojej prostocie, niebanalnemu humorowi oraz satyrycznemu podejściu do urody Marion, sztuka najwidoczniej spodobała się jurorom. Oprócz nas występowały również trzy inne szkoły, którym gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów, zarówno w aktorstwie, jak i władaniu językiem angielskim. A naszym opiekunkom serdecznie dziękujemy i również gratulujemy! (KG) Artakcje zakończyły się dosyć głośnym koncertem. Woda Ski Blu i Underland zwabiły trochę ludzi do hali wałbrzyskiego Skateparku. Oczywiście, poza ostrymi brzmieniami, atrakcją były też, m.in. dwie hiphopowe formacje i pokazy tańca. Ważne jest jeszcze to,  że owo przedsięwzięcie zostało połączone z kolejnym koncertem charytatywnym na rzecz Ady Przydatek. Znów pokazaliśmy, że czasem potrafimy się zorganizować. Zebraliśmy 1500 zł… Wasiel „Klik w MIG” po raz trzeci Nasza redakcja w liczbie osób 10 wyjechała w piątek, 30 kwietnia, do zaprzyjaźnionej redakcji Klika z Gimnazjum nr 27 we Wrocławiu. Wspólnie odbyliśmy warsztaty dziennikarskie, których efektem powinna być gazetka. Poniższy tekst powstał właśnie w trakcie zajęć.
Nazwa: Klub Niekochanych, Nielubianych, Nierozumianych i Samotnych, A Nawet Latający Kapelusz
Mig 13

Data powstania: 30 kwietnia, Anno Domini 2010 Miejsce powstania: G 27, Wrocław Skład: Marika Rybak (Wałbrzych), Paulina „Wasiel” Wasielewska (Wałbrzych), Agnieszka Szczepańska (Wałbrzych), Dominika Zarychta (Wałbrzych), Izabela Stefanowicz (Wrocław), Łukasz „Paskuda zzAparatem” Spychała (Wrocław) – wsparcie duchowe, Latający Kapelusz. Logo: Latający Kapelusz. Cele: brak sensownych celów, jednak do celów bezsensownych można zaliczyć długie i pocieszające rozmowy o chłopakach, samochodach i o tym, czemu Paskuda Z Aparatem znowu robi mi zdjęcia, do ciężkiej... Siedzimy. Siedzimy. Zielona trawka (jakkolwiek narkotycznie by to nie brzmiało). Mlecze. Siedzimy. Nie robimy nic konkretnego, siedzimy. Nie piszemy, nie martwimy się. Oczywiście siedzę sama. No  powiedzmy w towarzystwie swojego załamania nerwowego. Nie żeby mi to przeszkadzało. No i ponieważ wyglądam samotnie, podchodzi do mnie Iza. No i oczywiście zaczynamy rozmawiać. No i rozmawiamy, aż tu nagle przychodzi do nas Wasiel, później Agnieszka i Dominika. Dla równowagi wciągam do towarzystwa Paskudę z Aparatem. Paskuda nie ma wyjścia i do nas dołącza. Robi się z nas całkiem spora grupka. A wszystko zaczęło się od kapelusza. Postanowiłam wziąć go w tajemnicy przed wszystkimi. Przetrwał dwie godziny jazdy w mojej torbie i ujawnił się właśnie na Pagórku przy gimnazjum. Zaczęłam memłać kapelusz, nie znałam gazetkowców z „Klika” i w ogóle jakoś tak. No i wtedy

Mig 13

właśnie zainteresowanie mną zaczęło wzrastać, podeszła Iza i ostatecznie ja i mój kapelusz wylądowaliśmy w całkiem sporej grupce adoratorów. Oczywiście nie moich, tylko Kapelusza. Więc postanowiłam założyć klub. Klub został nazwany klubem Niekochanych, Nielubianych, Nierozumianych i Samotnych. Ponieważ odrobinkę mi się nudziło, zaczęłam rzucać kapeluszem. Okazało się to być świetną rozrywką dla wszystkich obecnych, toteż do nazwy klubu dołączyłam „A Nawet Latający Kapelusz”. Kapelusz stał się szybko oficjalnym logo nie tylko klubu, ale też całego wydania „Klik w MIG 13”. Będzie na okładce. Właśnie napisałam o nim specjalny artykuł. Za kilka miesięcy Kapelusz wyjeżdża na plan filmowy jego biografii… *** Sam Kapelusz jest dość starym męskim kapeluszem, który zaliczył już kąpiel w błocie, kilka razy na nim usiadłam, a pewnego razu rozjechał go samochód. Mimo to  trzyma się dobrze, a nawet, jak sami widzicie, został gwiazdą „Klika w MIGu 13”. Nie powiecie, że to nie była zawrotna kariera. *** Pisałam ten tekst na wyraźne życzenie pewnego osobnika, który zwinął mi kapelusz i najwyraźniej pełni ważną funkcję w gazetce. Przepraszam za jego marną jakość, ale Paskuda z Aparatem ciągle robił mi zdjęcia, a w jego obecności trudno się skupić na poważnym artykule. Marika Rybak

Mig 13

Życie w kropki Ospa wietrzna to ciekawa sprawa, nie na co dzień bowiem spotyka się chorobę, od której człowiek zaczyna przypominać swój ulubiony kubek w kropki. Wywołują ją bakterie... A może wirusy?... Albo jedne i drugie (czas najwyższy podciągnąć się z biologii...). W każdym razie, efekty ich działań są niezwykle interesujące. Otóż, z dodawania człowiek+zarazki ospy wietrznej otrzymujemy jednego bardzo, bardzo pryszczatokrostowego człowieka, kilka bardzo, bardzo niezadowolonych osób, które akurat były blisko i się zaraziły, oraz niewyobrażalne ilości bardzo, bardzo szczęśliwych bakterii/wirusów/czegośtam (niepotrzebne skreślić) ospy. Choroba ta jest bardzo przyjemna i pożyteczna. Siedzimy sobie w domu, chorujemy, sprawdziany z matematyki omijają nas szerokim łukiem. Fajnie... Ospa wietrzna, jak sama nazwa wskazuje, przemieszcza się z prędkością małego tornada. Zaczyna się pewnego pięknego dnia, kiedy to ni z tego, ni z owego zaczynamy się czuć jak guma do żucia. Tacy przeżuuuci... Innymi słowy, nic nam się nie chce, czujemy się chorzy i zdechnięci. Na dodatek pojawiają się czerwone plamki i wytwory pryszczopodobne. Tak więc myślimy sobie: „Co za cholera? Pogryzło mnie co czy co, co? Joj, niedobrze...” i tu właśnie mamy rację, ponieważ jest naprawdę niedobrze. Tak więc chodzimy sobie jeszcze kilka dni z czerwonymi plamkami na facjacie, po czym albo idziemy do lekarza, albo nas wykrostowuje na całej linii. W pierwszym przypadku jest o tyle łatwiej, że możemy uniknąć przynajmniej części krostek. W drugim... Cóż... Pozostają nam leki lub trumna. I tu zaczynają się rozrywki. Zacznijmy od tego, że ma się oficjalny (wydany przez lekarza) zakaz mycia. Następnie, zostajemy w domu na minimum tydzień, najczęściej bez nakazu leżenia w łóżku. Jedyne, co musimy robić, to smarować się paskudztwem na krostki, które, nawiasem mówiąc, lepi się, trudno je sprać i jest trochę obrzydliwe, ale skutkuje. Można też porozdrapywać krostki, tworząc sobie gustowny wzorek np. na twarzy czy na ramieniu, a nawet pobawić się w „połącz krostki”, przepraszam, „połącz kropki”. Ospa wietrzna to bardzo ciekawa choroba, szkoda tylko, że trwa tak krótko. Ja chętnie pochorowałabym dłużej, ale niestety, nie udało się. Musiałam iść do szkoły, gdzie zostałam zmuszona do napisania sprawdzianu z biologii, matematyki i historii, dwóch kartkówek z religii oraz niniejszego artykułu. Lepiej było chorować... Marika Rybak Z demokracją za pan brat
Demokracja to „władza ludu”. Ileż razy słyszeliśmy taką definicję obecnego ustroju?
Mig 13

W praktyce sprowadza się ona do woli większości. Jak sami się do tego stosujemy? Czy w murach naszej szkoły istnieje demokracja? Pewnie niejednokrotnie chcieliście przełożyć jakiś sprawdzian. Wybieraliście najbardziej reprezentatywną osobę w klasie, która popędzana przez rzesze swoich zmęczonych życiem kolegów, szła do nauczyciela i apelowała o zmianę terminu pracy pisemnej. Hm  no dobrze, tu jeszcze mamy głos przeważającej części klasy. Co innego, kiedy do „złego” namawia tylko kilka osób, tłumacząc się, że „materiał za trudny”, „późno ze szkoły wróciłem”, że „zupa była za słona”.... Niestety, działa tu „dyktatura” nielicznych i, chcąc nie chcąc, większość i biedny „kolega od przekładania sprawdzianów” zostają poszkodowani. Gdzie tu mamy demokrację? Ostatnie wybory na miss i mistera szkoły, a raczej zgłoszenia do owego konkursu były przykładem „demokracji” w dużym cudzysłowie. Podczas szukania osobników obu płci można było zaobserwować proces „wrabiania” siebie nawzajem, do tych jakże „hańbiących” zawodów. W niektórych klasach przeprowadzono wybory (oczywiście bez wiedzy kandydata), w których na „tak” głosowali wszyscy ci  którzy sami nie chcieli reprezentować klasy. Często dane nam było zaobserwować zaskoczenie na pięknych licach przyszłych modeli i modelek, kiedy gratulowało się im odwagi. Znowu widzimy tutaj prawo „głośniejszy = ważniejszy”. I gdzie tu ta sławna władza większości? A może jednak? Jednak nie jest tak źle, jakby się nam wydawało. Przykładem demokracji jest głosowanie na kandydatów do samorządu szkolnego. Wybory są uczciwe i nic nie można zarzucić organizatorom. Jedynym ich minusem jest mała liczba kandydatów. Niektórzy mogą wręcz odczuwać pewien dyskomfort, że nie dane im jest głosować na swojego faworyta, ale wtedy zwyczajnie wybierają inną osobę. Jak widać, w naszej szkole istnieje demokracja, i to na całkiem niezłym poziomie. Pod warunkiem, że podchodzimy do niej poważnie… Kacper Fleszar

Mig 13

Marudzić będziemy jako maturzyści… Trzy lata minęły jak jeden dzień… długi dzień. Były wschody i zachody, upadki i wzloty na wyżyny naszych umiejętności. Te pierwsze powodowane, eufemistycznie rzecz ujmując, lenistwem, te drugie zaś… no właśnie, nikt nie wie. Nietrudno więc zgadnąć, że jako osoby nader przezorne i praktyczne, w obliczu braku konkretnej przesłanki motywującej, natomiast pod wpływem znacznej ilości demotywujących, znaczącą część czasu spędziliśmy, eufemistycznie mówiąc, leniwie. Jednakże znane są również wypadki, kiedy ktoś nagle odczuwając chęć wyłamania się z przytłaczającej rutyny sięgał po wiedzę. Ta zaś jako obiekt niezwykle ulotny i nieuchwytny, niczym trudna do zdobycia kobieta przyciągała tylko niektórych…pozostała część z nas w zgodzie z własną rutyną postanowiła dojść do swojej Itaki. Myślano, próbowano, co by tu zrobić, by życie sobie osłodzić bez zbędnych kalorii. Aż wymyślono: Niezawodny, uniwersalny sposób, by męk gimnazjalnych oszczędzić sobie- Skończyć gimnazjum!- ktoś nagle powie. Marudzić będziemy jako maturzyści…Więc konieczności chęcią sprawdzenia gnani, Do końca jeszcze nie przekonani, Jęliśmy z zapałem realizować plan okrutnie cwany. I tak do dziś realizowany, Pozwolił przetrwać momenty goryczy, W błogiej nadziei słodyczy. ,,Ile razem dróg przebytych, ile ścieżek przedeptanych…’’ Ile godzin nad biologią przesiedzianych, Po to by szacowną tróją móc się raczyć. I tych godzin przesiedzianych Nie móc sobie wybaczyć. ,,I znów upór żeby powstać i znów iść, i dojść do celu…’’ Wśród zapowiedzianych tak wielu ,,atrakcji’’, Nie obyło się bez drobnych komplikacji. Lecz na osłodę tego się okazywało, Że nie jest tak źle, jakby się zdawało, Że może być gorzej i ,,atrakcji’’ więcej I robiło się coraz goręcej. Iluż z nas się potem oblewało, Bo ,,atrakcji’’ było eufemistycznie niemało. Gimnazjum skończymy, liceum znajdziemy, Dwa lata sobie odpoczniemy, A kiedy plan ten nam się ziści, Marudzić będziemy jako maturzyści… Bogusia Nowak

Mig 13

Powiedzieli... Prof. Michno: • o niskim ciśnieniu: „... I kawusia na okrągło!” • o starym samochodzie: „... A na skrzyżowaniu – pssf!” • przy doświadczeniu z wodą: „Do rękawa! Tego jeszcze nie było... (…) Coś tam się jednak dostaje... To nieważne, że połowa na stół...” • o „Pascalu I jego eksplodującej beczce”: „Taki osiemnastowieczny Bin Laden.” • „Nie rób z siebie rekina!” • „To jest ururka, ale kanciata...” • „ρ1 x h1 x g... Tablica się rusza!” • „Tu was nie ma... Tu was nie ma... Tu Archimedes...” • „Czyli mamy tu dwie zlewki... Nie mamy.” Prof. Janas: • „Jeżeli coś po nas łazi i ma osiem nóg, to łazi po nas pajęczak. (…) Jeżeli coś po nas łazi i ma sześć nóg, to na pewno jest to owad – no chyba że to pajęczak z dwoma utrąconymi nogami.” • „Jak mi ktoś powie <oddychanie przez skórę> to dostanie w dziób!” • o Mielnie: „Ja nie wiem, co wy będziecie robić przy takiej pogodzie, chyba się będziecie przepoczwarzać!” • „Na następnej lekcji będziemy rozmnażać ptaki.” Ks. Dancewicz: • czytając książkę o starożytnych Izraelitach: „<Brak wody odczuwali mieszkańcy regionów pozbawionych deszczu.>... Hm, no siłą rzeczy.” • o starożytnych Izraelitów: „Pasterz kładł się u wejścia zagrody, żeby drapieżniki nie zjadły mu owiec, no i żeby nikt go nie okradł, bo juma też wchodziła w grę.” • czytając tekst o Lutrze: „<Wstąpił do chóru, który śpiewał i żebrał.>... Znaczy, może nie jednocześnie...” • wyjaśniając temat: „Mamy tu trzy słowa: <aklamacje>, <po> (ale nie taki teletubiś) i <przeistoczeniu>...” • „...Współpracownik... Wszyscy wiedzą, jak napisać? Ja już widziałem napisane tak: spsół pracownik.” • „Nie <Papieżaka>, tylko <Papieża- Polaka>.” • „Przypowieść o synu marnotrwanym, żeby ktoś nie napisał <ciężkostrawnym>.” Uczniowie: • Muzyka: „Wielkim artystą renesansowym był Leonardo DiCaprio.” • Religia: „Ojciec Pio z Pietrelnicy...” (zamiast „Pietrelciny”) • Język polski: „Jan van Ecyk...” (zamiast „van Eyck”) • Biologia: „ - Gdzie żyją drożdże w warunkach naturalnych?” „ - W cieście...” MIELNO!

Mig 13 "Cały długi rok szkolny czekaliśmy na tę podróż, aż wreszcie nadeszła…"

W sobotę, 22 maja wyjechaliśmy autokarem do nadmorskiej miejscowości Unieście, blisko Mielna. Jest ona położona na malowniczej mierzei pomiędzy jeziorem Jamno a morzem Bałtyckim. Nasz ośrodek nazywał się Krokus. A tuż po przyjeździe nastąpiło upragnione spotkanie z morzem. Kolejnego dnia spędziliśmy przedpołudnie na plaży, a po obiedzie poszliśmy do Mielna. Tam mieliśmy czas wolny, w czasie którego można było do woli najeść się lodów, gofrów, a także obejrzeć okoliczne sklepiki. W poniedziałek, niestety, pogoda nie była dla nas tak łaskawa. Przed południem mieliśmy czas wolny, a po obiedzie obejrzeliśmy film. Następnego dnia pojechaliśmy do multikina w koszalińskiej galerii handlowej Forum na film Nasza niania jest agentką. Na nasze szczęście we środę pogoda już się do nas uśmiechnęła i zaświeciło słońce. Zorganizowaliśmy rozgrywki sportowe. Ja nie brałam udziału w żadnej dyscyplinie, ale i tak miło spędziłam czas. Pod koniec dnia spotkała nas niespodzianka – wieczór spędziliśmy na plaży: obejrzeliśmy zachód słońca, posiedzieliśmy na kocach, pograliśmy w siatkówkę, plażową, oczywiście. Dzisiejszego dnia (czwartek) pogoda znowu dała nam się we znaki, ponieważ rano padało i zrobiło się dość zimno. Przed chwilą odbyła się próba na wieczorną prezentację. Wszyscy mamy nadzieję, że wyjdzie wspaniale. Katarzyna Kaczmarek „To na pewno ospa”… - powiedział dr Polański.
Poczułam się tak, jakby mi ktoś wbił nóż w serce. Następnego dnia miałam wyjechać na obóz do Unieścia… Dni spędzone w Mieroszowie były do siebie podobne. Codziennie rano wstawałam koło dziewiątej.
Mig 13

Każdego dnia wpadała babcia lub ciocia. Do obiadu oglądałam powtórki seriali, przeglądałam różne strony internetowe oraz uczyłam się grać na gitarze nowe piosenki. W wolnym czasie (a było go dużo) oglądałam gitary, perkusje, „piecyki” i inne sprzęty muzyczne na Allegro i All4music.pl. O czternastej wracała do domu mama. Robiła obiady, których nie mogłam jeść, ponieważ „skutki” ospy pojawiły się także w gardle. Po posiłku ucinałam sobie godzinną drzemkę, a do wieczora oglądałam różne filmy w telewizji. Późnym wieczorem dzwoniła do mnie z Unieścia Ania, która opowiadała mi przygody z Mielna. Pod koniec choroby zaczęłam wychodzić z domu, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Myślą, która nieustannie podtrzymywała mnie na duchu była taka: „Wycieczka za rok będzie lepsza!”. Alicja Błażejowska Sto lat! Krótko

Mig 13

Trzeciego dnia pobytu w Unieściu wypadały urodziny Mariki. Oczywiście, pracując w konspiracji, udało nam się kompletnie ją zaskoczyć. Rano jedynie złożyliśmy jej życzenia i zaśpiewaliśmy „Sto lat!”. Dopiero kiedy Marika poszła na dwór, zaczęła się zabawa. Karolina i p. Sura kupiły wielki tort z owocami i bitą śmietaną, ja zaś przygotowałam muzykę i prezent – bluzkę z kotem. Podczas obiadu nagle wniesiono dwa wspaniałe torty – jeden dla Grześka, który obchodził urodziny w niedzielę. Oboje otrzymali kartki z zabawnymi limerykami. W pokoju włączyłyśmy ulubioną piosenkę Mariki i wręczyłyśmy jej prezent. Była naprawdę szczęśliwa. Zaprosiła na ciasto kilka koleżanek. Niestety, przez to przyjęcie dostałyśmy niższą ocenę za porządek w pokoju. Na koniec tego pełnego wrażeń dnia zorganizowano nam dyskotekę. Nie było na niej zbyt wielu osób, ale i tak było fajnie. Weronika Nitka 22 maja przyjechaliśmy do Mielna – Unieścia. Byłem bardzo podekscytowany tym wyjazdem. Czekałem na niego cały rok. Wszystkie poranki zaczynały się rozgrzewką na plaży. Każdego dnia jedliśmy trzy posiłki. Nauczyciele organizowali nam różne zajęcia, wycieczki, np. wyjścia do Mielna lub na plażę. Wojciech Stachowiak Długo będę wspominać te miłe chwile… Marta Zygarlicka Powrócić tu!
Kto był, ten wie. Mowa oczywiście o Mielnie, a w zasadzie o Unieściu. Tzw. pierwszaczki mają przywilej spędzenia tam dziesięciu wspaniałych dni pod koniec roku szkolnego. Tak było i w tym roku.
Mig 13

Żadne z nas zbytnio nie przejmowało się podupadającymi przed wyjazdem ocenami- w końcu wszyscy żyliśmy nadciągającą przygodą, która miała zacząć się już 22 czerwca o godzinie 6:00 Po „czułym” pożegnaniu z rodzicami i zarzekaniu się, że „będziemy uważać na zakręty”, ruszyliśmy w trasę. Atmosfera sprawiała, ze nawet sławetne polskie drogi zdawały się zmieniać swoją burzliwą naturę, jednak i ta podróż zaczynała się już dłużyć, aż do ujrzenia zielonej tabliczki z napisem „Unieście”. Wreszcie dotarliśmy na miejsce! Dopiero wtedy większość żeńskiej części wycieczki zauważyła, że ich walizki ważą więcej niż one same i zaczęła zadawać sobie pytanie „gdzie są mężczyźni?”. Otóż owi „dżentelmeni” już dawno udali się do swoich pokojów i rozpoczęli generalny przegląd ośrodka „Krokus”. Po mozolnym wtaszczeniu wszystkich bagaży, każdy postanowił się rozpakować i nieco odpocząć. Później odbyła się kolacja. Zdania, co do smaku posiłków są podzielone, wg  mnie były bardzo dobre. Cały nasz pobyt nie mógł się odbyć bez niekończących się do późnych godzin wieczornych szaleństw i (po 22:00) szeptanych rozmów. Zacieśnianie więzów przyjaźni z innymi szkołami… pozostawmy bez komentarza. Jednak nasza wspólna integracja była bez zarzutu (w większości ). Zielona szkoła obfitowała w różne atrakcje, za które bardzo dziękujemy, m.in.: kino ufundowane nam przez Pana Dyrektora oraz rejs statkiem po Jamnie, który był prezentem od Pań opiekujących się nami podczas wycieczki (dziękujemy paniom: prof. Surze, prof. Stączek, prof. Baranowskiej i prof. Leśniewskiej). Nie obyło się również bez spędzenia ładnych paru godzin w galerii handlowej. Do zdecydowanie niezapomnianych chwil należą nasze „spacery” po plaży o zachodzie słońca, podczas których większość nabyła nowych ozdób na ciele w postaci olbrzymich siniaków i niezliczonej ilości piachu we włosach… Podsumowując: ja chcę tam wrócić!!! Kasia Gisder HIGHWAY TO MIELNO
Już od września, ba nawet od czerwca zeszłego roku, wśród pierwszoklasistów wciąż przewija się jedno słowo: „Mielno”. Niby wszystko w pełni zaplanowane, wycieczka jak co roku, ale... Jak naprawdę było z tym Mielnem?
Mig 13

22 maja br., około godziny 6 rano, pod wałbrzyskim Carrefourem kłębiły się tłumy. Promocja? Darmowa degustacja win? Nie, skąd, to PG nr 13 jedzie do Mielna! Pośród tłumu spanikowanych rodziców stoją ONI – I A i I B. Z kamiennym spokojem na twarzy wsiadają do autokaru. Wiedzą, że stamtąd, dokąd pojadą, nie będzie już ucieczki... Przez najbliższe 10 dni. Wreszcie, autokar rusza. Za 9 godzin będziemy na miejscu. Wysiadamy z autokaru, a przynajmniej wyciągamy resztki tego, co z nas zostało. A tu jeszcze długa droga przed nami! Trzeba zanieść ciężkie walizki do pokojów, rozpakować się, a nawet zjeść kolację! Pomimo tych rozmaitych utrudnień, większość osób jednak cieszyła się z wyjazdu do Mielna – 10 dni bez rodziców to całkiem niezła perspektywa. "My wszystko robimy spontanicznie" Na miejscu czekało na nas wiele zajęć. Dzięki temu nikt nie wpadał na głupie pomysły, bo był po prostu za bardzo zmęczony. Poranna rozgrzewka, rozgrywki sportowe, spacery, zbiórki, konkursy i tradycyjne malowanie kamieni... Nie sposób narzekać na nudę. Plany i pomysły dotyczące Mielna były różne. Sara z Wałbrzycha liczyła na to, „że nasza klasa się bardzo zintegruje”, natomiast Anonimowy Osobnik z Wałbrzycha miał nadzieję na 10 dni „miło spędzonego czasu”. Kasia z Łomży

Mig 13

na pytanie, czy jej klasa miała jakieś plany, odpowiada: „Tak szczerze to żadnych (…). My wszystko robimy spontanicznie!”. I to chyba rzeczywiście najlepsze wyjście. Cała sala śpiewa „Sto lat” Oczywiście oprócz naszych własnych planów zdarzały się sytuacje wykraczające poza schemat. Na przykład urodziny. W Mielnie obchodziły je co najmniej cztery osoby z trzech miast, w tym ja. Cała klasa na zbiórce porannej śpiewała mi „Sto lat”, później jeszcze raz przy śniadaniu i jeszcze raz przy obiedzie (kiedy wjechał torcik). W ostatnich dwóch przypadkach dołączyli się także „łomżowcy” i „wieluniowcy”. Niezapomniane wrażenie. Niestety, improwizacja pojawiała się także w mniej radosnym kontekście, np. podczas obowiązkowej pracy z polskiego. Trzeba było się pośpieszyć i napisać tekst „ładnie i na temat”, co  wbrew pozorom, nie było takie proste. Ale na szczęście „trzynastkowcy” to mistrzowie improwizacji, więc coś udało się napisać. Na szczęście zanim zdążyliśmy sięgnąć po ćwiczenia z języka polskiego, nasz wyjazd się skończył. Musieliśmy wracać do domów. Musieliśmy po raz kolejny pakować się, robić porządek w pokoju, targać te ciężkie walizki do autokaru i wytrzymywać dziewięciogodzinną jazdę. Pewne jest jedno – po wyjeździe do Mielna zmieniliśmy się, poznaliśmy bardziej zarówno innych, jak i siebie samego. Plusy, minusy i poranna rozgrzewka Mielno, jak zapewne większość rzeczy na tym łez padole, miało swoje dobre i złe strony. Jedne jego elementy chwalono, na inne narzekano. Najczęstszym powodem do narzekania były... obiadki. Musiały być bardzo smaczne, bo nawet ja je chętnie jadłam, a jednak jedzenie z naszego ośrodka miało swój zagorzały „antyfanklub”. Należy do niego także Iga z Łomży, która twierdzi, że „obiadki są w pewnym sensie niedobre”. Przeciwko takiemu traktowaniu obiadków protestował m.in. prof. Cezary Wróbel z Wielunia, który twierdzi, że obiadki są „bardzo smaczne, bo – najważniejsze – nie muszę ich robić, nie muszę po nich sprzątać.”. Trudno odmówić temu rozumowaniu logiki. Zaraz po kontrowersyjnych obiadkach jest baardzo długa lista „gorzkich żali”. Anonimowy Osobnik z Wałbrzycha znalazł ich aż cztery: „jedzenie, wypracowanie z polskiego, cisza nocna za wcześnie, no i to  że nie możemy sami nigdzie wychodzić”. Kasi Turowskiej (Łomża) nie podoba się „to, że nie znamy ludzi z innych szkół”. Na szczęście jest też wiele plusów wyjazdu. Ankietowanym podobały się „znajomości”, „relaks”, „to, że cały czas się śmiejemy” i „atmosfera, która tutaj jest”. Sara podsumowała plusy Mielna bojowym okrzykiem: „Co mi się podobało?... Ha!!! Poranna rozgrzewka!!!”. Większość osób cieszy się jednak, że była w Mielnie. Tylko żeby te obiadki... Marika Rybak

Mig 13 Rozrywki w Mielnie Dzisiejszy dzień nie przejdzie do historii jako jeden z najlepszych. Dziesięć minut temu dostaliśmy zadanie: napisać tekst o Mielnie. Temat jest dowolny, forma też. Pisanie wypracowania jest najgorsze, ponieważ nie można ściągać lub pisać w grupie. Co innego, gdybyśmy mieli wypełniać ćwiczenia. Rozwiązalibyśmy je ze sobą i nikt nie mógłby nam udowodnić, że nie zrobiliśmy ich samodzielnie. Jesteśmy na wakacjach i są ciekawsze rzeczy do zrobienia, np. odwiedzanie kolegów i koleżanek. Teraz marzę, żeby pograć w koszykówkę i przygotować się do następnego meczu, ale tkwię w pokoju nr 9 i piszę. Wymieniamy się informacjami i pomagamy sobie. Wszyscy chcemy skończyć to zdanie jak najszybciej, Brakuje mi weny twórczej (…). Jedną nogą jestem już na dworze. Liczę linijki i… jestem wolny! Biorę piłkę i idę.  Wojtek, sprawdź mi błędy, ja wychodzę! I przestań mi mówić, że napisałem o niczym. Nauczyciele się nie zorientują… Łukasz Olejarz Takie wyjazdy to doskonały sposób na zintegrowanie klas i odpoczynek od codziennych zajęć szkolnych, a tego uczniowie z PG 13 na pewno długo nie zapomną. Klaudia Pąklak

MIG 13 Nr 5 (czerwiec 2010) Czasopismo szkolne Publicznego Gimnazjum nr 13 w Wałbrzychu Red. naczelny: Oskar Grajewski Sekretarz red.: Ewelina Węgrzyn Redaktorzy: Alicja Błażejowska, Kacper Fleszar, Kasia Gisder, Katarzyna Kaczmarek, Weronika Nitka, Bogusia Nowak, Łukasz Olejarz, Klaudia Pąklak, Marika Rybak, Wojciech Stachowiak, Paulina Wasielewska, Marta Zygarlicka. Grafika: Ania Kuczyńska Opiekun: prof. Elżbieta Sura Skład i łamanie: Ewelina Węgrzyn Powielanie: ZS nr 2 al. Wyzwolenia 34 58-300 Wałbrzych www.2lo.walbrzych.pl tel./fax 074 8423592 Zastrzegamy sobie prawo do adiustacji tekstów oraz niecytowania ich w całości