Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Wiosna uskrzydla, miłość opromienia, słońce dodaje sił… Kalendarium

Mig 13

Nareszcie długo oczekiwana pora roku i prawdziwa radość z powodu odchodzącej zimy. W tym sezonie naprawdę dała się nam we znaki i - choć człowiek młody zapałem – dość miał przedzierania się przez potężne zaspy, odgarniania śniegu, noszenia ciepłej odzieży. Teraz wystarczą urocze skrzydła, by nadać aurze odpowiednią atmosferę. A skoro wiosna uskrzydla, to jednocześnie miłość opromienia. Aha! To dlatego tylu piegusów pojawiło się na ulicach. To zakochani, którym miłość aplikuje pieczątki na nosie. Hura! Jesteśmy rozpoznawalni: uskrzydleni, piegowaci i… No, jasne! Pełni sił witalnych, które zdobyliśmy za sprawą dobroczynnego słońca. To dzięki niemu stać nas na przykład na udział w Forum Pismaków, wszelakich olimpiadach, konkursach, dyskusjach czy po prostu na długi spacer wśród drzemiącej jeszcze przyrody. A więc do dzieła, nasi wierni, uskrzydleni, zakochani i silni Czytelnicy! Spacery czas zacząć… Oskar 24 II - Anglodays 3 III - Dni Otwarte 5 III - Być Kimś 6 III - Disce Puer 8 III - Dzień Kobiet 15-16 III - Rekolekcje 19 III - Gala Być Kimś 22 III - Koncert Charytatywny, Mam Talent 7-9 IV - Forum Pismaków Jak widać II LO nie musi kojarzyć się jedynie z książkami i zakuwaniem po nocach. Wbrew pozorom jest to bardzo rozrywkowa szkoła, w której wiele się dzieje. Natomiast nauka - to dla naszych uczniów sprawa drugorzędna. Mają talent… Biletowa aukcja

Mig 13

Po raz drugi w naszej szkole został zorganizowany „Mam Talent” (22 marca) połączony z koncertem charytatywnym na rzecz Ady Przydatek (zebraliśmy ponad 4,5 tys. złotych!). Uczniowie mogli zaprezentować swoje liczne talenty: wokalne, gimnastyczne, taneczne, muzyczne… W skład jury wchodzili: Pan Dyrektor – Robert Wróbel, pani pedagog – Beata Kijewska oraz uczniowie liceum: Magda Płodzień, Asia Kogut i Maciej Przydatek. Miejsca na podium zajęli kolejno, zaczynając od I miejsca: Michał Zieleń (gra na gitarze), duet Iza Pitner oraz Kasia Kaczmarczyk (układ gimnastyczny) i Arek Mąkosa (gra na akordeonie). Zespół Nervous Breakdown (pod wodzą Maćka Uglisa) otrzymał wyróżnienie za autorskie utwory. Impreza była naprawdę na poziomie – klimat, ludzie. Warto też zaznaczyć, że po raz pierwszy odbyło się bez problemów technicznych. Brawa dla sekcji technicznej! Wasiel Nie wszyscy mieszczą się na sali gimnastycznej jednocześnie, dlatego samorząd szkolny wpadł na pomysł, żeby zlicytować bilety. Sześć klas, które zaproponowały najwyższą cenę, mogło wziąć udział w koncercie. Najwyższą cenę za bilety wylicytowała klasa Ia gimnazjum i było to 26 zł od osoby. Niestety, na „Mam Talent” nie wystąpiła grupa języka angielskiego pani Polak z klas I gimnazjum ze swoją sztuką. Ten występ miał być nagrodą za wygranie Szkolnego Przeglądu Teatrów Anglojęzycznych. Okazało się, że grupy w ogóle nie zgłoszono. Ala Derych Pismak - może brzmieć dumnie! „Dobry dziennikarz musi być przede wszystkim dobrym człowiekiem…” Ryszard Kapuściński
Na tropie tych „dobrych ludzi” – czyli organizacja konkursu ogólnopolskiego. Jak to wszystko wygląda od podszewki? Przyjemność czy obowiązek?
Mig 13

Punktualnie o 9 (no, może prawie) wbiegam zdyszana do szkoły. Stukając obcasami w kamienne schody, podążam na górę. Jest niewiarygodnie cicho i pusto – ale chyba mnie to uspokaja (nie tylko zieleń działa kojąco). Spoglądam na zegarek. Jest pani prof. Sura! Zabieramy się więc do pracy… W pokoju nauczycielskim na stołach widzę jeden stos, drugi, trzeci. Wszędzie mnóstwo paczek – różnych – mniejszych, większych, w kopertach, w kartonach. To jeszcze nie koniec, dobiega do mnie głos organizatorki: - Reszta jest u mnie w sali… „No, to pięknie” – myślę. Ale spokojnie, damy radę! Chwila przerażenia i zdziwienia, ale także radości, bo przecież jakie to Forum Pismaków musi być sławne. I już podążam na górę po kolejną serię gazetek. Zadanie specjalne Muszę skserować teksty naszych MIGowych redaktorów - oczywiście, wszystko nam się przypomina w ostatniej chwili. Szybko zbiegam po schodach do biblioteki (mało nie tracąc zębów!), chwytam za klamkę i… ZAMKNIĘTE! Jak to?! - „Pani Bogusiu, ja muszę pilnie coś skserować…” .  Nikogo nie ma. No tak, przecież są ferie... Mój entuzjazm powoli zanika, ale nie poddaję się. Wracam na górę – chwilowo bez oczekiwanych egzemplarzy. Tym razem już spokojnie, powoli – chcę być cała i zdrowa. Różnorodna niezwykłość  Wszystko dzielimy na 5 grup i zaznaczamy w tabelkach… - tłumaczy prof. Sura. Przeglądamy, zaznaczamy, układamy i tak w kółko. Przelotnie spoglądam na pojedyncze gazetki. Jedne niezwykle eleganckie – w pięknych kolorowych okładkach, wypełnione tekstami po same brzegi. Kilka nawet z dodatkami. Płyty,

Mig 13

kalendarze i to, co najbardziej mnie ujęło – barwny bibułkowy witrażyk. Tylko… przedstawia choinkę – do świąt jeszcze sporo czasu – więc chyba, niestety, się zmarnuje. Ale wracając do samych czasopism – są także takie… na NIECO niższym poziomie. Według mnie – niektórzy ludzie po prostu marnują papier, zostawiają wolne miejsca, źle planują i rozmieszczają teksty oraz ilustracje. I jak tu później ocenić, by nikt nie poczuł się skrzywdzony? Co jeszcze zauważam? Mnóstwo tytułów – wywiad, wywiad, wywiad. Przecież tak być nie może! Chciałoby się zapytać opiekunów: „Czy państwo nie zwracają na to uwagi? A może nie wiedzą, że nie wymienia się gatunku w tytule?”. A może tego rodzaju wpadki wynikają z niewiedzy? Lub owa funkcja - opiekuna - to tylko obowiązek bądź polecenie służbowe, a nie pasja? Potrzebny kominek! Od zaraz! Czas mija, ilość paczek się zmniejsza, a my jesteśmy coraz bardziej usatysfakcjonowane. Paczek rzeczywiście ubywa, ale „gazetowe stosy” zaczynają się rozsypywać. Na podłodze leży mnóstwo bezużytecznych już kopert. W pomieszczeniu - choć pozornie ciepło – pani prof. Sura odczuwa chłód. Potrzebny kominek! Wszystkie papierowe pozostałości zostałyby wykorzystane (dbamy o ekologię), a my byśmy się rozgrzały. Jeszcze tylko gorąca herbata, wygodny fotel, ciekawa książka (a może wystarczy któreś pisemko?) i prawie jak w domu. Nie, nie! To tylko marzenia. Wracamy do pracy! Dążąc do celu O 13.00 wpada Ola, naczelna OBOKa, docelowe egzemplarze czasopisma licealistów – gotowe. Zaczynamy pakować! Powiedzmy, że wszystko się mieści… W międzyczasie wykonujemy ksero (biblioteka wreszcie otwarta), sprawdzamy ostatnie gazetki i… koniec! Zaklejając finalną paczkę – nie kryjemy zadowolenia. Teraz potrzebny jest tylko kurier (który zjawi się o 15.00) – gazetki pojadą do wrocławskich i warszawskich jurorów. Mimo tych małych przeszkód – wszystko dopięte na ostatni guzik. Ech, ciężkie życie organizatora konkursu gazetkowego. Ale ile radości sprawia ta cała „gazetowa zabawa”, wiedzą tylko ci  którzy mieli okazję to przeżyć. Ewelina Węgrzyn Pismak  1. pogardliwie o marnym, nieudolnym dziennikarzu, publicyście, piszącym tendencyjnie, złośliwie; rzadziej o lichym pisarzu; 2. szary, skorupiasty porost, rosnący na gładkiej korze drzew (np. buków, grabów, jesionów), mający czarne owocniki, przypominające hieroglify; literak. (źródło: Słownik języka polskiego pod. red. M. Szymczaka, PWN) Pismaki w Wałbrzychu

Mig 13 Mig 13 Mig 13 Mig 13

7 kwietnia ok. godz. 10:00 przedstawiciele redakcji z całej Polski przyjechali do naszej szkoły. Potem rozpoczęły się warsztaty. Na początku prowadzący przeprowadzili z nami proste i ciekawe ćwiczenia, które pomogły nam się rozluźnić, a także nauczyły nas pracy zespołowej. Przygotowały nas również do późniejszego zadania, którym było wydanie internetowej gazety – qmama. Przez dwa dni ciężko pracowaliśmy, aby nasze czasopismo wyszło jak najlepiej, co według mnie udało nam się w stu procentach. W czwartek wieczorem poszliśmy do Teatru Dramatycznego na sztukę pt.: „Bohater roku”, która spodobała się większości zgromadzonych osób. Po spektaklu odbyła się długa dyskusja. W piątek, 9 kwietnia w teatrze odbyła się gala, na która z niecierpliwością czekali wszyscy przyjezdni. Wszystko zostało bardzo dobrze zorganizowane. Każdego dnia uczestnicy warsztatów mogli zjeść pyszny obiad w restauracji i równie dobrą kolację w naszej szkole. Dominika Zarychta Niekoniecznie romantycznie Moja niekończąca się przygoda…
Zapewne wielu z Was doskonale wie, że istnieje taki zespół jak The Scorpions. Ja pokochałam ich muzykę już kilka lat temu.
Mig 13

W tym roku walentynkowy wieczór był bardziej rock'owy niż romantyczny. O godzinie 17 w hali OSiR'u w Świebodzicach zgasły światła, a Artur Rojek i reszta zespołu wprowadzili nas w sentymentalny nastrój, zaczynając koncert od "Moving Revolution". Szczególną atmosferę, która wytworzyła się podczas trwania show dopełnił pełen profesjonalizm muzyków, dobry kontakt artystów z publiką i, a raczej przede wszystkim, techniczna perfekcja. Punktem kulminacyjny show było wykonanie utworu "Sprzedawcy marzeń" z popisową solówką Wojtka Powagi. By uczcić dzień zakochanych, Myslovitz na bisach zagrało swój hit "Chciałbym umrzeć z miłości", który sprawił, że ilość całujących się par na sali wzrosła minimum trzykrotnie. Joanna Wróblewska Pomimo jej specyfiki i nietuzinkowej interpretacji, nie mogę oprzeć się stwierdzeniu, że to miłość mojego życia. Coś tak niespotykanego nie może ujść niezauważone. Uważam, że ich twórczość, to nie puste brzemienia dźwięków i  nic niewnoszące do społeczeństwa teksty, ale coś, co potrafi utkwić w sercu człowieka na wiele lat, a czasem na całe życie. Moja przygoda z zespołem Scorpions rozpoczęła się, gdy miałam 9 lat. Na początku nie byłam przekonana do gatunku, jakim jest hard rock, jednak po pewnym czasie nie byłam w stanie się jej oprzeć. Dzisiaj nie wyobrażam sobie dnia bez tej muzyki, która niesie za sobą nie tylko mocne brzmienie, ale również przesłanie, jakim jest równość wszystkich ludzi w obliczu świata. Stąd też nasuwa się wniosek, że sztuka nie ogranicza, ale pozwala każdemu ukazać swój własny świat w jego indywidualnym świetle. Nie chciałabym jednak, abyście zrozumieli mnie źle. Mój podziw dla Scorpions to nie małoletnia fascynacja, ale respekt dla ich wielkości. Cenię ich przede wszystkim za to, że nie przypominają zapatrzonych w siebie celebrytów i potrafią powiedzieć ‘’stop’’ w odpowiednim

Mig 13

momencie. Jednak, niestety, nie każde wypowiedziane ‘’stop’’ jest łatwe do przyjęcia. Ta licząca sobie 45 lat obycia scenicznego hardrockowa grupa ogłosiła koniec swojej długotrwałej kariery. Pomimo wielu sukcesów na koncie zespołu, jego członkowie postanowili zakończyć swój wkład w dzieje muzyki, wkład, który wywarł tak znaczny wpływ na społeczeństwo, że dzisiaj - i sądzę, że przez wiele kolejnych lat  myśląc o ludzkości w obliczu ucisku i o równości każdego z osobna wśród społeczeństwa, pamiętamy o takich utworach, jak chociażby kultowe już „Wind of change” czy „Humanity”. Teraz pozostaje nam jedynie czekać na ich nadchodzący album „Sting in the Tail” i podziwiać zbliżające się koncerty, wchodzące w skład trasy koncertowej zamykającej ich karierę, a członkom zespołu (Klausowi Meine, Rudolfowi Schenker, Matthiasowi Jabs, Jamesowi Kottak oraz Pawłowi Mąciwodzie) życzyć wszystkiego najlepszego i liczyć na to, że może jeszcze kiedyś (nie licząc rozpoczynającej się niedługo trasy koncertowej) usłyszymy ich muzykę - równie energetyczną i żywiołową jak dawniej! Kasia Gisder Gdy los płata figle...
Coraz częściej ludzie zostają tam, gdzie chcieli osiedlić się na krótki czas. Moja ciocia, Kamila Sasin, parę lat temu wyjechała za granicę. (ciąg dalszy z poprzedniego numeru)
Mig 13

- Pierwsze spotkanie ze starszą panią wyglądało w miarę normalnie, dopiero później zaczęły się kłopoty. Już kolejnego dnia okazało się, że kobieta jest złośliwa, znerwicowana. Przejawiało się to głównie tym, że krzyczała, starała się zniszczyć wszystkie rzeczy, które znajdowały się w pobliżu. Niestety, nie potrafiłam jej w żaden sposób uspokoić, tabletki również nie skutkowały. W takich momentach musiała interweniować rodzina - nie było innej możliwości. Czy bardzo brakowało Ci przez ten czas rodziny? - Bardzo, ponieważ jestem zżyta ze swoją rodziną, a to były moje pierwsze święta poza domem. Ze strony osób, z którymi tam mieszkałam, została mi naturalnie udzielona, swego rodzaju, pomoc emocjonalna. Cały wolny czas spędzałam z nimi, usłyszałam również o sobie wiele ciepłych słów, za co byłam im bardzo wdzięczna. Tylko, jak już

Mig 13 "Nauczyłam się tam wielu rzeczy, głównie cierpliwości, która bardzo się w życiu przydaje."

mówiłam, starsza pani nie należała do najmilszych osób - wtedy bywało mi ogromnie trudno. Co najlepiej, a co najgorzej wspominasz z owego wyjazdu? - Zacznijmy od tego, co było dobre, bo w końcu nie warto rozpamiętywać niemiłych rzeczy. Dobrze wspominam przecudowne widoki, jakie dane mi było zobaczyć. Miałam sposobność gotować prawdziwe włoskie potrawy. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam kwitnące w środku zimy róże. Poznałam wielu ludzi, którzy wnieśli wiele w moje życie. Jedyną złą rzeczą - oprócz strachu - która mnie tam spotkała, było pewne zmęczenie psychiczne, jakie odczuwałam każdego dnia, idąc do domu starszej kobiety. Wiedziałam, że prędzej czy później i tak zacznie ona krzyczeć, a niekoniecznie mi to odpowiadało. Czy żałujesz, że tam pojechałaś? - Nie żałuję ani trochę podjętej przez siebie decyzji. Nauczyłam się tam wielu rzeczy, głównie cierpliwości, która bardzo się w życiu przydaje. W codziennych kontaktach z domownikami dowiedziałam się też, mniej więcej, jak wygląda przeciętny dzień Włocha. W końcu są to inne obyczaje, przyzwyczajenia, jednym słowem - odmienna kultura. Co sądzisz o ludziach, którzy obecnie wyjeżdżają za granicę? - Ja wyjechałam głównie dla zabawy, pomijając już aspekt zarobienia pieniędzy, które i tak wydałam na kolejną wycieczkę. Wydaje mi się, że jeśli okres wyjazdu, tak jak w moim przypadku, jest krótki, to nie ma w tych poczynaniach nic złego. Naturalnie w momencie, gdy taka dorywcza praca staje się naszym sposobem na życie, to sądzę, że – o ile zostawiamy rodzinę w kraju – może nieść za sobą poważne konsekwencje. Z rozpadem rodziny włącznie. Maja Zaręba Słaba płeć

Mig 13

Istnieją różne sposoby na odkrycie swojej wady wzroku. Jedni nie widzą z bliska, inni z daleka, jeszcze inni prawie nic i znikąd. Kiedy już uda się zaciągnąć taką osobę do okulisty, zapierającą się, że świetnie widzi (tylko czasem nie wie, co jest na tablicy lub po prostu zawsze i wszędzie jest dla niej za ciemno, aby cokolwiek przeczytać) i zdoła przedrzeć się przez kilometrową kolejkę z osobami: a) mającymi czerwone oczy, b) mającymi zapuchnięte oczy, czy c) mającymi waciki w oczach - ma się duże szanse na wyjście z gabinetu z kwitkiem. Po tym wszystkim można udać się z owym kwitkiem po okulary lub szkła kontaktowe. Inaczej małe, przezroczyste i lepkie coś, co trzeba włożyć na oko. Nie byłoby to takie trudne, gdyby nie to że przeźroczyste soczewki pływają w przeźroczystym płynie, a jak już uda się je wyciągnąć, to jeśli nawet przykleją się do palca, to nie przyklejają się do oka, a jak nie przykleją się do palca, to o oku w ogóle nie ma mowy. Trochę to zagmatwane i trudne, ale większość dziewczyn dało sobie radę. Gorzej z płcią przeciwną, dla której znalezienie soczewki w pudełeczku to kosmos, a o trafieniu z nią w oko nie ma mowy. Oczywiście, początki zawsze bywają trudne, ale nie widziałam jeszcze chłopaka zakładającego szkła przed podręcznym, parucentymetrowym lustereczkiem pod ławką w przeciągu pół minuty. Oczywiście, istnieją wyjątki. Większość z nich wybiera jednak okulary. Może świadczy to o większym wyczuciu kobiet, a może zupełnie o czymś innym? Ola Czy w internecie są sami krytycy?
Poziom komentarzy na internetowych serwisach jest żałosny. Wierzę w wolność słowa, ale dzisiejsi internauci przekraczają granice moralności.
Mig 13

Żyjemy w państwie demokratycznym, ale gdy czytam kolejne, przepełnione nienawiścią i szyderstwem wpisy, to zastanawiam się, skąd ta frustracja? Anonimowość napędza chamstwo, osoby publiczne codziennie są obrażane, oszczercy „nakręcają” się nawzajem. Jakość sieciowej debaty publicznej stała się żenująco niska. Czemu służą uwagi na temat niedostatków urody pani Kingi Rusin? Czemu służą obelgi skierowane przeciwko "Dodzie" czy Grzegorzowi Rasiakowi? Czemu służą nieprawdziwe wpisy przepełnione kłamstwem, mające na celu obrażenie innych osób? Czemu jest tyle wściekłości i swoistego jadu? Nie rozumiem także faktu, że opinie są  w większości negatywne, przeważają obelgi, nie pochwały. Kolejna rzecz, która mnie bulwersuje, to nie tylko treść merytoryczna, a poziom gramatyczny czy ortograficzny. Cały czas spada sprzedaż książek, literatura poszła w kąt, co powoduje rażące błędy językowe, brak jakiejkolwiek ortografii, natłok „emotikonek”. Polska młodzież, niestety, nie szanuje ojczystej mowy. Wulgaryzacja języka jest przerażająca. Ordynarne słowa na portalach społecznościowych to już norma. Mówię „precz” jakże ostatnio modnemu „rzucaniu mięsem”. Na forach dominują „trolle”, na witrynach typu naszaklasa.pl ograniczona młodzież. Anonimowych oszczerców i krytykantów z dnia na dzień przybywa. Powiedzenie „głupi jak but” śmiało zamieniłbym na „głupi jak internauta”. Czy ograniczyć internetową wolność słowa? Żyjemy w państwie demokratycznym, ale uważam, że potrzebna jest cenzura, przynajmniej częściowa. Pora rozwiązać problem, ponieważ nie sądzę, żeby dało się to zlikwidować. Pora na zmiany. Pora na to, by w końcu Internet stał się miejscem, w którym nie zasypie nas natłok idiotycznych komentarzy, gdzie nie będzie chamstwa ani ubliżania innym. Ale w takim razie od czego powinniśmy zacząć? Myślę, że najlepiej od siebie. Łukasz Urban Chyba twoja!

Mig 13 Popularność "twojej starej" bierze się z faktu, że twoje słowo zawsze musi być ostatnie.

Pierze w rzece, ciągnie rzepę w Familiadzie, ma stragan na Allegro, gada z Delmą, klaszcze u Rubika. Kto to taki? Oczywiście twoja stara. Twoja i twoja, i twoja też. Wasza. Temat wyprasowany już milion razy, który z niewiarygodną siłą rażenia uderzył w polski, i nie tylko, Internet. Moda na owe teksty przyszła do nas zza oceanu. Tam znana jako "yo momma" swego czasu cieszyła się ogromną popularnością. Jak nowy model iPoda, jest u nas nieco później. Na czym polega fenomen jej popularności? Jest jak polski sejm - tak absurdalna, że aż śmieszna. Im głupszy tekst o "twojej starej", tym lepiej. Oczywiście, każdy musi ich znać całe mnóstwo, bo gdybyś przypadkiem został zaatakowany na ulicy, musisz się jakoś wybronić. I tak narodziły się znane głównie w świecie rozbestwionych gimnazjalistów pojedynki na słowa, a raczej teksty. Polega to mniej więcej na tym, że dwoje stoczonych rokiem edukacji dzieci staje naprzeciwko siebie i puszcza serie tekstów-pocisków. Wygrywa ten, kto zna ich więcej. Nie muszą być śmieszne. Choć dla większości są. I tak dzieci zaraziły rodziców, rodzice babcie, babcia wspólnotę parafialną, a wspólnota parafialna sprzedawczynie w Lidlu.

Mig 13 Wirus "Twojej starej" rozprzestrzenił się już dosyć dawno i trwa w najlepsze.

Wirus "Twojej starej" rozprzestrzenił się już dosyć dawno i trwa w najlepsze. Wielokrotnie doświadczyłem objawów tego groźnego wirusa. Gdy spierasz się z kimś o mniej lub bardziej, ale jednak ważną kwestię i w końcu zauważasz, że poglądy twojego rozmówcy nie mają najmniejszego sensu, mówisz - "jesteś głupi" i odchodzisz, myśląc, że to ostatnie słowo jałowej dyskusji. Oczywiście bardziej "hardcore-owi" rozmówcy mogą powiedzieć – jesteś debilem, kretynem lub (to chyba najgorsze) słuchasz zespołu Goya. Wróćmy jednak na ziemię. Myślisz, że to ostatnie słowo i odchodzisz. Niestety, jeśli twój rozmówca rzeczywiście jest zagorzałym fanem zespołu Goya, jego odpowiedź będzie brzmiała: – Chyba twoja stara. Wtedy wszystko się zaczyna. Mówisz, że nie twoja, tylko jego i tak licytujecie się, aż do totalnego zakończenia "Mody na sukces". Tutaj mamy odpowiedź na nasze egzystencjalne pytanie. Popularność "twojej starej" bierze się z faktu, że twoje słowo zawsze musi być ostatnie, więc wymyślasz jak najbardziej absurdalne teksty. Nie mówię, że sam nigdy nie uległem nurtowi lub - jak kto woli – ideologii "twojej starej". Szybko przekonałem się jednak, że oddalając się od źródła zarazy, przestałem mieć jej jakiekolwiek objawy. Obecnie teksty te stały się bardziej denerwujące niż pies sąsiada, całą noc głośno wyrażający swoją miłość dla księżyca. Popularność "twojej starej" raczej nie potrwa długo. Skończy jak kawały o Chucku Norrisie lub Jozinie z Bazin. Wszyscy o tym zapomnimy, pochłonięci nową falą "śmiesznych" tekstów, które na pewno się pojawią. Marcin Małecki

Mig 13 Jeżeli interesujesz się komputerami, kupujesz gazetę o komputerach, jeżeli lubisz konie – gazetę o koniach.

Wysysaczom inteligencji – nie! Każdy lubi czytać i nie wmawiajcie mi, że nie. Niektórzy preferują tak wyrafinowaną rozrywkę umysłową jak książki („Zmierzch”), inni wolą coś lżejszego – ulotki, liściki wysyłane na lekcjach, etykietki, etc. Oczywiście nie wspomniałam o gazetach – nie dlatego, że jestem wredna, tylko dlatego, że ten artykuł będzie o gazetach. Jestem prawie przekonana, że każdy ma ulubioną gazetę. Jeżeli interesujesz się komputerami, kupujesz gazetę o komputerach, jeżeli lubisz konie – gazetę o koniach. Z prasą hobbistyczną jest OK, nie czepiam się. Gorzej jest z tzw. „pismami dla nastolatek”, pożeraczem komórek mózgowych i wysysaczem inteligencji. Z nich właśnie przeciętna nastolatka może dowiedzieć się, jak się całować, jaki makijaż jest najlepszy do szkoły, którą gwiazdę naśladować i z kim spotyka się totaaalnie słiiitaśny Robert Pattison! Może wyczytać tam sensacyjne newsy na temat gwiazdek, zobaczyć, w co się ubrać, by wyglądać trendy i jazzy oraz poczytać o wpadkach innych czytelniczek, takich jak np. zderzenie z największym ciachem w szkole. A to wszystko okraszone dużą ilością emotikonek (przeważnie <średnik i duże P> lub <iksde>, tonami slangowo – młodzieżowych określeń (słit, lansik, impra, trendy, etc.) oraz hasełkami, o których poprawności gramatycznej można pisać a pisać („Daj znaka!”). A wszystko to w cenie 1.99 – 4.99, najczęściej z jakimś extra – prezentem. A może byśmy, droga redakcjo, też zaczęli przerabiać się na pismo dla nastolatek? Zaczniemy pisać o gwiazdach, modzie i wpadkach? A jeżeli mamy dodawać do gazetki gratis, jako pierwsza zgłaszam mój długopis… To był tylko żart. Nie udałoby się przerobić Miga 13 na pisemko dla nastolatek. Nie dlatego, że się na tym nie znamy. Nie dlatego, że ktoś by protestował. My po prostu piszemy za inteligentne teksty. Marika Rybak

Mig 13

Bo trzeba mieć dom Zawsze wszyscy powtarzają mi, że trzeba mieć dom. Nie, nie chodzi mi tutaj o mieszkanie albo parę pomieszczeń z meblami, wkoło których jest mnóstwo cegieł. Mam na myśli miejsce, takie niewinnie wyglądające, a jednak ciepłe, pełne uczucia i niewidzialnej radości z życia. I chyba rzeczywiście trzeba mieć ten dom, chociażby taki mały, na uboczu całego świata, całkiem przytulny i skromny. Tylko... Jak go umeblować, żeby okazał się przydatny, co zrobić, aby ktoś chciał zamieszkać w nim razem ze mną? Bo chyba to jest najważniejsze. Łóżko będzie zielone, żeby chociaż trochę wyróżniało się z tłumu, w końcu za dużo jednolitych kolorów powoduje to, że przestajemy dostrzegać inne, równie cudowne, a może i nawet piękniejsze barwy. Okna będą duże i jasne - nikt w końcu nie chce, aby w miejscu, z którego wywodzi się jego miłość, było ciemno. Kominek, och, kominek jest tutaj niezbędny. Byle byłby duży, najlepiej z możliwością samoodtwarzania się ciepła, tak aby i przyszłe pokolenia zatrzymały choć trochę z naszej miłości. Później znajdę bratnią duszę. To będzie mój przyjaciel. Nie wiem wprawdzie, jakie ma mieć włosy i ile pieniędzy na koncie, wiem, że potrafi rozmawiać z moim zielonym łóżkiem i całymi dniami patrzy w ogromne okna, siedząc przy kominku, a później, później jedzie do sklepu i kupuje mi pieska. Takiego małego, absolutnie słodkiego psiaka, który razem z nami ogląda ogromne okna, leżąc na zielonym łóżku. I gdy już ma się ten dom, tego pieska i przyjaciela to można wszystko, naprawdę. Czujesz wtedy, że ciemny świat za oknami nie jest już twoim światem. Zawsze wiesz, że możesz liczyć na ciepło pieska, który już na zawsze pozostanie mały i pomocną dłoń przyjaciela, który cały czas będzie przy tobie. Wtedy dopiero kupimy cegły na dom... Maja Zaręba Killing me softly…
Czy ty też paradoksalnie jeszcze nie wiesz, jak zrobili tę sztuczkę z zapałką i widelcem oraz tę z krzesłem? A do gazetki piszę tak! Czyli podsumowując, Marcin Król pozdrawia resztę świata.
Mig 13

Przymierzam się do tego artykułu już dwa numery. Jednak jakoś tak się dzieje, że za każdym razem coś mnie powstrzymuje i przeszkadza. A to brak czasu, a to brak pomysłu, a to brak weny, jednym słowem: lenistwo. Teraz, pomny na popularność demotywatorów, zaczynam pisać, bo a nuż ktoś mnie ubiegnie? Mocno w to wątpię, lecz wziąć się do pracy i tak nie zawadzi. Któż z uczniów nie surfuje po Internecie? Kto nie siedzi na naszej-klasie, czy facebooku, spędzając w sieci trochę czasu. Niektórzy z was grają w różne gry, łącząc się w ten sposób ze społecznością Drugiej Rzeczywistości. Większość z was poznała Demotywatory. Nie raz można usłyszeć rozmowę w autobusie: „-Widziałeś wczoraj główną? -No jasne -A zwróciłeś uwagę na demota ze studencką kanapką? -To było mocne!” i w myślach można sobie go przypomnieć i też się zaśmiać (byleby pod nosem, cichutko, bo jeszcze w kaftan bezpieczeństwa zawiążą!). Czarny layout znany jest licznym rzeszom użytkowników lepiej niż ich zeszyt czy jakakolwiek książka. Nieraz spędzają z demotami długie godziny przerzucając kolejne strony poczekalni (bo główną już dawno widzieli) w nadziei na perełkę – twór zrodzony przez lotny i cyniczny umysł innego użytkownika. Jaki jest fenomen tego portalu? Przecież jest on tak prosty zarówno w odbiorze, jak i w możliwościach, nie ma wbudowanego forum, nie da się założyć skrzynki mailowej pod tym adresem, trudno skontaktować się z innymi użytkownikami. W większości przypadków zdjęcia ani nie pouczają, ani nie śmieszą. Strasznie często wszystko się powtarza. Najbardziej interesujące jest to  że strona bywała wielokrotnie

Mig 13

przeludniona, liczba użytkowników przekracza dziesiątki tysięcy! Cóż w tym jest? Może nawet Nonsensopedia wymaga większego wysiłku intelektualnego poprzez swoją aluzyjność i długaśne artykuły, a tu tylko klika się w kilka miejsc i zajęcie na cały dzień! Mocne, słabe, było, główna(+);), słabe, słabe, słabe, słabe, słabe, słabe, słabe, mocne, słabe, słabe,, mocne bleh. Człowiek, po dniu spędzonym w szkole nie powinien wysilać intelektu, bo mózg może się przegrzać... Padną zarzuty o hipokryzję - „A kto ostatnio zacytował tego demota o uczniu co przerósł mistrza?”, słusznie, przeglądam demotywatory i ostatnio doszedłem do wniosku, że czas ich powinien minąć. Miały swój okres świetności, jednak od dziś proponuję ruszyć z akcją: Tylko kwadrans dla demotywatorów! Bo na więcej czasu ta strona nie powinna zasługiwać, zbyt mało może nam dać. Bo kiedy się nad tym zastanowić, humor przyprawiający o łzy rzadko się tam da znaleźć, jest to towar deficytowy. Coś prawdziwie mądrego, co skłoni nas do zadumy, też... Killing me softly with this page... To brzmi durnie, więc nie siedźmy bez sensu tyle przed ww. portalem. Marcin Król PS Nie, nie jestem sfrustrowany, bo mój demot nie wszedł na główną, to naprawdę nie jest powód. Trochę się po prostu portal przejadł.

Mig 13 Świat według Pismaków Gimnazjadło, Gimzetka, Gimpress, Gimluz, Gimbuź, Gimbus – to tytuły Gazetek Szkolnych, do których piszą Luz, Luzik i Luzak. Do Myślnika – Literatka. To Przerywnik w życiu szkoły, gdy Dzwonek, Gong ogłoszą Dużą Przerwę, Szkolne Bęc, czas na Szkolną Kanapkę, Jabłuszko i Groch z Kapustą (oby się nie odezwała Dwunastnica). Jaką funkcję pełnią pisemka? To Peryskop, Plotka Szkolna, Podpatrzone – Podsłuchane, Przeciek, Radarek, Kabel, Trzy po Trzy, Donosiciel i z Dyktafonem - Szkolny NDST (Nasi Dziennikarze Szkolni Tropią). Czasem w Tornistrze Pinezka i Żądło Furtka do Hadesu, czasem Sprostowania, Czarno na białym i Negatyw Naszej Budy - Szkolnego Życia. Szkolne Czytadło uczniowskiego Podławka. Kto pisze? Piegus, Uczniak, Urwisek, Wiercipięta, Szkolniak, Żaczek, Cwaniak na 6 i... Siemana. Szkolne Wieści to Strzał w 10, Gimnazjalny Puls. Supełek Szkolny rozwiąże problemy, wywabi kilka Kleksów, dostarczy Eko – Wiadomości, pełnym Głosem powie to, co uczeń szepcze Głosikiem i przede wszystkim – nie da się wyrzucić na Makulaturę. Naszymi Oczami i Okiem Gimnazjalisty patrzy na świat. Perełka w Szkolnych Wątkach! Więc Na marginesie: Carpe Diem! Elżbieta Sura PS Wszystkie wyróżnione wyrazy stanowią tytuły gazetek nadesłanych na różne edycje konkursu

MIG 13 Nr 4 (kwiecień 2010) Gazetka szkolna Publicznego Gimnazjum nr 13 w Wałbrzychu Red. naczelny: Oskar Grajewski Sekretarz red.: Ewelina Węgrzyn Redaktorzy: Alicja Derych, Kasia Gisder, Marcin Król, Marcin Małecki, Ola Mierzejewska, Marika Rybak, Joanna Skarbek, Agnieszka Szczepańska, Łukasz Urban, Paulina Wasielewska, Joanna Wróblewska, Maja Zaręba, Dominika Zarychta Opiekun: prof. Elżbieta Sura Skład i łamanie: Ewelina Węgrzyn Powielanie: ZS nr 2 al. Wyzwolenia 34 58-300 Wałbrzych www.2lo.walbrzych.pl tel./fax 074 8423592 Zastrzegamy sobie prawo do adiustacji tekstów oraz niecytowania ich w całości