Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
WITAJ, BRACIE!
Mig 13
Minął kolejny rok i drzwi na oścież otworzył 2010.
Witaj, bracie! Przyjmujemy Cię z entuzjazmem i nadzieją, że przyniesiesz dobre, jasne dni. Trochę się Ciebie boimy, wszak zawsze okrywa Cię tajemniczość i niewiadoma. Co kryć się będzie za skutymi lodem jeziorami i rzekami? Co przyniosą wiosenne roztopy? Dokąd wyznaczysz szlaki wakacyjnym wędrowcom? Czy przyrumienisz jabłka w sadzie, czy pokłonisz się słonecznikowi? Jaki będziesz, Nowy Roku? Łaskawy dla uczniów i obfitujący w sukcesy? Wszyscy sobie życzą, byś przyniósł szczęście,
a my - skromni autorzy Miga 13 - życzymy Ci byś hojnie obdarowywał swymi bogactwami tych wszystkich, którzy już się ustawili po nie w kolejce. Daj zdrowie i radość rodzinie Michałka, daj umysł chłonny zDolnym Ślązakom, daj lekkie pióra piszącym, daj wenę poetom, a miłością obdarz potrzebujących…
Oskar
Mig 13
Nasz sukces! Qmamy!
Tuż przed świętami otrzymaliśmy następującą informację:
„Wielkie dzięki i jeszcze większe gratulacje za Wasze zaangażowanie i udział
w Konkursie „Qmam redakcję”.
Jury do ostatnich godzin łamało głowy,
by sprawiedliwie rozdzielić punkty.
To szalenie trudne, bo w każdej z prac znaleźliśmy dobre chęci, w wielu pasję
i serce a w kilku to coś jeszcze, co koniec końców przechyliło szalę na stronę finałowych zwycięzców.
Informuję, że Jury w składzie:
(1.) Paweł Sito - prezes Fundacji Nowe Media
(2.) Anna Zdrojewska - Laboratorium Reportażu, Inst. Dziennikarstwa UW
(3.) Paweł Kamiński - redaktor portalu
elekcje.mammedia.pl, FNM
(4.) Michał Horbulewicz - opiekun Qmamów, koordynator konkursu "Qmam
redakcję", FNM
- postanowiło przyznać pierwsze miejsce redakcji „Nowego Łosia” z Gimnazjum
nr 9 w Opolu – adres publikacji: http://mam.media.pl/nowy%C5%82osiu/09/12/4/ - postanowiło przyznać drugie miejsce redakcji „Mig 13” z Gimnazjum nr 13
w Wałbrzychu – adres publikacji: http://mam.media.pl/mig-13/09/12/4/
- postanowiło przyznać trzecie miejsce redakcji „Ducha Gimnazjum”
z gimnazjum nr 11 w Tarnowie – adres publikacji: http://mam.media.pl/duchgimnazjum/09/12/2/
Konkurs „Qmam redakcję” stawiał
przed redakcjami gazetek zadanie stworzenia i publikacji multimedialnego reportażu, ukazującego działalność redakcji szkolnej gazety oraz kreatywne wykorzystanie możliwości systemu Qmam. Materiał powinien był zobrazować pracę zespołu młodych dziennikarzy, ukazać proces twórczy od pomysłu na temat
do publikacji. Zadaniem autorów było sięgnąć do szerokiej palety środków wyrazu (tekst, wideo, dźwięk, fotografia, grafika), czyniąc ze swoich prac oryginalną opowieść o samych sobie. Jury uznało,
że nagrodzone prace najpełniej wypełniły ramy konkursowego zadania.
Nagranie z ogłoszenia wyników dostępne jest w serwisie elekcje.org pod linkiem: http://eelekcje.org/blog/?p=354
Michał Horbulewicz
Koordynator ds. komunikacji projektu MAM
Fundacja Nowe Media”
(red.)
Cudze
zwiedzacie, swego nie znacie
Mig 13
O tym szkolnym konkursie powiedziała mi p. prof. Płoszaj, nauczyciel historii. Nosił on tytuł: „Cudze zwiedzacie, swego nie znacie” i polegał na stworzeniu, według podanego wzoru, przewodnika po jednym z miast leżących w okolicach Wałbrzycha lub po samym Wałbrzychu.
Wzięli w nim udział uczniowie naszego gimnazjum.
Nie będę ukrywać, że tworzenie przewodnika to bardzo pracochłonne zajęcie. Ja (oczywiście
przez swoje odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę) kończyłam swój przewodnik 30 listopada około 23:00, z gorączką. Na szczęście zdążyłam. Termin składania prac upływał 1 grudnia.
Wyniki zostały ogłoszone 22 grudnia na sali gimnastycznej, po jasełkach. Osoby, które zajęły dwa pierwsze miejsca otrzymały dyplomy i nagrody książkowe. Nagrodzone przewodniki zostały udostępnione w bibliotece szkolnej.
Oto lista nagrodzonych:
I miejsca: Alicja Derych Ia - Przewodnik po Wałbrzychu oraz Weronika Nitka i Marika Rybak Ib – Przewodnik po Gminie Mieroszów.
II miejsca: Alicja Filbier i Nicola Michalkiewicz IIa – Przewodnik po Wałbrzychu, Dominika Zarychta Ib – również oraz Magdalena Borkowska Ib – Przewodnik po Świdnicy.
Dla wielu z nas to pierwsze osiągnięcia w tej szkole
i – mam nadzieję – nie ostatnie.
Alicja Derych
Mig 13
Nasze konkursy...
Po listopadowych etapach powiatowych znamy nazwiska tegorocznych finalistów zDolnego Ślązaka. Są to:
- blok matematyczno - fizyczny: Karolina Polańska IIIa, Marek Sterecki IIIb, Jakub Woliński IIIa, Piotr Czajkowski IIIa i Paweł Holewa IIIa,
- blok humanistyczny: Weronika Różańska IIIa, Marcin Król IIIa (zakwalifikowali się
do etapu ustnego
z j. polskiego). W tej grupie znalazł się też Wojciech Ludziak IIIb, ale ponieważ w tym samym czasie brał udział w innym konkursie historycznym, zrezygnował z finału polonistycznego. Już wiadomo, że jest w ścisłym finale – dostał się do etapu ustnego z historii.
- blok przyrodniczy: Weronika Różańska (finalistka z biologii i geografii).
Jak widać, w tym roku dobrze poszło naszym matematykom i fizykom - na kilkudziesięciu finalistów z całego województwa aż pięciu pochodzi z naszej szkoły!
Drugim ważnym konkursem, w którym nasza szkoła corocznie bierze udział, jest Liga Naukowa (to konkurs o zasięgu wojewódzkim, organizowany przez XIV LO im. Polonii Belgijskiej
z Wrocławia, jego laureaci również są zwalniani z egzaminu). Liga Naukowa to konkurs drużynowy.
Oto składy czteroosobowych drużyn:
- Liga Matematyczna: Karolina Polańska IIIa, Marcin Małecki IIIb, Sławomir Warsiewicz IIIa i Paweł Holewa IIIa,
- Liga Humanistyczna: Oskar Grajewski IIIa (nasz redaktor naczelny - przyp. red.), Wojciech Ludziak IIIb, Jakub Woliński IIIa i Paweł Holewa IIIa. Kwalifikacje
do wrocławskiego finału odbywają się pod koniec stycznia. O tym, czy nasze drużyny "przejdą dalej", dowiecie się z następnego numeru.
Reprezentantom naszej szkoły gratulujemy
i życzymy powodzenia!
Paweł Holewa
Znowu pierwsi! Z zawodu – dziennikarka, z powołania – poetka…
Elżbieta Gargała – zbiera nagrody dziennikarskie, ale równocześnie pisze wiersze. Chciałaby, żeby na jej grobie napisano - jak w wierszu Szymborskiej "Tu leży poetka...".
Mig 13
11 grudnia 2009 r.
w Państwowej Szkole Zawodowej odbył się Regionalny Turniej Przedsiębiorczości, w którym pierwsze miejsce zdobyła drużyna z naszej szkoły w składzie: Iwona Mularczyk, Kamila Rudy oraz Malwina Gądek. Biznesplan potrzebny do wzięcia udziału w konkursie napisały: Ewelina Węgrzyn, Zofia Hak oraz Aleksandra Mierzejewska.
Z kolei Paweł Szczepanowski zajął
III miejsce w konkursie „Talenty Informatyczne”.
A więc nasza szkoła znowu może poszczycić się osiągnięciami, choć tym razem również z dziedziny sztuki. Weronika Różańska zajęła pierwsze miejsce w konkursie plastycznym, "Wałbrzych, moje miasto", a Zofia Hak zdobyła nie tylko pierwsze miejsce, ale również nagrodę publiczności w konkursie, "Mam prawo do..." .
Gratulujemy!
Ola Mierzejewska Na co dzień pracuje w redakcji „Tygodnika Wałbrzyskiego”. Była gościem specjalnym XII Poranku Poetyckiego w Bibliotece pod Atlantami, bo – jak sama przyznaje - „Czuje się poetką...”.
Za swoje największe wyróżnienie uważa III równorzędną nagrodę w konkursie "Polacy na ścieżkach świata - blaski i cienie emigracji".
- Był to konkurs na reportaż mówiący o współczesnej emigracji… opowiada. – Pojechałam z chórem GAUDEO do Anglii na koncerty, które były skierowane do Polonii. Miałam możliwość kontaktu z emigrantami.
W swojej pracy zamieściła relacje z występów i rozmowy z Polakami – co czują, czy tęsknią.
- Nie upiększałam, nie zmieniałam. Zapisałam
to, co usłyszałam.
Być może właśnie ten autentyzm zaprocentował i spowodował, że praca p. Elżbiety Gargały została doceniona przez jury.
Dziennikarka wysyła swoje artykuły na różne konkursy. Podobnie czyni z wierszami. I zdobywa nagrody.
Może to jakaś podpowiedź dla nas? Nawet, jeśli walory naszych tekstów okazałyby się nikłe – „Piszmy – za namową p. Gargały - przede wszystkim dla przyjemności…”.
Ewelina Węgrzyn
"Ojejku, jaka ta szkoła duża, ile korytarzy...
No trudno, jakoś trzeba sobie poradzić. Chyba się nie zgubię..."
Mig 13
"Przyganiał kocioł garnkowi..."
Takie myśli chodziły zapewne uczniom klas VI po głowie przed kolejną edycją Być Kimś I, organizowanego przez naszą szkołę kolejny już raz konkursu interdyscyplinarnego. Już na kilkadziesiąt minut przed przybyciem naszych "małych" gości przed wejściem do szkoły ustawił się tłum gimnazjalistów czekających na swoich przyjaciół.
- Zaczynałam się już bać tego tłumu - mówi dowcipnie Ola z PSP 6. Ale prawdziwe emocje zaczęły się dopiero
ok. godziny 11.00, kiedy to szóstoklasiści dostali do rąk pierwsze testy konkursowe. Wprawdzie Być Kimś zakończył się tego samego dnia, jednak dało się o nim słyszeć jeszcze 3 grudnia, gdyż wtedy miało miejsce wręczenie nagród. Oczywiście nie była to kolejna z tych nudnych uroczystości w stylu "Oto nagrodzeni (dyrektor szkoły ze sztuczną uprzejmością wyczytuje mnóstwo nazwisk), macie tu swoje książki i wracajcie na miejsca", ci którzy mieli okazję być na takim apelu wiedzą, że nagradzanie kolejnych laureatów i finalistów przeplatają występy naszych szkolnych talentów.
- Bardzo dobrze się bawiłam! - opowiada Patrycja z PSP 6. - Byłam pod wielkim wrażeniem!
Mimo iż nagrodzeni zostali nieliczni, myślę, że sam udział w takim konkursie jest wielkim wyróżnieniem i wszystkim uczestnikom należą się brawa. Zaś najlepsi pojawią się na tych naszych korytarzach już w przyszłym roku szkolnym...
Agnieszka Szczepańska
1% a tak wiele znaczy Michałek „naszym” dzieckiem Kochani Przyjaciele!
Mig 13
Szanowni Państwo!
Zwracamy się z prośbą
o przekazanie 1% swojego podatku
na leczenie Michałka Lechowicza. Wystarczy
w swojej deklaracji PIT umieścić informacjo
o Fundacji i nazwisko Michał Lechowicz. Pieniążki zostaną przeznaczone
na specjalistyczne leczenie i prywatne rehabilitacji Michałka. Pierwsze klasy gimnazjum w tym roku szkolnym pod swoją opiekę wzięły niepełnosprawnego chłopca - Michałka. Michał ma teraz cztery latka, jest bardzo roześmianą i żywą osobą. I choć od urodzenia cierpi na liczne choroby - nie poddaje się!
Klasa I a i b gim. przynajmniej raz w tygodniu stara się jeździć do chłopca. Mieszka on
w Starych Bogaczowicach, przez co dojazd jest nieco utrudniony. Każdy, kto jest zapisany do wolontariatu klasowego, wręcz uwielbia jeździć do Michałka. Zabawa z nim to świetne przeżycie – dziecko zawsze się śmieje, poza tym jest niewyobrażalnie kontaktowe. Brak
środków finansowych sprawia, że chłopczyk nie może w pełni wyzdrowieć. Pomimo wielu przebytych operacji Michał nadal potrzebuje specjalistycznej opieki. Więcej na ten temat znaleźć można na http://smyki.pl/domeny/smyki.pl/lechowicz/index.php
Maja Zaręba Chciałabym bardzo gorąco podziękować Wam za wszelką pomoc, którą okazujecie mojemu synkowi Michałkowi: w ramach wolontariatu przyjeżdżacie i bawicie się
z nim.
Dziękujemy Wszystkim Młodym Artystom, którzy wystąpili w Koncercie Charytatywnym 27 listopada 2009, a także młodzieży
od „spraw technicznych”.
To dla nas bardzo wiele znaczy. Ogromnie się cieszę, że los mojego synka nie jest Wam obojętny. Bardzo, bardzo mocno dziękujemy.
Z wyrazami należytego szacunku
Agnieszka Lechowicz
Koncert z ideą Na rozgrzewkę!
Mig 13
Z myślą o Michałku zorganizowaliśmy w szkole (jak zwykle pod opieką artystyczną
p. prof. Wierzbickiej i Wołodkiewicz) koncert charytatywny, na którym udało się zebrać aż 500zł! Pieniądze te przeznaczyliśmy na potrzeby naszego podopiecznego.
Jeśli chodzi o koncert, mnie najbardziej podobał się występujący na samym początku Zespół Bez Nazwy, jednak usłyszeć można było jeszcze wiele (wcale nie gorszych!) kapel i solistów. Co więcej,
pod słowem „koncert” nie kryła się tylko muzyka,
ale film „Jeden dzień z życia Michałka”, a także samo spotkanie z nim. Niestety, trwało zaledwie kilka minut, ale tyle wystarczyło, byśmy na chwilę zapomnieli o jego chorobie i zobaczyli w nim silnego
oraz – wbrew pozorom – szczęśliwego chłopca. Aż chce się krzyknąć:
„Tak trzymaj!”
Agnieszka Szczepańska 22 stycznia w naszej szkole odbyła się GIMNAZJADA. W zmaganiach sportowych uczestniczyły
kl. I i II gimnazjum wraz z rodzicami. Frekwencja była niezwykle wysoka. Każdy mógł znaleźć coś
dla siebie – począwszy od rzutów do kosza,
aż po sztafetę z piłkami.
A ci, którzy w sporcie nie czują się najlepiej – dopingowali swoich faworytów.
Drużyny uplasowały się na następujących miejscach:
I miejsce – IIa – 17 pkt.
II miejsce – II b – 16 pkt.
III miejsce – Ia – 10 pkt.
IV miejsce – Ib – 8 pkt.
Na zakończenie rozegrany został mecz piłki siatkowej – uczniowie przeciw rodzicom. Niestety, ci drudzy nie dali swoim dzieciom najmniejszych szans. Grali jak równy z równym i wygrali z naszą reprezentacją – 2:1.
Wszystkim serdecznie gratulujemy!
(EW)
Ach, te kina!
Mig 13
W jaki sposób można miło spędzić wieczór czy popołudnie, gdy nie ma się żadnych planów? Wiadomo, większość
z nas wybiera najczęściej spotkanie
z przyjaciółmi, spacer czy dobrą lekturę.
Ja osobiście bardzo lubię kino. Niestety, nie zawsze mogę obejrzeć w nim film. Dlaczego?
Otóż odpowiedź jest bardzo prosta, choć dla ludzi, którzy nie chodzą do wałbrzyskich kin zbyt często, może być nieco zaskakująca. Zatem odpowiadam: aby obejrzeć projekcję filmu w Apollo, czy w Piaskowej Górze potrzeba czterech widzów. Jak się okazuje, bardzo często zdarza się, że
na seans przychodzi mniej. Nie mówię tu oczywiście o „wielkich” hitach, takich jak „Księżyc w nowiu”, na który bilety były wykupywane jeszcze przed premierą. Nie było mnie, co prawda, na tym w kinie, lecz taką właśnie relację zdała mi koleżanka. Cóż, ja sagi „Zmierzchu” nie lubię, więc i na film nie poszłam. Tak, czy inaczej, zanim się pójdzie do kina na mniej znany (choć często lepszy) film, trzeba przez całą drogę z nerwów obgryzać paznokcie i zastanawiać się, czy tym razem będą oprócz ciebie jeszcze trzy osoby. Często wyjście do Apollo kończy się kolejną porażką
i czy to deszcz, czy śnieg, trzeba wrócić do domu.
W sumie przestało mnie już denerwować, że nie mogę obejrzeć filmu, na którym bardzo mi zależało.Przyzwyczaiłam się, tak samo
jak do sprawdzianów z biologii. Ale i tak jest to zaskakujące – na
ok. 130 tysięcy mieszkańców, nie znajdzie się nawet 4 chętnych, by pójść do kina…
Buba
Zgodnie z prawem, to absurd!
Polskie prawo! Te głupie polskie przepisy!
Ten, kto nigdy tak nie mówił, niech pierwszy
rzuci kamień.
Mig 13
Z „prawnego” punktu widzenia Polska niewątpliwie ma wiele wad i tego nie zmienimy. Media często donoszą o problemach ludzi, padających ofiarami nieścisłości prawnych. W tego typu sprawach trzeba być ostrożnym.
Z drugiej strony, to samo „polskie prawo” wygląda troszkę inaczej. Mam na myśli te wszystkie dziwne przepisy, o których wiele osób pewnie już słyszało.
Czy można iść ulicą, trzymając w dłoni tasak, albo półmetrowy nóż kuchenny? Można, a dlaczego nie? A czy chora osoba może korzystać z laski z wysuwanym szpikulcem? Nie, ponieważ prawo zabrania noszenia przy sobie przedmiotów, w których ukryte jest ostrze!
Przykłady można mnożyć: w Polsce, zgodnie z prawem, mężczyzn z widoczną ułomnością nie przyjmuje się do seminarium duchownego, a sprowadzanie alkoholu z zagranicy
przez Internet jest obłożone akcyzą,
zaś przywożenie osobiście – nie.
Nie wspomnę już o klasycznym opodatkowaniu pożyczek pieniężnych między najbliższą rodziną albo o zakazie fotografowania dworców kolejowych.
Aż chciałoby się powiedzieć „jaki kraj,
takie prawo” - po prostu śmieszne.
Na pocieszenie dodam, że nie jesteśmy jedynym państwem z takimi przepisami, bo cały świat zasypuje genialnymi ustawami: na Alasce (USA) nie wolno budzić niedźwiedzi ze snu zimowego, w celu zrobienia im fotografii; w Waterwille (Maine, USA) zakazane jest publiczne wycieranie nosa; psy z New Jersey (USA) nie mogą szczekać od 20:00 do 8:00; w obrębie murów miasta York wolno zamordować Szkota jedynie wtedy,
kiedy niesie on łuk z kołczanem,
a w Londynie nie wolno zatrzymywać taksówki, jeśli jest się chorym na dżumę. To tylko niektóre przykłady.
Wracając do sprawy z Polską, mogę powiedzieć, że pozostaje nam nadzieja na zmiany w tym jednym, wielkim nieporozumieniu.
Polskie prawo... i wszytko (nie)jasne.
Dawid Pilszak
Byle nie do szkoły...
Mig 13
I w końcu nastał sezon grypowy. Uczniowie z ulgą nabawiają się czegoś paskudnego i odchodzą do domów, by się rozchorować. Nauczyciele z entuzjazmem widzą zmniejszajacą się aż
do granic absurdu liczbę osób w klasie, odnotowując w myślach datę przypuszczalnego przeziębienia. Tak, na
ten piękny sezon czekaliśmy cały rok. Gdy więc słyszymy w radiu o pogarszającej się pogodzie i stadach wirusów, krążących w powietrzu, możemu odetchnąć z ulgą,
bo oto nadchodzi nasze wybawienie od szkoły. Dzięki sezonowi na grypę możemy wreszcie wyspać się jak trzeba, poleżeć w łóżku, nigdzie się nie spieszyć, poczytać ciekawą książkę, pooglądać film... Do tego wszyscy twierdzą, że jesteśmy biedni, tacy chorzy, niesczęśliwi i znudzeni, i znoszą
nam góry różnych pysznych artykułów spożywczych
(np. czekolady) z myślą, że umili nam to leżenie w łóżku i smętne czekanie na powrót do szkoły.
Niestety, przychodzi taki dzień, prędzej
czy później, ale zawsze,
kiedy to idziemy do lekarza. Lekarz, o zgrozo, przepisuje
nam pigułki i inne paskudztwa i twierdzi, że za tydzień możemy już wrócić do szkoły!!! Znika cały sens życia. Cierpimy, odliczając dni do powrotu do szkoły. Gorączka,
jak na złość, znika
bez śladu. Katar, ku uciesze rodziców, ustępuje. Dreszcze i bóle mięśni unikają nas
jak ognia. Drapanie w gardle ulatnia się bez pożegnania.
A na końcu nadchodzi moment zbyt straszliwy, by go opisać. Nikt,
kto go nie przeżył, nie wie,
ak straszny to ból
Mig 13 "Dzięki sezonowi na grypę możemy wreszcie wyspać
się jak trzeba, poleżeć w łóżku, nigdzie się nie spieszyć, poczytać ciekawą książkę, pooglądać film..."
usłyszeć: „Jutro idziesz do szkoły”.
I wtedy my bladzi i wyczerpani walką o przedłużenie choroby rozumiemy, że nie ma już dla nas ratunku...!
Nazajutrz powracamy do szkoły, jak skazańcy, którym pozwolono kilka dni cieszyć się życiem. Szkolny dzwonek brzmi jak dzwon na tonącym okręcie. Ze zwieszoną głową, pociągając nosem (dlaczego ten katar zanika?!) i, ocierając ukradkiem łzy, wchodzimy do klasy. Jak mamy się uczyć, wiedząc, że moglibyśmy w tej chwili spokojnie chorować?!
Jak używać mózgu do obliczania pól trapezu, kiedy on obmyśla sposoby na powtórną grypę i kolejne tygodnie w łóżku?!
Mamy jednak szansę, a imię jej: Powikłania Pogrypowe. Tak, ten niewinny kaszel może być zwiastunem zapalenia gardła, ból głowy może rozpocząć zapalenie zatok, katar może się rozrosnąć i przemienić w ciągły strumień, cieknący nieprzerwanie z nosa! Wszystko to stanowi
dla nas nadzieję pozostania w łóżku jeszcze dłużej, trzeba tylko daną chorobę umiejętnie hodować. Najprostsze sposoby hodowania choroby to m.in. spanie przy uchylonym oknie, nienoszenie podkoszulków, odżywianie się lodami (zwłaszcza w mroźne dni) i długie spacery na świeżym powietrzu.
Bez kurtki, rzecz jasna.
Życzę wam
jak najdłuższego pobytu w domu i łapania
jak najdorodniejszych wirusów.
Niech grypa (ludzka) będzie z wami!
PS Purnonsens – absurdalność wypowiedzi lub wykreowanej przez nią sytuacji. (na podstawie “Słownika terminów literackich”)
Marika Rybak
Kapral i poeta w jednym
Mig 13
O pracy reżysera
z Magdaleną Łazarkiewicz, reżyserem filmu „Maraton Tańca” rozmawia Maja Zaręba.
- Czy do Pani zadań należy również przygotowanie aktorów do ich roli?
- Tak, oczywiście. To jedno z podstawowych czynności reżyserskich. Jak wiesz, to reżyser dobiera obsadę filmu, on zazwyczaj decyduje o doborze aktorów. Oczywiście często zdarza się też tak, jak w przypadku tego filmu, że współpracujemy z tak zwanym reżyserem castingu, czyli z osobą, która posiada katalog aktorów i to właśnie współpracując z nim, wspólnie wymyślamy obsadę filmu.
Często też organizuje się coś, co nazywa się zdjęciami próbnymi
i w czasie tych zdjęć wyłania się aktorów, którzy wydają się być najbardziej obiecującymi osobami, grającymi daną rolę. W przypadku tego filmu odbył się bardzo szczegółowy casting, ponieważ to jest bardzo trudny film, głównie
pod tym względem, że występuje tu zbiorowy bohater. Właściwie nie ma takich głównych bohaterów, jest wiele postaci drugoplanowych i pierwszoplanowych, które w zasadzie odgrywają tak samo ważne role. Tę zbiorowość trzeba było bardzo dobrze ze sobą skomponować, żeby wszystkie postacie odpowiednio ze sobą współgrały, a jednocześnie w pewien sposób różniły się od siebie - do tego stopnia, że musieliśmy uważać, aby żadna z postaci nie była do siebie podobna w sposób fizyczny, żeby w świadomości widzów te role się nie zatarły, nie zlewały ze sobą. To samo
Mig 13
dotyczyło statystów, również oni byli
tutaj szczegółowo dobrani.
Moi asystenci, współpracując z agencją, która zajmuje się statystami, sumiennie dokonywali pierwszej selekcji, następnie
ja to zatwierdzałam. Dostarczono mi zdjęcia, opisy, nagrania video, co jeszcze bardziej ułatwiło mi wybór.
- Czy to Pani wybierała scenariusz do filmu, który chciała Pani wyreżyserować?
- Tak. Co więcej - ja jestem współtwórcą tego scenariusza. Także ja go pisałam wspólnie z Maciejem Kowalewskim, który jest reżyserem teatralnym i aktorem, który również występował w tym filmie, w małej roli, grał postać Ryśka.
- Dlaczego wybrała Pani akurat Dobromierz?
- Po pierwsze bardzo chciałam, żeby akcja
tego filmu miała miejsce na Dolnym Śląsku, ponieważ ja mam wielki sentyment do tych terenów. Stąd pochodzi mój mąż i wydaje mi się, że są tutaj przepiękne miejsca. Przede wszystkim ten krajobraz ma taką cechę, która dla filmu jest bardzo cenna, mianowicie ma w sobie element magii, wywołuje bardzo silne uczucia, emocje. To nie jest krajobraz nudny, wręcz przeciwnie, on ciągle nas zaskakuje. Rozglądaliśmy się więc po tym terenie, starając się znaleźć jak najlepsze miejsce. Początkowo nasz wybór padł na miasto Srebrna Góra – to mała miejscowość położona w dolinie kłodzkiej, bardzo malownicza. Ale zdjęcia do filmu się odwlekały
i w międzyczasie się okazało, że w tym mieście budują nowe drogi. A, niestety, niemożliwe jest połączenie tych dwóch rzeczy. Zaczęliśmy więc szukać na nowo. I operator z producentem przyjechali tutaj, do Dobromierza, i zachwycili
się tą miejscowością. Ona ma w sobie coś, co bardzo przyciąga, taką magię.
Nie zawsze to, co wydaje nam się ładne, dobrze się sprzedaje. Czasem ludzie chcą oglądać pewien rodzaj brzydoty
np. odrapane mury, niedopieszczone architektonicznie zaułki. To wszystko sprawia wrażenie, że poruszam się w prawdziwym świecie, a nie w świecie fikcyjnym, który przecież stwarzamy.
Tutaj, niestety, mieliśmy pewien zgrzyt, ponieważ natknęliśmy się na rynek, który bardzo nas
zachwycił. Pośrodku rynku stał ratusz. No i potem,
jak przyjechaliśmy na zdjęcia, to się okazało, że ten ratusz został przez radę miejską odnowiony, wymalowany, na taki troszkę cukierkowy kolor, który już nie
jest dla nas tak ciekawy jak ta poprzednia wersja. Ale rozumiem, że lokalne władze miały dobre intencje, po prosty chciały, żeby ich miasto wyglądało jak najlepiej.
Maja Zaręba
Mig 13
Epidemia językowa
- Nagminnie używacie kolokwializmów, takich jak:
„tak naprawdę, na porządku dziennym, tu i teraz” – podsumowała prof. Sura zaraz po oddaniu naszych prac. Potoczne słowa wkradają się
do wypracowań szkolnych, interpunkcja „leży”, a nowomowa posuwa się
w tempie zastraszającym.
Ach, ten nasz język…
No, właśnie - piękny, ale trudny. Skomplikowany nawet dla Polaków. Nie wspominając już o tym, jak czują się goście z zagranicy. A my, aby dostatecznie utrudnić im pobyt, prosimy ich
o powtórzenie „łamaczy języka” - „Chrząszcz brzmi w trzcinie
w Szczebrzeszynie…”,
„W czasie suszy suchą szosą szedł Sasza
i suszył suszarką suchy susz.”, „Pchła pchłę pchła do wody i ta pchła płakała,
bo ją tamta pchła popchała.”, itd.
Pomyłki gramatyczne w j. angielskim czy niemieckim są jeszcze do zaakceptowania, ale w naszej, ojczystej mowie? Skąd
ta niemoc językowa – czym jest spowodowana? Częściowo na pewno – znikomym zainteresowaniem książkami
(bo przecież łatwiej obejrzeć film czy wysłuchać audiobook), wszelkiego rodzaju slangami i nowomową, etc. Oczywiście,
nie twierdzę, że dotyczy to wszystkich.
Często są to po prostu zaburzenia
pewnych czynności i nie jesteśmy
za to odpowiedzialni. Jednak właściwa diagnoza może określić, jak powinniśmy postępować w danych przypadkach.
Ze względu na powszechną opinię –
„Ci, dys… - mają łatwiej” – uczniowie domagają się stworzenia kilku nowych kategorii, np. dys – znak, matematyk, plastyk, sportowiec itp. Świat byłby piękny, tylko ludzie o ubogim wykształceniu i dialekcie niekoniecznie.
A ciekawe, jak na ową propozycję zareagowaliby nauczyciele i MEN... Raczej (a właściwie - na pewno) nie możemy liczyć na aprobatę tego pomysłu.
No, trudno.
A co z tymi, którzy rzeczywiście nie radzą sobie ze stylistyką? Dla jednych
to błahostka, dla innych – rzecz wręcz niemożliwa do zrozumienia
i przezwyciężenia.
- A wystarczyłoby usiąść uczciwie na pół godziny ze „Słownikiem ortograficznym” (wersja najnowsza!) i poczytać zasady interpunkcji... Na ogół jesteśmy wzrokowcami, a słownik pokazuje
nam wiele przykładów, które o wiele łatwiej zapamiętać niż brzmienie zasad
i definicji. Wystarczy odrobinę chcieć... - usłyszeliśmy.
Hm… a może jednak spróbujemy „zaprzyjaźnić” się z tym słownikiem?
Ewelina Węgrzyn
Opiekunka z kajdankami
Moja ciocia Iwona Stęcel jest strażniczką miejską. Pełni funkcję dzielnicowej już od przeszło
1,5 roku.
Mig 13
- Co cię skłoniło do podjęcia pracy w straży miejskiej?
- Cóż, bardzo chciałam pracować w policji, ale niestety wyszło jak wyszło i się nie dostałam. Miałam jednak szczęście, bo straż miejska akurat przyjmowała kobiety.
Przez kilkanaście lat (ok.17-18) istnienia straży tylko na początku były 2 panie, a później długo, długo nie, i teraz w końcu zaczęli przyjmować kobiety, więc trafiłam na fajny moment. - Czy było trudno się dostać?
- Hmm… nie. Trzeba było przejść pomyślnie rozmowę kwalifikacyjną, złożyć komplet dokumentów, wypełnić kwestionariusz, który jest do pobrania w komendzie, mieć wszystkie badania lekarskie i, oczywiście, dobrze przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej,
m.in. z kodeksu wykroczeń, cywilnego, a także trzeba mieć „ogólne” rozeznanie
Mig 13
w prawie. Na koniec pozostaje już tylko szkolenie trwające 6 tygodni, a nie - tak jak w policji - 6 miesiecy.
- Czy twoja praca jest
trudna?
- Nie, moja praca nie jest trudna, ale uciążliwa. Nie wszyscy nas lubią, toteż może być trochę niemiło, ale - najważniejsze - jest bezpieczna.
- Na czym ona polega?
- Zajmujemy się m.in. prawem porządkowym, ruchem drogowym, łapaniem wagarowiczów, a także sprawami dotyczącymi zwierząt
tzn. sprawdzamy, czy psy noszą kagańce,
są na smyczy itp.
Za każde z tych wykroczeń „przestępca” dostaje mandat bądź pozew do sądu.
- Jak wygląda Twój dzień?
- Po przyjściu do pracy pierwszą rzeczą, jaką wykonuję, jest ubranie munduru, potem odprawa, a następnie podział patroli (ze względu na to, iż jestem dzielnicową w śródmieściu, najczęściej tam można mnie spotkać), później pobieramy nasz ekwipunek (gaz, radiostację i kajdanki).
Gdy już to zrobię, wyruszam na służbę, na której zajmuję się skargami mieszkańców,
jak również zadaniami od dyżurnego.
- A jakich wykroczeń jest najwięcej?
- Cóż, najwięcej dotyczy alkoholu, a także parkowania na zakazach, skrzyżowaniach, przekraczania prędkości, braku smyczy, kagańca, szczepień, wypalania kartonów, śmieci...
- Czy jesteś zadowolona ze swojej pracy?
- Tak. Daje mi mnóstwo satysfakcji. Dzięki niej mogę pomóc innym, a także mam możliwość poznania nowych ludzi.
- Czy możesz opisać mi swój mundur?
- Mamy 2 rodzaje mundurów. Jest ubiór oficjalny – moro, który składa się ze spodni, bluzy z napisem na plecach, koszulek z emblematami i bez, czapki z godłem - wszystko w kolorach niebieskim lub czarnym. Drugim rodzajem jest ubiór garnizonowy. Składa się on ze spodni z lampasem, krawatu, niebieskiej koszuli, swetra, okrągłej czapki, zimowej, długiej kurtki, krótkiej spódnicy, letniej kurtki „olimpijki”, którą zakłada się tylko do pocztu. Na co dzień nosimy strój garnizonowy, natomiast moro podczas zabezpieczania imprez. Posiadamy również pałkę, kajdanki i gaz łzawiący.
- Jaka atmosfera panuje w pracy?
- Jest bardzo dużo mężczyzn, którzy sobie z nas – kobiet (tylko 12) żartują, lecz ogólnie to praca jest jak drugi dom.
- Dziękuję za rozmowę.
Doma
Gdy los płata figle...
Coraz częściej ludzie zostają tam, gdzie pierwotnie chcieli osiedlić się na krótki czas. Moja ciocia, Kamila Sasin, ładnych parę lat temu wyjechała za granicę.
Mig 13
- W którym roku wyjechałaś do pracy?
- Miałam wtedy 21 lat. Pojechałam na południe Włoch, konkretnej nazwy miejscowości, niestety, nie mogę sobie przypomnieć, ponieważ nie było to duże miasto. Byłam tam od 16 grudnia
do 15 stycznia, czyli przez cały okres Bożego Narodzenia.
- Co Cię skłoniło, aby podjąć się tego zadania?
- Poprosił mnie o to znajomy lekarz. Pracowałam wtedy w szpitalu, a tam, we Włoszech, jego koleżanka opiekowała się pewną starszą panią i bardzo chciała przyjechać na Boże Narodzenie do Polski, bo nie opuszczała tej kobiety przez około siedem lat. A że ja byłam młoda,
nie miałam męża, dzieci, słabo zarabiałam w szpitalu, więc znajomy złożył mi propozycję, a ją przyjęłam. Wiedziałam, że pani jest osobą chorą, leżącą, należy
jej podać trzy razy dziennie posiłek.
- Jak dojechałaś do Włoch? Wtedy były inne czasy, nie bałaś się?
Podróż była okropna, ponieważ jechałam całkiem sama. Najpierw do Katowic pociągiem, później przewozem do Włoch, następnie metrem do stacji, z której odbierała mnie dziewczyna, której tak naprawdę nie znałam, a której byłam zmienniczką.
Cała podróż trwała około dwunastu godzin, czyli dość krótko, chociaż mnie się straszliwie dłużyło, ponieważ okropnie się bałam.
- Jakie było pierwsze wrażenie gdy tam dojechałaś?
- Wtedy byłam już bezpieczna i nie czułam tego lęku, co wcześniej. Tamta dziewczyna odebrała mnie na stacji w samym Rzymie. Potem jechałyśmy PKSem do miasta, w którym miałam mieszkać. Ta podróż wyglądała zdecydowanie inaczej, była bardziej urozmaicona, gdyż kobieta opowiadała mi jak tam jest i co będę robić. Dowiedziałam się, że praca jest lekka, że generalnie będę miała bardzo dużo wolnego czasu oraz że rodzina, u której będę pracowała, jest bardzo sympatyczna.
Przepiękna miejscowość położona była w wysokich górach. Dom, w którym ta pani mieszkała wraz ze swoją rodziną, był położony na samym szczycie jednego ze zboczy, więc każdy domownik. O spacerze do sklepu, na przykład
Mig 13
po chleb, w ogóle nie było mowy, bo pokonanie tak dużej odległości serpentynami było niemożliwe.
Na miejscu najbardziej zaintrygował mnie widok kwitnących róż, co w Polsce, w grudniu, jest rzeczą niemożliwą. Ponadto na karłowatych drzewkach rosły pomarańcze, no i panował sezon zbierania oliwek, więc nieopodal domu znajdował się gaj oliwny.
Posiadłość była ogromna. W sumie - dwa domy połączone ze sobą tarasami. Jeden dom należał właśnie tej chorej kobiety, a drugi zajmował jej syn, burmistrz miasta, z resztą domowników. Wokół - przepiękny ogród, w którym swoją zagrodę miały zwierzęta domowe.
Generalnie jedli to, co wyhodowali,
czyli pani Francesca (synowa osoby,
którą miałam się zajmować), co sobotę zabijała kaczkę. Przygotowywała
ją na obiad z warzywami, które rosły w ogrodzie.
- Jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z tą rodziną?
- Pamiętam je jako bardzo miłe i sympatyczne, ponieważ Claudia, córka burmistrza, była mniej więcej w moim wieku. Syn, co prawda, troszeczkę młodszy, ale oboje odwiedzali znajomi, więc cały czas miałam kontakt z rówieśnikami. Natomiast ich rodzice zaopiekowali się mną w taki sposób, jakbym towarzyszyła ich życiu od dawna. Oprócz moich zajęć...
Maja Zaręba
Mig 13
Coma
w "Marii"
Ta łódzka formacja zagrała na scenie wałbrzyskiego lokalu „Maria”.
Koncert rozpoczął się
z półgodzinnym opóźnieniem, o 20.30.
Na tej imprezie mogliśmy usłyszeć utwory
z wszystkich trzech albumów – „Pierwszego wyjścia z mroku”(2004 r.), „Zaprzepaszczonych sił wielkiej armii świętych znaków” (2006 r.), „Hipertrofii”.
Na powitanie muzycy zagrali tytułowy kawałek
z drugiego albumu,
na pożegnanie
Piotr Rogucki odśpiewał „Ciszę i ogień” z ostatniego krążka. Tyle, jeżeli chodzi o muzykę.
Oświetlenie nadawało wyjątkowy klimat całemu przedsięwzięciu. Owszem, może i te cztery wielkie reflektory wiszące
na balkonach nad sceną grzały jak piece kaflowe, przez co przy podwyższeniu było wyjątkowo gorąco,
ale warto było stać
pod samą sceną. Stać –
to mało powiedziane – falować razem z tłumem ludzi. I warto było oberwać kilka razy z glana w pogo, by móc o tym koncercie
do Miga napisać.
Wasiel
Strachy na Lachy
Mig 13 Narażeni na utratę życia
Śmierć czyha wszędzie, a przede wszystkim w szkole. I nie chodzi mi tu bynajmniej o metaforę. Tak, szkoła to mroczny, straszny świat, w którym nic nie jest takie,
jak się wydaje. Codziennie przeciętny uczeń ma średnio 12 3456295629572 okazji do popełnienia absolutnie przypadkowego samobójstwa lub morderstwa.
Sale lekcyjne pełne są krzeseł. Krzesła te gdy tylko uczeń na nich usiądzie, zaczynają się huśtać w tył i w przód. Z początku to tylko delikatne kołysanie, z czasem staje się ono coraz mocniejsze, aż wreszcie, gdy tylko krzesło upewni się, że uśpiło czujność ucznia, robi nagłe „padnij w tył”, a biedny uczeń pięknym łukiem frunie do tyłu na spotknaie z dziwnie ostrym kantem poprzedniej ławki...
Albo chociażby okna. Dziwnym trafem jakoś często są otwarte. Gdy tylko oprzemy się na parapecie, by odetchnąć świeżymi spalinami z ulicy dwa piętra niżej albo popodziwiać piękne korki na tejże ulicy, parapet nagle odpada, a my, ufnie na nim dotychczas oparci, wylatujemy przez okno.
A słynna już Sprawa Podejrzanie Częstego Łamania Nóg Zarówno wśród Uczniów, jak i wśród Nauczycieli? A zasysajace umywalki w męskiej toalecie? A samozamykające szafki (nawiasem mówiąc, gang Samozamykających współpracuje z gangiem samogubiacych się kluczy)? A spadający na pierwszą ławkę Morderczy Wskaźnik z sali nr 2?
Tak właśnie, śmierć czyha w szkole. Jak widzicie na wielu powyższych przykładach, lepiej byłoby nie chodzić do szkoły wcale. A jeżeli już chcecie koniecznie edukować się poza domem, to lepiej sprawcie sobie porządny kask, ochraniacze na kolana i kamizelkę kuloodporną (nigdy nic nie wiadomo...). Szkoła atakuje znienacka.
Marika Rybak
Dla miłośników skapunku koncert, który odbył się 11 XII w wałbrzyskiej „Marii”, był jedną z ładniejszych koncertowych perełek.
Krzysztof Grabowski wraz ze Strachami zagrał po 19.00. Można było usłyszeć kawałki promujące nowy krążek, „Dodekafonię”, czyli „Żyję w kraju” czy „Ostatki – nie widzisz stawki”. W repertuarze znalazły się też utwory Jacka Kaczmarskiego („A my nie chcemy uciekać stąd”),
jak i te, z których SNL słyną najbardziej, np. „Dzień dobry, kocham Cię”
(z albumu „Piła Tango”, 2005) czy też „Raissa”(„Grabaż i Strachy na Lachy”, 2003).
Ogólnie, było klimatycznie. Tym bardziej, że w tłumie wpadało się ciągle na kogoś znajomego. I, jak zwykle pod samą sceną, ogromne reflektory podgrzewały atmosferę.
Wasiel
Mig 13
Twórczo
i metaforczynie
Wiersze, które powstały na lekcji
j. polskiego w kl. III „a” po omówieniu konceptu barokowego.
* * *
Prędzej dostaniesz 5 z niemieckiego,
prędzej zrozumiesz coś z francuskiego,
prędzej kółka bez zastępstw się odbędą,
prędzej nie Paweł pójdzie z kurendą,
prędzej w maju skończy się rok szkolny,
prędzej Drąg Piotrek zacznie być powolny,
prędzej sam zrobisz z biologii zadanie,
niż Kacper na polskim narzekać przestanie.
Karolina Polańska
Bogusława Nowak
Kacper Fleszar
* * *
Dopóki dwa plus dwa to cztery,
dopóki CHu i C2H6 to homologi – nie izomery,
dopóki pierwiastek kwadratowy z liczby ujemnej to herezja,
a upodabnianie się zwierząt do środowiska – mimezja,
dopóki y=2x+4 to funkcja liniowa,
dopóki Bahr alArab - rzeka okresowa, dopóki magnes ma dwa bieguny,
dopóki najlepsze izolatory są z gumy,
dopóki „licz, jeżeli...” się w życiu przydaje,
dopóki 2H2+O2-2H2O daje,
dopóki abakany tworzą artyści,
dopóki detergent każdy brud wyczyści,
dopóki książki w plecaku nosimy,
tego wszystkiego uczyć się musimy!
Dawid Pilszak
O blondynkach
Szybciej ktoś niemy zacznie mówić,
szybciej największy leń będzie się trudzić,
szybciej latem spadnie perfekcyjny śnieg,
szybciej żółwia nauczysz uprawiać bieg,
szybciej lód zapłonie czerwonym ogniem
lub wiatr zacznie tworzyć wielkie pochodnie,
szybciej człowiek przejdzie przez czarną ścianę,
szybciej odkryjesz lądy zapomniane,
szybciej zajdzie katastrofa podobnie,
jak Słońce na Ziemię spadnie swobodnie,
szybciej III „a” ze szkoły wyleci,
szybciej mężczyźni rodzić będą dzieci,
szybciej ci włosy z głowy wypadną,
aniżeli blondynki na coś mądrego wpadną.
Justyna Pawłowska
Jaka ta nasza młodzież zdolna...
Mig 13 Na szczycie rankingu
Od 12 lat Rzeczpospolita i Perspektywy organizują ranking szkół ponadgimnazjalnych (których jest w Polsce ok. 6 tys., a na liście pojawia się ok. 500). Dotychczas w ocenie szkół brały pod uwagę liczbę finalistów i laureatów olimpiad przedmiotowych.
Po raz pierwszy w tym roku – także wyniki matur.
Nasza szkoła zajmuje coraz bliższe podium
miejsca. W tym roku 9. Biorąc pod uwagę trudność utrzymywania jednakowego (bądź wyższego) poziomu nauczania, jest to wynik ogromnie satysfakcjonujący.
Pan Dyrektor po przyjeździe z Warszawy zaprosił wszystkich nauczycieli i uczniów – olimpijczyków na ogromny tort, który zobaczyliśmy pod pokojem nauczycielskim z zapaloną świeczką – dziewiątką i fajerwerkami.
- Trudno będzie ten wynik utrzymać – powiedział
p. Dyrektor do kamery BreakTV – i jeszcze trudniej podwyższyć. Mamy świadomość, z jakimi szkołami konkurujemy: najlepsze szkoły są jednostkami akademickimi, czyli takimi, w których pracują naukowcy z wyższych szkół. My takiej możliwości nie mamy. Tym bardziej więc doceniam pracę moich nauczycieli i uczniów.
Wszystkim tego dnia udzieliła się radość. Jesteśmy dumni, że uczymy się w tak dobrej szkole.
(red.)
MIG 13
Nr 3 (styczeń 2010)
Gazetka szkolna Publicznego Gimnazjum nr 13 w Wałbrzychu Red. naczelny: Oskar Grajewski
Sekretarz red.: Ewelina Węgrzyn
Redaktorzy: Alicja Derych, Kacper Fleszar, Kasia Gisder, Paweł Holewa, Karolina Jankowska, Ola Mierzejewska, Bogusława Nowak, Justyna Pawłowska, Dawid Pilszak, Karolina Polańska, Marika Rybak, Agnieszka Szczepańska, Paulina Wasielewska, Maja Zaręba, Dominika Zarychta, Michał Zieleń Opiekun: prof. Elżbieta Sura
Skład i łamanie: Paweł Szczepanowski
Powielanie: ZS nr 2
al. Wyzwolenia 34
58-300 Wałbrzych
www.2lo.walbrzych.pl
tel./fax 074 8423592
Zastrzegamy sobie prawo
do adiustacji tekstów oraz niecytowania ich w całości