Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












Świat smaków i zapachów odkrywany własnymi drogami. Zabawcie się w podróżników i odgadnijcie, do jakich miejsc dotarł Dawid Rosenbaum, autor książki Zapachy miast. Wczujcie się w klimat nadchodzących wakacji. Nigdy nie byłem zwolennikiem zwiedzania nowych miejsc z przewodnikiem w ręku. Zamiast udeptywania tych samych – niby atrakcyjnych turystycznie, lecz dość przewidywalnych - ścieżek i tras wycieczkowych wolałem pozwolić sobie zgubić się w tłumie, pośród zupełnie nieznanych miejsc oraz zapachów. 1) Wśród wielu atrakcji tego miasta ja upodobałem sobie gwarne suki i ukryte za wielkimi rzeźbionymi drzwiami spokojne riady,czyli stare domy z wewnętrznymi dziedzińcami. Na północ od placu Jemaa elFna rozciągają się wielkie bazary, które tworzą labiryty uliczek ze ściśle przylegającymi do siebie stoiskami, sklepikami i małymi warsztatami rzemieślniczymi. Wędrówka po suku przypomina trochę plądrowanie kopca termitów - wąskie uliczki prowizorycznie zadaszone płachtami materiału lub wyplatanymi matami wiją się, łączą ze sobą, splatają, aby za chwilę, nagle i niespodziewanie rozdzielić się i zniknąć między wystawionymi na sprzedaż lampami lub dywanami. Suk to miejsce, które potrafi wystraszyć niejednego turystę, bo półmrok, jaki tam panuje, potęguje wrażenie niepewności i tajemnicy. W błyszczących oczach suku można kupić dosłownie wszystko, począwszy od tradycyjnych przypraw, herbaty, suszonego mięsa, przez babouche, czyli typowe marokańskie pantofle z „przydeptaną” piętą, lampy z abażurami obciągniętymi skórą lub lampiony misternie wykute z metalu i ozdobione setkami małych, kolorowych szybek. Są tu też wspaniałe, ręcznie tkane dywany, meble zrobione z egzotycznych gatunków drewna i gliniane donice wystarczająco duże, żeby zasadzić w nich niewielki zagajnik, albo kosze tak wielkie, że można w nich ukryć dorosłego mężczyznę. Suki są duszne, czasem czuć w nich stęchlizną i piwniczną pleśnią. W miejscach, gdzie skupiają się warsztaty kowalskie, w powietrzu unosi się zapach dymu z palenisk i rozgrzanej stali. Tam, gdzie sprzedawane są tkaniny, nici i dodatki krawieckie, pachnie na ogół wodą różaną lub olejkiem arganowym - zapach jest subtelny, bardzo kobiecy i wydaje się sączyć z ciemnych zakamarków małych sklepików, warsztatów krawieckich lub hafciarskich. W sukach najwspanialsze są jednak uliczki z przyprawami i marokańskimi słodyczami. Dominują tu ciężkie aromaty miodu, cukru, wanilii, ostra woń kuminu, chili i nasion czarnuszki. 2) Pode mną on - gigantyczny, szumiący porannym pośpiechem, pachnący kawą, bajglem z twarożkiem i świeżymi notowaniami giełdowymi. (…) Jestem jednym z pierwszych gości w hotelowej restauracji. (...) Na śniadanie dostaję zupę miso z kilkoma kostkami sera tofu, gałązką szczypiorku i falującymi na



powierzchni zielonkawymi glonami. Smakuje sosem sojowym i morską wodą. Szepczę kelnerce, że rezygnuję z reszty dań. Zamiast omleta z grzybami shitake i ciasta z zielonej herbaty o wiele bardziej potrzebuję dziś czegoś w amerykańskim stylu. (...)Powietrze jest rześkie, pachnie świeżo skoszoną trawą i spalinami. (…) Obok trzypiętrowej księgarni Barnes&Noble odnajduję lokalne Deli - ulubione miejsca zabieganych mieszczuchów. To połączenie delikatesów, w których można kupić najprzeróżniejsze smakołyki i samoobsługowego baru z ladami pełnymi sałat, owoców, warzyw, gotowych dań, zup i wszystkim, co nadaje się do zjedzenia - na zimno lub na gorąco. Wystarczy wziąć odpowiedni pojemnik i samemu skomponować sałatkę lub danie główne. Doswojego pudełka wrzucam cząstki soczystego ananasa, arbuza, garść jagód, trochę jeżyn i kilka plastrów kiwi. Do tego czekoladowy muffin i lurowata kawa z potężną porcją mleka. Manhattańskie śniadanie wygląda i pachnie idealnie. Z papierową torebką i kubkiem kawy w dłoni wychodzę z Deli, żeby znaleźć miejsce, gdzie mógłbym usiąść i obserwować ludzi, jednocześnie pozostając niewidzialnym. (…) Każdy tubylec, a tym bardziej każdy turysta chce wiedzieć, jak smakuje słynna babeczka cytrynowa, albo tort śmietanowy, który uwielbiała Carrie Bradshaw. Nie bronię się przed turystycznymi pokusami - kupuję kawałek cytrynowego sernika. 3) Czekają w milczeniu, uśmiechając się do dorodnych łososi spoczywających na pokruszonym lodzie, wielkich homarów odpoczywających w beczkach i ze stoickim spokojem wyrównują stosy krewetek i małży piętrzące się na stołach. Kiedy podchodzę do jednego ze stoisk, mężczyzna ubrany w żółte gumowane ogrodniczki podnosi się zza lady i wita mnie lśniącą bielą równiutkich zębów. (…) podnosi wielką miskę pełną pomarańczowych, skrzących się w słońcu kuleczek i podtyka mi ją pod nos. Do moich nozdrzy, przyzwyczajonych już do zapachu ryb, dociera nagle intensywna woń tranu. Facet pyta, czy chcę spróbować. Kiwam głową, a on nakłada na posmarowaną masłem kromkę pieczywa tostowego łyżkę czerwonego kawioru i podaje mi, trzymając ostrożnie w dwóch dłoniach. (...)Spacerujemy nadbrzeżem, przyglądając się zacumowanym jachtom. Z kajut dolatuje do nas zapach wilgoci i chłodu, bo tak naprawdę dopiero od 2 dni w Bergen świeci słońce i niektórzy dopiero dziś rozpoczynają sezon żeglarski. (…) Wzdłuż przystani w równym rzędzie stoją kolorowe domki - każdy inny, choć bardzo podobny do swojego towarzysza z lewej lub z prawej. To jedna z najstarszych części miasta nazywana Bryggen. Niektóre z drewnianych chałupek mają ponad 400 lat (!) i jak mówi Edith, wyglądają niczym rozklekotane zęby wesołego staruszka. W domkach mieszczą się sklepy z pamiątkami, muzea, kawiarenki i tawerny serwujące nie tylko ciemne i mocne piwo, ale również najwspanialszego na świecie wędzonego łososia, podawanego tu z koprem, świeżym pieczywem, albo z pieczonym ziemniakiem i śmietaną. Wchodzimy do Jednorożca, być może najstarszej karczmy w chatkach Bryggen. Zgłodnieliśmy na samą myśl o krewetkach smażonych na oliwie i kalmarowych krążkach z pieprzem i solą.



4) Kiedy wiosną w mieście zaczyna padać deszcz, nie warto się przed nim 4) Kiedy wiosną w mieście zaczyna padać deszcz, nie warto się przed nim chować. Jest ciepły, daje chwile wytchnienia przed popołudniowym zaduchem, niesie ze sobą zapach kurzu ulic i świeżości młodych, wilgotnych listków. (…) bistra z dwoma lub nawet trzema rzędami krzeseł i stolików wystawionych na ulicę to widownie ulicznych teatrów. Idealne miejsce na obserwacje. Nie tylko ludzi i zdarzeń, ale również deszczu. (…) W małej cukierni z arabskimi przysmakami pachnie miodem, wodą różaną i masą orzechową. Na wielkich tacach leżą setki, a może nawet tysiące ciastek, które wyglądają jak dzieła sztuki. Miniaturowe figi, orzechy włoskie, sakiewki, pączki róży, jabłka, brzoskwinie. Wszystko kolorowe, słodkie i pełne orzechowego, marcepanowego lub chałwowego nadzienia. Wybieram kilka najładniejszych ciasteczek, a pulchna sprzedawczyni dorzuca jeszcze precel z drożdżowego ciasta zanurzonego w lukrze i ciastko z dżemem pomarańczowym, najnowszy pomysł ich cukiernika. Wychodzę z cukierni i nie mogę się wprost doczekać, kiedy zjem wszystkie przysmaki, drzemiące słodko w eleganckim pudełku z foliowym okienkiem. Niech śpią. (…) Zamawiam kawę - największą i najczarniejszą, zaparzoną z odrobiną kardamonu i soli. Znam doskonale jej wyrazisty smak i ziemisty zapach. Rozsiadam się wygodnie i zamykam oczy. Czuję na powiekach pomarańczowe ciepło kwietniowego poranka, a delikatny wiatr przynosi swoim podmuchem zapach miasta, rzeki, gwaru ulic i ludzi. (...) Piję drobnymi łyczkami, a gdy nikt nie widzi, wkładam rękę do papierowej torby i z pudełka wyjmuję arabskie ciastka. W połączeniu z gorzką i mocną kawą ich smak staje się łagodniejszy, ale jednak po kilku potężnych kęsach poddaję się. Jest mi za słodko. 5) „Witamy w krainie uśmiechu” - głosi wielki napis na ścianie lotniska (…) pachnie kurzem z klimatyzatorów, gotowanym ryżem, kadzidłami i kwiatami jaśminu.(...) Z walącym sercem, odurzony smrodem spalin wysiadam na ulicy pełnej ludzi i straganów. Panuje tu gwar i jest chyba jeszcze cieplej i wilgotniej niż w centrum miasta. Na Chatuchak - najsłynniejszym targu w tym mieście - można kupić dosłownie wszystko, co jest do kupienia, zamówić suknię ślubną identyczną z tą, którą nosiła księżna Diana albo idealnie odmalowaną kopię obrazu Salvadora Dalego, uszyć garnitur według wykroju z najnowszej kolekcji Prady, pokibicować walce kogutów, lub zjeść najdziwniejsze smakołyki pochodzące ze wszystkich regionów Tajlandii. Gorące powietrze pachnie kurzem, egzotycznymi przyprawami i jedzeniem - smażonym mięsem, przypalonym tłuszczem i dymiącym ryżem jaśminowym. Fragmenty książki Dawida Rosenbauma, Zapachy miast, Biblioteka Bluszcza.



Korea podbija muzyczne rynki Od paru numerów gazetki zajmujemy się czymś takim jak kpop i ogólnie kultura koreańska. Ale do tej pory nie mówiliśmy o żadnych koncertach z tym związanych. W końcu przecież Polska gościła już u siebie takie gwiazdy jak Michael Jackson w 1996r., czy nadal popularny Justin Bieber, który już na samym początku zaliczył poważną wpadkę, myląc Polskę z Rosją. Kanadę, państwo Biebera, dzieli od Polski tylko ok 7000 km. A jaki dystans musielibyśmy przelecieć samolotem udając się do Seulu, stolicy Korei Południowej? Dokładny dystans wynosi 8373 km. No ale nie będziemy zagłębiać się dalej w liczby, przejdźmy konkretów. Jeszcze parę lat temu nikt nie mógłby przypuszczać, że nasz kraj uwzględni w swojej trasie koncertowej któryś z zespołów czy solistów kpop. A teraz, dzięki sile przebicia polskich fanów kpop w końcu zostaliśmy zauważeni i aż dwa zespoły postanowiły złożyć nam w tym roku wizytę. Zespół APrince oraz MBLAQ. Informacje o obu koncertach są oczywiście sprawdzane na bieżąco ale nie można zaprzeczyć, że koncert MBLAQ poruszył polskich fanów znacznie bardziej i to właśnie tym zespołem mam zamiar zająć się tym razem. Warszawa jest jednym z 5 miast, w których wystąpi ten koreański boys band podczas trasy European Concert Tour October 2014. Pozostałe miasta to Budapeszt, Paryż, St. Petersburg oraz Berlin. Co tak właściwie znaczy nazwa zespołu? MBLAQ jest to skrót od Music Boys Live in Absolute Quality. Boys band gra nie tylko pop, ich muzyka jest miksem różnych gatunków muzycznych, zaczynając od rocka, a na słodkich balladach kończąc. Mentorem i założycielem zespołu jest sławny południowokoreański aktor, muzyk i tancerz Rain, którego wspierała wytwórnia J. Tune Camp. To właśnie podczas jednego z jego koncertów w 2009 roku zespół miał swój sceniczny debiut, a parę dni później na rynek weszła ich debiutancka plyta Just BLAQ. Zespół złożony jest z 5 chłopaków w wieku 23-27 lat. Występują w niej: Lee Joon, Mir, Seungho, Thunder i G.O. Liderem zaś, po solidnym, dwuletnim szkoleniu, został dwudziestosześcioletni, Lee Joon. W 2011 roku, MBLAQ zadebiutowal w Japonii, gdzie został bardzo dobrze przyjęty przez tamtejszych fanów kpop'u. Z każdym kolejnym krążkiem popularność zespołu wzrasta. Tylko pierwszy studyjny album BLAQ style po pierwszym dniu premiery został sprzedany w 25 tysiącach egzemplarzy, a krążek Mona Lisa miał tak duże wzięcie, że wydawnictwo J. Tune Camp opiekujace się zespołem postanowiło zwiększyć ilość wytłoczonych do sprzedania płyt. Zespół szybko zdobył szczyty list przebojów. W lutym koreańska MTV ogłosiła zespół artystami miesiąca. Można by przypuszczać, że zespół popularny jest tylko krajach azjatyckich. Ale nie tylko tam zostali docenieni. W Niemczech teledysk do piosenki Mona Lisa przez długi czas zajmował szczyt w listy topowych piosenek z całego świata, a poza



tym teledysk ten w samych Niemczech został wyświetlony ponad 11 tysięcy razy. Z niecierpliwością czekamy na koncert MBLAW oraz APrince i liczymy na to, że inne zespoły koreańskie także odwiedza nasz kraj i może tak jak B.A.P doceniło ostrego kraba z Shanghaju, tak któryś z zespołów doceni nasze kulinarne specjały - pierogi czy też bigos ;) Paulina Karasiewicz *** Wielkie małe sprawy, czyli najważniejsze przedmioty popkultury. Skąd wzięły się trampki? Jest rok1832. Wait Webster wprowadza na rynek gumowe podeszwy. Obuwia na takich podeszwach używa się na początku w rozgrywkach krykieta i do jazdy na bicyklach. Rok 1908, USA. Fabrykant obuwie Marquis M. Converse został poproszony o stworzenie butów sportowych odpowiednich dla koszykarzy, którzy skarżyli się na ból stóp podczas gry. Pierwszy model swoich butów nazwał All Stars, bo grać w nich miały wszystkie gwiazdy basketu. Było to sięgające nad kostkę, lekkie obuwie z grubą, gumową podeszwą i



czarnym płóciennym wierzchem. Charakterystycznym elementem i znakiem firmowym była słynna gwiazda na kostce. Pierwsze trampki z trudem przebijały się na rynku. Rozsławił je dopiero legendarny zawodnik Charles „Chuck” H. Taylor. Trampki zyskały popularność - każdy doceniał wygodę i niewygórowaną cenę butów. Natomiast co do samego Chucka, to jeszcze przez wiele lat był on żywą ikoną obuwia Converse, a model sygnowany jego nazwiskiem produkowany jest do dzisiaj. Prawdziwy "boom" na trampki nastąpił w latach '40 i '50 XX wieku, kiedy armia amerykańska wprowadziła je do swojego wyposażenia jako buty treningowe. Po zakończeniu służby żołnierze nosili je także w cywilu, co oczywiście miało bezpośredni wpływ na zwiększanie sprzedaży trampek. Mniej więcej w tym samym okresie koszykarze zaczęli farbować trampki w barwy swoich drużyn - idąc za ciosem producenci trampek (czyli przede wszystkim firma Converse) zrezygnowali z klasycznych czerni na rzecz większej różnorodności kolorystycznej. Dzięki temu posunięciu moda na trampki w krótkim czasie objęła cały świat! W latach '50 i '60, czyli w czasach największego boomu jazzu, rock'n'rolla, rocka i rozwoju młodzieżowych kontrkultur takich jak bitnicy, modsi, czy hipisi, trampki stały się jednym z ulubionych rodzajów obuwia kontestującej i zbuntowanej młodzieży, jednym z synonimów niezależności i nieskrępowanej woli. Trampki były symbolem rewolucyjnych przemian kulturowych i społecznych jakie zaszły w tamtych czasach. Na podstawie: http://trampki.pl/



CERTYFIKAT Z HOSPICJUM Hospicjum to miejsce, gdzie przebywają ludzie śmiertelnie chorzy, często w stanie zaawansowanej agonii. W tym miejscu nie ma podziału na wiek czy rodzaj schorzenia. W 2011 roku miałam okazje odwiedzić jedno z Warszawskich hospicjów. Było to dla mnie jedno z najtrudniejszych doświadczeń w życiu. Spotkałam ludzi umierających, pełnych bólu i cierpienia. Niektórzy z nich byli moimi rówieśnikami. W jednym z pomieszczeń była piękna kaplica, w której spotkałam rodzinę modlącą się o dobrą śmierć i zbawienie duszy dla swojego maleńkiego dziecka. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie, gdyż w obliczu wielkiej tragedii i bólu pokładali swoją nadzieje w Panu i byli pogodzeni z Jego wolą. Cierpienie tych ludzi kojarzy mi się z cierpieniem Pana Jezusa idącego na ukrzyżowanie za zbawienie ludzi i całego świata. Dla mnie, osoby wkraczającej w dorosłość, było to miejsce przerażające, a zarazem pomagające szukać sensu w cierpieniu. Uświadomiłam sobie, że każde, nawet najmniejsze cierpienie, jest w życiu po coś. Bóg chce przekonać się, czy mimo wszystko będziemy mu wierni do końca i nie porzucimy wiary w obliczu nieszczęścia. Czy będziemy mu wierni jak Hiob, czy będziemy silni, czy nie zwątpimy w sens zmartwychwstania. Nie wszystkim podopiecznym hospicjum towarzyszą bliscy. Często spowodowane jest to lękiem przed śmiercią, cierpieniem, wielkim żalem do Boga, czasami nawet prozaicznym brakiem czasu. Zapominamy, że takim osobom jest potrzebny nawet maleńki gest życzliwości. Pomimo zdobytego certyfikatu do pracy z takimi ludźmi, do chwili obecnej nie znalazłam w sobie tyle siły, aby ponownie przekroczyć próg tego miejsca. Wielkim szacunkiem darzę te osoby, które pracują w takich miejscach i na co dzień tak namacalnie stykają się z cierpieniem bliźnich. O ile łatwiej jest pogodzić się ze śmiercią człowieka w podeszłym wilku, o tyle trudniej jest zrozumieć tajemnicę cierpienia dziecka czy osoby młodej. Była to jednorazowa wizyta, ale pomogła mi uświadomić sobie, jak cennym darem jest życie i zdrowie. Od tamtej chwili staram się nawet w najmniejszych sukcesach odnajdywać szczęście i radość. Często w rozmowach z Bogiem dziękuję, że ani ja, ani nikt z moich bliskich nie został doświadczony takim cierpieniem. Teraz już wiem, jak wielki przekaz pozostawił nam Jan Paweł II w słowach "nie żyje się, nie kocha, i nie umiera się na próbę". Życie ludzkie to przeogromny dar, a zarazem wielka tajemnica. Rację również miał pewien człowiek, który powiedział, że udało nam się wzbić samolot w powietrze poznać tyle tajników wiedzy, a nie udało się nam nigdy pokonać śmierci. Weronika Rosłaniec kl. 1 ET



RECENZJE: Recenzja książki "Król Demon" autorstwa Cindy Williams Chimy Król Demon,to książka która już od pierwszyh stron zabiera czytelnika w fantastyczną podróż do świata magii i tajemnic. Czytając ją, nie mogłem się oderwać, z zapartym tchem zgłębiałem historię młodego Hana i jego miedzianolicego przyjaciela, Tancerza Ognia.Wszystko dzieje się w fantastycznym świecie wykreowanym od podstaw przez Panią Chima. Jest to powieść wielowątkowa, zawiera wartką akcję, spiski,romanse, rozpamiętuje też rozterki, jakie przeżywa każdy młody człowiek.Wszystko to oraz o wiele, wiele więcej otrzymamy, jeśli zdecydujemy się po nią sięgnąć. Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Napisana prostym językiem, łatwa w odbiorze dla młodszych jak i starszych czytelników. Uważam, że „Król Demon” zasługuje na uwagę i na pewno fani fantastyki powinni sięgnąć po tę powieść. Osobiście serdecznie ją polecam. Jeśli szukasz lektury wciągającej na długie godziny i jesteś fanem fantasy, „Król Demon” jest to coś dla Ciebie. Kacper Białkowski, 2ah ZMANIPULUJĘ CIĘ, KOCHANIE „Zmanipuluję Cię, Kochanie”- to książka Roberta Tekieli, która przybliża czytelnikom życie człowieka we współczesnym świecie. Ukazuje, jak groźne są dla młodzieży subkultury, sekty, nowe ruchy typu New Age, grupy psychomanipulacyjne oraz toksyczne style życia – narkomania, alkoholizm, gry hazardowe, okultyzm lub wróżbiarstwo. Każdy człowiek, który ma niedojrzałą osobowość albo ten który ma niezaspokojone poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego i cierpi na brak akceptacji siebie i ma wewnętrzny „głód” miłości, łatwo daje się zmanipulować. Narażeni są na to szczególnie ludzie młodzi. Obecny świat przeżywa ogromny kryzys rodzinny, ojcostwa, macierzyństwa. Człowiek gubi się w natłoku informacji, rozwoju techniki. Pędzi, przemieszczając się z jednego kontynentu na drugi. Zapomina, jak powinna wyglądać prawdziwa rozmowa, napisanie listu, itp. Pisanie maili, czaty, skróty myślowe, chiromancja, hipnoza, gry komputerowe, bioenergoterapia, wiara w amulety i astrologię mają pomóc pogubionemu człowiekowi w życiu codziennym.Okazuje się, że jest wręcz odwrotnie i człowiek popada w różnego rodzaju uzależnienia. Odchodzenie od wiary w Jezusa Chrystusa jest prostą drogą do popadania w stany depresyjne, w których myślenie jest zwrócone do głębokiego pesymizmu i braku nadziei. Książka opisuje bardzo drastyczne przypadki ludzi, który zagubili się w meandrach współczesnej kultury. Są nimi satanizm, muzyka techno, muzyka heavy metalowa, tarot, okultyzm, itp. Książka ta jest propozycją czytelniczą dla rodziców, nauczycieli, katechetów, terapeutów, jednak w szczególności kierowana jest do młodych ludzi aby przestrzec tych, którzy szukają tzw. dróg na skróty. Weronika Rosłaniec kl. 1 ET Etyczne problemy młodzieży. Odpowiada nauczyciel religii, pan Grzegorz Wilkowojski
BÓG MIŁOSIERNY CZY OKRUTNY?


W tej chwili chrześcijański Bóg jest miłosierny i chce dla ludzi jak najlepiej. Jego łaska dla nas nie zna granic. Jest dobrym i wyrozumiałym Ojcem. Lecz w Starym Testamencie Bóg był przedstawiony całkowicie inaczej. Bezlitośnie zabijał sprzeciwiający mu się lud, zsyłając na nich klęski czy nawet Anioły. W Księdze Ezechiela jest bardzo dużo fragmentów ukazujących okrutnego i przerażającego Boga. Oczywiście lud nie był bez winy, ale czy Bóg z Nowego Testamentu postąpiłby tak? Chodzi o przedstawienie dwóch odmiennych od siebie Bogów. Dlaczego? kl. 2 Napisałeś: "W Księdze Ezechiela jest bardzo dużo fragmentów ukazujących okrutnego i przerażającego Boga", szkoda że nie podałaś przykładów, do których mógłbym się odnieść. Najczęściej na potwierdzenie okrucieństwa Boga w Starym Testamencie przytaczane są jednak fragmenty nie z księgi Ezechiela, ale z księgi Jozuego - wymordowanie narodów kananejskich i zasadę "oko za oko". Moralność Starego Testamentu nie była doskonała. Była moralnością przedewangeliczną. Gdy chodzi o zajęcie Kanaanu i wymordowanie narodów kananejskich, to trzeba pamiętać o perspektywie ponad trzech tysięcy lat. Ludzie mieli wtedy inną mentalność niż dzisiaj. Należy uwzględnić różnicę naszej umysłowości i postawy moralnej, a także sytuację historyczną i religijną XII wieku przed Chrystusem, którą był uwarunkowany także Bóg. Od tego czasu do czasów współczesnych, nastąpił rozwój pojęć etycznych. Ziemia Kanaan była darowana przez Boga, ale nie w sposób nadprzyrodzony. Wspólne zamieszkanie Kananejczyków i Izraelitów nie było możliwe ze względu na rozwiązłe kulty pogańskie czy ofiary z ludzi, praktykowane przez Kananejczyków. Można się domyślać, że Izraelici choć nie składali ofiar z ludzi, byli podobnie okrutni jak narody ościenne, ale nie Bóg. Pan Bóg, wybierając naród, w którym miał się narodzić Zbawiciel świata, kochał go takim, jakim był. Nie czekał z miłością do czasu, kiedy sobie na nią lud zasłużył. To dopiero pod wpływem Jego miłości Izraelici zaczęli się zmieniać na lepsze. Bóg czuwał nad tym, aby jego lud zajął Ziemię Obiecaną. Jego interwencje nie dotyczyły wszystkich spraw, chociaż Izraelici przypisywali Mu wszystkie szczegóły wydarzeń. W księdze Jozuego główną prawdą jest fakt, że to Bóg wprowadził swój lud do ziemi obiecanej. Ta prawda została wyrażona w



kategoriach ówczesnej mentalności. Autor biblijny nie dba do końca o szczegóły relacji. "Natchnieni autorzy mogli stosować wyolbrzymienie klęsk wrogów jako środek do pokazania potęgi Boga w sytuacji, kiedy Izrael podlegał silniejszym sąsiadom i wydawało się, że ich bogowie (pogańscy) mają większą moc od jedynego Boga Izraela" ("Niezrozumiałe fragmenty Biblii", Tomasz M. Dąbek OSB). Dla niego ważne jest, aby przedstawić Boga, który działa. Poza tym przedstawianie okrucieństwa nie musi oznaczać pełnej jego akceptacji. Zasada "oko za oko" podkreślała nadzwyczajny status człowieka wśród stworzeń, wyznaczała granice. Jeszcze w XVI wieku po Chrystusie zasada odwetu broniła świętości życia. Andrzej Frycz Modrzewski domagał się wprowadzenia kary śmierci nie dlatego, że był taki okrutny, ale dlatego, że w jego czasach można było bezkarnie zabić człowieka. Nauka Ewangelii Mt 7,1n nawiązuje do tej zasady. Oczywiście odwet fizyczny utracił prawomocność w wymiarze Ewnagelii. "Jeśli cię kto uderzy w jeden policzek, nadstaw mu drugi". Nowy Testament jest bardziej maksymalistyczny niż Stary Testament. Nowością jest przykazanie miłości nieprzyjaciół (Mt 5,44, ale zob. Prz 20,22). Miłować trzeba nie tylko jak siebie samego, ale jak Jezus umiłował (J 13,34)". (Michał Wojciechowski, "Jedność etyki Starego i Nowego Testamentu") . Na koniec przytoczę słowa papieża Piusa XI o znaczeniu Starego Testamentu ": Księgi święte Starego Testamentu - pisał Pius XI - są całkowicie słowem Bożym (...) Obok bardzo wielu rzeczy wzniosłych i szlachetnych opisują one nam także, jak naród wybrany, przechowujący objawienie i obietnice boskie, zwraca się ku rzeczom czysto ziemskim. Ktokolwiek jednak nie jest zaślepiony przesądem lub namiętnością, ten widzi, jak wśród zawodów powstałych przez słabość ludzką i opisanych w Biblii, tym jaśniej świeci boskie światło ekonomii zbawienia, odnoszące ostatecznie triumf nad wszelkim błędem i grzechem. Na takim, często ciemnym tle tym wyraźniej ujawnia się zbawcza pedagogika Wieczności, która wskazuje drogę i równocześnie ostrzega, przeraża i podnosi, i uszczęśliwia"(Mit brennender Sorge (19), papież Pius XI za: J. Salij, Jak czytać Stary Testament). Bóg jest jeden i ten sam, miłosierny zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. Problem tkwi w interpretacji Biblii. Są ludzie którzy odrzucają naukowe kryteria interpretacji Biblii i tłumaczą ją według własnego "widzi mi się", albo według antykatolickiego uprzedzenia. Są też ludzie, którzy mają dobrą wolę i szukają prawdy, czego przykładem jest powyższe pytanie. Grzegorz Wilkowojski http://www.lo34.natan.pl/