Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Słowo od redakcji
Okładka: sprzątanie świata klas drugich 18. września 2015r. Na zdjęciu leśniczy p.W. Siłuszyk


Pióra w dłoń! Zgodnie z obietnicą wracamy po wakacjach w jeszcze szerszym gronie. Cieszymy się niezmiernie, że redakcja się rozrasta - miejmy nadzieję, że Wy również, bo to oznacza jeszcze większą liczbę i różnorodność publikowanych tu tekstów :) Oczywiście do zespołu przygarniemy chętnych każdego dnia każdego miesiąca - kto się waha, niech spróbuje swoich sił chociaż w jednym wydaniu. Wrzesień powinien był wystarczyć, by przypomnieć paliczkom, jakie to uczucie notować z zawziętością strusia pędziwiatra, bowiem na horyzoncie czai się kilka konkursów literackich - zainteresowanych kierujemy do gabloty obok sali nr 18. Nauka idzie pełną parą, a my na chwilę relaksu zapraszamy do krótkiej lektury. Zostawiamy Was - jak zwykle - z garścią newsów, recenzji i refleksji. Za oknem coraz chłodniej, więc my pozdrawiamy ciepło! Redakcja igLO PIERWSZY DZIEŃ…
01.09.2015. To właśnie był ten dzień, w którym nasza przygoda z I LO im. Tadeusza Kościuszki miała dopiero się rozpocząć.


Przekraczając progi szkoły uświadomiliśmy sobie, że wakacje już się skończyły i  czas wrócić do szkolnej rzeczywistości, którą (co tu  kryć) wielu z  nas było przerażonych. Znaleźliśmy się w nowej roli licealistów i całkiem nowej sytuacji. Nikt nie wiedział, czego może się spodziewać i co może go tutaj spotkać… Wraz z wejściem do szkolnej auli rozpoczął się dla wszystkich pierwszoklasistów rok szkolny 2015/16. Każdy zapewne zastanawiał się, czy jego klasa będzie fajna, a  nauczyciele sympatyczni. Początkowo szkoła wydawała się bardzo duża, ale z czasem okazało się, że było to tylko złudzenie spowodowane dużą ilością emocji towarzyszących nam w tym szczególnym dniu. Pierwszy dzień nauki okazał się trudniejszy niż myśleliśmy. Największy problem sprawiało odszukiwanie sal, w których miały się odbywać poszczególne lekcje, ponieważ po wakacyjnym remoncie nie były one jeszcze ponumerowane. Wielu z nas gubiło się w szkole, co sprawiało, że spóźnialiśmy się na lekcje. Pomimo dużej dawki stresu szybko okazało się, że tak naprawdę strach był nieuzasadniony, ponieważ nauczyciele, których chyba najbardziej się obawialiśmy, są mili i sympatyczni. Po przetrwaniu pierwszych dni każdy z nas zaczął się przyzwyczajać do nowej sytuacji i okazało się, że „nie taki diabeł straszny…” Nowi uczniowie są pełni ambicji i zapału do pracy. Niektórzy z nas za kilka lat być może wrócą tutaj - w zupełnie innych rolach – i przy-pomną sobie ten dzień, w którym po raz pierwszy przekroczył progi I LO im. Tadeusza Kościuszki w Myślenicach. Nasza historia dopiero się zaczyna i tylko od nas zależy, jaki będzie jej dalszy ciąg.. Kasia Klemensiewicz 10 pytań do…
We wrześniowym wydaniu gazetki mamy przyjemność poznać odpowiedzi Pana Profesora Dariusza Dyląga.


1.Najpiękniejsze miejsce na  Ziemi to… Pieninki Skrzydlańskie (będę tam znowu w listopadzie ze Szkolnym Kołem PTT). 2. Ulubiony film: ,,Pożegnanie z  Afryką” z  Meryl Streep i Robertem Redfordem (scena lotu nad różowych flamingów). 3. Ulubiona książka: czytam mnóstwo książek (najczęściej jadąc busikiem do  pracy) i niestety nie mam ulubionej. 4. Ulubiona potrawa: pierogi ruskie, barszcz ukraiński i ru-muńska mamałyga. 5. Najbardziej zapamiętana ocena niedostateczna, jaką dostałem… niedostateczny z to-pografii Tatr na  kursie przewodnickim (swego czasu byłem jednym z  najmłodszych przewodników tatrzańskich w Pol-sce).



6. W wolnym czasie naj-chętniej: wędruję (ciekawscy mogą sprawdzić gdzie, wpisując w dowolną wyszukiwarkę moje imię i nazwisko oraz naciskając klawisz „enter”). 7. W dzieciństwie chciałem zostać… historykiem sztuki (do dziś jestem poniekąd związany z tą branżą, a na pulpicie mam jeden z najpiękniejszych obrazów na świecie „Wenus śpiącą” Giorgione'a). 8. Najgorszym szkolnym przedmiotem był… chodziłem do liceum w czasach reżimu komunistycznego i  już nie pamiętam, jak nazywał się ten przedmiot (obecnie można go porównać do WOSu). 9. Ulubionym przedmiotem był… język polski (na maturze byłem nawet zwolniony z części ustnej). 10. Jak wakacje to… z rodziną i przyjaciółmi. REMINISCENCJE LIPCOWYCH SPOTKAŃ Z  FOLKLOREM
Folklor i wolontariat – praca i wspaniała przygoda. Zdecydowanie Myśle-nice na  początku lipca 2015r. były najbardziej roztańczonym i rozśpie-wanym miastem w Pol-sce, a  to za sprawą kolejnej edycji fes-tiwalu Międzynarodo-wych Małopolskich Spotkań z Folklorem.


Wspaniała inicjatywa i praca wielu ludzi, między innymi kilku-nastu wolontariuszy z naszego liceum, przy-czyniła się do kolejnego sukcesu tej imprezy. Miesiąc wytężonej pracy.  - Wysyłając swoje zgłoszenie i deklarując chęć pomocy przy festiwalu nie wyobra-żałam sobie, że  ta impreza tak bardzo zostanie w  mojej pamięci – wspomina Kasia. Ponad 100 wolonta-riuszy przez większą część lipca pracowało przy tym przedsię-wzięciu, aby każdy widz mógł zobaczyć wspaniałe widowisko, a wykonawca z  naj-dalszego zakątka świa-ta czuł się w Myśleni-cach jak w domu. Praca wolontariuszy obejmo-wała trzy główne obszary. Część osób czyli tzw. piloci grup przebywali 24 godziny na dobę z  przydzie-lonym im zagranicznym zespołem i dbali o gości



przez cały pobyt w Polsce. Kolejna grupa ludzi była zaanga-żowana przy scenie i dbała o to, aby każdy, kto przyjdzie na rynek mógł uczestniczyć w niesamowitym spek-taklu artystycznym. Zaś trzecia grupa była odpowiedzialna za tym-czasowe miejsce po- bytu gości czyli Małopolską Szkołę Gościnności, a  kon-kretnie za  obsługę wszystkich artystów, porządek i wspaniałą atmosferę.  Wspaniali ludzie i niezwykła przygoda. - Tak naprawdę my jako wolontariusze najbardziej doświad-czyliśmy magii całego festiwalu – wspomina Ola i dodaje – Miesz-kając z  uczestnikami w internacie na Zarabiu mogliśmy nie tylko zobaczyć ich przygo-towania do występów, ale także poznać ciekawą kulturę i chwilę porozmawiać. Warto dodać, że przez cały czas trwania fes-tiwalu, każda z grup miała „swój wieczorek”, na którym to  grupy m.in uczyły swoich narodowych tańców.  Mnie na pewno w pa-mięci zapadnie grupa z Pakistanu - przywo-łuje Ola – Piękne tańce i stroje, ale przede wszystkim wspaniali i uśmiechnięci ludzie. Podczas swojego wie-czoru wykazali się niesamowitym zmys-łem artystycznym i każdej chętnej osobie rysowali piękne tatuaże z henny.



Dla mnie zdecydo-wanie najbardziej bar-wną grupą był zespół z RPA – dorzuca Kasia. Artyści z południowej Afryki zaskoczyli wszystkich swoim przyjazdem, ale według mnie to właśnie ich kultura przyciągnęła największą uwagę widzów. Warto nadmienić, że  zespół podczas swoich występów przedstawiał „taniec starożytnej wojny z Zulu”, co wpro-wadzało klimat praw-dziwej afrykańskiej kultury. I ty możesz zostać jednym z nas !  Międzynarodowe Mał-opolskie Spotkania z Folklorem to impreza, która odbywa się corocznie i już teraz możesz zgłosić się jako wolontariusz do następnej edycji, która odbędzie się w dniach 11-26 lipca 2016r. Więcej infor-macji uzyskasz na  stronie internetowej festival.myslenice.pl w zakładce ,,zostań wolontariuszem''. Gwarantujemy świetną zabawę i niezapomnia-ne emocje. Zostań jednym z nas już dziś! Katarzyna Lis KĄCIK BIOLOGÓW
Już na  początku roku szkolnego biolodzy ostro zabrali się do  nauki. Powszechnie wia-domo, że  najsku-teczniejszą metodą uczenia się jest uczenie innych...


Tak więc 3D podzie-lona na zespoły sa-modzielnie zgłębia-ła tajniki dłuuugiego (to aż  9 metrów!) i nieustannie aktyw-nego przewodu po-karmowego. Już praca z tekstami i obmyślanie, jak w interesujący sposób przekazać te  treści kolegom były zajmujące i  budziły wiele emocji. Najciekawsze nastą-piło jednak w czasie prezentacji. Niektóre grupy zastosowały nawet personifikację jamy ustnej, żołąd-ka, jelita… i przed-stawiły procesy trawienia i  wchła-niania z  użyciem przyniesionych akce-soriów. Było śmiesz-nie, ale wszyscy uważali na tej lekcji i  mamy nadzieję, że skutecznie zapa-miętali (Patryku, ja-ko erytrocyt, jaką pełnisz funkcję?).



Inna metodą aktywizującą jest przygotowanie się do semii-narium. Uczniowie indywidualnie opracowali wybrane zaa-gadnienia, których omówienie miało mieć miejsce na  kolejnych lekcjach. Każdy musiał to zrobić, ponieważ był ,,rozliczany” z pla-katu wykonanego na  dany temat, na  którym należało przedstawić niezbędne treści z wykorzystaniem rysunku i  minimum słów. Resztę uzupełniano w czasie omawiania poszczególnych zagadnień. Najciekawsze plakaty (wyb-rane przez klasową komisję) zawisły na  gazetce między salami nr   2 i  3. Zachęcamy do  zapoznania się z nimi. Jest piramida żywienia, dieta sportowa, dodatki do  żywności… Zresztą, przyjdźcie na II piętro i poczytajcie. Niedługo szykuje się kolejna ekspozycja - będą to  ,,Przyp-rawy świata”- nad którą pracują już humaniści w ramach zająć z przyrody. J. Wicher O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu – recenzja filmu
Lato już się skończyło, zaczęła się jesień, a z nią przychodzą krótkie dni i długie noce. Co więc robić, gdy jesienny wieczór się dłuży, a Ty nie masz na nic pomysłu?


Moja rada: obejrzyj film. Tylko koniecz-nie dobry! A takim jest zeszło-roczny film irańskiej reżyserki Any Lily Amirpour "O dziew-czynie, która wraca nocą sama do  domu", uhonorowa-nej Nagrodą Got-ham (Nowojorskie Niezależne Nagrody Filmowe Gotham) za  najlepszy debiut reżyserski. Co  prawda, pani Amirpour nakręciła w swoim życiu już kilka filmów, jednakże dopiero ten przyniósł jej sukces. Akcja rozgrywa się w irańskim mieście Bad City, gdzie na początku filmu spotykamy tajem-niczego dilera i al-fonsa, którego wyg-ląd był wzorowany na ekscentrycznym członku południowo -afrykańskiej grupy Die Antwoord. Młody Arash (Arash Marandi) i jego ro-dzina zalegają dile-rowi z  płatnościami, w  wyniku czego tracą samochód - jedyny środek transportu. W tym momencie w filmie pojawia się tytułowa Dziewczyna (Sheila Vand), jeżdżąca póź-ną nocą na desko-rolce w  szerokim czadorze. Jest chodzącą mścicielką, samotną wampirzy-cą, dla której jedyną uczciwą osobą w ca-łym mieście jest Arash. Wbrew pozorom, nie jest to film o miłości, lecz nie-typowe kino femi-nistyczne, gdzie Dziewczyna mści się na mężczyznach wykorzystujących kobiety, niesfornych łobuzach i  kobietach niepotrafiących zadbać o  własną kobiecość. Mężczyzna w  filmie Amirpour to  ciemię-życiel, pan i władca, na  którego łaskę i niełaskę zdana jest kobieta.



Temat zostaje ukazany w intrygujący, nastrojowy spo-sób - zarówno praca kamery, czarno - biały obraz, jak i  muzyka tworzą niezapomniane wrażenie. Dialogi, chociaż skąpe, zostają w pamięci (między innymi przerażający dialog między Dziewczyną a ulicznym łobuzem, podczas którego grozi dziecku wydłubaniem oczu). Ważne jest również powiązanie filmu z historią Iranu i rolą kobiet po rewolucji islamskiej w 1979 roku. Żeby móc ją przedstawić, muszę odwołać się do  innego tekstu kultury  autobiograficznego komiksu Marjane Satrapi "Persepolis", w którym ukazuje ona swoje wspomnienia z tamtych lat. Wszechobecne protesty, aresz-towania polityczne oraz zmiana ustroju sprawiła, że kobiety przestały być szanowane. Od '79 zniewagi wobec kobiet, szykanowania, gwałty i ogra-niczenia wolności były na porządku dziennym, dlatego Dziewczyna mści się za wszystkie irańskie kobiety, które kiedy-kolwiek doznały krzywdy ze strony reżimu. Obraz jest bardzo klimatyczny, podkreśla to nastrojowa muzyka oraz niekiedy przedłużone sceny - między innymi ta  w której Arash i Dziewczyna są w jej mieszkaniu, stoją na przeciw siebie, a w tle "idzie" White Lies. Ponadto pojawiają się ujęcia, że tak się wyrażę, industrialne, które kojarzą mi się z kultowym "Miasteczkiem Twin Peaks" Davida Lyncha (genialny serial, zachęcam do obejrzenia!). Żałuję, że  film został wypuszczony w Polsce dopiero osiem miesięcy po  światowej premierze, gdyż jest to naprawdę wart obejrzenia obraz, obok którego nie da się przejść obojętnie. Magdalena Drabik Moja przygoda z „Gazetą Myślenicką",
czyli jak połączyć przyjemne z pożytecznym.


Cześć! Nazywam się Adrian Burtan, jestem uczniem klasy 3G  (profil humanistyczny). Dlaczego „human” ? Może dlatego, że moimi głównymi pasjami i zainteresowaniami są dziennikarstwo, his-toria oraz polityka. I właśnie na  tym pierwszym skupię się w tym tekście. Decyzję o tym, że moja przyszła droga edukacyjna i  zawo-dowa będzie prowadzić w kierunku zawodu dziennikarza, podjąłem (o ile mnie pamięć nie myli) na  początku trzeciej klasy gim-nazjum. Od  zawsze lubiłem pisać, tworzyć pewne obrazy rze-czywistości, a  także zbierać informacje i do-konywać ich selekcji. Najpierw zaczęło się od publikowania arty-kułów i  newsów na  łamach gazetek szkol-nych - w gimnazjum było to  pismo "O'Szczebelek wyżej", obecnie wszystkim dobrze znane koś-ciuszkowskie "igLO". Stawiam jednak sobie cele w życiu, nie mogę usiedzieć stale w  jednym miejscu, dla-tego chciałem spró-bować czegoś nowego i tak wybór padł na „Gazetę Myślenic-ką”, w której zdecydo-wałem się podjąć praktyki. I teraz na-suwa się kolejne pytanie - czy jestem zadowolony? Oczywiście! Była to  jedna z  najlepszych podjętych przeze mnie



decyzji w życiu. Nie ukrywam, myślałem, że moja praca w „Myśle-nickiej” będzie się ograniczać do parzenia kawy czy, w lepszym wypadku, do roznoszenia gazet. Tak jednak się nie stało i mogłem realizować swoje największe hobby - pisanie. Moje pierwsze zlecenie -  relacja z Międzynarodowego Fes-tiwalu Folkloru - po prostu coś niesamowitego! Cztery dni zabawy, integracji z przedstawicielami odmiennych kultur oraz poznawanie nowych ludzi  i to  wszystko z bliska. Miałem możliwość obserwowania całego przedsięwzięcia "od kuchni", roz-mawiałem z członkami przybyłych zespołów muzycznych i tanecznych. Relacjonowałem również takie imprezy jak Dni Myślenic, Tour de Pologne w Myślenicach czy koncert charytatywny ws. chorego na nowo-twór oczu Ksawerego. Przeprowadzałem wywiady, zbie-rałem komentarze i opinie, dzięki czemu nie tylko rozwinąłem swoje umiejętności dziennikarskie, ale przede wszystkim poszerzyłem znajomości. Nauczyłem się, w jaki sposób formatować tekst, co należy w nim umieszczać, w jakich proporcjach i  na co trzeba zwrócić szczególną uwagę. Praktyki w „Gazecie Myślenickiej” umożliwiły mi też poznanie osób z innych mediów, dzięki czemu mogłem porównać ich pracę i sposoby komunikacji, a także wymienić poglądy i przekonania. Bez wątpienia mogę stwierdzić, że to doświadczenie pomogło mi w nakreśleniu własnej ścieżki edukacyjno - zawodowej. Z tego miejsca chciałbym też podziękować absolwentowi "Koś-ciuszki", a  obecnie redaktorowi naczelnemu "Gazety Myślenickiej" Piotrkowi Jagniewskiemu za umo-żliwienie mi rozwijania moich pasji. A Wy, Czytelnicy, pamiętajcie - warto podążać, nawet małymi kroczkami, w drodze do  ustalonego celu i realizować swe marzenia. Adrian Burtan Ekologiczny wrzesień
Już od wielu lat uczniowie naszego liceum włączają się w akcję „Sprzątanie świata”. Tak było i w tym roku.


Klasy drugie o profilu biologiczno – chemicznym 18 września udały się na  Zarabie, aby tam wysprzątać podnóże góry Chełm. Towarzyszyli nam również nauczyciele z naszej szkoły –  p. Małgorzata Twardowska, p. Irena Majdecka, p. Zbigniew Murzyn oraz p. Grażyna Łętocha. Na Zarabiu dołączył do nas pan leśniczy, pracujący w nadleśnictwie „Ukleina”, pod którego opieką znajduje się góra Chełm. O godzinie 9:00 wymasze-rowaliśmy spod głównego budynku w kierunku Chełmu. Do podnóża góry doszliśmy około godziny 9:30 i tam rozpoczęliśmy sprzątanie poboczy drogi prowadzącej do  wyciągu. Po drodze kilkakrotnie zatrzy-mywaliśmy się, aby wysłuchać prelekcji prowadzonej przez pana



leśnika. Opowiadał nam między innymi o zagrożeniach, na jakie narażone są  zwierzęta oraz środowisko, gdy wyrzucamy śmieci do lasu, fotopułapkach montowanych w lesie oraz o ubiorze, jaki powinniśmy mieć, gdy wchodzimy do  lasu. Wspomniał również o dzikich zwierzętach oraz różnorodności roślin w myślenickich lasach. Następnie zapaliliśmy ognisko, zjedliśmy kiełbaski i ok. godz 13:00 we wspaniałych humorach powróciliśmy do szkoły. W czasach, gdy ekologia jest bardzo popularna, należy pamiętać, że  nie jest to  tylko przejściowa moda. Dbanie o przyrodę i życie z nią w zgodzie na pewno w przyszłości nam się opłacą! Magdalena Drabik
Po chmurze do celu! relacja w warsztatów


W dwa wrześniowe weekendy (11-13 oraz 18-20) uczniowie naszej szkoły przekonali się, że choć czasem słońce, czasem deszcz, ale chmury to jednak zawsze są super! A dlaczego? Ponieważ braliśmy udział w warsztatach edukacyjnych w ramach programu Małopolska Chmura Edukacyjna. Harmonogram warsztatów wyglądał bardzo podobnie w oba weekendy. Wyjeżdżaliśmy wspólnie do Krakowa, gdzie nocowaliśmy w hotelu akademickim ,,Piast”. W piątkowy wieczór, chociaż nie mieliśmy żadnych zajęć zorganizowanych, nie traciliśmy czasu i integrowaliśmy się w grupach międzyszkolnych i oczywiście nie brakowało nowych znajomości z innych szkół. Sobotni dzień był czasem nauki, ale w ,,inny” sposób. Młodzież w grupach przedmiotowych takich jak: chemia, biologia, informatyka, matematyka, chemia, żywienie i  środowisko, przedsiębiorczość i społeczeństwo obywatelskie uczestniczyła w zajęciach na różnych uczelniach. Wykłady były prowadzone przez nauczycieli akademickich, jednak nie polegały one na ciągłym siedzeniu w ławce i notowaniu. Wykładowcy organizowali różne inne formy nauki jak np. sekcja szczurów na biologii, tworzenie fundacji na społeczeństwie obywatelskim lub granie w gry



stworzone przez stu-dentów na dotykowym stole podczas zajęć z informatyki. Wykłady trwały dwa dni po ok. 5 godzin. Uczestnicy mieli również zorganizowane różne atrakcje poza uczestnictwem w wy-kładach. W pierwszy weekend mogli o-bejrzeć film "Karbala" w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza, nato-miast w drugi popłynęli w  rejs statkiem po  Wiśle. Na podsumowanie wykładów odbył się test, który sprawdzał wiedzę uczestników zdobytą podczas war-sztatów. Osoby, które uzyskały trzy najwyż-sze wyniki otrzymały w nagrodę tablety. Wrażenia i emocje po warsztatach zostaną w naszej pamięci na  długo. Mamy nadzieję, że z nowymi przyja- ciółmi spotkamy się jeszcze raz na  nau-kowym szlaku, a do nowo poznanych miejsc powrócimy jeszcze (może już po  maturze?). Magda Wojtan Tomasz Kisiel Na salonach po maturę



Choć egzamin dojrzałości dopiero w maju, już teraz warto zacząć poważnie zastanawiać się, jakie działania należy podjąć, aby dobrze przygotować się do przyszłorocznej matury. Tak też postąpili nasi maturzyści, którzy w ramach kolejnej edycji Salonu Maturzystów odbyli swoiste tournee po krakowskich uczelniach wyższych, aby zaznajomić się ze  strukturą egzaminu maturalnego i podjąć właściwą decyzję o kierunku studiów. Tegoroczny Salon Maturzystów na Uniwersytecie Jagiellońskim przy-ciągnął sporą rzeszę maturzystów, rozwijających się w  rozmaitych kierunkach. Także oferta Salonu była szeroka: uczniowie mogli zapoznać się z programami zarówno uczelni typowo humanistycznych, jak i tych nakierowanych na przedmioty ścisłe. Jednak głównym założeniem spotkania były wykłady prowadzone przez profesorów, którzy przekazywali informacje o egzaminie i analizowali poszczególne zadania maturalne. Podkreślili, że nie ma konkretnego i stuprocentowego sposobu, jak zdać maturę, mogą jednak wskazać odpowiednią drogę, jak do majowych testów podejść z dobrym przygotowaniem. Również sami maturzyści podeszli do sprawy poważnie: - Salon Maturzystów był ciekawym doświadczeniem, uświadomił mi, że bez dobrego przygotowania ciężko zdać maturę. Same spotkania nie



dały nam wiedzy, jak zaliczyć maturę, bo te-go się chyba nikt nie spodziewał, ale pozwo-liły trzeźwym wzrokiem spojrzeć na całą sytu-ację. Poza tym mogłem dowiedzieć się czegoś o samym Uniwersytecie Jagiellońskim jak i innych uczelniach - powiedział Adrian Zię-biński, uczeń profilu humanistycznego z I LO. Wykładowcy pokazy-wali, jak nie stresować się w czasie pisania egzaminu i co zrobić, aby rozwiązać nawet pozornie najbardziej skomplikowane zada-nia. Między wykładami przyszli studenci mogli zaznajomić się z oferta-mi krakowskich szkół wyższych, a także poz-nać zasady rekrutacji. Dla niektórych Salon Maturzystów okazał się pomocą w wyzna- czenaczeniu kierunku studiów i  swojej przyszłej kariery zawodowej: - Dzięki tej inicjatywie dowiedziałem się o kierunkach na różnych uczelniach, o  których wcześniej nie miałem pojęcia. Ja już dawno się zdecydowałem, ale ten projekt pokazał mi dodatkowe alterna-tywy - stwierdził Domi-nik Fijał z klasy biolo-giczno - chemicznej. - Salon Maturzystów uświadomił mi, że nad-chodzący rok będzie rokiem trudnych wybo-rów, mających duży wpływ na  moją przy-szłość. Jednocześnie pokazał, jak różnorod-ne ścieżki życia zawodowego oferują nam polskie uczelnie - dodaje Joanna Mis-tarz. Projekt z każ-dym rokiem się rozwija i rzeczywiście pomaga maturzystom w obraniu ścieżki do satysfa- kcjonującego wyniku na  egzaminie matu- ralnym. Nie pozostaje nic innego, jak życzyć wszystkim przyszło-rocznym zdającym maturę w powiecie myślenickim powodze- nia oraz dokonania świadomego wyboru kierunku studiów. Adrian Burtan Turbany jak białe obłoki…
- po wystawie "Ottomania. Osmański Orient w sztuce renesansu."


Sułtan Mehmed II stał się sławny jako pogromca Cesarstwa Bizantyńskiego. Portret "El Gran Turco" przypisywany A. Pollaiuolo wykonano, podobnie jak inne jego wizerunki, z wyobraźni. Jeszcze większą sławę zyskał sułtan Sulejman Wspaniały- z jednej strony pokazywany jako mądry władca, a z drugiej - jako budzący lęk i szacunek przeciw-nik. W  zależności od  celów propagandowych ukazywany był jako piękny lub brzydki, łagodny lub surowy. Na portrecie Hansa Ewortha z  1549 "Sułtan Sulejman Wspaniały dosiadający konia" przedstawiono go w otoczeniu świty, kiedy to udaje się konno na piątkową modlitwę, przemierzając Stambuł. Koń "unosi stopę jak tancerz" ...Bogate złoto- czerwone szaty nadają postaci hieratyczny wygląd. Jego biały turban wydaje się sięgać obłoków, sam staje się białym obłokiem (sfera sacrum?). Malarz umiejętnie wyolbrzymił proporcje turbanu tureckiego władcy, co  służyło spotęgowaniu



egzotycznej aury otaczającej portretowanego. W portrecie młodego Sulejmana sporządzonym wg  Tycjana obszerny sferyczny turban ze stożkowatą czapką (taj) zakrywa mu  czoło i  kark, nachodzi na lewe ucho, lekko je odginając. Ten turban jest zarazem lekki i  ciężki jak splendor, powaga i odpowiedzial-ność. Głównym bohaterem cyklu portretów różnych sułtanów wydają się być turbany z adamaszku, wielkie rozmiarem i uwydatnione jeszcze deko-racjami, których formy często są czystym wytworem wyobraźni artysty, wypełniającego nimi teatralnie przestrzeń portretów. Sułtankę Roksolanę /Hurrem/ Tycjan namalował jak "Ottomańską damę z grono-stajem". W bogatej złocisto- czarnej szacie i nakryciu głowy obszytym klejnotami, odsła-niającym jej rude włosy. Z perłami na szyi i w uszach. Z oczami lśniącymi jak perły. Ta kobieta /w serialu "Wspaniałe stulecie" mówiąca do męża: "Sułtanie mojego serca"/ była postacią nietuzinkową. Matką sześciorga dzieci, która za-chowała pozycję na dworze i względy Sulejmana aż  do śmierci. Była kobietą o wysokiej kulturze, umiejącą zabawić rozmową zagranicznych amba-sadorów i utrzymywać ożywioną korespondencję z  władcami, dostojnikami i artystami. Powyższe uwagi chciałabym zakończyć słowami Elif Shafak: "Nasze postrzeganie innych jest głęboko "okaleczone". Dzieła renesansowych artystów wyz-naczają doskonały punkt wyjścia do przemyślenia dystansu dzie-lącego "nas" od "nich". Dystans ten w mniejszym stopniu dotyczy świata zewnętrznego niż wewnętrznego świata naszych umysłów." A.I. Dobrzyńska- Bicz
Głowa do góry! (albo do poduchy)


Już przeszło miesiąc odkąd przekroczyliśmy próg tej szkoły, niektórzy po raz pierwszy, inni już dobrze go znając. Jednak to  o czym chcę napisać dopada nas, nie bacząc na wiek. Czytajcie dalej, jeśli Wy też wrześniową porą czujecie się nieco bardziej zmęczeni i szybciej wpadacie w zły nastrój. Być może myślicie, że to dlatego, bo skończyły się wakacje i trzeba się zabrać do nauki, więc automatycznie przestawiamy się na tryb: „nie, nie i jeszcze raz nie”. Bronimy się rękami i nogami, ale rzeczywistość jest nieunikniona, więc próbujemy się buntować. Mówicie: „to tylko zły dzień”, „zaraz mi przejdzie”, „nie wyspałem się”. Tymczasem prawda jest taka, że być może dopadła Was jesienna chandra. Co z tym zrobić? Przede wszystkim, zanim zakopiecie się w koc na wieki, spróbujcie zastosować się do kilku porad. Najprostszy i najszybszy sposób na pozbycie się humorku to – podkreślam - krótka



drzemka.. tylko uwaga, żebyście nie przespali całego popołudnia, lekcje same się nie odrobią! Dla nieco bardziej zajętych polecam kubek dobrej herbaty albo kakao. A co jemy? Ryby, orzechy oraz wszystkie jesienne owoce i warzywa – dynie, jabłka, śliwki. Uzupełniajcie też płyny, wodą i soczkami z witaminą C.  Wysiłek fizyczny również wska-zany! Przynajmniej w weekend, bo wiadomo, że w szkolne dni ciężej wcisnąć kolejny punkt do kalendarza. Nie bądźcie też dla siebie za surowi. Dobrze jest pamiętać, że chwila przerwy nikomu nie zaszkodzi. Zajmijcie się obowiązkami i jak najszybciej przejdźcie do tego, co sprawia Wam przyjemność. Za często zapominamy, jak ważne jest nasze zdrowie psychiczne. Jesień da się lubić, ale jeśli dalej bronicie się przed nią rękami i nogami, to trzymam za Was kciuki, byście przetrwali do  pierwszych wiosennych promieni słońca! Magda Mizera